Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

Następny rozdział>6< dedykuje mojemu kotu -Pedrze ponieważ bardzo ją kocham, i umie mnie pocieszyć!!!
06.02.2012 o godz. 15:17

; oo

No siema...Nie było mnie bo nie mam czasu pisać bo się dużo dzieje jak się ma szkołę 6 dni w tygodniu.Spróbuję to wszystko nadrobić i wiecie co?Będę pisać opowieść.Ale to dopiero zrobię nowe konto będzie mi lepiej pisać.Dam wam znać kiedy zacznę ale prawdopodobnie dzisiaj.Wczoraj z koleżankami(Natasha i Donna ;D) poszłyśmy do kina na Jack i Jill ,potem do tk maxu ,bardziej potem do Natashy domu , jeszcze bardziej później mieliśmy iść na kręgle ale poszłyśmy do tesco bo byłyśmy zmęczone.Gdzieś około 4 przyszła do Natashy jej koleżanka (po rosyjsku gadają bo są z ukrainy czy coś) i tak gadały i gadały a my z Donną nie rozumiałyśmy i się nudziłyśmy więc poszłyśmy do mnie.Pooglądaliśmy coś i Donna poszła do domu.Dzisiaj byłam u lekarza z bratem i siostrą bo są chorzy.Ja tylko się przeziębiłam ale to nic wielkiego.Ja musiałam iść bo byłam tłumaczem więc nie poszłam dziś do szkoły.Sorki , trochę się rozpisałam :D.Idę już bo będę pisać tą opowieść bo mnie kolega zmusza ; pp .Paa ; >

mysterious ♥
06.02.2012 o godz. 15:17
ROZDZIAŁY NA MOIM NOWYM BLOGU : www.myself.bloblo.pl

"Muszę jechać do Polski - Ona tam jest, ja muszę. "


Następnego dnia Megan miała oprowadzić mnie po okolicy i wyskoczyć do galerii handlowej, gdyż nie zabrałam ze sobą żadnych ubrań. Na szczęście dziś miałam nowy strój skompletowany przez moją kuzynkę czyli czarne, krótkie spodenki i jakąś lekko zieloną bluzkę z znakiem Convers.
To śmieszne, wcale się nie znamy, ale wiemy o sobie wszystko z opowieści rodziców.
- Tak właściwie gdzie jest teraz Twoja mama ? - zapytała Megan w drodze na autobus. Tutaj nie mogłam dostać auta przed ukończeniem 18 roku życia, ona też nie, więc musieliśmy polegać na warszawskim transporcie.
- Ja .. ja nie wiem. - odezwałam się spuszczając uśmiechniętą głowę. Naprawdę nie wiedziałam gdzie się podziewa, co robi i czy wie co uczynił mi tata. Właściwie czemu nie przyjechała z nim. Tak zajęłam się moim nieszczęściem, że nie dostrzegłam braku mojej własnej mamy.
Doszliśmy na przystanek ,który był czerwony, pomazany sprejami i wulgaryzmami.
- To nasza Polska. - odezwała się Megan i usiadła na drewnianej ławeczce we wnętrzu budki.
- Taa. - szepnęłam pod nosem i dołączyłam do dziewczyny.
Naszym celem była galeria, dostałam od taty plik dużej ilości pieniędzy i mogłam zaszaleć, tak samo jak moja kuzynka, która i tego dnia wydawała się słaba i blada.
Nie chciałam wypytywać czemu tak wygląda. Uczyli mnie, że to nie grzeczne i nie zamierzam wchodzić w te tematy, chyba, że Megan sama się przede mną otworzy - jednak szczerze w to wątpiłam.
Po chwili nadjechał nasz autobus w kolorze żółto czerwonym. Meg wyjęła z kieszeni małe bileciki i położyła mi jeden z nich na ręce, po czym pchnęła w stronę otwierających się drzwi.
W środku panowała wysoka temperatura przez ,którą prawie nie szło oddychać. Zmierzyliśmy w kierunku małego kontrolera biletów przymocowanego na poręczy. Kiedy nasze bilety zostały skasowane usiadłyśmy na wolnych miejscach patrząc w okno.
Mijaliśmy ulice, ludzi i inne auta. Wszyscy pośpiesznie przemieszczali się po mieście jakby uciekali przed burzą podczas kiedy ja i Megan spokojnie zanurzyliśmy się w fotelach. Nie miałam pojęcia o czym myślała dziewczyna obok, ale ja myślami byłam na Wyspach Dziewiczych i przytulałam do siebie Justina co chwilę całując go i cieszą się jego obecnością.
Jednak warkot silnika autobusu sprowadził mnie na Ziemię i znów siedziałam w zatłoczonym pojeździe obok bladej dziewczynki przeglądającej strony internetowe.
- Widzisz, wszyscy wiedzą. - powiedziała i podała mi iPhone z jedną ze stron plotkarskich. Szybko odczytałam temat i nie wierzyłam własnym oczom. Opisali całe zajście podczas wizyty mojego taty na Wyspach, rozstanie z Justinem i kawałek treści listu. Oddałam telefon kuzynce ,a sama zapadłam się w fotel.

* * * Oczami Justina * * *


- Justin czy do jasnej cholery możesz się skupić !? - krzyknął Scooter po raz kolejny tego dnia kiedy źle zaśpiewałem tekst piosenki. - Płyta ma być wydana pod koniec sierpnia, a my mamy jeszcze 3 niezaczęte kawałki. Więc na Miłość Boską przyłóż się do tego ! - wydarł się na mnie po czym wrócił za szybę i nie spuszczał mnie z oczu.
Od rana siedzę w studiu i próbuję dogodzić Scooterowi oraz jego wymaganiom całej płyty.
Jednak nie potrafię się skupić, wciąż mam przed oczami jej uroczy uśmiech i gest rąk kiedy zarzucała włosami oraz ruchy jej seksownego, opalonego ciała.
Nie można było zapomnieć o osobie, którą się kochało.
- Zróbmy przerwę. - powiedział ze zrezygnowaniem mój menadżer i wyszedł z pomieszczenia.
Poszedłem w jego ślady, uchyliłem drzwi i po chwili byłem już na zewnątrz studnia. Usiadłem obok fontanny i wpatrywałem się w wodę. Wyjąłem z kieszeni telefon i pierwszy raz od przylotu do LA sprawdziłem sms i pocztę głosową. Była ich cała masa, ale tylko podczas odsłuchiwania jednej wiadomości się uśmiechnąłem. Była to Elena. Jej słodki głos wypełnił moje ciało, prosiła o pomoc, której nie mogłem jej dać, bo znajdowaliśmy się po dwóch stronach świata.
Biegiem wróciłem do studia i zacząłem szukać Scootera. W końcu znalazłem go przy automacie z kawą.
- Muszę jechać do Polski ! - krzyknąłem w jego stronę już w oddali. - Ona tam jest, ja muszę. - dodałem.
- Nie ma mowy, nie możemy odłożyć powstania płyty. - mój menażer pokręcił głową upijając łyk kawy.
- Nie obchodzi mnie płyta i kariera. Chce jej. - powiedziałem patrząc w oczy Scootera.
- Młody nie wydziwiaj i wracajmy do studia. - poklepał mnie po ramieniu i zaciągnął siłą do małego pomieszczenia, w który znów zacząłem śpiewać.

