Kwaśno- PŁYNIE KAŻDA ZŁA BOLESNA ŁZA KAŻDY KŁUJĄCY BÓL W SERCU KTÓRY TRZYMA SIE GO CORAZ MOCNIEJ KAŻDĄ SPOWODOWANĄ OBAWĄ UCIECZKA OD LUDZI I SZCZĘŚCIA KTÓRA PUKA CO DNIA DO MOICH I TWOICH WIECZNIE ZAMKNIĘTYCH NA KŁUDKE DRZWI .. GDZIE SZUKAĆ DROGI I KLUCZA ABY SPOJRZEC SOBIE GODNIE W TWARZ MOZE TAM GDZIE NAJ MNIEJ WIDAC NASZE EGO ?A MOZE TAM GDZIE MNIEJ SPRAW MUSZE NAJPIERW JE OTWORZYĆ I DOPIERO GŁĘBIEJ JE ZAMKNĄĆ ? ... A MOŻE PO PROSTU POWIEM CO CZUJE I TO BEDZIE MOIM NAJWAŻNIEJSZYM KLUCZEM ...
19.08.2010 o godz. 21:24
komentuj (0)
Słodko - PATRZE NA CIEBIE JAK W GWIAZDY NA NIEBIE I Z CZUŁOŚCIĄ MIŁĄ CIESZE SIĘ TĄ NIESAMOWITĄ CHWILĄ JAK NIKT INNY TY POTRAFISZ USZCZĘŚLIWIĆ SERCE I DUSZE RĘCE I RANY NIE ZAGOJONE PRZEZ NIKOGO INNEGO JAK DZIŚ PRZEZ CIEBIE JUŻ WIEM ŻE DO SZCZĘSCIA BRAKOWAŁO MI TYLKO PARU SPOJRZEŃ PARU CHWIL PRZY TOBIE CZUŁEGO DOTYKU I WYRZUCENIE ZŁYCH WPOMNIEŃ
19.08.2010 o godz. 21:23
Skompletuj sobie kosmetyk!
Oriflame w katalogu 12 wprowadza supergadżet-veryme.
Możemy połączyć ze sobą szminkę,błyszczyk,tusz i eyeliner.Kolekcje prezentuje Ewa Farna.
Kolory błyszczyka (3,5 ml):clear shimmer,baby pink,neon pink,raspberry,cherry brown.
Cena:8,90 zł
Kolory pomadki (3,5 ml):raspberry,red.
Cena:8,90 zł
Kolory tuszu do rzęs (3,5 ml):black,green.
Cena:8,90 zł
Kolory eyelinera (3,5ml):black,grey,brown,blue,green.
Cena 8,90 zł
Poszczególne moduły łączymy konektorem do kosmetyków Very Me Clickit ( Cena 3,50)
Przy zakupie 2 kosmetyków Clickit konektor dostajemy GRATIS :)
Oriflame w katalogu 12 wprowadza supergadżet-veryme.
Możemy połączyć ze sobą szminkę,błyszczyk,tusz i eyeliner.Kolekcje prezentuje Ewa Farna.
Kolory błyszczyka (3,5 ml):clear shimmer,baby pink,neon pink,raspberry,cherry brown.
Cena:8,90 zł
Kolory pomadki (3,5 ml):raspberry,red.
Cena:8,90 zł
Kolory tuszu do rzęs (3,5 ml):black,green.
Cena:8,90 zł
Kolory eyelinera (3,5ml):black,grey,brown,blue,green.
Cena 8,90 zł
Poszczególne moduły łączymy konektorem do kosmetyków Very Me Clickit ( Cena 3,50)
Przy zakupie 2 kosmetyków Clickit konektor dostajemy GRATIS :)
19.08.2010 o godz. 21:14
Wrócił. Choć było oczywiste, że musiał kiedyś wrócić do szkoły (wyjątkowo paskudny przypadek anginy, jak powiedziała jego siostra panu Burnettowi), jego widok okazał się dla niej większym zaskoczeniem niż mogła przypuszczać. Kiedy go ujrzała wydawało jej się (choć potem nie była tego taka pewna), że ponad tłumem patrzy prosto na nią. Poraziło ją to i krew uderzyła jej do głowy, zupełnie jakby wypiła duszkiem kubek mocnej kawy; kiedy poprawiała ramię torby drżały jej ręce.
Potem zobaczyła, że stoi przy nim ktoś nowy. Był wysoki i w swojej wyniosłej urodzie podobny do towarzyszy. Ten na pewno ją widział – uśmiechał się przy tym ironicznie i jakby z wyższością, co natychmiast nastroiło ją względem niego antypatycznie. Pod wpływem takich spojrzeń niepokoiła się i miała wrażenie, że nie wie czegoś, o czym wszyscy wokół są dobrze poinformowani.
Na biologii siedziała jak na szpilkach, nie mogąc się doczekać lekcji literatury. Wmawiała sobie przy tym, ze przyczyną jej zdenerwowania jest fakt, że nauczyciel wpadł na pomysł pracy w grupach – i choć temat praca zespołowa nie należała do rzeczy, w której czuła się najlepiej, to samo zagadnienie było całkiem interesujące.
To było takie… normalne.
Na przekór emocjom buzującym w głowie, jej oblicze miało iście pokerowy wyraz.
Czas wlókł się niemiłosiernie, upływając leniwie na obliczaniu krzyżówek genetycznych, po to, żeby po kilku zadaniach błyskawicznie zbliżyć się do przerwy. Wskazówka zegara mozolnie wspięła się na dwunastkę i opadła błyskawicznie w dół, zatrzymując się na magicznej liczbie cztery przy wtórze donośnego dzwonka.
