Nie no... ja znów o piłce :D
byliśmy dzisiaj na boisku :P
ale tym razem już inaczej było bo mniej nas i wgl.
Głupiej...
mendy na koniec starsze wywalili nam piłkę do kontenera....
prze cipy :D
ale nie o tym...
Wczoraj miałem rozpoczęcie w szkole ale także i muzycznej...
pierwszy rok :D
Akordeon...
fajny instrument moim zdaniem
nie trzeba wzmacniaczy ani nic mocniej pociągniesz miechem i jest :P
a do tego można na nim zagrać różnie :)
Ale jak wracałem to padał deszcz...
cały dzień...
no i szedłem chodnikiem
wspomnę że byłem suchy...
do czasu :/
Jakiś huj jechał i wpierdolił się w tak wielką kaużę koło chodnika że od góry na dół byłem cały mokry,
a zaraz za nim drugi :/
tak że kompletnie mokry byłem... od głowy do stóp...
jaki byłem wkurwiony to nie da się tego opisać...
jeszcze dodatkowo kilka aut mnie ochlapało ale to już nie było tak złe...
Jeszcze jak by tego było mało potem złamał mi się parasol... próbowałem z nim iść ale się nie dało :/
no to walnąłem z pięści ze złości i połamały się kolejne 3 druty... potem walnąłem nim o ziemię i złamałem na pół... xD
i w kosz :P
Nie no ale to była furia doskonała :P
założyłem kaptur i szedłem dalej :D
ten parasol był do niczego i przewidywałem że na takim deszczu mi się złamie...
dzisiaj też byłem w szkole muzycznej już pierwsza lekcja praktyczna i nawet nawet było :)
Ale mam tak 3 dni w tyg (bo już nie dało się mnie wcisnąć żebym tyle nie chodził)
w śr 2 godz. teorii
a w pon i we czwartek po godz praktyki
(powinienem mieć 2 godz w jednym dniu ale jak wspomniałem wsześniej nie udało się...)
tak więc nic po za tym się nie działo...
aa no i w szkole u nas jest ten nowy ale jest taki sobie...
szczerze go jeszcze dobrze nie poznaliśmy bo to dopiero 1 dzień :D
byliśmy dzisiaj na boisku :P
ale tym razem już inaczej było bo mniej nas i wgl.
Głupiej...
mendy na koniec starsze wywalili nam piłkę do kontenera....
prze cipy :D
ale nie o tym...
Wczoraj miałem rozpoczęcie w szkole ale także i muzycznej...
pierwszy rok :D
Akordeon...
fajny instrument moim zdaniem
nie trzeba wzmacniaczy ani nic mocniej pociągniesz miechem i jest :P
a do tego można na nim zagrać różnie :)
Ale jak wracałem to padał deszcz...
cały dzień...
no i szedłem chodnikiem
wspomnę że byłem suchy...
do czasu :/
Jakiś huj jechał i wpierdolił się w tak wielką kaużę koło chodnika że od góry na dół byłem cały mokry,
a zaraz za nim drugi :/
tak że kompletnie mokry byłem... od głowy do stóp...
jaki byłem wkurwiony to nie da się tego opisać...
jeszcze dodatkowo kilka aut mnie ochlapało ale to już nie było tak złe...
Jeszcze jak by tego było mało potem złamał mi się parasol... próbowałem z nim iść ale się nie dało :/
no to walnąłem z pięści ze złości i połamały się kolejne 3 druty... potem walnąłem nim o ziemię i złamałem na pół... xD
i w kosz :P
Nie no ale to była furia doskonała :P
założyłem kaptur i szedłem dalej :D
ten parasol był do niczego i przewidywałem że na takim deszczu mi się złamie...
dzisiaj też byłem w szkole muzycznej już pierwsza lekcja praktyczna i nawet nawet było :)
Ale mam tak 3 dni w tyg (bo już nie dało się mnie wcisnąć żebym tyle nie chodził)
w śr 2 godz. teorii
a w pon i we czwartek po godz praktyki
(powinienem mieć 2 godz w jednym dniu ale jak wspomniałem wsześniej nie udało się...)
tak więc nic po za tym się nie działo...
aa no i w szkole u nas jest ten nowy ale jest taki sobie...
szczerze go jeszcze dobrze nie poznaliśmy bo to dopiero 1 dzień :D
02.09.2010 o godz. 22:33
komentuj (0)
Byłam dzisiaj w Powiecie hehe ale to mało ważne;>
Nio więc mama wygoniła mnie na dwór zadzwoniłam więc jak zawsze do Krzyska żeby poszedł ze mną na spacer a on mi wypala że na Gryzbach jest myślałam że pękne ze śmiechu no i tak gadka szmatka on zbieral te grzyby ja musiałam sie rozłaczyc. Za chwile dostaje sms od niego "zadzwon do mnie" no i oczywiscie tak zrobilam i zaczęło się:
-co sie stało =pytam grzecznie
on odpowiada
-chlopaki mi usikli i sie zgubiłem
-jak to ci uciekli= pytam
-no bo wyzywałem ich od gamoniów a na dodatek koszyk mi sie złamał i szukam sznurka
-sznurka?? to gdzie ty jestes
-w lesie
-gdzie ty k*urwa w lesie sznurek znajdziesz??