* * * Oczami Eleny * * *


- Myślisz, że Justin odsłucha Twoją wiadomość ? - zapytała Megan idąc wzdłuż długiego korytarza.
- Mam nadzieję, że tak. - odparłam i ugryzłam kawałek kanapki, który wcześniej kupiliśmy.
Chodziliśmy po galerii już całe 4 godziny i nie mogłam zrozumieć jak jeszcze daję radę, bez niego. Kupiłam tyle ubrań, że prawie nie mogłam unieść tych wszystkich torb.
Nagle Megan oparła się o ścianę i zaczęła łapczywie wciągać powietrze zsuwając się do samej podłogi.
- Ludzie, pomocy !c - krzyknęłam podbiegając do kuzynki. Najpierw sprawdziłam jej tętno - jeszcze wyczuwalne ,a następnie zadzwoniłam po karetkę.

20 minut po wezwaniu ambulansu Meg została wnoszona na noszach do karetki, gdzie nikt nie potrafił mi powiedzieć o co chodzi. Zapakowałam się razem z nimi zostawiając torby do odebrania tacie i odjechaliśmy do szpitala.
Przed budynkiem zebrało się dużo osób, i każdy chciał wiedzieć co się takiego dzieje, jednak nikt tego nie wiedział ... Jedno było pewne, że Megan naprawdę była chora, jej skóra, głos nie były blade i słabe bez powodu. Zadawałam sobie pytanie : Co jej jest patrząc na jej reanimowane ciało.

__________________________________________

25 < 33
Po prostu dziękuję najmocniej jak umiem za wszystkie komentarze jakie od was uzyskałam pod ostatnim postem ; *
Sądzę, że ten rozdział spodoba Wam się jeszcze bardziej, bo mnie emocje roznoszą.
Znów dziękuję ! : *
18 komentarzy = NN

Ps. Co do wyglądu Megan to nie jestem w stanie Wam go pokazać na zdjęciu, bo nie potrafię takiego znaleźć.
06.02.2012 o godz. 15:02
Październik, deszcz i cały dzień spędzony w samolocie zmierzającego do Nowego Jorku . Tak wyglądała kolejna przeprowadzka . Kolejna? Oh tak . Mama właśnie znalazła nową pracę z idealną pensją . A tata? Nigdy go nie poznałam i nie bedzie takiej okazji
Wysiadamy z samolotu . Wsiadamy do taksówki , taksówkarz pakuje nasze walizki do bagażnike . Jest piątek , godzina 10:00 . Przemierzamy ulice Nowego Yorku . W końcu zatrzymujemy się pod dużym domem z wielkim ogrodem i sporym basenem .
-Wysiadamy dzieci ! -Słyszę głos matki -To tu !
Tak , tak . Wchodzimy z naszymi torbami i walizkami do korytarza . Wychodzę po schodach do góry , tam miał być mój pokój . Widziałam bo bokach 4 pary drzwi . Otwieram pierwszą.. nie to nie mój pokój , ten jest Louisa . Kolejnee .. Łazienka , to chyba moje ; ) Trzecie drzwi kolejna łazienka , tym razem louisa . Czwarte, w końcu mój pokój . Jee . Zajebiście !
Reszta dnia spędzona na rozpakowywaniu się . Kąpiel i mój upragniony sen.
Tylko teraz obawiam się pierwszego dnia szkoły który czeka mnie po weekendzie . ; /

06.02.2012 o godz. 14:55
Postanowiłam zacząć od nowa , tym razem nie o Justinie . Poznajcie bohaterów:
Emma Smith. 16 latka . Która nie wie czego chce . Słucha hip hopu i rapu i tak na prawdę tylko to trzyma ją przy życiu . Ciągle się przeprowadza . Chce w końcu poznać stałych przyjaciół i chłopaka lecz nie wieży w to . Tnie się, pije czasami pali . Ma na wszystko w*je*ane

Louis Smith 18 latek . Brat Emmy . Słucha metalu, rocku itd . Lubi jeździć na desce i tylko to łączy go z jego siostrą , po za tym są zupełnie inni . Ale i tak świetnie rozumie się z Emmą .

Mandy Williams 16 lat . Chodzi do klasy z Emmą . Jest szalona . z zachowania i zainteresowań bardzo podobna do Emmy, słucha tej samej muzyki . Jej rodzice rozwiedli się gdy miała 2 lata . Aktualnie mieszka z mamą.

Max Thomas 17 lat . Chłopak Mandy . Słucha tej muzyki co Mandy i Emma . Lubi imprezować . Lecz nie pali, nie tnie się , nie pije (chyba że okazjonalnie) Nie przeszkadza mu że Mandy pije pali . Lecz stale prosi ją żeby się nie cięła.

Dylan Wright 16 lat . Chodzi do klasy z Mandy oraz Emmą . Jest bardzo przystojny, emmie z wyglądu bardzo się podoba . Lecz mówi że z zachowania jest pusty i taki jak każdy inny chłopak . Lecz nie zna jeszcze jego zainteresowań (bmx, deskorolki, muzyka) i muzyki której słucha (rap, hip-hop)

06.02.2012 o godz. 14:54
Rozdział 5

Rodzice mówili, że spałam przez 4 tygodnie.
Obudziłam się. Pierwsze słowo to:
-Czemu mi pomogliście...?
-Bo cię kochamy - powiedziała mama ze łzami w oczach
Tata zaczął ją przytulać. I nagle wchodzi on... Ten zdrajca... Nagadałabym mu, ale obiecałam...
-Przepraszam, mógłbym zostać z nią sam?
Zanim mama zdążyła powiedzieć krzyknęłam stanowczo
-NIEEEEEEEEEEEE!
-Jak to?
-Słuchaj ona dopiero się obudziła. Zanim dojdzie do siebie minie troche czasu.
Gdyby ona wiedziała co mi zrobił...
Nagle przyszła pielęgniarka.
-Przepraszam, ale Cherry musi odpoczywać, godziny widzenia się skończyły.
-Dobrze, a kochanie, Kala mówiła że wpadnie do ciebie jutro.
Kiwnęłam głową na tak.
Poszli... Siedziałam sama... Łzy zaczęły mi lecieć. Pytanie Czemu oni mie uratowali? Ja nie chcę żyć!


~następny dzionek

Przyszła Kala.
-Czemu to zrobiłaś?
-Nie chcę żyć.
-Słuchaj, chciałaś zostawić Pedre, by nie mówiąc mnie, samą?
-Nie myślałam o tym...
-Widzisz, mogłam nie mówić
-Dobrze, że powiedziałaś...
-Ale nie dobrze dla twojego zdrowia
-Przecież dzięki nim wyjdę z tego
-Tak, i musimy go przyłapać na zdradzie, więc szybko wracaj do zdrowia
-Spox
Uśmiechnęłam się do niej. Gadałyśmy jeszcze przez chwile. Przerwało nam pukanie do drzwi, patrze kto wchodzi. No oczywiście Maciek. Straciłam humor. I nagle Kala:
-Czego tu szukasz?
-Przyszedłem do Cherry
-yhy, uważaj bo mogę jej coś jeszcze powiedzieć.
-Spoko, chciałem z nią pogadać.
-Ona nie jest jeszcze gotowa na rozmowe z tobą
-Chciałem się dowiedzieć czemu leżysz w szpitalu
-To przez ciebie!
Uspokoiłam Kalę.
-Jak to przeze mnie?
-Tak to!
-Słuchajcie! Ja nie moge sie denerwować!
-No ale ten głupek...
-Kala sama się ze mną umawiałaś...
-No tak...
-Umawiałaś? Na co?
-Nie twoja sprawa! Syknęła Kala, to nie w jej stylu.
-Kala! Masz jakieś przeczulenie na moim punkcie!
-No i mam powód
Nagle Maciek wyszedł.
-Sorka...
-Nie ma sprawy, na razie nie mam ochoty z nim spędzać czas...
-Spoko, to kiedy wychodzisz?
-Za dwa dni
-Ojj ja musze już lecieć, cześć
-Przychodź częściej
I poszła... Leżałam, myślałam co będzie dalej...Już nie chce się zabijać... Może to jest szansa na drugie życie?
06.02.2012 o godz. 14:53

Mam.

