No więc.
Życie jest okropne. Jaram się, tym że dostałam dziś 4 z wosu. Hehe. Fajnie mieć dobre oceny, nie żeby cos ;) Ludzie nadal mnie strasznie wkurzają. Nie wiem ile to jeszcze potrwa, ale mam nadzieję że nie długo, ponieważ zaraz ferie! W końcu. Inne miasta własnie już są po i my na końcu. Hehe głupi Wam :* W końcu odpoczne sobie. W pierwszym tygodniu całkowicie od ludzi, a w drugim .. przynajmniej od większosci ;) Tak straasznie mi się nic nie chce ze to jakas masakra! Mogłabym tylko lezec, spac, jesc i słuchac muzyki. Nic więcej ;))
Życie jest okropne. Jaram się, tym że dostałam dziś 4 z wosu. Hehe. Fajnie mieć dobre oceny, nie żeby cos ;) Ludzie nadal mnie strasznie wkurzają. Nie wiem ile to jeszcze potrwa, ale mam nadzieję że nie długo, ponieważ zaraz ferie! W końcu. Inne miasta własnie już są po i my na końcu. Hehe głupi Wam :* W końcu odpoczne sobie. W pierwszym tygodniu całkowicie od ludzi, a w drugim .. przynajmniej od większosci ;) Tak straasznie mi się nic nie chce ze to jakas masakra! Mogłabym tylko lezec, spac, jesc i słuchac muzyki. Nic więcej ;))
09.02.2012 o godz. 20:15
komentuj (0)
Gdy drzwi od domu Harrego się zamkneły poczułam ulgę. Było mi wstyd, że stoję tu teraz obok niego i jeszcze się do niego przytulam. Czułam obrzydzenie do samej siebie i do tego bydlaka. Nie chce go już nigdy więcej widzieć. Nie umiałam wyduścić z siebie ani jednego słowa, nie umiałam zebrac myśli w jedną wielką całość. Oderwałam głowe od Harrego i zaczełam :
- Harry.. Ja bardzo Cię przepraszam.
- Za co.? - Spytał.
- Za to, ze o mało co nie rozdziewiczył by mnie twój kumplel- Powiedziałam smutno.
- Oszalałas.? To ja powinieniem przeprosić, bo nie zdązyłem Cię obronić. Jestem tchórzem. Do tego w ogóle nie powinno dojśc.
- Nie jesteś tchórzem.! Masz złamany nos tak a propos.- Pogładziłam go po twarzy.
- Nie mam złamanego nosa. Spokojnie. Musze iść się umyć. Al.?
- Tak.?
- Może.. Wiem że to głupie pytanie, ale może miałabyś ochotę zostac tu dziś na noc.?- Mówiąc to zakrył twarz rekoma. Zawsze tak robi gdy boi sie o coś zapytac. Za to go kocham.
- Nie bój się.! Haha. Okej, kusząca propozycja, zostane.- I posłałam mu szczery uśmiech.
- To ja idę sie umyć.
- Okej.
Zostałam sama na dole. Bella pojechała z Niallem do parku, zeby ochłonąć. Pomyślałam sobie w tej chwili, że Harry jest bardzo wrażliwym chłopcem. Nie nawidze gdy ktoś rani jego uczucia, włącznie ze mną. Nalałam sobie szklanke soku pomarańczowego i popijając rozmyslałam o tym, o czym rozmawialiśmy z Hazzą tydzień temu. Nie wiedziałam czy chce to zrobić. Znaczy z nim chciałam, ale bałam sie trochę tego uczucia. A jeszcze ta dzisiejsza sytuacja. Zastanawiałam się z jakieś 10 minut. Rozważałam "za" i "przeciw". Już wiem. Wziełam ostatni łyk napoju i poszłam do pokoju Harrego. Stałam tam wpatrując sie w okno zastanawiając sie czy dobrze wybrałam. Ale nie miała już wątpliwości. Jestem zdecydowana. Jeszcze tylko zgoda Hazzy. Własnie też wszedł do pokoju, w samych slipkach. Odwróciłam sie powoli i spojrzałam mu prosto w oczy. Podeszłam do niego i przytuliłam sie do jego ciepłej skóry.
- Co się stało, skarbie.?- Zapytał.
- Musze ci coś powiedziec.
- Co takiego.?
- Zdecydowałam sie.
- Na co.?
- Na to.- Pocałowałam go w usta.
- Al, mówiłem nie musimy sie z tym spieszyć. - I pogładził mnie po głowie.
- Ale duzo myślałam. I chce tego. Chcę tego wlasnie z tobą.
- Alice..
