Od dziś wielkie zmiany !!!
Blog zmieni szatę graficzną, nazwę, a co najważniejsze AUTORKĘ ....
to znaczy, ja też będę pisała ... ale nie będę sama, postanowiłam podzielić się blogiem z moją starszą siostrą Kamą
Nie martwcie się, ona też ma ciekawe życie i boskie pomysły ...
będziemy się podpisywały pod postami ...
Ja < Angelika > - Angella
a, Kamila - Kama ...
podoba wam się ten pomysł ?
proszę o odpowiedzi w komentarzach, a już za kilka minut debiutancka notka mojej siostry ...
Blog zmieni szatę graficzną, nazwę, a co najważniejsze AUTORKĘ ....
to znaczy, ja też będę pisała ... ale nie będę sama, postanowiłam podzielić się blogiem z moją starszą siostrą Kamą
Nie martwcie się, ona też ma ciekawe życie i boskie pomysły ...
będziemy się podpisywały pod postami ...
Ja < Angelika > - Angella
a, Kamila - Kama ...
podoba wam się ten pomysł ?
proszę o odpowiedzi w komentarzach, a już za kilka minut debiutancka notka mojej siostry ...
Mamy początek lutego. Co oznacza,że przed nami dzień zakochanych zwany inaczej Walentynki. To coroczne święto przypadające 14 lutego. Zwyczajem w tym dniu jest wysyłanie listów zawierających wyznania miłosne,ale jednak zawsze można być bardziej oryginalnym i kupić swoje drugiej połówce na przykład coś z biżuterii. Jak wiemy : biżuterii nigdy dość ! PRAWDA ? Zielony Kot przygotował na tę okazję specjalne błyskotki. Jeśli ktoś zainteresowany - http://www.zielonykot.pl/oferta.php?klast=WALENTYNKI&pozt=1
piękne, a co najważniejsze nie drogie !!
polecam !
piękne, a co najważniejsze nie drogie !!
polecam !
Dziś kolejny post w domowym zaciszu - poprzez niekończący się mróz. Gdy jest zimno,blogowanie staje się naprawdę problematyczne. Mam nadzieję,że wam to nie przeszkadza kiedy dodaje takie oto zdjęcia (?). Na pewno zauważyliście obecność trampków Converse w moich zestawach. Należą do jednego z moich ulubionych rodzajów obuwia. Cenię je sobie za wygodę,wygląd,a przede wszystkim za oryginalność. Moim zdaniem są mile widziane w przeróżnych stylach. Nie tylko sportowym,luźnym,ale też w odrobinie tej 'eleganckiej'. A ja dziś chcę was o tym kolejny raz przekonać. Koszula,tym razem nie dopięta na ostatni guzik tylko lekko rozpięta,a do niej mocno czerwony sweter,który sam w sobie bardzo ożywia całą stylizację.
sweter,koszula - H&M spodnie - ZARA pierścionek - TYRO trampki - CONVERSE
PS. za chwilkę drugi post
sweter,koszula - H&M spodnie - ZARA pierścionek - TYRO trampki - CONVERSE
PS. za chwilkę drugi post
Witam Cię Pola w popołudniowy Piątek ;D
Nie ma to jak miec zajebiste zwierzaki ;P
- Koleżanka ma wrednego psa. Robi jej po złości,więc zaproponowałam aby zamkła ją w łazience. Pola mi na to, że zamkłaby,ale wpierdoli jej pies kibel robiąc znów po złości i nie bedzie miala gdzie srac.Więc ja jej na to,żeby srała i sikała przez okno a ludzie beda myslec ze czekoladowy śnieg pada i żółty deszcz haha to byłby wyczyn ;D Haha
;D
Tekst miesiąca ;
1. "ok bede ale kurwa zesram sie ze śmiechu ;] "
2. "Sraki latające " haha
KOCHAM !! <3
Nie ma to jak miec zajebiste zwierzaki ;P
- Koleżanka ma wrednego psa. Robi jej po złości,więc zaproponowałam aby zamkła ją w łazience. Pola mi na to, że zamkłaby,ale wpierdoli jej pies kibel robiąc znów po złości i nie bedzie miala gdzie srac.Więc ja jej na to,żeby srała i sikała przez okno a ludzie beda myslec ze czekoladowy śnieg pada i żółty deszcz haha to byłby wyczyn ;D Haha
;D
Tekst miesiąca ;
1. "ok bede ale kurwa zesram sie ze śmiechu ;] "
2. "Sraki latające " haha
KOCHAM !! <3
21 GRUDNIA
Oczami Justina.
Wstałem o 11 :D jak to ja. Teraz mam wolne 27 grudnia, dobrze że ubłagałem Scoota o urlop ;D
O Godzinie 12 byłem u Klaudii ubrany w zwykłą białą koszulke ( taką galową i zwykłe czarne rurki i czarny luźno ułożony krawat. ( tak jak z sesji z Kim. nie mogę znaleźć zdjęcia).
Opadłem na kanapę.
- O mój Romeo przyszedł! Co ty tak na galowo?
- Podoba ci się?! - zrobiłem cwany uśmiech.
- No tak sexy ;) - puściła mi oczko.
- Jus.... - to powiedziała już trochę ciszej.
- Tak, słońce. - Ona usiadła mi na kolana i położyła ręce na szyi(mojej)
- Mam do Cb taką sprawę....
- Dla Cb wszystko maleńka.
- Zawiózł byś mi dzisiaj do centrum bo znowu muszę zanieść do naprawy tego mojego laptopa, bo znowu się popsuł. To jak ?? - spytała się robić oczka kota ze Shreka.
- Czemu nie ?? oczywiście że tak!!
- I jeszcze jedno.
- tak ??
- Co ja mam ci kupić bo już kompletnie nie wiem!!!
- Hahahahahahahahaha!!!! - wybuchłem śmiechem !!
- Czemu się śmiejesz !!!!!?????
- Masz mi nic nie kupować ty jesteś największym i najwspanialszym prezentem !! Po mimo przeciwności losu byłaś ze mną zawsze i wszędzie!! Wspierasz mnie, rozbawiasz ,opiekujesz nie potrzeba mi nic więcej rozumiesz ?! Kocham Cie !!! I chce jedynie żeby tak zostało!!! Kocham w Tb wszystko ten twój słodki nosek! małe słodkie usteczka! I piękne błękitne oczy, więcej nic mi do szczęścia nie potrzeba! - Powiedziałem to na jednym tchu byłem z tej gadki dumny bo była kierowana z szczerego serca!
- Ty jesteś moim skarbem wiesz ?!? Tak bardzo, bardzo Kocham Cie!!! - i zacząłem śpiewać ona się dołączyła.
- TY JESTEŚ MOIM SKARBEM WIESZ ?!? TAK BARDZO, BARDZO KOCHAM CIE!!!- darliśmy się na cale gardła!! Boże kocham ją!!! I tak z 10 minut.Aż w końcu zeszli Chris, Ola i Wiktoria. I powiedzieli na raz.
' Tu Ludzie śpią!!!"
i zaczęli nas nakładać poduszkami i wtedy zaczęła się wojna!!
-AAAAAAA Ty bierzesz Wiki i Olkę!JA Chrisa! - krzykła Klaudia.
- Ok!!!AAAAAAAAAA
Po 5 minutach
OCZAMI KLAUDII
- Boże Polki są szalone! -powiedział Chris który leżał na podłodze.A Justin dodał..
- I piękne !
- Wiktoria oni powiedzieli coś o Polkach więc i my powinnyśmy powiedzieć o Kanadyjczykach.
-No to Kanadyjczycy są...... - Wiki się zacięła :P
- Masz jakiś pomysł ? - spytała. A chłopacy na mnie spojrzeli.
- Eeeee no nie mam pomysłu.... ani oni ładni, ani śmieszni. - Powiedziałam ze śmiechem na ustach.
- Nom, racja za ładni to oni nie są! Ani zabawowi! - dodała. Justin i Chris wstali z podłogi i na nas spojrzeli i poszli obrażeni.
- Ej oni chyba nie brali tego na serio ?
- Nie wiem. - powiedziałam i wstałam z podłogi. A przy okazji po mogłam wstać "słonicy" z podłogi. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi. Pobiegłyśmy zobaczyć kto przyszedł, nikogo nie było czyli ktoś wyszedł. Otworzyłyśmy drzwi i zobaczyłyśmy Justina i Chrisa którzy schodzili po schodach.
- Ej chłopcy !!!! - krzyknęłyśmy. Nic nie odwrócili się ani nic. Po szli.
- Zapomniałyśmy dodać że obrażalscy. - powiedziałam.
Po 10 minutach oglądania jakiś bzdet. Usłyszeliśmy jak ktoś trzaska drzwiami.
- Ooo przyszli obrażalscy. - wtedy wtargnęli trzej muszkieterowie. Czyli Justin, Ryan i Christian!
- Wstawajcie lenie!!! - krzyknęli poważnie.
- A bo co ? - spytałyśmy chóralnie.
- A bo to. - Powiedzieli. Justin ściągnął mnie z kanapy i przerzucił przez ramie jak worek kartofli. Ja zaczęłam go bić po plecach.
- Bieber ja spadnę!!!! - zaczęłam krzyczeć i szarpać się.
- Jak dalej będziesz tak robić to na pewno. - powiedział bez uczuć co się stało z tam tym Justinem ?!
- A Ryan debilu!!!- zaczęła się wydzierać Wiwi bo z nią zrobił tak samo!
- Bądźcie cicho do jasne ciasnej jasne! - krzyknęli do nas.
- Christian i idzesz do Olki!! - rozkazali!
- Dobra. - pobiegł.
- Jus i mam tu jeszcze wisieć ?
- Ile mi się będzie podobało.
- Co Wam odbija na żartach się nie znacie ?! - spytała się moja koleżanka która wisiała na plecha swojego chłopaka.
- Najwidoczniej nie znamy się.
Po chwili zbieg Christian w rękach trzymał dwie torby.
- Powiedziałeś jej?
-Tak. Powiedziałem.
Nagle zaczęli iść A mi się zaczęło robić nie dobrze! Postawili na w korytarzu i kazali ubrać kurtki i czapki. Spytałyśmy się co chcą zrobić z takimi "nie dobrymi dziewczynkami". Oni na to że dowiemy się w swoim czasie.
Jak się ubraliśmy znowu wylądowałyśm na ich plecach. -,-
- Wy chyba nie macie zamiaru nas znosić po schodach na plecach?!
- no mamy.
- Proszę nie ja się boje Justin błagam !!!! - naprawdę się bałam!
- no dobra. - postawili nas na ziemi i pozwolili nam zejść. Wyszłyśmy a przed bramką stał Kenny!!!
-O Kenny- rzuciłyśmy się na Kennego ; D
- Co ty tu robisz ?!
-A Oni kazali mi Was pilnować.
- Im już całkiem odbija !
- No, ale dziewczyny im odbija z miłości więc to "odbicie" jest nie groźne ;) - pościł nam oczko.
- Koniec pogaduszek właźcie !
- OK nie rzucajcie się ! - weszłyśmy posłusznie do samochodu.
Zatrzymaliśmy się przed ......? No nie wiem jak to nazwać... Yyy hala sportowa ?
- Justin Gdzie jesteśmy ?
- Boże durna jeśteś! !
- Ej nie takim tonem! Nie pozwalaj sb! Co ty Sobie myślisz ! Macie do nas jakieś pretenseje że chciałyśmy się z wami po śmiać, ale najwidoczniej nie znacie się na żartach! A my przesto teraz mamy robić co wy nam każecie !!! To jest nie fer! - Zaczełam na niego krzyczeć. On chciał złapać mnie za ręke, ale ja odskoczyłam nie miałam najmnieszej chęci żeby mnie dotykał!
- Nie dotykaj mnie !!
-Ale...
- Ale nie ma żadnych ale.... ja stąd spadam. - i poszłam do przodu. Nie wiem gdzie szłam jak najdalej od niego. Co on sobie myśli, ja nie jestem jego kundlem!!! Nagle zobaczyłam go przed sobą. Miał taką nie winą, mine że zapomniałam o tych jego durnych planach, ale i tak odwróciłam głowe w bok.
- Klaudia, przepraszam ale to jest niespodzianka teraz mieliśmy wam wszystko wyjaśnić.
- Nie wierze! Justin ty się zmieniasz i boje się że tak już ci zostanie...
- Kochanie spójrz na mnie błagam Cie!- przekręciałam głowe w jego strone.
- Ja dorastam tak i ty....
- Wiem, ale boje się że Cie mogę stracić, coraz częściej mamy kłótnie.
- Klaudia my się kłócimy o Takie pierdoły!! Nigdy nic nas nie rozłączy rozmiesz!!! Prawdziwa miłość zawsze przetrwa.
- To niby skąd wiesz że to jest prawdziwa miłość ?! Przecież poznaliśmy się przypadkiem a chodziliśmy po paru dniach naszej znajomości.
- No i co ?! JAk tylko siebie zobaczyliśmy zatkało nas na poczekaniu. Ja nie mogłem wydusić słowa, tak i ty. A po zatym jesteśmy ze sobą aż do tej pory to chyba o czymś świadczy prawda! Przerzyliśmy razem tyle wspólnych chwil. Moją ustawke przetrawaliśmy! Twoje porzucenie w lesie! Nasz pierszy raz. Twoją ciąże porwanie i ucieczkę!! Nic już nasz nie rozłączy!! - ja na to nic nie powiedziałam.
- Kochasz mnie ?!
- Tak... - wtedy objoł moją twarz i zaczął całować, ja nie odwzajemniłam, ale pochwili się nie mogłam wytrzymać. To co Justin mówił to prawda nasza miłość jest za mocna żeby nas coś rozłączyło.
- To jak pozwalisz nam pokazać niespodzankę?
- Tak. - odpowiedziałam złapaliśmy się za ręce i poszliśmy w strone tej hali. Zrobiło mi się głupio. Że za taką głupote zrobiłam mu awanture.
Okazało się że ta niespodzanką jest to że chłopcy pokażą nam jacy oni zabawowi:P Jak byliśmy już przebrani w stroje na w-f weszłyśmy na sale i czekałyśmy na naszych chłopaków i na przybłęde z Kanady :D
- Po co my tu czekamy przecież równie dobrze możemy już grać ! - powiedziała Wiktoria. Gdzieś na końcu sali znalezłyśmy piłki do kosza. I przypomniało mi się nasz w-f 1 ginazjum:P
- Ej Wiwi ty pamietasz, Ten w-f kiedy graliśmy w kosza z chłopakami i ty zrobiłaś słodkie oczka do dawida a ten wpad na trenara ??
- A no pamiętam!!!Hahahahahahaha Boże a ty pamiętasz jak ty zrobiłaś to samo do Mateusza a on po kazał żebyś się pukała w głowe.
- No potem go omijałam !!hahahaha nie ma to jak nasze pprzyloty!!!
- I odloty- dodała.
- A ty pamiętasz jak wymyśliłyśmy że chłopacy, którzy noszą czerwone spodnie są gejami ?? Pamiętasz??!! - mówiłam przez śmiech...
- yyyyyyy....
- nie pamiętasz ?!
- Nie xD
- To było w 2 gimnazjum jak zbaczyliśmy Marciana, który przytulał się do Bartka!
-Aaaaa no i on w tych czeronych spodniach tragedia była!!! hahahaha!!! On potem na gwałt szukał dziewczyny, bo to rozeszło się po całej szkole xD No i do liceum się do nas nie odzywał... Ahhh ale on To było ciachooooo......
- No ciacho. - i wtym momęcie weszli. A my noooo nie mogłyśmy oboje mili czerwone spodenki xD
- Kude gejlandu chyba wrócili - powiedziałam po polsku żeby nie zrozumieli. Już prawie tarzałyśmy się po ziemi a oni patrzyli z na nas z miną.
"dolega wam coś?!"
- Czemu się śmiejecie ? - spytali się jak już sobie odpusiłyśmy.
- Nie ważne. - powiedziałyśmy. Poszłyśmy po piłki. Cwile po odbijałyśmy o ziemie i wtedy bło wejście smoka. Christian weszedł w różowej koszulce i z napisam " Piwo to moje paliwo" Którą dałam mu wczoraj od mojego taty. Normalnie już się tarzałyśmy po tej sali. Wiem że sama mu dałam no ale wiecie to jednak komiczne .
- Dobra, Justin spytaj się ich co jest napisane na mojej koszulce bo nie pojmuje. - my im to wytłumaczyłyśmy a oni dołączyli do nas przy naszy zdziwieniu Chris także. :D
- Może zaczniemy tą gre co wy na to ?
- Na to jak na lato :)
I zaczeliśmy gre ja z Justinem na WIKI I Rayan'a, ale oczywiście ta się wciągneli że onas zapomnieli i prawie nam nie podawali stałyśmy z boku. Aż w końcu wziełyśmy piłke do siadki i razem Z "przybłędą" odbijaliśmy sobie w kółeczku było super!!!! Ale jak chłopaki się zorientowali się jak się zachowali przeprosili i poprosili czy nie możemy zagrać jeszcze raz, tylko powiedziałyśmy że my gramy z " Piwo to moje paliwo" . No i wreszcie ta gra była z sensem naszym urokiem czarowaliśmy chłoapków a oni wypuszczali piłki z rąk ta gra była bista!!!
- Wygrałyśmy !!!
- No jesteście lepsze... - powiedzieli takim glosami jakby to ich nie ruszyło.
- Nie no, hamy daliście nam wygrać !!
- Nie no co wy !
- Nie umiecie kłamać!!
- No dobra ale żebyście zobaczyły wasze miny jak wygrałyście.
- :P
- W to my tacy dobrzy i co język nam wystawiacie ! O wy niedobroty!! - my podszedłyśmy do swoich łobozów i długo ich całowałyśmy. Do póki nie przerwał nam Chris i powiedział że to nie koniec atrakcjii....
I jak rozdział ?? Przepraszam że tak rzadko pisze ale jak dobrze pójdzie kolejny będzie już dzisiaj. :)
A i Chciałam polecić wspaniałe blogi :
http://love040497.bloblo.pl/
http://monschine.bloblo.pl/
http://jbstory.bloblo.pl/
http://badboyandgoodgirl.bloblo.pl/
http://smiiiley.bloblo.pl/
Dedykacja dla:
Monschine ;*
love040497 :***
Dziękuje wszystkim za komentarze :*** Boże jesteście kochani :**!!! Ale mam małą prośbę ten kto czyta niech a nie chce mu się zostawiać komentarza to niech ten jeden raz go zostawi. żebym wiedziała ile osób go czyta :*** Z góry dziękuje :**
KOCHAM WAS<33333
Oczami Justina.
Wstałem o 11 :D jak to ja. Teraz mam wolne 27 grudnia, dobrze że ubłagałem Scoota o urlop ;D
O Godzinie 12 byłem u Klaudii ubrany w zwykłą białą koszulke ( taką galową i zwykłe czarne rurki i czarny luźno ułożony krawat. ( tak jak z sesji z Kim. nie mogę znaleźć zdjęcia).
Opadłem na kanapę.
- O mój Romeo przyszedł! Co ty tak na galowo?
- Podoba ci się?! - zrobiłem cwany uśmiech.
- No tak sexy ;) - puściła mi oczko.
- Jus.... - to powiedziała już trochę ciszej.
- Tak, słońce. - Ona usiadła mi na kolana i położyła ręce na szyi(mojej)
- Mam do Cb taką sprawę....
- Dla Cb wszystko maleńka.
- Zawiózł byś mi dzisiaj do centrum bo znowu muszę zanieść do naprawy tego mojego laptopa, bo znowu się popsuł. To jak ?? - spytała się robić oczka kota ze Shreka.
- Czemu nie ?? oczywiście że tak!!
- I jeszcze jedno.
- tak ??
- Co ja mam ci kupić bo już kompletnie nie wiem!!!
