Joe stał i wpatrywał się we mnie zaskoczony. Wyglądał jak zawieszony, nawet machałam mu dłonią przed oczmi, ale też nie reagował. No dobra, to było dziwne, ale było prawdą. Byłam taka i nie wiedziała, czego mam sie wstydzić? Owszem to nie codzienna rzecz, ale normalna.! Moja mama jak i Jamie wiedziały o tym i bez problemu zaakceptowały moją odmienność i decyzję. Mój przyjaciel w końcu zdołał coś wykrztusić.
-Wow... no to mnie zaskoczyłaś... Prędzej spodziewałbym się czegoś takiego po Jamie, a nie po tobie. Jakoś... No nie pasuje mi to do ciebie. -Chciałam mu coś odpowiedzieć, ale podeszła do nas uradowana Selena, a nie miałam ochoty jej tego tłumaczyć. Pocałowała Joe i objęła w pasie szeptająć do ucha czułe słówka. W końcu zaszcyciła mnie swoim czcigodnym wzrokiem, jak na gospodarza imprezy przystało.
-Demi, może wybierzemy się niedługo razem na jakieś zakupy , co? Otorzyli niedawno cudny sklep na mieście. -Nie minęła chwila, a podeszła do nas zdyszana tańcem Jamie.
-Czy ktoś powiedział zakupy? -Uśmeichneła się pogodnie, ale w jej ocach było widać podniecenie. Zaskoczyła mnie kompletnie odpowiedź Seleny, jak i to, że miała do niej cierpliwość i nie miała jej dosyć. Jeszcze.
-Jasne, zabierzesz się z nami?
-No pewnie, że tak.
-No to jesteśmy umówione. Jeszcze do was zadzwonie No właśnie Demi, podaj mi swój numer. -Wyjełyśmy telefony i wpisałyśmy sobie nawzajem swoje numery. Selena obiecała, że zadzwoni następnego dnia, choć mieszkamy obok siebie. Jamie wróciła do tańczenia i flirtowała z chłopakami, a my z Seleną gadałysmy. Joe chyba zaczął się nudzić, bo odszedł do kumpli. Po chwili jakiś chłopak zaprosił mnie do tańca/. Rzuciło mi się w oczy, że dziewczyna z jasno brązowymi, przedłużanymi włosami patrzy na mnie dziwnie.
Około drugiej w nocy wszyscy zaczęli się rozchodzić. Oczywiście byli pijani. Zaczęłam rozglądać się za Jamie, bo stwierdziłam, ze na nas też już czas. Znalazłam ją nieprzytomną w salonie i zastanawiałam się co zrobić, bo sama bym jej nie podniosła. Usłyszałam kroki za sobą.
-Pomóc ci z nią? -To był Joe. Oprócz mnie tylko on był trzeźwy.
-Możesz? Jest tak spita, że się nie obudzi, a ja jej nie podniosę.
-Nie ma problemu. -Bez wysiłku podniósł Jamie na rękach. Otworzyłam mu drzwi i coś sobie przypomniałam.
-Poczekasz? Chce sie pożegnać z Seleną.
-Nie uda ci się. jest w takim stanie jak Jamie i spi na górze u siebie.
-Aha.. no trudno. -Wyszliśmy i zamknęłam za nami drzwi. Ruszyliśmy do mojego i Jamie domu. Po minucie wchodziliśmy juz po schodach na werandę. Joe z Jam na rękach wszedł do do domu i odwróicł się do mnie z uśmiechem a ona zachrapała.
-Wasza mama się nie wścieknie, że ona jest w takim stanie?
-Nie... głównie pozwala nam na wszystko, pod warunkiem, że nie zajdziemy w nieplanowaną ciąże. -Zaśmiaąłm się a on mi zawtórował. Weszliśy po cichutku do pokoju Jamie, żeby nie obudzić mamy i położyliśmy ją na łóżku. Wyszliśmy.
-Ej, skoro macie taki warunek, to znaczy, że któraś z was już to zrobiła, a druga ja przyłapała i wygadała.?
-Tak... weszłysmy z mamądo jej pokoju, jeszcze w Teksasie i zauważyłysmy ją w ,,Akcji''. -Joe zaczął sie śmiać.
-Z tobą? -Tym razem przegiął. On dalej się śmiał, a ja wściekła weszłam do siebie i trzasnęłam drzwiami. Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Zaczęłam patrzeć przez okno i po chwili usłyszałam, ze ktoś otwiera drzwi od mojego pokoju i wchodzi do środka.
-Dej, Dee nie gniewaj się na mnie. Nie o to mi chodziło, przecież wiesz...-Usiadł na moim łóżku. Byłam na niego wściekła. Wyznałam mu, że jestem inna, a on od razu. Było mi przykro, ale nie płakałam. Nie nawidziłam ukazywać słabości i bólu płaczem. Byłam tu kilka godzin, a już sprawiono mi przykrość. Odwróciłam siew jego stronę.
-Nie wierzę, że pomyslałeś, że zrobiłąbym to z własną siostrą! Wiesz, w przeciwieństwie do niej ja jestem dziewicą! Chyba jesteś jednak inny niż myslałam! Myślisz tylko o jednym! Współczuję Nickowi!! -Nick był młodszym od nas o dwa lata bratem Joe.
-Nie mów nic o Nicku..-Zauważyłam, że miał zaciśnięte pięści. Usiadłam obok niego.
-Dlaczego? Znienawidzil cię już, czy jeszcze nie? -Drwiłam z niego. Nie wiem czemu. Widziałam, ze cierpiał coraz bardziej przy każdym moim kolejnym słowie, a i tak mówiłam dalej.
-Co, braciszek cię nienawidzi?! -Zauważyła jak po policzku spływa mu łza. i zerwał się na równe nogi.
-On nie żyje Demi! Nie żyje!
Krzyknął a ja popatrzyłam na niego nie rozumiejąc co mówi. Nagle doszło to do mnie i zrobiło mi się strasznie głupio i smutna spuściłam głowę.
-Tak mi przykro Joe...-Usiadł i schował twarz w dłonie. Objełam go i zaczęłam pocieszać.
-To było dwa lata temu...-Zrozymiałam, ze chciał się wygadać, więc mu nie przerywałam. -Bylismy we dwóch na plaży. Był wieczór i postanowiliśmy już wracać. Poszliśmy drogą, bo mama dzwoniła, zebyśmy poszli po sklepu. Ktoś popchnął go i piłka wypadła mu na ulicę. Wyszedł po nią i nie zauważył zbliżającego sie samochodu. Krzyczałem, żeby uciekał, ale tylko odwrócił się i przerażony patrzył na mnie. NIe zdążyłem podbiec i go odepchnąć...było za późno...gdybym zareagował kilka sekund wczesniej..-Gdy skończył łzy leciały po jego policzkach strumieniami. Chciałąm mu pomóc, ale nie wiedziałam jak.
-To nie twoja wina...
-To była moja wina! Nie pilnowałem go! -Spojrzał na zegarek, koło którego stało nasze wspólne zdjęcie. Po chwili ocknął się.
-Już po trzeciej, będę szedł...
-Nie Joe!cJest późno, jesteś załamany...zostań tutaj.
-No, a gdzie będę spał? -No tak. Rozglądnełam się po pokoju. Pokój gościnny nie był jeszcze umeblowany.
-Ze mną. Znamy się całe wieki, jest ok. -Już wcale się na niego nie gniewałam. Przebrałam sie i położyliśmy się na łożku.
-Demi, przepraszam cię... nie chciałem.
-Nie mamy o czym mówić. Słyszałam to dużo razy. -Zamknęliśmy oczy i zasnęliśmy. No przynajmniej ja spałam. Jednak zanim zasnęłam pomyślałam o NIcku. Miał wtedy trzynaście lat. Teraz miałby piętnaście.....
*****************************************************
Hej, to kolejna notka :) KOlejna za tydzień w pt albo w sobote, ale raczej w sobote :) Aha, mogłam pomieszać imiona. W ogóle nie miało tu być Demi Joe Seleny Nicka... może napisze wam co i jak jakby mi się pommieszało.
Demi-Lexie
Joe-Logan
Selena-Denise
Nick-Cody.
No to chyba tyle :) Papatki :* Moje gg 11592652 :*
KOMENTUJCIE!!!:D
-Wow... no to mnie zaskoczyłaś... Prędzej spodziewałbym się czegoś takiego po Jamie, a nie po tobie. Jakoś... No nie pasuje mi to do ciebie. -Chciałam mu coś odpowiedzieć, ale podeszła do nas uradowana Selena, a nie miałam ochoty jej tego tłumaczyć. Pocałowała Joe i objęła w pasie szeptająć do ucha czułe słówka. W końcu zaszcyciła mnie swoim czcigodnym wzrokiem, jak na gospodarza imprezy przystało.
-Demi, może wybierzemy się niedługo razem na jakieś zakupy , co? Otorzyli niedawno cudny sklep na mieście. -Nie minęła chwila, a podeszła do nas zdyszana tańcem Jamie.
-Czy ktoś powiedział zakupy? -Uśmeichneła się pogodnie, ale w jej ocach było widać podniecenie. Zaskoczyła mnie kompletnie odpowiedź Seleny, jak i to, że miała do niej cierpliwość i nie miała jej dosyć. Jeszcze.
-Jasne, zabierzesz się z nami?
-No pewnie, że tak.
-No to jesteśmy umówione. Jeszcze do was zadzwonie No właśnie Demi, podaj mi swój numer. -Wyjełyśmy telefony i wpisałyśmy sobie nawzajem swoje numery. Selena obiecała, że zadzwoni następnego dnia, choć mieszkamy obok siebie. Jamie wróciła do tańczenia i flirtowała z chłopakami, a my z Seleną gadałysmy. Joe chyba zaczął się nudzić, bo odszedł do kumpli. Po chwili jakiś chłopak zaprosił mnie do tańca/. Rzuciło mi się w oczy, że dziewczyna z jasno brązowymi, przedłużanymi włosami patrzy na mnie dziwnie.
Około drugiej w nocy wszyscy zaczęli się rozchodzić. Oczywiście byli pijani. Zaczęłam rozglądać się za Jamie, bo stwierdziłam, ze na nas też już czas. Znalazłam ją nieprzytomną w salonie i zastanawiałam się co zrobić, bo sama bym jej nie podniosła. Usłyszałam kroki za sobą.
-Pomóc ci z nią? -To był Joe. Oprócz mnie tylko on był trzeźwy.
-Możesz? Jest tak spita, że się nie obudzi, a ja jej nie podniosę.
-Nie ma problemu. -Bez wysiłku podniósł Jamie na rękach. Otworzyłam mu drzwi i coś sobie przypomniałam.
-Poczekasz? Chce sie pożegnać z Seleną.
-Nie uda ci się. jest w takim stanie jak Jamie i spi na górze u siebie.
-Aha.. no trudno. -Wyszliśmy i zamknęłam za nami drzwi. Ruszyliśmy do mojego i Jamie domu. Po minucie wchodziliśmy juz po schodach na werandę. Joe z Jam na rękach wszedł do do domu i odwróicł się do mnie z uśmiechem a ona zachrapała.
-Wasza mama się nie wścieknie, że ona jest w takim stanie?
-Nie... głównie pozwala nam na wszystko, pod warunkiem, że nie zajdziemy w nieplanowaną ciąże. -Zaśmiaąłm się a on mi zawtórował. Weszliśy po cichutku do pokoju Jamie, żeby nie obudzić mamy i położyliśmy ją na łóżku. Wyszliśmy.
-Ej, skoro macie taki warunek, to znaczy, że któraś z was już to zrobiła, a druga ja przyłapała i wygadała.?
-Tak... weszłysmy z mamądo jej pokoju, jeszcze w Teksasie i zauważyłysmy ją w ,,Akcji''. -Joe zaczął sie śmiać.
-Z tobą? -Tym razem przegiął. On dalej się śmiał, a ja wściekła weszłam do siebie i trzasnęłam drzwiami. Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Zaczęłam patrzeć przez okno i po chwili usłyszałam, ze ktoś otwiera drzwi od mojego pokoju i wchodzi do środka.
-Dej, Dee nie gniewaj się na mnie. Nie o to mi chodziło, przecież wiesz...-Usiadł na moim łóżku. Byłam na niego wściekła. Wyznałam mu, że jestem inna, a on od razu. Było mi przykro, ale nie płakałam. Nie nawidziłam ukazywać słabości i bólu płaczem. Byłam tu kilka godzin, a już sprawiono mi przykrość. Odwróciłam siew jego stronę.
-Nie wierzę, że pomyslałeś, że zrobiłąbym to z własną siostrą! Wiesz, w przeciwieństwie do niej ja jestem dziewicą! Chyba jesteś jednak inny niż myslałam! Myślisz tylko o jednym! Współczuję Nickowi!! -Nick był młodszym od nas o dwa lata bratem Joe.
-Nie mów nic o Nicku..-Zauważyłam, że miał zaciśnięte pięści. Usiadłam obok niego.
-Dlaczego? Znienawidzil cię już, czy jeszcze nie? -Drwiłam z niego. Nie wiem czemu. Widziałam, ze cierpiał coraz bardziej przy każdym moim kolejnym słowie, a i tak mówiłam dalej.
-Co, braciszek cię nienawidzi?! -Zauważyła jak po policzku spływa mu łza. i zerwał się na równe nogi.
-On nie żyje Demi! Nie żyje!
Krzyknął a ja popatrzyłam na niego nie rozumiejąc co mówi. Nagle doszło to do mnie i zrobiło mi się strasznie głupio i smutna spuściłam głowę.
-Tak mi przykro Joe...-Usiadł i schował twarz w dłonie. Objełam go i zaczęłam pocieszać.
-To było dwa lata temu...-Zrozymiałam, ze chciał się wygadać, więc mu nie przerywałam. -Bylismy we dwóch na plaży. Był wieczór i postanowiliśmy już wracać. Poszliśmy drogą, bo mama dzwoniła, zebyśmy poszli po sklepu. Ktoś popchnął go i piłka wypadła mu na ulicę. Wyszedł po nią i nie zauważył zbliżającego sie samochodu. Krzyczałem, żeby uciekał, ale tylko odwrócił się i przerażony patrzył na mnie. NIe zdążyłem podbiec i go odepchnąć...było za późno...gdybym zareagował kilka sekund wczesniej..-Gdy skończył łzy leciały po jego policzkach strumieniami. Chciałąm mu pomóc, ale nie wiedziałam jak.
-To nie twoja wina...
-To była moja wina! Nie pilnowałem go! -Spojrzał na zegarek, koło którego stało nasze wspólne zdjęcie. Po chwili ocknął się.
-Już po trzeciej, będę szedł...
-Nie Joe!cJest późno, jesteś załamany...zostań tutaj.
-No, a gdzie będę spał? -No tak. Rozglądnełam się po pokoju. Pokój gościnny nie był jeszcze umeblowany.
-Ze mną. Znamy się całe wieki, jest ok. -Już wcale się na niego nie gniewałam. Przebrałam sie i położyliśmy się na łożku.
-Demi, przepraszam cię... nie chciałem.
-Nie mamy o czym mówić. Słyszałam to dużo razy. -Zamknęliśmy oczy i zasnęliśmy. No przynajmniej ja spałam. Jednak zanim zasnęłam pomyślałam o NIcku. Miał wtedy trzynaście lat. Teraz miałby piętnaście.....
*****************************************************
Hej, to kolejna notka :) KOlejna za tydzień w pt albo w sobote, ale raczej w sobote :) Aha, mogłam pomieszać imiona. W ogóle nie miało tu być Demi Joe Seleny Nicka... może napisze wam co i jak jakby mi się pommieszało.
Demi-Lexie
Joe-Logan
Selena-Denise
Nick-Cody.
No to chyba tyle :) Papatki :* Moje gg 11592652 :*
KOMENTUJCIE!!!:D
1.Od poniedziałku(6.02) można kupić w polskich sklepach płytę "Up All Night". Linki:
Zwykła Płyta
Deluxe Edition
Limitowana Edycja : Harry
Limitowana Edycja : Louis
Limitowana Edycja : Liam
Limitowana Edycja : Zayn
Limitowana Edycja : Niall
Najlepiej kupujcie płyty w Empiku lub na stronie internetowej Empiku. Wtedy podwyższymy sprzedaż płyty w Polsce i będziemy mieli większą szansę na koncert 1D u nas. :)
A Wy macie już płytę? Jaki rodzaj? :)
Zwykła Płyta
Deluxe Edition
Limitowana Edycja : Harry
Limitowana Edycja : Louis
Limitowana Edycja : Liam
Limitowana Edycja : Zayn
Limitowana Edycja : Niall
Najlepiej kupujcie płyty w Empiku lub na stronie internetowej Empiku. Wtedy podwyższymy sprzedaż płyty w Polsce i będziemy mieli większą szansę na koncert 1D u nas. :)
A Wy macie już płytę? Jaki rodzaj? :)
Obudziliśmy się, właściwie to tylko ja się obudziłam, bo wspaniała Cloe zapomniała wyłączyć budzika. A przecież są wakacje.
-Ja dzisiaj nie idę do szkoły –odezwał się Justin. Zachichotałam i podniosłam się z łóżka, wyłączając przy tym dzwoniące urządzenie. Zarzuciłam szlafrok i zeszłam do kuchni w celu przyszykowania śniadania.
-Cześć mamo, wychodzisz gdzieś dzisiaj? –zapytałam nalewając do dwóch szklanek sok pomarańczowy. Rodzicielka zaczęła się ze mnie śmiać
-Co? Aż tak tragicznie wyglądają moje włosy? –przeczesałam je palcami i wyjęłam kilka kromek chleba.
-Nie kochanie, znaczy tak.. ale nie z tego się śmieję.
-Ach tak? To z czego?
-Dzisiaj jest mój pokaz mody. Obiecałaś, że przyjdziesz na niego z Ryanem. –upuściłam nóż z masłem i odwróciłam się przodem do kobiety
-To dzisiaj?
-Tak, będziecie prawda? To dla mnie naprawdę ważne.
-A mogę zabrać jeszcze kilka osób? Bo umówiłam się z nimi, że pójdziemy nad jezioro.
-Ile dokładnie?
-Ze mną było by sześć –zrobiłam minę biednego dzieciaka i złożyłam ręce jak do modlitwy
-No dobrze, ale teraz muszę dzwonić żeby załatwili więcej krzesełek –uśmiechnęłam się i pocałowałam ją w policzek. Dokończyłam robienie śniadania i we wspaniałym humorze powędrowałam do pokoju.
-Wstawaj śpiochu, szkoda dnia –powiedziałam głośno odkładając tacę z jedzeniem. Podeszłam do okna i odsłoniłam żaluzje wprowadzając jasne promienie do pomieszczenia
-Zgaś światło Beyonce, jeszcze tylko pięć minut –Jednym sprawnym ruchem zrzuciłam kołdrę z jego ciała.
-Zamknij okno kochanie, bo wieje mi po pośladkach –zaczęłam się śmiać, ale nawet to go nie obudziło. Ma twardy sen nie ma co.
-Jak nie wstaniesz za minutę, to będę musiała użyć bardziej drastycznych środków. –zamamrotał coś pod nosem i przekręcił się na drugi bok. Wywróciłam oczami i chwyciłam babeczkę z kremem, które kupiła mama i wysmarowałam mu całą twarz.
-No słodziaku, WSTWAJ –wydarłam się do jego ucha. Podniósł się jak gdyby nigdy nic.