Jeszcze nienawidzę alkoholu (nawet szampana, nawet zapachu!).
Nie lubię chodzić na imprezy, dyskoteki itp.
Nie lubię urodzin i składać życzenia.
Nie lubię chodzić do barów, pizzerni i innych różnych zatłoczonych miejsc.
06.02.2012 o godz. 14:44

16:
Po wejściu do łazienki skorzystałam z toalety,umyłam dłonie i wyciągnęłam telefon z torebki.Nikt nie dzwonił więc go schowałam i wyszłam z łazienki.Biegł jakiś chłopak i wpadł na mnie co spowodowało,że prawie się wywróciłam.On jak gdyby nigdy nic się zaśmiał i chciał odejść.
-Przepraszam się mówi !-krzyknęłam wściekła a on się odwrócił.
-No dobra sory!-powiedział i spojrzał na mnie po czym oblizał usta.
-Palant-powiedziałam na odchodne i wróciłam do stolika.Nie chciałam sobie zepsuć wieczoru więc postanowiłam,że pogadam z Justinem o tym jutro.Wrócłam uśmiechnięta jak gdyby nigdy nic się nie stało.
-Długo cię nie było-powiedział Justin robiąc mi miejsce przy sobie.
-Przepraszam jakiś palant na mnie wpadł.
-Zrobił ci coś ?-zapytał Justin czułym głosem.
-Nie wszystko ok, a wy o czym rozmawiacie ?-zapytałam patrząc na Selene i Jake'a.
-A o niczym, idziemy tańczyć ?-zapytała.
-Chcę na chwile z Niną pogadać, idźcie już zaraz przyjdziemy-powiedział Justin a ja na niego spojrzałam.
-O czym ?
-Przepraszam,że nic nie powiedziałem ale nie myślałem,że tak cię to zdenerwuje-powiedział i musnął moje usta.
-W porządku,ale teraz idziemy tańczyć-powiedziałam i wzięłam Justina za rękę na parkiet.
Tańczyliśmy wszyscy razem świetnie się bawiąc, Justin cały czas się przy mnie kręcił jakby mnie pilnował.W końcu nadeszła wolna piosenka.Mój chłopak objął mnie i tańczyliśmy patrząc sobie w oczy,przez przypadek wpadliśmy na Selene i Jake'a co spowodowało,że teraz to ja z nim tańczyłam a Selena z Justinem.
-Bardzo ładnie wyglądasz-powiedział mocniej mnie chwytając w pasie.
-Dziękuje-powiedziałam nieśmiało i lekko się uśmiechnęła.Zobaczyłam na Justina a on śmiał się z czegoś z Seleną przytulając się do niej tak,że stykali się ciałami.Zdenerwowałam się i dosunęłam się do Jake'a co mu się spodobało.
-Ile masz lat ?-zapytałam patrząc na niego.
-21 a Ty ?
-17 -odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Długo jesteś z Seleną?
-2 miesiące-powiedział i piosenka się skończyła.Parkiet był już pełen ludzi,tańczyłam swobodnie puki Jake mnie nie objął z tyłu.
-Ej co robisz?-zapytałam nie mogąc się od niego oderwać.
-Tańcze mała-powiedział a ja nadepnęłam mu obcasem na stopę i mnie puścił,wściekły poszedł do baru.Szukałam wzrokiem Justina i znalazłam go.Tańczył z Seleną 2 metry dalej,przez tłum ledwo go widziałam,zrezygnowana tańczyłam sama aż nagle ktoś ponownie mnie chwycił w pasie,poczułam męskie perfumy.Odwróciłam się do niego przodem i oniemiałam to był ten sam koleś co wpadł na mnie przy toalecie.
-Siema-powiedział i mocniej mnie do siebie przycisnął,obrócił mnie do siebie tyłem trzymając obiema rękami za brzuch.Nie mogłam się od niego uwolnić a on zaczął swoim kroczem uderzać o mój tyłek.Poczułam się strasznie a najgorsze,że Justin mnie nie widział tylko nadal świetnie się bawił z Seleną.
-Puść mnie !-krzyknęłam wściekła.
-Pierwsze sobie maleńka potańczymy ! -powiedział i pocałował mój policzek.Wściekła chciałam się wyrwać ale chwycił mi ręcę,nie mogłam nic zrobić a ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę.
-Cholera puść mnie !-krzyknęłam głośniej ale i tak muzyka była tak głośna,że ledwo było mnie słychać.
-Zamknij się albo pożałujesz!-powiedział ściskając mnie jeszcze mocniej,ledwo nabrałam powietrza.Po moim policzku spłynęła łza.
-Justin gdzie jesteś !-powiedziałam sama do siebie a ten koleś zaczął wodzić ręką po moim udzie.Całkiem się popłakałam,na szczęście zbliżał się Jake zobaczył co się dzieje i podbiegł do mnie po czym uderzył tego kolesia a on mnie puścił.Wtedy też znalazł się przy nas Justin.
-Chodź tu suko, będzie ci dobrze !-krzyknął leżąc na podłodze a muzyka ucichła po czym wszyscy zgromadzili się wokół nas.
-Zabije go !-powiedział Justin i rzucił się na niego co spowodowało,że z każdej strony robiono nam zdjęcia.
Justin siedział na nim i okładał go pięściami po twarzy próbowałam go odciągnąć ale nie dałam rady,odepchnął mnie od nich.Na szczęście Jake,który był po paru piwach dał sobie z nimi rade.Przyszła ochrona i wyrzuciła Justina i tego kolesia z klubu.Szybko z Seleną i Jake'iem zabraliśmy nasze rzeczy i wyszliśmy.
Stanęłam jak wryta gdy zobaczyłam,że teraz ten koleś okłada Justina,szybko do nich pobiegliśmy i Jake uderzył tego kolesia co spowodowało,że się przewrócił i składał z bólu.
-Justin-powiedział ze łzami w oczach patrząc na Justina,który usiadł na chodniku patrząc jak Jake podnosi tego kolesia.
-Spadaj! -krzyknął Jake a koleś odszedł plując krwią po drodze.
Spojrzałam na całą trójkę i zapłakana zaczęłam się cofać.
-Nina-odezwał się Justin łamiącym głosem.
Ja bez słowa odeszłam i skierowałam się do hotelu, miałam bliziutko ale gdy już prawie doszłam dorwali mnie paparazzi co mnie zdziwiło bo była godzina 03:15.Zadawali mnóstwo pytań i robili zdjęcia.W końcu doszłam do hotelu i skierowałam się do windy,będąc w niej popłakałam się.

