uroczo, nieprawdaż?
Kiedy byłam mała ... to chciałam mieć 16 lat. Zawsze. Niee, nie chciałam być dorosła i mieć 18. Mi wystarczyło 16. Zawsze wydawało mi się,że to jest taki fajny wiek.
Teraz mój profi na nk czeka najazd spamu.
Ale,żeby nie było, jestem wdzięczna za każdy z wyjątkowych komentarzy (Sto lat, Wszystkiego najlepszego, 100 lat). To takie oryginalne.
Może nawet zrobię jakieś przyjęcie urodzinowe.
W sumie, to pasowałoby się już zdecydować. Bo urodziny jutro więc czasu mało.
Mama : Robisz jakąś imprezę?
Ja : Nie
Mama : Nie zapraszasz nikogo?
Ja : Nie
Mama : Nie będzie gości?
Ja : Nie
Mama : Nikt nie przyjdzie? Np. w sobotę?
Ja : Nie
Mama : Nic Ci nie kupić?
Ja : Nie
Mama : Dobra, to ile kasy chcesz dostać?
Ja : ... tu by pasował trollface
Nawet Młody kupił prezent Oo
Urodziny.
Haah, okazja. Jeżeli dzisiaj nie macie powodu do picia to pijcie moje zdrowie :D
I jeszcze motyw przewodni ostatnich kilku dni :
Kiedy byłam mała ... to chciałam mieć 16 lat. Zawsze. Niee, nie chciałam być dorosła i mieć 18. Mi wystarczyło 16. Zawsze wydawało mi się,że to jest taki fajny wiek.
Teraz mój profi na nk czeka najazd spamu.
Ale,żeby nie było, jestem wdzięczna za każdy z wyjątkowych komentarzy (Sto lat, Wszystkiego najlepszego, 100 lat). To takie oryginalne.
Może nawet zrobię jakieś przyjęcie urodzinowe.
W sumie, to pasowałoby się już zdecydować. Bo urodziny jutro więc czasu mało.
Mama : Robisz jakąś imprezę?
Ja : Nie
Mama : Nie zapraszasz nikogo?
Ja : Nie
Mama : Nie będzie gości?
Ja : Nie
Mama : Nikt nie przyjdzie? Np. w sobotę?
Ja : Nie
Mama : Nic Ci nie kupić?
Ja : Nie
Mama : Dobra, to ile kasy chcesz dostać?
Ja : ... tu by pasował trollface
Nawet Młody kupił prezent Oo
Urodziny.
Haah, okazja. Jeżeli dzisiaj nie macie powodu do picia to pijcie moje zdrowie :D
I jeszcze motyw przewodni ostatnich kilku dni :
I'm losin' my mind
'Cause I'm goin' crazy
'Cause I'm goin' crazy
25.08.2010 o godz. 00:11
komentuj (9)
To jeszcze jeden wpis.
Mam znajomą - Anię. ania jest cudowną, silną, upartą kobietą. Musi taka być bo ma Krzysia, a Krzyś potrzebuje jej siły i uporu. To stronka opisująca historię Krzysia. Jeśli ktoś z was może pomóc to Krzyś będzie wam baaardzo wdzięczny.
http://krzysrabsztyn.blogspot.com/
Mam znajomą - Anię. ania jest cudowną, silną, upartą kobietą. Musi taka być bo ma Krzysia, a Krzyś potrzebuje jej siły i uporu. To stronka opisująca historię Krzysia. Jeśli ktoś z was może pomóc to Krzyś będzie wam baaardzo wdzięczny.
http://krzysrabsztyn.blogspot.com/
24.08.2010 o godz. 23:43
Uwaga konkurs!!!!
ogłaszam konkurs na najlepszy kolaż o Krakowie!!!
Atrakcyjne nagrody!!
Zgłoszenia przyjmuje do 31 sierpnia !!! Ogłoszenie wyników -14 października 2010r!!!
Prace należy nadsyłać na mail : krakusek73@gazeta.pl do końca wrzesnia !!!
ogłaszam konkurs na najlepszy kolaż o Krakowie!!!
Atrakcyjne nagrody!!
Zgłoszenia przyjmuje do 31 sierpnia !!! Ogłoszenie wyników -14 października 2010r!!!
Prace należy nadsyłać na mail : krakusek73@gazeta.pl do końca wrzesnia !!!
24.08.2010 o godz. 23:41
Jubileuszowy, dziesiąty festiwal ORF za nami. Było fantastycznie, choć odrobinę za gorąco jak na spędzanie całego dnia pod gołym niebem. Kokon zachwycony, zwłaszcza wtedy gdy muzyka dudniła w uszach :)
Szkoda, że na następny ORF trzeba czekać znowu cały rok :(
Szkoda, że na następny ORF trzeba czekać znowu cały rok :(
24.08.2010 o godz. 23:10
oko mialam operowane ... jak chcecie zobaczcie co mi robili :
to dla takich hmm co szukają wrażeń
i dla tych którzy nie czytali notek i potem : po co bylas w ogóle w tej klinice ...
to dla takich hmm co szukają wrażeń
i dla tych którzy nie czytali notek i potem : po co bylas w ogóle w tej klinice ...