- Hahahahahahahahaha!!!! - wybuchłem śmiechem !!
- Czemu się śmiejesz !!!!!?????
- Masz mi nic nie kupować ty jesteś największym i najwspanialszym prezentem !! Po mimo przeciwności losu byłaś ze mną zawsze i wszędzie!! Wspierasz mnie, rozbawiasz ,opiekujesz nie potrzeba mi nic więcej rozumiesz ?! Kocham Cie !!! I chce jedynie żeby tak zostało!!! Kocham w Tb wszystko ten twój słodki nosek! małe słodkie usteczka! I piękne błękitne oczy, więcej nic mi do szczęścia nie potrzeba! - Powiedziałem to na jednym tchu byłem z tej gadki dumny bo była kierowana z szczerego serca!
- Ty jesteś moim skarbem wiesz ?!? Tak bardzo, bardzo Kocham Cie!!! - i zacząłem śpiewać ona się dołączyła.
- TY JESTEŚ MOIM SKARBEM WIESZ ?!? TAK BARDZO, BARDZO KOCHAM CIE!!!- darliśmy się na cale gardła!! Boże kocham ją!!! I tak z 10 minut.Aż w końcu zeszli Chris, Ola i Wiktoria. I powiedzieli na raz.
' Tu Ludzie śpią!!!"
i zaczęli nas nakładać poduszkami i wtedy zaczęła się wojna!!
-AAAAAAA Ty bierzesz Wiki i Olkę!JA Chrisa! - krzykła Klaudia.
- Ok!!!AAAAAAAAAA
Po 5 minutach
OCZAMI KLAUDII
- Boże Polki są szalone! -powiedział Chris który leżał na podłodze.A Justin dodał..
- I piękne !
- Wiktoria oni powiedzieli coś o Polkach więc i my powinnyśmy powiedzieć o Kanadyjczykach.
-No to Kanadyjczycy są...... - Wiki się zacięła :P
- Masz jakiś pomysł ? - spytała. A chłopacy na mnie spojrzeli.
- Eeeee no nie mam pomysłu.... ani oni ładni, ani śmieszni. - Powiedziałam ze śmiechem na ustach.
- Nom, racja za ładni to oni nie są! Ani zabawowi! - dodała. Justin i Chris wstali z podłogi i na nas spojrzeli i poszli obrażeni.
- Ej oni chyba nie brali tego na serio ?
- Nie wiem. - powiedziałam i wstałam z podłogi. A przy okazji po mogłam wstać "słonicy" z podłogi. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi. Pobiegłyśmy zobaczyć kto przyszedł, nikogo nie było czyli ktoś wyszedł. Otworzyłyśmy drzwi i zobaczyłyśmy Justina i Chrisa którzy schodzili po schodach.
- Ej chłopcy !!!! - krzyknęłyśmy. Nic nie odwrócili się ani nic. Po szli.
- Zapomniałyśmy dodać że obrażalscy. - powiedziałam.
Po 10 minutach oglądania jakiś bzdet. Usłyszeliśmy jak ktoś trzaska drzwiami.
- Ooo przyszli obrażalscy. - wtedy wtargnęli trzej muszkieterowie. Czyli Justin, Ryan i Christian!
- Wstawajcie lenie!!! - krzyknęli poważnie.
- A bo co ? - spytałyśmy chóralnie.
- A bo to. - Powiedzieli. Justin ściągnął mnie z kanapy i przerzucił przez ramie jak worek kartofli. Ja zaczęłam go bić po plecach.
- Bieber ja spadnę!!!! - zaczęłam krzyczeć i szarpać się.
- Jak dalej będziesz tak robić to na pewno. - powiedział bez uczuć co się stało z tam tym Justinem ?!
- A Ryan debilu!!!- zaczęła się wydzierać Wiwi bo z nią zrobił tak samo!
- Bądźcie cicho do jasne ciasnej jasne! - krzyknęli do nas.
- Christian i idzesz do Olki!! - rozkazali!
- Dobra. - pobiegł.
- Jus i mam tu jeszcze wisieć ?
- Ile mi się będzie podobało.
- Co Wam odbija na żartach się nie znacie ?! - spytała się moja koleżanka która wisiała na plecha swojego chłopaka.
- Najwidoczniej nie znamy się.
Po chwili zbieg Christian w rękach trzymał dwie torby.
- Powiedziałeś jej?
-Tak. Powiedziałem.
Nagle zaczęli iść A mi się zaczęło robić nie dobrze! Postawili na w korytarzu i kazali ubrać kurtki i czapki. Spytałyśmy się co chcą zrobić z takimi "nie dobrymi dziewczynkami". Oni na to że dowiemy się w swoim czasie.
Jak się ubraliśmy znowu wylądowałyśm na ich plecach. -,-
- Wy chyba nie macie zamiaru nas znosić po schodach na plecach?!
- no mamy.
- Proszę nie ja się boje Justin błagam !!!! - naprawdę się bałam!
- no dobra. - postawili nas na ziemi i pozwolili nam zejść. Wyszłyśmy a przed bramką stał Kenny!!!
-O Kenny- rzuciłyśmy się na Kennego ; D
- Co ty tu robisz ?!
-A Oni kazali mi Was pilnować.
- Im już całkiem odbija !
- No, ale dziewczyny im odbija z miłości więc to "odbicie" jest nie groźne ;) - pościł nam oczko.
- Koniec pogaduszek właźcie !
- OK nie rzucajcie się ! - weszłyśmy posłusznie do samochodu.
Zatrzymaliśmy się przed ......? No nie wiem jak to nazwać... Yyy hala sportowa ?
- Justin Gdzie jesteśmy ?
- Boże durna jeśteś! !
- Ej nie takim tonem! Nie pozwalaj sb! Co ty Sobie myślisz ! Macie do nas jakieś pretenseje że chciałyśmy się z wami po śmiać, ale najwidoczniej nie znacie się na żartach! A my przesto teraz mamy robić co wy nam każecie !!! To jest nie fer! - Zaczełam na niego krzyczeć. On chciał złapać mnie za ręke, ale ja odskoczyłam nie miałam najmnieszej chęci żeby mnie dotykał!
- Nie dotykaj mnie !!
-Ale...
- Ale nie ma żadnych ale.... ja stąd spadam. - i poszłam do przodu. Nie wiem gdzie szłam jak najdalej od niego. Co on sobie myśli, ja nie jestem jego kundlem!!! Nagle zobaczyłam go przed sobą. Miał taką nie winą, mine że zapomniałam o tych jego durnych planach, ale i tak odwróciłam głowe w bok.
- Klaudia, przepraszam ale to jest niespodzianka teraz mieliśmy wam wszystko wyjaśnić.
- Nie wierze! Justin ty się zmieniasz i boje się że tak już ci zostanie...
- Kochanie spójrz na mnie błagam Cie!- przekręciałam głowe w jego strone.
- Ja dorastam tak i ty....
- Wiem, ale boje się że Cie mogę stracić, coraz częściej mamy kłótnie.
- Klaudia my się kłócimy o Takie pierdoły!! Nigdy nic nas nie rozłączy rozmiesz!!! Prawdziwa miłość zawsze przetrwa.
- To niby skąd wiesz że to jest prawdziwa miłość ?! Przecież poznaliśmy się przypadkiem a chodziliśmy po paru dniach naszej znajomości.
- No i co ?! JAk tylko siebie zobaczyliśmy zatkało nas na poczekaniu. Ja nie mogłem wydusić słowa, tak i ty. A po zatym jesteśmy ze sobą aż do tej pory to chyba o czymś świadczy prawda! Przerzyliśmy razem tyle wspólnych chwil. Moją ustawke przetrawaliśmy! Twoje porzucenie w lesie! Nasz pierszy raz. Twoją ciąże porwanie i ucieczkę!! Nic już nasz nie rozłączy!! - ja na to nic nie powiedziałam.
- Kochasz mnie ?!
- Tak... - wtedy objoł moją twarz i zaczął całować, ja nie odwzajemniłam, ale pochwili się nie mogłam wytrzymać. To co Justin mówił to prawda nasza miłość jest za mocna żeby nas coś rozłączyło.
- To jak pozwalisz nam pokazać niespodzankę?
- Tak. - odpowiedziałam złapaliśmy się za ręce i poszliśmy w strone tej hali. Zrobiło mi się głupio. Że za taką głupote zrobiłam mu awanture.
Okazało się że ta niespodzanką jest to że chłopcy pokażą nam jacy oni zabawowi:P Jak byliśmy już przebrani w stroje na w-f weszłyśmy na sale i czekałyśmy na naszych chłopaków i na przybłęde z Kanady :D
- Po co my tu czekamy przecież równie dobrze możemy już grać ! - powiedziała Wiktoria. Gdzieś na końcu sali znalezłyśmy piłki do kosza. I przypomniało mi się nasz w-f 1 ginazjum:P
- Ej Wiwi ty pamietasz, Ten w-f kiedy graliśmy w kosza z chłopakami i ty zrobiłaś słodkie oczka do dawida a ten wpad na trenara ??
- A no pamiętam!!!Hahahahahahaha Boże a ty pamiętasz jak ty zrobiłaś to samo do Mateusza a on po kazał żebyś się pukała w głowe.
- No potem go omijałam !!hahahaha nie ma to jak nasze pprzyloty!!!
- I odloty- dodała.
- A ty pamiętasz jak wymyśliłyśmy że chłopacy, którzy noszą czerwone spodnie są gejami ?? Pamiętasz??!! - mówiłam przez śmiech...
- yyyyyyy....
- nie pamiętasz ?!
- Nie xD
- To było w 2 gimnazjum jak zbaczyliśmy Marciana, który przytulał się do Bartka!
-Aaaaa no i on w tych czeronych spodniach tragedia była!!! hahahaha!!! On potem na gwałt szukał dziewczyny, bo to rozeszło się po całej szkole xD No i do liceum się do nas nie odzywał... Ahhh ale on To było ciachooooo......
- No ciacho. - i wtym momęcie weszli. A my noooo nie mogłyśmy oboje mili czerwone spodenki xD
- Kude gejlandu chyba wrócili - powiedziałam po polsku żeby nie zrozumieli. Już prawie tarzałyśmy się po ziemi a oni patrzyli z na nas z miną.
"dolega wam coś?!"
- Czemu się śmiejecie ? - spytali się jak już sobie odpusiłyśmy.
- Nie ważne. - powiedziałyśmy. Poszłyśmy po piłki. Cwile po odbijałyśmy o ziemie i wtedy bło wejście smoka. Christian weszedł w różowej koszulce i z napisam " Piwo to moje paliwo" Którą dałam mu wczoraj od mojego taty. Normalnie już się tarzałyśmy po tej sali. Wiem że sama mu dałam no ale wiecie to jednak komiczne .
- Dobra, Justin spytaj się ich co jest napisane na mojej koszulce bo nie pojmuje. - my im to wytłumaczyłyśmy a oni dołączyli do nas przy naszy zdziwieniu Chris także. :D
- Może zaczniemy tą gre co wy na to ?
- Na to jak na lato :)
I zaczeliśmy gre ja z Justinem na WIKI I Rayan'a, ale oczywiście ta się wciągneli że onas zapomnieli i prawie nam nie podawali stałyśmy z boku. Aż w końcu wziełyśmy piłke do siadki i razem Z "przybłędą" odbijaliśmy sobie w kółeczku było super!!!! Ale jak chłopaki się zorientowali się jak się zachowali przeprosili i poprosili czy nie możemy zagrać jeszcze raz, tylko powiedziałyśmy że my gramy z " Piwo to moje paliwo" . No i wreszcie ta gra była z sensem naszym urokiem czarowaliśmy chłoapków a oni wypuszczali piłki z rąk ta gra była bista!!!
- Wygrałyśmy !!!
- No jesteście lepsze... - powiedzieli takim glosami jakby to ich nie ruszyło.
- Nie no, hamy daliście nam wygrać !!
- Nie no co wy !
- Nie umiecie kłamać!!
- No dobra ale żebyście zobaczyły wasze miny jak wygrałyście.
- :P
- W to my tacy dobrzy i co język nam wystawiacie ! O wy niedobroty!! - my podszedłyśmy do swoich łobozów i długo ich całowałyśmy. Do póki nie przerwał nam Chris i powiedział że to nie koniec atrakcjii....
I jak rozdział ?? Przepraszam że tak rzadko pisze ale jak dobrze pójdzie kolejny będzie już dzisiaj. :)
A i Chciałam polecić wspaniałe blogi :
http://love040497.bloblo.pl/
http://monschine.bloblo.pl/
http://jbstory.bloblo.pl/
http://badboyandgoodgirl.bloblo.pl/
http://smiiiley.bloblo.pl/
Dedykacja dla:
Monschine ;*
love040497 :***
Dziękuje wszystkim za komentarze :*** Boże jesteście kochani :**!!! Ale mam małą prośbę ten kto czyta niech a nie chce mu się zostawiać komentarza to niech ten jeden raz go zostawi. żebym wiedziała ile osób go czyta :*** Z góry dziękuje :**
KOCHAM WAS<33333
03.02.12
-Znowu mnie brzuch boli, a przecież zjadłam tylko jedną bułkę..- wyjęczałam kiedy mama zawieszała czyste firany na okna. Przystanęła na chwile i spojrzała na mnie. Zrobiło mi się głupio. Miałam jej o niczym nie przypominać. Przecież chciałam by zapomniała o tej całej szopce, by dała mi spokój.
Wzięłam książkę i wyszłam do pokoju gościnnego. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu i jeszcze raz otworzyłam ją na stronie z listą objawów anoreksji, którą przeczytałam już kilka dni temu. Dokładnie przeczytałam wszystko co było tam napisane. Z osiemnastu punktów tylko cztery dotyczyły mnie.
Tylko cztery.? A może aż cztery..
Anoretic
Simekaa . ; )
Dzisiaj po mnie i mojego tatee Martyna i jej tata przyjeżdżają samochodem bo nie moge wychodzić i pod sam blook . I jedziemy do internatu masi tatowie idą grać w bilarda a my w PS3 Dance (tą gre z Partycją Kazadich) ;) ;) . Noo i to wszystkoo paa <333 A i moja babcia dziś ma urodzinyy =) muszę zadzwonić !!
Dzisiaj po mnie i mojego tatee Martyna i jej tata przyjeżdżają samochodem bo nie moge wychodzić i pod sam blook . I jedziemy do internatu masi tatowie idą grać w bilarda a my w PS3 Dance (tą gre z Partycją Kazadich) ;) ;) . Noo i to wszystkoo paa <333 A i moja babcia dziś ma urodzinyy =) muszę zadzwonić !!
Podeszłam do szafki i wzięłam z niej puder . Skierowałam się w stronę łazienki , podeszłam do lustra i zaczęłam nakładać na swoja twarz ten puder , Nie lubię się malować , ale muszę Justin nie może zobaczyć i się dowiedzieć , że mój ojciec mnie bije . Kiedy skończyłam się malować , wyszłam z niej i podeszłam do mojego łóżka . Wzięłam kurtkę i nałożyłam ja ma siebie , a potem buty .
Po cichu zeszłam ze schodów i podeszłam do drzwi , ojciec chyba śpi , otworzyłam je i wyszłam .
Powoli kierowałam się w stronę parku , tam omówiłam się z Justinem , jest trochę zimno no ale da się wytrzymać . Wsadziłam ręce do kieszeni i idąc patrzyłam się prosto przed siebie . mam nadzieje , że Justin nie zobaczy mojego sinego policzka .
Weszłam do drugiej alejki w parku i przy jednej z ławek zobaczyłam stojącego chłopaka w kapturze od razu wiedziałam , ze to Jus . Podeszłam do niego i zakryłam mu oczy . On odwrócił się w moją stronę - Cześć Skarbie - dał mi całusa w policzek , ja także się z nim przywitała, Złapaliśmy się za ręce i razem udaliśmy się w stronę budki z gorącą czekoladą . Ucieszyłam się na to , że Justin nie zauważył mojej rany na policzku , ani na rękach , ale jednak boje się , że złapie za nadgarstki .
- To poczekaj tutaj ,a ja wezmę nam dwie gorące czekolady - uśmiechną się do mnie i udał w stronę " kasy '.
Oparłam się o ścianę budynku i czekałam na niego .
Po chwili stał już koło mnie - proszę to dla ciebie kochanie - podał mi kubek i wzięłam go od niego - To co idziemy do mnie czy siadamy tutaj ?- popatrzył na mnie .
- Możemy iść do ciebie - odparłam na jego pytanie .
Złapaliśmy się za ręce i udaliśmy w stronę domu Justina .- Nauczyłaś się wszystkiego do szkoły ?- spojrzał na mnie i wypił łyk gorącej czekolady .
- Tak i mam cały wieczór dla ciebie - uśmiechnęłam się do niego i także zrobiłam to co on .
- To Fajnie - objął mnie i ramieniem przyciągną bliżej siebie , od razu robiło mi się ciepło i czułam się bezpieczna .........................
;; Rano ;;;
Otworzyłam oczy i po chwili przetarłam je ręką , spojrzałam na zegarek , który wskazywał 6 , akurat mam czas aby się przyszykować . Wstałam powoli z łóżka i udałam się prosto do łazienki . Umyłam zęby , a potem się uczesałam i ubrałam.Wzięłam swój plecak z pokoju i zeszłam na dół . Rzuciłam plecak gdzieś koło drzwi i weszłam do kuchni . Wyjęłam z lodówki masło i serek , bo tylko to w niej było , a potem wzięłam jeszcze chleb i zaczęłam robić kanapki .
Postawiłam je sobie na stole i usiadłam na krześle ,a po chwili zaczęłam je jeść , kiedy kończyłam już moje śniadanie do kuchni wszedł ojciec .
Cały czas krzyczał na mnie , że nie ma dla niego śniadanie ale ja się nie odzywałam , nadal czułam pieczenie na policzku .
Wstałam od stołu pozmywałam po sobie i po ubraniu się wyszłam z domu .
Nie muszę się wcale spieszyć bo do szkoły mam blisko . Chociaż nie nienawidzę tak chodzić no bo samemu to tak nudno , no ale ..
Cały czas zastanawiam się czy to nie sen , nie mogę zrozumieć jak Justin mógł się zakochać w takiej dziewczynie jak ja .
Nim się obejrzałam byłam już w szkole udałam się w stronę mojej szafki . Włożyłam do niej kurtkę i niepotrzebne książki .
Skierowałam się w stronę mojej klasy , usłyszałam dźwięk mojego telefonu więc wyjęłam go z kieszeni i idąc zaczęłam czytać treść SMS . Nagle na kogoś wpadłam i wypadły mi wszystkie książki z ręki . - Przepraszam - powiedziałam do chłopaka na którego wpadłam i nachyliłam się po to aby posprzątać książki , on też się nachylił i pomógł mi je pozbierać .
- Nie musisz przepraszać to był wypadek - powiedział i podał mi książki, a ja wstałam .
- Jeszcze raz przepraszam - powiedziałam popatrzyłam mu prosto w oczy , takie piękne niebieskie oczy , utonęłam w nich na chwile , ale po chwili się ocknęłam .
- Spoko , Jestem Matt - uśmiechną się do mnie ,a ja do niego .
- Ładnie , a ja Alice - podałam mu rękę a on mi .
Chwilę postaliśmy tam jeszcze i porozmawialiśmy , okazało się , że mamy tę samą lekcje więc udaliśmy się pod klasę . Zdążyliśmy pod nią dojść ,a zadzwonił dzwonek na lekcje .
- Z kim siedzisz ? - spytał się mnie nowo poznany kolega .
- Sama , jak chcesz możesz usiąść ze mną .
- Jasne i tak tu nikogo nie znam - uśmiechną się i razem skierowaliśmy się na sam koniec klasy do ostatniej ławki . Siadłam od strony okna , ponieważ uwielbiam się przez nie patrzeć ( heh ) .