-nie wiem szukam i nie wiem gdzie isc pomóż mi nogi mnie bolą pic mi sie chce
Ja ze zmartwienie pytam się go;
-to ile ty na tych grzybach jestes?? ile juz ich masz?? i gdzie poszliscie na te grzyby
On do mnie
-No jestem jakies 20 minut, no mam 4 grzyby, za osiedle l********
-i juz cie nogi bola ?? idz w strone wieży.
No i zrobil tak jak mu kazalam za chwile sie pyta
-i gdzie dalej mam isc sa dwie drogi piaskowa i żużel
-idź żużlem
I W końcu doszedl zaczą sie rozbierać sciagna buty oczywiscie przyszedl bez koszyka bo wyrzucił go po drodze, Szedł na boso do domu. Ludzie sie na niego patrzyli a ja miałam niezly ubaw!!!!
KRZYSIU TY GAMONIU:***!!!:***
Nio więc mama wygoniła mnie na dwór zadzwoniłam więc jak zawsze do Krzyska żeby poszedł ze mną na spacer a on mi wypala że na Gryzbach jest myślałam że pękne ze śmiechu no i tak gadka szmatka on zbieral te grzyby ja musiałam sie rozłaczyc. Za chwile dostaje sms od niego "zadzwon do mnie" no i oczywiscie tak zrobilam i zaczęło się:
-co sie stało =pytam grzecznie
on odpowiada
-chlopaki mi usikli i sie zgubiłem
-jak to ci uciekli= pytam
-no bo wyzywałem ich od gamoniów a na dodatek koszyk mi sie złamał i szukam sznurka
-sznurka?? to gdzie ty jestes
-w lesie
-gdzie ty k*urwa w lesie sznurek znajdziesz??
-nie wiem szukam i nie wiem gdzie isc pomóż mi nogi mnie bolą pic mi sie chce
Ja ze zmartwienie pytam się go;
-to ile ty na tych grzybach jestes?? ile juz ich masz?? i gdzie poszliscie na te grzyby
On do mnie
-No jestem jakies 20 minut, no mam 4 grzyby, za osiedle l********
-i juz cie nogi bola ?? idz w strone wieży.
No i zrobil tak jak mu kazalam za chwile sie pyta
-i gdzie dalej mam isc sa dwie drogi piaskowa i żużel
-idź żużlem
I W końcu doszedl zaczą sie rozbierać sciagna buty oczywiscie przyszedl bez koszyka bo wyrzucił go po drodze, Szedł na boso do domu. Ludzie sie na niego patrzyli a ja miałam niezly ubaw!!!!
KRZYSIU TY GAMONIU:***!!!:***
02.09.2010 o godz. 22:14
Ekhem , powracam jako iż przypomniał mi się mój bloblo i jakoś za nim zatęskniłam . Nie będę pisać często , ponieważ zaczął się rok szkolny , a ja nadal zastanawiam się do jakiego kółka się zapisać ;D. Mam nadzieje , że jeszcze o mnie pamiętacie .
Ruda reaktywacja .
Ruda reaktywacja .
02.09.2010 o godz. 22:10
- Dwa.
- Trzy.
- Dwa.
- Trzy.
- Dwa!
- Trzy i pół.
Jerico oderwała wzrok od oczu mężczyzny siedzącego naprzeciw niej i chwyciła za kufel piwa.
- Niech będzie – przystała w końcu. – Trzy litry.
Siedzieli w lokalu „Stara Babcia” w piwnicach ulicy Monroe Street i negocjowali warunki przedziwnej umowy, w której każda ze stron miała do wykonania teoretycznie niewykonywalne zadania.
Czarujący Mike uśmiechnął się uroczo.
- W takim układzie, do końca miesiąca powinno być po robocie.
Obserwowała, jak pociąga zdrowy łyk niezidentyfikowanej, dymiącej cieczy z kubka w groszki.
- Wiesz, czym jestem – stwierdziła. – I wiesz, jakie zdolności ma moja krew. W takim razie, kim ty jesteś?
Odstawił delikatnie naczynie na ceratę blatu i strzepnął długimi palcami.
- To jedno z tych pytań, moja droga Jerico – mrugnął okiem – na które jeśli nie znasz odpowiedzi, to nawet najbardziej wyczerpująca odpowiedź nie da ci… – w tej chwili obok ich stolika przeszła zgrabna kelnerka i przez moment zawiesił wzrok na wysokości jej dekoltu, po czym na powrót zwrócił się ku Jerico – satysfakcjonującej odpowiedzi.
