"Jeszcze tego pożałujesz zdziro!"
Gdy nagle zadzwonił telefon Liam'a. Kiedy spojrzał na wyświetlacz jego dobry humor się ulotnił. Podszedł do mnie i pokazał kto dzwoni. Po jego minie wiedziałam dokładnie kto, ale pomimo tego spojrzałam. Tak jak myślałam dzwoniła Inga.
-Odebrać?- zapytał
-Nie wiem. Jak uważasz.
Myślałam, że odbierze jednak ku mojemu zaskoczeniu odrzucił połączenie. Chaz chciał rozluźnić trochę atmosferę więc zapytał.
-Ejj idziemy na pizze?
-Na pizze zawszę mogę chodzić- zaśmiał się Zayn
-Ja też. Biorę największy kawałek- rozweselił się Liam
Szliśmy pieszo, bo postanowiliśmy zostawić samochód i wrócić po niego jak będziemy wracać.
Niestety dobrym humorem nie mogliśmy nacieszyć się zbyt długo, bo gdy przechodziliśmy koło parku miny Zayn'a i Liam'a nagle się zmieniły. Skierowałam wzrok w stronę, którą patrzyli chłopacy i ujrzałam tylko jakąś dziewczynę przytuloną do chłopaka.
-Kto to?- zapytałam szeptem Zayn'a
-Inga
Gdy to powiedział nagle wezbrała we mnie złość, w końcu to ona zraniła mojego przyjaciela. Nie daruję jej tego. Ruszyłam w jej stronę, ale Zayn złapał mnie za rękę.
-Co chcesz zrobić?
-Powiem jej tylko najszczerszą prawdę
Wyminęłam Liam'a i Chaz'a idących przede mną i ruszyłam w stronę dziewczyny. Oni tylko patrzyli na mnie pytającym wzrokiem. Podeszłam blisko tej laski i się odezwałam.
-To ty jesteś Inga?
-Taak, a co??- odparła przesłodzonym głosem.
O mój Bosz Liam chodził z plastikiem. Spojrzałam na towarzyszącego jej chłopaka i powiedziałam.
-Sory koleś,ale ta tu ma chłopaka
-To prawda??- zwrócił się do niej, która patrzyła nie zrozumiałym wzrokiem.
-Nie.. Kotku chyba jej nie wierzysz
Yhh jakie to było żałosne.
-Okłamałaś mnie!!- krzyknął i odszedł od niej
-Ty głupia zdziro co zrobiłaś??
-Ja zdzira? Pff spójrz na siebie. Miałaś chłopaka, który cię kochał,a ty co zrobiłaś? Lizałaś się z innym, a później jeszcze miałaś odwagę kłamać Liam'owi prosto w oczy, że tylko jego kochasz. A teraz kilka godzin po zerwaniu liżesz się z następnym.Pomyśl teraz kto tu jest zdzirą.
Gdy skończyłam widziałam w jej oczach złość, żal, smutek i coś czego nie potrafiłam zrozumieć. Nagle szybko podniosła rękę i złapała mnie za włosy. To bł zły pomysł.
-Ty szmato za kogo się uważasz
Chciała mnie pociągnąć za włosy,a le okręciłam się i jakoś wyswobodziłam z jej uścisku. Teraz stałam jakieś dwa metry od tego plastiku.
-Jeszcze raz mnie dotkniesz tymi swoimi tipsami to nie ręczę za siebie.
-Ta, a co mi taka cnotka może zrobić- zaśmiała się
Spojrzałam za siebie na chłopaków, zbliżali się do nas powili. Poczułam uderzenie w rękę. Yyy co to było.
-Ała chcesz mi rękę złamać?- zapytałam jej masując rękę
-Myślałaś, że się ciebie boję?- powiedziała dumna.
Puściłam rękę i spojrzałam jej w oczy.
-A ty myślałaś, że mnie to zabolało?- zaczęłam się śmiać
-A nie bolało?
-No chyba żartujesz- odparłam i uderzyłam ją w twarz.
Dziwne uderzyłam ją lekko, a ta poleciała na trawnik. W jednej chwili podbiegli do mnie chłopacy.
-A to bolało?- zapytałam Ingi.
Ona gdy ujrzała Liam'a podniosła się i z piskiem do niego podbiegła
-On Liam'ku widziałeś co ona mi zrobiła?
-Spier** do swojego nowego chłopaka
-Ale, ale ja cie kocham
-Każdemu to mówisz?- zapytał z kpiną i zwrócił się do nas - Chodźmy stąd
-Jeszcze tego pożałujesz zdziro!- krzyknęła do mnie
W pizzeri
Siedzimy przy stoliku i czekamy na pizze. O w końcu nam podano.
-Ja płacę- powiedział Zayn
-Ale -przerwał mi
-Nie ma żadnego ale
Wyciągnął portfel i zapłacił kelnerowi. Zayn siedział na przeciwko mnie, Chaz koło niego, a Liam koło mnie. Zauważyłam, że dziewczyna
siedząca za Zayn'em ciągle zerkała w naszą stronę, a dokładniej w stronę Liam'a. On tez na nią zerkał, ale dyskretnie. Muszę coś zrobić.
-Zaraz wrócę idę do łazienki
Poszłam i dobrze, ze miałam długopis i notes w torebce. Napisałam na kartce: "Podejdź i zagadaj ;) Śmiało nie gryziemy ;D Tylko nie wspominaj o kartce ;)"
wracając z łazienki rzuciłam kartkę na stolik dziewczyny. Spojrzałam na nią, a ona nie wiedziała o co chodzi więc zachęciłam ją uśmiechem.
Usiadłam na swoje miejsce i obserwowałam dziewczynę jak czyta kartkę. Widziałam, że nie wie co zrobić, ale już po chwili wstała i podeszła do nas.
-Ym cześć - powiedziała nie śmiało
-Cześć - odparliśmy chórem
Ona uśmiechnęła się i zwróciła do Liam'a
-Wydaję mi się, że skądś znam twoją twarz. No nieważne. Jestem Diana
-Liam
-Chaz posuń się Dianie- powiedziałam do braciszka, a później zwróciłam się do Diany- Sorki nadal próbuję go wychować.
Każdy wpadł w śmiech,a mój brat posunął się dziewczynie jak posłuszny piesek. Przedstawiłam każdego przy stoliku i usiadła naprzeciwko Liam'a. Przez cały czas gadaliśmy o bzdetach. Dowiedziałam się, że Diana jest w moim wieku, chodzi do tej samej szkoły co ja i do tego mieszka blisko mnie. Dziwne, że tego nie zauważyłam.. Widać, że Liam i Diana świetnie się dogadują zresztą jak my wszyscy. Wydaję się miła i oby taka była, a nie taka fałszywa jak Rose.
Zjedliśmy pizze i zaczęliśmy się zbierać.
-Hej, a może pojedziesz z nami?- zapytałam
-Nie chcę sprawić problemu
-To żaden problem nie chłopaki? I przynajmniej nie będę jedną dziewczyną- zaśmiała się
Diana kiwnęła głową. Po drodze jak to my wygłupialiśmy się. Gdy jechaliśmy samochodem zapytałam Diany
-Diana?
-Tak?
-Może dasz mi swój numer?
-No pewnie
Wymieniłyśmy się numerami i szczęśliwa, że poznałam w końcu kogoś fajnego patrzyłam na mojego cudownego chłopaka. Zauważył, że mu się przyglądam i obdarował mnie uśmiechem.
-A mi dasz swój numer>- zapytał w końcu Liam
No , no robi się ciekawie. dobra Kathie daj im spokój
-W prawdzie chciałam o to samo zapytać,a le jakoś głupio mi było
podali sobie swoje numery i resztę drogi na ich twarzach gościł uśmiech.
-Zadzwonię- powiedział Liam gdy wysiadał. później odwieźliśmy Dianę.
-Będziesz jutro w szkole? - zapytałam
-Nie, dopiero pojutrze
-Aha oki pa
-Pa
Później Zayn podrzucił mnie i Chaz'a. Oczywiście nie obyło się bez namiętnego pożegnania.
Weszliśmy z Chaz'em cicho do domu,a ja poszłam jeszcze do kuchni napić się czegoś, a później do mojego pokoju. Weszłam do łazienki i wykonałam wszystkie czynności.
Później odpaliłam lapka i weszłam na TT, follnełam Dianę. Wyłączyłam kompa i opadłam na poduszkę.
Leżałam i myślałam o Dianie. Właściwie to wydaję się, że jest spoko, dobrze się z nią dogaduję i ogólnie jest fajna. Myślałam tak i myślałam i nie wiedziałam nawet kiedy zasnęłam.
_________________________________________________________
I jak może być?? Nie wiem czy umiem pisać, ale na razie chyba jakoś sobie radzę ;D
Dziękuję za komentarze<3
Moments
onedirection-onething
ulma224
MistletoeJB
LastSong
klaudiaa991
Gdy nagle zadzwonił telefon Liam'a. Kiedy spojrzał na wyświetlacz jego dobry humor się ulotnił. Podszedł do mnie i pokazał kto dzwoni. Po jego minie wiedziałam dokładnie kto, ale pomimo tego spojrzałam. Tak jak myślałam dzwoniła Inga.
-Odebrać?- zapytał
-Nie wiem. Jak uważasz.
Myślałam, że odbierze jednak ku mojemu zaskoczeniu odrzucił połączenie. Chaz chciał rozluźnić trochę atmosferę więc zapytał.
-Ejj idziemy na pizze?
-Na pizze zawszę mogę chodzić- zaśmiał się Zayn
-Ja też. Biorę największy kawałek- rozweselił się Liam
Szliśmy pieszo, bo postanowiliśmy zostawić samochód i wrócić po niego jak będziemy wracać.
Niestety dobrym humorem nie mogliśmy nacieszyć się zbyt długo, bo gdy przechodziliśmy koło parku miny Zayn'a i Liam'a nagle się zmieniły. Skierowałam wzrok w stronę, którą patrzyli chłopacy i ujrzałam tylko jakąś dziewczynę przytuloną do chłopaka.
-Kto to?- zapytałam szeptem Zayn'a
-Inga
Gdy to powiedział nagle wezbrała we mnie złość, w końcu to ona zraniła mojego przyjaciela. Nie daruję jej tego. Ruszyłam w jej stronę, ale Zayn złapał mnie za rękę.
-Co chcesz zrobić?
-Powiem jej tylko najszczerszą prawdę
Wyminęłam Liam'a i Chaz'a idących przede mną i ruszyłam w stronę dziewczyny. Oni tylko patrzyli na mnie pytającym wzrokiem. Podeszłam blisko tej laski i się odezwałam.
-To ty jesteś Inga?
-Taak, a co??- odparła przesłodzonym głosem.
O mój Bosz Liam chodził z plastikiem. Spojrzałam na towarzyszącego jej chłopaka i powiedziałam.
-Sory koleś,ale ta tu ma chłopaka
-To prawda??- zwrócił się do niej, która patrzyła nie zrozumiałym wzrokiem.
-Nie.. Kotku chyba jej nie wierzysz
Yhh jakie to było żałosne.
-Okłamałaś mnie!!- krzyknął i odszedł od niej
-Ty głupia zdziro co zrobiłaś??
-Ja zdzira? Pff spójrz na siebie. Miałaś chłopaka, który cię kochał,a ty co zrobiłaś? Lizałaś się z innym, a później jeszcze miałaś odwagę kłamać Liam'owi prosto w oczy, że tylko jego kochasz. A teraz kilka godzin po zerwaniu liżesz się z następnym.Pomyśl teraz kto tu jest zdzirą.
Gdy skończyłam widziałam w jej oczach złość, żal, smutek i coś czego nie potrafiłam zrozumieć. Nagle szybko podniosła rękę i złapała mnie za włosy. To bł zły pomysł.
-Ty szmato za kogo się uważasz
Chciała mnie pociągnąć za włosy,a le okręciłam się i jakoś wyswobodziłam z jej uścisku. Teraz stałam jakieś dwa metry od tego plastiku.
-Jeszcze raz mnie dotkniesz tymi swoimi tipsami to nie ręczę za siebie.
-Ta, a co mi taka cnotka może zrobić- zaśmiała się
Spojrzałam za siebie na chłopaków, zbliżali się do nas powili. Poczułam uderzenie w rękę. Yyy co to było.
-Ała chcesz mi rękę złamać?- zapytałam jej masując rękę
-Myślałaś, że się ciebie boję?- powiedziała dumna.
Puściłam rękę i spojrzałam jej w oczy.
-A ty myślałaś, że mnie to zabolało?- zaczęłam się śmiać
-A nie bolało?
-No chyba żartujesz- odparłam i uderzyłam ją w twarz.
Dziwne uderzyłam ją lekko, a ta poleciała na trawnik. W jednej chwili podbiegli do mnie chłopacy.
-A to bolało?- zapytałam Ingi.
Ona gdy ujrzała Liam'a podniosła się i z piskiem do niego podbiegła
-On Liam'ku widziałeś co ona mi zrobiła?
