Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

no witam.;*
wczoraj ledwo żyłam, ale ogolnie to nawet spoko było ..
po koncercie żesmy sie tak bardzo uśmiali , kilka razy aż do łez .. i dziewczyny nam się niektore najebaly mocno.;x no ale mniejsza o to .
dziś przyjeżdza do nas Daneiel z rodziną, obiecał że zabierez mnie na grzybobranie .. ciekawe jak to bd .^^

a tak poza tym to oko mam chore, cały czas łzawie i mam światłowstret.;x straszne..

dziś znowu : salsa, park , siatkówka ..
o żesz i dziś znów musze siedziec z dasia i iga .. strasznie płacza , ej co daje sie dzieciom na kolke ?

pa.;*
27.08.2010 o godz. 12:02
Ostatnio wpadałam do brata na zielone i oglądaliśmy dziwne filmy - to jest nasz sposób na zacieśnianie więzi powiedzmy rodzinnych. Koło czwartej nad ranem leciał jakiś totalnie nudny film z Evanem MacGregorem w roli strażnika kostnicy i choć wszystko było tak ekscytujące jak obcinanie paznokci mojej babci (no ba, moje obowiązki nie kończą się na braniu renty), to zapamiętałam jeden cytat - koleś prowokuje bydło w lokalu i dostaje wpierdol:


Podkręciłeś się w tamtym barze? Czułeś się dobrze? Czułeś, że żyjesz, prawda? A ja nic nie czułem. Rok temu czułbym to, co ty, odleciałbym – rośnie moja odporność. Nie mogę niczego poczuć, a chcę coś poczuć. Chcę tylko coś poczuć, potrzebuję tego (…)


Ja oczywiście poczułam, bo Marcin zaczął obok mnie rzygać i to nie było miłe uczucie, ale nie w tym rzecz. Do człowieka wraca świadomość, że nic nie jest w stanie go ruszyć. Tyle tego całego gówna na świecie, że się odechciewa. Masz guza mózgu, okej, a wiesz że Kim Kardashian wydała drugiego pornola?

Ostatnio miałam rocznicę mojego pojawienia się na ziemskim padole, akurat przysłali wyniki z bydgoszczy i dostałam prezent, nic się nie poprawiło. Nic. Nic.

Nie cierpię Comy, Rogucki nieźle działa mi na nerwy, pieprzy jak jakiś cholerny kaznodzieja, choć siostrze i jej lasce kupiłam bilety na koncert w Odnovie (kiedy to było?). Ale ta zacna pieść raczy moją czystą duszę i... mniejsza z grafomanią, ujdzie ten kawałek. Jakoś wpisuje się w mój cukierwkurwkowy nastrój.


Tyle razy próbowałem szeptów, celebracji, miłosnych zaklęć, kłamstw

Tak mi przykro, o tak mi przykro
Chciałbym jeszcze raz


no, przykro mi, co więcej mam powiedzieć.


http://aabu.wrzuta.pl/audio/aTKrkht8mbt/coma_-_listopad

27.08.2010 o godz. 12:02
wczoraj nocka z dziQnia namioty nie wypoalily.. zimnoo ;||
ale i tak było zajebiaszczoo .!
musi byc bo w koncu t my no nie kotek xdd ;D
ehh. zalujż e nie wytrzymalam..;|
a on znow foch czy cos. h.uj wie :((
ale spokojnie ja jestem cierpliwa bopo ostatniej awanturze to juz nie hchce mi sie z nim kłocic ...
:(
wczoraj bylo smiesznie tak sie usmialysmy ze szok xdd ;D
pisze caly czas z dorotką i ona strasznie sie przejmuje tym ze on nie pisze a ja obiecalam jej ze mu nie powiem... yhh.
a zreztą jak mam mu powiedziec skoro sie nie odzywaa..
:(
Cholera wszustko sie wai i jeszcze tak zle sie czuje z kilku powodow.... o ktorych nie bede tu pisac.;||
wczoraj widzialam sie przelotnie z Darią ;D
w pon pizzeria .. xdd ;D
nie wiem czy pojde a zreszta dzisiaj t ja sie mialam z ilonka spodkac ale teraz to wątpie ze mnie z Domu wypuszczą... ehh chcyba ze wieczorem ich poprosze ...
marne szanse ale warto probowac .;********
xdd
o matko w Niedziele znow festyn ja chce jechac nawet nie wiecie jak bardzo... ehhh.. ale nie wiadomo czy to wypali czy nie.. nie wiadomo czy mnie puszczą.. ehh..
mamy zamiar wracac na noach ale czy dojdziemy xdd;D
tego nikt nie wie;p
ja lecam musze posprzatac pokoj po dzisiaj .. ;D
bay ;**************
.<3
_______________________
No i nie wyszo przepraszam ;((
27.08.2010 o godz. 11:56
Taki tekst sypnełęła do mnie majki mama czyli od paru dni mieszkam w zbożu hahaha :D Kurczę uzależniłam się od bloblo a ostatnio nie miałam czasu pisać. Byłam z Majką na Łopatkach u eweliny :D No i było fajnie :P Jeszcze później przyszliśmy się spotkać z anetą no ale taa ma własną ekipe hahah ;d
Galos wróciła z nad morza i bym się z nią spotkała ale pogoda u nas nieciekawa ;/ cały czas pada ;/.
Tak więc dupa, czekam na mecz. Dziś Chiny noo taaa przecież gramy w Chinach więc łatwo nie będzie ale mimo wszystko ave nadzieja :)
Jakoś weny nie mam na pisanie, możee dlatego że taka nuda panuje ;//
niedługo szkoła to troche ciekawiej będzie :D

