UUuuu... Jak ja lubię tą Julę xD I znowu . Zaczyna się :| Wybieranie ulubionych piosenek . Nie jestem taka .! Ja po prostu lubię wszystkich odpowiednich piosenkarzy i aktorów .
Ale co do aktorów to kiedy indziej będę o nich pisać xD . No dobra zdjęć akurat w przeglądarce nie znalazłam :/ Pech >.<
____________________________________________________________
Jula & Fab - Tam gdzie Ty
To jest super ^^
Jula & Fab - Ile zła
To jedna z moich ulubionych :D
Jula & Fab - Nie opuszcze cie
Ta tez faffna xD
Jula & Tłoku - Zostań
Tą pierwszą usłyszałam z jej piosenek :D
Jula & Kama - Bezsilność
Święta prawda ;d
____________________________________________________________
I jest wiele , wiele innych ^^ Nie będę wymieniać bo mi się nie chcę xD Mam nadzieję , że Jula stanie się bardziej sławna i pokażą jej piosenkę na Vivie albo gdzieś :P Jej głos ... Powala xD
Pozdrawiam :)
PS : Która wam wpadła do gustu .?Dajcie komcia :)
Ale co do aktorów to kiedy indziej będę o nich pisać xD . No dobra zdjęć akurat w przeglądarce nie znalazłam :/ Pech >.<
____________________________________________________________
Jula & Fab - Tam gdzie Ty
To jest super ^^
Jula & Fab - Ile zła
To jedna z moich ulubionych :D
Jula & Fab - Nie opuszcze cie
Ta tez faffna xD
Jula & Tłoku - Zostań
Tą pierwszą usłyszałam z jej piosenek :D
Jula & Kama - Bezsilność
Święta prawda ;d
____________________________________________________________
I jest wiele , wiele innych ^^ Nie będę wymieniać bo mi się nie chcę xD Mam nadzieję , że Jula stanie się bardziej sławna i pokażą jej piosenkę na Vivie albo gdzieś :P Jej głos ... Powala xD
Pozdrawiam :)
PS : Która wam wpadła do gustu .?Dajcie komcia :)
23.08.2010 o godz. 18:04
komentuj (7)
nie ma to jak sępy krążące nad moją głową, Indianin czekający na mój skalp, ból głowy jakby walono w nią młotami *przypomina sobie scenkę z "Jak rozpętałem II Wojnę Światową"*
ogólnie złe samopoczucie, mieszane czasami z leniwym śmiechem...
chyba to brak muzyki, albo koncertów =.= no cóż jutro ma to się zmienić na lepsze ^__^
________________________________
Swego ducha dzieli na trzy...
Rozdział 6
wrzesień cz.V
- A więc – zaczęła prostując się - proszę poprosić dyrektora Dumbledore’a, aby rzucił czar magicznej bariery na ten korytarz – powiedziała, a Filch spojrzał na nią pytającym wzrokiem – to powinno załatwić sprawę, powinien pan także powiedzieć dyrektorowi, żeby bariera przepuszczała nauczycieli i resztę pracowników szkoły – dodała stanowczym głosem.
- A co z dzieciakami?- spytał zadziornie trzymając chłopców za szaty.
- Odprowadzę ich do ich opiekuna – szybko oznajmiła Hermiona, a Ann przechwyciła chłopców oddając ich w ręce koleżanki, która od razu ruszyła do ich opiekuna.
- A pan teraz powinien iść do dyrektora – podsunęła mu myśl, a woźny prychnąwszy ze złości oznajmiając, że idzie sprawdzić czy jeszcze nikogo tam nie ma, jeszcze raz na nią spojrzał tym razem z ukosa i powoli zaczął znikać w korytarzu.
W momencie, gdy Filch się obrócił sprawdzić czy za nim nie idzie, Ann coś się przypomniało, próbując to wszystko poskładać zaczęła schodzić na parter.
ZARAZ! Czy to nie on?! Nie znów to widzę… tą parszywą twarz. Przed jej oczami pojawiła się twarz Filcha jedzącego łyżeczką żywego jeża. Fuuuuuu!!! Tylko nie to! To rzeczywiście był on! Rzygać mi się chce! Pomyślała z zniesmaczeniem na twarzy. Zaczęła powoli oddychać. Staraj się o tym nie myśleć. Mówiła sobie. „Przed przeznaczeniem nigdy nie uciekniesz. Nie jesteś na to odporna!?” Mówiło sumienie. Stul pysk! Na cholerę mi sumienie. Ja tu w głębi siebie umieram!.. No nie i znów to samo! Przyspieszyła kroku. Tylko spokojnie…. Dojdę do tej starej łazienki.. tam się zaszyję i to przeczekam.. może mi przejdzie. Pomyślała z nadzieją. „Dostawca powinien być przyzwyczajony do oglądania takich rzeczy! Jesteś beznadziejna..! idź pod latarnię! albo najlepiej wracaj do domu ty szlachecka mendo!” Krzyczało sumienie. STUL PYSK! O ile go masz! Nie doprowadzisz mnie do stanu nieważkości i podcięcia żył! Krzyczała, to była jedna z tych cięższych walk z własnym sumieniem, gdzie człowiek tracił nadzieję. Po kilku minutach znalazła się obok Wielkiej Sali. Przystanęła, czuła że już wszystko porządku. Przynajmniej sumienie ucichło. Pomyślała z ulgą. „Wracaj skąd przyszłaś!” Jeśli sumienie może być osobą, to poderżnę ci gardło! Syknęła. Teraz lepiej. Rozglądnęła się dookoła, uczniowie włóczyli się po zamku, w tym Harry wraz z Ronem.
- Hej Ann! – zawołał Lee – Co to za draka z Filchem? – spytał idąc w jej stronę.
Imię woźnego przywróciło „obraz wewnętrznej rozpaczy i zniesmaczenia”
- Przepraszam, ale muszę iść.. później ci powiem. – powiedziała pospiesznie i szybkim krokiem poszła w stronę łazienki, gdy stwierdziła, że nikt jej nie widzi rzuciła się pędem drugim korytarzem prosto do starej łazienki.
Po wejściu, a raczej wpadnięciu jak huragan, do łazienki założyła włosy za uszy i opierając się na pierwszej lepszej umywalce, zwymiotowała.
W tym samym momencie do łazienki wszedł Draco, przystając za Ann. Był na tyle blisko, że gdy zwymiotowała, wyciągnął z rękawa szaty chusteczkę podając ją Ann.
Myśląc, że to Hermiona ujęła ją w dłoń, po czym wytarła nią usta. Cholera! Zaczęła kląć w myślach. Odkręciła kran i nabierając wody w usta przepłukała je.
Draco zrobił kilka kroków w tył, przewidując, że zaraz się odwróci.
Przepłukała usta jeszcze kilka razy, po czym powoli wyprostowała się i odwróciła nadal opierając się na umywalce.
Na jej pobladłej twarzy pojawił się szok, gdy przed swoimi oczami ujrzała Malfoya.
- Co tak stoisz? – spytała uszczypliwie.
- Zastanawiam się czy puścić plotę o tobie na całą szkołę – odrzekł uśmiechając się półgębkiem.
- Idź! Droga wolna! I zostaw mnie w spokoju – syknęła odrywając się od umywalki.
Zakręciło jej się w głowie, upadłaby na podłogę, gdyby Malfoy nie złapałby jej jednym szybkim ruchem.
- Co to ma znaczyć? – warknęła słabym głosem, Draco usadowił ją pomiędzy umywalkami, a sam usiadł niedaleko niej.
Ann poprawił włosy wyciągając je zza uszu. Spojrzała na niego wrogim wzrokiem.
- Co tu jeszcze robisz? – spytała ponurym tonem.
- Wzięłaś robotę dostawcy, a rzygasz przypominając sobie Filcha jedzącego żywego jeża – zaśmiał się, a u Ann odezwał się odruch wymiotny. Na szczęście nie zwymiotowała.
- To twoja sprawka?! – krzyknęła, a na jego twarzy pojawił się uśmiech triumfu.
- Nie łatwo było go do tego skłonić… nawet nie chciał zrobić tego dla pieniędzy.. także użycie zaklęcia imperius na terenie szkoły było ryzykowne i trudne – odrzekł jadowitym głosem.
- Chcesz mnie wygryźć z interesu?! Ale po jaką cholerę? – warknęła jednocześnie podnosząc się z podłogi, a Malfoy jednym ruchem sprowadził ją na poprzednie miejsce, jednocześnie przytrzymując ją przy ścianie, znajdując się pomiędzy jej kolanami.
- Co ty do cholery kombinujesz?! – spytała przez zaciśnięte zęby próbując się uwolnić.
- Chce, żebyś z tym skończyła – powiedział mocnym głosem przyciskając ją jeszcze mocniej do ściany, tym samym dając jej znak żeby się poddała. Ann dała za wygraną.
- Nie-licz-na-to – warknęła patrząc wilczym wzrokiem w jego oczy – Nie zrezygnuję! – dodała próbując go odepchnąć.
- A chcesz, żeby Santo dostał ten list.? – spytał pewnym głosem pokazując jej zalakowaną i zaadresowaną do Bułgarii kopertę.
Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie.
- Chyba żartujesz? – zaśmiała się nerwowo.
- Nie. – odrzekł bardzo poważnym tonem – Chcesz, żeby się dowiedział gdzie jesteś? Jeśli nie to skończ z tym zawodem. – dodał stawiając jej przed oczami kopertę z listem.
