http://www.ekino.tv/film,Krzyk-4-Scream-4-2011-Lektor-PL,23772.html
połączenie moich 2óch ulubionych gatunków filmowych dobre polecam
połączenie moich 2óch ulubionych gatunków filmowych dobre polecam
12.02.2012 o godz. 00:30
komentuj (0)
-April!!Złaź na dół!! - krzyknął z góry jej ojciec wściekły jak osa. - Znowu się spóźnisz na lekcje fortepianu !!
-Dobrze już schodzę tato !! - krzyknęła 17latka ze swojego pokoju zapinając swoją ulubioną fioletową sukienkę.
Już po chwili stała tuż przy swoim ojcu, wkładając swoje szpilki.
Po około 20minutach stali przed wielką szkołą muzyczną do, której uczęszczała wcześniej wymieniona siedemnastolatka.
Z wielką gracją, z jaką przystoi córce prezydenta Los Angeles wmaszerowała do szkoły, a następnie prosto do swojej klasy. Jak zwykle spóźniona.
-Miło panią widzieć pani Flower. Miło że pani przyszła. - powiedziała pysznie jej nauczycielka gry na fortepianie.
-Mi też panią miło widzieć - powiedziała miło, zasiadając do fortepianu i rozgrzewając palce do gry.
Już po chwili można było słyszeć jak z instrumentu wypływają czyste, delikatne dźwięki gry. April była najlepszą uczennicą tej szkoły, gdyż miała niesłychany talent kompozytorski, tym samym wygrywała w każdym konkursie fortepianowym. Miała też własne lekcje śpiewu, o których nikt nie wiedział gdyż jej ojciec tego nie pochwalał, ale niestety było to jej miłością, którą obdarzyła ją jej nieżyjąca matka.
- April teraz proszę zagraj to w tonacji B-moll - poprosiła starsza kobieta pokazują na kolejne linijki nut.
-Oczywiście - powiedziała delikatnie, delektując się muzyką i swoją grą.
Po niecałej godzinie dziewczyna już wracała do swojego domu. Szczęśliwa z tego iż dziś przyjeżdża do niej kuzyństwo.
Już po chwili biegła w kierunku wysokiej szatynki i blondyna średniego wzrostu.
- Cat!! Chris!! - krzyczała rzucając się na nich - Jak my się dawno nie widzieliśmy - mówiła całując ich po policzkach.
-My tez za tobą tęskniliśmy siostrzyczko - powiedział milo chłopak uśmiechając się do niej.
-Nie masz już aparatu !! Kiedy Ci go zdjęli ??- spytała ciekawska
-2 miesiące temu - powiedział nadal z uśmiechem.
-To wspaniale, a co tam u twoich słodkich piesków Cat?? - spytała dziewczynę z rozpuszczonymi włosami.
- A dobrze. Ale chciałabym Ci coś powiedzieć...- powiedziała intrygująco.
- Nom co chciałaś mi powiedzieć ??- spytała jak zwykle zbyt ciekawska dziewczyna.
- A więc mam chłopaka !! - krzyknęła uradowana, a April od razu ja przytuliła.
- Kto to?? Kto jest tym szczęściarzem !?? - krzyknęła uradowana dziewczyna.
- Poznaj go oto Justin - powiedziała wskazując na chłopaka, który właśnie się odwrócił.
- To TY!!?? - krzyknęli w tym samym czasie.
- Ale skąd wy się znacie ?? - spytała zszokowana Catlin.
- Oj ty lepiej jego spytaj - powiedziała obrażona blondynka odwracając sie i wchodzac szybkim krokiem do domu.
CZYTASZ??=KOMENTUJ!! :)
-Dobrze już schodzę tato !! - krzyknęła 17latka ze swojego pokoju zapinając swoją ulubioną fioletową sukienkę.
Już po chwili stała tuż przy swoim ojcu, wkładając swoje szpilki.
Po około 20minutach stali przed wielką szkołą muzyczną do, której uczęszczała wcześniej wymieniona siedemnastolatka.
Z wielką gracją, z jaką przystoi córce prezydenta Los Angeles wmaszerowała do szkoły, a następnie prosto do swojej klasy. Jak zwykle spóźniona.
-Miło panią widzieć pani Flower. Miło że pani przyszła. - powiedziała pysznie jej nauczycielka gry na fortepianie.
-Mi też panią miło widzieć - powiedziała miło, zasiadając do fortepianu i rozgrzewając palce do gry.
Już po chwili można było słyszeć jak z instrumentu wypływają czyste, delikatne dźwięki gry. April była najlepszą uczennicą tej szkoły, gdyż miała niesłychany talent kompozytorski, tym samym wygrywała w każdym konkursie fortepianowym. Miała też własne lekcje śpiewu, o których nikt nie wiedział gdyż jej ojciec tego nie pochwalał, ale niestety było to jej miłością, którą obdarzyła ją jej nieżyjąca matka.
- April teraz proszę zagraj to w tonacji B-moll - poprosiła starsza kobieta pokazują na kolejne linijki nut.
-Oczywiście - powiedziała delikatnie, delektując się muzyką i swoją grą.
Po niecałej godzinie dziewczyna już wracała do swojego domu. Szczęśliwa z tego iż dziś przyjeżdża do niej kuzyństwo.
Już po chwili biegła w kierunku wysokiej szatynki i blondyna średniego wzrostu.
- Cat!! Chris!! - krzyczała rzucając się na nich - Jak my się dawno nie widzieliśmy - mówiła całując ich po policzkach.
-My tez za tobą tęskniliśmy siostrzyczko - powiedział milo chłopak uśmiechając się do niej.
-Nie masz już aparatu !! Kiedy Ci go zdjęli ??- spytała ciekawska
-2 miesiące temu - powiedział nadal z uśmiechem.
-To wspaniale, a co tam u twoich słodkich piesków Cat?? - spytała dziewczynę z rozpuszczonymi włosami.
- A dobrze. Ale chciałabym Ci coś powiedzieć...- powiedziała intrygująco.
- Nom co chciałaś mi powiedzieć ??- spytała jak zwykle zbyt ciekawska dziewczyna.
- A więc mam chłopaka !! - krzyknęła uradowana, a April od razu ja przytuliła.
- Kto to?? Kto jest tym szczęściarzem !?? - krzyknęła uradowana dziewczyna.
- Poznaj go oto Justin - powiedziała wskazując na chłopaka, który właśnie się odwrócił.
- To TY!!?? - krzyknęli w tym samym czasie.
- Ale skąd wy się znacie ?? - spytała zszokowana Catlin.
- Oj ty lepiej jego spytaj - powiedziała obrażona blondynka odwracając sie i wchodzac szybkim krokiem do domu.
CZYTASZ??=KOMENTUJ!! :)
Hey . Waam . !
Dziś było Fajnie . Byłam z Pauliną w Realuu . Po Reau przyjechałyśmy na błonie i poszłyśmy do mn do domu . Chwile siedziałyśmy a potem mój tata wymyślił że pujdziemy na pizze . I poszliśmy do Jolanty . Ja zjadłam tylko 1 kawałek bo przed tą pizzą jak byłam z Paulą w Realu to poszłyśmy do KFC . I tam w KCF siedzał taki chłopak ( nawet ładny ) I się cały czas patrzył . ;] No dobra i po tej pizzie ja i Paula poszłyśmy na dwór . Na dworzu byłyśmy z Olą . Hehe Fajnie było . Najpierw poszłyśmy do mrówkowca na samom góre i ogl widoki . ;dd i z samej góry schodziłyśmy potem poszłyśmy do mn do klatki i jak wyszliśmy z klatki to Paula już musiała jechac do babci ale mi się nie chcało chodzić więc Ola wzieła mn na barana . haha wiedzie jaka wysoka byłam . Ale się trochce orałam że spadne . I spadłam . właściwie nie spadłam tylko oby dwie się przewruciłyśmy . Dobrze że był snieeg . ! ;dd . Ale już za drugim razem nie spadłam Fajnie było tam góry . I jak ona mn miała na barana to ja sb pisałam esemes'y z Patrykiem . heh . I jak już Paula pojechała dobabci to my też posżłyśmy do domu . W domu nic się nie diziało . I teraz już wychodze z kompa bo nie ma z kim pisać .
To paa . Do jutra . ;**
-----------------------------------------------------------
A i z Patrykiem się nie spotkałyśmy bo on musiał jechac do Koronowa . ;[ No ale cóż jeszcze się spotkamy . ; **
Dziś było Fajnie . Byłam z Pauliną w Realuu . Po Reau przyjechałyśmy na błonie i poszłyśmy do mn do domu . Chwile siedziałyśmy a potem mój tata wymyślił że pujdziemy na pizze . I poszliśmy do Jolanty . Ja zjadłam tylko 1 kawałek bo przed tą pizzą jak byłam z Paulą w Realu to poszłyśmy do KFC . I tam w KCF siedzał taki chłopak ( nawet ładny ) I się cały czas patrzył . ;] No dobra i po tej pizzie ja i Paula poszłyśmy na dwór . Na dworzu byłyśmy z Olą . Hehe Fajnie było . Najpierw poszłyśmy do mrówkowca na samom góre i ogl widoki . ;dd i z samej góry schodziłyśmy potem poszłyśmy do mn do klatki i jak wyszliśmy z klatki to Paula już musiała jechac do babci ale mi się nie chcało chodzić więc Ola wzieła mn na barana . haha wiedzie jaka wysoka byłam . Ale się trochce orałam że spadne . I spadłam . właściwie nie spadłam tylko oby dwie się przewruciłyśmy . Dobrze że był snieeg . ! ;dd . Ale już za drugim razem nie spadłam Fajnie było tam góry . I jak ona mn miała na barana to ja sb pisałam esemes'y z Patrykiem . heh . I jak już Paula pojechała dobabci to my też posżłyśmy do domu . W domu nic się nie diziało . I teraz już wychodze z kompa bo nie ma z kim pisać .
To paa . Do jutra . ;**
-----------------------------------------------------------
A i z Patrykiem się nie spotkałyśmy bo on musiał jechac do Koronowa . ;[ No ale cóż jeszcze się spotkamy . ; **
lipa wielkie rozczarowanie ni huhu nie umiem wygrzebać.
Przykro mi bd inne :P
Przykro mi bd inne :P
Witam. No więc jest już sobota. Kurde, szkoda trochę bo już za 2 dni szkoła. Znowu. Nie chce mi się do niej iść. Dzisiaj oglądałam film z mamą. Diego i Luka byli u Pani Ani. No nic. Tęsknię za nimi. Chociaż niekiedy mnie wnerwiają to za nimi tęsknię. Jakoś ostatnio nie mam weny, zby pisać cokolwiek. Może opowiem o swoim dzisiejszym dniu w całości. A więc, wstalam około 9, zjadłam śniadanie i weszłam na chwilke na laptopa, zeby obaczaić co się dzieje w świecie. Następnie wziełam książki i poszłam do biblioteki je oddać. W ciągu tygodnia, przeczytałam aż trzy. ; ). Na obiad zjadłam czekoladę.♥ Nie chciałam się najadać, ponieważ na kolację była Lasange. Była przepyszna. Potem rozmawiałyśmy i teraz jestem w swoim pokoju. A no i wybierałam fototapete do mojego pokoju. Myślałam nad tą Klik. : ). Do tego szare ściany. I like it. Będzie ładnie wyglądało. Ale moze znajdę coś jeszcze z Big Benem. Jednakże musi być albo czerwona budka telefoniczna, albo czerwony autobus. Albo to i to. Jak na razie mam 5 propozycji. Chyba muszę ogarnąć trochę tego bloga. No nic, ale to jutro. Jestem zmęczona. Na dzisiaj to już koniec.
Pozdrawiam, Lonly1.
Pozdrawiam, Lonly1.
Oczami Justina
Obudziłem się w świetnym humorze, bo od samego rana myślałem nad tym co było wczoraj. Nad tym cudownym pocałunkiem, który mógłby trwać wiecznie.
Wszedłem do garderoby i ubrałem się, po czym skierowałem się w stronę łazienki, lecz mój widok w pewnej chwili zatrzymał się na zdjęciu. Ja, Janet i Londyn. Wziąłem je do ręki i mimowolnie się uśmiechnąłem.
Stanąłem przed lustrem. Umyłem twarz i zęby. Poczochrałem trochę włosy i byłem gotowy.
- Jadęęę! - wydarłem się schodząc po schodach.
- Nie drzyj się tak! - warknęła mama. - O której będziesz? - spytała po chwili.
- Jak skończę to będę. - odparłem.
- Może coś zjesz? - kobieta popatrzyła na mnie z błagającym wzrokiem
- Poootem. - machnąłem ręką.
- Jesteś okropny! - tupnęła nogą.
- Też Cię kocham, na razie! - pocałowałem ją w policzek i wyszedłem z domu.
