20.08.2010 o godz. 15:22
komentuj (0)
Ostatnio zauważyłem, że im więcej laska gada i im bardziej stara się być pewna siebie i odważna (co sprawia że staje się bardziej atrakcyjna seksualnie) tym gorzej wypada w łóżku. Tak drogie panie, to nie tylko mężczyzna musi się spisać. Zupełnie odwrotnie jest z dziewczynami bardziej zamkniętymi w sobie, o małej pewności siebie. Nie są pewne swojej atrakcyjności (często błędnie) i być może dzięki temu bardziej się starają. Te, które są świadome swojej atrakcyjności najwidoczniej myślą, że to wystarczy. Muszę też napisać, że wiem to tylko na podstawie własnych doświadczeń więc nie wiem jakie sztuki innym się trafiały. Ja jeszcze swojego ideału nie spotkałem ale skoro powściągliwość jest niedorzeczną cnotą – mężczyzna urodził się po to, by używać rozpusty.
20.08.2010 o godz. 15:14
Jeżeli w coś mocno wierzysz, staje się to rzeczywistością. Nie polega to na tym, że wierzysz w to, co widzisz - widzisz to, w co wcześniej postanowiłeś uwierzyć.
20.08.2010 o godz. 15:09
same nudy, dzisiaj cosik będzie sie działo an stacji :D
no i musze przegrac robertowi mue z DOBRYM PIERDOLNIĘCIEM.
czyli zalicza się 3Y, PTP, PMM i takie tam...
nie chce mi się wyliczać.
rozjebali mnie w gladiatorach, wkurzyłem się, 2 godziny na marne, zawsze jest tak :|
musze pograć w WORMSY bo dostane pier*olca!
nosz kurna, tylko musze zostawić tą Klauduche samą na gG :D
i wiecie co wywnioskowałem?
że nei mam z kim gadac a gG :|
to jest tak że z facetami to ja kurwa gadam w realu a nie na gG, więc pozostaje płeć piękna. i tu jest koniec bo...
Evv opierdoliłem, zresztą z taką idiotką nie bd pisać..
Sylwii mam dość, po sotatnim bloku i "jebajj się", teraz nawet nie napisze, nie dziwie się. chuj z tym.
Olke mam w dupie.. pierdolłem jej focha za głupote. no i nie mam z kim pisać o rapie :| ale ona juz ma nowego chłopaka. dziwka....
Marian (marika)... tez jej walłem focha, bo zaczęła się przypierdalać do stacji... tez nie pisze.
kto został?
Klauducha :D tygrysek :* (jakbym o niej nie napisał to by mnie zabiła ;D)
Sonia, z którą gada się najzajebiściej na świecie :D
i jakaś Paulina co ostatnio napisała do mnie.
a wczoraj wieczorem jakaś babka napisała do mnie z nudów. powiedziała ze wyszukała mnie w katalogu -.-
i sie zastanawiam czy do niektórych ponownie nie napisać...
chyba napisze.
do olki i mariana.
no do nich jeszcze jako tako warto.
koniec notki bo jeszcze cos napisze głupiego.

wybaczcie :D
no i musze przegrac robertowi mue z DOBRYM PIERDOLNIĘCIEM.
czyli zalicza się 3Y, PTP, PMM i takie tam...
nie chce mi się wyliczać.
rozjebali mnie w gladiatorach, wkurzyłem się, 2 godziny na marne, zawsze jest tak :|
musze pograć w WORMSY bo dostane pier*olca!
nosz kurna, tylko musze zostawić tą Klauduche samą na gG :D
i wiecie co wywnioskowałem?
że nei mam z kim gadac a gG :|
to jest tak że z facetami to ja kurwa gadam w realu a nie na gG, więc pozostaje płeć piękna. i tu jest koniec bo...
Evv opierdoliłem, zresztą z taką idiotką nie bd pisać..
Sylwii mam dość, po sotatnim bloku i "jebajj się", teraz nawet nie napisze, nie dziwie się. chuj z tym.
Olke mam w dupie.. pierdolłem jej focha za głupote. no i nie mam z kim pisać o rapie :| ale ona juz ma nowego chłopaka. dziwka....
Marian (marika)... tez jej walłem focha, bo zaczęła się przypierdalać do stacji... tez nie pisze.
kto został?