kończee te moje bazgroły :D

paa :**




27.08.2010 o godz. 11:56
Wakacje zbliżają się ku końcowi .. ;p
Nowa szkoła, nowi ludzie, nowy etap w moim życiu :)
Wakacje były bardzo udane ;) Pozytywnie będę je wspominała.
Hmmm, ostatnio doszłam do wniosku, że NK to nie jest "Portal dla ludzi z klasą", Tylko "PORTAL RANDKOWY" ;d

O jaaaa on jest cudowny ..... <buja w obłokach> :*
27.08.2010 o godz. 11:52

Koniec tego dobrego... czas trudnych decyzji się zaczął i to o dziwo nie moich. Minęły prawie 3 tygodnie wspólnego mieszkania i nic się nie zmienia, mijamy się cały czas, widujemy raz na trzy dni, nie mówiąc już o jakichkolwiek wspólnych wypadach, czy to ma sens? Pozostawiam tę decyzję drugiej stronie.
27.08.2010 o godz. 11:52


4h do wyjścia. Za 4h idę do roboty :/ Na szczęście to ostatnie godziny pracy przed weekendem. Wieczorem podpisanie umowy i odbiór kluczy do nowego domku :D Może uda się zrobić ze 2 kursy z rzeczami.

Bilety na koncert kupione! Stare Dobre Małżeństwo! Yeah!


27.08.2010 o godz. 11:45
Wszędzie sami mitomani! Jak mnie to wkurwia. Co drugi człowiek, którego spotykam okazuje się być mitomanem! Skala tego zjawiska jest porażająca. Szlag mnie trafia jak słyszę jakieś niestworzone historie. Żal mi takich osób. W śród moich kolegów jest taki na szczęście tylko jeden i dostał już ostrzeżenie, że w mojej obecności niewolno mu pierdolić tych głupot. Za to moje koleżanki opowiadały mi o masie takich ludzi w śród swoich znajomych. Niektórzy zmyślili sobie raka, ciążę, dziecko, rozmaite choroby i diabli wiedzą co jeszcze. Okropne jest to z jaką desperacją wołają o zwrócenie na siebie uwagi.
27.08.2010 o godz. 11:39
Masakra, masakra i jeszcze raz masakra.
Mieliśmy jechać do Kraka i dupa.
Już od 6 rana nie mogę spać i zwijam się z bólu, którego, de facto, nigdy nie miałem.

Wolę już Kaca Giganta niż to rwanie po lewej stronie pod brzuchem. Zwijanie z bólu to normalka - gorąca kąpiel koi ból, ale tylko na moment.

Idę do lekarza, ciekawe co to jest?
27.08.2010 o godz. 11:32

18.

Nie zwracał na nią uwagi.

W Waszyngtonie nie było człowieka, który przeszedłby obojętnie obok jej urody, jednak w tym miejscu wszystko zdawało się mieć inne, bez porównania gorsze znaczenie. Wspominała z żalem wielbicieli z liceum – szczególną tęsknotą darzyła Matta Stevensa, najprzystojniejszego chłopaka w szkole i obiekt westchnień wszystkich uczennic, którego zaloty odrzuciła. W pewnym sensie, wystarczała jej sama świadomość wzbudzania w innych żarliwych doznań, samej zachowując uczuciową autonomię.
A jedyna osoba, wobec której byłaby gotowa z niej zrezygnować, jej nie dostrzegała.
Oczywiście, nie unikał jej, wprost przeciwnie, był dla niej miły… i na tym się właściwie kończyło. Nie miała okazji pobyć z nim sam na sam, bo zawsze ktoś był w pobliżu, a jego samego rzadko widywała – zwykle przesiadywał samotnie w swoim pokoju na piętrze, bądź znikał gdzieś wieczorami na cale godziny. Cały dom zajmował się teraz jakimiś podejrzanymi sprawami, w których ona nie miała udziału – przyzwyczajona do bycia w centrum uwagi, czuła się zwyczajnie ignorowana.
Zszedł razem z nimi na dół, a ona ponownie zachwyciła się jego widokiem. Moment, kiedy schodził po schodach i obrzucił ją przelotnym spojrzeniem, mogłaby przeciągać w nieskończoność.
Potem Esme zapytała, kto wybiera się na mecz, a on niemal zrezygnował, wymawiając się jakimś błahym powodem, kiedy zaczepił go ten wielki chłopak:
- Co jest, mały Jazz ma dość wrażeń?
- Wiesz co, zmieniam zdanie. Tylko po to, żeby skopać ci ten wkurzający tyłek.
W duchu stwierdziła, że coraz bardziej lubi Emmeta.

