Wyniki wyszukiwania: red datee part 1
Znalezione filmy dla red datee part 1:
Brak.
Kiedy kilka dni później pojawił się na literaturze, ona z powrotem siedziała z tą rozpustną Craigową. Nie miał jej tego za złe; właściwie, mógł się tego spodziewać. Siedział wpatrzony w jej plecy i obserwował jak kucyk jej włosów porusza się w rytm ruchów głowy. Całą poprzednią noc spędził na wyobrażaniu sobie rozmowy z nią – w jaki sposób wytłumaczy własne zachowanie i przygotuje na przyszłe wydarzenia. Potem przypomniał sobie własne emocje tego feralnego spotkania i zrezygnował z wszelkich prób, uznając, że lepiej będzie zostawić ją w spokoju.
Dla jej własnego dobra, powinien trzymać się od niej z daleka. Poza Aleksynem, w rodzinie to on miał najkrótszy staż obcowania z ludźmi na co dzień, tym też tłumaczył własną reakcję na nią. Usiłował znaleźć podobieństwa między swoimi przypadkiem, a Belli i Edwarda – w końcu nie dalej niż kilka lat wcześniej mieli sytuację, w której krew jego obecnej żony działała na jego brata niezwykle apetycznie (właściwie, w pewnej części na niego też – był moment, kiedy sam się na nią rzucił), ale nie znalazł zbyt wielu punktów stycznych. Podstawowy szkopuł tkwił w fakcie, że ta dziewczyna nie pociągała go tylko ze względu na krew. Nie patrzył na nią jak na ewentualną przekąskę, ale na… właśnie, na co? To stawał w obliczu problemu, którego nie potrafił rozwikłać.
Może dlatego, że nie był w takiej sytuacji. Z drugiej strony, dwa wieki to kupa czasu, mogło mu co nieco umknąć.
Wyszła z klasy przyspieszonym krokiem, nie zaszczycając go spojrzeniem.
Dobrze, księżniczko, pomyślał. Rób jak uważasz.
Mimo to, czuł się źle. W głębi duszy był poirytowany tym, że nie zwraca na niego najmniejszej uwagi. Na niego! Nie należał do próżnych osób, ale, mimo wszystko, ta dziewczyna przekraczała wszelkie granice bezczelności.
Rosalie nie poprawiła mu nastroju.
- Wybieramy się z Renesmee się do miasta – oznajmiła pogodnie w trakcie drogi powrotnej do domu.
Początkowo nic nie podejrzewał.
- W porządku – odparł. – Tylko zatankujcie auto, bo bak jest na wykończeniu.
- Jedziesz z nami – odpowiedziała, jakby to było oczywiste.
- Słucham? – musiał się przesłyszeć, bowiem wszyscy w promieniu stanu wiedzieli, że nienawidzi zakupów.
Rose przybrała litościwy wyraz twarzy.
- Jedziesz z nami do miasta – powtórzyła łagodnie. – Jest dobra pogoda, a Nessie chciałaby poznać Allegan.
- Rose, dobrze wiesz, że nie…
- Daj spokój – przerwała mu niecierpliwie. – Przyda ci się nieco rozluźnienia, ostatnio jesteś nie do wytrzymania.
Utkwił wzrok w szybie samochodu. Spacerowanie po mieście pełnym aromatycznych ludzi nie należało do jego ulubionych form spędzania wolnego czasu. Nagle coś mu przyszło do głowy:
- Emmet nie może się z wami zabrać?
Pokręciła przecząco głową, skręcając na podjazd.
- Od tygodnia nie był na sycącym polowaniu, w jego wypadku odpada.
- Edward? Bella? Alice?
Zatrzymała się z piskiem opon pod drzwiami garażu.
- Coś się tak uparł? Przybyła do nas w gości, więc powinnyśmy o nią zadbać – wyłączyła silnik. – Rodziców ma dość na co dzień, a Alice wybiera się z Emm do lasu – uśmiechnęła się zachęcająco, widząc jego niezdecydowaną minę. – Będzie w porządku. Nessie uważa, że jesteś sympatyczny.
Nie zareagował na przymilną nutę w jej głosie.