Minęło jakieś 10 minut za nim do klasy weszła nasz nauczycielka .
- Dzień dobry - powiedzieli wszyscy ,a ona tylko coś tam burknęła , nie lubiła naszej klasy , chociaż to co mnie najbardziej dziwiło to lubiła mnie , a to się bardzo rzadko zdarza .
Najpierw przeczytała listę obecność , i jak doszło do nowego chłopaka , to wszyscy popatrzyli na moją ławkę i byli zdziwieni , ze tak ładny chłopak siedzi ze mną .
Przez lekcje , panie , ani mnie ani jego nie pytały ., więc przez całe lekcje pisaliśmy sobie liściki , on cały czas w nich nabijał się z innych , ale mnie nawet to śmieszyło . Dzięki niemu zapomniałam o Ojcu .
- Może się przejdziemy na spacer , wiesz no po tak ciężkim dniu w szkole , zabiorę cie na ciastko co ty na to ? - spytał się mnie Matt , kiedy wychodziliśmy ze szkoły.
- No ok , możemy iść ale nie za długo, bo za dwie godziny muszę być w pracy .- powiedziałam i zaczęliśmy się kierować w stronę centrum .
- A to gdzie pracujesz? - spytał się patrząc na mnie .
- W sklepie z warzywami , tak wiem bardzo interesująca praca .
- Nie no na prawdę fajna , ja pracuję u mojego ojca w garażu też fajna no nie ?
- Zaśmiałam się cicho , a on razem ze mną . Resztę drogi tez nam się fajnie rozmawiało .
Siadłam przy jednym ze stolików w cukierni ,a Matt poszedł zamówić dwa ciastka , na prawdę jest z niego bardzo fajny chłopak .
Po chwili siedział już an przeciwko mnie podał mi ciasteczko - Smacznego - uśmiechną się , a ja wzięłam od niego talerzyk .
- Dziękuje i nawzajem . - zaczęliśmy jedzenie , ale mi po chwili przerwał dźwięk telefonu . Ponownie dzisiejszego dnia wyjęłam go z kieszeni , a an wyświetlaczy pojawił mi się numer Justin . - Przepraszam na chwilkę , ale odbiorę .
- Ok - powiedział i patrzył się na mnie .
:: rozmowa z Jusem ;;;
- Tak kochanie ?
-Cześć skarbie , jak tam w szkole ?
- A wszystko dobrze , nie długo idę do pracy , a u ciebie jak tam ?
- No tez może być , ale tęsknie za tobą .
- Ja za tobą też - powiedziałam smutna .
- i mam złą wiadomość nie spotkamy się dzisiaj .
- oo szkoda .
- No przepraszam skarbie ale muszę kończyć .
- Ok no to pa , Kocham cie
- No pa i aj ciebie też .
Rozłączyłam się i spojrzałam na Matta ,
- Masz chłopaka ? - spytał zdziwiony .
- tak mam ,a co ? - popatrzyłam na niego , a on się tylko uśmiechną .
- Nic .
Razem świetnie się bawiliśmy , gdy już zjedliśmy poszliśmy jeszcze na spacer , gdzie on kupił mi róże , a potem odprowadził do pracy ...................
____________________
Siemka jest kolejny wiem strasznie nudny , ale postaram się już trochę rozkręcać akcję , dziękuję za komentarze something ,love040497 i Sweetgirl-lookatme ; D
Mam nadzieje , ze pod tym rozdziałem więcej osób skomentuje bo an prawdę mi zależy na komentarzach one dodają mi sił do pisania ; D
A więc jest nowy Bohater Matt - Chłopak , który tylko udaje takiego dobre chłopaka , namiesza w życiu Alice i Justina jest w jej wieku i mieszka też niedaleko niej......
Byłam już tutaj. Ale postanowiłam zacząć od nowa; zmiany wewnątrz poprzeć zmianami na zewnątrz (?). Swoją drogą... tyle ich było, że nie nadążam z odnotowywaniem. Lecz najbardziej niezrozumiałe dla mnie jest to, że nie wiem... mam wybitny problem z określeniem kierunku tych zmian. A może, najzwyczajniej w świecie - inna, a nie lepsza, czy gorsza.
A na pewno przygotowująca się do wielkiej zmiany. Największej. Poprzez szereg mniejszych, niekiedy zdawać by się mogło, bzdurnych zmian. Mam tendencję do zakładania, że wszystko spieprzę, nie uda mi się... A kiedy ma się wiele mniejszych zadań - to i miejsca na spierdolenie jest mniej.
Witaj ponownie, pamiętniczku. Jedyna dostępna mi obecnie formo terapii, cudowna możliwości emocjonalnego ekshibicjonizmu, bez narażania się na ocenianie i niechęć tych, którzy jeszcze mnie za coś szanują (lub choćby tolerują). Twoja na zawsze, J.
Ps. Stara Blo-Blogowa Wiaro - zadanie dla Was, rozpoznacie mnie?
A na pewno przygotowująca się do wielkiej zmiany. Największej. Poprzez szereg mniejszych, niekiedy zdawać by się mogło, bzdurnych zmian. Mam tendencję do zakładania, że wszystko spieprzę, nie uda mi się... A kiedy ma się wiele mniejszych zadań - to i miejsca na spierdolenie jest mniej.
Witaj ponownie, pamiętniczku. Jedyna dostępna mi obecnie formo terapii, cudowna możliwości emocjonalnego ekshibicjonizmu, bez narażania się na ocenianie i niechęć tych, którzy jeszcze mnie za coś szanują (lub choćby tolerują). Twoja na zawsze, J.
Ps. Stara Blo-Blogowa Wiaro - zadanie dla Was, rozpoznacie mnie?
"Temu kto Cię nie szuka, nie zależy na Tobie.
Ten kto za Tobą nie tęskni, nie kocha Cię.
Przeznaczenie decyduje o tym kto pojawia się w Twoim życiu ale Ty decydujesz kto w nim zostaje.
Prawda boli tylko raz.
Kłamstwo za każdym razem kiedy je wspominamy.
Są trzy rzeczy, które przemijają i nie wracają nigdy więcej: słowa, czas i szanse. Dlatego, ceń tego kto Cię ceni i nie przywiązuj wagi do tych którzy traktują Cię tylko jako jedną z opcji."
Pamiętajcie o tym, że WY decydujecie o wszystkim co się dzieje w waszym życiu. Więc czemu nie podejmujecie ryzyka?
-FreeVandyke
Ten kto za Tobą nie tęskni, nie kocha Cię.
Przeznaczenie decyduje o tym kto pojawia się w Twoim życiu ale Ty decydujesz kto w nim zostaje.
Prawda boli tylko raz.
Kłamstwo za każdym razem kiedy je wspominamy.
Są trzy rzeczy, które przemijają i nie wracają nigdy więcej: słowa, czas i szanse. Dlatego, ceń tego kto Cię ceni i nie przywiązuj wagi do tych którzy traktują Cię tylko jako jedną z opcji."
Pamiętajcie o tym, że WY decydujecie o wszystkim co się dzieje w waszym życiu. Więc czemu nie podejmujecie ryzyka?
-FreeVandyke
Dobranoc hehhehe
Na pewno każdy z Was zna bądź słyszał o programie puszczanym na eska.tv a mianowicie Wojewódzki i Figurski,czyli poranny WF ,ale...ale... ja mam coś lepszego!! Co??? ha ...
Pola i Lola czyli poranny PL
Jest to zajebiście głupi pomysł,ale mam taką wenę twórczą. Jak się komuś spodoba to fajnie jak nie to bywa ....życie Jest to "blog" dla mnie i mojej Loli i to jest najważniejsze :D kochani jeden tekścik na noc i Dobranoc
-udana jestes!
-ja?? to tyś z dupy wyjęta haha
-z dupy? ja ku*** z picochy wyszlam :P
-cicho i tak jedna pizda haha ale jeses udana i chuj( tutaj narządy płciowe żeby nie było hehe)
-no ku** lekarz pieprznął mnie w czoło
-pieprznął to mało powiedziane musiał tam cie nieźle jebn** o ściane
-o ściane? oni mną jeb** o co sie dało
(lekko złagodzona wersja POZDRAWIAM )
CHORE rozmowy tylko MY <3
Pamiętajcie w życiu liczą się tylko prawdziwi ,zwariowani PRZYJACIELE,bez nich życie było by nudne :D
Dobranoc:* POLA
Na pewno każdy z Was zna bądź słyszał o programie puszczanym na eska.tv a mianowicie Wojewódzki i Figurski,czyli poranny WF ,ale...ale... ja mam coś lepszego!! Co??? ha ...
Pola i Lola czyli poranny PL
Jest to zajebiście głupi pomysł,ale mam taką wenę twórczą. Jak się komuś spodoba to fajnie jak nie to bywa ....życie Jest to "blog" dla mnie i mojej Loli i to jest najważniejsze :D kochani jeden tekścik na noc i Dobranoc
-udana jestes!
-ja?? to tyś z dupy wyjęta haha
-z dupy? ja ku*** z picochy wyszlam :P
-cicho i tak jedna pizda haha ale jeses udana i chuj( tutaj narządy płciowe żeby nie było hehe)
-no ku** lekarz pieprznął mnie w czoło
-pieprznął to mało powiedziane musiał tam cie nieźle jebn** o ściane
-o ściane? oni mną jeb** o co sie dało
(lekko złagodzona wersja POZDRAWIAM )
CHORE rozmowy tylko MY <3
Pamiętajcie w życiu liczą się tylko prawdziwi ,zwariowani PRZYJACIELE,bez nich życie było by nudne :D
Dobranoc:* POLA
Dwudziesty drugi września, godzina szósta trzydzieści dwie.
Właśnie się obudziłam, za dwadzieścia minut mamy śniadanie. Znowu dadzą jakąś ohydną papkę, którą nazywają owsianką, mimo, że wygląda jak biegunka. Nienawidzę tego miejsca, ale wytrzymam, jeszcze tylko niecały miesiąc i stąd wyjdę. Postaram się być grzeczną dziewczynką, może wypuszczą mnie wcześniej. Wczoraj zgłosiłam się na dodatkowe mycie naczyń i zarobiłam pięć punktów - to takie "bonusy". Ponoć laska, która była totalną świruską, zebrała ponad tysiąc punktów i wypuścili ją aż trzy miesiące wcześniej. Zazdroszczę jej. Dziś popołudniu, mają przywieźć nowego pacjenta. Będzie mieszkał u mnie w pokoju przez jakiś czas, póki nie zwolni się jakieś miejsce na oddziele męskim. Dziunie spod dwunastki gadały, że to jakaś gwiazdka która nie wytrzymała presji sławy i prawie ze sobą skończyła. No to po co się tam pchał? Nie ogarniam ludzi. Wołają na śniadanie, do później.
Ten sam dzień, godzina ósma dwanaście.
Podczas śniadania, coś odwaliło Katherine Woods; złapała nóż do masła i próbowała podciąć sobie żyły. Niestety dla niej, zrobiła to na sali pełnej lekarzy, opiekunów i wolontariuszów, więc nastąpiła bardzo szybka akcja i pięć minut później, roześmiana od ucha do ucha Woods już chrupała swojego tosta, z ręką zawiniętą w bandaże uciskowe. Rozumiecie?! Tosta! Z dżemem! Chyba rodzice tego sławnego bachora sypnęli kasą, bo kuchnię stać na chleb! Niesamowite. Kiedy zostałam przyjęta do szpitala, moi też wyłożyli na stół trochę pieniędzy, tak aby lekarze mieli czym ryje zapchać i podobno wtedy przez tydzień w stołówce podawano makarony, mięso - niby teraz też je dawali, ale wtedy wyglądało jak mięso, a nie jak odpad - a nawet kupiono słodycze, ale czy to prawda, tego wam nie powiem, bo długo dochodziłam do siebie po gwałcie. Dziwicie się dlaczego tak swobodnie o tym teraz piszę? Sama nie wiem. Może to czas leczy rany, a może nastąpiła kolejna faza w moim życiu, zwana akceptacją. Jest mi teraz dobrze i tylko to się liczy. Po śniadaniu Pani Letitia, która była jedyną przyjazną osobą w tym burdelu, wezwała mnie do siebie. Okazało się, że awansowałam na kolejny poziom i odzyskałam swoją MP3. Szkoda że nie ufają mi tak bardzo, żeby oddać mi iPhona, ale chyba mają rację. Nie traciłabym czasu grając w Simsy, a wysłałabym milion esemesów w poszukiwaniu kogoś, kto pomógłby mi stąd uciec. Włączyłam empetrójkę i wsłuchałam się w słowa piosenki. Tak dawno słyszałam jakąkolwiek muzykę, że aż nie rozpoznawałam wykonawcy. Czy te cztery miesiące aż tak źle na mnie wpłynęły? Popatrzyłam na wyświetlacz, który głosił "Justin Bieber - Down to earth". Wsłuchałam się mocniej. Tak, poznawałam tę melodię, tekst. Moja ulubiona piosenka. Za chwilę słowa same zaczęły płynąć z moich ust. Po chwili poczułam łzę spływającą po policzku, szybko ją starłam i ściągnęłam słuchawki z uszu. Muszę jak najszybciej stąd wyjść. Tęsknie za światem, za sklepami, za przyjaciółmi. Tfu, nie mam ich. Nie odwiedzili mnie ani razu odkąd tu wylądowałam. Kiedy miałam pieniądze, byłam popularna, garnęli się do mnie niczym pszczoły do miodu. Przyjaźnić się ze mną to był szczyt luksusu. A teraz, kiedy utknęłam w psychiatryku wszyscy mają mnie w dupie. Świat jest do dupy. A może to tylko moje życie? Kończę narazie, czekają mnie zajęcia.
Ten sam dzień, godzina dziewiętnasta trzydzieści.
Nie uwierzycie. W sumie... sama w to nie wierzę. Około piętnastej przyjechał ten gwiazdorzyna, który miał zamieszkać u mnie w pokoju. Okazał się... Justinem Bieberem. Tak, tym Justinem Bieberem. Tym piosenkarzem, którego piosenki mam na empetrójce. Prawie się nie odzywa i ciągle klika na telefonie. Dziwne, że mu go nie zabrali. Pewnie jako że jest sławny, ma jakieś ulgi. To nie fair, ale cóż zrobić? Za pół godziny kolacja, ciekawe czy na nią zejdzie.
___________________________________________________
Mimo, że nie było 5 komentarzy pod prologiem, dodaję rozdział I z dedykacją dla LadyInBlack14. Dziękuję, że jako jedyna, czytasz moje wypociny :D :* Ah, przepraszam, za taki krótki rozdział I, ale rozdział II już jest gotowy i jest dwa razy dłuższy! :D
Na początek jakieś przywitanie. Witam serdecznie, bla bla bla...
Chciałam poinformować was dziewczyny że to nie jest zależne ode mnie kiedy pojawi się rozdział piętnasty ponieważ nie piszę go ja. Ta dam!
Rozdział miałam dostać w sobotę, ale jak widzicie prawie tygodniowe opóźnienie mam. Postaram się aby jak najszybciej dodać nowy rozdział, a i oczywiście dziękuję za 10 komentarzy pod rozdziałem czternastym.
Kocham was. ; *
Paradise.
Chciałam poinformować was dziewczyny że to nie jest zależne ode mnie kiedy pojawi się rozdział piętnasty ponieważ nie piszę go ja. Ta dam!
Rozdział miałam dostać w sobotę, ale jak widzicie prawie tygodniowe opóźnienie mam. Postaram się aby jak najszybciej dodać nowy rozdział, a i oczywiście dziękuję za 10 komentarzy pod rozdziałem czternastym.
Kocham was. ; *
Paradise.
Witam !
Dziś byłam w szpitalu, bo strasznie mnie wczoraj dusiło, ale z wynik badań wynikło, że wszystko jest w porządku i w poniedziałek wracam do szkoły ;)
Mam dla was wiadomość ;) Otóż to, podjęłam dezycję. I przenoszę mojego bloga. Posty nie przepadną! Dalej będę pisać tak samo i bez zmian, na nowym blogu ! Przenoszę się na blogspot.com Dlaczego blogspot ? Bo jest więcej możliwości :) itd. Tu przestaję działać. W wolnych chwilach będę zaglądać na wasze blogi i je komentować, o to się nie martwcie :)
A więc od dziś możecie zaglądać na nowy blog:
Tak na marginesie, to jeśli chcecie mi pomóc, to możecie polecić komuś mój blog :) (waszym zdaniem, oczywiście). Do zobaczenia na nowym blogu ! ♥
Dziś byłam w szpitalu, bo strasznie mnie wczoraj dusiło, ale z wynik badań wynikło, że wszystko jest w porządku i w poniedziałek wracam do szkoły ;)
Mam dla was wiadomość ;) Otóż to, podjęłam dezycję. I przenoszę mojego bloga. Posty nie przepadną! Dalej będę pisać tak samo i bez zmian, na nowym blogu ! Przenoszę się na blogspot.com Dlaczego blogspot ? Bo jest więcej możliwości :) itd. Tu przestaję działać. W wolnych chwilach będę zaglądać na wasze blogi i je komentować, o to się nie martwcie :)
A więc od dziś możecie zaglądać na nowy blog:
Tak na marginesie, to jeśli chcecie mi pomóc, to możecie polecić komuś mój blog :) (waszym zdaniem, oczywiście). Do zobaczenia na nowym blogu ! ♥
Nagle wszystko zaczęło układać się w mojej głowie.
-Zaraz wracam – oznajmiła Elizabeth i oddaliła się, bo ktoś ją wołał.
Kiedy była na tyle daleko, żeby nie móc usłyszeć naszej rozmowy, Oliver stał się poważny.
-Jestem tu, żeby cię stąd zabrać – powiedział i pokazał mi wizytówkę.
Teraz byłam już pewna, że to on jest czarnoksiężnikiem, o którym mówił Victor.
-Następny… - westchnęłam.
-O co ci chodzi?
Wzięłam od niego kartkę, rzuciłam ją na ziemię i przydeptałam butem.
-Nie chcę od was żadnych wizytówek, jasne?
-Tak – powiedział, ale nie przekonał mnie – Kto już u ciebie był?
-Marcus i Victor.
Przeklął pod nosem.
-Zawsze dowiadujemy się o wszystkim ostatni – westchnął.
-Nie obchodzi mnie to, a ze stanowiskiem chłopaka Elizabeth możesz się pożegnać, bo o wszystkim jej powiem.
-To nawet lepiej.
-Czemu?
-Bo byłem z nią tylko dlatego, że musiałem dotrzeć do ciebie. Miałaś być na imprezie u Victora.
-Z tego co wywnioskowałam, nie lubicie siebie nawzajem. Czemu więc chodzicie razem na imprezy?
-To prawda, ale nie możemy wchodzić sobie w drogę podczas wykonywania zadania, bo zawarliśmy pakt.
-Jaki pakt?
-Pakt pokoju.
-To znaczy?
-To znaczy, że nie możemy nikogo zmusić do wybrania naszego życia. To musi być dobrowolna decyzja. Nie możemy też przeszkadzać sobie nawzajem, bo każdy, jeśli chce, ma szansę do przekonania człowieka oczekującego na przemianę. Musimy o was walczyć, oczywiście w przenośni, bo teraz jest takich ludzi o wiele mniej, niż na przykład sto lat temu.
Nadal nie mogłam w to wszystko uwierzyć.
-Przemyśl to –powiedział i uśmiechnął się do Elizabeth, która właśnie wracała.
-O czym rozmawiacie? – zapytała.
Oliver już otwierał usta, ale byłam szybsza.
-O magii. Oliver nie chce powiedzieć mi jak to robi – uśmiechnęłam się – Mówił też, że niestety musi już iść.
Popatrzyłam na niego z udawanym smutkiem. Po chwili zrozumiał.
