Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

Dotarlam szczesliwie do Mamy cala i zdrowa, z gory przepraszam ze bede mniej pisala, ale wiecie jak to jest, rodzinka, pogaduchx, obiady, zakupy plus urzedy i zalatwianie papierow, trudno siedziec w takich momentach na internecie. Sorry za brak znakow, ale ta niemiecka klawiatura mnie do szalu doprowadza, wszystkie literki sa przestawione hehe.
To co mnie cieszy najbrdziej to to, ze jestem tu otoczona psiakami, duzym Dog'iem Jack'iem i malym sznaucerkiem, imienia jeszcze nie znam :)Nie tesknie za domem, gdzie kazdy ma mnie w dupie, naprawde, tylko za Ukochanym, ktory niestety zostal, bo musial pracowac. Takze widzicie, zyje i miewam sie dobrze, trzymajcie sie tam cieplutko :)
Ponize zdjecie Jacka, Maja sie nawet na zdjeciu zmiesicla (moja sister)
31.08.2010 o godz. 09:23

A myślałem że mam już za sobą jakieś złe nastroje, doły itp. Rok czasu tego nie miałem, myślałem że przeszło... Jednak nie. Na każdej imprezie wqrwiam się o byle co, nie wiem co mi jest... Mam bardzo wysoką autoironię, uchodzę za zabawną osobę, potrafiącą żartować z samego siebie... Jednak ostatnio zaczyna mnie to wqrwiać, jak niektórzy to wykorzystują, a szczególnie jak robi to mój najlepszy kumpel. I to do niego mam największe pretensje, bezsensu. Zaczyna mnie wkurzać to że chyba nie jestem traktowany poważnie. Fakt faktem - często upieram się przy różnych rzeczach, zakładam się o coś i... przegrywam. Czy to chodzi o sprawy czysto 'naukowe', czy też czysto 'życiowe'. Zauważyłem też że coraz łatwiej wyprowadzić mnie z równowagi. Ostatnio mój najlepszy kumpel oskarżył mnie za coś czego nie zrobiłem (jemu), aczkolwiek z jego punktu widzenia rzeczywiście mogło się tak wydawać (błaha sprawa, baaardzo). W swojej obronie mówiłem mu że nigdy bym czegoś takiego mu nie zrobił, że to nie moja wina i czysty przypadek (bo tak było). On upierał się przy swoim i coś we mnie pękło, momentalnie... naskoczyłem na niego jak jasna cholera i gdyby nie powstrzymał mnie inny kumpel najnormalniej na świecie uderzyłbym go, już zacząłem się z nim przepychać... Poprostu straciłem panowanie nad sobą, czego teraz cholernie żałuję, mimo że zaraz po tym podaliśmy sobie ręce na zgodę :/... Przez to mam zjebany nastrój teraz. I dziwne jest to że osoby mi najbliższe najłatwiej wyprowadzają mnie z równowagi, przez co wyżywam się na nich... Nie wiem co się ze mną dzieje, nie wiem jak mam powrócić do normalności, bo wiem że przesadzam i czuję że te osoby poprostu też mają tego dosyć i nie wiem jak długo jeszcze będą to znosić. Ehhh.
31.08.2010 o godz. 01:56



... Marzenia mogą się spełniać ...
... Tylko trzeba w nie wierzyć ...


30 Sierpnia 2010

... Prawdziwa Przyjaźń ...


Zawsze oczywistym wydawało mi się, że jedną z najważniejszych cech prawdziwej przyjaźni jest bezinteresowność. Przyjaciel to ktoś taki, na kogo zawsze możemy liczyć. Pomaga nam nie mając w tym żadnego celu. Przyjaźń na pewno też jest wartością niematerialną. Jednak czy na pewno? Czasami odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach pod pretekstem przyjaźni próbujemy osiągnąć własne cele. Przyjaźnimy się z kimś, kto ma nam coś do zaoferowania. I nie mówię tu bogatej osobowości tylko o rzeczach bardziej materialnych.

W swoim życiu spotkałem i poznałem mnóstwo ludzi. Wielu z nich uważałem za przyjaciół. Myślałem, że będą to znajomości na całe życie. Jednak czas pokazał zupełnie co innego. Urzeczywistniło się powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Przyjaciele to ludzie, którzy zwykle spędzają ze sobą mnóstwo czasu. Ufają sobie, rozmawiają, zwierzają się z różnych sekretów, chodzą na wspólne imprezy i do kina. Jednym słowem świetnie się razem bawią i wspaniale czują w swoim towarzystwie. No i zawsze mogą na siebie liczyć. I właśnie tu bardzo często powstaje problem. Pomoc wymaga czasami dużego zaangażowania i poświęceń, a niestety większości nie jest to na rękę. Wszystko jest w porządku, kiedy jest miło, ale kiedy pojawia się problem, pojawiają się schody. Przyjaźń już nie jest taka kolorowa. W moim przypadku też tak niestety było. Kiedy potrzebowałem pomocy nagle uświadomiłem sobie, że jestem zupełnie sam. Zrozumiałem, że w sytuacjach najbardziej kryzysowych, kiedy potrzebujemy ich pomocnej dłoni, oni najzwyczajniej w świecie mają nas w dupie. Nie mówią nam jednak tego wprost. Zawsze mają jakieś wymówki, że niby chcą pomóc, ale nie mają jak.

