Wyniki wyszukiwania: mowa
Znalezione filmy dla mowa:
Brak.
Obiecałam, że dziś napiszę o tym, jak człowiek może używać sygnałów uspokajających.
Zastrzegam jednak, że szczególnie w sytuacjach z psami agresywnymi, należy być czujnym, ponieważ my, ludzie, nie jesteśmy w stanie używać mowy ciała tak świadomie jakbyśmy chcieli, bo na co dzień posługujemy się językiem mówionym. Po za tym w naszym wykonaniu może ona nie być dość czytelna dla psów.
Ale warto próbować, bo nie jeden raz okaże się, że to działa, a wtedy czuje się taką niezwykłą satysfakcję z nawiązania czegoś rodzaju dialogu ze zwierzęciem.
Sygnałów uspokajających można używać wtedy, kiedy widzimy, że nasz pies jest podenerwowany, albo mamy do czynienia z psem agresywnym.
W pierwszym przypadku możemy ziewać i oblizywać się. To naprawdę świetnie uspokaja psy, np. podczas jazy autobusem, albo kiedy wiemy, że nasz piesek czegoś się boi, np. samochodu czy człowieka.
Kiedy nasz pupil szaleje na dworze, ucieka nam z zabawką – nie gońmy go. To dla niego świetna rozrywka. Odwróćmy się do niego plecami, albo usiądźmy tyłem. To dla niego wyraźny znak, żeby się uspokoił. Jednocześnie pozbawiamy go nagrody za ucieczkę;)
O tym, jak odebrać zabawkę innym razem.
Tę samą strategię stosujemy wobec psa, który na nas skacze, bo chce się przywitać. Krzyżujemy ręce i pokazujemy plecy. Nie mówimy nic do psa, nie nagradzamy go naszą uwagą. Dajemy jasno do zrozumienia, że nie mamy ochoty na taką konfrontację.
Sposób ten w przypadku psów dużych niekoniecznie jest najlepszym wyjściem;)
Jeśli poznajemy nowego psa, nie patrzmy mu w prosto w oczy, nie pochylajmy się nad nim, nie wyciągajmy do niego rąk – psy odbierają to jako zagrożenie. Podchodźmy po łuku, nie za szybko, skrzyżujmy ręce, stańmy bokiem, odwróćmy głowę i obserwujmy go kątem oka. Poczekajmy aż sam podejdzie i dajmy się obwąchać. Kiedy pies nas pozna, zachowujmy się wobec niego ostrożnie. Obserwujmy jego postawę. Jeśli jest spięty, albo wygląda na nieufnego, nie głaszczmy go – to wcale nie musi być dla niego przyjemne. Jeśli nie będziemy wciągać do niego rąk, prawdopodobieństwo, że nas ugryzie, jest nikłe.
Jeśli pies już nam grozi zachowujemy się podobnie. Odwracamy się (również bokiem, bo lepiej móc go widzieć), nie patrzymy w oczy, krzyżujemy ręce i powoli (nigdy nie uciekamy! pies to drapieżnik z instynktem pogoni!) wycofujemy się w bezpieczne miejsce. Jeśli przestaniemy być dla psa zagrożeniem, nie powinien nas zaatakować.
Niestety, psy są różne i po różnych przejściach, dlatego, kiedy już atakuje, wiedzcie, że nie macie z nim wielkich szans. Podobno dobrze jest wziąć jakiś patyk (kurtkę, rower, parasol) i podstawić mu go pod pysk, wtedy instynktownie złapie go zębami zamiast ręki. Jeśli jednak nic nie macie, można próbować wsadzić mu głęboko do gardła zaciśniętą pięść. Moim zdaniem walka z psem nie jest dobrym rozwiązaniem. Najlepiej jest przyjąć tzw. pozycję żółwia, czyli:
/kwpkatowice/images/sznupek/postawy_psy.jpg)
Na ogół zniechęcony pies odchodzi, ale nie ma co się oszukiwać. Jeśli atakuje to z zamiarem pogryzienia i będzie próbował to uczynić jednak przyjmując tę pozycję ograniczamy mu możliwości, a więc sobie obrażenia i stajemy się nudni.