Teraz to ja zatkałam mu usta moimi ustami. Zaczełam delikatnie muskac jego skórę. On chyba tez się zdecydował na ten krok. Pocałowałam go w szyje w piersi, w brzuch. Ściągnełam powoli koszulkę, spodnie. Nasze ciała iskrzyły. Nafle on zatrzymał mnie ręką, wyciągając prezerwatywę mówiąc do mnie " ostrożności nigdy za wiele.". Byłam tego samego zdania. Za parę minut byliśmy już nadzy i leżelismy w łóżku. To nie miało być brutalne, tylko romantyczne. Wiedziałam, ze to będzie choc trochę boleć. Na poczatku zaczeliśmy się śmiać, nie wiem z jakiego powodu. Tak po prostu. Rozluźniliśmy się, porzytulalismy sie jeszcze, aż w końcu nadeszła ta wielka chwila. Poczułam lekkie kłucie, przenikliwy ból, ale zarazem przyjemny. Było wspaniale. Czułam się cudownie. Nasze ciała tworzyły jedną całość. Pocałunki nie ustawały. Wreszcie doznałam szczęścia w życiu. Byliśmy jednością..
Ranek.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Była 9 rano. Czułam ramię Harrego, który obejmował mnie w pasie. Ja trzymałam go za rękę. Ciekwa jestem czy oni juz wiedzą. Ale to sie teraz nie liczyło. Nagle usłyszłąm głos dochodzacy z tyłu.
- Cześc księżniczko. Jak się spało.?
- Cześc królewiczu. A dobrze, dobrze. A u ciebie.? - Mrugnełam do niego.
- No wiesz, z taką pięknościa jak ty, trudno byłoby źle spać, nie uwazasz.?
- Czy to jest prawda.? Leżę z tobą w łożku.?
- Myśle że tak, chyba że Louis przebrał się za ciebie.
- Nie tego jestem pewna.
- No to super.
- Kocham twoje dołeczki wiesz.?
- A przestań.
- Ty też przestań. - Pocałowałam go w czoło. Potem w usta i znowu zaczeliśmy się całowac.
- Co na śniadanie.?
- Zrobię ci .. Nalesniki o.!
- Harry, wex nie wydziwiaj. - Dałam mu kuksańca w bok.
- Ja nie wydziwiam.!
- Okej okej. Dobra choćmy.
Wyszłam z łozka. Poczułam lekki mroż na całym moim ciele. Ubrałam bielizne, a no to Klik.♥ Wziełam Harrego za ręke i zeszłam z nim na dół. Pierwszy przywitał nas Liam.
- Cześc gołąbeczki.
- No hej - Powiedział Harry.
- To co na śniadanie.?
- Naleśniki.! Haha.
- No dobra. Szef kuchni poleca.!
- Okej.- Powiedziałam.
Patrzyłam jak Liam robi naleśniki, a Harry rozmawiał z Lou. Coś tam krzyczał ze gratuluje, nie miałam nic przeciwko temu, żeby powiedział o tym swojemu przyjacielowi. Zjadłam swoją porcję i poszłam do Harrego powiedziec mu ze musż ejuz sie zbierać.
- No to ja już idę do domu.
- Podwieźc cię.?
- Nie, przejdę się.- Usmiechneła sie do niego.
- Sknociłem ..
- Ej.! Przestań.! Nic nie sknociłeś.! Było cudownie.
- No dobra to pa skarbie. - Dał mi buziaka na pożegnanie.
- Pa chłopcy.! Pa kochanie.- Odwzjemniłam całus.
- Czekam na następny wieczór, było wspaniale.- Szepnął mi do ucha Harry.
Wyszłam na dwór i patrząc w słońce, rozyślałam o wczorajszym dniu, nocy. Kocham życie. Kocham Harrego. Kocham Londyn. Szłam powoli, usiadąm na ławce i zamknełam oczy..
- Harry.. Ja bardzo Cię przepraszam.
- Za co.? - Spytał.
- Za to, ze o mało co nie rozdziewiczył by mnie twój kumplel- Powiedziałam smutno.
- Oszalałas.? To ja powinieniem przeprosić, bo nie zdązyłem Cię obronić. Jestem tchórzem. Do tego w ogóle nie powinno dojśc.
- Nie jesteś tchórzem.! Masz złamany nos tak a propos.- Pogładziłam go po twarzy.
- Nie mam złamanego nosa. Spokojnie. Musze iść się umyć. Al.?
- Tak.?
- Może.. Wiem że to głupie pytanie, ale może miałabyś ochotę zostac tu dziś na noc.?- Mówiąc to zakrył twarz rekoma. Zawsze tak robi gdy boi sie o coś zapytac. Za to go kocham.
- Nie bój się.! Haha. Okej, kusząca propozycja, zostane.- I posłałam mu szczery uśmiech.
- To ja idę sie umyć.
- Okej.
Zostałam sama na dole. Bella pojechała z Niallem do parku, zeby ochłonąć. Pomyślałam sobie w tej chwili, że Harry jest bardzo wrażliwym chłopcem. Nie nawidze gdy ktoś rani jego uczucia, włącznie ze mną. Nalałam sobie szklanke soku pomarańczowego i popijając rozmyslałam o tym, o czym rozmawialiśmy z Hazzą tydzień temu. Nie wiedziałam czy chce to zrobić. Znaczy z nim chciałam, ale bałam sie trochę tego uczucia. A jeszcze ta dzisiejsza sytuacja. Zastanawiałam się z jakieś 10 minut. Rozważałam "za" i "przeciw". Już wiem. Wziełam ostatni łyk napoju i poszłam do pokoju Harrego. Stałam tam wpatrując sie w okno zastanawiając sie czy dobrze wybrałam. Ale nie miała już wątpliwości. Jestem zdecydowana. Jeszcze tylko zgoda Hazzy. Własnie też wszedł do pokoju, w samych slipkach. Odwróciłam sie powoli i spojrzałam mu prosto w oczy. Podeszłam do niego i przytuliłam sie do jego ciepłej skóry.
