Człowieka trzeba poznać 3 razy :
-W towarzystwie
-Sam na sam
-I po pijaku. ;D
-W towarzystwie
-Sam na sam
-I po pijaku. ;D
4 lutego – Międzynarodowy Dzień Walki z Rakiem
Nie jestem w stanie nic napisać ;d ... za chuja mi się nie chce...
Dobranoc. <#
Nie jestem w stanie nic napisać ;d ... za chuja mi się nie chce...
Dobranoc. <#
18. „Już od dawna nie jest on moim problemem.”
Rozpakowałam już ostatnią torbę, a było ich pięć. Miałam do własnej dyspozycji olbrzymia garderobę, z racji tego, że zdecydowaliśmy się na jakiś czas wynająć tu willę. Według mojego grafiku, mieliśmy zostać w mieście na dwa miesiące. Oczywiście, byłam przygotowana na wszystko. Zaplanowałam już jak przywitam się z Sarah, Benjem i pozostałymi. W moich planach nie uwzględniłam sami wiecie kogo, bo nie zamierzałam go spotykać. Powinnam dołożyć wszelkich starań, by go nie spotkać. Takie spotkanie mogłoby się wyjątkowo źle skończyć (najlepsza z opcji to załamanie nerwowe). Po za tym, mając takie doświadczenie w unikaniu paparazzich, powinnam sobie dać i z nim radę.
Postanowiłam się przebrać. Wybrałam taki zestaw. Na to zamierzałam założyć granatowy płaszcz i wełniany biały beret. Na dworze robiło się już co raz zimniej, zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Zeszłam na dół, ubierając na siebie wierzchnie nakrycie. Krzyknęłam do taty, że wychodzę, założyłam okulary przeciwsłoneczne na nos i wzięłam kluczyki od samochodu i wyszłam. Wsiadłam do mojego range rovera i ruszyłam.
Drogę do domu babci pokonałam w dziesięć minut. Gdy tylko zaparkowałam i wysiadłam, w mojej głowie pojawiło się tak wiele wspomnień. Mimowolnie, zerknęłam w stronę jego domu. Przed nim stał taki sam samochód jak mój, a przy płocie stał czerwony BMX. Uśmiechnęłam się cierpko, przypominając sobie jakie figury chłopak potrafił z nim robić. Nie chcąc rozkleić się przed domem babci, szybko odwróciłam wzrok i ruszyłam w stronę jej domu.
Tuż po tym jak zapukałam, w drzwiach ukazała mi się wysoka blondynka. Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w ciszy. Nie byłam pewna kim ona jest. Jednak kiedy na jej twarz wkradł się uśmiech, od razu poznałam kto to. Rzuciłyśmy się sobie na szyję, śmiejąc się i piszcząc. Po chwili z domu wypadł blondyn i również się na mnie rzucił. Prawie przewróciłam się na śnieg, jednak chłopak w ostatniej chwili mnie złapał. Wszyscy się śmialiśmy, patrząc na siebie po kolei.
- Boże, jak wy się zmieniliście!- krzyknęłam, łapiąc się za głowę.
- Odezwała się, pani gwiazdka.- odgryzł się Benj, za co poczochrałam mu włosy.
I tak staliśmy, wpatrzeni w siebie.
- Gdzie babci?- spytałam.
- W sanatorium, jak zwykle.- odpowiedziała Sarah.- Chodź, wejdziemy do środka.
W domu nic się nie zmieniło. W salonie stała ta sama kanapa, w jadalni stół z krzesłami, a drzwi od tarasu ukazywały ten sam zadbany ogród. Uśmiechnęłam się, zdejmując z siebie płaszcz i berecik. Dotknęłam framugi lustra w przedpokoju i westchnęłam. Moi przyjaciel gdzieś się ulotnili, dając mi chwilę samotności. Nie mogłam uwierzyć w to, że tutaj jestem. Wciąż widziałam bawiących się w salonie imprezowiczów i parę zakochanych, tańczących między nimi. Oczami wyobraźni zobaczyłam, jak jego usta poruszają się, zapewne mówiąc „Kocham cię”. A ona zszokowana odpowiada „Ja ciebie też”, wierząc że chłopak mówi prawdę. Dopiero teraz dostrzegłam paradoks tej parki.
Spojrzałam na schody prowadzące na następne piętro. Jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju i zaczęłam się wspinać na górę, sunąc ręką po poręczy. Bez problemu odnalazłam moją sypialnię. Delikatnie pchnęłam drzwi, a moim oczom ukazało się dobrze mi znane wnętrze. Uśmiechnęłam się lekko, zagryzając wargi. Wszystkie półki były tu takie puste, już dawno osiadł na nich kurz.
Powoli podeszłam do okna, odsłaniając cienką zasłonkę. Do pokoju weszła Sarah, z kubkiem gorącej czekolady. Podała mi go i spojrzała w miejsce, gdzie również ja patrzyłam.
- On… Strasznie się zmienił od twojego wyjazdu.- powiedziała cicho, upijając łyk swojej herbaty.- Ma problemy w szkole, często bierze udział w bójkach, obraca się w dziwnym towarzystwie… Ogólnie, nie poznaję go. Załamał się i zupełnie stoczył. Przez pierwszy rok strasznie pił, palił i może nawet ćpał. Wydawało mi się, że kiedy nie był sobą, przenosił się do innego świata. Nie wiem, może i ty w nim byłaś. No wiesz, wciąż byliście razem i wszystko było jak dawniej. A teraz? Już od dawna nie widziałam go ubranego w inne barwy niż czerń i granatowy. Ach i jeszcze ten kaptur na głowie. Nie wiem jaki jest w domu, ale w szkole rzadko możesz go spotkać.- powiedziała, wciąż patrząc w okno od pokoju chłopaka.
- Już od dawna nie jest on moim problemem.- odpowiedziałam oschle.- Nie mam żadnych powodów, by się o niego martwić.
Tak naprawdę, po tym co usłyszałam, nie byłam pewna czy będę zdolna myśleć o czymś innym, niż o Justinie. Sarah widząc w jaką nostalgie popadłam, ponownie ulotniła się z pokoju. A ja wciąż stałam przy oknie, z kubkiem gorącej czekolady. Nie wiem na co czekałam. Może na moment, w którym szatyn pojawi się w oknie, spojrzymy sobie w oczy i wszystko będzie jak dawniej? Nie, nie powinnam oddawać się takim myślom. Teraz liczy się jedynie Josh.
Nagle drzwi od jego pokoju uchyliły się, wpuszczając do środka stróżkę światła. Po chwili, w środku pojawił się wysoki chłopak z plecakiem przywieszonym przez ramię. Ubrany był w czarną koszulkę z dekoltem w serek i rurki tego samego koloru. Na szyi wisiały mu dwa nieśmiertelniki, a na ręce miał złotą bransoletkę, którą kiedyś na obozie mu wręczyłam „jako dowód naszej miłości”. Ale nie na niej się skupiłam. Bardziej na twarzy chłopaka. Był blady, pozbawiony życia. Nie widział mnie, stał bokiem do okna. Odwrócił się na chwilę tyłem, rzucił plecak w kąt i ściągnął koszulkę. Na chwilę wstrzymałam oddech, ściskając mocniej kubek w dłoniach. Chłopak rzucił gdzieś ubranie i usiadł na łóżku. Sięgnął po jakieś zdjęcie stojące na komodzie i zaczął się w nie wgapiać. Po chwili, odstawił się z powrotem. Podniósł się i podszedł do okna, zapewne chcąc zasłonić żaluzje. I wtedy to się stało.
Podniósł na mnie te smutne oczy, przepełnione smutkiem i bólem. Nie błyszczały jak kiedyś. Nie przypominały nawet tych, które miał gdy jeszcze nie byliśmy razem. Były takie bez wyrazu. A teraz wgapiały się we mnie, jakby co najmniej zobaczyły anioła albo ducha. Jego usta lekko się otwarły, a mi przez głowę przeszła dziwna myśl. Miałam ochotę przejść przez tą szybę i dostać się jakoś do jego pokoju. Tam zatopić palce w jego włosach i pocałować go mocno. Poczułam, jak po moim policzku spływa samotna łza. Szybko odsunęłam się od okna i wytarłam słony płyn. Wzięłam łyk czekolady i opuściłam pokój, chcąc jak najszybciej zapomnieć o tym co przed chwila miało miejsce…cdn.
Rozpakowałam już ostatnią torbę, a było ich pięć. Miałam do własnej dyspozycji olbrzymia garderobę, z racji tego, że zdecydowaliśmy się na jakiś czas wynająć tu willę. Według mojego grafiku, mieliśmy zostać w mieście na dwa miesiące. Oczywiście, byłam przygotowana na wszystko. Zaplanowałam już jak przywitam się z Sarah, Benjem i pozostałymi. W moich planach nie uwzględniłam sami wiecie kogo, bo nie zamierzałam go spotykać. Powinnam dołożyć wszelkich starań, by go nie spotkać. Takie spotkanie mogłoby się wyjątkowo źle skończyć (najlepsza z opcji to załamanie nerwowe). Po za tym, mając takie doświadczenie w unikaniu paparazzich, powinnam sobie dać i z nim radę.
Postanowiłam się przebrać. Wybrałam taki zestaw. Na to zamierzałam założyć granatowy płaszcz i wełniany biały beret. Na dworze robiło się już co raz zimniej, zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Zeszłam na dół, ubierając na siebie wierzchnie nakrycie. Krzyknęłam do taty, że wychodzę, założyłam okulary przeciwsłoneczne na nos i wzięłam kluczyki od samochodu i wyszłam. Wsiadłam do mojego range rovera i ruszyłam.
Drogę do domu babci pokonałam w dziesięć minut. Gdy tylko zaparkowałam i wysiadłam, w mojej głowie pojawiło się tak wiele wspomnień. Mimowolnie, zerknęłam w stronę jego domu. Przed nim stał taki sam samochód jak mój, a przy płocie stał czerwony BMX. Uśmiechnęłam się cierpko, przypominając sobie jakie figury chłopak potrafił z nim robić. Nie chcąc rozkleić się przed domem babci, szybko odwróciłam wzrok i ruszyłam w stronę jej domu.
