Wciąż nie mogę uwierzyć że jesteśmy razem, cały czas wydaje mi sie że to jest tylko romantyczny film w którym jesteśmy głównymi bohaterami. Przecież jeszcze nie dawno skomlałam na blogu jak go kocham, i jak bardzo chciałabym z nim być... tak na prawdę to moja ostatnia skomlejąca notka była już bardzo bardzo przepełniona myślą o tym że raczej nic z tego nie będzie... a tu taka niespodzianka!! A on, mój kochany, jest jeszcze bardziej kochany niż w tedy jak o nim marzyłam i nawet sen w którym mnie całował nie był piękniejszy od tego co dzieje sie w moim życiu teraz...
Teraz zastanawiam sie nad prezentem dla niego bo niedługo ma urodziny, wiem to od jego kumpla (hihi) Ciekawe czy on wie o moich bo moje urodziny już za 2 tygodnie, a jego są 21 września, w sumie mam jeszcze dużo czasu ale chciałabym żeby to było coś wyjątkowego a nie przypadkowego i kupionego na ostatnią chwilę ...
Macie może jakieś propozycje, tu zwracam sie głównie do chłopaków, co chcielibyście dostać od dziewczyny na urodziny?? A może wy dziewczyny macie jakieś fajne pomysły??
Bo mi na razie po głowie chodzą takie śmieszne bokserki ;p
Na prawdę fajne;] A drugi to jest płyta jego ulubionego zespołu właściwie to mojego też-Green Day ale nigdzie nie mogę jej znaleźć ;/
Teraz zastanawiam sie nad prezentem dla niego bo niedługo ma urodziny, wiem to od jego kumpla (hihi) Ciekawe czy on wie o moich bo moje urodziny już za 2 tygodnie, a jego są 21 września, w sumie mam jeszcze dużo czasu ale chciałabym żeby to było coś wyjątkowego a nie przypadkowego i kupionego na ostatnią chwilę ...
Macie może jakieś propozycje, tu zwracam sie głównie do chłopaków, co chcielibyście dostać od dziewczyny na urodziny?? A może wy dziewczyny macie jakieś fajne pomysły??
Bo mi na razie po głowie chodzą takie śmieszne bokserki ;p
Na prawdę fajne;] A drugi to jest płyta jego ulubionego zespołu właściwie to mojego też-Green Day ale nigdzie nie mogę jej znaleźć ;/
19.08.2010 o godz. 12:24
komentuj (3)
Ty sobie śpisz wygodnie
może i śnisz dziś o mnie
ale mnie nie ma obok
mam własny sen.
Wybrałam inne niebo
daleko od naszego
-nie szukaj mnie.
może i śnisz dziś o mnie
ale mnie nie ma obok
mam własny sen.
Wybrałam inne niebo
daleko od naszego
-nie szukaj mnie.
19.08.2010 o godz. 12:21
Boże jaki wstyd =D.
Ale ja to naprawdę zawsze muszę siary narobić sobie, orzesz ty w mordę.
Przed chwilą, dosłownie przed chwilą, dzwoni mój telefon.
Myślałam, że to Bartek dzwoni, bo akurat z nim pisałam, ale kurcze numer nieznany.
Miałam nie odbierać, bo w końcu nie mam numeru i w ogóle, ale mówię sobie, co mi szkodzi.
Odebrałam, a tam bardzo miły męski głos, pyta się mnie tak :
-Dzień dobry, czy to Pani Magdalena?
Pomyślałam sobie, że pewnie znowu ktoś jakieś żarty sobie robi, albo coś i nic nie mówię, a on znowu :
-Czy to Pani Magdalena?
=A kto mówi? (Orzesz fuck w mordę, normalnie pojebało mnie, ale w końcu to on do mnie dzwoni i mam prawo wiedzieć z kim gaworzę.)
-(Podał jakieś imię i nazwisko i moja szkołę) Ja dzwonię w sprawie ankiety, którą kiedyś Pani wypełniała.
Se myślę, jaka do jasnej cholery ankieta, przecież jak wypełnialiśmy ankiety to były anonimowe podobno.
Ale mówię :
=Tak wypełniałam i ?
-I tam Pani wpisała kurs (wymienił nazwę kursu, o którym zielonego pojęcia nie mam, bo wpisałam go bo koleżanka taki pisała, a głupio było pustą oddać.) i dzwonię do Pani, bo aktualnie będzie u nas przeprowadzany kurs tematycznie zbliżony, do tego jaki Pani wpisała, i czy była by Pani zainteresowana udziałem w tym kursie?
=Aktualnie to raczej nie.
-A czy mogę się w późniejszym terminie kontaktować z Panią w tej sprawie?
=Jak będę zainteresowana to się do Państwa zgłoszę.
Kurwa na maksa pojechałam. Ja to nie wiem, coś dzisiaj się w łebku moim chrzani.
Ale ja to naprawdę zawsze muszę siary narobić sobie, orzesz ty w mordę.
Przed chwilą, dosłownie przed chwilą, dzwoni mój telefon.
Myślałam, że to Bartek dzwoni, bo akurat z nim pisałam, ale kurcze numer nieznany.
Miałam nie odbierać, bo w końcu nie mam numeru i w ogóle, ale mówię sobie, co mi szkodzi.
Odebrałam, a tam bardzo miły męski głos, pyta się mnie tak :
-Dzień dobry, czy to Pani Magdalena?
Pomyślałam sobie, że pewnie znowu ktoś jakieś żarty sobie robi, albo coś i nic nie mówię, a on znowu :
-Czy to Pani Magdalena?
=A kto mówi? (Orzesz fuck w mordę, normalnie pojebało mnie, ale w końcu to on do mnie dzwoni i mam prawo wiedzieć z kim gaworzę.)
-(Podał jakieś imię i nazwisko i moja szkołę) Ja dzwonię w sprawie ankiety, którą kiedyś Pani wypełniała.
Se myślę, jaka do jasnej cholery ankieta, przecież jak wypełnialiśmy ankiety to były anonimowe podobno.
Ale mówię :
=Tak wypełniałam i ?
-I tam Pani wpisała kurs (wymienił nazwę kursu, o którym zielonego pojęcia nie mam, bo wpisałam go bo koleżanka taki pisała, a głupio było pustą oddać.) i dzwonię do Pani, bo aktualnie będzie u nas przeprowadzany kurs tematycznie zbliżony, do tego jaki Pani wpisała, i czy była by Pani zainteresowana udziałem w tym kursie?
=Aktualnie to raczej nie.
-A czy mogę się w późniejszym terminie kontaktować z Panią w tej sprawie?
=Jak będę zainteresowana to się do Państwa zgłoszę.
Kurwa na maksa pojechałam. Ja to nie wiem, coś dzisiaj się w łebku moim chrzani.
19.08.2010 o godz. 12:21
Niech będą błogosławieniu twórcy Internetu.
Właśnie zrobiłam zakupy w Asos i czekam na przesyłkę - ma dojść za 9 dni.
Przeglądając Allegro i szukając sukienki na zbliżające się wesele kuzynki natrafiłam na kreacje Asos. Fajne, proste, seksowne, żadna tam satynka i koraliki. Tylko ceny... Za przyzwoitą kieckę musiałabym zapłacić jakieś 300 zł...
