Wyniki wyszukiwania: puder
Znalezione filmy dla puder:
Brak.
Makijaż powinien oddawać nasz nastrój. Dobrze wykonany poprawi nam humor i sprawi, że będziemy czuły się wyjątkowo. Cienie w kolorze ciemnej czekolady i delikatnego różu przełamane odrobiną waniliowych sparkli idealnie podkreślą głębie zielonych oczu.
Pozdrowienia dla wyjątkowej modelki :)
Chcesz poddać się metamorfozie, serdecznie zapraszam:
www.pracownia-urody.eu
Życzę wszystkim zdrowych, pogodnych i wyjątkowych Świąt Bożego Narodzenia w zaciszu rodzinnego ciepła.
Pozdrowienia dla wyjątkowej modelki :)
Chcesz poddać się metamorfozie, serdecznie zapraszam:
www.pracownia-urody.eu
Życzę wszystkim zdrowych, pogodnych i wyjątkowych Świąt Bożego Narodzenia w zaciszu rodzinnego ciepła.
17.12.2011 o godz. 22:36
komentuj (2)
Miło odkryć fajną nowość, jeszcze milej przypomnieć sobie, że istnieje rewelacyjny kosmetyk, który jest już na rynku dłuższy czas.
Puder Bourjois miałam jeden jedyny - i tu się chyba nie pomylę - jakieś 6 lat temu. Ten sam odcień, taki sam rodzaj.
Wtedy była to nowość w cenie ok. 40 zł (dla mnie, uczennicy, była to wówczas cena zaporowa). Pani w Sephorze wcisnęła mi go jako absolutne cudo kosmetyczne, za które warto zapłacić. Nie myliła się za bardzo, bo faktycznie puder jest bardzo udany, ale przekonałam się o tym dopiero teraz, kupując go ponownie po latach.
Różnica? Cena - teraz na Allegro mogę go dostać za ok. 20 zł i za tyle też kupiłam. Z przesyłką wychodzi ok. 27 zł.
Jaki jest ten puder? Przede wszystkim mam wrażenie, że barwi skórę nieznacznie. Opakowanie nie ma lusterka, ale nie jest mi ono nawet potrzebne - odcień Vanille tak znakomicie wygląda, że mogę malować się nim nawet po ciemku.
Puder należy do tych rzadkich okazów, które dobrze wyglądają na skórze nakładane puszkiem. Stąd jest to dobry kosmetyk do noszenia w torebce, do szybkich poprawek (a jednak lusterko by się przydało, prawda?).
Pędzlem też można go nakładać - wówczas nieco zmienia właściwości, bo "zmiata" się go z puzderka wyjątkowo dobrze.
Lubię zakręcane, proste opakowanie. A zapach wprost uwielbiam. Różano-pudrowy, ciut słodkawy.
Jak to przyjemnie odkryć takie cudo po latach!
Puder Bourjois miałam jeden jedyny - i tu się chyba nie pomylę - jakieś 6 lat temu. Ten sam odcień, taki sam rodzaj.
Wtedy była to nowość w cenie ok. 40 zł (dla mnie, uczennicy, była to wówczas cena zaporowa). Pani w Sephorze wcisnęła mi go jako absolutne cudo kosmetyczne, za które warto zapłacić. Nie myliła się za bardzo, bo faktycznie puder jest bardzo udany, ale przekonałam się o tym dopiero teraz, kupując go ponownie po latach.
Różnica? Cena - teraz na Allegro mogę go dostać za ok. 20 zł i za tyle też kupiłam. Z przesyłką wychodzi ok. 27 zł.
Jaki jest ten puder? Przede wszystkim mam wrażenie, że barwi skórę nieznacznie. Opakowanie nie ma lusterka, ale nie jest mi ono nawet potrzebne - odcień Vanille tak znakomicie wygląda, że mogę malować się nim nawet po ciemku.
Puder należy do tych rzadkich okazów, które dobrze wyglądają na skórze nakładane puszkiem. Stąd jest to dobry kosmetyk do noszenia w torebce, do szybkich poprawek (a jednak lusterko by się przydało, prawda?).
Pędzlem też można go nakładać - wówczas nieco zmienia właściwości, bo "zmiata" się go z puzderka wyjątkowo dobrze.