Jeśli widzimy, że jakiś pies bardzo się nas boi, nie podchodźmy do niego. Zwierzę bez możliwości ucieczki sięgnie po drugą strategię przetrwania – atak. Lepiej ukucnąć bokiem, ziewać, oblizywać się i czekać aż sam podejdzie. Uprzedzam jednak, że często trzeba być cierpliwym, bo taki zabieg może potrwać nawet 20 minut i dłużej. Zwykle jednak zwierzę dość szybko się przekonuje, że nic mu nie grozi.
Osobiście, jeśli chodzi o używanie CS’ów mam pozytywne doświadczenia. Nie zostałam jeszcze pogryziona przez psa, mimo, że miałam kontakt z psami, które podobno potrafią ugryźć. Psom, których prawie nie znam, widziałam tylko kilka razy i tak nie ufam do końca. Nie wiem co je mogło spotkać między naszymi spotkaniami ze strony człowieka, nie wiem czy są chore, czy coś je boli czy może z jakiś przyczyn (bo mam np. parasol) mogą się mnie obawiać. Zawsze postępuję podobnie. Pozwalam im podejść najpierw i dopiero jak widzę, że się rozluźniają, pozwalam sobie na trochę poufałości. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek.
W następnej części opiszę kiedy psy używają CS’ów wobec nas, co mylnie jest brane jako oznaka nieposłuszeństwa oraz czego nie wolno nam robić, żeby nie wzbudzać u psów stresu.
Zachęcam do podzielenia się swoimi doświadczeniami w stosowaniu CS’ów przez Was, bo chciałabym się dowiedzieć jak Wam to wychodzi i czy coś zmieniło w Waszych kontaktach z psiakami;)
Zastrzegam jednak, że szczególnie w sytuacjach z psami agresywnymi, należy być czujnym, ponieważ my, ludzie, nie jesteśmy w stanie używać mowy ciała tak świadomie jakbyśmy chcieli, bo na co dzień posługujemy się językiem mówionym. Po za tym w naszym wykonaniu może ona nie być dość czytelna dla psów.
Ale warto próbować, bo nie jeden raz okaże się, że to działa, a wtedy czuje się taką niezwykłą satysfakcję z nawiązania czegoś rodzaju dialogu ze zwierzęciem.
Sygnałów uspokajających można używać wtedy, kiedy widzimy, że nasz pies jest podenerwowany, albo mamy do czynienia z psem agresywnym.
W pierwszym przypadku możemy ziewać i oblizywać się. To naprawdę świetnie uspokaja psy, np. podczas jazy autobusem, albo kiedy wiemy, że nasz piesek czegoś się boi, np. samochodu czy człowieka.
Kiedy nasz pupil szaleje na dworze, ucieka nam z zabawką – nie gońmy go. To dla niego świetna rozrywka. Odwróćmy się do niego plecami, albo usiądźmy tyłem. To dla niego wyraźny znak, żeby się uspokoił. Jednocześnie pozbawiamy go nagrody za ucieczkę;)
O tym, jak odebrać zabawkę innym razem.
Tę samą strategię stosujemy wobec psa, który na nas skacze, bo chce się przywitać. Krzyżujemy ręce i pokazujemy plecy. Nie mówimy nic do psa, nie nagradzamy go naszą uwagą. Dajemy jasno do zrozumienia, że nie mamy ochoty na taką konfrontację.
Sposób ten w przypadku psów dużych niekoniecznie jest najlepszym wyjściem;)
Jeśli poznajemy nowego psa, nie patrzmy mu w prosto w oczy, nie pochylajmy się nad nim, nie wyciągajmy do niego rąk – psy odbierają to jako zagrożenie. Podchodźmy po łuku, nie za szybko, skrzyżujmy ręce, stańmy bokiem, odwróćmy głowę i obserwujmy go kątem oka. Poczekajmy aż sam podejdzie i dajmy się obwąchać. Kiedy pies nas pozna, zachowujmy się wobec niego ostrożnie. Obserwujmy jego postawę. Jeśli jest spięty, albo wygląda na nieufnego, nie głaszczmy go – to wcale nie musi być dla niego przyjemne. Jeśli nie będziemy wciągać do niego rąk, prawdopodobieństwo, że nas ugryzie, jest nikłe.