Takie historie nie raz gościły w moim życiu. Jedni zawiedli bardziej inni mniej, jeszcze inni jak na razie jeszcze wcale. Z większością wciąż utrzymujemy kontakty. Pozostał jednak duży niesmak, a tamte wydarzenia skłoniły mnie do pewnych refleksji na temat przyjaźni. Zrozumiałem, że w dzisiejszych czasach przyjaźń to bardzo przereklamowany towar, bo tak to chyba można nazwać. Doświadczenie sprawiło, że już nie jest taki ufny i nie tak łatwo zawieram nowe znajomości. Może to błąd... Może nie powinienem się tak zamykać na innych. Chociaż nadal mam dużo znajomych i ludzi, których mogłbym nazwać przyjaciółmi i na których jeszcze się nie zawiodłem, chyba staram się nie używać tego słowa. Różne wydarzenia i sytuacje sprawiły, że teraz nabrałem do ludzi dużego dystansu. Nie jestem już taki naiwny. Jestem bardziej ostrożny, bo nie chcę się znów zawieść. Już nie tak łatwo zdobyć moje zaufanie, które tak bardzo wielokrotnie zostało nadszarpnięte. Poza tym z przykrością muszę stwierdzić, że ludzie są bardzo dwulicowi. Często mówią nam to, co chcemy usłyszeć. Mają podobne zdanie na każdy temat, zawsze się z nami zgadzają udając fałszywych przyjaciół po to, by za naszymi plecami bez skrupułów nas oczerniać.

Czasami mam wrażenie, że zgrana paczka przyjaciół na całe życie to widok, który można spotkać jedynie w beztroskich filmach. Ludzie poszukują różnych przyjaźni, ale kiedy już je znajdą zapominają, że przyjaźń należy pielęgnować. Przyjaźń to nie tylko dobra zabawa. W dzisiejszym świecie przyjaźń ma chyba inny wymiar. Ludzie mają dla siebie coraz mniej czasu. Każdy żyje w pośpiechu, goniąc za własnymi sprawami. Czasami ciężko zebrać wszystkich znajomych na raz. Ten pracuje, tego akurat nie ma w mieście, ten ma ważny egzamin, ten spotkanie z dziewczyną/chłopakiem ( tu chyba nawet się nie dziwie, może czasami lepiej pielęgnować miłość). Im jesteśmy starsi tym mamy więcej spraw na głowie i mniej czasu dla znajomych. Stajemy się coraz większymi egoistami. Postęp techniczny też nie przyczynia się do polepszenia relacji ludzkich. Coraz częściej wszelkie znajomości ograniczają się do rozmów telefonicznych, smsów, czy maili. Normalne spotkania są bardzo sporadyczne. Przykre, ale prawdziwe.
Ostatnio coraz częściej zastanawiam się czy to ja ciągle natrafiałem na niewłaściwych ludzi, czy może to ze mną jest coś nie tak... A może wina nie leży po niczyjej stronie tylko świat zmierza w jakimś dziwnym kierunku...?
31.08.2010 o godz. 01:46
wakacje wakacje i po wakacjach...
siedze jak najdłużej i napawam się ostatnimi godzinami wolności beztroski i brakiem obowiązków...Zastanawiam się co tu napiszę za tydzień czy za miesiąc będąc już w nowej szkole mam nadzieje że będą to same dobre rzeczy....
mam nadzieje...
***
Wczoraj było fajnie tylko ta pogoda do ****
pragnę o odrobinę słońca, o odrobinę tego co było 2 miesiące temu, CHCĘ WAKACJE...(z reszto jak większość)
***
wczoraj
oglądanie z Pulaaa ♥CAMP ROCK 2♥
kłótnie z mudżynem na tt

♫ Piosenka na chwilę obecną ♫ -
http://www.youtube.com/watch?v=54qYAw9qtRc

DOBRANOC *.* PAPA!!
31.08.2010 o godz. 01:22

"Wszędzie panuje chaos. Ludzie po prostu rzucają się na wszystko w zasięgu ręki: komunizm, zdrową żywność, zen, surfing, balet, hipnozę, terapie grupową, orgie, rowery, zioła, katolicyzm, podnoszenie ciężarów, podróże, ucieczkę od rzeczywistości, wegetarianizm, Indie, malarstwo, rzeźbę, pisanie, komponowanie, dyrygenturę, wyprawy z plecakiem, jogę, kopulację, hazard, alkoholizm, wędrówki bez celu, mrożony jogurt, Beethovena, Bacha, Buddę, Chrystusa, samobójstwo, szyte na miarę garnitury, podróże odrzutowcem do Nowego Jorku, dokądkolwiek... Te fascynacje zmieniają się nieustannie, mijają, ulatują bez śladu. Ludzie po prostu muszą znaleźć sobie jakieś zajęcia w oczekiwaniu na śmierć. To chyba dobrze, że istnieje jakiś wybór."-Charles Bukowski

Tak istnieje jakiś wybór. Ale w tym ogromie możliwości niewiadomo, kurwa, za co się złapać.



Frustrująco-dupno-jebno-wykwitnie.
31.08.2010 o godz. 00:50
Fajny tytuł, prawda? Ile razy już o tym, słyszałam... Ile razy już o tym, czytałam... - ciężko to zliczyć. W MLM przecież klienci i osoby do współpracy z nieba nam spadają lub sami nas odnajdują. Trzeba wierzyć w ludzi, że w bardzo prosty sposób się domyślą, że mamy tak świetny produkt lub tak, świetny plan marketingowy;p Co z tymi co nie wierzą w to? "Zapasają rękawy" i biorą się do roboty (na etacie lub są wysoko w strukturze MLM).
Co z pozostałymi? Nadal pewnie narzekają.
Podkreślałam to także na swojej stronie. Im więcej pieniędzy oferują, praktycznie za nic, tym większe jest to oszustwo. Mi się bardzo podoba w MLM, że nie musiałam nic inwestować na start. Każdy może wejść w to i zobaczyć, czy się nadaje. MLM rozwija wiele umiejętności, które obecnie są cenione na rynku pracy.
31.08.2010 o godz. 00:48

20.

