Michael Jackson – 10 rzeczy, o których nie wiecie
1. Kariera sceniczna Michaela Jacksona trwała ponad 40 lat – Michael zaczynał w 1964 roku jako członek rodzinnego zespołu dziecięcego „The Jackson Brothers”, jego karierę zakończyła niespodziewana śmierć w lipcu roku 2009 na 3 tygodnie przed planowanym powrotem na scenę.
2. W 1978 Michael Jackson zagrał stracha na wróble w musicalu „Czarnoksiężnik z Krainy Oz”u boku swojej przyjaciółki Diany Ross w roli Dorothy.
3. W listopadzie 1982 wydano płytę z bajkami dla dzieci „E.T.: The Extra-terrestrial”, które czytał Michael Jackson.
4. 1. grudnia 1982 Michael Jackson wydał najlepiej sprzedający się album wszech czasów – Thriller – od tego czasu zakupiło go ok. 107 mln osób. Oznacza to, że ma go około 1,6 % ludzi na Ziemi.
5. Trzynastominutowy teledysk do tytułowej piosenki „Thriller” stał się tak popularny, że zdecydowano się na wydanie krótkometrażowego filmu „Making Michael Jackson’s Thriller” na kasetach wideo, który stał się najlepiej sprzedającym się domowym video w historii.
6. Prawdopodobnie każdy człowiek na świecie próbował naśladować Moonwalk, charakterystyczny element choreografii Michaela Jacksona, który wykonał on po raz pierwszy w 1983, podczas piosenki „Billie Jean” na koncercie „Motown 25: Yesterday, Today, Forever” z okazji jubileuszu wytwórni muzycznej Montown.
7. W 1983 Jackson podpisał kontrakt z Pepsi-Colą i zgodził się na udział w reklamie. Podczas filmowania reklamy przed 3 tys. fanów setki iskier spadły na głowę piosenkarza i przypadkowo podpaliły jego włosy. Rozpoznano u niego poparzenia drugiego stopnia, a Michael Jackson zmuszony był założyć perukę, gdy odbierał w tym samym roku nagrodę Grammy.
8. „We Are the World” singel przeznaczony na cele dobroczynne uświadomił światu problem głodu w Afryce Wschodniej i pomógł zdobyć fundusze na pomoc dla tego regionu. W 1985 roku napisali ją wspólnie Michael Jackson i Lionel Richie. Piosenka zdobyła statuetkę Grammy w kategorii „Piosenka Roku”
9.14 listopada 1991, teledysk do „Black or White” został wyemitowany jednocześnie w 27 państwach z widownią liczącą 500 mln ludzi, największą jaką kiedykolwiek miała tego typu produkcja. Teledysk wzbudził ogromne kontrowersje i musiał zostać skrócony żeby uchronić go przed zakazem emisji.
10.Najlepszym polskim sobowtórem Michaele Jacksona jest kobieta.
Najsmutniejsi tracą,
Najszczęśliwsi nie zauważają,
a ja nie chce nie zauważać
ani tracić
Najszczęśliwsi nie zauważają,
a ja nie chce nie zauważać
ani tracić
Przebrałam się w pidżamę
-Tęsknie, jesteś mi potrzebny- wymówiłam te słowa szeptem, wdychając zapach mojego brata który został na jego koszulce
Zeszłam na dół po szklankę wody. Zobaczyłam, że mama siedzi w salonie i ogląda telewizje. Smutna jak zawsze. Podbiegłam do niej ucałowałam ją w policzek.
-dobranoc mamusiu, kocham cię
Spojrzała na mnie i szybko uśmiechnęłam się do mnie. Brakuje mi jej, kiedyś była inna, otwarta, uśmiechnięta, pełna życia, a teraz zamknięta w sobie, wciąż siedzi albo w ogródku lub salonie. Gdy wraca z pracy zrobi obiad, chwile pochodzi po domu, a później znów się czuje jakbym mieszkała sama. Wzięłam głęboki chust powietrza i wyszłam z salonu udałam się do kuchni. Wzięłam szklankę, nalałam sobie wody niegazowanej i ruszyłam do góry. Picie położyłam na stoliku nocnym. Wzięłam komórkę i zobaczyłam na ekranie "3 wiadomości" szybko zobaczyłam od kogo " Agnieszka" a któż by inaczej. Napisała mi
"co robisz?"
następny:
jak tam spotkanie z Kubą?;D
a trzeci;
odp.Proszę.A może on tam jeszcze jest, niegrzeczna;P ;*
Odpisałam jej;
jestem w łóżku BEZ KUBY!! Spotkamy się jutro?
Oczywiście, musowo. Do zobaczenia w moim domu. Dobranoc;*
Dobranoc... Do jutra
****
Obudziłam się o 10.00. Usiadłam na łóżku,wystraszyłam się gdy spojrzałam na podłogę
- co ty tu robisz powiedziałam do Kuby
-leże- odpowiedział
- tego to się sama domyśliłam- powiedziałam z nutką sarkazmu
-kiedyś też tak przychodziłem i byłaś szczęśliwa
-wtedy byliśmy dziećmi...jak tu się dostałeś? przecież mojej mamy nie ma
-założę się, że by mnie nie wpuściła- patrzyłam się na niego czekając na odpowiedź- użyłem klucza, kiedyś mi go daliście, zachowałem go
- co tu robisz?- spojrzałam na niego wkurzona i czekałam na odpowiedź
- nudzi mi się, przecież nikogo tu nie znam... oprócz Agnieszki, ale ona mnie przeraża- wzdrygnął się na myśl o niej, a ja nie mogłam się powstrzymać się od śmiechu
- a propos Agnieszki, jak się poznaliście?
-to jest długa i dziwna historia
Milczałam, a on patrząc na mnie zrozumiał, że czekam na odpowiedź, uśmiechnął się do mnie.
-jak tu przyjechałem, czyli 3 dni temu. Nie poznałem tego miasta, dużo się tu pozmieniało. Wczoraj, kręciłem się koło twojego domu i zastanawiałem się czy wejść, nie wiedziałem czy jeszcze tam mieszkasz. Wtedy przyszła ona i spytała się mnie, czy ze mną jest coś nie tak, na początku nie wiedziałem o co jej chodzi, dopiero jak mi wytłumaczyła, że tu mieszka jej przyjaciółka to zrozumiałem pytanie. Spytałem się jej czy ciebie nie zna. Resztę możesz sobie sama dopowiedzieć- spojrzał się na mnie-a może się przebierzesz, w tym nie wyglądasz za fajnie. Liczyłem, że będziesz miała na sobie tylko bieliznę- walnęłam w niego poduszką, a on zaczął się śmiać
- jesteś dziwny, poczekaj tu a ja pójdę się ubrać
- nie mam zamiaru się stąd ruszać- ręce ułożył tak jakby się przed czymś bronił, a ja spojrzałam na niego karcącym spojrzeniem
Weszłam do łazienki rzeczy położyłam na szafce obok umywalki. Weszłam pod prysznic, umyłam się i założyłam ubranie, włosy spięłam w kucyk. Weszłam do pokoju. Kuby tam nie było, tylko kartka w miejscu gdzie on siedział. wzięłam ją i przeczytałam co tam pisze
"Poszedłem do kuchni,
pościeliłem ci łóżko,
oczywiście z nudów"
pościeliłem ci łóżko,
oczywiście z nudów"
Idąc po schodach poczułam zapach placków. szybko poszłam do kuchni. Usiadłam na krześle on podając mi talerz powiedział
- nie rozumiem jak można tak długo się kąpać, siedziałaś tam ponad godzinę, zastanawiałam się czy czasami nie utonęłaś
uśmiechnęłam się do niego
- jak zgadłeś, gdzie to wszystko jest i nie wiedziałam, że umiesz gotować
-idę niedługo na studia, to muszę umieć gotować.Wiedziałem gdzie to jest bo nic się tu nie zmieniło, a składniki kupiłem. Byłem pewien, że śpisz, przecież jesteś śpiochem,
-a właśnie jaki profil bierzesz na studia?
podając wielką górę placków powiedział
-informatyk, programista
-założę się, że na UMK, większość moich znajo..
uciszył mnie i usiadł
- nie będę studiował w Polsce. Jadę do New Yorku, odkąd tam pojechałem moim marzeniem było skończyć tam studia, proszę uśmiechnij się,
-czyli znów mnie zostawisz?
-nie zostawię cię, będę przyjeżdżał tu w każde święto
- w święta tata będzie po mnie przyjeżdżał i zabierał do siebie
-a wakacje i ferie? przecież cały czas nie będziesz u taty
-ale myślałam, że będziesz tu na zawsze, że już się nie rozstaniemy, ja nie chcę żebyś znów znikał, jesteś moim przyjacielem
- ja nie znikam-uśmiechnął się
Wzięłam głęboki uspokajający oddech, nie chciałam o tym rozmawiać.