-Tak, muszę załatwić coś na mieście – powiedział.
-Szkoda… Zobaczymy się później? – zapytała Elizabeth.
-Na pewno – odpowiedział z uśmiechem i spojrzał na mnie – Do zobaczenia.
Obejrzał się za siebie i odszedł.
-Widzisz? Nawet nie dał mi buziaka na pożegnanie – zbulwersowała się Elizabeth.
-Jak coś ci powiem, to odechce ci się go całować – powiedziałam i pociągnęłam ją za ramię.
Usiadłyśmy na ławce. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Popatrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Co? Jak to możliwe?
-Też się nad tym zastanawiam.
-Nie mogę w to uwierzyć… W to, że dałam się tak łatwo nabrać! Jak mogłam niczego nie podejrzewać? Teraz to wydaje się takie oczywiste!
-Ale to jeszcze nie koniec…
-Właśnie, jeszcze jakiś człowiek, prawda?
-Tak – westchnęłam – Najgorsze jest to, że może być nim każdy.
-No, nawet on – powiedziała i spojrzała przed siebie.
Zrobiłam to samo i poczułam się jak w filmie. Zwolnione tempo, przystojny chłopak, idący w moją stronę. Patrzył tylko na mnie i uśmiechał się. Miał czarne, krótko obcięte włosy. Czułam, jakby ta chwila trwała wiecznie.
-To ja się zmywam – powiedziała Elizabeth wyrywając mnie z rozmyśleń.
Chłopak przyspieszył i znalazł się przede mną, a Elizabeth już nie było.
-Cześć – uśmiechnął się szerzej – Wiesz może jak dojść do klasy pani Krish?
Zaniemówiłam. Nigdy nie słyszałam takiego pięknego, płynnego głosu. Szybko się otrząsnęłam. Nie chciałam, żeby uznał mnie za wariatkę.
-Cześć – także się uśmiechnęłam – Tak, też mam tam teraz lekcję. Mogę ci pokazać.
-Ok. Tak w ogóle jestem Jassy – podał mi dłoń.
-Nathalie – uśmiechnęłam się i uścisnęłam jego rękę.
Weszliśmy do szkoły w milczeniu. Nikt nie odzywał się też. Gdy pokonywaliśmy korytarz. Chciałam coś powiedzieć, zacząć z nim rozmawiać o czymkolwiek, ale jednocześnie nie chciałam palnąć jakiegoś głupstwa. Miałam wrażenie, że on myśli tak samo.
-Więc chodzimy do jednej klasy – raczej potwierdził, niż zapytał, kiedy dotarliśmy pod klasę.
-Tak – mimo wszystko odpowiedziałam z uśmiechem.
Jassy tylko skinął głową. Przyszła nauczycielka i otwierając drzwi ponaglała uczniów do szybkiego wchodzenia do klasy. Usiadłam pod oknem obok Margaret, a Jassy w środkowym rzędzie. Była luźna lekcja, więc mogłyśmy spokojnie porozmawiać. Jej też wszystko opowiedziałam. Na początku nie chciała w to uwierzyć, ale w końcu ją przekonałam. Powiedziała, że po tej lekcji od razu zerwie z Victorem. Nie mogła uwierzyć, że dała się tak perfidnie wykorzystać. Miałyśmy sporo tematów do obgadania, ale powiedziałam, że muszę pomyśleć. Nie miała nic przeciwko, bo wiedziała, że w mojej głowie dużo się teraz dzieje i muszę to spróbować jakoś poukładać. Podparłam głowę ręką i wpatrzyłam się w jeden punkt.
Przestać się na niego gapić! – skarciłam się w myślach.
Nie mogę… On jest taki… sama nie wiem jaki. Po prostu ma w sobie to coś, co mnie do niego przyciąga. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. A co jeśli nie jest zwykłym chłopakiem? Co jeśli to on jest człowiekiem, który dostał zadanie przekonania mnie? Ale mam zakochać się, a potem kilka dni później umrzeć? To kompletnie bez sensu. Chyba, że oni zrobili to specjalnie…
Oni? A kto to są w ogóle oni? Tego nie wiem, ale musi być jakieś wyjście z tej sytuacji. Nie chcę być potworem. Nigdy!
Muszę z nim porozmawiać i dowiedzieć się czy to on. Zanim powiem mu: „Cześć, jestem Nathalie. Za sześć dni umrę lub zostanę potworem.” Muszę z nim porozmawiać. Chcę. Nie mogę stracić takiej szansy. Nie wybaczyłabym sobie, jeśli bym ją straciła. Jego straciła. Miałabym wyrzuty sumienia. Nawet jeśli mam umrzeć lub stać się potworem.
Ostatnie słowo odbiło się echem w mojej głowie. Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek na przerwę.
-Idę zadzwonić – zakomunikowała Margaret.
-Ok. – powiedziałam.
Spakowałam książki z powrotem do torby, założyłam ją na ramię i wyszłam z klasy. Na progu wpadłam na plecy jakiegoś chłopaka, którego nie zauważyłam.
-Przepraszam – powiedziałam i cofnęłam się o kilka kroków.
Chłopak odwrócił się i zobaczyłam, że to Jassy.
-Nic się nie stało – uśmiechnął się.
Zrobiłam to samo.
-Ja… - zaczęliśmy oboje w tym samym momencie.
-Ty pierwsza – zachęcił.
-Nie, ty pierwszy – nalegałam.
Westchnął.
-Chciałem o coś zapytać.
-Słucham – zachęciłam z uśmiechem.
-Może… Co robisz dzisiaj po południu? Może moglibyśmy się spotkać?
Zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Zobaczę co da się zrobić – powiedziałam najpoważniej, jak umiałam, ale nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
Jassy miał przestraszoną minę, ale teraz już także się uśmiechał. Zauważyłam w jego oczach nutę zakłopotania.
-Żartowałam – zapewniam – Mam dzisiaj czas – uśmiechnęłam się – Do zobaczenia.
-Tak..Do zobaczenia!
Odwróciłam się i odeszłam. Nagle przypomniało mi się, że nie mam jego numeru, a on mojego. Nie wie gdzie mieszkam. Odwróciłam się, ale już go nie było. Uśmiech zszedł mi z twarzy. Wszystko stracone. Pewnie go odstraszyłam. Co strzeliło mi do głowy, żeby to zrobić? Nie mogłam się po prostu od razu zgodzić, uśmiechnąć, dać numer telefonu i odejść? Westchnęłam i odeszłam. Odszukałam dziewczyny i dowiedziałam się, że Margaret zerwała z Victorem, ale Elizabeth nie chciała obić tego Oliverowi. Razem ją namówiłyśmy i z niechęcią zrobiła to samo. Opowiedziałam im o Jassym. Pocieszały mnie, ale to nie pomagało. Chyba mi na nim zależy…
-Powiesz Rose? – zapytała Margaret.
-Powinnam –westchnęłam.
-Możemy zrobić to razem jeśli chcesz. Będzie ci raźniej – zaproponowała Elizabeth.
-Tak, dzięki, ale nadal mam wątpliwości – zaniepokoiłam się.
-Musimy chociaż spróbować – zachęciła Margaret.
-Tak, musimy jej o tym powiedzieć. Chyba nie chcesz, żeby spotykała się z wilkołakiem? – zapytała Elizabeth.
-Nie. Oczywiści, że nie – zapewniłam – A co z Jassym?
Obydwie westchnęły.
-A on na pewno jest człowiekiem? – zapytała Elizabeth.
-Tak – odpowiedziałam szybko.
Chyba tak – dopowiedziałam w myślach. Dziewczyny zauważyły, że zrzedła mi mina.
-Co jest? – zapytała Margaret.
-Nic, nic – odpowiedziałam i posłałam jej wymuszony uśmiech.
-Wszystko się ułoży, zobaczysz – przytuliła mnie Elizabeth.
Margaret zrobiła to samo i przez chwilę tkwiłyśmy w uścisku. Do końca wszystkich lekcji nie widziałam Jassy ‘ego. Po skończonych lekcjach spotkałam się z dziewczynami przed szkołą.
-Idziemy do Rose? – zapytałam.
Dziewczyny skinęły głowami. Wracałyśmy tą samą drogą, którą wybrałam rano. O tej porze było tam więcej ludzi.
-Jak ja mam jej to powiedzieć? – zapytałam bezradnie.
-Raczej jak my mamy jej to powiedzieć – poprawiła Margaret.
-Prosto z mostu – zaproponowała Elizabeth.
Margaret parsknęła śmiechem.
-Tak. To na pewno pomoże i sprawi, że wybiegnie z domu z krzykiem.
Wszystkie trzy westchnęłyśmy.
-Nie no, nie możemy tak tego zostawić – powiedziałam po długiej ciszy – Musimy powiedzieć jej wszystko. Od samego początku, a nie coś takiego jak „Twój chłopak jest wilkołakiem i był z tobą, żeby dotrzeć do mnie, i przekonać, żebym stała się taka jak on, więc musisz z nim zerwać.” To byłoby bez sensu. Wtedy bardziej prawdopodobne byłoby to, że wybiegłaby z krzykiem.
Zatrzymałyśmy się przed domem.
-Finn powinien być już w domu – powiedziałam i nacisnęłam klamkę otwierając szeroko drzwi.
To, co zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie. Wszystkie stałyśmy z szeroko otwartymi oczami w progu. Żadna z nas nie zrobiła ani jednego kroku. Wszystkie rzeczy, które jeszcze niedawno stały na półkach, teraz walały się po podłodze i to nie tylko w korytarzu. Przerażona przekroczyłam próg.
-Finn? – zapytałam prawie szeptem – Finn! – krzyknęłam po chwili – Rose! Finn! – wbiegłam po schodach na górę.
Odwróciłam się do balustrady, stojąc przodem do dziewczyn. Nagle ktoś gwałtownie otworzyć drzwi znajdujące się za mną i aż podskoczyłam. Odwróciłam się i zobaczyłam Finna. Podbiegłam do niego i mocno uściskałam.
-Nic ci nie jest? – zapytałam.
-Nie. C… - odwrócił wzrok i spojrzał na dół – Co tu się stało?!
-Mnie się pytasz? To ty byłeś w domu!
-Wróciłem pół godziny temu i wszystko było w porządku. Miałem słuchawki w uszach, więc pewnie dlatego nic nie słyszałem – podrapał się po głowie.
-Ale kto mógł to zrobić – zapytałam.
-Nie mam pojęcia – odpowiedział.
Odetchnęłam głęboko kilka razy. Nagle o czymś sobie przypomniałam.
-Gdzie jest Rose? – zapytałam zdenerwowana.
-Co? – zdziwił się – Nie wiem. Była tu jak wróciłem. Teraz jej nie ma?
-O Boże… - wyszeptałam i zbiegłam po schodach.
_________________________
Dziękuję Wam !
Jest 10. Mam nadzieję, że się podoba. :)
Dziękuję za komentarze. :*
Staram się pisać bardzo długie, ale to zajmuję sporo czasu.
Napiszcie proszę, czy wolicie, żebym dodawała krótsze, ale częściej, czy dłuższe co jakiś tam czas? Na przykład trzy czy cztery dni.
Mam dużo nauki :(, więc nie wiem jak będzie z następnym rozdziałem, ale postaram się go dodać jak najszybciej.
Napiszcie, czy ma być długi, czy krótszy.
Proszę, to dla mnie ważne, bo dla Was piszę to opowiadanie.
Już nie przynudzam i dziękuję za przeczytanie. <3
Zapraszam do komentowania. ;)
just-love-me
-Zaraz wracam – oznajmiła Elizabeth i oddaliła się, bo ktoś ją wołał.
Kiedy była na tyle daleko, żeby nie móc usłyszeć naszej rozmowy, Oliver stał się poważny.
-Jestem tu, żeby cię stąd zabrać – powiedział i pokazał mi wizytówkę.
Teraz byłam już pewna, że to on jest czarnoksiężnikiem, o którym mówił Victor.
-Następny… - westchnęłam.
-O co ci chodzi?
Wzięłam od niego kartkę, rzuciłam ją na ziemię i przydeptałam butem.
-Nie chcę od was żadnych wizytówek, jasne?
-Tak – powiedział, ale nie przekonał mnie – Kto już u ciebie był?
-Marcus i Victor.
Przeklął pod nosem.
-Zawsze dowiadujemy się o wszystkim ostatni – westchnął.
-Nie obchodzi mnie to, a ze stanowiskiem chłopaka Elizabeth możesz się pożegnać, bo o wszystkim jej powiem.
-To nawet lepiej.
-Czemu?
-Bo byłem z nią tylko dlatego, że musiałem dotrzeć do ciebie. Miałaś być na imprezie u Victora.
-Z tego co wywnioskowałam, nie lubicie siebie nawzajem. Czemu więc chodzicie razem na imprezy?
-To prawda, ale nie możemy wchodzić sobie w drogę podczas wykonywania zadania, bo zawarliśmy pakt.
-Jaki pakt?
-Pakt pokoju.
-To znaczy?
-To znaczy, że nie możemy nikogo zmusić do wybrania naszego życia. To musi być dobrowolna decyzja. Nie możemy też przeszkadzać sobie nawzajem, bo każdy, jeśli chce, ma szansę do przekonania człowieka oczekującego na przemianę. Musimy o was walczyć, oczywiście w przenośni, bo teraz jest takich ludzi o wiele mniej, niż na przykład sto lat temu.
Nadal nie mogłam w to wszystko uwierzyć.
-Przemyśl to –powiedział i uśmiechnął się do Elizabeth, która właśnie wracała.
-O czym rozmawiacie? – zapytała.
Oliver już otwierał usta, ale byłam szybsza.
-O magii. Oliver nie chce powiedzieć mi jak to robi – uśmiechnęłam się – Mówił też, że niestety musi już iść.
Popatrzyłam na niego z udawanym smutkiem. Po chwili zrozumiał.
-Tak, muszę załatwić coś na mieście – powiedział.
-Szkoda… Zobaczymy się później? – zapytała Elizabeth.
-Na pewno – odpowiedział z uśmiechem i spojrzał na mnie – Do zobaczenia.
Obejrzał się za siebie i odszedł.
-Widzisz? Nawet nie dał mi buziaka na pożegnanie – zbulwersowała się Elizabeth.
-Jak coś ci powiem, to odechce ci się go całować – powiedziałam i pociągnęłam ją za ramię.
Usiadłyśmy na ławce. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Popatrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Co? Jak to możliwe?
-Też się nad tym zastanawiam.
-Nie mogę w to uwierzyć… W to, że dałam się tak łatwo nabrać! Jak mogłam niczego nie podejrzewać? Teraz to wydaje się takie oczywiste!
-Ale to jeszcze nie koniec…
-Właśnie, jeszcze jakiś człowiek, prawda?
-Tak – westchnęłam – Najgorsze jest to, że może być nim każdy.
-No, nawet on – powiedziała i spojrzała przed siebie.
Zrobiłam to samo i poczułam się jak w filmie. Zwolnione tempo, przystojny chłopak, idący w moją stronę. Patrzył tylko na mnie i uśmiechał się. Miał czarne, krótko obcięte włosy. Czułam, jakby ta chwila trwała wiecznie.
-To ja się zmywam – powiedziała Elizabeth wyrywając mnie z rozmyśleń.
Chłopak przyspieszył i znalazł się przede mną, a Elizabeth już nie było.
-Cześć – uśmiechnął się szerzej – Wiesz może jak dojść do klasy pani Krish?
Zaniemówiłam. Nigdy nie słyszałam takiego pięknego, płynnego głosu. Szybko się otrząsnęłam. Nie chciałam, żeby uznał mnie za wariatkę.
-Cześć – także się uśmiechnęłam – Tak, też mam tam teraz lekcję. Mogę ci pokazać.
-Ok. Tak w ogóle jestem Jassy – podał mi dłoń.
-Nathalie – uśmiechnęłam się i uścisnęłam jego rękę.
Weszliśmy do szkoły w milczeniu. Nikt nie odzywał się też. Gdy pokonywaliśmy korytarz. Chciałam coś powiedzieć, zacząć z nim rozmawiać o czymkolwiek, ale jednocześnie nie chciałam palnąć jakiegoś głupstwa. Miałam wrażenie, że on myśli tak samo.
-Więc chodzimy do jednej klasy – raczej potwierdził, niż zapytał, kiedy dotarliśmy pod klasę.
-Tak – mimo wszystko odpowiedziałam z uśmiechem.
Jassy tylko skinął głową. Przyszła nauczycielka i otwierając drzwi ponaglała uczniów do szybkiego wchodzenia do klasy. Usiadłam pod oknem obok Margaret, a Jassy w środkowym rzędzie. Była luźna lekcja, więc mogłyśmy spokojnie porozmawiać. Jej też wszystko opowiedziałam. Na początku nie chciała w to uwierzyć, ale w końcu ją przekonałam. Powiedziała, że po tej lekcji od razu zerwie z Victorem. Nie mogła uwierzyć, że dała się tak perfidnie wykorzystać. Miałyśmy sporo tematów do obgadania, ale powiedziałam, że muszę pomyśleć. Nie miała nic przeciwko, bo wiedziała, że w mojej głowie dużo się teraz dzieje i muszę to spróbować jakoś poukładać. Podparłam głowę ręką i wpatrzyłam się w jeden punkt.
Przestać się na niego gapić! – skarciłam się w myślach.
Nie mogę… On jest taki… sama nie wiem jaki. Po prostu ma w sobie to coś, co mnie do niego przyciąga. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. A co jeśli nie jest zwykłym chłopakiem? Co jeśli to on jest człowiekiem, który dostał zadanie przekonania mnie? Ale mam zakochać się, a potem kilka dni później umrzeć? To kompletnie bez sensu. Chyba, że oni zrobili to specjalnie…
Oni? A kto to są w ogóle oni? Tego nie wiem, ale musi być jakieś wyjście z tej sytuacji. Nie chcę być potworem. Nigdy!
Muszę z nim porozmawiać i dowiedzieć się czy to on. Zanim powiem mu: „Cześć, jestem Nathalie. Za sześć dni umrę lub zostanę potworem.” Muszę z nim porozmawiać. Chcę. Nie mogę stracić takiej szansy. Nie wybaczyłabym sobie, jeśli bym ją straciła. Jego straciła. Miałabym wyrzuty sumienia. Nawet jeśli mam umrzeć lub stać się potworem.
Ostatnie słowo odbiło się echem w mojej głowie. Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek na przerwę.
-Idę zadzwonić – zakomunikowała Margaret.
-Ok. – powiedziałam.
Spakowałam książki z powrotem do torby, założyłam ją na ramię i wyszłam z klasy. Na progu wpadłam na plecy jakiegoś chłopaka, którego nie zauważyłam.
-Przepraszam – powiedziałam i cofnęłam się o kilka kroków.
Chłopak odwrócił się i zobaczyłam, że to Jassy.
-Nic się nie stało – uśmiechnął się.
Zrobiłam to samo.
-Ja… - zaczęliśmy oboje w tym samym momencie.
-Ty pierwsza – zachęcił.
-Nie, ty pierwszy – nalegałam.
Westchnął.
-Chciałem o coś zapytać.
-Słucham – zachęciłam z uśmiechem.
-Może… Co robisz dzisiaj po południu? Może moglibyśmy się spotkać?
Zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Zobaczę co da się zrobić – powiedziałam najpoważniej, jak umiałam, ale nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
Jassy miał przestraszoną minę, ale teraz już także się uśmiechał. Zauważyłam w jego oczach nutę zakłopotania.
-Żartowałam – zapewniam – Mam dzisiaj czas – uśmiechnęłam się – Do zobaczenia.
-Tak..Do zobaczenia!
