Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

-Pika pika ? .
-Nie pika..
-Cego nie pika ?
-Nigdy tak nie pikało ... to i nie zapika...

Prawda?

...

,,Uważaj na facetów, maleńka. To takie dziwne stworzonka, które magią swoich oczu potrafią wyczarować uśmiech przez łzy, miłość po grób i wieczne oddanie. Ale te dziwne stworzonka, mają tendencję do wieszania sobie majtek kolejnych naiwniaczek, które uwierzyły w ich "kocham Cię, ślicznotko", na ścianach - jak trofea myśliwskie.
''



Dobranoc. <#
31.01.2012 o godz. 00:20
Happy ?
Not happy ?

-maaamo !!
-co ?!!!
-co jutro ?!
-31 stycznia !
- kur*va
- co?!
- KURDE...


31 stycznia – Międzynarodowy Dzień Przytulania

zajebiście.. kolejny pojebany dzień .. chyba zaraz rzygnę.. niee nie rzygnę zrobię to z akcentem..

nr1
ehkem zaraz Kulturalnie zwymiotuję na te jakże ,,urocze'' pary przytulające się w parku... nie myślące o istotach z innej planety... tak zwanych ,,singlach'' którzy też żyją i funkcjonują z szczęściem na twarzy nie widząc w jaki sposób świętują tej jebutny dzień inni...
dziękuję za uszanowanie tradycji singli.. którzy w ten jakże rozkoszny dzień obdarzają miłością swojego pluszowego misia myśląc jaki ten świat jest zjebany i po co istnieje coś jakiego jak miłość.

Lub nr2 ...
idziemy do kol. pierdolimy całe life .. pijemy .. jaramy i świętujemy, że na następny dzień nie będzie trzeba się nikomu tłumaczyć co się robiło z inną osobą

<Maccsa.>
31.01.2012 o godz. 00:08

3. Nowa.

Następny dzień. Wszyscy poszli do szkoły. Na korytarzu ujrzeli dziewczynę. Miała blizny, rany na rękach, śmierdziała papierochami i alkoholem.
-Cześć. Jak Ci na imię? –zapytała nieznanej dziewczyny Kate.
-Cześć, jestem tu nowa. Mam na imię Vanessa. Mam 15 lat.
-Vanesso, może poznamy się bliżej? Wpadniesz dziś do mnie o 15:00?
-Spoko i tak nie mam co robić. Tylko podaj mi adres.
-Certuca 12. Mój numer telefonu to: 123456123.
-Dzięki na pewno dam znać.
-Dobrze więc. Do zobaczenia!
-Paa. :D
Wszyscy poszli na lekcje do swoich klas. Brayan, Andy, Mike i Dave chodzili do jednej klasy a Diana i Kate do innej klasy. Kate i Diana siedziały razem na Biologii. Baba coś tam gderała a im się nudziło. Diana zaczęła pisać różne pierdoły, rysować serduszka itp. Napisała:
‘Na górze róże na dole mole
Nie cierpię bioly, że ja pierdole’
Nauczycielka zobaczyła jak Diana coś pisze. Podeszła do niej i kazała jej oddać karteczkę. Diana szybko pobiegła do okna otworzyła i wyrzuciła karteczkę. Pani wpisała jej uwagę. Diana to miała w dupie. Dalej pisała. W pewnym momencie nie umiała zapanaować nad ręką. Ręka pisała sama. To było dziwne. Rysowała przecięte serca, a przecież chodziła z kochającym ja Daveem. Intuicja podpowiadała jej że Dave coś zrobi. Że ją zdradzi. Bała się tego. Kate zapytała szeptem:
-Ei. Pst. Diana co ci jest?
-Kate, myślę że robię jakiś błąd.
-Nie rozumiem, Diana.
-Dave mnie zdradził?
-Diana, skąd takie myśli?!
-Nie wiem. To samo tak przyszło.
-Pogadam z nim.
-ok.
Skończyła się lekcja. Kate szukała Deva ale nie było go. Urwał się z lekcji i wrócił wcześniej do domu. Dziewczyny poszły do domu Diany. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Stała tam ta nowa. Diana wpuściła ją i przywitała ciepło. Dała pić i poczęstowała ciasteczkami.
-Więc może opowiesz nam coś o sobie.
-No dobrze więc tak najpierw zacznijmy od tego, czy mogę wam zaufać?
-No pewnie –odpowiedziały na równo dziewczyny.
-Więc tak. Jak już mówiłam nazywam się Vanessa. Mieszkam z babcią, ponieważ moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, moja siostra popełniła samobójstwo. Miałam 3 razy próby samobójstwa, bo miałam dość. Mój chłopak mnie rzucił, zostawił dla innej, dla ładniejszej, z bogatszej rodziny. Dla tipsiary i plastiku. Tak to Ujmę. Nie mam pieniędzy i mam dość. Nie starcza mi na jedzenie. Postanowiłam sprzedawać bransoletki które robię ja sama. Nie zarabiam na nich dużo ale zawsze coś. Mam psa, goldena retrivera. Tylko on mi został. To mój najlepszy i jedyny przyjaciel.
Wszystkim trzem dziewczyną spływały łzy po policzkach. Diana zaproponowała Vanessie i Kate żeby zostały na noc. Pooglądały komedie, powygłupiały się i poszły spać następny dzień stał się w najgorszy dzień dla całej paczki.
30.01.2012 o godz. 23:50

Kurcze co za dni. Śpię wtedy gdy nie mogę, nie śpię gdy powinnam, jakiś pieprzony czas naprawdę. Łeb pęka i znów chora. Gęba spuchnięta, kręgosłup pokaraskany, stwierdziłam dzisiaj - starzeje się... bo to fakt niestety, nie podwarzalny. Coraz gorzej czuję się sama ze sobą i to jest najsmutniejsze.

Jedno jest stałe i nie zmienne - moja samotność. Samotność poprzecinana przygodami, spotkaniami, przygodnym seksem co to niby coś z niego miało być albo krótkimi związkami bez przyszłości. To się cholera nie zmienia. Czasem zastanawiam się nawet czy ja w ogóle potrafię jeszcze z kimś, obok, na codzień, czy potrafię, czy chcę, czy się nadaje? Pytania bez odpowiedzi...jakaś totalna porażka. Wiem, wiem żenada, żeby o tym nawet mówić, a tym bardziej pisać.

