Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

Wiosny mgnienia, lata blaski, jesieni odcienie,
zima dmucha w okna szyby - Boże Narodzenie
Zamieniają się na miejsca cztery pory roku,
a ja stale bujam w chmurach leżąc na obłoku

Lecz czasami rok się myli i miesza miesiące,
toteż często w maju śnieży, styczeń topi słońce
Wiosną zima, a listopad grzeje, że aż miło
więc się pytam ze zdziwieniem: co się porobiło?

Czy globalne ocieplenie, szybkie tempo życia?
Wkrótce braknie nam żywności i wody do picia!
Przyjdą czasy przeprowadzek na inne planety,
bagaż w rękę i tułaczka - taki los człowieczy

21.08.2010 o godz. 22:59
Gdy ponad rok temu zmieniłam szkołę, dotarło do mnie, że nie mogę przez całe życie siedzieć w cieniu, a użalanie się nad sobą to tylko i wyłącznie strata czasu. Trzeba było zacząć walczyć. Zauważyłam też, jaką wtedy byłam żałosną marudą, a wręcz debilką.

Mam pewną o rok młodszą ode mnie znajomą, która jest zupełnie jak ja kiedyś- jest wkurzającą marudą i popełnia te same błędy co ja. Uważa mnie za swoją przyjaciółkę, ale czasami doprowadza mnie ona do szału.

Ostatnio znalazła sobie pseudoprzyjaciela, taka menda, że aż rzygać się chce. Na samą myśl o nim mam ochotę mu dać pięścią w nos i zepchnąć ze schodów.

On ją "uwiązał" jak psa na smyczy, a ona dawała mu się kopać w mordę. Ja cały czas do niej- "przygadaj mu", "zablokuj go na gg", "pokłóć się z nim", "olej go", a ta nadal swoje. Gdy zaczynała mi coś gadać o nim, to aż zęby mi się zaciskały. Cały czas się użalała i nie raczyła mu przez ponad miesiąc przygadać.

Kilka razy sama się wydarłam na nią i wygarnęłam jej kilka rzeczy, bo ileż to tak można- niech przestanie się za mną chować i raczy zacząć sama walczyć o swoje!

***

Ok, teraz coś z zupełnie innej beczki.

Dotarło do mnie, że jestem samotniczką.
Męczy mnie towarzystwo, nawet najbardziej zaufanych osób. W szkole zawsze staram się odosobnić, kocham siedzieć sama w ławce oraz ponad wszystko nienawidzę plotkar, zwłaszcza tych z mojej klasy, ze wszystkim radzę sobie sama. Nie lubię opuszczać domu i pokazywać się na ulicy, denerwują mnie spojrzenia ludzi i w ogóle ich obecność.
Dla mnie spełnienie to cisza, spokój i pewność, że jestem sama.

Dlaczego jest w tytule o braku szacunku? Już wyjaśniam.

Wszyscy w mojej klasie wiedzą, że nie lubię przebywać w towarzystwie zbyt długo, a wręcz unikam tego i akceptują mnie taką jaka jestem.
Pomimo to przysiadają się do mnie i pytają- "Czemu sama siedzisz?", "Czemu jesteś taka smutna?" (a nie jestem), "Czemu z nikim nie pogadasz?" itp.

Wkurzają mnie te puste pokemony, te plotkary. Wkurza mnie nauczyciel dyżurujący na korytarzu i wkurzają mnie spojrzenia chłopaków.

Najgorsza i tak jest ta grubaska, o której już wspominałam i te jej "słit" oczka...

Moja rodzina nie może przyjąć do wiadomości tego, że na przykład chcę pójść na dwór, aby odpocząć od nich, gdy jest jakieś przyjęcie, nie chodzę na wesela, denerwują mnie śluby z sypaniem śmieci pod kościołem na czele.
Dla nich nie ma czegoś takiego jak- "chcę być sama, dajcie mi spokój". Muszą się wchrzaniać!