- Co się stało, skarbie.?- Zapytał.
- Musze ci coś powiedziec.
- Co takiego.?
- Zdecydowałam sie.
- Na co.?
- Na to.- Pocałowałam go w usta.
- Al, mówiłem nie musimy sie z tym spieszyć. - I pogładził mnie po głowie.
- Ale duzo myślałam. I chce tego. Chcę tego wlasnie z tobą.
- Alice..
Teraz to ja zatkałam mu usta moimi ustami. Zaczełam delikatnie muskac jego skórę. On chyba tez się zdecydował na ten krok. Pocałowałam go w szyje w piersi, w brzuch. Ściągnełam powoli koszulkę, spodnie. Nasze ciała iskrzyły. Nafle on zatrzymał mnie ręką, wyciągając prezerwatywę mówiąc do mnie " ostrożności nigdy za wiele.". Byłam tego samego zdania. Za parę minut byliśmy już nadzy i leżelismy w łóżku. To nie miało być brutalne, tylko romantyczne. Wiedziałam, ze to będzie choc trochę boleć. Na poczatku zaczeliśmy się śmiać, nie wiem z jakiego powodu. Tak po prostu. Rozluźniliśmy się, porzytulalismy sie jeszcze, aż w końcu nadeszła ta wielka chwila. Poczułam lekkie kłucie, przenikliwy ból, ale zarazem przyjemny. Było wspaniale. Czułam się cudownie. Nasze ciała tworzyły jedną całość. Pocałunki nie ustawały. Wreszcie doznałam szczęścia w życiu. Byliśmy jednością..
Ranek.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Była 9 rano. Czułam ramię Harrego, który obejmował mnie w pasie. Ja trzymałam go za rękę. Ciekwa jestem czy oni juz wiedzą. Ale to sie teraz nie liczyło. Nagle usłyszłąm głos dochodzacy z tyłu.
- Cześc księżniczko. Jak się spało.?
- Cześc królewiczu. A dobrze, dobrze. A u ciebie.? - Mrugnełam do niego.
- No wiesz, z taką pięknościa jak ty, trudno byłoby źle spać, nie uwazasz.?
- Czy to jest prawda.? Leżę z tobą w łożku.?
- Myśle że tak, chyba że Louis przebrał się za ciebie.
- Nie tego jestem pewna.
- No to super.
- Kocham twoje dołeczki wiesz.?
- A przestań.
- Ty też przestań. - Pocałowałam go w czoło. Potem w usta i znowu zaczeliśmy się całowac.
- Co na śniadanie.?
- Zrobię ci .. Nalesniki o.!
- Harry, wex nie wydziwiaj. - Dałam mu kuksańca w bok.
- Ja nie wydziwiam.!
- Okej okej. Dobra choćmy.
Wyszłam z łozka. Poczułam lekki mroż na całym moim ciele. Ubrałam bielizne, a no to Klik.♥ Wziełam Harrego za ręke i zeszłam z nim na dół. Pierwszy przywitał nas Liam.
- Cześc gołąbeczki.
- No hej - Powiedział Harry.
- To co na śniadanie.?
- Naleśniki.! Haha.
- No dobra. Szef kuchni poleca.!
- Okej.- Powiedziałam.
Patrzyłam jak Liam robi naleśniki, a Harry rozmawiał z Lou. Coś tam krzyczał ze gratuluje, nie miałam nic przeciwko temu, żeby powiedział o tym swojemu przyjacielowi. Zjadłam swoją porcję i poszłam do Harrego powiedziec mu ze musż ejuz sie zbierać.
- No to ja już idę do domu.
- Podwieźc cię.?
- Nie, przejdę się.- Usmiechneła sie do niego.
- Sknociłem ..
- Ej.! Przestań.! Nic nie sknociłeś.! Było cudownie.
- No dobra to pa skarbie. - Dał mi buziaka na pożegnanie.
- Pa chłopcy.! Pa kochanie.- Odwzjemniłam całus.
- Czekam na następny wieczór, było wspaniale.- Szepnął mi do ucha Harry.
Wyszłam na dwór i patrząc w słońce, rozyślałam o wczorajszym dniu, nocy. Kocham życie. Kocham Harrego. Kocham Londyn. Szłam powoli, usiadąm na ławce i zamknełam oczy..