Odwróciłam się i odeszłam. Nagle przypomniało mi się, że nie mam jego numeru, a on mojego. Nie wie gdzie mieszkam. Odwróciłam się, ale już go nie było. Uśmiech zszedł mi z twarzy. Wszystko stracone. Pewnie go odstraszyłam. Co strzeliło mi do głowy, żeby to zrobić? Nie mogłam się po prostu od razu zgodzić, uśmiechnąć, dać numer telefonu i odejść? Westchnęłam i odeszłam. Odszukałam dziewczyny i dowiedziałam się, że Margaret zerwała z Victorem, ale Elizabeth nie chciała obić tego Oliverowi. Razem ją namówiłyśmy i z niechęcią zrobiła to samo. Opowiedziałam im o Jassym. Pocieszały mnie, ale to nie pomagało. Chyba mi na nim zależy…
-Powiesz Rose? – zapytała Margaret.
-Powinnam –westchnęłam.
-Możemy zrobić to razem jeśli chcesz. Będzie ci raźniej – zaproponowała Elizabeth.
-Tak, dzięki, ale nadal mam wątpliwości – zaniepokoiłam się.
-Musimy chociaż spróbować – zachęciła Margaret.
-Tak, musimy jej o tym powiedzieć. Chyba nie chcesz, żeby spotykała się z wilkołakiem? – zapytała Elizabeth.
-Nie. Oczywiści, że nie – zapewniłam – A co z Jassym?
Obydwie westchnęły.
-A on na pewno jest człowiekiem? – zapytała Elizabeth.
-Tak – odpowiedziałam szybko.
Chyba tak – dopowiedziałam w myślach. Dziewczyny zauważyły, że zrzedła mi mina.
-Co jest? – zapytała Margaret.
-Nic, nic – odpowiedziałam i posłałam jej wymuszony uśmiech.
-Wszystko się ułoży, zobaczysz – przytuliła mnie Elizabeth.
Margaret zrobiła to samo i przez chwilę tkwiłyśmy w uścisku. Do końca wszystkich lekcji nie widziałam Jassy ‘ego. Po skończonych lekcjach spotkałam się z dziewczynami przed szkołą.
-Idziemy do Rose? – zapytałam.
Dziewczyny skinęły głowami. Wracałyśmy tą samą drogą, którą wybrałam rano. O tej porze było tam więcej ludzi.
-Jak ja mam jej to powiedzieć? – zapytałam bezradnie.
-Raczej jak my mamy jej to powiedzieć – poprawiła Margaret.
-Prosto z mostu – zaproponowała Elizabeth.
Margaret parsknęła śmiechem.
-Tak. To na pewno pomoże i sprawi, że wybiegnie z domu z krzykiem.
Wszystkie trzy westchnęłyśmy.
-Nie no, nie możemy tak tego zostawić – powiedziałam po długiej ciszy – Musimy powiedzieć jej wszystko. Od samego początku, a nie coś takiego jak „Twój chłopak jest wilkołakiem i był z tobą, żeby dotrzeć do mnie, i przekonać, żebym stała się taka jak on, więc musisz z nim zerwać.” To byłoby bez sensu. Wtedy bardziej prawdopodobne byłoby to, że wybiegłaby z krzykiem.
Zatrzymałyśmy się przed domem.
-Finn powinien być już w domu – powiedziałam i nacisnęłam klamkę otwierając szeroko drzwi.
To, co zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie. Wszystkie stałyśmy z szeroko otwartymi oczami w progu. Żadna z nas nie zrobiła ani jednego kroku. Wszystkie rzeczy, które jeszcze niedawno stały na półkach, teraz walały się po podłodze i to nie tylko w korytarzu. Przerażona przekroczyłam próg.
-Finn? – zapytałam prawie szeptem – Finn! – krzyknęłam po chwili – Rose! Finn! – wbiegłam po schodach na górę.
Odwróciłam się do balustrady, stojąc przodem do dziewczyn. Nagle ktoś gwałtownie otworzyć drzwi znajdujące się za mną i aż podskoczyłam. Odwróciłam się i zobaczyłam Finna. Podbiegłam do niego i mocno uściskałam.
-Nic ci nie jest? – zapytałam.
-Nie. C… - odwrócił wzrok i spojrzał na dół – Co tu się stało?!
-Mnie się pytasz? To ty byłeś w domu!
-Wróciłem pół godziny temu i wszystko było w porządku. Miałem słuchawki w uszach, więc pewnie dlatego nic nie słyszałem – podrapał się po głowie.
-Ale kto mógł to zrobić – zapytałam.
-Nie mam pojęcia – odpowiedział.
Odetchnęłam głęboko kilka razy. Nagle o czymś sobie przypomniałam.
-Gdzie jest Rose? – zapytałam zdenerwowana.
-Co? – zdziwił się – Nie wiem. Była tu jak wróciłem. Teraz jej nie ma?
-O Boże… - wyszeptałam i zbiegłam po schodach.
_________________________
Dziękuję Wam !
Jest 10. Mam nadzieję, że się podoba. :)
Dziękuję za komentarze. :*
Staram się pisać bardzo długie, ale to zajmuję sporo czasu.
Napiszcie proszę, czy wolicie, żebym dodawała krótsze, ale częściej, czy dłuższe co jakiś tam czas? Na przykład trzy czy cztery dni.
Mam dużo nauki :(, więc nie wiem jak będzie z następnym rozdziałem, ale postaram się go dodać jak najszybciej.
Napiszcie, czy ma być długi, czy krótszy.
Proszę, to dla mnie ważne, bo dla Was piszę to opowiadanie.
Już nie przynudzam i dziękuję za przeczytanie. <3
Zapraszam do komentowania. ;)
just-love-me
EDIT : Zapraszam na mojego drugiego bloga, na którym pojawił się nowy prolog !
www.myself.bloblo.pl
"Mamy prawo tylko do teraźniejszości, przyszłość jest dla nas odległa i niewiadoma"
Ktoś zdjął ze mnie kołdrę i ujrzałam zezłoszczoną twarz mojego ojca. Jego oczy były pełne wrogości. Widziałam jak jego ciało trzęsie się ze złości. Nie byłam pewna o co chodzi w jego zachowaniu. Jednym ruchem mężczyzna pociągnął moją rękę i wyszłam spod kołdry naga, na co mój ojciec zasłonił oczy i podał mi bluzkę Justina leżącą na krześle.
- Co tu robisz ? - zapytałam oszołomiona obecnością taty, właśnie tu, właśnie teraz, na Wyspach Dziewiczych, w domku jej i Justina.
- Myślisz, że pozwolę Ci spędzać czas z tym skurwysynem po tym co Ci zrobił ?! - krzyknął mój ojciec.
- Nie zabierzesz mnie stąd. - powiedziałam niepewna swoich słów. - Justin zaraz tu wpadnie i nie pozwoli na nic.
- Chcę Twojego dobra córciu i ten chłopak nie będzie wchodził w Twoje życie, psując je. Kazałem mu przejść się do jakiś sklepów. Myśli, że chcę z Tobą porozmawiać. W pewnym sensie ma racje. - ostatnie zdanie mój ojciec powiedział z złowrogim uśmiechem patrząc się w dal za oknem.
- Zostaję tu ! - krzyknęłam i usiadłam na łóżku obrażona, tak jak miałam w zwyczaju. Byłam jego jedynym dzieckiem i dobrze znałam jego czułe punkty wykorzystując je.
- Nie ma mowy, za pół godziny masz samolot. odezwał się tata. - Do Polski. - dokończył.
- Nie możesz rozłączyć mnie i Justina. - powiedziałam chlipiąc.
- Tak będzie lepiej dla Ciebie. - wiedziałam ,że słowa taty są kłamstwem, że wcale to nie będzie dobre dla mnie, ale wiedziałam też, że nie warto za dużo z nim dyskutować - po prostu nie miało to sensu.
- Kocham go. - wyszeptałam. Tato podszedł do mnie siadając na łóżku, objął mnie ramieniem i próbował dodać otuchy, chociaż to właśnie on zabierał mi to co najbardziej w życiu kochałam.
- Nie kochasz go, to tylko następne zauroczenie po którym będziesz płakać nocami w poduszki. Przypomnij sobie, wiele było takich sytuacji. - powiedział tata. - A teraz pakuj się ! - nakazał już bardziej surowo.
- Mogę chociaż się z nim pożegnać ? - zapytałam.
- Nie ma takiej opcji, jeżeli chcesz mu coś przekazać to napisz list. - ojciec podał mi kartkę papieru i długopis. Usiadłam przy oknie i zaczęłam bazgrać krzywe listery na białej kartce. Była zupełnie pusta, tak jak ja w środku. Nie miałam w sobie tyle siły, żeby sprzeciwić się tacie. Nie potrafiłam nawet wtedy kiedy wszystko zależało ode mnie. Nawet teraz wiedząc, że tracę go na zawsze nie umiałam.
- Szybciej. - pośpieszył mnie tato.
Moja ręka się trzęsła, a długopis pozostawiał duże, czarne litery po każdym jego przeciągnięciu po kartce. Przecież nie tak miało wszystko wyglądać, nasza historia się tutaj nie kończy ...
Pewna swoich myśli zgięłam kartkę i podpisałam ją jego imieniem. Moje szczęście jego imię ma. Jego imię sprawiało, że wiedziałam co znaczy kochać, że czułam jego bliskość obok mnie nawet w tych najgorszych momentach.
Schyliłam się nad małą torbą przekładaną przez ramię i schowałam do niej moje sprzęty elektroniczne. Następnie udałam się do łazienki i zmieniłam bieliznę i ubranie. Obmyłam twarz i nie mogłam przestać płakać. Wiedziałam, że to jednak koniec, że tutaj się wszystko kończy ...
Siedziałem na ławce obok małego butiku popijając mrożoną kawę z kawiarni niedaleko mojego położenia. Uznałem, że choć ojciec Eleny był dla mnie niemiły to zostawię ich samych, jest jej taką i chciałem, aby nie traciła z nim kontaktu - tak jak ja ze swoim. Nie zauważyłem kiedy oddaliliśmy się od siebie po ich rozwodzie, to było tak nagle. Jeden podpisany papier i moja cała, szczęśliwa rodzina rozleciała się na drobne kawałki.
Z drugiej strony zastanawiałem się skąd wiedział, że właśnie tutaj jesteśmy, skąd wiedział gdzie szukać. Jednak wiedziałem, że miał wtyki do przeróżnych spraw, dokumentów i wiadomości. W końcu to musiało się zdarzyć, choć nie są dla niej wsparciem to wciąż są jej rodzicami i dbają o nią jak tylko mogą. Wierze w to.
Po upływie półtora godziny postanowiłem wrócić do domku. Sądziłem, że jeżeli musieli coś sobie wyjaśnić to już to zrobili.
Zbliżałem się do domku, zobaczyłem uchylone drzwi. Wszedłem po drewnianych schodach i zastałem pustkę w domu. Pomyślałem, że poszła pokazać mu okolicę. Znów znalazłem się przed domkiem i rozejrzałem się dookoła. Niestety nikogo nie zobaczyłem. Wróciłem do środka i wszedłem do sypialni z którą kojarzył mi się zapach skóry Eleny i nasze upojne noce. Rozejrzałem się i zobaczyłem, że nie ma jej torebki, ani kosmetyków, następnie moim oczom ukazała się biała kartka papieru z moim imieniem. Serce biło mi jak oszalałe, nie wiedziałem co mogę znaleźć w tym skrawku papieru.
" Justin,
Mam tak mało czasu a tak dużo do napisania. Serce mi się łamie kiedy myślę o Tobie w tej chwili i o tym co muszę zrobić. Nie wszystko poszło zgodnie z planem, nie tak chciałam ,żeby się to potoczyło.
Cóż, okazało się że jestem kiepska w obietnicach. Obiecałam Ci że nic złego już się nie stanie. To co się stanie z pewnością będzie lepsze dla ciebie niż dla mnie. Kiedy po raz pierwszy Cię spotkałam, na lotnisku, miałeś to coś co pociągało mnie w facetach, ale byłeś inny. Wiedziałam to, że pokażesz mi inną drogę, że nauczysz mnie znów kochać. I tak było. Tak zrobiłeś i byłaś dla mnie największym skarbem na świecie. Byłeś przy mnie zawsze w ten czy inny sposób. Zawsze o tobie myślę i będę myślała. Jesteś najbliższą mi osobą, osobą którą pokochałam jak nikogo innego. Dlatego muszę to wszystko zrobić. Mam nadzieję, że ułożysz sobie życie beze mnie, z jakąś inną dziewczyną. Chcę Twojego szczęścia, chcę widzieć jak na Twojej twarzy pojawia się uśmiech. Nie chcę żebyś rozpaczał za moim odejściem. Tak po prostu musi być, nie planowałam tego. Mamy prawo tylko do teraźniejszości, przyszłość jest dla nas odległa i niewiadoma. Na zawsze pozostaniesz w moim sercu, tylko dla Ciebie jest tu miejsce. Chcę byś pamiętał jedno, kochałam cię, kocham i zawsze będę kochać. Jesteś tym jedynym ,ale los nie pozwala nam być razem. Ułóż swoje życie tak jak chcesz, żebyś nigdy niczego nie żałował. Nie przejmuj się mną, zajmij się sobą i zrób tak jak podpowiada Ci serce. Mam nadzieję że znajdziesz sobie kogoś kto będzie Cię szanował i kochał tak mocno jak ja. Mam nadzieję że jak się powtórnie zakochasz to mimo wszystko gdzieś tam w Twoim sercu pozostanę ja – Elena i nigdy o mnie nie zapomnisz. Spędziłam z Tobą magiczne chwile, jednak wszystko kiedyś się kończy, a nasza historia kończy się teraz. Żegnaj, na zawsze."
W oczach miałem łzy, w sercu pustkę, na twarzy wymalowany smutek a rękach list od Eleny. List w którym powiedziała mi, że zostawia mnie po mimo tego, że mnie kocha, że tak jest lepiej. Nie mogłem pogodzić się z tą myślą, że ją straciłem.
Przeczytałem treść kilka razy a słowa ' Żegnaj na zawsze ' najbardziej utkwiły mi w pamięci. Nie mogę nic na to poradzić, ona mogła ,ale widocznie nie miała siły. Nie miała siły, aby walczyć o naszą małą - wielką miłość i odeszła pozostawiając list ...
Siedziałem skulony pod ścianą popijając następny łyk alkoholu. Świat stracił dla mnie znaczenie kiedy ona odeszła ode mnie. Zbliżyłem butelkę do ust i ostatni raz poczułem zapach i smak napoju, który pozwolił mi zapomnieć ...
Siedząc w samolocie czułam się cholernie winna. Widziałam jak w locie oddalam się od Wysp, od Justina, od mojej miłości.
Ojciec siedział dumnie w fotelu czytając gazetę. Co chwilę na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Wiedział ,że tryumfował nade mną, a ja jestem słabym ogniwem ...
- Spodoba Ci się we Warszawie. - powiedział ojciec. Spojrzałam na niego ze złością i niedowierzaniem.
- Zabierasz mnie od chłopaka, którego kocham do miasta i państwa ,którego nie znam ?! - krzyknęłam sarkastycznie na cały samolot aż wszyscy odwrócili się w naszą stronę.
- Byłaś we Warszawie, mieszka tam Megan. - odezwał się ze spokojem tata.
- Tak, Megan. Pamiętam - powiedziałam smutnie i odwróciłam twarz w kierunku okna ,w którym zobaczyłam smutną twarz Justina mówiącą ' Nie poddawaj się !'. Taki miałam zamiar.
_______________________________________
Wróciłam na stałe dziewczynki ; *
Chciałabym każdą z Was po kolei wyściskać, ale nie mam takiej możliwości, ale dziękuję każdej i przesyłam internetowego całusa ; ****
Dziękuję za 20 pięknych komentarzy pod ostatnim rozdziałem; *
Jestem za surowa dla Justina i Eleny, nie mogą ze sobą być ...
18 komentarzy = NN
www.myself.bloblo.pl
"Mamy prawo tylko do teraźniejszości, przyszłość jest dla nas odległa i niewiadoma"
Ktoś zdjął ze mnie kołdrę i ujrzałam zezłoszczoną twarz mojego ojca. Jego oczy były pełne wrogości. Widziałam jak jego ciało trzęsie się ze złości. Nie byłam pewna o co chodzi w jego zachowaniu. Jednym ruchem mężczyzna pociągnął moją rękę i wyszłam spod kołdry naga, na co mój ojciec zasłonił oczy i podał mi bluzkę Justina leżącą na krześle.
- Co tu robisz ? - zapytałam oszołomiona obecnością taty, właśnie tu, właśnie teraz, na Wyspach Dziewiczych, w domku jej i Justina.
- Myślisz, że pozwolę Ci spędzać czas z tym skurwysynem po tym co Ci zrobił ?! - krzyknął mój ojciec.
- Nie zabierzesz mnie stąd. - powiedziałam niepewna swoich słów. - Justin zaraz tu wpadnie i nie pozwoli na nic.
- Chcę Twojego dobra córciu i ten chłopak nie będzie wchodził w Twoje życie, psując je. Kazałem mu przejść się do jakiś sklepów. Myśli, że chcę z Tobą porozmawiać. W pewnym sensie ma racje. - ostatnie zdanie mój ojciec powiedział z złowrogim uśmiechem patrząc się w dal za oknem.
- Zostaję tu ! - krzyknęłam i usiadłam na łóżku obrażona, tak jak miałam w zwyczaju. Byłam jego jedynym dzieckiem i dobrze znałam jego czułe punkty wykorzystując je.
- Nie ma mowy, za pół godziny masz samolot. odezwał się tata. - Do Polski. - dokończył.
- Nie możesz rozłączyć mnie i Justina. - powiedziałam chlipiąc.
- Tak będzie lepiej dla Ciebie. - wiedziałam ,że słowa taty są kłamstwem, że wcale to nie będzie dobre dla mnie, ale wiedziałam też, że nie warto za dużo z nim dyskutować - po prostu nie miało to sensu.
- Kocham go. - wyszeptałam. Tato podszedł do mnie siadając na łóżku, objął mnie ramieniem i próbował dodać otuchy, chociaż to właśnie on zabierał mi to co najbardziej w życiu kochałam.
- Nie kochasz go, to tylko następne zauroczenie po którym będziesz płakać nocami w poduszki. Przypomnij sobie, wiele było takich sytuacji. - powiedział tata. - A teraz pakuj się ! - nakazał już bardziej surowo.
- Mogę chociaż się z nim pożegnać ? - zapytałam.
- Nie ma takiej opcji, jeżeli chcesz mu coś przekazać to napisz list. - ojciec podał mi kartkę papieru i długopis. Usiadłam przy oknie i zaczęłam bazgrać krzywe listery na białej kartce. Była zupełnie pusta, tak jak ja w środku. Nie miałam w sobie tyle siły, żeby sprzeciwić się tacie. Nie potrafiłam nawet wtedy kiedy wszystko zależało ode mnie. Nawet teraz wiedząc, że tracę go na zawsze nie umiałam.
- Szybciej. - pośpieszył mnie tato.
Moja ręka się trzęsła, a długopis pozostawiał duże, czarne litery po każdym jego przeciągnięciu po kartce. Przecież nie tak miało wszystko wyglądać, nasza historia się tutaj nie kończy ...
Pewna swoich myśli zgięłam kartkę i podpisałam ją jego imieniem. Moje szczęście jego imię ma. Jego imię sprawiało, że wiedziałam co znaczy kochać, że czułam jego bliskość obok mnie nawet w tych najgorszych momentach.
Schyliłam się nad małą torbą przekładaną przez ramię i schowałam do niej moje sprzęty elektroniczne. Następnie udałam się do łazienki i zmieniłam bieliznę i ubranie. Obmyłam twarz i nie mogłam przestać płakać. Wiedziałam, że to jednak koniec, że tutaj się wszystko kończy ...
