Wyniki wyszukiwania: metody
Codziennie ktoś kupuje golden retrievera, ponieważ kolega kolegi znajomego powiedział, że pies jest super inteligentny, sam się szkoli i wygląda jakby się ciągle uśmiechał, więc na pewno nigdy nikogo nie ugryzie.
Popularność zawsze szkodzi danej rasie. Nagle, jak grzyby po deszczu wyrastają hodowle i pseudohodowle i zwykły człowiek, który po prostu chce mieć fajnego zwierzaka w domu, którym mógłby się opiekować, popełnia błąd. A często jest to też największy błąd w życiu jego psa.. Oraz psów, które dopiero się urodzą.
Zanim sprowadzisz do swojego domu jakieś zwierzę poświęć sobie odpowiednio dużo czasu, aby dowiedzieć się o nim jak najwięcej z jak największej ilości źródeł zawierających wartościowe informacje. „Bo ja nie wiedziałam/em” to najgłupsza wymówka na świecie, biorąc pod uwagę łatwość w dostępie do takiej ilości wiedzy.
Mam tylko jedną radę: NIGDY nie wchodź na fora internetowe, gdzie ludzie wypowiadają się zdaniami nacechowanymi emocjonalnie i odnoszą się wtedy do ogółu rasy.
Innymi słowy, jeżeli ktoś pisze: „Miałam staffordshire bull teriera i ugryzł moje dziecko. Wszystkie psy są agresywne!!!! Nikomu nie polecam tej rasy!”, to jest to oczywista bzdura (i wina rodzica). Kilka postów niżej na pewno znajdzie się wypowiedź: „Stafiki to cudowne psiaki! Łagodne i niesamowicie przyjacielskie. Jak mój się bawił z moim synkiem, zawsze był taki łagodny!”.
Po prostu nie dowiecie się niczego, bo prawdziwa wersja jest jedna: nie ma ras psów z gruntu złych (zawsze agresywnych) ani dobrych (zawsze przyjacielskich). Nie wiem czy wiecie, ale najwięcej pogryzień dotyczy psów nierasowych. Mogą to być psy w typie rasy i typ ten zależy od jej popularności. Kiedy panowała wszechogarniająca moda na staffordshire bull teriery, pseudohodowcy sprzedawali pseudostafiki, znacznie odbiegające od wzorca rasy, a nie mający żadnej wiedzy na ten temat ludzie brali psy o nieznanym rodowodzie, nie wiedząc jak były traktowane, z czym krzyżowane i w gruncie rzeczy sami są sobie winni (o wyborze odpowiedniej hodowli później).
Niedawno w amerykańskim rankingu „gryzaczy” na trzecim miejscu pojawił się nie kto inny, jak popularny golden retriever. Golden ma jednak to szczęście, że nadrabia „miną”, dlatego nigdy nie zostanie tak niesprawiedliwie potraktowany jak staforshire bull terier. Ale jak widać i ten przyjazny image może być zwodniczy.
Wygląd psa powinien być ostatnim czynnikiem decydującym o jego wyborze.
Osoba wybierająca yorka, bo jest małą słodką zabawką będzie zdziwiona, że tak niewielkich rozmiarów stworzenie może być pełne niespożytej energii. Małe pieski wymagają też szczególnego podejścia – to nie przypadek, że jazgoczące psy są właśnie mniejszych gabarytów. Decydując się na przyjaźnie wyglądającego dalmatyńczyka można się zdziwić, że pogryzł sąsiada wchodzącego do naszego domu. Wszak dalmatyńczyki ze znanej bajki były dużo bardziej przyjacielskie i nie wspominano, że to psy stróżujące. Zaś owczarek niemiecki, chociaż potrafi wyglądać groźnie to pies wyhodowany do pasienia, nie do pilnowania terenu, jeśli więc liczysz, że Twój ON-ek będzie grzecznie siedział na dworze i sam znajdzie sobie zajęcie to się grubo mylisz.. Psy pasterskie to psy bardzo inteligentne i potrzebują stałej stymulacji intelektualnej.