Klauducha :D tygrysek :* (jakbym o niej nie napisał to by mnie zabiła ;D)
Sonia, z którą gada się najzajebiściej na świecie :D
i jakaś Paulina co ostatnio napisała do mnie.
a wczoraj wieczorem jakaś babka napisała do mnie z nudów. powiedziała ze wyszukała mnie w katalogu -.-
i sie zastanawiam czy do niektórych ponownie nie napisać...
chyba napisze.
do olki i mariana.
no do nich jeszcze jako tako warto.
koniec notki bo jeszcze cos napisze głupiego.

wybaczcie :D
20.08.2010 o godz. 15:09
i skasowało mi całą notke o tym że nie chce mieć dzieci bo one chccą grać w kota i psa a jak mi dzieci dziś wyjaśniły polega ona na tym że poprostu sie wącha i liże swojego kolege,zaznacze ze te dzieci mają po 6 lat...i potem powiedziały ze ich je tej zabawy tata naczył to poprostu juz padłam na ziemie i nie chciałam wstać.A co dalej? W co bedą grać?A wiem...słoneczko.
A Dezertera lubie,owszem.Tylko mój kolega stwierdził ze od tego mózg mi sie zlansuje...ach,Konrado,Konrado i jego wypowiedzi godne Kononowicza.A tak właściwie,ciekawe co sie teraz z tym wibitnym politykiem dzieje?Czy dalej nosi swetry i mieszka z matką?Czy stracił miesień piwny?Tego zapewne nigdy sie nie dowiem-no chyba ze mi powiecie.
A Dezertera lubie,owszem.Tylko mój kolega stwierdził ze od tego mózg mi sie zlansuje...ach,Konrado,Konrado i jego wypowiedzi godne Kononowicza.A tak właściwie,ciekawe co sie teraz z tym wibitnym politykiem dzieje?Czy dalej nosi swetry i mieszka z matką?Czy stracił miesień piwny?Tego zapewne nigdy sie nie dowiem-no chyba ze mi powiecie.
20.08.2010 o godz. 15:04
U wiele lepiej pisze mi się, gdy wiem, że nikt nie skomentuje.
Wczoraj cały dzień praktycznie spędziłam na dworze. Najpierw z E. później z M.
Same literki brzmią dziwnie, no ale trudno.
12 dni i do szkoły chyba. Z jeden strony cholernie się cieszę. Zobaczę większość ludzi, których chciałabym zobaczyć. No i oczywiście super pierwsza klasa gimnazjum, która przyjdzie teraz -.- Suit pokemony. No ale jakoś przeżyję. Przynajmniej cieszyć się będę, że je skocę. Ha, widziałam moją szkołę w czasie remontu. Wątpię, żeby skończyli to przed 1 września. Może przedłużą nam wakacje? :DDDD
Wczoraj cały dzień praktycznie spędziłam na dworze. Najpierw z E. później z M.
Same literki brzmią dziwnie, no ale trudno.
12 dni i do szkoły chyba. Z jeden strony cholernie się cieszę. Zobaczę większość ludzi, których chciałabym zobaczyć. No i oczywiście super pierwsza klasa gimnazjum, która przyjdzie teraz -.- Suit pokemony. No ale jakoś przeżyję. Przynajmniej cieszyć się będę, że je skocę. Ha, widziałam moją szkołę w czasie remontu. Wątpię, żeby skończyli to przed 1 września. Może przedłużą nam wakacje? :DDDD
20.08.2010 o godz. 14:35
Dzienny makijaż wykonany paletką cieni Loreal ColorAppeal Trio Pro - 316 Platinum Rose.
1. Nakładam Duraline, ruchomą powiekę maluję cieniem nr 2.
2. Nad załamaniem powieki użyłam cienia nr 1.
3. Załamanie powieki oraz zewnętrzny kącik podkreślam ciemniejszym, bordowym cieniem (nie z paletki).
4. Rozświetlam wewnętrzny kącik cieniem nr 3.
5. Ten sam cień nakładam pod łuk brwiowy i łagodzę górną granicę. Dolną powiekę pomalowałam cieniem nr 2.
6. Tuszuję rzęsy, podkreślam brwi oraz maluję linię wodną oka białą kredką.
Koniec :)
1. Nakładam Duraline, ruchomą powiekę maluję cieniem nr 2.
2. Nad załamaniem powieki użyłam cienia nr 1.
3. Załamanie powieki oraz zewnętrzny kącik podkreślam ciemniejszym, bordowym cieniem (nie z paletki).
4. Rozświetlam wewnętrzny kącik cieniem nr 3.
5. Ten sam cień nakładam pod łuk brwiowy i łagodzę górną granicę. Dolną powiekę pomalowałam cieniem nr 2.
6. Tuszuję rzęsy, podkreślam brwi oraz maluję linię wodną oka białą kredką.
Koniec :)
20.08.2010 o godz. 14:31
Brak poczucia własnej wartości nie wynika z braku wartości, tylko z tego, że człowiek boi się sobie zaufać i nie chce przyznać się przed sobą, że jest coś wart.
