Malgosia Bela, Daphne Groeneveld & Lea T. w obiektywie duetu Mert & Marcus dla francuskiego Vogue'a.
22.08.2010 o godz. 18:38
komentuj (0)
Aaa właśnie, jeszcze jedno!
__________________________________________________________
Od przedwczoraj codziennie wstaję rano, koło 8 i idę biegać na stadion. To z takiego powodu, że wakacje już się kończą, a ja nie chcę mieć KOLEJNEJ trói na koniec roku z W-F :(
Nie wiem, czy to poprawi moją kondycję, bo jestem wysoka, i kondycja nie ma pewnie nic do rzeczy, a moje serce prawdopodobnie nie rozwija się zgodnie z moim ciałem. (175 cm). Dlatego się tak szybko męczę. A tak w ogóle, to w klasie nie jestem jedyna. Moja koleżanka chyba też ma ten problem, jest wyższa ode mnie o kilka cm i również ma kłopoty z prawidłowym oddychaniem przy bieganiu.
To by chyba wiele wyjaśniało, bo nie jestem jakimś strasznym leniem czy coś.
__________________________________________________________
Od przedwczoraj codziennie wstaję rano, koło 8 i idę biegać na stadion. To z takiego powodu, że wakacje już się kończą, a ja nie chcę mieć KOLEJNEJ trói na koniec roku z W-F :(
Nie wiem, czy to poprawi moją kondycję, bo jestem wysoka, i kondycja nie ma pewnie nic do rzeczy, a moje serce prawdopodobnie nie rozwija się zgodnie z moim ciałem. (175 cm). Dlatego się tak szybko męczę. A tak w ogóle, to w klasie nie jestem jedyna. Moja koleżanka chyba też ma ten problem, jest wyższa ode mnie o kilka cm i również ma kłopoty z prawidłowym oddychaniem przy bieganiu.
To by chyba wiele wyjaśniało, bo nie jestem jakimś strasznym leniem czy coś.
22.08.2010 o godz. 18:30
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
PSYCHOTRUPY
PSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPY
PSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPY
PSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPY
PSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPY
czyli oto jak się kończy chwilowe zetknięcie się z tymi, dla których żywiłam kiedyś jakiś szacunek.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
pedofile.zoofile.nekrofile.koprofagi.
hipokryci.schizofrenicy.żywe gówna.
rozdwojenie jażni.chujnia-z-grzybnią.
porażenie mózgowe.dupa.fuck'n-shit.
PSYCHOTRUPY
PSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPY
PSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPY
PSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPY
PSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPYPSYCHOTRUPY
czyli oto jak się kończy chwilowe zetknięcie się z tymi, dla których żywiłam kiedyś jakiś szacunek.
22.08.2010 o godz. 18:25
Moja przyjaciółka pojechała na 'kajaki'.
Mnie też zapraszała, ale nie pojechałem, becouse my parents ... [nie chcieli.]! Tzn. mój tata nie chciał, mama pracuje... ale w sumie nie dziwię się tacie i nie mam żalu. Rozumiem go, nie będę go zmuszała do siedzenia w obcym towarzystwie, a niestety moja przyjaciółka tego nie rozumie. przykro mi z tego powodu, że myślała wtedy głównie o sobie. To byłoby dobre tylko dla niej (no i dla mnie w sumie też, lubię kajaki), lecz ja myślę o innych.
Czasami martwię się bardziej właśnie o osoby trzecie... niż o siebie.
Wczoraj oglądałam fajny film: "Sydney i siedmiu nieudaczników" na TVN. O rany... ale się uryczałam... A mianowicie z takiego powodu, że było mi żal i szkoda tamtych wyrzutków. Wiem, to głupie, no bo przecież to tylko film, ale potem pomyślałam sobie o tym, że nie każdy zawsze jest lubiany, i że ja też przecież przechodziłam przez coś podobnego. Dlatego chyba wiem, jak się czuli.
Mam w sobie więcej empatii, niż wszyscy ludzie na całym śląsku. !
O rany. Czasami mam tego dość.
No bo np, jak dokuczają jakiemuś dzieciakowi na ulicy, a właśnie obok przechodzę, to nie umiem się powstrzymać od krzyknięcia choćby: "Ej, kuźwa zostawcie go!".
AAA.!!!!!!!!!!!!
__________________________________________________________
ale nie chcę się zmieniać ;P
Mnie też zapraszała, ale nie pojechałem, becouse my parents ... [nie chcieli.]! Tzn. mój tata nie chciał, mama pracuje... ale w sumie nie dziwię się tacie i nie mam żalu. Rozumiem go, nie będę go zmuszała do siedzenia w obcym towarzystwie, a niestety moja przyjaciółka tego nie rozumie. przykro mi z tego powodu, że myślała wtedy głównie o sobie. To byłoby dobre tylko dla niej (no i dla mnie w sumie też, lubię kajaki), lecz ja myślę o innych.
Czasami martwię się bardziej właśnie o osoby trzecie... niż o siebie.
Wczoraj oglądałam fajny film: "Sydney i siedmiu nieudaczników" na TVN. O rany... ale się uryczałam... A mianowicie z takiego powodu, że było mi żal i szkoda tamtych wyrzutków. Wiem, to głupie, no bo przecież to tylko film, ale potem pomyślałam sobie o tym, że nie każdy zawsze jest lubiany, i że ja też przecież przechodziłam przez coś podobnego. Dlatego chyba wiem, jak się czuli.