Usiadła obok Jane Craig. Pod nieobecność jej dotychczasowego sąsiada, pan Burnett przesadził ją do jednej ze środkowej ławek, aby uniknąć bezproduktywnego lenienia się na jego zajęciach. Początkowo cieszyła się z takiego obrotu sprawy, lecz kiedy ławka trzy rzędy za nią coraz dłużej pozostawała pusta, zaczęło jej dokuczać towarzystwo gadatliwej Jane. Dziewczyna najwyraźniej chciała się z nią zaprzyjaźnić, na co ona nie miała najmniejszej ochoty. To była jedna z tego rodzaju nastolatek, które nadmiernie interesują się chłopakami i smarują twarze pomarańczowymi fluidami. Jerico nie należała do żadnej z tych kategorii. To nie znaczyło, że w czymś czuła się lepsza; po prostu miała inne zainteresowania.
Nie zauważyła, żeby on wchodził do klasy i naszło ją złe przeczucie, że w ogóle nie pojawi się na lekcji literatury. Jednak kiedy odwróciła się do tyłu, siedział już na swoim miejscu, ze wzrokiem utkwionym w niej. Czując się zdemaskowana, natychmiast obróciła się w stronę tablicy.
- Na poprzednich zajęciach zapowiedziałem pracę zespołową – nauczyciel zabrał głos. – Zapoznałem się bliżej z tematem, mnogością interpelacji i możliwości ich zastosowań w projektach, na podstawie czego doszedłem do kilku zmian w organizacji…
Uczniowie pochylili się, notując kolejne tytuły tematów. Jerico miała nieodpartą chęć ponownego zajrzenia za siebie, ale ją powstrzymała. Ktoś dotknął jej ramienia. Wzdrygnęła się, instynktownie omal nie wykręcając ręki potencjalnemu napastnikowi, ale na szczęście się w porę uświadomiła sobie miejsce pobytu – to Jane podawała jej świstek papieru. Zerkając na pana Burnetta, otworzyła liścik.
- …zamiast podziału na pięcioosobowe grupy zdecydowałem, że odpowiedniejszą formą będzie…
Serce zabiło jej mocniej. Wydawało jej się to niemożliwe, chociaż…
Przybrała zblazowaną minę i zadała krótkie pytanie:
- Kto?
Jane złapała za długopis i napisała na odwrocie okładki zeszytu:
Jerico zmusiła się, żeby nie prychnąć. Kojarzyła Dana z przerw międzylekcyjnych – grał w szkolnej drużynie koszykówki i rozpychał się ze swoimi kolesiami na korytarzach. Było jasne, że do college’u dostanie się tylko i wyłącznie dzięki dobrym wynikom w piłce, nic poza tym. Nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Czyżby spodziewała się jakiejś konkretnej? Zganiła siebie w myślach za głupie przypuszczenia. Głupie, bezpodstawne przypuszczenia.
Pomijając drobny fakt, że nie miała telefonu.
Nie zaszczycając jej spojrzeniem, oddała Jane pustą karteczkę.
Bo czyją, jak nie przygłupiego koszykarza, miała zwrócić uwagę?
Z ponurych rozważań wyrwał ją głos nauczyciela.
- …podzieliłem klasę na kilkanaście dwuosobowych grup, dobraną pod względem wiedzy i osobistych predyspozycji. Waszym zadaniem będzie zredagowanie referatu na wybrany z proponowanych przeze mnie tematów. Tymczasem zapoznam was z listą; jeśli komuś nie odpowiada jego partner, proszony jest o zgłaszanie pretensji po zajęciach, nie będziemy na to tracić cennego czasu lekcyjnego.
Wspaniale, pomyślała Jerico. Wprost wspaniale. Nie dość, że musiałam znosić towarzystwo Jane na lekcjach, to będę się z nią spotykać poza szkołą.
- Uwaga, czytam listę! Nie będę powtarzał, więc roztargnionych proszę o chwilę cierpliwości! Avery Mark – Johnson Dominik, Baker Thomas – Gomez Robert…
Jane zwróciła się ku niej.
- Wygląda na to, że będziemy pracować razem – powiedziała to pełnym dystansu tonem: najwyraźniej miała jej za złe, że odmówiła podania swojego numeru telefonu. Sama Jerico zdawała sobie sprawę, że zachowała się jak naburmuszona księżniczka, za co było jej wstyd, choć niezupełnie do końca – Ostatnio razem pracowałyśmy. Kojarzysz w ogóle coś z tego tematu?
- …Burton Hanna – Willis David…
Jerico skinęła w milczeniu głową. W tej chwili bardzo brakowało jej papierosa.
- …Cullen Jasper – Jones Jerico…
Wywołana prawie podskoczyła na miejscu. Podczas gdy profesor wyczytywał kolejne nazwiska, ona wreszcie odważyła się spojrzeć do tyłu. Jasper właśnie był zajęty wkładaniem książki do torby i nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi.
Jane, która została przydzielona do klasowego błazna, o rok starszego Vincenta „Kurczaka” Thompsona, spojrzała na nią z zazdrością.
- No, no, Cullen – cmoknęła. – Tej się trafiło…
- Hej, Craig! To kiedy umawiamy się na pisanko?
Przewróciła oczami.
- Koniec! Czy wszyscy znają nazwisko partnera? Czy jest ktoś, komu nie odpowiada jego grupa?
Jerico zerknęła na nadąsaną minę Jane i naszło ją przeczucie, że ona miałaby coś do powiedzenia na ten temat. Sama bała się odwrócić, żeby nie spotkać niezadowolonego spojrzenia swojego partnera.
- Wszystkim pasuje? Doskonale! W takim razie proszę po cichutku przesiąść się w parach i rozmówić się co do szczegółów.

Odwróciła się z pytającym wyrazem twarzy do tyłu – w końcu, kto do kogo powinien się przysiąść? Jasper poklepał znaczącym gestem wolne miejsce obok. Tak więc założyła plecak na jedno ramię i wyszła w jego stronę; za swoimi plecami usłyszała jeszcze, jak Kurczak komplementuje dekolt Jane.
Usiadła na samym brzegu krzesła. Teraz, kiedy znalazła się tak blisko, nie mogła się zmusić do spojrzenia na niego.
Nie, żeby była skrępowana. Po prostu… blat ławki miał naprawdę interesujący wzór.
- Więc będziemy pracować nad wspólnym tematem – powiedział.
