Znana firma Ziaja według mnie tworzy znakomite masełka porównując je cenowo do np. maseł z The body Shop, które są fenomenalne, ale cenę maja przytłaczająca. Ostatnio w drogerio-aptece - Super Pharm - znalazłam bardzo korzystny zestaw. Kremowe mydło pod prysznic + Masło do ciała za jedyne 12 zł z groszami. Były dwie wersje akurat do wyboru - energiczna pomarańcza ;) i sopot sun (który ma bardzo przyjemny zapach kremu) Masełek normalnie jak i żeli jest więcej. z maseł tyle co orientuje się jest jeszcze kakaowe, waniliowe, kokosowe i jakieś wyszczuplające. Pojemność żelu to 500 ml a masła 200 ml. Zapachy produktów z ziaji są naprawdę przyjemne - pomarańcza to prawdziwa pomarańcza, kakao może aż tak nie przypomina zapachu tego pysznego napoju ale jest ok, a z kolei kokos dobrze odzwierciedla zapach stereotypowego kokosa w kosmetykach. O zapachu tych dwóch ostatnich wiem tylko dlatego, gdyż mam krem do twarzy nawilżający o zapachu masła kakaowego, którego i tak nie używam, może raz na jakiś czas jeśli mi się przypomni lub czuje kiedy mama wysuszaną skórę oraz kokosowy balsam do ust i krem do rąk.
Promocja oczywiście jeszcze trwa, bo produkty te kupiłam wczoraj. A tak a pro po to raczej szukajcie ich gdzieś z tyłu, niedaleko wejścia do apteki - przynajmniej u mnie tak poustawiane było ;)
A jeszcze zdjęcia :
Promocja oczywiście jeszcze trwa, bo produkty te kupiłam wczoraj. A tak a pro po to raczej szukajcie ich gdzieś z tyłu, niedaleko wejścia do apteki - przynajmniej u mnie tak poustawiane było ;)
A jeszcze zdjęcia :
29.08.2010 o godz. 14:30
komentuj (1)
Dzisiaj się nawet wyspałam ;]
Pooglądałam jakieś filmy i pojechałam do babci na obiad z rodzicami .
Później na ostatnie zakupy do szkoły i ..
Na dzisiaj koniec ;p
Cały dzień mam zamiar już siedzieć w domu przed kompem .
Moja babcia jutro jedzie w góry do mojej prababci i nie będzie jej przez dwa tygodnie :))
Na reszcie troche luzu :)
Postanowiłam rozpocząć naukę gry na gitarze .. ; ]
Mam ją już od roku i jakoś nie mogę się zebrać.
Ale to narazie TYLKO postanowienia ;p
Znając mnie to po 2 lekcjach wystawie ją na allegro i tyle ;p
Może będę wieczorem ;p
Pooglądałam jakieś filmy i pojechałam do babci na obiad z rodzicami .
Później na ostatnie zakupy do szkoły i ..
Na dzisiaj koniec ;p
Cały dzień mam zamiar już siedzieć w domu przed kompem .
Moja babcia jutro jedzie w góry do mojej prababci i nie będzie jej przez dwa tygodnie :))
Na reszcie troche luzu :)
Postanowiłam rozpocząć naukę gry na gitarze .. ; ]
Mam ją już od roku i jakoś nie mogę się zebrać.
Ale to narazie TYLKO postanowienia ;p
Znając mnie to po 2 lekcjach wystawie ją na allegro i tyle ;p
Może będę wieczorem ;p
29.08.2010 o godz. 14:16
Smoki Czerwone, cz.2
Więcej obrazów smoków czerwonych.
Proszę o komentarze!
29.08.2010 o godz. 14:14
~ Dzień, jak co dzień ;) Tyle, że dziś z moimi Kochaniutkimi idę na żarełko do pizzeri :) W dalszym ciągu świętuję 18-naste urodziny!
A teraz z mniej prywatnych rozmów na Mszy Świętej(dzisiaj cały lud wiernych modlił się Autsajdera na Mszy 18-nastkowej;)):
Ksiądz: Gdzie jest Ania?
A: Tutaj!
Ksiądz: Jest ciasto?
A: Co?
Ksiądz: Jest ciasto?
A: Nie ma!
Ksiądz: Nie ma ciasta?
A: Nie!
hahah ;p na swój sposób było śmiesznie :)
z Bogiem!
A teraz z mniej prywatnych rozmów na Mszy Świętej(dzisiaj cały lud wiernych modlił się Autsajdera na Mszy 18-nastkowej;)):
Ksiądz: Gdzie jest Ania?
A: Tutaj!
Ksiądz: Jest ciasto?
A: Co?
Ksiądz: Jest ciasto?
A: Nie ma!
Ksiądz: Nie ma ciasta?
A: Nie!
hahah ;p na swój sposób było śmiesznie :)
z Bogiem!