- Aha – powiedziała tylko, z braku sensowniejszej odpowiedzi. – I to wszystko, czego ode mnie oczekujesz w zamian za naprawę broni?
Postukał się teatralnym gestem po brodzie, najwyraźniej w głębokiej zadumie, by w końcu powiedzieć cicho:
- Właściwie! – kocim ruchem przeniósł się na kanapę, na której siedziała – jest coś, co mogłabyś dla mnie jeszcze zrobić.
Przezornie odsunęła się w stronę krawędzi ławy i spojrzała na niego powątpiewająco:
- Czyli?
Przybliżył się do niej jeszcze bardziej, tak, że teraz niemal stykali się biodrami. Zbliżył swoją twarz (przystojną, ale zniszczoną twarz, jak zarejestrowały oczy Jerico) do jej i głosem, który w zamierzeniu miał być uwodzicielski, a w rzeczywistości był zbyt pewny siebie żeby należał do uwodziciela, powiedział:
- Jesteś bardzo ładna – jeden z krzyży na jego uchu zamigotał w przyciemnionym blasku lampy nad ich miejscem, kiedy musnął wskazującym palcem jej dolną wargę. – Mogłabyś wykorzystać swój potencjał, na przykład…
Zmarszczyła nos, kiedy jej twarz owiał jego nieświeży oddech.
- Łapy z daleka! – poderwała się z miejsca.
Roześmiał się głośno.
- Potraktuj to jako żart – upił kolejny łyk zielonej breji i obrzucił ją zdziwionym spojrzeniem, jakby zastanawiał się, co jeszcze przy nim robi – no, już – machnął ręką – uciekaj, oczekuję gościa.
Prychnęła.
- Do końca miesiąca, Czarujący – powiedziała na odchodnym. Cofnęła się jeszcze, żeby upić łyk ze swojego kufla i wbiegła po schodach prosto w mroźny wieczór.
- Czekałem na ciebie - usłyszała.
- Trzy.
- Dwa.
- Trzy.
- Dwa!
- Trzy i pół.
Jerico oderwała wzrok od oczu mężczyzny siedzącego naprzeciw niej i chwyciła za kufel piwa.
- Niech będzie – przystała w końcu. – Trzy litry.
Siedzieli w lokalu „Stara Babcia” w piwnicach ulicy Monroe Street i negocjowali warunki przedziwnej umowy, w której każda ze stron miała do wykonania teoretycznie niewykonywalne zadania.
Czarujący Mike uśmiechnął się uroczo.
- W takim układzie, do końca miesiąca powinno być po robocie.
Obserwowała, jak pociąga zdrowy łyk niezidentyfikowanej, dymiącej cieczy z kubka w groszki.
- Wiesz, czym jestem – stwierdziła. – I wiesz, jakie zdolności ma moja krew. W takim razie, kim ty jesteś?
Odstawił delikatnie naczynie na ceratę blatu i strzepnął długimi palcami.
- To jedno z tych pytań, moja droga Jerico – mrugnął okiem – na które jeśli nie znasz odpowiedzi, to nawet najbardziej wyczerpująca odpowiedź nie da ci… – w tej chwili obok ich stolika przeszła zgrabna kelnerka i przez moment zawiesił wzrok na wysokości jej dekoltu, po czym na powrót zwrócił się ku Jerico – satysfakcjonującej odpowiedzi.
- Aha – powiedziała tylko, z braku sensowniejszej odpowiedzi. – I to wszystko, czego ode mnie oczekujesz w zamian za naprawę broni?
Postukał się teatralnym gestem po brodzie, najwyraźniej w głębokiej zadumie, by w końcu powiedzieć cicho:
- Właściwie! – kocim ruchem przeniósł się na kanapę, na której siedziała – jest coś, co mogłabyś dla mnie jeszcze zrobić.
Przezornie odsunęła się w stronę krawędzi ławy i spojrzała na niego powątpiewająco:
- Czyli?
Przybliżył się do niej jeszcze bardziej, tak, że teraz niemal stykali się biodrami. Zbliżył swoją twarz (przystojną, ale zniszczoną twarz, jak zarejestrowały oczy Jerico) do jej i głosem, który w zamierzeniu miał być uwodzicielski, a w rzeczywistości był zbyt pewny siebie żeby należał do uwodziciela, powiedział:
- Jesteś bardzo ładna – jeden z krzyży na jego uchu zamigotał w przyciemnionym blasku lampy nad ich miejscem, kiedy musnął wskazującym palcem jej dolną wargę. – Mogłabyś wykorzystać swój potencjał, na przykład…
Zmarszczyła nos, kiedy jej twarz owiał jego nieświeży oddech.
- Łapy z daleka! – poderwała się z miejsca.
Roześmiał się głośno.