-Cześć, która godzina?
-Chyba przed dziewiątą. A teraz idź umyj twarz, bo mam ochotę cię schrupać –zaśmiałam się, a on dotkną swoich policzków.
-Fuuujj… co to jest? –pobiegł do łazienki, a ja w tym czasie zjadłam swoją część śniadania, i wypiłam sok. –To dzisiaj idziemy nad jezioro tak? –zapytał wycierając mokre policzki o koszulkę. To już nie mógł użyć ręcznika?
-Zmiana planów, idziemy wspierać moją mamę w pracy. A ja obiecałam jej, że przyjdę.
-yyy.. a o której to jest?
-o 18, potem będzie jakiś bankiet. Więc będziemy mogli zmyć się wcześniej.
-spoko, to ja się zmywam już. I dzięki za wczoraj, naprawdę.
-Nie ma sprawy, od czego są przyjaciele. –no i jak zwykle przytulanie. Justin zjadł swoje śniadanie, ubrał się i poszedł do domu. Zadzwoniłam do reszty, że mają przyjść już do galerii, w której wszystko będzie się odbywało, a ja z mamą mam przyjechać wcześniej. W sumie nie wiem po ja tam, ale jak ona to powiedziała „potrzebuje wsparcia”
Godziny mijały, a ja nie miałam co ze sobą zrobić. Mama uszykowała mi jakieś ciuchy, żebym wyglądała odpowiednio. Założyłam krótką czarno- złotą sukienkę i zwykłe czarne szpilki <klik> . A moja mam założyła granatową, sięgającą do kolan z paskiem wkoło tali <klik>. Wyglądała w niej cudownie. Drobne poprawki na twarzy i włosach i byłyśmy, a raczej ja byłam gotowa do wyjścia. Usiadłam w kuchni i siedziałam bez ruchu, żeby nie popsuć wyglądy przedwcześnie.
No i znowu myślałam o swoim życiu. Przeszłam tyle skrzyżowań, zazwyczaj wybierając złą drogę. Tyle straciłam, ale też zyskałam wiele. Moje marzenia -zastąpiły inne. Ale czas powrócić do tego co naprawdę sprawia, że żyję. Że czuję się jak ryba w wodzie, czy jak ptak w powietrzu. Takie uczucie mam podczas tańca i zdecydowanie powrócę do tego, chociaż nie będzie łatwo. Ale trzeba spróbować. Poszłam na górę po niewielką kopertówkę i schowałam do niej telefon, klucze i gumy do żucia. Zadzwonił dzwonek, więc pomyślałam że to asystentka mojej mamy. No ale ona siedzi w tej galerii praktycznie od samego rana.
-Kochanie, do Ciebie –zawołała radośnie mama. Zeszłam po schodach i zobaczyłam uśmiechniętego Ryana z bukietem żółtych tulipanów. Ubrany był elegancko, ale nie zmienił swojego „luzackiego” stylu (dop aut. nie chce mi się opisywać ;p) Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
-Hej, mieliśmy spotkać się na miejscu – powiedziałam odbierając bukiet kwiatów. Powąchałam je, ale jak to ja mam nie czułam ich zapachu, bo skupiłam się na perfumach Ryana.
-Tak wiem, ale nie mogłem doczekać się, aż Cię zobaczę. Wyglądasz wspaniale –zakręcił mną dookoła i przyciągną mocno do siebie. Chciał, mnie pocałować ale zasłoniłam jego usta dłonią.
-Zgniatasz mi kwiaty, a pyzatym oszczędź te czułości na później. –poszłam wstawić bukiet do wody.
-Mamo jedziemy? –zapytałam, bo ile można się szykować?
-tak już. –wyszła i ubrała buty. –Pojedziecie sami? Bo po drodze mam zabrać kilka osób, i nie wiem czy się zmieścimy w aucie. –Spojrzałam na Ryana i kiwnęliśmy głowami na znak, że się zgadzamy. Mama wyszła przodem i pojechała. My również, poszliśmy w jej ślady.
Właśnie dojeżdżaliśmy, było pełno ludzi i osób z aparatami i mikrofonami. Nie spodziewałam się takiego rozgłosu. Myślałam, że będzie to skromny pokaz, ukazujący ciężką pracę mojej mamy. Myliłam się. Spojrzałam na Ryana, załamanym spojrzeniem.
-Nie będzie tak, źle. A teraz poczekaj chwilę –wysiadł z samochodu i okrążył go dookoła otwierając przede mną drzwi.
-Dzięki –pocałowałam go w policzek, i momentalnie zaczęto robić nam zdjęcia. Ci ludzie pewnie nie wiedzą kim jestem, a rzucają się jak na świeże mięso, za które dostaną pieniądze jak zrobią szokujące zdjęcie. Poprawiłam sukienkę, a mój chłopak dał kluczyki parkingowemu.
Szliśmy powoli po ciemno- czerwonym dywanie i uśmiechaliśmy się do reporterów, dokładnie tak jak kazała nam asystentka mojej mamy, która witała gości.
A wgl to co to ma być? Jakaś premiera filmu, czy zwykły pokaz? No nie wytrzymam, mam nadzieję że to pierwszy i ostatni raz. Zauważyłam, że dojechała moja mama w towarzystwie kilku przyjaciół i pracowników. Podeszła do mnie i uściskała mnie.
-Mamo, nie mówiłaś że to będzie TAK wyglądać. –powiedziałam, przez zaciśnięte zęby udając zadowolenie, aby fotoreporterzy nie uchwycili mojej złości
-Gdybym Ci powiedziała, nie przyszłabyś –no może i ma rację.
Weszliśmy do oświetlonej sali, zajmując swoje miejsca. Mama zniknęła gdzieś za sceną zostawiając nas samych, co odpowiadało nam w 100%.
-Przestań… -zachichotałam, słysząc czułe i nie co sprośne słówka z ust Ryana.
-Siema ludzie, niezła imprezka się szykuje –krzykną Jey, przepychając się miedzy siedzeniami, aby dostać się na swoją rezerwację.
-Cześć –uściskałam przyjaciół po kolei.
Pokaz się zaczął, wychodziły po kolei modelki zdecydowanie za chude jak dla mnie, ale nie mnie to oceniać. Ja oglądałam tylko ubrania, które widziałam już kilka razy i udawałam zainteresowaną pokazem.
Dlaczego mój telefon zawsze dzwoni w nieodpowiednim momencie? Zapytałam sama siebie, wyciągając fona z torebki.
-Mama? –powiedziałam na głos i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Po co dzwonisz? Przecież, trwa pokaz
-Tak wiem, ale mamy mały problem.
-Co się stało? –zapytałam zdziwiona, nie wiedząc o co chodzi
-Przyjdź za kulisy, to Ci wszystko wyjaśnię –rozłączyła się. Wstałam z siedzenia i oznajmiłam moim przyjaciołom, że zaraz wrócę.
Przepychałam się przez zatłoczony korytarz pełen ludzi, którzy chodzili z krótkofalówkami w rękach. Półnagie modelki szukające kreacji, którą mają założyć i stylistów dbających o ich wygląd.
-Przepraszam, szukam Demi Villegas –zapytałam się jakiegoś tęgiego mężczyznę, który był ubrany cały na czarno. Pewnie był kimś w stylu ochroniarza.
-Nowa modelka tak? –idź cały czas prosto i skręć koło schodków w lewo.
-Dziękuję –uśmiechnęłam się, i szłam przepychać się dalej. Nagle coś mnie olśniło
-Nowa modelka? –powiedziałam głośno, coś mi tu nie pasuje. Jeśli ona myśli, że ja wyjdę na tą scenę i będę paradowała przed aparatami to grubo się myli. Weszłam z hukiem do jakiegoś pomieszczenia w której krzątało się kolejne 15 osób, a miejsca jest tylko na góra osiem.
-Cześć skarbie –podbiegła do mnie matka i przytuliła. Odsunęłam ją od siebie.
-Jeśli myślisz, że wyjdę tam na górę, to się grubo mylisz. Nie mam zamiaru pokazywać się. I tak powinnaś się cieszyć, że wspieram Cię swoją obecnością. Ale według mnie za dużo oczekujesz ode mnie. –powiedziałam prawie jednym tchem
-Uwaga, możecie opuścić to pomieszczenie? –zwróciła się moja rodzicielka do zgromadzonych. Oni kiwnęli głowami i zostawili nas samych. Usiadłam na jednej ze skórzanych kanap i chwyciłam butelkę wody mineralnej. Upiłam łyk i spojrzałam pytającym spojrzeniem na matkę
-Chcesz mi coś powiedzieć, czy mogę wracać na salę?
-Kochanie, posłuchaj. Sponsorzy życzą sobie, abyś wyszła na wybieg i zaprezentowała tą sukienkę.
-Tą? –pokazałam palcem na swoje ubranie.
-Tak, nie mówiłam Ci, ale zrobiłam ją ze specjalnego materiału, i złotej nici. Jest naprawdę wyjątkowa.
-To ja ją ściągnę i dasz jakieś modelce, nie chcę wychodzić tam, nie chcę być rozpoznawana i nie chcę być SŁAWNA –zakręciły mi się łzy –Ja chcę żyć tak jak dawanie, bez błysku fleszy, bez uganiających się za mną reporterami. –Matka pokręciła bezradnie głową.
-Skarbie, nie chcę Cię do niczego zmuszać. Zrobisz jak uważasz, trudno.. stracimy sponsorów i kilka tysięcy, ale poradzimy sobie. –i po co ona to mówiła? Westchnęłam głośno.
-Dobra zgadzam się. Ale obiecaj mi, że to jest pierwszy i ostatni raz?
-Obiecuję –matka się rozkleiła, nie wiedziałam że, aż tak ważny jest dla niej ten pokaz. W prawdzie w domu nie mówi o niczym innym, tylko o tym że właśnie spełnia swoje marzenie. Marzenie bycia projektantką, posiadania własnej kolekcji, butików. Pomogę jej spełnić to marzenia, tylko dla tego, że wiem ile to dla niej znaczy.
Stylistki zabrały mnie i zaczęły układać mi na nowo włosy i poprawiać makijaż. Nie wiem jak te modelki to wytrzymują, ciągle ktoś za tobą biega i nie odchodzi na krok. Do tego ten hałas, którego nie słychać na widowni. Zaraz pękną mi bębenki, zacisnęłam mocniej dłonie i czekałam aż ten koszmar się skończy.
Już stałam w wyznaczonym miejscu, i czekałam aż prowadząca zapowie mnie, a dokładniej moją kreację. Chwila ciszy… a ja nie wiem co mam robić. Po prostu iść i starać się nie potknąć, powtarzałam sobie w myślach.
-Skup się na jedne osobie, będzie Ci łatwiej –powiedziała jakaś wychudzona modelka, która schodziła z wybiegu. Uśmiechnęłam się blado w jej kierunku. Denerwowałam się, co było dziwne, przecież jak byłam Cherrederką to występowałam przed tłumami. Możliwe, że było tam nawet więcej ludzi, niż tutaj. Ale w tym momencie, wszystkie oczy będą skierowane prosto na mnie, nie na drużynę tylko na mnie. Wzięłam kilka głębokich wdechów, i poczułam ucisk na ramieniu.
-Dasz radę, wierzę w Ciebie –powiedziała moja matka.
-Ostatnią kreacją jest… bla bla bla –mówiła kobieta, powinnam już iść, ale nogi odmówiły posłuszeństwa. Zostałam wypchnięta zza kulis, prawie się potykając. Wolnym i niepewnym krokiem szłam przed siebie, rozglądając się dookoła. „skup się na jednej osobie, skup się na jednej osobie, skup się na jednej osobie” powtarzałam sobie w myślach słowa kobiety. Wzrokiem wyszukałam Ryana, który siedział z otwartą buzią, tak jak reszta moich towarzyszy. Uśmiechnęłam się do nich promiennie i puściłam oczko do swojego chłopaka. Zaczerwienił się… jak to słodko wyglądało.
Dobra teraz zrobić dwa obroty i powoli wycofać się z końca wybiegu. Byłam szczęśliwa, myślałam że inaczej będę reagowała ale czułam się swobodnie. Może jak będę miała jeszcze okazję to powtórzę to, ale na pewno nie będę zajmowała się tym zawodowo, to już postanowione.
Wszystkie modelki, wyszły po raz ostatni idąc gęsiego. Na końcu szłam z moją mamą pod rękę, która uśmiechała się od ucha do ucha. Nie widziałam u niej tego od śmierci ojca. Przystanęła na środku i otrzymała mikrofon, powiedziała kilka słów podziękowania i tym podobnym. Oklaski trwały z pięć minut.
-Powiesz coś? –szepnęła mi do ucha. W sumie czemu nie. Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam. Czekałam, aż Ci fani mody ucichną i zaczęłam swój wyczerpujący i pewnie przynudzający monolog.
-A więc jak już wiecie nazywam się Cloe i jestem córką, tej oto wspaniałej projektantki a zwłaszcza cudownej matki. -uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam. - Może życie nie jest kolorowe jak ta kolekcja, ale zawsze warto zaryzykować i ponieść się chwili. Chodzi mi o to, że dostałam szansę aby poczuć się pięknie i wyjątkowo. Nie chciałam być rozpoznawalna i miałam nadzieję żyć jak każda przeciętna nastolatka, ale najwidoczniej muszę się z tym pogodzić, bo moja rodzicielka osiągnie sukces i wierzę w nią z całego serca. –W tym momencie popłynęły mi łzy – Dodam jeszcze, że nie zamierzam rozpoczynać kariery jako modelka. Mam inne marzenia, które postaram się spełnić. Dziękuję wam wszystkim, za przybycie i mam nadzieję że się jeszcze kiedyś zobaczymy. Chciałabym jeszcze podziękować z całego serca swoim przyjaciołom, którzy mnie wspierają i są ze mną w najtrudniejszych chwilach. Kocham was. –wyszeptałam i popłakałam się; oddałam mikrofon mamie, która dodała swoje dwa grosze do całości.
Zeszłam ze sceny i szukałam tych wariatów po pustej prawie już sali. Nie było ich nigdzie, rozpłynęli się jak bańki mydlane. Usiadłam na wolnym krzesełku i zakryłam ręce w dłonie.
-chyba powiedziałam coś nie tak –szepnęłam sama do siebie.
-chyba jednak się mylisz –usłyszałam głos Jeya, podniosłam głowę do góry i spojrzałam na ucieszonych od ucha do ucha przyjaciół.
-no to… tuli- tuli –krzykną Chris i wszyscy podbiegli do mnie i ściskali z całej siły. Stalibyśmy tak jak długo by się dało, ale tą chwilę przerwała moja mama.
-No dzieciaki, wiem że ją kochacie, ale dajcie jej odetchnąć –zachichotała i skierowała się w stronę wyjścia
-Proszę pani –krzyknęła Pay
-tak?
-Możemy się zabrać z panią? Znaczy, że ja, Justin, Chris i Jey.
-Jasne, poczekajcie na mnie na zewnątrz.
-Ej a co ze mną? –skrzyżowałam ręce i spojrzałam na nich z pod byka
-A ty jedziesz ze mną –objął mnie w tali Ryan i pocałował w szyję. Wzruszyłam ramionami i wyszliśmy przed budynek. Parkingowy podjechał naszym pojazdem otwierając przede mną przy okazji drzwi.
-To dokąd jedziemy? –zapytałam niepewnym głosem
-zabieram Cię na kolację, a potem zobaczymy –uśmiechnęłam się.
Weszliśmy do eleganckiej restauracji z czerwono- złotymi elementami dekoracyjnymi. Starszy pan podgrywał na czarnym fortepianie specjalnie do kotleta, uśmiechając się przy tym. Chyba lubi swoją pracę. Lekko przygaszone światła, tworzyły romantyczną atmosferę w sam raz dla zakochanych. Na stolikach stały krwisto czerwone róże, których swoją drogą nie lubiłam. Zaprowadzono nas do stolika, oddalonego od reszty i podano kart dań. Zamówiliśmy posiłek i pogłębiliśmy się w szczerej rozmowie, którą potrzebowałam. Opowiedziałam mu o moich planach, o tańcach i o tym, że nie chcę zachowywać się jak rozpieszczona dziewczyna. Powiedział, że bez względu na wszystko, będzie mnie wspierał. Aż łezka zakręciła mi się w oku.
***
Normalnie wróciłam od babci, i od razu dodaję rozdział. Aż kusi mnie, żeby dodać jeszcze jeden, ale chcę poczekać. Powiem tylko że w następnym wszystko się zmieni. Czy na lepsze? A może na gorsze? heh zobaczycie.
Dziękuję, za komentarze
Dziękuję, za czytanie moich wypocin
Dziękuję, za to że jesteście
Dziękuję, za to że jesteście takie kochane ;*
Rozdział dedykuję "mużynowi" i Love040497 :D Normalnie motywujesz mnie do pisania nowych!
A teraz pytam sie kiedy będzie nn u MileyJustinLove??? No jak morzesz tak długo nie dodawać?? Pisałam ci na gg że pożałujesz jak nie bd następnego dnia i na serio pożałujesz! hehhe : dd
Aha no i jeszcze: Zapraszam na mojego drugiego bloga <KLIK>
-Ja dzisiaj nie idę do szkoły –odezwał się Justin. Zachichotałam i podniosłam się z łóżka, wyłączając przy tym dzwoniące urządzenie. Zarzuciłam szlafrok i zeszłam do kuchni w celu przyszykowania śniadania.
-Cześć mamo, wychodzisz gdzieś dzisiaj? –zapytałam nalewając do dwóch szklanek sok pomarańczowy. Rodzicielka zaczęła się ze mnie śmiać
-Co? Aż tak tragicznie wyglądają moje włosy? –przeczesałam je palcami i wyjęłam kilka kromek chleba.
-Nie kochanie, znaczy tak.. ale nie z tego się śmieję.
-Ach tak? To z czego?
-Dzisiaj jest mój pokaz mody. Obiecałaś, że przyjdziesz na niego z Ryanem. –upuściłam nóż z masłem i odwróciłam się przodem do kobiety
-To dzisiaj?
-Tak, będziecie prawda? To dla mnie naprawdę ważne.
-A mogę zabrać jeszcze kilka osób? Bo umówiłam się z nimi, że pójdziemy nad jezioro.
-Ile dokładnie?
-Ze mną było by sześć –zrobiłam minę biednego dzieciaka i złożyłam ręce jak do modlitwy
-No dobrze, ale teraz muszę dzwonić żeby załatwili więcej krzesełek –uśmiechnęłam się i pocałowałam ją w policzek. Dokończyłam robienie śniadania i we wspaniałym humorze powędrowałam do pokoju.
-Wstawaj śpiochu, szkoda dnia –powiedziałam głośno odkładając tacę z jedzeniem. Podeszłam do okna i odsłoniłam żaluzje wprowadzając jasne promienie do pomieszczenia
-Zgaś światło Beyonce, jeszcze tylko pięć minut –Jednym sprawnym ruchem zrzuciłam kołdrę z jego ciała.
-Zamknij okno kochanie, bo wieje mi po pośladkach –zaczęłam się śmiać, ale nawet to go nie obudziło. Ma twardy sen nie ma co.
-Jak nie wstaniesz za minutę, to będę musiała użyć bardziej drastycznych środków. –zamamrotał coś pod nosem i przekręcił się na drugi bok. Wywróciłam oczami i chwyciłam babeczkę z kremem, które kupiła mama i wysmarowałam mu całą twarz.