-Spier** do swojego nowego chłopaka
-Ale, ale ja cie kocham
-Każdemu to mówisz?- zapytał z kpiną i zwrócił się do nas - Chodźmy stąd
-Jeszcze tego pożałujesz zdziro!- krzyknęła do mnie
W pizzeri
Siedzimy przy stoliku i czekamy na pizze. O w końcu nam podano.
-Ja płacę- powiedział Zayn
-Ale -przerwał mi
-Nie ma żadnego ale
Wyciągnął portfel i zapłacił kelnerowi. Zayn siedział na przeciwko mnie, Chaz koło niego, a Liam koło mnie. Zauważyłam, że dziewczyna
siedząca za Zayn'em ciągle zerkała w naszą stronę, a dokładniej w stronę Liam'a. On tez na nią zerkał, ale dyskretnie. Muszę coś zrobić.
-Zaraz wrócę idę do łazienki
Poszłam i dobrze, ze miałam długopis i notes w torebce. Napisałam na kartce: "Podejdź i zagadaj ;) Śmiało nie gryziemy ;D Tylko nie wspominaj o kartce ;)"
wracając z łazienki rzuciłam kartkę na stolik dziewczyny. Spojrzałam na nią, a ona nie wiedziała o co chodzi więc zachęciłam ją uśmiechem.
Usiadłam na swoje miejsce i obserwowałam dziewczynę jak czyta kartkę. Widziałam, że nie wie co zrobić, ale już po chwili wstała i podeszła do nas.
-Ym cześć - powiedziała nie śmiało
-Cześć - odparliśmy chórem
Ona uśmiechnęła się i zwróciła do Liam'a
-Wydaję mi się, że skądś znam twoją twarz. No nieważne. Jestem Diana
-Liam
-Chaz posuń się Dianie- powiedziałam do braciszka, a później zwróciłam się do Diany- Sorki nadal próbuję go wychować.
Każdy wpadł w śmiech,a mój brat posunął się dziewczynie jak posłuszny piesek. Przedstawiłam każdego przy stoliku i usiadła naprzeciwko Liam'a. Przez cały czas gadaliśmy o bzdetach. Dowiedziałam się, że Diana jest w moim wieku, chodzi do tej samej szkoły co ja i do tego mieszka blisko mnie. Dziwne, że tego nie zauważyłam.. Widać, że Liam i Diana świetnie się dogadują zresztą jak my wszyscy. Wydaję się miła i oby taka była, a nie taka fałszywa jak Rose.
Zjedliśmy pizze i zaczęliśmy się zbierać.
-Hej, a może pojedziesz z nami?- zapytałam
-Nie chcę sprawić problemu
-To żaden problem nie chłopaki? I przynajmniej nie będę jedną dziewczyną- zaśmiała się
Diana kiwnęła głową. Po drodze jak to my wygłupialiśmy się. Gdy jechaliśmy samochodem zapytałam Diany
-Diana?
-Tak?
-Może dasz mi swój numer?
-No pewnie
Wymieniłyśmy się numerami i szczęśliwa, że poznałam w końcu kogoś fajnego patrzyłam na mojego cudownego chłopaka. Zauważył, że mu się przyglądam i obdarował mnie uśmiechem.
-A mi dasz swój numer>- zapytał w końcu Liam
No , no robi się ciekawie. dobra Kathie daj im spokój
-W prawdzie chciałam o to samo zapytać,a le jakoś głupio mi było
podali sobie swoje numery i resztę drogi na ich twarzach gościł uśmiech.
-Zadzwonię- powiedział Liam gdy wysiadał. później odwieźliśmy Dianę.
-Będziesz jutro w szkole? - zapytałam
-Nie, dopiero pojutrze
-Aha oki pa
-Pa
Później Zayn podrzucił mnie i Chaz'a. Oczywiście nie obyło się bez namiętnego pożegnania.
Weszliśmy z Chaz'em cicho do domu,a ja poszłam jeszcze do kuchni napić się czegoś, a później do mojego pokoju. Weszłam do łazienki i wykonałam wszystkie czynności.
Później odpaliłam lapka i weszłam na TT, follnełam Dianę. Wyłączyłam kompa i opadłam na poduszkę.
Leżałam i myślałam o Dianie. Właściwie to wydaję się, że jest spoko, dobrze się z nią dogaduję i ogólnie jest fajna. Myślałam tak i myślałam i nie wiedziałam nawet kiedy zasnęłam.
_________________________________________________________
I jak może być?? Nie wiem czy umiem pisać, ale na razie chyba jakoś sobie radzę ;D
Dziękuję za komentarze<3
Moments
onedirection-onething
ulma224
MistletoeJB
LastSong
klaudiaa991
05.02.2012 o godz. 16:06
komentuj (6)
Hejka ;)
No więc tak z piątku na sobotę nocka szkole ...Z Martynką śpiwałyśmy i z Werką N. i Aśką , Basią , Asią , Karoliną , Kamilą ;p W sobotę poznałyśmy z Domi zajebistego chłopaka o ksywie , którą mu nadałyśmy Mixer ^^
-mam jedną wadę "lubie sex" ale jesteś prawiczkiem ;D Buhahaha ;D (nie chodzi o Mixera ) ;p
Później może dodam zdjęcia jak Martyka mi prześle ;p
By ;*
No więc tak z piątku na sobotę nocka szkole ...Z Martynką śpiwałyśmy i z Werką N. i Aśką , Basią , Asią , Karoliną , Kamilą ;p W sobotę poznałyśmy z Domi zajebistego chłopaka o ksywie , którą mu nadałyśmy Mixer ^^
-mam jedną wadę "lubie sex" ale jesteś prawiczkiem ;D Buhahaha ;D (nie chodzi o Mixera ) ;p
Później może dodam zdjęcia jak Martyka mi prześle ;p
By ;*
Jest to piekna piosenkarka i aktorka. Zrobiła dużą karierę grając główną role w serialu Czarodzieje z Waverly Place. Miała dużo związków lecz jej prawdziwa miłość to Justin Bieber. Najpierw była niewinna przyjażń potem przewodziła się w miłość. Wiele razy były potyczki i dużo afer związanych z nimi, ale wytrwali tylko dlatego, że kochali się i nie opchodziły ich plotki. Wieżyli tylko sobie.
dziś śniadanie - pomidory z sosem vinegret + 2 kanapki
obiad spagethi (to jest wersja dla rodziców) :p A tak na prawdę to kupiłam wreszcie chipsy no i je zjadłam 504 kcal więc obiad był wykluczony. Porobię brzuszki to na pewno to spale ;)
obiad spagethi (to jest wersja dla rodziców) :p A tak na prawdę to kupiłam wreszcie chipsy no i je zjadłam 504 kcal więc obiad był wykluczony. Porobię brzuszki to na pewno to spale ;)
To wszystko jest takie straszne .
Ludzie mię wykańczają ! ;/
Ojejj .
NIe mam sił .;c
Chyba padne .
Ludzie mię wykańczają ! ;/
Ojejj .
NIe mam sił .;c
Chyba padne .
Kochani niestety zawieszam Bailey i zawieszam także Rosie i Semi.
Jak macie sprawy do mnie piszcie w prywatnych.
Jak macie sprawy do mnie piszcie w prywatnych.
CZAS NA PRZEMYSLENIA-OTWARTY
Drodzy czytelnicy,
Wasza oscartin
zniecierpliwieniem oczekuje 24!
oscartin@onet.pl
do idziej,
Drodzy czytelnicy,
Wasza oscartin
Denerwują mnie osoby, które nie potrafią
powiedzieć czego dokładnie nie lubią u danej osoby.
-> Nie lubisz kogoś, jak tak to za co?
-> Nie lubisz kogoś, jak tak to dlaczego?
-> Nie lubisz kogoś, jak tak to o co poszło?
Człowieku! Jeśli odpowiadasz "bo tak", "ogólnie"
lub " nie wiem" to wiedz, że nie masz powodu do kłótni,
albo poprostu Ci się nudzi.
powiedzieć czego dokładnie nie lubią u danej osoby.
-> Nie lubisz kogoś, jak tak to za co?
-> Nie lubisz kogoś, jak tak to dlaczego?
-> Nie lubisz kogoś, jak tak to o co poszło?
Człowieku! Jeśli odpowiadasz "bo tak", "ogólnie"
lub " nie wiem" to wiedz, że nie masz powodu do kłótni,
albo poprostu Ci się nudzi.
zniecierpliwieniem oczekuje 24!
oscartin@onet.pl
do idziej,
oscartin
No cześć.
Tak więc...
Zawieszam bloga na dwa tyg. ;o
Boooooo jadę na wakacje ! :3
Tak. Nie bg mnie dwa tyg, na Kanary jadę. :)
Może uda mi się dodać jakiś wpis, bo biorę lapa,
ale nie bd na niego wchodziła jakoś 3 razy w tyg.
Raczej powinna się pojawić jakaś notka.
Dzisiaj jadę. :/
Fajnie, nie bd mnie tydzień w szkole. :D
Ale co tam. Nie wiem co jeszcze napisać, więc.
PA ! XD
No to macie jeczsze coś jakby się nudziło :) Nie zważając na teledysk xD
Tak więc...
Zawieszam bloga na dwa tyg. ;o
Boooooo jadę na wakacje ! :3
Tak. Nie bg mnie dwa tyg, na Kanary jadę. :)
Może uda mi się dodać jakiś wpis, bo biorę lapa,
ale nie bd na niego wchodziła jakoś 3 razy w tyg.
Raczej powinna się pojawić jakaś notka.
Dzisiaj jadę. :/
Fajnie, nie bd mnie tydzień w szkole. :D
Ale co tam. Nie wiem co jeszcze napisać, więc.
PA ! XD
No to macie jeczsze coś jakby się nudziło :) Nie zważając na teledysk xD
Rozdział 1
Nie wiedziałam co mam zrobić stałam jak wryta. Wiem że zaraz znowu mnie uderzy. Tak strasznie sie go bałam. Nagle do pokoju wpad Max. Starszy syn Agnieszki. Max miał 19 lat był starszy o 3 lata. Odepchnoł mojego ojca do tyłu i stał przedemną.
-Gdzie ty sie moja panno wybierasz? Odepchnoł Maxa i uderzył nim o ścianę.Złapał mnie za ręcę i zaczoł szarpać z całej siły.Czułam że mam już siniaki.
-Odpowiadaj jak do Ciebie mówi!- był coraz bardziej agresywny. Puścił mnie i uderzył w twarz upadłam na podłoge.Zaczełam plakać.
-Do Julie! Mówiłam ci o tym!
-A niby kto ci opłaci bilet.Udzerzył pięscią w ścianę.
-Czały rok na to pracowałam.Zaczełam płakać jeszce głośniej
-Cały czas miałaś pieniądze i nawet sie nie podzieliłaś. Wiedziałem że uderzy mnie ale do pokoju wbiegł wujek i ciocia. Max leżał bez życia przy ścianie.Tom zabrał mojego ojca z pokoju. Ciocia podbiegła do Maxa i sprawdziła czy żyje po czym uderzyła go w twarz. Max sie zerwał i podszedł do mnie zobaczył że mam siniaka na twarzy.Mocno mnie przytulił.
-Mamo skocz po lód do lodówki.Nigdy nie wiedziałam ze Max potrafi być tak opiekuńczy. W końcu to szklony BadBoy.Chłopak z tatuażami i nie tylko pozwala sie kuzynce wypłakać na ramieniu.? Trochę to dziwne.Ciocia przynoisła lód a Max delikatnie mi przyłożył go do policzka przy czy otarł łzy które po nim spływał.
-Przpraszam ale nie dałem rady, był odemnie silniejszy.Max naprawde sie tym przeją .
-Nic sie nie stało i tak to sie dobrze skończyło.
-Ciesze sie że będziesz mieszkała z nami.Dobrze że jedziesz do Julie na ten miesiąc.Aha moi koledy pytają sie czy masz chłopaka.Max dostał głupawki
-Nie.Chciałam go troche rozłościć.-Twoi koledzy musza być seksowni.Zaczełam sie śmiać ,a Max jeszcze głośniej
-No wiesz raczej przypadną ci do gustu, jestem pewien że cie polubią.
Siedzieliśmy tak dość długo po czy spakowałam walizki do auta bo noc miłam spądzić u dziadków. Postanowiłam zabrać mojego psa do Anglii. Max miał sie nim przez ten miesiąc zajmować. Założyłam jej kaganieci i obroże i zamknełam w aucie. W domu nie zostało dużo moich rzeczy.Dres,buty na obcasie, trampki, biała sukienka, kilka bluzek, czarna bluza, perfuma,maskara, puder i moja ulubiona poście z napisem I LOVE LONDON. Było około 13.
-Smile !Choć tu. Zawołał ciocia która wiedział że teraz pewnie myśle co ojciec zrobi jak wruce po reszte rzeczy. Miała jak zawsze racje.
-Tak ?.