29.08.2010 o godz. 14:13
Nudyy! Ale na oczepinach była taka beka. xDD
Z fantami musieli na czas spadać na krzesłach. ;D
Najpierw kieliszek. ^^
Pobiegli(jeden wziął mój), chwycili kieliszki i ta baba dodała, że z wodą. xD I ten który wziął mój poleciał po wódkę i z nalaną do środka, tak ścisnął, że pękł. ^^
Potem męskie spodnie, nie swoje. xD
I wszyscy ściągali i rzucali na środek. ;P
I po jakiś gównach mieli przynieść kelnerkę. xD
___
I nareszcie, tańczenie z panem młodym. :3
Dwa razy tańczyłam, bo rodzice mieli same stówy ze sobą. ;/
A szkoda. ;P
___
No i wróciliśmy o 3 nad ranem. ;o
Z fantami musieli na czas spadać na krzesłach. ;D
Najpierw kieliszek. ^^
Pobiegli(jeden wziął mój), chwycili kieliszki i ta baba dodała, że z wodą. xD I ten który wziął mój poleciał po wódkę i z nalaną do środka, tak ścisnął, że pękł. ^^
Potem męskie spodnie, nie swoje. xD
I wszyscy ściągali i rzucali na środek. ;P
I po jakiś gównach mieli przynieść kelnerkę. xD
___
I nareszcie, tańczenie z panem młodym. :3
Dwa razy tańczyłam, bo rodzice mieli same stówy ze sobą. ;/
A szkoda. ;P
___
No i wróciliśmy o 3 nad ranem. ;o
29.08.2010 o godz. 14:12
tak się zastanawiam co robię w związku w którym jest żona ,dzieci,przyjaciółki....i gdzieś ja. Zaczęło się niewinnie tylko pytanie co dalej ,kiedy facet mówi wprost " żony nie kocham,ale jej nie zostawię" po co tkwić w takim chorym związku wiedząc ,że z góry jest się przegranym?
29.08.2010 o godz. 14:10
Q czasie drogi Iza powiedziała Indze o jutrzejszej rozmowie mamy Ingi z matką Cassie. Inga trochę upokoiła się. Musiała wymyśleć kontrargumenty. Gdy obie weszły do domu, matka siedziała w kuchni
Matka Ingi: Po tym jak uciekłaś, nie powinnaś przyprowadzać koleżanek na ploteczki.
Iza: Proszę Pani! Inga zaraz będzie miała 18 lat. Miłość i chłopacy w naszym wieku to normalne. Jest bardzo dobrą uczennicą. Pierwszy raz spotkała się z chłopakiem. A Pani zabiera jej telefon i zakazuje spotykania z chłopakiem. A gdy Pani była w naszym wieku, to zapewne też Pani chodziła na randki.
Matka Ingi: Drogie dziecko! Nie powinnaś się wtrącać w mpje sprawy z córką.
Inga: Ale mamo! Iza o wszystkim wie! Nie sprawiam Ci kłopotów. A jeśli się boisz o to, że od razu będę w ciaży, to się grubo mylisz. Nie zrobię tego z pierwszym lepszym chłopakiem, swój rozum mam!
Matka Ingi: Tak tylko mówiesz...
Iza: To szybciej ja jestem szalona, ale nie Pani córka!
Matka Ingi: Muszę to przemyśleć. A teraz rób co chcesz i znikaj mi z oczu!
Inga: Tylko odprowadzę Izę do domu.
Po wyjściu z domu Inga odprowadziła Izę do domu.
cdn
Matka Ingi: Po tym jak uciekłaś, nie powinnaś przyprowadzać koleżanek na ploteczki.
Iza: Proszę Pani! Inga zaraz będzie miała 18 lat. Miłość i chłopacy w naszym wieku to normalne. Jest bardzo dobrą uczennicą. Pierwszy raz spotkała się z chłopakiem. A Pani zabiera jej telefon i zakazuje spotykania z chłopakiem. A gdy Pani była w naszym wieku, to zapewne też Pani chodziła na randki.
Matka Ingi: Drogie dziecko! Nie powinnaś się wtrącać w mpje sprawy z córką.
Inga: Ale mamo! Iza o wszystkim wie! Nie sprawiam Ci kłopotów. A jeśli się boisz o to, że od razu będę w ciaży, to się grubo mylisz. Nie zrobię tego z pierwszym lepszym chłopakiem, swój rozum mam!
Matka Ingi: Tak tylko mówiesz...
Iza: To szybciej ja jestem szalona, ale nie Pani córka!
Matka Ingi: Muszę to przemyśleć. A teraz rób co chcesz i znikaj mi z oczu!
Inga: Tylko odprowadzę Izę do domu.
Po wyjściu z domu Inga odprowadziła Izę do domu.
cdn
29.08.2010 o godz. 14:05
Następna zdobycz z lumpeksu, choć w tym wypadku bez oryginalnej metki. Jak wskazuje tytuł postu jest to marynarka z firmy New Look. Jednak oglądając szczegółowo mankiety, podszewkę i jeszcze nierozprute kieszenie - nie była ona noszona lub ktoś nosił ją raz na ruski rok. Nawet dość ładnie dopasowana, co w moim wypadku jest trudno dopasować dobrze jakiś żakiecik ze względu na moją bardzo szczupłą figurę (winna szybkiej przemiany materii)to w tym wypadku się to udało. Na zdjęciu są podwinięte mankiety - gdyż lubię długość 3/4, a nie chciałam specjalnie ucinać rękawów. A co do ceny - ze względu na miłą zaprzyjaźnioną panię w lumpie mogłam zakupić zamiast całego zestawu - materiałowych spodni + marynarki - samą marynarkę za 1/2 ceny, czyli 15 zł.