Jeśli pies już nam grozi zachowujemy się podobnie. Odwracamy się (również bokiem, bo lepiej móc go widzieć), nie patrzymy w oczy, krzyżujemy ręce i powoli (nigdy nie uciekamy! pies to drapieżnik z instynktem pogoni!) wycofujemy się w bezpieczne miejsce. Jeśli przestaniemy być dla psa zagrożeniem, nie powinien nas zaatakować.
Niestety, psy są różne i po różnych przejściach, dlatego, kiedy już atakuje, wiedzcie, że nie macie z nim wielkich szans. Podobno dobrze jest wziąć jakiś patyk (kurtkę, rower, parasol) i podstawić mu go pod pysk, wtedy instynktownie złapie go zębami zamiast ręki. Jeśli jednak nic nie macie, można próbować wsadzić mu głęboko do gardła zaciśniętą pięść. Moim zdaniem walka z psem nie jest dobrym rozwiązaniem. Najlepiej jest przyjąć tzw. pozycję żółwia, czyli:
/kwpkatowice/images/sznupek/postawy_psy.jpg)
Na ogół zniechęcony pies odchodzi, ale nie ma co się oszukiwać. Jeśli atakuje to z zamiarem pogryzienia i będzie próbował to uczynić jednak przyjmując tę pozycję ograniczamy mu możliwości, a więc sobie obrażenia i stajemy się nudni.
Jeśli widzimy, że jakiś pies bardzo się nas boi, nie podchodźmy do niego. Zwierzę bez możliwości ucieczki sięgnie po drugą strategię przetrwania – atak. Lepiej ukucnąć bokiem, ziewać, oblizywać się i czekać aż sam podejdzie. Uprzedzam jednak, że często trzeba być cierpliwym, bo taki zabieg może potrwać nawet 20 minut i dłużej. Zwykle jednak zwierzę dość szybko się przekonuje, że nic mu nie grozi.
Osobiście, jeśli chodzi o używanie CS’ów mam pozytywne doświadczenia. Nie zostałam jeszcze pogryziona przez psa, mimo, że miałam kontakt z psami, które podobno potrafią ugryźć. Psom, których prawie nie znam, widziałam tylko kilka razy i tak nie ufam do końca. Nie wiem co je mogło spotkać między naszymi spotkaniami ze strony człowieka, nie wiem czy są chore, czy coś je boli czy może z jakiś przyczyn (bo mam np. parasol) mogą się mnie obawiać. Zawsze postępuję podobnie. Pozwalam im podejść najpierw i dopiero jak widzę, że się rozluźniają, pozwalam sobie na trochę poufałości. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek.
W następnej części opiszę kiedy psy używają CS’ów wobec nas, co mylnie jest brane jako oznaka nieposłuszeństwa oraz czego nie wolno nam robić, żeby nie wzbudzać u psów stresu.
Zachęcam do podzielenia się swoimi doświadczeniami w stosowaniu CS’ów przez Was, bo chciałabym się dowiedzieć jak Wam to wychodzi i czy coś zmieniło w Waszych kontaktach z psiakami;)
31.08.2010 o godz. 22:53
komentuj (5)
Każdy z Was wie jak wygląda agresywny pies. Na zdjęciu* pierwszym widać psa dominującego, agresywnego – ma on postawione uszy, bardzo widoczne zęby, najpewniej warczy, stoi wysunięty do przodu, jest naprężony po sam ogon. Na drugim zdjęciu pies również agresywny, ale jego agresja występuje na tle lękowym – najbardziej widoczne różnice to obniżona postawa ciała, podkulony ogon i położone uszy. Tak czy inaczej, jednego i drugiego lepiej nie dotykać i powoli i spokojnie wycofać się w bezpieczne miejsce.
Zanim jednak dojdzie do takiej eskalacji agresji, pies wysyła wiele sygnałów informujących otoczenie o tym, że ma przyjacielskie zamiary albo, że coś go stresuje czy niepokoi.