Mam w sobie więcej empatii, niż wszyscy ludzie na całym śląsku. !
O rany. Czasami mam tego dość.
No bo np, jak dokuczają jakiemuś dzieciakowi na ulicy, a właśnie obok przechodzę, to nie umiem się powstrzymać od krzyknięcia choćby: "Ej, kuźwa zostawcie go!".
AAA.!!!!!!!!!!!!
__________________________________________________________
ale nie chcę się zmieniać ;P
22.08.2010 o godz. 17:53
Śliski mop wylądował w koszyczku zamocowanym do wiaderka i zwinął się w kulę pod naporem kija. Szara woda ściekła oleistymi strugami do środka, ochlapując drobnym kroplami drewnianą podłogę i twarz dziewczyny.
Jerico zrezygnowanym gestem starła z czoła kleistą breję i spojrzała na zegar ścienny w kształcie złotego amorka. Amorek trzymał łuk, którego strzała wskazywała godzinę dokładnie dziewiętnastą dwadzieścia cztery. Zegar był kiczowaty, tak jak i reszta wyposażenia salonu, obitego pożółkłą tapetą w różowe pasy i obwieszonej przeróżnymi zdjęciami oprawionymi w równie przesłodzone ramki. Przysadziste fotele w nieokreślonym zgniłozielonym kolorze otaczały krzywy stolik stojący naprzeciw wielkiego telewizora – jedynego sprzętu, który nie wydawał się żywcem wyjęty z lat dziewięćdziesiątych głównie dlatego, że jego właścicielka nie uznawała wyższej rozrywki poza oglądaniem telewizji. Wystrój żywcem wyjęty z wiekowego katalogu dla starych panien, mogłoby się wydawać – nic dziwnego, w końcu pani Marsh należała do tego zaszczytnego grona.
Jerico po raz pierwszy ujrzała ją na pogotowiu opiekuńczym, kiedy administracja załatwiła już większość spraw związanych z formalnościami i pozostawała kwestia zabrania jej z ośrodka. Nikt nie pytał jej o zdanie przy wyborze domu, w którym zgodnie z prawem, miała spędzić kilka następnych lat do końca ukończenia edukacji. Za to jej dokumentacja – łącznie z fotografiami i rozmiarem buta, po kartę lekarską i okolicznościami śmierci rodziny – były do wglądu każdego, kto okazywał cień zainteresowania przysposobieniem nastolatka za kilkadziesiąt dolarów tygodniowo.
Początkowo jej przyszła opiekunka wywarła na Jerico pozytywne wrażenie. Choć o postawie godnej kulturysty, panna Marsh ubrana była w schludny kostium i zachowywała się mile w stosunku do pracowników. Spojrzała na nią ze współczuciem malującym się w nieco zbyt jaskrawo pomalowanych oczach i powiedziała:
- Biedactwo, będę musiała cię odkarmić.
To były ostatnie miłe słowa, jakie Jerico usłyszała z jej ust. Wychodząc z zakładu, przed wejściem do zabłoconego vana, panna Marsh warknęła zmienionym głosem:
- Siadaj do tyłu, pobrudzisz mi tapicerkę.
Jerico niemal oczekiwała, że zerwie perukę z głowy i okaże się być mężczyzną w średnim wieku. Do niczego takiego nie doszło, ale okazało się, że i bez tego miało być gorzej.
Na miejscu, jeszcze przed rozpakowaniem małej podręcznej torby, w której kryła się para spodni na zmianę, bielizna, kluczyk do stacyjki motoru i kawałek połyskującego metalu zawinięty w bluzę, została poinformowana o swoich obowiązkach, praw nie było. Przede wszystkim, w tym domu każdy pracował sam na siebie i zadaniem Jerico poza nauką było zarabianie, najlepiej dużo, przy czym mile widziane było oddawanie części zarobków za wykorzystaną wodę i prąd. Nie ofiarowano jej dachu nad głową za darmo, mówiła panna Marsh, zdejmując trzaskającą w szwach marynarkę, sprzątanie domu nie powinno być zanadto męczące dla jej delikatnych rączek. Jerico spojrzała na swoje poznaczone pęcherzami dłonie i na zagracone wnętrze domu, w jakim przyszło jej mieszkać i naszły ją nikłe wątpliwości co do słuszności wyboru miejsca, w jakim się znalazła.
Potem przypomniała sobie, przed czym uciekła i stłumiła wszystkie myśli.
Tego dnia dom był pusty, bowiem czwartkowe wieczory pani domu spędzała w miasteczku na bingo. Siedziała tam z podobnymi jej kobietami często do północy, pijąc wino w papierowych kubkach i podjadając kurczaka z rożna. Był to jeden z tych dni w tygodniu, w którym mogła wyrwać się z domu bez natrętnych pytań o to, dokąd się wybiera i czy przyniesie to ewentualne zyski. Kiedy zirytowana odpowiedziała niegrzecznie, została uderzona w twarz – od tamtej pory Jerico uważała na to, co mówi. Jej opiekunka miała ciężką rękę i często zdarzało się jej „poślizgnąć” jak tłumaczyła Tony’emu na pytania co do kolejnych siniaków.
Przypominając sobie o nim, ponownie spojrzała na zegarek; była już za kwadrans ósma wieczorem, a do okna nie zapukał nikt znajomy. Jerico zaczęła się niepokoić – umówiła się na jazdę motorem z Tony’m o szóstej pod jej domem, a on nie należał do ludzi, którzy się spóźniają.