Oto zdjęcia:)
Oto zdjęcia:)
29.08.2010 o godz. 14:02
Następnego dnia Jasper nie pojawił się w szkole. I albo Jerico odnosiła mylne wrażenie, albo członkowie jej rodziny zerkali na nią w stołówce. Ten duży chłopak, Emmet jak sobie przypomniała, najzwyczajniej się na nią gapił. Między kurczakiem a ryżem z jabłkami miała ochotę podejść do niego i zapytać, czy ma jakiś problem. Nawet siedząca przy niej Jane (która ponownie zapałała do niej chęcią, kiedy Danny poprosił o jej numer telefonu), poinformowała ją konspiracyjnym szeptem, że „ci Cullenowie” „mierzą ją wzrokiem”. Potem przyszedł Tony i zajęła się przygotowaniami do kolejnych lekcji.
Postanowiła, że sama dokończy referat. Nadal nie mogła otrząsnąć się po ostatnim spotkaniu z Jasperem – wbrew temu, jak kamienną twarz na zewnątrz zachowywała, to w środku szalały w niej sprzeczne emocje. Wiedziała, że musi zakończyć tę znajomość, dopóki nie wiedział o niej zbyt wiele. Z drugiej strony, nie mogła wymazać z pamięci wyrazu jego czarnych oczu i stanowczego dotyku.
Nabrała niemiłego przeczucia, że jej życie wewnętrzne niepokojąco zbliża się do harlequina. Zatęskniła za czasami, w których biegała z mieczem i zajmowała się nieco poważniejszymi sprawami niż zaczepkami sąsiada z ławki.
Cóż, jeśli chciała przeżyć, musiała wczuć się w swoją rolę.
- Opowiedz mi o Cullenach – poprosiła Tony’ego.
Stali właśnie na parkingu, Jerico z jedną nogą na pedale startowym swojego motoru, kiedy dwa lśniące samochody przejechały obok nich z cichym szumem ośmiocylindrowych silników. Na tyle dużego pickupa stał Emmet i po raz kolejny zmierzył ją wzrokiem.
- Jakiś problem? – zapytała głośno, ale zniknęli za zakrętem zanim słowa na dobre nie przebrzmiały w jej ustach.
- Zostaw ich – uspokoił ją Tony. – Nie warto z nimi zaczynać.
- Czemu? – podniosła głos – ta blondyna patrzy na mnie z czystą nienawiścią!
- To dziwacy – powiedział tylko. Po tych słowach uznał temat za zamknięty.
Wobec tego zajęła własną głowę innymi sprawami, na czele której stało przywrócenie do stanu jako takiej używalności małej jaskółki. Za pomocą patyczka od loda i dratwy usztywniła małej skrzydełko, ponadto wmuszała w nią wyskrobane spod kamienia w ogrodzie robactwo. ‘Wmuszała” było odpowiednim określeniem zważywszy na fakt, że pisklę zwracało podawane jedzenie, bez względu na rodzaj pokarmu i ilość.
Jerico właśnie rozchyliła jej dzióbek i na końcu ołówka podała tłustego mącznika. Gardziołko ptaszka zadrgało w konwulsjach i zwróciło larwę na biurko. Westchnęła zrezygnowana. Zdawała sobie sprawę, że jeśli nie zmusi małej do jedzenia, niebawem umrze z wycieńczenia. To był tylko mały ptak, nic więcej… powinna była ukręcić mu łebek i skrócić jego cierpienia. Powinna… gdyby nie istniało inne rozwiązanie.
Jej wzrok zatrzymał się na scyzoryku, którym strugała patyczek, żeby dopasować go rozmiarami do strzaskanej kości ramieniowej małej jaskółki. Pewna myśl przemknęła jej przez głowę, ale zaraz ją odrzuciła.
(gdyby tak)
to był zbyt prowizoryczny wypadek, żeby posuwać się do tak radykalnych kroków. Miała służyć konkretnej sprawie, nie
(użyć swoich zdolności)
ratować leśne zwierzęta. Nie była weterynarzem, była skromną, prowadzącą przeraźliwie monotonne, ale normalne życie uczennicą liceum.
Ptaszek zakwilił cicho i schował głowę w zdrowym skrzydle. Nie mogła nic na to poradzić. Umierał.
Owszem, mogła.
Westchnęła z rezygnacją. Zrobi to, ale ostatni raz. W końcu jaskółka nie była sobie winna, że spotkało ją takie nieszczęście, co nie?
Wyciągnęła rękę w stronę blatu biurka i chwyciła za scyzoryk. Właściwie bardziej wyglądał jak składany nóż, ale osoba od której go dostała twierdziła, że damom nie przystoi noszenie noży, tak więc uparcie trzymała się tego określenia. Miał ozdobną rączkę z polerowanej kości słoniowej i hartowane ostrze, wyślizgane przez lata ostrzenia. To był bardzo ostry scyzoryk. Sprawdzając to, oparła palec wskazujący na jego krawędzi.