Zresztą jak patrzę wokół, może lepiej - mniej rozczarowań.
30.01.2012 o godz. 23:33
Oczami Pattie
Właśnie wsiadałam do samochodu Ushera.Jedziemy do domu Miley.Po co ?Musimy zabrać jeszcze parę rzeczy Justina a ja chcę ją przeprosić za moje zachowanie.Justin jakoś mało się odzywa.Sama nie wiem czemu.Ostatnio ciągle gdzieś wychodzą z Seleną.Nie ważne .Nie lubię tej dziewczyny , jest taka pusta.Mam nadzieję , że Justin przejrzy na oczy i się z nią rozstanie.A dzieckiem mogą się opiekować razem.Dojechaliśmy właśnie pod dom Miley.Wysiadłam i zadzwoniłam do drzwi.Niestety nikt nie otwierał .Powtórzyłam tę czynność lecz nadal nic.
-mam klucze -powiedział Usher i przekręcił klucze w zamku.Weszłam do środka i dostałam szoku.Już na wejściu było mnóstwo potłuczonego szkła i wielki bałagan.Spojrzałam na ścianę i zobaczyłam krew?! Zaczęłam krzyczeć.Usher wbiegł do domu i także był wystraszony.Weszłam dalej i było tak samo .Pełno krwi , szkła , butelek .Dotarłam do kuchni i oniemiałam.Na blacie leżała Miley cała we krwi a w ręce trzymająca butelkę.Z wieży leciała piosenka Justina .
-Miley !-wydarłam się i zaczęłam płakać.Nie mogłam nic więcej z siebie wydobyć.Usher od razu zadzwonił na pogotowie.Przyjechali w 10 min .Byli zdruzgotani całą sytuacją .Karetka zabrała dziewczynę a my pojechaliśmy za nimi .Oczywiście karetka przejechała szybko a my musieliśmy stać na czerwonych światłach.Płakałam a Usher był równie zdenerwowany.Dojechaliśmy pod szpital.
-Gdzie jest Miley Cyrus?-powiedział szybko Usher
-A kim państwo dla niej są?-zapytała stara recepcjonistka
-A chuj panią obchodzi -warknął
-3 piętro sala 345 -powiedziała a my rzuciliśmy się do windy .Kiedy się zatrzymała wybiegliśmy z niej szybko.Podbiegłam jak najszybciej do lekarza.
-Co z Miley Cyrus?-zapytałam szybko przez płacz
-Jest silna ale nie jesteśmy pewni czy to przeżyje-powiedział lekarz a ja zaniosłam się płaczem.
Oczami Miley
Obudziłam się i otworzyłam oczy .Zaraz jednak zaraz je zamknęłam ponieważ światło mnie oślepiła.
-Mocne macie kurwa żarówki w tym niebie-powiedziałam .
-Miley..-usłyszałam męski głos
-Bogu?-spytałam zdziwiona.Poczułam jednak , że ktoś mocno ściska moją dłoń.Otworzyłam więc oczy i zobaczyłam Chrisa?!
-Ty a co ty w niebie robisz?-spytałam zdziwiona.
-Ona żyje , żyje !-zaczął się drzeć i mnie przytulać.Zlecieli się jeszcze Pattie , Scooter i Harry.
-Co?-spytałam - Kurwa nawet się nie umiem zabić-powiedziałam zdenerwowana i zaczęłam odłączać wszystkie kabelki poprzyczepiane do mnie.Jednak Harry przytrzymał mi ręce.
-Zostawcie nas na chwile-powiedział a oni tylko pokiwali i wyszli.
-Miley co się stało-usiadł obok mnie i złapał moją rękę
-Bo oni się pobierają -zaczęłam płakać a on mnie tylko przytulił.-Ja go nadal kocham -dodałam .
-Posłuchaj miłość jest trudna.Nic nie poradzisz na to , że biorą ślub.W końcu mają dziecko.A ty nie powinnaś się z tego powodu próbować zabić to nie wyjście.Na swojej drodze spotkasz jeszcze wielu facetów i wiem , że pokochasz jeszcze jakiegoś.A on pokocha ciebie bo jesteś świetną dziewczyną-powiedział .
-Dziękuje ci .Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła-powiedziałam
-Nie ma za co .Od tego są przyjaciele.-uśmiechnęliśmy się i zawołaliśmy resztę.Oczywiście mnie wyściskali i pierdzieli , że ich wystraszyłam .Pattie mnie przepraszała i wgl.
-Słuchajcie macie nic nikomu nie mówić jasne?-powiedziałam poważnie a oni pokiwali twierdząco głowami.Wieczorem Pattie i Usher musieli iść ale chłopaki ze mną zostali.Dowiedziałam się , że leże już tak tydzień.Trochę się zdziwiłam ale ok ..
Oczami Justina
Siedzę sobie na kanapie i oglądam jakiś durny film.Martwię się o moją mamie.Ostatni tydzień ciągle płakała i chodziła przygnębiona , Usher podobnie.Dzisiaj mam zamiar jej powiedzieć o ślubie.Może poprawi jej się humor , że jej syn się żeni?Właśnie weszła do domu.Jej oczy były nadal czerwone ale wyglądała na szczęśliwszą.
-Cześć-powiedziałem
-Cześć synek-pocałowała mnie w polik i wszedłem do kuchni .Wydawało mi się dziwne , że z dnia na dzień ma taki świetny humor.Zebrałem się w sobie i wszedłem do kuchni.
-Mamo czemu byłaś smutna ostatnio ?-spytałam opierając się o stół i patrząc jak moja mam zaczyna robić obiad.
-Nie ważne , już jest ok-powiedziała radośnie i się uśmiechnęła.Ok teraz , powiem jej .
-Słuchaj mamo ..-zacząłem
-Tak kochanie?-spytała
-Za miesiąc biorę ślub z Seleną , zaproszenia już wysłane-powiedziałem z uśmiechem a twarzy mojej mamy uśmiech znikł.Nóż który trzymała w ręku spadł na podłogę robiąc hałas.
-Powiedz , że to żart-powiedziała ze łzami w oczach patrząc na mnie.
-Nie , to nie jest żart-powiedziałem .Ona wyszła zdenerwowana z kuchni i pobiegła na górę.Usiadłem na krześle i schowałem twarz w dłonie.Kurwa no .Jeszcze mama jest teraz na mnie zła.Ja wcale nie chciałem się jej oświadczać.Ona to wymusiła mówiąc , że dziecko musi mieć matkę i ojca i wgl.Kurwa no.
Oczami Miley
Właśnie wracam z chłopakami do domu.Już mnie wypisali i alleluja.Lekarz groził , że jak jeszcze raz zrobię coś takiego to się ze mną policzy .Weszliśmy do domu a tam ?Porządek.
-Który sprzątał?-zaśmiałam się
-Obaj-powiedzieli- trochę jak z horroru tu było-powiedzieli a ja się zaśmiałam.Ja ten horror przeżyłam.
-Ja się pójdę umyć i zaraz zejdę-powiedziałam i weszłam na górę.Jeszcze nie widzieli ran na moim ciele ponieważ mam na sobie dres z długimi rękawami i nogawkami.Weszłam do łazienki i zdjęłam ubrania.Od razu weszłam pod prysznic i puściłam ciepła wodę.Rany na ciele zabolały.Skończyłam prysznic i wytarłam ciało.Ubrałam się i spięłam włosy w kucyk.Zeszłam na dół i weszłam do salonu gdzie przebywali chłopcy.Popatrzyli na mnie i znieruchomieli.
-O kurwa mać aż mnie wszystko boli-powiedział Chris a ja się zaśmiałam
-Nigdy więcej mała-powiedział Harry a ja usiadłam między nimi .Włączyliśmy jakiś film ale był meega nudny.Chłopaki usnęli już na początku , ja już przysypiałam na ramieniu Harriego kiedy ktoś zadzwonił do drzwi.Niechętnie wstałam i udałam się ku drzwiom.Otworzyłam a tam Pattie?!Do tego zapłakana .
-Wszystko ok ?-spytałam i wpuściłam ją do środka.
-Nie-wyłkała.Weszłyśmy do kuchni i zrobiłam kawę.Usiadłam na przeciwko niej i zbytnio nie wiedziałam co robić.Popatrzyła na moje ciało i ponownie wybuchnęła płaczem.
-To wszystko przez niego prawda?-płakała
-Ale co i przez kogo?-spytałam lekko zaskoczona tym pytaniem.
-Drugi raz chciałaś się zabić przez niego-powiedziała a ja skumałam .Podeszłam i przytuliłam ją mocno.
-Pattie spokojnie .Przecież żyje-powiedziałam spokojnie.
-Ale gdybyśmy wtedy nie przyjechali..-nie dokończyła tylko wybuchnęła płaczem.
-Ale przyjechaliście .Tak miało być.Osobiście wolałabym żebyście jednak przyjechali parę godzin później..-powiedziałam ale nie dano mi dokończyć
-Nawet tak nie mów-powiedziała Pattie stanowczo.-Jeszcze jako ostatnia dowiedziałam się o tym cholernym ślubie-powiedziała zdenerwowana.Posiedziałyśmy sobie z 3 godzinki wspominając dobre ,stare czasy.Przy niektórych momentach śmiałyśmy się jak głupie.Niestety Pattie postanowiła już wracać.
-Dziękuje Miley -przytuliła mnie gdy stałyśmy pod drzwiami .
-Nie ma za co Pattie .-powiedziałam i wyszła.Ja zamknęłam drzwi i ułożyłam się między chłopakami na kanapie .Usnęłam.
Miesiąc później
Znowu jestem na tym durnym opalaniu natryskowym.Jak ja tego nie lubię.Czuje się później jak jakiś plastik.Na szczęście wybrałam naturalny kolor.Wyjaśnię dlaczego tutaj jestem .Otóż cały czas ciągnę karierę a nie chciałam by moja próba śmierci wyszła do mediów.A opalanie natryskowe jest jedyną metodą , która faktycznie pomaga mi w ukryciu tego.Otóż zakrywa wszystkie blizny.Najgorsze jest to , że nadal mam tą jebaną bliznę na brzuchu.Ciekawe czy kiedykolwiek ona zejdzie.Wyszłam z kabiny czy czegoś tam i ubrałam się we wcześniej noszone ubrania.Zapłaciłam i wyszłam .Wsiadłam do samochodu i ruszyłam do domu.A co do mojej karier?Jest na prawdę dobrze.Mam wiele koncertów , na razie w samych Stanach ale Usher planuje zrobić wielką trasę koncertową.Nagrywam kolejną płytę.Film będzie miał premierę dopiero za miesiąc bo musieliśmy jeszcze coś dokręcić a oni teraz ładnie wszystko zmontować.No mniejsza.Jutro ślub.Nie , nie mój ani nie Mitcha.Ślub Justina.Tak .Pogodziłam się już z tym.Jednak nadal go kocham.No dobra.Wysiadłam z samochodu i weszłam do domu.Moją osobą towarzyszącą na ślubie jest Harry .Takk mój Harry.Nie jesteśmy razem ale łączy nas mocna przyjaźń.Weszłam do domu .Zjadłam kolację i położyłam się spać.Jutro muszę być silna mimo , że będzie to najgorszy dzień mojego życia.
Następny dzień , dzień ślubu
Obudziłam się rano.Znaczy rano .Jest 11 ale uznajmy , że to rano.Zwlekłam się z łóżka i weszłam do łazienki.Założyłam dres i zeszłam na dół.Przywitałam się ze wszystkimi.Masa ludu w moim domu.No na ślub poprzyjeżdżali i Pattie , Usher,Mitch ,Caitlin ... są u mnie.Zjadłam tosta i napiłam się kawy.Nikt nie był specjalnie zadowolony ze ślubu.
-Ja tam się nawet cieszę z tego ślubu-walnął Chris a wszyscy się dziwacznie na niego popatrzyli-chociaż się nażre za darmo-dodał a ja walnęłam facepalm.Czas minął jakoś szybko.Nawet nie zauważyłam z już siedziałam w samochodzie jadąc na ślub.Koło mnie siedział Harry.Taa wszyscy z dolepionymi uśmiechami.Dojechaliśmy pod kościół.A wspominałam?Selena już urodziła.Nie widziałam dziecka.No więc wysiedliśmy i weszliśmy do kościoła.Zajęliśmy miejsca.Niedługo potem wszedł Justin i stanął na swoim miejscu.Co chwila na mnie zerkał, albo to było na Pattie.Nieważne .Chwile potem weszła Selena..Nie chciało mi się nawet komentować jej sukni.Zaczęła się uroczystość.Chciałam się rozpłakać i wybiec ale nic by mi to nie dało.Trzymałam więc rękę Harrego.Kiedy nadszedł czas przysięgi małżeńskiej złapałam ją mocniej.Ksiądz zaczął wypowiadać słowa kiedy nagle...
------------------------------------------------------------
Uff i jest 70 !beznadziejna ale jest !
30.01.2012 o godz. 23:32
Siedziałam sobie na parapecie w moim pokoju i patrzyłam się w okno . Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić , tak jakoś dziwnie się czułam . Justina nie ma bo wyjechał jutro jest sylwester , a on gra gdzieś tam koncert nawet dokładnie nie wiem gdzie . bardzo za nim tęsknie , ostatnie dni on miał wolne ja też , więc spędzaliśmy je razem , mój ojciec jeszcze nie wrócił co mnie trochę dziwi ,ale jakoś wcale się o niego nie martwię . Justin dzwoni codziennie do mnie i rozmawiamy ze sobą , tylko to co mnie najbardziej wkurza , to to , że zawsze na jego koszt ale ja niestety nie mam kasy co Justin wie .
Jutrzejszy dzień czyli Sylwestra spędzę sama , ale postanowiłam oglądać koncert Justina przez cały wieczór . Chciałabym , żebyśmy spędzili go razem ale przecież rozumiem Justina , ze on musi śpiewać i nie porzuci tego dla mnie , a ja nawet tego nie chce ,aby tak zrobił . No bo przecież wiem , że on bardzo kocha śpiewanie , muzykę i swoich fanów , a ja nie chce też żeby prze zemnie to stracił więc dlatego się ukrywamy .

Nadal robiłam to co dwie godziny temu , patrzyłam się w okno oglądając gwiazdy z kubikiem herbaty , dziwne to trochę żeby taka nastolatka spędzała tak wieczór ale ja nie mam jak inaczej .
Usłyszałam dzwonek telefonu więc szybko go wzięłam , a na wyświetlaczu pojawił mi się napis " Justine'qq <3 " , odebrałam go od razu
- hej misie'qq
- Hej kochanie - odpowiedział mi od razu - jak tam u ciebie ? - zapytał /
- Żle bo bardzo za tobą tęsknie - powiedziałam smutna do słuchawki .
- no wiem , aj za tobą też tęsknie ale musimy jakoś wytrzymać , już tylko dwa dni i znowu się zobaczymy - No tak tylko dwa dni , ale dla mnie to bardzo długo .
- Ja chce się do ciebie teraz przytulić - powiedziałam , to , a on się zaśmiał - Ejj no nie śmiej , się bo ja mówię , poważnie .
- Tak kochanie , dobra już się opanowuje , a co robisz ? - zapytał .
- Sedze sobie w salonie i patrze na gwiazdy , a ty ?
- ja leżę na łóżku , rozmawiam z tobą no i myślę o tobie .
Rozmawialiśmy chyba tak jeszcze z pół godziny , po rozmowie , zeszłam z parapetu i poszłam odnieść kubek a także go umyć ,a gdy to zrobiłam udałam się do łazienki .
Rozebrałam się z ciuchów które miałam na sobie i weszłam pod prysznic . Przyjemność , krople gorącej wody obmywają moje ciało , uwielbiam to uczucie , nalałam trochę żelu na rękę i rozprowadziłam go po ciele , a potem spłukałam wodą . Po wyjściu owinęłam się ręcznikiem i udałam do pokoju ,aby się ubrać w piżamę . Wyciągnęłam ją z szafy i po chwili miałam już ja na sobie . Podeszłam do lustra i się w nim przejrzałam , wyglądałam nawet , nawet .
Uśmiechnęłam się do siebie i rozczesałam włosy . Zeszłam na dół gdzie w kuchni przyrządziłam sobie kolację i poszłam na górę , siadłam na łóżku i zaczęłam jeść jedzenie .