Wsiadłem do auta i z piskiem wyjechałem z Beverly Hills. Stanąłem na światłach i czekałem aż ludzie przejdą po pasach, kiedy podbiegło do mnie pięć dziewczyn z piskiem.
- Justin! Kocham Cię!
- Boże! To on! - płakała druga.
- Czeeeść. - słodko się uśmiechnąłem i pomachałem im odjeżdżając.
Podjechałem na parking, gdzie czekał już na mnie Scoot.
- Cześć. - podszedłem do niego.
- Pójdziesz z Janet na lunch. - oznajmił. - Ale wróćcie za czterdzieści minut, bo musimy dzisiaj zacząć zdjęcia.
- Jasne. - odparłem podekscytowany.
- O, idą! - pisnął Scooter idąc w stronę samochodu, z którego wyszła Kate i Janet. Patrzyła na mnie zawstydzonym, a jednocześnie uroczym wzrokiem. Jak zawsze piękna i w każdym calu cudowna. Długie, seksowne nogi, płaski brzuch, idealne piersi, namiętne usta i hipnotyzujące oczy. Cała ona.
- Witajcie dziewczyny. - przywitał się Scooter.
- Cześć. - podszedłem do Janet i delikatnie musnąłem jej policzek.
- Dobrze, to wy idźcie coś zjeść, a my pójdziemy zobaczyć plan. - oznajmił Scooter i razem z Kate odeszli.
Zostaliśmy sami.
Patrzyła na mnie swoimi niebieskimi jak ocean oczami.
- To idziemy? - zapytała po chwili.
- Oczywiście. - wyszczerzyłem się i powoli wplotłem swoją dłoń w jej.
Szliśmy przez długą ulicę Los Angeles w milczeniu. W końcu dotarliśmy do jeden z lepszych restauracji i usiedliśmy koło okna.
- Co zamawiasz? - spytałem.
- Nie jestem wcale głodna. - mruknęła cicho.
- Janet, musisz jeść. - powiedziałem kładąc swoją dłoń na jej. Popatrzyła na mnie zdezorientowanym wzrokiem, a ja zażenowany szybko ją zdjąłem.
- Przepraszam. - szepnąłem i zakryłem twarzy menu.
Po paru chwilach przyszedł kelner.
- Ja poproszę sałatkę cezara i wodę. - poinformowałem i spojrzałem na dziewczynę.
- A ja poproszę wodę. - uśmiechnęła się do mężczyzny i popatrzyła za okno.
Pół godziny później wyszliśmy z restauracji i skierowaliśmy się w stronę planu, gdzie było już pełno ludzi. Wszyscy byli czymś zajęci.
- Janet, dobrze, że jesteś! Chodź przymierzyć sukienkę! - zawołała jej stylistka.
- To pa. - lekko się uśmiechnęła i weszła do budynku.
Oczami Janet
- Znalazłam dla Ciebie świetną kieckę! - pisnęła podekscytowanie Mia. Wtedy z szafy wyjęła mój zestaw.
- Jest piękna. - wzięłam ją do ręki z uśmiechem.
- To szybko się przebież. - odwzajemniła uśmiech.
Sukienka leżała świetnie. Była bardzo dopasowana i podkreślała moje długie nogi wycięciem na boku. Chwilę potem siedziałam już na krześle, a makijażysta robiła mi delikatny makijaż.
- Wyglądasz świetnie. - oznajmiła Kate.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
Chwilę potem byłam już na planie.
Fabuła dzisiejszej sceny jest bardzo prosta. Idę wzdłuż mola, rozglądam się i podziwiam widoki, kiedy wpadam na chłopaka. On pomaga mi wstać i przeprasza mnie za wypadek. Umawiamy się na piknik na plaży i świetnie się tam bawimy. On chlapie mnie wodą, budujemy zamek z piasku, bierze mnie na barana i biega wzdłuż plaży. On bez koszulki, a ja w bikini.
No i tyle.
Tyle na dzisiaj, bo zdjęcia przewidywane są na cały tydzień.
Cały tydzień nagrywania teledysku, na trzy minuty piosenki.
- Dobra robota dzieciaki! - krzyczeli ludzie, gdy szliśmy wzdłuż planu.
Kolejne dni mijały podobnie. Praca do późna, wczesne pobudki i wszystko od początku, ale w końcu nadszedł piątek. Dzisiaj premiera teledysku dla całej ekipy, a już w poniedziałek premiera światowa.
- Słuchajcie! - zaczął Scooter. - Ciężko pracowaliśmy nad tym projektem, więc jeśli czujecie, że warto było, to jest sukces dla nas wszystkich. - uśmiechnął się do wszystkich na sali i puścił filmik na ekranie.
Patrzyłam z zapartym tchem. No i w końcu jest! Moja ulubiona scena, kiedy zanurzamy się pod wodę i Justin zaczyna mnie namiętnie całować. Zupełnie tak jak kiedyś. Spojrzałam na chłopaka, który również patrzył na mnie ze słodkim uśmiechem.
Wszystko wyszło idealnie i tak realnie. Byłam zadowolona z efektów pracy. Kiedy teledysk się skończył, wszyscy wstali i zaczęli bić brawo. Gratulowali mi i Justionowi.
Niesamowite uczucie, kiedy ktoś docenia twoje starania.
Po krótkim podziękowaniu Scoota wszyscy zaczęli się rozchodzić. W sali zostałam tylko ja i Justin.
- No i jak? Podobało się? - spytał z uroczym uśmiechem, chowając dłonie w kieszeni.
- Bardzo. - odparłam.
Chłopak podszedł bliżej mnie.
- Może wyskoczymy gdzieś dzisiaj? - ukazał rząd swoich białych zębów. - Żeby się trochę polansować przy paparazzi, oczywiście. - dodał poważnym tonem.
- Jasne. - zaśmiałam się cicho i wyszliśmy z pracowni multimedialnej.
- Przyjadę po Ciebie o dwudziestej. - oznajmił kiedy stanęliśmy przed moim hotelem.
- Do zobaczenia. - lekko musnęłam jego ciepłe wargi. Poczułam jak jego usta próbowały zatrzymać moje wargi przy swoich, ale oderwałam się szybko.
- Zostaw trochę na pokaz. - roześmiałam się cicho, na co on trochę zawstydzony uśmiechnął się patrząc przed siebie.
Weszłam do hotelu z poczuciem dumy. Byłam zadowolona z mojej niedostępności. Czułam jakby wszystko rodziło się od nowa. Jakiś lepszy, nowszy ( pomimo iż trzeci ), początek ' nas '. Po raz kolejny dał dowód na to, że czuje do mnie coś więcej niż tą cholerną przyjaźń, ale dlaczego nie chcę się do tego przyznać? Wcześniej nigdy nie krył swoich uczuć i emocji. Nigdy nie wstydził się zapłakać ze smutku, lub szczęścia i nie krył bólu. Nie wierzę w to, że zmienił się tak bardzo.
W łazience wzięłam prysznic. Umyłam włosy kokosowym płynem, a na ciało nałożyłam waniliowy balsam. W bieliźnie weszłam do garderoby i długo zastanawiałam się nad odpowiednim zestawem. W końcu wygrzebałam kremową sukienkę, a zaraz potem znalazłam czarne buty z koturnem i dwa pierścionki tego samego koloru. Dwie minuty potem do mojego pokoju ktoś zapukał. Szybko założyłam szlafrok i otworzyłam drzwi.
W progu stała Jessi z którą wcześniej umówiłam się na makijaż i fryzurę.
- Poczekasz chwilę? Tylko się ubiorę. - poprosiłam.
- Jasne. - uśmiechnęła się i usiadła na sofie.
Szybko ubrałam sukienkę i usiadłam na krześle, które przygotowała Jessi. Najpierw zajęła się moimi włosami.
Zrobiła mi delikatną i naturalną fryzurę. Potem nadszedł czas na makijaż, który również nie był mocny, aczkolwiek nadawał drapieżności moim oczom, dzięki długiej kresce eyeliner'a. Pudrowo-złociste cienie, trochę różu na policzki i mocno wytuszowane rzęsy.
Na koniec założyłam swoje dodatki i buty, po czym podeszłam po lustra i dokładnie się sobie przyjrzałam.
- Dobrze, że nie jestem facetem. - stwierdziła Jessi.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo zgwałciłabym Cię na miejscu. - odparła z poważną miną. Chwilę patrzyłam na nią w zaskoczeniu, aż oboje wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Nasze wygłupy przerwał dzwonek do drzwi.
Oczami Justina
Wyszedłem z windy i już w korytarzu usłyszałem śmiechy dochodzące z pokoju Janet. Patrzyłem na zegarek i z dokładnością sekund zapukałem. Po chwili ona, otworzyła mi drzwi. Oczy wyszły mi poza margines i nie mogłem zapanować nad otwierającą się buzią, nawet kiedy czułem, że moje spojrzenie trwa za długo, nic nie mogłem z tym zrobić.
- Dosłownie tak bym zareagowała. - rzekła kobieta wskazując na mnie.
- Idziemy? - wydukałem z trudem.
- Jasne.
Kiedy zatrzymaliśmy się przed clubem, otworzyłem drzwi samochodu dziewczynie i już wokół nas było pełno paparazzi. Wtedy byłem dumny z tego, iż najpiękniejsza dziewczyna na świecie jest właśnie koło mnie, że to właśnie ja, trzymam ją za rękę i, że to właśnie ja, mogę poczuć smak jej ust w każdej chwili. Przy niej czułem się na prawdę ważny.
W pierwszej chwili nie mogłem znaleźć nikogo znajomego i oboje z Janet czuliśmy się nie zręcznie.
- Chodź, tam jest Chris! - pociągnąłem ją za rękę.
- Siema stary! - krzyknął Brown przybijając piątkę.
- Cześć. - usiadłem koło niego i paru raperów.
- A to kto? - zapytał Chris wskazując na Janet, jednocześnie patrząc na nią uwodzicielskim wzrokiem.
- To MOJA. - podkreśliłem. - dziewczyna. - dodałem z uśmiechem prosząc ją, aby usiadła koło mnie.
- Cześć. Jestem Janet. - uśmiechnęła się z zaczerwionymi policzkami.
- Ta Janet? Janet Smart? - Brown zagryzł dolną wargę.
- Tak, właśnie ta. - zaśmiała się cicho. W oddali zauważyłem gościa z fotografem na szyi.
- Usiądź mi na kolanach. - szepnąłem jej do ucha. Dziewczyna powoli się podniosła i spełniła moją prośbę.
- Jakie ty masz seksowne nogi! - krzyknął Chris, a reszta kolegów mu zawtórowała.
Zacząłem się denerwować...
- Proszę, nie mówcie już nic, bo zaraz spalę się ze wstydu. - uśmiechnęła się Janet zakrywając swoje czerwone policzki.
- Ja też się zaraz spalę. - Chris mrugnął do niej zalotnie. - Justin, pijesz? - spytał po chwili.
- Nie, już nie pije..
- Haha, przecież nawet nie zacząłeś! - zaśmiał się blondyn.
- Nie pije od paru tygodni. Nie mam zamiaru spieprzyć sobie znowu życia. - blado się uśmiechnąłem a dziewczyna popatrzyła na mnie ze wzruszeniem. Oparła głowę o moją, a ja objąłem ją w talii pod pretekstem iż niedaleko nas kręcą się paparazzi.
- Ej, Janet. Zatańczymy? - spytał Brown.
- To chyba nie najlepszy pomysł. - szybko zaprotestowałem.
- Oczywiście, że tak! - pisnęła podekscytowanie.
Oboje wyszli na parkiet. Teraz Brown był w swoim żywiole i mógł zaimponować Janet. Te kocie ruchy...
Oboje byli zafascynowani.
Po pół godzinie wywijania na parkiecie dziewczyna wróciła do mnie. Tym razem bez obecności Chrisa, który stał przy barze.
- Janet, nie wydaje mi się, że tańczenie z Chrisem to dobry pomysł. On podrywa wszystkie dziewczyny a potem rzuca ją jak bezużytecznego śmiecia. - wytłumaczyłem.
- Przestań. Zachowujesz się jakbyś był zazdrosny, a tak na prawdę nawet nie jesteśmy razem. - wzruszyła ramionami.
Zabolało.
- Bo zależy mi na Tobie i nie chcę, żeby on wprowadził Cię w złe towarzystwo. Z pozoru jest miły i zabawny, a tak na prawdę tylko ćpa i pije! - pokręciłem głową.
- Jeżeli Ci na mnie zależy to powiedz, że mnie kochasz. - odparła z twardością w oczach.
- Nie mogę.. - mruknąłem.
