Wyniki wyszukiwania: sex
Rozdział 6.
Dzień następny. Godzina 10:56 , za 5 godzin urodziny Ash , ale super , służka Jusa już kupiła prezent dla Ashley za kase Justina. Kupiła naszyjnik za 690$ ze srebra. Zjedliśmy śniadanie i trzeba było czekać. Justin ubrał się w elegancką marynarkę , ale na to nałożył koszulę , żeby się nie pobrudzić , a ja nałożyłam czerwoną sukienkę , którą kupił mi Jus ♥ !
Była śliczna ! ♥
Nadeszła 15 , więc powoli wyjeżdżaliśmy . Po drodze Justin musiał zatankować swój samochód i kupił od razu nam shaki (czytać: szejki). Jechaliśmy 36 minut, dotarliśmy przed 16. Ashley powitała nas i daliśmy jej prezent. Była zadowolona z naszyjnika. Sama bym chciała taki mieć. Bawiliśmy się jak szaloni ! Było super ! Lecz była jedna wada ... Selena Gomez tam była ! Justin tak się upił , że aż zapomniał , że to ja jestem jego dziewczyną , zaczął się zbliżać do Seleny :( Całował ją w policzek i obejmował !!! Byłam wkurzona !!! Ja natomiast też się bawiłam , nie pozwole żeby jakaś Selena zepsuła mi zabawę ! Bawiłam się z innymi chłopakami na przykład z Codym Simpsonem.:) To był bardzo fajny chłopak . No ... Nadeszła 23:09 i wracaliśmy z Jusem do hotelu , był taki pijany , że nie mógł prowadzić, a ja nie miałam prawa jazdy ,zastanawiałam się co zrobić .. Kumpel Jusa na szczęście nic nie wypił i pojechał z nami. Jaka ulga. Bałam się , że może być wypadek. W drodze powrotnej Justin zasnął . Tak się upił , że .. o jezu .. lepiej nic nie mówić , ale i tak był słodki :**
Dojechaliśmy do hotelu. Poszliśmy powoli na góre , Jus kołysał się , że łohoho . Ale weszliśmy do pokoju i się położyliśmy. Justin poszedł spać w ubraniu , a ja się przebrałam. Jak zasnęłam to po godzinie Justin mnie obudził i zaczął mnie rozbierać. Powiedziałam żeby się uspokoił , ale ten oczywiście musiał mnie zdenerwować. Zaczął mówić, że mnie kocha i , że chce ze mną mieć dzieci. Był bardzo kochany mówiąc , że mnie kocha , ale , że chce ze mną mieć dzieci to trochę przesadził , jeszcze mieliśmy czas ! Szybko zeszłam z łóżka i pobiegłam wziąć tabletki nasenne , wrzuciłam je do soku i kazałam dla Justina to wypić. Na szczęście wypił i zasnął. Uff, co za ulga ! Ja poszłam położyć się na sofę.
Dzień następny. Godzina 10:56 , za 5 godzin urodziny Ash , ale super , służka Jusa już kupiła prezent dla Ashley za kase Justina. Kupiła naszyjnik za 690$ ze srebra. Zjedliśmy śniadanie i trzeba było czekać. Justin ubrał się w elegancką marynarkę , ale na to nałożył koszulę , żeby się nie pobrudzić , a ja nałożyłam czerwoną sukienkę , którą kupił mi Jus ♥ !
Była śliczna ! ♥
Nadeszła 15 , więc powoli wyjeżdżaliśmy . Po drodze Justin musiał zatankować swój samochód i kupił od razu nam shaki (czytać: szejki). Jechaliśmy 36 minut, dotarliśmy przed 16. Ashley powitała nas i daliśmy jej prezent. Była zadowolona z naszyjnika. Sama bym chciała taki mieć. Bawiliśmy się jak szaloni ! Było super ! Lecz była jedna wada ... Selena Gomez tam była ! Justin tak się upił , że aż zapomniał , że to ja jestem jego dziewczyną , zaczął się zbliżać do Seleny :( Całował ją w policzek i obejmował !!! Byłam wkurzona !!! Ja natomiast też się bawiłam , nie pozwole żeby jakaś Selena zepsuła mi zabawę ! Bawiłam się z innymi chłopakami na przykład z Codym Simpsonem.:) To był bardzo fajny chłopak . No ... Nadeszła 23:09 i wracaliśmy z Jusem do hotelu , był taki pijany , że nie mógł prowadzić, a ja nie miałam prawa jazdy ,zastanawiałam się co zrobić .. Kumpel Jusa na szczęście nic nie wypił i pojechał z nami. Jaka ulga. Bałam się , że może być wypadek. W drodze powrotnej Justin zasnął . Tak się upił , że .. o jezu .. lepiej nic nie mówić , ale i tak był słodki :**
Dojechaliśmy do hotelu. Poszliśmy powoli na góre , Jus kołysał się , że łohoho . Ale weszliśmy do pokoju i się położyliśmy. Justin poszedł spać w ubraniu , a ja się przebrałam. Jak zasnęłam to po godzinie Justin mnie obudził i zaczął mnie rozbierać. Powiedziałam żeby się uspokoił , ale ten oczywiście musiał mnie zdenerwować. Zaczął mówić, że mnie kocha i , że chce ze mną mieć dzieci. Był bardzo kochany mówiąc , że mnie kocha , ale , że chce ze mną mieć dzieci to trochę przesadził , jeszcze mieliśmy czas ! Szybko zeszłam z łóżka i pobiegłam wziąć tabletki nasenne , wrzuciłam je do soku i kazałam dla Justina to wypić. Na szczęście wypił i zasnął. Uff, co za ulga ! Ja poszłam położyć się na sofę.