Tuż po tym jak zapukałam, w drzwiach ukazała mi się wysoka blondynka. Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w ciszy. Nie byłam pewna kim ona jest. Jednak kiedy na jej twarz wkradł się uśmiech, od razu poznałam kto to. Rzuciłyśmy się sobie na szyję, śmiejąc się i piszcząc. Po chwili z domu wypadł blondyn i również się na mnie rzucił. Prawie przewróciłam się na śnieg, jednak chłopak w ostatniej chwili mnie złapał. Wszyscy się śmialiśmy, patrząc na siebie po kolei.
- Boże, jak wy się zmieniliście!- krzyknęłam, łapiąc się za głowę.
- Odezwała się, pani gwiazdka.- odgryzł się Benj, za co poczochrałam mu włosy.
I tak staliśmy, wpatrzeni w siebie.
- Gdzie babci?- spytałam.
- W sanatorium, jak zwykle.- odpowiedziała Sarah.- Chodź, wejdziemy do środka.
W domu nic się nie zmieniło. W salonie stała ta sama kanapa, w jadalni stół z krzesłami, a drzwi od tarasu ukazywały ten sam zadbany ogród. Uśmiechnęłam się, zdejmując z siebie płaszcz i berecik. Dotknęłam framugi lustra w przedpokoju i westchnęłam. Moi przyjaciel gdzieś się ulotnili, dając mi chwilę samotności. Nie mogłam uwierzyć w to, że tutaj jestem. Wciąż widziałam bawiących się w salonie imprezowiczów i parę zakochanych, tańczących między nimi. Oczami wyobraźni zobaczyłam, jak jego usta poruszają się, zapewne mówiąc „Kocham cię”. A ona zszokowana odpowiada „Ja ciebie też”, wierząc że chłopak mówi prawdę. Dopiero teraz dostrzegłam paradoks tej parki.
Spojrzałam na schody prowadzące na następne piętro. Jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju i zaczęłam się wspinać na górę, sunąc ręką po poręczy. Bez problemu odnalazłam moją sypialnię. Delikatnie pchnęłam drzwi, a moim oczom ukazało się dobrze mi znane wnętrze. Uśmiechnęłam się lekko, zagryzając wargi. Wszystkie półki były tu takie puste, już dawno osiadł na nich kurz.
Powoli podeszłam do okna, odsłaniając cienką zasłonkę. Do pokoju weszła Sarah, z kubkiem gorącej czekolady. Podała mi go i spojrzała w miejsce, gdzie również ja patrzyłam.
- On… Strasznie się zmienił od twojego wyjazdu.- powiedziała cicho, upijając łyk swojej herbaty.- Ma problemy w szkole, często bierze udział w bójkach, obraca się w dziwnym towarzystwie… Ogólnie, nie poznaję go. Załamał się i zupełnie stoczył. Przez pierwszy rok strasznie pił, palił i może nawet ćpał. Wydawało mi się, że kiedy nie był sobą, przenosił się do innego świata. Nie wiem, może i ty w nim byłaś. No wiesz, wciąż byliście razem i wszystko było jak dawniej. A teraz? Już od dawna nie widziałam go ubranego w inne barwy niż czerń i granatowy. Ach i jeszcze ten kaptur na głowie. Nie wiem jaki jest w domu, ale w szkole rzadko możesz go spotkać.- powiedziała, wciąż patrząc w okno od pokoju chłopaka.
- Już od dawna nie jest on moim problemem.- odpowiedziałam oschle.- Nie mam żadnych powodów, by się o niego martwić.
Tak naprawdę, po tym co usłyszałam, nie byłam pewna czy będę zdolna myśleć o czymś innym, niż o Justinie. Sarah widząc w jaką nostalgie popadłam, ponownie ulotniła się z pokoju. A ja wciąż stałam przy oknie, z kubkiem gorącej czekolady. Nie wiem na co czekałam. Może na moment, w którym szatyn pojawi się w oknie, spojrzymy sobie w oczy i wszystko będzie jak dawniej? Nie, nie powinnam oddawać się takim myślom. Teraz liczy się jedynie Josh.
Nagle drzwi od jego pokoju uchyliły się, wpuszczając do środka stróżkę światła. Po chwili, w środku pojawił się wysoki chłopak z plecakiem przywieszonym przez ramię. Ubrany był w czarną koszulkę z dekoltem w serek i rurki tego samego koloru. Na szyi wisiały mu dwa nieśmiertelniki, a na ręce miał złotą bransoletkę, którą kiedyś na obozie mu wręczyłam „jako dowód naszej miłości”. Ale nie na niej się skupiłam. Bardziej na twarzy chłopaka. Był blady, pozbawiony życia. Nie widział mnie, stał bokiem do okna. Odwrócił się na chwilę tyłem, rzucił plecak w kąt i ściągnął koszulkę. Na chwilę wstrzymałam oddech, ściskając mocniej kubek w dłoniach. Chłopak rzucił gdzieś ubranie i usiadł na łóżku. Sięgnął po jakieś zdjęcie stojące na komodzie i zaczął się w nie wgapiać. Po chwili, odstawił się z powrotem. Podniósł się i podszedł do okna, zapewne chcąc zasłonić żaluzje. I wtedy to się stało.
Podniósł na mnie te smutne oczy, przepełnione smutkiem i bólem. Nie błyszczały jak kiedyś. Nie przypominały nawet tych, które miał gdy jeszcze nie byliśmy razem. Były takie bez wyrazu. A teraz wgapiały się we mnie, jakby co najmniej zobaczyły anioła albo ducha. Jego usta lekko się otwarły, a mi przez głowę przeszła dziwna myśl. Miałam ochotę przejść przez tą szybę i dostać się jakoś do jego pokoju. Tam zatopić palce w jego włosach i pocałować go mocno. Poczułam, jak po moim policzku spływa samotna łza. Szybko odsunęłam się od okna i wytarłam słony płyn. Wzięłam łyk czekolady i opuściłam pokój, chcąc jak najszybciej zapomnieć o tym co przed chwila miało miejsce…cdn.
♥♥♥
Do bani, wiem. Miało być rozwinięcie akcji, a jest dupa. Ale w następnym powinno być więcej naszej słodkiej parki. Sama nie wiem. Zauważyłyście, że to moje najdłuższe opowiadanie od dawna? I jest szansa, że uda mi się je poprowadzić dalej i nawet skończyć:D
11komentarzy=NN
PS. Jest nn na BeautifulKissLie.
PS2. Zmieniłam avatar i tło. Podobają wam się?
No to tak, blogi na bloblo czytam od dawna, więc tez postanowiłam go założyć. Wszyscy już macie pewnie dość blogów o chłopaku co sie zwie Justin Bieber no ale trudno bo będzie o nim :P Nie jestem(chodź kiedyś byłam) jego fanką ani antyfanką. Główny wątek będzie dotyczył pewnej dziewczyny z problemami... czyli jak zwykle. Jutro dodam bohaterów i zobaczymy ile pociągnę, choć uprzedzam nie mam zbytniego talentu do pisania. No ok chba was nie wystraszyłam ?
Oczami Mileny.
Mam wrażenie że Kornelia dobrze się bawiła. Teraz cały czas siedzi i bawi się z Charlie’m.
- Jedziemy do mnie.? –zapytałam.
- Milena, ty za dużo dla mnie robisz . Pojadę normalnie do domu , a ty się wyśpij. – uśmiechnęła się do mnie życzliwie.
- Weź, przestań. W końcu mogę ci się odwdzięczyć za to że jesteś. – powiedziałam uśmiechając się.
- Nie musiałaś nic robić. To ja dziękuję że jesteś. Mam nadzieję że jak wyjadę to nie zapomnisz o mnie. – powiedziała.
-ooo. No co ty. Ciebie.? Nie da rady.- zaśmiałam się i przytuliłam ją. Po jakiś kilku minutach odłączyłyśmy się od siebie.
- O co chodziło z tym zdjęciem.?- zapytała.
- No wiesz… No ja stałam przed nim , on za mną. On trzymał kartkę przede mną. No i tak to wyglądało.- powiedziałam.
- Nie zrozumiałem.- powiedział Łukasz.
- A ja owszem. – zaśmiała się.- I jak.? Wyjdzie coś z tego.?- zapytała.
- Możliwe. Jutro idziemy , znaczy dziś gdzieś. Ale jeszcze nie wiem gdzie. – zaśmiałam się.
- Czekaj…Czekaj.. To cały czas chodzi o jakiegoś chłopaka .? –wtrącił się Łuki.
- Tak kochanie. Ma randkę z Justinem Bieberem. – powiedziała do niego miło.
-Ahaaa. – powiedział jak by coś ukrywał.
- Yyy. Czy ty coś ukrywasz.? –zapytałam.
-Nie , nie . – powiedział unikając mojego wzroku.
- Ty coś wiesz. – powiedziała Korni podchodząc do niego.
- Co.? Nieeee. – powiedział odwracając się.
- Mów.- powiedziałam.
-Nie mogę. – powiedział przepraszającym wzrokiem.
- Powiesz mi w domu. – zaśmiała się Korni.
-Ej , też chcę wiedzieć. – powiedziałam udając obrażoną.
- Dowiesz się jutro na randce. – powiedział Łuki podnosząc Charliego. – O nie. Na serio .? Musiałeś.?- powiedział do psa , który go właśnie osikał.
- To za karę . – zaśmiałam się.
- Haha bardzo śmieszne. – powiedział- Jedziemy.? –zapytał.
-taaa. – odpowiedziałyśmy i wyszłyśmy.
Zamówiliśmy taksówki i po kilku minutach przyjechały. Każdy odjechał w swoim kierunku. Gdy dojechaliśmy zapłaciłam i zdjęłam buty. Szłam boso zimnych chodnikiem aż tu nagle.. Nadepnęłam na kamienia.
- Kurwa. – powiedziałam powstrzymując się żeby nie krzyknąć. Obejrzałam się za siebie . Jakiś stary dziadek zaczął mi machać palcem. Wgl co jakiś stary dziadek robi na dworze o 5 rano.? Może wraca z tych ich dziadkowych imprezek. Dobra nieważne. Weszłam cicho do domu , ale teraz patrząc żeby na nic nie na deptać. Weszłam na górę, wzięłam szybki prysznic i położyłam się na łóżko. Po kilku minutach odpłynęłam w krainę Morfeusza.
Następny Dzień.