- Niech będzie – powiedział z ręką na klamce drzwi. – Tylko żadnych zakupów.
- Jak sobie życzysz – jej uśmiech poszerzył się niebezpiecznie. Gdyby byli w innych okolicznościach pomyślałby, że zwyczajnie coś knuje – w takim razie wyruszymy wieczorem.
Dla jej własnego dobra, powinien trzymać się od niej z daleka. Poza Aleksynem, w rodzinie to on miał najkrótszy staż obcowania z ludźmi na co dzień, tym też tłumaczył własną reakcję na nią. Usiłował znaleźć podobieństwa między swoimi przypadkiem, a Belli i Edwarda – w końcu nie dalej niż kilka lat wcześniej mieli sytuację, w której krew jego obecnej żony działała na jego brata niezwykle apetycznie (właściwie, w pewnej części na niego też – był moment, kiedy sam się na nią rzucił), ale nie znalazł zbyt wielu punktów stycznych. Podstawowy szkopuł tkwił w fakcie, że ta dziewczyna nie pociągała go tylko ze względu na krew. Nie patrzył na nią jak na ewentualną przekąskę, ale na… właśnie, na co? To stawał w obliczu problemu, którego nie potrafił rozwikłać.
Może dlatego, że nie był w takiej sytuacji. Z drugiej strony, dwa wieki to kupa czasu, mogło mu co nieco umknąć.
Wyszła z klasy przyspieszonym krokiem, nie zaszczycając go spojrzeniem.
Dobrze, księżniczko, pomyślał. Rób jak uważasz.
Mimo to, czuł się źle. W głębi duszy był poirytowany tym, że nie zwraca na niego najmniejszej uwagi. Na niego! Nie należał do próżnych osób, ale, mimo wszystko, ta dziewczyna przekraczała wszelkie granice bezczelności.
Rosalie nie poprawiła mu nastroju.
- Wybieramy się z Renesmee się do miasta – oznajmiła pogodnie w trakcie drogi powrotnej do domu.
Początkowo nic nie podejrzewał.
- W porządku – odparł. – Tylko zatankujcie auto, bo bak jest na wykończeniu.
- Jedziesz z nami – odpowiedziała, jakby to było oczywiste.
- Słucham? – musiał się przesłyszeć, bowiem wszyscy w promieniu stanu wiedzieli, że nienawidzi zakupów.
Rose przybrała litościwy wyraz twarzy.
- Jedziesz z nami do miasta – powtórzyła łagodnie. – Jest dobra pogoda, a Nessie chciałaby poznać Allegan.
- Rose, dobrze wiesz, że nie…
- Daj spokój – przerwała mu niecierpliwie. – Przyda ci się nieco rozluźnienia, ostatnio jesteś nie do wytrzymania.
Utkwił wzrok w szybie samochodu. Spacerowanie po mieście pełnym aromatycznych ludzi nie należało do jego ulubionych form spędzania wolnego czasu. Nagle coś mu przyszło do głowy:
- Emmet nie może się z wami zabrać?
Pokręciła przecząco głową, skręcając na podjazd.
- Od tygodnia nie był na sycącym polowaniu, w jego wypadku odpada.
- Edward? Bella? Alice?
Zatrzymała się z piskiem opon pod drzwiami garażu.
- Coś się tak uparł? Przybyła do nas w gości, więc powinnyśmy o nią zadbać – wyłączyła silnik. – Rodziców ma dość na co dzień, a Alice wybiera się z Emm do lasu – uśmiechnęła się zachęcająco, widząc jego niezdecydowaną minę. – Będzie w porządku. Nessie uważa, że jesteś sympatyczny.
Nie zareagował na przymilną nutę w jej głosie.
- Niech będzie – powiedział z ręką na klamce drzwi. – Tylko żadnych zakupów.
- Jak sobie życzysz – jej uśmiech poszerzył się niebezpiecznie. Gdyby byli w innych okolicznościach pomyślałby, że zwyczajnie coś knuje – w takim razie wyruszymy wieczorem.
29.08.2010 o godz. 22:00
komentuj (2)