-muszę, kupić prezent-mówiąc do Kuby nałożyłam sobie naleśnika- dla Agnieszki, bo na dziś urodziny
-pojedziemy coś jej kupić, jak zjesz
-nie musisz jechać ze mną poradzę sobie sama, nie chcę krzyżować twoich planów
-po pierwsze nie mam żadnych planów, po drugie też chcę coś jej kupić
-to jedziemy?- spytałam się podekscytowana
nie zjadłaś wszystkiego- pokazał na górę placków przede mną
-wystarczy, że mama tak do mnie mówi
****
W samochodzie rozmawialiśmy jaki prezent dla Agnieszki, był by najlepszy. Wymyśliliśmy, że kupimy jej kolczyki. Weszliśmy do jubilera i wybraliśmy złote. Trochę trudno było przekonać Kubę, że ja też płacę. gdy jechaliśmy samochodem, wymyśliliśmy świetny plan każdy miał jeden kolczyk. Znaleźliśmy się koło domu Agnieszki. Od razu zaprowadziła nas do swojego pokoju. Odkąd ostatni raz tam byłam, trochę się zmieniło zamiast dywanu był parkiet, biurko z laptopem zostało przeniesione na środek pokoju, ściany zostały pomalowane na fioletowo-różowy kolor.
-dawno tu nie byłam, dużo się zmieniło- powiedziałam
- od rodziców na urodziny. Mały remont jako prezent
-my też mamy dla ciebie prezent
Na Agnieszki twarzy można było zauważyć niezadowolenie. Przycupnęła na kanapie.
-sto lat!!-krzyknęłam i podałam jej pudełeczko.
Gdy je otworzyła była w szoku
-jeden?- spytała
-drugi musisz kupić sobie sama-powiedziałam i zaczęłam się śmiać
-bardzo śmieszne-zaoponowała
-teraz ja-powiedział Kub-wszystkiego najlepszego, mój prezent jest lepszy- podał jej pudełko z uśmiechem na twarzy
-niech zgadnę pół naszyjnika albo..-otworzyła pudełko i wymamrotała-jeden kolczyk
Spojrzałam na Kubę, a on na mnie i zaczęliśmy się śmiać.
- kupiłem za ciebie-powiedział chłopak
-dziękuje- odpowiedziała nawet na niego nie patrząc ani się nie uśmiechając
-co ci jest? jesteś jakaś inna- naskoczyłam na nią
-urodziny-odpowiedziała- wiesz, że ich nie lubię, przypominają o tym, że człowiek się starzeje, że nie jest nieśmiertelny, koniec naszego świata się zbliż, bo wiesz ostatnio się nad tym zastanawiałam, czy jeśli ktoś umrze to nie jest koniec świata, jego świata?
-ona zawsze jest taka w urodziny?- zapytał Kuba patrząc na nią z przerażeniem
-z roku na rok jest coraz gorzej, w tamtym roku nie miała problemów-odpowiedziałam
-mam pomysł. Agnieszka, zapominamy, że są twoje urodziny, jeśli będziesz zachowywał się normalnie, a nie zastanawiała się nad swoją egzystencją,
Wzięła głęboki chust powietrza
-spróbuje
****
Byliśmy w pizzerii, zamówiliśmy jedną wielką pizze
-świetna- powiedziała Agnieszka
-zgadzam się z tobą-powiedzieliśmy w tym samym czasie ja i Kuba .
Zadzwonił mi telefon. Za pierwszym razem nie odebrała, ale znów zadzwoniła...
_______________________________________
bo nieraz zastanawiam się czy nie usunąć bloga bo mam mało komentarzy, dlatego proszę piszcie komentarze;)))
krytyka też się przyda nie muszą być same pozytywne jeśli coś wam nie pasuje to piszcie w komentarzach...
siedzę przed kompem w domciu i popijam urodzinowego szampana..
odpadam- jestem wykończona, podróż męcząca jak zawsze, choć dziś o dziwo szybka i spędzona w miłym towarzystwie nowo poznanego kolegi, a tak poza tym wizyta u Laryngologa i nowa fryzura u fryzjera :)
jutro cały dzień zabiegany- wizyty u Dziadków i masa nauki na środowy egzamin, eh.. zaczynam się bać, mimo że to ostatni egzamin..
a tak poza tym to właśnie dziś szczere rozmowy z Mamą i mam nadzieję, że to i owo się teraz zmieni :) i że będę już całkowicie dorosła i odpowiedzialna, no i że wszystkie plany Grajdołków się spełnią w 100%, no może z jednym małym wyjątkiem :P
duma po spotkaniu z Oskarem nadal mnie wypełnia i powoduje wielki uśmiech na twarzy :)
wszystko jest inaczej, wszystko się zmieniło..
na dworze wielki mróz.. brr..
a na kompie wciąż leci "Listen to Your Heart.." :) <3
odpadam- jestem wykończona, podróż męcząca jak zawsze, choć dziś o dziwo szybka i spędzona w miłym towarzystwie nowo poznanego kolegi, a tak poza tym wizyta u Laryngologa i nowa fryzura u fryzjera :)
jutro cały dzień zabiegany- wizyty u Dziadków i masa nauki na środowy egzamin, eh.. zaczynam się bać, mimo że to ostatni egzamin..
a tak poza tym to właśnie dziś szczere rozmowy z Mamą i mam nadzieję, że to i owo się teraz zmieni :) i że będę już całkowicie dorosła i odpowiedzialna, no i że wszystkie plany Grajdołków się spełnią w 100%, no może z jednym małym wyjątkiem :P
duma po spotkaniu z Oskarem nadal mnie wypełnia i powoduje wielki uśmiech na twarzy :)
wszystko jest inaczej, wszystko się zmieniło..
na dworze wielki mróz.. brr..
a na kompie wciąż leci "Listen to Your Heart.." :) <3
4.
oczami Justina
Zawiozłem wykończoną dziewczynę do domu i bez słowa pojechałem do siebie. Wieczór był wspaniały i cieszyłem się, że zrobiłem to z Seleną. Od początku coś do niej czułem, ale nigdy jej tego nie powiem. Nie chcę jej wykorzystywać w jakikolwiek sposób. Zresztą życie z taką gwiazdą jak ja nie jest łatwe.Chce tylko aby była szczęśliwa, a odkąd to zrobiliśmy, w ogóle się nie uśmiechała i jakby posmutniała.
-Bieber coś ty zrobił!-krzyknąłem do siebie. Nie powinienem sypiać z nią dwa dni po pierwszym spotkaniu.
Zdenerwowany wszedłem do swojej willi, która znajdowała się kilka domów dalej od chaty Scotta. Jutro czeka mnie szkoła-przeżyję. A wieczorem? Mam taką ochotę pocałować Selli. Ale nie! Nie mogę jej tego zrobić. Choć z drugiej strony, ona chciała to zrobić. Prawda? No kurwa!
Cały w nerwach położyłem się spać. I jak ja pokaże się tej dziewczynie na oczy?
Wstałem nadal w złym humorze. Biorąc prysznic wpadłem na mądry albo głupi pomysł. Sam nie wiem. Może by tak jej pokazać, że choć krótko ją znam to mi zależy? O wiem! Niedługo jest ta gala rozdania nagród. Zaproszę ją! Prawda, że jestem genialny?
Tak, ja genialny Justin Bieber pojechałem bez śniadania do szkoły. W brzuchu mi strasznie burczało, ale byłem pewny, że Chris będzie miał żarcie. Jak wygłodniały lew wybiegłem z samochodu i popychając uczniów stanąłem obok Chrisa.
-Masz coś do jedzenia?-zapytałem robiąc słodkie oczka. Ten tylko westchnął i wcisnął mi do ręki batonika. Wielbię Go, no!
Na przerwie po matematyce spotkałem moją śliczną Selenę. Stała sama przy oknie i trzymała się za brzuch.
-Coś się stało?-szybko do niej podbiegłem.
-Źle się czuję.
-To chodź do domu-objąłem ją ramieniem i wyprowadziłem z budynku. Po chwili jechaliśmy moim autkiem do domu Scotta.
-Siema Scott-przywitałem się z moim managerem a on zrobił wielkie oczy-Selena źle się poczuła więc ją przywiozłem.
-Ech, a ja właśnie miałem wychodzić. Mógłbyś z nią zostać?
-Jasne-odpowiedziałem uradowany. Zaprowadziłem dziewczynę do pokoju a ona położyła się na łóżku.
-Nie musisz zostawać-mruknęła przykrywając się kocem. Zaśmiałem się cicho i położyłem obok. Popatrzyłem w jej śliczne oczy i... znowu miałem ochotę ją pocałować-Justin, co jest między nami?
-Ja..-zająknąłem się. Kurde i co ja jej teraz powiem? No myśl!-Nie wiem. Chyba coś do Ciebie czuję ale nie jestem tego pewien.
-Ja też-lekko się uśmiechnęła i szybko pobiegła do łazienki. Co?! Zdenerwowany pobiegłem za nią. Pochylała się nad kiblem i najwidoczniej zwymiotowała. Ukucnąłem obok i przytrzymałem jej włosy.
-Nie musisz na to patrzeć-szepnęła ale jej nie słuchałem. Po kilku minutach wstała i umyła twarz. Z powrotem usiadła na łóżku a ja wyszedłem z pomieszczenia. W kuchni zrobiłem jej gorącą herbatę i zaniosłem na górę. Uśmiechnęła się dziękując i wypiła napój.