Obudziłam się o godzinie 12 coś. Leniwie zwlekłam się z łóżka. Tak mi się nic nie chce robić. Normalnie w tym momencie leniwiec miałby ADHD przy mnie. Nagle dostałam sms. No tak mi się nie chciało podejść do niego. Siedziałam na zimnej podłodze, chwyciłam ołówek i próbowałam dosięgnąć nim telefon. W końcu jakoś go dosięgnęłam . Odczytałam wiadomość. Była od Justina.
,,Spotkanie jeszcze aktualne.? ; ]
Odpisałam.:
No jasne. TO gdzie idziemy.?;D
Po kilkunastu sekundach dostałam odpowiedź. Kurde , szybki jest.
„Niespodzianka. :D Będę po ciebie 18:00 ok?”
A ja na to jak na latttooo. Boże . Skąd mi ta piosenka się wzięła . Dobra . A ja na to:
,, No wiesz co ;> Spoko. To do 18 ; *’’
Rzuciłam telefon w kąt i położyłam się na łóżko. Ehh. Życie jest piękne. Ale co ja ubiorę.? Dobra jest… Jest 13 , mam 5 godzin. Wyrobie się. Poszłam do garderoby i wyjęłam ten zestaw.. Skierowałam się do łazienki , odbyłam wszystkie poranne czynności i zeszłam na dół. W kuchni przy stole siedziała Miley.
- Hej. – powiedziałam.
- Cześć. – powiedziała zaspana.
- Wyspałaś się.? –zapytałam.
- Tak trochę nie. A ty.?-zapytała.
- Też nie. –zaśmiałam się.
- Ja zaraz idę se walnąć w kimono. – stwierdziła.
- Też bym poszła. Ale jeszcze zaśpię jak to ja. – powiedziałam robiąc sobie kanapkę.
- Idziesz gdzieś.? –zapytała zaciekawiona.
-Tak. – odpowiedziałam krótko.
-…i ? Z kim.? –spytała.
- O 18 z Justinem mamo. – odpowiedziałam.
- No , no . Nie wyglądam chyba na mamę co.? – Zaśmiała się. – Milena idzie na randkę.- zaczęła sobie podśpiewywać. – A gdzie.? –dopytała.
- ,,Niespodzianka”- powiedziałam robiąc w powietrzu cudzysłów.
- No to życzę powodzenia na randce. – powiedziała z uśmiechem.
- Dziękuję. – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Gdy zjadłam przygotowane kanapki , poszłam do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi balkonowe , wzięłam telefon , zeszyt i długopis. Usiadłam na fotelu na balkonie i weszłam na twittera. Od razu ukazały mi się wpisy.:
Korni:
„ @MilenaSzulc Dziękuję<3 Najlepsza impreza urodzinowa w życiu; *
@Łukix @TomekŻ @VictoriaJustice, @SelenaGomez, @MileyCyrus , @JustinBieber i @LMFAO dziękuję za masę wspaniałych prezentów i świetną zabawę. Kocham was ; **”
Selena:
„ @KOrnix3 : Dzięki @MilenaSzulc mogłyśmy poznać się lepiej. Świetna zabawa w gronie świetnych osób. I Cieszę się że prezent spodobał się. ; p ‘’
LMFAO.:
,,PARTY ROCK!! Yeah. @Kornix3 takie imprezy trzeba powtarzać. ;D @MilenaSzulc dzięki tobie mogliśmy wszyscy znowu zabalować. @JustinBieber nie wiem skąd znasz takie miejscówki ale są naprawdę świetne. ‘’
Miley:
@Kornix3 Jeszcze raz happy B-day. Dzięki za mile spędzony czas . Moje głupki <33.”
Victoria.:
,, @TomekŻ dzięki za zapoznanie mnie z tyloma świetnymi osobami. ; ]”
Justin:'
Justin:
@LMFAO . Nie osądzajcie mnie o nic złego ; > haha. @MilenaSzulc do zobaczenia dziś wieczorem. ; ]”
Odpisałam wszystkim.:
„ @KOrnix3 nawet nie wiesz jak się cieszę że wszystko się udało i podobało się. @SelenaGOmez nmzc ;) @LMFAO oh , ah. Czuję się zaszczycona. ; * @JustinBieber , do wieczora. ; * ‘’
I wylogowałam się. Odłożyłam telefon i zaczęłam pisać piosenkę. Wena mnie złapała więc wolałam nie marnować tej szansy . Po jakiś 40 minutach skończyłam.
My love’s like a star, yeah
You can’t always see me
But you know that I’m always there
When you see one shining
Take it as mine and remember I’m always near
If you see a comet, baby, I’m on it
Making my way back home
Just follow the glow, yeah
It won’t be long just know that you’re not alone
Zadowolona odłożyłam zeszyt i długopis. Weszłam do środka i zerknęłam na zegarek. 15 : 47. Poszłam szybko do garderoby wybrać jakiś zestaw. Około 16 :20 wybrałam ten.Umalowałam się i naturalnie pozostawiłam moje brązowe fale. . Gdy wyszłam z łazienki była 17:40. Podeszłam do lusterka i musnęłam usta malinowym błyszczykiem. No nie powiem. Wyglądałam bardzo ładnie. Wzięłam kopertówkę, schowałam do niej telefon , błyszczyk , portfel i kluczyki. Zeszłam na dół i usiadłam obok MIley na kanapie.
- Ale pięknie wyglądasz. – powiedziała patrząc na mnie.
- Dziękuję. – odpowiedziałam uśmiechając się.
- Gdzie idziesz.? –zapytał Braison wyskakując zza telewizora.
- Na spotkanie. – powiedziałam.
- Na randkę. – powiedziała Miley a ja tylko wywróciłam oczami.
- Z kim.?- zapytał zaciekawiony.
- Z Michaelem Jacksonem. – powiedziałam.
- Z truposzem .? I co będziecie jeść larwy.? –zapytał na co ja się skrzywiłam.
- Najlepsze delikatesy. Mówię ci takie smaczne. – odpowiedziałam sarkastycznie.
- No powiedz z kim. – powiedział.
- Nie musisz wiedzieć. – powiedziałam. – Ja ci nie powiem. Miley też . – powiedziałam patrząc na nią.
Nagle zadzwonił dzwonek a Braison wyskoczył jak z procy by zobaczyć kto to . Ale nie fortunnie przewrócił na mnie plazmę. Trochę ciężka była. Miley szybko zaczęła podnosić ją ze mnie.
- Nic ci nie jest.?- spytała z troską. – Wkurza mnie on już. Albo ja się wyprowadzę albo on.
- Nie . Jest Ok. Spokojnie.- powiedziałam z uśmiechem.
- Jest Milena.? –usłyszałam stłumiony głos Justina.
- Jestem. – krzyknęłam na tyle głośno by usłyszał. Podeszłam do drzwi i pocałowałam go w policzek.
- A i Braison. Nie upuszczaj na mnie telewizora. –powiedziałam poprawiając sukienkę.
- Sorki. – powiedział przepraszającym wzrokiem.
- Pa . – powiedziałam i zamknęłam drzwi.
- Telewizor.?- zapytał zdziwiony.
- Lepiej nie pytaj. – zaśmiałam się. – Gdzie jedziemy.? –zapytałam.
- Tajemnica . –zaśmiał się. Przez całą drogę gadaliśmy o jakiś pierdołach.
- Muszę zawiązać ci oczy . – powiedział.
- Nie krępuj się. – powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami a on wiązał . W pewnym momencie zaczęliśmy gdzieś iść. W końcu potknęłam się o coś. Czułam jak idziemy po jakiś kamieniach , patykach.
- Ty też masz opaskę na oczach.? –zaśmiałam się.
- Nie. –zachichotał. – Ale tu jest cholernie ciemno.- powiedział. – Ale jesteśmy już nie daleko.- powiedział.
Nagle weszliśmy na jakiś chodnik. W pewnym momencie Just odsłonił mi oczy. Ukazały mi się wysokie drzewa a po środku biała altanka , przyozdobiona lampkami . We wnętrzu stały dwa krzesła i stół z świecami.
- Wow.- powiedziałam na co on się tylko zaśmiał.
- Proszę usiądź. – powiedział odsuwając mi krzesło. Powoli wchodziłam po schodkach aż nagle potknęłam się.
- Kurwa. – powiedziałam.- Sorki. Ale mówiłam ci. Kaleka za mnie. – uśmiechnęłam się nie śmiało.
- Spoko. Też tak często mam. Tylko z szybkami , które są ścianami. Albo drzwiami obrotowymi. –zaśmiał się.
Gdy już usiedliśmy zobaczyłam naleśniki z nutellą.
- Tak. Kocham je. – powiedziałam.
- Wiem. – odpowiedział patrząc na mnie.
- Skąd.? Ah. Łukasz.? –zapytałam.
- A ty skąd wiesz.?- zapytał zaciekawiony.
-Spoko. Nic mi nie powiedział.- uśmiechnęłam się.
- TO dobrze. – powiedział. – Mam nadzieję że są jadalne. – powiedział śmiejąc się.
- Sam robiłeś.? –zapytałam patrząc w jego brązowe tęczówki.
- Taa. – powiedział.
[…]
Nie wiem ile czasu już tak z nim gadam , ale tematy nam się nie kończą. Opowiadał mi o trasie koncertowej, o śmiesznych wypadkach i innych opowieściach. Naleśniki były naprawdę dobre. Czułam jakbyśmy znali się od piaskownicy. Po tych wszystkich rozmowach dowiedziałam się o jego rodzinie , on o mojej. O mojej historii. PO prostu nie miałam przed nim tajemnic. Czułam że mogę mu powiedzieć wszystko . Tak samo jak Korni. W końcu zeszło nam na temat nas.
- Słuchaj.. Nie wiem jak ci to powiedzieć. – zaczął.
- Normalnie. – uśmiechnęłam się.
- To nie takie proste. – uśmiechnął się a ja złapałam go za rękę.
- Możesz mi powiedzieć wszystko.- spojrzałam w jego oczy a on w moje.
- Podobasz mi się. Twój charakter, twoje oczy , usta . Wszystko jest idealne. Od spotkania na lotnisku , zakochałem się. – powiedział nadal patrząc w moje oczy.
- Justin…- powiedziałam uśmiechając się.
