Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

A więc zaczynamy.

Metody tradycyjne to pierwsze metody jakie opracował człowiek, żeby szkolić psy. Dlaczego chciał posługiwać się językiem siły i przymusu?

W wieku XVII, a więc stosunkowo niedawno żył niejaki Kartezjusz, który przybijał psy gwoździami do ścian stodół i na żywo rozcinał ich ciała, udzielając gapiom lekcji anatomii. Wycie i szarpanie się psów tłumaczył zaprogramowaną reakcją na ingerencję w ciało. Wszak wg ówczesnych poglądów zwierzęta bólu nie czuły. Co gorsze, do tej pory istnieją ludzie, którzy tak uważają. Jestem w stanie zrozumieć kłótnie na temat uczuć czy duszy, ale w świetle obecnej nauki nie ma wątpliwości co do tego, że zwierzęta to nie roboty i ból jest taką samą częścią ich życia, jak naszą.
Drapieżniki, a przypominam, że pies również do nich należy, mają to do siebie, że nie okazują bólu tak ostentacyjnie, co sprawia, że ludzie pozwalają sobie na więcej niż powinni.

Kolejnym wynalazkiem stała się teoria dominacji, zakładająca, że w stadzie psów, tak jak u wilków istnieje sztywna hierarchia i że psy dążą do objęcia przywództwa w stadzie. Stadem takim może być dla niego również rodzina ludzka.
Teoria ta ma wiele założeń, które nie pokrywają się z realiami, co więcej to właśnie z niej wywodzą się tajemnicze rytuały które ludzie stosują wobec psa.
Na pewno każdy z Was słyszał, co dla psa oznacza jedzenie przed nim? Pchanie się przez drzwi? Żebranie przy stole i zabieranie jedzenia? Niemożność wyproszenia psa z kanapy, łózka? Obrona swojej miski?
Teoria dominacji i trenerzy wyznający ją przynajmniej w jakiejś części mają na to jedną odpowiedź:
pies chce Cię zdominować.

Tak więc przeciętny wyjadacz chleba, kiedy mówi o sobie „dominant” i kiedy jest uczony, że psa wolno uderzyć, zwykle bardzo zaburza swoje wyobrażenie na ten temat. Dlaczego? Wydaje mi się, że zachodzi tutaj taki tok rozumowania: na szkoleniach uczą przemocy, więc to nic złego, no i wilki tak robią i u wilków to działa, a mój pies jest prawie jak wilk, więc i u niego to zadziała, po za tym szkoleniowcy to jakiś autorytet.

Jednak nie tak powinno to wyglądać.

Wszystkie te założenia oparte są rzekomo na obserwacji wilczej rodziny, tymczasem nowe badania pokazują, że te poglądy są błędne:

- generalnie para aplha nie jada pierwsza, co więcej pierwsze jadają szczenięta.
- żaden alpha nie zabiera innemu wilkowi pożywienia - nigdy, więc dlaczego dziwi to, że pies nie chce oddać swojego?
- co ciekawsze, alpha nie wymusza posłuszeństwa siłą, nie atakuje, skąd więc alpha rolls i scruff shakes?
- alpha to pies, który ma wyjątkowy talent do uspokajania swoich pobratymców, silny za którym można podążać, któremu można ufać.

Shirley Chong twierdzi, że “Hierarchia w normalnym stadzie to nie jest coś, co konkretny pies narzuca innym psom. To jest coś, co inne psy decydują się dać temu konkretnemu psu. Innymi słowy, hierarchia przychodzi od dołu.”

I chyba tak to właśnie wygląda. Dotarłam do udokumentowanej historii w której stado wilków zagryzło terroryzującą ich sukę. Jej miejsce zajęła równie silna ale tak samo łagodna jak tamta była agresywna.
Czy więc warto terroryzować swojego psa?

Wracając jeszcze do zachowań psa których wspomniałam wyżej, warto podkreślić jak spojrzy na nie szkoleniowiec pozytywny:

- pies śpi w Twoim łóżku, nie dlatego, bo czuje się Panem, tylko dlatego, że mu na to pozwalasz lub nieświadomie nagradzasz takie zachowanie, nawet jeśli ono Ci się nie podoba.
- pies pcha się przed Tobą przez drzwi, nie dlatego, bo chce Cię zdominować, ale dlatego, bo bardzo chce iść na ten spacer. Mało który pies jest taki energiczny, kiedy trzeba wracać do domu;) a żeby pies się nie pchał, w tej czy innej sytuacji, wystarczy go tego nauczyć.
- jeśli pies żebrze czy zabiera Ci jedzenie, to dlatego, że mu pozwalasz lub nagradzasz nieświadomie to zachowanie.
- jeśli pies nie chce oddać miski, to pewnie nie nauczyłeś go, że Twoja ręka przy misce oznacza dla psa coś fajnego.
- jeśli nie chce zejść z kanapy, to być może dochodzi do agresji na tle posiadania – pies broni swojej kanapy bo to jedyne dobro, jakie posiada.
- pies warczy, kiedy wyciągasz do niego rękę – albo ktoś go bił, albo się boi.

Być może to wszystko wydaje się jeszcze dla Was niejasne, ale z czasem to wytłumaczę. Zobaczcie jednak, jak szeroki jest wachlarz wyjaśnień, jak bardzo poszerzamy sobie horyzonty myślowe i zwiększamy prawdopodobieństwo zrozumienia naszego psa oraz rozwiązania problemów? Na pewno wielu z Was nie chciałoby mieć takich kłopotów, ale nie dlatego, żeby pokazać, kto tu jest alpha, tylko dlatego, żeby uporządkować życie z psem.
Żyjemy wg jakiś norm społecznych, które nie są związane z hierarchią, ale istnieją po to, aby żyło się łatwiej. Tych norm musimy psa nauczyć. Zasady wg których pies ma żyć określamy sami.
Ja np. uwielbiałam spać w łóżku z moim psem, szczególnie w zimie. Tak samo lubiłam, kiedy na mnie skakał po moim powrocie do domu, bo kochałam radość, która z niego tryskała na mój widok.