Otworzyłam jedną półkę w której było zdjęcie moje i Justina , które zrobiliśmy przed jego wyjazdem , położyłam je przed sobą , a wyjęłam Jeszcze kartkę i ołówek , którym zaczęłam nas rysować . Najpierw narysowałam jego i już miałam zaczynać siebie , ale raczej nie , w końcu jestem brzydka i mogę po brzydzić tylko ten cały obrazek jeszcze bardziej , odłożyłam kurtkę na szafkę , położyłam się i patrzyłam w ten biały sufit .
Cały czas zastanawia mnie to , dlaczego Justin chce ze mną być i czy on na pewno mnie kocha . Przecież to jest takie nie realne , jak sen , ale sen tyle by nie trwał tyle , myśląc tak and tym w końcu usnęłam .

Obudziłam się , a zegarek wskazywał , 11 zdziwiło mnie , że tyle spałam . Zwlekłam się z łózka i poszłam do łazienki , wzięłam szybki prysznic ubrałam się i zbiegłam na dół zrobić sobie śniadanie.
Postawiłam je sobie na ławie w pokoju i usiadłam na kanapie włączając telewizor . Leciał jakiś serial akurat , więc postanowiłam go zostawić .

Usłyszałam dzwonek od drzwi , wstałam z kanapy i szybko podbiegłam do nich , otworzyłam je i zobaczyłam Selene .
- cześć ! - krzyknełam wesoła .
- hej - uśmiechnęła się i mnie przytuliła .
- A co ty tutaj robisz ?
- A odwalałam występ , bo chciałam spędzić ten wieczór jakoś normalnie , więc mam dom wolny i zabieram cię do siebie . - Powiedziała z bananem na twarzy . ( x D)
- Ale jak to, tylko my dwie tam będziemy ?
- Tak , dawno tak nie siedziałam sama w domu , więc dzisiaj tak będzie . Szybko bierz co ci potrzebne i jedziemy na zakupy .
Poszłam na górę zabrałam swoją bluzę i potrzebne rzeczy i Razem z Sell udałyśmy się na zakupy ......

.............
.................. ..............................

Już wszystko Gotowe - Uśmichnełam się sama do siebie i siadłam na kanapie . Będziemy tu tylko my dwie ale i tak przyszykowałyśmy dekorację i trochę jedzenia . Selena jeszcze ustawiła kolorowe lampki i włączyła muzykę .
- Sel , bo ja chciałam obejrzeć występ Justina .
- oj tam , masz go an co dzień ,a ten dzień będzie takim odpoczynkiem bez niego ,a teraz chodź - zaciągnęła mnie na górę do pokoju za rękę ,a potem do garderoby i posadziła na krześle przed lustrem .
- Co ty robisz Sell ? - popatrzyłam na nią .
- ciii , muszę cie uczesać i umalować .
- Ale po co , przecież to nie potrzebne .
- potrzebne i siedź cicho teraz .

Najpierw Selena uczesała mi ładnie włosy podobało mi się bo były tak ładniej falowane i popryskane brokatem , a później zrobiła śliczny makijaż , potem przyszykowała mi ubranie , a ja się w nie ubrałam .
http://www.polyvore.com/stlwester_xd/set?id=43045012
- Po co ty mnie tak stroisz , przeciecz będziemy tylko my dwie no nie ? - popatrzyłam na nią .
- No bo ..... ja zaprosiłam kilku chłopaków aby nam się nie nudziło - zaśmiała się .
- Aha - Tak an prawdę to chciałbym , żeby był chociaż tu Justin ale no Ok , wiem że ma prace , siadłam sobie na łóżku i siedziałam do puki nie przyszła Selena , która wyglądała wspaniale
http://data.whicdn.com/images/22126630/383899_253619151370328_174083252657252_739966_441420319_n_large.jpg
- Wow , ślicznie wyglądasz - uśmiechnełam się do niej .
- ty ładniej , ale dzięki - powiedziała .
Selena spojrzała na zegarek ,- mamy jeszcze dwadzieścia minut do przyjścia chłopaków , więc możemy pogadać - uśmiechnęła się .
- A kto tak właściwie przychodzi ? - zapytałam -
- Christian , Rayan i Chazz ze swoimi dziewczynami - uśmiechnęła się - no oprócz Chrisa bo on nie ma - zaśmiała się .
- Aha - odpowiedziałam się i popatrzyłam na okno .
- jesteś smutna ? - spytała się mnie Selena i siadła obok mnie i przytuliła .
- Tak , no bo chciałabym , aby był tu dzisiaj Justin .
- Wytrzymasz jeszcze , jutro przecież przyjeżdża .
- No tak .
Posiedziałyśmy jeszcze chwilkę o byle czym i Selenie udało się nawet poprawić mi humor .
- Dobra chyba możemy już iść na dół pewni już przyszli - uśmiechnęła się i wyszłyśmy razem z pokoju , z chodziłyśmy po schodach ,a na dole było ciemno ,kiedy byłyśmy w połowie drogi , zapaliło się światło , a tam kto ?! .............................................................................................................
.................................................................
...............................
- Justin !!!! - szybko zbiegłam po schodach i go przytuliłam
, a on odwzajemnił uścisk , po chwili nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku , nie było go tylko dwa dni ale ja i tak bardzo się za nim stęskniłam , musnęłam jego usta bardzo namiętnie i oderwałam się od niego , patrząc w oczy - kocham cie . - uśmiechnełam się .
- ja ciebie Tez
________________
Heii jest NN
prosze o komentarze ; **
30.01.2012 o godz. 23:28

72.

Znowu wiem, jak to jest, budzić się z nadzieją, w dobrym humorze, w pełni sił do życia. Nawet mróz nie jest w stanie tego zepsuć. Ochota na papierosy się zmniejsza. Utrzymujemy stały poziom glukozy i kofeiny we krwi.
Przeżywszy dzisiejszy egzamin - kontynuujemy sesyjne zmagania nr 5.
Więc może mama jednak miała racje, a Paulo Coelho nie kłamał...

Hasło roku 2012:
GOOD THINGS FALL APART
SO BETTER THINGS CAN FALL TOGETHER.



- z dedykacją dla mej czarującej młodszej siostry. ; *


Transcendentna energia?
Przeczucie - chociaż raz w życiu zrób to o co Cię proszę i pomyl się!




30.01.2012 o godz. 23:27

2. Pechowy basen.

Jest rano. Brayan znalazł się na ziemi w samych bokserkach. Przypadek? Dziewczyny naprawdę się wierciły. Nagle wparował Andy.
-A co się tu wyprawia! Brayan! Tak się teraz bawisz?
-Ale o co chodzi mam? – zapytał zaspany Brayan.
-Ei wstawajcie. Dziś idziemy na basen.
-Dobra, dobra. Już wstajemy. –Westchnęła Kate.
Wszyscy wstali Brayan był tak zaspany że założył majtki Diany, a Diana jego bokserki.
-To co jedziemy –zapytał Andy.
-Tak, ale poczekajmy jeszcze na Dave i Mikea. –powiedziała Diana.
Po chwili..
-Siema. Już jesteśmy. –powiedział Dave z Mikeam
Pojechali. Był to odkryty basen. Wszyscy mieli na sobie to w czym będą pływali lub opalali się. Brayan stanął na kocu przed jakimiś laskami i chciał się popisac swoim ciałem. Ściągnął bluzkę. Dziewczyny patrzyły podekscytowane. Po chwili zaczął ściągać spodnie. Kiedy ściągał popatrzył i zauważył że ma rózgowe majtki Diany. Na jego nieszczęście gacie mu spadły, akurat przed tymi laskami. Brayan zrobił się czerwony a dziewczyny zaczęły się śmiać. Brayan pobiegł do Diany.
-Diana! Mam twoje majtki!
-Co ty zaś wymyśliłeś?
-To co słyszysz!
-Zaraz, jeśli ty masz moje majtki to znaczy że ja mm twoje ochydne, obrzydliwe, śmierdzące bokserki?! Fuuuj!
-Diana. Chodźmy do przebieralni, musimy się zamienić.
-Nie wejdę tam z Tobą! Nie rób mi wstydu!
-Dobra, no to sobie chodź w mich bokserkach.
-No będę.
Mike chciał iść się pokąpać z Kate. Kate jednak nie miała ochoty na kompanie się. Poszła do sklepu po loda. Przyszła z lodem czekoladowym w wafelku. Wtedy przybiegł Andy i nie wyrobił na zakręcie. Wrąbaał w Kate i lód poleciał na ciało Mikea.
-Andy idioto! –zaczął krzyczeć Mike.
-Przepraszam za to że kurde jestem taki szybki! –wrzasnął Andy.
-Nie chwal się. Ślepy jesteś?! Fuuj! Debilu!
-Mam to z Ciebie zlizać czy co?!
-Weź się geju. Mam cię dość. Idę stąd, Nara.
Mike się ostro wkurzył i poszedł do domu. Zadzwoniłm do niego Andy i przeprosił. Mike się z nim pogodził. Wszyscy wrócili z basenu. Poszli do domu Andy’ego i grali w butelkę. Grali na zadania. Pierwszy kręcił Dave. Wypadło na Diane.
-Pocałuj mnie.
-To jest to zadanie tak?
-Owszem.
Pocałowała go w policzek. Diana zakręciła i wypadło na Dave.
-Chodź ze mną do innego pokoju.
Dave zadowolony poszedł z nią. Diana zaprowadziła go i on usiadł na wielkim fotelu. Diana siadła na niego. Zaczęli się namiętnie całować, ale przerwała im Kate. Powiedziała że trzeba się powoli zbierać. Dave wyznał Dianie miłośc i spytał o chodzenie. Diana zgodziła się.