- Ta spoko. Rozumiem. – powiedział odwracając wzrok.
- Nic nie rozumiesz . Justin . Ja też się w tobie zakochałam. Jesteś naprawdę świetny. – powiedziałam wstając od stołu i podeszłam do barierki opierając się o nią. Po chwili podszedł do mnie. Blask światełek padał na nasze twarze. Złapał mnie za rękę.
- Milena. Chciałabyś ze mną chodzić.? –zapytał .
- Justin . – powiedziałam i musnęłam jego usta. Na początku nie wiedział co się stało ale już po chwili odwzajemnił mój pocałunek . Całowaliśmy się delikatnie , po jakimś czasie przerodziło się w już namiętny. Oderwaliśmy się od siebie.
- Chyba już nie muszę odpowiadać. – zaśmiałam się.
- Nie musisz. – uśmiechnął się. – Myślałem że się nie zgodzisz. – powiedział.
- Niby czemu.- uśmiechnęłam się.
- Możesz mieć każdego. – powiedział.
- A trafiło na ciebie. – przytuliłam się do niego .
- TO znaczy że szczęściarz ze mnie. Tylko muszę ci coś powiedzieć. Bo media myślą że jestem jeszcze z Seleną. Dopóki nie powiemy im że zerwaliśmy nie możemy , no wiesz. Pokazywać tego światu. Ale to już nie długo. Za tydzień w środę mam wywiad . Wtedy im wszystko powiem. Przepraszam.– powiedział smutny.
- Justin. Rozumiem. –uśmiechnęłam się. Zawiał chłodny wiatr , przez którego dostałam lekkich dreszczy. Just zdjął z siebie skórę i zarzucił ją na mnie.
- Dziękuję. – powiedział.-Robi się chłodno. Wracajmy. –oznajmił i złapał mnie za rękę. mnie za rękę.
- Dobrze. – powiedziałam. Szliśmy jakimś lasem. Co chwilę się potykaliśmy . Nagle Just się przewrócił. Ale szybko wstał.
- Hahah. Jak tu ciemno. – powiedziałam. W końcu doszliśmy do samochodu i odjechaliśmy . Po jakiejś godzinie byliśmy pod moim domem. Podeszliśmy aż pod same drzwi.
- Spotkamy się jutro.?-zapytał.
- Jak będziesz miał czas. – uśmiechnęłam się. – Ja mam wolne do piątku. W sobotę musze lecieć do pracy. – powiedziałam.
- Będzie dobrze. Nagramy wtedy ten duet. – powiedział.
- Do jutra .- powiedziałam i pocałowałam go .
- Do jutra. – powiedział i poczekał aż wejdę do domu. Gdy weszłam , myknęłam szybko do pokoju , zdjęłam buty i osunęłam się po drzwiach. Siedziałam tak aż urwał mi się film.
_________________________________________________________--
Tak więc witajcie moi drodzy czytelnicy. ;D Dzięki za miłe komentarze. Oficjalnie odwieszam bloga. Zaraz będę brała się do czytania waszych i komentowania. Mam nadzieję że nadal będziecie czytać . ; ) A co do rozdziału :
Starałam się , ale coś mi nie wyszło. ; (
No trudno do następnego i dziękuję bardzo że niektóre z was polecają mojego bloga. Jest to naprawdę meeeega sweet.
Smiiiley.; * KOcham.
Mam wrażenie że Kornelia dobrze się bawiła. Teraz cały czas siedzi i bawi się z Charlie’m.
- Jedziemy do mnie.? –zapytałam.
- Milena, ty za dużo dla mnie robisz . Pojadę normalnie do domu , a ty się wyśpij. – uśmiechnęła się do mnie życzliwie.
- Weź, przestań. W końcu mogę ci się odwdzięczyć za to że jesteś. – powiedziałam uśmiechając się.
- Nie musiałaś nic robić. To ja dziękuję że jesteś. Mam nadzieję że jak wyjadę to nie zapomnisz o mnie. – powiedziała.
-ooo. No co ty. Ciebie.? Nie da rady.- zaśmiałam się i przytuliłam ją. Po jakiś kilku minutach odłączyłyśmy się od siebie.
- O co chodziło z tym zdjęciem.?- zapytała.
- No wiesz… No ja stałam przed nim , on za mną. On trzymał kartkę przede mną. No i tak to wyglądało.- powiedziałam.
- Nie zrozumiałem.- powiedział Łukasz.
- A ja owszem. – zaśmiała się.- I jak.? Wyjdzie coś z tego.?- zapytała.
- Możliwe. Jutro idziemy , znaczy dziś gdzieś. Ale jeszcze nie wiem gdzie. – zaśmiałam się.
- Czekaj…Czekaj.. To cały czas chodzi o jakiegoś chłopaka .? –wtrącił się Łuki.
- Tak kochanie. Ma randkę z Justinem Bieberem. – powiedziała do niego miło.
-Ahaaa. – powiedział jak by coś ukrywał.
- Yyy. Czy ty coś ukrywasz.? –zapytałam.
-Nie , nie . – powiedział unikając mojego wzroku.
- Ty coś wiesz. – powiedziała Korni podchodząc do niego.
- Co.? Nieeee. – powiedział odwracając się.
- Mów.- powiedziałam.
-Nie mogę. – powiedział przepraszającym wzrokiem.
- Powiesz mi w domu. – zaśmiała się Korni.
-Ej , też chcę wiedzieć. – powiedziałam udając obrażoną.
- Dowiesz się jutro na randce. – powiedział Łuki podnosząc Charliego. – O nie. Na serio .? Musiałeś.?- powiedział do psa , który go właśnie osikał.
- To za karę . – zaśmiałam się.
- Haha bardzo śmieszne. – powiedział- Jedziemy.? –zapytał.
-taaa. – odpowiedziałyśmy i wyszłyśmy.
Zamówiliśmy taksówki i po kilku minutach przyjechały. Każdy odjechał w swoim kierunku. Gdy dojechaliśmy zapłaciłam i zdjęłam buty. Szłam boso zimnych chodnikiem aż tu nagle.. Nadepnęłam na kamienia.
- Kurwa. – powiedziałam powstrzymując się żeby nie krzyknąć. Obejrzałam się za siebie . Jakiś stary dziadek zaczął mi machać palcem. Wgl co jakiś stary dziadek robi na dworze o 5 rano.? Może wraca z tych ich dziadkowych imprezek. Dobra nieważne. Weszłam cicho do domu , ale teraz patrząc żeby na nic nie na deptać. Weszłam na górę, wzięłam szybki prysznic i położyłam się na łóżko. Po kilku minutach odpłynęłam w krainę Morfeusza.
Następny Dzień.
Obudziłam się o godzinie 12 coś. Leniwie zwlekłam się z łóżka. Tak mi się nic nie chce robić. Normalnie w tym momencie leniwiec miałby ADHD przy mnie. Nagle dostałam sms. No tak mi się nie chciało podejść do niego. Siedziałam na zimnej podłodze, chwyciłam ołówek i próbowałam dosięgnąć nim telefon. W końcu jakoś go dosięgnęłam . Odczytałam wiadomość. Była od Justina.
,,Spotkanie jeszcze aktualne.? ; ]
Odpisałam.:
No jasne. TO gdzie idziemy.?;D
Po kilkunastu sekundach dostałam odpowiedź. Kurde , szybki jest.
„Niespodzianka. :D Będę po ciebie 18:00 ok?”
A ja na to jak na latttooo. Boże . Skąd mi ta piosenka się wzięła . Dobra . A ja na to:
,, No wiesz co ;> Spoko. To do 18 ; *’’
Rzuciłam telefon w kąt i położyłam się na łóżko. Ehh. Życie jest piękne. Ale co ja ubiorę.? Dobra jest… Jest 13 , mam 5 godzin. Wyrobie się. Poszłam do garderoby i wyjęłam ten zestaw.. Skierowałam się do łazienki , odbyłam wszystkie poranne czynności i zeszłam na dół. W kuchni przy stole siedziała Miley.
- Hej. – powiedziałam.
- Cześć. – powiedziała zaspana.
- Wyspałaś się.? –zapytałam.
- Tak trochę nie. A ty.?-zapytała.
- Też nie. –zaśmiałam się.
- Ja zaraz idę se walnąć w kimono. – stwierdziła.
- Też bym poszła. Ale jeszcze zaśpię jak to ja. – powiedziałam robiąc sobie kanapkę.
- Idziesz gdzieś.? –zapytała zaciekawiona.
-Tak. – odpowiedziałam krótko.
-…i ? Z kim.? –spytała.
- O 18 z Justinem mamo. – odpowiedziałam.
- No , no . Nie wyglądam chyba na mamę co.? – Zaśmiała się. – Milena idzie na randkę.- zaczęła sobie podśpiewywać. – A gdzie.? –dopytała.
- ,,Niespodzianka”- powiedziałam robiąc w powietrzu cudzysłów.
- No to życzę powodzenia na randce. – powiedziała z uśmiechem.
- Dziękuję. – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Gdy zjadłam przygotowane kanapki , poszłam do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi balkonowe , wzięłam telefon , zeszyt i długopis. Usiadłam na fotelu na balkonie i weszłam na twittera. Od razu ukazały mi się wpisy.:
Korni:
„ @MilenaSzulc Dziękuję<3 Najlepsza impreza urodzinowa w życiu; *
@Łukix @TomekŻ @VictoriaJustice, @SelenaGomez, @MileyCyrus , @JustinBieber i @LMFAO dziękuję za masę wspaniałych prezentów i świetną zabawę. Kocham was ; **”
Selena:
„ @KOrnix3 : Dzięki @MilenaSzulc mogłyśmy poznać się lepiej. Świetna zabawa w gronie świetnych osób. I Cieszę się że prezent spodobał się. ; p ‘’
LMFAO.:
,,PARTY ROCK!! Yeah. @Kornix3 takie imprezy trzeba powtarzać. ;D @MilenaSzulc dzięki tobie mogliśmy wszyscy znowu zabalować. @JustinBieber nie wiem skąd znasz takie miejscówki ale są naprawdę świetne. ‘’
Miley:
@Kornix3 Jeszcze raz happy B-day. Dzięki za mile spędzony czas . Moje głupki <33.”