Pewna sytuacja:
- Och, Magdaleno, a kiedy twojego chłopaka poznam, hę?
- Nigdy i pogódź się z tym.
- Chyba nie jesteś typem samotniczki.
- Jestem.
- No nie wierzę.
- Nie wierzysz, bo mnie nie szanujesz. Nie szanujesz tego, że ja kocham samotność ponad wszystko. Byłam, jestem i będę singielką.
- Kiedyś to ci wygarną przy twoim mężu.
- Ja nie będę miała męża, ani tym bardziej dzieci. Nie dla mnie jest chowanie się w cieniu jakiegoś faceta.
- Nie wierzę.
- Zostanę starą panną to uwierzysz.
- Nie zostaniesz.
- Skoro jesteś taki kurwa mądry to mi wyjaśnij dlaczego ja nie cierpię z powodu braku miłości.
- Czemu jesteś taka oziębła?!
- Bo mnie taką Bóg stworzył.
- <Zgaszony>
- <W myślach> Fuck yea.

I cały czas- jeszcze poznasz tego jedynego, jeszcze się zakochasz, jeszcze będziemy tańczyć na twoim weselu, jeszcze poznamy twoje dzieci... Nie spieszy mi się do tego, a wręcz tego nie chcę. Mam wyjebane na takie rzeczy.

Nie dla mnie zakładanie rodziny.

Jestem szczęśliwa jako singielka- mam pasję i zainteresowania.
One przynajmniej nigdy mnie nie zdradzą i nie zostawią dla kogoś innego.

Tak, tak, tak... Powtarzam się po raz kolejny. Znowu się sram w kółko na jeden i ten sam temat.
Przez jakiś czas miałam spokój od takich idiotycznych myśli, ale rodzinka musiała mi truć dupę.

Musiałam to z siebie wyrzucić.
21.08.2010 o godz. 22:58

Zapomniałam dodać, że P. tydzień temu powstrzymał mnie przed wciągnięciem jakiegoś białego proszku.Nawet sama dokładnie nie wiem co to było.
Już dawno nikt mnie tak nie ograniczał (może to złe słowo) nie powstrzymywał przed głupimi rzeczami.
Najgorsze jest to, że mam zajebistą ochotę na taką jazdę.
Tak wg. przeraża mnie to, że on ma taki wpływ na mnie.
21.08.2010 o godz. 22:42
Tak wiele horyzontów między naszymi sercami
i długie potoki łez, zbyt gorzkich do przełknięcia.
Nadzieja tęsknotę bierze w swe objęcia,
by potem stoczyć walkę z niechcianymi myślami.
Tak wiele dziś mówi wyblakłe spojrzenie
a zmysły studzi gasnący płomień namiętności.
Pozostało w nas tylko pragnienie do miłości,
choć droga jest trudna i pełna cierpienia.
Nad Tobą księżyc tańczy z gwiazdami,
nade mną słońce pali promieniami
a w naszych sercach pustka głęboka.
Mimo, że jedno jest niebo nad nami
jesteśmy daleko, tak bardzo sami
a w naszych sercach - tęsknota...
21.08.2010 o godz. 22:32

Tygodniowy pobyt na Śląsku był po prostu cudowny.
Ciągle w ruchu, ciągle z moją "pozytywnie rąbniętą" rodzinką. Było po prostu super.
Przez ten tydzień odzwyczaiłam się od mojego kłamcy. Zdystansowałam się i dotarło do mnie, że ja (chyba) nie chcę z nim być.. Tak naprawdę to sama nie wiem. Jestem już w domu. Miałam opcję żeby się z nim spotkać, ale po prostu olałam go. Dlaczego?? Chyba dlatego, że zobaczyłam, że przez niego się zmieniam, że on ogranicza moją wolność.. a ja.. ja chyba tak nie potrafię. Nie potrafię tłumaczyć się z każdej minuty, z każdej znajomości z płcią przeciwną, z każdego przypadkowego spojrzenia na ulicy, z każdego nie odpisania na smsa. Bycie z kimś jest męczące. Chociaż w pewnym stopniu jest też wygodne i daje jakby poczucie bezpieczeństwa... Chyba zadusiłam tą iskrę, która się tak mocno świeciła do Ciebie P.


PS. Koniec niekończącej się imprezy. Przestawiam się na tryb szkolny... ale co teraz będzie z nami mój P..?
21.08.2010 o godz. 22:32
Jestem sama, a jednak nadal czuje
Twój oddech na moim ramieniu,
Próbuje czytać z Twych oczu,
by móc odnaleźć się w ich spojrzeniu.

Siłą wyobraźni staram się przywołać smak,
który już ledwo co czuję,
Inaczej postradam rozum, stracę zmysły,
nieuleczalnie na miłość zachoruję.

Co prawda ofiarowałeś mi Swą namiętność,
Lecz ona bezlitośnie karmi się tęsknotą,
Dlatego pozwól, proszę, się Sobą nacieszyć,
Nim Twoje dłonie ostatni raz mnie oplotą.