30.01.2012 o godz. 23:04
cz.2

pięknie tu-stwierdził tajemniczy głos.
-owszem-przyznałam odwracając się zaskoczona widokiem Liam'a-skąd wiedziałeś?-dodałam pytająco zamykając
pamiętnik po czym schowałam go razem z notesem głęboko w torbie.
-Nicol powiedziała mi-przyznał siadając obok mnie na ławce patrząc się na nieskazitelnie gładką powierzchnie jeziora.
-co ci jeszcze powiedziała?-zapytałam zakładając że jej nadmierna szczerość wygadała jakieś szczegóły z mojego
życia.
-nie za wiele-wyznał przenosząc życzliwy wzrok na mnie- idziemy się przejść -zaproponował tajemniczo chłopak
-gdzie?-zapytałam
-chodź zobaczysz-wyznał wstając
-okej-zgodziłam się wstając po czym ruszyłam u jego boku
-lubisz kręgle?-zapytał radośnie
-tak-przyznałam myśląc że wiem gdzie idziemy.
-do dobrze-potwierdził chłopak moje przekonanie-ale tam nie idziemy-dodał po chwili wyprowadzając mnie z błędu
-to gdzie?-zapytałam
-zobaczysz- uciął-a piłkę nożną?? -dodał pytająco po chwili
- o nie!-zaprzeczyłam stając- nie zaciągniesz mnie na boisko-dodałam gdy chłopak też stanął
-nie lubisz sportu?- zapytał zdziwiony
-nie, lubię-zaprzeczyłam- piłkę nożną też, naprawdę-zapewniłam-o ile sama nie muszę grać-dodałam
-dlaczego?-zapytał podchodząc
-jakbyś mnie widział to byś nie zadawał takich pytań-stwierdziłam wymijająco
-aż tak źle nie może być-odparł Liam nie więżąc mi
-no cóż nie będziesz nieć szansy by się przekonać-zapewniłam
-nie dziś-przyznał-chodź bo się spóźnimy-dodał łapiąc mnie rękę ciągnąc mnie za sobą.
-jesteśmy na miejscu -wyznał po piętnastu minutach zmieniając temat
-lunapark?-zapytałam zaskoczona z uśmiechem-ale już zamykają- stwierdziłam po chwili krzywiąc się widząc na
wielkim zegarze przy wejściu wybijającego 19:30
-nie dla nas-stwierdził ciągnąć mnie za sobą do kasy- dobry wieczór ja w sprawie dzisiejszej umowy- przywitał się
Liam z kasjerem od razu przechodząc do sedna
-dobry, jesteście w samą porę szef właśnie pojechał-stwierdził mężczyzna wychodząc za kasy-to od czego zaczynamy-zapytał
-Jenn?-zapytał Liam odwracając się do mnie twarzą
-obojętnie-stwierdziłam nie mając pomysłu
-kokardy-zasugerował chłopak na co przytaknęłam ruchem głowy następnie ruszyłam za nim kierując się w odpowiednie miejsce
Gdy znaleźliśmy na miejscu wybraliśmy pierwsze samochodziki z brzegu po czym zaczęliśmy się zderzać. Właściwie Liam
starał się mi oddać ale byłam lepsza w te klocki zwłaszcza że do piętnastych urodzin spotykała się tu w każdy weekend
nasza paczka (Nicol, Dominik, Adam) ale Liam o tym nie wiedział, i lepiej niech tak zostanie.
-co dalej?-zapytał zatrzymując się samochodzikiem obok mnie po dwudziestu minutach jazdy.
-wiem-rzuciłam po namyśle-zaprośmy tu wszystkich, mam coś wam do powiedzenia-dodałam przypominając sobie
dzisiejsza rozmowę z Ojcem.
-co chcesz nam powiedzieć?-zapytał chłopak z lekkim nie zadowoleniem
-zobaczysz-odparłam równo tajemniczo-ale powiem ci że będzie to prawdziwy powód do zrobienia małej imprezki-
dodałam z podekscytowana
- rozmawiałam z Kristoferem i powiedział....-przerwałam budując atmosferę tajemniczości-dowiesz się
jak spotkamy się z resztą-dodałam z kpiarskim uśmiechem
-niech będzie-ustąpił chłopak wyjmując telefon po czym zaczął pisać wiadomość -to kto ma być?-zapytał
podnosząc wzrok na mnie
-wszystkich których chcesz-stwierdziłam-oczywiście nie zapomnij o zespole ich też to dotyczy-dodałam po chwili z śmiechem
chłopak również parsknął śmiechem po czym znów zabrał się do pisania wiadomości-gotowe -stwierdził po chwili
po czym zaczęliśmy rozmawiać do puki nie pojawili się pozostali.
-jesteśmy-zawołał Lou idąc z resztą (Naill'em, Harry'm, Zayn'em, Leti, Nicol)
niosąc z nimi prowiant. (chipsy i napoje).
-świetnie-mrukną chłopak nie zadowolony.
-spokojnie-szepnęłam z uśmiechem.
-no co to tam-spytał Harry siadając na tyle mojego granatowego samochodziku.
-pamiętacie jak wspomnieliście zeszłych wakacjach na nad morzem?-spytałam z uśmiechem
patrząc na przemian na Lou i Naill'a, przypominając im ich rozmowę z kolacji kiedy się poznaliśmy.
-tak-przyznali wszyscy nie domyślając się
-albo to jak mówiliście że chcecie to powtórzyć-dodałam pytająco
-tak-odparł Zayn z przebiegłym uśmiechem jak by się domyślał.
-to będziecie mieli okazje-stwierdziłam-za tydzień jedziemy na plaże nagrać teledysk-dodałam wyjaśniająco
po czym z radością obserwowałam nie ujarzmioną radość chłopaków.
-co oni tu robią-zapytała Leti zwracając uwagę na radosny tłum fanek.
-yyy... cholera Kate-burkną Naill
-ona... jakim cudem-zapytał Liam podnosząc wzrok na chłopaków
- takim samym jak jej wizyta w domu, wiadomości do Harry'ego-wyznał Lou
-stop! Kate?-zapytała Nicol zwracając na siebie uwagę- ta Kate Smith- powtórzyła dodając nazwisko.
-znasz ją-zapytał zdziwiony Naill.
-znam-powtórzyła zaskoczona że jeszcze pyta-to największa i najgorsza...-zaczęłam zdenerwowana
-Niki-upomniałam zanim dziewczyna zdążyła dokończyć
-dobra!-odparła nie zadowolona dziewczyna-chodziliśmy z nią do klasy-wyjaśniła spokojnie chłopakowi.
-dobra to jak chcecie ale my się zmywamy-odparł wysiadając z samochodziku Liam po czym wyciągną do mnie rękę by
pomóc mi wysiąść. Bez słowa złapałam go za dłoń dołączając do niego po czym w pośpiechu zeszliśmy z parkietu
do którego dobiegała grupa fanek.
-udało się-stwierdziłam znikając za pierwszą lepszą budką- to co teraz?-dodałam pytająco przenosząc wzrok na chłopaka
-diabelski młyn-szepną chłopak z delikatnym uśmiechem wyrażającym radość
-musimy?-zapytałam nie pewnie
-jak nie chcesz to nie-odparł zrezygnowany Liam
-nie-zaprzeczyłam poddając się-idziemy-dodałam chcąc pocieszyć chłopaka. Liam był tak bardzo zachwycony moją zgodą że nawet nie zauważył jak bardzo zmuszam się do uśmiechu.
-pięknie tu- wyznałam drżącym głosem gdy nasz wagonik zatrzymał się na szczycie młynu widząc piękno Londynu oświetlonego przeróżnymi światłami.
-tak? nie zauważyłem-wyznał udając zdziwienie jednocześnie przyciągając -może dlatego że widzę tylko ciebie-
dodał całując mnie w włosy na co zareagowałam tłumionym chichotem po czym nasza rozmowa zeszła na temat
układu gwiazd i wiążące się z tym skojarzenia.
-musze już iść-wyznałam nie chętnie zmieniając temat
-jest jeszcze wcześnie-zaprotestował chłopak spoglądając na zegarek w telefonie wybijający 21:30
-wiem ale zapowiada się ciężki dzień-wyjaśniłam robiąc coś co starałam się uniknąć przez cały pobyt w wagoniku,
spojrzałam w dół.
-w porządku?-spytał chłopak za niepokojony widząc że zamknęłam oczy.
-tak-odparłam z udawanym uśmiechem-to co wracamy?-zapytałam z nadzieją
-jak chcesz-odparł bladym uśmiechem machając komuś na dole, po czy wagoniki znów ruszyły do dołu.
-dziękujemy-zwrócił się Liam do kasjera wysiadając z wagoniku następnie podając mi rękę by mi pomóc.
-nie, to ja dziękuje i polecam się na przyszłość-odparł mężczyzna patrząc na chłopaka znacząco
-na pewno skorzystam-zapewnił chłopak zerkając na mnie następnie żegnając się z nim przemknęliśmy obok
małej imprezki rozkręconej przez świetnie bawiących się chłopaków następnie ruszając przed siebie w drogę powrotną
do domu.
-to do jutra-pożegnał się stając obok mnie na werandzie
-do jutra-powtórzyłam odwracając się do drzwi
-Jenn-zawołał chłopak łapiąc mnie za łokieć i jednym ruchem ręki przyciągną mnie do siebie by złożyć na moich
ustach delikatny pocałunek który przerodził się w jeden z najmierniejszych pocałunków jakie przeżyłam.
Po paru sekundach przerodzonych w minuty odsunęłam się od chłopaka nie do końca świadoma tego co się dzieje.
-przepraszam-wyznałam oszołomiona po czym w pośpiechu weszłam do domu. Zamykając za sobą drzwi oparłam
się o nie plecami.
-co się stało?-zapytała Sara wychodząc mi na przeciw widząc moją równe radosną jak i nie obecną minę.
-nie-wyznałam poważniejąc po czym zmieszana ruszyłam do swojego pokoju gdzie do końca wieczora spędziłam
na łóżku z muzyką w słuchawkach myśląc o tym co się wydarzyło.
30.01.2012 o godz. 22:46

i teraz jusz wiem że przy tobie zawsze mogę być sobą.

____
szkoda że tylko przy tobie.

30.01.2012 o godz. 22:37
Już nigdy nie pójdę do innego fryzjera niż moja własna cioteczna siostra. Boże. byłam dziś u takiej jednej i po wyjściu z tego salonu stwierdziłam, że wyglądam jak ciota. uratowało mnie tylko to, że miałam gumkę doo włosów to związałam kucyka i na miasto.
Nie byłam u ortodonty kurde, od listopada nie umiem tego załatwić, chciałam sobie pójść do kliniki, żeby tak za wszystko nie płacić, to teraz muszę załatwiać i tak wizyty prywatnie, bo tamci ortodonci to jakieś niedojeby i ogólnie mi się nie spodobali a jakieś wyciski i prześwietlenia już robiłam tam, więc kilka stów zostało w klinice, na co nic mi się teraz nie przyda [*] Jutro jeszcze nad tym pomyślę.

Ogólnie to nie dzieję się dobrze, mam wrażenie, że jest wręcz coraz gorzej. Jedynym plusem jest to, że nie chodzę do szkoły i mam luz na całe 2 tygodnie, później już bliżej do wakacji. Matko, o czym ja mówię ! o wakacjach ?! Jak narazie jedna wielka pizgawica z oknem a w mój rejon jest akurat jednym z najzimniejszych w kraju, jak na złość.
Słucham sobie piosenki z dołu, ale przestanę. Puszczę sobie coś w stylu Boba Marleya i będę głośno powtarzać: Jestem uśmiechniętą i optymistycznie nastawioną do życia Olką, mam wystarczająco dużo czasu żeby się wyspać i zdążyć zjeść rano śniadanie i wcale nie potrzebuję tylu osób wokół mnie. Mogę sama sobie ze wszystkim poradzić.

I jeszcze raz: Jestem uśmiechniętą i optymistycznie nastawioną do życia Olką, mam wystarczająco dużo czasu żeby się wyspać i zdążyć zjeść rano śniadanie i wcale nie potrzebuję tylu osób wokół mnie. Mogę sama sobie ze wszystkim poradzić.