Posłuchałam sobie Feela.
Wszystko wróciło, takie świeże.
Mój mózg pewnie myśli, że skoro się rok szkolny zaczyna,to ujrzę Jego.
Nie, już nie w tym roku. I w żadnym innym.
Wszyscy mnie nastawiacie przeciwko anie.
A mówcie sobie co chcecie.
Ja zdania nie zmienię. Nigdy w życiu nie byłam niczego pewna jak właśnie tego, że chcę spróbować.
Naprawdę.
Możecie teraz mnie potępiać, i odwrócić się ode mnie, proszę bardzo.
Jednocześnie widzę, że wierzycie we mnie :) Cieszy mnie to.
Myślicie może, że postępując w ten sposób, doprowadzę się do ruiny.
Przeceniacie mnie :) Na pewno będą chwile załamania.
A może do jesieni się wszystko zmieni.
Nosz kur...zaczęłam rymować ^^
Nie wiem już co napisać.Mózg mi się wyłącza. Co jak co, ale jestem zmęczona.
Kocham jesień i pluchę xD
31.08.2010 o godz. 00:23
a krew leci mi z ucha. Siedzę sobie przy biurku i coś mnie łaskocze w policzek - strącam, myslałam że kiej muchha czy co - a tu czerwono. Lewe ucho, nie prawe, moje prawe twoje lewe, idiotka, nawet pieprzonych stron świata nie kojarzę -.-

z moim łbem to normalne.

co tam jeszcze... pokażę Wam demota, który mnie urzekł - w sumie, gdyby ktoś dla mnie napisał piosenkę, zesikałabym się ze szczęścia, no, ale niektórzy wolą dostać pierścionek. Albo laptopa, jak moja koleżanka z roku.


Cholera, że też wcześniej nie wchodziłam na jutuba.
31.08.2010 o godz. 00:00

5.

Z serii przemyślenia Bożydara (moje też, ale on się uparł, że jego).

'Chciałbym, aby znowu największym moim problemem było to, czy do mycia włosów łonowych użyć szamponu czy żelu pod prysznic '. - te myśli przyszły mu podczas kąpieli jak mniemam.

Chciałabym.. abyście Mu pomogli w tej sprawie (btw Krowy robią MUU i dają mleko), albowiem ja straciłam energię na niego.

Dziękuję za uwagę.
30.08.2010 o godz. 23:42
Czy Ty jesteś dla mnie takim płomieniem? Czy ja jestem zaślepiona? I czy ludzie, którzy Cię negatywnie oceniają mają rację?

Wiem, że robiłeś głupie rzeczy. Wiem, bo przecież rozmawialiśmy o tym. Mam nadzieję, że tak jak mówisz to jest przeszłość i że teraz już koniec z tym. Chociaż nigdy nic nie wiadomo. To wszystko nie jest takie proste jak mi się wcześniej wydawało. I właśnie chyba przyszedł czas na następny krok. Jeżeli będzie tak jak teraz to zrobi się nudno i Cię stracę, a na razie dokładnie nie wiem czego chce..

Chyba to o czymś świadczy skoro od pewnego czasu pojawiasz się we wszystkich moich notkach. Pozytywnie, negatywnie..ale zawsze Ty.

"Mówią że, kiedy rodzi się człowiek...z nieba spada dusza i rozpada się na dwie części...Jedna z nich trafia do kobiety druga do mężczyzny... Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy... połowy swojej własnej duszy...połowy samego siebie... "

Trochę właśnie tak sobie tłumaczę naszą wspólną datę urodzin. Co prawda Ty jesteś starszy o 2 lata (pozostaje ten sam dzień i miesiąc).. ale widocznie moja część duszy miała dłuższą drogę do przebycia.

Bardzo uczuciowa piosenka, szarpie moimi emocjami.. sprawia, że mam ochotę abyś mnie przytulił P.
30.08.2010 o godz. 23:33


No dobra to zaczynam. Z dniem 2010-08-30 o godzinie 23:30 oficjalnie startuję swój blog. :)
Dowiecie się stąd wszystkich wiadomości z mojego życia, i takie tam. Napięcie chciałem zrobić ale nie chce mi się. :) Więc, ogólnie witam i zapraszam! ;]
30.08.2010 o godz. 23:32
Pf. Że się tak wyrażę.
Po prostu nie rozumiem co jest złego w interesowaniu się psychologią.??
Nieważne.
____________________________________________

Dzień 30...
Jestem przygnębiona. Mimo wszystko.
Kurwa.!
Palę papierosy. Matka nie wie, ojciec nie wie.
Niby dobrze. Miała to być moja ostatnia paczka.
Ale nie wiem czy chce "rzucać" palenie.
Pomaga mi to w jakiś dziwny sposób.
30.08.2010 o godz. 23:31

krejzolski dzień . inny niż wszystkie . czyli dobrze wykorzystany dzień . można powiedzieć przedostatni dzień .

doszłam do wniosku dziś rano , że w końcu mogę przenieść się na górę . na dole już jest za zimno . budzę się cała zmarznięta i rzucam się pod kocem .
trochę bardzo się nie wyspałam .
zjadłam śniadanie . ogarnęłam się . robiłam jeszcze milion beznadziejnych rzeczy ale to nie ma chyba największego znaczenia .
pojechałam do Mrągowa . o 14 na przystanku czekała na mnie Czlaud , Wera i Pyśka . czekałyśmy jeszcze z 10min na Patrę i w piątkę ruszyłyśmy pod RAST gdzie czekała na nas Urszula , Ola , Paulina i Dominik . wszyscy razem poszliśmy na takie jakby pole . nie wiem jak dokładnie to nazwać . cel spotkania był taki , żeby po prostu porobić zdjęcia , powygłupiać się , pośmiać , poodwalać . no i wszystkie z tych wymienionych rzeczy zostały spełnione . było naprawdę świetnie . miało być więcej dziewczyn , ale z głupich powodów , nawet można powiedzieć , że mi nie znanych powiedziały , że nie idą . cóż .
potem pożegnałyśmy się z Czlaud , Pyśką i Patrą i resztą ruszyliśmy na miasto , do 'mufinki' . ale i tak po drodze wyszło tak , że dziewczyny nas 'dogoniły' i razem poszłyśmy na stadion , gdzie MKS miał trening i bla bla bla . nic ważnego . i tak jakoś zleciało , że musiałam iść już na autobus .
przez cały dzień cholernie boli mnie te jebane kolano .
wróciłam do domu . zjadłam coś . nasłuchałam się narzekań i gadania że niczego nie robimy bla bla bla . sranie w banie .
potem jakoś tak wyszło , że wyszłyśmy na dwór . mi zaczęło odwalać . spotkałyśmy Miećkę . czyli odwalanie max . poszłyśmy do babczy , gdzie sikałyśmy i srałyśmy śmiechem .
wróciłam do domu , mama zategociła mi wałki na głowę i siedzę teraz jak jakiś ciul .