Tak więc hierarchia w rozumieniu stada (w której trzeba walczyć o przewodnictwo) w rodzinie ludzkiej nie istnieje. Nie jest też konieczna przemoc do egzekwowania naszych ludzkich zasad. To dwie najważniejsze rzeczy, jakie chciałabym abyście zapamiętali. Nie ważne, co mówi Wasz trener, nie ważne co piszą w książkach – pamiętajcie, że stare teorie są zwykle zastępowane przez nowe, a te nowe z reguły są bardziej trafne.

O samych metodach szkoleniowych więcej w następnym odcinku;)
19.08.2010 o godz. 10:45

heja!
dziś będzie tekst piosenki my happy ending
oto on:


Let's talk this over
It's not like we're dead
Was it something I did?
Was it something You said?
Don't leave me hangin
In a city so dead
held up so high
On such a breakable thread

You were all the things I thought I knew
And I thought we could be

[REFREN]
You were everything, everything that I wanted
We were meant to be, supposed to be, but we lost it
All off our memories, so close to me, just fade away
All this time you were pretending
So much for my happy ending


You've got your dumb friends
I know what they say
They tell you I'm difficult
But so are they
But they don't know me
Do they even know you?
All the things you hide from me
All the shit that you do

You were all the things I thought I knew
And I thought we could be

[REFREN]
You were everything, everything that I wanted
We were meant to be, supposed to be, but we lost it
All off memories, so close to me, just fade away
All this time you were pretending
So much for my happy ending


It's nice to know that you were there
Thanks for acting like you care
And making me feel like I was the only one
It's nice to know we had it all
Thanks for watching as I fall
And letting me know we were done

[REFREN *2]
So much for my happy ending
So much for my happy ending
19.08.2010 o godz. 10:42

i co.. i nic..

i jestem złaa..

kilka miesięcy temu poddałam się zabiegowi prostowania przegrody nosowej.. co było dla mnie niepojętym koszmarem..zabieg ten odbył się w Legnickim szpitalu i potem mogłam tylko żałować że zgodziłam się na znieczulenie miejscowe a nie na ogólne.. a to dlatego, że przeżyłam horror.. okropny ból..gdy po pół godziny zaczęło puszczać znieczulenie.. krzyczałam na pół oddziału było słychać..ryczałam jak bóbr.. aż przyszedł inny lekarz by zobaczyć co mi robią.. a mi po prostu na moich oczach rozcinali nosek i małym młoteczkiem łamali.. potem prostowali.. wszystko czułam ból nie do opisania.. jak by ktoś chciał Ci wyrwać mózg przez nos.. Bo takie miałam uczucie.. Bo grzebała mi baba tak głęboko jakimś haczykiem i coś wyciągała.. pewnie tą narośl przez którą miałam skrzywioną przegrodę, którą wcześniej rozkruszyła sobie takim małym młoteczkiem.. Krew lała mi się do buzi przez nos..miałam sączek.. ale to nic..
Krzyczałam że mnie boli.. i reakcji nie było żadnej.! Ani mnie nie zniedoczulili ani nic..
chciałam żeby to się wreszcie skończyło.. a że jestem silną kobietą zacisnęłam mocno pięści przetrwałam ten horror..Gdy już mi zszyła nos..wszystko mi było jedno.. trafiłam na salę.. i zasnęłam jak dziecko z wycieńczenia...A nie było łatwo zasnąć bo do nosa wsadziła mi ogromne ilości setonów (to taka sznurówka jak bandaż i ją zwija i wciska Ci głęboko do samego końca nosa aż w gardle czujesz, coś na kształt tamponady) bo tak to się nazywa..
Pomijając okropne szpitalne jedzenie..sama leżałam na sali przez 3 dni i nie wolno mi było chodzić..czułam się jak więzień..po tych 3 dniach wyciągnęli mi te tamponady w taki sposób że ordynator zawołał mnie do siebie i patrzyło jeszcze na to 2 praktykantów.. dali mi do rąk miskę taką "nereczkę".. Pociągnął za tą tamponadę i po prostu wyrwał mi ją z nosa.. krew buchnęła do tej miski i kazali mi wydmuchać nos..i patrzyli do środka.. stwierdzili że wszystko ok i kazali mi leżeć do jutra..Poleciały mi łzy i czułam się naprawdę jak bym miała depresję.. teraz już wiem co to znaczy operacja nosa i jest to horror tylko dla bardzo odpornych psychicznie..
Potem wypuścili mnie do domu i kazali przyjechać za 2 tyg. na zdjęcie szwów które były wewnątrz nosa..
To co mam do powiedzenia to to ..że kobieta która wyciągała mi te szwy z nosa chyba była ślepa..
Po jakimś miesiącu gdy już było wiadomo, że wszystko się ładnie goi okazało się że zostawiła mi w nosie nitkę, to znaczy nie usunęła wszystkich szwów..
Mało tego.. ciągle coś mnie swędziało w nosie i to głęboko w górze tam gdzie normalnie nie dosięgniesz palcem heh.. okazało się że "znalazłam" kolejną niewyciągniętą nitkę..
i co? i byłam u laryngologa.. Nie zrobiła z tym nic bo stwierdziła że mi to w niczym nie przeszkadza.. Tylko że mi akurat przeszkadzało.. bo kichałam co chwilę..swędziało mnie to.. drażniło.. no i cały czas jak małe dziecko pchałam przez to paluchy do nosa..w końcu nie wytrzymałam..a że jestem już odporna na wszystko..
mając cywilną odwagę sama wyciągnęłam jedną nitkę pęsetą! byłam z siebie dumna..
Ale co z tego jak nie mogę wyciągnąć tej co jest głębiej.. byłam z tym u lekarza i ona też nie mogła wyciągnąć.. i wiecie co zrobiła? po prostu ją przycięła tak do skóry..i co?
I teraz zaczyna tam się coś dziać.. bo ciągle mam zatkaną tą dziurkę, wypadają mi z niej zaschnięte kawałki ropy..wiem, że to mało przyjemne.. ale tak jest..