- NIGDY – powiedziała przez zaciśnięte zęby próbując dosięgnąć kopertę, jednak teraz Draco był dla niej za silny, a wciąż działające lekarstwo osłabiało ją. Warknęła ze złości – Jesteś taki sam jak Santo! – krzyknęła patrząc mu prosto w oczy – Pieprzony arystokrata! Może chcesz go poznać? Proszę bardzo! Mi to już obojętne czy to wyślesz czy nie. Wy wszyscy jesteście tacy sami! – w tym momencie, choć nadal na jego twarzy widniał chciwy uśmieszek, puścił ją i wstał na równe nogi – Ale wiedz jedno: NIE ZREZYGNUJĘ! – warknęła wstając z podłogi i zgrabnie prześlizgując się obok niego.
Wychodząc z łazienki rzuciła mu pogardliwe spojrzenie, a Draco spojrzawszy na list zaśmiał się cicho. No to mam to co chciałem. Pomyślał z ironią. Czyli nic. Uśmiechnął się pod nosem i schował list do kieszeni. Spróbuję innym razem. Jak się nie uda wyślę, a niczym Santo przyjedzie do Hogwardu, postaram się zdobyć jej zaufanie. Rozglądnął się po łazience i w tym momencie w jego głowie zabrzmiały słowa Ann: „Wy wszyscy jesteście tacy sami!” Może ma rację? Zastanawiał się.
Tuż po wyjściu z łazienki napotkała na swojej drodze Hermionę.
- O. Cześć – burknęła
- Ann, co się stało? – spytała zaniepokojona jej zachowaniem i wizerunkiem „zmęczonej życiem kobiety”
- Nic.. po prostu źle się czuję to wszystko – odrzekła cicho przystając w miejscu.
- Jakoś mi się to nie wydaje – rzekła z zastanowieniem na twarzy. – Nie wiem, czy wiesz.. ale słyszałam jak na kogoś wrzeszczysz w łazience – dodała szybko nie spuszczając twarzy Ann z oczu.
- Chcesz wiedzieć wszystko? I bez względu na to co powiem nadal będziesz moją przyjaciółką? – spytała ponurym głosem, a Hermiona przytaknęła.
- Tak jak wam wcześniej mówiłam w moje piętnaste urodziny wybrałam takie a nie inne życie… ale nie powiedziałam, że wywodzę się z rodziny arystokratów i niestety nadal jestem połączona z rodziną McCarter’ów więzami krwi. – Hermiona nic nie odpowiedziała na jej wyznanie zrobiła duże oczy. Ann westchnęła – Także w wieku trzynastu lat moi rodzice zaręczyli mnie z jednym Bułgarskim arystokratą Santem, kuzynem Viktora Kruma. Wykorzystując to, że moja babka napisała w testamencie, że ja jako jej ulubienica mam prawo przyjąć jej nazwisko „Rosier”, ukrywam się przed nim w Anglii od ukończenia piętnastu lat. Za każdym razem gdy mnie znajdował uciekałam do innego miasta, więc w ciągu tych dwóch lat zmieniałam szkołę piętnaście razy, aż wkurzyłam się i zwiałam do Londynu do jednej z parszywych dzielnic, myślę, że Santo właśnie tam jest, a czy mnie znajdzie? Tego nie wiem. Malfoy szantażował mnie, że wyśle do Santo list z aktualnym miejscem mojego pobytu, nie wiem w jaki sposób się o nim dowiedział, ale to też mnie zaczyna mało obchodzić – powiedziała, westchnęła i ruszyła dalej, Hermiona podążyła za nią.
- Ann, nie obchodzi mnie z jakiej rodziny jesteś, dlatego chce ci pomóc! – krzyknęła za nią, a ona zatrzymała się w miejscu.
Hermiona stanęła tuż za nią.
- Ale musisz wiedzieć jedno: Znam Kruma – Ann zrobiła duże oczy ze zdziwienia- poznałam go w tamtym roku, piszę z nim, prawdopodobnie przyjedzie w tym roku do Hogwartu – dodała, a ona tylko uśmiechnęła się pod nosem.
- Miejmy nadzieję, żeby nie przyjechał z kuzynem – odrzekła z nutką ironii w głosie.
_______________________________________________
o a tu macie takie cuś.. ^.^'
ogólnie złe samopoczucie, mieszane czasami z leniwym śmiechem...
chyba to brak muzyki, albo koncertów =.= no cóż jutro ma to się zmienić na lepsze ^__^
________________________________
Swego ducha dzieli na trzy...
Rozdział 6
wrzesień cz.V
- A więc – zaczęła prostując się - proszę poprosić dyrektora Dumbledore’a, aby rzucił czar magicznej bariery na ten korytarz – powiedziała, a Filch spojrzał na nią pytającym wzrokiem – to powinno załatwić sprawę, powinien pan także powiedzieć dyrektorowi, żeby bariera przepuszczała nauczycieli i resztę pracowników szkoły – dodała stanowczym głosem.
- A co z dzieciakami?- spytał zadziornie trzymając chłopców za szaty.
- Odprowadzę ich do ich opiekuna – szybko oznajmiła Hermiona, a Ann przechwyciła chłopców oddając ich w ręce koleżanki, która od razu ruszyła do ich opiekuna.
- A pan teraz powinien iść do dyrektora – podsunęła mu myśl, a woźny prychnąwszy ze złości oznajmiając, że idzie sprawdzić czy jeszcze nikogo tam nie ma, jeszcze raz na nią spojrzał tym razem z ukosa i powoli zaczął znikać w korytarzu.
W momencie, gdy Filch się obrócił sprawdzić czy za nim nie idzie, Ann coś się przypomniało, próbując to wszystko poskładać zaczęła schodzić na parter.
ZARAZ! Czy to nie on?! Nie znów to widzę… tą parszywą twarz. Przed jej oczami pojawiła się twarz Filcha jedzącego łyżeczką żywego jeża. Fuuuuuu!!! Tylko nie to! To rzeczywiście był on! Rzygać mi się chce! Pomyślała z zniesmaczeniem na twarzy. Zaczęła powoli oddychać. Staraj się o tym nie myśleć. Mówiła sobie. „Przed przeznaczeniem nigdy nie uciekniesz. Nie jesteś na to odporna!?” Mówiło sumienie. Stul pysk! Na cholerę mi sumienie. Ja tu w głębi siebie umieram!.. No nie i znów to samo! Przyspieszyła kroku. Tylko spokojnie…. Dojdę do tej starej łazienki.. tam się zaszyję i to przeczekam.. może mi przejdzie. Pomyślała z nadzieją. „Dostawca powinien być przyzwyczajony do oglądania takich rzeczy! Jesteś beznadziejna..! idź pod latarnię! albo najlepiej wracaj do domu ty szlachecka mendo!” Krzyczało sumienie. STUL PYSK! O ile go masz! Nie doprowadzisz mnie do stanu nieważkości i podcięcia żył! Krzyczała, to była jedna z tych cięższych walk z własnym sumieniem, gdzie człowiek tracił nadzieję. Po kilku minutach znalazła się obok Wielkiej Sali. Przystanęła, czuła że już wszystko porządku. Przynajmniej sumienie ucichło. Pomyślała z ulgą. „Wracaj skąd przyszłaś!” Jeśli sumienie może być osobą, to poderżnę ci gardło! Syknęła. Teraz lepiej. Rozglądnęła się dookoła, uczniowie włóczyli się po zamku, w tym Harry wraz z Ronem.
- Hej Ann! – zawołał Lee – Co to za draka z Filchem? – spytał idąc w jej stronę.
Imię woźnego przywróciło „obraz wewnętrznej rozpaczy i zniesmaczenia”
- Przepraszam, ale muszę iść.. później ci powiem. – powiedziała pospiesznie i szybkim krokiem poszła w stronę łazienki, gdy stwierdziła, że nikt jej nie widzi rzuciła się pędem drugim korytarzem prosto do starej łazienki.
Po wejściu, a raczej wpadnięciu jak huragan, do łazienki założyła włosy za uszy i opierając się na pierwszej lepszej umywalce, zwymiotowała.
W tym samym momencie do łazienki wszedł Draco, przystając za Ann. Był na tyle blisko, że gdy zwymiotowała, wyciągnął z rękawa szaty chusteczkę podając ją Ann.
Myśląc, że to Hermiona ujęła ją w dłoń, po czym wytarła nią usta. Cholera! Zaczęła kląć w myślach. Odkręciła kran i nabierając wody w usta przepłukała je.
Draco zrobił kilka kroków w tył, przewidując, że zaraz się odwróci.
Przepłukała usta jeszcze kilka razy, po czym powoli wyprostowała się i odwróciła nadal opierając się na umywalce.
Na jej pobladłej twarzy pojawił się szok, gdy przed swoimi oczami ujrzała Malfoya.
- Co tak stoisz? – spytała uszczypliwie.
- Zastanawiam się czy puścić plotę o tobie na całą szkołę – odrzekł uśmiechając się półgębkiem.
- Idź! Droga wolna! I zostaw mnie w spokoju – syknęła odrywając się od umywalki.
Zakręciło jej się w głowie, upadłaby na podłogę, gdyby Malfoy nie złapałby jej jednym szybkim ruchem.
- Co to ma znaczyć? – warknęła słabym głosem, Draco usadowił ją pomiędzy umywalkami, a sam usiadł niedaleko niej.
Ann poprawił włosy wyciągając je zza uszu. Spojrzała na niego wrogim wzrokiem.
- Co tu jeszcze robisz? – spytała ponurym tonem.
- Wzięłaś robotę dostawcy, a rzygasz przypominając sobie Filcha jedzącego żywego jeża – zaśmiał się, a u Ann odezwał się odruch wymiotny. Na szczęście nie zwymiotowała.
- To twoja sprawka?! – krzyknęła, a na jego twarzy pojawił się uśmiech triumfu.
- Nie łatwo było go do tego skłonić… nawet nie chciał zrobić tego dla pieniędzy.. także użycie zaklęcia imperius na terenie szkoły było ryzykowne i trudne – odrzekł jadowitym głosem.