Tak więc od dziś koniec z mitami, stereotypy wyrzucamy za okno i sami poszukujemy informacji, żeby wyrobić sobie własne zdanie. Dajcie sobie na to miesiąc, to w moim mniemaniu minimum, żeby sobie wszystko dokładnie przemyśleć i móc świadomie podjąć właściwą decyzję odnośnie wyboru rasy psa.
Zdobycie odpowiedniej wiedzy to pierwszy krok, który powinniście podjąć. Jeśli szkoda Wam na to czasu, to jak znajdziecie czas dla swojego psa?
Popularność zawsze szkodzi danej rasie. Nagle, jak grzyby po deszczu wyrastają hodowle i pseudohodowle i zwykły człowiek, który po prostu chce mieć fajnego zwierzaka w domu, którym mógłby się opiekować, popełnia błąd. A często jest to też największy błąd w życiu jego psa.. Oraz psów, które dopiero się urodzą.
Zanim sprowadzisz do swojego domu jakieś zwierzę poświęć sobie odpowiednio dużo czasu, aby dowiedzieć się o nim jak najwięcej z jak największej ilości źródeł zawierających wartościowe informacje. „Bo ja nie wiedziałam/em” to najgłupsza wymówka na świecie, biorąc pod uwagę łatwość w dostępie do takiej ilości wiedzy.
Mam tylko jedną radę: NIGDY nie wchodź na fora internetowe, gdzie ludzie wypowiadają się zdaniami nacechowanymi emocjonalnie i odnoszą się wtedy do ogółu rasy.
Innymi słowy, jeżeli ktoś pisze: „Miałam staffordshire bull teriera i ugryzł moje dziecko. Wszystkie psy są agresywne!!!! Nikomu nie polecam tej rasy!”, to jest to oczywista bzdura (i wina rodzica). Kilka postów niżej na pewno znajdzie się wypowiedź: „Stafiki to cudowne psiaki! Łagodne i niesamowicie przyjacielskie. Jak mój się bawił z moim synkiem, zawsze był taki łagodny!”.
Po prostu nie dowiecie się niczego, bo prawdziwa wersja jest jedna: nie ma ras psów z gruntu złych (zawsze agresywnych) ani dobrych (zawsze przyjacielskich). Nie wiem czy wiecie, ale najwięcej pogryzień dotyczy psów nierasowych. Mogą to być psy w typie rasy i typ ten zależy od jej popularności. Kiedy panowała wszechogarniająca moda na staffordshire bull teriery, pseudohodowcy sprzedawali pseudostafiki, znacznie odbiegające od wzorca rasy, a nie mający żadnej wiedzy na ten temat ludzie brali psy o nieznanym rodowodzie, nie wiedząc jak były traktowane, z czym krzyżowane i w gruncie rzeczy sami są sobie winni (o wyborze odpowiedniej hodowli później).
Niedawno w amerykańskim rankingu „gryzaczy” na trzecim miejscu pojawił się nie kto inny, jak popularny golden retriever. Golden ma jednak to szczęście, że nadrabia „miną”, dlatego nigdy nie zostanie tak niesprawiedliwie potraktowany jak staforshire bull terier. Ale jak widać i ten przyjazny image może być zwodniczy.
Wygląd psa powinien być ostatnim czynnikiem decydującym o jego wyborze.
Osoba wybierająca yorka, bo jest małą słodką zabawką będzie zdziwiona, że tak niewielkich rozmiarów stworzenie może być pełne niespożytej energii. Małe pieski wymagają też szczególnego podejścia – to nie przypadek, że jazgoczące psy są właśnie mniejszych gabarytów. Decydując się na przyjaźnie wyglądającego dalmatyńczyka można się zdziwić, że pogryzł sąsiada wchodzącego do naszego domu. Wszak dalmatyńczyki ze znanej bajki były dużo bardziej przyjacielskie i nie wspominano, że to psy stróżujące. Zaś owczarek niemiecki, chociaż potrafi wyglądać groźnie to pies wyhodowany do pasienia, nie do pilnowania terenu, jeśli więc liczysz, że Twój ON-ek będzie grzecznie siedział na dworze i sam znajdzie sobie zajęcie to się grubo mylisz.. Psy pasterskie to psy bardzo inteligentne i potrzebują stałej stymulacji intelektualnej.