-No słodziaku, WSTWAJ –wydarłam się do jego ucha. Podniósł się jak gdyby nigdy nic.
-Cześć, która godzina?
-Chyba przed dziewiątą. A teraz idź umyj twarz, bo mam ochotę cię schrupać –zaśmiałam się, a on dotkną swoich policzków.
-Fuuujj… co to jest? –pobiegł do łazienki, a ja w tym czasie zjadłam swoją część śniadania, i wypiłam sok. –To dzisiaj idziemy nad jezioro tak? –zapytał wycierając mokre policzki o koszulkę. To już nie mógł użyć ręcznika?
-Zmiana planów, idziemy wspierać moją mamę w pracy. A ja obiecałam jej, że przyjdę.
-yyy.. a o której to jest?
-o 18, potem będzie jakiś bankiet. Więc będziemy mogli zmyć się wcześniej.
-spoko, to ja się zmywam już. I dzięki za wczoraj, naprawdę.
-Nie ma sprawy, od czego są przyjaciele. –no i jak zwykle przytulanie. Justin zjadł swoje śniadanie, ubrał się i poszedł do domu. Zadzwoniłam do reszty, że mają przyjść już do galerii, w której wszystko będzie się odbywało, a ja z mamą mam przyjechać wcześniej. W sumie nie wiem po ja tam, ale jak ona to powiedziała „potrzebuje wsparcia”
Godziny mijały, a ja nie miałam co ze sobą zrobić. Mama uszykowała mi jakieś ciuchy, żebym wyglądała odpowiednio. Założyłam krótką czarno- złotą sukienkę i zwykłe czarne szpilki <klik> . A moja mam założyła granatową, sięgającą do kolan z paskiem wkoło tali <klik>. Wyglądała w niej cudownie. Drobne poprawki na twarzy i włosach i byłyśmy, a raczej ja byłam gotowa do wyjścia. Usiadłam w kuchni i siedziałam bez ruchu, żeby nie popsuć wyglądy przedwcześnie.
No i znowu myślałam o swoim życiu. Przeszłam tyle skrzyżowań, zazwyczaj wybierając złą drogę. Tyle straciłam, ale też zyskałam wiele. Moje marzenia -zastąpiły inne. Ale czas powrócić do tego co naprawdę sprawia, że żyję. Że czuję się jak ryba w wodzie, czy jak ptak w powietrzu. Takie uczucie mam podczas tańca i zdecydowanie powrócę do tego, chociaż nie będzie łatwo. Ale trzeba spróbować. Poszłam na górę po niewielką kopertówkę i schowałam do niej telefon, klucze i gumy do żucia. Zadzwonił dzwonek, więc pomyślałam że to asystentka mojej mamy. No ale ona siedzi w tej galerii praktycznie od samego rana.
-Kochanie, do Ciebie –zawołała radośnie mama. Zeszłam po schodach i zobaczyłam uśmiechniętego Ryana z bukietem żółtych tulipanów. Ubrany był elegancko, ale nie zmienił swojego „luzackiego” stylu (dop aut. nie chce mi się opisywać ;p) Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
-Hej, mieliśmy spotkać się na miejscu – powiedziałam odbierając bukiet kwiatów. Powąchałam je, ale jak to ja mam nie czułam ich zapachu, bo skupiłam się na perfumach Ryana.
-Tak wiem, ale nie mogłem doczekać się, aż Cię zobaczę. Wyglądasz wspaniale –zakręcił mną dookoła i przyciągną mocno do siebie. Chciał, mnie pocałować ale zasłoniłam jego usta dłonią.
-Zgniatasz mi kwiaty, a pyzatym oszczędź te czułości na później. –poszłam wstawić bukiet do wody.
-Mamo jedziemy? –zapytałam, bo ile można się szykować?
-tak już. –wyszła i ubrała buty. –Pojedziecie sami? Bo po drodze mam zabrać kilka osób, i nie wiem czy się zmieścimy w aucie. –Spojrzałam na Ryana i kiwnęliśmy głowami na znak, że się zgadzamy. Mama wyszła przodem i pojechała. My również, poszliśmy w jej ślady.
Właśnie dojeżdżaliśmy, było pełno ludzi i osób z aparatami i mikrofonami. Nie spodziewałam się takiego rozgłosu. Myślałam, że będzie to skromny pokaz, ukazujący ciężką pracę mojej mamy. Myliłam się. Spojrzałam na Ryana, załamanym spojrzeniem.
-Nie będzie tak, źle. A teraz poczekaj chwilę –wysiadł z samochodu i okrążył go dookoła otwierając przede mną drzwi.
-Dzięki –pocałowałam go w policzek, i momentalnie zaczęto robić nam zdjęcia. Ci ludzie pewnie nie wiedzą kim jestem, a rzucają się jak na świeże mięso, za które dostaną pieniądze jak zrobią szokujące zdjęcie. Poprawiłam sukienkę, a mój chłopak dał kluczyki parkingowemu.
Szliśmy powoli po ciemno- czerwonym dywanie i uśmiechaliśmy się do reporterów, dokładnie tak jak kazała nam asystentka mojej mamy, która witała gości.
A wgl to co to ma być? Jakaś premiera filmu, czy zwykły pokaz? No nie wytrzymam, mam nadzieję że to pierwszy i ostatni raz. Zauważyłam, że dojechała moja mama w towarzystwie kilku przyjaciół i pracowników. Podeszła do mnie i uściskała mnie.
-Mamo, nie mówiłaś że to będzie TAK wyglądać. –powiedziałam, przez zaciśnięte zęby udając zadowolenie, aby fotoreporterzy nie uchwycili mojej złości
-Gdybym Ci powiedziała, nie przyszłabyś –no może i ma rację.
Weszliśmy do oświetlonej sali, zajmując swoje miejsca. Mama zniknęła gdzieś za sceną zostawiając nas samych, co odpowiadało nam w 100%.
-Przestań… -zachichotałam, słysząc czułe i nie co sprośne słówka z ust Ryana.
-Siema ludzie, niezła imprezka się szykuje –krzykną Jey, przepychając się miedzy siedzeniami, aby dostać się na swoją rezerwację.
-Cześć –uściskałam przyjaciół po kolei.
Pokaz się zaczął, wychodziły po kolei modelki zdecydowanie za chude jak dla mnie, ale nie mnie to oceniać. Ja oglądałam tylko ubrania, które widziałam już kilka razy i udawałam zainteresowaną pokazem.
Dlaczego mój telefon zawsze dzwoni w nieodpowiednim momencie? Zapytałam sama siebie, wyciągając fona z torebki.
-Mama? –powiedziałam na głos i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Po co dzwonisz? Przecież, trwa pokaz
-Tak wiem, ale mamy mały problem.
-Co się stało? –zapytałam zdziwiona, nie wiedząc o co chodzi
-Przyjdź za kulisy, to Ci wszystko wyjaśnię –rozłączyła się. Wstałam z siedzenia i oznajmiłam moim przyjaciołom, że zaraz wrócę.
Przepychałam się przez zatłoczony korytarz pełen ludzi, którzy chodzili z krótkofalówkami w rękach. Półnagie modelki szukające kreacji, którą mają założyć i stylistów dbających o ich wygląd.
-Przepraszam, szukam Demi Villegas –zapytałam się jakiegoś tęgiego mężczyznę, który był ubrany cały na czarno. Pewnie był kimś w stylu ochroniarza.
-Nowa modelka tak? –idź cały czas prosto i skręć koło schodków w lewo.
-Dziękuję –uśmiechnęłam się, i szłam przepychać się dalej. Nagle coś mnie olśniło
-Nowa modelka? –powiedziałam głośno, coś mi tu nie pasuje. Jeśli ona myśli, że ja wyjdę na tą scenę i będę paradowała przed aparatami to grubo się myli. Weszłam z hukiem do jakiegoś pomieszczenia w której krzątało się kolejne 15 osób, a miejsca jest tylko na góra osiem.
-Cześć skarbie –podbiegła do mnie matka i przytuliła. Odsunęłam ją od siebie.
-Jeśli myślisz, że wyjdę tam na górę, to się grubo mylisz. Nie mam zamiaru pokazywać się. I tak powinnaś się cieszyć, że wspieram Cię swoją obecnością. Ale według mnie za dużo oczekujesz ode mnie. –powiedziałam prawie jednym tchem
-Uwaga, możecie opuścić to pomieszczenie? –zwróciła się moja rodzicielka do zgromadzonych. Oni kiwnęli głowami i zostawili nas samych. Usiadłam na jednej ze skórzanych kanap i chwyciłam butelkę wody mineralnej. Upiłam łyk i spojrzałam pytającym spojrzeniem na matkę
-Chcesz mi coś powiedzieć, czy mogę wracać na salę?
-Kochanie, posłuchaj. Sponsorzy życzą sobie, abyś wyszła na wybieg i zaprezentowała tą sukienkę.
-Tą? –pokazałam palcem na swoje ubranie.
-Tak, nie mówiłam Ci, ale zrobiłam ją ze specjalnego materiału, i złotej nici. Jest naprawdę wyjątkowa.
-To ja ją ściągnę i dasz jakieś modelce, nie chcę wychodzić tam, nie chcę być rozpoznawana i nie chcę być SŁAWNA –zakręciły mi się łzy –Ja chcę żyć tak jak dawanie, bez błysku fleszy, bez uganiających się za mną reporterami. –Matka pokręciła bezradnie głową.
-Skarbie, nie chcę Cię do niczego zmuszać. Zrobisz jak uważasz, trudno.. stracimy sponsorów i kilka tysięcy, ale poradzimy sobie. –i po co ona to mówiła? Westchnęłam głośno.
-Dobra zgadzam się. Ale obiecaj mi, że to jest pierwszy i ostatni raz?
-Obiecuję –matka się rozkleiła, nie wiedziałam że, aż tak ważny jest dla niej ten pokaz. W prawdzie w domu nie mówi o niczym innym, tylko o tym że właśnie spełnia swoje marzenie. Marzenie bycia projektantką, posiadania własnej kolekcji, butików. Pomogę jej spełnić to marzenia, tylko dla tego, że wiem ile to dla niej znaczy.
Stylistki zabrały mnie i zaczęły układać mi na nowo włosy i poprawiać makijaż. Nie wiem jak te modelki to wytrzymują, ciągle ktoś za tobą biega i nie odchodzi na krok. Do tego ten hałas, którego nie słychać na widowni. Zaraz pękną mi bębenki, zacisnęłam mocniej dłonie i czekałam aż ten koszmar się skończy.
Już stałam w wyznaczonym miejscu, i czekałam aż prowadząca zapowie mnie, a dokładniej moją kreację. Chwila ciszy… a ja nie wiem co mam robić. Po prostu iść i starać się nie potknąć, powtarzałam sobie w myślach.
-Skup się na jedne osobie, będzie Ci łatwiej –powiedziała jakaś wychudzona modelka, która schodziła z wybiegu. Uśmiechnęłam się blado w jej kierunku. Denerwowałam się, co było dziwne, przecież jak byłam Cherrederką to występowałam przed tłumami. Możliwe, że było tam nawet więcej ludzi, niż tutaj. Ale w tym momencie, wszystkie oczy będą skierowane prosto na mnie, nie na drużynę tylko na mnie. Wzięłam kilka głębokich wdechów, i poczułam ucisk na ramieniu.
-Dasz radę, wierzę w Ciebie –powiedziała moja matka.
-Ostatnią kreacją jest… bla bla bla –mówiła kobieta, powinnam już iść, ale nogi odmówiły posłuszeństwa. Zostałam wypchnięta zza kulis, prawie się potykając. Wolnym i niepewnym krokiem szłam przed siebie, rozglądając się dookoła. „skup się na jednej osobie, skup się na jednej osobie, skup się na jednej osobie” powtarzałam sobie w myślach słowa kobiety. Wzrokiem wyszukałam Ryana, który siedział z otwartą buzią, tak jak reszta moich towarzyszy. Uśmiechnęłam się do nich promiennie i puściłam oczko do swojego chłopaka. Zaczerwienił się… jak to słodko wyglądało.
Dobra teraz zrobić dwa obroty i powoli wycofać się z końca wybiegu. Byłam szczęśliwa, myślałam że inaczej będę reagowała ale czułam się swobodnie. Może jak będę miała jeszcze okazję to powtórzę to, ale na pewno nie będę zajmowała się tym zawodowo, to już postanowione.
Wszystkie modelki, wyszły po raz ostatni idąc gęsiego. Na końcu szłam z moją mamą pod rękę, która uśmiechała się od ucha do ucha. Nie widziałam u niej tego od śmierci ojca. Przystanęła na środku i otrzymała mikrofon, powiedziała kilka słów podziękowania i tym podobnym. Oklaski trwały z pięć minut.
-Powiesz coś? –szepnęła mi do ucha. W sumie czemu nie. Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam. Czekałam, aż Ci fani mody ucichną i zaczęłam swój wyczerpujący i pewnie przynudzający monolog.
-A więc jak już wiecie nazywam się Cloe i jestem córką, tej oto wspaniałej projektantki a zwłaszcza cudownej matki. -uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam. - Może życie nie jest kolorowe jak ta kolekcja, ale zawsze warto zaryzykować i ponieść się chwili. Chodzi mi o to, że dostałam szansę aby poczuć się pięknie i wyjątkowo. Nie chciałam być rozpoznawalna i miałam nadzieję żyć jak każda przeciętna nastolatka, ale najwidoczniej muszę się z tym pogodzić, bo moja rodzicielka osiągnie sukces i wierzę w nią z całego serca. –W tym momencie popłynęły mi łzy – Dodam jeszcze, że nie zamierzam rozpoczynać kariery jako modelka. Mam inne marzenia, które postaram się spełnić. Dziękuję wam wszystkim, za przybycie i mam nadzieję że się jeszcze kiedyś zobaczymy. Chciałabym jeszcze podziękować z całego serca swoim przyjaciołom, którzy mnie wspierają i są ze mną w najtrudniejszych chwilach. Kocham was. –wyszeptałam i popłakałam się; oddałam mikrofon mamie, która dodała swoje dwa grosze do całości.
Zeszłam ze sceny i szukałam tych wariatów po pustej prawie już sali. Nie było ich nigdzie, rozpłynęli się jak bańki mydlane. Usiadłam na wolnym krzesełku i zakryłam ręce w dłonie.
-chyba powiedziałam coś nie tak –szepnęłam sama do siebie.
-chyba jednak się mylisz –usłyszałam głos Jeya, podniosłam głowę do góry i spojrzałam na ucieszonych od ucha do ucha przyjaciół.
-no to… tuli- tuli –krzykną Chris i wszyscy podbiegli do mnie i ściskali z całej siły. Stalibyśmy tak jak długo by się dało, ale tą chwilę przerwała moja mama.
-No dzieciaki, wiem że ją kochacie, ale dajcie jej odetchnąć –zachichotała i skierowała się w stronę wyjścia
-Proszę pani –krzyknęła Pay
-tak?
-Możemy się zabrać z panią? Znaczy, że ja, Justin, Chris i Jey.
-Jasne, poczekajcie na mnie na zewnątrz.
-Ej a co ze mną? –skrzyżowałam ręce i spojrzałam na nich z pod byka
-A ty jedziesz ze mną –objął mnie w tali Ryan i pocałował w szyję. Wzruszyłam ramionami i wyszliśmy przed budynek. Parkingowy podjechał naszym pojazdem otwierając przede mną przy okazji drzwi.
-To dokąd jedziemy? –zapytałam niepewnym głosem
-zabieram Cię na kolację, a potem zobaczymy –uśmiechnęłam się.
Weszliśmy do eleganckiej restauracji z czerwono- złotymi elementami dekoracyjnymi. Starszy pan podgrywał na czarnym fortepianie specjalnie do kotleta, uśmiechając się przy tym. Chyba lubi swoją pracę. Lekko przygaszone światła, tworzyły romantyczną atmosferę w sam raz dla zakochanych. Na stolikach stały krwisto czerwone róże, których swoją drogą nie lubiłam. Zaprowadzono nas do stolika, oddalonego od reszty i podano kart dań. Zamówiliśmy posiłek i pogłębiliśmy się w szczerej rozmowie, którą potrzebowałam. Opowiedziałam mu o moich planach, o tańcach i o tym, że nie chcę zachowywać się jak rozpieszczona dziewczyna. Powiedział, że bez względu na wszystko, będzie mnie wspierał. Aż łezka zakręciła mi się w oku.
***
Normalnie wróciłam od babci, i od razu dodaję rozdział. Aż kusi mnie, żeby dodać jeszcze jeden, ale chcę poczekać. Powiem tylko że w następnym wszystko się zmieni. Czy na lepsze? A może na gorsze? heh zobaczycie.
Dziękuję, za komentarze
Dziękuję, za czytanie moich wypocin
Dziękuję, za to że jesteście
Dziękuję, za to że jesteście takie kochane ;*
Rozdział dedykuję "mużynowi" i Love040497 :D Normalnie motywujesz mnie do pisania nowych!
A teraz pytam sie kiedy będzie nn u MileyJustinLove??? No jak morzesz tak długo nie dodawać?? Pisałam ci na gg że pożałujesz jak nie bd następnego dnia i na serio pożałujesz! hehhe : dd
Aha no i jeszcze: Zapraszam na mojego drugiego bloga <KLIK>
Blondie, po 2 dniach nic nie robienia, rozpoczyna dzisiaj oficjalnie ferie. O 15 wychodzi kierując swoje ciało i umysł (prawie cały) w stronę Akademików AGH na imprezę pt: 'weź ile tylko masz znajomych, im nas więcej tym śmieszniej'. By później spędzić upojną noc ze swą Panną M., która tak czy siak potem skwituje ją – znowu mi zabierałaś pościel! Następnego dnia powita 'warszawke' strasznie wcześnie rano – punkt 9 - którą wykorzysta brutalnie do swych niecnych celów...
Niedzielę zacznie w nocy, gdyż o 6:28 wsiądzie w pociąg w stronę Lublina. Na terenie którego będzie przebywać aż do wtorku, kiedy to ostatnim możliwym pociągiem wróci do Krakowa, by zdać relację jak dobrze się bawiła.

Ja - Ryan.
Ty - Bam.
I wszystko jasne!
Niedzielę zacznie w nocy, gdyż o 6:28 wsiądzie w pociąg w stronę Lublina. Na terenie którego będzie przebywać aż do wtorku, kiedy to ostatnim możliwym pociągiem wróci do Krakowa, by zdać relację jak dobrze się bawiła.

Ja - Ryan.
Ty - Bam.
I wszystko jasne!
Witam na nowej nowym serwisie o serwisach randkowych w Polsce.
Zarejestrowałem tego bloga, żeby pomóc osobom są nieśmiali w znalezieniu wymarzonego partnera.
W naszym kraju sposób umawiania się na randki poprzez sieć swoje początki miał u progu tego wieku. W tamtym czasie z takich usług korzystała tylko mała ilość osób osób, a najliczeniejszą gromadą były samotne matki.
Po kilkunastu latach, można śmiało oznajmić, iż przeistoczyło się to w nader wysokim stopniu.
Dziś z plusów braku kontaktu twarzą w twarz w podrywie używa mnóstwo mężczyzn, zazwyczaj w wieku dwudziestu kilku lat. W związku z tym spostrzegamy wzrost liczebności portali do randek sieciowych.