- Dlaczego? Bo boisz się, czy po prostu tak nie jest? Justin, ja kompletnie cię nie rozumiem. Chcę a nie potrafię. Co znaczą te wszystkie nie potrzebne dla fotoreporterów pocałunki? Możesz mi powiedzieć co tak na prawdę czujesz i myślisz? - spytała czekając na moją reakcje. Chciałem jej wszystko powiedzieć. Co leży mi na sercu, ale wiedziałem, że nie mogę. To by po pewnym czasie źle skończyło się dla nas obydwu.
- Tak myślałam.. - prychnęła i podbiegła do Chrisa. Zaczęli ponownie tańczyć, a we mnie co raz szybciej z co raz większym nasileniem rosła złość.
Oczami Janet
W końcu wygarnęłam mu i powiedziałam co myślę. Czuję się z tym lepiej? Nie wiem, ale mam na dzieję, że jakoś to do niego trafiło i przemyśli to dokładnie.
- Chodźmy już. - usłyszałam głos zza siebie.
- Dobrze.. - burknęłam i z niechęcią złapałam jego dłoń.
- Janet, poczekaj! - krzyknął Chris. - Chciałbym żebyś przyszła jutro na mój koncert. - podał mi dwa bilety. - Będą niespodzianki. - szepnął mi do ucha z zadziornym uśmiechem.
___________________________________
Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał. ;)
Chrisa Browna pewnie kojarzycie, co? Kumplował się z Justinem i nawet nagrał z nim teledysk. ;)

Kocham Was, dobranoc. <3
Rozdział I – Wspomnienia
W Californi nastał piękny słoneczny dzień. Wielu ludzi wybrało się dziś na spacer dla relaksu, rozkoszując się tą piękną pogodą. Jednak była pewna osoba, która została dziś w domu. Osoba dla której ten dzień wcale nie był piękny. Co więcej, po tym dniu spodziewała się wszystkiego najgorszego. Tą osobą byłam ja. W sumie, powinnam się przedstawić, a więc… Cześć, jestem Izabella Garcia-Shapiro, mam 22 lata i opowiem wam o mojej wielkiej przygodzie, która zaczęła się dość niewinnie. A więc, był to jeden z tych zwyczajnych dni, gdy człowiek po prostu wstaje, idzie do pracy, wraca, je obiad i idzie spać. I właśnie tak zaczęłam ten dzień. Wstałam, ubrałam się i już miałam iść do łazienki się umyć, gdy mój wzrok padł na kalendarz. Był 22 lipca, zszokowana usiadłam na łóżku. Dlaczego ? Ponieważ
był to mój najgorszy dzień, dzień kiedy zawsze przydarzały mi się jakieś katastrofy. A pierwsza z nich wydarzyła się 7 lat temu…
(22 lipca 7 lat temu)
Był piękny słoneczny dzień (tak co roku 22 lipca właśnie taka była pogoda) Trwały wakacje, dlatego postanowiłam jak co dzień wybrać się do Fineasza i Ferba by zobaczyć co dziś mają w planach (właściwie to interesowało mnie to co Fineasz ma w planach) Tak czy siak, wędrowałam przez przedmieścia kierując się do domu mojego ukocha… to znaczy najlepszego przyjaciela, a w głowie wciąż szumiała mi tylko jedną myśl. ,,To dziś, dziś powiem Fineaszowi co do niego czuję !!!'' W końcu moim oczom ukazał się mały śliczny domek, cel mojej podróży. Mimo ,że kiedy tu szłam byłam zdecydowana, wyznać swoje uczucia to teraz naszły mnie wątpliwości. ,,A co jeśli mnie wyśmieje ?", ,,Albo powie ,że nic z tego ?". Rozmyślałam, stając przed drzwiami, jednak w końcu wzięłam głęboki wdech i zapukałam w drzwi. Otworzyła mi mama Fineasza.
- Dzień dobry, czy zastałam Fineasza ?- spytałam
- Witaj kochanie, niestety go niema. Pojechał dziś do miasta. Chyba umówił się z kolegami, będzie wieczorem, coś mu przekazać ?- spytała Linda
- Hm… Nie, nie trzeba. To dowidzenia.
- Do widzenia – pożegnała się Linda i wróciła do domu, a ja zawiedziona również poszłam do domu.
Wieczorem zadzwonił telefon. Odebrała moja mama. Po krótkiej wymianie zdań, zawołała mnie.
- Izabello ! Fineasz dzwoni do ciebie !- kiedy to usłyszałam, ruszyłam biegiem w kierunku telefonu i o mały włos, a połamałabym sobie na schodach wszystkie kości. W końcu dobiegłam do słuchawki.
- Cześć !- krzyknęłam na powitanie
- Cześć Izabella. Mama mówiła ,że byłaś dzisiaj u nas. Coś się stało ?- odezwał się chłopak, a na dźwięk jego głosu, ugięły się pode mną kolana.
- Co ? A, nie to nic takiego. Chciałam po prostu pogadać, wiesz…
- Acha… A mogłabyś się ze mną teraz spotkać ?
- Tak ! to znaczy… pewnie, a gdzie ?
-W parku za 10 minut, Ok. ?
- Dobrze, do zobaczenia – pożegnałam się i nawet nie przebierając butów popędziłam do parku.
Kiedy dotarłam, na miejsce zobaczyłam ,że Fineasz już na mnie czeka. Poprawiłam włosy, wygładziłam sukienkę i ruszyłam w jego kierunku. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały smutne. Coś było nie tak.
- Cześć Fineasz. Co dziś robisz ? – zaczęłam rozmowę, swoim zwyczajowym powiedzonkiem.
- Cześć Izabella. Widzisz… rozmyślam nad tym, co chcę ci powiedzieć - odezwał się, a moje serce zabiło szybciej.
- Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie miałem dość odwagi…- kontynuował, a ja czułam ,że serce wali mi jak młot. ,,Czy to sen ? Jeśli tak to, nie chcę się budzić !"
- Bałem się ,że jeśli powiem to wcześniej, to tego nie zrozumiesz i będziesz smutna…-
,, No dalej ! Powiedz to ! Proszę !" myślałam podekscytowana.
- Izabello ?
- Tak Fineasz ?
- Ja… wyjeżdżam.
- Co ?!- krzyknęłam i poczułam ,że krew odpływa mi z twarzy.
- Niestety tak. Przeprowadzam się z rodziną do Wielkiej Brytanii – powiedział smutno, a ja poczułam w sercu wielki ból. Byłabym się od tego bólu przewróciła i zemdlała, ale nie chciałam go tracić z oczu nawet na sekundę.
- Nie ! Nie możesz ! Proszę !- Błagałam go, a łzy spływały mi po twarzy.
- Przykro mi. Ja też nie chcę wyjeżdżać, ale to już postanowione. Tato dostał nową pracę. Czekają na niego.
- Kiedy ? Kiedy wyjeżdżacie ?- spytałam, drżąc na całym ciele, bo znałam już odpowiedź.
- Za godzinę. Dlatego chciałem się teraz spotkać. - przerwał na chwilę, wziął głębszy wdech i powiedział.
-Wybacz mi Izabello. Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale nie mogłem… nie miałem serca ranić cię na kilka tygodni przed moim wyjazdem. No cóż… pora się pożegnać, przeżyliśmy wiele pięknych chwil, prawda ?- powiedział i nagle mnie przytulił. Tuliliśmy się do siebie przez chwilę, po czym puścił mnie i powiedział.
-A teraz… muszę już iść- powiedział i odwrócił się.
- Poczekaj !- Krzyknęłam za nim i chwyciłam go za rękę ,,Teraz albo nigdy" pomyślałam i już chciałam się odezwać, ale wtedy spojrzałam mu w oczy. ,,Nie, nie mogę mu tego zrobić. Wtedy jeszcze trudniej będzie nam się rozstać" pomyślałam i wybuchłam płaczem.
- Błagam ! Nie odchodź ! - ale Fineasz odsunął mnie delikatnie i odszedł, by nigdy nie wrócić.
Po chwili zostałam zupełnie sama. Nie miałam sił by dalej stać ,więc upadłam na kolana i ponownie zaczęłam płakać. Bez Fineasza mój świat przestał istnieć, poczułam się tak jakby życie straciło sens…
- CDN
W Californi nastał piękny słoneczny dzień. Wielu ludzi wybrało się dziś na spacer dla relaksu, rozkoszując się tą piękną pogodą. Jednak była pewna osoba, która została dziś w domu. Osoba dla której ten dzień wcale nie był piękny. Co więcej, po tym dniu spodziewała się wszystkiego najgorszego. Tą osobą byłam ja. W sumie, powinnam się przedstawić, a więc… Cześć, jestem Izabella Garcia-Shapiro, mam 22 lata i opowiem wam o mojej wielkiej przygodzie, która zaczęła się dość niewinnie. A więc, był to jeden z tych zwyczajnych dni, gdy człowiek po prostu wstaje, idzie do pracy, wraca, je obiad i idzie spać. I właśnie tak zaczęłam ten dzień. Wstałam, ubrałam się i już miałam iść do łazienki się umyć, gdy mój wzrok padł na kalendarz. Był 22 lipca, zszokowana usiadłam na łóżku. Dlaczego ? Ponieważ
był to mój najgorszy dzień, dzień kiedy zawsze przydarzały mi się jakieś katastrofy. A pierwsza z nich wydarzyła się 7 lat temu…
(22 lipca 7 lat temu)
Był piękny słoneczny dzień (tak co roku 22 lipca właśnie taka była pogoda) Trwały wakacje, dlatego postanowiłam jak co dzień wybrać się do Fineasza i Ferba by zobaczyć co dziś mają w planach (właściwie to interesowało mnie to co Fineasz ma w planach) Tak czy siak, wędrowałam przez przedmieścia kierując się do domu mojego ukocha… to znaczy najlepszego przyjaciela, a w głowie wciąż szumiała mi tylko jedną myśl. ,,To dziś, dziś powiem Fineaszowi co do niego czuję !!!'' W końcu moim oczom ukazał się mały śliczny domek, cel mojej podróży. Mimo ,że kiedy tu szłam byłam zdecydowana, wyznać swoje uczucia to teraz naszły mnie wątpliwości. ,,A co jeśli mnie wyśmieje ?", ,,Albo powie ,że nic z tego ?". Rozmyślałam, stając przed drzwiami, jednak w końcu wzięłam głęboki wdech i zapukałam w drzwi. Otworzyła mi mama Fineasza.
- Dzień dobry, czy zastałam Fineasza ?- spytałam
- Witaj kochanie, niestety go niema. Pojechał dziś do miasta. Chyba umówił się z kolegami, będzie wieczorem, coś mu przekazać ?- spytała Linda
- Hm… Nie, nie trzeba. To dowidzenia.
- Do widzenia – pożegnała się Linda i wróciła do domu, a ja zawiedziona również poszłam do domu.
Wieczorem zadzwonił telefon. Odebrała moja mama. Po krótkiej wymianie zdań, zawołała mnie.
- Izabello ! Fineasz dzwoni do ciebie !- kiedy to usłyszałam, ruszyłam biegiem w kierunku telefonu i o mały włos, a połamałabym sobie na schodach wszystkie kości. W końcu dobiegłam do słuchawki.
- Cześć !- krzyknęłam na powitanie
- Cześć Izabella. Mama mówiła ,że byłaś dzisiaj u nas. Coś się stało ?- odezwał się chłopak, a na dźwięk jego głosu, ugięły się pode mną kolana.
- Co ? A, nie to nic takiego. Chciałam po prostu pogadać, wiesz…
- Acha… A mogłabyś się ze mną teraz spotkać ?
- Tak ! to znaczy… pewnie, a gdzie ?
-W parku za 10 minut, Ok. ?
- Dobrze, do zobaczenia – pożegnałam się i nawet nie przebierając butów popędziłam do parku.
Kiedy dotarłam, na miejsce zobaczyłam ,że Fineasz już na mnie czeka. Poprawiłam włosy, wygładziłam sukienkę i ruszyłam w jego kierunku. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały smutne. Coś było nie tak.
- Cześć Fineasz. Co dziś robisz ? – zaczęłam rozmowę, swoim zwyczajowym powiedzonkiem.
- Cześć Izabella. Widzisz… rozmyślam nad tym, co chcę ci powiedzieć - odezwał się, a moje serce zabiło szybciej.
- Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie miałem dość odwagi…- kontynuował, a ja czułam ,że serce wali mi jak młot. ,,Czy to sen ? Jeśli tak to, nie chcę się budzić !"
- Bałem się ,że jeśli powiem to wcześniej, to tego nie zrozumiesz i będziesz smutna…-
,, No dalej ! Powiedz to ! Proszę !" myślałam podekscytowana.
- Izabello ?
- Tak Fineasz ?
- Ja… wyjeżdżam.
- Co ?!- krzyknęłam i poczułam ,że krew odpływa mi z twarzy.