Zanim znikniesz… w Twym zapachu,
bez reszty pragnę zanurzyć się znów,
dotykiem ust zwilżyć Twoje wargi,
nim za późno będzie o kilka słów.
21.08.2010 o godz. 22:30

dzis nie dyialo sie nic nadzwyczajnegoo ;pp
calz dzien spedzilam w domku ;]
ale nie nazekam blo fajnie;D
poopalalam sie troszke choc zbyt wielkich efektow nie widac ale to nic;d

hmm moje plany na jutro?.
siedziec w chacie . [o nie na pewno nie w niedziele]
wyskocze gdzies z laskami i tyle xd;D
albo do dzikiej pojde sb xdd;D
bo trzeba omowic te namioty ;D
_______________________________
Plotki
na wsi dzialaja szybciej niz sms-y.!
i jeszcze zeby one mialy w sb choc troszke prawdyy..
zabije ta zmije ktora wymyslila te brednie na moj temat .!
grrr.!
denerwoje mnie towszystko;|
klala na woli a ja siedze w chacie moglam tez jechac ale pozniej plotki do Sis dojda i bedzie klapa;|
nie wole nie ryzykowac;D
chociaz, kto nie ryzykuje ten nie zyjee .!;pp
ja mykam poczytac sajonara xdd;D
21.08.2010 o godz. 22:09

8.

Miałam zacząć zdanie od 'no i huj' ale się powstrzymałam.
A więc: Cześć.
Wczoraj pierwszy raz wyszłam do sklepu. No i idę sobie, dochodzę do schodka i...GLEBA ! Na szczęście nie bolało. Bardziej się przestraszyłam. Jak ktoś w temacie, to wie, że niedawno miałam uraz stawu skokowego. Kupiłam sobie doładowanie i wzięłam doładowałam stardoll. Gębę cieszyłam bo w życiu tyle kasy na stardollu nie miałam (370 stardolarów). Mama się spotkała ze swoim 'przyjacielem'. Ja nie mam nic przeciwko. Ważne dla mnie jest tylko, by była szczęśliwa i się często uśmiechała. Przed chwilą posprzątałam pokój. Ktoś w komentarzach oburzył się kiedy napisałam, że nienawidzę słońca. Nie ktoś tylko Mirabel. A dlaczego nienawidzę słońca? Bo wtedy ludzie są szczęśliwsi, bo w słońcu źle się prezentuję,bo więcej się wtedy człowiek poci(i co za tym idzie-śmierdzi^^),bo słońce razi, bo wredne bachory wrzeszczą na podwórku, bo psiapsióły chodzą po mieście(Nie mam przyjaciół. Odcięłam się od nich.Dlaczego?Bo byłam dla nich: za dziecinna, i jednocześnie za poważna,taki odludek, nie paliłam, nie ćpałam, ni piłam, i nie skurwiałam się, nie interesowało mnie podrywanie chłopaków-nawiasem: a kto by mnie chciał- różniłam się od nich 100 razy bardziej niż może się to wydawać. Miałam swój mały świat z którego ich obserwowałam, i wcale im nie zazdrościłam!) lub pary (miłości też nienawidzę). Zawsze byłam indywidualistką. Praca w grupach-powolna śmierć dla mnie.Bardzo powolna...Rozmawiałam z mamą o papudze (nimfie).Nie była zadowolona, ale zgodziła się jako tako na nią. Powiedziałam, że kupię ją sobie na urodziny, które są ponad za 2 miesiące. Boże, kiedy ześlesz znowu letni, ciepły deszcz? A dlaczego kocham deszcz? Bo wtedy ludzie są smutni, nie uśmiechają się, bo nie trzeba nosić krótkich spodni,sukienek,spódnic itd.,bo deszcz pozwala rosnąć roślinom, zmywa rany i kurz, bo przyjemnie bębni o szybę i parapet, bo wtedy włosy pięknie mokną,można chodzić po wielkich kałużach i przyjść potem do domu w zupełnie mokrych skarpetkach, bo wtedy więcej się myśli, mogłabym wymieniać bez przerwy dlaczego kocham deszcz i nienawidzę słońca.Może jestem psychiczna mówiąc, że cieszę się kiedy ludzie są smutni gdy pada. Ale ja za to jestem smutna gdy świeci jajecznica. Kocham jesień. Chciałabym, żeby już przyszła. A jednocześnie boję się, bo mam mieć tomografię. Mama jeszcze chce mnie do ortopedy wysłać (szydło wyszło wtedy jak miałam ten mały wypadek >:[ ). Jak składałam papiery do nowej szkoły to chyba chciałam odciąć się od przeszłości. A tego zrobić się nie da. Nie można wymazać tego, co już się stało. A chciałam właśnie to zrobić. Jestem naiwna. Ale próbować zawsze można. Podobno wiara czyni cuda. A nadzieja umiera ostatnia. Jutro postaram się iść na 7 do kościoła. Tak samo jak słońca, nienawidzę tłumów. Chcę (czytaj: powinnam) sprzedać konto na glitery.pl.Przywiązałam się do tego konta. Tak samo powinnam rozstać się ze stardollem. Nie mówiąc o tym już że może jestem trochę za duża (czy 16 lat upoważnia do grania w lalki i dekorowanie wnętrz?). Wstyd się przyznać, ale to przez komputer i tv (Kocham oglądać Pierwszą Miłość) miałam złe oceny. Ale huj, przecież chłopaki nawet starsze grają w bijatyki a ja w lalki nie mogę?! Jeszcze czego! A więc nie sprzedam.-,- Muszę tylko założyć dla samej siebie blokadę. Że nie mogę siedzieć więcej niż 1,3 h dziennie. Wiem, że jest takie coś, ale w necie to pewnie wersję testową tylko znajdę. Trudno. Na dziś tyle, do zobaczenia. I dziękuję za komentarze ^.^
21.08.2010 o godz. 21:55