30.01.2012 o godz. 22:28
cz.1
Z pięknej wyśnionej historii o wampirach w której byłam zwariowaną i nie dawno odnalezioną starszą siostrą Edwarda Cullen'a wyrwały mnie nasilające się promienie słoneczne wpadające do pokoju wprost na moją zaspaną twarz. Z grymasem na twarzy przewróciłam się na drugi bok nie wiedząc gdzie jestem. Otwierając leniwie oczy zauważyłam białą prostokątną kartkę obok której leżała czerwona róża z kolcami której widok dodał mi sił. Wykorzystując monet dopływu energii poderwałam się do pozycji siedzącej jednocześnie chwytając
kartkę wraz z kwiatem. "O jaki słodki" pomyślałam wąchając nie sam owity zapach kwiatu po czym zabrałam się do czytania wiadomości "dziękuje za nie zapomniane chwile- Liam PS. jak sama wierz pojechaliśmy dzisiaj do radia z którego postaramy się zmyć jak najszybciej więc zaczekajcie na nas w domu. A nie przejmujcie się wczoraj uprzedziliśmy wszystkich że nocujecie u nas ". Po przeczytaniu ''a więc to jego pokój" pomyślałam rozglądając się po typowym męskim pokoju
jednocześnie sięgając po wczorajsze wspomnienia, do pewnego momentu. Po dłuższej chwili rozglądania się po pokoju usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi pochodzący z zamkniętych drzwi wejściowych. Za alarmowana tym wydarzeniem wstałam pospiesznie zabierając upominek w jednej dłoni poprawiając na głowie chodź trochę nie ogarnięte włosy. Wychodząc nie śmiało z pokoju na korytarz zobaczyłam Leti wychodzącą z pokoju obok również w podobnym nie ładzie ocierając oczy
kciukiem lewej dłoni w której trzymałam czerwoną różę.
-Hej -wyszeptała zaspanym głosem zamykając za sobą drzwi ubrana w długą szarą koszulkę sięgająca jej prawie do kolan
-hej-odparłam również nie wyraźnie lekko zdziwiona ty że w przeciwieństwie do dziewczyny byłam ubrana w ten sam komplet co wczoraj czyli krótkie beżowe spodenki z luźną
białą koszulką na krótki rękaw z dużymi czarnymi słuchawkami i nie co mniejszym napisem "I love music".
Zresztą nie tylko ja gdy wyszła Niki z pokoju obok Liam'a (po prawej).
-kawy!-zawołała niekontaktująca dziewczyna ruszając w moja stronę by zaraz przede mną skręcić na schody prowadzące w dół już przed pokojem Liam'a. Wyraźnie czując ta samą potrzebę co Niki ruszyłyśmy razem z Leti za dziewczyną za którą podążyliśmy do kuchni.
-yyy...skąd to macie- zapytała po kilku minutach zdziwiona Niki popijając razem z nami kolejne orzeźwiające
łyki kawy.
-ja od Zayn'a-wyznała Leti chowając zawstydzony uśmiech za kubkiem kawy.
-ja od Liam'a-dodałam również postępując jak nowo nabyta koleżanka.
-yyy..on też mógł się wysilić-burknęła do siebie Nicol-całą noc nie przespałam
słuchając jego opowieści-wyżaliła się dziewczyna nalewając sobie kolejną porcje kawy.
-no cóż Harry nie należy do specjalnie romantycznych- wyjaśniła Leti opierając kubek
na nagich kolanach-co?!-zapytała po chwili widząc nasze znaczące miny wpatrzone na jej ubiór, no cóż żadna z nas nie miała odwagi zapytać o tak intymną sprawę.
-aa...-zrozumiała dziewczyna widząc gdzie był skierowany nasz wzrok.
- nie chcemy się wtrącać ale...-zaczęła nie śmiało Nicol.
-spokojnie nic z tych rzeczy-wyznała lekko rozbawiona dziewczyna- to jest
sprawka Zayn'a zawsze wykręca mi takie numery, oczywiście tłumacząc się
że to tylko dla zapewnienia mi wygodnego snu-wyjaśniła patrząc na nas sceptycznie-spokojnie pewnie też to was czeka, tylko musicie spędzić więcej czasu z chłopakami-dodała ostrzegawczo mając na myśli konkretnych chłopaków.-
no może nie od razu Liam, ale Harry na pewno-wyjaśniła po chwili śmiejąc się do siebie.
-niech tylko by spróbował-pogroziła wzrokiem Niki.
-jeszcze jesteś na niego zła?-zapytałam uśmiechając się na myśl słów Leti.
-zła?!-powtórzyłam dziewczyna odstawiając kubek na stoliku.-zła to mało powiedziane-
dodała z powrotem rozsiadając się wygodnie w fotelu.
-uwierz nie ważne jak bardzo cię rozzłościł, wystarczy że użyje jedną z "uśmiechowych sztuczek"
a cała złość przejdzie-odparła Leti -każdy z chłopaków ci to potwierdzi-dodała wstając by zabrać
do kuchni puste kubki wraz z dzbankiem kawy.
-zobaczymy- zawołała oburzona Niki.
-okej idę się ogarnąć-wtrąciłam wstając z kanapy jednocześnie słysząc jakieś szmery na korytarzu.
-kto to? –spytała Niki widząc moją rozbawioną minę gdy stanęłam w wejściu korytarza.
-a jak myślisz?-zapytałam śmiejąc się jednocześnie na widok Liam'a. Zayn'a oraz Harry'ego z bukietem
czerwonych róż przepychających się w wejściu.
-haha!-wybuchłam śmiechem razem Leti która w ostatniej chwili dołączyła do mnie, przed tym jak trójka chłopaków wywaliła się w progu.
-dzieciaki-wyznał pobłażliwie Lou opierając się o roześmianego Naill'a.
-pierwszy!-krzykną radośnie Liam dobiegając do mnie jako pierwszy po czym łapiąc mnie w taili
przyciągną mnie do siebie-stęskniłaś się?-zwrócił się do mnie pytająco z nie sam owicie rozpromienioną twarzą. Nic nie musiałam mój kretyński śmiech mówił więcej niż tego chciałam.
-proszę to dla ciebie-zwrócił się Harry z wariackim uśmiechem podając nieco uszkodzony bukiet róż Niki
gdy oboje stanęli przed sobą obok nas. Niki zachwycona podarunkiem nie śmiało się uśmiechnęła wąchając podarunek po
czym odwróciła się na piecie i bez słowa wróciła do zajętego przedtem miejsca w fotelu a Harry ruszył za nią by stanąć
za fotelem opierając się o jego tylnie oparcie dwiema dłońmi równocześnie pochylając się nad Nicol.
-jak było?-zapytałam po krótkiej chwili Payna ciągnącego mnie za dłoń na kanapę.
- nie specjalnie -stwierdził grymasząc- chłopaki nawijali coś o marchewkach-dodał z parsknięciem ciągnąc mnie do siebie na kanapę.
-to przez Naill'a-rzucił oskarżycielsko Louis-miało być o marchewkach-dodał zawiedziony
siadając obok mnie opierając podbródek o dłoń opartą łokciem o oparcie kanapy. Oczywiście zaczęliśmy się
śmiać zwłaszcza Naill który następnie ruszył do kuchni.
-masz zamiar cały dzień się złościć-zapytał przedrzeźniająco Zayn stojąc obok Lou obejmując od tyłu szczęśliwą Leti.
-już mi się humor poprawił, co nie dziewczyny??-skierował sie do nas chłopak z uśmiechem-pięknie dzisiaj wyglądacie-
dodał przenosząc wzrok na mnie-a zwłaszcza ty Jenn-szepną dusząc śmiech. No cóż tak mnie zamurowało że przemilczałam
jego wypowiedź, nie świadomie dotykając swoich włosów z otwarta buzią co jeszcze bardzie rozbawiło wszystkich.
-o nie!-powiedziałam biorąc do ręki średnią poduszkę leząca obok mnie jako dekoracja po czym zaczęłam okładać nią chłopaka który jeszcze bardziej zaczął się śmiać. Gdy zabrakło mi siły by dalej bić chłopaka, on wykorzystał sytuacje i zabrał mi poduszkę więc oparłam się o niego by potargać mu jego fryzurę, i tak uczyniłam.
Chłopak w obronie złapał mnie łaskotać w wyniku czego spadliśmy na podłogę. Niestety to ja byłam to poszkodowana ponieważ zwycięski Lou wylądował na mnie.
-złaś zemnie-zawołałam nie zadowolona.
-dobra tylko jedna rzecz-odparł z przebiegłym uśmiechem
-co?-zapytałam poważniejąc będąc ciekawa o co mu chodzi i od razu pożałowałam chłopak rzucił się z dłońmi w stronę mojej głowy pogarszając mój wcześniejszy stan.
-Louis!-zawołałam poważnym tonem chcąc by chłopak przestał, i tak uczynił.
-zemszczę się jeszcze!- zawołałam za odchodzącym chłopakiem wstając,
-liczę na to-odparł chłopak podążając w stronę kuchni
-dobra, teraz to na pewno musze się ogarnąć-stwierdziłam spokojniejszym tonem poprawiając włosy.
-chodź zemną-szepną nie wyraźnie Liam pochodząc do mnie po czym idąc za mną prowadził mnie do swojego pokoju.
***oczami Leti***
-ja też muszę iść-stwierdziłam jednocześnie powstrzymując śmiech, zerkając na twarz Zayn'a oparta na moim ramieniu.
-okej-szepną chłopak po czym delikatnie łusną mój policzek delikatnym pocałunku jednocześnie nie chętnie mnie puszczając.
-zaczekam tu-dodał po chwili leniwie rozsiadając się na kanapie.
- zaczekaj ja też idę-zawołała Nicol ruszając w moją stronę z kwiatami następnie idąc zemną na górę gdzie
rozstałyśmy się podążając każda do innego pokoju. (do tych gdzie mocowały)
***oczami Zayn'a***
- gdzie reszta?- zapytał Naill obżerając się wielką kanapką idąc obok potarganego Louis'a popijającego jakiś sok.
-poszli na górę-wyznał zamyślony Harry siadając na miejsce Nicol.
***oczami Jenn***
-gotowa -zawołałam wychodząc z łazienki ogarnięta siadając na łóżku obok smutnego Liam'a- coś się stało?-zapytałam
widząc brak reakcji chłopaka.
-nic-odparł wyrywając się z zamyślenia- Jennifer mam pytanie-zaczął nie pewnie chłopak, wyraźnie było widać że nurtuje go jakieś pytanie-czy Louis ci się podoba?- zapytał po chwili zwieszając głowę
-Louis?- powtórzyłam wybuchając głośnym śmiechem-chyba żartujesz-dodałam uspokajając się-ty nie żartujesz?-spytałam
całkowicie poważna widząc że moje rozbawienie ani trochę mu się nie udzieliło.
-a podoba się wolę któryś z nas?-zapytał ponownie ignorują moje pytanie.
-tak..-zaczęłam ale na nieszczęście zadzwonił mój telefon leżący na szafce-ale trudno to przyznać gdy pyta mnie ten TEN chłopak-dodałam podkreślając TEN jednocześnie zabierając telefon z dłoni Liam'a.-tak?- powiedziałam stanowczo patrząc na coraz radośniejszą twarz Payna, przykładając do ucha telefon z odebranym połączeniem
-Jenn dzwonię do ciebie z nadzieją że jesteś teraz gdzieś w firmie i zaraz przyjdziesz do mojego gabinetu, bym mógł przekazać ci nowinę-wyznał
Ojciec cierpliwym głosem.