ciągle śpiewam ' you are my number one ' . umca umca .

tak wgl .
wiesz ? to naprawdę dziwne , że poznajesz mnie dopiero teraz . bo jednak dużo czasu spędziłyśmy razem . no nic , nie ważne . rozumiem to , że nie potrzebujesz mojej pomocy . myślę , że nawet i tak nic bym nie była w stanie zrobić , bo to co się dzieje mnie przerasta . przynajmniej próbowałam , mimo wszystko . mówię o wczorajszej rozmowie . nie mam zamiaru się narzucać . toleruję Twoje zdanie . nie chcesz , to nie . postaram się mieć na to wyjebane , choć nie wiem czy będzie łatwo . nawet nie wiesz jak cholernie brakuje mi tamtej mojej Madży . za dużo genialnych dni spędziłyśmy razem . bo nie powiesz , że nie bawiłyśmy się razem świetnie . przeżyje . to co się wydarzyło widocznie miało się stać i tak ma być . trudno .
naprawdę życzę Ci powodzenia , bo wiem , że Ci się przyda .
i mam nadzieje , że wrócisz . uważasz pewnie to za rzecz niemożliwą . ale wisi mi to , bo będę się łudzić . może z czasem mi przejdzie .

30.08.2010 o godz. 23:23
Dość już mam tego, że ludzie cierpią...! Ja mam w głowie pustkę, próżnię, nicość, czarną dziurę, wszystko i nic... Zastanawiałam po co ludzie piszą blogi... Większość z nas, tu na Blo... ma pecha... nie wiem jak inaczej to nazwać- życiowego pecha. Ludzie nie mogą wejść do naszych głów... Wyczytać z nich cały nasz ból, strach... po to piszemy, z nadzieją, że ktoś może zrozumie. Ile to razy próbowałam poważnie rozmawiać. Wydawało mi się, że to coś zmieni... że mój rozmówca zmieni nieco tor myślenia, albo chociaż, pokaże co jest nie tak z moim. Kończyło się na 'nie masz racji'. Skoro rozmawiam, proszę o wysłuchanie to znaczy, że nie mam nic złego na rzeczy, że jest mi źle, że chcę coś zmienić, że czuję iż cała sytuacja rani nie tylko mnie, że ona coś psuje... Chcemy coś z tym zrobić.
W pewnym momencie doszłam do wniosku, że zacznę pisać listy. Wtedy przynajmniej nikt mi nie przerwie. Wysłucha, przeczyta do końca i może wreszcie coś mu mignie w całej tej szrości i haosie, który ma w głowie. Ale nie. Nic, zero reakcji. Szkoda. Ale i tak warto próbować, pisać, opisywać, spisywać, pokazywać, może Ten Ktoś widząc nasze wnętrze, bo tylko tak można nazwać to co zawieramy w tych notkach- coś w końcu zrozumie... Bo to my, nadzy, prawdziwi- przynajmniej w większości- chcemy usłyszeć głos poparcia, od kogokolwiek, bo o to właśnie chodzi. Chcemy być zauważeni, chcemy poczuć, że ktoś rozumie. To taka psycho-terapia. Poczucie, że ktoś choć przez chwilę zatrzymał się i pomyślał, choć przez ułamek sekundy, spróbował wczuć się w naszą sytuację. Czasem błachą, czasem znacznie poważniejszą, ale wbrew wszystkiemu trudną dla autora. Po to piszemy; dla rozluźnienia, oczyszczenia, sprawdzenia siebie, znalezienia wsparcia, poparcia. To wszystko.

Nie wiem po co to piszę. To takie moje wewnętrzne przemyślenia, może bez większego sensu, ładu i składu. Ale tylko coś takiego siedzi mi teraz w głowie. Zajmuje całe miejsce, przytłacza inne myśli. To ja...
30.08.2010 o godz. 23:23
Pierwszy wpisy (chyba) najtrudniejszy :)

Jestem zwykłą dziewczyną, która pragnie zmienić coś w swoim życiu, ale za bardzo nie wie jak...

Czy szczęśliwa? Hmm mam dom, rodzinę, kilku fajnych znajomych.. mam chłopaka ale go nie mam (sprawa zawikłana), jestem "po" studiach - bez pracy.. co mnie strasznie dołuje... szukam jej... Czy jestem szczęśliwa? hmm czegoś mi brakuje...

Po co mi ten blog ? hmm może po to żeby czasem zamieścić tu swoje przemyślenia, zbierać myśli, których nie chce się powiedzieć komuś kogo się zna..

30.08.2010 o godz. 23:15

'.czas przemyśleń.'
30.08.2010 o godz. 23:03
Siedzę sobie bez zupełnej abstrakcji u mamy w pracy oglądam zdjęcia z ostatniej imprezy aż tu nagle wchodzi on. Nie przykuł moje uwagi od razu usiadł i poprosił o kawę wiec mu mama zrobiła okazało się że znają się z moim tatą razem na rybach byli tydzień temu (ja oczywiście o tym nie wiedziałam). Ale wracając do tematu dostał tą kawę usiadł z nami ja dalej oglądam te zdjęcia i on nagle zaczął mówić dokładnie nie wiem co bo gdy tak opowiadał wpatrywałam się w niego jak bym zobaczyła kosmitę jego gesty sprawiały że nogi mi się uginały a mózg płatał mi figle i nic do mnie innego nie docierało. Wsłuchiwałam się z otwartą buzią. Gdy mówił poruszał się z taka gracja ze prawie mdlałam, czułam się jakbyśmy byli tylko my i nikt więcej czułam jak by mówił tylko do mnie a wokół nas nie było by nikogo nagle wstał i wyszedł zapalić. Gdy wychodził goniłam go wzrokiem jak go zgubiłam to się ocknęłam i zobaczyłam ze moje kuzynki się ze mnie śmieją olałam to i rozpaczałam w myślach kiedy powróci. Powrócił odłożyć kubek i powiedział "do widzenia" ja jak jakaś idiotka powiedziałam to w taki sposób jak bym kierowała co najmniej to do boga. Znacie to uczucie gdy widzicie swojego idola lub kogoś w kim się kochacie i mówicie to "do widzenia" z taka rozpaczą w glosie ze normalnemu człowiekowi pękło by serce. Jestem pewna że gdyby powiedział do mnie "chodź" poszłabym na koniec świata. wszystko bym dla niego zrobiła byle by tylko do mnie mówił... Niestety jest on z Poznania i ma ok 33-37 lat. Dokładnie nie wiem bo nikogo się nie pytałam ale tak podejrzewam. Najbardziej zadowoliło mnie to ze nie przykuł mojej uwagi swoim wyglądem tylko charyzmą. Upodobałam sobie do niego i do tej sytuacji piosenkę:
30.08.2010 o godz. 22:59