24.08.2010 o godz. 22:53
wróciłam .
jestem zmęczona .
nie ma to jak galeria przepełniona ludźmi .
od natłoczonych miejsc mam zawroty głowy.
ach , ta anemia . ;x
kupiłam kilka bluzek .
w zamiarze było kupno butów i spodni .
ta , buty za duże .
a spodnie ?
no za duże !
no i nie muszę wspominać , że nie było mego rozmiaru ?
bo gdy przy spodniach 28/30 były za szerokie w pasie , takowe 27/30 były by mi w cholerę za długie .
ja jebie , jak tak można ? -,-
matka oczywiście pretensje do mnie ma , że nic nie jem .
no tak , a bo to moja wina .
kupiłam też jakąś tandetną torbę .'
nie podoba mi się już .
ale zazwyczaj tak mam .
no , ale nvm . :)
czuję się okropnie .
już rodzice zauważyli , że coś jest nie tak .
bo głupia nie kontroluję swoich odruchów ręki w stronę bolącego serca . ;x
uch .
ale na badania i tak nie pójdę !
a tak teraz tutaj , z tego mego ukochanego profilu .
czy was popierdoliło firmy papiernicze ?
żeby za głupi zeszyt z jakaś mega fajną okładką płacić 8 zł ?
co za głupota .
jutro dzień strasznego obijania ! <3
z Z .
i mam nadzieję , że z T . ;>
jestem zmęczona .
nie ma to jak galeria przepełniona ludźmi .
od natłoczonych miejsc mam zawroty głowy.
ach , ta anemia . ;x
kupiłam kilka bluzek .
w zamiarze było kupno butów i spodni .
ta , buty za duże .
a spodnie ?
no za duże !
no i nie muszę wspominać , że nie było mego rozmiaru ?
bo gdy przy spodniach 28/30 były za szerokie w pasie , takowe 27/30 były by mi w cholerę za długie .
ja jebie , jak tak można ? -,-
matka oczywiście pretensje do mnie ma , że nic nie jem .
no tak , a bo to moja wina .
kupiłam też jakąś tandetną torbę .'
nie podoba mi się już .
ale zazwyczaj tak mam .
no , ale nvm . :)
czuję się okropnie .
już rodzice zauważyli , że coś jest nie tak .
bo głupia nie kontroluję swoich odruchów ręki w stronę bolącego serca . ;x
uch .
ale na badania i tak nie pójdę !
a tak teraz tutaj , z tego mego ukochanego profilu .
czy was popierdoliło firmy papiernicze ?
żeby za głupi zeszyt z jakaś mega fajną okładką płacić 8 zł ?
co za głupota .
jutro dzień strasznego obijania ! <3
z Z .
i mam nadzieję , że z T . ;>
24.08.2010 o godz. 22:37
http://www.lulz.ro/pics/1260654052385.jpg
To po prostu jest rozwalające. :3
Zrobiłam listę rozwalających mnie rzeczy. ^^
Pierwsza piątka:
1. Dwie dziewczyny o tajnych imionach.. ^^
2. Justin Bieber.
3. Filmiki na YouTube.
4. Emcik. xDD
5. Kot z serem na głowie. :3
Emila ma zamiar wyprzedzić YouTube. ^^
Biebera jej się nie uda. xDD A tym bardziej wyjść na 1. miejsce. ;o
____
Byłam z Emilą w Carrefourze. ^^ I potem nie wiedziałyśmy jak wrócić. ;P
Pomógł nam mój tata. xDD
A potem zgodnie z tradycją do Empika. :3
A potem nic ciekawego. ^^
___
http://mrok-i-blask.blog.onet.pl/
To po prostu jest rozwalające. :3
Zrobiłam listę rozwalających mnie rzeczy. ^^
Pierwsza piątka:
1. Dwie dziewczyny o tajnych imionach.. ^^
2. Justin Bieber.
3. Filmiki na YouTube.
4. Emcik. xDD
5. Kot z serem na głowie. :3
Emila ma zamiar wyprzedzić YouTube. ^^
Biebera jej się nie uda. xDD A tym bardziej wyjść na 1. miejsce. ;o
____
Byłam z Emilą w Carrefourze. ^^ I potem nie wiedziałyśmy jak wrócić. ;P
Pomógł nam mój tata. xDD
A potem zgodnie z tradycją do Empika. :3
A potem nic ciekawego. ^^
___
http://mrok-i-blask.blog.onet.pl/
24.08.2010 o godz. 22:22
jest mi z nim tak cudownie że szok :)
jedzie na tydzień :/
będe tęsknic
brzmi jakbyśmy byli razem?
może kiedyś
ale trzeba sie cieszyć tym co sie ma nie? :D
jedzie na tydzień :/
będe tęsknic
brzmi jakbyśmy byli razem?
może kiedyś
ale trzeba sie cieszyć tym co sie ma nie? :D
24.08.2010 o godz. 21:55
Witam wszystkich serdecznie chciałabym zaprezentować mojego minibloga z innej perspektywy modowej, bo ukazującego odzież autorską mojego wykonania i mój światopogląd na temat mody. Oto sukienka z lnu, którą uszyłam rok temu. Fason stylizowany jest na lata 50-te. I szczerze powiedziawszy z całym sceptycyzmem podchodziłam do lnu, bo jak wiadomo cechą charakterystyczną tej tkaniny jest to, że się mnie na każdym kroku, ale zafascynował mnie jej wzór trochę coś podchodzi pod Holandię, generalnie kolory, biel i niebieski. Zdjęcia pochodzą z mojego innego bloga, na którego również //howtobeyourowndressmaker.blogspot.com/ zraszam. Man nadzieję, że spodobają się Wam moje "wypociny".