Ostatni raz spojrzała na skulonego ptaka.
Wzruszyła ramionami i nacisnęła palec. Poczuła ostry ból, kiedy skóra rozstąpiła się pod naporem ostrza. Perlista kropla krwi natychmiast wyrosła w miejscu skaleczenia, a ból zastąpiło ciepłe pulsowanie.
Nachyliła się nad chorym i ponownie zmusiła go do otwarcia dzioba. Poczekała na moment, kiedy jego przełyk był otwarty i wycisnęła z rany kroplę krwi. Jedną. Ptaszek przełknął z oporem, ale nie zwrócił cieczy. Potrząsnął główką, jakby w zapiekło go w gardle, ale przytrzymała go jeszcze chwilę dopóki nie upewniła się, że przełknął całość. Kiedy kolejna kropla krwi stoczyła się po opuszku jej palca, ptak uniósł się chwiejnie na łapkach i łapczywie spił napój z powierzchni jej skóry. Trzecia kropla krwi, potem czwarta.
Patyczek od loda ze stukiem uderzył o podłogę, kiedy skrzydła wyprostowały się na całą szerokość i zatrzepotały, zrzucając z siebie resztę wiązania i bandażu.
- Toby było na tyle - mruknęła Jerico, nadstawiając wierzch dłoni dla lecącej jaskółki.
Postanowiła, że sama dokończy referat. Nadal nie mogła otrząsnąć się po ostatnim spotkaniu z Jasperem – wbrew temu, jak kamienną twarz na zewnątrz zachowywała, to w środku szalały w niej sprzeczne emocje. Wiedziała, że musi zakończyć tę znajomość, dopóki nie wiedział o niej zbyt wiele. Z drugiej strony, nie mogła wymazać z pamięci wyrazu jego czarnych oczu i stanowczego dotyku.
Nabrała niemiłego przeczucia, że jej życie wewnętrzne niepokojąco zbliża się do harlequina. Zatęskniła za czasami, w których biegała z mieczem i zajmowała się nieco poważniejszymi sprawami niż zaczepkami sąsiada z ławki.
Cóż, jeśli chciała przeżyć, musiała wczuć się w swoją rolę.
- Opowiedz mi o Cullenach – poprosiła Tony’ego.
Stali właśnie na parkingu, Jerico z jedną nogą na pedale startowym swojego motoru, kiedy dwa lśniące samochody przejechały obok nich z cichym szumem ośmiocylindrowych silników. Na tyle dużego pickupa stał Emmet i po raz kolejny zmierzył ją wzrokiem.
- Jakiś problem? – zapytała głośno, ale zniknęli za zakrętem zanim słowa na dobre nie przebrzmiały w jej ustach.
- Zostaw ich – uspokoił ją Tony. – Nie warto z nimi zaczynać.
- Czemu? – podniosła głos – ta blondyna patrzy na mnie z czystą nienawiścią!
- To dziwacy – powiedział tylko. Po tych słowach uznał temat za zamknięty.
Wobec tego zajęła własną głowę innymi sprawami, na czele której stało przywrócenie do stanu jako takiej używalności małej jaskółki. Za pomocą patyczka od loda i dratwy usztywniła małej skrzydełko, ponadto wmuszała w nią wyskrobane spod kamienia w ogrodzie robactwo. ‘Wmuszała” było odpowiednim określeniem zważywszy na fakt, że pisklę zwracało podawane jedzenie, bez względu na rodzaj pokarmu i ilość.
Jerico właśnie rozchyliła jej dzióbek i na końcu ołówka podała tłustego mącznika. Gardziołko ptaszka zadrgało w konwulsjach i zwróciło larwę na biurko. Westchnęła zrezygnowana. Zdawała sobie sprawę, że jeśli nie zmusi małej do jedzenia, niebawem umrze z wycieńczenia. To był tylko mały ptak, nic więcej… powinna była ukręcić mu łebek i skrócić jego cierpienia. Powinna… gdyby nie istniało inne rozwiązanie.
Jej wzrok zatrzymał się na scyzoryku, którym strugała patyczek, żeby dopasować go rozmiarami do strzaskanej kości ramieniowej małej jaskółki. Pewna myśl przemknęła jej przez głowę, ale zaraz ją odrzuciła.
(gdyby tak)
to był zbyt prowizoryczny wypadek, żeby posuwać się do tak radykalnych kroków. Miała służyć konkretnej sprawie, nie
(użyć swoich zdolności)
ratować leśne zwierzęta. Nie była weterynarzem, była skromną, prowadzącą przeraźliwie monotonne, ale normalne życie uczennicą liceum.
Ptaszek zakwilił cicho i schował głowę w zdrowym skrzydle. Nie mogła nic na to poradzić. Umierał.
Owszem, mogła.
Westchnęła z rezygnacją. Zrobi to, ale ostatni raz. W końcu jaskółka nie była sobie winna, że spotkało ją takie nieszczęście, co nie?