Wczoraj wpakowałam się w niezłe bagno,przesiedziałam większość nocy na komendzie to mi się odechciało wszystkiego.Narkotyki to taki złożony temat.A poza tym słowo"narkotyk" ludzie wymawiają jako coś strasznego,takiego złego.Ale narkotyki nie są złe,są dobre.To moje kochane dopalacze,które pozwalają przetrwać w trudnej chwili.Nie rozumiem ludzi,po prostu nie rozumiem@!
21.08.2010 o godz. 21:51
hej .
wróciłam o jakiejś 19 : 00 .
myślałam, że polegnę na tym rowerze! nienawidzę jeździć rowerem, nienawidzę! ;x . 8 km bez wytchnienia . żesz cholera . no bo Jagoda mówiła, że wytrzymamy jakoś . głupia jedna ..
tak więc byłyśmy u Żanety .
dawno to planowane .
ale nie było mega zajebiście . już Majka wita mnie radośniej po dwóch dniach, gdy to mnie nie widziała, niż Żaneta po dwóch miesiącach . to trochę przykre .
na początku było fajnie .
gadałyśmy o takich głupotach, że tylko płakać ze śmiechu i turlać się po podłodze .
tak też było :D .
ale Jagoda nie umiała się śmiać z tego co my i częściej raczej siedziała z obojętną miną, gdy my to lałyśmy z łacha . eh, głupio mi trochę było i próbowałam ją wtrącać w to wszystko, troche lipnie się udawało .
3 godziny, było w porządku .
3 godziny na dupie w jej pokoju, bo nawet nie chciała nigdzie wyjść .
zaczęłam się trochę na nią wku*wiać już .
usiadła sobie na kompa, na gg, nam kazała usiąść i zamiast gadać do nas, to gadała do swojego psa .
Bożesz! i wtedy myślałam, po ch*ja ja marnowałam czas, skoro tak teraz jest .
żałosne to było .
ciekawe czy ona ma tą świadomość, że nie zachowywała się tak fajnie jak powinna, kisiła swoich gości w domu, miała fochy, że nie pójdzie na spacer . no jejku, na prawdę myślałam, że tam ją czymś jebnę .
w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że musimy lecieć .
była jakaś 17:30 .
poszłam z Jagodą na miasto . kupiłyśmy sobie coś do żarcia i łaziłyśmy tak .
cóż, nie jest ona najlepszą towarzyszką do rozmów, ale Majka nie mogła jechać, więc została mi ona .
kurde .
nie udany wypad . :(