Po wejściu do pokoju,ściągłam buty i rzuciłam torebkę na szafkę,byłam cholernie zmęczona.Postanowiłam zaczekać na Justina,usiadłam przy łóżku patrząc na widok za oknem,byłam wściekła na niego za to co się stało.Wiem,że nie musi być przy mnie cały czas ale gdyby chociaż na sekundę na mnie spojrzał nic by sie nie stało,ale nie on wolał bawić się z Seleną.
Siedziałam na podłodze do 5 czekając na niego jak głupia.Oczy mi się już same zamykały,w końcu usłyszałam jak ktoś puka domyśliłam się,że to on.Niechętnie wstałam i musiałam mu otworzyć drzwi bo nie miał karty.Otworzyłam drzwi i nie patrząc na niego w końcu spokojna,że wrócił poszłam do łazienki.Przebrałam się do piżamy i wyszłam.Justin stał przy oknie,bez słowa położyłam się do łóżka z zamiarem pójścia spać.Nie mogłam zasnąć patrzyłam w jego sylwetkę i zastanawiałam się co zrobić,kocham go więc muszę z nim pogadać.Wstałam i podeszłam do niego,stał do mnie tyłem nadal wpatrując się w okno.
-Popatrz na mnie-powiedziałam a on nawet nie drgnął.Nie wiedziałam co mam zrobić,biłam się z własnymi myślami, w końcu go objęłam od tyłu.Jednak on nadal nie reagował.Zrezygnowana stanęłam przed nim a on nadal na mnie nie spojrzał.Ciągle patrzył w widok za oknem,potrząsnęłam nim.
-Nie wierzę,że tak po prostu mi wybaczysz to co się stało,Zachowałem się jak skończony debil gdyby Jake wtedy nie zareagował mogło się to skończyć całkiem inaczej,mogłoby cię już tutaj nie być.. Nie powinienem cię zostawiać dla Seleny przez tyle czasu..-mówił nadal na mnie nie patrząc, wzięłam w dłonie jego głowę.
-Popatrz na mnie !-rozkazałam a on w końcu na mnie spojrzał.
-Wiem,że jestem skończonym idiotą i mi nie wybaczysz-powiedział patrząc w moje oczy.
-Wybaczę ci, a wiesz dlaczego?Bo cię kocham ty idioto i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.Jesteś moim pierwszym i jedynym chłopakiem.To wszystko to też moja wina,obrażam się o byle co,ale prawda jest taka,że byłam zazdrosna patrząc jaki jesteś szczęśliwy przy niej.Boję się,że cię stracę-powiedziałam i teraz to ja spuściłam wzrok.
-Jesteś jedyną kobietą,którą tak cholernie kocham, ja też nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.A Selena to moja przyjaciółka i nic więcej,przysięgam,że nic poza przyjaźnią nas nie łączy-powiedział i spojrzałam na niego po czym wspięłam się na palcach i go pocałowałam on odwzajemnił pocałunek.W końcu obydwoje się uśmiechnęliśmy.
-Kocham cię Justin.
-Ja ciebie też i bardzo cię przepraszam za to co się wydarzyło-powiedział po czym ostatni raz się pocałowaliśmy i zapaliłam lampkę nocną.Gdy zobaczyłam twarz Justina to się przestraszyłam.
-Aż tak strasznie ?-zapytał.
-Okropnie,chodź do łazienki-powiedziałam i po chwili znaleźliśmy się w łazience wzięłam z szafki wodę utlenioną i delikatnie przemyłam brwi, przy których było najwięcej ran.Potem przeczyściłam resztę twarzy.Nakleiłam plaster na jego lewą brew,z której lała się krew.Przyznaje,że wyglądał okropnie,okolice oczu miał posiniaczone,nad oczami miał porozcinaną skórę i wargę rozwaloną.
-Przepraszam-powiedziałam opierając się delikatnie o jego czoło głową.
-To moja wina nie masz za co przepraszać.
-Gdybym jakoś dała radę się mu wyrwać nic by nie ..-chciałam dokończyć,ale Justin zamknął mi usta pocałunkiem.
-Chodźmy spać-powiedział po czym wyszliśmy z łazienki ja położyłam się do łóżka, Justin się rozebrał i do mnie dołączył.Zasnęliśmy wtuleni w siebie...


Obudziłam się pierwsza, zegarek wskazywał 12:26,delikatnie wyswobodziłam się z uścisku Justina aby go nie obudzić po czym wzięłam czyste ubranie i poszłam do łazienki się umyć.
*
Postanowiłam trochę ogarnąć pokój,gdy Justin jeszcze spał.Nie chciałam go budzić,powinien odpocząć.Nie wiedząc co robić wzięłam telefon i wyszłam na korytarz,nie zamykając drzwi do pokoju.Zadzwoniłam do mamy.
-Hej mamo-powiedziałam gdy odebrała.
-Nina, co się stało wczoraj w nocy u was ?Wszędzie o tym mówią,jak Justin się czuje ?-zapytała.
-Mamo wszystko już ok, a jak u was?-zapytałam zmieniając temat.
-Nie kręć tylko mów co się stało.
-Moge wyjaśnić jak wrócę do domu ?
-No dobrze.
-Dzięki,a jak u was?-zapytałam.
-A w porządku trochę smutno bez ciebie ale dajemy radę.
-Za niedługo wrócę,ale teraz muszę kończyć , pa kocham cię
-Pa córciu-powiedziała i się rozłączyłam.

Teraz postanowiłam zadzwonić do Olivii.Jednak nie odbierała,zrezygnowana wróciłam do pokoju.Była godzina 14:07 a Justin w końcu się obudził, weszłam na łóżko i delikatnie go pocałowałam.
-Dzień dobry, jak się czujesz?-zapytałam.
-Jest lepiej,która godzina?
-14:07 odpowiedziałam a on otworzył oczy ze zdziwienia.
-Wstawaj bo zaraz umrę z głodu-powiedziałam i zeszłam z łóżka,Justin zrobił to samo.Wziął czyste ubrania poszedł wziąć prysznic.Po 30 minutach wychodziliśmy z pokoju...


Jaa jest 16;D
Dziękuje po raz kolejny wszystkim,którzy komentują.Bardzo dużo to dla mnie znaczy a nadal nie za wiele osób komentuje ;/
No ale muszę to przeboleć,może to opowiadanie jest do dupy i dlatego tylko kilka osób czyta?
Sama nie wiem co sądzić ;(

Do następnego ;]
A i bardzo dziękuje za 5 komentarzy pod ostatnim rozdziałem ! ;D

06.02.2012 o godz. 14:16

Abradab - Gniew


06.02.2012 o godz. 14:13
Cholerna zima. Samochód nie odpala, do szkoły nie ma jak jechać. Ale przynajmniej zrobiłam dziś coś o czym myślałam już jakiś czas ;) Zrobiłam zdjęcia lalek porcelanowych! Zaraz zobaczę efekt.
Nie uważam się za fotografa jak inni posiadacze lustrzanek. Robię je jak lubię i robię je, bo lubię. Staram się każde zdjęcie krytycznie ocenić i zobaczyć co mogłabym zmienić. Później jednak dochodzi do mnie, że są słabe i nie można z nimi nic zrobić. Ale tak chyba ma każdy, że im więcej czasu poświęca na ocenienie czegoś to po jakimś czasie ma mętlik i mówi: słabe.
Nie polecam zakładania nowych butów na całonocną imprezę! Każdy wie, a nie każdy się stosuje. Buty kupiłam w piątek, a w sobotę impreza, mimo że rozchodziłam je dwa dni to i tak moje stopy mnie nie za bardzo lubią.
Szczerze? Nie wiem po co piszę te głupoty, ale czasem trzeba napisać coś głupiego, bezsensownego, pustego. Ot, potrzeba, nie?
06.02.2012 o godz. 14:07