I co? I do tego zaczyna mnie drapać gardło..
a zdecydowałam się tylko dlatego na ten zabieg bo przed nim bardzo często chorowałam na anginę..i miałam duże skrzywienie przegrody (nie było tego widać na zewnątrz) ale jedną dziurkę miałam drożną tylko 10%..
a tu znów kłopoty..
i za co to? za to że miałam odwagę poddać się temu zabiegowi mimo iż bardzo się bałam>?

Dobija mnie to..:( a chciałam tylko normalnie oddychać pełną piersią i nie chorować.. :(
19.08.2010 o godz. 10:41

NADCIŚNIENIE TĘTNICZE

Nadciśnienie powoduje 5-krotny wzrost ryzyka udaru mózgu,3-krotny zawału serca i 2-3-krotny wzrost ryzyka rozwoju niewydolności serca.
Jedna trzecia ludzi,którzy mają nadciśnienie,nie zdają sobie z tego sprawy,ponieważ nigdy nie powoduje ono bólu lub innych bezpośrednich dolegliwości.Jednak z upływem czau nadciśnienie wywiera działanie na wewnętrzną powierzchnię naczyń tetniczych,czyniąc je na obraz pokiereszowanych ścian tunelu.Stan ten sprzyja odkładaniu się złogów w uszkodzonych ścianach naczyń,zwężając,a w rezultacie sprzyjając powstawaniu skrzeplin.
Urywająca się skrzeplina może spowodować zawał serca lub udar.
Nawet jeśli tak się nie dzieje,wysokie ciśnienie obciąża serce dodatkową pracą i napięciem.Powstawanie choroby nadciśnienia nie jest nieuniknione,mówią eksperci.Zmniejszenie spożycia soli,odpowiednia dieta,kontrola wagi ciała,odpowiedni wysiłek fizyczny i zmniejszone spożycie alkoholu to czynniki zapobiegające rozwojowi nadciśnienia.
Redukcja nadwagi ciała jest znakomitym początkiem działań zapobiegawczych.Nadwaga sprzyja powstawaniu nadciśnienia,ale jej redukcja to ryzyko zmniejsza.

Nie sięgaj po sól.......
Powiedz"tak" gotowaniu bez soli......
Zamknij "kopalnię soli".........


Potas to jest to!
Nie zapominaj o innych mikroelementach!
Chroń się przed nadciśnieniem przyjmując sole kwasu foliowego!


Unikaj S*T*R*E*S*U


Powiedz to spokojniej.
Traktuj swoje życie ,jak otwartą księgę.
Weż głęboki oddech.
Zredukuj ilość alkoholu.
Rzuć palenie.
Ruszaj się ,aby utrzymać swoje ciśnienie w normie.
Odżywiaj się niskokalorycznie.

Stosuj DWPRN-nabiał i produkty mleczne:
"dietetyczny wpływ na powstrzymanie rozwoju nadciśnienia.

Diety tracą sens.
Często szkodzą zdrowiu.
Zabierają energię zamiast jej dostarczać.
Prowadzą do obsesji.
Wymagają silnej woli.
Stajesz się tłuściejszy.
Licz kalorie.
Jedz dużo,ale niskokalorycznie.
Nie wpadnij w pułapkę produktów beztłuszczowych.
Oszukaj głód zdrowymi przekąskami.
Zmodyfikuj jadłospis.
Daj sobie trochę czasu.
zrób czarną listę produktów.
Nie poddawaj się wymaganiom rodziny.
Nie kupuj hurtem.
Wyrzucaj pozostałości posiłków.
Podjadaj zdrowo.
Schowaj rodzinny serwis.
Używaj mniejszych talerzy.
Jedz powoli.
Najedz się przed wyjściem do lokalu.
Utop pokusę.

Do czego dążyć:
-myśl realnie
-ustal właściwe cele
-skup się na działaniu a nie na efekcie
-stawiaj sobie wymierne cele
-działaj krok po kroku
-nie zniechęcaj się
-zapomnij o chlebie......
-nie czytaj menu
-oszczędz surówkę
-zafunduj sobie deser
-wycisz uczucie głodu
-ruszaj się ile tylko możesz
-uważaj na niektóre lekarstwa
-wyśpij się
-spaceruj
skorzystaj z ruchomej bieżni
-zorganizuj sobie czas
-zlikwiduj cellulitis-masaże.........
19.08.2010 o godz. 10:40
Siema ;)
Dzisiaj u nas w budzie (pierwszy raz czujecie ? xD) jest piknik rodzinny na zakończenie wakacyjii ;D

Mimo że jeszcze ponad tydzień do końca ;P
ale pogoda chyba nie będzie ciekawa ;/
"...jeśli warunki pogodowe nie będą sprzyjające to zabawa zostanie przeniesiona do budynku szkoły..."
...tiaaaa bo u nas jest tyle miejsca, że ...

Ale mniejsza o pogodę ;P to i tak nie ma co w domu robić więc się wybieram z kolegami ;)
a co ? :P
Może będzie nawet ciekawie...