Pozdrawiam:D
Pozdrawiam:D
24.08.2010 o godz. 21:54
Za oceanem (i chyba nie tylko) Justin Bieber zaczyna powoli urastać do rangi prawdziwego gwiazdora. Wkrada się na portale z plotkami i strony o muzyce, a jego fani (tak, Justin ma nie tylko fanki) ekscytują się w sieci każdym szczegółem dotyczącym idola.
Jedni opisują jego koncerty, inni obgadują styl młodego wokalisty.
Na jednym z portali ktoś zauważył, że Bieber ma pewną charakterystyczną manierę. Nawet gdy występuje w jakimś ciemnym, spokojnym zestawieniu, jest niemal pewne, że dobierze do niego kolorowy gadżet - a to czapeczkę, a to sweter czy koszulę, często buty w mocnym, zwracającym uwagę kolorze.
Nie jest to może odkrycie Ameryki, można odnotować ten szczegół. Zwłaszcza, że przy okazji można przejrzeć kilka fotek Biebera.
W tym radiu posłuchasz jego nowego przeboju: Justin Bieber - Baby
Jedni opisują jego koncerty, inni obgadują styl młodego wokalisty.
Na jednym z portali ktoś zauważył, że Bieber ma pewną charakterystyczną manierę. Nawet gdy występuje w jakimś ciemnym, spokojnym zestawieniu, jest niemal pewne, że dobierze do niego kolorowy gadżet - a to czapeczkę, a to sweter czy koszulę, często buty w mocnym, zwracającym uwagę kolorze.
Nie jest to może odkrycie Ameryki, można odnotować ten szczegół. Zwłaszcza, że przy okazji można przejrzeć kilka fotek Biebera.
W tym radiu posłuchasz jego nowego przeboju: Justin Bieber - Baby
24.08.2010 o godz. 21:40
Spóźniała się. Było co prawda dopiero pięć po czwartej wietrznego sobotniego popołudnia, ale już zaczynał się niepokoić.
Przejmowanie się nieistotnymi dotychczas rzeczami, było najlepszą miarą jego rosnącego zepsucia wewnętrznego.
Mówiąc oględniej, głupiał.
Siedział w samochodzie, stukając niecierpliwie palcami o kierownicę i wpatrując się w posępny brudnoszary budynek, kiedy jakaś drobna postać wyskoczyła z wąskich drzwi. Postać podskakiwała na jednej nodze i w biegu wciągała na siebie coś, co przy bliższych oględzinach okazało się być dżinsami w kolorze indygo.
Osóbka podskoczyła ostatni raz, zgrabnie wbijając uda w nogawki spodni i rozejrzała się po parkingu.
To była Jerico.
Zauważyła go i niepewnie skierowała się w jego stronę, po drodze zapinając rozporek. Całkiem przypadkowo zarejestrował, że pod spodniami miała coś na kształt szkarłatnych bokserek.
Nagle zza rogu lokalu chwiejnym krokiem wyszło kilku mężczyzn i jeden z nich krzyknął coś do niej. Natychmiast skuliła się i przyspieszyła, w obawie przed kolejnymi zaczepkami.
- Hej, mała! – słowa „nie dość trzeźwi” nie oddawały w pełni ich stanu. Faceci byli zalani w trupa i najwyraźniej szukali ustronnego miejsca na publiczną toaletę.
Jasper wyszedł z samochodu, ostentacyjnie zaznaczając swoją obecność.
- Nic się nie stało – odpowiedział na jej przepraszający uśmiech. – Przed chwilą przyjechałem.
Na jego widok tamci odwrócili wzrok i skierowali się w swoją stronę, w poszukiwaniu wygodniejszego miejsca do załatwienia potrzeb. Widocznie to nie był ich najlepszy dzień na podryw.
Otworzył jej drzwi auta i przekonawszy się, że wygodnie siedzi, zamknął je i usiadł za kierownicą.
W środku dostrzegł nienaturalną bladość jej skóry i nieruchomy wzrok.
- Coś się stało? – rzucił, odpalając silnik.
Drgnęła, jakby wyrwana z zamyślenia (dałbym wiele, żeby wiedzieć co ci chodzi po głowie, przemknęło mu natychmiast przez głowę) i potrząsnęła głową.
- Nic takiego – odparła, siląc się na naturalny ton. Roześmiała się cicho – małe urwanie głowy.
- Acha – skwitował.
Nie przychodziło mu do głowy nic interesującego do powiedzenia. Zazwyczaj nie miał problemów z rozpoczynaniem rozmów, ale najwyraźniej tego dnia wyczerpał się jego zapas błyskotliwych tematów. Zamiast tego włączył radio.
