Wyniki wyszukiwania: sygnały
Karanie w wychowaniu psów jest dość kontrowersyjnym tematem. Ludzie przyzwyczajeni są do stosowania kar i w gruncie rzeczy jest to chyba najczęściej spotykane narzędzie wychowawcze, zarówno w domu jak i w szkole. Motywacja jest zjawiskiem dość rzadkim, znacznie trudniej zasłużyć sobie na nagrodę, tak jakby liczyło się wyłącznie to, żeby zachowanie niepożądane przez rodzica, nauczyciela czy pracodawcę się nie pojawiło, a już nasz w tym problem, żeby dostosować się do ich wymagań. Z ich punktu widzenia pewnie tak jest wygodniej, może szybciej, ale tak naprawdę robią nam tym wielką krzywdę, ponieważ w konsekwencji zachętą staje się brak kary.
Uczymy się unikając jej i w końcu staje się to celem samym w sobie. Dobrze wiemy, czego nie robić, ale ponieważ nie byliśmy nagradzani za naszą inicjatywę, nie podejmujemy jej, bo jeszcze się okaże, że to, co byśmy zrobili zalicza się do zachowań niepożądanych.
Nie robimy więc nic niebezpiecznego, często pozbawiając się zdobycia wielu ciekawych doświadczeń i przeżyć. Idziemy z prądem, byle do jutra, a jutro to już jakoś będzie. Skrycie marzymy o aktorstwie, malarstwie, pisarstwie, psychologii, nauczeniu się gry w tenisa czy kursie nurkowania, ale i te marzenia pozostają często niespełnione w obawie przed naganą, czy głupimi pytaniami w stylu: „Ale po co Ci to?” i wypowiedziami: „Zajmij się lepiej czymś pożytecznym”.
Nierzadko wyrzucamy sobie brak wiary w siebie i niemożność dążenia do obranych celów, twierdzimy, że się nie uda, że to bez sensu..
Dla wielu z nas to wszystko brzmi znajomo, prawda?
Taka postawa w sporej mierze wyrasta właśnie ze stosowania kar a zapominaniu o motywacji. Mówią nam co jest źle, rzadziej co dobrze – uczą nas bezpiecznego życia bez zbędnych doznań i stresów. Nie bądźmy tacy sami.
Nie mniej – karać trzeba, bo dzięki temu jednostka wyciąga wnioski ze swojego postępowania, uczy się jakiejś odpowiedzialność i wielu innych ważnych rzeczy, które nie są tematem moich rozważań.
Tak jak pisałam poprzednio karać można na dwa sposoby. Nauka karę określa mianem „wygaszenia”, które może być pozytywne lub negatywne. Tłumaczenie to jest trochę nieszczęśliwe, ponieważ nie ma to nic wspólnego z oceną charakteru kary, więc pojawiają się również zamienne określenia: dodatnia lub ujemna.
Wygaszenie dodatnie (P+) to dostarczanie czegoś nieprzyjemnego karanemu, a ujemne (P-): odbieranie czegoś przyjemnego.
Większość z nas karze w ten pierwszy sposób: krzyczymy, ubliżamy, wypisujemy nagany, uwagi, niekiedy bijemy, mścimy się po czasie i wiele innych..
Drugi sposób to np. szlaban na komputer, czy zakaz wyjścia z domu na imprezę czy odebranie premii..
Pierwszy sposób jest łatwiejszy, drugi wymaga myślenia, bo musimy wiedzieć, co trzeba odebrać karanemu, żeby kara była skuteczna.
Jak więc karać?
Żelazna zasada: nie stosujemy przemocy. Wielu ludzi pewnie wyśmiałoby to stwierdzenie, napominając coś o bezzasadności bezstresowego wychowania, ale tutaj to ja bym się popukała w głowę, bowiem czy tylko przemoc=stres? Po takiej wypowiedzi od razu widać, że Ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o tym, na czym polega wychowanie bezstresowe, tylko rzucają nieznanymi terminami na prawo i lewo.
Karanie dostarcza stresu i nie musi to być bicie.
Jedna z definicji kary to:
„Działanie, które zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia danego zachowania”.
Ot, tyle.
Nie ma słowa o tym, że ma boleć, a więc nie musi.
Wszystko, co do tej pory pisałam tyczy się nie tylko ludzi, ale również psów. Wiadomo, że psy na szkoleniach pozytywnych pracują chętniej niż na tych metodami tradycyjnymi.
Po tych drugich wielu właścicieli, żeby wymusić posłuszeństwo na swoim psie musi mu pokazać smycz (którą pies wielokrotnie dostał), albo kolczatkę (którą wielokrotnie był szarpany). To chore. To jest zastraszanie. Znęcanie się psychiczne nad bezbronnym zwierzęciem, które przy odrobinie Waszych chęci stanie się takim towarzyszem, że zaczniecie opowiadać wokoło (tak jak ja;)), że metody pozytywne są o wiele skuteczniejsze i nigdy nie przypuszczaliście, że tak można pracować z psem. Spróbowanie niczego nie zepsuje, a efekt na pewno zaskoczy.