*

chciałam napisać do pana SK. czy by mógł się spotkać .
nic mi nie odpisał .
ale to kit . okaże się czemu .
i tak mam dobry humor mimo tego jebanego wyjazdu .
10 dni i wakacje ch*j strzeli .
wiem, odliczam .
nie wiem już co robić hee . :D
zajęłam się zawodowym komentowaniem meczy . hehe .
wstawiam je tu tak dla siebie, bo i tak wiem, że nikt nie chce czytać takich moich gryzmołków siatkarkich . rozumiem was . długie notki są z reguły potępiane :D .
ee .
zmywam się stąd .
adios .

mam dylemat straszny . ale to nic .
papa :* .
21.08.2010 o godz. 21:36

W11
21.08.2010 o godz. 21:32
Nie wiem co jest ze mną nie tak. Widocznie sporo. Znowu to robię kurwa! Analizę własnego ja. Już nie chcę. Chcę po prostu abyś mnie przytulił i powiedział, że jestem wyjątkowa, że nie chcesz mnie stracić, że cieszysz się, że mnie widzisz, że jestem częścią Ciebie, Twojego życia. Tak bardzo potrzebuję teraz Twojego ciepła... Twojej obecności, a Ty? A Ty znów mnie wystrzeliłeś. A ja? A ja znowu płakałam, tak bardzo i tak długo. Nawet tego nie wiesz. Zastanawiam się, ile o mnie wiesz? Kim ja dla Ciebie jestem? Mam wrażenie, że pocieszeniem po byłej dziewczynie. Znowu dodatek, znowu zabawka. A w końcu chciałabym być! Chcę wyrwać się z mojej szarej jednostki, chcę aby mój szept zmienił się w krzyk, żebym była kimś, kimś dla świata jak i kimś dla Ciebie. Nie chcę, żebyś wybierał, chcę żebyś poświęcił mi parę chwil. Szkoda, że tak często się wykręcasz... Szkoda... A ja nie chcę, nie potrafię być sama. Chociaż teraz jest tak jakby Cię nie było, a nie, jest gorzej. Wiem, że jesteś, wiem, że jesteśmy razem, ale tak jakbyśmy nie byli. Mam dość samej siebie. Nic dziwnego, że masz mnie gdzieś, że nie chcesz nic... Siedzę sama w domu, wszystko mnie przeraża ostatnimi czasy, a Ty? Ciebie tu nie ma. Nie ma... Mieliśmy się spotkać, wysypka jakiejś alergii, ale nie, możemy się spotkać, jak napisałam, że skoro jesteś chory, to może lepiej to przemyśl, chociaż tak bardzo chciałam Cię zobaczyć, tak bardzo tego potrzebuję. Podłożyłam się kolejny raz. A Ty? Nie odpisałeś. Nie zrobiłeś kompletnie nic. Chciałam przyjść, gdy byłeś chory, ale nie chciałeś, źle się czułeś. Wiem, że tego raczej nigdy nie przeczytasz, ale piszę to jednak. Piszę, aby zrozumieć. Jednak nie widzę sensu w Twoim postępowaniu. A może właśnie sens jest zbyt bolący? Pewnie tak. Mówiłam Ci niedawno: mam dość smutnych dni. A one wróciły. Niszczą wszystko to, co dawało mi szczęście. Mam siebie dość. Czuję jak moje ciało umiera z każdą sekundą. Z każdą sekundą tracę siły na szczęście, tracę grunt pod nogami, wpadam do czarnej otchłani nieistnienia. Niebytu. Przepraszam Cię za wszystko. Chyba znowu czas usunąć się w cień. Kolejny raz zostać samą, choć tak bardzo tego nie chcę. Im bardziej kogoś potrzebuję, tym bardziej jestem robiona w chuja. Piękne, naprawdę. Tracę siły, tylko ta jebana suka nadzieja jest przy mnie i jako jedyna nie chce mnie opuścić.
21.08.2010 o godz. 21:22

Taaa,mój pierwszy wpis,nie wiem jak długo tu wytrwam.
Na początku Witajcie ludziska:)
Smutno...taak i to bardzo smutno..
Jestem szesnastolatką,nie wiem czy mogę tak tu o sobie opowiadać .Spotkałam się z narkotykami,ale to nie znaczy,że jestem uzależniona.Nie rozumiem co wszyscy ode mnie chcę,a szczególnie te cholerne gliny:/
Cierpię też na depresje i co mogę więcej powiedzieć-życie to g...o.
21.08.2010 o godz. 21:13

'Absterget Deus omnem lacrimam ab oculis'