Victoria.:
,, @TomekŻ dzięki za zapoznanie mnie z tyloma świetnymi osobami. ; ]”
Justin:'
Justin:
@LMFAO . Nie osądzajcie mnie o nic złego ; > haha. @MilenaSzulc do zobaczenia dziś wieczorem. ; ]”
Odpisałam wszystkim.:
„ @KOrnix3 nawet nie wiesz jak się cieszę że wszystko się udało i podobało się. @SelenaGOmez nmzc ;) @LMFAO oh , ah. Czuję się zaszczycona. ; * @JustinBieber , do wieczora. ; * ‘’
I wylogowałam się. Odłożyłam telefon i zaczęłam pisać piosenkę. Wena mnie złapała więc wolałam nie marnować tej szansy . Po jakiś 40 minutach skończyłam.
My love’s like a star, yeah
You can’t always see me
But you know that I’m always there
When you see one shining
Take it as mine and remember I’m always near
If you see a comet, baby, I’m on it
Making my way back home
Just follow the glow, yeah
It won’t be long just know that you’re not alone
Zadowolona odłożyłam zeszyt i długopis. Weszłam do środka i zerknęłam na zegarek. 15 : 47. Poszłam szybko do garderoby wybrać jakiś zestaw. Około 16 :20 wybrałam ten.Umalowałam się i naturalnie pozostawiłam moje brązowe fale. . Gdy wyszłam z łazienki była 17:40. Podeszłam do lusterka i musnęłam usta malinowym błyszczykiem. No nie powiem. Wyglądałam bardzo ładnie. Wzięłam kopertówkę, schowałam do niej telefon , błyszczyk , portfel i kluczyki. Zeszłam na dół i usiadłam obok MIley na kanapie.
- Ale pięknie wyglądasz. – powiedziała patrząc na mnie.
- Dziękuję. – odpowiedziałam uśmiechając się.
- Gdzie idziesz.? –zapytał Braison wyskakując zza telewizora.
- Na spotkanie. – powiedziałam.
- Na randkę. – powiedziała Miley a ja tylko wywróciłam oczami.
- Z kim.?- zapytał zaciekawiony.
- Z Michaelem Jacksonem. – powiedziałam.
- Z truposzem .? I co będziecie jeść larwy.? –zapytał na co ja się skrzywiłam.
- Najlepsze delikatesy. Mówię ci takie smaczne. – odpowiedziałam sarkastycznie.
- No powiedz z kim. – powiedział.
- Nie musisz wiedzieć. – powiedziałam. – Ja ci nie powiem. Miley też . – powiedziałam patrząc na nią.
Nagle zadzwonił dzwonek a Braison wyskoczył jak z procy by zobaczyć kto to . Ale nie fortunnie przewrócił na mnie plazmę. Trochę ciężka była. Miley szybko zaczęła podnosić ją ze mnie.
- Nic ci nie jest.?- spytała z troską. – Wkurza mnie on już. Albo ja się wyprowadzę albo on.
- Nie . Jest Ok. Spokojnie.- powiedziałam z uśmiechem.
- Jest Milena.? –usłyszałam stłumiony głos Justina.
- Jestem. – krzyknęłam na tyle głośno by usłyszał. Podeszłam do drzwi i pocałowałam go w policzek.
- A i Braison. Nie upuszczaj na mnie telewizora. –powiedziałam poprawiając sukienkę.
- Sorki. – powiedział przepraszającym wzrokiem.
- Pa . – powiedziałam i zamknęłam drzwi.
- Telewizor.?- zapytał zdziwiony.
- Lepiej nie pytaj. – zaśmiałam się. – Gdzie jedziemy.? –zapytałam.
- Tajemnica . –zaśmiał się. Przez całą drogę gadaliśmy o jakiś pierdołach.
- Muszę zawiązać ci oczy . – powiedział.
- Nie krępuj się. – powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami a on wiązał . W pewnym momencie zaczęliśmy gdzieś iść. W końcu potknęłam się o coś. Czułam jak idziemy po jakiś kamieniach , patykach.
- Ty też masz opaskę na oczach.? –zaśmiałam się.
- Nie. –zachichotał. – Ale tu jest cholernie ciemno.- powiedział. – Ale jesteśmy już nie daleko.- powiedział.
Nagle weszliśmy na jakiś chodnik. W pewnym momencie Just odsłonił mi oczy. Ukazały mi się wysokie drzewa a po środku biała altanka , przyozdobiona lampkami . We wnętrzu stały dwa krzesła i stół z świecami.
- Wow.- powiedziałam na co on się tylko zaśmiał.
- Proszę usiądź. – powiedział odsuwając mi krzesło. Powoli wchodziłam po schodkach aż nagle potknęłam się.
- Kurwa. – powiedziałam.- Sorki. Ale mówiłam ci. Kaleka za mnie. – uśmiechnęłam się nie śmiało.
- Spoko. Też tak często mam. Tylko z szybkami , które są ścianami. Albo drzwiami obrotowymi. –zaśmiał się.
Gdy już usiedliśmy zobaczyłam naleśniki z nutellą.
- Tak. Kocham je. – powiedziałam.
- Wiem. – odpowiedział patrząc na mnie.
- Skąd.? Ah. Łukasz.? –zapytałam.
- A ty skąd wiesz.?- zapytał zaciekawiony.
-Spoko. Nic mi nie powiedział.- uśmiechnęłam się.
- TO dobrze. – powiedział. – Mam nadzieję że są jadalne. – powiedział śmiejąc się.
- Sam robiłeś.? –zapytałam patrząc w jego brązowe tęczówki.
- Taa. – powiedział.
[…]
Nie wiem ile czasu już tak z nim gadam , ale tematy nam się nie kończą. Opowiadał mi o trasie koncertowej, o śmiesznych wypadkach i innych opowieściach. Naleśniki były naprawdę dobre. Czułam jakbyśmy znali się od piaskownicy. Po tych wszystkich rozmowach dowiedziałam się o jego rodzinie , on o mojej. O mojej historii. PO prostu nie miałam przed nim tajemnic. Czułam że mogę mu powiedzieć wszystko . Tak samo jak Korni. W końcu zeszło nam na temat nas.
- Słuchaj.. Nie wiem jak ci to powiedzieć. – zaczął.
- Normalnie. – uśmiechnęłam się.
- To nie takie proste. – uśmiechnął się a ja złapałam go za rękę.
- Możesz mi powiedzieć wszystko.- spojrzałam w jego oczy a on w moje.
- Podobasz mi się. Twój charakter, twoje oczy , usta . Wszystko jest idealne. Od spotkania na lotnisku , zakochałem się. – powiedział nadal patrząc w moje oczy.
- Justin…- powiedziałam uśmiechając się.
- Ta spoko. Rozumiem. – powiedział odwracając wzrok.
- Nic nie rozumiesz . Justin . Ja też się w tobie zakochałam. Jesteś naprawdę świetny. – powiedziałam wstając od stołu i podeszłam do barierki opierając się o nią. Po chwili podszedł do mnie. Blask światełek padał na nasze twarze. Złapał mnie za rękę.
- Milena. Chciałabyś ze mną chodzić.? –zapytał .
- Justin . – powiedziałam i musnęłam jego usta. Na początku nie wiedział co się stało ale już po chwili odwzajemnił mój pocałunek . Całowaliśmy się delikatnie , po jakimś czasie przerodziło się w już namiętny. Oderwaliśmy się od siebie.
- Chyba już nie muszę odpowiadać. – zaśmiałam się.
- Nie musisz. – uśmiechnął się. – Myślałem że się nie zgodzisz. – powiedział.
- Niby czemu.- uśmiechnęłam się.
- Możesz mieć każdego. – powiedział.
- A trafiło na ciebie. – przytuliłam się do niego .
- TO znaczy że szczęściarz ze mnie. Tylko muszę ci coś powiedzieć. Bo media myślą że jestem jeszcze z Seleną. Dopóki nie powiemy im że zerwaliśmy nie możemy , no wiesz. Pokazywać tego światu. Ale to już nie długo. Za tydzień w środę mam wywiad . Wtedy im wszystko powiem. Przepraszam.– powiedział smutny.
- Justin. Rozumiem. –uśmiechnęłam się. Zawiał chłodny wiatr , przez którego dostałam lekkich dreszczy. Just zdjął z siebie skórę i zarzucił ją na mnie.
- Dziękuję. – powiedział.-Robi się chłodno. Wracajmy. –oznajmił i złapał mnie za rękę. mnie za rękę.
- Dobrze. – powiedziałam. Szliśmy jakimś lasem. Co chwilę się potykaliśmy . Nagle Just się przewrócił. Ale szybko wstał.
- Hahah. Jak tu ciemno. – powiedziałam. W końcu doszliśmy do samochodu i odjechaliśmy . Po jakiejś godzinie byliśmy pod moim domem. Podeszliśmy aż pod same drzwi.
- Spotkamy się jutro.?-zapytał.
- Jak będziesz miał czas. – uśmiechnęłam się. – Ja mam wolne do piątku. W sobotę musze lecieć do pracy. – powiedziałam.
- Będzie dobrze. Nagramy wtedy ten duet. – powiedział.
- Do jutra .- powiedziałam i pocałowałam go .
- Do jutra. – powiedział i poczekał aż wejdę do domu. Gdy weszłam , myknęłam szybko do pokoju , zdjęłam buty i osunęłam się po drzwiach. Siedziałam tak aż urwał mi się film.
_________________________________________________________--
Tak więc witajcie moi drodzy czytelnicy. ;D Dzięki za miłe komentarze. Oficjalnie odwieszam bloga. Zaraz będę brała się do czytania waszych i komentowania. Mam nadzieję że nadal będziecie czytać . ; ) A co do rozdziału :
Starałam się , ale coś mi nie wyszło. ; (
No trudno do następnego i dziękuję bardzo że niektóre z was polecają mojego bloga. Jest to naprawdę meeeega sweet.
Smiiiley.; * KOcham.
Nadzieja:
-oczekiwanie spełnienia się upragnionej rzeczy; wiara, że to się wydarzy
- osoba, rzecz, działanie z którą wiążemy oczekiwania, pragnienia
Nadzieja matka głupich!!!