Nie naucz się tylko dwóch zagadnień. Dostań te dwa zagadnienia na egzaminie.
pierdolę, nie wchodzę na bloga póki nie zaliczę tego kurewstwa. Więc żegnajcie na zawsze -,-
pierdolę, nie wchodzę na bloga póki nie zaliczę tego kurewstwa. Więc żegnajcie na zawsze -,-
zamierzam pisać dalej bloga ale czy moje historie będą szczęśliwe to nw, ponieważ mam strasznego doła ;(
5.
oczami Seleny
Dlaczego On mnie zaprosił na to coś a ja się zgodziłam? Przecież ja tam nie pasuję-same gwiazdki i w ogóle. Tak, po tej nocy być może coś do niego czuję, ale nie jestem pewna jego uczuć. A zresztą, znam Go dopiero kilka dni! Ah, no i jest jeszcze jedno „ale”. To jest piosenkarz! Heloł.. Czy życie musi być takie trudne?
-Justin to naprawdę wspaniały chłopak-oznajmił Scott podczas kolacji.
-No to co?-zapytałam obojętnie.
-Nie wiem-puścił mi oczko i się zaśmiał-Od jutra będzie z nami mieszkał ponieważ jego matka Pattie ma kilka ważnych spraw. Nie będzie Ci przeszkadzał, prawda?
Nie no, teraz to mnie zamurowało. Że niby ja i on w jednym mieszkaniu?
-Spoko-mruknęłam opanowując emocje. Wzięłam kilka tostów i pobiegłam do pokoju, gdzie dokończyłam kolację. Następnie przebrałam się w piżamy i poszłam spać.
Rano obudziły mnie jakieś hałasy. W samej piżamie zbiegłam na dół. Normalnie prawie zemdlałam widząc co się dzieje. Scott, Usher, Bieber,Ryan, Chaz i Chris stali w salonie i... pochylali się nad czymś. A skąd tu tyle ludzi o ósmej rano? Chwila, ósmej?! No pięknie, zaspałam do szkoły.
-Ee.. cześć-przywitałam się aby mnie zauważyli-Co się stało?
-Tutaj siedzi mysz-pisnął ojciec. Że co? Podeszłam bliżej i rzeczywiście. Na środku dywanu siedziała sobie malutka, bialutka myszka. I nie uciekła widząc tylu debili? Uch!
-Boicie się tej myszki?-zdziwiłam się. Ukucnęłam i wzięłam ją na ręce, co reszta skomentowała dzikimi piskami. O dziwo mysz się nie bała, lecz ciekawie mi przyglądała.
Znalazłam w kuchni klatkę. Nie wiem co ona tam robiła i nie chcę wiedzieć. Wsadziłam tam małego gryzonia i wróciłam do tej paczki dzikich ludzi-oczywiście nadal w piżamie!
-Dlaczego wasza czwórka nie jest w szkole?-zdziwiłam się. No rozumiem ja zasnęłam, ale oni?
-Ja przyszedłem już o szóstej, bo mama wyjechała-wyjaśnił Justin-A Chris, Chaz i Ryan chcieli po Ciebie zajść ale zebrała się straszna wichura na dworze. Przed chwilą okazało się, że zamknęli szkołę.
Mówiąc to wskazał na okno. Rzeczywiście strasznie wiało i padał deszcz. Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłam. Bez jakichkolwiek komentarzy wróciłam do swojego pokoju. Wyjęłam rzecz jasna wygodne spodnie od dresu i starą,luźną koszulkę. Tym razem była z podobizną Eminema, więc była porozciągana i popruta. No cóż, nosiłam ją wiele razy. Tak ubrana zeszłam z powrotem na dół. Jedząc śniadanie przyglądałam się tej myszce. Postanowiłam, że skoro się mnie nie boi, to ją zatrzymam. Tylko trzeba jej wymyślić imię. Wzięłam klatkę i zaniosłam do salonu gdzie siedziała cała ferajna. Na widok gryzonia aż poskoczyli.
-Musimy jej albo jemu wymyślić imię-mruknęłam siadając na wolnym fotelu.
-Nazwij go Justin-mruknął Chris-Jest tak samo brzydki.
-Nie, nie, nie. Najlepiej Chris bo zapewne też ma małego.
Tak zaczęła się kłótnia między wszystkimi. A ja siedziałam sobie cicho i zastanawiałam się nad tym imieniem.
-Mam!-krzyknęłam po chwili. W salonie natychmiastowo nastała cisza- Potworek. I Koniec kropka.
-Dobre-pomrukiwali. Po chwili zajęli się graniem na PSP. No pięknie siedmiu facetów grających w głupie gry w salonie to jakiś koszmar. Poszłam na górę biorąc ze sobą potworka. Ciekawe co jeszcze stanie się dzisiejszego dnia...
*no i wracam takim sb. rozdziałem : ). mam pełno pomysłów więc biorę się za pisanie. dzisiaj już nic nie dodam.
oczami Seleny
Dlaczego On mnie zaprosił na to coś a ja się zgodziłam? Przecież ja tam nie pasuję-same gwiazdki i w ogóle. Tak, po tej nocy być może coś do niego czuję, ale nie jestem pewna jego uczuć. A zresztą, znam Go dopiero kilka dni! Ah, no i jest jeszcze jedno „ale”. To jest piosenkarz! Heloł.. Czy życie musi być takie trudne?