Jaka jestem. ? Tak naprawdę to sama nie wiem...
Siedzi oto przed monitorem dziewczyna w podartej piżamie, z kocem zarzuconym na ramiona i słuchawkami na uszach, w których płynie aktualnie Tłoku & Jula. Przede mną leży moje kochane padło, na które zerkam co parę minut (teraz też), z nadzieją, że może Mój <3 napisał.
Nie trzeba mi otwierać drzwi, nosić toreb i za mnie płacić. Jedyne to mówić "cześć" pierwszemu. Nie wysługuję się chłopakami. Mam ręce i nogi, sama sobie radzę.
Słucham rap'u, hip-hop'u, reggae, a za razem jestem idiotycznie wrażliwa, spokojna i trudno wyprowadzić mnie z równowagi.
Nie cierpię mówić o tym, co mnie boli, o moich uczuciach, problemach. Jestem strasznie małomówna i żeby cokolwiek ze mnie wyciągnąć trzeba nie lada cierpliwości (Mam to po tatusiu. ;p)
Zazwyczaj jestem pogodna i uśmiechnięta, ale jak już złapię doła to nie mogę go wypuścić. Łatwo mnie zranić choćby jednym słowem.
Zdenerwowanie, złość, fochy itp. przechodzą mi w przeciągu ok. pół godziny.
Nie lubię sytuacji konfliktowych i wystrzegam się ich jak ognia.
Boję się pająków, pszczół, os, bąków, trzmieli, ważek i wszystkich innych owadów poza motylami.
Kocham przyrodę, zwierzęta i świerze powietrze.
Lubię spokój i ciszę.
Nie lubię jak ktoś mnie łaskocze (przez brata cioci, który mnie torturował łaskotkami).
Lubię czytać, rysować, pisać itp.
Nie lubię jak ktoś podejmuje decyzje za mnie, mówi co mam robić i mnie do czegoś zmusza.
Kiedy ktoś mi przerwie zazwyczaj nie dokańczam zdania, chyba, że zapyta i powie żebym dokończyła.
Jestem niezdecydowana i gdy mam duży wybór po prostu nie wiem co robić. Zazwyczaj albo nie wybieram nic, albo biorę pierwszą lepszą rzecz.


(Pisałam to wczoraj wieczorem, stąd piżama. Niestety nie zdążyłam wstawić.)

Jak o czymś zapomniałam, to może dopiszę kiedy indziej...
06.02.2012 o godz. 13:57

Dziś Magdalena zakuwa:
-Polską myśl polityczną
-Politykę społeczną i gospodarczą.
PPiSP już nie zakuwa, bo umie.





06.02.2012 o godz. 13:51
W drzwiach pokoju ukazała się Pani Harriet - moja opiekunka.
- Witaj Alice. Chodź. Musisz poznać pewną osobę. - uśmiechnęła się i wyszła.
Po 30 min. siedziałyśmy już w samochodzie.
- Polubisz ich. Ona to aktorka, a on pracuje w telewizji.
- Mają dzieci ? - zapytałam.
- Nie. Czekają na adopcję.
Dojechałyśmy do małego domku. Ruszyłam powoli w stronę salonu. Pani Harriet rozmawiała z jakąś kobietą. Usłyszałam fragment rozmowy.
- Przeszła bardzo dużo. Jest bardzo bystra, ale opuściła wiele zajęć. Nie musicie decydować od razu. Porozmawiajcie sobie. A jak Wam nie będzie pasować zadzwońcie do mnie.
Nie miałam ochoty dalej tego słuchać. Ruszyłam na górę po krętych schodach, weszłam do jakiegoś pokoju i usiadłam na łóżku.
- Tutaj jesteś. - usłyszałam głos Laury.
- Szkoda, że Mark nie mógł Cię przywitać. To tutaj. Celowo nie urządzałam pokoju, abyś mogła powiesić sobie swoje rzeczy.
- Ładnie tu. - powiedziałam. Kobieta sprawiała wrażenie bardzo miłej.
- Napijesz się herbaty? Kupiłam też cole i skok. Nie wiedziałam co lubisz.
- Poproszę herbaty. - uśmiechnęłam się.
Wieczorem siedziałyśmy i oglądałyśmy film, w którym grała Laura.
- Popatrz...teraz idę, idę, patrzę i umieram. - uśmiechnęła się.
- Dobra jesteś. - odwzajemniłam uśmiech.
- Przygotowania trwają wieki. Ale to całe moje życie.

Byłam wtedy szczęśliwa. Zupełnie jak z moją zmarłą mamą. Niestety. Szczęście nie było mi pisane. Zdarzyła się rzecz, która ponownie przewróciła moje życie do góry nogami.

Pewnego wieczora usłyszałam kłótnię Laury i jej męża. Pełna obaw położyłam się do łóżka ze świadomością, że Mark nie jest zachwycony moją obecnością.
Obudziłam się wcześnie rano. Pierwsze promienie słońca przebijały się przez zasłonięte okna. Zeszłam na dół kierując się w stronę sypialni. Chciałam zobaczyć jak czuje się Laura. Zobaczyłam ją leżącą na łóżku.
Laura - potrząsnęłam nią lekko. Nic.
Laura. - powtórzyłam głośniej. Nadal nic.
Zaczął wzbierać we mnie strach. Zobaczyłam obok na półce rozsypane jakieś tabletki.
Laura ! - krzyknęłam. Zaczęłam histerycznie płakać.
Nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że po raz kolejny straciłam osobę, którą kochałam. Płacząc zebrałam swoje rzeczy i wybiegłam z domu. Nie wiedziałam co zrobić, gdzie pójść, ale wiedziałam, że nie mogę tam zostać. Dręczyło mnie ogromne poczucie winy. Biegłam przed siebie, łzy spływały mi po policzkach a w głowie miałam jeden wielki mętlik, który powoli zamieniał się w huk.
06.02.2012 o godz. 13:44

Ostatnie dni to było jedno wielkie obżarstwo. Znowu jadłam kompulsywnie, choc tym razem nie wymiotowałam. Przytyłam 2,5kg. Płaczę cały czas, bo jestem taka beznadziejnie słaba, że nawet nie potrafię zapanowac nad sobą. Przed chwilą też zjadłam chyba z 4000kcal. Jest mi niedobrze, a pokusa żeby poddac się temu uczuciu jest silna. Ale nie zrobię tego. Choc ten raz zapanuję nad sobą. Skoro nie potrafię przestac jeśc nie zasługuję na to byc chuda i czysta. Nie zasługuje na nic.

Ana mnie dobija. Na moim ciele przybyło kilka nowych kresek wyrytych nożem. Ale to jej nie zadowala. Ona nie chce czuc mojego bólu, Ona chce czuc mój głód, moje kości, moje zmęczenie. I obiecuję, że od dzis je poczuje. Nie będę już nic jadła. Będe cwiczyła, jak kiedyś, do upadłego. Mam 6 dni, zeby zrzucic ten okropny balast, który nabyłam przez własną głupotę.

Nie mogę przestac płakac. Wszystko jest takie beznadziejne. Mam jakieś dziwne zwidy, pewnie przez to, że prawie wcale nie śpię. Nie śpię, nie cwiczę, obżeram się, tnę, staram się uciekac przed Aną. Tak wiem, jestem żałosna.

A Ana? Cóż, zostawiła mnie samą na te kilka dni, ale teraz znowu czuję jej obecnośc. Boję się jej... ale jednocześnie pragnę jej siły.