Chyba skąpstwo ;-) popchnęło mnie do tego, żeby zajrzeć na stronę Asos i poszukać tam odpowiedniej kreacji dla siebie. W dziale wyprzedaży znalazłam sukienkę, która tam kosztuje 23 euro. Razem z przesyłką - 30 euro.
Niestety, wiele z sukienek, które mi się podobały, mój rozmiar miały wykupiony - S-ki schodzą najszybciej.
Wiadomości techniczne:
- ceny podane są domyślnie w funtach, ale łatwo zmienić je na euro,
- ja zaglądam tylko do działu przecen - trzeba się niestety liczyć z tym, że tam wiele z najpopularniejszych fasonów nie jest dostępnych w pełnej rozmiarówce, za to obniżki są do 80%,
- jest bardzo dobre wyszukiwanie - możemy zaznaczyć kolor, rozmiar, rodzaj i zakres finansowy, według którego przeglądamy towar,
- płacimy kartą kredytową,
- jeśli wybieramy najtańsze koszty dostawy, czekamy ok. 9 dni,
- logujemy się szybko i prosto, raz podane dane są zapamiętane,
- to oczywiste, ale napiszę: Asos wysyła do Polski :)
Dam znać, jak tylko zamówienie przyjdzie.
Właśnie zrobiłam zakupy w Asos i czekam na przesyłkę - ma dojść za 9 dni.
Przeglądając Allegro i szukając sukienki na zbliżające się wesele kuzynki natrafiłam na kreacje Asos. Fajne, proste, seksowne, żadna tam satynka i koraliki. Tylko ceny... Za przyzwoitą kieckę musiałabym zapłacić jakieś 300 zł...
Chyba skąpstwo ;-) popchnęło mnie do tego, żeby zajrzeć na stronę Asos i poszukać tam odpowiedniej kreacji dla siebie. W dziale wyprzedaży znalazłam sukienkę, która tam kosztuje 23 euro. Razem z przesyłką - 30 euro.
Niestety, wiele z sukienek, które mi się podobały, mój rozmiar miały wykupiony - S-ki schodzą najszybciej.
Wiadomości techniczne:
- ceny podane są domyślnie w funtach, ale łatwo zmienić je na euro,
- ja zaglądam tylko do działu przecen - trzeba się niestety liczyć z tym, że tam wiele z najpopularniejszych fasonów nie jest dostępnych w pełnej rozmiarówce, za to obniżki są do 80%,
- jest bardzo dobre wyszukiwanie - możemy zaznaczyć kolor, rozmiar, rodzaj i zakres finansowy, według którego przeglądamy towar,
- płacimy kartą kredytową,
- jeśli wybieramy najtańsze koszty dostawy, czekamy ok. 9 dni,
- logujemy się szybko i prosto, raz podane dane są zapamiętane,
- to oczywiste, ale napiszę: Asos wysyła do Polski :)
Dam znać, jak tylko zamówienie przyjdzie.
19.08.2010 o godz. 12:15
Do wykonania tego makijażu użyłam dwóch odcieni turkusu i trzech odcieni zieleni oraz jasnoniebieskiego i białego cienia.
Najpierw nakładam na powiekę Duraline.
1. Cała powiekę ruchomą pomalowałam zielonym cieniem.
2. Na zewnętrzną część dolnej powieki nakładam ciemniejszy odcień turkusu.
3. Nad załamaniem powieki nakładam jasnozielony cień.
4. Załamanie powieki maluję ciemnozielonym cieniem.
5. Na pozostałą część dolnej powieki dodaję jaśniejszy turkus.
6. Wewnętrzny kącik podkreślam jasnoniebieskim cieniem.
7. Eyelinerem w żelu maluję bardzo cienką kreskę, tuż przy lini rzęs, zaczynając od połowy górnej powieki. Tuszuję rzęsy, podkreślam brwi, linię wodną oka pomalowałam jasnozieloną kredką.
Najpierw nakładam na powiekę Duraline.
1. Cała powiekę ruchomą pomalowałam zielonym cieniem.
2. Na zewnętrzną część dolnej powieki nakładam ciemniejszy odcień turkusu.
3. Nad załamaniem powieki nakładam jasnozielony cień.
4. Załamanie powieki maluję ciemnozielonym cieniem.
5. Na pozostałą część dolnej powieki dodaję jaśniejszy turkus.
6. Wewnętrzny kącik podkreślam jasnoniebieskim cieniem.
7. Eyelinerem w żelu maluję bardzo cienką kreskę, tuż przy lini rzęs, zaczynając od połowy górnej powieki. Tuszuję rzęsy, podkreślam brwi, linię wodną oka pomalowałam jasnozieloną kredką.
19.08.2010 o godz. 12:14
Zgrywam sobie pewną znaną i lubianą gre o zabijaniu a zostało jeszcze pare minut więc zanim zakończe to pisać będe już ją miała na dysku.Mam włosy uwalone jogurtem a to dlatego że go jadłam i teraz włosy pachną mi truskawką i mają różowe końcówki...a rozpuszczone są dlatego ze je susze bo mam ochote gdzieś dziś wyjść i musiałam je doprowadzić do stanu normalnego.Kurcze...mam odrosty,oczywiście już nie mam fajnowej czerwieni na wlosach bo sie zmylo i pozostało poprostu rudo a to oznacza nuuuuudę.Jak zafarbuje znowu na czerwono zartaz przed szkołą to mnie wywalą z pocztu sztandarowego a tego nie chce bo 15pt. plusowych to jednak coś a mi sie przydadzą.Jeszcze sie chyba 2 tydzień zbieram na zrobienie kolczyka.Takiego oto OOO w lewe ucho,szczerze mi sie podoba:D
A mialo nie być wiecej kolczyków po ostatnim i po jego konsekwencjach ze prawie odpadło mi ucho :/ ale sie nie opre i kupuje jakiegoś fajnego kolczyka i ide do Anety.
To tyle.
19.08.2010 o godz. 12:02
Niepełnosprawni, z pewnością urodzili się takimi dla naszej uciechy, żebyśmy mogli patrzeć jak przewracają się o własne nogi. Zaczyna mnie to jednak denerwować, w autobusach są niemal tak irytujący jak stare babcie. Najgorsze to w ogóle są matki z dziećmi. Strasznie mnie wkurza jak pakuje się taka do zatłoczonego autobusu z tym całym kredensem na kółkach.
19.08.2010 o godz. 11:55
Dzisiaj rano wstałam gdzieś tak koło 10, mama jak mnie tylko zobaczyła kazała iść do sklepu!! Jak zwykle! Dlaczego codziennie muszę chodzić do sklepu! Jeszcze nie zdarzył sie ranek gdy do owego sklepu nie wstąpiłam!! Otworzyłam drzwi do naszej klatki a pod nią stał mój ukochany. Byłam w szoku ! co on o tej porze robił pod moim blokiem a tan jak mnie zobaczył od razu mnie zaczął całować. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi ale z drugiej strony powitanie baaardzoo mi się podobało!! Jak tylko się ode mnie oderwał zalałam go morzem pytań. A ten ze swoim cudownym szarmanckim uśmiechem odpowiedział coś takiego
"stwierdziłem że nie mogę czekać na Ciebie aż do 16 i musiałem zobaczyć się z Tobą już teraz kochanie" A ja odpłynęłam. Ale byłam trochę wkurzona bo przecież musiał tu stać jakieś 2 godziny a poza tym do mojego bloku jest jakieś 30 min od jego domu. Wiec spytałam czemu po mnie nie zadzwonił, przecież wcześniej bym wstała. A on na to że wie że kocham spać do południa więc nie chciał mnie budzić ale musiał przyjść wcześniej na wypadek gdybym to ja obudziła sie wcześniej niż zwykle.