-Musimy jechać na małe zakupy, kupimy ci troche ubrań, kosmetyków i takich tam.
-Ciociu nie musisz.
-Ale chce. Masz 20 minut. Pobiegłam do łazienki wziełam szybki przysznic.Ubrałam bokserken trampki i czerwone rurki. Zakryłam siniaka na twarzy i delikatnie pomalowałam usta pomatką. Włosy związałam w kucyk. Byłam gotowa. Do 22 szaleliśmy po sklepach. Kupywaliśmy wszystko.Ciuchy, płyty, książki, kosmetyki, biżuterie, buty, torepki i dodatki do pokoju. na końcu Max i Tom poszli gdzieś. Dość długo ich nie było nagle zobaczyłam toma niosącego gwa legowiska dla psów.W środku były zabawki, smycze, obroże w różnych kolorach nie wiedziałam dlaczego wszystskiego jest podwójne. Nagle zobaczyłam Maxa niosącego małego słodkiego pieska. Zaczełam skakać z radości jak dziecko.
-To twój nowy obrońce jak ja i moi koledy będziemy zajęci. Max zrobił swój słyny śmiech łobuza i zaczoł sie śmiać.
-Max.Jego rodzice powiedzieli to równo.
-Ja tam jestem za tymi obrońcam, wiesz co ciociu nie ma to jak banda BadBoy'i przy boku.Ciocia wybuchła śmiechem.Droga powrotna nie zajeła duzo czasu. W nocy z ciocią zdecydowąłyśmy jak ubrania zabiore ze sobą. Całą noc myślałam nad imieniem dla psiaka i wymyśliłam że pozwole go nazwać Maxowi. Położyłam sie do łóżka była 3 w nocy miała tylko 3 godziny.Ciekawa jestem co sie stanie jutro
Nie wiedziałam co mam zrobić stałam jak wryta. Wiem że zaraz znowu mnie uderzy. Tak strasznie sie go bałam. Nagle do pokoju wpad Max. Starszy syn Agnieszki. Max miał 19 lat był starszy o 3 lata. Odepchnoł mojego ojca do tyłu i stał przedemną.
-Gdzie ty sie moja panno wybierasz? Odepchnoł Maxa i uderzył nim o ścianę.Złapał mnie za ręcę i zaczoł szarpać z całej siły.Czułam że mam już siniaki.
-Odpowiadaj jak do Ciebie mówi!- był coraz bardziej agresywny. Puścił mnie i uderzył w twarz upadłam na podłoge.Zaczełam plakać.
-Do Julie! Mówiłam ci o tym!
-A niby kto ci opłaci bilet.Udzerzył pięscią w ścianę.
-Czały rok na to pracowałam.Zaczełam płakać jeszce głośniej
-Cały czas miałaś pieniądze i nawet sie nie podzieliłaś. Wiedziałem że uderzy mnie ale do pokoju wbiegł wujek i ciocia. Max leżał bez życia przy ścianie.Tom zabrał mojego ojca z pokoju. Ciocia podbiegła do Maxa i sprawdziła czy żyje po czym uderzyła go w twarz. Max sie zerwał i podszedł do mnie zobaczył że mam siniaka na twarzy.Mocno mnie przytulił.
-Mamo skocz po lód do lodówki.Nigdy nie wiedziałam ze Max potrafi być tak opiekuńczy. W końcu to szklony BadBoy.Chłopak z tatuażami i nie tylko pozwala sie kuzynce wypłakać na ramieniu.? Trochę to dziwne.Ciocia przynoisła lód a Max delikatnie mi przyłożył go do policzka przy czy otarł łzy które po nim spływał.
-Przpraszam ale nie dałem rady, był odemnie silniejszy.Max naprawde sie tym przeją .
-Nic sie nie stało i tak to sie dobrze skończyło.
-Ciesze sie że będziesz mieszkała z nami.Dobrze że jedziesz do Julie na ten miesiąc.Aha moi koledy pytają sie czy masz chłopaka.Max dostał głupawki
-Nie.Chciałam go troche rozłościć.-Twoi koledzy musza być seksowni.Zaczełam sie śmiać ,a Max jeszcze głośniej
-No wiesz raczej przypadną ci do gustu, jestem pewien że cie polubią.
Siedzieliśmy tak dość długo po czy spakowałam walizki do auta bo noc miłam spądzić u dziadków. Postanowiłam zabrać mojego psa do Anglii. Max miał sie nim przez ten miesiąc zajmować. Założyłam jej kaganieci i obroże i zamknełam w aucie. W domu nie zostało dużo moich rzeczy.Dres,buty na obcasie, trampki, biała sukienka, kilka bluzek, czarna bluza, perfuma,maskara, puder i moja ulubiona poście z napisem I LOVE LONDON. Było około 13.
-Smile !Choć tu. Zawołał ciocia która wiedział że teraz pewnie myśle co ojciec zrobi jak wruce po reszte rzeczy. Miała jak zawsze racje.
-Tak ?.
-Musimy jechać na małe zakupy, kupimy ci troche ubrań, kosmetyków i takich tam.
-Ciociu nie musisz.
-Ale chce. Masz 20 minut. Pobiegłam do łazienki wziełam szybki przysznic.Ubrałam bokserken trampki i czerwone rurki. Zakryłam siniaka na twarzy i delikatnie pomalowałam usta pomatką. Włosy związałam w kucyk. Byłam gotowa. Do 22 szaleliśmy po sklepach. Kupywaliśmy wszystko.Ciuchy, płyty, książki, kosmetyki, biżuterie, buty, torepki i dodatki do pokoju. na końcu Max i Tom poszli gdzieś. Dość długo ich nie było nagle zobaczyłam toma niosącego gwa legowiska dla psów.W środku były zabawki, smycze, obroże w różnych kolorach nie wiedziałam dlaczego wszystskiego jest podwójne. Nagle zobaczyłam Maxa niosącego małego słodkiego pieska. Zaczełam skakać z radości jak dziecko.
-To twój nowy obrońce jak ja i moi koledy będziemy zajęci. Max zrobił swój słyny śmiech łobuza i zaczoł sie śmiać.
-Max.Jego rodzice powiedzieli to równo.
-Ja tam jestem za tymi obrońcam, wiesz co ciociu nie ma to jak banda BadBoy'i przy boku.Ciocia wybuchła śmiechem.Droga powrotna nie zajeła duzo czasu. W nocy z ciocią zdecydowąłyśmy jak ubrania zabiore ze sobą. Całą noc myślałam nad imieniem dla psiaka i wymyśliłam że pozwole go nazwać Maxowi. Położyłam sie do łóżka była 3 w nocy miała tylko 3 godziny.Ciekawa jestem co sie stanie jutro
Michael Jackson był szczególnie wierny stylowi generalskiemu. Uwielbiał marynarki stylizowane na wojska napoleońskie, pagony, szarfy i ordery. Jego kostiumy były bogato wyszywane złotem. Król lubił też czerń i czerwień. Podczas sesji fotograficznych chętnie upodabniał się do dumnych władców, jakby chcąc w ten sposób usankcjonować swoje panowanie nad muzyka pop. Ubraniom nadawał jednak scenicznego blichtru, stawiając np. na brokat czy metaliczne połyski.
Wraz z płytą "Bad" zmienił się jego styl. Ewidentnie zainspirowany własnym wizerunkiem z teledysku "Smooth Criminal" postawił na elegancję rodem z lat świetności Al'a Capone. Nie rozstawał się z kapeluszem i marynarką. Właśnie wtedy wylansował modę na białe skarpetki do czarnych, błyszczących mokasyn, które wedle męskiej, biznesowej etykiety uchodzą za szczyt obciachu.
Kolejna transformacja przyszła z albumem "Dangerous". Michael pokochał czarne spodnie i biały t-shirt, ale na scenie zamieniał się w człowieka z dalekiej przyszłości. Pasy, sprzączki, metalowe obicia i ubrania uszyte jakby z folii aluminiowej upodabniały go do postaci z filmu science-fiction. Zawsze jednak przejawiał sentyment do galowej elegancji, rodem z wojska i wyższych sfer. Nawet podczas procesów jakie mu wytoczono pojawiał się na sali sądowej wystylizowany na europejskiego notable, z szarfami i medalami. Do stójek, haftek i pagonów wrócił także ogłaszając swoją ostatnią trasę koncertową "Michael Jackson - This is it". W ostatnich czasach to co Jackson lansował od lat docenili również projektanci. Poduszki, oficerskie czy marynarki zaproponował w swej ostatniej kolekcji np. Balmain.
Wraz z płytą "Bad" zmienił się jego styl. Ewidentnie zainspirowany własnym wizerunkiem z teledysku "Smooth Criminal" postawił na elegancję rodem z lat świetności Al'a Capone. Nie rozstawał się z kapeluszem i marynarką. Właśnie wtedy wylansował modę na białe skarpetki do czarnych, błyszczących mokasyn, które wedle męskiej, biznesowej etykiety uchodzą za szczyt obciachu.
Kolejna transformacja przyszła z albumem "Dangerous". Michael pokochał czarne spodnie i biały t-shirt, ale na scenie zamieniał się w człowieka z dalekiej przyszłości. Pasy, sprzączki, metalowe obicia i ubrania uszyte jakby z folii aluminiowej upodabniały go do postaci z filmu science-fiction. Zawsze jednak przejawiał sentyment do galowej elegancji, rodem z wojska i wyższych sfer. Nawet podczas procesów jakie mu wytoczono pojawiał się na sali sądowej wystylizowany na europejskiego notable, z szarfami i medalami. Do stójek, haftek i pagonów wrócił także ogłaszając swoją ostatnią trasę koncertową "Michael Jackson - This is it". W ostatnich czasach to co Jackson lansował od lat docenili również projektanci. Poduszki, oficerskie czy marynarki zaproponował w swej ostatniej kolekcji np. Balmain.
Rozdział II
Szczęście jest przereklamowane . Po 2-tygodniach może dłużej (..) wprowadziliśmy się do domu . Rodzina rodziną !;D Po trzech dniach ... chałos , krzyk i płacze . ! Zgadnijcie co? Wszystko po staremu . ! Mieszkamy tam dalej. I już wytrzmać się nie dało ....
Rodzice kłócili się z takimi słowami :
- kur** ty pojeb** jesteś Powiedział tata
- Weż idź se do Moniczki Powiedziała mama
I tak w kółko .... Ohh .
To było tak trudne że masakra .
(C.G.N)
Szczęście jest przereklamowane . Po 2-tygodniach może dłużej (..) wprowadziliśmy się do domu . Rodzina rodziną !;D Po trzech dniach ... chałos , krzyk i płacze . ! Zgadnijcie co? Wszystko po staremu . ! Mieszkamy tam dalej. I już wytrzmać się nie dało ....
Rodzice kłócili się z takimi słowami :
- kur** ty pojeb** jesteś Powiedział tata
- Weż idź se do Moniczki Powiedziała mama
I tak w kółko .... Ohh .
To było tak trudne że masakra .
(C.G.N)
cz1.
Miłe chłodne powietrze obudziło mnie a wrzasku. Wyspana i wypoczęta wstałam wolno i delikatnie poderwałam się z łóżka. Spojrzałam na wtulonych w siebie Zayn’a i Leti na sąsiednim łóżku a następnie na zaspanego Payne’a który towarzyszył mi przez całą noc. Gdy moje oczy nacieszyli się widokiem chłopaka przeniosłam wzrok na małe okienko wychodzące na pięknie mieniący się przypływ w pierwszych promieniach słońca. Widok był tak piękny że postanowiłam mimo chłodu wyjść z pokoiku na dwór w swojej cienkiej nocnej koszuli na ramiączkach kierując się ku brzegu. Lodowate fale delikatnie omywały moje bose stopy, ale nie przeszkadzało mi to.Ponieważ od dawna marzyłam przeżuć coś takiego.Kolej na pozycja zaliczona pomyślałam myśląc o mojej liście którą napisałam. Umieściłam na niej wszystko co bym chciała przeżyć, od najważniejszej rzeczy do najmniej istotnej. Obserwować jak świat budzi się do życia
z wyjątkowego miejsca było jednym z nich i… doświadczałam to. Nie zakłócony szum wody był najlepszą melodia jaką chciałam teraz słuchać przy oglądaniu wschodzącego powoli słońca, niestety nie było mi to dane. Gdy odwróciłam swoją pogodną twarz w lewą zobaczyłam go. Stał przy brzegu oddalony o jakieś kilkanaście metrów ode mnie nagi do pasa w czarnych wygniecionych spodniach z nie ładem na głowie oraz z granatowym kubkiem wypełniony pewnie tym ciepłym budzącym mnie z rana do życia płynem, kawą. Po kilku minutach obserwowania go chłopak spojrzał na mnie bez wyrazu po czym delikatnie się uśmiechną podnosząc swój kubek lekko do góry w pozdrowieniu.