Niekwestionowanym liderem omawianej sfery naszego biznesu jest sympatia. Wyróżniający się, kierowany poprzez grupę Onet, zawierający około 5 milionów userów portal. Mocnym atutem tego portalu jest liczba funkcji, za pomocą jakiej zdołamy się skontaktować z interesującą nas postacią: flirt, oczka, podrunki, niedyskretne pytania, mail. Drugą zaletą jest również dokładna moderacja. Za sprawą tego niewiele jest tam sztucznych profili. Jednak niewątpliwym negatywem jest cena za możność pisania na portalu.
Za sympatią istnieje gromada serwisów www, jaka ma zbliżony udział w rynku. Dlatego pozwolicie, iż nie będę się szczegółowo rozwodził na temat każdej z nich:
- badoo - zdołamy zarejestrować się się za pomocą facebook`a, w głównym stopniu bezpłatny
- randkowa - serwis nastawiony w zasadzie na tworzenie stosunków. Jeśli potrzebujemy coś przesłać do drugiej osoby, musimynabyć abonament (około 8 zł/miesiąc)
- e-darling - portal, w którym gdy pożądamy jakkolwiek skontaktować się z drugą osobą, musimy kupić mega drogi abonament
- randki.o2, znajomi.interia.pl - bezpłatne witryny, morze podstawionych kont
Tymczasem różniącym się portalem jest według mnie fotka.pl. To portal pozwalający na bardziej podbijanie ego nastolatek i szukanie przez nich pseudo kariery modelki. Jednakże naturalnie również można na nim działać odnośnie podrywania.
Zarejestrowałem tego bloga, żeby pomóc osobom są nieśmiali w znalezieniu wymarzonego partnera.
W naszym kraju sposób umawiania się na randki poprzez sieć swoje początki miał u progu tego wieku. W tamtym czasie z takich usług korzystała tylko mała ilość osób osób, a najliczeniejszą gromadą były samotne matki.
Po kilkunastu latach, można śmiało oznajmić, iż przeistoczyło się to w nader wysokim stopniu.
Dziś z plusów braku kontaktu twarzą w twarz w podrywie używa mnóstwo mężczyzn, zazwyczaj w wieku dwudziestu kilku lat. W związku z tym spostrzegamy wzrost liczebności portali do randek sieciowych.
Niekwestionowanym liderem omawianej sfery naszego biznesu jest sympatia. Wyróżniający się, kierowany poprzez grupę Onet, zawierający około 5 milionów userów portal. Mocnym atutem tego portalu jest liczba funkcji, za pomocą jakiej zdołamy się skontaktować z interesującą nas postacią: flirt, oczka, podrunki, niedyskretne pytania, mail. Drugą zaletą jest również dokładna moderacja. Za sprawą tego niewiele jest tam sztucznych profili. Jednak niewątpliwym negatywem jest cena za możność pisania na portalu.
Za sympatią istnieje gromada serwisów www, jaka ma zbliżony udział w rynku. Dlatego pozwolicie, iż nie będę się szczegółowo rozwodził na temat każdej z nich:
- badoo - zdołamy zarejestrować się się za pomocą facebook`a, w głównym stopniu bezpłatny
- randkowa - serwis nastawiony w zasadzie na tworzenie stosunków. Jeśli potrzebujemy coś przesłać do drugiej osoby, musimynabyć abonament (około 8 zł/miesiąc)
- e-darling - portal, w którym gdy pożądamy jakkolwiek skontaktować się z drugą osobą, musimy kupić mega drogi abonament
- randki.o2, znajomi.interia.pl - bezpłatne witryny, morze podstawionych kont
Tymczasem różniącym się portalem jest według mnie fotka.pl. To portal pozwalający na bardziej podbijanie ego nastolatek i szukanie przez nich pseudo kariery modelki. Jednakże naturalnie również można na nim działać odnośnie podrywania.
W sumie, to nic się nie zmieniło!
Poza tym że tutaj już nikogo nie ma, co nie?
Poza tym że tutaj już nikogo nie ma, co nie?
Proszę was zobaczcie jeżeli gracie w minecrafta , a nawet jak nie to was proszę o oglądnięcie tego filmiku . Jak macie pomysły na jakies budowle to prosze o komentarze pod filmikiem . Naprawdę to są tylko 2 min . A mi na tym zależy . Ja z kolegami dopiero zaczęłam budować . Jak będą propozycja to wam będę pokazywała . : ))
Tu macie link . I proszę o łapki w górę .
Dziękuje : ***
Tu macie link . I proszę o łapki w górę .
Dziękuje : ***
Wstałam powoli z łóżka , a ten ktoś nadal w nie pukał . Podeszłam do niego i odsłoniłam firankę ,a Tam ujrzałam ...........
Matta . Zdziwiona , bardzo odtworzyłam drzwi balkonowe i spojrzałam na niego , a on posłał mi śliczny uśmiech . - Cześć - odezwał się pierwszy z tym swoim bananem na buzi .
- Cześć , co ty tutaj robisz ? - Spojrzałam na niego i ręką pokazałam mu , żeby wszedł do środka . Zamknęłam powoli drzwi i zasłoniłam firankę .
- Przyszedłem do ciebie , byłem dzisiaj już tu kilka razu , ale ciebie nie było . - On tu był , o nie .
- Byłeś tutaj ?- popatrzyłam na niego wystraszona , jeśli on gadał z moim ojcem to mi się oberwie . Nigdy nie lubił jak ktoś przychodził do mnie lub się o mnie pytał .
- Tak , ale nikogo nie było i twoja sąsiadka , mówiła , ze gdzieś wyszłaś , no więc chwile czekałem , ale ciebie nie było , no i poszedłem , po jakimś czasie wróciłem , ale nadal nikogo nie było . A właśnie teraz szedłem ulicą i zobaczyłem , ze paliło się u ciebie światło , a nie wiedziałem czy twoi rodzice nie śpią więc wszedłem tędy . - Trochę smutno mi się zrobiło kiedy powiedział " rodziców " , ale postanowiłam mu nie mówić na razie , że nie mam mamy . Może kiedyś mu powiem , ale nie teraz .
- Aha , no ale musimy być cicho , żeby mój ojciec nas nie usłyszał .
- Ok - uśmiechną się do mnie i popatrzył na łóżko . - Mogę usiąść ?- spojrzał na mnie .
- Jasne siadaj - popatrzyłam się ,na niego ,a on usiadł . Boje się strasznie no bo jeśli mój ojciec nas usłyszy , no to już po mnie . No ale tez nie chce go wyganiać.
- więc co robiłaś przez cały dzień jeśli mogę wiedzieć ? - spytał się rozglądając po moim pokoju .
- Spędzałam czas z moim chłopakiem - stałam i patrzyłam się na niego , dziwnie się czułam , tak w nocy z chłopakiem w pokoju .
Pogadałam z nim jeszcze jakieś dwadzieścia minut , ale on tu nie może tyle być .
- przepraszam , ale ja jutro idę do szkoły , a wiesz już jest bardzo późno no i ja chciałabym już pójść spać . - On popatrzył na mnie i po chwili wstał , a ja za nim.
- No dobra to już idę . Mam iść znowu przez balkon?
- No wiesz , tak bo nie chce , żeby ojciec się obudził .- Podeszłam do drzwi , złapał za klamkę i je otworzyłam szybkom ruchem . Od razu do pokoju , wpadł zimny powiew wiatru . Spojrzałam na Matta .- No to pa . - uśmiechnełam się do niego .
- No cześć - przybliżył się do mnie i pocałował mnie w kącik ust . Popatrzyłam na niego zaszokowanym wzrokiem , a on się uśmiechną i wyszedł . Zamknęłam za nim drzwi , i podeszłam do drzwi od pokoju , zgasiłam światło i podeszłam na łóżko ,a po chwili się na nim położyłam. Już po chwili usnęłam .
- Dzisiaj do odpowiedzi .....-bałam się, że nauczycielka , weźmie mnie do odpowiedzi . Wcześniej byłam przygotowana na każda lekcję no ale teraz , nie miałam czasu . Od dawna wcale się nie bawiłam ,a teraz spędziłam czas z Justinem no i nie chciało mi się nauczyć , ale akurat tylko wczoraj - Alice - O nie , no . Serce zaczęło mi bić , tak się bałam , ze dostane złą ocenę bo gdyby ojciec się dowiedział to by mi się dostało . Mimo , ze każe mi robić tyle rzeczy to jeszcze muszę się dobrze uczyć . A on ma jeszcze tak , ze jedna z nauczycielek jest jego koleżanką .
Wstałam od ławki i powoli kierowałam się w stronę tablicy . Stanęłam przy niej , a na nauczycielka zaczęła zadawać mi pytania , odpowiadając na nie rozglądałam się po klasie i zauważyłam ,że nie ma dzisiaj Matta .
Odpowiedziałam na dwa pytania ,a na resztę nie umiałam , bałam się złej oceny bo wiedziałam , co by mnie czekało w domu . nauczycielka spojrzała na mnie - Dobra siadaj , dzisiaj nic ci nie wstawię - Podążyłam do ławki ,a podczas tego wszyscy zaczęli się śmiać , ze nie umiem nic mówić i takie tam . Siadłam na krzesełku przy ławce i wsłuchiwałam się w głos nauczycielki .
****
- Przepraszam cię , ale dzisiaj musisz zostać sama w sklepie ponieważ ja jadę do mojego brata . Więc tu masz kluczyki - podał mi przedmiot - i o dziewiętnastej zamknij sklep .- Patrzyłam na niego zdziwiona.
- O 19 ..?
- No Tak , to ja już idę .
- Do widzenia - zdążyłam tyle powiedzieć ,a on już znikną za drzwiami .
Ja mam jutro przecież szkołę , prosto po niej dzisiaj przyszłam tu jutro sprawdzian , ja muszę dorobić lekcję , no super nie wyrobie się . Skierowałam się na zaplecze , zdjęłam plecak i rzuciłam go gdzieś pod ścianę . Zdjęłam kurtkę i położyłam ja na kanapie .
Weszłam do drugiego pomieszczenia i wzięłam jedną skrzynkę .Podeszłam do półek z warzywami i wybrałam już te trochę zepsute . Ja nie chce już tu pracować jest okropnie . Zazdroszczę wszystkim w mojej klasie , mają dwoje rodziców ,akurat nikt z nich nie mieszka w domu z alkoholikiem , mają dzieciństwo , a ja nie . Moje zajęcie , to tylko szkoła , praca no i dom , w którym muszę sprzątać , prać gotować i robić wszystko . Dzięki Justinowi mogę czasami się od tego oderwać , no ale gdyby nie on to moje życie nie miałoby sensu , tak jak nie miało kilka miesięcy temu .
Wybrałam chyba już wszystkie zepsute warzywa i poniosłam się , wzięłam w ręce skrzynkę i kierowałam się na zaplecze , spojrzałam na ścianę , na której ujrzałam nowy obraz . Śliczny , chwila przecież ja tak dawno nie malowałam , zapotniałam o tym . Muszę się znowu za to wsiąść .
Odstawiłam warzywa pod drzwiami i wyjęłam książki z mojego plecaka .Podeszłam do kasy , rozłożyłam książki i przysunęłam sobie krzesełko , zaczęłam je odrabiać , ale jakoś nie mogłam się skupić bo cały czas myślałam o Justinie , o tym jak on może być z kimś takim jak ja , z taką no taką nieudacznicą . Usłyszałam jak drzwi otwierają się spojrzałam w tamta stronę i zobaczyłam matkę wchodzącą do sklepu ze swoją córką , która wyglądała na jakieś pięć lat . Od razu przypomniało mi się to jak kiedyś ja ze swoja mamą chodziłam na zakupy .
- Dzień dobry - uśmiechnełam się do kobiety .
- Dzień dobry - odpowiedziała, ja zajęłam się dalej rozwiązywaniem zadań z matmy ,a pani wybierała jakieś warzywa , pochwiki podeszła do kasy policzyłam jej wszystko , ona zapłaciła i wyszła .
***
- Uff ,skończone - uśmiechnełam się sama do siebie , wzięłam mopa i odniosłam go na jego miejsce , pozbierałam książki i wsadziłam je do plecaka , wzięłam swoja kurtkę i ją założyłam . Gdy wszystko ogarnęłam ,zgasiłam światło i wyszłam ze sklepu , zakluczyłam go i udałam się w stronę supermarketu .
Po kilku minutach byłam już w tym miejscu w którym miałam się znaleźć . Wzięłam wózek i zaczęłam chodzić między półkami wybierając potrzebne produkty .
Podeszłam do szafeczki z chlebami , wybrałam jeden i odkręciłam się w stronę wózka , lecz nie chcący na kogoś wpadłam , potykając się o kółko od wózka . - Przepraszam - powiedziałam cicho i podniosłam głowę- Justin ?
- O cześć Alice , nic ci się nie stało ?
- nie nic , - oderwałam się szybko od niego i włożyłam chleb do wózka .
- Jak fajnie , ze cię widzę stęskniłem się za tobą - Popatrzył na mnie i zaczął iść ze mną w stronę kasy .
- Widzieliśmy się wczoraj - zaśmiałam się cicho.
- no wiem , ale i tak się stęskniłem , chce cię przytulić .
- No , ale nie możesz tu są ludzie . - podpatrzyłam na niego .
- Tak wiem , więc ja będę czekał na ciebie przed wyjściem 0k ? - spojrzał w moje oczy .
-Ok - uśmiechnęłam się i zaczęłam wystawiać produkty , a Justin zniknął za drzwiami .
Przytulił mnie do siebie bardzo mocno , jest już bardzo ciemno na dworze więc nikt go nie rozpozna . Dałam mu całusa w policzek , a on na to zrobił smutna minkę .
- nie widzieliśmy się od wczoraj ,a ty mi dajesz tu tylko buziaka , w policzek - Powiedział , na co ja wybuchłam śmiechem . Przybliżyłam swoja twarz do jego i pocałowałam go bardzo namiętnie , na co on odwzajemnił ..............................
Matta . Zdziwiona , bardzo odtworzyłam drzwi balkonowe i spojrzałam na niego , a on posłał mi śliczny uśmiech . - Cześć - odezwał się pierwszy z tym swoim bananem na buzi .
- Cześć , co ty tutaj robisz ? - Spojrzałam na niego i ręką pokazałam mu , żeby wszedł do środka . Zamknęłam powoli drzwi i zasłoniłam firankę .
- Przyszedłem do ciebie , byłem dzisiaj już tu kilka razu , ale ciebie nie było . - On tu był , o nie .
- Byłeś tutaj ?- popatrzyłam na niego wystraszona , jeśli on gadał z moim ojcem to mi się oberwie . Nigdy nie lubił jak ktoś przychodził do mnie lub się o mnie pytał .
- Tak , ale nikogo nie było i twoja sąsiadka , mówiła , ze gdzieś wyszłaś , no więc chwile czekałem , ale ciebie nie było , no i poszedłem , po jakimś czasie wróciłem , ale nadal nikogo nie było . A właśnie teraz szedłem ulicą i zobaczyłem , ze paliło się u ciebie światło , a nie wiedziałem czy twoi rodzice nie śpią więc wszedłem tędy . - Trochę smutno mi się zrobiło kiedy powiedział " rodziców " , ale postanowiłam mu nie mówić na razie , że nie mam mamy . Może kiedyś mu powiem , ale nie teraz .
- Aha , no ale musimy być cicho , żeby mój ojciec nas nie usłyszał .
- Ok - uśmiechną się do mnie i popatrzył na łóżko . - Mogę usiąść ?- spojrzał na mnie .
- Jasne siadaj - popatrzyłam się ,na niego ,a on usiadł . Boje się strasznie no bo jeśli mój ojciec nas usłyszy , no to już po mnie . No ale tez nie chce go wyganiać.
- więc co robiłaś przez cały dzień jeśli mogę wiedzieć ? - spytał się rozglądając po moim pokoju .
- Spędzałam czas z moim chłopakiem - stałam i patrzyłam się na niego , dziwnie się czułam , tak w nocy z chłopakiem w pokoju .
Pogadałam z nim jeszcze jakieś dwadzieścia minut , ale on tu nie może tyle być .
- przepraszam , ale ja jutro idę do szkoły , a wiesz już jest bardzo późno no i ja chciałabym już pójść spać . - On popatrzył na mnie i po chwili wstał , a ja za nim.
- No dobra to już idę . Mam iść znowu przez balkon?
- No wiesz , tak bo nie chce , żeby ojciec się obudził .- Podeszłam do drzwi , złapał za klamkę i je otworzyłam szybkom ruchem . Od razu do pokoju , wpadł zimny powiew wiatru . Spojrzałam na Matta .- No to pa . - uśmiechnełam się do niego .
- No cześć - przybliżył się do mnie i pocałował mnie w kącik ust . Popatrzyłam na niego zaszokowanym wzrokiem , a on się uśmiechną i wyszedł . Zamknęłam za nim drzwi , i podeszłam do drzwi od pokoju , zgasiłam światło i podeszłam na łóżko ,a po chwili się na nim położyłam. Już po chwili usnęłam .
- Dzisiaj do odpowiedzi .....-bałam się, że nauczycielka , weźmie mnie do odpowiedzi . Wcześniej byłam przygotowana na każda lekcję no ale teraz , nie miałam czasu . Od dawna wcale się nie bawiłam ,a teraz spędziłam czas z Justinem no i nie chciało mi się nauczyć , ale akurat tylko wczoraj - Alice - O nie , no . Serce zaczęło mi bić , tak się bałam , ze dostane złą ocenę bo gdyby ojciec się dowiedział to by mi się dostało . Mimo , ze każe mi robić tyle rzeczy to jeszcze muszę się dobrze uczyć . A on ma jeszcze tak , ze jedna z nauczycielek jest jego koleżanką .
Wstałam od ławki i powoli kierowałam się w stronę tablicy . Stanęłam przy niej , a na nauczycielka zaczęła zadawać mi pytania , odpowiadając na nie rozglądałam się po klasie i zauważyłam ,że nie ma dzisiaj Matta .
Odpowiedziałam na dwa pytania ,a na resztę nie umiałam , bałam się złej oceny bo wiedziałam , co by mnie czekało w domu . nauczycielka spojrzała na mnie - Dobra siadaj , dzisiaj nic ci nie wstawię - Podążyłam do ławki ,a podczas tego wszyscy zaczęli się śmiać , ze nie umiem nic mówić i takie tam . Siadłam na krzesełku przy ławce i wsłuchiwałam się w głos nauczycielki .
****
- Przepraszam cię , ale dzisiaj musisz zostać sama w sklepie ponieważ ja jadę do mojego brata . Więc tu masz kluczyki - podał mi przedmiot - i o dziewiętnastej zamknij sklep .- Patrzyłam na niego zdziwiona.
- O 19 ..?
- No Tak , to ja już idę .
- Do widzenia - zdążyłam tyle powiedzieć ,a on już znikną za drzwiami .
Ja mam jutro przecież szkołę , prosto po niej dzisiaj przyszłam tu jutro sprawdzian , ja muszę dorobić lekcję , no super nie wyrobie się . Skierowałam się na zaplecze , zdjęłam plecak i rzuciłam go gdzieś pod ścianę . Zdjęłam kurtkę i położyłam ja na kanapie .