- Gdzie jedziemy? – zapytał przy cichym wtórze falsetu Matta Bellamy’ego.
- Ach. No tak – czy ta dziewczyna naprawdę nie myślała o tym spotkaniu? Jej rozkojarzona mina wskazywałoby na to. Poczuł się urażony – Jeśli o to chodzi, to niedaleko jest Zebra.
- Pierwsze słyszę – faktycznie, nigdy nie słyszał o tym miejscu. Z drugiej strony, rzadko wybierał się do miasta w celach pracy nad referatem, ściślej rzecz ujmując, był to jego pierwszy raz, więc trudno było usprawiedliwiać to ignorancją – to gdzieś w centrum?
- Mniej więcej. Jeśli zatrzymamy się na parkingu obok poczty, będziemy mieli kilka kroków.
Przytaknął. Mniej więcej wiedział, o jakie miejsce chodzi.
W tej chwili w głośnikach zabrzmiały pierwsze takty Killing yourself... Sabbathów i odruchowo sięgnął ręką do regulatora głośności, żeby ściszyć. W aucie zawsze nastawiał radio na Rock Last, ale reszta zwykle czuła się urażona jego gustem muzycznym, tak więc odruchowo reagował przy kilku mocniejszych kawałkach. Tym bardziej zdziwiła go reakcja Jerico.
- Zostaw! – trzepnęła go po ręce. – Niech leci.
Czując się jak niesforny małolat, skarcony za zabranie pilota od telewizora starszemu bratu, zapytał tylko:
- Lubisz taką muzykę?
Do licha, dostał po łapach! I to od kogo?
Wychyliła się do przodu, omiatając włosami deskę rozdzielczą i przekręciła gałkę do góry. Wnętrze samochodu wypełniło się energicznymi riffami Iommiego.
- Ba, uwielbiam!
I zaczęła śpiewać:
Nie miał pojęcia, jak ma zareagować na śpiewającą osobę w jego samochodzie. Wyjrzał nerwowo przez okno, obawie przed zobaczeniem gapiących się na nich przechodni, ale póki co, wszyscy zdawali się być pochłonięci swoimi sprawami.
Zerknął na nią z boku i roześmiała się, widząc jego zdziwione spojrzenie. Potrząsnęła głową w rytm gitary i w nozdrza uderzył go znajomy świeży zapach.
Nie spostrzegł się, kiedy na usta wpłynął mu szeroki uśmiech. Musiał to przyznać: miała naprawdę ładny głos.
Zatrzymali się na światłach. Przechodzący przez pasy mężczyzna w średnim wieku omal nie potknął się o własne buty, na widok dziwnej pary w land roverze. Chłopak o wyglądzie anioła śmiał się w głos za kierownicą, a jego partnerka machała głową przy wtórze donośnego ryku: Zabijasz się, by żyyyć!
Zatrzymali się przed budynkiem poczty i wysiedli z samochodu, zataczając się z uciechy.
- To gdzie teraz? – zapytał, uspokoiwszy w końcu oddech.
Zakręciła się wokół własnej osi i naszło go dziwne uczucie rozczulenia, kiedy na nią patrzył. Szybko się z tego otrząsnął i spojrzał we wskazanym przez nią kierunku.
- Gdzieś w tamtą stronę – stwierdziła.
Szybko okazało się, że to jednak nie ta droga i musieli się wrócić, po to, żeby dowiedzieć się od kobiety na chodniku, że lokal „Zebra” został zlikwidowany pół roku temu i na jego miejscu znajduje się zakład pogrzebowy. Wobec tego postanowili wejść do pierwszego lepszego miejsca, jakie spotkają, pod warunkiem, że nie będzie to kostnica. W tym czasie zdążył rozpadać się deszcz i zanim dotarli do pizzerii, byli cali mokrzy.
- Przepraszam – powiedziała Jerico wyciskając wodę z włosów i sadowiąc się na kanapie. – Mówiono mi, że to pewne miejsce.
- Nie ma sprawy – odparł. – Sam nie orientuję się w tych terenach.
Rozejrzał się po lokalu. Wydawało mu się, że trafili całkiem nieźle – choć roiło się od różowych zasłon i miękkich siedzeń, pizzeria nie sprawiała wrażenia miejsca, w którym do ciasta dodaje się wydzielinę z nosa.
- Zjesz coś? – zwróciła się do niego.
Uprzejmie zaprzeczył.
Niechętnym krokiem podszedł do nich kelner, jednak na widok Jerico, rozpinającej w tej chwili bluzę, podejrzanie się ożywił.
Napotykając spojrzenie Jaspera, natychmiast powrócił do poprzedniego stanu.
- Witam serdecznie w naszej pizzerii – wyrecytował. – Dzisiejsze danie dnia…
Jerico machnęła ręką i Jasper dostrzegł rąbek bandaża, wystający z rękawa.
- Nieważne co, byle było z salami – przerwała mu.
- Dziś tylko kanapki, proszę pani.
- Wszystko jedno, byle szybko. Padam z głodu.