Brak poczucia własnej wartości nie jest dowodem na to, że człowiek jest bezwartościowy, tylko na to, że nigdy nie uwierzył we własne siły i nigdy nie poszukał sobie pozytywnych cech i talentów, które na pewno posiada. Człowiek cierpiący na brak poczucia własnej wartości jest jak właściciel bogatego sklepu o niepowtarzalnym asortymencie, który siedzi za ladą z zawiązanymi oczami i uparcie, z panicznym lękiem powtarza: „Ja nic nie mam, ja nic nie mam!”.
Jego problem nie polega na tym, że naprawdę „nic nie ma”, tylko na tym, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma opaskę na oczach. Wystarczy więc ją zdjąć, żeby móc rozejrzeć się dookoła i zobaczyć jaka jest prawda.
Jestem głęboko przekonana o tym, że każdy człowiek ma w sobie coś wyjątkowego. Nie ma ludzi bezwartościowych. Są jedynie tacy, którzy jeszcze nie odkryli i nie zrozumieli na czym polega ich wartość.
- "W DŻUNGLI NIEPEWNOŚCI' - Beata Pawlikowska Brak poczucia własnej wartości nie jest dowodem na to, że człowiek jest bezwartościowy, tylko na to, że nigdy nie uwierzył we własne siły i nigdy nie poszukał sobie pozytywnych cech i talentów, które na pewno posiada. Człowiek cierpiący na brak poczucia własnej wartości jest jak właściciel bogatego sklepu o niepowtarzalnym asortymencie, który siedzi za ladą z zawiązanymi oczami i uparcie, z panicznym lękiem powtarza: „Ja nic nie mam, ja nic nie mam!”.
Jego problem nie polega na tym, że naprawdę „nic nie ma”, tylko na tym, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma opaskę na oczach. Wystarczy więc ją zdjąć, żeby móc rozejrzeć się dookoła i zobaczyć jaka jest prawda.
Jestem głęboko przekonana o tym, że każdy człowiek ma w sobie coś wyjątkowego. Nie ma ludzi bezwartościowych. Są jedynie tacy, którzy jeszcze nie odkryli i nie zrozumieli na czym polega ich wartość.
20.08.2010 o godz. 14:22
To dziś - ognisko .
Denerwuje się , ogólnie to trochę lipa bo nie wiadomo czy przyjdzie E , K . ; ||
Ale miejmy nadzieje , że wypali wszytko ;)
Ohoho , bd się działo %% ;d
Denerwuje się , ogólnie to trochę lipa bo nie wiadomo czy przyjdzie E , K . ; ||
Ale miejmy nadzieje , że wypali wszytko ;)
Ohoho , bd się działo %% ;d
Polecam :
Strachy na lachy - Po co ten płacz .
Strachy na lachy - Po co ten płacz .
20.08.2010 o godz. 13:58
Dzisiaj już trochę lepiej się czuje...
Ale mogło by być lepiej...
Może temu tak się czuje że miałam z kim pogadać...
Chociaż nie wiem czy ta osoba zrozumiała mnie do końca...
Idę na miasto, szukać jakiejś pracy...
Muszę znaleźć bo inaczej będzie gorzej...
Ale mogło by być lepiej...
Może temu tak się czuje że miałam z kim pogadać...
Chociaż nie wiem czy ta osoba zrozumiała mnie do końca...
Idę na miasto, szukać jakiejś pracy...
Muszę znaleźć bo inaczej będzie gorzej...