Aaa głupio bo już koniec wakacji się zbliża... ;/
Ostatnio byłem z kolegami na boisku i było nawet fajnie pośmialiśmy się trochę ;P
(no bo wiadomo że jak jestem ja to musi być śmiesznie ;P;P;P ...ta moja skromność..;p)

A tak ogólnie to nuuudy...

Wczoraj porobiłem fotki i to tyle ;P
19.08.2010 o godz. 10:31

3.

- Jak mogłeś zachować się tak nieodpowiedzialnie! Mało brakowało, a wydałbyś nas wszystkich!
Huknęły zatrzaśnięte drzwi, Rosalie wpadła z rozpędem do przedpokoju.
- Żeby w szkole, w szkole… co cię napadło?!
- Rose… zdarzyło mi się to pierwszy raz… Nie mam pojęcia, dlaczego… Gdybyś czuła to, co ja…
- Co miałam czuć? Przestajesz się kontrolować, to wszystko! Codziennie przebywasz wśród setek ludzi i zachciało ci się jakiejś tam nowej dziewczyny? – nagle zamilkła, jakby straszna myśl przemknęła przez jej umysł. Podejrzenie odbiło się na jej twarzy – ciągnie cię do niej? – zapytała ni z gruszki ni pietruszki, zbliżając się do niego z podniesioną ręką. – Przyznaj, pociąga cię?
Cofał się przed jej oskarżycielskim spojrzeniem jak skazaniec przed wyrokiem sądu.
- Ja nie… nie…
Dźgnęła go wyciągniętym palcem w pierś.
- Ha! – krzyknęła triumfalnie. – A jednak! – teraz w jej krzykach zabrzmiały histeryczne tony. – Chcesz wplątać się w to samo, co Edward? Ponownie chcesz narazić naszą rodzinę na pretensje Volturi? Związać się z takim… takim mugolakiem?
- Chwila - ostatnie słowo brzmiało znajomo – czytałaś Harry’ego Pottera?
Zamrugała szybko oczami. Trafił w jej czuły punkt.
- Nie zmieniaj tematu, Hale! Chcę znać odpowiedź…
- Musiałaś czytać – przerwał jej. – Śmiałaś się z Alice, że kupiła wszystkie tomy, a sama podkradałaś jej części!
Nie odpowiedziała. Odwrócił się.
- Nie będę się tłumaczyć przed osobą, która przeczytała Harry’ego Pottera, a sama śmiała się z Alice.
Westchnienie za nim zasygnalizowało mu, że ich rozmowa nie dotarła do końca.
- Nie. Czytałam. Tych. KSIĄŻEK!
Postawił stopę na pierwszym stopniu schodów.
- Ależ to żaden wstyd, Rose – nie odwracając się odparł. – Każdy w swoim życiu potrzebuje odrobiny fantastyki.
ŁUP.
Cenna waza z bukietem kwiatów rozbiła się na ścianie w miejscu, gdzie zamierzał postawić kolejny krok. Woda z płatkami zeschłych liści rozlała się po szorstkiej tapecie i ściekała po niej szarymi strugami.
Poczuł, jak coś gorącego spływa mu po twarzy. Dotknął swojej skóry i poczuł ostrą krawędź w miejscu, w którym odłamek porcelany wbił mu się w kość policzkową. Wyciągnął go powolnym ruchem i odrzucił za siebie. Podłużne rozcięcie zrosło się, zanim odprysk uderzył w podłogę.
- Nie prowokuj mnie, Rose.
Pociemniałe oczy gorzały w białej twarzy. Była wściekła.
- Tak uważasz? Że kto tu komu działa na nerwy?!
Chwyciła miniaturową replikę Wenus z Milo i tym razem musiał się uchylić, żeby nie dostać w głowę. Ślizgając się po zalanych schodach i skorupach fajansu wbiegł na podwyższenie schodów.
Była tam. Pseudo dekoracyjna osiemnastowieczna szabla Carlisle, zawieszona na ozdobnych hakach.
Zerwał broń, zanim kolejny kruchy zabytek nie roztrzaskał się na ścianie. Opierając się na ręku jednym ruchem przesadził balustradę i zeskoczył na holl piętro niżej.
Rose czekała tam na niego, z własną karabelą opartą na ramieniu. Przypuszczał, że musiała mieć ją wcześniej schowaną we wnęce na płaszcze, w przeciwnym razie nie dotarłaby w takim tempie do własnego pokoju.
- Nie rozumiem, co cię tak poniosło – powiedział, zezując okiem by ocenić odległość między nimi. – Jesteś stanowczo zbyt nerwowa, nawet jak na własne możliwości.
Krzyknęła i natarła na niego. Odparł jej cios i zadała następny, tym razem celując w szyję i tylko jego błyskawiczny unik sprawił, że głowa została mu na swoim miejscu. Tymczasem Rosalie poślizgnęła się na mokrej posadzce i podcięła mu nogi, tak że opadł z hukiem na plecy.
Podniósł wzrok i zobaczył tylko wydłużone przez punkt widzenia ostrze wycelowane w jego czoło.
- Dość? – uśmiechnęła się z wyższością. Jej oddech nawet nie przyspieszył.
Poderwał się z miejsca, robiąc salto w tył wytrącił kopniakiem klingę szabli z jej dłoni, co wywołało w niej okrzyk zaskoczenia. Opadł z gracją na obie nogi i przerzucił broń do drugiej ręki.
- Jeszcze nie.
Prychnęła z wściekłością i z pasją odepchnęła krzesło stojące jej na przeszkodzie. Ponownie natarła, tym razem agresywniej, razy padały częściej i były zacieklejsze. Odgłosy ścierającego się żelaza odbijały się echem od wysokiego sklepienia i zwielokrotnione rozchodziły się po domu. Rosalie wskoczyła na niską komodę, roztrącając kryształowe karafki i szklane bibeloty, które rozsypały się na kafelkach i rozbiły w drobny mak. Zaraz podskoczyła, kiedy ostrze Jaspera rozszczepiło drewno między jej stopami. Z rozpędem kopnęła go w twarz przy wtórze donośnego chrupnięcia z siłą, która odrzuciła go na połowę hollu. Zniecierpliwionym gestem nastawił swój nos (rany co prawda szybko się na nim goiły, ale zostawienie pękniętej kości samej sobie przynosiło nieciekawe efekty) i jego wzrok zawiesił się na dębowym stole do przyjmowania gości.
Rosalie, pewna swojego miejsca, spojrzała na niego z wyrazem, który zdawał się mówić: nie zrobisz tego.
W tej chwili mebel pod nią przestał istnieć, dosłownie wbity w ścianę przez pchnięty nogą Jaspera stół. W chmurze tynku zmieszanego z dębowymi drzazgami, dziewczyna w ostatnim momencie chwyciła się solidnego kinkietu nad nią i zawisła dobre dwa metry nad ziemią.
- CO TU SIĘ DZIEJE?