Ostatni raz wyżęła mop i skierowała się w wiadrem do łazienki. Wylała wodę do sedesu i wypłukała pojemnik – kiedy woda w jego wnętrzu stała się przezroczysta, wysuszyła go i postawiła obok szafki. Od kilku dni miała wrażenie, że Tony unika jej towarzystwa – świadomość, że nie odpowiada na telefony i nie zjawia się na dawno umówionym spotkaniu, nie poprawiała jej samopoczucia.
Mocząc pod strumieniem zimnej wody mop, podjęła decyzję. Tony mieszkał na Squart Street, to było od niej jakieś półtorej mili. Pięć minut jazdy jej motorem, nie więcej.
Rzuciła niedbale szczotkę do kubełka i wciągając po drodze trampki, skierowała się w stronę drzwi. Po drodze zdążyła się zastanowić nad powodem, dla którego wyjeżdża bez zastanowienia z domu i nie znajdując żadnego sensownego argumentu, po prostu wsiadła na motor.
Kopiąc pedał startu uświadomiła sobie, że nie zamknęła drzwi wejściowych – gdyby jakimś cudem panna Marsh wróciła wcześniej od niej i spotkała otwarte drzwi, nie skończyłoby się na kilku policzkach. Jerico zmełła w ustach przekleństwo. Machnęła z irytacją ręką i szczęknął zatrzaskiwany zamek.
Podsumowując, drobne zdolności przydawały się w życiu.
Wrzuciła bieg i ruszyła. W twarz natychmiast uderzył ją zimny podmuch wiatru – ufna we własną intuicję i lenistwo miejscowej policji, nie założyła kasku. Latarnie zaczęły się zapalać, rzucając żółte kręgi naokoło siebie i choć pora była stosunkowo wczesna, uliczki były opustoszałe. Kiedy zdążyła sobie uświadomić przyczynę tej pustki, pierwsze krople deszczu zaczęły uderzać o asfalt. Kiedy dotarła na miejsce, była cała mokra.
Tony mieszkał w ceglanej kamienicy na końcu szeregu budynków. Na całej ulicy paliła się tylko jedna latarnia, za której zasięgiem rzeczy zdawały się być jeszcze ciemniejsze. Jerico wrzuciła na wolny bieg i w ciszy zatrzymała się przed klatką schodową. W ostatniej chwili naszło ją absurdalna chęć, żeby zawrócić i zbagatelizować sprawę, więc po prostu nacisnęła przycisk domofonu z nazwiskiem „Grey”, zanim nie wyparowały z niej resztki odwagi.
Ostry ton głosu sprawił, że podskoczyła.
- Kto tam!
Zbliżyła ostrożnie usta do głośnika:
- Jerico Jones, proszę pani – odpowiedziała jej cisza i zrozumiała, że jej imię nic nie mówi osobie po drugiej stronie. – Koleżanka Tony’ego ze szkoły – dodała zaraz.
- Tony! – pod wpływem piskliwego dźwięku Jerico ponownie podskoczyła. – Masz koleżankę na dole! Zostaw tą farbę! Nie mam pojęcia, czego chce – dosłyszała przytłumione.
Natychmiast odsunęła się od aparatu i zatrzymała się u dołu schodów. Z trzeciego piętra nie dochodziły żadne dźwięki, toteż szybko pomyślała, że nikt się nie pojawi. Już miała dać sobie spokój, przekonana, że najwyraźniej nie jest mile widziana, kiedy doszedł jej uszu odgłos kroków zbliżających się w jej stronę. Odruchowo wbiła ręce w kieszenie, żeby sprawić bardziej niezobowiązujące wrażenie.
Obsmarowane sprayem drzwi otworzyły się przy wtórze głośnego jęku i na szczycie klatki stanął Tony.
Miał na sobie czapkę z gazety, taką, jaką noszą postacie w kreskówkach a w ustach papierosa. Różowy sweter, który wyśmiałaby w innych okolicznościach, był poznaczony śladami farby. Najwyraźniej zastała go w trakcie domowego remontu.
- Cześć – zaczęła.
Nie odpowiedział, wpatrując się w nią ze szczytu schodów.
- Mieliśmy zobaczyć, co z twoim motorem. Nie przyjechałeś.
Wzruszył ramionami.
- Mam remont – odparł. W jego postawie było coś odpychającego. Unikał jej wzroku i wzruszył ramionami, kiedy spojrzała na niego pytająco.
- Mogłeś mnie o tym poinformować – powiedziała w końcu. – Nie zastanawiałabym się, co z tobą.
Utworzył ustami idealne „o” i wypuścił dym. Powiódł oczami za kółeczkiem z dymu tytoniowego.
- Nie możemy się więcej spotykać.
W pierwszej chwili nie zrozumiała pytania.
- Słucham?
Wydawało się, że jest nadzwyczaj zainteresowany swoim papierosem. Przyglądał się białemu zwitkowi i kiedy mówił, nerwowo ugniatał filtr między kciukiem a palcem wskazującym.
- Nie przychodź więcej do mnie.
Zanim zdążyła cokolwiek wykrztusić, on zniknął we wnętrzu kamienicy.
Deszcz nasilił się, zmieniając się w ulewę, ale ona nie czuła tego, wpatrzona w samotny niedopałek papierosa leżący na szczycie schodów. Jeszcze się żarzył.