- Chcesz mnie wygryźć z interesu?! Ale po jaką cholerę? – warknęła jednocześnie podnosząc się z podłogi, a Malfoy jednym ruchem sprowadził ją na poprzednie miejsce, jednocześnie przytrzymując ją przy ścianie, znajdując się pomiędzy jej kolanami.
- Co ty do cholery kombinujesz?! – spytała przez zaciśnięte zęby próbując się uwolnić.
- Chce, żebyś z tym skończyła – powiedział mocnym głosem przyciskając ją jeszcze mocniej do ściany, tym samym dając jej znak żeby się poddała. Ann dała za wygraną.
- Nie-licz-na-to – warknęła patrząc wilczym wzrokiem w jego oczy – Nie zrezygnuję! – dodała próbując go odepchnąć.
- A chcesz, żeby Santo dostał ten list.? – spytał pewnym głosem pokazując jej zalakowaną i zaadresowaną do Bułgarii kopertę.
Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie.
- Chyba żartujesz? – zaśmiała się nerwowo.
- Nie. – odrzekł bardzo poważnym tonem – Chcesz, żeby się dowiedział gdzie jesteś? Jeśli nie to skończ z tym zawodem. – dodał stawiając jej przed oczami kopertę z listem.
- NIGDY – powiedziała przez zaciśnięte zęby próbując dosięgnąć kopertę, jednak teraz Draco był dla niej za silny, a wciąż działające lekarstwo osłabiało ją. Warknęła ze złości – Jesteś taki sam jak Santo! – krzyknęła patrząc mu prosto w oczy – Pieprzony arystokrata! Może chcesz go poznać? Proszę bardzo! Mi to już obojętne czy to wyślesz czy nie. Wy wszyscy jesteście tacy sami! – w tym momencie, choć nadal na jego twarzy widniał chciwy uśmieszek, puścił ją i wstał na równe nogi – Ale wiedz jedno: NIE ZREZYGNUJĘ! – warknęła wstając z podłogi i zgrabnie prześlizgując się obok niego.
Wychodząc z łazienki rzuciła mu pogardliwe spojrzenie, a Draco spojrzawszy na list zaśmiał się cicho. No to mam to co chciałem. Pomyślał z ironią. Czyli nic. Uśmiechnął się pod nosem i schował list do kieszeni. Spróbuję innym razem. Jak się nie uda wyślę, a niczym Santo przyjedzie do Hogwardu, postaram się zdobyć jej zaufanie. Rozglądnął się po łazience i w tym momencie w jego głowie zabrzmiały słowa Ann: „Wy wszyscy jesteście tacy sami!” Może ma rację? Zastanawiał się.
Tuż po wyjściu z łazienki napotkała na swojej drodze Hermionę.
- O. Cześć – burknęła
- Ann, co się stało? – spytała zaniepokojona jej zachowaniem i wizerunkiem „zmęczonej życiem kobiety”
- Nic.. po prostu źle się czuję to wszystko – odrzekła cicho przystając w miejscu.
- Jakoś mi się to nie wydaje – rzekła z zastanowieniem na twarzy. – Nie wiem, czy wiesz.. ale słyszałam jak na kogoś wrzeszczysz w łazience – dodała szybko nie spuszczając twarzy Ann z oczu.
- Chcesz wiedzieć wszystko? I bez względu na to co powiem nadal będziesz moją przyjaciółką? – spytała ponurym głosem, a Hermiona przytaknęła.
- Tak jak wam wcześniej mówiłam w moje piętnaste urodziny wybrałam takie a nie inne życie… ale nie powiedziałam, że wywodzę się z rodziny arystokratów i niestety nadal jestem połączona z rodziną McCarter’ów więzami krwi. – Hermiona nic nie odpowiedziała na jej wyznanie zrobiła duże oczy. Ann westchnęła – Także w wieku trzynastu lat moi rodzice zaręczyli mnie z jednym Bułgarskim arystokratą Santem, kuzynem Viktora Kruma. Wykorzystując to, że moja babka napisała w testamencie, że ja jako jej ulubienica mam prawo przyjąć jej nazwisko „Rosier”, ukrywam się przed nim w Anglii od ukończenia piętnastu lat. Za każdym razem gdy mnie znajdował uciekałam do innego miasta, więc w ciągu tych dwóch lat zmieniałam szkołę piętnaście razy, aż wkurzyłam się i zwiałam do Londynu do jednej z parszywych dzielnic, myślę, że Santo właśnie tam jest, a czy mnie znajdzie? Tego nie wiem. Malfoy szantażował mnie, że wyśle do Santo list z aktualnym miejscem mojego pobytu, nie wiem w jaki sposób się o nim dowiedział, ale to też mnie zaczyna mało obchodzić – powiedziała, westchnęła i ruszyła dalej, Hermiona podążyła za nią.
- Ann, nie obchodzi mnie z jakiej rodziny jesteś, dlatego chce ci pomóc! – krzyknęła za nią, a ona zatrzymała się w miejscu.
Hermiona stanęła tuż za nią.
- Ale musisz wiedzieć jedno: Znam Kruma – Ann zrobiła duże oczy ze zdziwienia- poznałam go w tamtym roku, piszę z nim, prawdopodobnie przyjedzie w tym roku do Hogwartu – dodała, a ona tylko uśmiechnęła się pod nosem.
- Miejmy nadzieję, żeby nie przyjechał z kuzynem – odrzekła z nutką ironii w głosie.
_______________________________________________
o a tu macie takie cuś.. ^.^'
23.08.2010 o godz. 18:00
Strasznie mało nam wakacji zostało. ;<
Jakoś po raz pierwszy mnie nie ciągnie tam,w ogóle dziwne, ale przerażenie mnie bierze na myśl, że tam mam iść..Czekają mnie nieszczęsne testy..boje się, że..sobie nie poradzę, najbardziej to się boję matmy, kurde ja sie chyba wszytskiego boję! Ale matematyki raczej bardziej!
Taa..nie ma to jak mieć rodzica nauczyciela ^ Dzisiaj mnie odwiedził mnie nauczyciel od historii..co prawda był na chwile, ale był. xd
Wczoraj byłam z koleżanką na meczu, chciałyśmy iść znowu na 'wielki' podryw, ale się okazało, że to jakieś dziadki [xd] graja. Too..sobie poszłyśmy, potem spotkałyśmy kolegę i go wkręciłyśmy, żeby chodził z taką jedną i udało się są razem xd
Taa..nie ma to jak moja miejscowość -,-
Nic się nie dzieje,a światło wyłączają. Głupota.
Oo..i jeszce spotkaliśmy kolegę z kl. i taką jedną dziewczynę razem z nim była. xd Ta dziewczyna jest kurde, dobra kręci z 3 chłopakami naraz,a jak się kolega spytała to ona powiedziała, że z nikim, potem się brechtaliśmy, że to przyjaźń, taa..xd
Ahahaa. zapomniałam napisać, że jak wracałam z tego nocnego turnieju to spotkałam pijaczkę na rowerze, 2 razy się wywaliła, m.in. koło mojej chaty. xd Ale tak od niej gorzałą waliło, że ło Jezu!
;)
23.08.2010 o godz. 17:59
Sidney Polak feat. East West Rockers - Blask
Z ciemności do światła
droga nie bywa łatwa.
Panie podaj mi swą dłoń,
bo życie tu jest jak matnia,
trochę jak klatka
i bez wyjścia pułapka.
Ja ciągle muszę uczyć się
na własnych upadkach.
Słuchaj mnie:
ucieka przez palce kolejny dzień,
a życie nie chce oszczędzać mi cierpień
lecz moja miłość daje mi szansy cień!
Sidney Polak EWR słuchaj brzmień!
Żyję już od lat
i wiem co życie daje.
Mix wygodnych prawd
i bezczelnych zatajeń,
i wydaje się, że wyboru nie dostajesz.
Ciągły koktajl
braku nadziei z przetrwaniem.
Ile dróg przeszedłem,
by zamieszkać w sercu twym,
nie chce mówić tu,
bo pomyślisz że kłamie.
Ile gwiazd z strąciłem z nieba,
gdy nie patrzył Bóg.
Teraz walczę żeby było mi to zapomniane.
Widzę światło, które oświetla
mój szlak
i już nie zgubie się,
ale przy mnie bądź
cały czas.
Prowadź mnie przez życia zawiły trakt
i nie wystawiaj mnie na próby znów
chce czuć ten blask.
Ochroń mnie, gdy znowu zapomnę co mam
i nie wahaj się wstrząsnąć mną
najmocniej jak się da.
Tylko z Tobą mam szanse
osiągnąć to,
co najważniejsze jest,
wiec przestrzegaj mnie,
gdy robię zły krok.
Zobacz ile wkoło dróg
jesteś panem swego losu.
W stronę światła oczy zwróć,
a na życie znajdziesz sposób.
Moje życie jak kolejka wciąż do przodu pędzi.
Tyle dróg przez dolinę cienia,
tyle dróg krętych.
Wybieram tylko te, które jasne są.
Zła się nie ulęknę,
Twój blask ze mną.
Teraz stoję tu i widzę dobrze drogę
już nie szarość jest moim kolorem,
a ten dzban co przyniósł mi tę żywą wodę
już nie traci dna ,
przy każdym wyborze.
Tyle chwil straciłem w życiu,
żeby wiedzieć to
nie chce liczyć ich,
bo mi powiesz, że kłamie.
Tyle czasu zmarnowałem
żeby w końcu los
dał odpowiedz mi
i odwrócił od ściany.
Widzę światło, które oświetla
mój szlak
i już nie zgubie się,
ale przy mnie bądź
cały czas.
Prowadź mnie przez życia zawiły trakt
i nie wystawiaj mnie na próby znów
chce czuć ten blask.