Tak więc od dziś koniec z mitami, stereotypy wyrzucamy za okno i sami poszukujemy informacji, żeby wyrobić sobie własne zdanie. Dajcie sobie na to miesiąc, to w moim mniemaniu minimum, żeby sobie wszystko dokładnie przemyśleć i móc świadomie podjąć właściwą decyzję odnośnie wyboru rasy psa.
Zdobycie odpowiedniej wiedzy to pierwszy krok, który powinniście podjąć. Jeśli szkoda Wam na to czasu, to jak znajdziecie czas dla swojego psa?
26.11.2010 o godz. 22:07
komentuj (0)
Wreszcie zaczynamy na poważnie:)
Kliker, żeby działał tak jak powinien, musi nabrać dla psa znaczenia.
Różni szkoleniowcy proponują różne sposoby uwarunkowania klikera, ja wybrałam ten, który za chwilę opiszę. Jest prosty dla Was, bo szybko załapiecie jak przeprowadzać sesje, prosty dla psa, bo błyskawicznie dowiaduje się, że klik=smakołyk (dalej K/S) i uczy go patrzenia Wam w oczy, czyli skupienia. A bez skupienia nie ma ćwiczenia! To bardzo ważne ćwiczenie, bo pies, który nie będzie zwracał na Was uwagi nie wykona Waszych komend w prostych warunkach, a co dopiero w trudnych.
Najpierw teoretycznie.
Gdzie zaczynamy? Zależy, gdzie psu łatwiej. Na pewno każdemu będzie łatwo w domu, niektórym w ogródku, innym w lesie czy na łące, gdzie nie ma wielu ludzi i zwierząt. Chodzi o to, żeby psa nic nie rozpraszało, żebyście byli w stanie konkurować ze środowiskiem.
Jeśli jesteśmy na zewnątrz, bierzemy psiaka na smycz (najlepiej nie za długą, żeby nie miał możliwości odejścia sobie i zajęcia się np. zabawką), stajemy prosto z ręką na mostku i uzbrojeni w smakołyki czekamy. To może czasem potrwać, ale będzie bardziej wartościowe, jeśli pies sam na nas spojrzy, dlatego też, mimo, że będzie Was świerzbił język nic nie mówcie! Nie wabcie też psiaka jedzeniem.
Może być tak, że Waszemu psu w ogóle po głowie nie chodzi spojrzenie Wam w oczy. Nie martwcie się. Nadejdzie moment w którym odwróci się w Waszą stronę i wtedy K/S. Gwarantuję, że po nagrodzie, pies od razu się zainteresuje. Wykorzystajcie to i kiedy tylko jego głowa będzie skierowana na jakąkolwiek część Waszego ciała K/S. Zakończcie sesję na sukcesie psa po kliku-kilkunastu powtórkach, w zależności od Waszego zwierzaka.
Po kilkunastu-kilkudziesięciu powtórzeniach (a więc kilku sesjach) psiak załapie na czym polega zabawa. Jego spojrzenia staną się całkiem świadome. Wtedy nadejdzie czas na podniesienie poprzeczki. Większość ludzi zaczyna od tego etapu, czyli od momentu, kiedy psiak patrzy im w oczy. Wtedy oczywiście K/S.
W momencie, kiedy psiak doskonale już wie, że musi się patrzeć na naszą twarz, bo to jest fajne, możemy zacząć zachowanie przedłużać. Wszak, chodzi o to, żeby nasz Czworonóg był w stanie patrzeć na nas kilka, a nawet kilkanaście minut bez przerwy.
Bierzemy więc garść smakołyków do ręki i zaczynamy kolejną już sesję. Pies wie o co chodzi, więc będzie nam oferował zachowanie częściej. I teraz ważne.
Pies spojrzy: K/S.
Nie czekając, aż odwróci głowę, natychmiast wydajemy mu kolejny smakołyk, potem następny i następny (wygląda to tak, że co chwila kładziemy rękę na mostek).
Kiedy pies straci nas z oczu, zaprzestajemy nagradzania i czekamy.
Pies spojrzy: K/S.
Powtarzamy cały proceder ponownie.
I tak kilka powtórek.