22.08.2010 o godz. 17:30
Więc mój drugi wpis będzie o mojim sąsiedzie który się wprowadził rok temu i będzie chodził ze mną do klasy :(
Była u mnie przed wczoraj moja przyjaciółka i krzyczałyśmy do tego mojego sąsiada a ten uciekł. I dzisiaj go widze a on co nic!! haha ale bk była wtedy kiedy skakałyśmy na trampolinie a on sięgapił zapytałyśmy się go "Hej, co tam u cb??".
Była u mnie przed wczoraj moja przyjaciółka i krzyczałyśmy do tego mojego sąsiada a ten uciekł. I dzisiaj go widze a on co nic!! haha ale bk była wtedy kiedy skakałyśmy na trampolinie a on sięgapił zapytałyśmy się go "Hej, co tam u cb??".
22.08.2010 o godz. 17:18
Hej , jestem Kamisia. Dopiero założyłam sobie tu konto i mnyśle że jest to fajny miniblog. Kiedyś miałam konto na pingerze.
22.08.2010 o godz. 17:15
Pamiętaj, gdy się kłócisz z bliską Ci osobą, mimo emocji, przemyśl swoje słowa.
Bo emocje miną, a wypowiedziane słowo pozostanie raniąc osobę najbliższą Twemu sercu.
Karą dla Ciebie będzie jednak świadomość, że zraniłeś ukochaną osobę.
Świadomość ta jest najgorszą z kar, uwierz mi.
I choćby pogasły wszystkie światła nie pozwól zasnąć nadziei, bo gdzieś na dnie tej ciemności jest płomień, którego nie zgasi żaden wiatr.
Otwieraj oczy szeroko, zaglądaj głębiej niż sięga cień, otwieraj uszy na szepty, których nie słyszy mrok.
Człowiek nie może żyć bez miłości.
Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą,
jego życie jest pozbawione sensu,
jeśli nie objawi mu się Miłość,
jeśli nie spotka się z Miłością,
jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją,
jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa.
Jan Paweł II
Bo emocje miną, a wypowiedziane słowo pozostanie raniąc osobę najbliższą Twemu sercu.
Karą dla Ciebie będzie jednak świadomość, że zraniłeś ukochaną osobę.
Świadomość ta jest najgorszą z kar, uwierz mi.
I choćby pogasły wszystkie światła nie pozwól zasnąć nadziei, bo gdzieś na dnie tej ciemności jest płomień, którego nie zgasi żaden wiatr.
Otwieraj oczy szeroko, zaglądaj głębiej niż sięga cień, otwieraj uszy na szepty, których nie słyszy mrok.
Człowiek nie może żyć bez miłości.
Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą,
jego życie jest pozbawione sensu,
jeśli nie objawi mu się Miłość,
jeśli nie spotka się z Miłością,
jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją,
jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa.
Jan Paweł II
22.08.2010 o godz. 17:15
Monotonia
Z kolorowych barw nocy w mglisty dzień przenoszona.
Zamyślona, szara pustka szczęścia tak spragniona.
Powieki ociężale unoszone, kolorów upragnione,
kieruję wzrok w okna stronę, łzy ciekną gorzko - słone.
Nie chcę czuć, czuć tej pustki, bólu i gniewu,
tego czegoś na mym sercu jak kolec różanego krzewu.
Ta radość, która niegdyś była we mnie dziś kona,
pomóż mi, zatracam się, w głębi szarej ciemni dna.
Przesiąknięte ciało problemami, nie zrealizowanymi marzeniami,
zabrudzona przeszłość, żałowanymi chwilami, złymi wspomnieniami,
ucieczki planowane z dnia na dzień takie same,
myśli, ciało, dusza, powoli stają się poddane.
Kolejny zachód słońca, dzień zawalony zamysłami,
płaczem zalany, pogrzebany smutku chwilami,
księżyc zawitał, samotnią gwiazd, mleczną drogą otulona,
siedzę czekając bez celu, monotonią zmęczona.
A teraz obejmij mnie, pocałuj i życz dobrej nocy,
broń mnie ode złego, bądź mi zawsze ku pomocy.
Trzymaj mnie za rękę, czuwaj zanim zasnę,
bo nie wiem sama, kiedy jak znicz zgasnę.
Z kolorowych barw nocy w mglisty dzień przenoszona.
Zamyślona, szara pustka szczęścia tak spragniona.
Powieki ociężale unoszone, kolorów upragnione,
kieruję wzrok w okna stronę, łzy ciekną gorzko - słone.
Nie chcę czuć, czuć tej pustki, bólu i gniewu,
tego czegoś na mym sercu jak kolec różanego krzewu.
Ta radość, która niegdyś była we mnie dziś kona,
pomóż mi, zatracam się, w głębi szarej ciemni dna.
Przesiąknięte ciało problemami, nie zrealizowanymi marzeniami,
zabrudzona przeszłość, żałowanymi chwilami, złymi wspomnieniami,
ucieczki planowane z dnia na dzień takie same,
myśli, ciało, dusza, powoli stają się poddane.
Kolejny zachód słońca, dzień zawalony zamysłami,
płaczem zalany, pogrzebany smutku chwilami,
księżyc zawitał, samotnią gwiazd, mleczną drogą otulona,
siedzę czekając bez celu, monotonią zmęczona.
A teraz obejmij mnie, pocałuj i życz dobrej nocy,
broń mnie ode złego, bądź mi zawsze ku pomocy.