Do wieczora siedziałem razem z nią rozmawiając o głupotach. Specjalnie omijaliśmy temat o wczorajszym wieczorze. Zanim wyszedłem zebrałem się na odwagę.
-Selli-szepnąłem oplatając palcami jej dłoń-Pójdziesz ze mną na galę w piątek? Jest to bardzo ważna uroczystość, a ja nie chcę iść tam sam.
-Chętnie-uśmiechnęła się słodko a ja poczułem ogromną radość. Cmoknąłem ją w policzek i wyszedłem z mieszkania.
*następny rozdział będzie za jakiś tydzień. korzystam z ferii i nie będe nic dodawała. ale mam zamiar powymyślać jakieś akcje, więc następne rozdziały będą dużo lepsze. aj promys. xdd
oczami Justina
Zawiozłem wykończoną dziewczynę do domu i bez słowa pojechałem do siebie. Wieczór był wspaniały i cieszyłem się, że zrobiłem to z Seleną. Od początku coś do niej czułem, ale nigdy jej tego nie powiem. Nie chcę jej wykorzystywać w jakikolwiek sposób. Zresztą życie z taką gwiazdą jak ja nie jest łatwe.Chce tylko aby była szczęśliwa, a odkąd to zrobiliśmy, w ogóle się nie uśmiechała i jakby posmutniała.
-Bieber coś ty zrobił!-krzyknąłem do siebie. Nie powinienem sypiać z nią dwa dni po pierwszym spotkaniu.
Zdenerwowany wszedłem do swojej willi, która znajdowała się kilka domów dalej od chaty Scotta. Jutro czeka mnie szkoła-przeżyję. A wieczorem? Mam taką ochotę pocałować Selli. Ale nie! Nie mogę jej tego zrobić. Choć z drugiej strony, ona chciała to zrobić. Prawda? No kurwa!
Cały w nerwach położyłem się spać. I jak ja pokaże się tej dziewczynie na oczy?
Wstałem nadal w złym humorze. Biorąc prysznic wpadłem na mądry albo głupi pomysł. Sam nie wiem. Może by tak jej pokazać, że choć krótko ją znam to mi zależy? O wiem! Niedługo jest ta gala rozdania nagród. Zaproszę ją! Prawda, że jestem genialny?
Tak, ja genialny Justin Bieber pojechałem bez śniadania do szkoły. W brzuchu mi strasznie burczało, ale byłem pewny, że Chris będzie miał żarcie. Jak wygłodniały lew wybiegłem z samochodu i popychając uczniów stanąłem obok Chrisa.
-Masz coś do jedzenia?-zapytałem robiąc słodkie oczka. Ten tylko westchnął i wcisnął mi do ręki batonika. Wielbię Go, no!
Na przerwie po matematyce spotkałem moją śliczną Selenę. Stała sama przy oknie i trzymała się za brzuch.
-Coś się stało?-szybko do niej podbiegłem.
-Źle się czuję.
-To chodź do domu-objąłem ją ramieniem i wyprowadziłem z budynku. Po chwili jechaliśmy moim autkiem do domu Scotta.
-Siema Scott-przywitałem się z moim managerem a on zrobił wielkie oczy-Selena źle się poczuła więc ją przywiozłem.
-Ech, a ja właśnie miałem wychodzić. Mógłbyś z nią zostać?
-Jasne-odpowiedziałem uradowany. Zaprowadziłem dziewczynę do pokoju a ona położyła się na łóżku.
-Nie musisz zostawać-mruknęła przykrywając się kocem. Zaśmiałem się cicho i położyłem obok. Popatrzyłem w jej śliczne oczy i... znowu miałem ochotę ją pocałować-Justin, co jest między nami?
-Ja..-zająknąłem się. Kurde i co ja jej teraz powiem? No myśl!-Nie wiem. Chyba coś do Ciebie czuję ale nie jestem tego pewien.
-Ja też-lekko się uśmiechnęła i szybko pobiegła do łazienki. Co?! Zdenerwowany pobiegłem za nią. Pochylała się nad kiblem i najwidoczniej zwymiotowała. Ukucnąłem obok i przytrzymałem jej włosy.
-Nie musisz na to patrzeć-szepnęła ale jej nie słuchałem. Po kilku minutach wstała i umyła twarz. Z powrotem usiadła na łóżku a ja wyszedłem z pomieszczenia. W kuchni zrobiłem jej gorącą herbatę i zaniosłem na górę. Uśmiechnęła się dziękując i wypiła napój.
Do wieczora siedziałem razem z nią rozmawiając o głupotach. Specjalnie omijaliśmy temat o wczorajszym wieczorze. Zanim wyszedłem zebrałem się na odwagę.
-Selli-szepnąłem oplatając palcami jej dłoń-Pójdziesz ze mną na galę w piątek? Jest to bardzo ważna uroczystość, a ja nie chcę iść tam sam.
-Chętnie-uśmiechnęła się słodko a ja poczułem ogromną radość. Cmoknąłem ją w policzek i wyszedłem z mieszkania.
*następny rozdział będzie za jakiś tydzień. korzystam z ferii i nie będe nic dodawała. ale mam zamiar powymyślać jakieś akcje, więc następne rozdziały będą dużo lepsze. aj promys. xdd
Czasami przeglądając blogi na bloblo zastanawiam się czy koniec świata w grudniu tego roku nie byłby jednak dobrym pomysłem... 21 lat życia i ciągle mnie ludzie zaskakują!

ucieka mi ostatnia cząstka Ciebie
na siłę staram się ją zatrzymać
miałam nigdy nie zapomnieć
zawsze słyszeć w głowie
łzy płyną strumieniem
podczas gdy ja wygrzebuję ze sterty wspomnień jego zarys
dwie sekundy?
tryb mute
starania na darmo
zapomniałam
- written by Blondie
zróbmy sobie małą krypto reklamę -> KLIK
Rozdział 5
*Oczami Justina*
-E młody przesuneli nam lot.Wylatujemy o 12 w południe jutro.-Powiedział zadowolony Kenny wchodząc do mojego pokoju.
-Serio?...fajnie.-powiedziałem bez entuzjazmu.
-Tak młody serio.Dobra lece dobranoc-oznajmił po czym wyszedł z pokoju.
O 12...to Diana będzie mieć operacje..albo będzie już po...
Tak bardzo bym chciał zostać i być przy niej wtedy.
Mysle że doktor juz do niej zadzwonił i mam nadzieje ze spełnił moja proźbe.
Jaka?Taka zeby ją..no okłamał .Czyli powiedział ze to tylko badania.
Ciekawe jak mój aniołek zareguje jak mnie zobaczy..nawet na głupiej okładce jakiegos pisma.
Ciesze sie że mnie wkońcu zobaczy...ale też i boje sie tego.Co będzie jak jej sie nie spodobam?
Co ja gadam przeciez pokochała mnie takiego jakim jestem a nie za to jak wyglądam...
Długo jeszcze o niej myślałem aż wkońcu zmęczony zasnąłem.
*Oczami Diany*
-Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr..-zerwał mnie na równe nogi odgłos budzika.
-Trzeba wstawać.-powiedziałam sama do siebie i jeszcze spojżałam na zegarek.
9.00. Udałam sie powolnym krokiem do łazienki wzięłam szybki prysznic posmarowałam sie waniliowym balsamem do ciała i zaczęłam ubierać.
Założyłam luźną czarną bluzke z krzyżem na środku do tego postrzępione białe rurki i czarne trampki.
Uczesałam włosy w wysokiego kucyka po czym udałam sie do kuchni na małe śniadanie.
-O wstałaś.-usłyszałam głos ojca.
-Jak widzisz-odparłam wyciągając mleko z lodówki.
-Wybierasz się dzis gdzieś?-spytał.
-Tak. Ide do lekarza na badania.Nie nie wiem o której będe.-uprzedziłam jego pytanie po czym wlałam mleko do miodowych płatków.
-Dobrze.-odparł po czym siadł przez TV.
Normalka...Zastanawia mnie dlaczego ostatnio on taki miły sie dla mnie zrobił...
Coś dobrego w niego wstąpiło? Ciekawe..
Zjadłam płatki po czym założyłam czarną skórzaną kurtke ciemne okulary i wyszłam z domu.
Odtworzyłam sobie w głowe droge do szpitala i z pamięci udałam się tam.
Dawno mnie tam mnie było.. mam nadzieje ze trafie.
Mysle ze szłam z jakąs godzine aż wkoncu dotarłam.
Jakaś starsza pani pomogła mi wejść i dostać sie do recepcji.
Miła pani...
-Dzień dobry.Ja byłam umówiona na wizyte u dr.Leśnickiego.-powiedziałam jak mi dr. kazał recepcjonistce.
-Imie i nazwisko?-zapytała.
-Diana Harris.-odparłam grzecznie.
-Ah tak jest pani. Pielęgniarka panią zaprowadzi.-powiedziała po czym poczułam na moim ramieniu delikatny dotyk.
-aa przepraszam moze mi pani powiedziec która jest godzina?-zapytałam.
-Tak oczywiście jest...11.05
-dziękuje.-mruknęłam i z pielęgniarką powoli udałam sie do gabinetu doktora.