Na szczycie schodów stał Carlisle i ze zgrozą w oczach patrzył na scenę rozgrywającą się na dole: na Rosalie, zwisającą nieruchomo z żyrandola, oraz Jaspera: z jego szablą w ręku i zakrzepłą krwią z nosa, zastygłego w dziwnej pozie z jedną nogą uniesioną na wysokość kolana z miną wyrażającą skruchę.
Oboje milczeli, przy czym Jasper dyskretnie, jak mu się wydawało, usiłował ukryć za plecami półtorametrowe ostrze.
- Powtarzałem tyle razy: żadnych walk wewnątrz domu!
Za jego plecami jak na zawołanie pojawiła się Esme, która załamała ręce nad pobojowiskiem w salonie.
- Co za bałagan! Po raz kolejny będziemy zmuszeni odnowić parter!
Wzrok Carlisle był pełen niemego wyrzutu.
Rosalie tymczasem zdołała zeskoczyć na posadzkę i pobieżnie otrzepać się z kurzu. Wskazała palcem Jaspera.
- To jego wina!
Nie zważając na to, co robi, wyciągnął ku niej rękę z bronią:
- To TY dostałaś napadu szału, nie ja!
- Jak sądzisz, dlaczego? Wszystko przez twoje szczeniackie zachowanie!
- Co się dzieje? Czy nie powinniście być o tej porze na zajęciach? – w głosie Esme zabrzmiały niepewne nuty. Spojrzała na chłopaka – i dlaczego masz w ręku miecz mojego męża?
- Ja… uhm.
- Niech wszyscy się uspokoją – Carlisle nie podniósł głosu, ale i tak wszyscy zamilkli na dźwięk jego brzmienia. Był stanowczy i opanowany – Rosalie, zdajesz się mieć w tej sprawie kluczową rolę. Wytłumacz nam proszę, o co chodzi.
Jakby na to czekała.
- Niewiele trzeba tłumaczyć. Mój braciszek – ostatnie słowo wymówiła z przekąsem, jakby godziło w jej poczucie przyzwoitości – omal nie rzucił się na nową dziewczynę w klasie – przerwała na chwilę, rozkoszując się reakcjami swoich przybranych rodziców. Sprawiali wrażenie zszokowanych – byłam zmuszona wyprowadzić go ze szkoły, żeby się uspokoił. Gdyby nie moja interwencja, naraziłby na szwank bezpieczeństwo całej rodziny, jestem tego pewna. I to wszystko z powodu normalnej dziewczyny, która…
- To nie jest normalna dziewczyna! – przerwał jej Jasper. Ku swojemu przerażeniu zauważył, że zabrzmiało to gwałtowniej, niż zamierzał – pachniała inaczej, niż zwykli ludzie i nie można było wyczuć jej tętna, na początku…
- Zanim nie rzuciłeś się jej do gardła? – wtrąciła Rosalie.
- Nie! – zaprzeczył. Czuł na sobie pełne napięcia spojrzenie Esme i Carlisle – Tam było coś innego… - przypomniał sobie swoistego rodzaju podniecenie, które nim zawładnęło tego poranka i niemal widział, jak szkarłatny rumieniec oblewa mu twarz. A niech to licho! Dokończył cicho – ona nie jest w pełni normalna.
- Kto nie jest w pełni normalny? – dobiegło ich chłodne pytanie.
Wszyscy jak na komendę odwrócili się w kierunku źródła głosu i ujrzeli Aleksyna, stojącego w drzwiach kuchni, opartego o ramę drzwi i sprawiającego wrażenie zbierającego się do wyjścia. Przy nim stał doberman Buto, strzygący niecierpliwie uszami i Jasper domyślił się, że wybierają się na polowanie.
Rzucił Rosalie ostrzegawcze spojrzenie, ale było już za późno.
- Nikt taki, tylko pewna dziewczyna wyzwala w Jasperku instynkty macierzyńskie – wyszczebiotała, ale zaraz zamilkła dostrzegając minę Carlisle. Nigdy nie mówił o tym głośno, ale było jasne, że nie do końca ufa Aleksynowi w sprawach pożywienia: zbyt długo żywił się ludzką krwią i zbyt krótki był jego staż w ich domu, żeby nie stanowić zagrożenia dla mieszkańców Grand Rapids.
Dla Jaspera natomiast Aleksyn pozostawał zdradliwym egoistą, który nie zawahałby się pomóc Volturi w spaleniu ich wszystkich na stosie, gdyby ta organizacja nie chciała zrobić tego z nim. Bo to było prawdziwą przyczyną mieszkania z nimi pod wspólnym dachem – wygoda, a nie chęć chronienia ludzi. Wspominał o tym Carlisle, jednak ten za bardzo wierzył w moc dobra, i nie dostrzegał bądź nie chciał widzieć wszelkich negatywnych przesłanek, żeby sobie tym zawracać głowę.
- Jasper ma kilka wolnych dni od szkoły – powiedziała szybko Esme, rzucając przelotne spojrzenie mężowi. Jasper jęknął – będziesz miał towarzystwo w te chwile, w których dom jest pusty.
- Czy w tej… szkole – Aleksyn celowo słowo „szkole” wypowiedział z odpowiednią porcją pogardy. Tam skąd pochodził nikt nie musiał się zniżać do obcowania z ludźmi – pojawił się ktoś wart uwagi?
Powiódł oczami, w których żarzyły się jeszcze czerwone odbłyski, po twarzach zebranych. Było jasne, że coś podejrzewa, jak to, że stał pod drzwiami i przysłuchiwał się awanturze, w przeciwnym razie nie okazałby tyle obojętności w stosunku do zburzonej częściowo ściany w salonie.
Nie doczekawszy się sensownej odpowiedzi, poprawił kołnierz płaszcza i omijając z wdziękiem odłamki gruzu, ruszył do drzwi.
- Cóż, jak mnie poinformowaliście, moja ludzka kwarantanna zbliża się ku końcowi – jego blade wargi wykrzywił uśmiech samozadowolenia. Skinął na psa, który w kilku susach znalazł się przy nogawce jego spodni – więc wrócimy do tego, jak tam wy to nazywacie, liceum… razem – mrugnął porozumiewawczo do Jaspera i zniknął za drzwiami.
W tej samej chwili, gdy trzasnęły zamykane drzwi, żyrandol, na którym kilka chwil wcześniej wisiała Rosalie oberwał się i spadł z hukiem na środek hollu.
- Drodzy państwo, macie to sprzątnąć.
Rosalie spojrzała spode łba na Jaspera z zamiarem dopieczenia mu do żywego, ale dostrzegła zatroskany wyraz jego twarzy i roześmiała się w głos.
Spojrzał na nią niepewnie.
Była cała w pyle i tynku, zawsze tak starannie ułożone włosy miała w nieładzie.
Nie wytrzymał.
Zaczął się śmiać.
Jednak świadomość, że Aleksyn wróci do szkoły razem z nim, tkwiła w jego umyśle jak jeden z tych odłamków porcelany, którymi usiana była posadzka.