"Ona jest czernią i bielą.
Ona jest smutkiem i nadzieję.
Ona ostatnią bogów wybranką,
moją sekretną siostrą i kochanką."
06.02.2012 o godz. 13:42

http://www.youtube.com/watch?v=jbtqUoLYd08


ROZDZIAŁ 2

Podchodzi do mnie,obejmuję mnie i...i znów ten sam okropny dźwięk. Budzik.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na telefon: 6:30.Czas wstawać.
Zrzuciłam z siebie kołdrę i wstałam z łóżka
Z zamkniętymi oczami i po omacku poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro.
mój widok mnie nie zaskoczył , bo codziennie rano widziałam to samo: posklejane włosy, rozmazany makijaż i blada twarz.
Nie miałam ochoty już dłużej na siebie patrzeć, i najchętniej wróciłabym do łóżka ale,zaplanowałam sobie, że dzisiaj się nie spóźnię, więc odwróciłam się od lustra i wzięłam chłodny prysznic myjąc przy tym włosy.
Umyłam się, wysuszyłam, zrobiłam makijaż, ubrałam się , zjadłam śniadanie i wyszłam z domu słuchając piosenek swojego ukochanego zespołu.
Dochodząc do szkoły zobaczyłam swoje przyjaciółki a .... właściwie byłe przyjaciółki z którymi byłam cholernie skłócona, według nich o jedną małą rzecz, ale dla mnie to było coś więcej , bo w tej kłótni poleciały wyzwiska mojego ulubionego zespołu który kochałam. Kochałam i nie dałam za nic w świecie mówić tak o pięciu najważniejszych dla mnie chłopakach którymi byli: Zayn, Niall, Harry, Liam i Louis.One chyba też mnie zauważyły bo z tego co usłyszałam to wyzwiska i obelgi które krzyczały były kierowane do mnie.
Nie rozumiałam dlaczego tak bardzo nienawidziły One Direction ale... miałam to gdzieś ponieważ dla mnie byli najważniejsi.
Kierując się w stronę szatni nie zwracałam na nie uwagi i tylko zgłośniłam piosenkę :One Thing.
Weszłam do szatni zdjęłam kurtkę i zmieniłam tenisówki. Wychodząc z boksu usłyszałam tylko śmiech który w ogóle mnie teraz nie obchodził i poszłam na lekcję.
Francuski, chemia, polski, plastyka, wf, technika i angielski dłużyły mi się niesamowicie.
Na ostatniej lekcji przymknęłam na chwilę oczy o pogrążyłam się w marzeniach..... cudownie byłoby gdyby... gdyby..... Vanessa! natychmiast odpowiedz na moje pytanie!.
Usłyszałam głos nauczyciela i natychmiast otworzyłam oczy .
Patrzył na mnie jakby zaraz miał wybuchnąć , a w tle było słychać tylko cichy chichot. Nie wiedziała co się dzieję i dlatego nie odpowiedziałam na pytanie nauczyciela przez co dostałam 1.
Do końca lekcji siedziałam jak na szpilkach czekając tylko na upragniony dźwięk. Dzwonek. Nareszcie.
Szybko spakowałam rzeczy do torby, wstałam, wybiegłam z klasy i zakładając na uszy słuchawki wcisnęłam na telefonie play.
Wychodząc ze szkoły przypomniały mi się dni kiedy jeszcze wszystko było o wiele prostsze i kiedy przyjaźniłam się z Olą, Alą, Karoliną i Marysią .
Przechodząc przez uliczkę niedaleko mojego domu usłyszałam straszny hałas. Okazało się, że przez moje "pogrążanie się w marzeniach " prawie potrącił mnie samochód . Zdjęłam słuchawki i spojrzałam na auto które zahamowało parę centymetrów przede mną.
Usłyszałam tylko otwierające się drzwi i pomyślałam , że z samochodu wyskoczy zaraz jakiś człowiek który nawrzeszczy na mnie, że mam uważać jak łażę.
Wyobrażałam sobie jakiegoś grubego łysego faceta ale to co zobaczyłam wyglądało zupełnie inaczej niż w mojej głowie.
W życiu bym nie pomyślała, że z samochodu wysiądzie tak cholernie słodki i przystojny chłopak.
Gdy zrozumiałam , że cały czas stoję z otwartą buzią patrząc na niego jak jakaś idiotka od razu zamknęłam usta krzycząc tylko : "przepraszam" !.
Miałam zamiar odejść i wrócić do domu lecz poczułam jak ktoś lub coś łapie mnie za rękę i ciągnie w swoją stronę.
Błyskawicznie się obróciłam i chciałam wyrwać rękę z uścisku ale wyszło inaczej bo utonęłam w wielkich brązowych oczach i lekko zaróżowionych pełnych ustach które właśnie coś do mnie mówiły:
-Nic ci się nie stało?!, Nic ci nie jest?!.
Przestałam gapić się jak opętana i odpowiedziałam:
-Nie, nic mi nie jest. Sorry to moja wina.
-Nie, przepraszam.. to ja... nie zauważyłem cię.
-Nie ma sprawy nic mi się nie stało.
Rzuciłam na odchodne: "nie ważne".
Ale chłopak był strasznie natrętny i nie chciał mnie puścić , co tak naprawdę mi się podobało.
Zaprosił mnie na kawę.
Zgodziłam się.
Siedząc w kawiarni z Mateuszem(bo tak miał na imię) i pijąc cappuccino rozmawialiśmy.
Opowiedział mu nieco o sobie , a on mi o sobie przez co lepiej się poznaliśmy.
Zaproponował, że odprowadzi mnie do domu, a ja nie stawiałam oporów.
W drodze do domu opowiedziałam mu o moim ukochanym zespole , i o tym , że nie mogę przestać myśleć i marzyć o spotkaniu z One Direction .
Jako jedna z nielicznych osób nie śmiał się ze mnie. Powiedział tylko, że mam szczęście, że go poznałam bo już nie długo jego znajomi idą do mojej szkoły a może nawet i klasy.
Nie wiedziałam wtedy co to ma wspólnego z One Direction ale nie miałam już czasu żeby się nad tym zastanawiać .
Wymieniliśmy się tylko numerami po czym rozeszliśmy się.
Gdy weszłam do domu krzyknęłam tylko: "cześć mamo, cześć tato"! i gdy usłyszałam :"cześć skarbie", pobiegłam do swojego pokoju rzuciłam torbę w kąt , włączyłam laptopa a z głośników popłynęły dźwięki piosenek : "One Thing" i "What Makes You Beautiful"
Usiadłam na łóżku wzięłam do ręki kalendarz i skreśliłam w nim kolejną kratkę.
13 dni. 13 dni i walentynki!.
06.02.2012 o godz. 13:38
-Gdzie jest Rose? – zapytałam zdenerwowana.
-Co? – zdziwił się – Nie wiem. Była tu jak wróciłem. Teraz jej nie ma?
-O Boże… - wyszeptałam i zbiegłam po schodach.