Pies zrozumie, że aby dostać karabin smakołyków musi na Was spojrzeć i wzroku nie odwracać.
Żeby efekt był szybszy i co więcej – pies patrzył na nas bez tego ciągłego nagradzania, smakołyki wydajemy w nieliniowych odstępach czasu. Na początku będzie to raz pół sekundy, raz sekunda, raz 2, potem sekunda, znowu 2, pół, 3.. Kolejność jest oczywiście dowolna. W kolejnych sesjach, jeśli nasz psiak dobrze wytrzymuje te 3 sekundy, zwiększamy odstępy czasowe, czyli raz 1 sek, raz 3, 2, 4, 1, 1, 3, 1, 4 itd… :)
Spieszmy się powoli!
Tym sposobem po tygodniu psiak będzie się w nas potrafił wpatrywać bez wydania smakołyku np. minutę. Może być więcej, może być mniej, zależy to między innymi od temperamentu psa i tego, czy nie za szybko podwyższamy mu poprzeczkę.
Oczywiście, pies będzie też doskonale wiedział, czego zapowiedzią jest dźwięk klikera, a my zyskujemy możliwość kształtowania jego umysłu.
A teraz zapraszam do obejrzenia mojego drugiego filmiku. Niestety, nie opanowałam jeszcze edytora dźwięku i nie wiem, co zrobić z tymi hukami od statywu i seplenieniem. Myślę, że zaopatrzę się w mikrofon przenośny i to rozwiąże sprawę, ale na razie mam tylko jeden materiał, więc ten udostępniam.
Sami zobaczcie, jakie to proste.
Miłego oglądania:)
Kliker, żeby działał tak jak powinien, musi nabrać dla psa znaczenia.
Różni szkoleniowcy proponują różne sposoby uwarunkowania klikera, ja wybrałam ten, który za chwilę opiszę. Jest prosty dla Was, bo szybko załapiecie jak przeprowadzać sesje, prosty dla psa, bo błyskawicznie dowiaduje się, że klik=smakołyk (dalej K/S) i uczy go patrzenia Wam w oczy, czyli skupienia. A bez skupienia nie ma ćwiczenia! To bardzo ważne ćwiczenie, bo pies, który nie będzie zwracał na Was uwagi nie wykona Waszych komend w prostych warunkach, a co dopiero w trudnych.
Najpierw teoretycznie.
Gdzie zaczynamy? Zależy, gdzie psu łatwiej. Na pewno każdemu będzie łatwo w domu, niektórym w ogródku, innym w lesie czy na łące, gdzie nie ma wielu ludzi i zwierząt. Chodzi o to, żeby psa nic nie rozpraszało, żebyście byli w stanie konkurować ze środowiskiem.
Jeśli jesteśmy na zewnątrz, bierzemy psiaka na smycz (najlepiej nie za długą, żeby nie miał możliwości odejścia sobie i zajęcia się np. zabawką), stajemy prosto z ręką na mostku i uzbrojeni w smakołyki czekamy. To może czasem potrwać, ale będzie bardziej wartościowe, jeśli pies sam na nas spojrzy, dlatego też, mimo, że będzie Was świerzbił język nic nie mówcie! Nie wabcie też psiaka jedzeniem.
Może być tak, że Waszemu psu w ogóle po głowie nie chodzi spojrzenie Wam w oczy. Nie martwcie się. Nadejdzie moment w którym odwróci się w Waszą stronę i wtedy K/S. Gwarantuję, że po nagrodzie, pies od razu się zainteresuje. Wykorzystajcie to i kiedy tylko jego głowa będzie skierowana na jakąkolwiek część Waszego ciała K/S. Zakończcie sesję na sukcesie psa po kliku-kilkunastu powtórkach, w zależności od Waszego zwierzaka.
Po kilkunastu-kilkudziesięciu powtórzeniach (a więc kilku sesjach) psiak załapie na czym polega zabawa. Jego spojrzenia staną się całkiem świadome. Wtedy nadejdzie czas na podniesienie poprzeczki. Większość ludzi zaczyna od tego etapu, czyli od momentu, kiedy psiak patrzy im w oczy. Wtedy oczywiście K/S.