- No… tak – nerwowym gestem odrzuciła włosy z czoła. Przed lekcją związała je w ciasny ogon, ale niesforne kosmyki zawsze znalazły sposób, żeby się wydostać, co nieźle działało jej na nerwy. Przypuszczała, iż kiedyś wkurzy ją to do tego stopnia, że nie oglądając się każe fryzjerowi obciąć skórę głowy na zero.
- W takim razie powiedz mi, co proponujesz?
W końcu spojrzała na niego. Pod oczami miał cienie i był bledszy niż reszta uczniów (co w tym klimacie należało do normy), ale poza tym prezentował się całkiem dobrze. Widok jego miodowych oczu sprawił, że przez chwilę zaniemówiła, ale zaraz się przywołała do porządku.
- Co przez to rozumiesz? – pytanie było sformułowane cokolwiek nieznacznie. Gdyby od niej to zależało, zaproponowałaby mu wyjazd na Syberię, żeby tylko przestała robić z siebie idiotkę.
Przyglądał jej się z zainteresowaniem.
- Gdzie się spotkamy, żeby zacząć pracę nad referatem – odparł łagodnie.
- Może zaczniemy od wyboru tematu? – zauważyła. Spojrzała na niego z boku – Notowałeś?
Kiedy potwierdził, przysunęła jego zeszyt do siebie i utkwiła wzrok w zapisanych linijkach. Jej brwi zmarszczyły się w skupieniu i po chwili wystrzeliły w górę, w niedyskretnej manifestacji zdziwienia.
- Co to ma być? – oskarżycielskim gestem wskazała na gęsto zapisaną kartkę. – Bazgrzesz jak kura pazurem!
Ostrożnie wziął od niej zeszyt i z udawaną powagą zmierzył wzrokiem jego zawartość.
- Nie wydaje mi się – uśmiechnął się, prezentując urocze dołki w policzkach. – Moje pismo jest niczego sobie. Może ktoś ma problem ze wzrokiem?
Wydęła wargi.
- Zobaczymy – pochyliła się nad zeszytem. Wskazała palcem jeden z akapitów. – Ten prezentuje się całkiem ciekawie.
Zbliżył się, żeby poznać jej wybór i ich głowy znalazły się blisko siebie.
- Jesteś pewna? – upewnił się.
Spojrzała na niego i przyłapała go na wzroku utkwionym w jej twarzy. Patrzył jej prosto w oczy. Była tak blisko, że widziała wyraźnie mała bliznę na jego prawym łuku brwiowym. Miała absurdalną ochotę ją pogłaskać.
Niemal stykali się nosami.
Nerwowy śmiech wydostał się z jej ust, zanim zdążyła zareagować.
- Nie mam pojęcia, co tam pisze – odchyliła się na krześle, tuszując niezręczność sytuacji – ale wygląda najlepiej.
Podrapał się po grzbiecie nosa. Najwyraźniej nie tylko ona była zakłopotana chwilą rozkojarzenia. Rzucił okiem na wskazany przez nią punkt.
- Szaleństwo Lady Makbet, jego przyczyny i wpływ na małżonka – wyrecytował. – Dobry temat. Przyznam, że masz dobry cel.
- W sumie, podoba mi się – powiedziała, ignorując naciągany komplement. – Zostajemy przy nim czy strzelamy dalej?
Zamaszystym gestem zakreślił koło na zdaniu.
- Zostajemy.
Po tym słowie zamilkli oboje. Szum wokół nich narastał, inni najwyraźniej nie mieli takiej łatwości w znalezieniu odpowiedniego zagadnienia. Jerico z wymuszoną uwagą obserwowała Kurczaka toczącego zaparty bój z Jane, zastanawiając się w duchu, czy powinna zapytać go o przebieg jego choroby. Porzuciła tą myśl tak szybko jak się pojawiła, w obawie, że Jasper za wiele sobie pomyśli o jej dobrym poinformowaniu.
- Pewnie powtórzę się z moim pytaniem – odezwał się nagle – ale masz jakiś pomysł odnośnie miejsca naszej wspólnej pracy?
Oczyma wyobraźni ujrzała swój pokój na poddaszu – z obdartymi ścianami spod których połyskiwały cegły i blaszanymi meblami, nie mówiąc o tym, co powiedziałaby pani Marsh na temat przyprowadzenia gościa – w dodatku gościa płci męskiej. Poczuła, jak rumieniec wstydu zalewa jej policzki. Odpowiedziała szybko:
- U mnie odpada – zaraz uderzając się w myślach w czoło. Zabrzmiała w swoich uszach co najmniej niegościnnie. Dorzuciła natychmiast – możemy spotkać się po zajęciach w którejś z kawiarni i w spokoju obgadać podstawowe rzeczy.
Nie odpowiedział od razu, najwyraźniej przetrawiając jakiś pomysł w swojej głowie.
- Możemy popracować u mnie – powiedział w końcu. – Mam dość miejsca, poza tym zazwyczaj jest cicho i mielibyśmy spokój.
Nie zastanowiła się nad znaczeniem słów „zazwyczaj jest cicho”, zamiast tego zobaczyła siebie, wchodzącą do jego domu i potykającą się o jakąś cenną wazę z epoki Ming i zrobiło jej się słabo.
- Nie, nie – zaprzeczyła uprzejmie. – Kawiarnia będzie najlepsza. Niedaleko miejsca mojej pracy jest lokal, w którym studenci często odrabiają zadania.
W tej chwili zabrzmiał dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Uczniowie poderwali się gwałtownie z ławek i rzucili się hurmem do drzwi. Ona także podniosła się z miejsca i założyła pasek plecaka na ramię.
- Gdzie pracujesz? – zapytał ją w trakcie wydostawania się na korytarz.
Wyraźnie się zawahała, powiedziała jednak:
- W Cafedrinterii – a widząc jego zdziwione spojrzenie, dodała – to w miasteczku.
W końcu wydostali się na korytarz i skierowali się w stronę stołówki.
- W tygodniu pracuję popołudniami, po szkole, a w weekendy od rana do szesnastej – przekrzykiwała szum dziesiątek trampek szurających po kafelkach przy wtórze głośnych rozmów – jak ci pasuje.