Czasem bardzo boli i czasem trzeba o niej zapomnieć :)
Nie wiem jak Wy ale ja wierzę w nadzieje na lepsze jutro...gdyż dzisiejszy dzień oficjalnie uważam za chujowy(pomimo nielicznych ale udanych chwil)
Kolorowych :*
-oczekiwanie spełnienia się upragnionej rzeczy; wiara, że to się wydarzy
- osoba, rzecz, działanie z którą wiążemy oczekiwania, pragnienia
Nadzieja matka głupich!!!
Czasem bardzo boli i czasem trzeba o niej zapomnieć :)
Nie wiem jak Wy ale ja wierzę w nadzieje na lepsze jutro...gdyż dzisiejszy dzień oficjalnie uważam za chujowy(pomimo nielicznych ale udanych chwil)
Kolorowych :*
Rozdział 2
Następny dzień. Nie spałam czekając na sms... Nagle dzwonek sms. Patrze... Napisała:
-Sorka, że wczoraj nie pisałam, mama zabrała mi telefon. Powiedział... Tak
Byłam w siódmym niebie. Nagle drugi sms. To on. Otwieram.
~Hejka, Cherry. Spotkamy się dziś? Odpisz
OMG zaraz odpisze...
~Ok, a gdzie?
~Obok placu zabaw, o 13.00
Patrze która jest... 11.00 uff mam czas na przygotowanie się. Idę pod prysznic. Godzina 12.00. Szykuję fryzurę, makijaż, ciuszek. Godzina 12.40 wychodzę. Idę na plac zabaw patrze. Siedzi. To on. Zrobiło mi sie gorąco pomijając fakt że było jakieś -20 stopni. Podchodzę bliżej. Zauważył mnie. Wstaje idzie w moją stronę. Nie wiem co robić - idę.
-Hej
-Cześć, Cherry - powiedział
Zaniemówiłam. Przede mną stoi ciacho. Zapomniałam powiedzieć, że to najpopularniejszy w szkole chłopak.
-Idziemy się przejść?
-Ok.
Idziemy w stronę lasu.
-Szczerze mówiąc... podobałaś mi się od dłuższego czasu, tylko nie miałem odwagi...
Tak wiem coś o tym
-Ale jak taki jak ty może być ze mną - szarą myszką?
-To chyba miłość...
Zbladłam. Powiedział miłość? Nagle coś poczułam na ręce. Patrze to jego ręka. Mega ciacho jest ze mną i trzyma mnie za rękę SZOK!
-Przecież ty nic o mnie nie wiesz...
-Masz urodziny w maju, dokładnie 29?
-Tak
-Masz kota o imieniu Pedra?
-Nom
-Masz na drugie imię Gosia?
Nagle dowiedziałam się, że wie o mnie wszystko
-Tak.
-A ty co wiesz o mnie?
-Masz urodziny 29 czerwca, na drugie masz Alfred, kochasz zwierzęta, lubisz piłkę...
-No widzisz, dobrze się znamy.
To prawda niestety doszliśmy do mojego domu i pożegnaliśmy się. Dałam mu całusa w policzek i powiedziałam że bd czekać na sms, po czym pobiegłam do domu.
Leżałam na łóżku pamiętając co się wydarzyło... Zasnęłam.
Następny dzień. Nie spałam czekając na sms... Nagle dzwonek sms. Patrze... Napisała:
-Sorka, że wczoraj nie pisałam, mama zabrała mi telefon. Powiedział... Tak
Byłam w siódmym niebie. Nagle drugi sms. To on. Otwieram.
~Hejka, Cherry. Spotkamy się dziś? Odpisz
OMG zaraz odpisze...
~Ok, a gdzie?
~Obok placu zabaw, o 13.00
Patrze która jest... 11.00 uff mam czas na przygotowanie się. Idę pod prysznic. Godzina 12.00. Szykuję fryzurę, makijaż, ciuszek. Godzina 12.40 wychodzę. Idę na plac zabaw patrze. Siedzi. To on. Zrobiło mi sie gorąco pomijając fakt że było jakieś -20 stopni. Podchodzę bliżej. Zauważył mnie. Wstaje idzie w moją stronę. Nie wiem co robić - idę.
-Hej
-Cześć, Cherry - powiedział
Zaniemówiłam. Przede mną stoi ciacho. Zapomniałam powiedzieć, że to najpopularniejszy w szkole chłopak.
-Idziemy się przejść?
-Ok.
Idziemy w stronę lasu.
-Szczerze mówiąc... podobałaś mi się od dłuższego czasu, tylko nie miałem odwagi...
Tak wiem coś o tym
-Ale jak taki jak ty może być ze mną - szarą myszką?
-To chyba miłość...
Zbladłam. Powiedział miłość? Nagle coś poczułam na ręce. Patrze to jego ręka. Mega ciacho jest ze mną i trzyma mnie za rękę SZOK!
-Przecież ty nic o mnie nie wiesz...
-Masz urodziny w maju, dokładnie 29?
-Tak
-Masz kota o imieniu Pedra?
-Nom
-Masz na drugie imię Gosia?
Nagle dowiedziałam się, że wie o mnie wszystko
-Tak.
-A ty co wiesz o mnie?
-Masz urodziny 29 czerwca, na drugie masz Alfred, kochasz zwierzęta, lubisz piłkę...
-No widzisz, dobrze się znamy.
To prawda niestety doszliśmy do mojego domu i pożegnaliśmy się. Dałam mu całusa w policzek i powiedziałam że bd czekać na sms, po czym pobiegłam do domu.
Leżałam na łóżku pamiętając co się wydarzyło... Zasnęłam.
Hej. Nie będę pisać nic o sobie, bo jakoś nie wydaje mi się, że kogoś obchodzi kim jestem i co robię. (: Będę tu pisać opowiadanie, bo ciągle mi jakieś nowe pomysły do głowy przychodzą. Jutro postaram się dodać pierwszy rozdział. To by było na tyle. Pozdr ! <3
"Żyjemy na padole łez. Można marzyć do woli, ale życie jest trudne i pełne pułapek. Co chcesz mi powiedzieć? że zostanę potępiona? Nikt się nie dowie, z resztą to nie potrwa długo."
Paulo Coelho "11 minut"
Paulo Coelho "11 minut"
Urodziłeś się i nic ponadto.
Poza tym jesteś nad wyraz
zwyczajnym człowiekiem.
Poza tym jesteś nad wyraz
zwyczajnym człowiekiem.
Z niewiadomych przyczyn obserwuję swoisty zastój na bloblo. Nie wiem czy jest to spowodowane, ale... jakoś mnie owy spokój nie dziwi.
W sumie, patrząc wstecz i na datę poprzedniej notki, trzeba przyznać, że dużo się działo w między czasie. W tym też całe zamieszanie z ACTA, zablokowaniem Megavideo, sektą Natakna i porwaniem małej Madzi.
Cóż...
Pozwólcie, że nie będę pisać o tym jak ustosunkowałam się do każdej z tej sytuacji.
Prawda jest taka, że powoli dochodzi do mnie, że nie mam za bardzo o czym tu pisać, więc nie spodziewajcie się zbyt szybko kolejnej notki. Oczywiście, będę śledzić i komentować wasze nowości na bloblogach :3. Po prostu, moja aktywność się nie poprawi a może i nawet spadnie.
Za wszelkie uniedogodnienia - przepraszam.
oh to już dzisiaj zakończenie roku i do wielkiej Brytani ale super.!!!...tak to ja Bonnie mam 17 lat na wakacje jade do mojego kuzyna Nialla nie widziałam go od dziecka słyszałam jak śpiewa i jak inni z 1D są słodcy mam nadzieje że ich poznam choć nie wiem jacy są na żywo no nic.Dzisiaj sie pakuje a jutro już lece moja historia zaczeła sie tak:
'Mamooo!!!'
'tak kochanie?'
'gdzie położyłaś moje spodnie te rurki?'
'na góże w szafie'
'o no są'
zeszłam na dół zjadłam i jak najszybciej jechałam na lotnisko 2 minuty do startu a ja czekam ohhh o idziemy do samolotu
2 godziny pózniej
'hej Bonnie'powiedział nieznajomy
'?hm 'odwruciłam się a tam już nastolatek mój kuzyn
'hej'
'hej' powiedziałam pacząc sie na chłopaka z kręconymi włosami jaki ładny hmmm on też sie na mnie paczał
'hallo baza do Bonnie'zażartował sobie Niall poszliśmy do auta i przedstawił mi Harremu
'hej jestem harry'
'wiem a ja Bonnie'
kiedy dojechaliśy zobaczyłam piękną wille
'wow'powiedziałam ale czad!!!
'podoba sie oto nowy dom:)'powiedział Harry
'piękny i to ja tu będe mieszkać super!!!'
weszłam do środka a tam siedzieli o nie nie może być cały zespół
'one direction'zawołałam a oni sie na mnie spojrzeli zrobiłam się czerwona jak burak zaczęli sie śmiać
'hej jestem Louis'
'a ja Liam'
a tam w koncie siedział chyba ten Zeyn ciekawe co mu jest???
podeszłam i się spytałam a on powiedział że problemy rodzinne nie wierzyłam pomyślałam że spytam pózniej
'hej Bonnie co lubisz robić w wolnym czasie?' spytał Liam
'uwielbiam komponować,śpiewać i tańczyć'odpowiedziałam
'zaśpiewaj coś!!!'
'nie wstydze sie'
'no dawaj'nagle powiedział Zeyn'
zaśpiewałam piosenke Victori
'wow'jesteś wspaniała powiedział gdy skończyłam ucieszyłam powiedział to sam chłopak z 1D...
'Mamooo!!!'
'tak kochanie?'
'gdzie położyłaś moje spodnie te rurki?'
'na góże w szafie'
'o no są'
zeszłam na dół zjadłam i jak najszybciej jechałam na lotnisko 2 minuty do startu a ja czekam ohhh o idziemy do samolotu
2 godziny pózniej
'hej Bonnie'powiedział nieznajomy
'?hm 'odwruciłam się a tam już nastolatek mój kuzyn
'hej'
'hej' powiedziałam pacząc sie na chłopaka z kręconymi włosami jaki ładny hmmm on też sie na mnie paczał
'hallo baza do Bonnie'zażartował sobie Niall poszliśmy do auta i przedstawił mi Harremu
'hej jestem harry'
'wiem a ja Bonnie'
kiedy dojechaliśy zobaczyłam piękną wille
'wow'powiedziałam ale czad!!!