Sygnały te zostały odkryte u psów przez norweską trenerkę, Turid Rugaas, która obserwowała te zwierzęta przez wiele lat, nagrywała filmy i stworzyła prezentację, która objechała kilkakrotnie cały świat. I nadal się nie nudzi.
Nic dziwnego. Jest to zupełna nowość w postrzeganiu psów. Do tej pory widziano je jako drapieżniki, które bezwzględnie i brutalnie walczą o dominację między sobą, posługując się wyłącznie językiem przemocy, a ludzie brali z nich przykład. Na szczęście dziś wiadomo, że jest inaczej.
Psy, jako zwierzęta społeczne są zaprogramowane na unikanie konfliktów. Swój swoisty język odziedziczyły po przodkach - wilkach, u których jest on jednak bardziej ostentacyjny. Nie wiadomo, dlaczego tak długo odmawiano psom tego typu komunikacji, chociaż wydaje się całkiem naturalne, że skoro psy mało wokalizują, to posługują się raczej mową ciała.
U wilków sygnały te nazwano „cut-off signals”, czyli „sygnały wstrzymujące”, ponieważ ucinały, powstrzymywały agresywne zachowania. Nie jest to jednak najszczęśliwsze określenie, ponieważ występują zanim cokolwiek trzeba wstrzymywać. Istnienie takich sygnałów ma swoje ewolucyjne znaczenie, nie ma bowiem sensu walczyć między sobą, skoro od współpracy całej grupy zależy przetrwanie.
A teraz wyobraźcie sobie, że wracacie późną nocą jakąś ciemną uliczką i wyraźnie w Waszym kierunku, szybkim krokiem, zmierza wysoki, ciemno ubrany, barczysty mężczyzna. Sytuacja taka nie wydaje się zbyt komfortowa, prawda? Gdyby jednak spokojnie, już z oddali zaczął tłumaczyć, że nie ma złych zamiarów, a najlepiej, żeby to potwierdzić – zatrzymałby się to bylibyście spokojniejsi. A teraz pomyślcie, że ów mężczyzna widząc Waszą niepewność, przeprasza, odwraca się i odchodzi. Podejrzewam, że przy następnym spotkaniu z nim nie obawialibyście się tak bardzo albo Wasz lęk całkiem by zniknął.
Tak właśnie działają psy. Kiedy widzą się z daleka, wysyłają sobie pierwsze informacje, o tym, że są przyjaźnie nastawione. Tak samo próbują reagować na ludzi, niestety z różnym skutkiem.
Muszę tutaj wyjaśnić jeszcze jedną ważną rzecz. Każdy pies potrafi posługiwać się tym językiem i pies z Afryki zrozumie tego z Polski. Może się jednak zdarzyć, że umiejętność posługiwania się sygnałami jest stłumiona. Mogą na to wpłynąć np. karanie albo złe doświadczenia z innymi psami.
W przypadku karania nasze psy bardzo często próbują dać nam znać, że nasze zachowanie je niepokoi. Jeśli ich próby załagodzenia sytuacji nie dają rezultatu – mogą zaprzestać komunikacji. Tak samo rzecz ma się ze spotkaniem z agresywnym psem.
Dodam też, że mimo, iż warczenie jest sygnałem grożącym, nie wolno za nie karać używając P+, czyli pozytywnego wygaszania (ang. positive punishment) – nie wolno bić, szarpać ani pokazywać w inny agresywny sposób psu kto tu rządzi. Pozbawiamy się wtedy możliwości bycia ostrzeżonym, ponieważ jedyne, czego pies uczy się w tym momencie to, że zostanie ukarany, kiedy mimo wszystko daje nam jeszcze szansę zmienić nasze zachowanie. Następnym razem po prostu ugryzie. I w takiej sytuacji, pretensję możecie mieć tylko do siebie.
Co to więc za tajemnicze sygnały, o których ciągle mówię?
Wyjaśnię to w następnej części:)
*Zdjęcia pochodzą z książki: Charakter psów dla bystrzyków, dr Stanley Coren, Sarah Hodgdon
Zanim jednak dojdzie do takiej eskalacji agresji, pies wysyła wiele sygnałów informujących otoczenie o tym, że ma przyjacielskie zamiary albo, że coś go stresuje czy niepokoi.