Weszłam do drugiego pomieszczenia i wzięłam jedną skrzynkę .Podeszłam do półek z warzywami i wybrałam już te trochę zepsute . Ja nie chce już tu pracować jest okropnie . Zazdroszczę wszystkim w mojej klasie , mają dwoje rodziców ,akurat nikt z nich nie mieszka w domu z alkoholikiem , mają dzieciństwo , a ja nie . Moje zajęcie , to tylko szkoła , praca no i dom , w którym muszę sprzątać , prać gotować i robić wszystko . Dzięki Justinowi mogę czasami się od tego oderwać , no ale gdyby nie on to moje życie nie miałoby sensu , tak jak nie miało kilka miesięcy temu .
Wybrałam chyba już wszystkie zepsute warzywa i poniosłam się , wzięłam w ręce skrzynkę i kierowałam się na zaplecze , spojrzałam na ścianę , na której ujrzałam nowy obraz . Śliczny , chwila przecież ja tak dawno nie malowałam , zapotniałam o tym . Muszę się znowu za to wsiąść .
Odstawiłam warzywa pod drzwiami i wyjęłam książki z mojego plecaka .Podeszłam do kasy , rozłożyłam książki i przysunęłam sobie krzesełko , zaczęłam je odrabiać , ale jakoś nie mogłam się skupić bo cały czas myślałam o Justinie , o tym jak on może być z kimś takim jak ja , z taką no taką nieudacznicą . Usłyszałam jak drzwi otwierają się spojrzałam w tamta stronę i zobaczyłam matkę wchodzącą do sklepu ze swoją córką , która wyglądała na jakieś pięć lat . Od razu przypomniało mi się to jak kiedyś ja ze swoja mamą chodziłam na zakupy .
- Dzień dobry - uśmiechnełam się do kobiety .
- Dzień dobry - odpowiedziała, ja zajęłam się dalej rozwiązywaniem zadań z matmy ,a pani wybierała jakieś warzywa , pochwiki podeszła do kasy policzyłam jej wszystko , ona zapłaciła i wyszła .
***
- Uff ,skończone - uśmiechnełam się sama do siebie , wzięłam mopa i odniosłam go na jego miejsce , pozbierałam książki i wsadziłam je do plecaka , wzięłam swoja kurtkę i ją założyłam . Gdy wszystko ogarnęłam ,zgasiłam światło i wyszłam ze sklepu , zakluczyłam go i udałam się w stronę supermarketu .
Po kilku minutach byłam już w tym miejscu w którym miałam się znaleźć . Wzięłam wózek i zaczęłam chodzić między półkami wybierając potrzebne produkty .
Podeszłam do szafeczki z chlebami , wybrałam jeden i odkręciłam się w stronę wózka , lecz nie chcący na kogoś wpadłam , potykając się o kółko od wózka . - Przepraszam - powiedziałam cicho i podniosłam głowę- Justin ?
- O cześć Alice , nic ci się nie stało ?
- nie nic , - oderwałam się szybko od niego i włożyłam chleb do wózka .
- Jak fajnie , ze cię widzę stęskniłem się za tobą - Popatrzył na mnie i zaczął iść ze mną w stronę kasy .
- Widzieliśmy się wczoraj - zaśmiałam się cicho.
- no wiem , ale i tak się stęskniłem , chce cię przytulić .
- No , ale nie możesz tu są ludzie . - podpatrzyłam na niego .
- Tak wiem , więc ja będę czekał na ciebie przed wyjściem 0k ? - spojrzał w moje oczy .
-Ok - uśmiechnęłam się i zaczęłam wystawiać produkty , a Justin zniknął za drzwiami .
Przytulił mnie do siebie bardzo mocno , jest już bardzo ciemno na dworze więc nikt go nie rozpozna . Dałam mu całusa w policzek , a on na to zrobił smutna minkę .
- nie widzieliśmy się od wczoraj ,a ty mi dajesz tu tylko buziaka , w policzek - Powiedział , na co ja wybuchłam śmiechem . Przybliżyłam swoja twarz do jego i pocałowałam go bardzo namiętnie , na co on odwzajemnił ..............................
Dzisiejsza Nocka z Ann ; *
Nie mogę się pozbierać ale za niedługo zobaczę mojego K <3
Jutro studniówka.. jestem sceptycznie nastawiona, jednak być może zostanę mile zaskoczona
Wiem że będziemy tańczyć caaaałą noc .
Kocham Cię PUCHATKU <3
Nie mogę się pozbierać ale za niedługo zobaczę mojego K <3
Jutro studniówka.. jestem sceptycznie nastawiona, jednak być może zostanę mile zaskoczona
Wiem że będziemy tańczyć caaaałą noc .
Kocham Cię PUCHATKU <3
..na świecie nie ma talerzy, nie istnieją tramwaje oraz seksualność.
nikt nie stworzył okien, które można powybijać;
ani kropek, ani średników, gwiazdek, ani znaków zapytania.
mamy słowotoki, depilacja nie boli, a teraz pijemy gorącą herbatę.
dziś nie pójdę spać.
co z tego, że jutro mam znów iść do pracy?
stan świadomości nie istnieje.

!!!TRZY DNI PÓŹNIEJ!!!
***oczami Jenn*** godz.8:30 (szpital)
Drogi Pamiętniku!!
Po pierwsze: wszystko układa się w najlepsze! Teraz od kont jestem z Liam’em czuję że mam wszystko. Chłopak nie przestaje mnie zaskakiwać. Ciągle kupuje mi czerwone róże, czekoladki. Przyjmuje je bo chcę żeby również był szczęśliwy ale nie może to trwać bez końca… to znaczy może ale nie chcę czuć że go wykorzystuje. Mam nadzieję że to szczęście będzie trwało jak najdłużej tylko mam małe ale Nicol i Harry. Widzę że mając coś do siebie.. więcej niż „coś” tylko nie mam pomysłu by ich swatać zresztą reszta też nie. Było by cudownie gdyby zaczęli razem chodzić ale na razie cieszę się że oboje się zmieniają, na lepsze. Przestają wdawać się w romanse przynajmniej Nicol ale Harry też się stara. Mam nawet dowód!!!… przez ostatnie trzy dni nie gadał z żadną dziewczyną oprócz „trio One Direction” czyli mnie, Nicol i Leti. Chwytliwa nazwa co nie?..hehe zresztą nasza babska banda też musi się jakąś nazywać a że nazwę wymyśleli Harry z Louis’em to tylko szczegół. Fajnie byłoby gdyby trio powiększyło się dodatkowe dwie dziewczyny. Ale obsesja Naill „jedzenie” i nie poprawne uczucie Lou do Harry’ego przyćmiewa im cały świat i wszystkie dziewczyny na świecie. Na szczęście Niki nie ma tych problemów z Harry’m.
Po drugie: martwię się o Jay’a. Od kąt jestem z Liam’em czuję że go tracę. A nie chcę! po tym wszystkim co zrobił dla mnie, po tym jak mi pomógł w najgorszych chwilach.
Nie chcę go zostawiać ale też nie chcę ryzykować związku z Liam’em któremu się to nie podoba, zwłaszcza że sądzi że Jay ma coś do mnie a To nie prawda!! Zauważyłam bym!! A nawet jeśli to tym bardziej nie chcę go ranić. No nie… właśnie sobie uświadomiłam że nic nie jest w porządku. Mój egoizm mnie przeraża. Ranię obu mężczyzn na których mi zależy tym swoim egoizmem. Obawiam się że będę musiała wybrać między nimi mimo że wybór jest prosty lecz bolesny ale jeśli pomoże to Liam’owi żyć pełnią szczęścia a Jay’owi zacząć od nowa, to zrobię to.
Zobaczenia wieczorem już w domu!! Tak wracam dziś do domu! Właściwie to już byłam bym, ale obiecałam że pomogę przy ”grupie specjalnej”. Więc drugi dzień w tym roku który powinien być szczęśliwy będzie smutny i przygnębiony do bólu. Nie wiem jak porodzę sobie, udając wesołą zadowoloną widząc że te małe niewinne istoty przeżywają to co ja przeżywałam przed tygodniem ale postaram się by uszczęśliwić ich jak najbardziej i już nawet zaczęłam. Zamówiłam trzy kartony papieru kolorowego A4, kleju, nożyczek, bibuły kolorowej, taśmy, różne wstążki, krętki, pastele, flamastry, farby i wiele innych przyborów szkolnych by zreorganizować wystawę pt. „Mój świat” nazwa nie jest jakaś oryginalna ale nie o to chodzi. Po prostu dzieci mają za zadanie z przygotowanych materiałów przygotować co chcą. Rysunek, obrazek, wycinankę czy nawet domek z papieru nie ważne.. własna inwencja twórcza. A potem porozwieszamy to gdzie się tylko da by chodź trochę udekorować tą zimna biel na ścianach. Całą zabawę zwieńczymy jednym wielkim plakatem na którym każdy z nas odciśnie dłoń pod którą się podpisze. Uu!! To się rozpisałam! Jak nigdy.. hehe dobra uciekam bo sama muszę wszystko ogarnąć! Właśnie sama chłopaki mają dzisiaj próbę przed koncertem który odbędzie się za tydzień. No to do wieczora
-hej młoda, jest już przesyłka-zawołał znajomy głos
-Josh?!-zapytałam zaskoczona widokiem chłopaka-cześć-przywitałam się zamykając pamiętnik który zachowałam do torby
-piękna nie dostępna-powiedział zdziwionym opierając się o framugę drzwi- kto by pomyślał
-co ty tu robisz??-zapytałam podchodząc do chłopaka
-wolontariat a ty?
-operacja, gdzie są te pudła??-zapytałam wychodząc na korytarz
-już w sali-wyjaśnił-operacja?? Czyżby problem z samooceną??
-nie, z sercem-wyjaśniłam idąc do Sali pełnej zainteresowanych pudłami dzieci-cześć wszystkim zawołałam radośnie stając przed piętnaściorgiem dzieciaków- jesteście ciekawe co mam dla was??
-taaak!-zawołali
-to świetnie-odparłam otwierając pudełko
***oczami Nathan’a*** (biuro Jenn)
-za wcześnie -przerwałem kobiecie- najpierw musimy wyjść z szpitala odczekamy kilka dni aż przycichnie sprawa z operacją i dopiero w tedy-wyjaśniłem
-nie mogę tyle czekać- wyznała zniecierpliwiona
-chcesz dopiąć swego??-zapytałem irytując się jej dziecinnym zachowaniem
-chcę-przyznała
-to nie bądź idiotką i czekaj aż dam ci znać-odparłem rozłączając się
***oczami Jenn*** godz.13:00 (szpital)
-świetna praca-pochwaliłam małą błąd dziewczynkę za piękny obrazek farbami-na pewno powiesimy gdzieś w widocznym miejscu -zapewniłam wstają.
-Jenn? mogę prosić cię na chwilę-zawołał doktor Zaltzman
-oczywiście w czy mogę pomóc??
-czy mogą dołączyć pięcioro dzieci z innej grupy?-zapytał doktor oczywiście- a można wiedzieć z jakiej??
-„podwójnego ryzyka”-wyjaśnił i o to w ten sposób do mojego przedszkola przyjęłam piątkę dzieci które są chore na „nadmierną łamliwość kości” przeważnie takie dzieci zapisywano do tej grupy
-dobrze będę uważać-zapewniłam, lekarz przytakną
-proszę przyprowadzić pacjentów z piątki-zawołał lekarz do pielęgniarki
-dobrze panie doktorze- zgodziła się odchodząc
-a ty jak się czujesz??-zapytał lekarz
-świetnie-przyznałam
-to dobrze – ucieszył się po czym odszedł
-Jenn! co ty tu robisz??-zawołała mała dziewczynka łapiąc mnie za nogę
-Madzia co ty tu robisz??-zapytałam zdziwiona- przyszłaś z bratem??
-nie-zaprzeczyła uśmiechając się niewinnie
-to co ty tu robisz??-zapytałam
-leczy się-wyjaśnił… Jay- Madzia idź do reszty zaraz przyjdę-zwrócił się do siostry Jay
Jak to??-zapytałam gdy dziewczynka zastawiła na samych na korytarzu
-mówiłem ci że jest chora-przypomniał
-ale nie mówiłeś że aż tak
-to nie powód do chwalenia się
-wcale tak nie twierdzę że jest
- co robisz takie miny
-Jay o co ci chodzi??
-sorry…a nic
-jednak o coś
-Jenn, później okej??
-dobra-zgodziłam się widząc ze mój upór nie ma sensu
-Jenn skończyliśmy-zawołała grupka dzieci które wybiegły za mną na korytarz
-świetnie dajcie taśmę i motyczki-poleciłam wchodząc z nimi do klasy
***oczami Liam’a****
-dobra zaczynamy-zawołał Naill
-a temu co??-zapytał mnie Zayn wskazując na Harry’ego zawieszonym na telefonie przez całą przerwę
-Louis-zawołałem chłopaka siedzącego o bok niego- pozwól na chwilę
-co tam??-zapytał po chwili stając przed nami
-jemu co?-powtórzył Zayn
-Nicol mu nie odpisuje-wyjaśnił
-czekaj on przez pół godziny wisi nad telefonem bo ona nie odpisuje??-zapytał Naill podchodząc bliżej
-noo-przytakną-o kurde-dodał po chwili odwracając się do Harry’ego
-co zrobimy??-zapytał Zayn
-jak to co-zaczął Lou uśmiechając się przebiegle- to będzie prawdziwe ”Love Story”-dodał kładąc Zayn’owi dłoń na ramieniu
***oczami Jenn*** godz15;30 (szpital)
-skończone-westchnęłam wieszając ostatni obrazek na ścianie korytarzu-to co teraz plakat?-zapytałam patrząc na stojące dokoła mnie dzieci
-taak!-zawołały po czym pobiegły do sali
-lubią cię-stwierdził Jay podchodząc bliżej mnie
-ja ich też-przyznałam-to powiesz mi o co cię gryzie??
-pamiętasz jak ci opowiadałem o meczu w piłkę możną dwa dni temu??
-tak, miał być łowca talentów
-i był-przyznał-wybrał troje drużyny w tym mnie-wyjaśnił
-to świetnie-ucieszyłam się-powinieneś się cieszyć
-i cieszę się
-jakąś nie widać
-treningi są Norwich-wyznał
-co?!
-właśnie Jenn-przerwał Jay
-kiedy jedziesz?
-dzisiaj
-co!? jak to!? czemu nic nie powiedziałaś?!?
-wybacz ale sam dowiedziałem się wczoraj wieczorem-wyjaśnił-właściwie po to przyszedłem tutaj-dodał
-pożegnać się-wyznałam przygnębiona-o której jedziesz??
-za trzy godziny-wyjaśnił
***oczami Liam’a***
-czy ja wiem-zaczął Zayn-nie wygląda ona na romantyczkę
-Zayn ma rację-wtrącił Naill-ją trzeba ja koś wstrząsnąć..
-tak by pomyślała że go straci-przerwał Lou-tylko żadnych dziewczyn
-to może upozorujemy coś- wtrącił Harry przyłapując nas na obmyślaniu planu
-oo Harry-zawołał Lou wstając
-nie rób ze mnie idioty wiem co knujecie.
***oczami Jenn*** godz.16:00
Drogi Pamiętniku!
PS. Problem sam się rozwiązał! Jay wyjeżdża na drugi koniec kraju, może nie dosłownie ale jednak. Dzieciom bardzo spodobał się pomysł, właśnie odpoczywają po ciężkiej pracy a ja…. a ja odpoczywam w swoim pokoju… szpitalnym pokoju.
-hej kochanie!-zawołał Liam wchodząc do pokoju-czemu nie odpoczywasz??
-właśnie skończyłam-odparłam chowając pamiętnik z powrotem do torby-jedziemy już do domu??-zapytałam wzdychając po tym jak Liam mnie pocałował w czoło
-nie rozumiem-przyznał siadając obok mnie na łóżku
-wypisują mnie dzisiaj-wyjaśniłam
-dzisiaj?! Nic nie mówiłaś
-dzisiaj rano się dowiedziałam, a później pomagałam przy dekoracji i jakąś zapomniałam-wyjaśniłam-a później postanowiłam zaczekać na ciebie
-to świetnie-ucieszył się-gdzie są twoje rzeczy??
-tu –wskazałam na torbę trzymaną na kolanach
-to chodźmy-wyznał wstając
-auć -syknęłam czując ukucie w klatce piersiowej
-co ci?-zapytał z troską
-nic, ostatnia dawka leku przestaje działać-wyjaśniłam wstając
-poczekaj pójdę po doktora
-nie ostrzegał że będę czuła mały ból ale do jutra przejdzie-uspokoiłam zakładając torbę na ramię
-daj ja wezmę-zaproponował zabierając mi torbę
-jak chcesz-zgodziła się wychodząc z nim na korytarz
-co się stało?-zapytał Zayn idąc w naszą stronę razem z Naill’em
-nic takiego zaraz mi później mi przejdzie.
-chłopaki zmiana planów-wyznał Liam-dzisiaj-dodał patrząc znacząco na nich
-ooh, to ja idę po nich-uprzedził Naill odchodząc
-co się dzieje??-zapytałam za niepokojona
-nic, to wasze prace?-zapytał Zayn skutecznie zmieniając temat
-tak, dzieci robiły je przez cały dzień-wyjaśniłam ruszając przed siebie-tu jest podpis wszystkich dzieci które robiły prace-dodałam wyjaśniająco pokazując na wielki niebieski karton na którym były odbite dłonie wszystkich dzieci
-podpisane jeszcze-zauważył Liam
-świetnie ci wszystko wyszło-wyznał Zayn
-nie mi tylko im-poprawiłam idąc dalej
***oczami Naill’a***
-musimy się streszczać z planem ”A” Jenn dzisiaj wychodzi-wyjaśniłem stojącym przy samochodzie kumplom
-dzisiaj?-zapytał Harry
-tak, dobra to Zayn zmywa się z Leti, ja z… nieważne –przerwałem z uśmiechem-a wy??
-czekaj, czekaj-nakazał Harry-zdaje się że o czymś nie wiemy, co nie Louis??
-podejrzane to-przyznał Lou- no dobra kim ona jest??-zapytał Louis
-nie ważne
-gadaj bo będę za tobą łaził, wiesz że jestem do tego zdolny
Nie dobra! ma na imię Klaudia wystarczy
-od kiedy ją znasz??
-od… tygodnia
-co!? i nic nie mówisz??
-bo nie wiem czy cos z tego wyjdzie-wyjaśniłem-to co?? gdzie się zmywacie??
-ja do Nicol-wyznał Harry
-a ja??-zapytał Lou
-poradzisz sobie-zapewnił Harry-dobra idą
-cześć Jenn-przywitali się
-cześć- odparła Jenn
-to co Zayn jedziesz z nami??-zapytał Lou
-no pewnie-zgodził się
-no to na razie-pożegnał się z nami Liam
-na razie-pożegnaliśmy się z nim po czym wsiedliśmy do samochody Louis’a
***oczami Jenn***
-to co teraz?-zapytałam obserwując jak samochód chłopaków znika za rogiem
-odwiozę cię do domu-wyjaśnił zmierzając do samochodu zaparkowanego na poboczu.
-wsiadaj-polecił otwierając mi drzwi
-czyj to samochód??-zapytałam zdziwiona
-nasz, znaczy dostaliśmy go dzisiaj jako prezent dla zespołu od salonu BMW do przetestowania nowego modelu, wiesz taka reklama by inni sławni kupowali-wyjaśnił
-ale nie masz prawa jazdy
- że nie mam to nie znaczy że nie umiem-wyznał
-przekonamy się-odparłam wsiadając do samochodu
-pasy-przypomniał siadając za kółkiem
-już się robi-rzuciłam
***oczami Harry’ego***
-mamy już wszystko??-zapytałem wchodząc do salonu
-raczej tak-wyznał Naill
-a basen??