Sprawiał wrażenie zaszokowanego. Jerico nie miała pojęcia, co z jej słów mogło wywołać w nim zdumienie.
- Wpadnę po ciebie w sobotę – stwierdził.
Nagle przed nimi wyrosła drobna figurka uśmiechniętej dziewczyny. Jerico natychmiast rozpoznała w niej przyszywaną siostrę Jaspera, Alice.
- Witaj, Alice – powiedział Jasper. Dziewczyna zmierzyła ją wzrokiem, w którym serdeczność walczyła z ostrożnością – poznaj moją koleżankę, Jerico – uprzejmie skinęły do siebie głowami.
- Jerico.
- Alice, miło mi ciebie poznać – uśmiechnęła się do niej i co wydało się z kolei jej zaskakujące – uścisnęła jej mocno dłoń. Miała bardzo zimną rękę.
W tej samej chwili Tony pojawił się na piętrze. Postąpił kilka kroków i nieruchomiał, najwyraźniej na widok jej towarzystwa.
- Hej, Tony! – pomachała do niego nad głowami tłumu. – Na razie – rzuciła do Jaspera i znikła.
Jasper przez chwilę obserwował, jak Jerico ginie w tłumie i spojrzał na Alice. Jej wstrząśnięty wyraz twarzy sprowadził go na ziemię.
- Musimy porozmawiać – powiedziała.
Potem zobaczyła, że stoi przy nim ktoś nowy. Był wysoki i w swojej wyniosłej urodzie podobny do towarzyszy. Ten na pewno ją widział – uśmiechał się przy tym ironicznie i jakby z wyższością, co natychmiast nastroiło ją względem niego antypatycznie. Pod wpływem takich spojrzeń niepokoiła się i miała wrażenie, że nie wie czegoś, o czym wszyscy wokół są dobrze poinformowani.
Na biologii siedziała jak na szpilkach, nie mogąc się doczekać lekcji literatury. Wmawiała sobie przy tym, ze przyczyną jej zdenerwowania jest fakt, że nauczyciel wpadł na pomysł pracy w grupach – i choć temat praca zespołowa nie należała do rzeczy, w której czuła się najlepiej, to samo zagadnienie było całkiem interesujące.
To było takie… normalne.
Na przekór emocjom buzującym w głowie, jej oblicze miało iście pokerowy wyraz.
Czas wlókł się niemiłosiernie, upływając leniwie na obliczaniu krzyżówek genetycznych, po to, żeby po kilku zadaniach błyskawicznie zbliżyć się do przerwy. Wskazówka zegara mozolnie wspięła się na dwunastkę i opadła błyskawicznie w dół, zatrzymując się na magicznej liczbie cztery przy wtórze donośnego dzwonka.
Usiadła obok Jane Craig. Pod nieobecność jej dotychczasowego sąsiada, pan Burnett przesadził ją do jednej ze środkowej ławek, aby uniknąć bezproduktywnego lenienia się na jego zajęciach. Początkowo cieszyła się z takiego obrotu sprawy, lecz kiedy ławka trzy rzędy za nią coraz dłużej pozostawała pusta, zaczęło jej dokuczać towarzystwo gadatliwej Jane. Dziewczyna najwyraźniej chciała się z nią zaprzyjaźnić, na co ona nie miała najmniejszej ochoty. To była jedna z tego rodzaju nastolatek, które nadmiernie interesują się chłopakami i smarują twarze pomarańczowymi fluidami. Jerico nie należała do żadnej z tych kategorii. To nie znaczyło, że w czymś czuła się lepsza; po prostu miała inne zainteresowania.
Nie zauważyła, żeby on wchodził do klasy i naszło ją złe przeczucie, że w ogóle nie pojawi się na lekcji literatury. Jednak kiedy odwróciła się do tyłu, siedział już na swoim miejscu, ze wzrokiem utkwionym w niej. Czując się zdemaskowana, natychmiast obróciła się w stronę tablicy.
- Na poprzednich zajęciach zapowiedziałem pracę zespołową – nauczyciel zabrał głos. – Zapoznałem się bliżej z tematem, mnogością interpelacji i możliwości ich zastosowań w projektach, na podstawie czego doszedłem do kilku zmian w organizacji…
Uczniowie pochylili się, notując kolejne tytuły tematów. Jerico miała nieodpartą chęć ponownego zajrzenia za siebie, ale ją powstrzymała. Ktoś dotknął jej ramienia. Wzdrygnęła się, instynktownie omal nie wykręcając ręki potencjalnemu napastnikowi, ale na szczęście się w porę uświadomiła sobie miejsce pobytu – to Jane podawała jej świstek papieru. Zerkając na pana Burnetta, otworzyła liścik.
- …zamiast podziału na pięcioosobowe grupy zdecydowałem, że odpowiedniejszą formą będzie…
Ktoś chce twój numer telefonu
Serce zabiło jej mocniej. Wydawało jej się to niemożliwe, chociaż…
Przybrała zblazowaną minę i zadała krótkie pytanie:
- Kto?
Jane złapała za długopis i napisała na odwrocie okładki zeszytu:
Danny
Jerico zmusiła się, żeby nie prychnąć. Kojarzyła Dana z przerw międzylekcyjnych – grał w szkolnej drużynie koszykówki i rozpychał się ze swoimi kolesiami na korytarzach. Było jasne, że do college’u dostanie się tylko i wyłącznie dzięki dobrym wynikom w piłce, nic poza tym. Nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Czyżby spodziewała się jakiejś konkretnej? Zganiła siebie w myślach za głupie przypuszczenia. Głupie, bezpodstawne przypuszczenia.
Pomijając drobny fakt, że nie miała telefonu.
Nie zaszczycając jej spojrzeniem, oddała Jane pustą karteczkę.
Bo czyją, jak nie przygłupiego koszykarza, miała zwrócić uwagę?
Z ponurych rozważań wyrwał ją głos nauczyciela.