20.08.2010 o godz. 13:51
Wiek dorastania
Jak wiadomo będąc nastolatkiem coraz bardziej myśli się o tym by być już dorosłym, by robić to na co się ma ochotę i móc samemu o wszystkim decydować. Nie inaczej było ze mną. Jedną z pierwszych takich decyzji było zaprzestanie chodzenia na religię, a wkrótce potem i na msze. Miało to miejsce zaraz po skończeniu szkoły podstawowej(wówczas było to 8 klas). Bynajmniej nie zamierzałem jeszcze wtedy opuścić Kościoła Katolickiego, ale po prostu nie widziałem w tym żadnego sensu. Uważałem, że wystarczy jak sam będę się modlił do Boga i tyle, co zresztą starałem się regularnie każdego dnia robić. Dodatkowo coraz bardziej nie podobało mi się to, że coraz częściej na kazaniach słyszałem jakieś odniesienia do polityki. Uważałem, ze w Domu Bożym powinno się skupiać jedynie na sprawach związanych z Bogiem. Zastanawiała mnie też inna rzecz: czy najinteligentniejsza istota we wszechświecie jaką jest nasz Stwórca, naprawdę ma upodobanie w odprawianiu co msze jakiś rytuałów i powtarzaniu w kółko tych samych formułek. Trudno mi to było jakoś pogodzić z jego mądrością i miłością. Co Mu(Bogu) z tego przyjdzie, w duchu myślałem... Była też jeszcze jedna rzecz, która mnie irytowała, mianowicie księża którzy przychodzili po kolędzie i tylko patrzyli by dostać kopertę. Nie powodziło nam się zbyt dobrze i było to chociażby widać po urządzeniu mieszkania, ale ani razu nie usłyszałem żeby ksiądz odmówił przyjęcia pieniędzy. Nigdy też nie znalazł jakoś czasu, żeby dłużej porozmawiać o problemach rodzinnych jakie niestety miały miejsce w naszym domu. Dał jedynie obrazeczki, pokropił tzw."wodą święconą", zamienił może ze dwa-trzy zdania i tyle go było widać ale oczywiście kasę wziął. Od tamtych czasów kościół zaczął mi się kojarzyć jedynie z polityką i zarabianiem na wiernych. Chciałbym jednak zaznaczyć w tym miejscu, że to nie oznacza, że wszystkich duchownych Kościoła Katolickiego tak oceniam, jednak jako Instytucja takie właśnie wywarł na mnie wrażenie. Nadal jednak pomimo tych różnych dylematów wierzyłem w Boga i czułem potrzebę zwracania się do niego w modlitwie. Zdarzało mi się też od czasu do czasu pójść do kościoła, ale szedłem tam tylko dlatego, gdyż mniemałem jeszcze wówczas, że tak trzeba, że w tym miejscu zostanę bardziej wysłuchany. Taki stan rzeczy miał miejsce u mnie mniej więcej do 19-tego roku życia. Wtedy to po raz pierwszy usłyszałem o Świadkach Jehowy, a wkrótce potem nawiązałem z nimi kontakt. Napiszę jednak o tym w kolejnej części... (c.d.n)
Jak wiadomo będąc nastolatkiem coraz bardziej myśli się o tym by być już dorosłym, by robić to na co się ma ochotę i móc samemu o wszystkim decydować. Nie inaczej było ze mną. Jedną z pierwszych takich decyzji było zaprzestanie chodzenia na religię, a wkrótce potem i na msze. Miało to miejsce zaraz po skończeniu szkoły podstawowej(wówczas było to 8 klas). Bynajmniej nie zamierzałem jeszcze wtedy opuścić Kościoła Katolickiego, ale po prostu nie widziałem w tym żadnego sensu. Uważałem, że wystarczy jak sam będę się modlił do Boga i tyle, co zresztą starałem się regularnie każdego dnia robić. Dodatkowo coraz bardziej nie podobało mi się to, że coraz częściej na kazaniach słyszałem jakieś odniesienia do polityki. Uważałem, ze w Domu Bożym powinno się skupiać jedynie na sprawach związanych z Bogiem. Zastanawiała mnie też inna rzecz: czy najinteligentniejsza istota we wszechświecie jaką jest nasz Stwórca, naprawdę ma upodobanie w odprawianiu co msze jakiś rytuałów i powtarzaniu w kółko tych samych formułek. Trudno mi to było jakoś pogodzić z jego mądrością i miłością. Co Mu(Bogu) z tego przyjdzie, w duchu myślałem... Była też jeszcze jedna rzecz, która mnie irytowała, mianowicie księża którzy przychodzili po kolędzie i tylko patrzyli by dostać kopertę. Nie powodziło nam się zbyt dobrze i było to chociażby widać po urządzeniu mieszkania, ale ani razu nie usłyszałem żeby ksiądz odmówił przyjęcia pieniędzy. Nigdy też nie znalazł jakoś czasu, żeby dłużej porozmawiać o problemach rodzinnych jakie niestety miały miejsce w naszym domu. Dał jedynie obrazeczki, pokropił tzw."wodą święconą", zamienił może ze dwa-trzy zdania i tyle go było widać ale oczywiście kasę wziął. Od tamtych czasów kościół zaczął mi się kojarzyć jedynie z polityką i zarabianiem na wiernych. Chciałbym jednak zaznaczyć w tym miejscu, że to nie oznacza, że wszystkich duchownych Kościoła Katolickiego tak oceniam, jednak jako Instytucja takie właśnie wywarł na mnie wrażenie. Nadal jednak pomimo tych różnych dylematów wierzyłem w Boga i czułem potrzebę zwracania się do niego w modlitwie. Zdarzało mi się też od czasu do czasu pójść do kościoła, ale szedłem tam tylko dlatego, gdyż mniemałem jeszcze wówczas, że tak trzeba, że w tym miejscu zostanę bardziej wysłuchany. Taki stan rzeczy miał miejsce u mnie mniej więcej do 19-tego roku życia. Wtedy to po raz pierwszy usłyszałem o Świadkach Jehowy, a wkrótce potem nawiązałem z nimi kontakt. Napiszę jednak o tym w kolejnej części... (c.d.n)
20.08.2010 o godz. 13:44
no hej. ;*
dawno się nie oddzywałam.