Ochroń mnie, gdy znowu zapomnę co mam
i nie wahaj się wstrząsnąć mną
najmocniej jak się da.
Tylko z Tobą mam szanse
osiągnąć to,
co najważniejsze jest,
wiec przestrzegaj mnie,
gdy robię zły krok.
Bądź ze mną zawsze już,
bądź ze mną zawsze już.
Pokazuj drogę mi,
a ja nie zdradzę. x4
Mój chłopak mi to puścił. ;P Spodobało się. ;D
Z ciemności do światła
droga nie bywa łatwa.
Panie podaj mi swą dłoń,
bo życie tu jest jak matnia,
trochę jak klatka
i bez wyjścia pułapka.
Ja ciągle muszę uczyć się
na własnych upadkach.
Słuchaj mnie:
ucieka przez palce kolejny dzień,
a życie nie chce oszczędzać mi cierpień
lecz moja miłość daje mi szansy cień!
Sidney Polak EWR słuchaj brzmień!
Żyję już od lat
i wiem co życie daje.
Mix wygodnych prawd
i bezczelnych zatajeń,
i wydaje się, że wyboru nie dostajesz.
Ciągły koktajl
braku nadziei z przetrwaniem.
Ile dróg przeszedłem,
by zamieszkać w sercu twym,
nie chce mówić tu,
bo pomyślisz że kłamie.
Ile gwiazd z strąciłem z nieba,
gdy nie patrzył Bóg.
Teraz walczę żeby było mi to zapomniane.
Widzę światło, które oświetla
mój szlak
i już nie zgubie się,
ale przy mnie bądź
cały czas.
Prowadź mnie przez życia zawiły trakt
i nie wystawiaj mnie na próby znów
chce czuć ten blask.
Ochroń mnie, gdy znowu zapomnę co mam
i nie wahaj się wstrząsnąć mną
najmocniej jak się da.
Tylko z Tobą mam szanse
osiągnąć to,
co najważniejsze jest,
wiec przestrzegaj mnie,
gdy robię zły krok.
Zobacz ile wkoło dróg
jesteś panem swego losu.
W stronę światła oczy zwróć,
a na życie znajdziesz sposób.
Moje życie jak kolejka wciąż do przodu pędzi.
Tyle dróg przez dolinę cienia,
tyle dróg krętych.
Wybieram tylko te, które jasne są.
Zła się nie ulęknę,
Twój blask ze mną.
Teraz stoję tu i widzę dobrze drogę
już nie szarość jest moim kolorem,
a ten dzban co przyniósł mi tę żywą wodę
już nie traci dna ,
przy każdym wyborze.
Tyle chwil straciłem w życiu,
żeby wiedzieć to
nie chce liczyć ich,
bo mi powiesz, że kłamie.
Tyle czasu zmarnowałem
żeby w końcu los
dał odpowiedz mi
i odwrócił od ściany.
Widzę światło, które oświetla
mój szlak
i już nie zgubie się,
ale przy mnie bądź
cały czas.
Prowadź mnie przez życia zawiły trakt
i nie wystawiaj mnie na próby znów
chce czuć ten blask.
Ochroń mnie, gdy znowu zapomnę co mam
i nie wahaj się wstrząsnąć mną
najmocniej jak się da.
Tylko z Tobą mam szanse
osiągnąć to,
co najważniejsze jest,
wiec przestrzegaj mnie,
gdy robię zły krok.
Bądź ze mną zawsze już,
bądź ze mną zawsze już.
Pokazuj drogę mi,
a ja nie zdradzę. x4
Mój chłopak mi to puścił. ;P Spodobało się. ;D
23.08.2010 o godz. 17:58
Wiecie co przyznam wam się do czegoś. Chroniłam tej informacji jakby to było coś niesamowicie tajnego. Prawdę mówiąc troche się bałam, że nie zostanę zaakceptowana jak to wyznam. Internet pełen jest rasistów, nie lubię docinek z tego powodu. Ok, no to głęboki wdech... jestem Mulatką. Mój tata jest Afrykańczykiem. Pewnie dlatego między innymi między moimi rodzicami tyle spięć było- różnice kulturowe. Według mnie ludzie nie powinni się mieszać. Lubię swój kolor skóry, ale... nie uważam się za Murzynkę, ale Biała nie jestem. Większość ludzi nie rozróżnia Czarnych od Mulatów, wrzuca się ich do jednego wora. Nie mam nic przeciwko Afrykańczykom, ale nie chcę by mówiono na mnie Murzynka, po prostu nie odpowiada mi to i już! Mam znajomych w swoim kolorze skóry... w sumie Polska jest tolerancyjna, napewno bardziej niż (tutaj uwaga) Stany Zjednoczone. Byłam tam 5 tyg. w te wakacje... nikt mi nie dokuczał, ale... czułam się nie do końca komfortowa. Tam czarni wciąż niestety są niżej postawioną częścią społeczności... ech szkoda gadać.
Mam nadzieję, że nie wielu znajdzie się tu rasistów... to jest coś czego nieznoszę! Nienawidzę nietolerancji!
Mam nadzieję, że nie wielu znajdzie się tu rasistów... to jest coś czego nieznoszę! Nienawidzę nietolerancji!
23.08.2010 o godz. 17:55
Heh. ;D Sis wyciągnęła mnie dziś na rolki. xD Było nieźle. Oczywiście jak zwykle musiałam zaliczyć glebę. ; D Powinnam była jej podziękować, że mnie wyciągnęła, ale... No właśnie. Czasami zdarzają się nam takie zaskoki, że się dogadujemy tak jak dziś na tych rolkach... Ale wróciłyśmy i znowu wszystko się schrzaniło... ;/ Ehh... Chciałabym się z nią nie kłucić, ale co zrobić jak to takie francowate. ? Od rana trąbiłam, że po obiedzie JA siadam na kompa. Ale oczywiście jak zwykle się wjebała. ;// Całe szczęście, że mama się dzisiaj nie czepia...
Wczoraj skończyłam czytać "My, dzieci z dworca ZOO" . Naprawdę polecam. Jest meeega. ;D
Zawsze jak zajebista książka się kończy, to mam w myślach pretensje do autora, że to już finish... :)
Hmm... Niedługo koniec wakacji... Chce Wam się wracać do budy. ? Ja z jednej strony chcę, bo się zobacze z moimi głupkami (radocha ;DD) , ale z drugiej... Jak pomyślę o historii i polskim, to aż szału dostaje... ;/ I to ranne wstawanie... Masakra jakaś... ;| Ale w domu też już nudno... Nie ma co robić... A w sql przynajmniej przez 6 godzin odpoczne od mamy i sis. ;P
Ale się rozpisałam... ;D Staarczy tego. ;P
Jamal - Nowy dzień.
Wczoraj skończyłam czytać "My, dzieci z dworca ZOO" . Naprawdę polecam. Jest meeega. ;D
Zawsze jak zajebista książka się kończy, to mam w myślach pretensje do autora, że to już finish... :)
Hmm... Niedługo koniec wakacji... Chce Wam się wracać do budy. ? Ja z jednej strony chcę, bo się zobacze z moimi głupkami (radocha ;DD) , ale z drugiej... Jak pomyślę o historii i polskim, to aż szału dostaje... ;/ I to ranne wstawanie... Masakra jakaś... ;| Ale w domu też już nudno... Nie ma co robić... A w sql przynajmniej przez 6 godzin odpoczne od mamy i sis. ;P
Ale się rozpisałam... ;D Staarczy tego. ;P
Jamal - Nowy dzień.
23.08.2010 o godz. 17:47
Dzisiejszy dzień :D
Jak widzicie po tytule muszę być happy xD . Nie no .. Mocniej być nie mogę :D . A więc tak ^^ . Wstałam dzisiaj rano o 7:00 z minutami . Pościeliłam łóżko i ubrałam się . Usiadłam na łóżku i zamyśliłam się . Sama nie wiem o czym ^^ xD . UUU... Esemesik przyszedł :D . Jak można nie złapać telefonu .? Niom przyszedł , ale ja go nie wypuszczę z tąd :D . No to ja patrzę a tu :
Ale Happy byłam .! Jak jakaś nienormalna ;d
Dobra ... Zadzwonił , że za pięć minutek będzie pod moim domem . Zeszłam więc na ogródek i czekałam ... Jest .!!! Rzuciłam mu się w ramiona . Wszystko po prostu wszystko opowiedziałam co się działo tu w Polsce ^^ . Tylko jedno ... Opowiedziałam mu o tej akcji na basenie i tym z chłopakami co mnie podrywali i wgl. Był w szkoku . Stwierdziłam , że prawie tylko przy nim mam szczęście ;d Spytałam się co tam we Francji . A tam ... Wiecie jak to u rodzinki ^^ . Bosh. Nie mogłam uwieżyć , że on wrócił . I pamiąteczki mi przywiózł i tam takie ... xD Jutro napewno też się spotkamy :) To jest normalnie książe z bajki :D Ani razu się nie pokłóciliśmy odkąd się poznaliśmy :) To naprawdę miłość z marzeń . Jak byłam malutka chciałam , żeby po mnie przyjechał jakiś książe i wgl. No i spełniło się .! To takie wspaniałe uczucie , że nie mogę tego opisać :D Nie opuszczę go NIGDY .! Mam nadzieję , że przeżyjemy jak najdłużej :* Ach.. Mogłabym tak pisać i pisać ... To wspaniałe .!