Widziałam to na własne oczy i z chęcią przytoczę przykład. Pies na kolczatce, bo ciągnie, owczarek niemiecki. Na spacerze ze mną i swoim właścicielem kolczatki oczywiście nie miał. Zwykle szarpał się idąc ulicą, bo tak go interesowały psy za siatkami, a my przeszliśmy z nim bez najmniejszych problemów, nie przejmując się samochodami, psami, rowerzystami.
To nie efekt magicznej różdżki, tylko kilka (3) dni pracy przedtem – nauczyć psa skupienia uwagi na przewodniku. Cała magia, a potwierdza, że można i trzeba szkolić mózgiem.
Oprócz tego uderzenie, czy szarpnięcie psa zwykle tylko na chwilę przerywa niepożądane zachowanie, bo pies się skupia na nieprzyjemnych doznaniach. To może dawać wrażenie skuteczności, które jednak jest złudne.
Karanie psa poprzez stosowanie P+ ma jeszcze tę wadę, że pies wysyła do nas sygnały uspokajające. Oprócz tego, że świadczy to stresie zwierzaka, to jeszcze bardzo przeszkadza, kiedy chcemy wyegzekwować jakieś ważne polecenie np. „do mnie”. Pies, doskonale wiedzący, co oznacza nasz zły ton głosu zwolni, żeby nas uspokoić. Boi się kary, to oczywiste. Ostatnio do nas wrócił i dostał po uszach.
Co robi sfrustrowany właściciel? Np. straszy go kolcami, czy innymi gadżetami, żeby doczekać się wykonania polecenia, tudzież pokazać „nieposłusznemu” psu kto tu tak naprawdę rządzi (wracamy do teorii dominacji)..
W takich sytuacjach nie można mówić o jakiejkolwiek relacji między psem a człowiekiem. Pies to tylko zestresowany robot wykonujący polecenia. Oczywiście, szkoląc w ten sposób można osiągnąć doskonałe rezultaty, ale wysokim kosztem dla psa i ogromną stratą dla siebie – i mam tu na myśli nie tylko brak tej cudownej więzi, ale np. czas. Każdy uczy się szybciej, kiedy chce się uczyć, a nauka przynosi mu radość.
Uczymy psa, jak być człowiekiem, zapominając przy tym, że sami powinniśmy nauczyć się być trochę psem.
Tak więc raz na zawsze wyrzucamy z naszego repertuaru karania P+. Od dziś koniec z krzykami (zagryzamy zęby), koniec z biciem (bo agresja rodzi agresję), koniec z unieszczęśliwianiem psa (i siebie).
Karanie za pomocą P+ obarczone jest dodatkowo pewnymi punktami ryzyka o których napiszę w oddzielnej notce w późniejszym terminie.
Ale mam nadzieję, że przekonałam;)
Dla niedowiarków w następnej notce opiszę jak skutecznie karać psa.
Uczymy się unikając jej i w końcu staje się to celem samym w sobie. Dobrze wiemy, czego nie robić, ale ponieważ nie byliśmy nagradzani za naszą inicjatywę, nie podejmujemy jej, bo jeszcze się okaże, że to, co byśmy zrobili zalicza się do zachowań niepożądanych.
Nie robimy więc nic niebezpiecznego, często pozbawiając się zdobycia wielu ciekawych doświadczeń i przeżyć. Idziemy z prądem, byle do jutra, a jutro to już jakoś będzie. Skrycie marzymy o aktorstwie, malarstwie, pisarstwie, psychologii, nauczeniu się gry w tenisa czy kursie nurkowania, ale i te marzenia pozostają często niespełnione w obawie przed naganą, czy głupimi pytaniami w stylu: „Ale po co Ci to?” i wypowiedziami: „Zajmij się lepiej czymś pożytecznym”.
Nierzadko wyrzucamy sobie brak wiary w siebie i niemożność dążenia do obranych celów, twierdzimy, że się nie uda, że to bez sensu..
Dla wielu z nas to wszystko brzmi znajomo, prawda?
Taka postawa w sporej mierze wyrasta właśnie ze stosowania kar a zapominaniu o motywacji. Mówią nam co jest źle, rzadziej co dobrze – uczą nas bezpiecznego życia bez zbędnych doznań i stresów. Nie bądźmy tacy sami.
Nie mniej – karać trzeba, bo dzięki temu jednostka wyciąga wnioski ze swojego postępowania, uczy się jakiejś odpowiedzialność i wielu innych ważnych rzeczy, które nie są tematem moich rozważań.
Tak jak pisałam poprzednio karać można na dwa sposoby. Nauka karę określa mianem „wygaszenia”, które może być pozytywne lub negatywne. Tłumaczenie to jest trochę nieszczęśliwe, ponieważ nie ma to nic wspólnego z oceną charakteru kary, więc pojawiają się również zamienne określenia: dodatnia lub ujemna.
Wygaszenie dodatnie (P+) to dostarczanie czegoś nieprzyjemnego karanemu, a ujemne (P-): odbieranie czegoś przyjemnego.
Większość z nas karze w ten pierwszy sposób: krzyczymy, ubliżamy, wypisujemy nagany, uwagi, niekiedy bijemy, mścimy się po czasie i wiele innych..
Drugi sposób to np. szlaban na komputer, czy zakaz wyjścia z domu na imprezę czy odebranie premii..
Pierwszy sposób jest łatwiejszy, drugi wymaga myślenia, bo musimy wiedzieć, co trzeba odebrać karanemu, żeby kara była skuteczna.