Wyciągnęła rękę w stronę blatu biurka i chwyciła za scyzoryk. Właściwie bardziej wyglądał jak składany nóż, ale osoba od której go dostała twierdziła, że damom nie przystoi noszenie noży, tak więc uparcie trzymała się tego określenia. Miał ozdobną rączkę z polerowanej kości słoniowej i hartowane ostrze, wyślizgane przez lata ostrzenia. To był bardzo ostry scyzoryk. Sprawdzając to, oparła palec wskazujący na jego krawędzi.
Ostatni raz spojrzała na skulonego ptaka.
Wzruszyła ramionami i nacisnęła palec. Poczuła ostry ból, kiedy skóra rozstąpiła się pod naporem ostrza. Perlista kropla krwi natychmiast wyrosła w miejscu skaleczenia, a ból zastąpiło ciepłe pulsowanie.
Nachyliła się nad chorym i ponownie zmusiła go do otwarcia dzioba. Poczekała na moment, kiedy jego przełyk był otwarty i wycisnęła z rany kroplę krwi. Jedną. Ptaszek przełknął z oporem, ale nie zwrócił cieczy. Potrząsnął główką, jakby w zapiekło go w gardle, ale przytrzymała go jeszcze chwilę dopóki nie upewniła się, że przełknął całość. Kiedy kolejna kropla krwi stoczyła się po opuszku jej palca, ptak uniósł się chwiejnie na łapkach i łapczywie spił napój z powierzchni jej skóry. Trzecia kropla krwi, potem czwarta.
Patyczek od loda ze stukiem uderzył o podłogę, kiedy skrzydła wyprostowały się na całą szerokość i zatrzepotały, zrzucając z siebie resztę wiązania i bandażu.
- Toby było na tyle - mruknęła Jerico, nadstawiając wierzch dłoni dla lecącej jaskółki.
29.08.2010 o godz. 13:52
Wczoraj miałam zamiar położyć się wcześniej bo nie byłam za bardzo wyspana. Więc o 22:00 wyłączyłam kompa i poszłam oglądać film gdy się skończył poczytałam chwile książkę (dwa rozdziały) i poszłam spać.. no ale oczywiśćie nie mogłam! męczyłam się chwilę i postanowiłam wziąć mp3 i posłuchać muzyki. Gdy już czułam że padam wyłączyłam ją i jakimś cudem zasnęłam.
Obudziłam się o godzinie 12:40. No i chyba się wyspałam ;)
Dzisiejszy dzień zapewne spędzę przed kompem i tak do koońca wakacji. Aha.. i muszę jeszcze wybrać się do miasta po białą bluzkę na rozpoczęcie. Wiem gdzie mogę znaleźć taką jedną, ładną ale znając mojego pecha już jej nie będzie więc będę musiała szukać w innym sklepie.
Może jeszcze napiszę wieczorem :)
Obudziłam się o godzinie 12:40. No i chyba się wyspałam ;)
Dzisiejszy dzień zapewne spędzę przed kompem i tak do koońca wakacji. Aha.. i muszę jeszcze wybrać się do miasta po białą bluzkę na rozpoczęcie. Wiem gdzie mogę znaleźć taką jedną, ładną ale znając mojego pecha już jej nie będzie więc będę musiała szukać w innym sklepie.
Może jeszcze napiszę wieczorem :)
29.08.2010 o godz. 13:51
Wróciłam z Radomia i było...ciekawie.
Po 6 byliśmy już w pociągu i przysiadł się jakiś nachlany gościu. Zapytał czy to pociąg do Krakowa, powiedzieliśmy nie, a on poszedł szukać. Potem spotkaliśmy go w Radomiu. o.O Tym razem chciał jechać do Przemyśla czy jak to się zwie.
Najpierw odwiedziliśmy...nie wiem jakby to określi, jest to siostra matki mojej babci. xD Przywitała się i powiedziała "Na początku myślałam, że to jego narzeczona". No to mruknęłam "Przynajmniej ma dobry gust". Zobaczyłam jak moja babcia kiedyś mieszkała. To miało jeden pokój na 9 dzieci i rodziców, pogratulowałam jej przetrwania w tym czymś.
One sobie rozmawiały, a ja z tatą bawiłam się z Bercikiem. Mieszanka jamnika z czymś większym. Teraz rozumiem dlaczego wolę duże psy, takie małe coś, a przez kwadrans szczekało.
Później pojechaliśmy do ciotki Hanki (tak kazała do siebie mówić) i ponownie spotkałam...ciocie(?!), która idzie na prawo(jej córka). Próbowały mi pokazać, że Radom nie jest tak brzydkim miastem, szczerze mówiąc zdania nie zmieniłam.
Na koniec odwiedziliśmy ciocie...czy babcie Marysię inaczej Manie. Doszła jeszcze Pani Bożena i opowiadała jak przez przypadek piekła krem do karpatki. Rozmawialiśmy od przeróżnych tasiemców (co krytykowaliśmy) do poprzedniej pracy taty. Ekscytowali się tym jak gadam (akcentem), bo śpiewam zamiast normalnie mówić. Naleciałości z mojej matki rodzinnych stron. Do tego chcieli bym powiedziała coś po japońsku.
Tak mi się miesza, że nie wiem jak do kogo mam się zwracać. xD
Z tatą zauważyliśmy dwie rzeczy.