Lubię zakręcane, proste opakowanie. A zapach wprost uwielbiam. Różano-pudrowy, ciut słodkawy.
Jak to przyjemnie odkryć takie cudo po latach!
Puder ten kupiłam jakiś rok temu, więc co nieco mogę o nim napisać. Anti - Shine zapakowany jest w przezroczysto- srebrne opakowanie, a sam ma kolor biały (transparentny).
PLUSY:
- bardzo dobrze matuje (na kilka godzin, ale oczywiście potem trzeba przypudrować twarz jeszcze raz)
- jest MEEEEGAAAA wydajny (jak pisałam mam go od roku, a nie ubyło go nawet połowy... może 1/3 opakowania)
- w związku z wydajnością, cena aż tak nie razi (zapłaciłam 60zł)
-wygładza optycznie twarz
- pasuje do każdego koloru cery
- mat jest bardzo naturalny, nie daje efektu "maski"
MINUSY:
- trzeba nauczyć się obsługiwać opakowaniem, bo puder może rozsypywać się po całym domu...
- kiedy przesadzi się z ilością bieli skórę i podkreśla włoski
- czytałam, że wysusza skórę ( ale ja nie zauważyłam)
Podsumowanie:
Ogólnie polecam :) Jest to bardzo dobry produkt, tylko trzeba nauczyć się nim obsługiwać :))
PLUSY:
- bardzo dobrze matuje (na kilka godzin, ale oczywiście potem trzeba przypudrować twarz jeszcze raz)
- jest MEEEEGAAAA wydajny (jak pisałam mam go od roku, a nie ubyło go nawet połowy... może 1/3 opakowania)
- w związku z wydajnością, cena aż tak nie razi (zapłaciłam 60zł)
-wygładza optycznie twarz
- pasuje do każdego koloru cery
- mat jest bardzo naturalny, nie daje efektu "maski"
MINUSY:
- trzeba nauczyć się obsługiwać opakowaniem, bo puder może rozsypywać się po całym domu...
- kiedy przesadzi się z ilością bieli skórę i podkreśla włoski
- czytałam, że wysusza skórę ( ale ja nie zauważyłam)
Podsumowanie:
Ogólnie polecam :) Jest to bardzo dobry produkt, tylko trzeba nauczyć się nim obsługiwać :))
Plusy:
+ ładnie się rozprowadza
+ przyjemnie pachnie
+ niedrogi
+ nie zatyka porów
Minusy:
- zbyt grubo zmielony, więc widać go na twarzy
- miał matować, ale matuje na krótko (2-3h)
- opakowanie mnie drażni, bo nie mogłam go czasem zamknąć ;)
- nie mogłam dobrać dobrego koloru (wszystkie były za ciemne dla mnie)
Potrzebowałam na wyjazd do Grecji puder, ale niestety remontowali Naturę i nie mogłam kupić pudru sypkiego My Secret. Od jakiegoś czasu chciałam już wypróbować Stay Matte, ale nie zachwycił mnie zbytnio. W plusach nie dodałam o tym, że nie wysusza skóra, bo chociaż mam mieszaną cerę używam kremu głęboko nawilżającego i to właśnie mogło zredukować puder. Całe szczęście został kupiony w promocji za 15zł, więc nie żałuję, ale wracam do My Secret. Chyba...
Ciemna Strona Kraju
+ ładnie się rozprowadza
+ przyjemnie pachnie
+ niedrogi
+ nie zatyka porów
Minusy:
- zbyt grubo zmielony, więc widać go na twarzy
- miał matować, ale matuje na krótko (2-3h)
- opakowanie mnie drażni, bo nie mogłam go czasem zamknąć ;)
- nie mogłam dobrać dobrego koloru (wszystkie były za ciemne dla mnie)
Potrzebowałam na wyjazd do Grecji puder, ale niestety remontowali Naturę i nie mogłam kupić pudru sypkiego My Secret. Od jakiegoś czasu chciałam już wypróbować Stay Matte, ale nie zachwycił mnie zbytnio. W plusach nie dodałam o tym, że nie wysusza skóra, bo chociaż mam mieszaną cerę używam kremu głęboko nawilżającego i to właśnie mogło zredukować puder. Całe szczęście został kupiony w promocji za 15zł, więc nie żałuję, ale wracam do My Secret. Chyba...