Czyli...Justin juz doleciał?Nie wiem ile sie leci do LA z Polski.Ale nie zadzwonił więc chyba jeszcze nie doleciał.
No chyba że..... nie nie nie nie myśle o takich rzeczach!
Wkońcu dotarłam z pielęgniarką do gabinetu.
-To pani Harris.-powiedziała pielęgniarka po czym ja się grzecznie przywitałam.
-Dzień dobry.Dobrze ze pani już jest.Czyli..odrazu zabieramy sie do roboty.
-Do roboty?-zapytałam.
-No tak op....badania.-zająkał sie lekarz.
-Ah..no dobrze.-mruknęłam.
-Zapraszam ze mną.-wziął mnie pod ręke po czym zaprowadził do jakiegos pomieszczenia.
Ustawił mi jakis aparat na oczach i kazał patrzeć prosto.
-Dobrze....-zabrał przyżąd z moich oczu .
-Mam dla pani myśle że miłą niespodzianke..ale nie wolno mi narazie nic więcej zdradzic dopiero po skonczonym zabiegu.-Powiedział grzecznie
-Niespodziankee?-zapytałam dziwiąc się..
Jaką niespodzianke?!O czym on gada?
-Tak.Ale tak jak powiedziałem nie wolno mi nic mówić.-oznajmił po czym znowu zaprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia.
Nic się juz nie odzywałam...czekałam az to wszystko sie skonczy.
Leżałam na jakims stole..dali mi cos..chyba narkoze po czym zrobiłąm sie senna. zasnęłam nic nie czując.
*Oczami Justina*
No nie wytrzymam....jest 11.30. za pół godziny mam samolot. Jestem własnie w drodze na lotnisko.
Diana ma operacje. Lekarz do mnie zadzwonił i powiedział mi ze własnie ma zabieg.
Zwariowac sie da..boje sie strasznie.Mam nadzieje ze wszystko pójdzie dobrze.
Usłyszałem dźwięk telefonu spojżałem na wyświetlacz 'Scooter'
-Słucham?
-Czesć mały jedziesz już na lotnisko?-zapytał moj menager.
Chwile się zamyśliłem..moze jednak zawróce i pojade do szpitala....
-Halo!?-krzyknął głos w słuchawce.
-Co?A tak..jade...nie nie jade! - zmieniłem zdanie.
-Kenny zawracaj jedziemy do szpitala.NATYCHMIAST i o nic nie pytaj!-rozkazałem ochroniarzowi ten się usmiechnął i z piskiem opon zawrócił.
-Justin?!Co ty wyprawiasz?-krzyknął Scooter.
No tak dalej z nim rozmawiałem.
-Co?Ja nic..jade po moją przyszłą żone.-odparłem radosny.
-Po kogo?! Masz natychmiast jechać na lotnisko za kilka godzin widze cie w domu.!
-Nie ma takiej opcji.Moja mała ma operacje i mam być przy niej. Więc tak za kilka..kilkanaście godzin mnie zobaczysz..ale nie samego.Cześć.-opowiedziałem po czym się rozłączyłem.
Nie chciałem już słuchać jego kazań. Moja Diana ma operacje..wiec jakim cudem mam nie być przy niej?!
-Kenny daleko jeszcze?!-krzyknąłem do ochroniarza.
-....juz jesteśmy.-odparł radośnie po czym ja szybkim krokiem wysiadłem i w ciągu 5 minut byłem na tym piętrze co trzeba.
Recepcjonistka bez problemu mnie wpuściła..poprosiła tylko o autograf no to jej dałem.
Szukałem własnie sali z nr 18 przy czym przez przypadek wpadłem na kogos.
-Ooo..przepraszam.-powiedziałem grzecznie.
-O pan Bieber.Witam.Pan do Diany?-Zapytał..przyglądając sie bliżej zauważyłem ze to dr.Leśnicki.
Spadł mi jak z nieba!
-Tak tak. Gdzie ona leży?-Zapytałem zdenerwowany.-I jak operacja?!-niemalże krzyknąłem.
-Spokojnie.Panna Harris juz po operacji własnie śpi po narkozie.Wszystko poszło świetnie kiedy się obudzi zdejmiemy bandaż i wtedy się wiecej dowiemy.
-Uff..to troche mnie pan uspokoił dziękuje.A gdzie leży?-zapytałem nieco bardziej spokojniejszy.
-PRosze za mną zaprowadze pana.-odparł grzecznie po czym zaprowadził mnie do szukanej przezemnie sali.
-Może pan do niej wejsc ale prosze być cicho.Musi teraz dobrze wypocząć.
-Dobrze.Dziękuje bardzo!-odpowiedziałem po czym wszedłem do sali.
Leżała..miała bandaż na oczach.Leżała tak spokojnie.Jej klatka piersiowa delikatnie ruszała sie w góre i w dół.
Usiadłem na krześle obok łóżka i przyglądałem sie mojemu aniołkowi.
Spała.Miała bardzo spokojny sen.Dotknąłem opuszkami jej delikatny policzek po czym pocałowałem ją w niego.
Wziąłem ją za ręke i lekko masowałem .
Czekałem aż sie obudzi...
*Oczami Diany*
Ruszyłam delikatnie głową . Zaczęłam sie przebudzać.
To miało być badanie..a zamieniło się w operacje.Świetnie.Nawet nie wiem o co chodzi.
Poczułam dotyk na mojej ręce.Uśmiechnęłam się na samą mysl ze to on...
Drugą ręką dotknęłam mojej twarzy.Na oczach spoczywał mi bandaż..Przestraszyłam się.
-Spokojnie kochanie.Nie dotykaj go.-powiedział spokojnym głosem Justin.
Zaraz zaraz...ale co on tu robi?Przeciez juz dawno powinien być w samolocie.
-Co ty tu robisz?-Spytałam zachrypnięta.
-Jestem przy Tobie.-odparł po czym musnął delikatnie moje usta.
-Mm...to wiem.Ale dlaczego?Nie powinieneś być w LA?-spytałam.
-Może i powinienem..ale wolałem być przy tobie.Pojedziemy tam..razem.
-Razem?-zapytałam.
-Tak kochanie zabieram Cię ze sobą.Nic cię tu nie trzyma..a ja chce cie mieć przy sobie.-odparł głaskając mnie delikatnie po włosach.
-Ale....-zaczęłam.
-Nie ma ale.Poczekaj zawołam lekarza potem porozmawiamy.-powiedział po czym wyszedł szukać lekarza.
Może to przez niego była ta operacja?Może on to wszystko wykąbinował...
Yh..dobra nie chce mi sie nad tym myśleć poprostu go zapytam.
Po chwili do sali wszedł JB z lekarzem.
-Dzien dobry.Jak się czujemy?-zapytał łagodnym głosem lekarz.
JB usiadł i wziął moją ręke..juz nie puszczał.
-Dobrze.-odpowiedziałam jak było.
-To się ciesze.Pielęgniarka przyjdzie i ściągniemy bandaż.
-Po co była ta operacja?-zapytałam.
-Dowiesz się wszystkiego za chwile skarbie.-zamiast lekarza odpowiedzi udzielil mi Justin.
-Mam wrażenie ze to ty za tym wszystkim stoisz..-mruknęłam.
A on tylko zachichotał. Już się nie odzywałam.
Po chwili przyszła pielęgniarka ,kazali mi usiąść spełniłam ich proźbe a po chwili poczułam dotyk na twarzy.
Lekarz delikatnym ruchem zaczął ściągać mi bandaż.Oczy miałam zamknięte.
Justin cały czas ściskał moją dłoń.
-Prosze powoli otworzyć oczy.-powiedział lekarz po ściągnięciu tego ze mnie.Spełniłam jego proźbę i zaczełam delikatnie otwierać oczy.
Pożałowałam tego . Za chwile spowrotem je zamknęłam.
-Musi się pani przyzwyczaić do światła.Długo widziała pani tylko ciemność..teraz będzie inaczej.-powiedział lekarz.
-Prosze jeszcze raz otworzyć oczy.
-Spróbuje.-mruknęłam.
Znowu zaczełam otwierać oczy..tym razem było lepiej.Nie widziałam ciemnosci..a jasność.Miałam cholernie jasno przed oczami.
Zaczełam mrugać ,pomogło mi to obraz sie wyostrzał.
-I jak?-Spytał lekarz.
-Dobrze...tak mysle.-odparłam.
Patrzyłam cały czas przed siebie tam gdzie stał lekarz.
-Prosze mi powiedzieć ile widzi pani palców.-zapytał po czym pokazał mi kilka palców.
-trzy.-odpowiedziałam.
-cztery..a teraz dwa.-odparłam tak jak było.
-Dobrzeee....-Powiedział po czym zaczał mi małą latarką świecić po oczach.
Reagowałam na swiatło co znaczyło że wszystko jest tak jak powinno.
Zaraz...czyli odzyskałam wzrok?Omg...
Uśmiechnęłam się i opadłam na poduszki patrząc w sufit.Ja naprawde odzyskałam wzrok.
-Wszystko jest w pożądku po mału przyzwyczaja sie pani do światła to świetnie.! Czyli operacja się powiodła.-powiedział lekarz po czym pogratulował mi i wyszedł.