15.04.2012 o godz. 20:11
komentuj (2)
Jest pewien klub w moim mieście owiany legendami. Klub, który odwiedza się tylko raz w życiu... No chyba, że jest się tak głupim jak za pierwszym razem...
30tą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego zapamiętam na bardzo długo. Mam nadzieję, że kiedyś będę się z tego śmiał...
Wieczór zacząłem późno, bo po 22. Późno jak na początek tygodnia i późno jak na fakt, że do pracy na 6. Najpierw karaoke, miało być jedno piwko, góra dwa. Ale potem tu znajomy, tam znajomy, więc kolejne i kolejne. Tu napomknę sprawę, która potem wróci jako puenta tej paplaniny. Jeden kolega – Depesz – chwalił się (lub żalił), że był tydzień wcześniej po sąsiedzku w klubie gogo, i że stracił 700zł na same jakieś drinki dla tych lasek co tańczą. Nie mogliśmy uwierzyć, ale mieliśmy z niego ubaw (co za idiota!).
Po karaoke, z tymże idiotą poszliśmy jeszcze do klubu obok, ale były puchy, więc wypiliśmy po piwku i po 50tce i wyszliśmy. Pech chciał, że naprzeciwko znajdował się ten klub gogo, o którym wcześniej wspominał Depesz. Zaproponował żebyśmy weszli. Ok. Po paru piwkach byłem chętny. Weszliśmy, oczywiście płatny wstęp. W lokalu nikogo oprócz barmanki, pompki i tancerek. Kolega jednak po chwili został wyproszony, z racji tego, za ponoć tydzień wcześniej zachowywał się nieodpowiednio. Więc zostałem sam. Mówię – jak już wszedłem, zapłaciłem, to chociaż popatrzę.
Zasiadłem przy barze. Nie zdążyłem się dokładnie rozejrzeć, a już po mojej prawej stronie zjawiła się brunet piękność. Zaproponowała mi towarzystwo i poprosiła o drinka. Kazałem żeby sobie wybrała, byłem pijany, ale jeszcze (wtedy już ostatni raz) zdążyłem zareagować, że coś drogi (no 300zł???). Jednak nie pamiętam jaki sobie w końcu wzięła. Nie miałem gotówki, więc (na moje nieszczęście) płaciłem kartą. Potem przesiedliśmy się na kanapę. I zaczęło się.
Resztę wieczoru pamiętam w pojedynczych klatkach. Nagle piłem jakiegoś drinka typu „łyskacz”, co chwila mi coś dolewali. Nie pamiętam o czym rozmawiałem z nią, jak ma na imię, skąd jest to już w ogóle. Wiem, że brała mnie co jakiś czas (zdaje mi się, że po każdym jej drinku) do „pokoju zwierzeń” i tam dla mnie tańczyła. Ja tylko wbijałem pin, za każdym razem gdy barmanka podchodziła do mnie z terminalem. Ale że najebany i naćpany pamiętałem pin(!). No właśnie, naćpany. Bo musiało być coś w tym moim drinku, bo w ogóle wyłączyło mi się myślenie, emocje i obronny instynkt samozachowawczy.
Wyszedłem jakoś po 6. Nie pamiętam jak i dlaczego. Tzn. dlaczego, to się domyślam. Skończył się hajs na karcie, więc nie było już drinków… do domu też nie pamiętam jak dotarłem. Kojarzę tylko, że chciałem wypłacić jeszcze hajs na taksówkę, ale się nie udało…
Do pracy oczywiście nie poszedłem. Po południu jak się obudziłem, od razu do kompa, sprawdzić stan konta. I ku mojemu (niestety) niezdziwieniu ukazał się smutny widok – 4zł. A jeszcze poprzedniego wieczoru było tam ponad 1300zł.
Także tego wieczoru byłem vipem, pimpem, królem, celebrytą. Choć przez krótką (i drogą) chwilę…
30tą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego zapamiętam na bardzo długo. Mam nadzieję, że kiedyś będę się z tego śmiał...
Wieczór zacząłem późno, bo po 22. Późno jak na początek tygodnia i późno jak na fakt, że do pracy na 6. Najpierw karaoke, miało być jedno piwko, góra dwa. Ale potem tu znajomy, tam znajomy, więc kolejne i kolejne. Tu napomknę sprawę, która potem wróci jako puenta tej paplaniny. Jeden kolega – Depesz – chwalił się (lub żalił), że był tydzień wcześniej po sąsiedzku w klubie gogo, i że stracił 700zł na same jakieś drinki dla tych lasek co tańczą. Nie mogliśmy uwierzyć, ale mieliśmy z niego ubaw (co za idiota!).