-gdzie mi uciekasz?-zawołał nie wyraźny czyjś głos przez co odwróciłam energicznie głowę do tyłu. Nikim się spostrzegłam zostałam się w ramionach zaspanego Liam’a otulona kocem który miał narzucony na plecy.-brr.. ale ty zimna-dodał przytulając się do mnie mocniej swoim ciepłym ciałem.
-jak się spało…
-szczerze? świetnie ale i tak uduszę chłopaków…
-czemu??
-przyleźli stęsknieni…-wyjaśnił kładąc głowę na moim ramieniu.
-serio?
-yhyy…śpią u nas na podłodze..
-na podłodze?
-yhyy.. przy łóżku Zayn’a- zaśmialiśmy się-co robimy po zdjęciach??-zapytał
-a co chcesz robić??-zapytałam
-ja?!....mhmm…zobaczysz-wyznał z przekornym uśmiechem
-powiedź!-poleciłam odwracając się do niego twarzą patrząc mu w oczy, ale chłopak nic nie powiedział tylko odwzajemnił spojrzenie z delikatnym zagięciem w kąciku ust. Jego ręce powędrowały ku mojej twarz, wiedziałam co chce zrobić ale nie powstrzymywałam go, gdy jego ręce wsunęły się pod moje włosy. Oboje tego chcieliśmy tego nie zależnie jakie konsekwencje mieliśmy ponieść… jakie ja miałam ponieść. Gdy nasze usta znów się spotkały poczułam jakbym się upiła, dosłownie! Nogi drżały się pod moim ciężarem jak galareta. W końcu zaczęło brakować mi powietrza, tym samym dopuszczając do mnie ostatnią rozmowę z Krisem.
-nie!-wydusiłam mimo wolniej odrywając się od chłopaka.
-czy coś…?!-zaczął niepewnie
-nie!-zaprzeczyłam wiedząc o co chce zapytać-po prostu nie możemy….
-tylko nie mów że za szybko bo oboje wiemy że to nie prawda…-ostrzegł siadając na kocu który ukradkiem spadł na piasek.
-a praca… zresztą to też-odparłam siadając obok niego
-a co ma do tego praca… nasze życie, nasza sprawa-odparł
-ale obiecałam Krisowi zero skandali..
-ty!! nie ja…
-Liam nie utrudniaj…
-ja? to ty podjęłaś za mnie decyzję za nas oboje… i to taką która mi nie odpowiada..
-Liam.. będzie lepiej jak przyhamujemy..
-co!?.. Jenn chyba sobie żartujesz!?..
-my się nawet nie znamy…
-mów za siebie?
-tak!? To powiedz wszystko co wiesz o mnie..
-jesteś, mądra, zadawana, ładna, masz piękne oczy i uśmiech… nawet jak się zawstydzisz..
-wiesz że nie o tym mówię.. nie wiesz co lubię robić, gdzie chodzić.. nie wiesz nic…nic!
-a jak mam się dowiedzieć skoro nie dajesz mi szansy!!..cholera-mrugną wyjmując telefon szybko rozłączył połączenie nawet nie sprawdzając kto dzwonił.
-kto to?-zapytałam podejrzliwie
-fanka dorwała mój numer telefonu..-wyjaśnił zdenerwowany- czego się boisz?-wrócił do tematu
-niczego..
-nie kłam! Widzę że o czymś mi nie mówisz…
-o czym?
-nie wiem? ty mi powiedź..
-na jakiej podstawie tak mówisz..
-widzę… że ciągle starasz się trzymać kontrole nad wszystkim nawet nad uczuciami a gdy się zapomnisz to uciekasz jakbyś się bała że stanie coś czego nie da się naprawić..
-serio!?-zapytałam zdumiona że chłopak to zauważył, myślałam że nauczyłam się to robić perfekcyjnie od kąt dowiedziałam się o chorobie..
-zachowujesz się jak...-przerwał-chyba nie jesteś chora!?-zapytał przestraszonym głosem po chwili, ale nic nie powiedziałam.
-Jenn?!...
-nie..-zaprzeczyłam po chwili-ale.. jak bym była co byś zrobił??
-nie pokoi mnie to pytanie…
-czemu?? To tylko pytanie
-to bym był przy tobie bardziej niż kiedykolwiek…-usłyszeliśmy dźwięk zajeżdżającego samochodu.
-już ósma?-zapytałam wstając na samochodu z cateringu.
-a nasza rozmowa?-zapytał również wstając.- nic nie ustaliliśmy
-proponuje kompromis- rzuciłam jedną ręką poprawiając włosy.-do puki się lepiej nie poznamy jesteśmy przyjaciółmi..
-co!? To ja już nie mogę??-zaczął podchodząc do mnie.
-nie!-zaprzeczyłam cofając się- to nazywa się kompromis-przypomniałam odchodząc w stronę samochodu. Gdy doszłam do samochodu jego nie było już na plaży a le za to był ”SB” („sexy burak”)stał przede mną z paczką jedzenia na wynos. Wiem że nie powinnam ale cóż przyznaje że ciało to on miał. Więc z stąd ten skrót.
-witam szanowną szefowe.. jak się spało??-zapytał nad zwyczajnie miły
-yy..
-głodna??- zapytał wskazując na białą paczkę
-yyyyy…!!
-przepraszam ludzie na śniadanie piją tylko kawę-wyznał
-yyy..
-coś się stało?
-yyy..yy..tak??
-co??
-samo nie wiem?? masz gorączkę?? Wiem!!! leków zapomniałeś??
-tylko tyle??
-nie.. rozważałam jeszcze kosmitów … ale nie pasują
-czemu??
-bo ciebie nikt nie chce…
-hyy.. ja to nikt.. ty!-powiedział odchodząc-niech pan uważa szefowa ma zły humor.-ostrzegł gościa który stał za jego plecami
-poproszę sześć paczek i dwie kawy…-poprosiłam gościa który szybko podał mi zamówienie po czym wróciłam do pokoju gdzie każdy był już przytomny nawet trójka wykończonych chłopaków (Naill, Harry, Louis) ciągłe narzekanie przy śniadaniu jak ich to wszystko bo doprowadziły że byliśmy wdzięczni że ratownicy którzy paradują na tej plaży załatwili sobie łóżka. Po śniadaniu wyruszyliśmy z połową ekipy na nagrywanie materiału na którym było ty w jaki sposób wszyscy dostali się na plażę. Na szczęście miałam więcej czasu by obserwować zespół podczas nagrywania i między czasem Leti wpadła na wspaniały pomysł który bez zwlekania wprowadziła w życie, a należycie zaczęła nagrywać w łase video na którym umieszczone było najśmieszniejsze sceny a raz te mniej śmieszne takie jak dwu krotne zatrzymanie przez policje Lou zwaloną jazdę. Po zakończeniu tej części teledysku z powrotem wróciliśmy na plażę by zrealizować nowe pomysły reżysera jakie mu wpadły podczas snu oraz by poprawić inne sceny. I oto w ten sposób wróciliśmy na wierzę na plaży.
-Naill chcesz coś powiedzieć??-zapytała Leti stojąc z nim na wierzy.
-jasne!-zgodził się po czym zaczął mówić do kamery.
-możemy zaczynać zawołał reżyser widząc że skończył Naill
-tak-odparła dziewczyna schodząc po schodach mijając resztę chłopaków następnie rozbrzmiały piękne głosy chłopaków.
-są świetni- przyznała stając obok mnie wciąż nagrywając ich.
-bez kitu-zgodziłam się patrząc z nią na nich i w tedy zatkało nas. Z przerażaniem parzyliśmy jak Louis skoczył. Wszyscy stali ja wryci. Mimo że chłopak wylądował szczęśliwie doznałam jeszcze większego szoku, Liam również wpadł na równy kretyński pomysł i skoczył a chłopaki nawet go nie powstrzymali, następny był Harry ale zrobił to za pomocą Lou.
-czy was do reszty powaliło!-zawołałam otrzeźwiając się po wszystkim, chłopaki spojrzeli na mnie jakby nie wiedzieli o co chodzi.
-nic się nie stało-rzucił Harry wracając na wierze.
-nic?! a co byście powiedzieli jak bym ja skoczyła?!-zapytałam zła. Nic nie odpowiedzieli.
-przestań nie odważysz się-wtrącił się SB obserwując wszystko za moich pleców.
-słucham?!-zapytałam odwracając się do tyłu.
-nie odważysz się-powtórzył
-obyś się nie zdziwił-uprzedziłam
-to spróbuj-polecił
-już lecę bo to tak mówisz..
-mówiłem
-dobra!-poddałam się po czym zaczęłam iść w stronę chłopaków
-to jest bardzo, bardzo zły pomysł-wyznał Lou nie przepuszczając mnie
-czemu?-zapytałam przemykają pod jego ręką opartą o barierkę.
-nie możesz-zabronił Liam stając mi na drodze razem z Zayn’em
-mieliście swoją szanse teraz ja chcę.-odparłam przecinkując się między nimi po czym podchodząc do barierki siadłam na niej plecami do chłopaków
-coś sobie zrobisz?-wyrwał się głos trzymającego mnie za łokieć Naill’a ponad ostrzeżenia chłopków.
-nic mi nie będzie-zapewniłam
-on cię prowokuje-wtrącił Harry stając po mojej lewej stronie.
-i mu się udało-przyznałam
-nigdzie nie będziesz skakać-zaprzeczył Liam obejmując mnie w pasie by mnie zdjąć.
-nie!-zawołałam ale nic to nie dało-dobra! sama zejdę-poddałam się.
-na pewno-zapytał zatrzymując się
-tak! poradzę sobie-zapewniłam mówiąc o skoku.
-okej-zgodził się nie pewnie jednocześnie mnie puszczając
-cofnijcie się-poprosiłam widząc ze chłopcy nie chcą mnie puścić.
-dobra, dobra już nie kombinuj-poprosił Harry
-cofnąć się-poleciłam. Widząc że chłopaki cofnęli się odwróciłam głowę przed siebie po czym skoczyłam. Nawet nie zorientowałam się kiedy wylądowałam piasku.
Leciutko oszołomiona poderwałam się by wstać i sprawdzić czy czasem sobie czegoś nie zrobiłam Wyglądało że nie
-nic ci nie jest??-zapytała Leti podbiegając do mnie
-nie-zaprzeczyłam patrząc na SB z uśmiechem wyraźnie było widać ze nie był zadowolony.
-Jenn??!-zawołał Liam zły i zmartwiony jednocześnie w jednej chwili znajdując się o bok mnie.
- kogo tu powaliło!-zawołał Harry z wierzy
-idiota!-wtrącił Lou do Harry’ego.
- mówiłam że nic się nie stanie-przypomniałam czując jeszcze resztki adrenaliny
-chodź usiądziesz-zaproponował Liam zmartwiony łapiąc mnie za dłoń. Zgodziłam się ruchem głowy ruszając za nim
-auć!-wymknął mi się z ust krótki i cichy syk gdy tylko ruszyłam z miejsca lewą stopę. Payne spojrzał ma mnie badawczo zaalarmowany tym że mocniej ścisnęłam jego dłoń pod wpływem bólu. Będąc pewna że każdy to zauważył rozejrzałam się dookoła po twarzach przyjaciół i ekipy która nie chciała się w trącać w „sprawy szefowej”
Licząc że chłopaki sobie poradzą jednak mój wzrok zatrzymał się na SB. Nie zrozumiałe dla mnie było to że chłopak był bardziej przygnębiony niż przedtem przecież wygrał w pewnym sensie. Znów przeniosłam wzrok na Liam’a na jego zmartwioną twarz, nie musiałam nic mówić, chłopak bez słowa wzią mnie na ręce i zaniósł mnie na najbliższe wolne krzesło usadawiając mnie na nim.
-dzięki-podziękowałam skruszona
-nie ma za co-zapewnił kucając przy mojej kosce delikatnym i nie pewnym dotykiem masował mnie po pulchniejącej kosce oceniając uszkodzenia.
-wracaj na plan ja się nią zajmę-poleciła Leti dołączając do nas ale chłopak zignorował ją.
-możesz już wracać-zwróciłam się do Liam’a.
-jesteś pewna?-zapytał zmartwiony.
-tak-przyznałam-nie pozwól im czkać-dodałam
-jak chcesz zostanę..
-nie idź-poprosiłam uśmiechając się łagodnie, chłopak odwzajemnił uśmiech po czym wstał pocałował mnie w czoło i odszedł po drodze zaczepił jakąś dziewczynę z ekipy której coś powiedział wskazując na mnie. Dziewczyna ruchem głowy zgodziła się i gdzieś poszła a Payne dołączył do chłopaków.
-proszę-usłyszałam czyjś głos za pleców, Buł to SB z workiem lodu.
-yyy…-zgasiłam się gdy ten podał mi lód
-Jenn?! Jest problem z….-zawołał jakiś mężczyzna z ekipy
-ja ci pomogę-zaoferował się chłopak odchodząc z granatowym kubkiem który trzymał cały czas w dłonii.
-z nasz go?-zapytała zdziwiona Leti.
-nie-zaprzeczyłam-podobno jest synem kogoś z zarządu-dodałam
-i nie kojarzysz go??