* * * Oczami Justina * * *
Siedziałem na ławce obok małego butiku popijając mrożoną kawę z kawiarni niedaleko mojego położenia. Uznałem, że choć ojciec Eleny był dla mnie niemiły to zostawię ich samych, jest jej taką i chciałem, aby nie traciła z nim kontaktu - tak jak ja ze swoim. Nie zauważyłem kiedy oddaliliśmy się od siebie po ich rozwodzie, to było tak nagle. Jeden podpisany papier i moja cała, szczęśliwa rodzina rozleciała się na drobne kawałki.
Z drugiej strony zastanawiałem się skąd wiedział, że właśnie tutaj jesteśmy, skąd wiedział gdzie szukać. Jednak wiedziałem, że miał wtyki do przeróżnych spraw, dokumentów i wiadomości. W końcu to musiało się zdarzyć, choć nie są dla niej wsparciem to wciąż są jej rodzicami i dbają o nią jak tylko mogą. Wierze w to.
Po upływie półtora godziny postanowiłem wrócić do domku. Sądziłem, że jeżeli musieli coś sobie wyjaśnić to już to zrobili.
Zbliżałem się do domku, zobaczyłem uchylone drzwi. Wszedłem po drewnianych schodach i zastałem pustkę w domu. Pomyślałem, że poszła pokazać mu okolicę. Znów znalazłem się przed domkiem i rozejrzałem się dookoła. Niestety nikogo nie zobaczyłem. Wróciłem do środka i wszedłem do sypialni z którą kojarzył mi się zapach skóry Eleny i nasze upojne noce. Rozejrzałem się i zobaczyłem, że nie ma jej torebki, ani kosmetyków, następnie moim oczom ukazała się biała kartka papieru z moim imieniem. Serce biło mi jak oszalałe, nie wiedziałem co mogę znaleźć w tym skrawku papieru.
" Justin,
Mam tak mało czasu a tak dużo do napisania. Serce mi się łamie kiedy myślę o Tobie w tej chwili i o tym co muszę zrobić. Nie wszystko poszło zgodnie z planem, nie tak chciałam ,żeby się to potoczyło.
Cóż, okazało się że jestem kiepska w obietnicach. Obiecałam Ci że nic złego już się nie stanie. To co się stanie z pewnością będzie lepsze dla ciebie niż dla mnie. Kiedy po raz pierwszy Cię spotkałam, na lotnisku, miałeś to coś co pociągało mnie w facetach, ale byłeś inny. Wiedziałam to, że pokażesz mi inną drogę, że nauczysz mnie znów kochać. I tak było. Tak zrobiłeś i byłaś dla mnie największym skarbem na świecie. Byłeś przy mnie zawsze w ten czy inny sposób. Zawsze o tobie myślę i będę myślała. Jesteś najbliższą mi osobą, osobą którą pokochałam jak nikogo innego. Dlatego muszę to wszystko zrobić. Mam nadzieję, że ułożysz sobie życie beze mnie, z jakąś inną dziewczyną. Chcę Twojego szczęścia, chcę widzieć jak na Twojej twarzy pojawia się uśmiech. Nie chcę żebyś rozpaczał za moim odejściem. Tak po prostu musi być, nie planowałam tego. Mamy prawo tylko do teraźniejszości, przyszłość jest dla nas odległa i niewiadoma. Na zawsze pozostaniesz w moim sercu, tylko dla Ciebie jest tu miejsce. Chcę byś pamiętał jedno, kochałam cię, kocham i zawsze będę kochać. Jesteś tym jedynym ,ale los nie pozwala nam być razem. Ułóż swoje życie tak jak chcesz, żebyś nigdy niczego nie żałował. Nie przejmuj się mną, zajmij się sobą i zrób tak jak podpowiada Ci serce. Mam nadzieję że znajdziesz sobie kogoś kto będzie Cię szanował i kochał tak mocno jak ja. Mam nadzieję że jak się powtórnie zakochasz to mimo wszystko gdzieś tam w Twoim sercu pozostanę ja – Elena i nigdy o mnie nie zapomnisz. Spędziłam z Tobą magiczne chwile, jednak wszystko kiedyś się kończy, a nasza historia kończy się teraz. Żegnaj, na zawsze."
W oczach miałem łzy, w sercu pustkę, na twarzy wymalowany smutek a rękach list od Eleny. List w którym powiedziała mi, że zostawia mnie po mimo tego, że mnie kocha, że tak jest lepiej. Nie mogłem pogodzić się z tą myślą, że ją straciłem.
Przeczytałem treść kilka razy a słowa ' Żegnaj na zawsze ' najbardziej utkwiły mi w pamięci. Nie mogę nic na to poradzić, ona mogła ,ale widocznie nie miała siły. Nie miała siły, aby walczyć o naszą małą - wielką miłość i odeszła pozostawiając list ...
Siedziałem skulony pod ścianą popijając następny łyk alkoholu. Świat stracił dla mnie znaczenie kiedy ona odeszła ode mnie. Zbliżyłem butelkę do ust i ostatni raz poczułem zapach i smak napoju, który pozwolił mi zapomnieć ...
* * * Oczami Eleny * * *
[/center]Siedząc w samolocie czułam się cholernie winna. Widziałam jak w locie oddalam się od Wysp, od Justina, od mojej miłości.
Ojciec siedział dumnie w fotelu czytając gazetę. Co chwilę na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Wiedział ,że tryumfował nade mną, a ja jestem słabym ogniwem ...
- Spodoba Ci się we Warszawie. - powiedział ojciec. Spojrzałam na niego ze złością i niedowierzaniem.
- Zabierasz mnie od chłopaka, którego kocham do miasta i państwa ,którego nie znam ?! - krzyknęłam sarkastycznie na cały samolot aż wszyscy odwrócili się w naszą stronę.
- Byłaś we Warszawie, mieszka tam Megan. - odezwał się ze spokojem tata.
- Tak, Megan. Pamiętam - powiedziałam smutnie i odwróciłam twarz w kierunku okna ,w którym zobaczyłam smutną twarz Justina mówiącą ' Nie poddawaj się !'. Taki miałam zamiar.
_______________________________________
Wróciłam na stałe dziewczynki ; *
Chciałabym każdą z Was po kolei wyściskać, ale nie mam takiej możliwości, ale dziękuję każdej i przesyłam internetowego całusa ; ****
Dziękuję za 20 pięknych komentarzy pod ostatnim rozdziałem; *
Jestem za surowa dla Justina i Eleny, nie mogą ze sobą być ...
18 komentarzy = NN
cz.1
(godz.9:00 hotelowy pokój Jenn)
Rażące poranne promienie zapowiadały kolejny upalny dzień, dzień na jednej z Kalifornijskich plaż. Ale nawet ta myśl nie była w stanie wyciągnąć mnie z pod kołdry. Byłam do takiego stopnia nie przytomna że nawet nie starałam się sprawdzić która jest godzina tylko przewróciłam się na drugą stronę kładąc głowę na przyjemnym w dotyku materiale skroplonym znajomymi mi męskimi perfumami.
Materiał był niezwykle miękki ale nie na tyle by ukryć przede mną nie zwykle umięśnioną klatkę piersiową którą sprawiała wrażenie znajomej.
-Liam! Co ty tu robisz?!-zapytałam zrywając się na łokcie jednocześnie otwierając oczy.
-Liam?? różnie ma mnie wołano, ale tego nie słyszałem-odparł rozbawiony chłopak i w tety zrozumiałam z kim mam do czynienia.
-co ty tu robisz do cholery-rzuciłam wycierając zaspane oczy dalej oparta o jeden łokieć
-nie tak ostro, bo się poskarżę-wyznał chłopak również opierając się na łokcie
-to idź, ja tu zaczekam-wyznałam siadając na brzegu łóżka
-wątpię-odparł wstając na co nic nie powiedziałam tylko pytająco spojrzałam na chłopaka- jesteśmy spóźnieni-wyjaśnił
-zdjęcia zaczynają się o… o trzynastej-wyznałam spoglądając na hotelowy zegarek
- nie o tym mówię, daje ci piętnaście minut-ostrzegł cofając się w stronę wyjścia-za piętnaście minut przyjdę-powtórzył po czym wyszedł z pokoju.
Yyy.. jak on tu … cholera drzwi nie zamknęłam! Pięknie każdy mógł tu wejść pomyślałam sprawdzając szuflady szafki nocnej czy wszystko jest na swoim miejscu. Upewniwszy się czy wszystko jest okej wzięłam z nie rozpakowanej walizki ciuchy i poszłam do łazienki przygotować się do podejrzanego zaproszenia Harry’ego. Po przyjemnym lecz szybkim prysznicu bez którego nie mogło się obejść zabrałam się do reszty czynności które mi zostały i tak po jakiś dwudziestu paru minutach byłam gotowa.
-dłużej się nie dało?-zapytał niecierpliwy Styles siedząc na końcu łóżka w swoim białej koszuli leżącej luźno na czarnych spodniach. Koszula rozpięta u góry do takiego stopnia że ukazywała jego ciało i wiszący na szyi dwa łańcuszki.
-da , jak chcesz to…-zaczęłam idąc w stronę łazienki
-nie! weź nawet tak nie żartuj!!!- zawołał chłopak wstając-chodźmy bo już naprawdę jesteśmy spóźnieni- dodał zakładając ręce na biodra.
-ale gdzie chcesz mnie zabrać?- zapytałam żądając odpowiedzi.
-zobaczysz-wyznał chłopak pokazując mi wyjście z pokoju
-jeśli powiesz mi gdzie idziemy- uprzedziłam zakładając ręce na znak że nigdzie nie idę
-Ja nie Liam-wyznał zniecierpliwiony stając za mną- nie wiem co to sprzeciw-wyjaśnił wypychając mnie delikatnie z pokoju.
-czekaj torebka!-zawołałam na korytarzu przypominając sobie o niej.
-stój- polecił chłopak wracając się do pokoju z którego zabrał pierwsza lepsza torebkę jaką widział zabierając jednocześnie mój telefon z łóżka który i tak był rozładowany.-proszę odparł zamykając pokój następnie przesuwając moją kartą pokojową po czytniku.-to sobie wezmę-zażartował udając że wkłada kartę do tylnej kieszeni.
-ej! oddawaj- zawołałam łapiąc próbując mu ją zabrać jedna ręką.
-taaa, chciała byś skarbie-wyznał kpiarsko pochylając się nad moim uchem.
-przestań- poleciłam odpychając go lekko od siebie
-co ty tak ostro- zapytał z szerokim uśmiechem poprawiając włosy, zresztą jak zawsze. Uważał że podobało się dziewczynom
-bo ty tak lubisz-odparłam dusząc w sobie śmiech
-oooh, nie mylisz się kotku-przyznał zakładając mi rękę na ramiona.
-nie mów tak do mnie- ostrzegłam zrzucając jego rękę z bananem na twarzy po czym zaczęłam powoli iść w stronę do wyjścia.
-pogrywasz skarbie- wyznał idąc za mną
-ja nie twój skarb-przypomniałam wduszając guzik parteru w windzie
-nie, jedziemy na górę-wyjaśnił chłopak wduszając guzik najwyższego pietra następnie weszliśmy do środka windy i pojechaliśmy do góry.
Oczywiście Harry nie darował sobie podrywów swoimi włosami, spojrzeniem i uśmiechem który musze przyznać był uwodzicielski ale nie na tyle bym podała się jego urokowi.
-na miejscu- wyznał chłopak gdy drzwi windy otworzyły się ukazując nam dach hotelu na którym rozkręcała się nie zła imprezka .
-o tej porze?-zapytałam zdziwiona my ci fajni nie tracimy czasu, wyjaśnił Styles chcąc mnie rozbawi jednocześnie wychodząc z windy dumny jak paw ja mam talent
do domówek-dodał
-domówek?? raczej hotelówek-poprawiłam stając obok niego po za windą
-oj czepiasz się-wytknął-oo tam czekają –dodał niby do siebie patrząc na dwójkę nastolatków siedzących na skraju basenu maczając nogi w wodzie
-po czekaj tu- polecił idąc w ich stronę. I tu chłopak miał problem, bo nie miałam zamiaru czekać kiedy podejdzie do nich i powie Liam’owi że tu stoję a ten łaskawie przyjdzie tu zastawiając Harry’ego z tą dziewczyną. Wiec gdy tylko chłopak zostawił mnie samą ruszyłam do jednego stolika z piciem
Z którego zabrałam szklankę zimnej koli.
-hej, jak tam noc –przywitał się Liam przytulając się go mnie.
-spoko-odparłam chłodno nawet nie odwzajemniając uścisku, Liam spojrzał na mnie podejrzliwie-a tobie??- zapytałam celowo oglądając się za przypadkowym chłopakiem.
-nudno bez ciebie-odparł chwytając mnie za zwisająca swobodnie lewa dłoń chcąc zwrócić na siebie uwagę
-tak?? Nie przepuszczałam po wczorajszym –wyznałam zerkając na chwilę na niego jednocześnie wyswobadzając swoją dłoń by przytrzymać słomkę wystającą z picia.
- nie-rzucił po chwili Liam domyślając się o co mi chodzi.
-tak-odparłam odwracając się na pięcie i zmierzając o ciągłym krokiem na wolny leżak stojący przy basenie.
-to nie tak jak myślisz-zaczął się tłumaczyć się
-naprawdę?-zapytałam siadając na leżaku.
-po prostu zrobiła to z zaskoczenia-wyjaśnił chłopak siadając obok mnie
-musiała cię bardzo zaskoczyć skoro ten pocałunek tak długo trwał- odparłam
- czas mierzyłaś?-zapytał śmiejąc się.
-Pff.. też pomysł-wyznałam zawstydzona upijając trosze napoju.
-Jenn, nie masz powodów by być zazdrosna-zapewnił. Kładąc mi rękę na kolanie
-ja!? zazdrosna? ciekawe o co?-rzuciłam bez namysłu by się obronić jak najszybciej.
- no nie wiem , ty mi powiedz- rzucił patrząc w moje oczy
-skąd bierzesz te głupie teksty?? od Harry’ego??-zapytałam zauważając u niego to samo cwaniakowanie.
-szczerze? tak-przyznał-zapewniał że to działa na wszystkich-dodał wyjaśniająco
-ale ja nie jestem wszyscy-przypomniałam
-no nie-przyznał-jesteś od nich piękniejsza, weselsza, milsza, wrażliwsza-dodał
- i tylko tyle?
-masz ładniejsze oczy i uśmiech- odparł- nawet jak się zawstydzisz- zapewnił po chwili widząc mój nie śmiały uśmiech.
-ale nie na tyle by być mi wiernym-rzuciłam bez zastanowienia po przerażona tym co powiedziałam jednocześnie licząc że Payne tego nie zauważył, na darmo.
-wierny?! To my….-zaczął z uśmiechem
-NIE! ja miałam na myśli…-przerwałam mu
-ale powiedziałaś…- rzucił mi przerywając
-czepiasz się-przerwałam z uśmiechem upijając kolejny łyk picia po czym oboje zaczęliśmy się śmiać z mojego zachowania- to nie było zabawne- stwierdzałam nie przestając się śmiać
-oj było-zaprzeczył-a teraz serio, mnie nic z nią nie łączy, po prostu mnie zaskoczyła a potem Harry błagał bym z nią pogadał-wyjaśnił
-kto by pomyślał Harry Styles nie może sobie poradzić z dziewczyną- wyznałam ciesząc się jak dziecko
-co już mnie obgadujecie?- zapytał chłopak siadając obok mnie
-lepiej powiedz gdzie zgubiłeś..-zaczęłam
-Madison..-dodał Liam uzupełniając moje pytanie.
-poszła do łazienki-wyznał- no więc po wiedz mi kochaniutka o czym śniłaś tak zawzięcie- zapytał Harry zmieniając temat
-no pewnie że o… Louis’ie-wyznałam widząc jak chłopak podchodzi do nas
-serio?!-zapytał zdziwiony Harry
-nie-przyznałam bez bicia rozbawiona minami chłopaków.
-ulżyło mi-szepną Harry wstając
- nie wątpię-zapewnił Liam
-gdzie uciekasz kochaniutki??-zawołał Lou za Harrym zajmując jego miejsce-oj bo będę zazdrosny- dodał widząc jak chłopak podszedł do Madison
-i jak się podoba?-zapytał Lou patrząc na mnie.
-fajnie tu tylko nie za wcześnie-odparłam
-my fajni czasu nie marnujemy-wyznał powtarzając słowa swojego kumpla
-już to słyszałam
-już mnie skopiowałeś-oskarżył uśmiechnięty chłopak do Payne’a
-nie-zaprzeczył
-nie on Harry
-Harry??!-rzucili obaj zaskoczeni
-no tylko on pofatygował się do mnie z zaproszeniem-wyjaśniłam
-jak to…-zaczął Liam
-przyszedł dzisiaj do mojego pokoju…-zaczęłam wyjaśniać
-nie nakręcaj się-polecił Lou Liam’owi przerywając mi-ja to wyjaśnię-dodał wstając i kierując się w stronę Harry’ego.
-o co chodzi?-zapytałam zdziwiona.
-o nic, wybaczysz mi na chwilę?-zapytał zniecierpliwiony po czym nie czekając na odpowiedź w stał i poszedł za Lou.
***oczami Harry’ego***
-pozwolisz na chwilę-zapytał Louis stając obok
-jasne-przytaknąłem odchodząc na chwile od dziewczyny
-co to ma być do cholery?-rzucił zirytowany Liam stając obok Lou.
-o co chodzi?-spytałem
-nie udawaj idioty- polecił Lou
-aaa już wiem- przypomniałem sobie widząc wzrok Jenn tkwiącym na plecach Liam’a.
-zakład się skończył..-przypomniał Liam
-wiem-przyznałem
-więc po co to??-zapytał Lou.
-ale ja tylko ją przyprowadziłem
-Harry, znam cię nie od dziś-przypomniał Liam-więc skończ te gierki bo Nicol się dowie co o niej mówisz –dodał poważnym tonem
-nie zrobisz tego- zaprzeczyłem
-założysz się-zapytał patrząc mi w oczy, po chwili odwracając od wracając się ruszył w kierunku Jenn.
-Harry, już Zayn dał ci po twojej buźce za Leti nie kuś Liam’a-ostrzegł Lou kładąc mi rękę na ramionach
-ale to tylko zwykła dziewczyna- rzuciłem bez namysłu.
-dla ciebie-odparł-ale nie dla twojego kumpla, a jego dziewczyna jest święta więc znajdź sobie pocieszenie gdzie indziej, nie rozwalaj zespołu- dodał
-ja!?-zapytałem zdziwiony
-wiesz że cię lubię niż ktokolwiek na tym świecie, nie psuj tego-wyznał smutny po czym odszedł. Miał racje, zespołem nie jesteśmy tylko na scenie ale też i w życiu.
Od programu nie minęło zbyt dużo czasu ale wystarczająco tyle byśmy się zaprzyjaźnili. Owszem ponosiło mnie i posuwałem się za daleko ale taki już byłem i nie zanosiło się na to bym się zmienił. Ale będę musiał to zrobić jeśli nie chce stracić moich przybranych braci, a w tedy nie będę miał już z kim dzielić swojej pasji tak jak z nimi.
-Harry?-zawołała Madison.
-tak?-zapytałem wyrwany z zamyślenia.
-idziesz?-zapytała podchodząc bliżej
-tak-przytaknąłem idąc za dziewczyną.
***oczami Jenn***
-powiesz mi w końcu?!-nalegałam coraz bardziej się irytując
-muszę teraz?-zapytał poddając się
-tak
-wolę później
-ale ja nie
-a co ci zależy…
-a co tobie zależy..