____________________________________________________________
Loffciam Cię kochanie :*
Jak widzicie po tytule muszę być happy xD . Nie no .. Mocniej być nie mogę :D . A więc tak ^^ . Wstałam dzisiaj rano o 7:00 z minutami . Pościeliłam łóżko i ubrałam się . Usiadłam na łóżku i zamyśliłam się . Sama nie wiem o czym ^^ xD . UUU... Esemesik przyszedł :D . Jak można nie złapać telefonu .? Niom przyszedł , ale ja go nie wypuszczę z tąd :D . No to ja patrzę a tu :
Od : MiŚiek ;d
Siemk Misiu :) Będę w Szczecinie za jakąś godzinkę :) Mam nadzieję , że będziesz miała wolny czas to się spotkamy . Jak zadzwonię to przyszykuj się . Przyjdę po Ciebie :*
Siemk Misiu :) Będę w Szczecinie za jakąś godzinkę :) Mam nadzieję , że będziesz miała wolny czas to się spotkamy . Jak zadzwonię to przyszykuj się . Przyjdę po Ciebie :*
Ale Happy byłam .! Jak jakaś nienormalna ;d
Ym.. Nazywamy się miśkai ;d
Dobra ... Zadzwonił , że za pięć minutek będzie pod moim domem . Zeszłam więc na ogródek i czekałam ... Jest .!!! Rzuciłam mu się w ramiona . Wszystko po prostu wszystko opowiedziałam co się działo tu w Polsce ^^ . Tylko jedno ... Opowiedziałam mu o tej akcji na basenie i tym z chłopakami co mnie podrywali i wgl. Był w szkoku . Stwierdziłam , że prawie tylko przy nim mam szczęście ;d Spytałam się co tam we Francji . A tam ... Wiecie jak to u rodzinki ^^ . Bosh. Nie mogłam uwieżyć , że on wrócił . I pamiąteczki mi przywiózł i tam takie ... xD Jutro napewno też się spotkamy :) To jest normalnie książe z bajki :D Ani razu się nie pokłóciliśmy odkąd się poznaliśmy :) To naprawdę miłość z marzeń . Jak byłam malutka chciałam , żeby po mnie przyjechał jakiś książe i wgl. No i spełniło się .! To takie wspaniałe uczucie , że nie mogę tego opisać :D Nie opuszczę go NIGDY .! Mam nadzieję , że przeżyjemy jak najdłużej :* Ach.. Mogłabym tak pisać i pisać ... To wspaniałe .!
____________________________________________________________
Loffciam Cię kochanie :*
23.08.2010 o godz. 17:30
HejQa tutaj znowu JA...
TAk ostatnio pomyślałam, ze ... Może razem stworzymy Listę - TOP LISTĘ...
To tak ja podam coś, a wy dajecie nazwijmy to HOTKI ( od Hot or Not) Oki to tak najwięcej można dać 5 hoTków... najmniej 0 Hotków... Przy kandydatach będą lkinki do obejrzenia teledysków...
To głosujcie i podawajcie swoich kandydatów...
Lena - Satellite
http://www.youtube.com/watch?v=qwcRkYaPFdM&feature=channel
CAndy girl - Yeah!
http://www.youtube.com/watch?v=VSs_tyMKJEU
Kate Perry - California Girls
http://www.youtube.com/watch?v=LRvptTk7IbU&translated=1
Na razie trzy, ale wy możecie dodać więcej więc głosujcie HOTKAMI i podawajcie nowych wykonawców...
TAk ostatnio pomyślałam, ze ... Może razem stworzymy Listę - TOP LISTĘ...
To tak ja podam coś, a wy dajecie nazwijmy to HOTKI ( od Hot or Not) Oki to tak najwięcej można dać 5 hoTków... najmniej 0 Hotków... Przy kandydatach będą lkinki do obejrzenia teledysków...
To głosujcie i podawajcie swoich kandydatów...
Lena - Satellite
http://www.youtube.com/watch?v=qwcRkYaPFdM&feature=channel
CAndy girl - Yeah!
http://www.youtube.com/watch?v=VSs_tyMKJEU
Kate Perry - California Girls
http://www.youtube.com/watch?v=LRvptTk7IbU&translated=1
Na razie trzy, ale wy możecie dodać więcej więc głosujcie HOTKAMI i podawajcie nowych wykonawców...
23.08.2010 o godz. 17:27
Widzę już przed swoimi oczami komentarze mówiące o moim chamstwie i prostactwie.I jeżeli mówienie radykalnej prawdy jest wyrazem ograniczenia,to zgadzam się na to,mów mi prostak. Czy właśnie nie tego potrzebuje młode pokolenie. Głosu który pozamyka gęby starym wyjadaczom z czerwonymi od nadmiaru etanolu pyskami. Jeżeli chcemy zmian to dajmy zmieniać świat tym którzy mogą to uczynić.I jeśli myślisz ,że temat tego wątku jest profanacją, bądź też propaguje ateizm czy "nie daj boże" inną ideologie jesteś w błędzie. Więc gdy nie dajesz mi wyrażać swoich poglądów, nie musisz mnie oceniać. Jeżeli mimo swojej zagorzałej wiary chcesz mnie wysłuchać to dam ci kilka przykładów na swoje tezy. Wiara ułatwia życie ale czy naprawdę jesteś pewien ,że twój bóg stworzył nas na swoje podobieństwo? Przecież,kurwa nie każdy ma 185cm wzrostu i ciało jak Fabio. Młodzi inteligentni ludzie notują progres myślowy.Wiedzą,że prawdziwa wiara to czyny, Miłość,Dobro,Zrozumienie, wiedzą,iż ważniejsze jest to aby podać człowiekowi rękę ,a nie patrzeć jak upada,i prosić swojego boga o to by go podniósł.
Składam pokłon tym którzy myślą, i jeżeli twój bóg ma mi pomóc dzięki temu ,że będę skory do budowania mu złotych świątyń chce aby mnie nienawidził.
Składam pokłon tym którzy myślą, i jeżeli twój bóg ma mi pomóc dzięki temu ,że będę skory do budowania mu złotych świątyń chce aby mnie nienawidził.
23.08.2010 o godz. 17:06
Kocham tego pieprzonego BloBloga :D
Te nasze debaty zaginają mnie pod każdym względem, naprawdę. Żegnam się z Wami, idę w końcu coś zjeść bo samym blogiem to się nie nakarmię ;)
Te nasze debaty zaginają mnie pod każdym względem, naprawdę. Żegnam się z Wami, idę w końcu coś zjeść bo samym blogiem to się nie nakarmię ;)
23.08.2010 o godz. 16:57
chyba zawiodłam. i siebie, i przyjaciółkę, która była ze mną zawsze. co nie zmienia faktu, że zrobiła mi świństwo, chociaż ja odpłaciłam się jej gorzej. obie zachowałyśmy się jak dzieci w przedziale wiekowym 0-3 l. no, ale czas dorosnąć. nigdy nie potrafiłam przepraszać. nigdy nie wyciągałam ręki jako pierwsza. wolałam się nie odzywać, niż podejść i przyznać się do winy. uciszałam wyrzuty sumienia, twierdząc że niczego nie żałuję. właśnie w stosunku do niej chyba zrobię wyjątek. złamię swoje zasady. odrę się z godności. zauważyłam, że ją tracę i wbrew sobie postanawiam ją odzyskać. trzęsę się w obawie, że to wykorzysta, nie wiedząc ile kosztowało mnie każde z słów. a może zrozumie. doceni. może będzie tak jak dawniej.
właśnie do mnie dotarło, że czasem dla znajomości z osobą, na której mi zależy warto przełożyć własny honor na dalszy plan. i najzwyczajniej w świecie przyznać się do błędu. jeżeli osoba przed którą wypruwam własne sumienie jest tego warta, zwyczajnie przebaczy. a a ja będę mogła doceniać ją na nowo. za nic nie chciałabym raz jeszcze przejść przez to, co przeżywałam w ciągu minionych tygodni, ale musiałam przyznać, że dzięki nim doceniałam to, co mam, jeszcze bardziej niż przedtem.
dzięki za tą całą karuzelę, za czarny scenariusz odziany w pastele.
właśnie do mnie dotarło, że czasem dla znajomości z osobą, na której mi zależy warto przełożyć własny honor na dalszy plan. i najzwyczajniej w świecie przyznać się do błędu. jeżeli osoba przed którą wypruwam własne sumienie jest tego warta, zwyczajnie przebaczy. a a ja będę mogła doceniać ją na nowo. za nic nie chciałabym raz jeszcze przejść przez to, co przeżywałam w ciągu minionych tygodni, ale musiałam przyznać, że dzięki nim doceniałam to, co mam, jeszcze bardziej niż przedtem.
dzięki za tą całą karuzelę, za czarny scenariusz odziany w pastele.
23.08.2010 o godz. 16:47
Byłam w sobotę na ognisku. Było fajnie. Gadaliśmy, piliśmy, i wgl. Wspominaliśmy dawne czasy a także gadaliśmy o obecnym życiu. Zdenerwowała mnie pewna koleżanka. Powiedziała, że przy mnie czuje się jak starsza siostra.;/
No nie moja wina, ze czasami mam 'odchyły' i zachowuję się jak mała dziewczynka.;p
Z ogniska wróciłam chyba koło 2. Dobrze, że się nie upiłam bo o 7 rano mama wpadła do mnie do pokoju i się zapytała, czy jedziemy do Warszawy.
No i pojechaliśmy.
Najpierw do Ikea. Myślałam, ze sobie coś kupie. I nic. Okazało się , ze transport łóżka, to 4 zł za kilometr.
Hahaha. Sam koszt transportu (ponad 400zł) wychodził drożej od tego łóżka co chciałam.
Wiec uznaliśmy, ze kupimy łóżko u nas w mieście.
Wybrałam sobie potem krzesło. I jak po nie poszliśmy do magazynu, to się okazało, ze czarnych już nie mają!!!