Jako, że było ich dziewięciu – Aleksyn wybierał się na spacer z psem – musieli zapakować się w dwa samochody. Szybko zorientowała się, że Jasper będzie jechał wozem z Rosalie i jej ukochanym, więc skierowała się w tamtą stronę.
- Nie jedziesz z Bellą? – odwróciła się do niej Rose, kiedy siadała obok jej przyszywanego brata na tylnym siedzeniu.
- Nie – wymruczała, zerkając z boku na jej sąsiada i usiłując nie zdradzić się rumieńcem.
Rosalie obrzuciła ich dwójkę dziwnym spojrzeniem i uśmiechnęła się pod nosem.
- Jedziemy – czy jej się wydawało, czy w głosie jej kuzynki nie pobrzmiewała nuta niedowierzania?
- Jak sobie pani życzy – powiedział Emmet, wrzucając bieg.
Terenówka ruszyła, wbijając pasażerów w fotel, przy wtórze donośnego ryku silnika. Renesmee natychmiast pożałowała swojego kroku, bowiem obijała się jak marionetka po siedzeniu, podczas gdy Jasper ze stoickim spokojem wkładał czapkę z daszkiem na głowę. Kiedy dotarli na polanę, była cała obolała od uderzania ciałem w ramę auta.
Reszta natomiast wysiadła spokojnie, bez śladu najdrobniejszych obrażeń.
- Musisz zmienić paliwo – powiedział Jasper, rzucając bratu kij baseballowy. – Samochód nie może się rozpędzić.
Nie może się rozpędzić? Była przekonana, że to właśnie robił: pędził jak szalony.
- Nie bój głowy, zmieniam opałówkę i pokaże, na co go stać – roześmiał się kierowca, zgrabnie przechwytując pałkę.
Jeśli nie osiągnął szczytu swoich możliwości, to jak miała nazwać wariacką jazdę, w jakiej uczestniczyła?
- Co tak ładnie pachnie? – zapytała nagle Bella.
Renesmee stała tak blisko Jaspera, że zauważyła, jak ten nieruchomieje.
- Już nie czuję – poprawiła się zaraz.
Rozluźnił się nieco, ale nadal wyczuwało się w nim napięcie.
- Gdzie jest sędzia? – ktoś zadał pytanie.
Esme podniosła rękę.
- Ja jestem w tym najlepsza – powiedziała. – Bynajmniej nie oszukuję.
- Ostatnim razem faktycznie należały nam się punkty – Alice wyszczerzyła zęby w niewinnym uśmiechu.
Emmet żartobliwym gestem zerwał jej baseballówkę z głowy.
- Całe osiemnaście punktów? – zapytał z czapką w wyciągniętej ręce, naigrywając się z podskakującej siostry. – Mała spryciara!
Edward podrzucił piłkę w dłoni.
- Nie wierzę, nadal oszukujecie grając w baseball?
- Zdziwiłbyś się, jak bardzo – podsumowała Esme. – Em, oddaj Alice jej czapkę.
Carlisle podzielił drużyny, przydzielając ją do Rosalie, Emmeta i Edwarda (on na pewno zadba, żeby nic ci się nie stało, stwierdził Carlisle), sam miał grać z Alice, Bellą i, ku jej wielkiemu rozczarowaniu, z Jasperem.
Szybko zrozumiała, co Carlisle rozumiał przez swoje słowa, umieszczając ją w jednej drużynie z Edwardem. Do tej pory brała udział jedynie w ludzkich rozgrywkach na sportowych zajęciach, jednak to, czego teraz była świadkiem nijak miało się do jej poprzednich doświadczeń. Wampiry grały agresywnie i brutalnie, przy tym wszystkim tak szybko, że sama, choć płynęła w niej krew nieśmiertelnych, miała trudności z orientowaniem się w wynikach.
- Aut! – zarządziła Esme na rundkę Alice. Ta wydęła wargi i ustawiła się na swoim polu. – Piłka dla Rosalie!