- …podzieliłem klasę na kilkanaście dwuosobowych grup, dobraną pod względem wiedzy i osobistych predyspozycji. Waszym zadaniem będzie zredagowanie referatu na wybrany z proponowanych przeze mnie tematów. Tymczasem zapoznam was z listą; jeśli komuś nie odpowiada jego partner, proszony jest o zgłaszanie pretensji po zajęciach, nie będziemy na to tracić cennego czasu lekcyjnego.
Wspaniale, pomyślała Jerico. Wprost wspaniale. Nie dość, że musiałam znosić towarzystwo Jane na lekcjach, to będę się z nią spotykać poza szkołą.
- Uwaga, czytam listę! Nie będę powtarzał, więc roztargnionych proszę o chwilę cierpliwości! Avery Mark – Johnson Dominik, Baker Thomas – Gomez Robert…
Jane zwróciła się ku niej.
- Wygląda na to, że będziemy pracować razem – powiedziała to pełnym dystansu tonem: najwyraźniej miała jej za złe, że odmówiła podania swojego numeru telefonu. Sama Jerico zdawała sobie sprawę, że zachowała się jak naburmuszona księżniczka, za co było jej wstyd, choć niezupełnie do końca – Ostatnio razem pracowałyśmy. Kojarzysz w ogóle coś z tego tematu?
- …Burton Hanna – Willis David…
Jerico skinęła w milczeniu głową. W tej chwili bardzo brakowało jej papierosa.
- …Cullen Jasper – Jones Jerico…
Wywołana prawie podskoczyła na miejscu. Podczas gdy profesor wyczytywał kolejne nazwiska, ona wreszcie odważyła się spojrzeć do tyłu. Jasper właśnie był zajęty wkładaniem książki do torby i nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi.
Jane, która została przydzielona do klasowego błazna, o rok starszego Vincenta „Kurczaka” Thompsona, spojrzała na nią z zazdrością.
- No, no, Cullen – cmoknęła. – Tej się trafiło…
- Hej, Craig! To kiedy umawiamy się na pisanko?
Przewróciła oczami.
- Koniec! Czy wszyscy znają nazwisko partnera? Czy jest ktoś, komu nie odpowiada jego grupa?
Jerico zerknęła na nadąsaną minę Jane i naszło ją przeczucie, że ona miałaby coś do powiedzenia na ten temat. Sama bała się odwrócić, żeby nie spotkać niezadowolonego spojrzenia swojego partnera.
- Wszystkim pasuje? Doskonale! W takim razie proszę po cichutku przesiąść się w parach i rozmówić się co do szczegółów.

Odwróciła się z pytającym wyrazem twarzy do tyłu – w końcu, kto do kogo powinien się przysiąść? Jasper poklepał znaczącym gestem wolne miejsce obok. Tak więc założyła plecak na jedno ramię i wyszła w jego stronę; za swoimi plecami usłyszała jeszcze, jak Kurczak komplementuje dekolt Jane.
Usiadła na samym brzegu krzesła. Teraz, kiedy znalazła się tak blisko, nie mogła się zmusić do spojrzenia na niego.
Nie, żeby była skrępowana. Po prostu… blat ławki miał naprawdę interesujący wzór.
- Więc będziemy pracować nad wspólnym tematem – powiedział.
- No… tak – nerwowym gestem odrzuciła włosy z czoła. Przed lekcją związała je w ciasny ogon, ale niesforne kosmyki zawsze znalazły sposób, żeby się wydostać, co nieźle działało jej na nerwy. Przypuszczała, iż kiedyś wkurzy ją to do tego stopnia, że nie oglądając się każe fryzjerowi obciąć skórę głowy na zero.
- W takim razie powiedz mi, co proponujesz?
W końcu spojrzała na niego. Pod oczami miał cienie i był bledszy niż reszta uczniów (co w tym klimacie należało do normy), ale poza tym prezentował się całkiem dobrze. Widok jego miodowych oczu sprawił, że przez chwilę zaniemówiła, ale zaraz się przywołała do porządku.
- Co przez to rozumiesz? – pytanie było sformułowane cokolwiek nieznacznie. Gdyby od niej to zależało, zaproponowałaby mu wyjazd na Syberię, żeby tylko przestała robić z siebie idiotkę.
Przyglądał jej się z zainteresowaniem.
- Gdzie się spotkamy, żeby zacząć pracę nad referatem – odparł łagodnie.
- Może zaczniemy od wyboru tematu? – zauważyła. Spojrzała na niego z boku – Notowałeś?
Kiedy potwierdził, przysunęła jego zeszyt do siebie i utkwiła wzrok w zapisanych linijkach. Jej brwi zmarszczyły się w skupieniu i po chwili wystrzeliły w górę, w niedyskretnej manifestacji zdziwienia.
- Co to ma być? – oskarżycielskim gestem wskazała na gęsto zapisaną kartkę. – Bazgrzesz jak kura pazurem!
Ostrożnie wziął od niej zeszyt i z udawaną powagą zmierzył wzrokiem jego zawartość.
- Nie wydaje mi się – uśmiechnął się, prezentując urocze dołki w policzkach. – Moje pismo jest niczego sobie. Może ktoś ma problem ze wzrokiem?
Wydęła wargi.
- Zobaczymy – pochyliła się nad zeszytem. Wskazała palcem jeden z akapitów. – Ten prezentuje się całkiem ciekawie.
Zbliżył się, żeby poznać jej wybór i ich głowy znalazły się blisko siebie.
- Jesteś pewna? – upewnił się.
Spojrzała na niego i przyłapała go na wzroku utkwionym w jej twarzy. Patrzył jej prosto w oczy. Była tak blisko, że widziała wyraźnie mała bliznę na jego prawym łuku brwiowym. Miała absurdalną ochotę ją pogłaskać.
Niemal stykali się nosami.
Nerwowy śmiech wydostał się z jej ust, zanim zdążyła zareagować.
- Nie mam pojęcia, co tam pisze – odchyliła się na krześle, tuszując niezręczność sytuacji – ale wygląda najlepiej.