Apokalipsa św. Jana


21.08.2010 o godz. 21:13
I w końcu przyjdzie to na co przez całe życie czekałeś
Przyjdzie wieczorem i dusze zabierze a ciało w męce w łożu zostawi.
A bliscy w udręce cię pochowają I w sercu w pamięci cię pozostawią
21.08.2010 o godz. 20:40




Odbierz życie mi!
-nożem rozpaczy minionych dni
Odbierz mi je
za wrogie słowa
za wrogie sny
za to że ja i ty
za to że chciałam być...
Zniknę już bezpowrotnie
Nie boj się
- nie będziesz czuł się samotnie -
Proszę !
Zabij mnie
- wiem że tego chcesz -
Będę szczęśliwa
umierając przy tobie
umierając z twoich rąk
Z uśmiechem na twarzy
Proszę...
...sama się nie odważę...




"Czemu to zrobiłeś?"
Czemu wciąż o Tobie myślę?
Czemu jesteś w mym umyśle?
Czemu mnie zraniłeś?
Ostry sztylet w me serce wbiłeś...
Chciałam być tylko tą o której myślisz,
Każdej nocy chciałam Ci się przyśnić,
Wrzuciłeś nienawiść w me serce,
Pozostawiłeś w nieziemskiej udręce,
Czemu rozbiłeś me marzenia?
Ciągle o tym myślę - bez wytchnienia...



21.08.2010 o godz. 20:18

"Sięgajcie po gwiazdy. Może ich nie zdobędziecie, ale nie będziecie też mieli rąk ubabranych błotem."
[ H. Jackson Brown, Jr. ]
21.08.2010 o godz. 20:14
Bardzo dziwnie się czuję, chciałabym zmienić nazwę bloga, ale za dużo mnie z nim jakoś łączy. Chciałabym zaczać jakiś nowy rozdział w życiu, czuję taką dziwną pustkę w środku, od bardzo długiego czasu. Za niecałe dwa tygodnie koniec wakacji, ten czas cholernie szybko leci. Musze kupić wszystko do szkoły, książki, zeszyty, przybory itp. I od września piszę pamiętnik, postaram sie przeznaczyć mu te 10 minut i opisać, jak minął dzień, co fajnego się stało oraz to, jak wpłynie na mnie zupełnie nowe otoczenie. Dobra, koniec srania o życiu. Muszę się wziąść w garść, cieszyć się ze wszystkiego, tak jak podczas wyjazdu, uwielbiam takie radosne chwile, ludzie byly cudowni, każdego dnia działo się tyle fajnych rzeczy. Potem postaram się jeszcze napisać parę bzdetów o ostatnich dniach, ale teraz musze zejść na dół, do salonu, bo przyjechała jakaś ciotka z wujkiem -.-
21.08.2010 o godz. 20:14
Witajcie :) Stęskniłam się :D
Z gór wróciłam, nie pozabijaliśmy się, ale muszę przyznać, że czasami naprawdę mało brakowało.
Pomijając zmęczenie, zajad na ustach i wybite kolano ( z dwoma ostatnimi walczę od tygodnia) nie było tak źle, ale bez szału... Wróciłam spakowałam się i jestem u babci już od 5 dni. Bardziej przypałowo, ale spokojniej i refleksyjnie dość bo dziwne rzeczy się tu dzieją.
To tutaj trzy dni temu się z nim całowałam, żeby potem powiedzieć że chcę innego a temu innemu przyzać się do tego co zrobiłam. Nie zdenerwował się na mnie, usłyszałam tylko że mnie podziwia bo on by się nie odważył przyzać. A następnego dnia? Ten pierwszy dostał telefon że nie żyje jego dziewczyna. Nigdy nie zapomnę tej nocy. Jego płaczu, zdenerwowania... Nie widziałam jeszcze człowieka w takim stanie. Pilnowałam go dotąd aż zasnął a i tak udało mu się pociąc sobie całe ręce potłuczoną butelką. Dziwne było to że następnego dnia już nic się nie działo. Wszystko tak jakby zapomniał, a kiedy znalazłam na jego komputerze zdjęcie dziewczyny i zapytałam czy to ona odpowiedział 'nieważne' i zdjęcia już nie było...
Jest dziwnie. Naprawdę. A Mój od dwóch dni obiecuje że przyjedzie i jakoś się nie pojawia. Ma dziś szansę wszysycy pojechali a ja siedzę sama ( w sobotę! :x).
Paweł <3
21.08.2010 o godz. 19:58

znalazłam taką historię w necie..