Wymierzyła i rzuciła do Emmeta, który odbił ją z siłą, która wyrzuciła piłkę daleko za boisko. Renesmee skrzywiła się, pewna straconego punktu, ale nie zobaczyła przy sobie swojego ojca. Zakręciła się zagubiona wokół własnej osi i zobaczyła go, wybiegającego zza drzew z piłeczką w ręce.
- Wooo, Edward dalej w formie! – zawył Emmet.
Potrząsnęła z niedowierzaniem głową.
Teraz przy kiju był Jasper.
- Dalej Jazz, przestań się ociągać! – brat krzyknął do niego z drugiej strony boiska.
Ze swojego miejsca widziała, jak na usta Jaspera wpełza mściwy uśmiech. Zadrżała na ten widok.
Zakręcił od niechcenia młynka kijem.
- Już do ciebie leci, kochanie.
I uderzył.
Piłka przecięła ze świstem mgliste powietrze z prędkością blisko dwustu mil na godzinę i trzasnęła w Emmeta z mocą, która wyrzuciła go dwadzieścia stóp za boisko.
Niczym na spowolnionym tempie widziała, jak masywne ciało jej kuzyna unosi się w powietrze i w chmurze błota i kępek trawy ląduje na ziemi przy wtórze huku, który idealnie zsynchronizował się z grzmotem pioruna.
Krzyknęła ze zgrozą, ale chyba nikt jej nie słyszał. Rozejrzała się wkoło zdezorientowana, ale nie znalazła poparcia dla własnych obaw.
Jej towarzystwo zaśmiewało się do rozpuku.
Nawet Carlisle, zawsze dystyngowany, ocierał załzawione oczy i krzyknął:
- Em, nie warto drażnić najszybszego pałkarza w Michigan!
Tymczasem poszkodowany podniósł się na nogi z niewyraźną miną.
- Dajcie mi go jeszcze raz! – zagroził.
- Na dziś koniec faulowania! – uprzedziła Esme, ale jej kąciki jej ust uparcie drżały. – Bella przy piłce!
Bella odrzuciła z wdziękiem ciemne włosy i zamachnęła się do rzutu. Rodzice znajomych Renesmee byli starzy i nie dorównywali urodą jej rodzicielom, z tego powodu przedstawiano ją jako ich kuzynkę. Nieświadomie poczuła dumę. Naraz przypomniała sobie zdarzenie sprzed chwili i poczuła lęk przed własnym biegiem do bazy.
- Nie ma się czego bać – usłyszała przy sobie melodyjny głos.
Prawie podskoczyła, kiedy zobaczyła przy sobie Jaspera.
- Emmet jest silny jak wół – dodał, najwidoczniej biorąc jej maślane spojrzenie za przejaw niedowierzania. – Nic mu nie jest.
Właśnie była wpatrzona w jego rzęsy; proste i gęste, wyraźnie odcinające się na tle białej skóry, kiedy przypomniała sobie o jego darze wyczuwania emocji i w myślach kazała się sobie uspokoić.
- To ty jesteś bardzo silny – podniosła palec wskazujący do ust i gestem, który tylko w pewnej części był nieświadomy, dotknęła dolnej wargi. Zazwyczaj to wystarczało, żeby rozproszyć uwagę rozmówcy – naprawdę mocno nim zarzuciło.
Wzruszył ramionami.
- Nie widziałaś go w akcji – powiedział tylko.
Opadły jej ręce. Nie zadziałało!
Chmura, która jakiś czas temu zawisła nad ich głowami, zagrzmiała ponuro i pierwsze krople deszczu uderzyły o murawę.
Nie przerywaliby gry z tak błahego powodu, ale Edward zwrócił uwagę na Renesmee, stojącą w koszulce na deszczu i zgodnie zarządzono koniec meczu.
- Zbieramy się!
Jasper obrzucił krytycznym spojrzeniem jej ubranie i zdjął z siebie cienką kurtkę.
- Załóż to – powiedział, zakładając jej na ramiona okrycie. Przeszły ją dreszcze, kiedy jego palce zetknęły się z jej nagą skórą. – Rozchorujesz się.