Podrapał się po grzbiecie nosa. Najwyraźniej nie tylko ona była zakłopotana chwilą rozkojarzenia. Rzucił okiem na wskazany przez nią punkt.
- Szaleństwo Lady Makbet, jego przyczyny i wpływ na małżonka – wyrecytował. – Dobry temat. Przyznam, że masz dobry cel.
- W sumie, podoba mi się – powiedziała, ignorując naciągany komplement. – Zostajemy przy nim czy strzelamy dalej?
Zamaszystym gestem zakreślił koło na zdaniu.
- Zostajemy.
Po tym słowie zamilkli oboje. Szum wokół nich narastał, inni najwyraźniej nie mieli takiej łatwości w znalezieniu odpowiedniego zagadnienia. Jerico z wymuszoną uwagą obserwowała Kurczaka toczącego zaparty bój z Jane, zastanawiając się w duchu, czy powinna zapytać go o przebieg jego choroby. Porzuciła tą myśl tak szybko jak się pojawiła, w obawie, że Jasper za wiele sobie pomyśli o jej dobrym poinformowaniu.
- Pewnie powtórzę się z moim pytaniem – odezwał się nagle – ale masz jakiś pomysł odnośnie miejsca naszej wspólnej pracy?
Oczyma wyobraźni ujrzała swój pokój na poddaszu – z obdartymi ścianami spod których połyskiwały cegły i blaszanymi meblami, nie mówiąc o tym, co powiedziałaby pani Marsh na temat przyprowadzenia gościa – w dodatku gościa płci męskiej. Poczuła, jak rumieniec wstydu zalewa jej policzki. Odpowiedziała szybko:
- U mnie odpada – zaraz uderzając się w myślach w czoło. Zabrzmiała w swoich uszach co najmniej niegościnnie. Dorzuciła natychmiast – możemy spotkać się po zajęciach w którejś z kawiarni i w spokoju obgadać podstawowe rzeczy.
Nie odpowiedział od razu, najwyraźniej przetrawiając jakiś pomysł w swojej głowie.
- Możemy popracować u mnie – powiedział w końcu. – Mam dość miejsca, poza tym zazwyczaj jest cicho i mielibyśmy spokój.
Nie zastanowiła się nad znaczeniem słów „zazwyczaj jest cicho”, zamiast tego zobaczyła siebie, wchodzącą do jego domu i potykającą się o jakąś cenną wazę z epoki Ming i zrobiło jej się słabo.
- Nie, nie – zaprzeczyła uprzejmie. – Kawiarnia będzie najlepsza. Niedaleko miejsca mojej pracy jest lokal, w którym studenci często odrabiają zadania.
W tej chwili zabrzmiał dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Uczniowie poderwali się gwałtownie z ławek i rzucili się hurmem do drzwi. Ona także podniosła się z miejsca i założyła pasek plecaka na ramię.
- Gdzie pracujesz? – zapytał ją w trakcie wydostawania się na korytarz.
Wyraźnie się zawahała, powiedziała jednak:
- W Cafedrinterii – a widząc jego zdziwione spojrzenie, dodała – to w miasteczku.
W końcu wydostali się na korytarz i skierowali się w stronę stołówki.
- W tygodniu pracuję popołudniami, po szkole, a w weekendy od rana do szesnastej – przekrzykiwała szum dziesiątek trampek szurających po kafelkach przy wtórze głośnych rozmów – jak ci pasuje.
Sprawiał wrażenie zaszokowanego. Jerico nie miała pojęcia, co z jej słów mogło wywołać w nim zdumienie.
- Wpadnę po ciebie w sobotę – stwierdził.
Nagle przed nimi wyrosła drobna figurka uśmiechniętej dziewczyny. Jerico natychmiast rozpoznała w niej przyszywaną siostrę Jaspera, Alice.
- Witaj, Alice – powiedział Jasper. Dziewczyna zmierzyła ją wzrokiem, w którym serdeczność walczyła z ostrożnością – poznaj moją koleżankę, Jerico – uprzejmie skinęły do siebie głowami.
- Jerico.
- Alice, miło mi ciebie poznać – uśmiechnęła się do niej i co wydało się z kolei jej zaskakujące – uścisnęła jej mocno dłoń. Miała bardzo zimną rękę.
W tej samej chwili Tony pojawił się na piętrze. Postąpił kilka kroków i nieruchomiał, najwyraźniej na widok jej towarzystwa.
- Hej, Tony! – pomachała do niego nad głowami tłumu. – Na razie – rzuciła do Jaspera i znikła.
Jasper przez chwilę obserwował, jak Jerico ginie w tłumie i spojrzał na Alice. Jej wstrząśnięty wyraz twarzy sprowadził go na ziemię.
- Musimy porozmawiać – powiedziała.
19.08.2010 o godz. 21:14
Tak sie jakos dziwnie zrobilo, to chyba przez ta pogode... Bez sensu...;/ Ale jakos przetrwam, nie ma smutania (moje postanowienie), ciekawe ile wytrwam...;d Oby jak najdluzej..;p Tak, wiem znowu pierdziele 3 po 3... Ale cos mi sie ostatnio nie tak porobilo...;)
Koncze, brak weny tworczej...:)
Paaa..;d
Koncze, brak weny tworczej...:)
Paaa..;d
19.08.2010 o godz. 21:03
Dziewczyna ubrana w skomną bielizne nawet nie wiedziła jak bardzo podoba się swojemu partnerowi na początku wydawało się niwinnie on całował ją po szyi jej się to bardzo podobało oparła się o ściane była tak rozgrzana ze nie umiała wydusic sława, niemusiała. zaczeli sie całowac nigdy nieprzezyła tak fascynującej sytuacji nikt nigdy tak jej nie całował jak on wsyoki brunet o ciemnych oczach z jego wzroku mozna było odczytac ze jej pragnie. pomału jego reka z szyi spadała na pierś dziewczyny, niewiedział co robić... był to jej pierwszy raz...gdy chłopak miał rozpiąc stanik dziewczyny uśmiechnoł się do niej ona odwzajemniła uśmiech, dla niego była to odpowiedz -tak..., po krótkim czasie miała na sobie tylko majteczki.