-Lou puścił wodze fantazji-wtrącił Zayn wchodząc do salonu
-to idę mu pomóc-uprzedziłem zmierzając w stronę Zayn’a by go wyminąć.
***oczami Jenn***
-dobra to były ostatnie pytania-zapewnił Liam parkując przed domem
-nie ważne możesz zadawać ich ile chcesz tylko powiedz po co?-zapytała zniecierpliwiona
-mówiłem chcę wiedzieć o tobie wszystko, to źle??-zapytał
-nie cieszę się że to cię obchodzi ale wiem że bez powodu nie pytasz..
-nie ma powodu-zapewnił- a bądź gotowa o osiemnastej-dodał-przyśle kogoś po ciebie
-co planujesz??
-nic wyjątkowego, a teraz zmykaj do domu okej?
-okej –przytaknęłam żegnając się z nim po czym wysiadłam z samochodu
-pamiętaj o osiemnastej-przypomniał odjeżdżając
***oczami Jenn*** godz.8:30 (szpital)
Drogi Pamiętniku!!
Po pierwsze: wszystko układa się w najlepsze! Teraz od kont jestem z Liam’em czuję że mam wszystko. Chłopak nie przestaje mnie zaskakiwać. Ciągle kupuje mi czerwone róże, czekoladki. Przyjmuje je bo chcę żeby również był szczęśliwy ale nie może to trwać bez końca… to znaczy może ale nie chcę czuć że go wykorzystuje. Mam nadzieję że to szczęście będzie trwało jak najdłużej tylko mam małe ale Nicol i Harry. Widzę że mając coś do siebie.. więcej niż „coś” tylko nie mam pomysłu by ich swatać zresztą reszta też nie. Było by cudownie gdyby zaczęli razem chodzić ale na razie cieszę się że oboje się zmieniają, na lepsze. Przestają wdawać się w romanse przynajmniej Nicol ale Harry też się stara. Mam nawet dowód!!!… przez ostatnie trzy dni nie gadał z żadną dziewczyną oprócz „trio One Direction” czyli mnie, Nicol i Leti. Chwytliwa nazwa co nie?..hehe zresztą nasza babska banda też musi się jakąś nazywać a że nazwę wymyśleli Harry z Louis’em to tylko szczegół. Fajnie byłoby gdyby trio powiększyło się dodatkowe dwie dziewczyny. Ale obsesja Naill „jedzenie” i nie poprawne uczucie Lou do Harry’ego przyćmiewa im cały świat i wszystkie dziewczyny na świecie. Na szczęście Niki nie ma tych problemów z Harry’m.
Po drugie: martwię się o Jay’a. Od kąt jestem z Liam’em czuję że go tracę. A nie chcę! po tym wszystkim co zrobił dla mnie, po tym jak mi pomógł w najgorszych chwilach.
Nie chcę go zostawiać ale też nie chcę ryzykować związku z Liam’em któremu się to nie podoba, zwłaszcza że sądzi że Jay ma coś do mnie a To nie prawda!! Zauważyłam bym!! A nawet jeśli to tym bardziej nie chcę go ranić. No nie… właśnie sobie uświadomiłam że nic nie jest w porządku. Mój egoizm mnie przeraża. Ranię obu mężczyzn na których mi zależy tym swoim egoizmem. Obawiam się że będę musiała wybrać między nimi mimo że wybór jest prosty lecz bolesny ale jeśli pomoże to Liam’owi żyć pełnią szczęścia a Jay’owi zacząć od nowa, to zrobię to.
Zobaczenia wieczorem już w domu!! Tak wracam dziś do domu! Właściwie to już byłam bym, ale obiecałam że pomogę przy ”grupie specjalnej”. Więc drugi dzień w tym roku który powinien być szczęśliwy będzie smutny i przygnębiony do bólu. Nie wiem jak porodzę sobie, udając wesołą zadowoloną widząc że te małe niewinne istoty przeżywają to co ja przeżywałam przed tygodniem ale postaram się by uszczęśliwić ich jak najbardziej i już nawet zaczęłam. Zamówiłam trzy kartony papieru kolorowego A4, kleju, nożyczek, bibuły kolorowej, taśmy, różne wstążki, krętki, pastele, flamastry, farby i wiele innych przyborów szkolnych by zreorganizować wystawę pt. „Mój świat” nazwa nie jest jakaś oryginalna ale nie o to chodzi. Po prostu dzieci mają za zadanie z przygotowanych materiałów przygotować co chcą. Rysunek, obrazek, wycinankę czy nawet domek z papieru nie ważne.. własna inwencja twórcza. A potem porozwieszamy to gdzie się tylko da by chodź trochę udekorować tą zimna biel na ścianach. Całą zabawę zwieńczymy jednym wielkim plakatem na którym każdy z nas odciśnie dłoń pod którą się podpisze. Uu!! To się rozpisałam! Jak nigdy.. hehe dobra uciekam bo sama muszę wszystko ogarnąć! Właśnie sama chłopaki mają dzisiaj próbę przed koncertem który odbędzie się za tydzień. No to do wieczora
-hej młoda, jest już przesyłka-zawołał znajomy głos
-Josh?!-zapytałam zaskoczona widokiem chłopaka-cześć-przywitałam się zamykając pamiętnik który zachowałam do torby
-piękna nie dostępna-powiedział zdziwionym opierając się o framugę drzwi- kto by pomyślał
-co ty tu robisz??-zapytałam podchodząc do chłopaka
-wolontariat a ty?
-operacja, gdzie są te pudła??-zapytałam wychodząc na korytarz
-już w sali-wyjaśnił-operacja?? Czyżby problem z samooceną??
-nie, z sercem-wyjaśniłam idąc do Sali pełnej zainteresowanych pudłami dzieci-cześć wszystkim zawołałam radośnie stając przed piętnaściorgiem dzieciaków- jesteście ciekawe co mam dla was??
-taaak!-zawołali
-to świetnie-odparłam otwierając pudełko
***oczami Nathan’a*** (biuro Jenn)
-za wcześnie -przerwałem kobiecie- najpierw musimy wyjść z szpitala odczekamy kilka dni aż przycichnie sprawa z operacją i dopiero w tedy-wyjaśniłem
-nie mogę tyle czekać- wyznała zniecierpliwiona
-chcesz dopiąć swego??-zapytałem irytując się jej dziecinnym zachowaniem
-chcę-przyznała
-to nie bądź idiotką i czekaj aż dam ci znać-odparłem rozłączając się
***oczami Jenn*** godz.13:00 (szpital)
-świetna praca-pochwaliłam małą błąd dziewczynkę za piękny obrazek farbami-na pewno powiesimy gdzieś w widocznym miejscu -zapewniłam wstają.
-Jenn? mogę prosić cię na chwilę-zawołał doktor Zaltzman
-oczywiście w czy mogę pomóc??
-czy mogą dołączyć pięcioro dzieci z innej grupy?-zapytał doktor oczywiście- a można wiedzieć z jakiej??
-„podwójnego ryzyka”-wyjaśnił i o to w ten sposób do mojego przedszkola przyjęłam piątkę dzieci które są chore na „nadmierną łamliwość kości” przeważnie takie dzieci zapisywano do tej grupy
-dobrze będę uważać-zapewniłam, lekarz przytakną
-proszę przyprowadzić pacjentów z piątki-zawołał lekarz do pielęgniarki
-dobrze panie doktorze- zgodziła się odchodząc
-a ty jak się czujesz??-zapytał lekarz
-świetnie-przyznałam
-to dobrze – ucieszył się po czym odszedł
-Jenn! co ty tu robisz??-zawołała mała dziewczynka łapiąc mnie za nogę
-Madzia co ty tu robisz??-zapytałam zdziwiona- przyszłaś z bratem??
-nie-zaprzeczyła uśmiechając się niewinnie
-to co ty tu robisz??-zapytałam
-leczy się-wyjaśnił… Jay- Madzia idź do reszty zaraz przyjdę-zwrócił się do siostry Jay
Jak to??-zapytałam gdy dziewczynka zastawiła na samych na korytarzu
-mówiłem ci że jest chora-przypomniał
-ale nie mówiłeś że aż tak
-to nie powód do chwalenia się
-wcale tak nie twierdzę że jest
- co robisz takie miny
-Jay o co ci chodzi??
-sorry…a nic
-jednak o coś
-Jenn, później okej??
-dobra-zgodziłam się widząc ze mój upór nie ma sensu
-Jenn skończyliśmy-zawołała grupka dzieci które wybiegły za mną na korytarz
-świetnie dajcie taśmę i motyczki-poleciłam wchodząc z nimi do klasy
***oczami Liam’a****
-dobra zaczynamy-zawołał Naill
-a temu co??-zapytał mnie Zayn wskazując na Harry’ego zawieszonym na telefonie przez całą przerwę
-Louis-zawołałem chłopaka siedzącego o bok niego- pozwól na chwilę
-co tam??-zapytał po chwili stając przed nami
-jemu co?-powtórzył Zayn
-Nicol mu nie odpisuje-wyjaśnił
-czekaj on przez pół godziny wisi nad telefonem bo ona nie odpisuje??-zapytał Naill podchodząc bliżej
-noo-przytakną-o kurde-dodał po chwili odwracając się do Harry’ego
-co zrobimy??-zapytał Zayn
-jak to co-zaczął Lou uśmiechając się przebiegle- to będzie prawdziwe ”Love Story”-dodał kładąc Zayn’owi dłoń na ramieniu
***oczami Jenn*** godz15;30 (szpital)
-skończone-westchnęłam wieszając ostatni obrazek na ścianie korytarzu-to co teraz plakat?-zapytałam patrząc na stojące dokoła mnie dzieci
-taak!-zawołały po czym pobiegły do sali
-lubią cię-stwierdził Jay podchodząc bliżej mnie
-ja ich też-przyznałam-to powiesz mi o co cię gryzie??
-pamiętasz jak ci opowiadałem o meczu w piłkę możną dwa dni temu??
-tak, miał być łowca talentów
-i był-przyznał-wybrał troje drużyny w tym mnie-wyjaśnił
-to świetnie-ucieszyłam się-powinieneś się cieszyć
-i cieszę się
-jakąś nie widać
-treningi są Norwich-wyznał
-co?!
-właśnie Jenn-przerwał Jay
-kiedy jedziesz?
-dzisiaj
-co!? jak to!? czemu nic nie powiedziałaś?!?
-wybacz ale sam dowiedziałem się wczoraj wieczorem-wyjaśnił-właściwie po to przyszedłem tutaj-dodał
-pożegnać się-wyznałam przygnębiona-o której jedziesz??
-za trzy godziny-wyjaśnił
***oczami Liam’a***
-czy ja wiem-zaczął Zayn-nie wygląda ona na romantyczkę
-Zayn ma rację-wtrącił Naill-ją trzeba ja koś wstrząsnąć..
-tak by pomyślała że go straci-przerwał Lou-tylko żadnych dziewczyn
-to może upozorujemy coś- wtrącił Harry przyłapując nas na obmyślaniu planu
-oo Harry-zawołał Lou wstając
-nie rób ze mnie idioty wiem co knujecie.
***oczami Jenn*** godz.16:00
Drogi Pamiętniku!
PS. Problem sam się rozwiązał! Jay wyjeżdża na drugi koniec kraju, może nie dosłownie ale jednak. Dzieciom bardzo spodobał się pomysł, właśnie odpoczywają po ciężkiej pracy a ja…. a ja odpoczywam w swoim pokoju… szpitalnym pokoju.
-hej kochanie!-zawołał Liam wchodząc do pokoju-czemu nie odpoczywasz??
-właśnie skończyłam-odparłam chowając pamiętnik z powrotem do torby-jedziemy już do domu??-zapytałam wzdychając po tym jak Liam mnie pocałował w czoło
-nie rozumiem-przyznał siadając obok mnie na łóżku
-wypisują mnie dzisiaj-wyjaśniłam
-dzisiaj?! Nic nie mówiłaś
-dzisiaj rano się dowiedziałam, a później pomagałam przy dekoracji i jakąś zapomniałam-wyjaśniłam-a później postanowiłam zaczekać na ciebie
-to świetnie-ucieszył się-gdzie są twoje rzeczy??
-tu –wskazałam na torbę trzymaną na kolanach
-to chodźmy-wyznał wstając
-auć -syknęłam czując ukucie w klatce piersiowej
-co ci?-zapytał z troską
-nic, ostatnia dawka leku przestaje działać-wyjaśniłam wstając
-poczekaj pójdę po doktora
-nie ostrzegał że będę czuła mały ból ale do jutra przejdzie-uspokoiłam zakładając torbę na ramię
-daj ja wezmę-zaproponował zabierając mi torbę
-jak chcesz-zgodziła się wychodząc z nim na korytarz
-co się stało?-zapytał Zayn idąc w naszą stronę razem z Naill’em
-nic takiego zaraz mi później mi przejdzie.
-chłopaki zmiana planów-wyznał Liam-dzisiaj-dodał patrząc znacząco na nich
-ooh, to ja idę po nich-uprzedził Naill odchodząc
-co się dzieje??-zapytałam za niepokojona
-nic, to wasze prace?-zapytał Zayn skutecznie zmieniając temat
-tak, dzieci robiły je przez cały dzień-wyjaśniłam ruszając przed siebie-tu jest podpis wszystkich dzieci które robiły prace-dodałam wyjaśniająco pokazując na wielki niebieski karton na którym były odbite dłonie wszystkich dzieci
-podpisane jeszcze-zauważył Liam
-świetnie ci wszystko wyszło-wyznał Zayn
-nie mi tylko im-poprawiłam idąc dalej
***oczami Naill’a***
-musimy się streszczać z planem ”A” Jenn dzisiaj wychodzi-wyjaśniłem stojącym przy samochodzie kumplom
-dzisiaj?-zapytał Harry
-tak, dobra to Zayn zmywa się z Leti, ja z… nieważne –przerwałem z uśmiechem-a wy??
-czekaj, czekaj-nakazał Harry-zdaje się że o czymś nie wiemy, co nie Louis??
-podejrzane to-przyznał Lou- no dobra kim ona jest??-zapytał Louis
-nie ważne
-gadaj bo będę za tobą łaził, wiesz że jestem do tego zdolny
Nie dobra! ma na imię Klaudia wystarczy
-od kiedy ją znasz??
-od… tygodnia
-co!? i nic nie mówisz??
-bo nie wiem czy cos z tego wyjdzie-wyjaśniłem-to co?? gdzie się zmywacie??
-ja do Nicol-wyznał Harry
-a ja??-zapytał Lou
-poradzisz sobie-zapewnił Harry-dobra idą
-cześć Jenn-przywitali się
-cześć- odparła Jenn
-to co Zayn jedziesz z nami??-zapytał Lou
-no pewnie-zgodził się
-no to na razie-pożegnał się z nami Liam
-na razie-pożegnaliśmy się z nim po czym wsiedliśmy do samochody Louis’a
***oczami Jenn***
-to co teraz?-zapytałam obserwując jak samochód chłopaków znika za rogiem
-odwiozę cię do domu-wyjaśnił zmierzając do samochodu zaparkowanego na poboczu.
-wsiadaj-polecił otwierając mi drzwi
-czyj to samochód??-zapytałam zdziwiona
-nasz, znaczy dostaliśmy go dzisiaj jako prezent dla zespołu od salonu BMW do przetestowania nowego modelu, wiesz taka reklama by inni sławni kupowali-wyjaśnił
-ale nie masz prawa jazdy
- że nie mam to nie znaczy że nie umiem-wyznał
-przekonamy się-odparłam wsiadając do samochodu
-pasy-przypomniał siadając za kółkiem
-już się robi-rzuciłam
***oczami Harry’ego***
-mamy już wszystko??-zapytałem wchodząc do salonu
-raczej tak-wyznał Naill
-a basen??
-Lou puścił wodze fantazji-wtrącił Zayn wchodząc do salonu
-to idę mu pomóc-uprzedziłem zmierzając w stronę Zayn’a by go wyminąć.
***oczami Jenn***
-dobra to były ostatnie pytania-zapewnił Liam parkując przed domem
-nie ważne możesz zadawać ich ile chcesz tylko powiedz po co?-zapytała zniecierpliwiona
-mówiłem chcę wiedzieć o tobie wszystko, to źle??-zapytał
-nie cieszę się że to cię obchodzi ale wiem że bez powodu nie pytasz..
-nie ma powodu-zapewnił- a bądź gotowa o osiemnastej-dodał-przyśle kogoś po ciebie
-co planujesz??
-nic wyjątkowego, a teraz zmykaj do domu okej?
-okej –przytaknęłam żegnając się z nim po czym wysiadłam z samochodu
-pamiętaj o osiemnastej-przypomniał odjeżdżając
Elooszek ^^
Jak zawsze dzionek był zajebisty :)
Wstałam o 10 bo dziś mnie znowu w budzie z lenistwa nie było :D Po południu poszłyśmy z Alką przygotowywać pokój przed moja wprowadzką :D Przy okazji namawiałam mojego kochanego dziadziusia , aby załatwił nam TV :) w między czasie wpadła do nas Daj-ryja :D i troche poplotkowałyśmy o wacie :D and gąbce :d Później Darcia pojechała do domku... i wróciłyśmy do porządków. Skończyłyśmy tak ok.... 22 i wbiłyśmy na kompa... żeby troche popisać z Miśkiem i Mixerem :)) Teraz gadamy o naszym kuszeniuuu ^^ Chcę już sobote !! :D
Aluuu ^^ Kocham sex ;p ale... xd
Loffciam was Sexiollki :D <33 myryryry ^^
Darcia + Alcia + Barcio = Zajebiste piżamoparty haha xd
Jak zawsze dzionek był zajebisty :)
Wstałam o 10 bo dziś mnie znowu w budzie z lenistwa nie było :D Po południu poszłyśmy z Alką przygotowywać pokój przed moja wprowadzką :D Przy okazji namawiałam mojego kochanego dziadziusia , aby załatwił nam TV :) w między czasie wpadła do nas Daj-ryja :D i troche poplotkowałyśmy o wacie :D and gąbce :d Później Darcia pojechała do domku... i wróciłyśmy do porządków. Skończyłyśmy tak ok.... 22 i wbiłyśmy na kompa... żeby troche popisać z Miśkiem i Mixerem :)) Teraz gadamy o naszym kuszeniuuu ^^ Chcę już sobote !! :D
Aluuu ^^ Kocham sex ;p ale... xd
Loffciam was Sexiollki :D <33 myryryry ^^
Darcia + Alcia + Barcio = Zajebiste piżamoparty haha xd
Rozdział 8
-Nareście odebrałaś !Co sie z tobą działao ?Max był na mnie zły ale co miałam zbobić.Musze go okłamać a tak tego nie lubie.Ale mam dwa wyjścia okłamie go i może coś będzie między mną a Zaynem albo obydwoje mamy przechlapane.
-Byłam na takim zajebistym koncercie i niewziełam telefonu a potem przyszłam do domu koło 4 i poszłam spać a telefon miałam wyciszony.A co u ciebie i chłopaków.
-Dobrze ale musze cie o coś spytać.
-No dobra ale o co ?
-Czy ty pisałaś z Zaynem albo wiesz co sie z nim dzieje ?No i mnie zgasił.