Jak więc karać?
Żelazna zasada: nie stosujemy przemocy. Wielu ludzi pewnie wyśmiałoby to stwierdzenie, napominając coś o bezzasadności bezstresowego wychowania, ale tutaj to ja bym się popukała w głowę, bowiem czy tylko przemoc=stres? Po takiej wypowiedzi od razu widać, że Ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o tym, na czym polega wychowanie bezstresowe, tylko rzucają nieznanymi terminami na prawo i lewo.
Karanie dostarcza stresu i nie musi to być bicie.
Jedna z definicji kary to:
„Działanie, które zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia danego zachowania”.
Ot, tyle.
Nie ma słowa o tym, że ma boleć, a więc nie musi.
Wszystko, co do tej pory pisałam tyczy się nie tylko ludzi, ale również psów. Wiadomo, że psy na szkoleniach pozytywnych pracują chętniej niż na tych metodami tradycyjnymi.
Po tych drugich wielu właścicieli, żeby wymusić posłuszeństwo na swoim psie musi mu pokazać smycz (którą pies wielokrotnie dostał), albo kolczatkę (którą wielokrotnie był szarpany). To chore. To jest zastraszanie. Znęcanie się psychiczne nad bezbronnym zwierzęciem, które przy odrobinie Waszych chęci stanie się takim towarzyszem, że zaczniecie opowiadać wokoło (tak jak ja;)), że metody pozytywne są o wiele skuteczniejsze i nigdy nie przypuszczaliście, że tak można pracować z psem. Spróbowanie niczego nie zepsuje, a efekt na pewno zaskoczy.
Widziałam to na własne oczy i z chęcią przytoczę przykład. Pies na kolczatce, bo ciągnie, owczarek niemiecki. Na spacerze ze mną i swoim właścicielem kolczatki oczywiście nie miał. Zwykle szarpał się idąc ulicą, bo tak go interesowały psy za siatkami, a my przeszliśmy z nim bez najmniejszych problemów, nie przejmując się samochodami, psami, rowerzystami.
To nie efekt magicznej różdżki, tylko kilka (3) dni pracy przedtem – nauczyć psa skupienia uwagi na przewodniku. Cała magia, a potwierdza, że można i trzeba szkolić mózgiem.
Oprócz tego uderzenie, czy szarpnięcie psa zwykle tylko na chwilę przerywa niepożądane zachowanie, bo pies się skupia na nieprzyjemnych doznaniach. To może dawać wrażenie skuteczności, które jednak jest złudne.
Karanie psa poprzez stosowanie P+ ma jeszcze tę wadę, że pies wysyła do nas sygnały uspokajające. Oprócz tego, że świadczy to stresie zwierzaka, to jeszcze bardzo przeszkadza, kiedy chcemy wyegzekwować jakieś ważne polecenie np. „do mnie”. Pies, doskonale wiedzący, co oznacza nasz zły ton głosu zwolni, żeby nas uspokoić. Boi się kary, to oczywiste. Ostatnio do nas wrócił i dostał po uszach.
Co robi sfrustrowany właściciel? Np. straszy go kolcami, czy innymi gadżetami, żeby doczekać się wykonania polecenia, tudzież pokazać „nieposłusznemu” psu kto tu tak naprawdę rządzi (wracamy do teorii dominacji)..
W takich sytuacjach nie można mówić o jakiejkolwiek relacji między psem a człowiekiem. Pies to tylko zestresowany robot wykonujący polecenia. Oczywiście, szkoląc w ten sposób można osiągnąć doskonałe rezultaty, ale wysokim kosztem dla psa i ogromną stratą dla siebie – i mam tu na myśli nie tylko brak tej cudownej więzi, ale np. czas. Każdy uczy się szybciej, kiedy chce się uczyć, a nauka przynosi mu radość.
Uczymy psa, jak być człowiekiem, zapominając przy tym, że sami powinniśmy nauczyć się być trochę psem.
Tak więc raz na zawsze wyrzucamy z naszego repertuaru karania P+. Od dziś koniec z krzykami (zagryzamy zęby), koniec z biciem (bo agresja rodzi agresję), koniec z unieszczęśliwianiem psa (i siebie).
Karanie za pomocą P+ obarczone jest dodatkowo pewnymi punktami ryzyka o których napiszę w oddzielnej notce w późniejszym terminie.
Ale mam nadzieję, że przekonałam;)
Dla niedowiarków w następnej notce opiszę jak skutecznie karać psa.
18.09.2010 o godz. 22:53
komentuj (0)
Obiecałam, że dziś napiszę o tym, jak człowiek może używać sygnałów uspokajających.
Zastrzegam jednak, że szczególnie w sytuacjach z psami agresywnymi, należy być czujnym, ponieważ my, ludzie, nie jesteśmy w stanie używać mowy ciała tak świadomie jakbyśmy chcieli, bo na co dzień posługujemy się językiem mówionym. Po za tym w naszym wykonaniu może ona nie być dość czytelna dla psów.
Ale warto próbować, bo nie jeden raz okaże się, że to działa, a wtedy czuje się taką niezwykłą satysfakcję z nawiązania czegoś rodzaju dialogu ze zwierzęciem.