-Jenn, proszę mamy piękny dzień, jeszcze lepszy wyjazd nie chcę teraz tego psuć-wyznał obejmując mnie ramieniem,
-dobra, ale później wyjaśnimy to i parę innych spraw-wyznałam opierając głowę o jego ramię by wyciągnąć twarz do słońca
-inne?-powtórzył
-noo, mamy do pogadania-zapewniłam opierając się wygodnie o niego korzystając z słońca, chłopak nic nie powiedział tylko się zaśmiał
I nawet się nie zorientowałam kiedy wylądowałam u obok Liam’a leżąc razem z nim ma leżaku na którym siedzieliśmy.
-ej-zawołałam zdezorientowana
-ja tez chcę się poupadać-wyznał wciąż się śmiejąc-dziękuję-wyznał po chwili
-za co?-zapytał kładąc głowę na jego ramieniu
-za to że jesteś -odparł całując mnie w włosy
-spoko, polecam się na przyszłość- nakładają okulary przeciwsłoneczne które ktoś zostawił na leżaku.
-Lou udusi cię za okulary-wyznał
-czemu?
-będzie je szukał…
-nie obronisz mnie…
- nie wiem czy zdołam…-wyjaśnił po czym zaczęliśmy delektować się słońcem.
-to one są..-zawołał czyjś głos z ulgą po dłuższym czasie.
-aauć…za co?-zapytał Liam podnosząc głowę
-za jajco… wiedziałeś że będę je szukał-wyznał delikatnie zdejmując swoje okulary z mojego nosa.-wybacz są mi potrzebę- dodał po chwili rzucając cień swojej głowy na moją twarz.
-spoko-rzuciłam wracając dalej do leżenia-która godzina?-zapytałam zanim chłopak odszedł
-w pół do dwunastej-odparł obojętnie
-cholera spóźnimy się!!-zerwałam się podrywając się do siadu.
-mamy półtorej godziny-przypomniał Liam również siadając
-i pół godziny by się zebrać, pół godziny by zajechać na miejsce, i pół godziny by przygotować się i sprawdzić wszystko na miejscu- wyliczyłam poprawiając swoje włosy.
-to nie wesoło-skomentował Lou- zbiorę resztę-wyznał znikając gdzieś między ludni których przybywało z każdą godziną.
-idziemy?-zapytałam stając nad chłopakiem
-jeszcze chwilkę-poprosił przyciągając mnie do siebie.
-spóźnimy się-przypomniałam wplątując palce prawej dłoni w jego włosy.
-trudno się mówi i żyje się dalej-wyznał z uśmiechem podnosząc głowę do góry
- nie z moim ojcem-przypomniałam
-aż tak źle z nim??-zapytał wstając
-nie, ale sam wiesz, jest wymagający-przypomniałam łapiąc chłopaka za dłoń- to idziemy??-zapytałam po chwili na co chłopak tylko kiwną głową i chwytając mocniej moja dłoń i zabierając mnie z sobą.
* * * * * * * * * * * * * * * * * *
Godz.12:35 (parking przy plaży)
-witaj gorąca plażo- zawołał Lou wysiadając z samochodu patrząc na zajętą przez różne samochody z sprzętem, plażę oddaloną o jakieś dziesięć metrów.
-i gorące dziewczyny-dodał Harry wysiadając po Louis’ie
-to zamknięta plaża-wyznałam z ironią stając na twardo zbity piasek.
-co?!-zapytali jednocześnie Harry, Louis i Zayn wysiadający po Liam’ie który już stał obok mnie
-jeju dalej się nie dało?-rzucił Naill skrzywiony że musi tyle iść
-nie martw się, nie schudniesz?-zapewnił Liam śmiejąc się szyderczo.
-a co myśleliście?? –zapytałam
-tylko my w pięciu?? żadnych dziewczyn?? do bani- wyznał nie zadowolony Harry
-tego nie powiedziałam-przypomniałam-chodźcie bo i tak jesteśmy spóźnieni-dodałam wyjmując z torby listę rzeczy do zrobienia.
-nie mówię o ekipie- wyjaśnił
-ja też nie-przytaknęłam -12:30, garderoba i kosmetyczka, bus numer 7-przeczytałam – no to idziemy-dodałam ruszając pierwsza a za mną reszta.
-nie mogliśmy zaparkować tam?-burkną nie zadowolony Naill
-jakbyśmy mogli to byśmy pewnie zaparkowali i przestań marudzić-zawołał z irytacją Zayn
-ej to tutaj-zawołał Harry pokazując na bus z numerem 2 i z napisem „dziewczyny”
-to dla dziewczyn idioto..- zawołał Zayn
-no właśnie-odparł uśmiechając się głupio nikt z nas tego nie skomentował tylko od razu ruszyliśmy dalej –ej no-zawołał ale tego też nie skomentowaliśmy
-to ja zostaje tu-wyznałam stając przy jedynce ”centrum mojego dowodzenia” –pa później się stykniemy -zwróciłam się do Liam’a nie czekając na jego groźby
bym jeszcze go nie zostawiałam się.
-oo nie!! nie możesz nas zostawiać!!-wrzasną teatralnie Lou rzucając się mi na szyję- nie!! nie rób nam tego!!!
-Lou..-zaczęłam licząc że chłopak spojrzy mi w oczy- wybacz Louis, wybacz że nie wzięłam dla ciecie leków!!!-dodałam wydzierając się równie głośno z udawanym żalem w głosie jak on. Wszyscy wybuchli śmiechem nawet ja nie dałam rady się powstrzymać.
-dobra, wygrałaś-przyznał uspokajając się Louis.
-dzięki, możesz mnie puścić?-zapytałam próbując cofnąć się
-juuuuuuużżż!!!-zawołał chłopak przyciskając mnie mocniej do siebie aż w końcu mnie puścił dając ulgę mojej szyi.
-dzięki-podziękowałam rozmasowując dłonią szyję patrząc przez chwilę na radosnego Liam’a.
-nie ma za co, chcesz jeszcze
-nie!-zawołałam przerażona cofając się z czego wszyscy znów zaczęli się śmiać
-może jednak?
-nie! idźcie bo się już z późniliście-ponagliłam cofając się na bezpieczną odległość tylko pozornie było bezpieczna bo przed Lou nic nie mogło mnie ochronić.
-okej ona ma rację chodźmy-odezwał się głos rozsądku Zayn’a po czym wszyscy pożegnali się zemną wzrokiem i odeszli a ja zasiadłam przy podróżnym stoliku stojącym obok na piasku i zabrałam się do moich notatek.
-Hej co robisz?-zapytała wysoka dziewczyna po parunastu minutach przerywając mi szukanie kartki z numerem do cateringu wynajętego osobiście przez Naill’a.
-sprawdzam czy catering wyrobi się przed Naill’em- wyznałam wybierając numer kontaktowy z odnalezionej przed sekundą kartki
-jestem Madison-przedstawiła się dziewczyna podając mi rękę
-aa to ty występujesz z nimi-zapytałam przypominając sobie dziewczynę- jestem Jenn-przedstawiłam się odwzajemniając uścisk dłoni.-wiesz gdzie jest reszta-zapytałam mając nadzieje że wie gdzie znajdują się pozostałe dwie dziewczyny.
-chyba poszły przywitać się z chłopakami-wyznała rozglądając się dookoła zdezorientowanym wzrokiem w poszukiwaniu dziewczyn.
-pewnie są w samochodzie-wyznałam piorąc do jednej ręki telefon z listą rzeczy których musiałam sprawdzić między czasie po czym
zaprowadziłam dziewczynę do samochodu. Gdy stanęliśmy pod drzwiami samochodu zapukaliśmy do środka czekając na pozwolenie czy możemy wejść, w końcu to była częściowo garderoba. Po krótkiej chwili drzwi otworzył nam rozbawiony Liam’a.
-hej jesteście gotowi- zapytałam uśmiechając się.
-tak czekamy jeszcze chwilkę na Zayn’a-wyznał zapraszając nas gestem do środka.
-nie dzięki mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia-zaprzeczyłam –ale Madison chętnie skorzysta z zaproszenia-dodałam przepuszczając dziewczynę która po przywitaniu się z Liam’em weszła do środka witając się z resztą.
-może ci pomogę-zaproponował chłopak stajać obok mnie
-a teledysk nagrają bez ciebie-zapytałam sarkastycznie z uśmiechem
-a nie uda mi się ci pomóc przed nagrywaniem- zapytał zbliżając się nie bezpiecznie bliżej mnie.
-gotowi! –zawołał radośnie Naill z ulgą jednocześnie wychodząc z samochodu razem z innymi
-jak widać nie-odparłam z lekkim grymasem na twarzy-powodzenia –wyznała do wszystkich cofając się o krok do tyłu.
-dzięki-odparli po czym ruszyli z dziewczynami na plażę
-kiedy się zobaczymy-zapytał Liam przenosząc wzrok z przyjaciół na mnie
-za kilkanaście minut-wyznałam przenosząc wzrok na telefon by wdusić przycisk połączenia-tylko załatwię kilka rzeczy-dodałam
przykładając telefon do ucha.
-to czekam-szepną całując mnie w policzek po czym nie czekając na odpowiedź ruszył za nimi truchtem by dobiec do Zayn’a który zatrzymał się czekając na kumpla.
-Halo!-zawołała kobieta w słuchawce wyrywając mnie z zamyślenia
-dzień dobry! ja w strawię zamówienia na plażę-wyznałam oprzytomniana.
-dzień dobry! samochód właśnie wyjechał-wyznała kobieta
-a to dobrze do widzenia- przytaknęłam po czym rozłączyłam po chwili gdy kobieta również się pożegnała. Następnie wzięłam się do wykręcania innego numeru, i następnego i tak po kilkunastu minutach mogłam zabrać się do latania na planie sprawdzać czy nikomu nic nie brakuje. Minęło już trzydzieści minut jak ostatni raz widziałam Liam’a a już tęskniłam jak bym nie widziała go tygodniami, ale dopiero w tedy miałam czas usiąść z boku by obserwować ich jak śpiewają jednocześnie idąc wzdłuż brzegu plaży. Niestety nie miałam zbyt dużo czasu na bo po kilku minutach zadzwoniła Nicol.
-Hej i jak tam?-zawołał podekscytowany głos dziewczyny.
-fajnie-stwierdziłam przedrzeźniając Niki
-fajnie tylko tyle nasz do powiedzenia!?
- a co mam ci powiedzieć, było skorzystać z zaproszenia
-wiesz że jak bym mogło to bym pojechała, a tak muszę pilnować młodą
-a nie możesz jej zostawić z kimś?
-ciekawe z kim..
-może z Dominikiem albo z Adamem
-ty… nie, dzisiaj mają trening w możną..
-Dominik też?
-aa on nie..
- to widzisz
-zapisał się na ręczna…
-co? Chyba nie do…
-właśnie że do naszego trenera właśnie zeszłym tygodniu zaczął prowadzić dodatkowe zajęcia ręczna dla chłopaków i koszykówka
-koszykówka?!.. może się zapiszemy?
-może… muszę sprawdzić dla kogo to …. Ty a jak będzie łączona to i tak się zapisujemy?
-no pewnie..
-to spoko sprawdzę później… cholera!! młoda już coś zbiła.. dobra kończę, aa mam małe pytanko czy… Harry pytał o mnie??
-a miał??-zapytałam podejrzliwie
-nie, nie … tylko tak pytam dobra to później zadzwoń albo ja to zrobię pa
-na razie-wyznałam rozłączając się
-to Nicol?-zapytał Harry pokazując się znikąd
-tak-przyznałam podnosząc wzrok i w tedy zobaczyłam przed sobą zadowolonego chłopaka z butelką wody gazowanej
-tak szybo przerwa??- zapytała zdziwiona
-taśmę zmieniają –wyznał oglądając się na krótką chwilę za siebie – i co przyjedzie?-dodał pytająco
-niestety nie-wyznałam patrząc za chłopaka zdziwiona widząc ja pozostała trójką stoi z wpatrzona na nas z dziwieniem
a Liam wyglądał jakby miał ochotę o dusić Harry’ego na miejscu.
-Harry zaczynamy-zawołał Louis tonem jakby chciał dać cos do zrozumienia chłopakowi
-już-odkrzyknął -a mówiła coś o mnie?- zwrócił się do mnie nieco zawstydzony.
-a to ciekawe-zaczęłam zastanawiając się co mam powiedzieć. Moim tokiem myślenia miałam do wybory dwa rozwiązania.
Pierwsze, ja jako wzorowa przyjaciół która powinna skłamać że nie i nie wtrącać się w sprawy przyjaciółki, lub zachować
się jak prawdziwą przyjaciółka i pomóc jej zwłaszcza że zauważyłam że ona i Harry lgną do siebie jak ćma do ognia, tylko mam nadzieję że to nie będzie destrukcyjny związek. Tak czy siak wolałam być tą prawdziwą przyjaciółką która pomaga choćby za cenę wpierdzielenia się z bytami w życie.
-o to samo ona pytała-dodałam z uśmiechem –mam jej coś przekazać-spytałam zadowolona że chłopak się uśmiechał.
Harry!-zawołał Zayn niecierpliwiąc się razem z pozostałymi.
-nic tylko tak pytam-odparł obojętnie po jednocześnie cofając się po czym odwrócił się na pięcie i dołączył do nich.
------------------------------------------------------------strój na imprezie w hotelu

strój w którym pojechała na plażę
(godz.9:00 hotelowy pokój Jenn)
Rażące poranne promienie zapowiadały kolejny upalny dzień, dzień na jednej z Kalifornijskich plaż. Ale nawet ta myśl nie była w stanie wyciągnąć mnie z pod kołdry. Byłam do takiego stopnia nie przytomna że nawet nie starałam się sprawdzić która jest godzina tylko przewróciłam się na drugą stronę kładąc głowę na przyjemnym w dotyku materiale skroplonym znajomymi mi męskimi perfumami.
Materiał był niezwykle miękki ale nie na tyle by ukryć przede mną nie zwykle umięśnioną klatkę piersiową którą sprawiała wrażenie znajomej.
-Liam! Co ty tu robisz?!-zapytałam zrywając się na łokcie jednocześnie otwierając oczy.
-Liam?? różnie ma mnie wołano, ale tego nie słyszałem-odparł rozbawiony chłopak i w tety zrozumiałam z kim mam do czynienia.
-co ty tu robisz do cholery-rzuciłam wycierając zaspane oczy dalej oparta o jeden łokieć
-nie tak ostro, bo się poskarżę-wyznał chłopak również opierając się na łokcie
-to idź, ja tu zaczekam-wyznałam siadając na brzegu łóżka
-wątpię-odparł wstając na co nic nie powiedziałam tylko pytająco spojrzałam na chłopaka- jesteśmy spóźnieni-wyjaśnił
-zdjęcia zaczynają się o… o trzynastej-wyznałam spoglądając na hotelowy zegarek
- nie o tym mówię, daje ci piętnaście minut-ostrzegł cofając się w stronę wyjścia-za piętnaście minut przyjdę-powtórzył po czym wyszedł z pokoju.
Yyy.. jak on tu … cholera drzwi nie zamknęłam! Pięknie każdy mógł tu wejść pomyślałam sprawdzając szuflady szafki nocnej czy wszystko jest na swoim miejscu. Upewniwszy się czy wszystko jest okej wzięłam z nie rozpakowanej walizki ciuchy i poszłam do łazienki przygotować się do podejrzanego zaproszenia Harry’ego. Po przyjemnym lecz szybkim prysznicu bez którego nie mogło się obejść zabrałam się do reszty czynności które mi zostały i tak po jakiś dwudziestu paru minutach byłam gotowa.
-dłużej się nie dało?-zapytał niecierpliwy Styles siedząc na końcu łóżka w swoim białej koszuli leżącej luźno na czarnych spodniach. Koszula rozpięta u góry do takiego stopnia że ukazywała jego ciało i wiszący na szyi dwa łańcuszki.
-da , jak chcesz to…-zaczęłam idąc w stronę łazienki
-nie! weź nawet tak nie żartuj!!!- zawołał chłopak wstając-chodźmy bo już naprawdę jesteśmy spóźnieni- dodał zakładając ręce na biodra.
-ale gdzie chcesz mnie zabrać?- zapytałam żądając odpowiedzi.
-zobaczysz-wyznał chłopak pokazując mi wyjście z pokoju
-jeśli powiesz mi gdzie idziemy- uprzedziłam zakładając ręce na znak że nigdzie nie idę
-Ja nie Liam-wyznał zniecierpliwiony stając za mną- nie wiem co to sprzeciw-wyjaśnił wypychając mnie delikatnie z pokoju.
-czekaj torebka!-zawołałam na korytarzu przypominając sobie o niej.
-stój- polecił chłopak wracając się do pokoju z którego zabrał pierwsza lepsza torebkę jaką widział zabierając jednocześnie mój telefon z łóżka który i tak był rozładowany.-proszę odparł zamykając pokój następnie przesuwając moją kartą pokojową po czytniku.-to sobie wezmę-zażartował udając że wkłada kartę do tylnej kieszeni.
-ej! oddawaj- zawołałam łapiąc próbując mu ją zabrać jedna ręką.
-taaa, chciała byś skarbie-wyznał kpiarsko pochylając się nad moim uchem.
-przestań- poleciłam odpychając go lekko od siebie
-co ty tak ostro- zapytał z szerokim uśmiechem poprawiając włosy, zresztą jak zawsze. Uważał że podobało się dziewczynom
-bo ty tak lubisz-odparłam dusząc w sobie śmiech
-oooh, nie mylisz się kotku-przyznał zakładając mi rękę na ramiona.
-nie mów tak do mnie- ostrzegłam zrzucając jego rękę z bananem na twarzy po czym zaczęłam powoli iść w stronę do wyjścia.
-pogrywasz skarbie- wyznał idąc za mną
-ja nie twój skarb-przypomniałam wduszając guzik parteru w windzie
-nie, jedziemy na górę-wyjaśnił chłopak wduszając guzik najwyższego pietra następnie weszliśmy do środka windy i pojechaliśmy do góry.
Oczywiście Harry nie darował sobie podrywów swoimi włosami, spojrzeniem i uśmiechem który musze przyznać był uwodzicielski ale nie na tyle bym podała się jego urokowi.
-na miejscu- wyznał chłopak gdy drzwi windy otworzyły się ukazując nam dach hotelu na którym rozkręcała się nie zła imprezka .
-o tej porze?-zapytałam zdziwiona my ci fajni nie tracimy czasu, wyjaśnił Styles chcąc mnie rozbawi jednocześnie wychodząc z windy dumny jak paw ja mam talent
do domówek-dodał
-domówek?? raczej hotelówek-poprawiłam stając obok niego po za windą
-oj czepiasz się-wytknął-oo tam czekają –dodał niby do siebie patrząc na dwójkę nastolatków siedzących na skraju basenu maczając nogi w wodzie
-po czekaj tu- polecił idąc w ich stronę. I tu chłopak miał problem, bo nie miałam zamiaru czekać kiedy podejdzie do nich i powie Liam’owi że tu stoję a ten łaskawie przyjdzie tu zastawiając Harry’ego z tą dziewczyną. Wiec gdy tylko chłopak zostawił mnie samą ruszyłam do jednego stolika z piciem
Z którego zabrałam szklankę zimnej koli.
-hej, jak tam noc –przywitał się Liam przytulając się go mnie.
-spoko-odparłam chłodno nawet nie odwzajemniając uścisku, Liam spojrzał na mnie podejrzliwie-a tobie??- zapytałam celowo oglądając się za przypadkowym chłopakiem.
-nudno bez ciebie-odparł chwytając mnie za zwisająca swobodnie lewa dłoń chcąc zwrócić na siebie uwagę
-tak?? Nie przepuszczałam po wczorajszym –wyznałam zerkając na chwilę na niego jednocześnie wyswobadzając swoją dłoń by przytrzymać słomkę wystającą z picia.
- nie-rzucił po chwili Liam domyślając się o co mi chodzi.
-tak-odparłam odwracając się na pięcie i zmierzając o ciągłym krokiem na wolny leżak stojący przy basenie.