- Do picia?
- Wytrawne wino – przewróciła oczami. – Cola, co za pytanie. A ty? – spojrzała pytająco na Jaspera.
- To samo.
Chłopak odszedł, wyraźnie urażony.
Odprowadziwszy go wzrokiem, oparła podbródek na dłoni i spojrzała mu prosto w oczy.
- Myślałeś w ogóle nad tym tematem?
Odkrył coś nowego w jej oczach: w jej źrenicach mieszały się różnorodne barw zieleni, tworząc niesamowitą mieszankę szmaragdowych odcieni. Rozpraszała go tym spojrzeniem.
- Będąc szczery, nie bardzo – odpowiedział.
Roześmiała się. Coraz bardziej podobał mu się ten dźwięk.
- Ja też nie – kelner wrócił i poczekała, aż rozstawi talerz z kanapkami i szklanki z napojem. Kiedy zostawił ich samych, dodała – ale wypadałoby zacząć. Na pewno nie jesteś głodny?
Był, nawet bardzo. Obawiał się jednak, że jego pojęcie apetytu nieco odbiegało od jej wyobrażeń.
Pokręcił przecząco głową.
- Trzymam za słowo – ugryzła kanapkę. Parsknęła, speszona jego spojrzeniem i musiała otrzeć kącik ust palcem, żeby nie ubrudzić krańca bluzy. – Przestań! Nie mogę się skupić.
- Na jedzeniu? – uśmiechnął się złośliwie.
Strzepała na niego drobinki chleba z palców i zasłonił się ręką, żeby nie dostać z okruszka w oko.
- Żarty żartami – nabrała poważnego tonu i w starym jak świat geście podwinęła rękawy bluzy – musimy zacząć działać.
- Wiec… Masz jakieś pomysły odnośnie szaleństwa pani Makbet? – zapytał. – Jakieś suge…
Urwał, kiedy jego spojrzenie padło na nagie przedramiona Jerico. Moment wcześniej nie przeoczył takiego szczegółu, jak koniec bandaża sterczący spod materiału okrycia i był przekonany, że musiała nadwyrężyć któryś z mięśni – często zdarzało się, że ludzie uciskali nadgarstki elastycznymi materiałami. Teraz jednak, prawdopodobnie pod wpływem energicznego ruchu, bandaż obsunął się, ukazując poznaczoną szramami skórę.
Nie poznaczoną. Zmasakrowaną.
Wyglądało to tak, jakby czyjaś silna ręka chwyciła za nóż i przeorała ostrzem wzdłuż ciało, zagłębiając się w nie po samą rączkę.
Ich układ wskazywał na to, że mogła je zrobić tylko jedna osoba. Ona sama.
Nie zastanawiając się nad swoimi odruchami, wyciągnął dłoń przed stolik i chwycił ją za rękę.
Było tam coś jeszcze. Na samej górze, w zagłębieniu łokcia tkwiło jeszcze jedno znamię, o znanym mu kolistym kształcie.
- Co ty…
- Kto ci to zrobił? – ostry ton w jego głosie sprawił, że obrzuciła go zdziwionym spojrzeniem, ale napotkała źródło jego uwagi i usiłowała się wyrwać. Przytrzymał ją, zmuszając do spojrzenia mu w oczy – kto ci to zrobił, Jerico?
Odwróciła twarz.
- Muszę to wiedzieć – jego głos nabrał ostrych tonów. – Skąd masz te blizny?
Spojrzała mu w oczy. Uderzyła go siła tego spojrzenia: było w nim tyle nienawiści, że mimowolnie rozluźnił uścisk.
- Nie zbliżaj się do mnie – wysyczała.
TRZASK!
Okno za nimi eksplodowało, obsypując blat fontanną odłamków.
- CHOLERA JASNA! – zerwała się na równe nogi. Nie patrząc na niego, znieruchomiałego wbitego w kanapę, powtórzyła – po prostu nie zbliżaj się do mnie.
I ostatni raz obciągając rękawy bluzy, wybiegła przez otwarte drzwi prosto w deszcz.
Jasper zignorował kelnera, krzyczącego coś o kosztach naprawy i wszystkich ludzi, którzy zebrali się na środku lokalu. W jednej chwili znalazł się na ulicy.
Nie licząc samotnego skrawka bandaża w kałuży, była idealnie pusta.
Przejmowanie się nieistotnymi dotychczas rzeczami, było najlepszą miarą jego rosnącego zepsucia wewnętrznego.
Mówiąc oględniej, głupiał.
Siedział w samochodzie, stukając niecierpliwie palcami o kierownicę i wpatrując się w posępny brudnoszary budynek, kiedy jakaś drobna postać wyskoczyła z wąskich drzwi. Postać podskakiwała na jednej nodze i w biegu wciągała na siebie coś, co przy bliższych oględzinach okazało się być dżinsami w kolorze indygo.
Osóbka podskoczyła ostatni raz, zgrabnie wbijając uda w nogawki spodni i rozejrzała się po parkingu.
To była Jerico.
Zauważyła go i niepewnie skierowała się w jego stronę, po drodze zapinając rozporek. Całkiem przypadkowo zarejestrował, że pod spodniami miała coś na kształt szkarłatnych bokserek.