JB cały czas ściskał moją dłoń..nie spojżałam jeszcze na niego.Kątem oka widziałam ze ma spuszczoną głowe.
Odwróciłam głowe delikatnie w jego strone i z uśmiechem na twarz wpatrywałam się w niego.
Zauważyłam ze na podłoge skapują jego łzy..płakał.Przecież to ja powinnam płakać a nie on.
Wzięłam dłonią delikatnie go za brode podnosząc mu głowe tak by jego wzrok spoczął na mnie.
Zamknął oczy..chyba się bał.Ale czego? .
-Justin....-szepnęłam.
Otworzył swoje czarne oczka i ze łzami w oczach patrzył na mnie..
Poczułam jak moje oczy też zaczynają wypełniać się łzami...
Głaskałam go delikatnie po policzku.
Był idealny..nawet lepszy niz sobie go wyobrażałam.
Te usta...oczy ... nos włosy...musze przyznać jest cholernie przystojny.
-Jesteś idealny..-szepnęłam a on zamiast odpowiedzeć musnął moje usta..zaczął składać mi krótkie pojedyńcze całusy na nich.
Uśmiechnęłam sie po czym on zrobił to samo.
-Tak się ciesze...-powiedział cicho.
-Ja też...-odparłam i pocałowałam go delikatnie.
Położył mi głowe na ramieniu i ręką obioł w pasie. Głaskałam go po głowie.
-Kocham Cię.-szepnął po czym na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
-Ja Ciebie bardziej.-odpowiedziałam i podniosłam jego głowe.
-To ty..to ty to zrobiles prawda?-zapytałam.
-..T...Tak.Nie chciałem ci mówić bo byś się nie zgodziła..wiec sprawiłem ci malą niespodzianke....nie złość się na mnie.-opowiedział takim dziecięcym głosem robiąc przy tym słodką minke.
Jak ja niby miałabym sięna niego złościc..? Przecież zrobił to dla mnie..
-Zwariowałes..nie jestem zła. I Dziękuje..tak strasznie ci dziękuje!-powiedziałam radośnie i wtuliłam się w niego.
Dłonią delikatnie głaskał mnie po głowie.
Nic nie mówił cieszył się tą ciszą razem ze mną.
To szczęscie które mnie ogarnęło jest nie doopisania. Nie dość że miałam przy sobie idealnego chłopaka..to jeszcze odzyskałam wzrok.
Znowu mogłam wszystko widzieć.Mogłam robic co tylko chcialam bez niczyjej pomocy.! Piękniee...
-To najlepszy urodzinowy prezent jaki dostałam..-szepnęłam nadal wtulona w jego ramiona.
-..urodzinowy? Diana..masz dziś...urodziny?!-zapytał zdzwiony.
No tak..nie mówiłam mu.
-Tak..Justin. Dziś kończe 17 lat.-powiedziałam odrywając sie od niego i opadając na poduszki.
-Czemu mi nie powiedzialas wczesniej?-zapytał z wyrzutem.
-Po co ci miałam mówić? Justin..nie chce nic więcej od ciebie..dziękuje ci za to że spełniłeś dwa moje marzenia.Tylko tyle.-powiedziałam ocierając pojedyńczą łze która własnie spływała mi po policzku.
-...Dwa?-zapytał.
Czy on tylko jeden wyraz łapie z moich zdań?!
Zachichotałam.
-Tak wariacie dwa. Pierwsze to takie..ze znalazłam swoja prawdziwą milość a drugie to juz wiesz...wzrok.-odparłam i pogłaskałam go po policzku.
Przytulił sie do mojej dłoni a potem delikatnie musnął ją ustami.
-Kocham Cię! Do jasnej cholerny kocham Cię!-krzyknął entuzjastycznie po czym wstał i zaczął tanczyć .
Zaniosłam sie głosnim śmiechem.
-Wariat..-szepnęłam.-Ja Ciebie też kocham!-krzyknęłam do niego tak zeby zagłuszyc jego smiech i śpiew który z siebie wydobywał.
-Love me love me...!-Zaczął spiewać.
Zaniosłam się jeszcze glosniejszym śmiechem niz wczesniej.
-Mój mały aniołek..Wszystkiego Najlepszego-szepnął kiedy sie uspokoił.
Przytulił mnie do siebie i gładził moje ciemne włosy...
Nie wiedząc kiedy zasnęłam.
_______________________________________
________________________________________
No i jest następne. Wczoraj nie wiedziałam jak to napisać dlatego dzis napisałam ; D
jakos mi się udało <3
Krótszy niż wczesniejsze no ale ;):**
Dziękuje za komentarze i czytanie!! <3
i przepraszam za błędy jakie mogłam zrobic! <3
wybaczcie debil ze mnie na początku napisalam ''spojrzałam '' na zegarek ... źle mi wyszło. zauzcie ze .... ma cos na tym zegarku ze wie która godzina. no kurde zapomnialam ze ona jeszcze wtedy niewidoma była! :D
*Oczami Justina*
-E młody przesuneli nam lot.Wylatujemy o 12 w południe jutro.-Powiedział zadowolony Kenny wchodząc do mojego pokoju.
-Serio?...fajnie.-powiedziałem bez entuzjazmu.
-Tak młody serio.Dobra lece dobranoc-oznajmił po czym wyszedł z pokoju.
O 12...to Diana będzie mieć operacje..albo będzie już po...
Tak bardzo bym chciał zostać i być przy niej wtedy.
Mysle że doktor juz do niej zadzwonił i mam nadzieje ze spełnił moja proźbe.
Jaka?Taka zeby ją..no okłamał .Czyli powiedział ze to tylko badania.
Ciekawe jak mój aniołek zareguje jak mnie zobaczy..nawet na głupiej okładce jakiegos pisma.
Ciesze sie że mnie wkońcu zobaczy...ale też i boje sie tego.Co będzie jak jej sie nie spodobam?
Co ja gadam przeciez pokochała mnie takiego jakim jestem a nie za to jak wyglądam...
Długo jeszcze o niej myślałem aż wkońcu zmęczony zasnąłem.
*Oczami Diany*
-Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr..-zerwał mnie na równe nogi odgłos budzika.
-Trzeba wstawać.-powiedziałam sama do siebie i jeszcze spojżałam na zegarek.
9.00. Udałam sie powolnym krokiem do łazienki wzięłam szybki prysznic posmarowałam sie waniliowym balsamem do ciała i zaczęłam ubierać.
Założyłam luźną czarną bluzke z krzyżem na środku do tego postrzępione białe rurki i czarne trampki.
Uczesałam włosy w wysokiego kucyka po czym udałam sie do kuchni na małe śniadanie.
-O wstałaś.-usłyszałam głos ojca.
-Jak widzisz-odparłam wyciągając mleko z lodówki.
-Wybierasz się dzis gdzieś?-spytał.
-Tak. Ide do lekarza na badania.Nie nie wiem o której będe.-uprzedziłam jego pytanie po czym wlałam mleko do miodowych płatków.
-Dobrze.-odparł po czym siadł przez TV.
Normalka...Zastanawia mnie dlaczego ostatnio on taki miły sie dla mnie zrobił...
Coś dobrego w niego wstąpiło? Ciekawe..
Zjadłam płatki po czym założyłam czarną skórzaną kurtke ciemne okulary i wyszłam z domu.
Odtworzyłam sobie w głowe droge do szpitala i z pamięci udałam się tam.
Dawno mnie tam mnie było.. mam nadzieje ze trafie.
Mysle ze szłam z jakąs godzine aż wkoncu dotarłam.
Jakaś starsza pani pomogła mi wejść i dostać sie do recepcji.
Miła pani...
-Dzień dobry.Ja byłam umówiona na wizyte u dr.Leśnickiego.-powiedziałam jak mi dr. kazał recepcjonistce.
-Imie i nazwisko?-zapytała.
-Diana Harris.-odparłam grzecznie.
-Ah tak jest pani. Pielęgniarka panią zaprowadzi.-powiedziała po czym poczułam na moim ramieniu delikatny dotyk.
-aa przepraszam moze mi pani powiedziec która jest godzina?-zapytałam.
-Tak oczywiście jest...11.05
-dziękuje.-mruknęłam i z pielęgniarką powoli udałam sie do gabinetu doktora.
Czyli...Justin juz doleciał?Nie wiem ile sie leci do LA z Polski.Ale nie zadzwonił więc chyba jeszcze nie doleciał.
No chyba że..... nie nie nie nie myśle o takich rzeczach!
Wkońcu dotarłam z pielęgniarką do gabinetu.
-To pani Harris.-powiedziała pielęgniarka po czym ja się grzecznie przywitałam.
-Dzień dobry.Dobrze ze pani już jest.Czyli..odrazu zabieramy sie do roboty.
-Do roboty?-zapytałam.
-No tak op....badania.-zająkał sie lekarz.
-Ah..no dobrze.-mruknęłam.
-Zapraszam ze mną.-wziął mnie pod ręke po czym zaprowadził do jakiegos pomieszczenia.
Ustawił mi jakis aparat na oczach i kazał patrzeć prosto.