-no nie, będę musiała pogadać z ojcem, może on wie..
-a może jego zapytamy..???
- wątpię żeby powiedział…..
-czemu??
-żeby zrobić mi na złość-wyjaśniłam kładąc lód na kostkę.-Kocham na Naill’a za zimne drinki.
-słucham??
-chciał lód do napojów…
Aaa, a Liam’a za co kochasz??-zapytała siadając o bok mnie..
-eeej…
-no co widzę co się dzieje…zresztą trudno to nie zauważyć..
-serio!?
-noooo!!! lata przy tobie jak przy jajku… nawet przy niej tak nie latał..
-przy niej??!!-zapytałam-spokojnie możesz mi powiedzieć-zapewniłam po chwili
-noo…przy Danielle, troszczył się o nią nie mówię że, jak nie mógł być na jej występie wysłał jej kwiaty, jak stęsknił się za nią opłacił jej lot samolotem, byli szczęśliwy
Ale z czasem zaczęło się coś psuć... im bardziej starał się ją uszczęśliwić tym bardziej nie był sobą. Potem gdy nie wytrzymywał i mówił co mu nie pasuje zaczęły się awantury, odgrywanie się aż w końcu zerwał z nią, ale ta się rozpłakała on nie mógł na to patrzeć więc momentalnie wrócił do niej i miesiącu spokoju znów wszystko zaczęło się od nowa po czym ona z nim zerwała. Liam przez pewien czas chodził jak struty chodź żadne z nas tego nie rozumiało dla czego przecież wydawało się że chciał tego…
-więc zależy mu na niej..
-tego nie wiem.. po prostu… może przyzwyczajenie przecież od programu dużo czasu spędzili razem..
-tam się poznali??
-tak.. tylko…-zaczęła
-spokojnie… jesteśmy tylko przyjaciółmi.. a po za tym to przeszłość-wyznałam łykając ślinę..
-właśnie zachodzimy z chłopakami w głowę czemu nie jesteście razem… Liam nic nie chce powiedzieć.. ty leż jesteś tajemnicza..
-po prostu nie znamy się dobrze..-wyznałam
-tylko dla tego!!? Przecież jest się z sobą by się lepiej poznać..
-nie,
-to dla czego??
-jest taka rzecz ale nie chce o niej mówić..
-masz chłopaka??
-nie!!
-przyniosłam leki leki przeciw spuchliźnie –wtrąciła ta sama dziewczyna z którą rozmawiał Liam.
-dziękuje-podziękowałam klękającej przede mną kobiecie która zabrała się do smarowania opuchlizny jakąś maścią, wcześniej dając mi jakiś proszek przeciw bólowy z szklanka chłodzonej wody-może się położysz i odpoczniesz zasugerowała dziewczyna wstają.
-to dobry pomysł-przytaknęłam chcąc wymigać się od rozmowy z Leti. Była miła ale czasami jej wścibskość i chęć pomocy przyjaciół szły często po drodze więc nie chciałam by coś trafiło z mojej wypowiedzi do chłopaków tym samym, dając im najdzie że będę z ‘’Lim’’ .
- a ja??-zapytała Leti
-będziesz konstytuować video-zaproponowałam próbując wstać.
-Lim? udusi mnie że cię zostawiłam..
-nic ci nie zrobi jak powiesz mu że poszłam spać… ten lek na mnie dziwnie działa..
-na taki skutek uboczny- wtrąciła dziewczyna-to idziemy??-zapytała
-no to dobra, miłych snów-wyznała Leti wstając razem zemną
-dzięki, owocnego nagrywania-wyznałam po czym odeszłam z pomagającą mi dziewczyną która zaprowadziła mnie pod samochód w którym wczoraj się ukrywałam.
-wiesz? Mogłabyś przynieść mi jakiś koc z moją torbą wczoraj zostawiłam ją chyba w samochodzie..
-okej zaczekaj-poprosiła po czym weszła do środka z którego weszła po chwili z wszystkim tym o co ja poprosiłam.
-teraz chodźmy tam-poprosiłam wskazując na miejsce przy brzegu linii brzegowej gdzie mnie zaprowadziła.
-dziękuje to wszystko-wyznałam układając się wygodnie na rozścielonym kocu obok mojej torby.
-jak by co, dzwoń penger’em na numer-wyznała zapisując kilka cyfr na karcę którą miała razem z długo pismem w tylnej kieszeni dżinsowych spodenek. Jeszcze raz jej podziękowałam przyjmując skrawek papieru po czym odeszła a ja wyjęłam pamiętnik w którym opisywałam wszystkie wydarzenia i towarzyszące im uczucia. .
Miłe chłodne powietrze obudziło mnie a wrzasku. Wyspana i wypoczęta wstałam wolno i delikatnie poderwałam się z łóżka. Spojrzałam na wtulonych w siebie Zayn’a i Leti na sąsiednim łóżku a następnie na zaspanego Payne’a który towarzyszył mi przez całą noc. Gdy moje oczy nacieszyli się widokiem chłopaka przeniosłam wzrok na małe okienko wychodzące na pięknie mieniący się przypływ w pierwszych promieniach słońca. Widok był tak piękny że postanowiłam mimo chłodu wyjść z pokoiku na dwór w swojej cienkiej nocnej koszuli na ramiączkach kierując się ku brzegu. Lodowate fale delikatnie omywały moje bose stopy, ale nie przeszkadzało mi to.Ponieważ od dawna marzyłam przeżuć coś takiego.Kolej na pozycja zaliczona pomyślałam myśląc o mojej liście którą napisałam. Umieściłam na niej wszystko co bym chciała przeżyć, od najważniejszej rzeczy do najmniej istotnej. Obserwować jak świat budzi się do życia
z wyjątkowego miejsca było jednym z nich i… doświadczałam to. Nie zakłócony szum wody był najlepszą melodia jaką chciałam teraz słuchać przy oglądaniu wschodzącego powoli słońca, niestety nie było mi to dane. Gdy odwróciłam swoją pogodną twarz w lewą zobaczyłam go. Stał przy brzegu oddalony o jakieś kilkanaście metrów ode mnie nagi do pasa w czarnych wygniecionych spodniach z nie ładem na głowie oraz z granatowym kubkiem wypełniony pewnie tym ciepłym budzącym mnie z rana do życia płynem, kawą. Po kilku minutach obserwowania go chłopak spojrzał na mnie bez wyrazu po czym delikatnie się uśmiechną podnosząc swój kubek lekko do góry w pozdrowieniu.
-gdzie mi uciekasz?-zawołał nie wyraźny czyjś głos przez co odwróciłam energicznie głowę do tyłu. Nikim się spostrzegłam zostałam się w ramionach zaspanego Liam’a otulona kocem który miał narzucony na plecy.-brr.. ale ty zimna-dodał przytulając się do mnie mocniej swoim ciepłym ciałem.
-jak się spało…
-szczerze? świetnie ale i tak uduszę chłopaków…
-czemu??
-przyleźli stęsknieni…-wyjaśnił kładąc głowę na moim ramieniu.
-serio?
-yhyy…śpią u nas na podłodze..
-na podłodze?
-yhyy.. przy łóżku Zayn’a- zaśmialiśmy się-co robimy po zdjęciach??-zapytał
-a co chcesz robić??-zapytałam
-ja?!....mhmm…zobaczysz-wyznał z przekornym uśmiechem
-powiedź!-poleciłam odwracając się do niego twarzą patrząc mu w oczy, ale chłopak nic nie powiedział tylko odwzajemnił spojrzenie z delikatnym zagięciem w kąciku ust. Jego ręce powędrowały ku mojej twarz, wiedziałam co chce zrobić ale nie powstrzymywałam go, gdy jego ręce wsunęły się pod moje włosy. Oboje tego chcieliśmy tego nie zależnie jakie konsekwencje mieliśmy ponieść… jakie ja miałam ponieść. Gdy nasze usta znów się spotkały poczułam jakbym się upiła, dosłownie! Nogi drżały się pod moim ciężarem jak galareta. W końcu zaczęło brakować mi powietrza, tym samym dopuszczając do mnie ostatnią rozmowę z Krisem.
-nie!-wydusiłam mimo wolniej odrywając się od chłopaka.
-czy coś…?!-zaczął niepewnie
-nie!-zaprzeczyłam wiedząc o co chce zapytać-po prostu nie możemy….
-tylko nie mów że za szybko bo oboje wiemy że to nie prawda…-ostrzegł siadając na kocu który ukradkiem spadł na piasek.
-a praca… zresztą to też-odparłam siadając obok niego
-a co ma do tego praca… nasze życie, nasza sprawa-odparł
-ale obiecałam Krisowi zero skandali..
-ty!! nie ja…
-Liam nie utrudniaj…
-ja? to ty podjęłaś za mnie decyzję za nas oboje… i to taką która mi nie odpowiada..
-Liam.. będzie lepiej jak przyhamujemy..
-co!?.. Jenn chyba sobie żartujesz!?..
-my się nawet nie znamy…
-mów za siebie?
-tak!? To powiedz wszystko co wiesz o mnie..
-jesteś, mądra, zadawana, ładna, masz piękne oczy i uśmiech… nawet jak się zawstydzisz..
-wiesz że nie o tym mówię.. nie wiesz co lubię robić, gdzie chodzić.. nie wiesz nic…nic!
-a jak mam się dowiedzieć skoro nie dajesz mi szansy!!..cholera-mrugną wyjmując telefon szybko rozłączył połączenie nawet nie sprawdzając kto dzwonił.
-kto to?-zapytałam podejrzliwie
-fanka dorwała mój numer telefonu..-wyjaśnił zdenerwowany- czego się boisz?-wrócił do tematu
-niczego..
-nie kłam! Widzę że o czymś mi nie mówisz…
-o czym?
-nie wiem? ty mi powiedź..
-na jakiej podstawie tak mówisz..
-widzę… że ciągle starasz się trzymać kontrole nad wszystkim nawet nad uczuciami a gdy się zapomnisz to uciekasz jakbyś się bała że stanie coś czego nie da się naprawić..
-serio!?-zapytałam zdumiona że chłopak to zauważył, myślałam że nauczyłam się to robić perfekcyjnie od kąt dowiedziałam się o chorobie..
-zachowujesz się jak...-przerwał-chyba nie jesteś chora!?-zapytał przestraszonym głosem po chwili, ale nic nie powiedziałam.
-Jenn?!...
-nie..-zaprzeczyłam po chwili-ale.. jak bym była co byś zrobił??
-nie pokoi mnie to pytanie…
-czemu?? To tylko pytanie
-to bym był przy tobie bardziej niż kiedykolwiek…-usłyszeliśmy dźwięk zajeżdżającego samochodu.
-już ósma?-zapytałam wstając na samochodu z cateringu.
-a nasza rozmowa?-zapytał również wstając.- nic nie ustaliliśmy
-proponuje kompromis- rzuciłam jedną ręką poprawiając włosy.-do puki się lepiej nie poznamy jesteśmy przyjaciółmi..
-co!? To ja już nie mogę??-zaczął podchodząc do mnie.
-nie!-zaprzeczyłam cofając się- to nazywa się kompromis-przypomniałam odchodząc w stronę samochodu. Gdy doszłam do samochodu jego nie było już na plaży a le za to był ”SB” („sexy burak”)stał przede mną z paczką jedzenia na wynos. Wiem że nie powinnam ale cóż przyznaje że ciało to on miał. Więc z stąd ten skrót.
-witam szanowną szefowe.. jak się spało??-zapytał nad zwyczajnie miły
-yy..
-głodna??- zapytał wskazując na białą paczkę
-yyyyy…!!
-przepraszam ludzie na śniadanie piją tylko kawę-wyznał
-yyy..
-coś się stało?
-yyy..yy..tak??
-co??
-samo nie wiem?? masz gorączkę?? Wiem!!! leków zapomniałeś??
-tylko tyle??
-nie.. rozważałam jeszcze kosmitów … ale nie pasują
-czemu??
-bo ciebie nikt nie chce…
-hyy.. ja to nikt.. ty!-powiedział odchodząc-niech pan uważa szefowa ma zły humor.-ostrzegł gościa który stał za jego plecami
-poproszę sześć paczek i dwie kawy…-poprosiłam gościa który szybko podał mi zamówienie po czym wróciłam do pokoju gdzie każdy był już przytomny nawet trójka wykończonych chłopaków (Naill, Harry, Louis) ciągłe narzekanie przy śniadaniu jak ich to wszystko bo doprowadziły że byliśmy wdzięczni że ratownicy którzy paradują na tej plaży załatwili sobie łóżka. Po śniadaniu wyruszyliśmy z połową ekipy na nagrywanie materiału na którym było ty w jaki sposób wszyscy dostali się na plażę. Na szczęście miałam więcej czasu by obserwować zespół podczas nagrywania i między czasem Leti wpadła na wspaniały pomysł który bez zwlekania wprowadziła w życie, a należycie zaczęła nagrywać w łase video na którym umieszczone było najśmieszniejsze sceny a raz te mniej śmieszne takie jak dwu krotne zatrzymanie przez policje Lou zwaloną jazdę. Po zakończeniu tej części teledysku z powrotem wróciliśmy na plażę by zrealizować nowe pomysły reżysera jakie mu wpadły podczas snu oraz by poprawić inne sceny. I oto w ten sposób wróciliśmy na wierzę na plaży.