Chłpak ją przycisnoł do ściany, zaczeła się pikanteria... wiedział czego pragnie. Przeniusł ja na łóżko.. ,zaczoł pomału pieścić jej piersi jej brodawki staneły nigdy nie była tak podniecona. jego usta czułana brzuchu schodząc to coraz niżej i niżej nagle zatrzymały się... pomału swoimi dłońmi zaczoł zdejmowac jej bokserki pochwili znowu poczuła jego usta . dotykając jego torsu poczuła delikatny ból jednakże po chwili ból zmieniał się w przyjemność. w tym momecie poznała smak sexu...
Chłpak ją przycisnoł do ściany, zaczeła się pikanteria... wiedział czego pragnie. Przeniusł ja na łóżko.. ,zaczoł pomału pieścić jej piersi jej brodawki staneły nigdy nie była tak podniecona. jego usta czułana brzuchu schodząc to coraz niżej i niżej nagle zatrzymały się... pomału swoimi dłońmi zaczoł zdejmowac jej bokserki pochwili znowu poczuła jego usta . dotykając jego torsu poczuła delikatny ból jednakże po chwili ból zmieniał się w przyjemność. w tym momecie poznała smak sexu...
19.08.2010 o godz. 21:00
Dupa.
Miała być refleksyjna notka, z dużymi faktami z mojego życia, ale napisałam ją i skasowałam.Muszę przetrawić to w sobie 100 raz.
I tak jestem szczęśliwa.
Miała być refleksyjna notka, z dużymi faktami z mojego życia, ale napisałam ją i skasowałam.Muszę przetrawić to w sobie 100 raz.
I tak jestem szczęśliwa.
19.08.2010 o godz. 20:45
Uśmiech na ustach a w sercu ból to najtrudniejsza ze wszystkich ról
Nie potrafię już udawać, że jest dobrze...
Z godziny na godzinę
Z minuty na minutę
Z sekundy na sekundę
Jest coraz gorzej ze mną...
19.08.2010 o godz. 20:38
Heej.
Przyjechałam w środę do mojej siostry, ponieważ moja druga siostra urodziła córeczkę. Namawiałam na imię Wiktoria Aleksandra jednak oficjalnie jest Aleksandra Wiktoria. Jest taka mała śliczna i słoooodka. ;* Po porodzie ważyła 4,1 kg.
Wczoraj skończyła tydzień o godzinie 18:45. ;D
Moja maleńka. Kocham ją. :*
Przyjechałam w środę do mojej siostry, ponieważ moja druga siostra urodziła córeczkę. Namawiałam na imię Wiktoria Aleksandra jednak oficjalnie jest Aleksandra Wiktoria. Jest taka mała śliczna i słoooodka. ;* Po porodzie ważyła 4,1 kg.
Wczoraj skończyła tydzień o godzinie 18:45. ;D
Moja maleńka. Kocham ją. :*
19.08.2010 o godz. 20:29
pustka. czuję, że czegoś brakuje. nie potrafię tego znaleźć, ani nawet skierować się we właściwą stronę. chyba kręcę się w kółko, bo wszystko rozmywa mi się przed oczami. chcę się zatrzymać, chcę żeby przestało mnie mdlić, chcę przestać patrzyć całymi dniami tępo w ścianę czy okno. chcę żeby wszystko znowu nabrało kolorów, dźwięków, zapachów. czuję się jakbym była owinięta w folię, wszystko jest przytłumione.
19.08.2010 o godz. 20:25
pracownia-urody.eu
Dość odważna stylizacja ślubna.Czerwone usta to klasyka elegancji.Kolor ten sprawia,że czujemy się wyjątkowo i bardzo kobieco.Na pewno zostaniemy zauważone.Oczy,które są odzwierciedleniem duszy pomalowałam w kilku odcieniach brązu.To sprawia,że make-up jest absolutnie wyjątkowy.
Dość odważna stylizacja ślubna.Czerwone usta to klasyka elegancji.Kolor ten sprawia,że czujemy się wyjątkowo i bardzo kobieco.Na pewno zostaniemy zauważone.Oczy,które są odzwierciedleniem duszy pomalowałam w kilku odcieniach brązu.To sprawia,że make-up jest absolutnie wyjątkowy.
19.08.2010 o godz. 20:16

w dupie. Nie rozumiem tego całego syfu związanego z emo. Laski to jedno, ale to jak faceci robią z siebie transów przechodzi nawet moje pojęcie.
Opowiem Wam o filmie.
Najbardziej magiczny film ostatnich lat? Dla mnie pozostanie nim najnowszy Piotruś Pan, z muzyką Jamesa Newtona. Magiczne obrazy, rewelacyjne dialogi i zajebisty kapitan Hook - z żalem stwierdzam, że Williamsowa wersja wypada cokolwiek słabo.
Opowiem Wam o filmie.
Najbardziej magiczny film ostatnich lat? Dla mnie pozostanie nim najnowszy Piotruś Pan, z muzyką Jamesa Newtona. Magiczne obrazy, rewelacyjne dialogi i zajebisty kapitan Hook - z żalem stwierdzam, że Williamsowa wersja wypada cokolwiek słabo.

Kapitan Hak ze swoim cynizmem nieźle wpisuje się w moje poczucie przyzwoitości.
On nie kocha, bo nie potrafi.
To jedna z tajemnic jego istnienia.
Nie płacz.
Zaraz znajdziemy rozwiązanie (...)
To jedna z tajemnic jego istnienia.
Nie płacz.
Zaraz znajdziemy rozwiązanie (...)
Czuję, że mam z Piotrkiem coś wspólnego.
prawa tylko w wersji francuskiej, ale do zrozumienia.