Boże on jest taki, taki...KOCHAM GO!
Myślałam ze pójdziemy do parku albo na spacer ale on powiedział że nie chce martwić babci bo wyszedł bez uprzedzenia gdy ta spała a poza tym mamy dzisiaj spędzić cały dzień i noc razem więc musi przygotować dom ;p Obiecałam że zajmę sie jedzeniem. Byłam co prawda u niego w domu ale nie dłużej niż 2 godziny i na dodatek tylko w jednym pokoju ;] Jestem strasznie ciekawa, podobno ma też w ogródku basen (hihi)
"stwierdziłem że nie mogę czekać na Ciebie aż do 16 i musiałem zobaczyć się z Tobą już teraz kochanie" A ja odpłynęłam. Ale byłam trochę wkurzona bo przecież musiał tu stać jakieś 2 godziny a poza tym do mojego bloku jest jakieś 30 min od jego domu. Wiec spytałam czemu po mnie nie zadzwonił, przecież wcześniej bym wstała. A on na to że wie że kocham spać do południa więc nie chciał mnie budzić ale musiał przyjść wcześniej na wypadek gdybym to ja obudziła sie wcześniej niż zwykle.
Boże on jest taki, taki...KOCHAM GO!
Myślałam ze pójdziemy do parku albo na spacer ale on powiedział że nie chce martwić babci bo wyszedł bez uprzedzenia gdy ta spała a poza tym mamy dzisiaj spędzić cały dzień i noc razem więc musi przygotować dom ;p Obiecałam że zajmę sie jedzeniem. Byłam co prawda u niego w domu ale nie dłużej niż 2 godziny i na dodatek tylko w jednym pokoju ;] Jestem strasznie ciekawa, podobno ma też w ogródku basen (hihi)
19.08.2010 o godz. 11:47
LEeee obejzałam wszystki 78 odcinków Sonica, jestem wściekła...
_______________LAPTOP _________________________________________________
Wejdźcie na YouTube i wpiszcie dokłądnie tak:
Shadow as Dane Cook
Chociaż jest po angielsku, to jest śmieszne i można się połapać po obrazkach :D
Lecę oglądać nast epny raz. Jest też:
Sonic as Dane Cook
Co to znaczy, ja nie wiem :D
_______________LAPTOP _________________________________________________
Wejdźcie na YouTube i wpiszcie dokłądnie tak:
Shadow as Dane Cook
Chociaż jest po angielsku, to jest śmieszne i można się połapać po obrazkach :D
Lecę oglądać nast epny raz. Jest też:
Sonic as Dane Cook
Co to znaczy, ja nie wiem :D
19.08.2010 o godz. 11:46
No, LITALI. Byłaś blisko...
Ale w nagrodę za odgadnięcie kilku z nich dostajesz 5 komentarzy. W ogóle za udział dostajesz tyle :D
Dzisiaj śnił mi się pewien sen...
Dziwny trochę, jak to sny... Też nierealny...
W tym śnie byłam Shadowem, miałem dom podobny do Emilki i do swojego domu...
Taka jakby mieszaninka, zgadłeś !
Miałem basen, gdzie na dnie była tarcza namalowana, z różnymi napisami, takimi jak:
Miłość, pręość nadświetlna itd.
Losowano to wszystko, aby dowiedzieć się jaki ma się charakter, umiejętności i uczucia.
zaprosiłem więc Sonica, Knuckelsa, Amy oraz Rouge.
U mnie wylosowała się nieśmiertelność.
U Rouge latania, u Knuckelsa wściekłość...
U Amy miłość, a u Sonica szaleństwo.
Poraniałem z nimi wiele rzeczy w basenie, np. wrzucałem Rouge do basenu, razem się śmialiśmy... Nic dziwnego, skoro Rouge go kocha w bajce.
Nistety, Shadow ją ignoruje odkąd powiedziała mu to..
Ale współpracują ze sobą....
I KONIEC SNU>>>>
Shadow znowu przeszedł do Sonica, co mu jest z tą główką? T.U
Kiedyś mi się śnił inny sen...
Grałam w grę i wskoczyłam do komputera.
Można było być kurką lub glizdą, a kury zjadały glizdy. Mogły uciec do autobusu i odjechać.
Stałam się jednym z robaczków...
Raz mnie kura zjadła, ale potem uciakłem do autobusu...
Nagle wszystko się pozmieniło w grze...
Stałam się Shadowem, który był zamiast kury i deptałem po małych Sonicach i Silverach :D
Bye
Ale w nagrodę za odgadnięcie kilku z nich dostajesz 5 komentarzy. W ogóle za udział dostajesz tyle :D
Dzisiaj śnił mi się pewien sen...
Dziwny trochę, jak to sny... Też nierealny...
W tym śnie byłam Shadowem, miałem dom podobny do Emilki i do swojego domu...
Taka jakby mieszaninka, zgadłeś !
Miałem basen, gdzie na dnie była tarcza namalowana, z różnymi napisami, takimi jak:
Miłość, pręość nadświetlna itd.
Losowano to wszystko, aby dowiedzieć się jaki ma się charakter, umiejętności i uczucia.
zaprosiłem więc Sonica, Knuckelsa, Amy oraz Rouge.
U mnie wylosowała się nieśmiertelność.
U Rouge latania, u Knuckelsa wściekłość...
U Amy miłość, a u Sonica szaleństwo.
Poraniałem z nimi wiele rzeczy w basenie, np. wrzucałem Rouge do basenu, razem się śmialiśmy... Nic dziwnego, skoro Rouge go kocha w bajce.
Nistety, Shadow ją ignoruje odkąd powiedziała mu to..
Ale współpracują ze sobą....
I KONIEC SNU>>>>
Shadow znowu przeszedł do Sonica, co mu jest z tą główką? T.U
Kiedyś mi się śnił inny sen...
Grałam w grę i wskoczyłam do komputera.
Można było być kurką lub glizdą, a kury zjadały glizdy. Mogły uciec do autobusu i odjechać.
Stałam się jednym z robaczków...
Raz mnie kura zjadła, ale potem uciakłem do autobusu...
Nagle wszystko się pozmieniło w grze...