ale teraz to nadrobie.
wczoraj dzień upłynął szybko , najpierw z bratem , no ale o dziwo było fajnie, siedzieliśmy w parku i na placu zabaw , eh .. chyba go ropieszczam. ;/
a wiczorem wrócili starzy , szkoda .. bo bez nich na serio bylo super ..;) no i nawet nei wiedzialam ze mam takiego fajnego brata hehe.
no ale jak już wrócili to wreszcie ruszyłam w miasto z wiolą , magda, olga, paulina i ewa. , chodziłyśmy do 22.00 .. no a poźniej zaczepiły nas jakieś zjebane menele to żeśmy sie rozstały .
a dziś , hmm chyba jadę do Grójca, do Daniela ( to taka daleka rodzina, 16 lat) nawet spoko jest , ale jade po jabłka i inne owocee.
wieczorem bd napewno .. teraz ide na obiad ;d
paa.;*
dawno się nie oddzywałam.
ale teraz to nadrobie.
wczoraj dzień upłynął szybko , najpierw z bratem , no ale o dziwo było fajnie, siedzieliśmy w parku i na placu zabaw , eh .. chyba go ropieszczam. ;/
a wiczorem wrócili starzy , szkoda .. bo bez nich na serio bylo super ..;) no i nawet nei wiedzialam ze mam takiego fajnego brata hehe.
no ale jak już wrócili to wreszcie ruszyłam w miasto z wiolą , magda, olga, paulina i ewa. , chodziłyśmy do 22.00 .. no a poźniej zaczepiły nas jakieś zjebane menele to żeśmy sie rozstały .
***
a dziś , hmm chyba jadę do Grójca, do Daniela ( to taka daleka rodzina, 16 lat) nawet spoko jest , ale jade po jabłka i inne owocee.
wieczorem bd napewno .. teraz ide na obiad ;d
paa.;*
20.08.2010 o godz. 13:27
~ No hejka ludzie! Nic mi się dzisiaj nie chce - o zgrozo! Siedzę, jem czekoladę i próbuję się ogarnąć, niestety brak efektów. Pogoda mnie wkurza, bo niby ciepło, ale chłodno! Wczoraj wieczorkiem oglądałam wywiad z Ryszardem Kuklińskim - seryjnym mordercą, który zabił ponad 200 osób. Mężczyzna ten został skazany na podwójne ? dożywocie. Patrzyłam na jego twarz, oczy i cholerne cierpienie i pustka odbijała się w nich. Włosy dęba mi stały , gdy się wypowiadał. Współczułam mu. Tak bardzo mu współczułam całego życia. Najbardziej mnie przeraziło to (jak opowiadał), że gdy zabijał nie czuł nic. Nie ruszało go to, gdy ten ktoś się dusił, dostawał drgawek i rzucał się jak opentanty, wlacząc ze śmiercią. Nawet, gdy ćwiartował człowieka, jadł przy tym pizzę - jego serce było zimne, niewzruszone!
Smutne.
see you!
Smutne.
see you!
20.08.2010 o godz. 13:23
Wiedziałem w czym rzecz, kiedy tylko spostrzegłem jego spojrzenie na sobie już wtedy, na boisku. Kiedy jeden z nich położy łapę na czymś, wtedy nie ma co mu wchodzić w drogę. A że wiedziałem, że położył łapę na Jerico, stąd mogłem się spodziewać, że nie mam czego przy niej szukać.