Sygnałów uspokajających można używać wtedy, kiedy widzimy, że nasz pies jest podenerwowany, albo mamy do czynienia z psem agresywnym.
W pierwszym przypadku możemy ziewać i oblizywać się. To naprawdę świetnie uspokaja psy, np. podczas jazy autobusem, albo kiedy wiemy, że nasz piesek czegoś się boi, np. samochodu czy człowieka.
Kiedy nasz pupil szaleje na dworze, ucieka nam z zabawką – nie gońmy go. To dla niego świetna rozrywka. Odwróćmy się do niego plecami, albo usiądźmy tyłem. To dla niego wyraźny znak, żeby się uspokoił. Jednocześnie pozbawiamy go nagrody za ucieczkę;)
O tym, jak odebrać zabawkę innym razem.
Tę samą strategię stosujemy wobec psa, który na nas skacze, bo chce się przywitać. Krzyżujemy ręce i pokazujemy plecy. Nie mówimy nic do psa, nie nagradzamy go naszą uwagą. Dajemy jasno do zrozumienia, że nie mamy ochoty na taką konfrontację.
Sposób ten w przypadku psów dużych niekoniecznie jest najlepszym wyjściem;)
Jeśli poznajemy nowego psa, nie patrzmy mu w prosto w oczy, nie pochylajmy się nad nim, nie wyciągajmy do niego rąk – psy odbierają to jako zagrożenie. Podchodźmy po łuku, nie za szybko, skrzyżujmy ręce, stańmy bokiem, odwróćmy głowę i obserwujmy go kątem oka. Poczekajmy aż sam podejdzie i dajmy się obwąchać. Kiedy pies nas pozna, zachowujmy się wobec niego ostrożnie. Obserwujmy jego postawę. Jeśli jest spięty, albo wygląda na nieufnego, nie głaszczmy go – to wcale nie musi być dla niego przyjemne. Jeśli nie będziemy wciągać do niego rąk, prawdopodobieństwo, że nas ugryzie, jest nikłe.
Jeśli pies już nam grozi zachowujemy się podobnie. Odwracamy się (również bokiem, bo lepiej móc go widzieć), nie patrzymy w oczy, krzyżujemy ręce i powoli (nigdy nie uciekamy! pies to drapieżnik z instynktem pogoni!) wycofujemy się w bezpieczne miejsce. Jeśli przestaniemy być dla psa zagrożeniem, nie powinien nas zaatakować.
Niestety, psy są różne i po różnych przejściach, dlatego, kiedy już atakuje, wiedzcie, że nie macie z nim wielkich szans. Podobno dobrze jest wziąć jakiś patyk (kurtkę, rower, parasol) i podstawić mu go pod pysk, wtedy instynktownie złapie go zębami zamiast ręki. Jeśli jednak nic nie macie, można próbować wsadzić mu głęboko do gardła zaciśniętą pięść. Moim zdaniem walka z psem nie jest dobrym rozwiązaniem. Najlepiej jest przyjąć tzw. pozycję żółwia, czyli:
/kwpkatowice/images/sznupek/postawy_psy.jpg)
Na ogół zniechęcony pies odchodzi, ale nie ma co się oszukiwać. Jeśli atakuje to z zamiarem pogryzienia i będzie próbował to uczynić jednak przyjmując tę pozycję ograniczamy mu możliwości, a więc sobie obrażenia i stajemy się nudni.
Jeśli widzimy, że jakiś pies bardzo się nas boi, nie podchodźmy do niego. Zwierzę bez możliwości ucieczki sięgnie po drugą strategię przetrwania – atak. Lepiej ukucnąć bokiem, ziewać, oblizywać się i czekać aż sam podejdzie. Uprzedzam jednak, że często trzeba być cierpliwym, bo taki zabieg może potrwać nawet 20 minut i dłużej. Zwykle jednak zwierzę dość szybko się przekonuje, że nic mu nie grozi.
Osobiście, jeśli chodzi o używanie CS’ów mam pozytywne doświadczenia. Nie zostałam jeszcze pogryziona przez psa, mimo, że miałam kontakt z psami, które podobno potrafią ugryźć. Psom, których prawie nie znam, widziałam tylko kilka razy i tak nie ufam do końca. Nie wiem co je mogło spotkać między naszymi spotkaniami ze strony człowieka, nie wiem czy są chore, czy coś je boli czy może z jakiś przyczyn (bo mam np. parasol) mogą się mnie obawiać. Zawsze postępuję podobnie. Pozwalam im podejść najpierw i dopiero jak widzę, że się rozluźniają, pozwalam sobie na trochę poufałości. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek.
W następnej części opiszę kiedy psy używają CS’ów wobec nas, co mylnie jest brane jako oznaka nieposłuszeństwa oraz czego nie wolno nam robić, żeby nie wzbudzać u psów stresu.
Zachęcam do podzielenia się swoimi doświadczeniami w stosowaniu CS’ów przez Was, bo chciałabym się dowiedzieć jak Wam to wychodzi i czy coś zmieniło w Waszych kontaktach z psiakami;)
Zastrzegam jednak, że szczególnie w sytuacjach z psami agresywnymi, należy być czujnym, ponieważ my, ludzie, nie jesteśmy w stanie używać mowy ciała tak świadomie jakbyśmy chcieli, bo na co dzień posługujemy się językiem mówionym. Po za tym w naszym wykonaniu może ona nie być dość czytelna dla psów.