-Justin to naprawdę wspaniały chłopak-oznajmił Scott podczas kolacji.
-No to co?-zapytałam obojętnie.
-Nie wiem-puścił mi oczko i się zaśmiał-Od jutra będzie z nami mieszkał ponieważ jego matka Pattie ma kilka ważnych spraw. Nie będzie Ci przeszkadzał, prawda?
Nie no, teraz to mnie zamurowało. Że niby ja i on w jednym mieszkaniu?
-Spoko-mruknęłam opanowując emocje. Wzięłam kilka tostów i pobiegłam do pokoju, gdzie dokończyłam kolację. Następnie przebrałam się w piżamy i poszłam spać.
Rano obudziły mnie jakieś hałasy. W samej piżamie zbiegłam na dół. Normalnie prawie zemdlałam widząc co się dzieje. Scott, Usher, Bieber,Ryan, Chaz i Chris stali w salonie i... pochylali się nad czymś. A skąd tu tyle ludzi o ósmej rano? Chwila, ósmej?! No pięknie, zaspałam do szkoły.
-Ee.. cześć-przywitałam się aby mnie zauważyli-Co się stało?
-Tutaj siedzi mysz-pisnął ojciec. Że co? Podeszłam bliżej i rzeczywiście. Na środku dywanu siedziała sobie malutka, bialutka myszka. I nie uciekła widząc tylu debili? Uch!
-Boicie się tej myszki?-zdziwiłam się. Ukucnęłam i wzięłam ją na ręce, co reszta skomentowała dzikimi piskami. O dziwo mysz się nie bała, lecz ciekawie mi przyglądała.
Znalazłam w kuchni klatkę. Nie wiem co ona tam robiła i nie chcę wiedzieć. Wsadziłam tam małego gryzonia i wróciłam do tej paczki dzikich ludzi-oczywiście nadal w piżamie!
-Dlaczego wasza czwórka nie jest w szkole?-zdziwiłam się. No rozumiem ja zasnęłam, ale oni?
-Ja przyszedłem już o szóstej, bo mama wyjechała-wyjaśnił Justin-A Chris, Chaz i Ryan chcieli po Ciebie zajść ale zebrała się straszna wichura na dworze. Przed chwilą okazało się, że zamknęli szkołę.
Mówiąc to wskazał na okno. Rzeczywiście strasznie wiało i padał deszcz. Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłam. Bez jakichkolwiek komentarzy wróciłam do swojego pokoju. Wyjęłam rzecz jasna wygodne spodnie od dresu i starą,luźną koszulkę. Tym razem była z podobizną Eminema, więc była porozciągana i popruta. No cóż, nosiłam ją wiele razy. Tak ubrana zeszłam z powrotem na dół. Jedząc śniadanie przyglądałam się tej myszce. Postanowiłam, że skoro się mnie nie boi, to ją zatrzymam. Tylko trzeba jej wymyślić imię. Wzięłam klatkę i zaniosłam do salonu gdzie siedziała cała ferajna. Na widok gryzonia aż poskoczyli.
-Musimy jej albo jemu wymyślić imię-mruknęłam siadając na wolnym fotelu.
-Nazwij go Justin-mruknął Chris-Jest tak samo brzydki.
-Nie, nie, nie. Najlepiej Chris bo zapewne też ma małego.
Tak zaczęła się kłótnia między wszystkimi. A ja siedziałam sobie cicho i zastanawiałam się nad tym imieniem.
-Mam!-krzyknęłam po chwili. W salonie natychmiastowo nastała cisza- Potworek. I Koniec kropka.
-Dobre-pomrukiwali. Po chwili zajęli się graniem na PSP. No pięknie siedmiu facetów grających w głupie gry w salonie to jakiś koszmar. Poszłam na górę biorąc ze sobą potworka. Ciekawe co jeszcze stanie się dzisiejszego dnia...
*no i wracam takim sb. rozdziałem : ). mam pełno pomysłów więc biorę się za pisanie. dzisiaj już nic nie dodam.
" Czasem jesteś w tak zwanym kryzysie ,
a czasem na szczycie. "
a czasem na szczycie. "
Czytając ten list miałam mieszane uczucia. Z jednej strony byłam wściekła na Biebera za to że wyjechała a z drugiej rozumiałam Victorie. Wiem że dużo przeszła.Jednak przezwyciężyła wściekłość. Odłożyłam kartke i popatrzyłam sie na chłopaka.Siedział na jej łóżku , miał schyloną głowe i ramiona mu sie trzęsły.Czyżby płakał ? Nie to nie możliwe. On nigdy nie uronił żadnej łzy a tym bardziej z powodu dziewczyny. To było dziwne i nie wiedziałam jak sie w tej sytuacji zachować. W końcu po namyśle usiadłam obok niego.
- Płaczesz ? - zapytałam
- Tak . Nie widać ? - odpowiedział zirytowany
- Nie widać wiesz.