-Nie nie mam pojęcia a coś sie stało?Jak mogłam tak go okłamć ale nie mogłam zrobić takiego świnstwa Zaynowi.
-Nie nic sie mu nie stalo tak sie pytam.Bo Nill czyli ten co cały czas je twierdzi że poleciał do Paryża.
-No weź!To ze mną miałaś testować łóżko.Czuje sie zranoiony.Ktoś wtraćił sie do rozmowy to musiał być Lou.
-Max!Mogłeś powiedzieć że masz głośnik!Nie chce mi sie z wami gadać.Pa.Zakończyłam rozmowe bo nie chciałam okłamywać nadal Maxa.
<<Tym czasem w Angli>>
-Lou!Ty debilu !My tu prubujemy coś z niej wyciągnąc a ty chce tylko ją zaliczć.Liam był jakiś dziwny.
-Sorry.Chciałem rozluznić atmosfere,Lou wstał i chciał wyjść z pokoju.
-Lou wracaj!Ona i tak nic nie wiem.Ale nawet jeśli są razem to nic im nie zobie.Wole żeby była z którymś z was niż na przykład Nathem z naszej szkoły.Chce żeby była szczęśliwa.
-Wiecie co ja spróbuje zadzwonić do Malika.Może on coś wyśpiewa.Liam wyszedł z pokoju.
-A ty co już nie wracasz ?
-Nie ide do domu musze jechać do londynu i coś załatwić.
-ok.Chłopcy krzykneli równo.
<<Oczami Liama>>
Nie !Zayn nie może być przy tej dziewczynie !On nie zasługuje na nią.Myśle o niej od kąd ją zobaczyłem!Musze coś zrobić.Oni nie mogą być razem.Musze szybko coś wymyślić.Cały czas próbowałem dodzwonić się do Zayna ale on nie odbierał.Właśnie przechodziłem koło domu Malika i wiedziałem że to nie uczciwe i głupie ale to jedyny sposub w jaki mogłem ją zdobyć...
<<Oczami Zayna>>
Wiedziałem gdzie ją zabiore.Mój kumpel zabrał tam dziewczyne i oświadczył sie jej a dla nas to będzie tylko randka wszystko było zarezerwowanie i dopięte na ostatni guzik.Musiałem tylko z sobą coś zrobić.Liam cały czas próbował sie dodzwonić. Wiedziałem że zależało mu na tej dziewczynie i wiedziałem że zrobi wszystko żeby zniszczyć mój plan żeby być ze Smile wiec musze z nąo tym porozmawiać.Ok mam nadzieje że zostanie zemną tam na noc bo miałem zaplanowany cały dzień.
<<Oczami Smile >>
Czały dzień szykowałam się na randke z Zaynem.Julie oczywiście mi pomagała i dużo sie przy tym naśmiałyśmy. Ubrałam czerwoną spudnice i czarną bluzke.Godzine przed przyjazem Zayna dostałam sms'a
Hej:* Moglibyś my zostać tam na noc bo wszystko jest już zaplanowane i mam nadzieje że sie nie boisz i zgodzisz;)
-Julie... bo Zayn napisał.Nie dała mi skończyc. zabrała mi telefon i wykrzyczała na cały pokój.
-Jasne!Już cie pakuje dam ci taką małą torbe sportową.Farciara! Jak poznasz chłopaków to Nill jest mój stoi ?
-Stoi !Byłam spakowana i gotowa siedziałam na kanapie i czekałam aż przyjedzie.Byłam strasznie zesterowana ale będzie dobrze.
-Twój kochaś ma jeszcze 10 sekund bo jak nie to cie nie puscze.O jest!Julie dała mi płaszcz i torbe.
-Dzięki.
-Szczęscia,miłości, fajnej randki, upojnej nocy i nie wiem co wy tam jeszcze będziecie robić!Julie wypchcneła mnie za drzwi.-Pa!Podeszłam do auta przed którym stał Zayn.Przyciągnoł mnie do siebie i pocałował.
-Wyglądasz pięknie. Otworzy tylnie drzwi z zabrał mi torbe.Drugą ręką wyciągnoł róże.-To zostajemy na noc?
-Dziękuje.Możemy zostać.Pocałowąłm go w policzek
-Bardzo mnie to cieszy.Choć będziemy już jechać bo zanim dojedziemy to będzie wieczór.Zayn otworzył mi drzwi ale gdzie on mnie wiezie.
-A tak właściwie to gdzie mnie chesz wiwieśc?
-Zobaczysz.Ruszyliśmy w kierunku wyjazdu z Paryża.
-No prosze powiedz.
-Do lasu !Zayn był uparty.Jechaliśmy około 3 godziny. Cały ten czas gadaliśmy o wielu rzeczach.Byłam ciekawa gdzie jedziemy.
-Musze ci coś powiedzieć.Wiem ze może to być trudne, ale karzdy gdy sie dowie będzie prubował nas rozdzielić a chłopcy szczegulnie i chce żebyś nie słuchała tego co ludzie mówią.
-Nie musiałeś mi tego mówić.Wiedziałam to.
-Nie dość że tak ładna to jeszcze mondra.Czułam jak sie rumienie.Jechaliśmy jeszcze jakąś godzine po czym Zayn zjechał na pobocze.
-To tu ? Była zdziwiona to był las.
-Nie to jakieś 10 minut drogi z tąd ale musze ci zasłonić oczka.Malik zawiązał mi coś na oczach po czym wyciągnoł mnie z samochodu i postawił na ziemi.Prze chcwile niusł mnie na rękach.
-No jestem pełna podziwu że uniosłeś te 58 kilo żywego cielska.
-Już nie przesadzaj.Lubie te 58 kilo.Pocułam jak Zayn obejmuje mnie w tali i położył mi głowe na ramieniu po czym sciągnoł opaske z moich oczy to co zobaczyłam było niesapowite.Było cudownie.
Mam kolejny rozdział ale nie wiem czy jutro uda mi sie dodać kolejny bo jak wiecie popsuł mi sie laptop i nie mam nawet jak pisać.Bardzo mnie to smuci bo miałam na nim zapisane wszystkie ważne zdjęcia,muzyke i kolejne rozdziały no i witryny internetowe ale mam nadzieje ze w weekend mój kuzyn go zabiezrze i coś z nim zrobi bo zwarjuje -.-
Mam do was pytanie czy ktoś z was nie czyta bloga o 1D w ktorym główną bohaterką jest Julia która jest kuzyną Harregi?Nie wiem jak sie nazywa a miała go zapisnego w laptopie.:( Ok.Dzięki za odwiedziny i za komentarze !<3
-Nareście odebrałaś !Co sie z tobą działao ?Max był na mnie zły ale co miałam zbobić.Musze go okłamać a tak tego nie lubie.Ale mam dwa wyjścia okłamie go i może coś będzie między mną a Zaynem albo obydwoje mamy przechlapane.
-Byłam na takim zajebistym koncercie i niewziełam telefonu a potem przyszłam do domu koło 4 i poszłam spać a telefon miałam wyciszony.A co u ciebie i chłopaków.
-Dobrze ale musze cie o coś spytać.
-No dobra ale o co ?
-Czy ty pisałaś z Zaynem albo wiesz co sie z nim dzieje ?No i mnie zgasił.
-Nie nie mam pojęcia a coś sie stało?Jak mogłam tak go okłamć ale nie mogłam zrobić takiego świnstwa Zaynowi.
-Nie nic sie mu nie stalo tak sie pytam.Bo Nill czyli ten co cały czas je twierdzi że poleciał do Paryża.
-No weź!To ze mną miałaś testować łóżko.Czuje sie zranoiony.Ktoś wtraćił sie do rozmowy to musiał być Lou.
-Max!Mogłeś powiedzieć że masz głośnik!Nie chce mi sie z wami gadać.Pa.Zakończyłam rozmowe bo nie chciałam okłamywać nadal Maxa.
<<Tym czasem w Angli>>
-Lou!Ty debilu !My tu prubujemy coś z niej wyciągnąc a ty chce tylko ją zaliczć.Liam był jakiś dziwny.
-Sorry.Chciałem rozluznić atmosfere,Lou wstał i chciał wyjść z pokoju.
-Lou wracaj!Ona i tak nic nie wiem.Ale nawet jeśli są razem to nic im nie zobie.Wole żeby była z którymś z was niż na przykład Nathem z naszej szkoły.Chce żeby była szczęśliwa.
-Wiecie co ja spróbuje zadzwonić do Malika.Może on coś wyśpiewa.Liam wyszedł z pokoju.
-A ty co już nie wracasz ?
-Nie ide do domu musze jechać do londynu i coś załatwić.
-ok.Chłopcy krzykneli równo.
<<Oczami Liama>>
Nie !Zayn nie może być przy tej dziewczynie !On nie zasługuje na nią.Myśle o niej od kąd ją zobaczyłem!Musze coś zrobić.Oni nie mogą być razem.Musze szybko coś wymyślić.Cały czas próbowałem dodzwonić się do Zayna ale on nie odbierał.Właśnie przechodziłem koło domu Malika i wiedziałem że to nie uczciwe i głupie ale to jedyny sposub w jaki mogłem ją zdobyć...
<<Oczami Zayna>>
Wiedziałem gdzie ją zabiore.Mój kumpel zabrał tam dziewczyne i oświadczył sie jej a dla nas to będzie tylko randka wszystko było zarezerwowanie i dopięte na ostatni guzik.Musiałem tylko z sobą coś zrobić.Liam cały czas próbował sie dodzwonić. Wiedziałem że zależało mu na tej dziewczynie i wiedziałem że zrobi wszystko żeby zniszczyć mój plan żeby być ze Smile wiec musze z nąo tym porozmawiać.Ok mam nadzieje że zostanie zemną tam na noc bo miałem zaplanowany cały dzień.
<<Oczami Smile >>
Czały dzień szykowałam się na randke z Zaynem.Julie oczywiście mi pomagała i dużo sie przy tym naśmiałyśmy. Ubrałam czerwoną spudnice i czarną bluzke.Godzine przed przyjazem Zayna dostałam sms'a
Hej:* Moglibyś my zostać tam na noc bo wszystko jest już zaplanowane i mam nadzieje że sie nie boisz i zgodzisz;)
-Julie... bo Zayn napisał.Nie dała mi skończyc. zabrała mi telefon i wykrzyczała na cały pokój.
-Jasne!Już cie pakuje dam ci taką małą torbe sportową.Farciara! Jak poznasz chłopaków to Nill jest mój stoi ?
-Stoi !Byłam spakowana i gotowa siedziałam na kanapie i czekałam aż przyjedzie.Byłam strasznie zesterowana ale będzie dobrze.
-Twój kochaś ma jeszcze 10 sekund bo jak nie to cie nie puscze.O jest!Julie dała mi płaszcz i torbe.
-Dzięki.
-Szczęscia,miłości, fajnej randki, upojnej nocy i nie wiem co wy tam jeszcze będziecie robić!Julie wypchcneła mnie za drzwi.-Pa!Podeszłam do auta przed którym stał Zayn.Przyciągnoł mnie do siebie i pocałował.
-Wyglądasz pięknie. Otworzy tylnie drzwi z zabrał mi torbe.Drugą ręką wyciągnoł róże.-To zostajemy na noc?
-Dziękuje.Możemy zostać.Pocałowąłm go w policzek
-Bardzo mnie to cieszy.Choć będziemy już jechać bo zanim dojedziemy to będzie wieczór.Zayn otworzył mi drzwi ale gdzie on mnie wiezie.
-A tak właściwie to gdzie mnie chesz wiwieśc?
-Zobaczysz.Ruszyliśmy w kierunku wyjazdu z Paryża.
-No prosze powiedz.
-Do lasu !Zayn był uparty.Jechaliśmy około 3 godziny. Cały ten czas gadaliśmy o wielu rzeczach.Byłam ciekawa gdzie jedziemy.
-Musze ci coś powiedzieć.Wiem ze może to być trudne, ale karzdy gdy sie dowie będzie prubował nas rozdzielić a chłopcy szczegulnie i chce żebyś nie słuchała tego co ludzie mówią.
-Nie musiałeś mi tego mówić.Wiedziałam to.
-Nie dość że tak ładna to jeszcze mondra.Czułam jak sie rumienie.Jechaliśmy jeszcze jakąś godzine po czym Zayn zjechał na pobocze.
-To tu ? Była zdziwiona to był las.
-Nie to jakieś 10 minut drogi z tąd ale musze ci zasłonić oczka.Malik zawiązał mi coś na oczach po czym wyciągnoł mnie z samochodu i postawił na ziemi.Prze chcwile niusł mnie na rękach.
-No jestem pełna podziwu że uniosłeś te 58 kilo żywego cielska.
-Już nie przesadzaj.Lubie te 58 kilo.Pocułam jak Zayn obejmuje mnie w tali i położył mi głowe na ramieniu po czym sciągnoł opaske z moich oczy to co zobaczyłam było niesapowite.Było cudownie.
Mam kolejny rozdział ale nie wiem czy jutro uda mi sie dodać kolejny bo jak wiecie popsuł mi sie laptop i nie mam nawet jak pisać.Bardzo mnie to smuci bo miałam na nim zapisane wszystkie ważne zdjęcia,muzyke i kolejne rozdziały no i witryny internetowe ale mam nadzieje ze w weekend mój kuzyn go zabiezrze i coś z nim zrobi bo zwarjuje -.-
Mam do was pytanie czy ktoś z was nie czyta bloga o 1D w ktorym główną bohaterką jest Julia która jest kuzyną Harregi?Nie wiem jak sie nazywa a miała go zapisnego w laptopie.:( Ok.Dzięki za odwiedziny i za komentarze !<3
Hahaha
On mowi do niej chcesz ze mna chodzic?
Ona a po co po bulki do piekarni
On niewarzne musze isc
Ona poczekaj niech ci bedzie moge raz z toba isc
:D
On mowi do niej chcesz ze mna chodzic?
Ona a po co po bulki do piekarni
On niewarzne musze isc
Ona poczekaj niech ci bedzie moge raz z toba isc
:D
Niedziela
-Gdzie jest ojciec ? -spytałam wchodząc do kuchni.Wzięłam czerwone jabłko leżące w koszyku i zaczęłam je konsumować. Była 13 a ja dopiero wstałam.
-Jest Warszawie -odpowiedziała babcia, a ja zakrztusiłam się skórką jabłka i myslałam że moje gałki oczne zmienią położenie
-W Warszawie ! Co on tam... po co... kiedy -pytałam bez ładu i składu z dezorientacją
-Jest w ośrodku dla alkoholików, wiadomo chyba po co, pojechał dzisiaj rano. Maja nic ci nie mówiła ? -zrobiłam minę w stylu: to ja mam iść do odpowiedzi ?
-Nic mi nie mówiła rozmawiałyśmy tylko o wakacjach. No dobra ja będę u siebie
-Ale przecież nic nie zjadłaś -krzyknęła ale ja byłam juz na górze.
Mam mały poku. Ściany są fioletowe, jest okno, łózko stoi w prawym rogu, obok niego stał stolik nocny a czarne biurko i szafki po drugiej stronie. Półki są załadowane zdięciami mamy i moimi i Aśki. Na biurku stoi laptop,leżą książki i.. szkicownik ? Co on tutaj robi ?
Ostatni raz widziałam go jakieś pół roku temu. No tak rysuję ale tylko gdy coś naprawdę mnie zauroczy. Zobaczmy co tam jest. Wzięłam go i usiadłam na łóżku. Na pierwszej stronie była słodka twarz dziewczynki ...
Zaraz przecież to Anielka, musiałam ją narysować kiedy była u mnie na wekend. Na następnej stronie była całująca się para. Narysowałam ją gdy siedziałam w parku zazdrościłam im strasznie tej miłości. Nigdy nie miałam chłopaka i kiedy widzę na ulicach pary, coś kłuje mnie w sercu, nie wiem co to jest przez co próbuje nie zwracać na to uwagi.
Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu sama nie wiedziałam dlaczego to głupie i dziwne ... choć sama uważam się za dziwną czyli to normalne ?
Wyjrzałam za okno było już ciemno jak ten czas szybko leci. Poszłam do łazienki zrobiłam wieczorną toaletę ubrałam pidżamę i poszłam w kimono.
Poniedziałek
Poniedziałek... nareszcie! Wstałam o 7 poszłam do łazienki przemyłam twarz i ogarnęłam się nieco. Rozpuściłam włosy i ubrałam to: http://www.photoblog.pl/samegirl/99496164/4.html
Zszłam na dół tam młode jadły śniadanie.
-Patrycja zjedz coś -nalegała babcia
-Kupię sobie coś w drodze do szkoły - powiedziałam zamykając drzwi. Przed moją bramą stała już Aśka ubrana w zieloną sukienkę. Przywitałam ją szerokim uśmiechem
-Hej młoda -powiedziała
-Cześć stara -znów się zaśmiałam
-Zdięli ci aparat łał pięknie wyglądzasz jak nowa ty
-Proszę cię nie żartuj
-Nie żartuje jesteś piękna możesz mieć każdego chłopaka
-Tak ? To dlaczego nie mam chłopaka, nigdy się nie całowałam i każdy chłopak traktuje mnie jak swojego ? -pytałam z drwiną w głosie
-Po pierwsze bo żaden ci nie pasuje dlatego że traktują cię jak chłopaka. A trakują się tak no ciekawe... bo przecież nie ogrywasz ich w kosza, nie jedziesz barbi, nie wygrałaś zawodów skateboardowych, nie interesujesz się samochodami, nie uprawiałaś karate nie...- przerwałam jej bo wiedziałam do czego ma to prowadzić
lubię to co chłopaki no prócz jednego ja wole umawiać się z chłopakami.
-Co poradze że nie lubie się malować, zakładać kiecek, nie bawiłam się lakami nie byłam księżniczką na balu przebierańców tylko piratem taka jestem i nie chcę się zmieniać.
-Ja też tego nie chce bo pokochałam cię jak siostrę właśnie dlatego że jesteś taka -powiedziała to gdy weszłyśmy do szkoły.
Nagle wszystkie oczy skierowały się w moją stronę.
-Dlaczego wszyscy na mnie patrzą ? -spytałam przyjaciółki
-Może dlatego że idzie do ciebie największe ciacho w szkole -odpowiedziała z hihotem- no to ja zostwie cię samą
-Co ? Nie ! Wra.. -nie zdążyłam skończyć bo o to przede mną stanął Greg (znaczy Grzesiek ale wszyscy mówią na niego Greg)17 lat,185cm brązowe oczy, czarne włosy ułożone w artystyczny nieład, opalony i umięśniony ale też mądry
-Hej -zagadnął swoim niskim i dojrzałym głosem
-Hej -odpowiedziałam nieco stremowana
-Zastanawiałem się czy może jesteś zajęta po szkole ? -powiedział a mnie zatkało- czyli jak masz czas ?
- Ta jasne -chciałam żeby to zabrzmiało obojętnie ale chyba nie wyszło
-To fajnie wpadnę po ciebie o 17 ok ?
-Czyli do 17 -powiedziałam już na luzie.On odszedł a oczy wszystkich dziewczyny byłe czerwone ze wściekłości czyli upiekłam 2 pieczenie na jednym ogniu
-I co ? -dopytywała brunetka,gdy skończyłam jej opowiadać o propozycji Grega. Siedziałyśmy w klasie a miałyśmy polski.