"Teraz mam 14 lat. Jakiś rok temu zaczęłam wpadać w histerie praktycznie bez przyczyny. Wystarczyło, że pokłóciłam się z mamą. Wpadałam w taki stan, że byłam zdolna wszystko zrobić. Kiedyś po kłótni z rodzicami byłam w strasznym stanie. Rzucało aż mną. Wpadła mi w oczy żyletka... Wzięłam ją do rąk. Zamknęłam się w łazience, zacisnęłam mocno zęby i przeciągnęłam żyletkę po nadgarstku. Krew zaczęła kapać do umywalki, a ja poczułam wielką ulgę. Momentalnie się uspokoiłam. Bólu nawet nie czułam. Wytarłam krew, poczekałam, aż przestanie lecieć i wyszłam z łazienki. Rodzice nic nie zauważyli. Za jakiś czas byłam sama w domu. Zadzwonił do mnie mój chłopak i powiedział że to, co nas łączy, nie ma najmniejszego sensu. Szybko się rozłączyłam, sięgnęłam ręką do kieszeni, wyciągnęłam ją, moje jedyne ukojenie - żyletkę. Pobiegłam do łazienki, łzy już kapały... Znów przeciągnęłam żyletkę po nadgarstku, tyle, że kilka razy, a nie raz i o wiele mocniej... Krew lała się strumieniami, a ja bólu nie czułam, czułam ulgę... Wielka ulgę. W jednej chwili opuszczał mnie smutek, żal, płacz, ból, cierpienie, wszystko co złe.

Któregoś dnia moja wychowawczyni zauważyła moje rany na ręce. Kazała mi przyjść po lekcji. Przyszłam. Pytała, dlaczego to robię, co mi to daje... A ja nic nie odpowiadałam. Udało mi się ją tylko wybłagać, aby nic nie mówiła moim rodzicom, ani nikomu innemu. Zgodziła się pod warunkiem, że jej obiecam, że nigdy już tego nie zrobię. To nic nie dało. Dalej się cięłam, za każdym razem mocniej i głębiej. Pomagało mi to. Gdy brakło miejsca na rękach, zaczęłam się ciąć na nogach. Gdy na nogach nie było miejsca, z powrotem cięłam się na rękach, gdzie były już tylko blizny. I tak na okrągło.

Kiedyś znów moja wychowawczyni zobaczyła świeże rany na moich rękach. Na nowo kazała mi zostać po lekcjach. Wtedy jeszcze bardziej się załamałam! Wiedziałam, że tym razem na pewno o wszystkim powie rodzicom. Przez wszystkie lekcje zastanawaiłam się czy zostać. Czy jest sens po raz n-ty z kolei wysłuchiwać ciągłych kazań i pytań typu: "Co ci to daje?", "Po co to robisz?". Mimo wachań, postanowiłam zostać.

Moja pani zaprowadziła mnie do takiego pomieszczenia, w którym jeszcze nigdy nie byłam. Była tam wersalka, kilka foteli, lodówka, jakieś szafki i lustro. Kazała zdjąć mi bluzkę i zostać w podkoszulku oraz kazała mi zdjąć spodnie (!). Szczerze mówiąc, trochę zdziwiło mnie to polecenie. Spojrzałam się na nią, a ona chyba od razu zorientowała się, o co mi chodzi i uspokoiła mnie. Powiedziała, że nie ma żadnych innych zamiarów niż uświadomienie mi, że to, co sobie robię, jest całkowicie bez sensu. Zamknęła drzwi. Zaufałam jej i zrobiłam to, o co mnie prosiła. Poprosiła żebym stanęła przed lustrem. Trochę się skrępowałam, ale cóż. Robiłam to, co kazała. Stałam przed lustrem w koszulce i majtkach. Strasznie głupio się czułam. Kazała mi spojrzeć na siebie uważnie i powiedzieć, co widzę. Patrzyłam i nic nadzwyczajnego nie widziałam. Dziewczyna, wysoka, z długimi ciemnymi włosami, mówią, że chuda, ale nie w moich oczach. Nic więcej... Potem kazała mi popatrzeć na siebie i wziąć pod uwagę to, co sobie robiłam.

W tym momencie zobaczyłam całkowicie kogoś innego… Ujrzałam dziewczynę tak samo wysoką i tak samo szczupłą, ale zobaczyłam też, coś co mnie totalnie oszpecało. Wszędzie ślady po cięciu się...