Trzymaj mnie za rękę, czuwaj zanim zasnę,
bo nie wiem sama, kiedy jak znicz zgasnę.
22.08.2010 o godz. 16:50
Było cudownie!!! U niego byłam 19 ale pisze z lekkim opóżnieniem...
Przyszłam do niego i od razu zostałam przywitana tym "czałusem na dzień dobry". Zapytałam co bedziemy dzisiaj robić. A on na to że jeżeli oczywiście bede chciała to pójdziemy na 18-stkę do jego kumpla, i że to nie bedzie taka zwykła impreza bo to coś w stulu pool party i ma dla mnie niespodziankę. Poszedł do swojego pokoju i wrócił z małym pudełkiem. To był oczywiście strój kąpielowy...ale nie jakiś byle jaki, ten był po prostu cudooowny! Jeszcze raz zapytał czy mam ochotę wyjść dzisiaj na tą imprezę. Powiedziałam że bardzo. Dostałam też możliwość zaproszenia koleżanek żebym nie była tam tylko z nim. A przy okazji on pozna moje przyjaciółki a ja jego kupli.
Impreza zaczynała sie o 16, ale Matt stwierdził że nie wie o której wrócimy wiec chciałby pobyć ze mną trochę sam i na imprezę pójdziemy gdzieś koło 19 i oczywiście tą godzinę podałam dziewczynom :)
To bycie z nim sam na sam chyba najbardziej mi sie podobało...
Leżeliśmy tak na łóżku oderwani od rzeczywistości. Ja jak w transie suwałam palcem w tę i z powrotem po jego nagim torsie a on bawił sie moimi włosami. Chociaż póżniej łobuz jeden znalazł sobie inny punkt ;p powolutku zaczął wjeżdżać ręką pod moją bluzkę, na tym sie oczywiście nie skończyło i łobuziak musiał dopiąć swego i zdjąć ze mnie stanik (a nie zajeło mu to dużo czasu bo zapięcie było z przodu) No i tak właśnie spędziliśmy jakieś 3 godziny. Ja z ręką na jego nagiej klacie a on z ręką na piersi pod moją bluzką... Rozmawialiśmy o tym jakby tu zeswatać moją Kasię i jego najlepszego kumpla Adriana. Bo co mnie mile zaskoczyło gość ciągle o niej gada i nieco chłopaków wnerwia swoim monotonnym paplaniem o niej w czasie gdy Ona nawija cały czas o Adrianie. Wiec chyba pójdzie łatwo jak chłopak zobaczy ją w skąpym bikini ...
Stwierdziłam ze dość tego leniuchowania i pora sie zbierać jak chcemy dostać przynajmniej drinka. Wskoczyłam w swój cudowny strój i na to ubrałam bluzkę bez ramiączek i króciutkie jeansy które miałam w torbie.
Solenizant miał na imię Tomek. I to właśnie on zaraz po naszym przyjściu kazał nam sie przebrać w jego pokoju. ja tylko zdarłam z siebie ubranie i zostawiłam Mateuszowi odrobinę prywatności i wyszłam na korytarz gdzie już na mnie czekały dziewczyny. Mateusz zaraz do nas dołączył i poprowadził do ogrodu gdzie był basen. Dziewczyny zajęły miejsca na leżakach obgadując mnie niemiłosiernie, a raczej nie dokońca mnie tylko Mateusza który bez przerwy mnie całował. ;)
Zaczęły sie wolne tańce i jeden z kolegów mata poprosił mnie to tańca. Zgodziłam sie bo stwierdziłam że może w ten sposób poznam jego kupli trochę lepiej. Zaraz po nim był kolejny i kolejny i kolejny, a przy trzecim zobaczyłam że mina mojego chłopaka nieco zrzedła wiec postanowiłam teraz z nim zatańczyć z czego sie bardzo ucieszył. Później tańczyłam juz tylko z nim i oboje doszliśmy do wnionsku że czas juz na "tajną operację" i ja podbiegłam do Kaski a on do Adriana.
Powiedziałam jej że gość strasznie chce z nią potańczyć i mu sie podoba, przy czym na szczęście nie musiałam kłamać.
Gdy oni zajeli sie sobą ja poszłam z Mateuszem do basenu. Woda była wyjątkowo ciepła co sie raczej nie zdarza. Tak praktycznie to nawet nie zdążyłam stanąć na dnie bo Matt trzymał mnie już na rękach. Staną w rogu i całował mnie tak do póki Tomek nie przerwał nam hasłem "dość tego papużki, czas na drinka" No więc posłusznie wyszliśmy i nie odrywając sie od siebie nawet na milimetr poszliśmy do stolika z napojami. Matt przekonał mnie na coś " mocniejszego ". Co bardzo mi smakowało ale pozwoliłam sobie tylko na 2 szklanki owego czegoś. Nie chciałam sie przecież upić!!
Póżniej razem z dziewczynami poszliśmy do miejsca gdzie stali wszyscy kuple Mata . Kaśka już oczywiście obok adriana, nie jestem pewna ale chyba już trzymali sie za ręce...