22.

- Matko, Ness!
- Już kończę, przestań mnie popędzać!
Rosalie ostatni raz poprawiła jej włosy i wypchnęła za drzwi pokoju.
- Jesteś pewna, że ta sukienka nie jest zbyt wyzywająca? – zapytała jeszcze przed schodami.
- Nie ma mowy! – pogoniła ją Rose, zerkając w stronę holu. Jasper już tam czekał, znając życie, pewnie zaczynał się niecierpliwić – jest idealnie!
W istocie, jej młodsza kuzynka prezentowała się pięknie. Miała na sobie młodzieżową wariacje na temat małej czarnej i wysokie buty od Christiana Louboutina. To w połączeniu z jej jasną cerą i burzą kasztanowych loków robiło piorunujące wrażenie. Jasper musiałby być ślepy, żeby nie dostrzec jej uroku.
Renesmee szybko znalazła w Rose bratnią duszę – mimo, że nie były spokrewnione, bardzo dobrze się ze sobą dogadywały, możliwe, że ze względu na podobieństwo charakterów. Ta druga dość szybko zorientowała się w fascynacji Nessie jej przybranym bratem i niewiele czasu miało upłynąć, zanim nie zobaczyła w jej obrazie Jaspera. Renesmee była mile zaskoczona świadomością, że starsza siostra nie potępia jej zainteresowania i tym większa była jej wdzięczność za okazaną pomoc.
Jasper już czekał na dole. Miał na sobie białą koszulkę pod swetrem w serek i widok jego szyi nad skrawkiem kołnierzyka sprawił, że omal nie potknęła się w trakcie schodzenia ze schodów. Cudem utrzymała równowagę. Potem jej wzrok zszedł niżej, aż do szlufek paska i spostrzegła, całkiem przypadkowo, że materiał pod guzikiem jasnych spodni jest taki… napięty. Zapomniała o tym, że stoi na schodach i kolejny krok postawiła w powietrzu.
- Ostrożnie – uprzedził Aleksyn, który właśnie wszedł do salonu, z kubkiem ciepłej krwi w ręku.
Rosalie złapała ją za rękę i pomogła utrzymać równowagę. Zaczęła się zastanawiać, czy siedmiocentymetrowe obcasy nie były błędem.
W tej chwili Jasper spojrzał na nią i jego brwi uniosły się, jakby w lekkim zdumieniu. Nessie pozostało mieć nadzieję, że jego reakcja była wywołana miłym zaskoczeniem, nie odwrotnie.
- I jak? – zapytała Rose, uniesionymi rękami prezentując przyjaciółkę, niczym modelkę na wybiegu.
Renesmee zarumieniła się po cebulki włosów, kiedy w hollu zapadła głucha cisza.
- Ślicznie – skwitował Aleksyn, przełknąwszy potężny łyk napoju. Rzucił się na kanapę i z rozmachem kazał włączyć się telewizorowi – schrupałbym cię, gdybyś nie była jednym z nas.
Rosalie uśmiechnęła się z zadowoleniem. Spojrzała wyczekująco na brata.
- Bardzo… dojrzale – powiedział w końcu. – To jak, zbieramy się?
Rosalie pacnęła się otwartą dłonią w czoło, jakby sobie coś przypomniała.
- Jazz, nie powiedziałam ci wcześniej – jej usprawiedliwiający ton nie wróżył niczego dobrego. I słusznie, bo kolejne zdanie miało zmienić ich plany – Emmet zostawił mi wiadomość, że mam dołączyć do nich na północy. Nie mogę z wami jechać.
Jasperowi opadły ręce.
- To co robimy? – zapytał.
- Pojedziecie we dwójkę – odparła niedbałym tonem. – Znasz nieco miasto, na pewno dobrze zorganizujesz ten czas.
Renesmee uśmiechnęła się do niego nieśmiało.
- Rose, zdajesz sobie sprawę, że w moim wypadku samotna wyprawa nie jest najlepszym pomysłem – jej uśmiech zgasł. – Poproszę Carlisle, powinien zgodzić się na małą wycieczkę.
- Ma nocny dyżur – uprzedziła go. – A Esme mu towarzyszy – dodała od razu.
- W takim razie…
Jego wzrok prześlizgnął się po salonie i zatrzymał na Aleksynie, w tej chwili przełączającego bezmyślnie programy bez użycia pilota.
- Nie – powiedziała Rosalie.
- Też mi się to nie podoba – skrzywił się Jasper. – Ale muszę mieć przy sobie kogoś silnego. Aleksyn!
Ten leniwie oderwał wzrok od ekranu telewizora. Renesmee przeczuwała, że miedzy tymi dwoma jest jakiś konflikt – unikali własnego towarzystwa i zachowywali w stosunku do siebie znaczący dystans.
- Co jest, Hale?
- Zbieraj się, właśnie załapałeś się na darmową wycieczkę do miasta.
Aleksyn obrzucił przeciągłym spojrzeniem postać Renesmee i uśmiechnął się z zadowoleniem, prezentując szkarłatne od świeżo wypitej krwi zęby.
- Wedle rozkazu, szanowny.
- Na litość boską – Jasper przewrócił oczami – przepłucz chociaż usta.
Odwrócił się w kierunku Renesmee i zmęczony wyraz twarzy zastąpił uśmiech.
Specjalnie dla niej.
- Jesteś gotowa poznać najnudniejsze miasto w stanie Michigan?
Odpowiedziała z namaszczeniem, jakby chodziło o małżeńską deklarację:
- Tak.