Nagle zza rogu lokalu chwiejnym krokiem wyszło kilku mężczyzn i jeden z nich krzyknął coś do niej. Natychmiast skuliła się i przyspieszyła, w obawie przed kolejnymi zaczepkami.
- Hej, mała! – słowa „nie dość trzeźwi” nie oddawały w pełni ich stanu. Faceci byli zalani w trupa i najwyraźniej szukali ustronnego miejsca na publiczną toaletę.
Jasper wyszedł z samochodu, ostentacyjnie zaznaczając swoją obecność.
- Nic się nie stało – odpowiedział na jej przepraszający uśmiech. – Przed chwilą przyjechałem.
Na jego widok tamci odwrócili wzrok i skierowali się w swoją stronę, w poszukiwaniu wygodniejszego miejsca do załatwienia potrzeb. Widocznie to nie był ich najlepszy dzień na podryw.
Otworzył jej drzwi auta i przekonawszy się, że wygodnie siedzi, zamknął je i usiadł za kierownicą.
W środku dostrzegł nienaturalną bladość jej skóry i nieruchomy wzrok.
- Coś się stało? – rzucił, odpalając silnik.
Drgnęła, jakby wyrwana z zamyślenia (dałbym wiele, żeby wiedzieć co ci chodzi po głowie, przemknęło mu natychmiast przez głowę) i potrząsnęła głową.
- Nic takiego – odparła, siląc się na naturalny ton. Roześmiała się cicho – małe urwanie głowy.
- Acha – skwitował.
Nie przychodziło mu do głowy nic interesującego do powiedzenia. Zazwyczaj nie miał problemów z rozpoczynaniem rozmów, ale najwyraźniej tego dnia wyczerpał się jego zapas błyskotliwych tematów. Zamiast tego włączył radio.
- Gdzie jedziemy? – zapytał przy cichym wtórze falsetu Matta Bellamy’ego.
- Ach. No tak – czy ta dziewczyna naprawdę nie myślała o tym spotkaniu? Jej rozkojarzona mina wskazywałoby na to. Poczuł się urażony – Jeśli o to chodzi, to niedaleko jest Zebra.
- Pierwsze słyszę – faktycznie, nigdy nie słyszał o tym miejscu. Z drugiej strony, rzadko wybierał się do miasta w celach pracy nad referatem, ściślej rzecz ujmując, był to jego pierwszy raz, więc trudno było usprawiedliwiać to ignorancją – to gdzieś w centrum?
- Mniej więcej. Jeśli zatrzymamy się na parkingu obok poczty, będziemy mieli kilka kroków.
Przytaknął. Mniej więcej wiedział, o jakie miejsce chodzi.
W tej chwili w głośnikach zabrzmiały pierwsze takty Killing yourself... Sabbathów i odruchowo sięgnął ręką do regulatora głośności, żeby ściszyć. W aucie zawsze nastawiał radio na Rock Last, ale reszta zwykle czuła się urażona jego gustem muzycznym, tak więc odruchowo reagował przy kilku mocniejszych kawałkach. Tym bardziej zdziwiła go reakcja Jerico.
- Zostaw! – trzepnęła go po ręce. – Niech leci.
Czując się jak niesforny małolat, skarcony za zabranie pilota od telewizora starszemu bratu, zapytał tylko:
- Lubisz taką muzykę?
Do licha, dostał po łapach! I to od kogo?
Wychyliła się do przodu, omiatając włosami deskę rozdzielczą i przekręciła gałkę do góry. Wnętrze samochodu wypełniło się energicznymi riffami Iommiego.
- Ba, uwielbiam!
I zaczęła śpiewać:
Well people look and people stare
Well I don't think that I even care
Well I don't think that I even care
Nie miał pojęcia, jak ma zareagować na śpiewającą osobę w jego samochodzie. Wyjrzał nerwowo przez okno, obawie przed zobaczeniem gapiących się na nich przechodni, ale póki co, wszyscy zdawali się być pochłonięci swoimi sprawami.
You work your life away and what do they give?
You're only killing yourself to live
You're only killing yourself to live
Zerknął na nią z boku i roześmiała się, widząc jego zdziwione spojrzenie. Potrząsnęła głową w rytm gitary i w nozdrza uderzył go znajomy świeży zapach.
Nie spostrzegł się, kiedy na usta wpłynął mu szeroki uśmiech. Musiał to przyznać: miała naprawdę ładny głos.
Zatrzymali się na światłach. Przechodzący przez pasy mężczyzna w średnim wieku omal nie potknął się o własne buty, na widok dziwnej pary w land roverze. Chłopak o wyglądzie anioła śmiał się w głos za kierownicą, a jego partnerka machała głową przy wtórze donośnego ryku: Zabijasz się, by żyyyć!
Zatrzymali się przed budynkiem poczty i wysiedli z samochodu, zataczając się z uciechy.
- To gdzie teraz? – zapytał, uspokoiwszy w końcu oddech.
Zakręciła się wokół własnej osi i naszło go dziwne uczucie rozczulenia, kiedy na nią patrzył. Szybko się z tego otrząsnął i spojrzał we wskazanym przez nią kierunku.