Stałam się Shadowem, który był zamiast kury i deptałem po małych Sonicach i Silverach :D
Bye
19.08.2010 o godz. 11:35
to jest świetne ;p
gram w to chyba 20 razy dziennie xd .
i prawie doszłam na 300 piętro ;D
ale niejaki Osins na 2000 ..
wgl . mój najwyższy kombos to 11 x DDD
gram w to chyba 20 razy dziennie xd .
i prawie doszłam na 300 piętro ;D
ale niejaki Osins na 2000 ..
wgl . mój najwyższy kombos to 11 x DDD
19.08.2010 o godz. 11:34
Nie pojawił się w szkole, następnego dnia, ani następnego. Kolejnego dnia… także nie. Zaczęła się zastanawiać, czy to wszystko nie było wytworem jej przewrażliwionej wyobraźni. Po tym, co wydarzyło się w na Boulevard Souths wszędzie widziała podstęp, przypuszczała, że nigdy nie odzyska psychicznej równowagi. Sprawdziła teren dokładnie pod względem statystyk kryminalnych – poziom przestępstw był zaskakująco niski, nawet jak na tak małą miejscowość. Miasto też było w porządku – nie licząc kilku napadów rabunkowych w ostatnich miesiącach, ale w końcu nie tego szukała. Ci, przed którymi zbiegła kilka stanów na wschód nie potrzebowali napadać na bezbronne staruszki w poszukiwaniu kilku dolców.
To oczywiste, że on nie mógł być jednym z nich.
Początkowo zmyliły ją biała skóra i hipnotyzujące oczy. W postawie tego gościa było coś posągowego, a aura, która otaczała przywodziła jej na myśl aury osób, o których nie chciała myśleć, w obawie przed wywołaniem ich samymi myślami o nich.
W momencie, kiedy ich ciała przeszedł prąd, spojrzał na nią w sposób, jakby WIEDZIAŁ. Wiedział, kim jest i kto jej szuka, jakby pojawił się w tej szkole tylko po to, żeby sprowadzić ją z powrotem i oddać tym, przed którymi ukrywała się blisko rok czasu.
Potem ta piękna dziewczyna zaczęła się podnosić i Jerico uciekła z klasy, zanim ktokolwiek się zorientował o jej dziwnym zachowaniu. Biegnąc korytarzem obejrzała się kilka razy, ale nie dostrzegła nikogo, kto ruszyłby za nią w pościg. Tej nocy nie spała, siedząc na łóżku z ręką pod kołdrą, zaciśnięta na skrawku ostrego metalu. Przy zgaszonym świetle wpatrywała się w okno pewna, że zaraz czyjaś biała ręka podważy drewnianą ramę i wejdą tam, jeden po drugim i zabiorą ją i choć będzie błagać, żeby zrobili z nią to samo, co z jej bratem i ojcem, oni nie będą słuchać i zaprowadzą ją do Niego.
Nikt się nie pojawił.
Ani tamtej nocy, ani następnej. Kolejnej także nie.
Sprawdziła w aktach szkoły nazwisko Cullen – ze zdziwieniem spostrzegła, że było ich czterech w liceum: Rosalie była tą, która wstała wtedy w klasie i była siostrą bliźniaczką Jaspera, Alice, chodząca do równoległej klasy i Emmet, duży facet starszy o rok. I oczywiście Jasper. Dłuższą chwilę wpatrywała się w jego zdjęcie, aż w ostatniej chwili wyrwała je z kartki. Tłumaczyła sobie, że tylko ze względu na to, żeby porównać potencjalne cechy z jej prześladowcami – nie dopatrzyła się ich i teraz fotografia leżała w szufladzie jej biurka.
Zamieszkiwali miasteczko w Michigan od siedmiu lat – to był ostateczny argument, żeby usunąć rodzinę Cullenów z listy podejrzanych. Ich ojciec, o staroświecko brzmiącym imieniu Carlisle pracował na stanowisku ordynatora w miejscowym szpitalu. Szczerze wątpiła, by którykolwiek z Nich obojętnie obcował z pokaleczonymi ludźmi.
Liceum samo w sobie nie przedstawiało się źle: było niewielkie, a uczniowie w niczym nie odbiegali od swoich rówieśników w innych miejscowościach. Ot typowa mieszanka, charakterystyczna dla małego miasteczka: męska drużyna koszykówki, której członkowie nosili niebieskie bluzy i rozpychali się na korytarzach, garstka nieśmiałych, choć na swój sposób interesujących szaraczków i kilka zadzierających nosa dziewczyn. Osobliwa hierarchia w państewku zwanym szkołą. Ona nie zamierzała wkupywać się w łaski którejkolwiek z grup (o męskiej drużynie sportowej nie wspominając). Ludzie bywali męczący ze swoimi problemami, a o własnych kompleksach nie zamierzała z nikim rozmawiać.
Szybko jednak znalazła wspólny język z pewną osobą.
Siedziała właśnie na parkingu przed budynkiem szkoły, przed nią stał jej motor, a naokoło mijali ją uczniowie śpieszący do domów po skończonych zajęciach. Zaciekle piłowała pilnikiem świecę z silnika (nieszczęsny grat znowu się zalał, zawsze się zalewał, kiedy zbyt gwałtownie wchodziła na obroty), kiedy stanęły przy niej stopy w obdartych trampkach.
- Za mocno odkręcasz kranik.
Podniosła głowę. Przed nią stał czarnowłosy chudzielec i sceptycznie patrzył na jej próby naprawy.
Skończyła temperować część. Dmuchnęła na nią, żeby pozbyć się drobinek metalu i wkręciła na miejsce, brudząc sobie i tak czarne palce smarami.
- Dobrze odkręcam. Nie mogę za bardzo przykręcić paliwa, bo silnik się dusi – wstała i złapała za kierownicę. Podkręciła manetkę gazu i kopnęła pedał startu. Motor zakrztusił się, zawarczał i już, gdy wydawało się, że odpali na dobre – zgasł. – Przebija?
Chłopak przykucnął przy motocyklu i zauważyła, że choć nie mógł mieć więcej niż dziewiętnaście lat, to miał wyniszczoną twarz i worki pod oczami jak u czterdziestolatka. Wpatrywał się w miejsce pod bakiem w skupieniu i skinął potakująco głową, kiedy od kabelka nad białym walcem świecy wystrzeliła niebieska iskra.
- Co to za maszyna? – zapytał. – Pierwszy raz widzę coś takiego na oczy.
Odeszła na kilka kroków i wytarła ręce w skrawek szarej szmatki.
- To europejski grat – przez jej twarz przemknął grymas uśmiechu – wątpię, żeby coś ci to dało, ale nazywa się MZ, dwieście pięćdziesiątka.
- Dwieście pięćdziesiątka, mówisz… - wstał i otrzepał sobie kolana. – Dobrze zrobisz, jak wyregulujesz sobie gaźnik, bo przygasa na niskich obrotach.
Zerknęła na niego podejrzliwie.
- Myślisz?
- Ja to wiem – poprawił uprzejmie. Wyciągnął rękę – zapomniałem się przedstawić. Tony.
- Jerico – uścisnęła mu dłoń, zostawiając na niej czarny odcisk niedokładnie wytartego smaru. Powiedziała szybko – Przepraszam!
Roześmiał się.
- Nie przejmuj się – bezceremonialnie wytarł się w spodnie. – Przywykłem do brudu i tak dalej.
Dopiero teraz spostrzegła brudną koszulę i brak torby z podręcznikami.
- Nie jesteś uczniem?