-No nic ale pierwszy raz denerwowałam się tak przy chłopaku
-Może to będzie twój pierwszy chłopak ? -hihotała
-No nie wiem... -moją rozmowę przerwała polonistka
-Widzę że pani Best zaciekle rozmawia z panną Zach...-oczy wszystkich na mnie.To oznacz tylko jedno,czas na naszą pogawędkę, kocham powiedzmy rozmawiać z naszą polonistką, choć zawsze po tym ląduje u dyrektorki, ale nie wiem dlaczego,to ona zawsze zaczyna. Widziałam czego chcą wszyscy z klasy, czyli zaczynamy haha
-Ale proszę pani ja też nadal jestem panną, więc nie rozumiem dlaczego do mnie,pani,mówi 'pani'. Choć jakby na to patrzeć to pani też jest panną że starą to inną drogą, więc nie powinnam zwracać się tak do ciebie Krysiu. My panny powinnyśmy trzymać się razem -cała klasa w brecht a ona jakby zaraz miała eksplodować
-Best do tablicy !! -krzyczała wkurzona tak jakby jej się okres spóźniał
-Już idę. Niech się pani nie denerwuje. Złość piękności szkodzi i jeszcze pan woźny przestanie do pani zarywać -klasa nie przestawała się śmiać
-Best ! Nie marnuj mojej cierpliwości. Dokonaj rozbioru zdania. -krzyczała choć próbowała udawać że nie wie o czym mówię
-Ja nie będę niczego rozbierać. Nie jestem żadnym zboczeńcem. Jeśli Krysi nie pamiętasz jak wygląda facet to idź do Mietka. Tego bezdomnego co w śmieciach u nas przy szkole grzebie. Zarośnięty teraz chodzi prawie goły jak Tarzan. Jak chcesz moge załatwić ci randke -poruszyłam brwiami a klasa taki brecht, że niektórzy nie mogli złapać oddechu a inni spadali z krzeseł. Aśka prawie plakała a chłopaki z końca zaczęli wskakiwać na ławki i tańczyć jakiś taniec rozbieraniec haha trzeba było widzieć wtedy minę Krysi
-BEST DO DYREK...- i w tym momencie zadzwonił dzwonek
-No to ja będe lecieć. Jak się zdecydujesz to wiesz gdzie mnie szukać -puściłam jej oczko i wyszłam z klasy. Reszta wyszła za mną.
-Dzisiaj nie dałaś jej żadnych szans -zaczęli chłopaki i przybijali mi żółwiki
-Jej mina była świetna
-Myślałem że zaraz jej głowa wybuchnie
-Niech wie że się ze mną nie zadziera haha to co na następnej lekcji powtórka ? -podsumowałam ich komentarze
-No jasne chyba polubie polski -powiedział zdaje mi sie Przemek. Wszyscy w śmiech.Zobaczyłam,że Aśka poszła w innym kierunku
-Ok to ja lece hej -pożegdałam się z nimi i podbiegłam do przyjaciółki
-Hej co jest ? -spytałam
-Nie nic tylko pomyślałam,że nigdy nie będe taka jak ty nie jestem odważna
-Ej przecież wierz że ja tez nie. Udaję taką żeby się mnie nie czepiali jedynie ty wiesz jaka jestem naprawdę. I nie chcę żebys taka była bo jesteś świetną sobą. -skończyłam mój krótki monolog po czym się przytuliłyśmy i poszłyśmy na resztę lekcji miałam jescze 5 lekcji i do domu.
Wracałam sama bo Aśka została na lekcji tańca. Próbowała mnie namawiać choć wie że tańczę w samotności. Gdy szłam naszła mnie chęć zagrania w kosza a że była dopiero 13. Poszłam w stronę boiska gdzie grali jacyś chłopacy mieli po jakieś 17 -18 lat. Podeszłam do nich, piłak akurat wpadła mi w ręce i spytałam :
-Hej mogę z wami zagrać ?- spojrzeli na mnie jak na UFO
-A nie wolałabyś może mi pokibicować ?- spytał przystojny blondyn, ale mnie obraził czyli zasłużył na karę
-Wolałabym narobić ci wstydy przed kumplami -odpowiedziałm pewna siebie wiedziałam że go to wkurzy. Reszta chłopaków zaczęła robić głośne 'Uuuuu'
-Ta lepiej spadaj stąd i oddaj piłkę -powiedział blondyn czyli to było zamało no to jeszcze
-No ok widzę że się boisz. A co do piłki to musisz mi ją zabrać -powiedziałam z grymasem na twarzy
-Sama się o to prosiłaś -wiedziałam że pęknie. Na boisku zostałam tylko ja i on, reszta usiadła na trununach. Szedł w moim kierunku gdy był dość blisko żeby zabrać mi piłkę zrobiłam piękną zmyłkę,wyminięcie i piękny wsad. Chłopaki którzy siedzieli na trybunach mieli otwarte buzie i patrzyli z niedowierzaniem na to co się przed chwilą stało.
-Zamknijcie buzie bo wam muchy wpadną -krzyknęłam do nich. Blondynek patrzyła na mnie ze zdziwieniem i jednocześnie szacunkiem haha
-Niezła jesteś -powiedział chyba długo nad tym myślał -chcesz z nami zagrać -spytał
-Chetnie, ale jednen na jeden, ja kontra ty. Kto przegra kupuje lody wygranemu i...- tu mi przerwał
-Daje buziaka w policzek wygranemu
-Hoho to ja wole podwójne lody -chyba się zawiódł, pewnie sądził, że mi się podoba niedoczekanie jego
-No to zróbmy tak jeśli ja wygram dostaje buziaka i lody, a jeśli ty to podwójne a nawet potrójne lody ci kupi. Układ stoi ? -zapytał pewny siebie
-Stoi no to zaczynamy -powiedziałam i zaczęła się gra. Graliśmy jakieś 40 minut i wynik był 42 do 6 hahaha śmiech na sali.
-Przegrałeś czekam na lody - powiedziałm rozbawiona
-Przegrałem z dziewczyną, z dziiewczyną -powtarzał zmęczony pod nosem jakby nie mógł w to uwierzyć. Reakcja jego kumpli była taka:
-Stary ograła cie laska. Zmiotła cię z ziemi. Hahaha- w tym momencie podbiegli do mnie, nie wiedziałam co chcieli zrobić
-Jak sie nazywasz ? -spytał jeden z nich
-Patrycja - i w tym momencie zaczęli mnie podrzucać krzycząc 'Pa-try-cja, Pa-try-cja'.Ludzie patrzyli na nas jak na wariatów.
-Ej która godzina -spytałam gdy postawili mnie na ziemi
-16:20- powiedział jeden z nich co dziwne nigdzie nie widziałam blondyna
-Kurczeto już! Ok chłopaki ja musze lecieć
-Jasne ale wpadnij tutaj czasem i daj wycisk Dawidowi -czyli blondyn nazywa się Dawid
-Z chęcią a- przypomniałam sobie gdy byłam prawie przy wyjściu- Powiedzcie mu, że wisi mi lody
----------------------------------------------------------
Rozdział 3 długi nikt nie komentuje no trudno czyli nikt nie czyta ale nie będe was namawiała, jak to mówi moja koleżanka ,, Robta co chceta ''
-Gdzie jest ojciec ? -spytałam wchodząc do kuchni.Wzięłam czerwone jabłko leżące w koszyku i zaczęłam je konsumować. Była 13 a ja dopiero wstałam.
-Jest Warszawie -odpowiedziała babcia, a ja zakrztusiłam się skórką jabłka i myslałam że moje gałki oczne zmienią położenie
-W Warszawie ! Co on tam... po co... kiedy -pytałam bez ładu i składu z dezorientacją
-Jest w ośrodku dla alkoholików, wiadomo chyba po co, pojechał dzisiaj rano. Maja nic ci nie mówiła ? -zrobiłam minę w stylu: to ja mam iść do odpowiedzi ?
-Nic mi nie mówiła rozmawiałyśmy tylko o wakacjach. No dobra ja będę u siebie
-Ale przecież nic nie zjadłaś -krzyknęła ale ja byłam juz na górze.
Mam mały poku. Ściany są fioletowe, jest okno, łózko stoi w prawym rogu, obok niego stał stolik nocny a czarne biurko i szafki po drugiej stronie. Półki są załadowane zdięciami mamy i moimi i Aśki. Na biurku stoi laptop,leżą książki i.. szkicownik ? Co on tutaj robi ?
Ostatni raz widziałam go jakieś pół roku temu. No tak rysuję ale tylko gdy coś naprawdę mnie zauroczy. Zobaczmy co tam jest. Wzięłam go i usiadłam na łóżku. Na pierwszej stronie była słodka twarz dziewczynki ...
Zaraz przecież to Anielka, musiałam ją narysować kiedy była u mnie na wekend. Na następnej stronie była całująca się para. Narysowałam ją gdy siedziałam w parku zazdrościłam im strasznie tej miłości. Nigdy nie miałam chłopaka i kiedy widzę na ulicach pary, coś kłuje mnie w sercu, nie wiem co to jest przez co próbuje nie zwracać na to uwagi.
Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu sama nie wiedziałam dlaczego to głupie i dziwne ... choć sama uważam się za dziwną czyli to normalne ?
Wyjrzałam za okno było już ciemno jak ten czas szybko leci. Poszłam do łazienki zrobiłam wieczorną toaletę ubrałam pidżamę i poszłam w kimono.
Poniedziałek
Poniedziałek... nareszcie! Wstałam o 7 poszłam do łazienki przemyłam twarz i ogarnęłam się nieco. Rozpuściłam włosy i ubrałam to: http://www.photoblog.pl/samegirl/99496164/4.html
Zszłam na dół tam młode jadły śniadanie.
-Patrycja zjedz coś -nalegała babcia
-Kupię sobie coś w drodze do szkoły - powiedziałam zamykając drzwi. Przed moją bramą stała już Aśka ubrana w zieloną sukienkę. Przywitałam ją szerokim uśmiechem
-Hej młoda -powiedziała
-Cześć stara -znów się zaśmiałam
-Zdięli ci aparat łał pięknie wyglądzasz jak nowa ty
-Proszę cię nie żartuj
-Nie żartuje jesteś piękna możesz mieć każdego chłopaka
-Tak ? To dlaczego nie mam chłopaka, nigdy się nie całowałam i każdy chłopak traktuje mnie jak swojego ? -pytałam z drwiną w głosie
-Po pierwsze bo żaden ci nie pasuje dlatego że traktują cię jak chłopaka. A trakują się tak no ciekawe... bo przecież nie ogrywasz ich w kosza, nie jedziesz barbi, nie wygrałaś zawodów skateboardowych, nie interesujesz się samochodami, nie uprawiałaś karate nie...- przerwałam jej bo wiedziałam do czego ma to prowadzić
lubię to co chłopaki no prócz jednego ja wole umawiać się z chłopakami.
-Co poradze że nie lubie się malować, zakładać kiecek, nie bawiłam się lakami nie byłam księżniczką na balu przebierańców tylko piratem taka jestem i nie chcę się zmieniać.
-Ja też tego nie chce bo pokochałam cię jak siostrę właśnie dlatego że jesteś taka -powiedziała to gdy weszłyśmy do szkoły.
Nagle wszystkie oczy skierowały się w moją stronę.
-Dlaczego wszyscy na mnie patrzą ? -spytałam przyjaciółki
-Może dlatego że idzie do ciebie największe ciacho w szkole -odpowiedziała z hihotem- no to ja zostwie cię samą
-Co ? Nie ! Wra.. -nie zdążyłam skończyć bo o to przede mną stanął Greg (znaczy Grzesiek ale wszyscy mówią na niego Greg)17 lat,185cm brązowe oczy, czarne włosy ułożone w artystyczny nieład, opalony i umięśniony ale też mądry
-Hej -zagadnął swoim niskim i dojrzałym głosem
-Hej -odpowiedziałam nieco stremowana
-Zastanawiałem się czy może jesteś zajęta po szkole ? -powiedział a mnie zatkało- czyli jak masz czas ?
- Ta jasne -chciałam żeby to zabrzmiało obojętnie ale chyba nie wyszło
-To fajnie wpadnę po ciebie o 17 ok ?
-Czyli do 17 -powiedziałam już na luzie.On odszedł a oczy wszystkich dziewczyny byłe czerwone ze wściekłości czyli upiekłam 2 pieczenie na jednym ogniu
-I co ? -dopytywała brunetka,gdy skończyłam jej opowiadać o propozycji Grega. Siedziałyśmy w klasie a miałyśmy polski.
-No nic ale pierwszy raz denerwowałam się tak przy chłopaku
-Może to będzie twój pierwszy chłopak ? -hihotała
-No nie wiem... -moją rozmowę przerwała polonistka
-Widzę że pani Best zaciekle rozmawia z panną Zach...-oczy wszystkich na mnie.To oznacz tylko jedno,czas na naszą pogawędkę, kocham powiedzmy rozmawiać z naszą polonistką, choć zawsze po tym ląduje u dyrektorki, ale nie wiem dlaczego,to ona zawsze zaczyna. Widziałam czego chcą wszyscy z klasy, czyli zaczynamy haha
-Ale proszę pani ja też nadal jestem panną, więc nie rozumiem dlaczego do mnie,pani,mówi 'pani'. Choć jakby na to patrzeć to pani też jest panną że starą to inną drogą, więc nie powinnam zwracać się tak do ciebie Krysiu. My panny powinnyśmy trzymać się razem -cała klasa w brecht a ona jakby zaraz miała eksplodować
-Best do tablicy !! -krzyczała wkurzona tak jakby jej się okres spóźniał
-Już idę. Niech się pani nie denerwuje. Złość piękności szkodzi i jeszcze pan woźny przestanie do pani zarywać -klasa nie przestawała się śmiać
-Best ! Nie marnuj mojej cierpliwości. Dokonaj rozbioru zdania. -krzyczała choć próbowała udawać że nie wie o czym mówię
-Ja nie będę niczego rozbierać. Nie jestem żadnym zboczeńcem. Jeśli Krysi nie pamiętasz jak wygląda facet to idź do Mietka. Tego bezdomnego co w śmieciach u nas przy szkole grzebie. Zarośnięty teraz chodzi prawie goły jak Tarzan. Jak chcesz moge załatwić ci randke -poruszyłam brwiami a klasa taki brecht, że niektórzy nie mogli złapać oddechu a inni spadali z krzeseł. Aśka prawie plakała a chłopaki z końca zaczęli wskakiwać na ławki i tańczyć jakiś taniec rozbieraniec haha trzeba było widzieć wtedy minę Krysi
-BEST DO DYREK...- i w tym momencie zadzwonił dzwonek
-No to ja będe lecieć. Jak się zdecydujesz to wiesz gdzie mnie szukać -puściłam jej oczko i wyszłam z klasy. Reszta wyszła za mną.
-Dzisiaj nie dałaś jej żadnych szans -zaczęli chłopaki i przybijali mi żółwiki
-Jej mina była świetna
-Myślałem że zaraz jej głowa wybuchnie
-Niech wie że się ze mną nie zadziera haha to co na następnej lekcji powtórka ? -podsumowałam ich komentarze
-No jasne chyba polubie polski -powiedział zdaje mi sie Przemek. Wszyscy w śmiech.Zobaczyłam,że Aśka poszła w innym kierunku
-Ok to ja lece hej -pożegdałam się z nimi i podbiegłam do przyjaciółki
-Hej co jest ? -spytałam
-Nie nic tylko pomyślałam,że nigdy nie będe taka jak ty nie jestem odważna
-Ej przecież wierz że ja tez nie. Udaję taką żeby się mnie nie czepiali jedynie ty wiesz jaka jestem naprawdę. I nie chcę żebys taka była bo jesteś świetną sobą. -skończyłam mój krótki monolog po czym się przytuliłyśmy i poszłyśmy na resztę lekcji miałam jescze 5 lekcji i do domu.
Wracałam sama bo Aśka została na lekcji tańca. Próbowała mnie namawiać choć wie że tańczę w samotności. Gdy szłam naszła mnie chęć zagrania w kosza a że była dopiero 13. Poszłam w stronę boiska gdzie grali jacyś chłopacy mieli po jakieś 17 -18 lat. Podeszłam do nich, piłak akurat wpadła mi w ręce i spytałam :
-Hej mogę z wami zagrać ?- spojrzeli na mnie jak na UFO
-A nie wolałabyś może mi pokibicować ?- spytał przystojny blondyn, ale mnie obraził czyli zasłużył na karę
-Wolałabym narobić ci wstydy przed kumplami -odpowiedziałm pewna siebie wiedziałam że go to wkurzy. Reszta chłopaków zaczęła robić głośne 'Uuuuu'
-Ta lepiej spadaj stąd i oddaj piłkę -powiedział blondyn czyli to było zamało no to jeszcze
-No ok widzę że się boisz. A co do piłki to musisz mi ją zabrać -powiedziałam z grymasem na twarzy
-Sama się o to prosiłaś -wiedziałam że pęknie. Na boisku zostałam tylko ja i on, reszta usiadła na trununach. Szedł w moim kierunku gdy był dość blisko żeby zabrać mi piłkę zrobiłam piękną zmyłkę,wyminięcie i piękny wsad. Chłopaki którzy siedzieli na trybunach mieli otwarte buzie i patrzyli z niedowierzaniem na to co się przed chwilą stało.
-Zamknijcie buzie bo wam muchy wpadną -krzyknęłam do nich. Blondynek patrzyła na mnie ze zdziwieniem i jednocześnie szacunkiem haha
-Niezła jesteś -powiedział chyba długo nad tym myślał -chcesz z nami zagrać -spytał
-Chetnie, ale jednen na jeden, ja kontra ty. Kto przegra kupuje lody wygranemu i...- tu mi przerwał
-Daje buziaka w policzek wygranemu
-Hoho to ja wole podwójne lody -chyba się zawiódł, pewnie sądził, że mi się podoba niedoczekanie jego
-No to zróbmy tak jeśli ja wygram dostaje buziaka i lody, a jeśli ty to podwójne a nawet potrójne lody ci kupi. Układ stoi ? -zapytał pewny siebie
-Stoi no to zaczynamy -powiedziałam i zaczęła się gra. Graliśmy jakieś 40 minut i wynik był 42 do 6 hahaha śmiech na sali.
-Przegrałeś czekam na lody - powiedziałm rozbawiona
-Przegrałem z dziewczyną, z dziiewczyną -powtarzał zmęczony pod nosem jakby nie mógł w to uwierzyć. Reakcja jego kumpli była taka:
-Stary ograła cie laska. Zmiotła cię z ziemi. Hahaha- w tym momencie podbiegli do mnie, nie wiedziałam co chcieli zrobić
-Jak sie nazywasz ? -spytał jeden z nich
-Patrycja - i w tym momencie zaczęli mnie podrzucać krzycząc 'Pa-try-cja, Pa-try-cja'.Ludzie patrzyli na nas jak na wariatów.
-Ej która godzina -spytałam gdy postawili mnie na ziemi
-16:20- powiedział jeden z nich co dziwne nigdzie nie widziałam blondyna
-Kurczeto już! Ok chłopaki ja musze lecieć
-Jasne ale wpadnij tutaj czasem i daj wycisk Dawidowi -czyli blondyn nazywa się Dawid
-Z chęcią a- przypomniałam sobie gdy byłam prawie przy wyjściu- Powiedzcie mu, że wisi mi lody
----------------------------------------------------------
Rozdział 3 długi nikt nie komentuje no trudno czyli nikt nie czyta ale nie będe was namawiała, jak to mówi moja koleżanka ,, Robta co chceta ''