- Gdzieś w tamtą stronę – stwierdziła.
Szybko okazało się, że to jednak nie ta droga i musieli się wrócić, po to, żeby dowiedzieć się od kobiety na chodniku, że lokal „Zebra” został zlikwidowany pół roku temu i na jego miejscu znajduje się zakład pogrzebowy. Wobec tego postanowili wejść do pierwszego lepszego miejsca, jakie spotkają, pod warunkiem, że nie będzie to kostnica. W tym czasie zdążył rozpadać się deszcz i zanim dotarli do pizzerii, byli cali mokrzy.
- Przepraszam – powiedziała Jerico wyciskając wodę z włosów i sadowiąc się na kanapie. – Mówiono mi, że to pewne miejsce.
- Nie ma sprawy – odparł. – Sam nie orientuję się w tych terenach.
Rozejrzał się po lokalu. Wydawało mu się, że trafili całkiem nieźle – choć roiło się od różowych zasłon i miękkich siedzeń, pizzeria nie sprawiała wrażenia miejsca, w którym do ciasta dodaje się wydzielinę z nosa.
- Zjesz coś? – zwróciła się do niego.
Uprzejmie zaprzeczył.
Niechętnym krokiem podszedł do nich kelner, jednak na widok Jerico, rozpinającej w tej chwili bluzę, podejrzanie się ożywił.
Napotykając spojrzenie Jaspera, natychmiast powrócił do poprzedniego stanu.
- Witam serdecznie w naszej pizzerii – wyrecytował. – Dzisiejsze danie dnia…
Jerico machnęła ręką i Jasper dostrzegł rąbek bandaża, wystający z rękawa.
- Nieważne co, byle było z salami – przerwała mu.
- Dziś tylko kanapki, proszę pani.
- Wszystko jedno, byle szybko. Padam z głodu.
- Do picia?
- Wytrawne wino – przewróciła oczami. – Cola, co za pytanie. A ty? – spojrzała pytająco na Jaspera.
- To samo.
Chłopak odszedł, wyraźnie urażony.
Odprowadziwszy go wzrokiem, oparła podbródek na dłoni i spojrzała mu prosto w oczy.
- Myślałeś w ogóle nad tym tematem?
Odkrył coś nowego w jej oczach: w jej źrenicach mieszały się różnorodne barw zieleni, tworząc niesamowitą mieszankę szmaragdowych odcieni. Rozpraszała go tym spojrzeniem.
- Będąc szczery, nie bardzo – odpowiedział.
Roześmiała się. Coraz bardziej podobał mu się ten dźwięk.
- Ja też nie – kelner wrócił i poczekała, aż rozstawi talerz z kanapkami i szklanki z napojem. Kiedy zostawił ich samych, dodała – ale wypadałoby zacząć. Na pewno nie jesteś głodny?
Był, nawet bardzo. Obawiał się jednak, że jego pojęcie apetytu nieco odbiegało od jej wyobrażeń.
Pokręcił przecząco głową.
- Trzymam za słowo – ugryzła kanapkę. Parsknęła, speszona jego spojrzeniem i musiała otrzeć kącik ust palcem, żeby nie ubrudzić krańca bluzy. – Przestań! Nie mogę się skupić.
- Na jedzeniu? – uśmiechnął się złośliwie.
Strzepała na niego drobinki chleba z palców i zasłonił się ręką, żeby nie dostać z okruszka w oko.
- Żarty żartami – nabrała poważnego tonu i w starym jak świat geście podwinęła rękawy bluzy – musimy zacząć działać.
- Wiec… Masz jakieś pomysły odnośnie szaleństwa pani Makbet? – zapytał. – Jakieś suge…
Urwał, kiedy jego spojrzenie padło na nagie przedramiona Jerico. Moment wcześniej nie przeoczył takiego szczegółu, jak koniec bandaża sterczący spod materiału okrycia i był przekonany, że musiała nadwyrężyć któryś z mięśni – często zdarzało się, że ludzie uciskali nadgarstki elastycznymi materiałami. Teraz jednak, prawdopodobnie pod wpływem energicznego ruchu, bandaż obsunął się, ukazując poznaczoną szramami skórę.
Nie poznaczoną. Zmasakrowaną.
Wyglądało to tak, jakby czyjaś silna ręka chwyciła za nóż i przeorała ostrzem wzdłuż ciało, zagłębiając się w nie po samą rączkę.
Ich układ wskazywał na to, że mogła je zrobić tylko jedna osoba. Ona sama.
Nie zastanawiając się nad swoimi odruchami, wyciągnął dłoń przed stolik i chwycił ją za rękę.
Było tam coś jeszcze. Na samej górze, w zagłębieniu łokcia tkwiło jeszcze jedno znamię, o znanym mu kolistym kształcie.
- Co ty…
- Kto ci to zrobił? – ostry ton w jego głosie sprawił, że obrzuciła go zdziwionym spojrzeniem, ale napotkała źródło jego uwagi i usiłowała się wyrwać. Przytrzymał ją, zmuszając do spojrzenia mu w oczy – kto ci to zrobił, Jerico?