'podoba sie oto nowy dom:)'powiedział Harry
'piękny i to ja tu będe mieszkać super!!!'
weszłam do środka a tam siedzieli o nie nie może być cały zespół
'one direction'zawołałam a oni sie na mnie spojrzeli zrobiłam się czerwona jak burak zaczęli sie śmiać
'hej jestem Louis'
'a ja Liam'
a tam w koncie siedział chyba ten Zeyn ciekawe co mu jest???
podeszłam i się spytałam a on powiedział że problemy rodzinne nie wierzyłam pomyślałam że spytam pózniej
'hej Bonnie co lubisz robić w wolnym czasie?' spytał Liam
'uwielbiam komponować,śpiewać i tańczyć'odpowiedziałam
'zaśpiewaj coś!!!'
'nie wstydze sie'
'no dawaj'nagle powiedział Zeyn'
zaśpiewałam piosenke Victori
Film został usunięty.
'wow'jesteś wspaniała powiedział gdy skończyłam ucieszyłam powiedział to sam chłopak z 1D...
- jak ja nienawidzę tego budzika! - krzyknęłam, budząc się zła. 4:30 szarówka, wszyscy śpią a my musimy wstać. Ja - czyścioszek xd, poszłam się wykąpać. Kiedy pierwsze krople, spadły na me ciało, poczułam gwałtowne orzeźwinie. Użyłam kokosowego żelu pod prysznic. Następnie owinięta ręcznikiem poszłam pościelić łóżko i w miare ogarnąć pokój. Zrobiłam sobie makijaż, włosy zostawiłam rozpuszczone i Ubrałam się. Wystawiłam walizki na korytarz i wyszłam z pokoju. Poszłam do kuchni. Zjadłam sobie płatki z mlekiem.
- Ej a gdzie jest Kris? - zapytałam ich.
- Ymm śpi - wszysyc popatrzyli na siebie znacząco
- Dobra, jedzcie ja obudze tego głupka - powiedziała Kate i po chwili znikła za drzwiami
- Szczerze, to nie chce mi się kręcić tego teledysku, rola drugoplanowa, u Ushera... nie kręci mnie to, sprzedajemy się - powiedziałam znudzona
- Wsumie to mnie też, ale przynajmniej pociesza mnie to że kupe kasy za to dostaniemy - dodał Mike
- Okej Jane podjechała, czas się zbierać - powiedziała Kate. Po chwili przyszedł Bill i wziął tyle walizek ile zdołał. Reszte wzieliśmy my. Włączyliśmy alarm, zamknęliśmy mieszkanie na cztery spusty i ruszliśmy windą w dół.
- Cześć, wyspani? - zapytała Jane kiedy wsiadaliśmy do auta. Wszyscy po kolei spiorunowaliśmy ją wzrokiem - Okej nic nie mówię. - usiadłam między Dominiciem a Krisem. Po 20 minutach byliśmy na lotnisku. Odprawa i siedzimy wygodnie w samolocie, nadal nie zamieniłam ani jednego słowa z Alexem, sama nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się kiedy jakaś kobieta mówiła żeby zapiąć pasy bo lądujemy. Nie nawidziłam tego uczucia.
Yeaah godzina 13 i jesteśmy w wynajętym aucie który zawozi nas do hotelu.
- Okej pokoje macie wynajęte, po za tobą Vanessa prawda? - Jane chciała się upewnić
- Tak, ja mieszam w domu - wszyscy się na mnie dziwnie popaczyli - No co? ja tu mieszkam, stęskniłam się. - W hotelu pożegnałam się i z Billem udałam się w strone osiedla na którym znajduje się mój dom. Ostatni raz byłam tu na święta, w sumie to nie tak dawno.
- Mała, jutro o 9 bądź gotowa - powiedział do mnie Bill
- Okej, dzięki - przytuliłam go i z walizkami szłam w stronę domu. otworzyłam drzwi i poczułam miłość i rodzinną atmosferę, tak bardzo za tym tęskniłam
- Haloo jest tu ktoś? - krzyknęłam z holu
- vanessa, skarbie ty moje! - z kuchni wyłoniła się mama. Mocno mnie przytuliła zaczęła całować. Potem dołączył tata.
- Udusicie mnie! - krzyknęłam - Gdzie David?
- U kolegi będzie na kolacji, chodź kurczak jeszcze ciepły. Siadaj i opowiadaj - Siadłam w kuchni przy stole i zaczęłąm opowiadać, jak tam, co robię, czy jestem grzczna ble ble ble... zmęczona tymi opowiadaniami poszłam się odświeżyć. Przebrałam się i zakomunikowałam że idę się przejść. Wreszcie spokój i cisza wychodząc z domu. Dziennikarze nie wiedzą, że zatrzymałam się w rodzinnym domu, a że mieszkam na obrzeżach Nowego Jorku więc ani jednego śladu dziennikarzy. Poszłam do parku. Szłam powoli wspominając stare czasy. Kiedy bawiłam się z kolegami w chowanego, albo kiedy goniliśy się po całym parku, pierwsze randki, pocałunki. Kłótnie, poważne rozmowy. Wszystko było tutaj... to miejsce przepełnione wspomnieniami. Łza zakręciła się w moim oku. Brakowało mi czasem, mojej szkoły, przyajciół, tego spokoju, nudy... nawet czasami nauczyieli mi brakowało. Kierowałam się w stronę naszego osiedlowego placu zabaw. Zobaczyłam na nich moich przyjaciół. Od dłuższego czasu nie utrzymywałam z nimi kontaktu, a oni... oni trzymali się wciąż razem. Miałam ochotę się rozpłakać, bo odwagi we mnie nie było, by do nich podejść zagadać. Jednak to zrobiłam...
- Cześć - rzuciłam cicho, stojąc za nimi
- Nie wierze, Vanessa! - krzyknęła Jesica i zaczęła mnie mocno przytulać. Potem to samo uczynili Rob, Maja, Eva, Christian i Chad.
- Boże, nawet nie wiecie jak się za wami stęskniłam ! - powiedziałam zapłakana. Łzy spływały mi po policzkach. - Żałuje, że tak to wszystko się potoczyło, przepraszam was.
- Nie musisz za nic przepraszać, rozumiemy i nie żałujemy. Mamy sławną przyjaciółke. Nadal nalezysz od nas i zawsze będziesz - powiedział Chad po czym uśmiechnął się i mnie przytulił
- Dziękuje - jeszcze bardziej się rozpłakałam. Kiedy emocje opadły, zaczęłam im opowiadać co u mnie, oni opowiadali co się działo tutaj... a potem zaczęliśmy wspominać stare czasy - obiecuje, że przyjadę tu na wakacje i wtedy się zabawimy i zapraszam was do LA do mnie!
- Dzięki, na pewno skorzystamy i trzymamy za słowo - powiedziała Eva i zaczęliśmy się śmiać
- chcę wam przedstawić reszte grupy, co powiecie naa kręgle jutro popołudniu? - zaproponowałam
- Jeszcze się pytasz no jasne, wreszcie poznam Krisa - powiedziała Maja a ja zaczęłam się śmiać
- Too o 17 tutaj? - oni potwierdzili znacząco - Ja lece, jutro do pracy. Pa, kocham was - pocałowałam każdego w policzek. Dziwne uczucie mnie ogarnęło całując Chada, tak jakby wspomnienia, sentymenty. W końcu pierwszy chłopak...
- David! - krzyknęłam wchodząc do domu i zobaczywszy brata siedzącego na kanapie szybko do niego podbiegłam i przytuliłam go mocno/
- No cześć, cześć - powiedział zdziwiony. Pogadaliśy chwile, ja mu dałam jego uproszone autografy. Wróciłam do swojego ukochanego pokoju. Panował w nim spokój tak jak zawsze. Nic się nie zmieniło. Położyłam się na łóżku. Zadzowniłam do ekipki i zapytałam się ich, czy mają ochote na wypad z moimi przyjaciółmi. Oni byli jak najbardziej za. Ucieszona poszłam sie wykąpać, a następnie udałam się do krainy Morfeusza, który obiął mnie swymi ramionami...
- Ej a gdzie jest Kris? - zapytałam ich.
- Ymm śpi - wszysyc popatrzyli na siebie znacząco
- Dobra, jedzcie ja obudze tego głupka - powiedziała Kate i po chwili znikła za drzwiami
- Szczerze, to nie chce mi się kręcić tego teledysku, rola drugoplanowa, u Ushera... nie kręci mnie to, sprzedajemy się - powiedziałam znudzona
- Wsumie to mnie też, ale przynajmniej pociesza mnie to że kupe kasy za to dostaniemy - dodał Mike
- Okej Jane podjechała, czas się zbierać - powiedziała Kate. Po chwili przyszedł Bill i wziął tyle walizek ile zdołał. Reszte wzieliśmy my. Włączyliśmy alarm, zamknęliśmy mieszkanie na cztery spusty i ruszliśmy windą w dół.
- Cześć, wyspani? - zapytała Jane kiedy wsiadaliśmy do auta. Wszyscy po kolei spiorunowaliśmy ją wzrokiem - Okej nic nie mówię. - usiadłam między Dominiciem a Krisem. Po 20 minutach byliśmy na lotnisku. Odprawa i siedzimy wygodnie w samolocie, nadal nie zamieniłam ani jednego słowa z Alexem, sama nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się kiedy jakaś kobieta mówiła żeby zapiąć pasy bo lądujemy. Nie nawidziłam tego uczucia.
Yeaah godzina 13 i jesteśmy w wynajętym aucie który zawozi nas do hotelu.
- Okej pokoje macie wynajęte, po za tobą Vanessa prawda? - Jane chciała się upewnić
- Tak, ja mieszam w domu - wszyscy się na mnie dziwnie popaczyli - No co? ja tu mieszkam, stęskniłam się. - W hotelu pożegnałam się i z Billem udałam się w strone osiedla na którym znajduje się mój dom. Ostatni raz byłam tu na święta, w sumie to nie tak dawno.
- Mała, jutro o 9 bądź gotowa - powiedział do mnie Bill
- Okej, dzięki - przytuliłam go i z walizkami szłam w stronę domu. otworzyłam drzwi i poczułam miłość i rodzinną atmosferę, tak bardzo za tym tęskniłam
- Haloo jest tu ktoś? - krzyknęłam z holu
- vanessa, skarbie ty moje! - z kuchni wyłoniła się mama. Mocno mnie przytuliła zaczęła całować. Potem dołączył tata.