-Naill chcesz coś powiedzieć??-zapytała Leti stojąc z nim na wierzy.
-jasne!-zgodził się po czym zaczął mówić do kamery.
-możemy zaczynać zawołał reżyser widząc że skończył Naill
-tak-odparła dziewczyna schodząc po schodach mijając resztę chłopaków następnie rozbrzmiały piękne głosy chłopaków.
-są świetni- przyznała stając obok mnie wciąż nagrywając ich.
-bez kitu-zgodziłam się patrząc z nią na nich i w tedy zatkało nas. Z przerażaniem parzyliśmy jak Louis skoczył. Wszyscy stali ja wryci. Mimo że chłopak wylądował szczęśliwie doznałam jeszcze większego szoku, Liam również wpadł na równy kretyński pomysł i skoczył a chłopaki nawet go nie powstrzymali, następny był Harry ale zrobił to za pomocą Lou.
-czy was do reszty powaliło!-zawołałam otrzeźwiając się po wszystkim, chłopaki spojrzeli na mnie jakby nie wiedzieli o co chodzi.
-nic się nie stało-rzucił Harry wracając na wierze.
-nic?! a co byście powiedzieli jak bym ja skoczyła?!-zapytałam zła. Nic nie odpowiedzieli.
-przestań nie odważysz się-wtrącił się SB obserwując wszystko za moich pleców.
-słucham?!-zapytałam odwracając się do tyłu.
-nie odważysz się-powtórzył
-obyś się nie zdziwił-uprzedziłam
-to spróbuj-polecił
-już lecę bo to tak mówisz..
-mówiłem
-dobra!-poddałam się po czym zaczęłam iść w stronę chłopaków
-to jest bardzo, bardzo zły pomysł-wyznał Lou nie przepuszczając mnie
-czemu?-zapytałam przemykają pod jego ręką opartą o barierkę.
-nie możesz-zabronił Liam stając mi na drodze razem z Zayn’em
-mieliście swoją szanse teraz ja chcę.-odparłam przecinkując się między nimi po czym podchodząc do barierki siadłam na niej plecami do chłopaków
-coś sobie zrobisz?-wyrwał się głos trzymającego mnie za łokieć Naill’a ponad ostrzeżenia chłopków.
-nic mi nie będzie-zapewniłam
-on cię prowokuje-wtrącił Harry stając po mojej lewej stronie.
-i mu się udało-przyznałam
-nigdzie nie będziesz skakać-zaprzeczył Liam obejmując mnie w pasie by mnie zdjąć.
-nie!-zawołałam ale nic to nie dało-dobra! sama zejdę-poddałam się.
-na pewno-zapytał zatrzymując się
-tak! poradzę sobie-zapewniłam mówiąc o skoku.
-okej-zgodził się nie pewnie jednocześnie mnie puszczając
-cofnijcie się-poprosiłam widząc ze chłopcy nie chcą mnie puścić.
-dobra, dobra już nie kombinuj-poprosił Harry
-cofnąć się-poleciłam. Widząc że chłopaki cofnęli się odwróciłam głowę przed siebie po czym skoczyłam. Nawet nie zorientowałam się kiedy wylądowałam piasku.
Leciutko oszołomiona poderwałam się by wstać i sprawdzić czy czasem sobie czegoś nie zrobiłam Wyglądało że nie
-nic ci nie jest??-zapytała Leti podbiegając do mnie
-nie-zaprzeczyłam patrząc na SB z uśmiechem wyraźnie było widać ze nie był zadowolony.
-Jenn??!-zawołał Liam zły i zmartwiony jednocześnie w jednej chwili znajdując się o bok mnie.
- kogo tu powaliło!-zawołał Harry z wierzy
-idiota!-wtrącił Lou do Harry’ego.
- mówiłam że nic się nie stanie-przypomniałam czując jeszcze resztki adrenaliny
-chodź usiądziesz-zaproponował Liam zmartwiony łapiąc mnie za dłoń. Zgodziłam się ruchem głowy ruszając za nim
-auć!-wymknął mi się z ust krótki i cichy syk gdy tylko ruszyłam z miejsca lewą stopę. Payne spojrzał ma mnie badawczo zaalarmowany tym że mocniej ścisnęłam jego dłoń pod wpływem bólu. Będąc pewna że każdy to zauważył rozejrzałam się dookoła po twarzach przyjaciół i ekipy która nie chciała się w trącać w „sprawy szefowej”
Licząc że chłopaki sobie poradzą jednak mój wzrok zatrzymał się na SB. Nie zrozumiałe dla mnie było to że chłopak był bardziej przygnębiony niż przedtem przecież wygrał w pewnym sensie. Znów przeniosłam wzrok na Liam’a na jego zmartwioną twarz, nie musiałam nic mówić, chłopak bez słowa wzią mnie na ręce i zaniósł mnie na najbliższe wolne krzesło usadawiając mnie na nim.
-dzięki-podziękowałam skruszona
-nie ma za co-zapewnił kucając przy mojej kosce delikatnym i nie pewnym dotykiem masował mnie po pulchniejącej kosce oceniając uszkodzenia.
-wracaj na plan ja się nią zajmę-poleciła Leti dołączając do nas ale chłopak zignorował ją.
-możesz już wracać-zwróciłam się do Liam’a.
-jesteś pewna?-zapytał zmartwiony.
-tak-przyznałam-nie pozwól im czkać-dodałam
-jak chcesz zostanę..
-nie idź-poprosiłam uśmiechając się łagodnie, chłopak odwzajemnił uśmiech po czym wstał pocałował mnie w czoło i odszedł po drodze zaczepił jakąś dziewczynę z ekipy której coś powiedział wskazując na mnie. Dziewczyna ruchem głowy zgodziła się i gdzieś poszła a Payne dołączył do chłopaków.
-proszę-usłyszałam czyjś głos za pleców, Buł to SB z workiem lodu.
-yyy…-zgasiłam się gdy ten podał mi lód
-Jenn?! Jest problem z….-zawołał jakiś mężczyzna z ekipy
-ja ci pomogę-zaoferował się chłopak odchodząc z granatowym kubkiem który trzymał cały czas w dłonii.
-z nasz go?-zapytała zdziwiona Leti.
-nie-zaprzeczyłam-podobno jest synem kogoś z zarządu-dodałam
-i nie kojarzysz go??
-no nie, będę musiała pogadać z ojcem, może on wie..
-a może jego zapytamy..???
- wątpię żeby powiedział…..
-czemu??
-żeby zrobić mi na złość-wyjaśniłam kładąc lód na kostkę.-Kocham na Naill’a za zimne drinki.
-słucham??
-chciał lód do napojów…
Aaa, a Liam’a za co kochasz??-zapytała siadając o bok mnie..
-eeej…
-no co widzę co się dzieje…zresztą trudno to nie zauważyć..
-serio!?
-noooo!!! lata przy tobie jak przy jajku… nawet przy niej tak nie latał..
-przy niej??!!-zapytałam-spokojnie możesz mi powiedzieć-zapewniłam po chwili
-noo…przy Danielle, troszczył się o nią nie mówię że, jak nie mógł być na jej występie wysłał jej kwiaty, jak stęsknił się za nią opłacił jej lot samolotem, byli szczęśliwy
Ale z czasem zaczęło się coś psuć... im bardziej starał się ją uszczęśliwić tym bardziej nie był sobą. Potem gdy nie wytrzymywał i mówił co mu nie pasuje zaczęły się awantury, odgrywanie się aż w końcu zerwał z nią, ale ta się rozpłakała on nie mógł na to patrzeć więc momentalnie wrócił do niej i miesiącu spokoju znów wszystko zaczęło się od nowa po czym ona z nim zerwała. Liam przez pewien czas chodził jak struty chodź żadne z nas tego nie rozumiało dla czego przecież wydawało się że chciał tego…
-więc zależy mu na niej..
-tego nie wiem.. po prostu… może przyzwyczajenie przecież od programu dużo czasu spędzili razem..
-tam się poznali??
-tak.. tylko…-zaczęła
-spokojnie… jesteśmy tylko przyjaciółmi.. a po za tym to przeszłość-wyznałam łykając ślinę..
-właśnie zachodzimy z chłopakami w głowę czemu nie jesteście razem… Liam nic nie chce powiedzieć.. ty leż jesteś tajemnicza..
-po prostu nie znamy się dobrze..-wyznałam
-tylko dla tego!!? Przecież jest się z sobą by się lepiej poznać..
-nie,
-to dla czego??
-jest taka rzecz ale nie chce o niej mówić..
-masz chłopaka??
-nie!!
-przyniosłam leki leki przeciw spuchliźnie –wtrąciła ta sama dziewczyna z którą rozmawiał Liam.
-dziękuje-podziękowałam klękającej przede mną kobiecie która zabrała się do smarowania opuchlizny jakąś maścią, wcześniej dając mi jakiś proszek przeciw bólowy z szklanka chłodzonej wody-może się położysz i odpoczniesz zasugerowała dziewczyna wstają.
-to dobry pomysł-przytaknęłam chcąc wymigać się od rozmowy z Leti. Była miła ale czasami jej wścibskość i chęć pomocy przyjaciół szły często po drodze więc nie chciałam by coś trafiło z mojej wypowiedzi do chłopaków tym samym, dając im najdzie że będę z ‘’Lim’’ .
- a ja??-zapytała Leti
-będziesz konstytuować video-zaproponowałam próbując wstać.
-Lim? udusi mnie że cię zostawiłam..
-nic ci nie zrobi jak powiesz mu że poszłam spać… ten lek na mnie dziwnie działa..
-na taki skutek uboczny- wtrąciła dziewczyna-to idziemy??-zapytała
-no to dobra, miłych snów-wyznała Leti wstając razem zemną
-dzięki, owocnego nagrywania-wyznałam po czym odeszłam z pomagającą mi dziewczyną która zaprowadziła mnie pod samochód w którym wczoraj się ukrywałam.
-wiesz? Mogłabyś przynieść mi jakiś koc z moją torbą wczoraj zostawiłam ją chyba w samochodzie..
-okej zaczekaj-poprosiła po czym weszła do środka z którego weszła po chwili z wszystkim tym o co ja poprosiłam.
-teraz chodźmy tam-poprosiłam wskazując na miejsce przy brzegu linii brzegowej gdzie mnie zaprowadziła.
-dziękuje to wszystko-wyznałam układając się wygodnie na rozścielonym kocu obok mojej torby.
-jak by co, dzwoń penger’em na numer-wyznała zapisując kilka cyfr na karcę którą miała razem z długo pismem w tylnej kieszeni dżinsowych spodenek. Jeszcze raz jej podziękowałam przyjmując skrawek papieru po czym odeszła a ja wyjęłam pamiętnik w którym opisywałam wszystkie wydarzenia i towarzyszące im uczucia. .
-Hahahahahahahahahahhahah....
-Co?
-Nie nic, coś mi się przypomniało
-Co?
-Nie nic, coś mi się przypomniało
Są słowa, które trudno wypowiedzieć, są chwile, które ciężko zapomnieć, są noce, które przepłaczesz, są bajki, w które wierzysz, ale nie ma takiej minuty, która wróci.
Streszczenie czwartego odcinka:)
The Male in the Mail
Mężczyzna w Paczce
Na poczcie zostają odnalezione zwłoki jej pracownika
zapakowane w pudła.
Ekipa z Jeffersonian stara się znaleźć zabójcę.
Booth dowiduje się, od swojego dziadka,
że jego ojciec nie żyje.
Brennan stara się pomóc Booth'owi,
mimo jego pozornej niechęci.
The Male in the Mail
Mężczyzna w Paczce
Na poczcie zostają odnalezione zwłoki jej pracownika
zapakowane w pudła.
Ekipa z Jeffersonian stara się znaleźć zabójcę.
Booth dowiduje się, od swojego dziadka,
że jego ojciec nie żyje.
Brennan stara się pomóc Booth'owi,
mimo jego pozornej niechęci.
- córka, co Ty tu jeszcze robisz? lekcje zaczęły się dwie godziny temu
- jakie lekcje? O.o
- uczyłaś się wczoraj na sprawdzian z historii i nie poszłaś?
- jaki sprawdzian? O.o
- zaraz pewnie wychowawca będzie dzwonił, że znów na wagarach jesteś!
- jaki wychowawca? O.o
- a idź w cholerę ! dobranoc, kurwa !
- jakie lekcje? O.o
- uczyłaś się wczoraj na sprawdzian z historii i nie poszłaś?
- jaki sprawdzian? O.o
- zaraz pewnie wychowawca będzie dzwonił, że znów na wagarach jesteś!