-Dobrze....-zabrał przyżąd z moich oczu .
-Mam dla pani myśle że miłą niespodzianke..ale nie wolno mi narazie nic więcej zdradzic dopiero po skonczonym zabiegu.-Powiedział grzecznie
-Niespodziankee?-zapytałam dziwiąc się..
Jaką niespodzianke?!O czym on gada?
-Tak.Ale tak jak powiedziałem nie wolno mi nic mówić.-oznajmił po czym znowu zaprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia.
Nic się juz nie odzywałam...czekałam az to wszystko sie skonczy.
Leżałam na jakims stole..dali mi cos..chyba narkoze po czym zrobiłąm sie senna. zasnęłam nic nie czując.
*Oczami Justina*
No nie wytrzymam....jest 11.30. za pół godziny mam samolot. Jestem własnie w drodze na lotnisko.
Diana ma operacje. Lekarz do mnie zadzwonił i powiedział mi ze własnie ma zabieg.
Zwariowac sie da..boje sie strasznie.Mam nadzieje ze wszystko pójdzie dobrze.
Usłyszałem dźwięk telefonu spojżałem na wyświetlacz 'Scooter'
-Słucham?
-Czesć mały jedziesz już na lotnisko?-zapytał moj menager.
Chwile się zamyśliłem..moze jednak zawróce i pojade do szpitala....
-Halo!?-krzyknął głos w słuchawce.
-Co?A tak..jade...nie nie jade! - zmieniłem zdanie.
-Kenny zawracaj jedziemy do szpitala.NATYCHMIAST i o nic nie pytaj!-rozkazałem ochroniarzowi ten się usmiechnął i z piskiem opon zawrócił.
-Justin?!Co ty wyprawiasz?-krzyknął Scooter.
No tak dalej z nim rozmawiałem.
-Co?Ja nic..jade po moją przyszłą żone.-odparłem radosny.
-Po kogo?! Masz natychmiast jechać na lotnisko za kilka godzin widze cie w domu.!
-Nie ma takiej opcji.Moja mała ma operacje i mam być przy niej. Więc tak za kilka..kilkanaście godzin mnie zobaczysz..ale nie samego.Cześć.-opowiedziałem po czym się rozłączyłem.
Nie chciałem już słuchać jego kazań. Moja Diana ma operacje..wiec jakim cudem mam nie być przy niej?!
-Kenny daleko jeszcze?!-krzyknąłem do ochroniarza.
-....juz jesteśmy.-odparł radośnie po czym ja szybkim krokiem wysiadłem i w ciągu 5 minut byłem na tym piętrze co trzeba.
Recepcjonistka bez problemu mnie wpuściła..poprosiła tylko o autograf no to jej dałem.
Szukałem własnie sali z nr 18 przy czym przez przypadek wpadłem na kogos.
-Ooo..przepraszam.-powiedziałem grzecznie.
-O pan Bieber.Witam.Pan do Diany?-Zapytał..przyglądając sie bliżej zauważyłem ze to dr.Leśnicki.
Spadł mi jak z nieba!
-Tak tak. Gdzie ona leży?-Zapytałem zdenerwowany.-I jak operacja?!-niemalże krzyknąłem.
-Spokojnie.Panna Harris juz po operacji własnie śpi po narkozie.Wszystko poszło świetnie kiedy się obudzi zdejmiemy bandaż i wtedy się wiecej dowiemy.
-Uff..to troche mnie pan uspokoił dziękuje.A gdzie leży?-zapytałem nieco bardziej spokojniejszy.
-PRosze za mną zaprowadze pana.-odparł grzecznie po czym zaprowadził mnie do szukanej przezemnie sali.
-Może pan do niej wejsc ale prosze być cicho.Musi teraz dobrze wypocząć.
-Dobrze.Dziękuje bardzo!-odpowiedziałem po czym wszedłem do sali.
Leżała..miała bandaż na oczach.Leżała tak spokojnie.Jej klatka piersiowa delikatnie ruszała sie w góre i w dół.
Usiadłem na krześle obok łóżka i przyglądałem sie mojemu aniołkowi.
Spała.Miała bardzo spokojny sen.Dotknąłem opuszkami jej delikatny policzek po czym pocałowałem ją w niego.
Wziąłem ją za ręke i lekko masowałem .
Czekałem aż sie obudzi...
*Oczami Diany*
Ruszyłam delikatnie głową . Zaczęłam sie przebudzać.
To miało być badanie..a zamieniło się w operacje.Świetnie.Nawet nie wiem o co chodzi.
Poczułam dotyk na mojej ręce.Uśmiechnęłam się na samą mysl ze to on...
Drugą ręką dotknęłam mojej twarzy.Na oczach spoczywał mi bandaż..Przestraszyłam się.
-Spokojnie kochanie.Nie dotykaj go.-powiedział spokojnym głosem Justin.
Zaraz zaraz...ale co on tu robi?Przeciez juz dawno powinien być w samolocie.
-Co ty tu robisz?-Spytałam zachrypnięta.
-Jestem przy Tobie.-odparł po czym musnął delikatnie moje usta.
-Mm...to wiem.Ale dlaczego?Nie powinieneś być w LA?-spytałam.
-Może i powinienem..ale wolałem być przy tobie.Pojedziemy tam..razem.
-Razem?-zapytałam.
-Tak kochanie zabieram Cię ze sobą.Nic cię tu nie trzyma..a ja chce cie mieć przy sobie.-odparł głaskając mnie delikatnie po włosach.
-Ale....-zaczęłam.
-Nie ma ale.Poczekaj zawołam lekarza potem porozmawiamy.-powiedział po czym wyszedł szukać lekarza.
Może to przez niego była ta operacja?Może on to wszystko wykąbinował...
Yh..dobra nie chce mi sie nad tym myśleć poprostu go zapytam.
Po chwili do sali wszedł JB z lekarzem.
-Dzien dobry.Jak się czujemy?-zapytał łagodnym głosem lekarz.
JB usiadł i wziął moją ręke..juz nie puszczał.
-Dobrze.-odpowiedziałam jak było.
-To się ciesze.Pielęgniarka przyjdzie i ściągniemy bandaż.
-Po co była ta operacja?-zapytałam.
-Dowiesz się wszystkiego za chwile skarbie.-zamiast lekarza odpowiedzi udzielil mi Justin.
-Mam wrażenie ze to ty za tym wszystkim stoisz..-mruknęłam.
A on tylko zachichotał. Już się nie odzywałam.
Po chwili przyszła pielęgniarka ,kazali mi usiąść spełniłam ich proźbe a po chwili poczułam dotyk na twarzy.
Lekarz delikatnym ruchem zaczął ściągać mi bandaż.Oczy miałam zamknięte.
Justin cały czas ściskał moją dłoń.
-Prosze powoli otworzyć oczy.-powiedział lekarz po ściągnięciu tego ze mnie.Spełniłam jego proźbę i zaczełam delikatnie otwierać oczy.
Pożałowałam tego . Za chwile spowrotem je zamknęłam.
-Musi się pani przyzwyczaić do światła.Długo widziała pani tylko ciemność..teraz będzie inaczej.-powiedział lekarz.
-Prosze jeszcze raz otworzyć oczy.
-Spróbuje.-mruknęłam.
Znowu zaczełam otwierać oczy..tym razem było lepiej.Nie widziałam ciemnosci..a jasność.Miałam cholernie jasno przed oczami.
Zaczełam mrugać ,pomogło mi to obraz sie wyostrzał.
-I jak?-Spytał lekarz.
-Dobrze...tak mysle.-odparłam.
Patrzyłam cały czas przed siebie tam gdzie stał lekarz.
-Prosze mi powiedzieć ile widzi pani palców.-zapytał po czym pokazał mi kilka palców.
-trzy.-odpowiedziałam.
-cztery..a teraz dwa.-odparłam tak jak było.
-Dobrzeee....-Powiedział po czym zaczał mi małą latarką świecić po oczach.
Reagowałam na swiatło co znaczyło że wszystko jest tak jak powinno.
Zaraz...czyli odzyskałam wzrok?Omg...
Uśmiechnęłam się i opadłam na poduszki patrząc w sufit.Ja naprawde odzyskałam wzrok.
-Wszystko jest w pożądku po mału przyzwyczaja sie pani do światła to świetnie.! Czyli operacja się powiodła.-powiedział lekarz po czym pogratulował mi i wyszedł.
JB cały czas ściskał moją dłoń..nie spojżałam jeszcze na niego.Kątem oka widziałam ze ma spuszczoną głowe.
Odwróciłam głowe delikatnie w jego strone i z uśmiechem na twarz wpatrywałam się w niego.
Zauważyłam ze na podłoge skapują jego łzy..płakał.Przecież to ja powinnam płakać a nie on.
Wzięłam dłonią delikatnie go za brode podnosząc mu głowe tak by jego wzrok spoczął na mnie.
Zamknął oczy..chyba się bał.Ale czego? .
-Justin....-szepnęłam.
Otworzył swoje czarne oczka i ze łzami w oczach patrzył na mnie..
Poczułam jak moje oczy też zaczynają wypełniać się łzami...
Głaskałam go delikatnie po policzku.