- Potraktuj to jako żart – upił kolejny łyk zielonej breji i obrzucił ją zdziwionym spojrzeniem, jakby zastanawiał się, co jeszcze przy nim robi – no, już – machnął ręką – uciekaj, oczekuję gościa.
Prychnęła.
- Do końca miesiąca, Czarujący – powiedziała na odchodnym. Cofnęła się jeszcze, żeby upić łyk ze swojego kufla i wbiegła po schodach prosto w mroźny wieczór.
- Czekałem na ciebie - usłyszała.
02.09.2010 o godz. 22:10
Czasami mowa serca nie przebija się przez ściany budowane przez okoliczności.
02.09.2010 o godz. 22:06
kolejny dzień. niech odchodzi.. niech następny znów da mi radość.
to takie banalne, cieszę się, że rozmawiamy, choć o nie istotne sprawy.
już nie uciekamy tak desperacko od siebie. spojrzenia, też nie uciekaj przez kilka sekund. uśmiechy..
on wciąż żyję w tej części serca, gdzie zapomnienia trwa o wiele dłużej.
ale to już nie boli, tak bardzo, że płakać się chce.
w mojej głowie coraz mniej jest gorącej tęsknoty, tudzież rozpaczy.
zbierałam się powoli. i skleiłam swoje porozłupywane części, zalizałam rany.
ale to uczucie zawsze pozostaje uczuciem. nawet wtedy kiedy wydaję sie nam, że już przemineło.
ono pozostaje, żyje. choćby zblakło wciąż bije, jakąś cząstką jasności.
poza tym już więcej nie chcę być żadnym przypadkiem. za bardzo bolało ostatnim razem, aby ryzykować ponownie.
i to wcale nie jest tak, że boję się szczęścia.
'to wcale nie jest istnienie połowiczne, niepełne, wybrakowane jak popsuty przedmiot. chodzę, mówię, śmieję się, czytam, bawię się, myślę. ale to nie tak. zawsze przychodzi moment, w którym coś mnie nagle uderza, że mało nie zwala mnie z nóg. jakaś porażająca, nagła świadomość niepełności, niekompletności, pustki. jakbym otworzyła drzwi, za którymi nic nie ma.'
to takie banalne, cieszę się, że rozmawiamy, choć o nie istotne sprawy.
już nie uciekamy tak desperacko od siebie. spojrzenia, też nie uciekaj przez kilka sekund. uśmiechy..
on wciąż żyję w tej części serca, gdzie zapomnienia trwa o wiele dłużej.
ale to już nie boli, tak bardzo, że płakać się chce.
w mojej głowie coraz mniej jest gorącej tęsknoty, tudzież rozpaczy.
zbierałam się powoli. i skleiłam swoje porozłupywane części, zalizałam rany.
ale to uczucie zawsze pozostaje uczuciem. nawet wtedy kiedy wydaję sie nam, że już przemineło.
ono pozostaje, żyje. choćby zblakło wciąż bije, jakąś cząstką jasności.
poza tym już więcej nie chcę być żadnym przypadkiem. za bardzo bolało ostatnim razem, aby ryzykować ponownie.
i to wcale nie jest tak, że boję się szczęścia.
'to wcale nie jest istnienie połowiczne, niepełne, wybrakowane jak popsuty przedmiot. chodzę, mówię, śmieję się, czytam, bawię się, myślę. ale to nie tak. zawsze przychodzi moment, w którym coś mnie nagle uderza, że mało nie zwala mnie z nóg. jakaś porażająca, nagła świadomość niepełności, niekompletności, pustki. jakbym otworzyła drzwi, za którymi nic nie ma.'
02.09.2010 o godz. 22:00
dlaczego ':(' ?
przecież jest wesoło ;d
ludzie, uśmiechnijcie się !
jakoś tak nie odczuwam jeszcze rozpoczęcia roku.
ja mam dalej wakacje, tak przynajmniej się zachowuję xd
nie rozumiem tych co się stresują, albo przemykają korytarzami tak żeby tylko ich nikt nie zobaczył...
nie rozumiem osoby J., która przepisała się do innej klasy ze względu na panującą u nas złą i napiętą atmosferę xd
ale napięta i zła stawała się tylko jak była w pobliżu.
nie rozumiem naszego boksera.
bo już byłyśmy w połowie głosowania, a ona kazała nam je zacząć od nowa -.-
bez sensu.
nie rozumiem dlaczego nie wszyscy są do końca sobą.
po co tuszują swoje wady? przecież każdy jakieś ma!
po co udawać jakąś plastikową lalę w farbowanych na rudo włosach i nieumiejętnie zrobionym makijażem?
może takim osobom się wydaje, że zostaną zaakceptowane...
ale są w błędzie, udawanie do mnie przynajmniej nie przemawia.
nie rozumiem jak można zaczynać w czwartek rano fizyką, a kończyć wychowawczą, to do mnie nie trafia.