- Nie jedziesz? – zapytała, kiedy nie ruszał się w stronę samochodu.
Pokręcił przecząco głową. Zauważyła, że zerknął w stronę czarnej ściany lasu.
- Mam coś do załatwienia.
W tej chwili zrównała się z nimi reszta i dosłownie została zaciągnięta do auta.
- Wskakuj, istne oberwanie chmury – narzekała Bella.
Ruszyli. Kiedy Renesmee obejrzała się za siebie, nie zobaczyła niczego poza strugami deszczu na szybie.

27.08.2010 o godz. 11:21
Zadzwoniła K. że chce na kawę, jak zwykle najlepiej abym to ja przejechała do Niej całe miasto, mimo że to ona ma samochód. Nie tym razem złotko.

Znam ją od licencjatu, może lepiej określić jako od 3 narzeczonych i kilka plasterków. Wiem, że jestem złośliwa dziś ale nie mogę, lubię K. za Jej zaradność i chęć pomocy zawsze i wszędzie, ale nie wyrabiam z jej związkami. K. miała już ok 30 facetów, mając 29 lat (30 w sensie tylko na dłużej niż miesiąc) no więc się dowiedziałam, że zerwała zaręczyny, były mieszka u niej. A ona ma 2 facetów (30 latka, którego rozdziewiczyła, i kolegę z którym sypia).

Ja pytam jak tak można
i jak tak można chwalić się na prawo i lewo ? No jak ?


27.08.2010 o godz. 11:12
Patrzcie co znalazłam, kupie sobie taki uciekający stół lub w podobnym stylu... Już to widzę, na nim mały drewniany wazonik z sztucznymi czerwonymi gwoździkami i różyczkami....ja to jestem ekscentryczka.



___________________________________________


27.08.2010 o godz. 11:09

17.

- Co mamy? – zapytał Edward, opierając ręce na wielkim stole w biurze Carlisle. Oprócz nich, znajdowali się tam Emmet z Jasperem i Alice z Bellą. Ta ostatnia była ciekawa obeznania z tematem, dlatego zrezygnowała z partyjki scrabble w salonie z resztą rodziny na rzecz dowiedzenia się kilku szczegółów w sprawie, która w gruncie rzeczy sprowadziła ich do tego miejsca. Renesmee wyraziła przemożną chęć uczestniczenia w spotkaniu, ale jej ojciec uznał, że okaże się bardziej pomocna, nie mieszając się do tej sprawy.
- Po pierwsze, zapach – zaczął Carlisle, stawiając na stole skomplikowane urządzenie, które przy bliższych oględzinach okazało się być złożonym mikroskopem.
Głos przejął Jasper.
- Miły, świeży, w niczym nie przypominający żadnego znanego zapachu – zaraportował zwięźle, niczym na wojskowym apelu. – Bardzo pociągający.
Edward spojrzał na Bellę i skurcz uśmiechu przebiegł przez jego twarz.
- Następnie tętno.
- Niewyczuwalne do momentu, w którym stres nie zerwał hamulców samokontroli.
- Przewidywania? – Carlisle zwrócił się do Alice.
- Nie jest widoczna – odpowiedziała natychmiast. – To może oznaczać tylko…
Carlisle powstrzymał ją ruchem ręki.
- Wstrzymajmy się z tym chwilę – ponownie spojrzał na Jaspera. – Inne uzdolnienia?
- Pod wpływem silnych emocji, niekontrolowane siły destrukcyjne. W tym przypadku eksplozja dwucalowej szyby.
Zebrani spojrzeli po sobie ze zdziwieniem. Dotychczas wydawało się oczywiste, że „niekontrolowane siły destrukcyjne” były efektem używania pięści, nie umysłu. Widocznie problem był bardziej złożony, niż mogli przypuszczać.
- Na koniec, rozległe rany cięte na przedramieniu, ponadto ślady ugryzienia przez wampira.
Po tych słowach zapadła cisza. Każdy przetrawiał te informacje na swój sposób.
- To oczywiste, że wie o wampirach – powiedziała w końcu Bella. – Pytanie, czy wie o nas?