Był idealny..nawet lepszy niz sobie go wyobrażałam.
Te usta...oczy ... nos włosy...musze przyznać jest cholernie przystojny.
-Jesteś idealny..-szepnęłam a on zamiast odpowiedzeć musnął moje usta..zaczął składać mi krótkie pojedyńcze całusy na nich.
Uśmiechnęłam sie po czym on zrobił to samo.
-Tak się ciesze...-powiedział cicho.
-Ja też...-odparłam i pocałowałam go delikatnie.
Położył mi głowe na ramieniu i ręką obioł w pasie. Głaskałam go po głowie.
-Kocham Cię.-szepnął po czym na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
-Ja Ciebie bardziej.-odpowiedziałam i podniosłam jego głowe.
-To ty..to ty to zrobiles prawda?-zapytałam.
-..T...Tak.Nie chciałem ci mówić bo byś się nie zgodziła..wiec sprawiłem ci malą niespodzianke....nie złość się na mnie.-opowiedział takim dziecięcym głosem robiąc przy tym słodką minke.
Jak ja niby miałabym sięna niego złościc..? Przecież zrobił to dla mnie..
-Zwariowałes..nie jestem zła. I Dziękuje..tak strasznie ci dziękuje!-powiedziałam radośnie i wtuliłam się w niego.
Dłonią delikatnie głaskał mnie po głowie.
Nic nie mówił cieszył się tą ciszą razem ze mną.
To szczęscie które mnie ogarnęło jest nie doopisania. Nie dość że miałam przy sobie idealnego chłopaka..to jeszcze odzyskałam wzrok.
Znowu mogłam wszystko widzieć.Mogłam robic co tylko chcialam bez niczyjej pomocy.! Piękniee...
-To najlepszy urodzinowy prezent jaki dostałam..-szepnęłam nadal wtulona w jego ramiona.
-..urodzinowy? Diana..masz dziś...urodziny?!-zapytał zdzwiony.
No tak..nie mówiłam mu.
-Tak..Justin. Dziś kończe 17 lat.-powiedziałam odrywając sie od niego i opadając na poduszki.
-Czemu mi nie powiedzialas wczesniej?-zapytał z wyrzutem.
-Po co ci miałam mówić? Justin..nie chce nic więcej od ciebie..dziękuje ci za to że spełniłeś dwa moje marzenia.Tylko tyle.-powiedziałam ocierając pojedyńczą łze która własnie spływała mi po policzku.
-...Dwa?-zapytał.
Czy on tylko jeden wyraz łapie z moich zdań?!
Zachichotałam.
-Tak wariacie dwa. Pierwsze to takie..ze znalazłam swoja prawdziwą milość a drugie to juz wiesz...wzrok.-odparłam i pogłaskałam go po policzku.
Przytulił sie do mojej dłoni a potem delikatnie musnął ją ustami.
-Kocham Cię! Do jasnej cholerny kocham Cię!-krzyknął entuzjastycznie po czym wstał i zaczął tanczyć .
Zaniosłam sie głosnim śmiechem.
-Wariat..-szepnęłam.-Ja Ciebie też kocham!-krzyknęłam do niego tak zeby zagłuszyc jego smiech i śpiew który z siebie wydobywał.
-Love me love me...!-Zaczął spiewać.
Zaniosłam się jeszcze glosniejszym śmiechem niz wczesniej.
-Mój mały aniołek..Wszystkiego Najlepszego-szepnął kiedy sie uspokoił.
Przytulił mnie do siebie i gładził moje ciemne włosy...
Nie wiedząc kiedy zasnęłam.
_______________________________________
________________________________________
No i jest następne. Wczoraj nie wiedziałam jak to napisać dlatego dzis napisałam ; D
jakos mi się udało <3
Krótszy niż wczesniejsze no ale ;):**
Dziękuje za komentarze i czytanie!! <3
i przepraszam za błędy jakie mogłam zrobic! <3
wybaczcie debil ze mnie na początku napisalam ''spojrzałam '' na zegarek ... źle mi wyszło. zauzcie ze .... ma cos na tym zegarku ze wie która godzina. no kurde zapomnialam ze ona jeszcze wtedy niewidoma była! :D
Och, cóż za miła niespodzianka! Kilka lat temu słuchałam tej piosenki, a on jeszcze jako chłopaczek z gitarą na swoim łóżku filmiki na jutuba robił. A dziś teledysk, od miesiąca <3
ach, ileż ja jego tekstów do teksty.org pododawałam <3
głupota nie boli, chociaż powinni za nią od czasu do czasu po rozstrzelać...
Dzięki informacji od pewnej osóbki miałam szansę zakochać się w pewnym zdjęciu. Mimo, że zbyt wielką miłością do Theo nie szaleję (4ever Adaś <3), to chyba muszę się zastanowić, czy tego nie zmienić... Dziękuję panno r. ;)
ach, ileż ja jego tekstów do teksty.org pododawałam <3
głupota nie boli, chociaż powinni za nią od czasu do czasu po rozstrzelać...
Dzięki informacji od pewnej osóbki miałam szansę zakochać się w pewnym zdjęciu. Mimo, że zbyt wielką miłością do Theo nie szaleję (4ever Adaś <3), to chyba muszę się zastanowić, czy tego nie zmienić... Dziękuję panno r. ;)
Hej <3
Doszłam do wniosku, że nie będę dłużej pisać tego opowiadania, ale będę na tym samym koncie pisać nowe, ok?
Przepraszam ale nie mam pomysłu co dalej pisać w tym opowiadaniu :/
Kocham was :*
I dziękuje za prawie 2000 wejść. Smuci mnie tylko tak mała ilość komentarzy :(
Dziękuje za te 4 miesiące, chociaż mało pisałam, wiem
I jeszcze raz Dziękuje :*
Doszłam do wniosku, że nie będę dłużej pisać tego opowiadania, ale będę na tym samym koncie pisać nowe, ok?
Przepraszam ale nie mam pomysłu co dalej pisać w tym opowiadaniu :/
Kocham was :*
I dziękuje za prawie 2000 wejść. Smuci mnie tylko tak mała ilość komentarzy :(
Dziękuje za te 4 miesiące, chociaż mało pisałam, wiem
I jeszcze raz Dziękuje :*
... No właśnie , co do mojego występu w szkole to było całkiem , całkiem gdyby nie to że musiałam tam siedzieć 90 min! Tak wiem, może przed kompem mnie nie bolą nogi , ale jeszcze szeroko otwierać buzię , siedzieć prosto , ach... Ulżyło mi kiedy miałam wstać i zaśpiewać w duecie ;)
Elo. Mam ostro zrąbany (już nie chcę przeklinać na własnym blogu.) humor, Poprzedni post był o chłopakach, więc znów wracamy do tego tematu. Andrè coraz bardziej mi się podoba, z Kilianem dziś nie gadałam. Unikałam go. Ale oboje są dla mnie ważni, i to boli. Whatever, ale jestem w ciężkim stanie. Dziś spadł śnieg, i byłam białym murzynem. Wszyscy koledzy z klasy rzucili się na mnie jak zwierzęta na mięso, i obrzucali śnieżkami. Nie lubię śniegu, chcę lato. // xoxo Alex. ♥
+ Cytat.
" Chciałabym aby ten jedyny jak najszybiej się pojawił, bo to nie fajne jak myślisz że kogoś serio kochasz, jesteś dla niego jedyna, a potem się okazuję że to nie to czego szukałaś, nie lubię ranić. Created by Alex. | Wszystkie prawa zastrzeżone. © + Wstawiam look na dziś, co sądzicie?
+ Cytat.
" Chciałabym aby ten jedyny jak najszybiej się pojawił, bo to nie fajne jak myślisz że kogoś serio kochasz, jesteś dla niego jedyna, a potem się okazuję że to nie to czego szukałaś, nie lubię ranić. Created by Alex. | Wszystkie prawa zastrzeżone. © + Wstawiam look na dziś, co sądzicie?
Jestem mistrzem w wymazywaniu złych wspomnień. Ostatnie wydarzenia sprawiają, że cały czas udoskonalam tę umiejętność. Ile razy mój mózg zalewa nieprzyjemna fala wspomnień, tyle samo razy wypieram ją jakimiś głupotami.
Tydzień ferii prawie za mną. och jejku jak ja potrafię marnować czas. W pokoju jeden wielki rozpierdolnik, w kącie leży sterta ubrań do prania, a ja włóczę się pomiędzy telewizją, komputerem i książkami.Wychodzę z psem na spacer i jak na razie to tyle mojej aktywności. Miałam się uczyć. Miałam spokojnie systematycznie zaglądać do książek i wszystko nadrabiać, a nie tak jak zawsze - najpierw się obijam a później zapierdalam w książkach żeby ze wszystkim zdążyć. Zresztą ja nie rozumiem nauczycieli. Wymyślili sobie że zrobią przed feriami jeszcze parę sprawdzianów- oczywiście na nowy semestr, więc Ola sobie wszystko olała i miała to gdzieś, bo kto by się przejmował jakimś Wok-iem, czy tym bardziej matematyką. Nudne ferie-nic się nie dzieję. Mój telefon milczy od kilkunastu godziny. Spokój, cisza.