jak można mieć tyle lekcji i jeszcze sporo dodatkowych, które staną się obowiązkowymi?
no jak?
nie rozumiem całego życia, nie tylko swojego, ale ok.
kiedyś może mi się uda, trzymajcie za mnie kciuki.
a Magdzie dziękuję. ;*
za poprawienie mi humoru i te wszystkie słowa. za wszystko.
przecież jest wesoło ;d
ludzie, uśmiechnijcie się !
jakoś tak nie odczuwam jeszcze rozpoczęcia roku.
ja mam dalej wakacje, tak przynajmniej się zachowuję xd
nie rozumiem tych co się stresują, albo przemykają korytarzami tak żeby tylko ich nikt nie zobaczył...
nie rozumiem osoby J., która przepisała się do innej klasy ze względu na panującą u nas złą i napiętą atmosferę xd
ale napięta i zła stawała się tylko jak była w pobliżu.
nie rozumiem naszego boksera.
bo już byłyśmy w połowie głosowania, a ona kazała nam je zacząć od nowa -.-
bez sensu.
nie rozumiem dlaczego nie wszyscy są do końca sobą.
po co tuszują swoje wady? przecież każdy jakieś ma!
po co udawać jakąś plastikową lalę w farbowanych na rudo włosach i nieumiejętnie zrobionym makijażem?
może takim osobom się wydaje, że zostaną zaakceptowane...
ale są w błędzie, udawanie do mnie przynajmniej nie przemawia.
nie rozumiem jak można zaczynać w czwartek rano fizyką, a kończyć wychowawczą, to do mnie nie trafia.
jak można mieć tyle lekcji i jeszcze sporo dodatkowych, które staną się obowiązkowymi?
no jak?
nie rozumiem całego życia, nie tylko swojego, ale ok.
kiedyś może mi się uda, trzymajcie za mnie kciuki.
a Magdzie dziękuję. ;*
za poprawienie mi humoru i te wszystkie słowa. za wszystko.
02.09.2010 o godz. 21:51
Hejka Uff nareszcie skończyłem się uczyć ale wam też powiem że nie mieliśmy zadań domowych ... ale się uczyłem jutro Historia trochę się boje nauczyciela ...
Ehh szkoda żę ta notka na szybko ja muszę iść spać troche wcześnie ale to nic rano o 7 muszę w stawać do szkoły ... ale naszczęście mam tylko 5 lekcji ale w Pon ... Mam 7 nie ważne Papa dobranoc
zobaczymy się wkrótce może za tydzień może i nie... przez tą szkołę tak jest ...
Papa
NarQ
Ehh szkoda żę ta notka na szybko ja muszę iść spać troche wcześnie ale to nic rano o 7 muszę w stawać do szkoły ... ale naszczęście mam tylko 5 lekcji ale w Pon ... Mam 7 nie ważne Papa dobranoc
zobaczymy się wkrótce może za tydzień może i nie... przez tą szkołę tak jest ...
Papa
NarQ
02.09.2010 o godz. 21:38
pomóżcieee . !
pisałam wam juz o tym chłopaku , co się w nim zabujałam , nie . ? i okazało sie że moja przejaciółka z nim flirtowałam . Kocham ja , ale i bardzo on mi się podoba . Tragedia , co wy byście zrobili . ?
pisałam wam juz o tym chłopaku , co się w nim zabujałam , nie . ? i okazało sie że moja przejaciółka z nim flirtowałam . Kocham ja , ale i bardzo on mi się podoba . Tragedia , co wy byście zrobili . ?
02.09.2010 o godz. 21:14
Ha, niesamowite.
Kiedy myślę, o poszukaniu sobie nowego zajęcia na czas studiów, dostaję maila z prośbą o przesłanie swojego CV i listu mot.
Jednak siatka znajomości prywatnych i "biznesowych" (pff) jest nie do przecenienia!
I'm so happy! :D
Kiedy myślę, o poszukaniu sobie nowego zajęcia na czas studiów, dostaję maila z prośbą o przesłanie swojego CV i listu mot.
Jednak siatka znajomości prywatnych i "biznesowych" (pff) jest nie do przecenienia!
I'm so happy! :D
02.09.2010 o godz. 21:05
czuję się niesamowicie. kręci mi się w głowie, głowa opada mi na ramię. wreszcie ktoś, przy kim jestem w 100% sobą, nie muszę udawać, nawet podświadomie. idealnie, gdyby nie szkoła. proszę, nie chcę wracać 3 dni w tygodniu o 15.30.
hm, wzięło mnie dzisiaj na k-pop. urzekł mnie Lee Taemin, jest uroczy.


hm. siedząc na zajęciach spinningowych, miałam ochotę wybiec z sali, uciec, i usiąść na jakimś polu. ale warto było zostać. już nawet nie czułam bólu, byłam tylko ja i moje myśli.
hm, wzięło mnie dzisiaj na k-pop. urzekł mnie Lee Taemin, jest uroczy.