Po karaoke, z tymże idiotą poszliśmy jeszcze do klubu obok, ale były puchy, więc wypiliśmy po piwku i po 50tce i wyszliśmy. Pech chciał, że naprzeciwko znajdował się ten klub gogo, o którym wcześniej wspominał Depesz. Zaproponował żebyśmy weszli. Ok. Po paru piwkach byłem chętny. Weszliśmy, oczywiście płatny wstęp. W lokalu nikogo oprócz barmanki, pompki i tancerek. Kolega jednak po chwili został wyproszony, z racji tego, za ponoć tydzień wcześniej zachowywał się nieodpowiednio. Więc zostałem sam. Mówię – jak już wszedłem, zapłaciłem, to chociaż popatrzę.
Zasiadłem przy barze. Nie zdążyłem się dokładnie rozejrzeć, a już po mojej prawej stronie zjawiła się brunet piękność. Zaproponowała mi towarzystwo i poprosiła o drinka. Kazałem żeby sobie wybrała, byłem pijany, ale jeszcze (wtedy już ostatni raz) zdążyłem zareagować, że coś drogi (no 300zł???). Jednak nie pamiętam jaki sobie w końcu wzięła. Nie miałem gotówki, więc (na moje nieszczęście) płaciłem kartą. Potem przesiedliśmy się na kanapę. I zaczęło się.
Resztę wieczoru pamiętam w pojedynczych klatkach. Nagle piłem jakiegoś drinka typu „łyskacz”, co chwila mi coś dolewali. Nie pamiętam o czym rozmawiałem z nią, jak ma na imię, skąd jest to już w ogóle. Wiem, że brała mnie co jakiś czas (zdaje mi się, że po każdym jej drinku) do „pokoju zwierzeń” i tam dla mnie tańczyła. Ja tylko wbijałem pin, za każdym razem gdy barmanka podchodziła do mnie z terminalem. Ale że najebany i naćpany pamiętałem pin(!). No właśnie, naćpany. Bo musiało być coś w tym moim drinku, bo w ogóle wyłączyło mi się myślenie, emocje i obronny instynkt samozachowawczy.
Wyszedłem jakoś po 6. Nie pamiętam jak i dlaczego. Tzn. dlaczego, to się domyślam. Skończył się hajs na karcie, więc nie było już drinków… do domu też nie pamiętam jak dotarłem. Kojarzę tylko, że chciałem wypłacić jeszcze hajs na taksówkę, ale się nie udało…
Do pracy oczywiście nie poszedłem. Po południu jak się obudziłem, od razu do kompa, sprawdzić stan konta. I ku mojemu (niestety) niezdziwieniu ukazał się smutny widok – 4zł. A jeszcze poprzedniego wieczoru było tam ponad 1300zł.
Także tego wieczoru byłem vipem, pimpem, królem, celebrytą. Choć przez krótką (i drogą) chwilę…
Ona: Nie uprawiam seksu przed ślubem...
On: A jakieś formy seksu, które nie wyglądają jak kopulacja i nie służą prokreacji?...
Elooooooooo, eloooooooooo!
Cierpie na bezsenność. Poszłabym sobie porobić slalomy na ulicy, ale przecież nie bede sobie opinii psuła dobrej dziewczynki, która nigdy w zyciu o tej porze nie chodziłaby sama po dworze. Pierdole! Szkoda, że sąsiad już nie diluje, chyba za duzo razy siedział. ehhh nudy jak chuj. albo tu umre na bol kregoslupa i suchość skóry... naskórek sypie sie ze mnie. Danke axotret!
Jest wykurwiście zajebiście, mam ochotę wpierdolić się na jakiegoś ścigacza i sobie pojeździć. z mojego nieprzeklinania przez 3 tygodnie nici... Ten klimat dolnego śląska.
Miałam być miła dla ludzi, ale jak jeszcze jakiś frajer spyta sie mnie, czy mam może fajke, to mu zajebie, ze mu sie odechce pytac mlodych dziewuch -.-
sex, sex, sex, sex kurwa nie ma sexu
Cierpie na bezsenność. Poszłabym sobie porobić slalomy na ulicy, ale przecież nie bede sobie opinii psuła dobrej dziewczynki, która nigdy w zyciu o tej porze nie chodziłaby sama po dworze. Pierdole! Szkoda, że sąsiad już nie diluje, chyba za duzo razy siedział. ehhh nudy jak chuj. albo tu umre na bol kregoslupa i suchość skóry... naskórek sypie sie ze mnie. Danke axotret!
Jest wykurwiście zajebiście, mam ochotę wpierdolić się na jakiegoś ścigacza i sobie pojeździć. z mojego nieprzeklinania przez 3 tygodnie nici... Ten klimat dolnego śląska.
Miałam być miła dla ludzi, ale jak jeszcze jakiś frajer spyta sie mnie, czy mam może fajke, to mu zajebie, ze mu sie odechce pytac mlodych dziewuch -.-
sex, sex, sex, sex kurwa nie ma sexu