- Tego mamy się dowiedzieć – odparł Carlisle. – Zanim przejdziemy do konkretów, poproszę was o chwilę uwagi.
Zbliżył się do mikroskopu i uwagę zebranych zwrócił skrawek białej tkaniny umieszczony w probówce obok jego podstawy. Carlisle delikatnie ujął buteleczkę między kciuk i palec wskazujący, tak żeby wszyscy mogli się jej dobrze przyjrzeć.
- Dzięki spostrzegawczości Jaspera, który zdobył tworzywo styczne z jej krwią, mogłem przyjrzeć się jej materiałowi genetycznemu – poprawił szklaną płytkę na podstawce mikroskopu. – Choć tkanina była przemoczona, a samego surowca niewiele, to udało mi się wyłuskać z włókien odrobinę płytek.
- Efekty? – zapytał Edward.
Carlisle uśmiechnął się wyrozumiale.
- W obecnej sytuacji, nadzwyczaj zaskakujące. Badane płytki krwi nie różniły się niczym w budowie od ludzkich ciałek czerwonych.
- To w czym problem? – głos Emmeta był pełen zawodu.
- Chwileczkę – zastrzegł ten. – Powiedziałem, że krwinki nie różnią się budową, nie wspomniałem o ich zachowaniu.
Edward obrzucił go pytającym spojrzeniem i Carlisle skinął przyzwalająco w kierunku mikroskopu.
- Co widzisz? – zapytał, widząc jak Edward przykład oko do okularu i wpatruje się w skupieniem w obraz.
Nagle ten odsunął się gwałtownie od stołu, jakby spojrzał w oczy potworowi.
- To… to żyje – wykrztusił powoli. Na jego twarzy malowało się bezgraniczne zdumienie – mnoży się.
- Otóż to – potwierdził Carlisle.
Emmet odsunął niecierpliwie stojące mu na drodze krzesło i również pochylił się nad mikroskopem.
- Ja cię kręcę! – zawołał. – Faktycznie, dzieli się!
Bella odczekała, aż Alice skończy oględziny i sama przyjrzała się zjawisku. Kiedy skończyła, jej wargi były zaciśnięte.
- To nie jest normalne – powiedziała tylko. – To nie powinno występować w naturalnym środowisku.
- Alice nie widzi jej w swoich wizjach – wrócił do poprzedniego zagadnienia Carlisle, na co ta skinęła głową. – Myślę, że niezwykłe zachowanie jej tkanki jest ostatecznym dowodem na to, że istota, z która mamy do czynienia nie należy do żadnego ze znanych nam gatunków.
Jasper stał nieruchomo. Zdążył wcześniej zapoznać się z tymi informacjami, tak więc jego emocje były daleko bardziej powściągliwe. Przynajmniej na zewnątrz.
- Co proponujesz? – zapytał.
- Jak to co? – na twarz Emmeta wpłynął dobrze wszystkim znany wyraz ekscytacji. – Zwijamy panienkę i wyduszamy z niej prawdę!
Napotkał miażdżący wzrok Jaspera i zwątpił.
- Nie wyduszamy?
- Jak mówiłem, musimy działać ostrożnie – ponownie zabrał głos Carlisle. – Sprowadziłem cię tutaj – tu skinął głową w kierunku Edwarda, w tej chwili obejmującego ramieniem żonę – bowiem masz coś, co może się nam przydać.
- Chcesz, żebym zajrzał do jej umysłu – stwierdził z namysłem.
W tej chwili drzwi uchyliły się ostrożnie i wyjrzały zza nich tycjanowskie loki Renesmee.
- Rosalie mówi, że dzisiejszy wieczór jest idealny na mecz baseballu – zaszczebiotała, ignorując karcące spojrzenie Belli. Jej wzrok prześlizgnął się po zebranych i zatrzymał na Jasperze – Esme twierdzi, że jeśli chcecie się załapać na partyjkę, musicie zejść na dół.
- Ma rację – przytaknęła Alice, po krótkiej chwili wsłuchiwania się w swój umysł. – Przekaż, że zaraz schodzimy.
- Właśnie skończyliśmy – wtrącił Edward. Kiedy ruszyli do wyjścia, uścisnął Carlisle dłoń, kończąc dyskusję jednym zdaniem – możesz na mnie liczyć.