Do domu wróciliśmy gdzieś po 2 ale nie odebrało nam to wcale chęci do "naszej pozycji". Przyczym tym razem leżeliśmy już prawie nadzy po ja tylko w swoich spodenkach a on w swoich bokserkach... Póżniej rozmowa zeszła na tą jego dziwną minę kiedy ja starałam sie poznać jego kolegów. On jest o mnie strasznie zazdrosny!! Powiedział że było tam mnóstwo przystonych i na dodatek starszych gości przez co myślał że ktoś inny przypadnie mi do gustu. Szybko odpowiedziałam że żaden koleś swoją urodą nie odbije mi jego bo teraz piękny jest dla mnie tylko on... wyglądał na niezbyt przekonanego i powiedział "udowodnij" Na to ja rzuciłam sie na niego i całowałam go z taką pasją że chyba go przekonałam. Nie pamiętam co było dalej bo najwyraźniej zasnęłam...
Obudził mnie swoim pocałunkiem. Od ust schodził coraz niżej i niżej. Wiedziałam już do kąd zmierza i złapałam go lekko za ucho jak to robiły nauczycielki z niegrzecznymi uczniami. Roześmiał sie szarmancko i jeszcze raz pocałował mnie w pępek i do dał " jeszcze kiedys tu wróce" i ze swoim łobuzerskim uśmiechem ruszył w strone kuchni po śniadanie do łóżka.
To jest najcudowniejszy chłopak na całym świecie ( nie obrażając oczywiście waszych MENÓW dziewczyny )
Przyszłam do niego i od razu zostałam przywitana tym "czałusem na dzień dobry". Zapytałam co bedziemy dzisiaj robić. A on na to że jeżeli oczywiście bede chciała to pójdziemy na 18-stkę do jego kumpla, i że to nie bedzie taka zwykła impreza bo to coś w stulu pool party i ma dla mnie niespodziankę. Poszedł do swojego pokoju i wrócił z małym pudełkiem. To był oczywiście strój kąpielowy...ale nie jakiś byle jaki, ten był po prostu cudooowny! Jeszcze raz zapytał czy mam ochotę wyjść dzisiaj na tą imprezę. Powiedziałam że bardzo. Dostałam też możliwość zaproszenia koleżanek żebym nie była tam tylko z nim. A przy okazji on pozna moje przyjaciółki a ja jego kupli.
Impreza zaczynała sie o 16, ale Matt stwierdził że nie wie o której wrócimy wiec chciałby pobyć ze mną trochę sam i na imprezę pójdziemy gdzieś koło 19 i oczywiście tą godzinę podałam dziewczynom :)
To bycie z nim sam na sam chyba najbardziej mi sie podobało...
Leżeliśmy tak na łóżku oderwani od rzeczywistości. Ja jak w transie suwałam palcem w tę i z powrotem po jego nagim torsie a on bawił sie moimi włosami. Chociaż póżniej łobuz jeden znalazł sobie inny punkt ;p powolutku zaczął wjeżdżać ręką pod moją bluzkę, na tym sie oczywiście nie skończyło i łobuziak musiał dopiąć swego i zdjąć ze mnie stanik (a nie zajeło mu to dużo czasu bo zapięcie było z przodu) No i tak właśnie spędziliśmy jakieś 3 godziny. Ja z ręką na jego nagiej klacie a on z ręką na piersi pod moją bluzką... Rozmawialiśmy o tym jakby tu zeswatać moją Kasię i jego najlepszego kumpla Adriana. Bo co mnie mile zaskoczyło gość ciągle o niej gada i nieco chłopaków wnerwia swoim monotonnym paplaniem o niej w czasie gdy Ona nawija cały czas o Adrianie. Wiec chyba pójdzie łatwo jak chłopak zobaczy ją w skąpym bikini ...
Stwierdziłam ze dość tego leniuchowania i pora sie zbierać jak chcemy dostać przynajmniej drinka. Wskoczyłam w swój cudowny strój i na to ubrałam bluzkę bez ramiączek i króciutkie jeansy które miałam w torbie.
Solenizant miał na imię Tomek. I to właśnie on zaraz po naszym przyjściu kazał nam sie przebrać w jego pokoju. ja tylko zdarłam z siebie ubranie i zostawiłam Mateuszowi odrobinę prywatności i wyszłam na korytarz gdzie już na mnie czekały dziewczyny. Mateusz zaraz do nas dołączył i poprowadził do ogrodu gdzie był basen. Dziewczyny zajęły miejsca na leżakach obgadując mnie niemiłosiernie, a raczej nie dokońca mnie tylko Mateusza który bez przerwy mnie całował. ;)
Zaczęły sie wolne tańce i jeden z kolegów mata poprosił mnie to tańca. Zgodziłam sie bo stwierdziłam że może w ten sposób poznam jego kupli trochę lepiej. Zaraz po nim był kolejny i kolejny i kolejny, a przy trzecim zobaczyłam że mina mojego chłopaka nieco zrzedła wiec postanowiłam teraz z nim zatańczyć z czego sie bardzo ucieszył. Później tańczyłam juz tylko z nim i oboje doszliśmy do wnionsku że czas juz na "tajną operację" i ja podbiegłam do Kaski a on do Adriana.
Powiedziałam jej że gość strasznie chce z nią potańczyć i mu sie podoba, przy czym na szczęście nie musiałam kłamać.
Gdy oni zajeli sie sobą ja poszłam z Mateuszem do basenu. Woda była wyjątkowo ciepła co sie raczej nie zdarza. Tak praktycznie to nawet nie zdążyłam stanąć na dnie bo Matt trzymał mnie już na rękach. Staną w rogu i całował mnie tak do póki Tomek nie przerwał nam hasłem "dość tego papużki, czas na drinka" No więc posłusznie wyszliśmy i nie odrywając sie od siebie nawet na milimetr poszliśmy do stolika z napojami. Matt przekonał mnie na coś " mocniejszego ". Co bardzo mi smakowało ale pozwoliłam sobie tylko na 2 szklanki owego czegoś. Nie chciałam sie przecież upić!!