- W tej rodzinie potrafią przekonać do jedzenia (o metodach lepiej nie wspominać), a jak nie nakarmią gościa mają tak zwanego "kaca".
- Każdy pieniążek, który leży na ziemi podniosą (od najstarszej z rodziny po moją babcie).
Za to babcia wraz z ciocią zauważyły co innego, a bardzo rodzinnego.
- Wszystkie kobitki w naszej rodzinie mają duże cycki. xD
Do tego pojechaliśmy z piciem dla nas, a wróciliśmy napakowani z żarciem. xD
Po 6 byliśmy już w pociągu i przysiadł się jakiś nachlany gościu. Zapytał czy to pociąg do Krakowa, powiedzieliśmy nie, a on poszedł szukać. Potem spotkaliśmy go w Radomiu. o.O Tym razem chciał jechać do Przemyśla czy jak to się zwie.
Najpierw odwiedziliśmy...nie wiem jakby to określi, jest to siostra matki mojej babci. xD Przywitała się i powiedziała "Na początku myślałam, że to jego narzeczona". No to mruknęłam "Przynajmniej ma dobry gust". Zobaczyłam jak moja babcia kiedyś mieszkała. To miało jeden pokój na 9 dzieci i rodziców, pogratulowałam jej przetrwania w tym czymś.
One sobie rozmawiały, a ja z tatą bawiłam się z Bercikiem. Mieszanka jamnika z czymś większym. Teraz rozumiem dlaczego wolę duże psy, takie małe coś, a przez kwadrans szczekało.
Później pojechaliśmy do ciotki Hanki (tak kazała do siebie mówić) i ponownie spotkałam...ciocie(?!), która idzie na prawo(jej córka). Próbowały mi pokazać, że Radom nie jest tak brzydkim miastem, szczerze mówiąc zdania nie zmieniłam.
Na koniec odwiedziliśmy ciocie...czy babcie Marysię inaczej Manie. Doszła jeszcze Pani Bożena i opowiadała jak przez przypadek piekła krem do karpatki. Rozmawialiśmy od przeróżnych tasiemców (co krytykowaliśmy) do poprzedniej pracy taty. Ekscytowali się tym jak gadam (akcentem), bo śpiewam zamiast normalnie mówić. Naleciałości z mojej matki rodzinnych stron. Do tego chcieli bym powiedziała coś po japońsku.
Tak mi się miesza, że nie wiem jak do kogo mam się zwracać. xD
Z tatą zauważyliśmy dwie rzeczy.
- W tej rodzinie potrafią przekonać do jedzenia (o metodach lepiej nie wspominać), a jak nie nakarmią gościa mają tak zwanego "kaca".
- Każdy pieniążek, który leży na ziemi podniosą (od najstarszej z rodziny po moją babcie).
Za to babcia wraz z ciocią zauważyły co innego, a bardzo rodzinnego.
- Wszystkie kobitki w naszej rodzinie mają duże cycki. xD
Do tego pojechaliśmy z piciem dla nas, a wróciliśmy napakowani z żarciem. xD
29.08.2010 o godz. 13:41
Z praw Murphi'ego:
Doświadczenie zmienia się proporcjonalnie do zrujnowanego sprzętu.
Jestem bogatszy o nowe doświadczenia i wiedzę by nie grzebać w podłączonej do prądu wieży. Ale za to biedniejszy o kilkaset złotych (równowartość nowej wieży).
Doświadczenie zmienia się proporcjonalnie do zrujnowanego sprzętu.
Jestem bogatszy o nowe doświadczenia i wiedzę by nie grzebać w podłączonej do prądu wieży. Ale za to biedniejszy o kilkaset złotych (równowartość nowej wieży).
29.08.2010 o godz. 13:33
Urodziłam się w środę, bodajże o 22:45. Według starych, słowiańskich przepowiedni wróży to ciężki los. Znak zodiaku charakteryzuje uczuciowość i impulsywność, przez co łatwo o tarapaty. Numerologia opisuje jako zamkniętego w sobie samotnika. I już mam trzy usprawiedliwienia ku temu, by nic ze sobą nie robić.
Rzadko patrzymy w gwiazdy szukając jakichś odpowiedzi. Częściej szukamy czegoś, na co możemy zwalić winę za swoje niepowodzenia. "Wróżka powiedziała, że..." i tu pada litania rozgrzeszająca własne lenistwo. Oczywiście, są i tacy,którzy desperacko szukają w gwiazdach swojego szczęścia. I efekt jest ten sam bo zamiast ruszyć tyłek ktoś czeka, aż jakiś dziennikarz z wybujałą wyobraźnią napiszę w jego horoskopie, że nadszedł TEN dzień.
Oczywiście, zdarza się, że proroctwa się spełniają. Kilkoro moich znajomych jest tego przykładem. Nie mniej jednak większość astrologicznych mądrości to bzdury wyssane z palca za odpowiednią opłatą ku pokrzepieniu serc naiwnych i usprawiedliwieniu leniwych.