Co jej schlebiło, w samochodzie Jasper zignorował życzenie Aleksyna, żeby usiadła z nim na tyle i usadowił ją obok siebie na przednim siedzeniu. Podejrzewała raczej, że jego troska bierze się z niechęci do kuzyna niż romantycznych pobudek, ale i tak czuła się usatysfakcjonowana mając możliwość zerkania na jego profil.
- Co dotąd myślisz o Allegan? – zapytał ją, odrywając wzrok od ulicy i zwracając się w jej stronę przy prędkości blisko stu trzydziestu mil na godzinę.
- To bardzo… miłe miasto – wykrztusiła widząc, jak nie patrząc na ulicę gładko wchodzi w ostry zakręt. – Niewielkie, ale urocze.
Roześmiał się, jakby usłyszał dobry żart.
- Dobrze wiedzieć, że ktoś ma o nim tak pochlebne zdanie – odparł. – Osobiście uważam, że wystarczyłoby słowo „nudne”.
- „Nudne” to mało powiedziane – dorzucił z tyłu Aleksyn. Żuł właśnie miętową gumę i z każdym poruszeniem jego szczęk zapach mięty obiegał na nowo wnętrze samochodu.
- Przesadzacie – zaoponowała Renesmee. – Na pewno jest coś, co wyróżnia tą miejscowość od innych.
- Racja – zgodził się Jasper. – My.
Zaśmiał się po tych słowach, a Aleksyn mu zawtórował, wkrótce zataczając się z uciechy na kanapie.
- „My”! My jesteśmy atrakcją! To jest dopiero racja!
Renesmee odetchnęła z ulgą. Zdawało się, że jej sąsiadowi poprawił się nieco nastrój.