Ciemna Strona Kraju

Na temat tego czym charakteryzują się kosmetyki mineralne można znaleźć w sieci dziesiątki, jeśli nie setki artykułów i jestem pewna, że każda osoba zaglądająca tutaj miała okazję przynajmniej jeden taki przeczytać. Dlatego nie będę powielać tych informacji a zamiast tego zaserwuję Wam moje doświadczenia z tymi kosmetykami.
Minerałki po raz pierwszy odkryłam pod koniec 2007 roku za pośrednictwem amerykańskich blogów, na których dziewczyny rozpisywały się o ich dobrodziejstwach i opisywały kolejne zakupy. Po przeczytaniu kilku takich notek zamówiłam swoje pierwsze malutkie zestawy przy najbliższym dopływie gotówki.
Najpierw wypróbowałam je w domu, sprawdzając, jak wyglądają nałożone już na twarz. Dzięki zestawowi darmowych próbek z EDM weszłam w posiadanie swojego pierwszego różu do policzków - Soft Touch, który do kolor do dziś kocham miłością dozgonną. Wcześniej uważałam, że róż do kosmetyk niepotrzebny, dziś jest to moja największa kosmetyczna mania, zaraz po błyszczykach powiększających.
Wracając jednak do tematu - zaczęłam tych kosmetyków używać na co dzień, omiatając twarz samym tylko pudrem mineralnym zamiast stosowania fluidu i zwykłego pudru. I pierwsze dni były... dziwne. Bo byłam przyzwyczajona do pełnego makijażu, czułam więc, jakby moja twarz była "naga". Dodatkowo miałam potrądzikową cerę (no dobra, nadal mam, ale bez porównania) i koleżanki na uczelni nagle zauważyły, że mam zaskórniki i że wyglądam "jakoś inaczej". Ale potem moja cera zaczęła się poprawiać. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że teraz, po regularnym stosowaniu kosmetyków mineralnych przez ponad dwa lata, mam cerę z o wiele ładniejszym kolorytem, wygląda na zdrowszą, mam mniej zaskórników, a pojedyncze wypryski pojawiają się na mojej twarzy tylko przed "tymi" dniami. A muszę zaznaczyć, że swego czasu trądzik młodzieńczy miałam naprawdę paskudny i żyłam w przekonaniu, że całe życie będę zakrywać twarz ciężkimi podkładami i pudrami, żeby ukryć niedoskonałości i przebarwienia. Nie żartuję.
Osobną zaletą jest fakt, że puder mineralny nosi się bardzo "lekko" - to prawda, że puder taki jest na twarzy praktycznie niewidoczny i że wcale go nie czuć. Wyjątek stanowią pudry EDM o formule kryjącej, które pod koniec dnia mogą się "warzyć", ale matujące już tego problemu nie stwarzają.
Kosmetyki mineralne są też naprawdę bardzo wydajne - na próbce pudru można wyciągnąć miesiąc przy codziennym stosowaniu. Prawdziwe pudry mineralne nie uczulają - na rynku mnóstwo jest jednak kosmetyków półmineralnych, które zawierają talk i bizmut - zapychacze, które znajdziemy w składzie zwykłych, drogeryjnych kosmetyków. Mineralne linie takich marek jak L'Oreal czy Maybelline należą do takich właśnie "fałszywych" kosmetyków mineralnych. Te prawdziwe najlepiej kupować w małych manufakturach, których właściciele kręcą biznes z pasją i oddaniem. I oczywiście tak się składa, że w Polsce żadnej takiej porządnej manufaktury nie mamy, a przynajmniej nic takiego nie wpadło jeszcze w moje ręce.
Dziś już w ogóle nie używam fluidów ani zwyczajnych pudrów. Krem i lekki matujący pyłek albo puder mineralny w zupełności wystarczają. I nie wyglądam jak trup (a przez pierwsze miesiące stosowania chyba tak właśnie wyglądałam).
Co do cieni mineralnych, to jest z nimi tak, jak z drogeryjnymi - można utrafić naprawdę dobre, niektóre jednak rozczarowują - jak te z Pure Luxe na przykład, które, jak już pisałam, uwielbiają lądować na policzkach i wszędzie dookoła, tylko nie na powiece. W zdecydowanej jednak większości mineralne cienie przewyższają te "zwykłe" jakością, paletą kolorów i wykończeń, w końcu tym, że z czasem nie utleniają się i nie tracą nasycenia pigmentu.