Rzadko patrzymy w gwiazdy szukając jakichś odpowiedzi. Częściej szukamy czegoś, na co możemy zwalić winę za swoje niepowodzenia. "Wróżka powiedziała, że..." i tu pada litania rozgrzeszająca własne lenistwo. Oczywiście, są i tacy,którzy desperacko szukają w gwiazdach swojego szczęścia. I efekt jest ten sam bo zamiast ruszyć tyłek ktoś czeka, aż jakiś dziennikarz z wybujałą wyobraźnią napiszę w jego horoskopie, że nadszedł TEN dzień.
Oczywiście, zdarza się, że proroctwa się spełniają. Kilkoro moich znajomych jest tego przykładem. Nie mniej jednak większość astrologicznych mądrości to bzdury wyssane z palca za odpowiednią opłatą ku pokrzepieniu serc naiwnych i usprawiedliwieniu leniwych.
29.08.2010 o godz. 13:30
Wiele razy korzystałam z tej aktualnej wyprzedaży. Na razie pokaże Wam jedno cacko. Tak jak w tytule jest bluzka z Bershki. Z tego powodu, że kończą się wyprzedaże. Za grosze można dostać ubrania. Wiele jest tam oczywiście ciuchów wyglądających jak szmaty, które żaden z klientów nie chciał kupić, więc sklepy wychodzą z założenia, że może uda się je sprzedać za parę złotych. Ale wśród tych niedorobionych ubranek ;) znalazłam bardzo ładną, idealna na przyszłe lato bluzeczkę. Nie powiem, że nie skusiła mnie do pójścia do przymierzalni cena, bo bym skłamała. Kosztowała jedyne 9.90 zł.
A oto zdjęcia :)
A oto zdjęcia :)
29.08.2010 o godz. 13:26
Proszę bardzo :] Mam nadzieje , że się podoba . Jak mówiłaś urodzinowy ;d . Ja bardzo lubię rymować xD
Eeeeeeeeeeeeee... Takie przeciętne :/
Urodziny dzień radosny,
Trochę zimy, trochę wiosny.
Każdy składa Ci życzenia
Zdrowia, szczęścia, powodzenia...
Bądź szczęśliwy i kochany,
przyjmij od nas tulipany!
Tort dla Ciebie też dziś mamy
I prezenty też Ci damy.
Niech Ci życie miło płynie,
Niech Cię smutek dziś ominie.
Sto lat Tobie zaśpiewamy,
Bo Cię wszyscy bardzo kochamy!
Trochę zimy, trochę wiosny.
Każdy składa Ci życzenia
Zdrowia, szczęścia, powodzenia...
Bądź szczęśliwy i kochany,
przyjmij od nas tulipany!
Tort dla Ciebie też dziś mamy
I prezenty też Ci damy.
Niech Ci życie miło płynie,
Niech Cię smutek dziś ominie.
Sto lat Tobie zaśpiewamy,
Bo Cię wszyscy bardzo kochamy!
Eeeeeeeeeeeeee... Takie przeciętne :/
29.08.2010 o godz. 13:22
Ani razu dzisiaj się w nocy nie przebudziłam i jak zwykle miałam nieźle pojechane sny. Dzisiaj śniło mi się, że pojechałam na stację benzynową po paliwo. No i okazało się, że jestem poszukiwana przez ośmiornicę...Kierownik stacji zorientował się, że to ja jestem poszukiwaną i natychmiast dał znać tej mafii. I musiałam spierdalać z tej stacji. Pojechałam gdzieś w chuj, zatrzymałam się na jakimś nowym osiedlu i popędziłam ile sił w nogach na samą górę bloku numer jedenaście. Okazało się, że na górze czekała na mnie rodzina Cyganów, która mnie przygarnęła pod swój dach. Cyganie ci mieli jakieś dziwne nadzwyczajne siły. Potem stara cyganka podarowała mi broń i cudowny płyn, który sprawiał, że się umiera. Tym płynem miałam oblać tą mafię. Przy samym końcu snu przyszło mi walczyć z mafią i wszystkich pozabijałam. W nagrodę policja wysłała mnie na wczasy do Grecji...
Jasna dupa (moje ulubione określenie:D), nie wiem skąd mi się to wszystko bierze. Jak nie dziecko i ciąża, to jakaś mafia. Ale co jak co, ale ten sen nawet mi się podobał. Taka senna adrenalina. Uciekasz, walczysz o przetrwanie, a potem zwyciężasz. Raz kiedyś to mi się nawet śnił jakiś nieznajomy facet, który pokazywał swojego fiuta, a ten fiut był taki maluśki :D Masakra. Dlatego jestem zdania, że przed planowanym ślubem z partnerem trzeba chociaż raz się przekonać co się bierze. Bo kota w worku się nie kupuje, no nie?
Wczoraj wieczorem w Tesco byłam i nad jeziorem naszym zapierdziałym. I właśnie wtedy pojawiają się jakieś chuje, co to chodzą po mieście i straszą. A kurwa, w naszym mieście co lepszy to zajęty albo gej. I jak tu kurwa szukać faceta? Nad morzem to owszem, chodzą samotni sobie, można by zagadać, ale no niestety gdybym była ładniejsza i inteligentniejsza to może bym i zagadała...A dupa tam, to nie w moim stylu.
Życie z facetem nie jest w moim stylu.