-yyy...tak zaraz będę u ciebie-zapewniłam nie pewnie, na widok czego Liam znowu posmutniał ale już nie tak mocno jak przedtem.
-czy powinienem się zdziwić jak spóźnisz się o jakieś pół godzinny -zapytał teatralnie udając że nie wie że znów spóźniłam,
przecież córce dyrektora nie wypada się spóźniać do pracy.
-nie to będzie całkiem normalne- odparłam uśmiechając się do Liam'a.
-no to czekam-wyznał ojciec rozłączając się.
-kto to?-zapytał Payne łapiąc mnie za lewa dłoń.
-Tata, musze spadać do firmy-wyznałam wduszając numer do Samanty.-mamo, mogła byś wysłać szofera z ciuchami na...-zaczęłam,
po czym przerwałam nie wiedząc na jakiej ulicy jestem konkretnie. Na szczęście Liam uratował sytuację ujmując delikatnie moją prawą dłoń z telefonem
przysuwając ją sobie do swojego policzka by wypowiedzieć konkretny adres po czym puścił ją by kontynuować zabawę palcami lewej dłoni.
-kto to?- zapytała zaskoczona Samanta z rodzicielską troską w głosie.
-później wyjaśnię, zrobisz to dla mnie?-zapytałam zbywając ją.
-dobra, to miałam wyszłaś go do...?-zaczęła mama pytająco, nie znając znów odpowiedzi tym razem sama przyłożyłam telefon chłopakowi do policzka
po czym posłusznie powtórzył to co przedtem, następnie pożegnałam się z nią.
-Jenn-szepną Payne nieśmiało patrząc mi w oczy chcąc zwrócić na siebie moją uwagę.
-tak?-odparłam odwzajemniając spojrzenie pomału tonąc w jego oczach.
-mogę coś zrobić?-spytał przysuwając się bliżej, coraz bardziej tłamsząc uśmiech-mogę?-powtórzył po chwili widząc moją podejrzliwą
twarz.
-no pewnie-odparłam ciekawa o co mu chodzi-ale musisz zaczekać aż wrócę z firmy-dodałam z grymasem wstają.
-to długo nie potrwa-zapewnił Liam również wstając-i pewnie umili nam obojgu cały dzień-dodał kusząc łapiąc mnie za obie dłonie .
-kusząca propozycja-przyznałam-i dla tego musi poczekać do wieczora-dodałam
-dzięki temu będziesz myślała o mnie-nalegał
-i bez tego myślę stanowczo za dużo o tobie-wyznałam nie świadomie
-to będziesz jeszcze więcej-stwierdził z śmiechem równocześnie przyciągając mnie do siebie
-ja jadę do pracy-przypomniałam chłopakowi spierającego się czołem o moje czoło. W tedy poczułam jego ciepły
oddech rozpraszający się na mojej twarzy. Pod wpływem tej nie sam owitej chwili przymknęłam oczy by zatrzymać ten moment w swojej pamięci na dłużej. Nagle jego oddech zamarł wraz z dźwiękiem otwieranych drzwi. Widząc w nich Naill'a spożywającego kończącą się już kanapkę odsunęłam się szybko od Liam'a.
-samochód czeka -wyznał radośnie Naill widząc nasze zmieszanie.
-no to... naradzie-wyznałam w lekkim pośpiechu ruszając w stronę pokoju.
-poczekaj odprowadzę cię-zawołał Liam po chwili dołączając do mnie po czym zeszliśmy na dół gdzie pożegnałam się
z resztą.
-na razie- pożegnałam się z Payne‘m otwierającym mi drzwi
-do wieczora-wyznał jakby miał już jakieś plany następnie pocałował mnie w włosy zasłaniające mi czoło po czym wyszłam
z domu na rozświetlony osiedlowy nimi park wypełnionego chodnikami przy których stały liczne ławki drzewa zapewniające dużo cienia w takie upalny i duszny dzień jak dzisiejszy. Oczywiście nie zabrakło fontanny e kształcie muzy trzymającej dzban z którego wylewała się woda. Pewnie miała przelewać inspirację na artystów równie intensywnie jak wylewająca się z jej dzbana woda. Jej ciekawa poza przyciągała do siebie ale nie na tyle bym zaprzestała podążania na sąsiadujący z parkiem parking.
-dzień dobry pani- przywitał się mężczyzna otwierając mi drzwi do samochodu.
-dzień będzie dobry jak pan zacznie mi mówić na ty ewentualnie -wyznałam stając przed mężczyzną radosna-
a korona mi z głowy nie spadnie jak sama otworze sobie drzwi-dodałam uprzejmie wrzucając na tylnie siedzenie torbę
która przez ten cały czas nie zauważalnie mi towarzyszyła.
-dobrze panienko Jenn-odparł mężczyzna z uśmiechem.
-eee.. bez żadnych dodatków-upomniałam prostując palec wskazujący do góry.
-dobrze ale pod warunkiem że pan.. ty będziesz mi też mówić na ty-oświadczył mężczyzna poprawiając się w ostatniej chwili
-dobrze Tom-zgodziłam się wsiadając do auta-jak się to zasłania-dodałam pytająco gdy obojem znaleźliśmy się w aucie
naduszając jakieś przyciski na poddaszu auta chcąc zasłonić przestrzeń pomiędzy nami by zapewnić sobie atmosferę intymności aby spokojnie przebrać się w przekazane od mamy ciuchy zanim pokaże się w firmie.
- tutaj-pokazał palcem Tom odchylając się do tyłu wskazując czerwony przycisk.
-dzięki-zawołałam nie pewna czy usłyszał po tym jak czarna zasłona całkowicie się podniosła. Słysząc mruczenie nie dawno odpalonego silnika zaczęłam przebierać się w świeżuteńki komplet .
* * * * * * * * * * * * * * * * * *
-jesteś szybciej niż myślałem-przyznał Kristofer za biurka gdy przekroczyłam próg jego gabinetu- dobra nie traćmy czasu
,tu masz listę co masz załatwić przed wyjazdem-dodał ojciec od razu gdy tylko usiadłam przy biurku podając mi plik papierów.
-wyjazdem-powtórzyłam pytająco zanim zajrzałam do papierów.
-owszem, jedziesz z zespołem nadzorować prace nad teledyskiem-wyjaśnił jednocześnie zaczytując się w jakieś papiery leżące przed nim.
-co? przecież...-zaczęłam nie wiedząc co powiedzieć- a Sandra?-zapytałam po chwili poważniejąc-przecież ona dłużej pracuje tu ode mnie-dodałam wyjaśniająco
-Jenn-zaczął spokojnie ojciec podnosząc wzrok na mnie-Sandra jest dobra w tym co robi i dla tego daję ci szanse się wykazać-wyjaśnił Kris.
-to oficjalnie-z twierdziłam sceptycznie-a tak naprawdę?-zapytałam nie ufnie po krótkiej przerwie
- Jennifer, sama wiesz jaka ona jest, chyba jeszcze ani razu nie przepuściła okazji do skandalu-wyjaśnił Kris zbierając myśli-a ten kontrakt jest zbyt ważny
by go stracić-dodał poważnie- nie przejmuj się ja to załatwię- zapewnił Kris dodając mi otuchy-dobra a teraz idź wykorzystać jak najlepiej dzisiejszy dzień bo
od jutra czeka cię ciężka tygodniowa praca- dodał ojciec wracając do papierów
-to zobaczymy się w domu-zawołałam po chwili wychodząc z gabinetu nie usłyszawszy odpowiedzi. Będąc wolna
od wszelkich prac dzisiejszego dnia skierowałam się w stronę windy by jak najszybciej dołączyć do chłopaków.
-Jennifer!-zawołał mnie męski głos za moich pleców, gdy byłam już jedna noga w windzie.
- tak?-zawołałam odwracając się do tyłu.
- nie zapomnij o dzisiejszej wizycie u doktora- upomniał Kris stojąc kilka metrów przede mną.
-racja-szepnęłam do siebie przypominając sobie o badaniach- dzięki -zawołałam znikając mężczyźnie z oczu za drzwiami
windy. Po czym wychodząc z budynku wsiadłam do samochodu który od razu zawiózł mnie do szpitala bym mogła jak najszybciej
załatwić tą sprawę
* * * * * * * * * * * * * * * * * *
-i jak panie doktorze?-spytałam niecierpliwie wchodzącego do gabinetu mężczyznę z zapisaną białą kartką
- no cóż..-zaczął siadając na fotelu obok mnie-to samo co przedtem-stwierdził odwracając kartkę na druga stronę-
operacja będzie możliwa za jakieś dwa, trzy tygodnie o ile twój stan się nie pogorszy-dodał zerkając na mnie badawczo
-a do tego czasu uważaj na siebie, unikaj wszystkiego co mogło by ci w jakikolwiek zaszkodzić-poprosił zamartwionym
głosem.
-postaram się-zapewniłam wstając jednocześnie zakładając torbę na ramię-do zobaczenia za dwa tygodnie-dodałam
podając mu rękę
- do zobaczenia-powtórzył uciskając mi dłoń po czym odprowadził mnie do wyjścia.
Idąc po białym i tak dobrze mi znanym ostatnio korytarzu zastanawiałam się jak powiem to chłopakom przecież nie mogłam tego
ukrywać w nie skończoność. Jak oni na to zareagują? jak Liam na to zareaguje? Powiedzieć? a może tak to zostawić?
okłamywać ich do końca mej nie pewnej przyszłości czy powiedzieć z góry wiedząc że będą się litować czego nienawidziła. I dla tego prawdę znali tylko i wyłącznie moi rodzice z Sarą. Nawet Nicol nic nie wie. Nie chciałam jej mówić bo wiem jak by zareagowała. Zaczęłam by mi mad czynić na każdym kroku razem z Dominikiem i Adamem. Ciągłe pytania jak się czuje czy coś nowego wiadomo, uważaj bo to..., uważaj bo tamto..., i wiele podobnych. Z zamyślenia wyrwała mnie mała dziewczynka błąkająca na krześle pochylona nad pluszowym misiem.
-czemu płaczesz?-zapytałam kucając przy mniej-zgubiłaś się?- znów zapytałam widząc że dziewczynka nie ma zamiaru odpowiadać, jedynie zaprzeczała ruchem głowy.- to co się stało?-spytałam siadając obok niej na krześle.
-moja mama....-zaczęła dziewczynka po czym wybuchła płaczem. Było mi tak bardzo żal dziewczynki że o mało
sama nie rozpłakałam się gdy przytuliłam ją do siebie.
-o tu jesteś?-zawołała z ulga pielęgniarką po kilku nastu minutach pod chodząc do nas- dzięki że zajęłaś się nią-zwróciła się kobieta do mnie zabierając ode mnie zasypiającą z zmęczenia dziewczynkę.
-co się stało z jej...zaczęłam zachrypnięta
-cii tylko nie przy niej...-uprzedziła kobieta spoglądając na dziewczynkę chcąc się upewnić czy nie słucha-ona...ona nie żyje- wyznała kobieta. Nie wiedząc co powiedzieć, odwróciłam się na pięcie po czym wyszłam z szpitala z pod którego ruszyłam prosto do mojego ulubionego parku gdzie spędziłam kilka godzin pochylona nad notesem i pamiętnikiem.
___________________________________________________
i jak?! proszę o komentarze..
niech wiem że ktoś czyta te wypociny!
30.01.2012 o godz. 22:25
Łosoś faszerowany rybą białą,szparagami i surimi na postumencie.