- Udusicie mnie! - krzyknęłam - Gdzie David?
- U kolegi będzie na kolacji, chodź kurczak jeszcze ciepły. Siadaj i opowiadaj - Siadłam w kuchni przy stole i zaczęłąm opowiadać, jak tam, co robię, czy jestem grzczna ble ble ble... zmęczona tymi opowiadaniami poszłam się odświeżyć. Przebrałam się i zakomunikowałam że idę się przejść. Wreszcie spokój i cisza wychodząc z domu. Dziennikarze nie wiedzą, że zatrzymałam się w rodzinnym domu, a że mieszkam na obrzeżach Nowego Jorku więc ani jednego śladu dziennikarzy. Poszłam do parku. Szłam powoli wspominając stare czasy. Kiedy bawiłam się z kolegami w chowanego, albo kiedy goniliśy się po całym parku, pierwsze randki, pocałunki. Kłótnie, poważne rozmowy. Wszystko było tutaj... to miejsce przepełnione wspomnieniami. Łza zakręciła się w moim oku. Brakowało mi czasem, mojej szkoły, przyajciół, tego spokoju, nudy... nawet czasami nauczyieli mi brakowało. Kierowałam się w stronę naszego osiedlowego placu zabaw. Zobaczyłam na nich moich przyjaciół. Od dłuższego czasu nie utrzymywałam z nimi kontaktu, a oni... oni trzymali się wciąż razem. Miałam ochotę się rozpłakać, bo odwagi we mnie nie było, by do nich podejść zagadać. Jednak to zrobiłam...
- Cześć - rzuciłam cicho, stojąc za nimi
- Nie wierze, Vanessa! - krzyknęła Jesica i zaczęła mnie mocno przytulać. Potem to samo uczynili Rob, Maja, Eva, Christian i Chad.
- Boże, nawet nie wiecie jak się za wami stęskniłam ! - powiedziałam zapłakana. Łzy spływały mi po policzkach. - Żałuje, że tak to wszystko się potoczyło, przepraszam was.
- Nie musisz za nic przepraszać, rozumiemy i nie żałujemy. Mamy sławną przyjaciółke. Nadal nalezysz od nas i zawsze będziesz - powiedział Chad po czym uśmiechnął się i mnie przytulił
- Dziękuje - jeszcze bardziej się rozpłakałam. Kiedy emocje opadły, zaczęłam im opowiadać co u mnie, oni opowiadali co się działo tutaj... a potem zaczęliśmy wspominać stare czasy - obiecuje, że przyjadę tu na wakacje i wtedy się zabawimy i zapraszam was do LA do mnie!
- Dzięki, na pewno skorzystamy i trzymamy za słowo - powiedziała Eva i zaczęliśmy się śmiać
- chcę wam przedstawić reszte grupy, co powiecie naa kręgle jutro popołudniu? - zaproponowałam
- Jeszcze się pytasz no jasne, wreszcie poznam Krisa - powiedziała Maja a ja zaczęłam się śmiać
- Too o 17 tutaj? - oni potwierdzili znacząco - Ja lece, jutro do pracy. Pa, kocham was - pocałowałam każdego w policzek. Dziwne uczucie mnie ogarnęło całując Chada, tak jakby wspomnienia, sentymenty. W końcu pierwszy chłopak...
- David! - krzyknęłam wchodząc do domu i zobaczywszy brata siedzącego na kanapie szybko do niego podbiegłam i przytuliłam go mocno/
- No cześć, cześć - powiedział zdziwiony. Pogadaliśy chwile, ja mu dałam jego uproszone autografy. Wróciłam do swojego ukochanego pokoju. Panował w nim spokój tak jak zawsze. Nic się nie zmieniło. Położyłam się na łóżku. Zadzowniłam do ekipki i zapytałam się ich, czy mają ochote na wypad z moimi przyjaciółmi. Oni byli jak najbardziej za. Ucieszona poszłam sie wykąpać, a następnie udałam się do krainy Morfeusza, który obiął mnie swymi ramionami...
" Ale zanim umrę, chcę walczyć o życie.
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę..."
Paulo Coelho " 11 minut".
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę..."
Paulo Coelho " 11 minut".
Byłam na wieczornym spacerze, gdzieś koło placu przy wale. Usiadłam na ławce, włożyłam słuchawki do uszu. Byłam wyłączona, całkiem w swoim świecie bez zmartwień ,gdzie zawsze kogoś mam. Dosiadł się do mnie mój dziadek, nie wiem skąd on się tam wziął, pewnie wieczorny spacer z psem.. Szepnął do mnie coś.. Ale nie wiedziałam co, wyjęłam słuchawki i spojrzałam na niego.- coś nie tak? - zapytał.
- ee tam.
- widać po Tobie,że masz jakiś problem..
- wcale nie - odparłam stanowczo.
- mam tyle lat, znam się trochę na ludziach.
- tak? No, w sumie mam problem. ZOSTAŁAM SAMA. Zrobiłam mega wielki błąd, którego nie da się naprawić.. - burknęłam i odwróciłam wzrok.
- Wszystko da się naprawić, jeżeli na czymś nam zależy to nie ma rzeczy niemożliwych. - powiedział to głosem bardzo spokojnym. Pomyślałam ,że może jest nadzieja? Jednak nie podnosiłam głowy, w oczach miałam zakłopotanie, którego nie chciałam pokazywać. Poczułam jak ławka zrobiła się chłodniejsza. Podniosłam głowę a obok mnie nikogo nie było. Co mnie nieco zaskoczyło. Rozejrzałam się dookoła, a tam tylko krzaki i mój pies. Podniosłam się, założyłam słuchawki i ruszyłam w stronę mojego bloku. Szłam powoli, mimo tego ,że było mi tak cholernie zimno. W sumie, co by było gdybym zamarzła? nic, nikt by się nie przejął tak szczególnie. Stanęłam na środku chodnika, spojrzałam w niebo, było gwieździste, co mnie zdziwiło bardzo ponieważ ostatnio było pochmurno. Mignęła tam gwiazda, na początku myślałam ,że to może samolot. Ale to się nie poruszało. - a może to nadzieja?- odparłam sama do siebie. Pobiegłam do domu jak najszybciej, weszłam na gadu a tam wiadomość od niego, byłam podniecona! Pytał, jak tam u mnie. Był miły, bardzo miły. Odpisywałam i uśmiechałam się do monitora jak głupia. Jednak wiedziałam ,że muszę uważać ,żeby nie schrzanić tego kolejny raz, ponieważ następnej szansy nie będzie..
- ee tam.
- widać po Tobie,że masz jakiś problem..
- wcale nie - odparłam stanowczo.
- mam tyle lat, znam się trochę na ludziach.
- tak? No, w sumie mam problem. ZOSTAŁAM SAMA. Zrobiłam mega wielki błąd, którego nie da się naprawić.. - burknęłam i odwróciłam wzrok.
- Wszystko da się naprawić, jeżeli na czymś nam zależy to nie ma rzeczy niemożliwych. - powiedział to głosem bardzo spokojnym. Pomyślałam ,że może jest nadzieja? Jednak nie podnosiłam głowy, w oczach miałam zakłopotanie, którego nie chciałam pokazywać. Poczułam jak ławka zrobiła się chłodniejsza. Podniosłam głowę a obok mnie nikogo nie było. Co mnie nieco zaskoczyło. Rozejrzałam się dookoła, a tam tylko krzaki i mój pies. Podniosłam się, założyłam słuchawki i ruszyłam w stronę mojego bloku. Szłam powoli, mimo tego ,że było mi tak cholernie zimno. W sumie, co by było gdybym zamarzła? nic, nikt by się nie przejął tak szczególnie. Stanęłam na środku chodnika, spojrzałam w niebo, było gwieździste, co mnie zdziwiło bardzo ponieważ ostatnio było pochmurno. Mignęła tam gwiazda, na początku myślałam ,że to może samolot. Ale to się nie poruszało. - a może to nadzieja?- odparłam sama do siebie. Pobiegłam do domu jak najszybciej, weszłam na gadu a tam wiadomość od niego, byłam podniecona! Pytał, jak tam u mnie. Był miły, bardzo miły. Odpisywałam i uśmiechałam się do monitora jak głupia. Jednak wiedziałam ,że muszę uważać ,żeby nie schrzanić tego kolejny raz, ponieważ następnej szansy nie będzie..
Obudziłam się dość wypoczęta , wczoraj/dzisiaj poszłam spać po północy. Z buszem na łbie wstałam, pooglądałam TV. Mama spytała się czy jadę z nią i tatą na zakupy. Niechętnie się zgodziłam. Ogranęłam się, ubrałam. Zakorektowałam się i wyibraźcie sobie, że jeszcze czekałam na nich około 2 godziny ; > . Nawet i więcej , ale już nic nie mówiłam. Kiedy w końcu pojechaliśmy słuchałam piosenek na telefonie, w tym tej co wczoraj :D . Dojechaliśmy - Biedronka , potem Tesco. Następnie zajechaliśmy do cioci Magdy, u której byłyśmy do ok. 19:30. Zajechaliśmy do mojego kochanego dziadunia Romana , który dał mi i mojej siostrze Angeli po 10 zł. Się wysilił, prawda ? ; > . Mój tata brał od niego tylko paliwo, gdyż pracuje na stacji paliw i mu taniej sprzedaje. Potem zajechaliśmy do dziadków od strony mamy. <3 . Dziadek chciał mi dać jakieś łyżwy, żebym sobie po lodzie na jeziorze pojeździła, ale mama odmówiła. Z resztą i tak miały rozmiar 43 o.o ja mam 37. Lekka przesada XD . Pojechaliśmy do domu, rozpakowałam zakupy. Siadłam przed komputerem i popijam szatański napój, piwo XD Hahah. W sumie nie taki zły dzień. Bez kłótni, ale w sumie jeszcze troche tego dnia przede mną :D .
Pozdrawiam , cześć ; *
DZIĘKI ZA 1 OBSERWUJĄCĄ :D
Pozdrawiam , cześć ; *
DZIĘKI ZA 1 OBSERWUJĄCĄ :D