Kiedy wyjeżdżali z domu, na dworze panowała szarówka. Kiedy dojechali na miejsce, było już ciemno i lampy rozsiewały złote kręgi światła. Chmury rozstępowały się pod naporem wiatru i pierwsze gwiazdy zalśniły na granatowym niebie.
- Piękna pogoda – powiedziała Renesmee, wysiadając z auta.
Jasper zamknął za nią drzwi.
- Nie mogę się z tym nie zgodzić – odparł.
Aleksyn podskakiwał dla rozluźnienia na bruku.
- Co robimy? – zapytał, wkładając ręce do kieszeni płaszcza. – Od czego zaczynamy naszą petit tour-ville?
- Myślałem nad przejściem się do Mahan Parku – powiedział z namysłem. – Bo to jest naprawdę ładne miejsce, a potem nad rzekę. O tej porze muzeum indiańskich zabytków jest nieczynne, więc jeśli będziesz miała ochotę, obskoczymy najciekawsze lokale na Monroe Street.
- Świetny pomysł – podsumowała Renesmee. Aleksyn nie miał takiej zadowolonej miny. Najwyraźniej bieganie po bocznych zakątkach nie należało do jego ulubionych zajęć, jednak pod wpływem wzroku Jaspera przyjął nieco bardziej rozentuzjazmowany wyraz twarzy.
- Fantastycznie – powiedział. – Zawsze marzyłem, żeby zobaczyć ten sławny Mahuan Park.
- Mahan Park – poprawił go Jasper.
- Mahan, oczywiście.
Park okazał się być malowniczo położonym miejscem, pełnym alejek podświetlanych ażurowymi lampionami i kilkoma restauracjami rozmieszczonymi nad brzegiem jeziora. Renesmee musiała przyznać, że to miejsce miało swoją magię, inaczej niż w Waszyngtonie, gdzie bary zwykle były zatłoczone i pełne rozkrzyczanych ludzi.
- Jak tu pięknie!
Opierała się właśnie o ozdobną barierkę nad brzegiem rzeki i podziwiała grę świateł tworzoną przez konkurencję gwiazd z lampami. Strzyżone drzewka okalały chodnik i rzucały niesamowite cienie na otoczenie. Obejrzeli już rzekę i centrum miasta, a Jasper ze sporym zaangażowaniem przedstawił jej pokrótce historię miasta. Okazało się, że Allegan było miejscowością z bogatą kolonialną przeszłością, co tłumaczyło zabytkowe uliczki i staromiejski klimat.
Jasper także oparł ręce na barierce i spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Naprawdę ci się podoba?
Był tak blisko. Zaczęła żałować, że Aleksyn wybrał się z nimi. Stał teraz z tyłu i rzucał zalotne spojrzenia na grupkę chichoczących dziewcząt pod altaną jednej z restauracji.
- Bardzo mi się podoba – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Niby od niechcenia zbliżyła się do niego i przesunęła dłonie po krawędzi barierki w jego stronę. Delikatnie dotknęła jego przedramienia i spojrzała mu w oczy – bardzo.
Natychmiast zdjął ręce z ramy i się wyprostował.
- Na pewno zgłodniałaś – stwierdził. – Tu w pobliżu jest całkiem przyjemny lokal. Masz ochotę tam zajrzeć?
Skinęła potakująco głową, w duchu zagryzając wargę ze wstydu. Nagle zaczęła żałować głębokiego dekoltu i odkrytych nóg. Najwyraźniej Jasper nie był z rodzaju tych, którzy zwracali na to specjalną uwagę.
- Aleksyn – warknął Jasper, przerywając mu zaloty.
Teraz nastolatki zwróciły uwagę na niego i zaczęły chichotać ze zdwojoną siłą. Renesmee wyczuwała zainteresowanie jej towarzyszem i wszystkie brudne myśli, które krążyły w powietrzu. Miała ochotę cofnąć się i wylać zawartość kufla prosto na twarz jednej z nich.
Jasper złapał Aleksyna za rękaw i pociągnął w przeciwną stronę.
- Chodź.
Dziewczyny jęknęły z rozczarowaniem, kiedy odchodzili, a w ich głosach słychać było autentyczny zawód. Renesmee pomyślała, że jej kompani muszą się wyróżniać na tle zwyczajnych mieszkańców Allegan. Świadomość, że należy do tego grona nieco poprawiła jej zwarzony humor.
Weszli do zbudowanej w stylu kolonialnym kantyny, która nie była zbytnio oblegana przez tłum. Kiedy usiedli na miejscu Renesmee poczuła, że po raz kolejny skupiają na sobie uwagę zgromadzonych. Zauważyła, że Jasper czuje się zażenowany pod wpływem obcych spojrzeń i zrozumiała, skąd brała się jego niechęć do publicznych wyjść.
Poza tym, był spięty. Obrzuciła spojrzeniem Aleksyna i dostrzegła, że on także zmartwiał. Teraz była żywą istotą między dwoma nieruchomymi posągami. Jedyne, co w nich żyło, to źrenice, które rozszerzyły się nieco, a nozdrza wydęły, jakby zwęszyli w powietrzu coś smakowitego.
Boże, pomyślała. Przecież oni czuli coś smakowitego. Wśród tych wszystkich ludzi musieli czuć się jak głodne dzieciaki w sklepie ze słodyczami.
Sama zwykle odczuwała głód krwi, ale w tej chwili był on zagłuszony przez inne doznania. W końcu była mieszańcem.
- Proponuję skosztować bajgli z serem – przemógł się Jasper i podał jej obklejone menu.
- Właściwie, nie mam apetytu – powiedziała prędko. – Może…
- Czujesz to? – zapytał nagle w zupełnym oderwaniu od tematu i uświadomiła sobie, że nie do niej skierował pytanie.
Jak na sygnał, Aleksyn wyprostował się w miejscu i uniósł brodę.
- Nic – odpowiedział, wciąż wietrząc. Wzruszył ramionami – wydawało ci się.
Skrzywił się, przyznając mu rację. Luźno zwrócił się do Renesmee, jakby wcześniej jej nie przerwał:
- Coś mówiłaś?
- Nie mam…
W tym momencie coś delikatnego musnęło jej policzek. Potrząsnęła głową i zobaczyła jak mały czarno biały ptaszek siada na ramieniu Jaspera.
Spojrzał ze zdziwieniem na swoją rękę. Jego oczy otworzyły się szeroko, jakby coś sobie przypomniał.
- Rany!
Jego podniesiony ton spłoszył zwierzątko, które załopotało skrzydełkami i odleciało z furkotem.
- Poczekajcie chwilę – rzucił do nich i zgrabnie lawirując między stolikami, ruszył do wyjścia.
Aleksyn spojrzał na nią pytająco.
- Wychodzimy – zdecydowanie podniosła się z miejsca.
Kiedy dotarli do drzwi wyjściowych, Jasper już w nich stał z zamiarem powrotu.
- Co jest? – zapytał, siląc się na swobodny ton. Wyraz zaciętości pojawił się na jego twarzy – Niczego nie zamawiasz? - zwrócił się do Renesmee.
- Przygotuj się – mruknął do niego Aleksyn, pozornie zajęty zapinaniem płaszcza. – Panowie na czwartej są napaleni.
Podchwyciła jego spojrzenie i przy barze zobaczyła kilku mężczyzn, szepczących coś do siebie ze wzrokiem utkwionym w ich trójce. Jeden z nich spostrzegł ją i cmoknął w jej stronę mokrymi ustami. Natychmiast odwróciła wzrok.
Jak gdyby nic, wyszli z lokalu i skierowali się w stronę parkingu. Kątem oka zobaczyła, że tamta trójka podążyła za nimi.
- Nie odwracaj się – syknął Jasper. Stanowczym gestem objął ją w talii i przyciągnął do siebie. Była tak zamroczona tą sytuacją, że ledwo zwracała uwagę na drogę.
Aleksyn natomiast sprawiał wrażenie rozluźnionego, nawet zadowolonego. Może wiedział o czymś, co do niej nie docierało, bo kiedy w ciemnej uliczce pojawiły się trzy nowe postacie, nie wykazał odrobiny zdziwienia.
- Tu was mamy – odezwał się jeden z nich, stojąc kilka stóp od ich samochodu.
Ręka, która obejmowała ją w pasie, wyraźnie zesztywniała.
- Dobrze wam radzę – na przekór sytuacji, ton Jaspera był podejrzanie spokojny. – Wynoście się.
Towarzysze tamtego zarechotali.
- Słyszysz, Simon? Ten paniczyk nam grozi!
Znowu urągliwy rechot.
W całym natłoku nie zauważyła, kiedy Aleksyn się ulotnił. Wyrósł nagle za plecami największego z napastników.
- Jak myślisz, Jazz – powiedział wolnym, aksamitnym głosem – czy możemy pozwolić sobie na chwilę wytchnienia?
Dryblas odwrócił się gwałtownie, z uniesioną ręką gotową do ciosu, ale tamten siedział już na dwumetrowym kontenerze na śmieci, machając beztrosko nogami. Przez jedną, krótką chwilę Renesmee wydawało się, że zapalił papierosa, bo przy jego twarzy pojawił się czerwony ognik. Potem uświadomiła sobie, że to błysk jego oka i poczuła strach.
- Co jest? – zapytał niższy z facetów. Miał bródkę w stylu informatycznego inteligencika i koszulę w kratę. Nie zauważył błyskawicznego przemieszczenia się Aleksyna i teraz był zdezorientowany.
- Nie, Aleks – odpowiedział Jasper, zwracając na siebie uwagę trzeciego z nich. – Puśćmy ich wolno.
- Wolno? Nas? – ostatni z nich miał tatuaż w kształcie łezki na policzku, tyle zdążyła dostrzec. – Będziecie mogli uznać za szczęście, jeśli my puścimy was!
- Tylko trochę – Aleksyn zignorował wrzaski tamtych, zwracając się do swojego towarzysza. – Chociaż jednego.
- Złaź stamtąd, gówniarzu! – największy kopnął z wściekłością w blaszany pojemnik, podczas gdy informatyk zbliżył się do Renesmee – Zejdź tu i pokaż, co potrafisz!
- Posłuchaj, pięknisiu – zza pleców Jaspera widziała jego zaczerwienioną twarz i przepite oczy, kiedy mówił do niego – nie warto z nimi zadzierać – wskazał palcem na dwójkę mężczyzn usiłujących rozbujać kontener i klnących głośno – zostaw dziewczynę i idź w swoją stronę, ja…
W tej chwili zniknął z jej pola widzenia i zobaczyła go dopiero na ścianie przeciwległego budynku, kiedy mężczyzna wbił się w nią z głośnym trzaskiem łamanych kości.
Reszta znieruchomiała. Ich oczy powędrowały w kierunku źródła hałasu, a potem zatrzymały się na Jasperze. Właśnie się prostował.
- Nie – powiedział do kogoś, kto stał za ich plecami.
Potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Renesmee zobaczyła Aleksyna, który schylał się do pocałunku nad największym z oprawców i Jaspera, jak biegnie w jego stronę i odciąga go od wrzeszczącego w niebogłosy dryblasa. Następnie nieruchome ciało Aleksyna znalazło się w rękach Jaspera i ten krzyknął:
- Biegnij do samochodu. Już!
Mały przedmiot poleciał w jej stronę i odruchowo złapała go w powietrzu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Spojrzała na swoją dłoń i zobaczyła w niej kluczyki do auta. Otworzyła drzwi w samą porę, żeby Jasper mógł wrzucić Aleksyna na tylną kanapę.
- Wsiadaj!
Nie zdążyła domknąć drzwi przy swoim siedzeniu, kiedy wskoczył na miejsce kierowcy i odpalił. Ruszyli z piskiem opon, z poślizgiem wpadając na główną ulicę. W czasie tej jazdy bez powodzenia usiłowała zapiąć pasy – ręce za mocno jej drżały, żeby mogła zapanować nad skoordynowanymi ruchami. Dostrzegając jej wysiłki, Jasper przechylił się nad deską rozdzielczą i wcisnął zapięcie jej pasów. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, chwyciła go mocno za dłoń. Uścisnął ją i delikatnie wyjął, żeby zmienić bieg.
Postać za nimi poruszyła się niemrawo i ich uszu dobiegł cichy jęk.
- Niepotrzebnie mi to zrobiłeś – poskarżył się Aleksyn. – Zapanowałbym nad tym.
Renesmee przypomniała sobie szkarłatny błysk w jego oku i przemknęło jej przez głowę, że to wcale nie było takie pewne.
- Tak mało brakowało! – Jasper uderzył otwartą dłonią w kierownicę i Renesmee podskoczyła na swoim miejscu. Był wściekły – zdajesz sobie sprawę, do czego omal nie doszło?
- Wyluzuj – odparł Aleksyn.
- Naraziliśmy Renesmee na niebezpieczeństwo, tych ludzi – widziała, jak próbuje uspokoić emocje – omal nie zagryźliśmy w centrum miasta. Wiesz, co to znaczy?
Teraz Aleksyn spuścił nieco z buńczucznego tonu.
- Szlaban na wychodzenie i polowania – powiedział cicho.
Przyspieszyli, teraz licznik zbliżył się niebezpiecznie do granicy stu dziewięćdziesięciu mil.
– Nikt nie może o tym wiedzieć – odezwał się Jasper po krótkiej chwili namysłu. – Ten gość ze ściany pozbiera się, tamci nie pisną ani słowa, zbyt zalani, żeby cokolwiek pamiętać – zwrócił się do niej, czekając na jej zdanie. – Jesteś w stanie z tym wytrzymać?
Spojrzał na nią bursztynowymi oczami i zrozumiała, że zatajenie wydarzeń ostatnich chwil było najbłahszą rzeczą, o jaką mógłby ją prosić.
30.08.2010 o godz. 22:47
Tak. To tytuł książki. I taki slogan, którego używam, żeby nadać rzeczom sensu. Nie chodzi o konkretną barwę, ale o wyjątkowość. Coś, co jest magiczne, jest wyjątkowe. Jest koloru magii.