Póżniej razem z dziewczynami poszliśmy do miejsca gdzie stali wszyscy kuple Mata . Kaśka już oczywiście obok adriana, nie jestem pewna ale chyba już trzymali sie za ręce...
Do domu wróciliśmy gdzieś po 2 ale nie odebrało nam to wcale chęci do "naszej pozycji". Przyczym tym razem leżeliśmy już prawie nadzy po ja tylko w swoich spodenkach a on w swoich bokserkach... Póżniej rozmowa zeszła na tą jego dziwną minę kiedy ja starałam sie poznać jego kolegów. On jest o mnie strasznie zazdrosny!! Powiedział że było tam mnóstwo przystonych i na dodatek starszych gości przez co myślał że ktoś inny przypadnie mi do gustu. Szybko odpowiedziałam że żaden koleś swoją urodą nie odbije mi jego bo teraz piękny jest dla mnie tylko on... wyglądał na niezbyt przekonanego i powiedział "udowodnij" Na to ja rzuciłam sie na niego i całowałam go z taką pasją że chyba go przekonałam. Nie pamiętam co było dalej bo najwyraźniej zasnęłam...
Obudził mnie swoim pocałunkiem. Od ust schodził coraz niżej i niżej. Wiedziałam już do kąd zmierza i złapałam go lekko za ucho jak to robiły nauczycielki z niegrzecznymi uczniami. Roześmiał sie szarmancko i jeszcze raz pocałował mnie w pępek i do dał " jeszcze kiedys tu wróce" i ze swoim łobuzerskim uśmiechem ruszył w strone kuchni po śniadanie do łóżka.
To jest najcudowniejszy chłopak na całym świecie ( nie obrażając oczywiście waszych MENÓW dziewczyny )
22.08.2010 o godz. 16:47
Błogie lenistwo :) kocham takie dni, ale będzie ich coraz mniej. Już niedługo przecież szkoła i matura;/ a potem ciężkie 5 lat studiów :(
Byłam wczoraj na koncercie mojej ukochanej okolicznej kapeli. Jednym słowem- było suuper :) szczególnie po koncercie. Oczywiście trzeba było oblać moje imieniny :p
Te wakacje w większości można uznać za udane, mimo paru incydentów było nawet zabawnie :) ale nie warto wracać do złych wspomnień, trzeba zapamiętać tylko te dobre...
Kuba od paru dni się nie odzywa, na gg go nie ma bo do późna pracuje, ale do cholery przecież są telefony, napisałam do niego jak tam w pracy, to nawet nie raczył odpisać, ja sobie to zapamiętam. Mieliśmy się wybrać na jakąś wycieczkę, ale jakoś tracę na nią ochotę. Cóż takie życie...
Byłam wczoraj na koncercie mojej ukochanej okolicznej kapeli. Jednym słowem- było suuper :) szczególnie po koncercie. Oczywiście trzeba było oblać moje imieniny :p
Te wakacje w większości można uznać za udane, mimo paru incydentów było nawet zabawnie :) ale nie warto wracać do złych wspomnień, trzeba zapamiętać tylko te dobre...
Kuba od paru dni się nie odzywa, na gg go nie ma bo do późna pracuje, ale do cholery przecież są telefony, napisałam do niego jak tam w pracy, to nawet nie raczył odpisać, ja sobie to zapamiętam. Mieliśmy się wybrać na jakąś wycieczkę, ale jakoś tracę na nią ochotę. Cóż takie życie...
Bo to tylko wielka miłość
magiczną siłę ma...
magiczną siłę ma...
22.08.2010 o godz. 16:47
Żeby nie było, że nie jestem wychowana czy coś :P
Cześć wszystkim :P
Cześć wszystkim :P
22.08.2010 o godz. 16:37
Dzisiaj mam dzień wolny, więc postanowiłem obejrzeć sobie parę filmów.
Czarne Świecie
Stary pornol z zabarwieniem satanistycznym. Można ujrzeć w nim sceny jak np.
Prowadzą kobitę do stodoły. Wprowadzają do owego pomieszczenia osiołka i nasz przesympatyczny osiołek z zadowoleniem (iha!) kopuluje z ową panią.
Jak ja kurwa lubię takie momenty.
Jest też ksiądz który pije z kielicha spermę konia a potem zaczyna kopulować z kobietą ( A co, ksiądz też człowiek, poruchać może)
(Nie widziałem jeszcze żadnej sceny jak ksiądz by pierdolił zakonnice. Muszę poszukać w jakiś ekstremalnych pornolach.)
No i jeszcze z jakieś 3 filmy.
Ogółem to chyba sobie zrobię zoofilski wieczór.
Hau.

Slaughtered Vomit Dolls
Prostytutka chora na bulimię zawiera pakt z Szatanem. No i zaczyna się niewytłumaczalna seria morderstw.
Rzyganie też jest dżezi.

Eat The Schoolgirl
No cóż. Totalne zwyrolstwo. Ciekawe jak pójdzie przy tym walenie kapucyna^^


Czarne Świecie
Stary pornol z zabarwieniem satanistycznym. Można ujrzeć w nim sceny jak np.