- Niestety tak. Przeprowadzam się z rodziną do Wielkiej Brytanii – powiedział smutno, a ja poczułam w sercu wielki ból. Byłabym się od tego bólu przewróciła i zemdlała, ale nie chciałam go tracić z oczu nawet na sekundę.
- Nie ! Nie możesz ! Proszę !- Błagałam go, a łzy spływały mi po twarzy.
- Przykro mi. Ja też nie chcę wyjeżdżać, ale to już postanowione. Tato dostał nową pracę. Czekają na niego.
- Kiedy ? Kiedy wyjeżdżacie ?- spytałam, drżąc na całym ciele, bo znałam już odpowiedź.
- Za godzinę. Dlatego chciałem się teraz spotkać. - przerwał na chwilę, wziął głębszy wdech i powiedział.
-Wybacz mi Izabello. Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale nie mogłem… nie miałem serca ranić cię na kilka tygodni przed moim wyjazdem. No cóż… pora się pożegnać, przeżyliśmy wiele pięknych chwil, prawda ?- powiedział i nagle mnie przytulił. Tuliliśmy się do siebie przez chwilę, po czym puścił mnie i powiedział.
-A teraz… muszę już iść- powiedział i odwrócił się.
- Poczekaj !- Krzyknęłam za nim i chwyciłam go za rękę ,,Teraz albo nigdy" pomyślałam i już chciałam się odezwać, ale wtedy spojrzałam mu w oczy. ,,Nie, nie mogę mu tego zrobić. Wtedy jeszcze trudniej będzie nam się rozstać" pomyślałam i wybuchłam płaczem.
- Błagam ! Nie odchodź ! - ale Fineasz odsunął mnie delikatnie i odszedł, by nigdy nie wrócić.
Po chwili zostałam zupełnie sama. Nie miałam sił by dalej stać ,więc upadłam na kolana i ponownie zaczęłam płakać. Bez Fineasza mój świat przestał istnieć, poczułam się tak jakby życie straciło sens…
- CDN
- Nie chciałbyś być zakochany.?
- Byłem kiedyś. To bolesne, bezcelowe i przereklamowane..
Damon Salvatore...
- Byłem kiedyś. To bolesne, bezcelowe i przereklamowane..
Damon Salvatore...
*Wyjątkowo jest to pisane oczami Harrego*
Gdy tylko dowiedziałem się o tym, co Zayn wymyślił zbiegłem na dół po schodach. Nie mogłem uwierzyć w to, że nadal zazdrościł mi Alice. Stał tyłem i rozmawiał z Amber. Amber to jego dziewczyna. Obydwoje zawsze coś knują i wszystko niszczą. Podbiegłem do niego i popchnąłem na stół.
- Czego ty jeszcze chcesz, co.?- Zaczełem dość głośno.
- Niczego.- Uśmiechnął się do mnie.
- Co jej zrobiłeś.?! Co zrobiłeś Al.?!
- Ja, nic. Nie dotknąłem jej nawet. Dalej trzymam się zakazu.
- To czemu zabrałeś mi mój telefon i gadałeś z nią.?
- Była tu. Powiedziałem, że ma już nigdy tu nie przychodzić.
- Co.?!
- No co mi zrobisz.? Hahhaha.
- Gadaj.!
- Okej, okej.- Puścił mi oczko.- Amber zabrała telefon Belli i zadzwoniła do tej s*ki. Ja zabrałem twój, również do niej dzwoniąć. A no i jak już wiesz przylazła tu.
Słuchałem opowieści Zayna. Chciałem na niego wskoczyć i wydrapać mu oczy. Nagle dowiedziałem się, że Amber ponoć byla ze mną w łóżku. Nie wytrzymałem, rzuciłem się na Muzułmanina. Zaczełem go szarpać, drapać wszystko co przyszło mi na myśl. Odciągnął mnie od niego Liam. Zayn leżał skulony. I dobrze mu tak. Nagle zadzwoni domowy.
- Halo.
- Harry.! Harry.! - Usłyszałem głos Belli.
- Co się stało.?
- Alice.. Ona.. Ona.. Ona chyba nie żyje.
- Że jak.?! Gdzie jesteś.?
- Pod jej domem. Zamkneła się. Amber wyrwała mi komórkę, i zadzwonila do niej. Szybko, błagam pomóż mi.
- Biegnę.!
Wziełem mój płaszcz i buty. Wybiegłem przed dom. Lało jak z cebra. Wsiadłem w auto i pojechałem do domu Al. Gdy dojechałem, widziałem Bellę klęczącą na schodach koło drzwi domu mojej dziewczyny. Wyskoczyłem z auta i podbiegłem do Belli. Pomoglem jej wstać. Opowiedziała mi szybko co się stało.
- Musimy wywarzyć drzwi.
- Dobra.. Ale.. szybko..- Rozpłakała sie na nowo.
- Na raz dwa, trzy pchamy.- Powiedziałem stanowczo.- Miej przy sobie komórkę, jakbyś miała dzwonić na karetkę.
Policzyłem do trzech i razem z Bellą zaczeliśmy pchać drzwi. Udało nam się. Wbiegłem pierwszy i odrazu zaczełem wołać Alice. Była moim całym życiem. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało. Rozglądałem się po całym mieszkaniu, jednak nikt nie odpowiadał. Pobiegłem na górę. Sprawdziłem w pokoju, następnie skierowałem się ku drzwiom od łazienki. Otworzyłem je, i zajrzałem do środka. Był tam. Leżała w wannie cała zakrwawiona. Zawołałem Bellę, zeby szybko dzwoniła po karetkę. Miała nieobecny wzrok. Jednakże zadzwoniła i powiedziała mi że pogotowie przjedzie z 5 minut. Podbiegłem do Al. Wskoczyłem do wody i wziełem ją na ręce. Zaczełem płakać. Nie obchodziło mnie to, że jestem chlopakiem. Obok żyletki zobaczyłem kartkę. Przeczytałem napis. Zgniotłem kawałek papieru w pół i rzuciłem na podłogę. Byłem na siebie wściekły. Nie wiedziałem czy Alice żyje. Jeśli ona umrze to i ja razem z nią. Nagle usłyszeliśmy dźwięk karetki i wchodzących po schodach sanitariuszy. Odebrali mi mojego skarba i dali na nosze. Zabandażowali ranę. Ja i Bella wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na Werston St. Tam znajdował się szpital. Wysiedliśmy z samochodu i pobiegliśmy do drzwi. Al była już w środku. Dobiegliśmy do recepcji i zaczeliśmy wypytywać o dziewczynę. Powiedziała nam jedynie, że znajduje się w pokoju nr 28, ale nie jest pewna czy nas wpuszczą. Pobiegliśmy pod dany numer. Gdy się zatrzymaliśmy, doktor zaczął :
- Państwo rodziną.?
- Nie, ja jestem jej przyjaciółką, a to jej chłopak.- Odpowiedziała Bella wskazując przy tym na mnie.
- Co z nią.? - Wyrwałem.
- Niestety.. Jak na razie jest w śpiączce ale nie jesteśmy pewni czy przeżyje. Straciła bardzo dużo krwi. Wszystko teraz zależy od sekund.
- O boże..- Bella rozpłakała się na nowo.
- Mogę ja zobaczyć.? Chociaż na kilka minut. Błagam.
- Ehh.. No dobrze, ale tylko ty i tylko na 10 minut.
- Dziękuję.
Wszedłem do pokoju. Na łóżku zastałem Alice. Wyglądała jak śpiąca królewna. Usiadłem obok niej. Wziełem jej bladą, zimną rękę i zaczełem do niej przemawiać.
- Alice.. Kochanie.. Nie zostawiaj mnie. Błagam.. Jesteś całym moim życiem. Nie poradzę sobie tu bez ciebie. Alice, wiem że mnie słyszysz. Zayn wszystko zmyślił. Ta dziewczyna, ona jest jego koleżanką. Wykręcił mi numer. Nie wiedzieli, że będziesz chciała się zabić. Naprawdę. Wyprowadził się do Amber. Nigdy już go nie będzie. Pamiętasz nasz pocałunek w deszczu.? Pamiętasz..?
Miałem wrażenie jakbym mówił sam do siebie. Czułem, ze to nie ma sensu. Ale nie przestawałem się do niej odzywać. Spojrzałem na ekran, gdzie widoczne było praca jej serca. Nagle usłyszałem ciągły, głośny dźwięk. Odeszła.
__________________________________________________
Jakby co to nie chcę obrażać Zayna za to, że jest Muzułmninem.
Gdy tylko dowiedziałem się o tym, co Zayn wymyślił zbiegłem na dół po schodach. Nie mogłem uwierzyć w to, że nadal zazdrościł mi Alice. Stał tyłem i rozmawiał z Amber. Amber to jego dziewczyna. Obydwoje zawsze coś knują i wszystko niszczą. Podbiegłem do niego i popchnąłem na stół.
- Czego ty jeszcze chcesz, co.?- Zaczełem dość głośno.
- Niczego.- Uśmiechnął się do mnie.
- Co jej zrobiłeś.?! Co zrobiłeś Al.?!
- Ja, nic. Nie dotknąłem jej nawet. Dalej trzymam się zakazu.
- To czemu zabrałeś mi mój telefon i gadałeś z nią.?
- Była tu. Powiedziałem, że ma już nigdy tu nie przychodzić.
- Co.?!
- No co mi zrobisz.? Hahhaha.
- Gadaj.!
- Okej, okej.- Puścił mi oczko.- Amber zabrała telefon Belli i zadzwoniła do tej s*ki. Ja zabrałem twój, również do niej dzwoniąć. A no i jak już wiesz przylazła tu.
Słuchałem opowieści Zayna. Chciałem na niego wskoczyć i wydrapać mu oczy. Nagle dowiedziałem się, że Amber ponoć byla ze mną w łóżku. Nie wytrzymałem, rzuciłem się na Muzułmanina. Zaczełem go szarpać, drapać wszystko co przyszło mi na myśl. Odciągnął mnie od niego Liam. Zayn leżał skulony. I dobrze mu tak. Nagle zadzwoni domowy.
- Halo.
- Harry.! Harry.! - Usłyszałem głos Belli.
- Co się stało.?
- Alice.. Ona.. Ona.. Ona chyba nie żyje.
- Że jak.?! Gdzie jesteś.?
- Pod jej domem. Zamkneła się. Amber wyrwała mi komórkę, i zadzwonila do niej. Szybko, błagam pomóż mi.
- Biegnę.!
Wziełem mój płaszcz i buty. Wybiegłem przed dom. Lało jak z cebra. Wsiadłem w auto i pojechałem do domu Al. Gdy dojechałem, widziałem Bellę klęczącą na schodach koło drzwi domu mojej dziewczyny. Wyskoczyłem z auta i podbiegłem do Belli. Pomoglem jej wstać. Opowiedziała mi szybko co się stało.
- Musimy wywarzyć drzwi.
- Dobra.. Ale.. szybko..- Rozpłakała sie na nowo.
- Na raz dwa, trzy pchamy.- Powiedziałem stanowczo.- Miej przy sobie komórkę, jakbyś miała dzwonić na karetkę.
Policzyłem do trzech i razem z Bellą zaczeliśmy pchać drzwi. Udało nam się. Wbiegłem pierwszy i odrazu zaczełem wołać Alice. Była moim całym życiem. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało. Rozglądałem się po całym mieszkaniu, jednak nikt nie odpowiadał. Pobiegłem na górę. Sprawdziłem w pokoju, następnie skierowałem się ku drzwiom od łazienki. Otworzyłem je, i zajrzałem do środka. Był tam. Leżała w wannie cała zakrwawiona. Zawołałem Bellę, zeby szybko dzwoniła po karetkę. Miała nieobecny wzrok. Jednakże zadzwoniła i powiedziała mi że pogotowie przjedzie z 5 minut. Podbiegłem do Al. Wskoczyłem do wody i wziełem ją na ręce. Zaczełem płakać. Nie obchodziło mnie to, że jestem chlopakiem. Obok żyletki zobaczyłem kartkę. Przeczytałem napis. Zgniotłem kawałek papieru w pół i rzuciłem na podłogę. Byłem na siebie wściekły. Nie wiedziałem czy Alice żyje. Jeśli ona umrze to i ja razem z nią. Nagle usłyszeliśmy dźwięk karetki i wchodzących po schodach sanitariuszy. Odebrali mi mojego skarba i dali na nosze. Zabandażowali ranę. Ja i Bella wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na Werston St. Tam znajdował się szpital. Wysiedliśmy z samochodu i pobiegliśmy do drzwi. Al była już w środku. Dobiegliśmy do recepcji i zaczeliśmy wypytywać o dziewczynę. Powiedziała nam jedynie, że znajduje się w pokoju nr 28, ale nie jest pewna czy nas wpuszczą. Pobiegliśmy pod dany numer. Gdy się zatrzymaliśmy, doktor zaczął :
- Państwo rodziną.?