- Jakbyś sie czuła gdybyś straciła najważniejszą osobe w twoim życiu ? - spytał
- W jakim sensie ?
- No że tej osoby byś nigdy więcej nie zobaczyła.
- Byłabym zrozpaczona.I próbowałabym ją odnaleźć za wszelką cene.
- Jasne ale ja nie mg. Wiesz kariera mi nie pozwala , wszędzie paparazzi i fanki nie mam jak wyjść z domu.
- Wiesz co ?! Wynocha . - wrzasnełam
- Że co ? a co ja niby zrobiłem ?
- Jesteś pieprzonym dupkiem myślącym tylko o swojej karierze.Mam dość tej twojej chujowej dumy która nie pozwala ci sie zbłaźnić przed kamerami.
- Ale o co ci chodzi kobieto ? - zapytał
- Powiem jedno dopóki sie nie zmienisz nie masz prawa wchodzenia do tego domu . - dopowiedziałam. Akurat w tym momencie przyszli Ryan i Chris zwabieni naszymi krzykami.
- Co sie tu dzieje ? - zapytali. Opowiedziałam im całą historie. Nie powiem że byli z tej sytuacji zadowoleni.
- I co powiecie chłopaki ? Laska sie mnie czepia bez powodu no nie ? - zapytał poruszając śmiesznie brwiami.
- Nie, Cait ma racje. Zmieniłeś sie stary i to na gorsze. Widać ważniejsza była kariera niż dziewczyna o której marzysz. - powiedział Ryan.
- wyjdź stąd . Zmień sie , inaczej stracisz nas wszystkich. - rzekł Chris. I odprowadził Biebera do drzwi.Chłopak spojrzał ostatni raz na swoich przyjaciół i wyszedł ze spuszczoną głową.
2 miesiące później.
* Victoria *
Obudziłam sie po 10.Wzięłam ciuchy i poszłam sie ogarnąć.Po wykonaniu takich czynności jak malowanie , czesanie i ubranie sie zeszłam do kuchni. Wzięłam z lodówki mleko i zalałam nim płatki. Po chwili dołączyła do mnie Alice z ciocią i wujkiem.Wspólnie usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść przy spokojnej atmosferze.
- Vic mam dla cb świetną propozycje - powiedział wujek
- Jaką ? - spytałam
- Alice mówiła że masz talent i cóż nie jest to kłamstwo bo sam słysze co wieczór jak pięknie śpiewasz.
- ee.. ale to tak dla sb śpiewam nic więcej - rzekłam speszona.
- Kochanie , nie możesz zmarnować takiego talentu jaki dostałaś od Boga. - dopowiedziała ciocia uśmiechając sie do mnie.
- Składam ci propozycje zostania gwiazdą.Masz szanse sie wybić.Za chwile pojechalibyśmy do studia i nagrałabyś tą piosenke , którą tak wczoraj zawzięcie śpiewałaś.
- No dobrze wujku , ale jak sie coś nie uda to już więcej nie chce próbować. - odpowiedziałam
- Spokojnie wszystko bd w porządku , no to zbieraj sie. Po dokończeniu śniadania wsiedliśmy do samochodu i skierowaliśmy sie do wytwórni wujka. Nie wiem czy wspominałam , ale mój wujek jest producentem i w swoim życiu wypromował wiele gwiazd takich jak Rihanna czy Bruno Mars.Po 10 min byliśmy na miejscu. Weszliśmy do budynku i skierowaliśmy sie do studia.Zobaczyłam w nim kilka rozmawiających ze sb osób.Wujek wszystkim mnie przedstawił i kazał wejść do pomieszczenia z mikrofonem.Nie miałam innego wyboru niż tylko zrobić to co powiedział.Szczerze mówiąc troche sie bałam jak to zabrzmi.Podeszłam do mikrofonu , spojrzałam wszystkim w oczy i zaczełam ( Powiedzmy że to niby ona śpiewa )śpiewać.Ta piosenka opisuje moje uczucia do Justina.Napisałam ją w momencie gdy leciałam do Paryża.Teraz chciałam te wszystkie uczucia przelać w tą piosenke.Gdy skończyłam i popatrzyłam na wujka i innych widziałam tylko ich otwarte buzie ze zdumienia.
- Pięknie , mówiłem że moja bratanica ma talent ? - wykrzyknął uszczęśliwiony wujek , a reszta jego ekipy zaczeła bić brawo.Po 3h nagrywania jeszcze kilku piosenek wróciliśmy do domu zobaczyłam w drzwiach przystojniaka ,a gdy sie odwrócił...
Bezdomny - ciało zatapia w swoich dłoniach.
Szczera wiara okryta Zwątpieniem.
Przyjemność zgwałcona błogim cierpieniem.
Poeta!
Szczera wiara okryta Zwątpieniem.
Przyjemność zgwałcona błogim cierpieniem.
Poeta!