Oni za mną nie przepadają. Właściwie nie wiem czemu, w końcu jesteśmy do siebie w jakiś sposób podobni. Czarujący Mike mówi, że ta niechęć bierze się z różnic w naszych budowach, ze mają mnie za zwyczajnego niedorobieńca, niewykończonego, pieprzona arystokracja. Oboje jesteśmy zmuszani do różnych rzeczy – z tym, że ja nie doszedłem do końcowego etapu i z tego co mi wiadomo, nie będzie mi dane dojść. Rzeczy, które dla nich są naturalne, dla mnie pozostają przykrą koniecznością.
"Naćpany” Tony, tak o mnie mówią, rozumiecie to?
Kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłem, usmarowaną jak nieboskie stworzenie, klęczącą przed tym motorem, pomyślałem sobie „oto materiał na niezłego mechanika”, bo sam wtedy miałem problem ze swoją maszynką i potrzebowałem kogoś, kto mi pomoże przy kilku rzeczach, wiecie. Sześciotłokowe silniki okazały się nie być jej specjalizacją, więc do niczego mi się nie przydała, ale wtedy chodziło już o coś innego.
Kiedy spojrzałem na nią po raz pierwszy, miałem wrażenie, że jest jedną z n i c h .
Była po prostu za ładna, jeśli rozumiecie o co chodzi. Efekt specjalny nałożony na podziurawiony asfalt parkingu, z nieskazitelną cerą i o oczami jak z reklamy gry komputerowej. Potem zobaczyłem filetowego sińca i mi przeszło – oni są niezniszczalni, odciąłbyś takiemu łeb i odrósłby jak ogon jaszczurce. Osobiście widziałem, jak pewnemu młodziakowi zrasta się złamana noga, to była kwestia chwili. Krwiak nie był czymś, co trzymałoby się na nich dłużej niż sekundę. To nie było to… a jednak coś w sobie miała.
Wydaje mi się, że ona coś wie. Ten nieszczery śmiech, kiedy oglądaliśmy u mnie „Draculę 2000” i niespokojne spojrzenie, które mi rzuciła kiedy zapytałem, niby żartem, jak zareagowałby na wampira chodzącego sobie po Allegan. Może w swoim życiu natknęła się na jednego z nich – w dzisiejszych niespokojnych czasach, kiedy widmo wojny gwałtownie przyczynia się do wzrostu liczby nowonarodzonych, sprawia to mniejszy problem niż można sobie wyobrazić.
On do mnie przyszedł.
Kończyłem właśnie pracę, było gdzieś koło dwudziestej – zajęcia co prawda kończą się wczesnym popołudniem, ale starsze klasy mają zajęcia gimnastyczne do wieczora – zgadnijcie, kto ogarnia burdel w hali sportowej? Jak zwykle schowałem piłki i szarfy do składziku, potem złożyłem klucz u pań sprzątaczek i skierowałem się w stronę parkingu.
Od razu poczułem się nieswojo. Szkolny parking, licząc z boiskiem i przestrzenią parku wydaje się wielki jak pole golfowe, a ja byłem na nim sam - było już ciemno, a latarnie nie świeciły, a ja zdążyłem pomyśleć, że administracja oszczędza nie tylko na stołówce. Wtedy poczułem czyjąś obecność za sobą. Odwróciłem się, ale nie dostrzegłem nikogo, nadal jednak nie mogłem wyzbyć tego paskudnego wrażenia, że jestem obserwowany. Przez głowę przeleciały mi wszystkie te chwile, kiedy się komuś naraziłem i wszyscy, którym zalazłem za skórę z Czarującym Mikem. Przez te lata mojego dziwactwa nazbierało się tego, jeśli wiecie co mam na myśli.
Sterczałem na płycie betonu i gapiłem się w ciemność, ale jak nikogo nie widziałem, tak nikogo nie zobaczyłem. Pomyślałem sobie, że jak nikt się nie pojawił, to raczej nikogo już nie spotkam, nie? Zrzuciłem moje zdenerwowanie na karb zeszło nocnego piwa i odwróciłem się, żeby odkręcić kranik w motorze.
On stał przede mną i nie mam na myśli mojego gruchota, tylko j e g o. Słowo daję, gdybym nie zaszedł przed wyjściem do łazienki, w tamtej chwili zlałbym się w gacie jak za starych dobrych czasów. Jego twarz była ukryta w cieniu, tylko na włosy padał blask księżyca, które zdawały się promieniować własnym światłem. Po raz kolejny uderzył we mnie bolesny fakt, czego namiastkę prezentuję.