Odwróciła twarz.
- Muszę to wiedzieć – jego głos nabrał ostrych tonów. – Skąd masz te blizny?
Spojrzała mu w oczy. Uderzyła go siła tego spojrzenia: było w nim tyle nienawiści, że mimowolnie rozluźnił uścisk.
- Nie zbliżaj się do mnie – wysyczała.
TRZASK!
Okno za nimi eksplodowało, obsypując blat fontanną odłamków.
- CHOLERA JASNA! – zerwała się na równe nogi. Nie patrząc na niego, znieruchomiałego wbitego w kanapę, powtórzyła – po prostu nie zbliżaj się do mnie.
I ostatni raz obciągając rękawy bluzy, wybiegła przez otwarte drzwi prosto w deszcz.
Jasper zignorował kelnera, krzyczącego coś o kosztach naprawy i wszystkich ludzi, którzy zebrali się na środku lokalu. W jednej chwili znalazł się na ulicy.
Nie licząc samotnego skrawka bandaża w kałuży, była idealnie pusta.
24.08.2010 o godz. 21:39
Justin Bieber zapewnia swoich fanów, że jego gładka jak pupa niemowlęcia buzia, to efekt używania preparatu antytrądzikowego!
Wokalista wziął udział w reklamie Proactiv - tego samego środka, do którego stosowania namawiała niedawno Katy Perry.
Perry ma jednak ciągle problemy z cerą, a Justin nie - może dlatego firma postanowiła zatrudnić chłopca?
wejdz na you tube i woisz justin bieber is proactiv
Wokalista wziął udział w reklamie Proactiv - tego samego środka, do którego stosowania namawiała niedawno Katy Perry.
Perry ma jednak ciągle problemy z cerą, a Justin nie - może dlatego firma postanowiła zatrudnić chłopca?
wejdz na you tube i woisz justin bieber is proactiv
24.08.2010 o godz. 21:38
Byłam na filmie "Piranha 3D". Zapierał dech w piersiach, a sceny ataku piranii na tysiące ludzi były zajebiście realne. Kocówka wcisnęła mnie w fotel, nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. Ale nie będę przecież opowiadać. Zobaczcie sami.
Dziś na wieczór. Guns N Roses!
24.08.2010 o godz. 21:35
Justin Bieber był lekko podłamany, gdy zobaczył swoje zdjęcie na okładce magazynu People.
Uśmiechający się od ucha do ucha, pokazywał przy tym garnitur lśniących, bielutkich, amerykańskich ząbków.
Nie spodobało mu się to zdjęcie, oj nie... Może dlatego na ostatniej imprezie, na której przyszło mu pozować do zdjęć, uśmiechał się półgębkiem i z pewną nutą nieśmiałości?
Fotki Justina pochodzą z gali rozdania nagród Juno.
Uśmiechający się od ucha do ucha, pokazywał przy tym garnitur lśniących, bielutkich, amerykańskich ząbków.
Nie spodobało mu się to zdjęcie, oj nie... Może dlatego na ostatniej imprezie, na której przyszło mu pozować do zdjęć, uśmiechał się półgębkiem i z pewną nutą nieśmiałości?
Fotki Justina pochodzą z gali rozdania nagród Juno.
24.08.2010 o godz. 21:33
Pisać miałam, zbłechaconego kota kąpać muszę, ale ze wściekłości robie naklejki na klucze, bo żem kurwa pod mieszkaniem 15 min stała zanim klucz odpowiedni znalazłam.
Wiecie, że do blokowego mieszkania potrzeba 7 kluczy?! JA pierdole... -.-
Wiecie, że do blokowego mieszkania potrzeba 7 kluczy?! JA pierdole... -.-
24.08.2010 o godz. 21:31
Justin Bieber - idol nastolatek?
Cóż, młody gwiazdor (który ponoć ma kompleksy na punkcie swojego wzrostu), bardzo chce dodać sobie powagi.
- Podobają mu się kobiety, nie dziewczyny - mówi jego znajomy. - Kim Kardashian to jego ideał urody.
Co mają zrobić zadurzone w nim nastolatki?
Sam Bieber usiłuje wyglądać ciut poważnie za pomocą ubrań - niedawno na rozdaniu nagród fundacji New Look pojawił się w garniturze, a to był dotychczas rzadki widok. Z radością pozował z piękną Ciarą.
A może tak do tego garnituru przyciąć grzyweczkę?
Cóż, młody gwiazdor (który ponoć ma kompleksy na punkcie swojego wzrostu), bardzo chce dodać sobie powagi.
- Podobają mu się kobiety, nie dziewczyny - mówi jego znajomy. - Kim Kardashian to jego ideał urody.
Co mają zrobić zadurzone w nim nastolatki?
Sam Bieber usiłuje wyglądać ciut poważnie za pomocą ubrań - niedawno na rozdaniu nagród fundacji New Look pojawił się w garniturze, a to był dotychczas rzadki widok. Z radością pozował z piękną Ciarą.
A może tak do tego garnituru przyciąć grzyweczkę?
24.08.2010 o godz. 21:29