- Coś w tym stylu – nerwowym gestem wydobył z kieszeni na piersi paczkę papierosów. Wyciągnął ją porozumiewawczo w jej stronę. Zawahała się przez ułamek sekundy – paliła tylko wtedy, gdy chciała się kogoś pozbyć z otoczenia – ale wzięła jednego. – Dorabiam u woźnego. Dziś byłem kominiarzem – mrugnął okiem, wskazując na smugi sadzy na dżinsach.
Plastikową zapalniczką podpalił jej papierosa i zaciągnął się swoim, przy czym jego policzki zapadły się, jeszcze bardziej upodabniając go do zmęczonego życiem człowieka. Zerknął na nią spoza dymu, oceniając jej reakcję.
- Luz – wzruszyła ramionami. Nagle podskoczyła - o żesz jego…! Spóźnię się do pracy!
Ostatni raz zaciągnęła się papierosem i rozdeptała peta butem.
- Gdzie dorabiasz? – zapytał ją jeszcze, przekrzykując ryk motocykla.
- W Cafedrinterii – znał ten lokal. W południe podawano tam kawę i ciastka, a po dziewiętnastej piwo i coś mocniejszego od piwa. – Wpadnij kiedyś na herbatę.
I już jej nie było.
Zobaczyła go kilka dni później wśród tłumu. Jak gdyby nic zamówił guinnessa (było już po dziewiętnastej) i zapytał, co z motocyklem. Wpadał raz na jakiś czas, czasem pomagając przy rozładunku skrzynek z napojami i okazał się jedyną osobą, z którą rozmawiała w szkole o czymś innym niż zadaniach domowych. Ona miała swoje tajemnice i on miał własne sekrety, oboje wiedzieli o czarnych plamach we własnych w życiorysach i je szanowali, bo w gruncie rzeczy ich przyjaźń opierała się na wzajemnej akceptacji.
I kiedy zdjęcie Jaspera w szufladzie biurka zaczynało obrastać kurzem, on wrócił. I było ich dwóch.
To oczywiste, że on nie mógł być jednym z nich.
Początkowo zmyliły ją biała skóra i hipnotyzujące oczy. W postawie tego gościa było coś posągowego, a aura, która otaczała przywodziła jej na myśl aury osób, o których nie chciała myśleć, w obawie przed wywołaniem ich samymi myślami o nich.
W momencie, kiedy ich ciała przeszedł prąd, spojrzał na nią w sposób, jakby WIEDZIAŁ. Wiedział, kim jest i kto jej szuka, jakby pojawił się w tej szkole tylko po to, żeby sprowadzić ją z powrotem i oddać tym, przed którymi ukrywała się blisko rok czasu.
Potem ta piękna dziewczyna zaczęła się podnosić i Jerico uciekła z klasy, zanim ktokolwiek się zorientował o jej dziwnym zachowaniu. Biegnąc korytarzem obejrzała się kilka razy, ale nie dostrzegła nikogo, kto ruszyłby za nią w pościg. Tej nocy nie spała, siedząc na łóżku z ręką pod kołdrą, zaciśnięta na skrawku ostrego metalu. Przy zgaszonym świetle wpatrywała się w okno pewna, że zaraz czyjaś biała ręka podważy drewnianą ramę i wejdą tam, jeden po drugim i zabiorą ją i choć będzie błagać, żeby zrobili z nią to samo, co z jej bratem i ojcem, oni nie będą słuchać i zaprowadzą ją do Niego.
Nikt się nie pojawił.
Ani tamtej nocy, ani następnej. Kolejnej także nie.
Sprawdziła w aktach szkoły nazwisko Cullen – ze zdziwieniem spostrzegła, że było ich czterech w liceum: Rosalie była tą, która wstała wtedy w klasie i była siostrą bliźniaczką Jaspera, Alice, chodząca do równoległej klasy i Emmet, duży facet starszy o rok. I oczywiście Jasper. Dłuższą chwilę wpatrywała się w jego zdjęcie, aż w ostatniej chwili wyrwała je z kartki. Tłumaczyła sobie, że tylko ze względu na to, żeby porównać potencjalne cechy z jej prześladowcami – nie dopatrzyła się ich i teraz fotografia leżała w szufladzie jej biurka.
Zamieszkiwali miasteczko w Michigan od siedmiu lat – to był ostateczny argument, żeby usunąć rodzinę Cullenów z listy podejrzanych. Ich ojciec, o staroświecko brzmiącym imieniu Carlisle pracował na stanowisku ordynatora w miejscowym szpitalu. Szczerze wątpiła, by którykolwiek z Nich obojętnie obcował z pokaleczonymi ludźmi.
Liceum samo w sobie nie przedstawiało się źle: było niewielkie, a uczniowie w niczym nie odbiegali od swoich rówieśników w innych miejscowościach. Ot typowa mieszanka, charakterystyczna dla małego miasteczka: męska drużyna koszykówki, której członkowie nosili niebieskie bluzy i rozpychali się na korytarzach, garstka nieśmiałych, choć na swój sposób interesujących szaraczków i kilka zadzierających nosa dziewczyn. Osobliwa hierarchia w państewku zwanym szkołą. Ona nie zamierzała wkupywać się w łaski którejkolwiek z grup (o męskiej drużynie sportowej nie wspominając). Ludzie bywali męczący ze swoimi problemami, a o własnych kompleksach nie zamierzała z nikim rozmawiać.
Szybko jednak znalazła wspólny język z pewną osobą.
Siedziała właśnie na parkingu przed budynkiem szkoły, przed nią stał jej motor, a naokoło mijali ją uczniowie śpieszący do domów po skończonych zajęciach. Zaciekle piłowała pilnikiem świecę z silnika (nieszczęsny grat znowu się zalał, zawsze się zalewał, kiedy zbyt gwałtownie wchodziła na obroty), kiedy stanęły przy niej stopy w obdartych trampkach.
- Za mocno odkręcasz kranik.
Podniosła głowę. Przed nią stał czarnowłosy chudzielec i sceptycznie patrzył na jej próby naprawy.
Skończyła temperować część. Dmuchnęła na nią, żeby pozbyć się drobinek metalu i wkręciła na miejsce, brudząc sobie i tak czarne palce smarami.
- Dobrze odkręcam. Nie mogę za bardzo przykręcić paliwa, bo silnik się dusi – wstała i złapała za kierownicę. Podkręciła manetkę gazu i kopnęła pedał startu. Motor zakrztusił się, zawarczał i już, gdy wydawało się, że odpali na dobre – zgasł. – Przebija?
Chłopak przykucnął przy motocyklu i zauważyła, że choć nie mógł mieć więcej niż dziewiętnaście lat, to miał wyniszczoną twarz i worki pod oczami jak u czterdziestolatka. Wpatrywał się w miejsce pod bakiem w skupieniu i skinął potakująco głową, kiedy od kabelka nad białym walcem świecy wystrzeliła niebieska iskra.
- Co to za maszyna? – zapytał. – Pierwszy raz widzę coś takiego na oczy.
Odeszła na kilka kroków i wytarła ręce w skrawek szarej szmatki.