-to nie tak jak myślisz-zaczął się tłumaczyć się
-naprawdę?-zapytałam siadając na leżaku.
-po prostu zrobiła to z zaskoczenia-wyjaśnił chłopak siadając obok mnie
-musiała cię bardzo zaskoczyć skoro ten pocałunek tak długo trwał- odparłam
- czas mierzyłaś?-zapytał śmiejąc się.
-Pff.. też pomysł-wyznałam zawstydzona upijając trosze napoju.
-Jenn, nie masz powodów by być zazdrosna-zapewnił. Kładąc mi rękę na kolanie
-ja!? zazdrosna? ciekawe o co?-rzuciłam bez namysłu by się obronić jak najszybciej.
- no nie wiem , ty mi powiedz- rzucił patrząc w moje oczy
-skąd bierzesz te głupie teksty?? od Harry’ego??-zapytałam zauważając u niego to samo cwaniakowanie.
-szczerze? tak-przyznał-zapewniał że to działa na wszystkich-dodał wyjaśniająco
-ale ja nie jestem wszyscy-przypomniałam
-no nie-przyznał-jesteś od nich piękniejsza, weselsza, milsza, wrażliwsza-dodał
- i tylko tyle?
-masz ładniejsze oczy i uśmiech- odparł- nawet jak się zawstydzisz- zapewnił po chwili widząc mój nie śmiały uśmiech.
-ale nie na tyle by być mi wiernym-rzuciłam bez zastanowienia po przerażona tym co powiedziałam jednocześnie licząc że Payne tego nie zauważył, na darmo.
-wierny?! To my….-zaczął z uśmiechem
-NIE! ja miałam na myśli…-przerwałam mu
-ale powiedziałaś…- rzucił mi przerywając
-czepiasz się-przerwałam z uśmiechem upijając kolejny łyk picia po czym oboje zaczęliśmy się śmiać z mojego zachowania- to nie było zabawne- stwierdzałam nie przestając się śmiać
-oj było-zaprzeczył-a teraz serio, mnie nic z nią nie łączy, po prostu mnie zaskoczyła a potem Harry błagał bym z nią pogadał-wyjaśnił
-kto by pomyślał Harry Styles nie może sobie poradzić z dziewczyną- wyznałam ciesząc się jak dziecko
-co już mnie obgadujecie?- zapytał chłopak siadając obok mnie
-lepiej powiedz gdzie zgubiłeś..-zaczęłam
-Madison..-dodał Liam uzupełniając moje pytanie.
-poszła do łazienki-wyznał- no więc po wiedz mi kochaniutka o czym śniłaś tak zawzięcie- zapytał Harry zmieniając temat
-no pewnie że o… Louis’ie-wyznałam widząc jak chłopak podchodzi do nas
-serio?!-zapytał zdziwiony Harry
-nie-przyznałam bez bicia rozbawiona minami chłopaków.
-ulżyło mi-szepną Harry wstając
- nie wątpię-zapewnił Liam
-gdzie uciekasz kochaniutki??-zawołał Lou za Harrym zajmując jego miejsce-oj bo będę zazdrosny- dodał widząc jak chłopak podszedł do Madison
-i jak się podoba?-zapytał Lou patrząc na mnie.
-fajnie tu tylko nie za wcześnie-odparłam
-my fajni czasu nie marnujemy-wyznał powtarzając słowa swojego kumpla
-już to słyszałam
-już mnie skopiowałeś-oskarżył uśmiechnięty chłopak do Payne’a
-nie-zaprzeczył
-nie on Harry
-Harry??!-rzucili obaj zaskoczeni
-no tylko on pofatygował się do mnie z zaproszeniem-wyjaśniłam
-jak to…-zaczął Liam
-przyszedł dzisiaj do mojego pokoju…-zaczęłam wyjaśniać
-nie nakręcaj się-polecił Lou Liam’owi przerywając mi-ja to wyjaśnię-dodał wstając i kierując się w stronę Harry’ego.
-o co chodzi?-zapytałam zdziwiona.
-o nic, wybaczysz mi na chwilę?-zapytał zniecierpliwiony po czym nie czekając na odpowiedź w stał i poszedł za Lou.
***oczami Harry’ego***
-pozwolisz na chwilę-zapytał Louis stając obok
-jasne-przytaknąłem odchodząc na chwile od dziewczyny
-co to ma być do cholery?-rzucił zirytowany Liam stając obok Lou.
-o co chodzi?-spytałem
-nie udawaj idioty- polecił Lou
-aaa już wiem- przypomniałem sobie widząc wzrok Jenn tkwiącym na plecach Liam’a.
-zakład się skończył..-przypomniał Liam
-wiem-przyznałem
-więc po co to??-zapytał Lou.
-ale ja tylko ją przyprowadziłem
-Harry, znam cię nie od dziś-przypomniał Liam-więc skończ te gierki bo Nicol się dowie co o niej mówisz –dodał poważnym tonem
-nie zrobisz tego- zaprzeczyłem
-założysz się-zapytał patrząc mi w oczy, po chwili odwracając od wracając się ruszył w kierunku Jenn.
-Harry, już Zayn dał ci po twojej buźce za Leti nie kuś Liam’a-ostrzegł Lou kładąc mi rękę na ramionach
-ale to tylko zwykła dziewczyna- rzuciłem bez namysłu.
-dla ciebie-odparł-ale nie dla twojego kumpla, a jego dziewczyna jest święta więc znajdź sobie pocieszenie gdzie indziej, nie rozwalaj zespołu- dodał
-ja!?-zapytałem zdziwiony
-wiesz że cię lubię niż ktokolwiek na tym świecie, nie psuj tego-wyznał smutny po czym odszedł. Miał racje, zespołem nie jesteśmy tylko na scenie ale też i w życiu.
Od programu nie minęło zbyt dużo czasu ale wystarczająco tyle byśmy się zaprzyjaźnili. Owszem ponosiło mnie i posuwałem się za daleko ale taki już byłem i nie zanosiło się na to bym się zmienił. Ale będę musiał to zrobić jeśli nie chce stracić moich przybranych braci, a w tedy nie będę miał już z kim dzielić swojej pasji tak jak z nimi.
-Harry?-zawołała Madison.
-tak?-zapytałem wyrwany z zamyślenia.
-idziesz?-zapytała podchodząc bliżej
-tak-przytaknąłem idąc za dziewczyną.
***oczami Jenn***
-powiesz mi w końcu?!-nalegałam coraz bardziej się irytując
-muszę teraz?-zapytał poddając się
-tak
-wolę później
-ale ja nie
-a co ci zależy…
-a co tobie zależy..
-Jenn, proszę mamy piękny dzień, jeszcze lepszy wyjazd nie chcę teraz tego psuć-wyznał obejmując mnie ramieniem,
-dobra, ale później wyjaśnimy to i parę innych spraw-wyznałam opierając głowę o jego ramię by wyciągnąć twarz do słońca
-inne?-powtórzył
-noo, mamy do pogadania-zapewniłam opierając się wygodnie o niego korzystając z słońca, chłopak nic nie powiedział tylko się zaśmiał
I nawet się nie zorientowałam kiedy wylądowałam u obok Liam’a leżąc razem z nim ma leżaku na którym siedzieliśmy.
-ej-zawołałam zdezorientowana
-ja tez chcę się poupadać-wyznał wciąż się śmiejąc-dziękuję-wyznał po chwili
-za co?-zapytał kładąc głowę na jego ramieniu
-za to że jesteś -odparł całując mnie w włosy
-spoko, polecam się na przyszłość- nakładają okulary przeciwsłoneczne które ktoś zostawił na leżaku.
-Lou udusi cię za okulary-wyznał
-czemu?
-będzie je szukał…
-nie obronisz mnie…
- nie wiem czy zdołam…-wyjaśnił po czym zaczęliśmy delektować się słońcem.
-to one są..-zawołał czyjś głos z ulgą po dłuższym czasie.
-aauć…za co?-zapytał Liam podnosząc głowę
-za jajco… wiedziałeś że będę je szukał-wyznał delikatnie zdejmując swoje okulary z mojego nosa.-wybacz są mi potrzebę- dodał po chwili rzucając cień swojej głowy na moją twarz.
-spoko-rzuciłam wracając dalej do leżenia-która godzina?-zapytałam zanim chłopak odszedł
-w pół do dwunastej-odparł obojętnie
-cholera spóźnimy się!!-zerwałam się podrywając się do siadu.
-mamy półtorej godziny-przypomniał Liam również siadając
-i pół godziny by się zebrać, pół godziny by zajechać na miejsce, i pół godziny by przygotować się i sprawdzić wszystko na miejscu- wyliczyłam poprawiając swoje włosy.
-to nie wesoło-skomentował Lou- zbiorę resztę-wyznał znikając gdzieś między ludni których przybywało z każdą godziną.
-idziemy?-zapytałam stając nad chłopakiem
-jeszcze chwilkę-poprosił przyciągając mnie do siebie.
-spóźnimy się-przypomniałam wplątując palce prawej dłoni w jego włosy.
-trudno się mówi i żyje się dalej-wyznał z uśmiechem podnosząc głowę do góry
- nie z moim ojcem-przypomniałam
-aż tak źle z nim??-zapytał wstając
-nie, ale sam wiesz, jest wymagający-przypomniałam łapiąc chłopaka za dłoń- to idziemy??-zapytałam po chwili na co chłopak tylko kiwną głową i chwytając mocniej moja dłoń i zabierając mnie z sobą.
* * * * * * * * * * * * * * * * * *
Godz.12:35 (parking przy plaży)
-witaj gorąca plażo- zawołał Lou wysiadając z samochodu patrząc na zajętą przez różne samochody z sprzętem, plażę oddaloną o jakieś dziesięć metrów.
-i gorące dziewczyny-dodał Harry wysiadając po Louis’ie
-to zamknięta plaża-wyznałam z ironią stając na twardo zbity piasek.
-co?!-zapytali jednocześnie Harry, Louis i Zayn wysiadający po Liam’ie który już stał obok mnie
-jeju dalej się nie dało?-rzucił Naill skrzywiony że musi tyle iść
-nie martw się, nie schudniesz?-zapewnił Liam śmiejąc się szyderczo.
-a co myśleliście?? –zapytałam
-tylko my w pięciu?? żadnych dziewczyn?? do bani- wyznał nie zadowolony Harry
-tego nie powiedziałam-przypomniałam-chodźcie bo i tak jesteśmy spóźnieni-dodałam wyjmując z torby listę rzeczy do zrobienia.
-nie mówię o ekipie- wyjaśnił
-ja też nie-przytaknęłam -12:30, garderoba i kosmetyczka, bus numer 7-przeczytałam – no to idziemy-dodałam ruszając pierwsza a za mną reszta.
-nie mogliśmy zaparkować tam?-burkną nie zadowolony Naill
-jakbyśmy mogli to byśmy pewnie zaparkowali i przestań marudzić-zawołał z irytacją Zayn
-ej to tutaj-zawołał Harry pokazując na bus z numerem 2 i z napisem „dziewczyny”
-to dla dziewczyn idioto..- zawołał Zayn
-no właśnie-odparł uśmiechając się głupio nikt z nas tego nie skomentował tylko od razu ruszyliśmy dalej –ej no-zawołał ale tego też nie skomentowaliśmy
-to ja zostaje tu-wyznałam stając przy jedynce ”centrum mojego dowodzenia” –pa później się stykniemy -zwróciłam się do Liam’a nie czekając na jego groźby
bym jeszcze go nie zostawiałam się.
-oo nie!! nie możesz nas zostawiać!!-wrzasną teatralnie Lou rzucając się mi na szyję- nie!! nie rób nam tego!!!
-Lou..-zaczęłam licząc że chłopak spojrzy mi w oczy- wybacz Louis, wybacz że nie wzięłam dla ciecie leków!!!-dodałam wydzierając się równie głośno z udawanym żalem w głosie jak on. Wszyscy wybuchli śmiechem nawet ja nie dałam rady się powstrzymać.
-dobra, wygrałaś-przyznał uspokajając się Louis.
-dzięki, możesz mnie puścić?-zapytałam próbując cofnąć się
-juuuuuuużżż!!!-zawołał chłopak przyciskając mnie mocniej do siebie aż w końcu mnie puścił dając ulgę mojej szyi.
-dzięki-podziękowałam rozmasowując dłonią szyję patrząc przez chwilę na radosnego Liam’a.
-nie ma za co, chcesz jeszcze
-nie!-zawołałam przerażona cofając się z czego wszyscy znów zaczęli się śmiać
-może jednak?
-nie! idźcie bo się już z późniliście-ponagliłam cofając się na bezpieczną odległość tylko pozornie było bezpieczna bo przed Lou nic nie mogło mnie ochronić.
-okej ona ma rację chodźmy-odezwał się głos rozsądku Zayn’a po czym wszyscy pożegnali się zemną wzrokiem i odeszli a ja zasiadłam przy podróżnym stoliku stojącym obok na piasku i zabrałam się do moich notatek.
-Hej co robisz?-zapytała wysoka dziewczyna po parunastu minutach przerywając mi szukanie kartki z numerem do cateringu wynajętego osobiście przez Naill’a.
-sprawdzam czy catering wyrobi się przed Naill’em- wyznałam wybierając numer kontaktowy z odnalezionej przed sekundą kartki
-jestem Madison-przedstawiła się dziewczyna podając mi rękę
-aa to ty występujesz z nimi-zapytałam przypominając sobie dziewczynę- jestem Jenn-przedstawiłam się odwzajemniając uścisk dłoni.-wiesz gdzie jest reszta-zapytałam mając nadzieje że wie gdzie znajdują się pozostałe dwie dziewczyny.
-chyba poszły przywitać się z chłopakami-wyznała rozglądając się dookoła zdezorientowanym wzrokiem w poszukiwaniu dziewczyn.
-pewnie są w samochodzie-wyznałam piorąc do jednej ręki telefon z listą rzeczy których musiałam sprawdzić między czasie po czym
zaprowadziłam dziewczynę do samochodu. Gdy stanęliśmy pod drzwiami samochodu zapukaliśmy do środka czekając na pozwolenie czy możemy wejść, w końcu to była częściowo garderoba. Po krótkiej chwili drzwi otworzył nam rozbawiony Liam’a.
-hej jesteście gotowi- zapytałam uśmiechając się.
-tak czekamy jeszcze chwilkę na Zayn’a-wyznał zapraszając nas gestem do środka.
-nie dzięki mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia-zaprzeczyłam –ale Madison chętnie skorzysta z zaproszenia-dodałam przepuszczając dziewczynę która po przywitaniu się z Liam’em weszła do środka witając się z resztą.
-może ci pomogę-zaproponował chłopak stajać obok mnie
-a teledysk nagrają bez ciebie-zapytałam sarkastycznie z uśmiechem
-a nie uda mi się ci pomóc przed nagrywaniem- zapytał zbliżając się nie bezpiecznie bliżej mnie.
-gotowi! –zawołał radośnie Naill z ulgą jednocześnie wychodząc z samochodu razem z innymi
-jak widać nie-odparłam z lekkim grymasem na twarzy-powodzenia –wyznała do wszystkich cofając się o krok do tyłu.
-dzięki-odparli po czym ruszyli z dziewczynami na plażę
-kiedy się zobaczymy-zapytał Liam przenosząc wzrok z przyjaciół na mnie
-za kilkanaście minut-wyznałam przenosząc wzrok na telefon by wdusić przycisk połączenia-tylko załatwię kilka rzeczy-dodałam
przykładając telefon do ucha.
-to czekam-szepną całując mnie w policzek po czym nie czekając na odpowiedź ruszył za nimi truchtem by dobiec do Zayn’a który zatrzymał się czekając na kumpla.
-Halo!-zawołała kobieta w słuchawce wyrywając mnie z zamyślenia
-dzień dobry! ja w strawię zamówienia na plażę-wyznałam oprzytomniana.
-dzień dobry! samochód właśnie wyjechał-wyznała kobieta
-a to dobrze do widzenia- przytaknęłam po czym rozłączyłam po chwili gdy kobieta również się pożegnała. Następnie wzięłam się do wykręcania innego numeru, i następnego i tak po kilkunastu minutach mogłam zabrać się do latania na planie sprawdzać czy nikomu nic nie brakuje. Minęło już trzydzieści minut jak ostatni raz widziałam Liam’a a już tęskniłam jak bym nie widziała go tygodniami, ale dopiero w tedy miałam czas usiąść z boku by obserwować ich jak śpiewają jednocześnie idąc wzdłuż brzegu plaży. Niestety nie miałam zbyt dużo czasu na bo po kilku minutach zadzwoniła Nicol.
-Hej i jak tam?-zawołał podekscytowany głos dziewczyny.
-fajnie-stwierdziłam przedrzeźniając Niki
-fajnie tylko tyle nasz do powiedzenia!?
- a co mam ci powiedzieć, było skorzystać z zaproszenia
-wiesz że jak bym mogło to bym pojechała, a tak muszę pilnować młodą
-a nie możesz jej zostawić z kimś?
-ciekawe z kim..
-może z Dominikiem albo z Adamem
-ty… nie, dzisiaj mają trening w możną..
-Dominik też?
-aa on nie..
- to widzisz
-zapisał się na ręczna…
-co? Chyba nie do…
-właśnie że do naszego trenera właśnie zeszłym tygodniu zaczął prowadzić dodatkowe zajęcia ręczna dla chłopaków i koszykówka
-koszykówka?!.. może się zapiszemy?
-może… muszę sprawdzić dla kogo to …. Ty a jak będzie łączona to i tak się zapisujemy?
-no pewnie..
-to spoko sprawdzę później… cholera!! młoda już coś zbiła.. dobra kończę, aa mam małe pytanko czy… Harry pytał o mnie??
-a miał??-zapytałam podejrzliwie
-nie, nie … tylko tak pytam dobra to później zadzwoń albo ja to zrobię pa
-na razie-wyznałam rozłączając się
-to Nicol?-zapytał Harry pokazując się znikąd
-tak-przyznałam podnosząc wzrok i w tedy zobaczyłam przed sobą zadowolonego chłopaka z butelką wody gazowanej
-tak szybo przerwa??- zapytała zdziwiona
-taśmę zmieniają –wyznał oglądając się na krótką chwilę za siebie – i co przyjedzie?-dodał pytająco
-niestety nie-wyznałam patrząc za chłopaka zdziwiona widząc ja pozostała trójką stoi z wpatrzona na nas z dziwieniem
a Liam wyglądał jakby miał ochotę o dusić Harry’ego na miejscu.
-Harry zaczynamy-zawołał Louis tonem jakby chciał dać cos do zrozumienia chłopakowi
-już-odkrzyknął -a mówiła coś o mnie?- zwrócił się do mnie nieco zawstydzony.
-a to ciekawe-zaczęłam zastanawiając się co mam powiedzieć. Moim tokiem myślenia miałam do wybory dwa rozwiązania.
Pierwsze, ja jako wzorowa przyjaciół która powinna skłamać że nie i nie wtrącać się w sprawy przyjaciółki, lub zachować
się jak prawdziwą przyjaciółka i pomóc jej zwłaszcza że zauważyłam że ona i Harry lgną do siebie jak ćma do ognia, tylko mam nadzieję że to nie będzie destrukcyjny związek. Tak czy siak wolałam być tą prawdziwą przyjaciółką która pomaga choćby za cenę wpierdzielenia się z bytami w życie.
-o to samo ona pytała-dodałam z uśmiechem –mam jej coś przekazać-spytałam zadowolona że chłopak się uśmiechał.
Harry!-zawołał Zayn niecierpliwiąc się razem z pozostałymi.
-nic tylko tak pytam-odparł obojętnie po jednocześnie cofając się po czym odwrócił się na pięcie i dołączył do nich.
------------------------------------------------------------strój na imprezie w hotelu

strój w którym pojechała na plażę