Łosoś ok.3kg wypatroszony
Surimi ok 200g
Szparagi ok 300g
Jaja 4 szt.
Natka zielonej pietruszki - 1 pęczek

Całkowity brak ości, soczyste mięso,zalany auszpikiem. Około 20-25 porcji. Podany udekorowany, na szybie. 40pln.
30.01.2012 o godz. 22:18

1. Las – zesrani ze strachu.
Diana i Kate postanowiły iść do lasu, pooglądać przyrodę. Były zachwycone ptakami, roślinami itp. Była godzina 16:00, A jak to w lecie dzień przedłuża się. Dziewczyny poszły w głąb lasu. Ściemniało się powoli. Diana i Kate usłyszały krzyk.
-Diana. Słyszałaś?!
-Tak Kate. To brzmiało jak dziewczynka, która została złapana przez jakiegoś pedofila.
-Diana, boję Się.
-Nie tylko ty, spierdzielamy?
-Ddddddiaaaaa naaa , zzz aaa tobą!
-Aaaaa. Pedofilu odwal się aaa!
Po chwili Diana usłyszała śmiech. Obróciła się i zobaczyła Brayana.
-Brayan! Jesteś psychicznie chory? Lecz się!!!
-Haha, Ty głupia jesteś! Haha.
-Chodźmy bo jest już strasznie ciemno. – westchnęła Kate.
Szli przez 20 minut. Kate szła z przodu. Usłyszeli dźwięk piły maszynowej. Brayan poszedł na przód. Ujrzeli wysokiego faceta bez oka. W ogóle to był jakiś psychol. Podszedł do nich i wziął piłe i podszedł do Diany i zapytał:
-Masz drewno?
-Ty mi tu pieprzysz o drewnie?! A co ja kurde, tartak?
-Hmm. No dobra to Ciebie się ładnie potnie.
Diana zaczęła wrzeszczeć i uciekać. Doszła pod duży dąb. Schowała się za drzewem. Brayan i Kate dogonili ją. Na szczęście uciekli. Wróclili szczęśliwie do domu Kate. Brayan położył się z dziewczynami i zasnęli.

30.01.2012 o godz. 22:15
Zalecam przeczytanie pierwszej części przed czytaniem tej :D

Tak więc stoję w tej bramie, naprzeciw taksówkarza, który chciał mi pomóc za życia i nie wiem co dalej miała bym powiedzieć. Czując niemiły chłód na z tyłu i kojące ciepło z przodu po dłuższej chwili pytam:
Czy mogę przejść dalej, czy mogę przekroczyć drzwi prowadzące do czyśćca dusz?
On z neutralną miną opowiada mi o tym co mnie czeka za drzwiami, o tym że zostanę osądzona w chwili przekroczenia tego progu oraz o tym, że jeśli mi się nie powiedzie trafię na powrót do piekła, ale bez ponownej szansy na podniesienie się z grzechów. Powiedział, a ja myślę o grzechach jakie popełniłam, ale nic przerażającego nie przychodzi mi na myśl. Kiwam głową na tak i robię krok w przód, a ku mojemu zdziwieniu on robi krok w stronę piekła. Stoję na progu i już chwila dzieli mnie od przejścia, lecz zatrzymuje się i odwracam. On stoi smutny i widać jak co chwila czarne kłęby dymu i ognia na przemian z mroźnym wiatrem unoszącym coś na kształt lodowych sztyletów przebijają jego na pół materialne ciało.
Zapytałam Nie rozumiem, dlaczego tutaj wszedłeś?
Odpowiada mi, a w jego głosie słychać ból i cierpienie
Świat jest kapryśny, a moją ostatnią próbą było uratowanie ciebie, ale jak widać nie potrafiłem odkupić swojej duszy.
Odwróciłam się i przekroczyłam próg. Poczułam ciepło na całym ciele, przed oczyma przeleciało mi całe życie patrząc od końca do samego początku i nagle znalazłem się w jakimś pokoju. Miałam na sobie ubranie, które pamiętam z czasów studiów. Po chwili jakby z nikąd pojawiła się przede mną kartka i upadła na podłogę. Nachyliłam się i podniosłam nieoczekiwaną rzecz. Zaczęłam czytać
Grzechów : 2
Morderstwo
Kłamstwo

Ledwo skończyłam czytać i poczułam dwa ukłucia na sercu. Przymknęłam z bólu oczy i po otworzeniu na kartce widniały napisy:
Córki
Matka

Upuściłam kartkę i poczułam jak przez moją głowę przewija się czas do pewnego momentu. Do pokoju nagle weszła jakaś kobieta ubrana zupełnie jak ja w obecnej chwili. Gdy zobaczyłam w półmroku jej twarz przeraziłam się. To byłam ja sama dokładnie wtedy gdy popełniłam pierwszy grzech z listy. Byłam wtedy w ciąży i tylko ja o tym wiedziałam. Nawet nie pamiętałam kto był ojcem, a przez prawie dwa miesiące widywałam się tylko z dwoma przyjaciółkami z studiów. Zrozumiałam, że to tego wieczoru zrobię coś czego nie żałowałam do końca swojego życia. Patrzę na siebie samą jak wbijałam igłę z strzykawka wprost w miejsce dziecka, które nosiłam. Nawet nie pamiętam co wstrzykiwałam, ale jak widzę tamta młoda ja zabija właśnie swoje dziecko. Obie upadamy na podłogę, tyle że tylko ja ją widzę. Patrzę na to jak po chwili jej sukienka zalewa się krwią, a z moich oczu wypływa łza. Krzyczę: Boże!
Zniknęłam z tamtego miejsca i pojawiam się w innym czasie i w innym miejscu. Tym razem widzę jak moja matka siedzi na małym taboreciku na ganku naszego domu i czyści buty. To było jakieś cztery lata zanim umarła. Za progu wychodzę ja z tamtego czasu. Jednocześnie było to prawie dwa lata po tym jak zabiłam swoje dziecko. Słucham rozmowy i widzę uśmiechnięte twarze obu tych kobiet. Nic nie wydaje się być nie tak. Pamiętam, to był czas w którym zaczynałam pisać moją pierwszą książkę o bogu. Widzę jak siadam na schodek, ale nie udaje mi się i upadam na bok trzymając się za podbrzusze. No tak, znów byłam w ciąży. Matka pomaga mi siąść i podtrzymuje mnie za ramie.
Pytała mnie wtedy: Co ci jest? A może ty jesteś w ciąży?
Tak, teraz rozumiem. Okłamałam ją wtedy, z zimną krwią okłamałam własną matkę. Zaczęłam wymyślać, że byłam u lekarza i zapisał mi tabletki na żołądek, a matka wierzyła mi wszystko co powiedziałam. Poczułam się lekka i znów czas przewinął się przed moimi oczyma. Zatrzymał się tylko na parę sekund w momencie gdy pod pretekstem nowej pracy wylatywałam do innego miasta, a matka wtedy żegnała mnie na lotnisku. Było mi smutno ale nie płakałam. Przewijał się dalej, aż do chwili gdy ujrzałam siebie samą wyłącznie w koszuli nocnej. To było około dnia po porodzie. Sama urodziłam, leżąc w kuchni wynajętego mieszkania na przedmieściach. Wszędzie wciąż były ślady zaschniętej krwi, resztka pępowiny oraz nagie dziecko leżące na podłodze. Obok stałam ja, całkowicie bez sumienia. Poszłam się umyć, przebrałam i płacąc z góry za cały rok powiadomiłam człowieka, od którego wynajęłam te mieszkanie, że wrócę tu za rok i chciała bym aby wszystko pozostało nie ruszone. Tak patrzałam rzeczywista ja, na siebie samą odjeżdżającą autobusem do domu. Wiedziałam że już nigdy tam nie wróciłam. Pozostawiłam tam to dziecko, leżące na zimnej posadzce. Niezdolne do samodzielnego życia. Zrozumiałam teraz, że wtedy byłam kimś okrutnym, kimś kto nie mieścił się w jakiejkolwiek skali bezduszności. Przekroczyłam piekło, aby zobaczyć dlaczego tam trafiłam. Zaczynałam rozumieć i cieszyć się, że mam jeszcze szansę. Tylko jaką?

Nagle nie widziałam nic i nie wiedziałam co się dzieje. Usłyszałam w wnętrzu własnej głowy
Odpokutuj grzechy!

Obraz zaczął nabierać kształtów i kolorów. Czułam wszystko wokoło i znów oddychałam powietrzem. Leżałam w mieszkaniu, które jeszcze ostatnio do mnie należało. W pokoju wszystko było ułożone identycznie jak w chwili gdy poleciałam na premierę. Wtedy mnie zabili, a teraz jestem tu na powrót. Z trudem wstałam i poczułam okropny głód. Doczłapałam się do lodówki i zjadłam kilka jogurtów oraz odsmażyłam sobie kurczaka, który miał czekać na mój powrót. Gdy trzeci raz zamykałam lodówkę zauważyłam, że wisi na niej jedna fotografia więcej. Przedstawiała ona młodą dziewczynę na tle kościoła. Była to kobieta, która najprawdopodobniej złapała bukiet rzucany przez pannę młodą przed odjazdem na wesele. Na drugiej stronie widniał adres i przypis pokuta. Nie mam pojęcia co jest grane, ale pewnie muszę znaleźć tę dziewczynę i porozmawiać z nią. Chciałam się położyć i odpocząć, bo poczułam się zmęczona, ale do mojej głowy wdarła się myśl Nie wiesz ile masz czasu. Poczułam się zmuszona do poszukania tego adresu. Siadłam do komputera i wyszukiwałam na podstawie adresu zamieszkania jakichś informacji o tej dziewczynie. Znalazłam parę obrazów z ślubu na którym musiała mieć zrobione tę fotografię oraz inne oznaczenia miejsc gdzie w pobliżu bywała z znajomymi. To jest miasteczko oddalone o kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. Zdecydowałam się jednak przespać przed tak długą podróżą, a że żadna dodatkowa myśl na zawitała do mojej głowy, to i zasnęłam szybko po położeniu się.