Testowanie Kremu upiększającego BB 5w1 od Garniera
https://www.facebook.com/GarnierPolska?sk=app_292575054138360
https://www.facebook.com/GarnierPolska?sk=app_292575054138360
Wstałam o 7:15. Miałam na 8:45, więc spokojnie wyszykowałam się, zjadłam, posiedziałam na laptopie. Dzisiaj szłam sama, miałam ponad 20 minut do myślenia. Słuchając muzyki myślałam o dzisiejszym dniu. Cały czas w głowie siedział mi Patryk, choć próbowałam się go z niej pozbyć, ale to było silniejsze ode mnie. Chociaż był skurwysynem, to go kochałam. Czemu ? Dlaczego ? Jak ? Chuj wie. Kiedy w końcu dotarłam, standardowo Klaudia mnie ' zbarowała ' <lol2> , dzieciak :3 . Zobaczyłam Monikę, potem wszyscy się schodzili. Wyprzytulałam wszystkie dziewczyny. Monika jak zwykle kłóciła się z Zuzą. Pierwszy był Polski. Oddaliśmy opowiadania. Potem historia w zastępstwie za technikę, jak zwykle darcie :D. Potem w-f i super apel. Zostaliśmy jeszcze na przerwie, więc kiedy wyszliśmy była lekcja. Poleciałyśmy z dziewczynami po plecaki, po drodze zjadłam jabłko i wparowaliśmy na matmę. Dał nam spr. i powiedział, że chce zobaczyć, ile się nauczyliśmy. Tak na marginesie , to Zuźka cały dzień szczekała. Rozśmieszała mnie jak cholera :o XD . Dobrze , że na apelu siedziała cicho XD . Potem angielski. Nuuuudy :o Potem z Bobkiem poszliśmy z Wiwą na stołówkę, ja ją rozśmieszałam, jak jadła. Niedługo potem przyszła Paula. Z Bobkiem i Paulą wróciliśmy, sypaliśmy się śniegiem etc. Kiedy poszłam z Paulą do mnie , zjadłam i poszła. Nie długo potem wyszłyśmy na dwór :D . Julka mnie wkurwiała jak zwykle. Kieyd wróciłam do domu zasiadłam przed komputerem. Czekam na Kiepskich i myślę o Patryku , którego do chuja nie ma w szkole :C .
Pozdrawiam ; *
Pozdrawiam ; *
Baby Ono szuka kobiet w 9 miesiącu ciąży do przetestowania podkładów poporodowych. Chętne mają czas do poniedziałku, aby zgłosić swój udział w akcji.

http://www.facebook.com/BabyOno

http://www.facebook.com/BabyOno
Siema . Teraz ? to mam kompletnego doła ; < Po co ja mu to powiedziałam prędzej czy później i tak by się dowiedział . Mi nie chodziło o to żeby tam z nim być czy coś . No może trochę Ale co kurwa mam na to poradzić ?! Zakochać się to łatwo ale odkochać ?! to jest trudno . Jak nic to nic . ja nie będę się narzucać ; cccc
Stan : Wyjebane na cały świat . = <
Stan : Wyjebane na cały świat . = <
czy żałuje ? -moze. lecz to tylko i wyłącznie moja wina , ze niejest jak kiedyś.. jeb wspomnienia. baw się dalej .
pamiętaj.
dziewiętnasty rozdział.
...następnego dnia gdy czułam się już trochę lepiej przyszedł do mnie mój lekarz prowadzący.
- jak się czujesz Emmo? Zapytał mężczyzna.
- dziękuję, już lepiej. odpowiedziałam.
- całe szczęście, bardzo martwiły mnie Twoje wyniki i stan Twojego zdrowia.
- ja również się bałam, jeszcze nigdy tak okropnie się nie czułam.
- rozumiem, wierzę Ci.
Przez chwilę milczeliśmy, doktor Shmidt zmienił mi kroplówkę, jeszcze nic nie mogłam normalnie jeść.
- co mi właściwie było ? zapytałam po chwili.
- ehh, ktoś dosypał Ci bardzo silnych proszków. Prawdopodobnie ten mężczyzna co zaczął się do Ciebie dobierać przekonał kelnera aby Ci to dosypał do drinka. Odpowiedział patrząc na mnie lekarz.
- co za obleśny typ.. powiedziałam po cichu.
- tak, ale teraz takich coraz więcej. Jakiś młody chłopak zrobił nam wczoraj niezłą awanturę że nie możemy go do Ciebie wpuścić. Lekarz zaśmiał się.
Była 16, na dworze powoli się ściemniało. Leżałam na sali w której były jeszcze trzy osoby, ale trochę w gorszym stanie niż ja. Na łóżku obok mnie leżała ciemnoskóra dziewczyna, mniej więcej w moim wieku, lekarze mówili że bardzo poważnie się zatruła jakimś jedzeniem. Dalej leżał chłopak, również ciemnoskóry, który przedawkował narkotyki.
Gdy się o nim dowiedziałam od razu przypomniała mi się historia z mamą Davida, która również przedawkowała i zmarła. Z opowieści wiem, że miała zaledwie 24 lata gdy umarła. Cały dzień o niej myślałam, o tym jaka była, jak wyglądała. Nie chciałam jednak pytać o nią Davida bo wiem że to dla niego trudne. Do tej pory bardzo to przeżywa mimo to że minęło już 10 lat...