I nic nie kupiłam, prócz zestawu zapachowych świeczek.;d
Potem pojechaliśmy do Arkadii. Tyle się nałaziłam po sklepach, ze już nie mogłam chodzić i pojechaliśmy do cioci, a potem do domu. ;d
*
A dzisiaj taka nuda. Siedzę na fejsbuku i gram w gry lub gadam z Wenezuelczykiem.;p Mój angielski nie jest taki doskonały, ale da się coś zrozumieć lub napisać.;d
No nie moja wina, ze czasami mam 'odchyły' i zachowuję się jak mała dziewczynka.;p
Z ogniska wróciłam chyba koło 2. Dobrze, że się nie upiłam bo o 7 rano mama wpadła do mnie do pokoju i się zapytała, czy jedziemy do Warszawy.
No i pojechaliśmy.
Najpierw do Ikea. Myślałam, ze sobie coś kupie. I nic. Okazało się , ze transport łóżka, to 4 zł za kilometr.
Hahaha. Sam koszt transportu (ponad 400zł) wychodził drożej od tego łóżka co chciałam.
Wiec uznaliśmy, ze kupimy łóżko u nas w mieście.
Wybrałam sobie potem krzesło. I jak po nie poszliśmy do magazynu, to się okazało, ze czarnych już nie mają!!!
I nic nie kupiłam, prócz zestawu zapachowych świeczek.;d
Potem pojechaliśmy do Arkadii. Tyle się nałaziłam po sklepach, ze już nie mogłam chodzić i pojechaliśmy do cioci, a potem do domu. ;d
*
A dzisiaj taka nuda. Siedzę na fejsbuku i gram w gry lub gadam z Wenezuelczykiem.;p Mój angielski nie jest taki doskonały, ale da się coś zrozumieć lub napisać.;d
23.08.2010 o godz. 16:39
1. Maluję całą górną i dolną powiekę granatowo-fioletowym cieniem. Ten sam cień nakładam nad załamaniem powieki.
2. Rozcieram górną granicę, linię wodną oka pomalowałam błękitną kredką.
3. Brokatowym eyelinerem robię kreskę. Wewnętrzny kącik rozświetlam błękitnym cieniem.
4. Tuszuję rzęsy, podkreślam brwi szarą kredką.
2. Rozcieram górną granicę, linię wodną oka pomalowałam błękitną kredką.
3. Brokatowym eyelinerem robię kreskę. Wewnętrzny kącik rozświetlam błękitnym cieniem.
4. Tuszuję rzęsy, podkreślam brwi szarą kredką.
23.08.2010 o godz. 16:37
Sobota zbliżała się wielkimi krokami. Sam przed sobą bał się do tego przyznać, ale czekał na nią z niecierpliwością. Z drugiej strony, jego wewnętrzna autonomiczność broniła się przed tym uczuciem, uznając je za szczeniackie i niegodne dojrzałego wampira. Choć uwięziony w ciele dziewiętnastolatka, przeżyte doświadczenia: wojny, z których dwie ludzkie, w tym jedna secesyjna i druga światowa, oraz dowództwo nad armią nowonarodzonych, potem walka z nimi, poznanie Cullenów i stateczne życie jako członek ich rodziny – wszystko to sprawiało, że odczuwał znużenie względem ludzkiego życia.
Pojawienie się Jerico Jones sprawiło, że na nowo wstąpiła w niego chęć do… życia, jakkolwiek niejednoznacznie brzmiałoby to w jego przypadku. Właściwie, nie był w stanie jasno stwierdzić co było tego powodem – w końcu dziewczyna widziała go na oczy jedynie kilka razy i, sądząc po tym, że nie zauważyła jego kilkudniowej nieobecności w szkole – raczej nie była nim zainteresowana.
W duszy ukrył twarz w dłoniach – zaczął zachowywać się jak jeden z tych słabych ludzi, którymi wcześniej gardził.
Ale, zachowując szczerość, nie przeszkadzało mu to.
Emmetowi również nie.
- Nowa afera? – ryknął. – Dla mnie elegancko!
Rosalie zmroziła go spojrzeniem. Wydawało się, że następnym zdaniem ostudzi jego zapały, kiedy Carlisle podniósł rękę.
- Nie podejmujmy pochopnych kroków – zaznaczył. Spojrzał porozumiewawczo na Esme, siedzącą obok na kanapie – myślę, że najlepszym rozwiązaniem w tym wypadku będzie cierpliwość.
Najwyraźniej rozczarowany, Emmet już otwierał usta, ale Carlisle go uprzedził:
- Nie jesteśmy pewni, z kim tak naprawdę mamy do czynienia – dodał spokojnie. – Jeśli w ogóle.
- Ale… - zaczęła Alice.
- Wiem o tym – odparł natychmiast – i nigdy nie wątpiłem w twoje zdolności, Alice. Zdaję sobie natomiast sprawę, że nieprzemyślane działanie może narazić nas na niepowodzenie.
- W takim razie, co proponujesz? – zadała pytanie.
- Pierwsze, co w tej sytuacji możemy zrobić, to określić tą dziewczynę – „określenie” w ich środowisku było uproszczonym znaczeniem słów „zdefiniować gatunek”. Czasem używali ich w stosunku do tych wampirów, którzy nie obnosili się ze swoimi preferencjami żywieniowymi – Tylko wtedy, kiedy uzyskamy pewność, co do jej pochodzenia i zamiarów, będziemy w stanie podjąć odpowiednie kroki. Tylko ostrożnie – dorzucił, napotykając rozochocone spojrzenie Emmeta – nie chcemy jej wystraszyć.
- Jeśli to nie chce wystraszyć nas – żachnęła się Rosalie. Wszyscy obecni zwrócili spojrzenia na nią. Rada ze zwrócenia na siebie uwagi, podjęła – nie mamy pojęcia, czym to jest – zerknęła na Jaspera i uświadomił sobie, że ta z premedytacją użyła zaimka bezosobowego, żeby mu dopiec. Udało jej się, był wściekły – skąd mamy pewność, że nie jest kolejnym z namiestników Volturi?
- Może z tej prostej przyczyny – powiedział Jasper, siląc się na swobodny ton – że nie zrzuciła nam ich na głowę?
Rosalie zbladła, co w jej przypadku zwiastowało rychłą utratę kontroli. Emmet wyczuł zbliżający się napad wściekłości i dotknął jej ramienia.
- Spasuj, Rose.
Zignorowała go.
- Czy wy tego nie rozumiecie? – powiodła oczami po zgromadzonych. – Pojawia się to znikąd w Allegan i od razu miesza w głowie jednemu z nas! Nie widzicie, że to wszystko nie jest dziełem przypadku?
Głos postanowiła zabrać Esme. Rosalie żywiła do niej większy respekt niż do Carlisle, z tej przyczyny, że ich historie miały ze sobą wiele wspólnego.
- Nasz wywiad posłuży dowiedzeniu się o tym – rzekła. – Zrozum, Rosalie, nie możemy pozwolić sobie na bezpodstawne oskarżenia, dopóki nie będziemy pewni co do słuszności działań.
Rosalie otworzyła usta, po to, by je zamknąć bez słowa.
- Róbcie co chcecie – powiedziała w końcu. – Ja nie zamierzam brać w tym udziału.
I wyszła.
Emmet krzyknął za nią, ale go zlekceważyła. Wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć „to nie moja wina”.
Jasper wziął głęboki oddech.
- Jaki ja mam mieć w tym udział?
Carlisle postukał się palcem wskazującym po brodzie, najwyraźniej ważył coś w myślach.
- Musimy wezwać Edwarda – powiedział w końcu. – Ty - spojrzał mu prosto w oczy - pójdziesz na sobotnie spotkanie.
Pojawienie się Jerico Jones sprawiło, że na nowo wstąpiła w niego chęć do… życia, jakkolwiek niejednoznacznie brzmiałoby to w jego przypadku. Właściwie, nie był w stanie jasno stwierdzić co było tego powodem – w końcu dziewczyna widziała go na oczy jedynie kilka razy i, sądząc po tym, że nie zauważyła jego kilkudniowej nieobecności w szkole – raczej nie była nim zainteresowana.
W duszy ukrył twarz w dłoniach – zaczął zachowywać się jak jeden z tych słabych ludzi, którymi wcześniej gardził.
Ale, zachowując szczerość, nie przeszkadzało mu to.
Emmetowi również nie.
- Nowa afera? – ryknął. – Dla mnie elegancko!
Rosalie zmroziła go spojrzeniem. Wydawało się, że następnym zdaniem ostudzi jego zapały, kiedy Carlisle podniósł rękę.
- Nie podejmujmy pochopnych kroków – zaznaczył. Spojrzał porozumiewawczo na Esme, siedzącą obok na kanapie – myślę, że najlepszym rozwiązaniem w tym wypadku będzie cierpliwość.
Najwyraźniej rozczarowany, Emmet już otwierał usta, ale Carlisle go uprzedził:
- Nie jesteśmy pewni, z kim tak naprawdę mamy do czynienia – dodał spokojnie. – Jeśli w ogóle.
- Ale… - zaczęła Alice.
- Wiem o tym – odparł natychmiast – i nigdy nie wątpiłem w twoje zdolności, Alice. Zdaję sobie natomiast sprawę, że nieprzemyślane działanie może narazić nas na niepowodzenie.
- W takim razie, co proponujesz? – zadała pytanie.
- Pierwsze, co w tej sytuacji możemy zrobić, to określić tą dziewczynę – „określenie” w ich środowisku było uproszczonym znaczeniem słów „zdefiniować gatunek”. Czasem używali ich w stosunku do tych wampirów, którzy nie obnosili się ze swoimi preferencjami żywieniowymi – Tylko wtedy, kiedy uzyskamy pewność, co do jej pochodzenia i zamiarów, będziemy w stanie podjąć odpowiednie kroki. Tylko ostrożnie – dorzucił, napotykając rozochocone spojrzenie Emmeta – nie chcemy jej wystraszyć.