Ale warto próbować, bo nie jeden raz okaże się, że to działa, a wtedy czuje się taką niezwykłą satysfakcję z nawiązania czegoś rodzaju dialogu ze zwierzęciem.
Sygnałów uspokajających można używać wtedy, kiedy widzimy, że nasz pies jest podenerwowany, albo mamy do czynienia z psem agresywnym.
W pierwszym przypadku możemy ziewać i oblizywać się. To naprawdę świetnie uspokaja psy, np. podczas jazy autobusem, albo kiedy wiemy, że nasz piesek czegoś się boi, np. samochodu czy człowieka.
Kiedy nasz pupil szaleje na dworze, ucieka nam z zabawką – nie gońmy go. To dla niego świetna rozrywka. Odwróćmy się do niego plecami, albo usiądźmy tyłem. To dla niego wyraźny znak, żeby się uspokoił. Jednocześnie pozbawiamy go nagrody za ucieczkę;)
O tym, jak odebrać zabawkę innym razem.
Tę samą strategię stosujemy wobec psa, który na nas skacze, bo chce się przywitać. Krzyżujemy ręce i pokazujemy plecy. Nie mówimy nic do psa, nie nagradzamy go naszą uwagą. Dajemy jasno do zrozumienia, że nie mamy ochoty na taką konfrontację.
Sposób ten w przypadku psów dużych niekoniecznie jest najlepszym wyjściem;)
Jeśli poznajemy nowego psa, nie patrzmy mu w prosto w oczy, nie pochylajmy się nad nim, nie wyciągajmy do niego rąk – psy odbierają to jako zagrożenie. Podchodźmy po łuku, nie za szybko, skrzyżujmy ręce, stańmy bokiem, odwróćmy głowę i obserwujmy go kątem oka. Poczekajmy aż sam podejdzie i dajmy się obwąchać. Kiedy pies nas pozna, zachowujmy się wobec niego ostrożnie. Obserwujmy jego postawę. Jeśli jest spięty, albo wygląda na nieufnego, nie głaszczmy go – to wcale nie musi być dla niego przyjemne. Jeśli nie będziemy wciągać do niego rąk, prawdopodobieństwo, że nas ugryzie, jest nikłe.
Jeśli pies już nam grozi zachowujemy się podobnie. Odwracamy się (również bokiem, bo lepiej móc go widzieć), nie patrzymy w oczy, krzyżujemy ręce i powoli (nigdy nie uciekamy! pies to drapieżnik z instynktem pogoni!) wycofujemy się w bezpieczne miejsce. Jeśli przestaniemy być dla psa zagrożeniem, nie powinien nas zaatakować.
Niestety, psy są różne i po różnych przejściach, dlatego, kiedy już atakuje, wiedzcie, że nie macie z nim wielkich szans. Podobno dobrze jest wziąć jakiś patyk (kurtkę, rower, parasol) i podstawić mu go pod pysk, wtedy instynktownie złapie go zębami zamiast ręki. Jeśli jednak nic nie macie, można próbować wsadzić mu głęboko do gardła zaciśniętą pięść. Moim zdaniem walka z psem nie jest dobrym rozwiązaniem. Najlepiej jest przyjąć tzw. pozycję żółwia, czyli:
/kwpkatowice/images/sznupek/postawy_psy.jpg)
Na ogół zniechęcony pies odchodzi, ale nie ma co się oszukiwać. Jeśli atakuje to z zamiarem pogryzienia i będzie próbował to uczynić jednak przyjmując tę pozycję ograniczamy mu możliwości, a więc sobie obrażenia i stajemy się nudni.
Jeśli widzimy, że jakiś pies bardzo się nas boi, nie podchodźmy do niego. Zwierzę bez możliwości ucieczki sięgnie po drugą strategię przetrwania – atak. Lepiej ukucnąć bokiem, ziewać, oblizywać się i czekać aż sam podejdzie. Uprzedzam jednak, że często trzeba być cierpliwym, bo taki zabieg może potrwać nawet 20 minut i dłużej. Zwykle jednak zwierzę dość szybko się przekonuje, że nic mu nie grozi.
Osobiście, jeśli chodzi o używanie CS’ów mam pozytywne doświadczenia. Nie zostałam jeszcze pogryziona przez psa, mimo, że miałam kontakt z psami, które podobno potrafią ugryźć. Psom, których prawie nie znam, widziałam tylko kilka razy i tak nie ufam do końca. Nie wiem co je mogło spotkać między naszymi spotkaniami ze strony człowieka, nie wiem czy są chore, czy coś je boli czy może z jakiś przyczyn (bo mam np. parasol) mogą się mnie obawiać. Zawsze postępuję podobnie. Pozwalam im podejść najpierw i dopiero jak widzę, że się rozluźniają, pozwalam sobie na trochę poufałości. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek.
W następnej części opiszę kiedy psy używają CS’ów wobec nas, co mylnie jest brane jako oznaka nieposłuszeństwa oraz czego nie wolno nam robić, żeby nie wzbudzać u psów stresu.