O_o
Jasna dupa (moje ulubione określenie:D), nie wiem skąd mi się to wszystko bierze. Jak nie dziecko i ciąża, to jakaś mafia. Ale co jak co, ale ten sen nawet mi się podobał. Taka senna adrenalina. Uciekasz, walczysz o przetrwanie, a potem zwyciężasz. Raz kiedyś to mi się nawet śnił jakiś nieznajomy facet, który pokazywał swojego fiuta, a ten fiut był taki maluśki :D Masakra. Dlatego jestem zdania, że przed planowanym ślubem z partnerem trzeba chociaż raz się przekonać co się bierze. Bo kota w worku się nie kupuje, no nie?
*
Wczoraj wieczorem w Tesco byłam i nad jeziorem naszym zapierdziałym. I właśnie wtedy pojawiają się jakieś chuje, co to chodzą po mieście i straszą. A kurwa, w naszym mieście co lepszy to zajęty albo gej. I jak tu kurwa szukać faceta? Nad morzem to owszem, chodzą samotni sobie, można by zagadać, ale no niestety gdybym była ładniejsza i inteligentniejsza to może bym i zagadała...A dupa tam, to nie w moim stylu.
Życie z facetem nie jest w moim stylu.
O_o
29.08.2010 o godz. 13:16
Budzę się z uczuciem głębokiego smutku i poczucia rezygnacji.Tak wyglądają pierwsze chwile mojego dnia.Jeszcze chwilą pokrzepienia jest dla mnie słowo Boże,które staram się czytać codziennie i krótka modlitwa.To jednak nie zmienia mojego samopoczucia psychicznego i wtedy sięgam po tyle razy zażywany Zotral.Nie myślcie że to jakiś psychotrop albo dopalacz tak bardzo dziś modny.Pisałem już o tym tyle razy, jest to lek na pobudzenie mózgu do produkcji większej ilości serotoniny.Serotonina jak wiecie jest hormonem szczęścia a ja mam tego hormonu wciąż za mało. Chyba też już uzależniłem się od tej sztucznej namiastki szczęścia w postaci dwóch pigułek na szczęście codziennie zażywanych na dzień dobry.Czy to jest takie interesujące by o tym pisać i dzielić się z innymi.Nie sądzę by kogoś interesowała
moja wylewność w tym temacie. Jednak tak nie jest bo w rzeczywistości jest jak w filmie ,,Dzień Świra" z Markiem Kondratem. Jesteśmy zawistnym narodem i cieszymy się z nieszczęścia innych a nawet o te nieszczęścia prosimy dla innych w naszych modlitwach ale do kogo.Tytuł tego wpisu to ukryte pragnienia.No a moim największym jest życie w normalnym świcie.Czy to tak dużo dla nie których ,to jak kosmos.Tylko że moim światem jest teraz dom którego nie mam a w nim nie ma szansy na normalność.No ale w tej chwili zaczyna się działanie pigułek a więc dość narzekania i biadolenia.O to moje ostatnie rysunki ale nie ma ich zbyt wiele a nauka rysunku idzie mi bardzo wolno i opornie.
Jan Radwan.







29.08.2010 o godz. 13:14
Dlaczego słoń tak często porusza uszami ?
Wachluje się . Skóra uszu jest cienka niczym papier . Krew dostarczana jest tu za pomocą setek małych naczyń krwionośnych . W wielkie upały , wachlując się uszami , słoń schładza ciało .
Dlaczego słonice mają sutki pomiędzy przednimi nogami ?
dzięki temu podczas karmienia małych mogą je głaskać trąbą . Pozostałe ssaki mają sutki na brzuchu lub pomiędzy tylnymi nogami .
W jaki sposób powstała trąba słonia ?
To połączenie nosa i górnej wargi . Nie ma kości , a jedynie mięśnie i nerwy : struktura trąby jest bardzo skomplikowana i mało znana , ale zawiera 100 000 mięśni . Słoń może z łatwością podnieść trąbą monetę .
Mały słonik , w chwili narodzin , waży 130 kg. Ssie mleko matki do 4-6 lat . Osiągnie dojrzałość dopiero gdy będzie miał 16 lat .
____________________________________________________________
Wachluje się . Skóra uszu jest cienka niczym papier . Krew dostarczana jest tu za pomocą setek małych naczyń krwionośnych . W wielkie upały , wachlując się uszami , słoń schładza ciało .
Dlaczego słonice mają sutki pomiędzy przednimi nogami ?
dzięki temu podczas karmienia małych mogą je głaskać trąbą . Pozostałe ssaki mają sutki na brzuchu lub pomiędzy tylnymi nogami .
W jaki sposób powstała trąba słonia ?
To połączenie nosa i górnej wargi . Nie ma kości , a jedynie mięśnie i nerwy : struktura trąby jest bardzo skomplikowana i mało znana , ale zawiera 100 000 mięśni . Słoń może z łatwością podnieść trąbą monetę .
Mały słonik , w chwili narodzin , waży 130 kg. Ssie mleko matki do 4-6 lat . Osiągnie dojrzałość dopiero gdy będzie miał 16 lat .
____________________________________________________________
29.08.2010 o godz. 13:11