27.08.2010 o godz. 11:06

16

Leżeli na łóżku w jego pokoju, a nad nimi unosiły się smugi dymu tytoniowego. Kompletnie ubrani, pili schłodzonego budweisera i palili papierosy, gapiąc się w poznaczony zaciekami sufit.
- Nie zaczęliśmy nawet pracy nad referatem – powiedziała Jerico.
Tony zaciągnął się z namysłem swoim camelem i powoli wypuścił dym.
- Niedobrze – skwitował. Bąbelki podeszły mu do gardła i beknął cicho. – Referaty w szkole to podstawa.
Dłuższą chwilę milczeli, każdy wsłuchany w melodię grającą mu w głowie. Ciszę przerwał zachrypnięty głos Jerico:
- Wiesz, że jesteś dla mnie jak brat – zaczęła. – Ale jest coś, czego o mnie nie wiesz.
Obrócił głowę w jej stronę. Przed sobą miał jej profil, wpatrzony nieruchomo przed siebie.
- Jeśli się nie mylę, to nie wiemy o sobie kupy rzeczy – zauważył.
Przemilczała to. Wzięła od niego papierosa i zaciągnęła się głęboko.
- Racja – powiedziała w końcu.
Przekręcił się na bok i oparł na łokciu, zwracając się w jej kierunku.
- Wiem, że coś ukrywasz – powiedział, w duchu podejmując po raz kolejny decyzję. – I zdaję sobie sprawę, że dużo wiesz, inaczej nie powiedziałbym tobie tego, co zaraz usłyszysz.
Te słowa sprawiły, że zerknęła na niego z ciekawością.
- Tak? – na jej usta wpłynął gorzki uśmiech. – A co takiego ty masz do ukrycia?
Zignorował ironiczny ton jej pytania.
- Wiesz, jaką mam ksywkę w liceum – stwierdził.
Skrzywiła się.
- Oczywiście. Ta głupia Jane zapytała, dlaczego prowadzam się z "Naćpanym" Tonym – odparła swobodnym tonem, ale zaraz dodała poważniej – chyba nie bierzesz?
- Nie. W sumie, to… - wziął głęboki oddech, zanim wypowiedział kolejne zdanie – tak, właściwie to tak.
Natychmiast usiadła w miejscu, omal nie przewracając puszki z piwem.
- Co? – zadała krótkie, rzeczowe pytanie.
Usadowił się po turecku i pociągnął duży łyk napoju.
- Co bierzesz? – powtórzyła ostrzej.
Przełknął, raniąc przełyk zimnymi bąbelkami.
- Nic z tego, o czym myślisz – powiedział w końcu. – Ale też dożylnie.
Podciągnął rękaw swetra i ukazał naznaczoną sinymi punktami skórę.
- Pamiętasz, jak oglądaliśmy ten durny film o krwiopijcach?
Nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji. Wyskoczyła z łóżka i przylgnęła do ściany, z oczami wyolbrzymionymi przez lęk.
- Nie! – krzyknęła.
Postawił stopy na podłodze i spojrzał na nią ponuro.
- Tak, Jerico – powiedział.
- Nie! – powtórzyła. – Nie ty!
- Ty coś wiesz – powiedział. – Nie uznałaś tego za żart, a tak brzmiałoby to w uszach szarego człowieka. Więc przestań bronić się przed prawdą i mnie posłuchaj.
- Nie wierzę w to – powiedziała natychmiast.
Ostrożnie zbliżył się do niej na odległość dwóch kroków. Jeśli zaczął, nie było odwrotu.
- Owszem, wierzysz.
Teraz, kiedy mówiła, w jej oczach nie było lęku. Zastąpił go gniew.
- Ufałam ci! Ufałam ci, a ty mnie okłamywałeś!
- Wiem o tym – skrzywił się. – Mogłem udawać, że wszystko jest w porządku, ale tak nie jest. To nie moja wina, że taki jestem! – krzyknął nagle, na widok jej niewzruszonej miny. Zahaczył nogą o butelkę piwa na podłodze i kopnął ją z całej siły, tak że wylądowała na ścianie przy oknie i rozbiła się w drobny mak. Resztka cieczy leniwie rozpłynęła się po gumolicie – nie chciałem zostać pożarty!
Usiadł pod łóżkiem i ukrył głowę w dłoniach.
- Nie chciałem – wymamrotał spoza osłony dłoni.
Ze swojej perspektywy widział, jak powoli odrywa się od tapety i podchodzi do niego. Poczuł jej dotyk na ramieniu.
- Ale jak to… przez strzykawkę?
Poczekał, aż usiądzie obok niego, wtedy odpowiedział:
- Nie jestem ani po ich stronie, ani w pełni po ludzkiej. Kiedy ta… kobieta mnie ukąsiła, zostawiła samego sobie, żebym zdechł na ulicy.
- Zostawiła za mało jadu, żebyś mógł się nowonarodzić? – przerwała mu.
- Wiesz podejrzanie dużo na ten temat – uśmiechnął się, a ona uciekła wzrokiem. – W każdym bądź razie przeżyłem. Pamiętam tylko, że pędziłem w miarę normalne życie, tylko dużo chorowałem. Po czasie odkryłem, że czuję się dobrze jedynie po bardzo krwistym befsztyku.
Wyczuł napięcie w jej głosie, kiedy zadawała kolejne pytanie.
- Więc… nie polujesz? Używasz tego – tu dotknęła opuszkiem palca wskazującego jedną z ranek na jego przedramieniu – żeby nie pić żywej krwi?
- Kiedyś wypadł mi ząb i przyznam, że trochę się tego nałykałem. Rzygałem jak kot – zażartował, zaraz jednak dodał, napotykając jej poważne spojrzenie – nigdy nie wziąłem tego świństwa do ust.
- A skąd…? – najwyraźniej chciała zapytać skąd bierze surowiec, ale ją uprzedził:
- Znajomy hoduje chomiki.
Jej twarz wykrzywiła się w zniesmaczonym wyrazie.
- Tony – powiedziała. – To obrzydliwe.
- Nie ukrywam, że masz rację – podsumował zbolałym tonem.
Wyraźnie się rozluźniła.
- To zmienia postać rzeczy – rzekła przesadnie wesołym tonem. Nagle spoważniała, jakby sobie coś przypominając – mówiłeś, że zostałeś ugryziony… czy to stało się tutaj? Chodzi mi – tłumaczyła – czy w Allegan są inne… - zacięła się, najwyraźniej broniąc się przed użyciem tego słowa, w końcu wydusiła z siebie – pijawki?
Przypomniał sobie zdarzenia z parkingu kilka nocy wcześniej.
- Nie – odpowiedział szybciej niż wypadałoby. – W Allegan nie ma nikogo, kto żerowałby na ludziach.