- To europejski grat – przez jej twarz przemknął grymas uśmiechu – wątpię, żeby coś ci to dało, ale nazywa się MZ, dwieście pięćdziesiątka.
- Dwieście pięćdziesiątka, mówisz… - wstał i otrzepał sobie kolana. – Dobrze zrobisz, jak wyregulujesz sobie gaźnik, bo przygasa na niskich obrotach.
Zerknęła na niego podejrzliwie.
- Myślisz?
- Ja to wiem – poprawił uprzejmie. Wyciągnął rękę – zapomniałem się przedstawić. Tony.
- Jerico – uścisnęła mu dłoń, zostawiając na niej czarny odcisk niedokładnie wytartego smaru. Powiedziała szybko – Przepraszam!
Roześmiał się.
- Nie przejmuj się – bezceremonialnie wytarł się w spodnie. – Przywykłem do brudu i tak dalej.
Dopiero teraz spostrzegła brudną koszulę i brak torby z podręcznikami.
- Nie jesteś uczniem?
- Coś w tym stylu – nerwowym gestem wydobył z kieszeni na piersi paczkę papierosów. Wyciągnął ją porozumiewawczo w jej stronę. Zawahała się przez ułamek sekundy – paliła tylko wtedy, gdy chciała się kogoś pozbyć z otoczenia – ale wzięła jednego. – Dorabiam u woźnego. Dziś byłem kominiarzem – mrugnął okiem, wskazując na smugi sadzy na dżinsach.
Plastikową zapalniczką podpalił jej papierosa i zaciągnął się swoim, przy czym jego policzki zapadły się, jeszcze bardziej upodabniając go do zmęczonego życiem człowieka. Zerknął na nią spoza dymu, oceniając jej reakcję.
- Luz – wzruszyła ramionami. Nagle podskoczyła - o żesz jego…! Spóźnię się do pracy!
Ostatni raz zaciągnęła się papierosem i rozdeptała peta butem.
- Gdzie dorabiasz? – zapytał ją jeszcze, przekrzykując ryk motocykla.
- W Cafedrinterii – znał ten lokal. W południe podawano tam kawę i ciastka, a po dziewiętnastej piwo i coś mocniejszego od piwa. – Wpadnij kiedyś na herbatę.
I już jej nie było.
Zobaczyła go kilka dni później wśród tłumu. Jak gdyby nic zamówił guinnessa (było już po dziewiętnastej) i zapytał, co z motocyklem. Wpadał raz na jakiś czas, czasem pomagając przy rozładunku skrzynek z napojami i okazał się jedyną osobą, z którą rozmawiała w szkole o czymś innym niż zadaniach domowych. Ona miała swoje tajemnice i on miał własne sekrety, oboje wiedzieli o czarnych plamach we własnych w życiorysach i je szanowali, bo w gruncie rzeczy ich przyjaźń opierała się na wzajemnej akceptacji.
I kiedy zdjęcie Jaspera w szufladzie biurka zaczynało obrastać kurzem, on wrócił. I było ich dwóch.
19.08.2010 o godz. 11:27
Twoje życie zewnętrzne stanowi odzwierciedlenie Twojego życia wewnętrznego. Istnieje bezpośrednia zależność między tym, co myślisz i czujesz wewnątrz, a tym, jak się zachowujesz i czego doświadczasz na zewnątrz.
19.08.2010 o godz. 11:22
Siemka :)
Chcę Wam się pochwalić, tym, że mam na 100 % szczęśliwego zwierzaka :)
Jest nim (a raczej nią) Lili, mama 4 kotków: Maxa, Bleina, Lisi i Lila.
Tylko jest jeden minus:
Petz 5 chyba nie czyta płci...
Bo Lili to dziewczyna, a pisze na tym zaświadczeniu:
Lili osiągnął stan idealnego szczęścia.
Reklamowanie:
www.blogbastian.cba.pl
www.boniku8.bloblo.pl
www.samurajka007.bloblo.pl
www.nonisi-tygrysunia.bloblo.pl
A i dzisiaj jadę do kina na film "Uczeń czarnoksiężnika".
Jest od 12 lat, to 2 mi brakuje, ale co tam... xD
Tata ze mną kupuje bilety i mnie odprowadzi do sali, to mnie wpuszczą.
Napiszę, czy fajny, o czym itd.
A i jeszcze dzisiaj zrobię Mruczka na Petz 5.
Mruczek: Mnie?
Ja: No, będziesz w takiej gierce :)
Mruczek: Fajnie :)
Ja: No, ja też się cieszę, pożegnaj się z czytelnikami.
Mruczek: Papia!
Ja: Papa!!!
Chcę Wam się pochwalić, tym, że mam na 100 % szczęśliwego zwierzaka :)
Jest nim (a raczej nią) Lili, mama 4 kotków: Maxa, Bleina, Lisi i Lila.
Tylko jest jeden minus:
Petz 5 chyba nie czyta płci...
Bo Lili to dziewczyna, a pisze na tym zaświadczeniu:
Lili osiągnął stan idealnego szczęścia.
Reklamowanie:
www.blogbastian.cba.pl
www.boniku8.bloblo.pl
www.samurajka007.bloblo.pl
www.nonisi-tygrysunia.bloblo.pl
A i dzisiaj jadę do kina na film "Uczeń czarnoksiężnika".
Jest od 12 lat, to 2 mi brakuje, ale co tam... xD
Tata ze mną kupuje bilety i mnie odprowadzi do sali, to mnie wpuszczą.
Napiszę, czy fajny, o czym itd.
A i jeszcze dzisiaj zrobię Mruczka na Petz 5.
Mruczek: Mnie?
Ja: No, będziesz w takiej gierce :)
Mruczek: Fajnie :)
Ja: No, ja też się cieszę, pożegnaj się z czytelnikami.
Mruczek: Papia!
Ja: Papa!!!
19.08.2010 o godz. 11:21
Każdego dnia formułuj swoje cele na nowo: używaj czasu teraźniejszego tak, jakbyś już te cele osiągnął.
19.08.2010 o godz. 11:07
Hej :)
Sorki... wyniki miały być przedwczoraj, 17 sierpnia 2010r.
Staram się aby mój blog był aktualny, ale wiecie jak to jest...
Miałam karę na kompa :(
No to już daję wyniki drugiej rundy:
1. LITALI 8/10 (osiem na dziesięć) pkt.
2. Nokia1 8/10 (osiem na dziesięć) pkt.
3. Marilyn 7/10 (siedem na dziesięć) pkt.
4. Milagros 6/10 (sześć na dziesięć) pkt.
5. yo26 3/10 (trzy na dziesięć) pkt.
Czyli razem punktów macie:
Litali: 8+8=16
Marilyn: 7+6=13
Nokia1: 8+5=13
Milagros: 6+5=11
yo26: 3+4= 7
No i mam nadzieję, że wszyscy szczęśliwi :)
Trzecia runda będzie... no jutro podam datę dokładną :)
Reklamowanie:
www.blogbastian.cba.pl
www.boniku8.bloblo.pl
www.samurajka007.bloblo.pl
www.nonisi-tygrysunia.bloblo.pl
Papa!
Sorki... wyniki miały być przedwczoraj, 17 sierpnia 2010r.