- Kumplujesz się z nią? – zapytał tylko.
Kiwnąłem potakująco głową w odpowiedzi. Na więcej nie było mnie stać. Myślałem tylko o tym, że może wyciągnąć rękę i ukręcić mi kark jak dwudniowemu kurczęciu. Nie takie rzeczy już robili.
Postąpił krok w moją stronę i odruchowo się skuliłem. Jak teraz to sobie przypominam, nie czuję niczego więcej poza wstydem.
- Co wie? – krótkie pytanie. Cichy ton.
- Nic nie wie.
- Jesteś pewien?
Modliłem się, żeby mi uwierzył.
- Nic jej nie powiedziałem.
- To dobrze – pochylił się nade mną i światło przesunęło się po jego obliczu zniekształcając je i upodabniając do białej maski z czarnymi dziurami oczodołów. Błysnęły zęby – i niech tak zostanie.
Nieświadomie zacisnąłem powieki, czekając na cios, ale nic nie poczułem. Kiedy otworzyłem oczy, parking był pusty.
Muszę dać jej spokój. Dla naszego wspólnego dobra.
Pieprzony egoista. I tak wiem, że chodzi mi tylko o siebie.
On się po prostu uśmiechał.
Oni za mną nie przepadają. Właściwie nie wiem czemu, w końcu jesteśmy do siebie w jakiś sposób podobni. Czarujący Mike mówi, że ta niechęć bierze się z różnic w naszych budowach, ze mają mnie za zwyczajnego niedorobieńca, niewykończonego, pieprzona arystokracja. Oboje jesteśmy zmuszani do różnych rzeczy – z tym, że ja nie doszedłem do końcowego etapu i z tego co mi wiadomo, nie będzie mi dane dojść. Rzeczy, które dla nich są naturalne, dla mnie pozostają przykrą koniecznością.
"Naćpany” Tony, tak o mnie mówią, rozumiecie to?
Kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłem, usmarowaną jak nieboskie stworzenie, klęczącą przed tym motorem, pomyślałem sobie „oto materiał na niezłego mechanika”, bo sam wtedy miałem problem ze swoją maszynką i potrzebowałem kogoś, kto mi pomoże przy kilku rzeczach, wiecie. Sześciotłokowe silniki okazały się nie być jej specjalizacją, więc do niczego mi się nie przydała, ale wtedy chodziło już o coś innego.
Kiedy spojrzałem na nią po raz pierwszy, miałem wrażenie, że jest jedną z n i c h .
Była po prostu za ładna, jeśli rozumiecie o co chodzi. Efekt specjalny nałożony na podziurawiony asfalt parkingu, z nieskazitelną cerą i o oczami jak z reklamy gry komputerowej. Potem zobaczyłem filetowego sińca i mi przeszło – oni są niezniszczalni, odciąłbyś takiemu łeb i odrósłby jak ogon jaszczurce. Osobiście widziałem, jak pewnemu młodziakowi zrasta się złamana noga, to była kwestia chwili. Krwiak nie był czymś, co trzymałoby się na nich dłużej niż sekundę. To nie było to… a jednak coś w sobie miała.
Wydaje mi się, że ona coś wie. Ten nieszczery śmiech, kiedy oglądaliśmy u mnie „Draculę 2000” i niespokojne spojrzenie, które mi rzuciła kiedy zapytałem, niby żartem, jak zareagowałby na wampira chodzącego sobie po Allegan. Może w swoim życiu natknęła się na jednego z nich – w dzisiejszych niespokojnych czasach, kiedy widmo wojny gwałtownie przyczynia się do wzrostu liczby nowonarodzonych, sprawia to mniejszy problem niż można sobie wyobrazić.
On do mnie przyszedł.
Kończyłem właśnie pracę, było gdzieś koło dwudziestej – zajęcia co prawda kończą się wczesnym popołudniem, ale starsze klasy mają zajęcia gimnastyczne do wieczora – zgadnijcie, kto ogarnia burdel w hali sportowej? Jak zwykle schowałem piłki i szarfy do składziku, potem złożyłem klucz u pań sprzątaczek i skierowałem się w stronę parkingu.