- Nie, ja jestem jej przyjaciółką, a to jej chłopak.- Odpowiedziała Bella wskazując przy tym na mnie.
- Co z nią.? - Wyrwałem.
- Niestety.. Jak na razie jest w śpiączce ale nie jesteśmy pewni czy przeżyje. Straciła bardzo dużo krwi. Wszystko teraz zależy od sekund.
- O boże..- Bella rozpłakała się na nowo.
- Mogę ja zobaczyć.? Chociaż na kilka minut. Błagam.
- Ehh.. No dobrze, ale tylko ty i tylko na 10 minut.
- Dziękuję.
Wszedłem do pokoju. Na łóżku zastałem Alice. Wyglądała jak śpiąca królewna. Usiadłem obok niej. Wziełem jej bladą, zimną rękę i zaczełem do niej przemawiać.
- Alice.. Kochanie.. Nie zostawiaj mnie. Błagam.. Jesteś całym moim życiem. Nie poradzę sobie tu bez ciebie. Alice, wiem że mnie słyszysz. Zayn wszystko zmyślił. Ta dziewczyna, ona jest jego koleżanką. Wykręcił mi numer. Nie wiedzieli, że będziesz chciała się zabić. Naprawdę. Wyprowadził się do Amber. Nigdy już go nie będzie. Pamiętasz nasz pocałunek w deszczu.? Pamiętasz..?
Miałem wrażenie jakbym mówił sam do siebie. Czułem, ze to nie ma sensu. Ale nie przestawałem się do niej odzywać. Spojrzałem na ekran, gdzie widoczne było praca jej serca. Nagle usłyszałem ciągły, głośny dźwięk. Odeszła.
__________________________________________________
Jakby co to nie chcę obrażać Zayna za to, że jest Muzułmninem.
Big problem !!
najpierw chce was przeprosić za bardzo dłuuugą nie obecność ale net zwalił a potem natłok nauki i jakoś tak wyszło. I teraz nie wiem czy pisac dalej bo po :
1. Nie wiem czy ktoś jeszcze by to czytał??
2. Straciłam wontek w tym opowiadaniu.
I są 2 wyjścia:
a) usunąć lub b) zacząć od nowa
Decyzje pozostawiam wam bo wiecie jak jest ;/
najpierw chce was przeprosić za bardzo dłuuugą nie obecność ale net zwalił a potem natłok nauki i jakoś tak wyszło. I teraz nie wiem czy pisac dalej bo po :
1. Nie wiem czy ktoś jeszcze by to czytał??
2. Straciłam wontek w tym opowiadaniu.
I są 2 wyjścia:
a) usunąć lub b) zacząć od nowa
Decyzje pozostawiam wam bo wiecie jak jest ;/
To ja ranię innych czy też inni ranią mnie?
Wiem, że to, co nas w przeszłości połączyło trwa i NADAL trwać będzie.
Wiem, że to, co nas w przeszłości połączyło trwa i NADAL trwać będzie.
Jestem na balu w pięknej fioletowej sukience. Podchodzi do mnie chłopak, obejmuje mnie w pasie i zaczyna kołysać w rytm muzyki. Wiedziałam, że jest mi bliski, choć nie widziałam jego twarzy.
-Jesteś dla mnie najważniejsza -szeptał mi na ucho
-Kim jesteś ? -spytałam
-Niedługo się przekonasz -mówił swoim delikatnym głosem
-Dlaczego masz na sobie maske ? -pytałam
-Bo muszę ukrywać kim naprawdę jestem -nie zrozumiałam tego- muszę ci coś powiedzieć...
-Jesteś dla mnie najważniejsza -szeptał mi na ucho
-Kim jesteś ? -spytałam
-Niedługo się przekonasz -mówił swoim delikatnym głosem
-Dlaczego masz na sobie maske ? -pytałam
-Bo muszę ukrywać kim naprawdę jestem -nie zrozumiałam tego- muszę ci coś powiedzieć...
-Wstawaj -dobiegł mnie głos Weroniki. Czyli to był tylko sen. YGH znowu, ale był taki realny. Ten chłopak kim on był ? Mówił, że jestem najważniejsza. Dlaczego ? Muszę się dowiedzieć. Próbowałam zasnąć jeszcze raz, ale...
-No wstawaj! Bo cię do tego zmuszę -próbowała mnie szntażówać
-Daj mi spokój małpo -odburknęłam jej. Ha poszła sobie. Dziwne, że nie zaczęła naszej konwersacji na wysokim poziomie. Nagle na moim ciele poczułam lodowatą wodę.
-Aaaaaaaaaaaaaa ty mały potworze dorwe cie -ta mała gówniara wylała na mnie wazon lodowatej wody
-Mówiłam, że cię zmuszę -śmiała się jak głupia- a tak wogule to jest już śniadanie
-Idź stąd bo cię zabiję -wysyczłam przez zęby
-Spróbuj -zachęcała mnie. Wstałam z łóżka i szybko podbiegłam do niej, a raczej chciałam, ale wyrżnęłąm się przez wodę na podłodze.
Ona w tym czasie zbiegła na dół krzycząc : PATRYCJA GWAŁCI PODŁOGĘ ! A swoją drogą skąd ona zna takie słowa. Ach te niewychowane dzieci XD
Podniosłam moje obolałe ciało i chciałam się wysuszyć. Wzięłąm ubrania and go to łazienka. Ubrałam http://www.photoblog.pl/samegirl/101801218/43.html , zrobiłam luźnego warkocza, prysnęłam się waniliową mgiełką i musnęłam usta truskawkowym błyszczykiem.
Zeszłam na dół, gdzie wszyscy jedli śniadanie.
-Która godzina ? -spytałam biorąc miskę i wsypując do niej płatki miodowe i mleko.
-7:40 -powiedziała babcia
-pluu -wyplułam płatki na Weronike haha nieplanowana zemsta
-Ty głupku jeden -krzyczała czerwona
-Haha teraz jest remis. Ja musze już iść -chciałam wyjść, ale ktoś złapał mnie za nadgarstek
-O nie, nie najpierw masz zjeść. Wcale nie jesz jeszcze w szkole zemdlejesz -oj zła babcia nie dobrze
-Ale nie zdąże do szkoły -kąbinowałam
-Nie ważne. Masz to zjeść -chyba nie było mowy o rozmowie
-Dobra -ustąpiłam i zaczęłam jeść. Jak skończyłam była już 7:55.
Wzięłam torbę i wyszłam z domu. Zaraz co ja mam pierwsze ? Pomyślałam gdy byłam już na korytarzu szkolnym. A tak polski. Krysia napewno poprawi mi humor.
Z pozytywnym nastawieniem wparowałam do klasy.
-Witajcie moi kochani. Pewnie się za mną stęskniliście -krzyknęłam trzaskając drzwiami.
-Jasne -krzyknęli wszyscy no może prócz barbi i Krysi
-A ty Krysiu nie stęskniłaś się za mną ? -spytałam siadając jej na biurku. Widziałam jej złość.
-Nie panno Best, ale... -chciała coś jeszcze powiedziać a ja jej przerwałam
-O widzę, że przynajmniej ty się tu czegoś uczysz -powiedziałam ze smailem na ustach, klepiąc ją po głowie jak grzecznego pieska. Wtedy cała klasa wybuchła śmiechem.
-Był już dzwonek. Siadaj do ławki. -krzyknęła uderzając ręką blat biurka
-Dzwonek jest przecież dla nauczycieli, a nie dla uczniów. Gdyby byli wzorowi nauczyciele dała bym ci dyplom.- powiedziałam jej
-To może powiesz nam dlaczego się spóźniłaś ? -powiedziała jakby chciała mnie zbyć, bo wie, że nigdy się nie tłumacze
-Ależ oczywiście -klasnąłam w dłonie i ustałam przed całą klasą. Jej oczy powędrowały na mnie, byłam z siebie dumna. Odchrząknęłam jakbym chciała przygotować gardło przed recytacją wiersza. ok zaczynamy :D
-Spóźniłam się ponieważ... -powiedziałam z powagą- GWAŁCIŁAM PODŁOGĘ -dokończyłam i ukłoniłam się przed klasą. Wszyscy się ryli i bili brawo.
-To może tak 5 za ładny wierszyk -poruszyłam brwiami mówiąc do Krysi
-Nie, ale wygrałaś wycieczkę do gabinetu dyrektora -powiedziąła wypisując mi mój bilet :P
-Łał , ale super. Jeszcze nigdy nie wygrałam wycieczki.
-Do dyrektora -powiedziała wręczając mi przepustkę
-Dziękuję -pokazałam wszystkie moje zęby i ruszyłam w kierunku drzwi. Ale obróciłam się na nodze i uderzyłam się w czoło
-Zapomniałam. Gadałam z Mietkiem powiedział, że ma czas dzisiaj wieczorem. -chciała coś powiedzieć- Nie musisz mi dziękować. Wiem, że jesteś nieśmiała
-DO... -gotowała się ze złości
-Tak idę na moją wycieczkę.-powiedziałąm- Przyślę wam pocztówki tobie też Krysiu -krzyknęłam za drzwi, gdy szłam do gabinetu nadal słyszałam śmiech z klasy
Zapukałam do gabinetu.
-Proszę -usłyszałam głos dyrektorki. Miała ok 30l. i była super
-Dzień dobry -powiedziałam z uroczym uśmiechem
-To znowu ty ? -powiedziała z rezygnacją
-Chyba nie jesteś zła ? -udałam smutną dając jej świstek. Jestem stałą bywalczynią tego miejsca i trzymam sztamę z Magdą. Mówię do niej po imieniu, ale nie przy kimś.
-Nie, ale pani Krystyna nie długo tutaj wytrzyma. A uczy tu już 30 lat. -powiedziała hihiocząc
-Co ja mogę to pani Krystyna się mnie czepia -powiedziałam bezsilnie
-A jak tam twoje oceny ? -spytała
-Chyba dobrze -powiedziałam z obojętnością
-Jaką masz średnią ? -dopytywała
-5.4 , a zachowanie dobre -wyprzedziłam jej kolejne pytanie
-To świetnie. Może nie poinnam ci mówić bo to niespodzianka, ale 2 najlepszych uczniów w tym roku pojedzie na 2 tyg. do Nowego Jorku.
-Co ? -spytałam z niedowierzaniem
-No tak to ma być taka zachęta dla reszty. Z całej Polski jedzie łącznie około kilkudziesięci uczniów. Wygląda na to, że to prawdopodobnie ty i Joanna Zach będziecie tymi szczęściarami -powiedziała wskazując palcem w moim kierunku
-Byłoby świetnie -powiedziałam entuzjastycznie
-Masz jakieś plany na wakacje ? -pytała
-Tak najpierw Warszawa potem LA i przy odrobinie szczęśćia NY. Jak tam u chłopaka ? - teraz to ja spytałam. Gadałyśmy, aż zadzwonił dzwonek wtedy pożegnałam się i poszłam pod klasę, w której miałam następną lekcję. Stała już tam Aśka.
-No hej już po wycieczce -zaczęła ze śmiechem
-Niestety, a jak się trzymała Krysia ? -spytałam z lekkim uśmiechem
-Do końca lekcji nie mogła się skupić biedulka ona niedługo zawału przez ciebie dostanie -mówiła śmiejąc się
-Jak ja zaraz ci coś powiem to ty zawału dostaniesz. Ale chodź pogadamy o tym w łazience. -i zadzwonił dzwonek ten to ma wyczucie czasu- dobra powiem na następnej
-Następnej. Ja nie wytrzymam. -mówiła zestresowana
-Mam pomysł zróbmy wymówkę nr. 7 albo 15 -zasugierowałam
-Wole 7. Po ostatniej 15 pan Adams cięgle się pyta czy ma ze sobą kanapkę
-No ok. To zaczynamy jak będziemy siadać do ławek -podsumowałam. Gdy mialiśmy siadać Aśka zemdlała. Rzecz jasna udawała, choć nadal twierdzę , że aktorką to nigdy nie zostanie.
-Co się stało ? -spytał pan Adams
-O matko ona zemdlała -krzyczałam przerażona haha
-Patrycja pójdź z nią może do łazienki -zasugerował. Zemdlała i ją do łazienki ciągnąć. Oni mają nas uczyć, ale dobra lepiej dla mnie
-Oczywiście -pomogłam jej wstać i wyszłyśmy z klasy. Gdy tylko drzwi do niej się zamknęły brunetka ustałą na własnych nogach.