Staram się aby mój blog był aktualny, ale wiecie jak to jest...
Miałam karę na kompa :(
No to już daję wyniki drugiej rundy:
1. LITALI 8/10 (osiem na dziesięć) pkt.
2. Nokia1 8/10 (osiem na dziesięć) pkt.
3. Marilyn 7/10 (siedem na dziesięć) pkt.
4. Milagros 6/10 (sześć na dziesięć) pkt.
5. yo26 3/10 (trzy na dziesięć) pkt.
Czyli razem punktów macie:
Litali: 8+8=16
Marilyn: 7+6=13
Nokia1: 8+5=13
Milagros: 6+5=11
yo26: 3+4= 7
No i mam nadzieję, że wszyscy szczęśliwi :)
Trzecia runda będzie... no jutro podam datę dokładną :)
Reklamowanie:
www.blogbastian.cba.pl
www.boniku8.bloblo.pl
www.samurajka007.bloblo.pl
www.nonisi-tygrysunia.bloblo.pl
Papa!
19.08.2010 o godz. 11:03
A więc zaczynamy.
Metody tradycyjne to pierwsze metody jakie opracował człowiek, żeby szkolić psy. Dlaczego chciał posługiwać się językiem siły i przymusu?
W wieku XVII, a więc stosunkowo niedawno żył niejaki Kartezjusz, który przybijał psy gwoździami do ścian stodół i na żywo rozcinał ich ciała, udzielając gapiom lekcji anatomii. Wycie i szarpanie się psów tłumaczył zaprogramowaną reakcją na ingerencję w ciało. Wszak wg ówczesnych poglądów zwierzęta bólu nie czuły. Co gorsze, do tej pory istnieją ludzie, którzy tak uważają. Jestem w stanie zrozumieć kłótnie na temat uczuć czy duszy, ale w świetle obecnej nauki nie ma wątpliwości co do tego, że zwierzęta to nie roboty i ból jest taką samą częścią ich życia, jak naszą.
Drapieżniki, a przypominam, że pies również do nich należy, mają to do siebie, że nie okazują bólu tak ostentacyjnie, co sprawia, że ludzie pozwalają sobie na więcej niż powinni.
Kolejnym wynalazkiem stała się teoria dominacji, zakładająca, że w stadzie psów, tak jak u wilków istnieje sztywna hierarchia i że psy dążą do objęcia przywództwa w stadzie. Stadem takim może być dla niego również rodzina ludzka.
Teoria ta ma wiele założeń, które nie pokrywają się z realiami, co więcej to właśnie z niej wywodzą się tajemnicze rytuały które ludzie stosują wobec psa.
Na pewno każdy z Was słyszał, co dla psa oznacza jedzenie przed nim? Pchanie się przez drzwi? Żebranie przy stole i zabieranie jedzenia? Niemożność wyproszenia psa z kanapy, łózka? Obrona swojej miski?
Teoria dominacji i trenerzy wyznający ją przynajmniej w jakiejś części mają na to jedną odpowiedź:
pies chce Cię zdominować.
Tak więc przeciętny wyjadacz chleba, kiedy mówi o sobie „dominant” i kiedy jest uczony, że psa wolno uderzyć, zwykle bardzo zaburza swoje wyobrażenie na ten temat. Dlaczego? Wydaje mi się, że zachodzi tutaj taki tok rozumowania: na szkoleniach uczą przemocy, więc to nic złego, no i wilki tak robią i u wilków to działa, a mój pies jest prawie jak wilk, więc i u niego to zadziała, po za tym szkoleniowcy to jakiś autorytet.
Jednak nie tak powinno to wyglądać.
Wszystkie te założenia oparte są rzekomo na obserwacji wilczej rodziny, tymczasem nowe badania pokazują, że te poglądy są błędne:
- generalnie para aplha nie jada pierwsza, co więcej pierwsze jadają szczenięta.
- żaden alpha nie zabiera innemu wilkowi pożywienia - nigdy, więc dlaczego dziwi to, że pies nie chce oddać swojego?
- co ciekawsze, alpha nie wymusza posłuszeństwa siłą, nie atakuje, skąd więc alpha rolls i scruff shakes?
- alpha to pies, który ma wyjątkowy talent do uspokajania swoich pobratymców, silny za którym można podążać, któremu można ufać.
Shirley Chong twierdzi, że “Hierarchia w normalnym stadzie to nie jest coś, co konkretny pies narzuca innym psom. To jest coś, co inne psy decydują się dać temu konkretnemu psu. Innymi słowy, hierarchia przychodzi od dołu.”
I chyba tak to właśnie wygląda. Dotarłam do udokumentowanej historii w której stado wilków zagryzło terroryzującą ich sukę. Jej miejsce zajęła równie silna ale tak samo łagodna jak tamta była agresywna.
Czy więc warto terroryzować swojego psa?
Wracając jeszcze do zachowań psa których wspomniałam wyżej, warto podkreślić jak spojrzy na nie szkoleniowiec pozytywny:
- pies śpi w Twoim łóżku, nie dlatego, bo czuje się Panem, tylko dlatego, że mu na to pozwalasz lub nieświadomie nagradzasz takie zachowanie, nawet jeśli ono Ci się nie podoba.
- pies pcha się przed Tobą przez drzwi, nie dlatego, bo chce Cię zdominować, ale dlatego, bo bardzo chce iść na ten spacer. Mało który pies jest taki energiczny, kiedy trzeba wracać do domu;) a żeby pies się nie pchał, w tej czy innej sytuacji, wystarczy go tego nauczyć.
- jeśli pies żebrze czy zabiera Ci jedzenie, to dlatego, że mu pozwalasz lub nagradzasz nieświadomie to zachowanie.
- jeśli pies nie chce oddać miski, to pewnie nie nauczyłeś go, że Twoja ręka przy misce oznacza dla psa coś fajnego.
- jeśli nie chce zejść z kanapy, to być może dochodzi do agresji na tle posiadania – pies broni swojej kanapy bo to jedyne dobro, jakie posiada.
- pies warczy, kiedy wyciągasz do niego rękę – albo ktoś go bił, albo się boi.
Być może to wszystko wydaje się jeszcze dla Was niejasne, ale z czasem to wytłumaczę. Zobaczcie jednak, jak szeroki jest wachlarz wyjaśnień, jak bardzo poszerzamy sobie horyzonty myślowe i zwiększamy prawdopodobieństwo zrozumienia naszego psa oraz rozwiązania problemów? Na pewno wielu z Was nie chciałoby mieć takich kłopotów, ale nie dlatego, żeby pokazać, kto tu jest alpha, tylko dlatego, żeby uporządkować życie z psem.
Żyjemy wg jakiś norm społecznych, które nie są związane z hierarchią, ale istnieją po to, aby żyło się łatwiej. Tych norm musimy psa nauczyć. Zasady wg których pies ma żyć określamy sami.
Ja np. uwielbiałam spać w łóżku z moim psem, szczególnie w zimie. Tak samo lubiłam, kiedy na mnie skakał po moim powrocie do domu, bo kochałam radość, która z niego tryskała na mój widok.