- Jeśli to nie chce wystraszyć nas – żachnęła się Rosalie. Wszyscy obecni zwrócili spojrzenia na nią. Rada ze zwrócenia na siebie uwagi, podjęła – nie mamy pojęcia, czym to jest – zerknęła na Jaspera i uświadomił sobie, że ta z premedytacją użyła zaimka bezosobowego, żeby mu dopiec. Udało jej się, był wściekły – skąd mamy pewność, że nie jest kolejnym z namiestników Volturi?
- Może z tej prostej przyczyny – powiedział Jasper, siląc się na swobodny ton – że nie zrzuciła nam ich na głowę?
Rosalie zbladła, co w jej przypadku zwiastowało rychłą utratę kontroli. Emmet wyczuł zbliżający się napad wściekłości i dotknął jej ramienia.
- Spasuj, Rose.
Zignorowała go.
- Czy wy tego nie rozumiecie? – powiodła oczami po zgromadzonych. – Pojawia się to znikąd w Allegan i od razu miesza w głowie jednemu z nas! Nie widzicie, że to wszystko nie jest dziełem przypadku?
Głos postanowiła zabrać Esme. Rosalie żywiła do niej większy respekt niż do Carlisle, z tej przyczyny, że ich historie miały ze sobą wiele wspólnego.
- Nasz wywiad posłuży dowiedzeniu się o tym – rzekła. – Zrozum, Rosalie, nie możemy pozwolić sobie na bezpodstawne oskarżenia, dopóki nie będziemy pewni co do słuszności działań.
Rosalie otworzyła usta, po to, by je zamknąć bez słowa.
- Róbcie co chcecie – powiedziała w końcu. – Ja nie zamierzam brać w tym udziału.
I wyszła.
Emmet krzyknął za nią, ale go zlekceważyła. Wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć „to nie moja wina”.
Jasper wziął głęboki oddech.
- Jaki ja mam mieć w tym udział?
Carlisle postukał się palcem wskazującym po brodzie, najwyraźniej ważył coś w myślach.
- Musimy wezwać Edwarda – powiedział w końcu. – Ty - spojrzał mu prosto w oczy - pójdziesz na sobotnie spotkanie.
23.08.2010 o godz. 16:30
No i przywlókł swoje dupsko do naszego domu. Wrócił, naturalnie z kolejną porcją kłamstw. Jestem ciekawa jak długo jest już w Polsce. Nie wydaje mi się, że od dzisiaj. Myśli, że jak przywiezie tonę prezentów zaleczy żal. No niestety, ale nie. Uruchomi tylko mój wewnętrzny system wątpliwości. Bo ja nie wiem co mam myśleć. Tyle mu nagadałam, a on nawet nie poruszył tego tematu. Nic, nie ma tematu... jak zawsze.
Stoczyli już pierwszą wolkę, mój Brat znów nie wie o co chodzi. Kocha Tatusia, tak dawno go nie widział, tatuś przecież zawsze opanowany... mamę też kocha, ale ona do granic już znerwicowana i nasycona nienawiścią do człowieka, który zniszczył jej życie, nie może się uspokoić i krzyczy. Wychodzi więc na to, że to tatuś poszkodowany. Jak ja tego człowieka nienawidzę. Nie mam pojęcia do czego jest zdolny i jeszcze ten jego kolega. Ile razy już siedział za... narkotyki np.? Czasem się boję, o mamę się boję, bo wiem, że mnie nie ruszą, ale ją... Ja nie wiem w jakim towarzystie ten cały kolega się obraca i niech tak zostanie- nic ciekawego. Teraz ojciec okupuje Brata. Biedny dzieciak, z głowy mu zrobią tartą marchew. Dorośli cały czas mówią o odpowiedzialności, ale im to słowo jest obce. Chcą wojny, przoszę bardzo, ale niech przynajmniej nie mieszają do tego 3-latków, grając im na uczuciać. Nie chcę żeby mój Brat został psychiczną kaleką. Wiem jak to potem wygląda- wieczny żal i ból.
Lepiej by było, gdyby go nie było... Ale jest i jest moim ojce i zawsze nim będzie i zawsze będę się zastanawiać czy dobrze zrobiłam, że go od siebie odpychałam.
Stoczyli już pierwszą wolkę, mój Brat znów nie wie o co chodzi. Kocha Tatusia, tak dawno go nie widział, tatuś przecież zawsze opanowany... mamę też kocha, ale ona do granic już znerwicowana i nasycona nienawiścią do człowieka, który zniszczył jej życie, nie może się uspokoić i krzyczy. Wychodzi więc na to, że to tatuś poszkodowany. Jak ja tego człowieka nienawidzę. Nie mam pojęcia do czego jest zdolny i jeszcze ten jego kolega. Ile razy już siedział za... narkotyki np.? Czasem się boję, o mamę się boję, bo wiem, że mnie nie ruszą, ale ją... Ja nie wiem w jakim towarzystie ten cały kolega się obraca i niech tak zostanie- nic ciekawego. Teraz ojciec okupuje Brata. Biedny dzieciak, z głowy mu zrobią tartą marchew. Dorośli cały czas mówią o odpowiedzialności, ale im to słowo jest obce. Chcą wojny, przoszę bardzo, ale niech przynajmniej nie mieszają do tego 3-latków, grając im na uczuciać. Nie chcę żeby mój Brat został psychiczną kaleką. Wiem jak to potem wygląda- wieczny żal i ból.
Lepiej by było, gdyby go nie było... Ale jest i jest moim ojce i zawsze nim będzie i zawsze będę się zastanawiać czy dobrze zrobiłam, że go od siebie odpychałam.
23.08.2010 o godz. 15:48
Rozdział 1. Spotkanie.

Josh
"O ku*wa!" zakląłem w myślach zdejmując z przedniej szyby mojego srebrnego citroena mandat za parkowanie w niedozwolonym miejscu. Ale gdzie miałem zaparkować, kiedy spóźniony podjechałem pod uczelnię, a tu wredny profesor zastawił moje miejsce?! No to jest szczyt chamstwa! Zmiąłem kartkę i podbiegłem do stojącego niedaleko kosza. Że też jeszcze musiało tak lać! Byłem przemoknięty do suchej nitki.
Wrzuciłem mandat do kosza. Odwróciłem się szybko. Nagle niebo przeciął błysk pioruna. Niespodziewanie poczułem, jak czyjeś kruche ciałko odbija się od mojej klaty. Niska, czerwonowłosa dziewczyna oparła się o mój wóz, żeby sie nie przewrócic.
-Wszystko gra? Przepraszam panią...
Spojrzała mi w oczy. Wyglądała na zaskoczoną, a nawet przerażoną. Jakby miała do mnie jakąś urazę, a przecież nie znaliśmy się.
Nagle dziewczyna zbladła kompletnie. W ostatniej chwili złapałem ją. Osuwała się bezwiednie na ulicę... Krople deszczu biły o jej blade policzki i sine usta. Bez zastanowienia wsadziłem ją do auta i ruszyłem do szpitala.
Carry
Gdybym wiedziała, że bedzie padać, wzięłabym kurtkę. Ale niestety, nie miałam jej, więc na pocztę musiałam biegać. Było to naprzeciwko uczelni. Wychodząc z poczty, spojrzałam w jej stronę. Tak bardzo marzyłam o studiach, ale od śmierci Alison rok temu, to było niemożliwe.
Nagle wpadłam na jakiegoś gościa. Mało co nie upadłam, bo przytrzymałam się metalicznie połyskującego samochodu.
-Wszystko gra? Przepraszam panią...- usłyszałam dźwięczny głos. Musiałam na niego spojrzeć. Zobaczyłam przystojnego bruneta o orzechowych oczach, w których utonęłam... Nic dziwnego, że Alison go kochała. Nie mogłam w to uwierzyć... Przede mną stał morderca mojej siostrzyczki... Czułam jak krew odchodzi mi z twarzy... Ciemność okryła moje oczy... Osunęłam się na ziemię...

Josh
"O ku*wa!" zakląłem w myślach zdejmując z przedniej szyby mojego srebrnego citroena mandat za parkowanie w niedozwolonym miejscu. Ale gdzie miałem zaparkować, kiedy spóźniony podjechałem pod uczelnię, a tu wredny profesor zastawił moje miejsce?! No to jest szczyt chamstwa! Zmiąłem kartkę i podbiegłem do stojącego niedaleko kosza. Że też jeszcze musiało tak lać! Byłem przemoknięty do suchej nitki.
Wrzuciłem mandat do kosza. Odwróciłem się szybko. Nagle niebo przeciął błysk pioruna. Niespodziewanie poczułem, jak czyjeś kruche ciałko odbija się od mojej klaty. Niska, czerwonowłosa dziewczyna oparła się o mój wóz, żeby sie nie przewrócic.
-Wszystko gra? Przepraszam panią...
Spojrzała mi w oczy. Wyglądała na zaskoczoną, a nawet przerażoną. Jakby miała do mnie jakąś urazę, a przecież nie znaliśmy się.
Nagle dziewczyna zbladła kompletnie. W ostatniej chwili złapałem ją. Osuwała się bezwiednie na ulicę... Krople deszczu biły o jej blade policzki i sine usta. Bez zastanowienia wsadziłem ją do auta i ruszyłem do szpitala.
Carry
Gdybym wiedziała, że bedzie padać, wzięłabym kurtkę. Ale niestety, nie miałam jej, więc na pocztę musiałam biegać. Było to naprzeciwko uczelni. Wychodząc z poczty, spojrzałam w jej stronę. Tak bardzo marzyłam o studiach, ale od śmierci Alison rok temu, to było niemożliwe.
Nagle wpadłam na jakiegoś gościa. Mało co nie upadłam, bo przytrzymałam się metalicznie połyskującego samochodu.