Tydzień później wypisali mnie ze szpitala, dokładnie był to 10 listopada, środa.
Przyszedł po mnie David, objął mnie mocno i czule pocałował. Poszliśmy do domu, czułam się już świetnie, ale nadal musiałam uważać na to co jem.
Gdy weszliśmy do pokoju, Patricia siedziała z Johnem, na podłodze stały torby.
- Emma, cześć ! Martwiłam się o Ciebie ! Uścisnęła mnie Pati.
- Cześć. No, ale na szczęście już wszystko dobrze. uśmiechnęłam się.
- masz racje, całe szczęście że już dobrze.
- a ty się gdzieś wybierasz? poco te torby ? zapytałam po chwili.
- no właśnie... Przeprowadzam się do Johna. odpowiedziała Pati.
- naprawdę ? uśmiechnęłam się. to cudownie, będę za Tobą bardzo tęsknić, ale przynajmniej będziesz szczęśliwa.
- masz Davida, na pewno zamieszkacie teraz razem, prawda David ...? Patricia posłała Davidowi porozumiewawcze spojrzenie.
David zaśmiał się, podzedł do mnie i pocałował.
- oczywiście że tak . odpowiedział.
______________________________________________________
Przepraszam ze nie dodałam wczoraj rozdziału, ale mam takie poślizgi z lekcjami i nauką, że na nic nie mam kompletnie czasu ...
Pozdrawiam ;**
...następnego dnia gdy czułam się już trochę lepiej przyszedł do mnie mój lekarz prowadzący.
- jak się czujesz Emmo? Zapytał mężczyzna.
- dziękuję, już lepiej. odpowiedziałam.
- całe szczęście, bardzo martwiły mnie Twoje wyniki i stan Twojego zdrowia.
- ja również się bałam, jeszcze nigdy tak okropnie się nie czułam.
- rozumiem, wierzę Ci.
Przez chwilę milczeliśmy, doktor Shmidt zmienił mi kroplówkę, jeszcze nic nie mogłam normalnie jeść.
- co mi właściwie było ? zapytałam po chwili.
- ehh, ktoś dosypał Ci bardzo silnych proszków. Prawdopodobnie ten mężczyzna co zaczął się do Ciebie dobierać przekonał kelnera aby Ci to dosypał do drinka. Odpowiedział patrząc na mnie lekarz.
- co za obleśny typ.. powiedziałam po cichu.
- tak, ale teraz takich coraz więcej. Jakiś młody chłopak zrobił nam wczoraj niezłą awanturę że nie możemy go do Ciebie wpuścić. Lekarz zaśmiał się.
Była 16, na dworze powoli się ściemniało. Leżałam na sali w której były jeszcze trzy osoby, ale trochę w gorszym stanie niż ja. Na łóżku obok mnie leżała ciemnoskóra dziewczyna, mniej więcej w moim wieku, lekarze mówili że bardzo poważnie się zatruła jakimś jedzeniem. Dalej leżał chłopak, również ciemnoskóry, który przedawkował narkotyki.
Gdy się o nim dowiedziałam od razu przypomniała mi się historia z mamą Davida, która również przedawkowała i zmarła. Z opowieści wiem, że miała zaledwie 24 lata gdy umarła. Cały dzień o niej myślałam, o tym jaka była, jak wyglądała. Nie chciałam jednak pytać o nią Davida bo wiem że to dla niego trudne. Do tej pory bardzo to przeżywa mimo to że minęło już 10 lat...
Tydzień później wypisali mnie ze szpitala, dokładnie był to 10 listopada, środa.
Przyszedł po mnie David, objął mnie mocno i czule pocałował. Poszliśmy do domu, czułam się już świetnie, ale nadal musiałam uważać na to co jem.
Gdy weszliśmy do pokoju, Patricia siedziała z Johnem, na podłodze stały torby.
- Emma, cześć ! Martwiłam się o Ciebie ! Uścisnęła mnie Pati.
- Cześć. No, ale na szczęście już wszystko dobrze. uśmiechnęłam się.
- masz racje, całe szczęście że już dobrze.
- a ty się gdzieś wybierasz? poco te torby ? zapytałam po chwili.
- no właśnie... Przeprowadzam się do Johna. odpowiedziała Pati.
- naprawdę ? uśmiechnęłam się. to cudownie, będę za Tobą bardzo tęsknić, ale przynajmniej będziesz szczęśliwa.
- masz Davida, na pewno zamieszkacie teraz razem, prawda David ...? Patricia posłała Davidowi porozumiewawcze spojrzenie.
David zaśmiał się, podzedł do mnie i pocałował.
- oczywiście że tak . odpowiedział.
______________________________________________________
Przepraszam ze nie dodałam wczoraj rozdziału, ale mam takie poślizgi z lekcjami i nauką, że na nic nie mam kompletnie czasu ...
Pozdrawiam ;**