hm. siedząc na zajęciach spinningowych, miałam ochotę wybiec z sali, uciec, i usiąść na jakimś polu. ale warto było zostać. już nawet nie czułam bólu, byłam tylko ja i moje myśli.
02.09.2010 o godz. 21:02
A to było robione kawałek dalej i chwilę później po tym pięknym wschodzie .. (Foto niżej .. )
02.09.2010 o godz. 20:55
witam po raz trzeci dziś jakby nie patrzeć.
tak więc dzień upływa pod hasłem- nuda, smutek i kawa.
i co w tym dniu fajnego?
że śmiałam się jak głupia i myślałam, że jestem cool? eh.. jak teraz tak spojrzę na to z boku to taki brecht ciągły bez wyraźnej przyczyny może dziwnie wyglądać. jedyne się wtedy nasuwa- wtf -.-
eh.. ogólnie to poszłam na huśtawkę..
wiem, miałam nie wyłazić nigdzie, no ale natchnęło tak mnie.
puściłam sobie smutne piosenki, że aż się poryczałam.
no bo tak jest- "zapomnę cię nie będzie już nic"..
dupa z tym! nie mogę wywlekać spraw uczuciowych przecież tutaj. yh..
chyba napiszę dzisiaj jakieś wiersze, czy coś w tym stylu, bo mam chyba wenę.. zobaczę.
no a na gg teraz wszyscy mają mnie w dupie.
co za ludzie.. nie potrafią tego tandetnego- hej napisać nawet.
kurde.. no to dałam z/w. opis, że sb cicho siedzę i niech sobie robią co chcą..
ludzie, ludzie, ludzie..
chciałam wcześniej iść spać, ale nie pójdę.. za dużo kawy.. eh..
dodam tyle, że jutro mam misję ' obczaj kto prowadzi kółko angielskiego dla II kl '.
no to miło.. polatam jak pojebana i się dowiem w końcu.
pójdę z Pamęla tam jakby co, tyle, że ona tak angielskiego nie wielbi, przy czym ja kocham.. no ale dla towarzystwa się zgodziła.
tak więc papa :* .
tak więc dzień upływa pod hasłem- nuda, smutek i kawa.
i co w tym dniu fajnego?
że śmiałam się jak głupia i myślałam, że jestem cool? eh.. jak teraz tak spojrzę na to z boku to taki brecht ciągły bez wyraźnej przyczyny może dziwnie wyglądać. jedyne się wtedy nasuwa- wtf -.-
eh.. ogólnie to poszłam na huśtawkę..
wiem, miałam nie wyłazić nigdzie, no ale natchnęło tak mnie.
puściłam sobie smutne piosenki, że aż się poryczałam.
no bo tak jest- "zapomnę cię nie będzie już nic"..
dupa z tym! nie mogę wywlekać spraw uczuciowych przecież tutaj. yh..
chyba napiszę dzisiaj jakieś wiersze, czy coś w tym stylu, bo mam chyba wenę.. zobaczę.
no a na gg teraz wszyscy mają mnie w dupie.
co za ludzie.. nie potrafią tego tandetnego- hej napisać nawet.
kurde.. no to dałam z/w. opis, że sb cicho siedzę i niech sobie robią co chcą..
ludzie, ludzie, ludzie..
chciałam wcześniej iść spać, ale nie pójdę.. za dużo kawy.. eh..
dodam tyle, że jutro mam misję ' obczaj kto prowadzi kółko angielskiego dla II kl '.
no to miło.. polatam jak pojebana i się dowiem w końcu.
pójdę z Pamęla tam jakby co, tyle, że ona tak angielskiego nie wielbi, przy czym ja kocham.. no ale dla towarzystwa się zgodziła.
tak więc papa :* .
02.09.2010 o godz. 20:53
Pierwszy dzień szkoły, czyli w pewnym sensie powrót do rzeczywistości o dziwo nie okazał się taki zły. Pomińmy to, że jakaś nowa, dziwna dziewczyna cały czas mi się przyglądała, nauczycielka WF to samo. Wszyscy dosyć mili, jak zwykle. Jeszcze jednym pozytywem jest to, że w tym roku niektóre lekcje WF będziemy mieli na basenie, schudnie się troche. Nie ma z czego chudnąć, ale się schudnie. Trudno, że nie cierpię pływać. Już nawet zapomniałam jak się wstaje z samego rana i jedyne co ma się ochotę zrobić, to przekręcić się na drugi bok i jeszcze bardziej przykryć się kołdrą. 45kg nadal, nie rozumiem dlaczego. Poza tym, zauważyłam, że pare irytujących mnie osób, zmieniło się przez owe wakacje, można nawet powiedzieć, że są znośne. Jakaś poprawa przynajmniej.