Prowadzą kobitę do stodoły. Wprowadzają do owego pomieszczenia osiołka i nasz przesympatyczny osiołek z zadowoleniem (iha!) kopuluje z ową panią.
Jak ja kurwa lubię takie momenty.
Jest też ksiądz który pije z kielicha spermę konia a potem zaczyna kopulować z kobietą ( A co, ksiądz też człowiek, poruchać może)
(Nie widziałem jeszcze żadnej sceny jak ksiądz by pierdolił zakonnice. Muszę poszukać w jakiś ekstremalnych pornolach.)
No i jeszcze z jakieś 3 filmy.
Ogółem to chyba sobie zrobię zoofilski wieczór.
Hau.

Slaughtered Vomit Dolls
Prostytutka chora na bulimię zawiera pakt z Szatanem. No i zaczyna się niewytłumaczalna seria morderstw.
Rzyganie też jest dżezi.

Eat The Schoolgirl
No cóż. Totalne zwyrolstwo. Ciekawe jak pójdzie przy tym walenie kapucyna^^


22.08.2010 o godz. 16:33
jak już zaczęłam wczoraj ten temat z Dżastin'em Biberem to go trochę dokończę , jeśli mogę to nazwać dokańczaniem . mam w klasie duużo kreatywnych , pomysłowych i krejzolskich osób . otóż Martyna albo ktoś tam bo nie pamiętam dokładnie przyniosła do szkoły duuuży plakat Bimbusia x3 założyłyśmy Martynie kaptur na głowę , plakat na twarz i ścisnełyśmy sznurkami od kaptura . efekty ? tam na dole . chodziłyśmy tak po całej szkole , obeszłyśmy wszystkie 3 piętra + paarter + sklepik i podwórko . :D szczanie było niesamowite XD wszyscy ' O ! Justin ! ' Martyna potykała się o schody i z tego co mówiła pod twarzą Justin'a było jej gorąco :D
+ poker fejs :D
+ poker fejs :D
22.08.2010 o godz. 15:43
Znalazłam fajną stronkę o Mcr.
Uwaga można spaść z krzesła przy czytaniu!
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/My_Chemical_Romance
Uwaga można spaść z krzesła przy czytaniu!
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/My_Chemical_Romance
22.08.2010 o godz. 15:08
Rano zastanowił mnie zachowanie ojca. Czysto ubrany, sam też czysty, normalnie nie ten sam człowiek. Wszystko wyjaśniła mi mama. Szykował się na odpust, żeby tam się najebać. Czuję się zażenowana. Mogłam się domyślić o co chodziło, zamiast od razu wyobrażać sobie nie wiadomo co, jakieś zmiany na lepsze. Starego psa nie nauczysz nowych sztuczek.
Z Moim wybieramy się dziś na odpustową. I szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Spotkam tam tyle osób, których wieki nie wiedziałam, a za widokiem, których wcale nie tęsknię. ale będą też ci, których dobrze zapamiętałam, a którzy odbiegają już nieco od moich wyobrażenie. I najważniejsze, będzie moja ekipa, z którą balowałam całe zeszłoroczne wakacje (w tegoroczne choroba trochę mi przeszkodziła).
Powinnam dziś odziać się w kruczoczarne szaty na znak żałoby. Umarła mi Begonia Królewska. Była w moim pokoju odkąd pamiętam. I przywiązałam się do niej. To już drugi taki pogrzeb. Całkiem niedawno wykitowała mi paprotka (ale mam już nową).
Ogólnie w moim pokoju jest zastraszająca ilość kwiatów. Prawdę mówiąc hoduję sobie taki mały busz. Wysoki do sufitu kwietnik z sześcioma kwiatami, lustro a po bokach dwa duże doniczkowe drzewka, wysoko na szafce jeszcze dwa najmłodsze i malutki kaktus na parapecie. Ale nie wyobrażajcie sobie nie wiadomo czego. Przyzwoicie to wygląda. Żadnej przesady. Serio ;)
Tak kiedyś moja Begonia wyglądała:
Z Moim wybieramy się dziś na odpustową. I szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Spotkam tam tyle osób, których wieki nie wiedziałam, a za widokiem, których wcale nie tęsknię. ale będą też ci, których dobrze zapamiętałam, a którzy odbiegają już nieco od moich wyobrażenie. I najważniejsze, będzie moja ekipa, z którą balowałam całe zeszłoroczne wakacje (w tegoroczne choroba trochę mi przeszkodziła).
Powinnam dziś odziać się w kruczoczarne szaty na znak żałoby. Umarła mi Begonia Królewska. Była w moim pokoju odkąd pamiętam. I przywiązałam się do niej. To już drugi taki pogrzeb. Całkiem niedawno wykitowała mi paprotka (ale mam już nową).
Ogólnie w moim pokoju jest zastraszająca ilość kwiatów. Prawdę mówiąc hoduję sobie taki mały busz. Wysoki do sufitu kwietnik z sześcioma kwiatami, lustro a po bokach dwa duże doniczkowe drzewka, wysoko na szafce jeszcze dwa najmłodsze i malutki kaktus na parapecie. Ale nie wyobrażajcie sobie nie wiadomo czego. Przyzwoicie to wygląda. Żadnej przesady. Serio ;)
Tak kiedyś moja Begonia wyglądała:
22.08.2010 o godz. 14:46
