Obudził mnie dzwoniący telefon. Spojrzałam, ale numer był niedostępny, a po odebraniu ktoś od razu się rozłączył. Była sobota. Wydawało mi się, że jestem wyspana, mimo krótkiego czasu snu. Było ledwo po szóstej rano, ale zdecydowałam że im szybciej wyruszę tym szybciej dowiem się co jest moją pokutą. Ubrałam luźne ciuchy oraz zdarte trampki, bo w tym najwygodniej mi się chodzi. Zabrałam trochę gotówki, jaką chowałam na czarną godzinę i parasol na wszelki wypadek. Dotarłam do dworca i po odczekaniu na pociąg pojechałam. Dostałam się do miasta – celu wyprawy. Była już ósma. Kupiłam sobie kanapki i jedząc patrzałam na plan miasta stojący przed dworcem kolejowym. Wyszukałam połączenie autobusowe, bo nie chciałam już ryzykować jazdy taksówką po ostatnim razie. Po niedługim czasie stałam przed wskazanym adresem. Był to piętrowy dom o płaskim dachu oraz sporym ogrodzie. Nie widząc dzwonka przy furtce wkroczyłam na podwórze. Przywitał mnie mały zabawny piesek, który szczekał i skakał mi na spodnie. Zauważyłam, że na parterze ktoś patrzy przez szybę i nagle znika pozostawiając pogniecioną firanę. Drzwi otworzyły się zanim zdążyłam zapukać. Stał tam facet, może o kilka lat starszy ode mnie i zapytał o co chodzi. Podeszłam na schodek i pokazując fotografię, zapytałam czy ktoś taki tutaj mieszka. On spojrzał na mnie, prosto w moje oczy i powiedział
Tak, proszę wejść. Jeszcze śpi. Zaraz ją obudzę.
Facet zaproponował mi abym usiadła na przedpokoju i poczekała. Po prawie dziesięciu minutach słyszałam jak ktoś z trudem schodzi po schodach i już widziałam młodą dziewczynę ze zdjęcia. Obie spojrzałyśmy sobie w oczy i nie zdążyłam wypowiedzieć słowa a ona powiedziała
Ja cię skądś znam! No tak, to ty jesteś autorką tych książek anty-teologicznych.
Bałam się, że może ona jest jakąś fanatyczką, ale uśmiechnęła się i podała mi rękę na powitanie. Wyraźnie było widać, że jest zadowolona z mojej wizyty. Zaczęła opowiadać o tym, że czytała wszystkie moje książki, i tak bardzo się rozgadała, że pozwoliłam jej skończyć. Na szczęście nie trwało do bardzo długo. Pokazałam jej fotografię, ale napis który widniał z tyłu znikł. Powiedziałam jej, że znalazłam ją i cieszę się, że się poznaliśmy. Na koniec powiedziałam jej, że potrzebowała bym dowiedzieć się coś o jej życiu. Zaprosiła mnie do swojego pokoju. Byłam zachwycona jej pokojem, bo miała bardzo estetycznie poukładane rzeczy i ogólny porządek, o którym ja zawsze marzyłam. Zniknęła na chwilę i wniosła czajniczek z herbatą. Nalała nam obu i wyjęła z szafki parę teczek. Na szerokiej niebieskiej półce widniały wszystkie moje książki ułożone chronologicznie. I gdyby nie kilka żywych plakatów na ścianach, był by to mój wymarzony pokój. Była tak podniecona, że opowiadała mi o swoich pracach teologicznych i badaniach, które właśnie prowadzi na drugim roku studiów jakby otwierała przede mną całe swoje życie. Pomogłam jej trzymać teczkę, gdy ona otwierała inną i wyjmowała z zachwytem prace pisemne oraz wykresy. Opowiadała bez końca. Odwracając się potrąciła mnie niechcący i aby nie wylać herbaty przytrzymałam stolik, a teczka którą trzymałam na kolanach spadła i wszystko co w niej było wysypało się. Ona się roześmiała, i zaproponowała, że zacznie od początku. Siadając zauważyłam kilka zdjęć oraz rysunków z jej dzieciństwa oraz ładnie powycinanych kawałków z gazet. Odstawiałam herbatę i w tym momencie rzucił mi się w oczy wycinek z gazety z zagłówkiem „Cudem uratowane dziecko pozostawione przez szaloną matkę”. Złapałam to w rękę, aby przeczytać. Ona z lekko krzywą miną zauważyła to i zaczęła mówić
No widzi pani, tak to jest w życiu. Z tego co opowiadała mi macocha – jeszcze przed jej śmiercią, to znalazła mnie jako niemowlę, gdy sprzątała mieszkania do wynajęcia. Teraz żyje już tylko z ojczymem. Nigdy nie znałam swojej matki, a zresztą po tym co zrobiła, chyba nie chciała bym jej znać.

Powiedziałam
To ja jestem twoją matką
Rozpłakałam się..

c.d.n. (ciąg dalszy nastąpi)
30.01.2012 o godz. 22:07
Siemaa , siemaaa ziomkii ; > Dzisiejszy dzien jak najbardziej na Taaak ; pp Szkoła - luznoo , niee pisalam kartkówki z fizyy jeje , podpowiadałam Gosiaczkowii ; 3 Koncert - Grał na perkusji taki małyyy cholopczyk 6-letni 'wymiatał ' ; >> Inne zespołyy tez Fajnieee; pp wróciłam do domuu kołoo 8 , Wiec jest dobrzee Madziaa i Gosia przyszły mnie odwiedzic jejej; ppp Ale Gosiak musiał wczesniej wyjsc; // ; >> Rozmawiałam na ts z Adrianeemm < lubieee go wkrecaccc ; 3 > , alee poszedl i jest naszczecie przyy tel ; > Rozmawiam własnie na ts z Aaviqiemmm ; ppp Nieee noo mamy tyle tematów ze masakraa hueheuhe; ppp Jutrooo szkoła nasza organizuje 'dzien babci i dzidka' No wiec jestem do pomocyy czyli nie maaaa lekcjiii <jejje > .. Jutroo o 18 spotkanie z Jarkiem Hampleeem < 3 3 Czekałam na too bardzooo długooo ; >> Jadee oczywisciee z Gosiaaa; ]] ; * wiec na dzis too chyba tyleeee ; > Leceee trzymajciee sieeee ; 3 !
30.01.2012 o godz. 21:58

No tak tak jak się czegoś chcę ode mnie to potrafi się być miłym. Nie wiem czy ja tym razem powinnam być miła i uprzejma, mam okazję odegrać się mwahahahhaha. nie no, nie jestem tak bezwzględna i mściwa chyba. Czas spać, szkoła, szkoła , szkoła. Z niecierpliwością czekam na wakacje! Nie mam głowy i czasu skrobnąć tutaj coś więcej. Zrobię sobie gorące kakao i pójdę spać. Dobranoc okrutny świecie.
30.01.2012 o godz. 21:58

Rozdział 21
Tańczyliśmy wolno, do wolnej muzyki patrząc sobie głęboko w oczy. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, nasze usta dzieliły milimetry i...zadzwonił telefon Jusa. Wkurzony spojrzał na wyświetlacz. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem i odszedł do innego pokoju.
*Oczami Jusa*
Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, prawie się pocałowaliśmy, lecz głupi ja nie wyłączyłem telefonu, ktoś ma świetne wyczucie czasu. Odeszliśmy od siebie na krok, spojrzałem na wyświetlacz - Scooter - Czego chce?! Spojrzałem przepraszająco na Miley i odszedłem do innego pokoju. Odebrałem.
- CZEGO?! - krzyknąłem szeptem
- Chciałem ci powiedzieć że jutro na 9 masz być na planie i załatwiłem ci na 19 wywiad jutro ok?
- Super, przerwałeś taką chwile przypominając mi o jakimś głupim filmie?! No a nie mogłeś mi o wywiadzie powiedzieć jutro?! - zdenerwowałem się.
- Oj, sorki to pa - powiedział i się rozłączył. Wkurzony wyszedłem z pokoju i zobaczyłem Miley siedzącą przy stole. Jaka ona jest idealna. Podszedłem do stolika i usiadłem naprzeciwko niej. Ona się tylko lekko uśmiechnęła patrząc na mnie.
- Miley, jutro będę miał wywiad przyjdziesz ze mną?
- Jasne. - powiedziała i się uśmiechnęła.
- Wracamy? - spytałem.
- Okej - odpowiedziała Miley. Zebraliśmy rzeczy i wyszliśmy. Wszystko zostało zapłacone wczoraj. Wsiedliśmy do limuzyny i pojechaliśmy do hotelu. Dojechaliśmy po 3 godzinach, ponieważ były korki. Wysiedliśmy z limuzyny i poszliśmy do pokoju. Miley poszła do łazienki się umyć. Spojrzałem na telefon i zobaczyłem że jest godzina 17. Wziąłem laptopa i spojrzałem na twittera.
*Oczami Miley*
Wzięłam rzeczy z walizki i poszłam do łazienki. Nalałam do wanny wody i zrobiłam piane. Rozebrałam się i weszłam do wanny. Siedziałam w niej jakieś 30 minut i woda zrobiła się zimna, więc wyszłam. Otuliłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy. Ubrałam się i zrobiłam makijaż. Ułożyłam włosy i wyszłam. Justin siedział na łóżku z laptopem na kolanach.
- Justin ja pójdę się przejść ok?
- Spoko, mogę iść z tobą?
- Jak chcesz. - powiedziałam z uśmiechem. Justin spojrzał na mnie i zerwał się do łazienki. Po 5 minutach wyszedł w ręczniku na biodrach. Zerwałabym z niego ten ręcznik. Spuściłam wzrok żeby go nie widzieć. Poszedł do garderoby i po 2 minutach wyszedł z niej ubrany. Podszedł do mnie i dał mi całusa, oczywiście odwzajemniłam. Wyszliśmy z hotelu w czapkach i okularach. Zwiedzaliśmy miasto jakieś 3 godziny. Dawno jest już ciemno, raczej było już ciemno jak wyszliśmy. Właśnie dochodzimy z Jusem do hotelu. Spojrzałam na wejście, gdzie było pełno fotoreporterów. Wiedziałam że mogą się skapnąć że to my, więc wzięłam Jusa za rękę i wprowadziłam w jakąś uliczkę. Wzięłam z torby szalik i go owinęłam. Siebie również owinęłam szalikiem. Nałożyłam okulary i kapelusze.
- Po co to? - spytał rozbawiony Jus.
- Żeby nas nie rozpoznali. - powiedziałam na co Jus się zaśmiał. Weszliśmy do hotelu i nikt nas nie poznał. Juhu! Mądra ja . Weszliśmy do naszego pokoju. Odrazu pobiegłam do łazienki po drodze zgarniając piżamkę. Umyłam się i przebrałam w piżamkę. Zmyłam makijaż i wyszłam z łazienki. Jus leżał na łóżku z głową w dół.
- Jaka ty ładna - powiedział i odwrócił głowę.
- No a teraz ładniejsza - powiedział na co zaśmiałam się. Położyłam się do łóżka a Jus poszedł do łazienki. Po chwili wyszedł z niej i położył się obok mnie. Patrzyłam mu w oczy a on mi. Zbiliżyliśmy się do siebie i pocałowaliśmy się. Pocałunki przerodziły się w bardziej namiętne. W końcu usiadł na mnie nie przestając mnie całować.
****************************************
Byłby dłuuższy i byłby wczoraj ale nie miałam czasu... Dziś mam dużo nauki jeszcze musze matmy się uczyć yyych! Dobra mam nadzieje że się nie gniewacie?? .
30.01.2012 o godz. 21:57

; ]] Siema. Nazywam się Wera i dopiero założyłam bloga. Nie będę zamieszczać tutaj zdjęć bohaterów opowiadania. Chcę żebyście użyli wyobraźni. Jeszcze nie wiem o czym będę pisać, ale mam nadzieje, że wam się spodoba.
BRYAN – 16 lat, wysoki blondyn, pije alkohol, brat Kate.
KATE - 15 lat, niska brunetka, gra w siatkówkę, siostra Bryana.
DIANA – 15 lat, niska szatynka, gra w siatkówkę, najlepsza przyjaciółka Kate.
ANDY – 16 lat, wysoki brunet, maniak komputerowy, przyjaciel Bryana.
DAVE – 16 lat, wysoki brunet , gra na gitarze, samotnik.
MIKE – 16 lat, wysoki szatyn, kocha muzykę metalową.


30.01.2012 o godz. 21:54
  • Najczęściej czytane: szlam
  • Najwięcej wpisów: Semi
  • Komentator: Julia1987
  • Najwięcej zdjęć: Mystic
  • Najwięcej filmów: Semi
  • Najczęściej komentowany: mimmi
  • Najdłużej na BloBlo: LITALI
  • Najwięcej avatarów: Tysiorek
  • Najczęściej obserwowany: Semi
REKLAMA


plotki

quizy


figurki figurki