02.09.2010 o godz. 20:32
Mam już wyniki badań:( MAm gruczolako włókniaka w piersi i to dość dużego... lekarz dałl mi pół roku na obserwacje, a potem kazał go wyciąść, pocieszył mnie tylko tym , że wytną samego guzka i zostanie niewielka blizna... ale jakoś sie boję:( czuję się jakoś taka strasznie samotna i cholernie się boję ... co najgorsze to dziadostwo może się odradzać . Eh mieć 21 lat i takie dziwne problemy masakra... jeszcze niedawno nie myślałam , że takie coś może mnie wogóle spotkać... do tego nawet na chłopaka nie mogę liczyć, ale cóż nie mogę od niego wymagać , żeby był nawet myślę, żeby odejśc i dać mu wolną rękę, bo nawet jeśli był jeden dzień w którym był i naprawdę widział;a , że się przejął i pisał mi że zawsze będzie bez względu na to co się stanie i że mogę na niego liczyć, to to było chyba takie chwilowe... dzisjaj byłam u lekarza, wiedział o tym , nie przyjechał do mnie a naprawde go potrzebowałam . jest na jakiś urodzinach... ok wcale bym nie byla zła gdyby przyjechał na troche a potem poszedł na urodziny, ale by był, napisał tylko jak się czuję, po moim esku ze kiepsko napisal bedzie dobrze, wiedz ze jestem .... eh ale chyba nie takiego "jestem " potrzebuje...
Zastanawiam się czy tego nie skończyć, bo eh raz że go nie ma nie czuję wsparcia... chociaż sądzę, że po roku związku powinnam go czuć, to jak kiedyś dawno z nim gadałam to stwierdził ze blizny sa nie fajne brzydkie i wogole fuj...jak mu uzmyslowilam zre ja takowa bede miala stwierdzil ze roznie w zyciu bywa i to ze ja bede miala to spoko to mu nie bedzie przeszkadzalo, to po co ta gadaka wczesniej....a gdy myslam ze bede miala wycieta cala piers powiedzialam ze wtedy odejde najpierw mowil ze nie a potem przynajmniej bym sie nie musial litowac... dziwne bo jak przed wizyta pisalam mu ze to czy z nim będę będzie zalezne od tego co powie lekarz , stwierdził, że go od siebie nie odsune i bedzie przy mnie bez wzgledu na wszystko bo mnie kocha.... eh, ale go nie ma ... tak diagnoza okazała się lepsza niż mogła sie okazać, w końcu czym jest jedna blizna do ucietej piersi, ale widocznie to tez za duzo, albo moze za mało, żeby być przy kimś... nie rozumie, bo gdy się widzimy to widzę, że mu zależy i chce być przy mnie, ale jak nie... przecież mógł przyjechać , wiedział , ze to było dla mnie cięzkie, że się dziesjaj zle czuje, że sie boję... ja też mogłam napisać że go potrzebuję i żeby przyjechał, ale nie chcę właśnie tej litości, chce żeby coś zrobił sam , albo chce to skończyć, nie wiem czego chce..:( dzisjaj mam mętlik w głowie
Lekarz stwierdził, że po zabiegu muszę zostać w szpitalu 3 dni, można to zrobić w prywatnej klinice i wyjsc po jednym , ale on by nie zalecał tak , ja bym chyba tak wolała, boję się szpitali jak h..j , nawet igieł się boję a tu takie coś:(((((
Wiem ,że mogło być gorzej, ale chyba nie przywykłam do tego:(
Zastanawiam się czy tego nie skończyć, bo eh raz że go nie ma nie czuję wsparcia... chociaż sądzę, że po roku związku powinnam go czuć, to jak kiedyś dawno z nim gadałam to stwierdził ze blizny sa nie fajne brzydkie i wogole fuj...jak mu uzmyslowilam zre ja takowa bede miala stwierdzil ze roznie w zyciu bywa i to ze ja bede miala to spoko to mu nie bedzie przeszkadzalo, to po co ta gadaka wczesniej....a gdy myslam ze bede miala wycieta cala piers powiedzialam ze wtedy odejde najpierw mowil ze nie a potem przynajmniej bym sie nie musial litowac... dziwne bo jak przed wizyta pisalam mu ze to czy z nim będę będzie zalezne od tego co powie lekarz , stwierdził, że go od siebie nie odsune i bedzie przy mnie bez wzgledu na wszystko bo mnie kocha.... eh, ale go nie ma ... tak diagnoza okazała się lepsza niż mogła sie okazać, w końcu czym jest jedna blizna do ucietej piersi, ale widocznie to tez za duzo, albo moze za mało, żeby być przy kimś... nie rozumie, bo gdy się widzimy to widzę, że mu zależy i chce być przy mnie, ale jak nie... przecież mógł przyjechać , wiedział , ze to było dla mnie cięzkie, że się dziesjaj zle czuje, że sie boję... ja też mogłam napisać że go potrzebuję i żeby przyjechał, ale nie chcę właśnie tej litości, chce żeby coś zrobił sam , albo chce to skończyć, nie wiem czego chce..:( dzisjaj mam mętlik w głowie
Lekarz stwierdził, że po zabiegu muszę zostać w szpitalu 3 dni, można to zrobić w prywatnej klinice i wyjsc po jednym , ale on by nie zalecał tak , ja bym chyba tak wolała, boję się szpitali jak h..j , nawet igieł się boję a tu takie coś:(((((
Wiem ,że mogło być gorzej, ale chyba nie przywykłam do tego:(
02.09.2010 o godz. 20:25
No więc w skrócie o całym tym dniu....szkoła niby nudna... nie w rabie!!!!!!no bo jak tu nie padac ze smiechu jak koleżanka ciongnie po ziemi przez cały korytaż kumpla za kapuze.albo z tego że jak na wfie mieliśmy odbijac piłke i cingle jak żeśmy do innej koleżanki piłke odbijały to ona żadnej nie odbiła tylko włożyła rence do kieszeni i piłka ją w łeb trafiała albo że adrian biegał slalomem pomiendzy dziewczynami odbijając piłke? som też inne dobre pytania... czemu na matmie siedze z mateuszem którego nikt nie lubi.