Na rękach, udach, łydkach, stopach... Wszędzie. To było okropne. Nie chciałam na siebie patrzeć. W jednej chwili szybko założyłam spodnie, bluzę i wyszłam z "pokoju". Zatrzymałam się tuż za drzwiami. Kucnęłam i zaczęłam płakać. Po chwili wyszła do mnie moja pani i zapytała: "Wiesz, co chciałam ci uświadomić?".

Wiedziałam... pokazała mi wiele rzeczy. Pokazała mi to, jak się oszpeciłam. Pokazała mi moją głupotę. Pokazała mi moje rany na psychice.

Wtedy zrozumiałam, że to, co robię, nie ma najmniejszego sensu. Równie dobrze gniew czy smutek można opanowywać w inny sposób...

Moja wychowawczyni obiecała mi, że nic nie powie moim rodzicom, bo chyba ona sama zauważyła, że ja to wszystko zrozumiałam, ale zapytała czy może powiedzieć o moich problemach pani psycholog. Pozwoliłam jej.

Któregoś dnia na matematyce weszła pani psycholog, szepnęła coś na ucho pani od matmy i wyszła. Tuż po chwili "matematyczka" kazała mi iść na chwilę do pani psycholog i powiedziała, że pani będzie wiedziała, o co chodzi. Grzecznie zapukałam do drzwi szkolnego psychologa i weszłam. Domyśliłam się, że to całe przedstawienie: "Idź do pani psycholog, ona będzie wiedziała, o co chodzi" było po to, żeby przy całej klasie nie musiała mówić np. "Chodź, Madziu. Porozmawiamy sobie w spokoju w moim gabinecie". Bo po moim powrocie pewnie cała moja klasa byłaby mną "zainteresowana" i pytałaby, po co tam byłam, co robiłam... A pani psycholog widocznie dobrze zna się na ludziach i wiedziała, że potem tak będzie.

Weszłam do gabinetu, usiadłam na przeciwko pani Kasi (psycholog), a ona powiedziała, że wie już o moim problemie i że wie, co robiłam. Zadała mi "pracę domową" na 3 miesiące.

Ta praca polega na tym, że każdego wieczoru gaszę światło w pokoju, zaciągam żaluzje – tak, aby było najciemniej, jak się da. Na stoliku stawiam palącą się świeczkę, a obok niej kładę wszystkie żyletki jakie mam w domu, a wśród nich te, którymi się cięłam.

Siadam na łóżku i patrzę. Patrzę na palącą się świeczkę i na jej blask, który odbija się w ostrzach żyletek. Polubiłam taki widok. Jest naprawdę przyjemny. Ale w tej "pracy domowej” nie o to chodzi. Chodzi o to, że patrzę na żyletki i wcale mnie nie ciągnie, aby zatopić ich ostrze w mym ciele. Uczę się patrzeć na żyletki jak na normalny przedmiot, a nie jak na przedmiot, który pomaga w "zapominaniu". Robię tak codziennie wieczorem, a na następny dzień rano, jeszcze przed lekcjami idę do pani Kasi i pokazuję jej ręce i nogi - bez świeżych ran! A za te trzy miesiące mam iść porozmawiać z panią Kasią. Zobaczymy, może przedłuży mi czas odrabiania mojej "pracy domowej", a może powie, że jestem "zdrowa". Zobaczymy. Jeszcze tylko 2 tygodnie...

Ja juz zrozumiałam, że to co robiłam nie miało sensu. I wy też to zrozumcie. Stańcie przed lustrem i popatrzcie na siebie, biorąc pod uwagę to, co robicie. A wieczorem i wy możecie razem ze mną "odrabiać pracę domową" w taki sposób, jaki opisałam wyżej. Naprawdę, to pomaga!

Dziś dzięki pani Kasi oraz mojej wychowawczyni dla siebie jestem zdrowa... Nie tnę sie! Jeśli sami sobie nie możecie poradzić, a rodzicom mówić nie chcecie, zwróćcie się o pomoc do szkolnego psychologa, psychologa w poradni dziecięcej bądź ogólnej lub do wychowawczyni lub do jakiejkolwiek zaufanej osoby. One wam pomogą! Jestem bardzo zadowolona, że się wyleczyłam! I wy też będziecie... Zobaczycie kiedyś, że to nie ma w ogóle sensu."
21.08.2010 o godz. 19:52
REKLAMA


plotki

quizy


figurki figurki