19.08.2010 o godz. 10:19
Moja stylizacja została wyróżniona na portalu stylizacyjnym - Stylio :) - Tutaj zobaczysz


Twoje zdjęcie zostało wybrane do Day Best! Prezentujesz na nim świetny set i z pewnością będzie inspirujące dla pozostałych użytkowników! Cała redakcja Stylio.pl gratuluje wyróżnienia.
19.08.2010 o godz. 09:47
Ostatnio rozmawiałam z przyszłym rozwodnikiem, ale to straszne. Cztery lata po ślubie i rozwód, na dodatek dwójka dzieci. Głupio było spytać co tak naprawdę jest powodem. Sam powiedział,że pewne sprzeczne sytuacje, a może go zdradziła i taka jest prawda. Aż strach żenić się. Rodzice pewnego kolegi też są rozwiedzeni. Dreszcz mnie przechodzi, nie chciałabym być w takiej sytuacji i wyciągać wszystkie "brudy". Poza tym prawo, okazuje się, nie być prawem,że to ściema, to co słyszymy,że w realiach w stanięciu twarzą w twarz z taką sytuacją, wychodzi,że tak naprawdę nie mamy prawa. Polska ma tragiczny system prawny i to wszystko jest do kitu ustawione. Nie tylko chodzi o rozwody, a też o to,że recydywiści chodzą po ulicach. Państwo marnuje pieniądze na władze, nawet związku z tą katastrofą, nie zginęli ludzie biedni, a ile dostali pieniędzy na miesiąc na utrzymanie i będą jeszcze długo dostawać. Potem nastąpiła powódź, a ile zwykli ludzie dostają? Ostatnio powiedzieli,że rolnicy otrzymują 2000 zł na czysto co miesiąc, o ja pierdole, niech sobie pójdą na miesiąc do przeciętnego małego rolnika i sobie pomieszkają, to zobaczą jak się żyje za grosze, gówno wiedzą, a statystki podnoszą bogacze. Wkurza mnie ten polski system prawny i cały system.
19.08.2010 o godz. 09:36
Kochane dziewczyny. Czy zdajecie sobie sprawę, że rzucanie kurwami na lewo i prawo strasznie odrzuca facetów? Wiem, że może chcecie się jakoś wpasować w męskie towarzystwo, ale nie tędy droga. To tak jakbyście zapuściły brodę, bo wszyscy chłopacy z waszego grona ją mają. Żeby było jasne, to co teraz piszę to nie tylko moje zdanie, dużo facetów tak myśli. Nie próbuję was oduczyć przeklinania, to nie o to się rozchodzi. Problemem jest to, że klniecie bez żadnego powodu, używacie kurwy jak przecinka i robicie to nierzadko na całe gardło. Aż wstyd z taką się pokazać publicznie, czuję się wtedy jakbym się umówił z dresem, albo z menelem. Przekleństwa są w każdym języku. Dlaczego? Bo są potrzebne. Służą temu żeby pokazać swoją dezaprobatę i zdenerwowanie w bardzo dosadny sposób. Nie służą okazywaniu szczęścia, wątpliwości, zdziwienia, zamyślenia i innych stanów emocjonalnych. Dlatego apeluję: Dziewczyny, ogarnijcie się.
19.08.2010 o godz. 09:34

Pomyślałam, że pokażę Wam moje nowe dzieło

"Carry"
Josh jest studentem prawa. Jego ojciec jest adwokatem i Josh ma przejąć firmę prawniczą. Chłopak uwielbia przebywać w klubach i upjać się. Kiedys jeździł samochodem na te eskapady, ale rok temu w wypadku przez niego spowodowanym zginęła jego dziewczyna.
Pewnego dnia poznaje Carry. Nie wie, że ruda jest siostrą ofiary wypadku i chce się zemścic...