- jaki wychowawca? O.o
- a idź w cholerę ! dobranoc, kurwa !
Coś się zastałam, nie dodawałam żadnych notek, może po prostu weekend zrobił swoje i się rozleniwiłam ?;> Dziś się wyspałam, w sumie wstałam o 13. więc co się dziwić? Męczyłam kompa do 3:30. Sturlałam się jakoś z łóżka, długie spanie jest męczące. Podeszłam do lusterka, obczaiłam czy jestem tak bardzo rozmazana ,że nie moge wyjść z pokoju. W sumie nie było tak źle, w koszulce i majtkach wylazłam z pokoju i kierowałam się do salonu. Drzwi od pokoju brata się uchyliły, wyszła stamtąd dziewczyna, pewnie korki miał z chemii. Szybko wskoczyłam na łóżko w salonie ,żeby mnie nie zobaczyła. Jednak nie lubię pokazywać się w majtkach i bez stanika obcym. - uff, poszła - westchnęłam. Pobiegłam do kuchni, - co na obiad?
- dopiero wstałaś - odparła mama.
- no i co, jest 13. niedługo obiad.
- tata ugotował Ci jajka na miękko.
- no cóż, lepsze to niż nic - burknęłam pod nosem, zabierając jajka i herbatę do pokoju.
W planach miałam dziś wyjść, ale mi chyba nie wyjdzie bo muszę męczyć niemiecki i angola. Jutro sprawdzian z angielskiego a z niemieckiego zadała nam potworną prace domową. Coś myślę ,że ten dzień nie będzie należał do udanych..
Adele to mistrzyni ♥
- dopiero wstałaś - odparła mama.
- no i co, jest 13. niedługo obiad.
- tata ugotował Ci jajka na miękko.
- no cóż, lepsze to niż nic - burknęłam pod nosem, zabierając jajka i herbatę do pokoju.
W planach miałam dziś wyjść, ale mi chyba nie wyjdzie bo muszę męczyć niemiecki i angola. Jutro sprawdzian z angielskiego a z niemieckiego zadała nam potworną prace domową. Coś myślę ,że ten dzień nie będzie należał do udanych..
Adele to mistrzyni ♥
Leżałam w małym, drewnianym łóżku i tępo patrzyłam w sufit. Kiedy wróciłam z randki z Justinem, dziewczyny już mocno spały chociaż było dopiero parę minut po dziesiątej. W sumie dla mnie to było lepiej, bo nie miałabym sił opowiadać im naszego spotkania. Zresztą nic nadzwyczajnego się na nim nie wydarzyło, chyba że pocałunki Justina nazwać nadzwyczajnymi, bo w zasadzie zasługiwały na taką nazwę.
Ale nie o tym myślałam. Zastanawiałam się co by było gdyby moi dawni przyjaciele nie zginęli w tym letnim wypadku. Nie leżałabym teraz tutaj. Zapewne wylegiwałabym się na plaży w którymś z większych kalifornijskich miast. Plotkowałabym z Emily i Anne, popijając orzeźwiający napój. Nawet nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że mogłabym żyć bez nich. Kiedy zginęli, myślałam że moje życie już nigdy się nie ułoży. Jednak los był dla mnie po tym przychylny i teraz inne osoby zastąpiły ich miejsce.
Ale w sumie ten wypadek nie był najgorszą rzeczą w moim życiu. Było coś jeszcze gorszego, do czego przyczyniła się moja matka. Teraz już do tego nie wracałam, bo starałam się o tym zapomnieć. O najgorszych kilku dniach mojego życia…
To zdarzyło się 3 lata temu, kiedy byłam jeszcze 14-letnią dziewczyną. Moi rodzice nie byli już wtedy razem ale ja mieszkałam ze swoją matką, nie z ojcem. Dobrze się z nią dogadywałam, chociaż nigdy nie wytworzyła się między nami jakaś specjalna więź między matką a córką. Może dlatego, że sama matka tego nie chciała. Dla niej liczyła się przede wszystkim jej kariera i wygląd. Matka była dyrektorką w firmie architektonicznej. Mimo że miała prawie 40 lat to wyglądała bardzo młodo, dlatego faceci się za nią uganiali. Kiedyś była dla mnie opiekuńcza, ale po rozwodzie zostawiła mnie samą sobie. Jedynie oceniała jaka jest na przykład moja nowa fryzura. Była dla mnie wyrozumiała, chociaż nie miała dla mnie zbytnio czasu. Jednak gdzieś 4 lata temu zerwał z nią jej chłopak i matka się całkiem podłamała. Do domu codziennie przyprowadzała coraz to nowego faceta i nie przychodzili oni na herbatkę. Któregoś razu jeden z jej facetów przyszedł kiedy ona była w pracy. Był na nią zły, że go zostawiła i zdradziła dlatego postanowił się na niej odegrać. Najpierw udawał miłego, ale kiedy się odwróciłam złapał mnie od tyłu i kazał być cicho. Zaprowadził mnie do swojego samochodu i wywiózł nie wiadomo gdzie. Ciągle mnie… dotykał, jednak nie zrobił nic więcej. Strasznie się bałam. Któregoś razu przez nieuwagę zostawił mnie samą i zdołałam uciec do ojca. Od tamtego czasu nie rozmawiam z matką. I tu nawet nie chodzi tylko o to że przez nią zostałam porwana i molestowana… Chodzi też o to, że ona się tym zbytnio nie przejęła. Nawet nie zaczęła mnie szukać. Po prostu NIC. Właśnie dlatego tak jej nienawidzę… A biorę jeszcze pod uwagę to, że mój porywacz do niej dzwonił… Wprost nie mogłam w to uwierzyć że ona taka jest. Dlatego nie wracam do tej sprawy, bo to powoduje moje cierpienie.
Westchnęłam ciężko a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Najpierw pojedyncze, ale potem przemieniły się w rzewny płacz. Starałam się nie hałasować, ale i tak Lily się zbudziła. Widziałam jej zdezorientowany wyraz twarz i jak szuka źródła hałasu. Wkrótce jej wzrok trafił na mnie. Od razu się przebudziła i do mnie podbiegła. Przykucnęła przy moim łóżku a ja próbowałam przestać płakać i otrzeć łzy.
- Sheila, co się stało? – spytała dociekliwie.
- N-nic takiego. – prawie przestałam płakać ale po chwili zaczęło brakować mi powietrza i musiałam je szybko i głośno nabierać.
- Przecież widzę, że coś poważnego. Justin coś zrobił?
- Nie, nie. Z nim wszystko w porządku. Po prostu… Muszę uporać się ze swoją przeszłością. – odparłam.
Lily patrzyła na mnie badawczo jakby chcąc sprawdzić czy jej nie oszukuję.
- Och, rozumiem. Nie płacz już. – zaczęła mnie głaskać po plecach.
Po 5 minutach uspokoiłam się i Lily poszła spać dalej, chociaż widziałam że nie może zasnąć tylko leży i rozmyśla. Ja robiłabym to samo na jej miejscu, ale nie chciałam żeby przeze mnie zarywała noc na myślenie o moich problemach.
- Lily? – szepnęłam w ciemność.
- Tak? – spytała tym samym tonem co ja.
- Proszę, nie mów nikomu że płakałam.
Usłyszałam ciche westchnięcie.
- Nie powiem.
Przebudziłam się po dziewiątej. Wszystkie dziewczyny były już na nogach. Annabel i Laura krzątały się po pokoju w poszukiwaniu ciuchów, a Lily siedziała po turecku na swoim łóżku i patrząc w małe, okrągłe lusterko malowała usta łososiową szminką. Przetarłam oczy i podniosłam się. Czułam że moje rzęsy są trochę posklejane od płaczu, ale miałam nadzieję że nie widać po mnie, co robiłam w nocy.
- Wstałaś śpioszku. – powiedziała Laura patrząc na mnie. Lily rzuciła mi krótkie spojrzenie.
- Wcale nie jest tak późno. – przeciągnęłam się.
- To są góry. Jakoś mi się udziela tutejsza atmosfera i wczesne wstawanie. – wzruszyła ramionami. Uśmiechnęłam się.
- Nie wiecie, co będziemy dzisiaj robić?
- Idziemy na narty i snowboard. – odezwała się Annabel.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lusterko. Na szczęście wyglądałam dobrze, jeśli nie liczyć mojego zwykłego porannego wyglądu czyli włosów stojących na różne strony świata i trochę świecącej się twarzy. Weszłam pod prysznic i zalał mnie strumień zimnej wody. Dokładnie umyłam włosy i całe ciało, jakby próbując zmyć zły humor. To pomogło. Kiedy wyszłam z kabiny czułam się odświeżona i silniejsza. Wysuszyłam włosy i nasmarowałam twarz kremem ochronnym. Moja skóra od zawsze była bardzo wrażliwa na zimno. Włożyłam jakieś ciuchy i rozczesałam moje niesforne włosy. Pomalowałam się delikatnie i wyszłam z łazienki czując się i wyglądając o niebo lepiej.
Annabel i Laura zniknęły, ale Lily została w pokoju. Nie wiedziałam co powiedzieć, na szczęście ona odezwała się pierwsza.
- Dziewczyny nie mogły się doczekać śniadania i poszły już na dół. – uśmiechnęła się. – Ale ja chciałam poczekać na ciebie. Idziesz?
- Tak, jestem strasznie głodna.
Zeszłyśmy na dół do hotelowej restauracji. Od razu dotarły do nas piękne zapachy górskiego jedzenia. Rozejrzałam się po sali i dostrzegłam grupkę naszych znajomych. Wskazałam na nich Lily i ruszyłyśmy. Justin kiedy tylko mnie zobaczył podniósł się z krzesełka, złapał za biodro i przysunął do siebie witając mnie pocałunkiem. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Justin zrobił mi miejsce obok siebie.
- Zamówiłem ci coś, ale nie wiem czy będzie ci smakować.
Spojrzałam na talerz przede mną. Spoczywała na nim ciepła kanapka, przypiekana bodajże na grillu z jakimś ładnie wyglądającym mięsem i warzywami. Wzięłam pierwszego gryza i od razu poczułam jak bardzo głodna byłam. Ciepłe jedzenie było czymś czego potrzebowałam.
- Pyszne! Trochę jak w Starbucksie, ale w góralskiej wersji. – oblizałam się delikatnie a Justin uśmiechnął się.
Po dobrym, obfitym śniadaniu wszyscy włożyliśmy ciepłe kurtki, czapki i rękawiczki i wsiedliśmy do dużego Vana należącego do Sama i Nicka. To był jedyny samochód który pomieściłby całą naszą rozbrykaną siódemkę, a chcieliśmy jechać samochodem a nie autokarem czy samolotem.
Nick prowadził, a ja siedziałam obok Justina i opierałam głowę na jego ramieniu rozmyślając o Lily. Zastanawiało mnie czy komuś powiedziała o tym, że płakałam.
- Wszystko w porządku? – spytał niepewnie Justin.
- Jasne. Po prostu… myślałam. – odparłam.
Justin co prawda wiedział o moim wypadku, bo opowiedziałam mu o tym po wizycie Matta. Jednak nie wiedział o tym co tak bardzo zaprzątało mi myśli dzisiejszej nocy. Nie wiem dlaczego dzisiaj sobie o tym przypomniałam. Dlaczego właśnie dziś naszły mnie te myśli. Chciałam mu powiedzieć ale moim zdaniem było za wcześnie. Ufałam mu, ale nie byłam w stanie się na to zdobyć.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce musieliśmy odstać swoje w długiej kolejce po narty i deski do wypożyczenia. Nie umiałam jeździć na snowboardzie i bałam się, ale Justin zadeklarował mi swoją pomoc więc zgodziłam się i wypożyczyłam deskę.
Wyciągiem wjechaliśmy na szczyt stoku. Stanęłam w miejscu i popatrzyłam w dół.
- Justin, tu jest bardzo wysoko. – powiedziałam z przerażeniem.
- Nie jest stromo, tylko łagodnie więc nic się nie stanie.
- Nigdy nic nie wiadomo. Mogę się przewrócić i przekoziołkować całą drogę i wtedy też powiesz, że nic się nie stało? – spytałam a Justin tylko się zaśmiał.
- Spokojnie, uwierz mi że nie przekoziołkujesz całej drogi. A gdybyś chciała to będę cię asekurował.
- No to jest chyba oczywiste! – powiedziałam a Justin był jeszcze bardziej rozbawiony. – Nie ciesz się tak, ja się naprawdę boje jazdy na desce.
- Dobrze, przepraszam. – powiedział i namiętnie mnie pocałował.
- Tu się jeździ a nie obściskuje! – krzyknął jakiś facet po 40-stce i zjechał w dół.
Spojrzeliśmy po sobie i się roześmialiśmy.