19.08.2010 o godz. 20:14
Grzeję się w Twoich czterech ścianach łagodną muzyką, z której płynie ciepło. Siedzę w kuchni z Twoimi kobietami, śmieję się. Piję wino, palę papierosy i zatwierdzam punkty adresowe dziwiąc się co jakiś czas nad różnorodnością nazwisk. Głaszczę Twoje koty i tulę się do nich przed snem, śpię z nimi. Układam Ci ubrania na półkach, ubieram pachnący Tobą sweter. Kładę się do tego dużego łóżka, a nim to zrobię kręcę się po pokoju nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Nie wiem, co zrobić by zasnęło mi się najlepiej, bez Ciebie. Mam w głowie całą masę obrazów, dominuje w nich Twój uśmiech i łagodne spojrzenie. Przypomina mi się jak dwa dni temu powiedziałeś, że jestem piękna i uśmiecham się. Pachnę mango i brakuję mi Twojego kiwi zapachu. Nie jest mi smutno, ale tęsknie. Zastanawiam się, co teraz robisz, ja piję malinową ustroniankę i czekam, aż wrócisz.
19.08.2010 o godz. 20:01
Ci co odwiedzali moją stronkę wiedzą, że były na niej same wierszyki... Postanowiłam to zmienić. Teraz będzie troszke moich przemyśleń, muzyki i fotek. Oczywiście wierszyki także się pojawią. ;P
Zapraszam serdecznie do czytania i komentowania. ;*
Pozdrawiam. ;D
Zapraszam serdecznie do czytania i komentowania. ;*
Pozdrawiam. ;D
19.08.2010 o godz. 20:01
Moje dzieło, nie co podobna do mnie...
myWebFace profile and messenger avatar game | Cartoon You:
http://home.mywebface.com/faceApp/index.pl
myWebFace profile and messenger avatar game | Cartoon You:
http://home.mywebface.com/faceApp/index.pl
19.08.2010 o godz. 19:27
nie lubię pisać czegoś na siłę. chociaż jakby tak pomyśleć, to chyba jest o czym pisać. wczoraj ktoś dla mnie nieistniejący (czyt. mój ex K., o którego starałam się trzy razy. po trzecim razie stwierdziłam delikatnie, że to pierdolę) miał urodziny. oczywiście pamiętałam o nich od jakiegoś miesiąca, ale jako wredna kobieta nie złożyłam mu życzeń. choć nie wiem czy w ogóle by go ruszyło to, że miałam chęć ruszyć palcem i napisać smsa o treści "najlepszego". jeszcze jak z nim byłam jakieś.. 3 miesiące temu, postanowiłam, że złożę mu wyjątkowe życzenia o północy i będę pierwsza. a tak szczerze to nie wiem po co tak postanowiłam, skoro jest zwykłym dupkiem (zaczynam się żalić, jaki to świat jest zły. geez). to znaczy albo dupkiem, albo ma coś z mózgiem. bo normalny facet nie mówi ci jednego dnia "kocham cię", a drugiego rzuca dla kogoś, kogo właśnie poznał. zresztą - CHUJ mnie to obchodzi, nawet nie wiecie jakie życie singla jest zajebiste.
wczoraj konferencja na gadu z U i M. bo nie ma to jak "sranie ze śmiechu po północy". przy okazji zasięgnęłam rady dotyczącej życzeń - pisać smsa czy nie. odpowiedź M: "pisz. a na końcu dopisek 'życzy kobieta kobiecie'". wcześniej rozmawialiśmy o tym, że ex. ma prawdopodobnie inną orientację seksualną.
btw w poniedziałek, wtorek wyjeżdżam do Danii. serio mam ochotę tłuc się samochodem 6 godzin z psem na tylnym siedzeniu, to moje największe marzenie <bo nie ma to jak sarkazm>. coś mi nie idzie dzisiaj pisanie. no nic, czas iść pośmiać się z niewinnych twarzyczek dziewczynek na fotoblodziach. żegnam.
wczoraj konferencja na gadu z U i M. bo nie ma to jak "sranie ze śmiechu po północy". przy okazji zasięgnęłam rady dotyczącej życzeń - pisać smsa czy nie. odpowiedź M: "pisz. a na końcu dopisek 'życzy kobieta kobiecie'". wcześniej rozmawialiśmy o tym, że ex. ma prawdopodobnie inną orientację seksualną.
btw w poniedziałek, wtorek wyjeżdżam do Danii. serio mam ochotę tłuc się samochodem 6 godzin z psem na tylnym siedzeniu, to moje największe marzenie <bo nie ma to jak sarkazm>. coś mi nie idzie dzisiaj pisanie. no nic, czas iść pośmiać się z niewinnych twarzyczek dziewczynek na fotoblodziach. żegnam.
19.08.2010 o godz. 18:48
Jak tytuł wskazuję tak jest.
Nie będę o tym pisać. Ale chce żeby ta osoba wiedziała że to co się stało.. możesz się na mnie gniewać, mogłaś się tak czuć ,ale wiedz że nigdy bym tak nie pomyślała i nie powiedziała to osobie która jako pierwsza mnie zaakceptowała i stała się dla mnie osobą bardzo ważną i dla której byłam pewna, że gdyby była potrzeba stanęłabym na szali by oddać za Ciebie własne życie . Od tamtego momentu co mnie zaakceptowałaś mówię sobie do dnia dzisiejszego cokolwiek by tobie się stało zemszczę się nawet jakbyś mnie nie na widziała zrobię to ponieważ nie jesteś zwykłą osobą,lecz moja najlepszą przyjaciółką !
Nie będę o tym pisać. Ale chce żeby ta osoba wiedziała że to co się stało.. możesz się na mnie gniewać, mogłaś się tak czuć ,ale wiedz że nigdy bym tak nie pomyślała i nie powiedziała to osobie która jako pierwsza mnie zaakceptowała i stała się dla mnie osobą bardzo ważną i dla której byłam pewna, że gdyby była potrzeba stanęłabym na szali by oddać za Ciebie własne życie . Od tamtego momentu co mnie zaakceptowałaś mówię sobie do dnia dzisiejszego cokolwiek by tobie się stało zemszczę się nawet jakbyś mnie nie na widziała zrobię to ponieważ nie jesteś zwykłą osobą,lecz moja najlepszą przyjaciółką !
W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.
19.08.2010 o godz. 18:01