Od razu poczułem się nieswojo. Szkolny parking, licząc z boiskiem i przestrzenią parku wydaje się wielki jak pole golfowe, a ja byłem na nim sam - było już ciemno, a latarnie nie świeciły, a ja zdążyłem pomyśleć, że administracja oszczędza nie tylko na stołówce. Wtedy poczułem czyjąś obecność za sobą. Odwróciłem się, ale nie dostrzegłem nikogo, nadal jednak nie mogłem wyzbyć tego paskudnego wrażenia, że jestem obserwowany. Przez głowę przeleciały mi wszystkie te chwile, kiedy się komuś naraziłem i wszyscy, którym zalazłem za skórę z Czarującym Mikem. Przez te lata mojego dziwactwa nazbierało się tego, jeśli wiecie co mam na myśli.
Sterczałem na płycie betonu i gapiłem się w ciemność, ale jak nikogo nie widziałem, tak nikogo nie zobaczyłem. Pomyślałem sobie, że jak nikt się nie pojawił, to raczej nikogo już nie spotkam, nie? Zrzuciłem moje zdenerwowanie na karb zeszło nocnego piwa i odwróciłem się, żeby odkręcić kranik w motorze.
On stał przede mną i nie mam na myśli mojego gruchota, tylko j e g o. Słowo daję, gdybym nie zaszedł przed wyjściem do łazienki, w tamtej chwili zlałbym się w gacie jak za starych dobrych czasów. Jego twarz była ukryta w cieniu, tylko na włosy padał blask księżyca, które zdawały się promieniować własnym światłem. Po raz kolejny uderzył we mnie bolesny fakt, czego namiastkę prezentuję.
- Kumplujesz się z nią? – zapytał tylko.
Kiwnąłem potakująco głową w odpowiedzi. Na więcej nie było mnie stać. Myślałem tylko o tym, że może wyciągnąć rękę i ukręcić mi kark jak dwudniowemu kurczęciu. Nie takie rzeczy już robili.
Postąpił krok w moją stronę i odruchowo się skuliłem. Jak teraz to sobie przypominam, nie czuję niczego więcej poza wstydem.
- Co wie? – krótkie pytanie. Cichy ton.
- Nic nie wie.
- Jesteś pewien?
Modliłem się, żeby mi uwierzył.
- Nic jej nie powiedziałem.
- To dobrze – pochylił się nade mną i światło przesunęło się po jego obliczu zniekształcając je i upodabniając do białej maski z czarnymi dziurami oczodołów. Błysnęły zęby – i niech tak zostanie.
Nieświadomie zacisnąłem powieki, czekając na cios, ale nic nie poczułem. Kiedy otworzyłem oczy, parking był pusty.
Muszę dać jej spokój. Dla naszego wspólnego dobra.
Pieprzony egoista. I tak wiem, że chodzi mi tylko o siebie.
On się po prostu uśmiechał.
20.08.2010 o godz. 13:22
Nareszcie mam trochę lepszy humor. pogodziłam sie z moim dzieckiem. Muszę przyznać że jest dla mnie bardziej wyrozumiały i stara sie mnie nie denerwować. Chyba wyczuł że moja wytrzymałość psychiczna wisi na włosku. Od września będzie lepiej. od razu umówię się z psychologiem i bedzie mi trochę raźniej.
20.08.2010 o godz. 13:15
Czytałam wczoraj 'Pamiętnik Weroniki' Marty Kotwicy. Mocne. Opowiada o anorektyczce, jej pragnieniach i chyba tęsknocie za matką.Na laptopie siedziałam do 4:30 nad ranem. Nie chciało mi się spać.Dziś postaram się poćwiczyć. W końcu czerwona bronsoletka na ręce do czegoś zobowiązuje. Dziś świeci słońce. Brr, nienawidzę słońca. Ktoś smaży paluszki rybne. Czemu ktoś musi mi zawsze przeszkodzić w tym bym nic nie jadła. W domu nie ma nic do jedzenia. Jak dobrze. Jak wchodziłam do tajemniczego, zamkniętego świata Any wiedziałam, że nie będzie łatwo. Ale obiecałam sobie, że nigdy nie zwymiotuję, nie sprowokuję wymiotów. To obrzydliwe. Już wolę nic nie jeść. Nie chcę się stać potworem. Bez urazy, oczywiście, dla tych, co to stosują.
Plecak z Allegro jeszcze nie przyszedł >:[.Bo się wkurwię.Hurra, słońce zaszło.Idę.Pa.
Plecak z Allegro jeszcze nie przyszedł >:[.Bo się wkurwię.Hurra, słońce zaszło.Idę.Pa.
20.08.2010 o godz. 13:11