Zdecydowana większość sklepów sprzedających kosmetyki mineralne ma w ofercie próbki - niektóre za darmo, gdzie płacimy tylko za przesyłkę, inne za przysłowiowe "grosze". Warto na początek je zamówić, żeby dobrać sobie odcień i formułę pudru - a tych w większości sklepów jest naprawdę duży wybór.
Moim następnym krokiem będzie wypróbowanie mineralnych kosmetyków do pielęgnacji cery - peelingów, maseczek, kremów i emulsji matujących. Postaram się zaopatrzyć w nie latem i szczerze mówiąc (pisząc ;]) jestem szalenie ciekawa efektów. Na pewno też o nich napiszę.
Na koniec jeszcze kilka adresów sklepów, do których warto zajrzeć poszukując dobrych kosmetyków mineralnych:
Everyday Minerals - zdecydowanie mój ulubiony sklep. Mają ogromny wybór produktów, do tego oferują zestawy darmowych próbek, które zmieniają się raz na jakiś czas.
Pure Luxe - mają rewelacyjne kosmetyki do twarzy i niewielką, choć ciekawą ofertę kosmetyków pielęgnacyjnych. Sklep posiada ogromny wybór cieni do powiek, niestety ciężko utrafić taki, który by się nie osypywał. Jako jedna ze stosunkowo niewielu marek oferują czysty, mineralny podkład o konsystencji bitej śmietany, który idealnie matuje na cały dzień - warto wypróbować, choć niektórych może drażnić jego mdły zapach (mnie strasznie drażnił).
The She Space - The She Space skupia się na pigmentach mineralnych, których paleta kolorów jest powalająca. Niestety fani cieni matowych nie znajdą tam nic dla siebie - zdecydowania większość to cienie perłowe lub iskrzące albo metaliczne, najspokojniejsza wersja to cienie o wykończeniu satynowym. Próbki przysyłane są w woreczkach strunowych, koszt jednej sztuki to 50 centów. Cienie są wydajne, ale niektóre wymagają mocnej bazy. Kosmetyki do makijażu twarzy zostały potraktowane trochę po macoszemu i mamy ich niewielki wybór, ale mogę polecić puder "Heat It Up", który jest delikatniejszą wersją bronzera - wygląda bardzo naturalnie!
Silk Naturals - bardzo fajny sklep, którego najciekawszą ofertą jest... puder mineralny, który tworzymy same. Dostajemy bazę oraz pigment i odpowiedni odcień dobieramy same mieszając kolor. W razie potrzeby można dokupić samą bazę lub sam pigment w woreczku, aby nie płacić drugi raz za słoiczek. Sklep posiada w swojej ofercie róże do policzków, będące mineralną repliką różów od MAC czy NARS.
Signature Minerals - moje wakacyjne odkrycie. To bardzo przyzwoity sklep, którego wielką zaletą jest darmowy zestaw sześciu próbek, które wybieramy same. Możemy wybrać sześć cieni, albo sześć różów, albo podkładów - albo wymieszać to i owo. Płacimy tylko za przesyłkę. Kosmetyki oferowane przez Signature Minerals są naprawdę bardzo dobrej jakości.
Mad Minerals - kolejny sklep z wartą uwagi ofertą. Oprócz ogromnej ilości cieni do powiek (które, nawiasem mówiąc, należą do jednych z lepszych mineralnych cieni), można tam kupić kosmetyki typu lekkie, żelowe bazy pod makijaż, mineralną wersję Fix + MACa, mineralne fluidy itd. Warto dokładnie przejrzeć, co tam jeszcze mają w zanadrzu.
Lure Beauty - nie zamawiałam jeszcze nic z tego sklepu, ale zamieszczam go ze względu na bardzo obszerną ofertę naturalnych kosmetyków do pielęgnacji - między innymi z tego właśnie sklepu mam zamiar zamówić część kosmetyków.
Jeśli znacie jakieś inne sklepy, którym warto się przyjrzeć lub macie jakiekolwiek pytania na temat kosmetyków mineralnych - piszcie!