Niech ta zima się już skończy. Ja chcę spotkanie klasowe.
Tydzień ferii prawie za mną. och jejku jak ja potrafię marnować czas. W pokoju jeden wielki rozpierdolnik, w kącie leży sterta ubrań do prania, a ja włóczę się pomiędzy telewizją, komputerem i książkami.Wychodzę z psem na spacer i jak na razie to tyle mojej aktywności. Miałam się uczyć. Miałam spokojnie systematycznie zaglądać do książek i wszystko nadrabiać, a nie tak jak zawsze - najpierw się obijam a później zapierdalam w książkach żeby ze wszystkim zdążyć. Zresztą ja nie rozumiem nauczycieli. Wymyślili sobie że zrobią przed feriami jeszcze parę sprawdzianów- oczywiście na nowy semestr, więc Ola sobie wszystko olała i miała to gdzieś, bo kto by się przejmował jakimś Wok-iem, czy tym bardziej matematyką. Nudne ferie-nic się nie dzieję. Mój telefon milczy od kilkunastu godziny. Spokój, cisza.
Niech ta zima się już skończy. Ja chcę spotkanie klasowe.
Mam chyba atak paniki. Znowu. Serce mi wali jakby miało wyskoczyc z piersi. Jestem taka żałosna. Zjadłam chyba z 3000kcal i pokusa, aby zmusic się do wymiotów jest bardzo silna. Ale nie mogę tego zrobic. Nie moge rzygac. Nie mogę rzygac! Bo to znowu będzie błędne koło obżerania się i rzygania, a nie mogę do tego dopuścic. To obrzydliwe. JA jestem obrzydliwa. Muszę ponieśc konsekwencje moich błędów, a potem spróbowac je naprawic.
Najchętniej pobiegłabym przed siebie, żeby uciec od tego wszystkiego, ale jest -20, chodniki są oblodzone a od zimnego wiatru zamarza mi twarz.
Mam dziś iśc na dyskotekę z koleżankami z gimnazjum, ale szczerze mówiąc, wolałabym zostac w domu i poczytac Hellsinga albo obejrzec Władcę Pierścieni, ale nie mogę. Już i tak wystarczająco się izoluję.
Skończyłam czytac pewną ksiażkę i mam wrażenie, jakby została napisana specjalnie dla mnie. Niesamowite.
"Dlaczego? Chcesz wiedziec dlaczego?
Słuchaj szeptów, które wirują nocami w twojej głowie i nazywają się brzydką i grubą głupią suką i dziwką i tym najgorszym przezwiskiem - rozczarowanie.
Rzygaj i głódź się, tnij się i pij, bo nie chcesz się tak czuc. Rzygaj i głódź się, tnij się i pij, bo potrzebujesz znieczulenia, a to działa. Przez chwilę. A potem znieczulenie zamienia się w truciznę, ale jest już za późno, bo teraz sama je sobie wstrzykujesz, prosto w swoją duszę. Gnijesz od środka i nie możesz tego powstrzymac.
Spójrz w lustro i zobacz ducha. Słuchaj jak każde udzerzenie twego serca krzyczy, że wszystkodosłowniewszystko jest z tobą nie tak.
Dlaczego? To złe pytanie.
Zapytaj: Dlaczego nie?"
Najchętniej pobiegłabym przed siebie, żeby uciec od tego wszystkiego, ale jest -20, chodniki są oblodzone a od zimnego wiatru zamarza mi twarz.
Mam dziś iśc na dyskotekę z koleżankami z gimnazjum, ale szczerze mówiąc, wolałabym zostac w domu i poczytac Hellsinga albo obejrzec Władcę Pierścieni, ale nie mogę. Już i tak wystarczająco się izoluję.
Skończyłam czytac pewną ksiażkę i mam wrażenie, jakby została napisana specjalnie dla mnie. Niesamowite.
"Dlaczego? Chcesz wiedziec dlaczego?
Słuchaj szeptów, które wirują nocami w twojej głowie i nazywają się brzydką i grubą głupią suką i dziwką i tym najgorszym przezwiskiem - rozczarowanie.
Rzygaj i głódź się, tnij się i pij, bo nie chcesz się tak czuc. Rzygaj i głódź się, tnij się i pij, bo potrzebujesz znieczulenia, a to działa. Przez chwilę. A potem znieczulenie zamienia się w truciznę, ale jest już za późno, bo teraz sama je sobie wstrzykujesz, prosto w swoją duszę. Gnijesz od środka i nie możesz tego powstrzymac.
Spójrz w lustro i zobacz ducha. Słuchaj jak każde udzerzenie twego serca krzyczy, że wszystkodosłowniewszystko jest z tobą nie tak.
Dlaczego? To złe pytanie.
Zapytaj: Dlaczego nie?"
Michael Joseph Jackson (ur. 29 sierpnia 1958 w Gary w stanie Indiana, zm. 25 czerwca 2009 w Los Angeles) – amerykański muzyk, artysta estradowy, tancerz, kompozytor, autor tekstów i filantrop[3], którego kariera i życie osobiste stały się ważną częścią kultury masowej ostatnich czterech dekad. Znany jako jeden z najlepszych wykonawców muzyki pop i jeden z najpopularniejszych muzyków w historii[4], nazywany „Królem Popu
Ps:Mam to z wikipedi nie chciało mi się pisac.....;p
Ps:Mam to z wikipedi nie chciało mi się pisac.....;p
Siema . Ogl . to mega dzień bo dostałam pałe za brak ćwiczeń z Gegry = / xD ; D i na niemcu było zjebanie ci co byli wiedzą o co chodzi Ale ogl . to nie tylko przezemnie mamy niej przerąbane ; / ; / ... Wkurwiłą mnie dzisiaj pewna osoba bo ja Kur.Wa mam imię [ Kiłbasa zjebana ] . Żal mi tego dziecka poprostu ; /////// Żal mi pewnych osób ale huj z nimi -,- . Dzisiaj byłooo mega sprzątanie w pokoju xD bo jutro nocka <33333333333333 ! dobra zmykam , potem napisze Pa.
+ ; <<<<<< te milczenie doprowadza mnie do szaału ! ; ** <33
+ ; <<<<<< te milczenie doprowadza mnie do szaału ! ; ** <33
Ostatnio żyję tylko feriami. To jeszcze tylko tydzień!
Plany są takie jak co roku. Czyli wyjazd na narty do Włoch w pierwszym tygodniu, a w drugim spotkania, spotkania, spotkania. Mam bynajmniej taką nadzieję. W wolne trzeba nadrabiać zaległości towarzyskie! Ten tydzień był ciężki, ale przyszły zapowiada się luźniejszy. Może nauczyciele zlitowali się nad nami w te ostatnie dni przed feriami. Nie licząc pani od matematyki, która zapowiedziała nam kartkówkę na wtorek i pracę klasową na piątek.
Ogólnie dzisiejszy dzień minął bardzo pozytywnie. Bez większych nieprzyjemności.
Ten weekend nie będzie się niczym różnił od pozostałych. Jutro znów spotkanie na bierzmowanie. Muszę jeszcze napisać podanie do biskupa z prośbą o rozważenie mojego udziału w sakramencie bierzmowania.
Co teraz będę robić? nie wiem, ale podoba mi się fakt, iż jest weekend!
Pozdrawiam, suuzi.
Plany są takie jak co roku. Czyli wyjazd na narty do Włoch w pierwszym tygodniu, a w drugim spotkania, spotkania, spotkania. Mam bynajmniej taką nadzieję. W wolne trzeba nadrabiać zaległości towarzyskie! Ten tydzień był ciężki, ale przyszły zapowiada się luźniejszy. Może nauczyciele zlitowali się nad nami w te ostatnie dni przed feriami. Nie licząc pani od matematyki, która zapowiedziała nam kartkówkę na wtorek i pracę klasową na piątek.
Ogólnie dzisiejszy dzień minął bardzo pozytywnie. Bez większych nieprzyjemności.
Ten weekend nie będzie się niczym różnił od pozostałych. Jutro znów spotkanie na bierzmowanie. Muszę jeszcze napisać podanie do biskupa z prośbą o rozważenie mojego udziału w sakramencie bierzmowania.
Co teraz będę robić? nie wiem, ale podoba mi się fakt, iż jest weekend!
Pozdrawiam, suuzi.
Ojj... ale tu długo nie pisałam.. prawie miesiąc. :(
Mam 2 kolczyk w lewym uchu (tak jak chciałam).
Włosy obciełam, tylko kolorek mi nie wyszedł bo chciałam z czarnego na rudy.. ale jakoś przeżyję.
I od dziś zaczęłam ćwiczyć 6 weidera mam nadzieję, że dotrwam do końca. ;)
Pozdrawiam ;*
Mam 2 kolczyk w lewym uchu (tak jak chciałam).
Włosy obciełam, tylko kolorek mi nie wyszedł bo chciałam z czarnego na rudy.. ale jakoś przeżyję.
I od dziś zaczęłam ćwiczyć 6 weidera mam nadzieję, że dotrwam do końca. ;)
[3.02 - 15.03]
Pozdrawiam ;*