Na przykład niektóre uczucia są koloru magii. Zdarzają się oczywiście bardzo rzadko. To, co spotyka nas na co dzień, to tylko marny cień idei.

Ale to ludzie pozwalają odbarwiać się emocjom. Pomagają im szarzeć, zanikać... Aż w końcu zaczyna brakować kolorów magii, rzeczy, dla których próbowało się zachować szlachetność...

Tak powstaje kolejne upadłe odbicie idei w krzywym zwierciadle...
30.08.2010 o godz. 22:33
hej, jestem gośka i będę prowadzić tego bloga z moją przyjaciółką (która pewnie niedługo tu wejdzie i coś skrobnie :D). wyrzucimy z siebie to, czego nie możemy utrzymać w środku, co przyjemne, ekscytujące, ale również poplątane i męczące.

nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. dni przemijają szybko. życie jest krótkie. w księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka
nam je przekreśla. nie mamy wtedy żadnego wyboru.
jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?


— Phil Bosmans

pamiętacie, kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie? biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu. leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki - byli na wyciągnięcie ręki. ostatecznie dorastacie. pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają. większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko stanie się prawdą.
pod koniec dnia, wiara to zabawna rzecz. pojawia się, kiedy tak naprawdę tego nie oczekujesz. to tak, jakbyś pewnego dnia odkrył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. zamek, cóż, może nie być zamkiem. i nie jest ważne "długo i szczęśliwie", ale "szczęśliwie", teraz. raz na jakiś czas, człowiek cię zaskoczy, i raz na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć ci dech w piersiach.

`gocha.
30.08.2010 o godz. 22:33
REKLAMA


plotki

quizy


figurki figurki