Ale som też dobre sprawy tomka przenieśli do 6 a (ja chodze do b)
I złe Arthur został w ameryce <szkoda>serioarthur był bardzo fajny...
Ale som też dobre sprawy tomka przenieśli do 6 a (ja chodze do b)
I złe Arthur został w ameryce <szkoda>serioarthur był bardzo fajny...
02.09.2010 o godz. 20:24
Chcę, by Twój uśmiech był mój na zawsze.
By radosne brzmienie Twego dobrego humoru pieściło moje uszy.
By Twoja ręka splatała się z moją jak najczęściej.
I by te ręce istniały dla siebie, siebie wyczekiwały i tylko siebie pragnęły.
Pragnę dać Ci to, o czym marzysz.
Staram się nie ganić Cię za to, co nas oddala, ale by doceniać to, co dla nas robisz.
Gdy przychodzą takie chwile jak ta, kiedy nie wiem co powiedzieć, czuję, że nie chcę żyć bez Ciebie.
A Ty śpisz teraz zmęczony.
I choć pragnę Cię tutaj, choć na ekranową chwilę, nie obudzę Cię.
Miłość moja jest tak mocna, że uśmierciła dawny zaahroliryzm.
Ten zaahroliryzm, który mnie popchnął do pisania tutaj właśnie z Twego powodu.
Ten, który opisywał najpiękniejsze chwile spędzone razem.
Nie ma go. Słowa mi nie wystarczają.
Jeszcze kilka dni. I minie rok tutaj.
Rok jak zawładnąłeś wszelkimi komórkami mego ciała.
Rok od drżenia.
Rok od strachu.
Rok od tamtego przeradosnego stukotu pociągu, gdy nagle wprowadziłam się do Twojego życia, decydując za Ciebie.
A gdy za kolejne kilka dni będę pościć dla Ciebie, całym sercem będę modlić się, by Bóg uczynił Cię szczęśliwym.
Bo tylko tego chcę.
Cokolwiek to oznacza.
By radosne brzmienie Twego dobrego humoru pieściło moje uszy.
By Twoja ręka splatała się z moją jak najczęściej.
I by te ręce istniały dla siebie, siebie wyczekiwały i tylko siebie pragnęły.
Pragnę dać Ci to, o czym marzysz.
Staram się nie ganić Cię za to, co nas oddala, ale by doceniać to, co dla nas robisz.
Gdy przychodzą takie chwile jak ta, kiedy nie wiem co powiedzieć, czuję, że nie chcę żyć bez Ciebie.
A Ty śpisz teraz zmęczony.
I choć pragnę Cię tutaj, choć na ekranową chwilę, nie obudzę Cię.
Miłość moja jest tak mocna, że uśmierciła dawny zaahroliryzm.
Ten zaahroliryzm, który mnie popchnął do pisania tutaj właśnie z Twego powodu.
Ten, który opisywał najpiękniejsze chwile spędzone razem.
Nie ma go. Słowa mi nie wystarczają.
Jeszcze kilka dni. I minie rok tutaj.
Rok jak zawładnąłeś wszelkimi komórkami mego ciała.
Rok od drżenia.
Rok od strachu.
Rok od tamtego przeradosnego stukotu pociągu, gdy nagle wprowadziłam się do Twojego życia, decydując za Ciebie.
A gdy za kolejne kilka dni będę pościć dla Ciebie, całym sercem będę modlić się, by Bóg uczynił Cię szczęśliwym.
Bo tylko tego chcę.
Cokolwiek to oznacza.
02.09.2010 o godz. 20:22