Sygnały te zostały odkryte u psów przez norweską trenerkę, Turid Rugaas, która obserwowała te zwierzęta przez wiele lat, nagrywała filmy i stworzyła prezentację, która objechała kilkakrotnie cały świat. I nadal się nie nudzi.
Nic dziwnego. Jest to zupełna nowość w postrzeganiu psów. Do tej pory widziano je jako drapieżniki, które bezwzględnie i brutalnie walczą o dominację między sobą, posługując się wyłącznie językiem przemocy, a ludzie brali z nich przykład. Na szczęście dziś wiadomo, że jest inaczej.
Psy, jako zwierzęta społeczne są zaprogramowane na unikanie konfliktów. Swój swoisty język odziedziczyły po przodkach - wilkach, u których jest on jednak bardziej ostentacyjny. Nie wiadomo, dlaczego tak długo odmawiano psom tego typu komunikacji, chociaż wydaje się całkiem naturalne, że skoro psy mało wokalizują, to posługują się raczej mową ciała.
U wilków sygnały te nazwano „cut-off signals”, czyli „sygnały wstrzymujące”, ponieważ ucinały, powstrzymywały agresywne zachowania. Nie jest to jednak najszczęśliwsze określenie, ponieważ występują zanim cokolwiek trzeba wstrzymywać. Istnienie takich sygnałów ma swoje ewolucyjne znaczenie, nie ma bowiem sensu walczyć między sobą, skoro od współpracy całej grupy zależy przetrwanie.
A teraz wyobraźcie sobie, że wracacie późną nocą jakąś ciemną uliczką i wyraźnie w Waszym kierunku, szybkim krokiem, zmierza wysoki, ciemno ubrany, barczysty mężczyzna. Sytuacja taka nie wydaje się zbyt komfortowa, prawda? Gdyby jednak spokojnie, już z oddali zaczął tłumaczyć, że nie ma złych zamiarów, a najlepiej, żeby to potwierdzić – zatrzymałby się to bylibyście spokojniejsi. A teraz pomyślcie, że ów mężczyzna widząc Waszą niepewność, przeprasza, odwraca się i odchodzi. Podejrzewam, że przy następnym spotkaniu z nim nie obawialibyście się tak bardzo albo Wasz lęk całkiem by zniknął.
Tak właśnie działają psy. Kiedy widzą się z daleka, wysyłają sobie pierwsze informacje, o tym, że są przyjaźnie nastawione. Tak samo próbują reagować na ludzi, niestety z różnym skutkiem.
Muszę tutaj wyjaśnić jeszcze jedną ważną rzecz. Każdy pies potrafi posługiwać się tym językiem i pies z Afryki zrozumie tego z Polski. Może się jednak zdarzyć, że umiejętność posługiwania się sygnałami jest stłumiona. Mogą na to wpłynąć np. karanie albo złe doświadczenia z innymi psami.
W przypadku karania nasze psy bardzo często próbują dać nam znać, że nasze zachowanie je niepokoi. Jeśli ich próby załagodzenia sytuacji nie dają rezultatu – mogą zaprzestać komunikacji. Tak samo rzecz ma się ze spotkaniem z agresywnym psem.
Dodam też, że mimo, iż warczenie jest sygnałem grożącym, nie wolno za nie karać używając P+, czyli pozytywnego wygaszania (ang. positive punishment) – nie wolno bić, szarpać ani pokazywać w inny agresywny sposób psu kto tu rządzi. Pozbawiamy się wtedy możliwości bycia ostrzeżonym, ponieważ jedyne, czego pies uczy się w tym momencie to, że zostanie ukarany, kiedy mimo wszystko daje nam jeszcze szansę zmienić nasze zachowanie. Następnym razem po prostu ugryzie. I w takiej sytuacji, pretensję możecie mieć tylko do siebie.
Co to więc za tajemnicze sygnały, o których ciągle mówię?
Wyjaśnię to w następnej części:)
*Zdjęcia pochodzą z książki: Charakter psów dla bystrzyków, dr Stanley Coren, Sarah Hodgdon