Finn pobiegł za mną. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Rose. Po kilku sygnałach odebrała.
-Tak? – odezwał się głos w słuchawce.
-Rose?
-Tak – potwierdziła.
-Och, jak się cieszę! Nic ci nie jest? – zapytałam z nadzieją.
-Nie. Co się stało?
-Gdzie jesteś? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Robię zakupy.
-Tam gdzie zawsze?
-Tak, ale… - nie dałam jej dokończyć, bo się rozłączyłam.
-Chodźcie – powiedziałam do dziewczyn.
-Gdzie idziecie? – zapytał Finn.
-Do Rose. Nic jej nie jest – odpowiedziałam.
-Na pewno? Pójdę z wami.
-Nie – powiedziałam stanowczo – Musimy z nią porozmawiać.
-O czym? – zapytała Finn.
-O… naszych sprawach. Mógłbyś się na coś przydać i to posprzątać – zmieniłam temat – I zamknij drzwi! – krzyknęłam wychodząc.
Szłyśmy kawałek, aż doszłyśmy do głównej części miasta. Weszłyśmy do ulubionego sklepu ciotki. Znalazłyśmy Rose wybierającą napoje. Obok niej stał Marcus. Rozmawiali.
-Hej! – zawoła Rose widząc nas i uśmiechnęła się.
Wróciła wzrokiem na półki.
-Co ty tu robisz? – spojrzałam na Marcusa.
Już otwierał usta, ale Rose go wyprzedziła.
-Wybieram sok – myślała, że to pytanie dotyczyło jej.
-Um.. – wyjąkałam zakłopotana – Musimy pogadać, Rose.
-Więc gadajmy.
-Na osobności – podkreśliłam.
-O co chodzi? – wyprostowała się i popatrzyła na mnie.
-Chodź – westchnęłam i pociągnęłam ją z dala od Marcusa. W czwórkę usiadłyśmy na ławce. Opowiedziałyśmy jej wszystko. Każda dodała coś od siebie. Na koniec powiedziałam jej o Marcusie i moim pierwszym spotkaniem z nim, a także o czekającej mnie przemianie.
-To jakieś kpiny! – krzyknęła i wstała z ławki.
-Rose! – krzyknęłam i złapałam jej rękę zatrzymując ją.
-To nie może być prawda! – krzyknęła odwracając się w moją stronę.
-Przykro mi…
Odwróciła się ponownie i wróciła do Marcusa. Wymieniłam spojrzenia z dziewczynami, wstałam i podeszłam do Rose, a one zrobiły to samo.
-Marcus? – zaczęłam.
-Tak? – zwrócił na mnie uwagę.
-Czy możesz łaskawie powiedzieć mojej ciotce kim jesteś?
-Jej chłopakiem – uśmiechnął się i objął Rose przyciągając ją do siebie.
Zarumieniła się i cicho zachichotała. Chciałam podejść i go uderzyć, ale opanowałam się głęboko oddychając.
-Chodzi mi o to, kim jesteś naprawdę, bo na pewno nie człowiekiem.
-Acha… Teraz rozumiem – powiedział.
-Za to ja nie rozumiem, ani trochę. Możesz mi to wytłumaczyć? – zapytała Rose.
-Skoro już tyle wiesz, to nie muszę się dłużej ukrywać – uśmiechnął się – Chodźmy.
-Gdzie? – zapytałam, gdy nas wymijał.
-Na spacer – powiedział z łobuzerskim uśmiechem i wyszedł ze sklepu.
Spojrzałam na dziewczyny i ruszyłam za nim, a one zrobiły to samo. Szliśmy przez miasto w ciszy, chociaż na około panował hałas i harmider. Weszliśmy do lasu.
-Będziemy tylko tak chodzić? – nie wytrzymała Margaret.
-Taak – westchnął – Masz rację. Usiądźmy – wskazał na ławkę, której wcześniej nie było.
Bardzo się zdziwiłam i zatrzymałam. Ocknęłam się, gdy zauważyłam, że wszyscy oprócz mnie podchodzą do ławki i zrobiłam to samo. Rose, Elizabeth i ja usiadłyśmy. Marcus stał naprzeciwko nas, a Margaret nie mogła usiedzieć w miejscu i wciąż chodziła w tą, i z powrotem obok ławki.
-Teraz jej powiesz? – zapytałam ze zniecierpliwieniem.
Marcus skinął powoli głową i przyklęknął przed ciotką.
-Kochana Rose – zaczął, zamykając jej dłoń w swoich rękach.
-Nie dobrze mi się robi – powiedziała z obrzydzeniem Elizabeth.
Marcus zgromił ją wzrokiem, ale ta nic sobie z tego nie robiła. Powrócił wzrokiem do Rose i spojrzał na nią spokojnie.
-Niestety – westchnął – Nie możemy być razem.
-Co? Ale dlaczego? – zapytała z bólem w głosie.
-Bo ja…
-Wykrztuś to w końcu – ponaglała Margaret.
Zignorował ją.
-Jestem wilkołakiem – cały czas patrzył w jej oczy, a ona w jego.
-Ale to mnie nie obchodzi! Chcę z tobą być! – krzyknęła Rose.
Nagle zrozumiałam, dlaczego ciotka gada takie głupoty. Wstałam i pchnęłam niczego nieświadomego Marcusa. W porę zareagował i podtrzymał się jedną ręką, nie upadając, ale to nie miało teraz znaczenia. Zerwałam ich połączenie wzrokowe. Ewidentnie ją zauroczył. Tego pierwszego dnia pewnie też, dlatego się w nim zakochała. A raczej myślała, że to zrobiła. Ukucnęłam przed Rose, chwyciłam ją za ramiona i lekko potrząsnęłam.
-Słyszysz mnie? – zapytałam – Rose!
-Co? Tak… - odpowiedziała zdezorientowana – Co się dzieje? – rozejrzała się.
-Wszystko w porządku? – zapytałam.
-Głowa mnie boli – podniosła rękę do czoła.
Wzrokiem napotkała Marcusa wstającego z ziemi. Nie był w najlepszym nastroju. Dało się zauważyć, że nie był zadowolony z tego co zrobiłam.
-On… - wyszeptała Rose wstając z ławki – On jest wilkołakiem… - powiedziała cofając się o kilka kroków.
-No w końcu – westchnęła Margaret stojąc już w jednym miejscu.
Znowu wszyscy ją zignorowali.
-Tak, dlatego musimy już iść – powiedziałam biorąc Rose za rękę.
Odwróciłyśmy się i poszłyśmy przed siebie. W czwórkę wracałyśmy do domu nie oglądając się za siebie. Ciotka wyglądała, jakby nadal była w transie. Patrzyła przed siebie, w jeden punkt i intensywnie o czymś myślała. Chyba nadal nie mogła w to wszystko uwierzyć.
-Rose… - zaczęłam.
-Tak? – otrząsnęła się momentalnie i spojrzała na mnie.
-Jest coś jeszcze, co musimy ci powiedzieć.
-Słucham? – nie byłam do końca pewna, czy chciała tego słuchać, bo nadal miała lekko przestraszoną minę.
-Chodzi o nasz odm – powiedziałam powoli obserwując jej reakcję.
Ewidentnie była zdziwiona. Czyżby spodziewała się czegoś gorszego?
-Jak to? Co się z nim stało? – zapytała.
-Jakby to powiedzieć… Był w nim nieproszony gość – powiedziałam niepewnie.
-To znaczy?
-Emm… - nie wiedziałam jak to opisać – Wszystko się tam walało. Kompletny chaos…
-Złodziej? – zaproponowała.
-Wątpię. Nic nie skradziono. – zapewniłam.
-Więc kto to mógł zrobić? – zapytała zdenerwowana Rose.
-Wampiry – odpowiedział znajomy głos.
Wszystkie cztery odwróciłyśmy się w tym samym czasie. Ujrzałyśmy Marcusa, który stał teraz przed nami z rękami w kieszeniach. Przysłuchiwał się całej rozmowie?
-Co tu robisz? – zapytałam gniewnie.
-Staram się wam pomóc.
-Niby w czym? – nie dowierzałam.
-W odnalezieniu winowajcy.
Spojrzałam na niego pytająco.
-Odpowiedzialnego za szkody w waszym domu – dodał.
-Czemu chcesz nam pomóc? – zapytałam.
-Chcę, abyś w końcu uwierzyła, że nie jestem twoim wrogiem. Żebyś podarowała mi swoje zaufanie.
-Podarowała? – zdziwiłam się.
-Tak.
-Zaufania się nie dostaje. Na zaufanie się zasługuje.
-A zasłużę na nie, jeśli powiem wam coś więcej?
-To znaczy?
-O tym co się stało w waszym domu.
-Skąd możesz wiedzieć co tam się wydarzyło? – zapytałam.
-To zawsze wygląda tak samo. Wampiry robią to każdemu człowiekowi oczekującemu na przemianę.
-Po co? – zaskoczył mnie.
-Chcą pokazać jacy są wielcy, silni i wspaniali – powiedział ironicznie – Uważają, że są najlepsi… - kipiał za złości.
-Nieważne – przerwałam mu – Musimy już iść.
-Pójdę z wami.
-Nie – zaprze czytała stanowczo – Dość już namieszałeś.
-Ja?
-Tak, ty – odwróciłam się, a Rose z dziewczynami zrobiła to samo i odeszłyśmy.
-To na pewno najlepszy pomysł? – zapytała Elizabeth, gdy wyszłyśmy z lasu.
-O czym mówisz? – spytałam.
-O rozkazywaniu wilkołakowi.
-Spokojnie. Nie może mi nic zrobić i wam też nie – zapewniłam.
-To na pewno dobry pomysł? – zapytała znowu, gdy zbliżałyśmy się do drzwi.
-Już ci mówiłam, że…
-Nie o to mi chodzi – przerwała mi.
-A o co? – zapytałam.
-Czy to najlepszy pomysł, żeby tam wejść?
Westchnęłam, nacisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się, jak zawsze, za skrzypnięciem.
-O Boże – wyszeptała Rose – Co tu się stało? – zapytała przekraczając próg.
-Też chciałabym wiedzieć – odparłam.
-Gdzie jest Finn? – zapytała ciotka.
-Jak wychodziłyśmy był u siebie – odpowiedziałam.
-Był tutaj, kiedy to się stało?
-Mówił, że tak, ale słuchał muzyki przez słuchawki.
Rose weszła po schodach do pokoju Finna. Dało się usłyszeć odgłosy rozmowy, ale tylko niewyraźne słowa. Nie konkretnego. Po chwili wyszła z jego pokoju.
-I co? – zapytałam.
-Zupełnie nic nie słyszał – odpowiedziała schodząc po schodach – Jak to możliwe? – zapytała bardziej siebie, niż nas, stojąc w korytarzu.
-Może trochę tu ogarniemy? – zapytałam zrezygnowana, po chwili wpatrując się w bałagan.
-Przydałoby się – westchnęła Rose.