Justin zaczął mi tłumaczyć jak się jeździ, skręca, trzyma równowagę. Powiedział mi jak się zachować w danej sytuacji i powiedział że czas już zjechać. Na początku strasznie się bałam ale kiedy za pierwszym razem dobrze mi się udało, chciałam tego więcej. Ciągle wjeżdżaliśmy na górę i zjeżdżaliśmy na dół. Zdarzały mi się upadki, ale i tak cieszyłam się jak małe dziecko. Do czasu. Zjeżdżałam z góry może już 20 raz, kiedy nagle wpadłam na kogoś i wywaliłam się na niego. Na początku usłyszałam jakieś wulgaryzmy w moim kierunku, ale kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy wokół zrobiło się jakoś cicho…
________________________________________________________________________
Obiecałam, że będzie lepiej, ale nie wiem czy się udało.
Wiecie co? Na prawdę was kocham. Nigdy wcześniej nie miałam 14 komentarzy a wy zdążyliście je napisać TAK SZYBKO! Nawet nie wiecie jak się cieszyłam! W sumie zajęło wam to 16 godzin :P O jaaa, ale świetnie! *.*
Wybaczcie, ale jeżeli dodam następny to dopiero za tydzień ponieważ ferie mi się dziś kończą :(
Chciałam zadedykować każdemu z osobna rozdział, ale kiedy wysyłałam to się usunęło ;( Ale to jest dla was wszystkich!
Kocham was, dziękuję.
Do napisania.
ps. Liczę że uda wam się ponowić sukces spod 10 rozdziału ;)
Ale nie o tym myślałam. Zastanawiałam się co by było gdyby moi dawni przyjaciele nie zginęli w tym letnim wypadku. Nie leżałabym teraz tutaj. Zapewne wylegiwałabym się na plaży w którymś z większych kalifornijskich miast. Plotkowałabym z Emily i Anne, popijając orzeźwiający napój. Nawet nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że mogłabym żyć bez nich. Kiedy zginęli, myślałam że moje życie już nigdy się nie ułoży. Jednak los był dla mnie po tym przychylny i teraz inne osoby zastąpiły ich miejsce.
Ale w sumie ten wypadek nie był najgorszą rzeczą w moim życiu. Było coś jeszcze gorszego, do czego przyczyniła się moja matka. Teraz już do tego nie wracałam, bo starałam się o tym zapomnieć. O najgorszych kilku dniach mojego życia…
To zdarzyło się 3 lata temu, kiedy byłam jeszcze 14-letnią dziewczyną. Moi rodzice nie byli już wtedy razem ale ja mieszkałam ze swoją matką, nie z ojcem. Dobrze się z nią dogadywałam, chociaż nigdy nie wytworzyła się między nami jakaś specjalna więź między matką a córką. Może dlatego, że sama matka tego nie chciała. Dla niej liczyła się przede wszystkim jej kariera i wygląd. Matka była dyrektorką w firmie architektonicznej. Mimo że miała prawie 40 lat to wyglądała bardzo młodo, dlatego faceci się za nią uganiali. Kiedyś była dla mnie opiekuńcza, ale po rozwodzie zostawiła mnie samą sobie. Jedynie oceniała jaka jest na przykład moja nowa fryzura. Była dla mnie wyrozumiała, chociaż nie miała dla mnie zbytnio czasu. Jednak gdzieś 4 lata temu zerwał z nią jej chłopak i matka się całkiem podłamała. Do domu codziennie przyprowadzała coraz to nowego faceta i nie przychodzili oni na herbatkę. Któregoś razu jeden z jej facetów przyszedł kiedy ona była w pracy. Był na nią zły, że go zostawiła i zdradziła dlatego postanowił się na niej odegrać. Najpierw udawał miłego, ale kiedy się odwróciłam złapał mnie od tyłu i kazał być cicho. Zaprowadził mnie do swojego samochodu i wywiózł nie wiadomo gdzie. Ciągle mnie… dotykał, jednak nie zrobił nic więcej. Strasznie się bałam. Któregoś razu przez nieuwagę zostawił mnie samą i zdołałam uciec do ojca. Od tamtego czasu nie rozmawiam z matką. I tu nawet nie chodzi tylko o to że przez nią zostałam porwana i molestowana… Chodzi też o to, że ona się tym zbytnio nie przejęła. Nawet nie zaczęła mnie szukać. Po prostu NIC. Właśnie dlatego tak jej nienawidzę… A biorę jeszcze pod uwagę to, że mój porywacz do niej dzwonił… Wprost nie mogłam w to uwierzyć że ona taka jest. Dlatego nie wracam do tej sprawy, bo to powoduje moje cierpienie.
Westchnęłam ciężko a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Najpierw pojedyncze, ale potem przemieniły się w rzewny płacz. Starałam się nie hałasować, ale i tak Lily się zbudziła. Widziałam jej zdezorientowany wyraz twarz i jak szuka źródła hałasu. Wkrótce jej wzrok trafił na mnie. Od razu się przebudziła i do mnie podbiegła. Przykucnęła przy moim łóżku a ja próbowałam przestać płakać i otrzeć łzy.
- Sheila, co się stało? – spytała dociekliwie.
- N-nic takiego. – prawie przestałam płakać ale po chwili zaczęło brakować mi powietrza i musiałam je szybko i głośno nabierać.
- Przecież widzę, że coś poważnego. Justin coś zrobił?
- Nie, nie. Z nim wszystko w porządku. Po prostu… Muszę uporać się ze swoją przeszłością. – odparłam.
Lily patrzyła na mnie badawczo jakby chcąc sprawdzić czy jej nie oszukuję.
- Och, rozumiem. Nie płacz już. – zaczęła mnie głaskać po plecach.
Po 5 minutach uspokoiłam się i Lily poszła spać dalej, chociaż widziałam że nie może zasnąć tylko leży i rozmyśla. Ja robiłabym to samo na jej miejscu, ale nie chciałam żeby przeze mnie zarywała noc na myślenie o moich problemach.
- Lily? – szepnęłam w ciemność.
- Tak? – spytała tym samym tonem co ja.
- Proszę, nie mów nikomu że płakałam.
Usłyszałam ciche westchnięcie.
- Nie powiem.
Przebudziłam się po dziewiątej. Wszystkie dziewczyny były już na nogach. Annabel i Laura krzątały się po pokoju w poszukiwaniu ciuchów, a Lily siedziała po turecku na swoim łóżku i patrząc w małe, okrągłe lusterko malowała usta łososiową szminką. Przetarłam oczy i podniosłam się. Czułam że moje rzęsy są trochę posklejane od płaczu, ale miałam nadzieję że nie widać po mnie, co robiłam w nocy.
- Wstałaś śpioszku. – powiedziała Laura patrząc na mnie. Lily rzuciła mi krótkie spojrzenie.
- Wcale nie jest tak późno. – przeciągnęłam się.
- To są góry. Jakoś mi się udziela tutejsza atmosfera i wczesne wstawanie. – wzruszyła ramionami. Uśmiechnęłam się.
- Nie wiecie, co będziemy dzisiaj robić?
- Idziemy na narty i snowboard. – odezwała się Annabel.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lusterko. Na szczęście wyglądałam dobrze, jeśli nie liczyć mojego zwykłego porannego wyglądu czyli włosów stojących na różne strony świata i trochę świecącej się twarzy. Weszłam pod prysznic i zalał mnie strumień zimnej wody. Dokładnie umyłam włosy i całe ciało, jakby próbując zmyć zły humor. To pomogło. Kiedy wyszłam z kabiny czułam się odświeżona i silniejsza. Wysuszyłam włosy i nasmarowałam twarz kremem ochronnym. Moja skóra od zawsze była bardzo wrażliwa na zimno. Włożyłam jakieś ciuchy i rozczesałam moje niesforne włosy. Pomalowałam się delikatnie i wyszłam z łazienki czując się i wyglądając o niebo lepiej.
Annabel i Laura zniknęły, ale Lily została w pokoju. Nie wiedziałam co powiedzieć, na szczęście ona odezwała się pierwsza.
- Dziewczyny nie mogły się doczekać śniadania i poszły już na dół. – uśmiechnęła się. – Ale ja chciałam poczekać na ciebie. Idziesz?
- Tak, jestem strasznie głodna.
Zeszłyśmy na dół do hotelowej restauracji. Od razu dotarły do nas piękne zapachy górskiego jedzenia. Rozejrzałam się po sali i dostrzegłam grupkę naszych znajomych. Wskazałam na nich Lily i ruszyłyśmy. Justin kiedy tylko mnie zobaczył podniósł się z krzesełka, złapał za biodro i przysunął do siebie witając mnie pocałunkiem. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Justin zrobił mi miejsce obok siebie.
- Zamówiłem ci coś, ale nie wiem czy będzie ci smakować.
Spojrzałam na talerz przede mną. Spoczywała na nim ciepła kanapka, przypiekana bodajże na grillu z jakimś ładnie wyglądającym mięsem i warzywami. Wzięłam pierwszego gryza i od razu poczułam jak bardzo głodna byłam. Ciepłe jedzenie było czymś czego potrzebowałam.
- Pyszne! Trochę jak w Starbucksie, ale w góralskiej wersji. – oblizałam się delikatnie a Justin uśmiechnął się.
Po dobrym, obfitym śniadaniu wszyscy włożyliśmy ciepłe kurtki, czapki i rękawiczki i wsiedliśmy do dużego Vana należącego do Sama i Nicka. To był jedyny samochód który pomieściłby całą naszą rozbrykaną siódemkę, a chcieliśmy jechać samochodem a nie autokarem czy samolotem.
Nick prowadził, a ja siedziałam obok Justina i opierałam głowę na jego ramieniu rozmyślając o Lily. Zastanawiało mnie czy komuś powiedziała o tym, że płakałam.
- Wszystko w porządku? – spytał niepewnie Justin.
- Jasne. Po prostu… myślałam. – odparłam.
Justin co prawda wiedział o moim wypadku, bo opowiedziałam mu o tym po wizycie Matta. Jednak nie wiedział o tym co tak bardzo zaprzątało mi myśli dzisiejszej nocy. Nie wiem dlaczego dzisiaj sobie o tym przypomniałam. Dlaczego właśnie dziś naszły mnie te myśli. Chciałam mu powiedzieć ale moim zdaniem było za wcześnie. Ufałam mu, ale nie byłam w stanie się na to zdobyć.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce musieliśmy odstać swoje w długiej kolejce po narty i deski do wypożyczenia. Nie umiałam jeździć na snowboardzie i bałam się, ale Justin zadeklarował mi swoją pomoc więc zgodziłam się i wypożyczyłam deskę.
Wyciągiem wjechaliśmy na szczyt stoku. Stanęłam w miejscu i popatrzyłam w dół.
- Justin, tu jest bardzo wysoko. – powiedziałam z przerażeniem.
- Nie jest stromo, tylko łagodnie więc nic się nie stanie.
- Nigdy nic nie wiadomo. Mogę się przewrócić i przekoziołkować całą drogę i wtedy też powiesz, że nic się nie stało? – spytałam a Justin tylko się zaśmiał.
- Spokojnie, uwierz mi że nie przekoziołkujesz całej drogi. A gdybyś chciała to będę cię asekurował.
- No to jest chyba oczywiste! – powiedziałam a Justin był jeszcze bardziej rozbawiony. – Nie ciesz się tak, ja się naprawdę boje jazdy na desce.
- Dobrze, przepraszam. – powiedział i namiętnie mnie pocałował.
- Tu się jeździ a nie obściskuje! – krzyknął jakiś facet po 40-stce i zjechał w dół.
Spojrzeliśmy po sobie i się roześmialiśmy.
Justin zaczął mi tłumaczyć jak się jeździ, skręca, trzyma równowagę. Powiedział mi jak się zachować w danej sytuacji i powiedział że czas już zjechać. Na początku strasznie się bałam ale kiedy za pierwszym razem dobrze mi się udało, chciałam tego więcej. Ciągle wjeżdżaliśmy na górę i zjeżdżaliśmy na dół. Zdarzały mi się upadki, ale i tak cieszyłam się jak małe dziecko. Do czasu. Zjeżdżałam z góry może już 20 raz, kiedy nagle wpadłam na kogoś i wywaliłam się na niego. Na początku usłyszałam jakieś wulgaryzmy w moim kierunku, ale kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy wokół zrobiło się jakoś cicho…
________________________________________________________________________
Obiecałam, że będzie lepiej, ale nie wiem czy się udało.
Wiecie co? Na prawdę was kocham. Nigdy wcześniej nie miałam 14 komentarzy a wy zdążyliście je napisać TAK SZYBKO! Nawet nie wiecie jak się cieszyłam! W sumie zajęło wam to 16 godzin :P O jaaa, ale świetnie! *.*
Wybaczcie, ale jeżeli dodam następny to dopiero za tydzień ponieważ ferie mi się dziś kończą :(
Chciałam zadedykować każdemu z osobna rozdział, ale kiedy wysyłałam to się usunęło ;( Ale to jest dla was wszystkich!
Kocham was, dziękuję.
Do napisania.
ps. Liczę że uda wam się ponowić sukces spod 10 rozdziału ;)