-No gadaj - zaczęła, gdy siedziałyśmy w łazience
-Jak byłam na mojej wycieczce dowiedziałam się świetnej rzeczy
-No gadaj -ponaglała mnie
-Ale co to było ? -udałam zastanowienie
-Bo zaraz nie wytrzymam -mówiła wkurzona
-Dobra. Podobno w tym roku 2 najlepszych uczniów szkoły pojedzie na 2 tyg. do Nowego Jorku -wygadałam się
-Będą mieli szczęście ci którzy pojadą -powiedziała jakby nie zrozumiała
-Aśka to my jesteśmy tymi szczęsciarzami -wytłumaczyłam jej
-Że co ? -krzyknęłą
-Magda znaczy pani dyrektor mi o tym powiedziała. Tylko nikomu nie mów to tajemnica. -przestrzegłam ją
-Super. Ale muszę ci o czymś powiedzieć. -posmutniała- Jakoś w w połowie lipca lecę z rodzicami do LA.
-To super -tryskałam radością nie wiedziałam jek jej powiedziać, że też tam lece
-Jak to ? -nierozumiała mnie
-Nie wiedziałam jak ci to powiedzieć. Po zakończeniu roku jadę na 2 tyg. do Warszawy z ciotką Mają a potem lecimy do LA. Bo musi skończyć te swoje turne po hotelach.
-To świetnie, ale nie wiemy w jakich częściach LA będziemy. -oj optymistka to z niej nie jest
-Będzie dobrze zobaczysz -pocieszłam ją
-A jak tam twoja randka z Gregiem -zmieniła temat
-Powiedzmy, że nie najgorzej
-Nie najgorzej. Wiesz co zrobiły by wszystkie dziewczyny tej szkoły żeby to je zaprosił ? Nie widziałaś min barbi jak szłaś korytarzem ? -prawiła mi
-Po pierwsze wiem co zrobiły by wszystkie dziewczyny, ale ja nie jestem taka. Po drugie unikam jak moge patrzenia na te fabryki budowlane -streściłam jej
-Ok. A pocałował cię ? -spytała z ekscytacją
-Chciał, ale zamknęłam mu drzwi przed nosem -spuściłam głowę w dół
-No takie coś to mogłaś zrobić tylko ty -śmiała się tak, że zaczęły jej lecieć łzy
-Nie żałuję tego. Chyba do siebie nie pasujemy. Przyzwyczaił się do pustych laleczek, które wierzą w tekst ,,Twoje oczy są jak gwiazdy, a głos jak śpiew anioła '' -zacytowałam go
-Nie jesteś taka łatwa. Dla chłopaków stanowisz jakieś wyzwanie -mówiła jak jakiś profesor
-Dziękuję za konsultacje ekspercie.
-Ale to prawda. Nie sądzą aby jakiś chłopak dał rady cię przejrzeć -kontynuowała
-Wierzę, że jest na tej planecie chłopak, który mnie zrozumi bez słów, albo pójdę do zakonu -wyznałam
-Ty do zakonu już to widzę nie wytrzymasz bez trampek -co prawda to prawda nie dała bym rady
-Głodna jestem -stwierdziłam. Moja babcia była by ze mnie dumna
-Ja też chodźmy do sklepiku -zarządziła Aśka
Gdy wyszłyśy z łazienki zadzwonił dzwonek. Szłyśmy w stronę sklepiku. Zobaczyłyśmy, że stolik obok sklepiku zajmuje Greg i jego kumple. Usłyszałam jak któryś z nich wymówił moje imie. Chyba nas nie widzieli. Pociągnęłam przyjaciółkę do tyłu i ustałyśmy za ścianą odzielającą nas od chłopaków. Zaczęłam słuchać ich rozmowy, aż usłyszałam jak Greg mówi...
----------------------------------------------------------
Jest rozdział 5 jak widzicie. Chyba nie najgorszy jak sądzicie ?
A zresztą pewnie i tak się nie dowiem.
No to do przeczytania :D
późny wieczór.. a może nawet początek nocy..
właśnie dopięłam walizkę i słucham ostatnich dźwięków muzyki, by zaraz pójść się położyć spać.
ale czy usnę tak od razu?? a może znów najdą mnie jakieś myśli..
wiele się zmieniło i mam przeczucie, że to dopiero początek..
trochę zyskałam, trochę straciłam..
zmieniłam się..
sama to widzę, sama czuję i .. czasem się zastanawiam kim ja naprawdę jestem, czego chcę i co dalej będzie.. i .. czy to wszystko ma jakiś sens..
życie - dziś jest, a jutro już nie.
biegniesz do przodu, szukasz szczęścia, chcesz zaspokoić swe pragnienia, spełnić swe marzenia.. ale dlaczego nagle stajesz się taki obojętny na cały ten świat, który cie otacza?? dlaczego wypala się ten ogień?? dlaczego bliscy ludzie, stają się nagle dalecy?? dlaczego tyle pretensji, a tak mało miłości i przebaczenia??
dlaczego żyjesz tylko swoim światem??
dlaczego uciekasz przed samym sobą, przed swoimi myślami, przed prawdą??
przed prawdą nie da się uciec. niestety nie.
a potem przychodzi zniechęcenie. widzisz, że to "twoje szczęście" to tylko złudzenie..
widzisz siebie załamanego, zniechęconego, zapłakanego..
ile razy już okłamywałeś siebie samego??
chcesz być szczęśliwy, a niszczysz siebie.. czy tego nie widzisz??
rozum można oszukać, ale serca nie!
co dalej z Tobą będzie?
odszukaj swoje prawdziwe "ja" i bądź sobą..
noc. na niebie lśnią gwiazdy. błyszczy światło księżyca.
siedzę i czekam na jutro, choć boję się trochę tego,co przyniesie jutrzejszy dzień.
noc - spokojna i cicha.
a ja siedzę i biję się z własnymi myślami.. z głosem rozumu i głosem serca..
dobranoc.
właśnie dopięłam walizkę i słucham ostatnich dźwięków muzyki, by zaraz pójść się położyć spać.
ale czy usnę tak od razu?? a może znów najdą mnie jakieś myśli..
wiele się zmieniło i mam przeczucie, że to dopiero początek..
trochę zyskałam, trochę straciłam..
zmieniłam się..
sama to widzę, sama czuję i .. czasem się zastanawiam kim ja naprawdę jestem, czego chcę i co dalej będzie.. i .. czy to wszystko ma jakiś sens..
życie - dziś jest, a jutro już nie.
biegniesz do przodu, szukasz szczęścia, chcesz zaspokoić swe pragnienia, spełnić swe marzenia.. ale dlaczego nagle stajesz się taki obojętny na cały ten świat, który cie otacza?? dlaczego wypala się ten ogień?? dlaczego bliscy ludzie, stają się nagle dalecy?? dlaczego tyle pretensji, a tak mało miłości i przebaczenia??
dlaczego żyjesz tylko swoim światem??
dlaczego uciekasz przed samym sobą, przed swoimi myślami, przed prawdą??
przed prawdą nie da się uciec. niestety nie.
a potem przychodzi zniechęcenie. widzisz, że to "twoje szczęście" to tylko złudzenie..
widzisz siebie załamanego, zniechęconego, zapłakanego..
ile razy już okłamywałeś siebie samego??
chcesz być szczęśliwy, a niszczysz siebie.. czy tego nie widzisz??
rozum można oszukać, ale serca nie!
co dalej z Tobą będzie?
odszukaj swoje prawdziwe "ja" i bądź sobą..
noc. na niebie lśnią gwiazdy. błyszczy światło księżyca.
siedzę i czekam na jutro, choć boję się trochę tego,co przyniesie jutrzejszy dzień.
noc - spokojna i cicha.
a ja siedzę i biję się z własnymi myślami.. z głosem rozumu i głosem serca..
dobranoc.
11.02.2012 o godz. 23:06
Bardzo lubię czytać. Wręcz uwielbiam. Ale kiedy wchodzę na blo i widzę wciąż mnożące się opowiadania o Bieberze, to aż odechciewa mi się lektury czegokolwiek. Ja rozumiem potrzebę pisania i to bardzo dobrze, sama piszę, czasem więcej czasem mniej. Ale prawda jest taka, że te opowiadania o Bieberze to nic innego jak niespełnione pragnienia autorek. I tu pojawia się kolejny problem, jak ktokolwiek może pragnąć Biebera. Przecież ni to chłop ni baba. Dziwne to takie, małe z gejowską fryzurą. Ubrane to tak, że nie wiadomo czy to skate czy hiphopowiec. Śpiewa tak na prawdę o niczym (bo o czym to niby śpiewa? O miłości? Olabogakurwamać. Bo akurat jest deficyt piosenek o miłości -,-). Takie to bezpłciowe. Tak jak i opowiadania o nim. Będę szczera- większość (choć zdarzają się wyjątki) tych opowiadań nie trzyma się kupy, ani stylistycznie ani ortograficznie. Są nudne, przewidywalne, bez wyrazu, bez charakteru, IDENTYCZNE. I do tego ta dziwna moda na linki w stylu ubrałam się w to. Aż takiego braku wyobraźni w życiu nie widziałam. Czy tak ciężko opisać jeansowe szorty, białą koszulkę z nadrukiem i czarne trampki? Gdzie się podziała kreatywna młodzież z miłymi dla oka ideałami mężczyzny?
Rano obudziłam się w moim pokoju ze strasznym bólem głowy. Ledwo podniosłam się z łóżka zachwiałam się z trudem wyjęłam ciuchy z szafki ubrałam się w to:ubranie i poszłam na dół. Wstawiłam wodę na herbatę i zadzwoniłam do Louisa
- cześć
- hej
- yyy mógłbyś przyjechać na chwile do mnie
- spoko zaraz będę
Pobiegłam na górę do Liama
- cześć
- hej jak się czujesz ?
- średnio.
- co tam?- Zapytał. Ja usiadłam obok niego na łóżku
- nie przeszkadza ci że tak dużo czasu spędzam z twoimi kolegami?
- nie no co ty – uśmiechnął się i mnie przytulił.
- to dobrze. – usłyszałam dzwonek do drzwi i pobiegłam na dół. Gdy stanęłam przed drzwiami znowu mi się zakręciło w głowie. Otworzyłam drzwi
- wejdź – poszedł do salonu a ja poszłam zrobić herbatę
- przepraszam za wczoraj – położyłam mu herbatę na stoliku
- nic się nie stało – uśmiechnął się – jak tam głowa
- źle – zaśmiałam się – jutro lecę po siostrę do Francji
- i kiedy wrócisz ?
- nie wiem – podniosłam się z kanapy i znowu zakręciło mi się w głowie i upadłam słyszałam tylko jak Louis woła Liama. Po chwili już wszystko było dobrze.
- zaraz przyjdę – powiedział Liam i poszedł do swojego pokoju
- chcesz jechać ze mną do Francji ? – uśmiechnęłam się
- na pewno chcesz? – pokiwałam głową że tak - A co z Zaynem? – ja nic nie odpowiadałam
- pokłóciliście się ?
- nie wiem nie odzywa się w ogóle. Dzwoniłam do niego ale nie odbierał.
Po chwili Liam przyszedł do nas z laptopem
- daj mi na chwilę – powiedziałam a on mi podał laptopa. Posprawdzałam trochę stron z plotkami. Nagle zobaczyłam zdjęcie Zayna. Bez zastanowienia weszłam i zobaczyłam te zdjęcia z wczoraj:klik klik klik więcej nie musiałam czytać położyłam laptopa na stoliku i poszłam do swojego pokoju.
OCZAMI LOUISA
-co jej się stało? – zapytał Liam. Wziąłem laptopa na ekranie było zdjęcie Zayn. Pokazałem to Liamowi- chyba muszę z nim pogadać
- idę zobaczyć co robi
Wszedłem do jej pokoju widziałem jak się pakuje
- wyjdź – powiedziała drżącym głosem
- chcesz żebym z nim pogadał
- nie – podszedłem do niej i zobaczyłem że płacze – idź się pakować jutro rano lecimy
-----------------------------
Dziękuję wszystkim za komentarze. :**
Pozdrawiam:**
- cześć
- hej
- yyy mógłbyś przyjechać na chwile do mnie
- spoko zaraz będę
Pobiegłam na górę do Liama
- cześć
- hej jak się czujesz ?
- średnio.
- co tam?- Zapytał. Ja usiadłam obok niego na łóżku
- nie przeszkadza ci że tak dużo czasu spędzam z twoimi kolegami?
- nie no co ty – uśmiechnął się i mnie przytulił.
- to dobrze. – usłyszałam dzwonek do drzwi i pobiegłam na dół. Gdy stanęłam przed drzwiami znowu mi się zakręciło w głowie. Otworzyłam drzwi
- wejdź – poszedł do salonu a ja poszłam zrobić herbatę
- przepraszam za wczoraj – położyłam mu herbatę na stoliku
- nic się nie stało – uśmiechnął się – jak tam głowa
- źle – zaśmiałam się – jutro lecę po siostrę do Francji
- i kiedy wrócisz ?