To przynajmniej była prawda.

Odetchnęła głęboko, zdawało się, że z nadzieją.
- A ty? – zmienił temat. – Twoja kolej na wyznania science-fiction.

- Tak więc – jej głos nabrał twardych tonów, kiedy odwijała rękaw swojej bluzy – można powiedzieć, że jestem policjantem.

27.08.2010 o godz. 11:04
Zmęczenie, zmęczenie i jeszcze raz zmęczenie, przez pewien czas będę pochłonięta dokańczaniem wielu spraw, co bardzo męczy.


_________________________________________


W konkursie "Kolaż EMO" TwaMiłośćToMojeSerce zajęłam drugie miejsce :), chyba też zorganizuje jakiś konkurs, ale nie wiem jaki.


_________________________________________




_________________________________________



27.08.2010 o godz. 11:04
http://www.daariak.blogspot.com/ to adres mojego nowego bloga. Tutaj raczej też będę dodawała posty, ale jak ktoś woli blogspota to zapraszam TAM :) Buziaki :)
27.08.2010 o godz. 11:03





net-a-porter


27.08.2010 o godz. 10:46
Wczoraj z Kamisią poszłam do kina na tzrecią częśc "Step Up". Fajny film. Dobry humor zepsuły mi listy z przydziałem do klas.. Okazało się, że nie trafiłam z P. do klasy, a bardzo chciałam.. Ale może to lepiej, że nie będziemy razem w klasie.. Sama już nie wiem.
27.08.2010 o godz. 10:46
Z Roxi jest coraz lepiej, daje się głaskać i przytulać, ale na razie tylko na szafce. Zjadła też dzisiejsze śniadanko. Przyzwyczaja się i bardzo mnie to cieszy. Zaczyna też się bawić- widziałam ją, jak z pasją atakowała kulkę, zaczepioną na drapaku oraz niewielką zabawkę, którą jej sama kupiłam. Była wtedy urocza. Rano, gdy ją głaskałam, próbowała mnie troszkę gryźć, ale to byłą raczej zabawa. Wymachiwałą też łapkami, chcąc złapać moją rękę, ale ma obcięte pazurki. Zabawy z nią są więc bezpieczne!
I to wszystko, co wydarzyło się w moim życiu. Dzisiaj idę na jeszcze jedno spotkanie dla kandydatów, bo wiem już, w jakiej jestem klasie.
27.08.2010 o godz. 10:46

12.

Nareszcie.Nareszcie jest taka pogoda jak chcę.Jaką lubię. Deszcz.Pochmurno.Szaro.Tak codziennie, zwyczajnie. I jednocześnie cudownie. Weszłam na spis anorektyczek. Odwiedziłam kilkadziesiąt blogów.Wiele z nich nie istnieje, ale wpis kończy się na roku 2009, albo 2004-2006. Eh, też chcę chcę być Motylkiem. Zrobiłam sobie rano naleśniki. Jak sobie o nich teraz przypomnę, mam odruch wymiotny. Zmierzyłam sobie obwody tu i tam.Tragedia.Pieprzyć jedzenie.Dziś prawdopodobnie przyjdzie moja cudowna koleżanka, której się zawsze nudzi. Jak jest taka pogoda to na 99,5% ona przyjdzie do mnie. Ja za to pójdę do mojej siostry ciotecznej pobawić się. Tak, właśnie będę się bawić lalkami Barbie. Kocham dzieciństwo. I pieprzę nastoletnie dziwki. One nie wiedzą co tracą. Za cholerę boję się początku szkoły. Plecak wciąż nie przychodzi, tak myślę, że może w końcu dzisiaj.Muszę naładować aparat i zrobić kilka (chyba całą kartę wytracę, kilka....Ta...napewnooo...) zdjęć moim zwierzakom.O właśnie, jak zaczęłam o nich pisać, podniosły wrzawę :D. Dobra, myję się ścielę łóżko i potem się zobaczy, co dalej.
27.08.2010 o godz. 10:25
REKLAMA


plotki

quizy


figurki figurki