Zachęcam do podzielenia się swoimi doświadczeniami w stosowaniu CS’ów przez Was, bo chciałabym się dowiedzieć jak Wam to wychodzi i czy coś zmieniło w Waszych kontaktach z psiakami;)
Turid Rugaas, światowej sławy trenerka, przez ponad dekadę obserwowała i szkoliła psy. Dzięki jej pracy wiemy dziś, że są to stworzenia zaprogramowane na unikanie konfliktów, oraz, że w komunikacji posługują się przede wszystkim i z doskonałym wyczuciem - językiem ciała.
Poza sygnałami grożącymi oraz submisywnymi (poddańczymi) istnieje jeszcze jedna grupa, któa nosi nazwę: „sygnały uspokajające”. Po angielsku mówi się „calming signals”, w skrócie CS, a gwarowo, po polsku, że pies CS’uje, zamiast „wysyła sygnały uspokajające”.
Chciałabym przedstawić Wam mowę ciała psów i gwarantuję Wam, ze na pewno niektóre rzeczy Was zaskoczą. Po tej lekturze być może wyda Wam się, że wszystko co robi Wasz pies jest sygnałem uspokajającym, ale ważne jest, żeby zwrócić uwagę na kontekst. Jako dowód, że sygnały te istnieją stanowi fakt, że sami możemy ich używać w kontaktach z psami. Jedno jest pewne – kiedy zaczniecie szukać tych gestów, nigdy nie spojrzycie na swojego psa tak samo.
CS’ów znamy prawie 30, ja jednak skupiłam się na tych które są najłatwiej dostrzegalne i być może najczęściej wysyłane. Należą do nich:
1. Odwracanie wzroku, głowy
2. Odwracanie się bokiem, tyłem
3. Chodzenie po łuku
4. Ziewanie
5. Oblizywanie się
6. Spowolnienie ruchów, zatrzymywanie się
7. Siadanie, kładzenie się
8. Węszenie
9. Nerwowe machanie ogonem
10. Pocenie się łap
Świetnym i wyraźnym przykładem na odwracanie wzroku, głowy i oblizywanie się i ziewanie jest ten filmik:
Pies wyraźnie daje do zrozumienia, że nie ma ochoty na naukę czy zabawę.
Podobnie piesek leżący na łóżku, którego być może niepokoi kamera:
A tak wygląda przykładowe, kulturalne spotkanie psów (narrator nazywa występujące sygnały na bieżąco):
Więcej przykładów można znaleźć w psim parku, jakie występują za granicą. Filmik jest najbardziej czytelny i ciekawy od 1:30.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że psy nie zawsze wysyłają sygnał tak ostentacyjnie. Czasem są one bardzo krótkie i ledwo dostrzegalne przez człowieka. Nawet doświadczeni trenerzy nie są w stanie zawsze wychwycić ich wszystkich i często po odtworzeniu filmu w zwolnionym tempie okazuje się, że sygnałów było dwa razy więcej niż myśleli. A jako przykład ilustrujący szybkość:
Na deser podam Wam filmik reklamujący książkę „Sygnały uspokajające” pióra Turid Rugaas, która jest z resztą dostępna w Polsce. Jest to jedna z trzech pozycji, którą powinien przeczytać absolutnie każdy właściciel psa (dla nielubiących czytania, dodam, że książeczka jest króciutka).
O tym, co stresuje naszego Czterołapa, co możemy zrobić i jak sami możemy posługiwać się CS’ami w następnej części.
PS. Jeśli ktoś ma jakieś pytania czy uwagi albo nawet wątpliwości, to z chęcią odpowiem:) Byłoby miło, gdyby mój blog bardziej przypominał dialog niż monolog;)
Poza sygnałami grożącymi oraz submisywnymi (poddańczymi) istnieje jeszcze jedna grupa, któa nosi nazwę: „sygnały uspokajające”. Po angielsku mówi się „calming signals”, w skrócie CS, a gwarowo, po polsku, że pies CS’uje, zamiast „wysyła sygnały uspokajające”.
Chciałabym przedstawić Wam mowę ciała psów i gwarantuję Wam, ze na pewno niektóre rzeczy Was zaskoczą. Po tej lekturze być może wyda Wam się, że wszystko co robi Wasz pies jest sygnałem uspokajającym, ale ważne jest, żeby zwrócić uwagę na kontekst. Jako dowód, że sygnały te istnieją stanowi fakt, że sami możemy ich używać w kontaktach z psami. Jedno jest pewne – kiedy zaczniecie szukać tych gestów, nigdy nie spojrzycie na swojego psa tak samo.
CS’ów znamy prawie 30, ja jednak skupiłam się na tych które są najłatwiej dostrzegalne i być może najczęściej wysyłane. Należą do nich:
1. Odwracanie wzroku, głowy
2. Odwracanie się bokiem, tyłem
3. Chodzenie po łuku
4. Ziewanie
5. Oblizywanie się
6. Spowolnienie ruchów, zatrzymywanie się
7. Siadanie, kładzenie się
8. Węszenie
9. Nerwowe machanie ogonem
10. Pocenie się łap
Świetnym i wyraźnym przykładem na odwracanie wzroku, głowy i oblizywanie się i ziewanie jest ten filmik:
Pies wyraźnie daje do zrozumienia, że nie ma ochoty na naukę czy zabawę.