Czas akcji: teraźniejszość
Miejsce akcji: Waszyngton, USA
Traumy: Barken, Vondy

Opis postaci:

JOSH MIDWAY-24latek, syn prawnika, udziela się charytatywnie; rok temu spowodował wypadek, w którym zginęła Alison Brighton.

CARRY BRIGHTON/HOPE- 22latka, siostra Alison; gdy spotyka Josha poprzysięga zemstę; sierota.

ALISON BRIGHTON- 20latka w dniu wypadku, szaleńczo zakochana w Joshu.

TERRY MIDWAY- 45latek, ojciec josha, prawnik.

KATE MIDWAY- 44latka, matka Josha; umiera na zawał serca.
19.08.2010 o godz. 09:34
O nauce posłuszeństwa i wychowaniu psa można mówić naprawdę wiele.
Wiemy, że pies pochodzi od wilka, wiemy po co powstały pewne rasy i jakie wiążą się z tym predyspozycje naszych zwierzaków. Ważne jest, żeby wiedzieć, że mimo, iż pies przychodzi na świat obdarowany takimi a nie innymi genami, to jego zachowanie można bardzo efektownie kształtować.

Generalnie istnieją trzy szkoleniowe światy, oparte na metodzie kija, marchewki i marchewki i kija, a więc odpowiednio: tradycyjne, pozytywne i.. coś pomiędzy;)
Wielu pozytywnych szkoleniowców mówi, że w swojej karierze nie spotkali jeszcze psa niezdolnego do nauki, a za takie szkoleniowcy tradycyjni uważają psy lękliwe bądź agresywne (przy czym ta agresja wynika najczęściej z lęku) – głównie dlatego, że nie można ich przemocą do niczego przekonać, bo albo gryzą albo uciekają.

Spróbuję Wam przedstawić mój pogląd na temat tych dwóch dróg szkoleniowych i uzasadnić, dlaczego szkolenie pozytywne uważam za lepsze, a tradycyjne – za przeżytek, którego lepiej unikać, szczególnie dla dobra psa.
Być może niektórzy poczują się urażeni, bo sami prowadzą swoje psy w takie miejsca i uznają, że przecież pies się uczy. To prawda – uczy się, ale tego typu nauka ma więcej wad niż zalet.

Z resztą, nie można winić ludzi, którzy wybierają szkolenia metodami tradycyjnymi – nie znają się na tym, a wciąż wiele się o nich mówi, nadal dostępne są książki na ten temat, a „znajomy ma takiego psa, który chodzi jak w zegarku, a po takim szkoleniu właśnie jest”. Mój pierwszy kontakt z nauką psa (na szczęście nie mojego własnego), był oparty na wskazówkach osoby, która przeczytała właśnie taką szamańską książkę. Autorzy sugerowali szczypanie psa w łapy, kiedy skakał, stosowanie alpha rolls* i scruff shakes*. Do tego dokładają się szkoleniowcy radzący zapinać psy na kolczatki, żeby nie ciągnęły, a to wszystko poparte jest jednym: mniej lub bardziej pasującą do sytuacji teorią dominacji.

Jeśli więc zaczynasz przygodę ze szkoleniem i tak jak ja trafiasz na takie źródła, wkładają Ci do głowy prawdy, że pies chce zdominować Twoją całą rodzinę, Ciebie a najpewniej marzy mu się podbicie całego świata. No cóż, co by nie mówić – też się na to nabrałam.
Kiedy jednak odkryłam, że istnieją inne metody, kiedy poczytałam sobie na czym polegają i jak trenerzy postrzegają zachowania psa, bez wahania wybrałam właśnie te.

Bardzo bym chciała przestawić Wam wnioski do jakich doszłam oraz udowodnić, że istnieje też inny punkt widzenia.. lepszy:)

*alpha roll - przewracanie psa na plecy i przytrzymywanie go w tej pozycji.
*scruff shakes - podnoszenie psa za skórę na karku i krzyczenie na niego.
19.08.2010 o godz. 09:14
Wczoraj mignął mi mój rysunek. Miałam kilka dziwne,że jest segregator, a rysunków nie widzę, może jak posprzątam w biurku to się znajdą.

Wczoraj trochę sprzątałam tak o 23:00, układam sto kilo książek, może sobie je policzyć, na około zapewne koło 400, co nie oznacza,że wszystko w nich znajdę, większa część to różniaste podręczniki. Kupie sobie kiedyś regał, no i powiększę zbiór, o normalne książki. Znalazłam w szafie Robin Hooda przeczytam :) może zainspiruje mnie czymś do mojej książki.

Nie cierpię opisywać przyrody, cholernie mi to nie idzie, ale nie mogę zostawić pustych miejsc, bo czegoś brakuje, mam takie uczucie, jak zredagowałam początek. Tak czy siak muszę chociaż po kilka zdań wstawiać i poszukać atmosfery. Niektórzy się ze mnie śmieją, szczególnie pewna osoba, która przeczytała z skoroszytu kilka zdań. Przecież to jeszcze do poprawki, nie wierze,że Słowacki napisał "Kordiana" i nic w nim nie poprawiał czy Mickiewicz "Pana Tadeusza",że pisał od razu jak należy, każdy autor poprawia, lub płaci,żeby mu to zredagować, lub sam redaguje, mówią, że początkowi autorzy mogą się burzyć na takie coś, ale chyba nikt nie chce aby utwór zawierał jakieś poważne błędy, skoro każdy będzie mógł go czytać.