Zaczęłyśmy sprzątać i po pewnym czasie wszystko wróciło do normy i wyglądało tak, jak przedtem. Po wykonanej pracy w czwórkę położyłyśmy się na kanapie w salonie, nie odzywając się, a odpoczywając.
-Jemy obiad? – zapytała Rose po chwili.
-Taak! – krzyknęłyśmy w trójkę, podrywając się z kanapy i poszyłyśmy do kuchni.
Postanowiłyśmy przygotować spaghetti.
-Finn! – zawołałam go, kiedy skończyłyśmy – Obiad!
Po chwili usłyszałyśmy znajome dudnienie na schodach.
-Mmm! – rozmarzył się chłopak wchodząc do kuchni i zajmując jedno z krzeseł.
Teraz już wszyscy siedzieliśmy przy stole i jedliśmy obiad. Gdy zjadłam, odchyliłam się na krześle, założyłam ręce na brzuch i postanowiłam poczekać, aż wszyscy zjedzą. Finn skończył przede mną, ale od razu pognał na górę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Pójdę otworzyć – powiedziałam, zważając na to, że reszta kończyła jeszcze swoje porcje.
Wstałam od stołu i przeszłam do korytarza. Otworzyłam drzwi.
-Jassy? – odparłam zdziwiona.
06.02.2012 o godz. 13:29
Cześć jestem Deaved, i będę dodawał wpisy z popularnej gry sandboxowej 'Minecraft.
Coś o grze: Jest to gra sandboxowa, czyli gra w której gracz sam sobie wybiera cel gry. Ta gra różni się od innych tym że nie ma w niej żadnych ograniczeń, można budować cokolwiek się chce, od małych domków do wielkich zamków, klasztorów lub innych imponujących budowli.
06.02.2012 o godz. 13:17
Jest poniedziałek...godzina 12.41
Właśnie wróciłam ze szkoły. Mam trochę wolnego czasu, więc postanowiłam nadrobić trochę zaległości na bloblo.

Przez ostatnie dni chodzę po domu i obijam się o wszystko,dlatego że moje myśli kręcą się wokół Warszawy i jej mieszkańców. Właściwie dwóch konkretnych mieszkańców Piastowa.
Ci dwaj jegomoście zaprosili mnie do siebie na całe ferie!Nie mogę się już doczekać!Wyjeżdżam w środę. Najpierw o 21.13 pociągiem do Piły a potem o 23.30(chyba) autobusem do Warszawy.Najgorsze będzie czekanie na autobus...w taki mróz!Brrr...sama myśl o tym mnie przeraża.Czego się nie robi dla miłości:P

Aaaa!Przypomniało mi się.Pierwszy raz udało mi się coś wygrać.Na facebooku natrafiłam na profil WRC-ART: http://www.facebook.com/WRCART?ref=ts
na którym można kupić kolczyki.Często pojawiają się informacje o konkursach.Wystarczy polubić post i udostępnić profil na swoim koncie.Następnie odbywa się losowanie.O ewentualnej wygranej jesteśmy informowani na forum.Następnie należy wysłać prywatną wiadomość z adresem zamieszkania.To wszystko.Ja dzisiaj odebrałam swoje kolczyki( umieściłam ich zdjęcie na końcu wpisu).

I jeszcze trochę o facebooku. Zachęcam wszystkich do udostępniania profilu Dorota Psypilneadopcja Szymanik:
http://www.facebook.com/PsyPilneAdopcje .
Chociaż w ten sposób możemy przyczynić się do poprawy sytuacji w schroniskach.A może dzięki wam ktoś przygarnie jakiegoś psiaka!


06.02.2012 o godz. 13:11

Mogę się do Ciebie zalotnie uśmiechać, ale to nie znaczy, że mi się podobasz. Mogę Cię kochać, ale to nie znaczy, że z Tobą będę. Mogę kazać Ci wyjść, ale to nie znaczy, że chcę żebyś odszedł. Mogę Cię olewać, ale to nie znaczy, że jesteś mi obojętny. Mogę Cie potrzebować, ale to nie znaczy, że się o tym dowiesz.


____________

Mamy jedno życie. Nie zmarnujmy go. To co dzisiaj nas przerasta jutro może być niczym. Każdy z nas przeżywa wzloty i upadki, które składają się na nasze życiowe doświadczenie. Prędzej czy później los się odwróci. Wyrówna wszystkie niedogodności nie zapomnianymi chwilami. Nie patrz na wczoraj, nie patrz na przeszłość. Ogarnij teraźniejszość i pierdol to co nie wychodzi. Każdy popełnia błędy i nie jeden ich żałuje lecz czy to coś da ? Nie da się cofnąć przeszłości. Nie możemy napisać nowego początku. Lecz pamiętaj . Zawsze możemy zmienić zakończenie, w końcu nadal nadal je piszemy.









06.02.2012 o godz. 12:47

27

No hej. Byłam w czwartek na rozmowie do jutra dostaje odpowiedz. Rozmowa? Rozmowa była cholernie śmieszna. Koleś wyluzowany brechtający w sumie liczę mocno na dostanie pracy. Z moim kochanym sprawa wyjaśniona zazdrośnik ma powoli oduczyć się tego i będzie się starał. Leżałam ciągle w łóżku i w sumie trochę mi tylko przeszło. Miło. Kocham go:)
Mam dosyć choroby. Mam ochotę zwyczajnie nic nie robić.
Ostatnio miewam dziwne spostrzeżenia , zawsze byłam bardziej za chłopakami na nich jako znajomych mi bardziej zależało czułam się lepiej w ich towarzystwie jednak ostatnio brakuje mi dziewczyn gdyby nie Lady O czy M nie mam nikogo. Dziwne ale z czasem się zmieniamy. Tęsknie za takim czymś. Śmieszne ... nie myślałam że mnie to kiedyś spotka.
06.02.2012 o godz. 12:36
  • Najczęściej czytane: szlam
  • Najwięcej wpisów: Semi
  • Komentator: Julia1987
  • Najwięcej zdjęć: Mystic
  • Najwięcej filmów: Semi
  • Najczęściej komentowany: mimmi
  • Najdłużej na BloBlo: LITALI
  • Najwięcej avatarów: Tysiorek
  • Najczęściej obserwowany: Semi
REKLAMA


plotki

quizy


figurki figurki