Podobnie piesek leżący na łóżku, którego być może niepokoi kamera:
A tak wygląda przykładowe, kulturalne spotkanie psów (narrator nazywa występujące sygnały na bieżąco):
Więcej przykładów można znaleźć w psim parku, jakie występują za granicą. Filmik jest najbardziej czytelny i ciekawy od 1:30.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że psy nie zawsze wysyłają sygnał tak ostentacyjnie. Czasem są one bardzo krótkie i ledwo dostrzegalne przez człowieka. Nawet doświadczeni trenerzy nie są w stanie zawsze wychwycić ich wszystkich i często po odtworzeniu filmu w zwolnionym tempie okazuje się, że sygnałów było dwa razy więcej niż myśleli. A jako przykład ilustrujący szybkość:
Na deser podam Wam filmik reklamujący książkę „Sygnały uspokajające” pióra Turid Rugaas, która jest z resztą dostępna w Polsce. Jest to jedna z trzech pozycji, którą powinien przeczytać absolutnie każdy właściciel psa (dla nielubiących czytania, dodam, że książeczka jest króciutka).
O tym, co stresuje naszego Czterołapa, co możemy zrobić i jak sami możemy posługiwać się CS’ami w następnej części.
PS. Jeśli ktoś ma jakieś pytania czy uwagi albo nawet wątpliwości, to z chęcią odpowiem:) Byłoby miło, gdyby mój blog bardziej przypominał dialog niż monolog;)
Każdy z Was wie jak wygląda agresywny pies. Na zdjęciu* pierwszym widać psa dominującego, agresywnego – ma on postawione uszy, bardzo widoczne zęby, najpewniej warczy, stoi wysunięty do przodu, jest naprężony po sam ogon. Na drugim zdjęciu pies również agresywny, ale jego agresja występuje na tle lękowym – najbardziej widoczne różnice to obniżona postawa ciała, podkulony ogon i położone uszy. Tak czy inaczej, jednego i drugiego lepiej nie dotykać i powoli i spokojnie wycofać się w bezpieczne miejsce.
Zanim jednak dojdzie do takiej eskalacji agresji, pies wysyła wiele sygnałów informujących otoczenie o tym, że ma przyjacielskie zamiary albo, że coś go stresuje czy niepokoi.
Sygnały te zostały odkryte u psów przez norweską trenerkę, Turid Rugaas, która obserwowała te zwierzęta przez wiele lat, nagrywała filmy i stworzyła prezentację, która objechała kilkakrotnie cały świat. I nadal się nie nudzi.
Nic dziwnego. Jest to zupełna nowość w postrzeganiu psów. Do tej pory widziano je jako drapieżniki, które bezwzględnie i brutalnie walczą o dominację między sobą, posługując się wyłącznie językiem przemocy, a ludzie brali z nich przykład. Na szczęście dziś wiadomo, że jest inaczej.
Psy, jako zwierzęta społeczne są zaprogramowane na unikanie konfliktów. Swój swoisty język odziedziczyły po przodkach - wilkach, u których jest on jednak bardziej ostentacyjny. Nie wiadomo, dlaczego tak długo odmawiano psom tego typu komunikacji, chociaż wydaje się całkiem naturalne, że skoro psy mało wokalizują, to posługują się raczej mową ciała.
U wilków sygnały te nazwano „cut-off signals”, czyli „sygnały wstrzymujące”, ponieważ ucinały, powstrzymywały agresywne zachowania. Nie jest to jednak najszczęśliwsze określenie, ponieważ występują zanim cokolwiek trzeba wstrzymywać. Istnienie takich sygnałów ma swoje ewolucyjne znaczenie, nie ma bowiem sensu walczyć między sobą, skoro od współpracy całej grupy zależy przetrwanie.
A teraz wyobraźcie sobie, że wracacie późną nocą jakąś ciemną uliczką i wyraźnie w Waszym kierunku, szybkim krokiem, zmierza wysoki, ciemno ubrany, barczysty mężczyzna. Sytuacja taka nie wydaje się zbyt komfortowa, prawda? Gdyby jednak spokojnie, już z oddali zaczął tłumaczyć, że nie ma złych zamiarów, a najlepiej, żeby to potwierdzić – zatrzymałby się to bylibyście spokojniejsi. A teraz pomyślcie, że ów mężczyzna widząc Waszą niepewność, przeprasza, odwraca się i odchodzi. Podejrzewam, że przy następnym spotkaniu z nim nie obawialibyście się tak bardzo albo Wasz lęk całkiem by zniknął.
Tak właśnie działają psy. Kiedy widzą się z daleka, wysyłają sobie pierwsze informacje, o tym, że są przyjaźnie nastawione. Tak samo próbują reagować na ludzi, niestety z różnym skutkiem.
Muszę tutaj wyjaśnić jeszcze jedną ważną rzecz. Każdy pies potrafi posługiwać się tym językiem i pies z Afryki zrozumie tego z Polski. Może się jednak zdarzyć, że umiejętność posługiwania się sygnałami jest stłumiona. Mogą na to wpłynąć np. karanie albo złe doświadczenia z innymi psami.
W przypadku karania nasze psy bardzo często próbują dać nam znać, że nasze zachowanie je niepokoi. Jeśli ich próby załagodzenia sytuacji nie dają rezultatu – mogą zaprzestać komunikacji. Tak samo rzecz ma się ze spotkaniem z agresywnym psem.