-Wszystko gra? Przepraszam panią...- usłyszałam dźwięczny głos. Musiałam na niego spojrzeć. Zobaczyłam przystojnego bruneta o orzechowych oczach, w których utonęłam... Nic dziwnego, że Alison go kochała. Nie mogłam w to uwierzyć... Przede mną stał morderca mojej siostrzyczki... Czułam jak krew odchodzi mi z twarzy... Ciemność okryła moje oczy... Osunęłam się na ziemię...
23.08.2010 o godz. 15:46
płynęliście kiedyś tym dziwnym czymś, zwanym rozrywkowo BANAN? Ja pierdole. Pływać nie umiem, wody się boję, ale na banana wlazłam. Darłam się jak ta głupia, no ale podobno nie było słychać na brzegu :D
Mamuśka zjebała się z tapczanu, potem wpadła w niego, bo zarwał się :D O pierwszej w nocy. Śmiałam się jak ta głupia chyba do trzeciej nad ranem :D
Trafiliśmy też na zjazd motocykli. O jaaaaa, tyle to ich jeszcze nie widziałam :) Trzysta albo i więcej. A jakie wypasione! Co prawda właściciele zazwyczaj to starsi panowie...
I najlepszy skecz. Pisałam tu niedawno, że założyłam profil na Randkowa.pl (co prawda już go tam nie mam). Odwiedzali mnie różni kolesie. W domku letniskowym obok naszego mieszkało czterech kolesi z Konina. No i ten jeden wydawał mi się znajomy. W końcu się zgadaliśmy, że widzieliśmy się na portalu randkowa.pl :D
Ale numer, co nie? :)
Mam taką koszulkę. Ubrałam ją dnia pewnego nad morzem i skupiałam całą swoją uwagę na sobie. Wszyscy czytali, spoglądali, uśmiechali się, śmiali, robili dziwne miny...Normalnie byli mną bardziej zainteresowani niż morzem. Ubrałam ją tylko raz i więcej nie, bo mnie to wkurwiało, ale przynajmniej fajne ciacha na mnie spoglądały :D
Ale wam mówię, łażą takie ciasteczka że szok, głównie z laskami, ale co tam popatrzeć można.
W piątek rodzicielom zachciało się rybek wędzonych na kolację i poszliśmy na Kamienny Szaniec kupić wędzonego dorsza czy coś tam. No i weszliśmy do takiego baru gdzie można było se zamówić te ryby a przy barze siedziziało trzech facetów (na oko koło 50 lat) jeden z długimi włosami, drugi łysy, a trzeci taki normalny. Tacy napakowani, że szok. Wódkę wlewali w siebie litrami. Stanęłam przy barze a ten z długimi włosami perfidnie na dupę mi sie patrzy i mi sie pyta KTÓRĘDY WOLĘ.
No to chuj, se myślę, odpowiadam "Wracam deptakiem" :D Zaczęli się śmiać i tyle, po sprawie. :)
Komary żarły jak głupie, osa mnie ujebała też, ale miałam ze sobą żel na ukąszenia także wiecie.
A mój ojciec jak mnie osa użarła powiedział "Polopiryne ci dam" :D
moi starsi to są dopiero asy :) (CZASAMI) :D
Dosłownie przed chwilą...
Mama dzwoni do ciotki czy możemy wieczorem przyjechać. Ciotka się pyta "Z wujem?" a mama "Z chujem" :D
Toż to leżałam pod stołem :D
Mamuśka zjebała się z tapczanu, potem wpadła w niego, bo zarwał się :D O pierwszej w nocy. Śmiałam się jak ta głupia chyba do trzeciej nad ranem :D
Trafiliśmy też na zjazd motocykli. O jaaaaa, tyle to ich jeszcze nie widziałam :) Trzysta albo i więcej. A jakie wypasione! Co prawda właściciele zazwyczaj to starsi panowie...
I najlepszy skecz. Pisałam tu niedawno, że założyłam profil na Randkowa.pl (co prawda już go tam nie mam). Odwiedzali mnie różni kolesie. W domku letniskowym obok naszego mieszkało czterech kolesi z Konina. No i ten jeden wydawał mi się znajomy. W końcu się zgadaliśmy, że widzieliśmy się na portalu randkowa.pl :D
Ale numer, co nie? :)
Mam taką koszulkę. Ubrałam ją dnia pewnego nad morzem i skupiałam całą swoją uwagę na sobie. Wszyscy czytali, spoglądali, uśmiechali się, śmiali, robili dziwne miny...Normalnie byli mną bardziej zainteresowani niż morzem. Ubrałam ją tylko raz i więcej nie, bo mnie to wkurwiało, ale przynajmniej fajne ciacha na mnie spoglądały :D
Ale wam mówię, łażą takie ciasteczka że szok, głównie z laskami, ale co tam popatrzeć można.
W piątek rodzicielom zachciało się rybek wędzonych na kolację i poszliśmy na Kamienny Szaniec kupić wędzonego dorsza czy coś tam. No i weszliśmy do takiego baru gdzie można było se zamówić te ryby a przy barze siedziziało trzech facetów (na oko koło 50 lat) jeden z długimi włosami, drugi łysy, a trzeci taki normalny. Tacy napakowani, że szok. Wódkę wlewali w siebie litrami. Stanęłam przy barze a ten z długimi włosami perfidnie na dupę mi sie patrzy i mi sie pyta KTÓRĘDY WOLĘ.
No to chuj, se myślę, odpowiadam "Wracam deptakiem" :D Zaczęli się śmiać i tyle, po sprawie. :)
Komary żarły jak głupie, osa mnie ujebała też, ale miałam ze sobą żel na ukąszenia także wiecie.
A mój ojciec jak mnie osa użarła powiedział "Polopiryne ci dam" :D
moi starsi to są dopiero asy :) (CZASAMI) :D
Dosłownie przed chwilą...
Mama dzwoni do ciotki czy możemy wieczorem przyjechać. Ciotka się pyta "Z wujem?" a mama "Z chujem" :D
Toż to leżałam pod stołem :D
23.08.2010 o godz. 15:41
Już dawno zauważyłem jak ogromne masy facetów twierdzą, że dziewczyny lecą na kasę. Jasne, że większość z nich to suki. Jasne, że niektóre na pieniądze lecą. Mimo wszystko są również wspaniałe istoty na tym świecie. Piękne, wrażliwe i czułe. Zastanawiałem się skąd wziął się ten stereotyp z pieniędzmi. Wydaje mi się że to raczej ostatnio mężczyźni stają się materialistami. Próbują imponować, kasą, złotymi łańcuchami, nową furą albo wypasioną komórą itp. I jak im to wychodzi? Chuj a nie wychodzi. Chyba jednak większość takich kolesi chciałaby, żeby laski na tę kasę jednak leciały, hehe... Na świecie jest masa cudownych istotek, które potrzebują czułości, miłości i poczucia bezpieczeństwa a nie grubego portfela. Założę się, że większość dziewczyn się ze mną zgodzi. Pomijam oczywiście grube lochy i inne potwory, których zdanie mnie w ogóle nie interesuje, i które mogą spadać z powrotem na bagna
23.08.2010 o godz. 15:41
Standardowo siedzę z papierosem w gębie i próbuję zebrać moje w chuj zacne myśli w jedną porządną kupę (jakkolwiek dwuznacznie to brzmi). Kończą mi się fajki-nawet nie zdajecie sobie sprawy w jaką cholerną furię wpadam z tego powodu.
Teraz kurwa,jest czas do odniesienia się do jakże ułomnej notki Pani/Pana ''wieszcz'',co przekonuję mnie tylko o tym,że osobnik który ją napisał,jest godny miana imbecyla dławiącego się w swojej nienawiści do ludzi innej masy ciała niż on/ona/ono czy chuj wie jakim popierdolonym stworzeniem jest.
Niezależnie od tego czy jesteś gruby, brzydki,niski, bądź też elokwentny i piękny, musisz zdawać sobie sprawę z kilku faktów.To,że jesteśmy tacy a nie inni czyni nas wyjątkowymi.Jedynymi w swoim rodzaju.I nawet osoba bez rąk może wynieść z życia po stokroć więcej, aniżeli pieprzony milioner z gębą wypchaną kawiorem.Liczy się akceptacja, liczy się życie a nie jego wyimaginowana namiastka z tandetnego chińskiego plastiku.Trzeba brać życie takim jakim jest, i starać się nim cieszyć.

Teraz kurwa,jest czas do odniesienia się do jakże ułomnej notki Pani/Pana ''wieszcz'',co przekonuję mnie tylko o tym,że osobnik który ją napisał,jest godny miana imbecyla dławiącego się w swojej nienawiści do ludzi innej masy ciała niż on/ona/ono czy chuj wie jakim popierdolonym stworzeniem jest.
Niezależnie od tego czy jesteś gruby, brzydki,niski, bądź też elokwentny i piękny, musisz zdawać sobie sprawę z kilku faktów.To,że jesteśmy tacy a nie inni czyni nas wyjątkowymi.Jedynymi w swoim rodzaju.I nawet osoba bez rąk może wynieść z życia po stokroć więcej, aniżeli pieprzony milioner z gębą wypchaną kawiorem.Liczy się akceptacja, liczy się życie a nie jego wyimaginowana namiastka z tandetnego chińskiego plastiku.Trzeba brać życie takim jakim jest, i starać się nim cieszyć.

23.08.2010 o godz. 15:21
niestety rzeczywistość nie przywitała mnie rózowo
Pan J. nie żyje. Pochowałem go w piatek. Był moim przyjacielem wśród zwierząt. Brakuje mi go mocno.
Pan J. nie żyje. Pochowałem go w piatek. Był moim przyjacielem wśród zwierząt. Brakuje mi go mocno.
23.08.2010 o godz. 15:17