- nie wiem – podniosłam się z kanapy i znowu zakręciło mi się w głowie i upadłam słyszałam tylko jak Louis woła Liama. Po chwili już wszystko było dobrze.
- zaraz przyjdę – powiedział Liam i poszedł do swojego pokoju
- chcesz jechać ze mną do Francji ? – uśmiechnęłam się
- na pewno chcesz? – pokiwałam głową że tak - A co z Zaynem? – ja nic nie odpowiadałam
- pokłóciliście się ?
- nie wiem nie odzywa się w ogóle. Dzwoniłam do niego ale nie odbierał.
Po chwili Liam przyszedł do nas z laptopem
- daj mi na chwilę – powiedziałam a on mi podał laptopa. Posprawdzałam trochę stron z plotkami. Nagle zobaczyłam zdjęcie Zayna. Bez zastanowienia weszłam i zobaczyłam te zdjęcia z wczoraj:klik klik klik więcej nie musiałam czytać położyłam laptopa na stoliku i poszłam do swojego pokoju.
OCZAMI LOUISA
-co jej się stało? – zapytał Liam. Wziąłem laptopa na ekranie było zdjęcie Zayn. Pokazałem to Liamowi- chyba muszę z nim pogadać
- idę zobaczyć co robi
Wszedłem do jej pokoju widziałem jak się pakuje
- wyjdź – powiedziała drżącym głosem
- chcesz żebym z nim pogadał
- nie – podszedłem do niej i zobaczyłem że płacze – idź się pakować jutro rano lecimy
-----------------------------
Dziękuję wszystkim za komentarze. :**
Pozdrawiam:**
***oczami Jenn***
-Boże! Gdzie on jest!!??-zawołałam z łzami widząc na korytarzu chłopaków z Leti, Klaudią oraz Nicol
-uspokój się-poprosił Zayn podchodząc do mnie
-nie uspokajaj!!!-wrzasnęłam bez radnie-gdzie on jest!!??
-w sali lekarz z nim jest-wyjaśnił po chwili kładąc mi dłonie na ramionach, bez słowa ominęłam go śpiesząc się do sali
-nie wchodź!-zawołał Louis łapiąc mnie za łokieć
-puść mnie Louis!-wrzasnąłem
-proszę o spokój, krzyki w niczym nie pomogą-wtrącił się doktor Zaltzman
-co z nim?-zapytałam wyrywając rękę z uścisku Lou
-stan stabilny lecz nie zadowalający-wyznał lekarz zamykając drzwi
-a jaśniej-wtrącił Harry podchodząc z bliżej z resztą
-a kim są państwo dla pacjenta??
-co!?-zapytaliśmy wszyscy
-wybaczcie, procedury-wyznał lekarz
-tam leży mój na wpółżywy chłopak a pan wyskakuje z procedurami??-zawołałam ledwo łapiąc oddech
-Jenn wiesz że nie wolno się denerwować-zmienił temat lekarz
-to niech mnie pan do niego!! wpuści bo sama wejdę-zawołałam ignorując ból w okolicach serca
-proszę wchodź tylko nie pozwalaj mu mówić cokolwiek-ostrzegł lekarz z chodząc mi z drogi. Wykorzystując okazję szybko przemknęłam do pokoju Liam’a leżącego spokojnie na łóżku. Był cały blady podłączony do tysiąca przewodów podłączających do różnych lekarskich maszyn które już widziałam.
-Jenn-szepną cichym zachrypłym głosem
-ciii-ucieszyłam go jednocześnie pochylając się nad nim.
-przepraszam-wyraźnie oczy się zeszkliły.
-nic nie mów-poprosiłam a moja łezka kapnęła mu na policzek.
-Jenn, naprawdę…- zaczął ale nie pozwoliłam mu skończyć chodź ten jeden raz zrobiłam to co on robił za każdym razem pocałowałam go nie mając wyboru. Wiedziałam że jak tego nie zrobię on nie przestanie się tłumaczyć- już jest w porządku -zapewniłam z zamkniętymi oczami oparta o jego czoło, czołem.
-nie jest-zaprzeczył szeptem.-nic nie jest-powtórzył po czym zasną.
***oczami Nicol***
-tylko nic na razie nie mówcie Jenn-ostrzegł lekarz-sama nie jest w najlepszym stanie
-jak to??-zapytał Zayn
-sama wam powie-odparł lekarz-tajemnica lekarska-wyjaśnił- mam dwie dobrą i złą wiadomość-zaczął lekarz-dobra to to że kierowca zahamował w ostatniej chwili i nie doszło do żadnych obrażeń
- a zła?-zapytałam
-chłopak przesadził z alkoholem tym samym uszkadzając w dużym stopniu nerkę i…. i jeśli w ciągu 48godzin nie znajdzie się nowa nerka chłopak ma nikłe szanse na przeżycie…-wyjaśnił lekarz
-nie-za pleców doktora dobiegł nas głos załamanej Jenn
***oczami Jay’a***
-dobry wieczór, czy zastałem Jenn, nie odbiera telefonu??-zapytałem zawstydzony rozmową z mamą Jenn
-ona.. ona jest w szpitalu-wyznała i wtedy przestałem kontaktować
***oczami Jenn***
-nie! to nie może być prawdą!-zaczęłam wypierać prawdę z świadomości
-Jenn nic mu nie będzie-uspokajał Zayn
-on umiera-spojrzałam błagalnie w oczy chłopaka mogąc że powtórzy słowa nie zrobił tego- jaka jest kolejka do nerki-zapytałam chłodno przenosząc wzrok na lekarza.
-Jenn znasz realia, jeśli nie znajdziemy w tym krótkim czasie dawcy wśród bliskich to..-przerwał
-tym bardziej nie ma sensu lista-dokończyłam czując kolejny potok łez na policzkach
-wśród bliski??-zapytał Lou-ja ja się zgłaszam-dodał
-i ja-zawołał Harry
-ha też-dodał Zayn z Naill’em
-ja-szepnęłam nie uginając się pod wzrokiem otaczających mnie ludzi
- wiesz że nie możesz-wyznał lekarz
-czemu nie w końcu mam chore serce a nie nerki-zapytałam
-nie możesz tak nadwyrężać organizmu-wyznał lekarz
-nadwyrężać??! Więc jest to możliwe?? Nawet przy moim stanie
-teoretycznie-przyznał-pod warunkiem że zgodziła byś się zostać rośliną-dodał
-rośliną??!-zapytała Nicol
-zero wysiłku pod jakąkolwiek postacią, długich spacerów, pracy, a może nawet i szkoły, ciągłe siedzenie w domu ciągła ścisła dieta, leki,
-zgadam się
-wiesz na co się decydujesz??-zapytał Zaltzman
-tak wiem
-a my?? Badania??-zapytał Naill
-możemy zrobić wam badania jeśli nic z tego Jenn za zgodą odda nerkę-wyznał lekarz
-a jej badania??-zapytała Leti
-znam na wylot, z wyjątkiem serca nie ma przeciw wskazań-wyznał
-to na co czeka my??-zapytał Harry-chodźmy robić badania-dodał
-my tez idziemy-wyznała Leti porozumiewając się z Klaudią i Nicol
- to ja pójdę do niego- wyznałam wstając z krzesła po czym odeszłam
-Jenn!!-zawołał znajomy głos gdy już miałam odejść-Jenn martwiłem się o ciebie-wyjaśnił Jay wieszając mi się na szyi
-co ty tu robisz??-zapytałam cofając się
-właśnie przyjechałem do domu na trzy ale nie odbierałaś a później jak zadzwoniłem do domu twoja mama powiedziała że jesteś w szpitalu więc przyjechałem co się stało??
-Liam.. on-znów zaczęłam płakać
-jest chory-wyjaśniła Niki
-jak to co mu jest??-zapytał chłopak
-potrzebuje nowej nerki-wyznałam ledwo powstrzymując się od płaczu
-to wy sobie wyjaśniaj a my idziemy robić badania-wtrącił lekarz odchodząc z przyjaciółmi
(Pół godziny później)
-i jak wyniki doktorze??-zapytałam wstając
-nie dobrze-wyznał stajać przede mną- żadnej zgodności
-więc ja będę musiała..-zaczęłam czując lekką dumne że to ja uratuję Lim
-co!? nie możesz!!-wtrącił się Jay stając obok mnie
-dobra ide powiedzieć reszcie-zostawił nas samych
-a co?? mam pozwolić mu umrzeć??-zapytała
-Jenn, kochasz go??-zapytał po chwili milczenia
-jeszcze pytasz??-zdenerwowałam się jego pytanie
-tylko tyle chciałem wiedzieć-wyznał wyjmując z tylnej kieszeni kartkę-wiesz odebrałem dzisiaj wyniki –wyznał patrząc na złożoną kartkę A4
-co chcesz zrobić??-zapytałam
-uratować go-wyznał
-a szkoła??! Stypendium sportowe??! Nie możesz!-zabroniłam jednocześnie czując ulgę
-a co mam pozwolić ci umrzeć??-zapytał z uśmiechem- z jedną nerką tez mogę grać-wyznał odchodząc
-Jay!-zawołałam ale nie słuchał
-Boże! Gdzie on jest!!??-zawołałam z łzami widząc na korytarzu chłopaków z Leti, Klaudią oraz Nicol
-uspokój się-poprosił Zayn podchodząc do mnie
-nie uspokajaj!!!-wrzasnęłam bez radnie-gdzie on jest!!??
-w sali lekarz z nim jest-wyjaśnił po chwili kładąc mi dłonie na ramionach, bez słowa ominęłam go śpiesząc się do sali
-nie wchodź!-zawołał Louis łapiąc mnie za łokieć
-puść mnie Louis!-wrzasnąłem
-proszę o spokój, krzyki w niczym nie pomogą-wtrącił się doktor Zaltzman
-co z nim?-zapytałam wyrywając rękę z uścisku Lou
-stan stabilny lecz nie zadowalający-wyznał lekarz zamykając drzwi
-a jaśniej-wtrącił Harry podchodząc z bliżej z resztą
-a kim są państwo dla pacjenta??
-co!?-zapytaliśmy wszyscy
-wybaczcie, procedury-wyznał lekarz
-tam leży mój na wpółżywy chłopak a pan wyskakuje z procedurami??-zawołałam ledwo łapiąc oddech
-Jenn wiesz że nie wolno się denerwować-zmienił temat lekarz
-to niech mnie pan do niego!! wpuści bo sama wejdę-zawołałam ignorując ból w okolicach serca
-proszę wchodź tylko nie pozwalaj mu mówić cokolwiek-ostrzegł lekarz z chodząc mi z drogi. Wykorzystując okazję szybko przemknęłam do pokoju Liam’a leżącego spokojnie na łóżku. Był cały blady podłączony do tysiąca przewodów podłączających do różnych lekarskich maszyn które już widziałam.
-Jenn-szepną cichym zachrypłym głosem
-ciii-ucieszyłam go jednocześnie pochylając się nad nim.
-przepraszam-wyraźnie oczy się zeszkliły.
-nic nie mów-poprosiłam a moja łezka kapnęła mu na policzek.
-Jenn, naprawdę…- zaczął ale nie pozwoliłam mu skończyć chodź ten jeden raz zrobiłam to co on robił za każdym razem pocałowałam go nie mając wyboru. Wiedziałam że jak tego nie zrobię on nie przestanie się tłumaczyć- już jest w porządku -zapewniłam z zamkniętymi oczami oparta o jego czoło, czołem.
-nie jest-zaprzeczył szeptem.-nic nie jest-powtórzył po czym zasną.
***oczami Nicol***
-tylko nic na razie nie mówcie Jenn-ostrzegł lekarz-sama nie jest w najlepszym stanie
-jak to??-zapytał Zayn
-sama wam powie-odparł lekarz-tajemnica lekarska-wyjaśnił- mam dwie dobrą i złą wiadomość-zaczął lekarz-dobra to to że kierowca zahamował w ostatniej chwili i nie doszło do żadnych obrażeń
- a zła?-zapytałam
-chłopak przesadził z alkoholem tym samym uszkadzając w dużym stopniu nerkę i…. i jeśli w ciągu 48godzin nie znajdzie się nowa nerka chłopak ma nikłe szanse na przeżycie…-wyjaśnił lekarz
-nie-za pleców doktora dobiegł nas głos załamanej Jenn
***oczami Jay’a***
-dobry wieczór, czy zastałem Jenn, nie odbiera telefonu??-zapytałem zawstydzony rozmową z mamą Jenn
-ona.. ona jest w szpitalu-wyznała i wtedy przestałem kontaktować
***oczami Jenn***
-nie! to nie może być prawdą!-zaczęłam wypierać prawdę z świadomości
-Jenn nic mu nie będzie-uspokajał Zayn
-on umiera-spojrzałam błagalnie w oczy chłopaka mogąc że powtórzy słowa nie zrobił tego- jaka jest kolejka do nerki-zapytałam chłodno przenosząc wzrok na lekarza.