Dodam też, że mimo, iż warczenie jest sygnałem grożącym, nie wolno za nie karać używając P+, czyli pozytywnego wygaszania (ang. positive punishment) – nie wolno bić, szarpać ani pokazywać w inny agresywny sposób psu kto tu rządzi. Pozbawiamy się wtedy możliwości bycia ostrzeżonym, ponieważ jedyne, czego pies uczy się w tym momencie to, że zostanie ukarany, kiedy mimo wszystko daje nam jeszcze szansę zmienić nasze zachowanie. Następnym razem po prostu ugryzie. I w takiej sytuacji, pretensję możecie mieć tylko do siebie.
Co to więc za tajemnicze sygnały, o których ciągle mówię?
Wyjaśnię to w następnej części:)
*Zdjęcia pochodzą z książki: Charakter psów dla bystrzyków, dr Stanley Coren, Sarah Hodgdon
Zanim jednak dojdzie do takiej eskalacji agresji, pies wysyła wiele sygnałów informujących otoczenie o tym, że ma przyjacielskie zamiary albo, że coś go stresuje czy niepokoi.
Sygnały te zostały odkryte u psów przez norweską trenerkę, Turid Rugaas, która obserwowała te zwierzęta przez wiele lat, nagrywała filmy i stworzyła prezentację, która objechała kilkakrotnie cały świat. I nadal się nie nudzi.
Nic dziwnego. Jest to zupełna nowość w postrzeganiu psów. Do tej pory widziano je jako drapieżniki, które bezwzględnie i brutalnie walczą o dominację między sobą, posługując się wyłącznie językiem przemocy, a ludzie brali z nich przykład. Na szczęście dziś wiadomo, że jest inaczej.
Psy, jako zwierzęta społeczne są zaprogramowane na unikanie konfliktów. Swój swoisty język odziedziczyły po przodkach - wilkach, u których jest on jednak bardziej ostentacyjny. Nie wiadomo, dlaczego tak długo odmawiano psom tego typu komunikacji, chociaż wydaje się całkiem naturalne, że skoro psy mało wokalizują, to posługują się raczej mową ciała.
U wilków sygnały te nazwano „cut-off signals”, czyli „sygnały wstrzymujące”, ponieważ ucinały, powstrzymywały agresywne zachowania. Nie jest to jednak najszczęśliwsze określenie, ponieważ występują zanim cokolwiek trzeba wstrzymywać. Istnienie takich sygnałów ma swoje ewolucyjne znaczenie, nie ma bowiem sensu walczyć między sobą, skoro od współpracy całej grupy zależy przetrwanie.
A teraz wyobraźcie sobie, że wracacie późną nocą jakąś ciemną uliczką i wyraźnie w Waszym kierunku, szybkim krokiem, zmierza wysoki, ciemno ubrany, barczysty mężczyzna. Sytuacja taka nie wydaje się zbyt komfortowa, prawda? Gdyby jednak spokojnie, już z oddali zaczął tłumaczyć, że nie ma złych zamiarów, a najlepiej, żeby to potwierdzić – zatrzymałby się to bylibyście spokojniejsi. A teraz pomyślcie, że ów mężczyzna widząc Waszą niepewność, przeprasza, odwraca się i odchodzi. Podejrzewam, że przy następnym spotkaniu z nim nie obawialibyście się tak bardzo albo Wasz lęk całkiem by zniknął.
Tak właśnie działają psy. Kiedy widzą się z daleka, wysyłają sobie pierwsze informacje, o tym, że są przyjaźnie nastawione. Tak samo próbują reagować na ludzi, niestety z różnym skutkiem.
Muszę tutaj wyjaśnić jeszcze jedną ważną rzecz. Każdy pies potrafi posługiwać się tym językiem i pies z Afryki zrozumie tego z Polski. Może się jednak zdarzyć, że umiejętność posługiwania się sygnałami jest stłumiona. Mogą na to wpłynąć np. karanie albo złe doświadczenia z innymi psami.
W przypadku karania nasze psy bardzo często próbują dać nam znać, że nasze zachowanie je niepokoi. Jeśli ich próby załagodzenia sytuacji nie dają rezultatu – mogą zaprzestać komunikacji. Tak samo rzecz ma się ze spotkaniem z agresywnym psem.
Dodam też, że mimo, iż warczenie jest sygnałem grożącym, nie wolno za nie karać używając P+, czyli pozytywnego wygaszania (ang. positive punishment) – nie wolno bić, szarpać ani pokazywać w inny agresywny sposób psu kto tu rządzi. Pozbawiamy się wtedy możliwości bycia ostrzeżonym, ponieważ jedyne, czego pies uczy się w tym momencie to, że zostanie ukarany, kiedy mimo wszystko daje nam jeszcze szansę zmienić nasze zachowanie. Następnym razem po prostu ugryzie. I w takiej sytuacji, pretensję możecie mieć tylko do siebie.
Co to więc za tajemnicze sygnały, o których ciągle mówię?
Wyjaśnię to w następnej części:)
*Zdjęcia pochodzą z książki: Charakter psów dla bystrzyków, dr Stanley Coren, Sarah Hodgdon