Wczoraj pewien koleś napisał,że planuje napisać książkę, nie chce nic mówić, ale on ma gorszego brata niż ja siostrę. Dyszka że szybko go zniechęci. Zresztą nie widze go jako człowieka z charakterem, raczej strachliwego.Ponoć znalazł sobie pannę, nie sądze,że to ta jedyna, bo nie spytałby mnie czy wyskoczę z nim na piwo. Odmówiłam, bo mam chłopaka, bo mam kupę roboty z książką, trzeba ją skończyć do urodzin. Ciekawie czy to ta operowa, bo widziałam,że z nią łaził, ale cóż nikt nie zastąpi memu uchu nifelheim-theriona oni wymiatają, przy najmniej dla mnie, co nie znaczy,że słucham tylko tego:

19.08.2010 o godz. 08:48

dusiłam się w nocy kaszlem . nie mogłam spać . jestem na tyle mądra że wzięłam o 3 rano gumę do żucia żeby gardło przestało mnie 'drapać' bo czułam jakbym miała tam jakieś ostre noże . dziwię się , że się obudziłam z tą gumą . jak zasnęłam kiedyś z tabletką na gardło , to obudziłam się z nią przyklejoną do kołdry . najlepsze w tej gumie jest to , że wyciągnęła ze mnie wszystkie 'soki' i jestem teraz tak okropnie głodna .

muszę się ogarnąć , nawet mi się nie chce . pogoda też nie jest zachwycająca . nadal boli mnie gardło . jest mi zimno . całą noc mi było zimno .
nie jest fajnie , ale wierzę , że dzisiejszy i kawałek jutrzejszego dnia zmieni moje samopoczucie chociaż na te kilkanaście godzin .

/ p o j e b a n e .
19.08.2010 o godz. 08:29
A ja ciagle walczę!!!!! Kochani biorę udział w konkursie Bądź Glamour z TK MAXX! i proszę serdecznie o wasze głosy bowiem do wygrania jest miesięczny staż w dziale mody miesięcznika Glamour . Dziękuję!!!!!

Zagłosuj
19.08.2010 o godz. 08:05

Noszę w sobie śmierć.Nie wiedziałem tego do dziś,żyjąc jakby w słodkiej nie świadomości.Pojechałem tam do Szpitala by zrobić długo odkładane badania.Teraz jeśli potwierdzą to inne ,pozostanie odliczać czas na zegarze życia ,dni,godziny a może minuty do mojej wyczekiwanej śmierci.
Cieszę się choć to niemal makabryczne że,już nikt mi niczego nie będzie zazdrościł ani nie będę musiał się zmagać z ludzką zawiścią w tym życiu.To takie patetyczne umierać w tak młodym wieku ale muszę się oswoić ze świadomością jak nie wiele czasu mi zostało.Moje marzenia o napisaniu czegoś prozą stają się coraz bardziej odległe i chyba te 7 wierszy ,będzie jedyna spuścizną mojego bardzo nie udanego życia.Chciałbym jeszcze pożyć z prawdziwą i kochającą kobietą ale za późno odwlekałem moją decyzje o zakończeniu trwającego 20 lat związku.To nic że jestem tak połowicznie wolny,skoro jedyną moja nadzieja było i jest ta mała kawalerka z zasobów komunalnych miasta,której mogę już nie doczekać.Nigdy nie miałem ani nawet nie pragnąłem wielkich pieniędzy i dobrze,bo nawet nie wiecie jakim niewolnikiem czyni ich posiadanie.Jeszcze większym niewolnictwem bywa to że,posiadając z łaski Bożej duży majątek nie umiemy podzielić się z kimś potrzebującym.Teraz pozostało mi uratować przynajmniej syna od losu jego chorej i niepełnosprawnej siostry.Może Bóg w swojej łaskawości da mi jeszcze trochę czasu i choć odrobinę szczęścia którego,miałem tak mało.Nie szukam u nikogo litości bo to bardzo poniżające.Czeka mnie golgota ale jeśli to uratuje moją umęczona duszę ,niech się dzieje wola Boża.Myślę często o wielkim człowieku i świętym Gandi który,powiedział że uwierzy a za nim ponad miliard ludzi w naszą wiarę,jak zostanie mu przedstawiona osoba która,żyje do końca ewangeliczną miłością.To musiał by być ktoś taki jak sam Jezus,który nawet dla duchownych w Kościele jest tak odległy jak najdalsza galaktyka.Muszę się ubrać i jechać do szpitala na kolejne badania i dlatego zostawię ten wpis otwarty a zatem jeszcze nie zakończony jak moje życie powoli dogasa się tląca nadzieja.Jan Radwan

19.08.2010 o godz. 05:48

Wiecie jakie to wspaniałe uczucie leżeć w ciepły wieczór na polanie ze znajomymi i patrzeć w gwiazdy ? Pewnie tak. Ta beztroska, to uczucie że nagle twoje największe problemy w jednej chwili stają się błahe i to że jesteś taka szczęśliwa w tym momencie jest piękne. Poprostu pokochałam te wieczory. Już nawet nie przeszkadzają mi żądne mej krwi komary, które za każdym razem oblepiają moje ciało, czym wynikiem na drugi dzień jest niezbyt przyjemny widok rozdrapanych ran na ciele.
TRZEBA CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM, NIE ?
19.08.2010 o godz. 00:48






piękno w prostej formie.
lubię !



19.08.2010 o godz. 00:18
19.08.2010 o godz. 00:03
REKLAMA


plotki

quizy


figurki figurki