-Jenn znasz realia, jeśli nie znajdziemy w tym krótkim czasie dawcy wśród bliskich to..-przerwał
-tym bardziej nie ma sensu lista-dokończyłam czując kolejny potok łez na policzkach
-wśród bliski??-zapytał Lou-ja ja się zgłaszam-dodał
-i ja-zawołał Harry
-ha też-dodał Zayn z Naill’em
-ja-szepnęłam nie uginając się pod wzrokiem otaczających mnie ludzi
- wiesz że nie możesz-wyznał lekarz
-czemu nie w końcu mam chore serce a nie nerki-zapytałam
-nie możesz tak nadwyrężać organizmu-wyznał lekarz
-nadwyrężać??! Więc jest to możliwe?? Nawet przy moim stanie
-teoretycznie-przyznał-pod warunkiem że zgodziła byś się zostać rośliną-dodał
-rośliną??!-zapytała Nicol
-zero wysiłku pod jakąkolwiek postacią, długich spacerów, pracy, a może nawet i szkoły, ciągłe siedzenie w domu ciągła ścisła dieta, leki,
-zgadam się
-wiesz na co się decydujesz??-zapytał Zaltzman
-tak wiem
-a my?? Badania??-zapytał Naill
-możemy zrobić wam badania jeśli nic z tego Jenn za zgodą odda nerkę-wyznał lekarz
-a jej badania??-zapytała Leti
-znam na wylot, z wyjątkiem serca nie ma przeciw wskazań-wyznał
-to na co czeka my??-zapytał Harry-chodźmy robić badania-dodał
-my tez idziemy-wyznała Leti porozumiewając się z Klaudią i Nicol
- to ja pójdę do niego- wyznałam wstając z krzesła po czym odeszłam
-Jenn!!-zawołał znajomy głos gdy już miałam odejść-Jenn martwiłem się o ciebie-wyjaśnił Jay wieszając mi się na szyi
-co ty tu robisz??-zapytałam cofając się
-właśnie przyjechałem do domu na trzy ale nie odbierałaś a później jak zadzwoniłem do domu twoja mama powiedziała że jesteś w szpitalu więc przyjechałem co się stało??
-Liam.. on-znów zaczęłam płakać
-jest chory-wyjaśniła Niki
-jak to co mu jest??-zapytał chłopak
-potrzebuje nowej nerki-wyznałam ledwo powstrzymując się od płaczu
-to wy sobie wyjaśniaj a my idziemy robić badania-wtrącił lekarz odchodząc z przyjaciółmi
(Pół godziny później)
-i jak wyniki doktorze??-zapytałam wstając
-nie dobrze-wyznał stajać przede mną- żadnej zgodności
-więc ja będę musiała..-zaczęłam czując lekką dumne że to ja uratuję Lim
-co!? nie możesz!!-wtrącił się Jay stając obok mnie
-dobra ide powiedzieć reszcie-zostawił nas samych
-a co?? mam pozwolić mu umrzeć??-zapytała
-Jenn, kochasz go??-zapytał po chwili milczenia
-jeszcze pytasz??-zdenerwowałam się jego pytanie
-tylko tyle chciałem wiedzieć-wyznał wyjmując z tylnej kieszeni kartkę-wiesz odebrałem dzisiaj wyniki –wyznał patrząc na złożoną kartkę A4
-co chcesz zrobić??-zapytałam
-uratować go-wyznał
-a szkoła??! Stypendium sportowe??! Nie możesz!-zabroniłam jednocześnie czując ulgę
-a co mam pozwolić ci umrzeć??-zapytał z uśmiechem- z jedną nerką tez mogę grać-wyznał odchodząc
-Jay!-zawołałam ale nie słuchał
Biegnę. Nie potrafię się zatrzymać. Coś karze mi biec. Nawet nie, nie nazwałabym to bieganiem. Raczej ucieczką.
Tak, uciekałam przed kimś, lub czymś. Co to było? Nie wiem.
W pewnym momencie to samo coś co kazało mi biec zatrzymało mnie. Ze zmęczenia padłam na ziemie, wtedy też zauważyłam że jestem cała przemoczona, a z nieba lecą orzeźwiające krople deszczu.
Prześladowca znajdował się co raz bliżej, lecz ja nie mogłam wstać. Próbowałam ze wszelkich sił się podnieść, lecz nie mogłam.
Był już tuż o krok. Na tyle blisko, że widziałam zarys jego muskularnej sylwetki, co pomogła mi też ujrzeć jego mokra i przylegająca do ciała koszulka. Zatrzymał się. Złapał mnie za ramiona i podniósł.
Wtedy też zobaczyłam jego oczy - były czarne. Dużo ciemniejsze niż noc, która nas otaczała. Poczułam dreszcz...
W tym momencie zabrzmiał przerażająco głośno budzik. Ze strachem obejrzałam mój pokój. Tak, to był tylko zły sen. Sen który powtarza się co noc od roku. Czemu wciąż budzę się z potem na czole?Zerknęłam ponownie na zegarek. Jest godzina 6.00. Dzień 1 września. Pierwszy dzień w liceum w Elmwood Spring w stanie Waszyngton.
Za oknem słońce budziło się do życia, a jego zaspane promienie delikatnie oświecały mój jasny pokój. Na dworze nie było zbyt ciepło... Oh, już odczuwam brak ciepły klimatów Los Angeles.
Spojrzałam w lustro. Czuję się inaczej, jak nie ja. Jak inna osoba. Lecz wyglądam tak samo, te same kasztanowe włosy i lazurowe oczy. Oddaliłam się nieco. Wzrost też się nie zmienił. Cięgle ten same 160 cm. Stanęłam na wagę. Też bez zmian, 47 kg. Lecz w sercu wiedziałam, że od dzisiaj jestem już inną Nathalie, nie tą sierotą z Los Angeles bez przyjaciół. Teraz wiem, że mogę wszystko zacząć od nowa, wszystko zależy ode mnie i od tego jak je ułożę. Mogę nawet być KIMŚ. Nie jakąś szarą myszką, które jej imię ludzie nawet nie starają się zapamiętać. Tylko dziewczyną która nie może odpędzić się od znajomych z imieniem które KAŻDY chce i pamięta. Tak, ta teza mnie pocieszała. Z pośpiechem ubrałam się. Postawiłam na krótką spódniczkę w różowo-beżowe kwiatki z brązowym paskiem i biały top. Zarzuciłam łososiowy rozpinany na guziki sweterek i założyłam białe balerinki. Moje kasztanowe włosy rozpuściłam. Lekkie loki sięgały mi pasa. Zarzuciłam torbę i wyszłam z domu.
Weszłam do mojej starej czarnej furgonetki. Odpaliłam ją. Jej warkot ocucił mnie troszkę i zrzucił z mojej zaspanych oczu resztkę snu.
Niepewnie nacisnęłam gaz. Wiem, że od tego momentu moje życie całkowicie ulegnie zmianom. Nic już nie będzie jak dotychczas. Ruszyłam...
I jak podoba się ? Pisać dalej czy raczej sobie odpuścić? :)
Tak, uciekałam przed kimś, lub czymś. Co to było? Nie wiem.
W pewnym momencie to samo coś co kazało mi biec zatrzymało mnie. Ze zmęczenia padłam na ziemie, wtedy też zauważyłam że jestem cała przemoczona, a z nieba lecą orzeźwiające krople deszczu.
Prześladowca znajdował się co raz bliżej, lecz ja nie mogłam wstać. Próbowałam ze wszelkich sił się podnieść, lecz nie mogłam.
Był już tuż o krok. Na tyle blisko, że widziałam zarys jego muskularnej sylwetki, co pomogła mi też ujrzeć jego mokra i przylegająca do ciała koszulka. Zatrzymał się. Złapał mnie za ramiona i podniósł.
Wtedy też zobaczyłam jego oczy - były czarne. Dużo ciemniejsze niż noc, która nas otaczała. Poczułam dreszcz...
W tym momencie zabrzmiał przerażająco głośno budzik. Ze strachem obejrzałam mój pokój. Tak, to był tylko zły sen. Sen który powtarza się co noc od roku. Czemu wciąż budzę się z potem na czole?Zerknęłam ponownie na zegarek. Jest godzina 6.00. Dzień 1 września. Pierwszy dzień w liceum w Elmwood Spring w stanie Waszyngton.
Za oknem słońce budziło się do życia, a jego zaspane promienie delikatnie oświecały mój jasny pokój. Na dworze nie było zbyt ciepło... Oh, już odczuwam brak ciepły klimatów Los Angeles.
Spojrzałam w lustro. Czuję się inaczej, jak nie ja. Jak inna osoba. Lecz wyglądam tak samo, te same kasztanowe włosy i lazurowe oczy. Oddaliłam się nieco. Wzrost też się nie zmienił. Cięgle ten same 160 cm. Stanęłam na wagę. Też bez zmian, 47 kg. Lecz w sercu wiedziałam, że od dzisiaj jestem już inną Nathalie, nie tą sierotą z Los Angeles bez przyjaciół. Teraz wiem, że mogę wszystko zacząć od nowa, wszystko zależy ode mnie i od tego jak je ułożę. Mogę nawet być KIMŚ. Nie jakąś szarą myszką, które jej imię ludzie nawet nie starają się zapamiętać. Tylko dziewczyną która nie może odpędzić się od znajomych z imieniem które KAŻDY chce i pamięta. Tak, ta teza mnie pocieszała. Z pośpiechem ubrałam się. Postawiłam na krótką spódniczkę w różowo-beżowe kwiatki z brązowym paskiem i biały top. Zarzuciłam łososiowy rozpinany na guziki sweterek i założyłam białe balerinki. Moje kasztanowe włosy rozpuściłam. Lekkie loki sięgały mi pasa. Zarzuciłam torbę i wyszłam z domu.
Weszłam do mojej starej czarnej furgonetki. Odpaliłam ją. Jej warkot ocucił mnie troszkę i zrzucił z mojej zaspanych oczu resztkę snu.
Niepewnie nacisnęłam gaz. Wiem, że od tego momentu moje życie całkowicie ulegnie zmianom. Nic już nie będzie jak dotychczas. Ruszyłam...
I jak podoba się ? Pisać dalej czy raczej sobie odpuścić? :)
Przekroczyć bólu granice...
Zapomnieć o zmartwieniach, problemach
Być w miejscu, gdzie jest się samemu
Chciałabym z góry patrzeć tam
Jak wszyscy reagujecie.. na wiadomość...
mojego odejścia...
Ty czy potrafiłabyś pokochać kogoś znowu?
Czy pokochałabyś bardziej niż mnie kochałaś?
Czy myślałabyś o mnie przy kimś nowym?
Czy potrafiłabyś mnie zastąpić nową osobą?
Czy wspomniałabyś kiedyś dziecku gdybyś opowiadała o przeszłości?
Czy bym była przeszłością?
Czy może żyłabym nadal w Tobie w Twoim sercu?
Czy byś już w ułożonym życiu siadła na chwile i pomyślała jakby to było gdybym tu była?
Czy chodziłabyś na mój grób w rocznice mojej śmierci i nie tylko?
Czy istniałabym w Twojej codzienności?
Czy byś pousuwała moje zdjęcia?
Czy ściągnęłabyś łańcuszek ode mnie z moją literka i połówką serduszka przypominający Ci mnie?
Czy chciałąbyś pozbyc się wszystkiego co kojarzy Ci się ze mną?
I po prostu zapomnieć?
Zapomnieć o zmartwieniach, problemach
Być w miejscu, gdzie jest się samemu
Chciałabym z góry patrzeć tam
Jak wszyscy reagujecie.. na wiadomość...
mojego odejścia...
Ty czy potrafiłabyś pokochać kogoś znowu?
Czy pokochałabyś bardziej niż mnie kochałaś?
Czy myślałabyś o mnie przy kimś nowym?
Czy potrafiłabyś mnie zastąpić nową osobą?
Czy wspomniałabyś kiedyś dziecku gdybyś opowiadała o przeszłości?
Czy bym była przeszłością?
Czy może żyłabym nadal w Tobie w Twoim sercu?
Czy byś już w ułożonym życiu siadła na chwile i pomyślała jakby to było gdybym tu była?
Czy chodziłabyś na mój grób w rocznice mojej śmierci i nie tylko?
Czy istniałabym w Twojej codzienności?
Czy byś pousuwała moje zdjęcia?
Czy ściągnęłabyś łańcuszek ode mnie z moją literka i połówką serduszka przypominający Ci mnie?
Czy chciałąbyś pozbyc się wszystkiego co kojarzy Ci się ze mną?
I po prostu zapomnieć?