Tak więc hierarchia w rozumieniu stada (w której trzeba walczyć o przewodnictwo) w rodzinie ludzkiej nie istnieje. Nie jest też konieczna przemoc do egzekwowania naszych ludzkich zasad. To dwie najważniejsze rzeczy, jakie chciałabym abyście zapamiętali. Nie ważne, co mówi Wasz trener, nie ważne co piszą w książkach – pamiętajcie, że stare teorie są zwykle zastępowane przez nowe, a te nowe z reguły są bardziej trafne.
O samych metodach szkoleniowych więcej w następnym odcinku;)
Metody tradycyjne to pierwsze metody jakie opracował człowiek, żeby szkolić psy. Dlaczego chciał posługiwać się językiem siły i przymusu?
W wieku XVII, a więc stosunkowo niedawno żył niejaki Kartezjusz, który przybijał psy gwoździami do ścian stodół i na żywo rozcinał ich ciała, udzielając gapiom lekcji anatomii. Wycie i szarpanie się psów tłumaczył zaprogramowaną reakcją na ingerencję w ciało. Wszak wg ówczesnych poglądów zwierzęta bólu nie czuły. Co gorsze, do tej pory istnieją ludzie, którzy tak uważają. Jestem w stanie zrozumieć kłótnie na temat uczuć czy duszy, ale w świetle obecnej nauki nie ma wątpliwości co do tego, że zwierzęta to nie roboty i ból jest taką samą częścią ich życia, jak naszą.
Drapieżniki, a przypominam, że pies również do nich należy, mają to do siebie, że nie okazują bólu tak ostentacyjnie, co sprawia, że ludzie pozwalają sobie na więcej niż powinni.
Kolejnym wynalazkiem stała się teoria dominacji, zakładająca, że w stadzie psów, tak jak u wilków istnieje sztywna hierarchia i że psy dążą do objęcia przywództwa w stadzie. Stadem takim może być dla niego również rodzina ludzka.
Teoria ta ma wiele założeń, które nie pokrywają się z realiami, co więcej to właśnie z niej wywodzą się tajemnicze rytuały które ludzie stosują wobec psa.
Na pewno każdy z Was słyszał, co dla psa oznacza jedzenie przed nim? Pchanie się przez drzwi? Żebranie przy stole i zabieranie jedzenia? Niemożność wyproszenia psa z kanapy, łózka? Obrona swojej miski?
Teoria dominacji i trenerzy wyznający ją przynajmniej w jakiejś części mają na to jedną odpowiedź:
pies chce Cię zdominować.
Tak więc przeciętny wyjadacz chleba, kiedy mówi o sobie „dominant” i kiedy jest uczony, że psa wolno uderzyć, zwykle bardzo zaburza swoje wyobrażenie na ten temat. Dlaczego? Wydaje mi się, że zachodzi tutaj taki tok rozumowania: na szkoleniach uczą przemocy, więc to nic złego, no i wilki tak robią i u wilków to działa, a mój pies jest prawie jak wilk, więc i u niego to zadziała, po za tym szkoleniowcy to jakiś autorytet.
Jednak nie tak powinno to wyglądać.
Wszystkie te założenia oparte są rzekomo na obserwacji wilczej rodziny, tymczasem nowe badania pokazują, że te poglądy są błędne:
- generalnie para aplha nie jada pierwsza, co więcej pierwsze jadają szczenięta.
- żaden alpha nie zabiera innemu wilkowi pożywienia - nigdy, więc dlaczego dziwi to, że pies nie chce oddać swojego?
- co ciekawsze, alpha nie wymusza posłuszeństwa siłą, nie atakuje, skąd więc alpha rolls i scruff shakes?
- alpha to pies, który ma wyjątkowy talent do uspokajania swoich pobratymców, silny za którym można podążać, któremu można ufać.
Shirley Chong twierdzi, że “Hierarchia w normalnym stadzie to nie jest coś, co konkretny pies narzuca innym psom. To jest coś, co inne psy decydują się dać temu konkretnemu psu. Innymi słowy, hierarchia przychodzi od dołu.”
I chyba tak to właśnie wygląda. Dotarłam do udokumentowanej historii w której stado wilków zagryzło terroryzującą ich sukę. Jej miejsce zajęła równie silna ale tak samo łagodna jak tamta była agresywna.
Czy więc warto terroryzować swojego psa?
Wracając jeszcze do zachowań psa których wspomniałam wyżej, warto podkreślić jak spojrzy na nie szkoleniowiec pozytywny:
- pies śpi w Twoim łóżku, nie dlatego, bo czuje się Panem, tylko dlatego, że mu na to pozwalasz lub nieświadomie nagradzasz takie zachowanie, nawet jeśli ono Ci się nie podoba.
- pies pcha się przed Tobą przez drzwi, nie dlatego, bo chce Cię zdominować, ale dlatego, bo bardzo chce iść na ten spacer. Mało który pies jest taki energiczny, kiedy trzeba wracać do domu;) a żeby pies się nie pchał, w tej czy innej sytuacji, wystarczy go tego nauczyć.
- jeśli pies żebrze czy zabiera Ci jedzenie, to dlatego, że mu pozwalasz lub nagradzasz nieświadomie to zachowanie.
- jeśli pies nie chce oddać miski, to pewnie nie nauczyłeś go, że Twoja ręka przy misce oznacza dla psa coś fajnego.
- jeśli nie chce zejść z kanapy, to być może dochodzi do agresji na tle posiadania – pies broni swojej kanapy bo to jedyne dobro, jakie posiada.
- pies warczy, kiedy wyciągasz do niego rękę – albo ktoś go bił, albo się boi.
Być może to wszystko wydaje się jeszcze dla Was niejasne, ale z czasem to wytłumaczę. Zobaczcie jednak, jak szeroki jest wachlarz wyjaśnień, jak bardzo poszerzamy sobie horyzonty myślowe i zwiększamy prawdopodobieństwo zrozumienia naszego psa oraz rozwiązania problemów? Na pewno wielu z Was nie chciałoby mieć takich kłopotów, ale nie dlatego, żeby pokazać, kto tu jest alpha, tylko dlatego, żeby uporządkować życie z psem.
Żyjemy wg jakiś norm społecznych, które nie są związane z hierarchią, ale istnieją po to, aby żyło się łatwiej. Tych norm musimy psa nauczyć. Zasady wg których pies ma żyć określamy sami.
Ja np. uwielbiałam spać w łóżku z moim psem, szczególnie w zimie. Tak samo lubiłam, kiedy na mnie skakał po moim powrocie do domu, bo kochałam radość, która z niego tryskała na mój widok.
Tak więc hierarchia w rozumieniu stada (w której trzeba walczyć o przewodnictwo) w rodzinie ludzkiej nie istnieje. Nie jest też konieczna przemoc do egzekwowania naszych ludzkich zasad. To dwie najważniejsze rzeczy, jakie chciałabym abyście zapamiętali. Nie ważne, co mówi Wasz trener, nie ważne co piszą w książkach – pamiętajcie, że stare teorie są zwykle zastępowane przez nowe, a te nowe z reguły są bardziej trafne.
O samych metodach szkoleniowych więcej w następnym odcinku;)
19.08.2010 o godz. 10:45