W momencie, kiedy psiak doskonale już wie, że musi się patrzeć na naszą twarz, bo to jest fajne, możemy zacząć zachowanie przedłużać. Wszak, chodzi o to, żeby nasz Czworonóg był w stanie patrzeć na nas kilka, a nawet kilkanaście minut bez przerwy.
Bierzemy więc garść smakołyków do ręki i zaczynamy kolejną już sesję. Pies wie o co chodzi, więc będzie nam oferował zachowanie częściej. I teraz ważne.
Pies spojrzy: K/S.
Nie czekając, aż odwróci głowę, natychmiast wydajemy mu kolejny smakołyk, potem następny i następny (wygląda to tak, że co chwila kładziemy rękę na mostek).
Kiedy pies straci nas z oczu, zaprzestajemy nagradzania i czekamy.
Pies spojrzy: K/S.
Powtarzamy cały proceder ponownie.
I tak kilka powtórek.
Pies zrozumie, że aby dostać karabin smakołyków musi na Was spojrzeć i wzroku nie odwracać.
Żeby efekt był szybszy i co więcej – pies patrzył na nas bez tego ciągłego nagradzania, smakołyki wydajemy w nieliniowych odstępach czasu. Na początku będzie to raz pół sekundy, raz sekunda, raz 2, potem sekunda, znowu 2, pół, 3.. Kolejność jest oczywiście dowolna. W kolejnych sesjach, jeśli nasz psiak dobrze wytrzymuje te 3 sekundy, zwiększamy odstępy czasowe, czyli raz 1 sek, raz 3, 2, 4, 1, 1, 3, 1, 4 itd… :)
Spieszmy się powoli!
Tym sposobem po tygodniu psiak będzie się w nas potrafił wpatrywać bez wydania smakołyku np. minutę. Może być więcej, może być mniej, zależy to między innymi od temperamentu psa i tego, czy nie za szybko podwyższamy mu poprzeczkę.
Oczywiście, pies będzie też doskonale wiedział, czego zapowiedzią jest dźwięk klikera, a my zyskujemy możliwość kształtowania jego umysłu.
A teraz zapraszam do obejrzenia mojego drugiego filmiku. Niestety, nie opanowałam jeszcze edytora dźwięku i nie wiem, co zrobić z tymi hukami od statywu i seplenieniem. Myślę, że zaopatrzę się w mikrofon przenośny i to rozwiąże sprawę, ale na razie mam tylko jeden materiał, więc ten udostępniam.
Sami zobaczcie, jakie to proste.
Miłego oglądania:)
Sesja jest to czas w którym pracujemy z psem. Pojedynczy trening najczęściej składa się z kilku takich sesji z kilkuminutową przerwą pomiędzy każdą z nich.
W sesji chodzi o to, żeby kształtować oraz utrwalać ukształtowane już zachowania, czyli budować w umyśle psa odpowiednie skojarzenia.
Żeby osiągnąć maksimum efektywności, powinniśmy przestrzegać kilku zasad. Niektóre z nich są trudne dla nas, bo na przykład ciężko jest przestać, kiedy się widzi szybkie postępy, ale dobry trener tak właśnie powinien zrobić.
Reguły, które powinny obowiązywać podczas sesji umieszczam po to, żeby każdy z Was mógł do nich wrócić i sobie je przypomnieć. Wydaje się, że jest tego dużo, ale po kilku sesjach nabierzecie takiej wprawy, że nie będzie konieczne o nich pamiętać. Warto jednak upewnić się, czy nie zaczęliśmy popełniać jakiś błędów.
Sesja:
1. Musi być krótka (od kilku powtórek! do kilku minut przy przyzwyczajonych psach)
2. Powinna mieć wyraźny początek i wyraźny koniec.
3. Kończy się zawsze jakimkolwiek sukcesem psa (a najlepiej, żeby zakończyła się największym).
4. Jest cicha – nic nie mówimy do psa, dopiero na końcu chwalimy go słownie.
5. W sesji kształtujemy tylko jedno zachowanie.
Ad.1.
Czas sesji jest bardzo istotną kwestią. Dobrze wiemy, że dzieci skupiają się na chwilę, kiedy coś je zainteresuje, potem szybko się nużą. Dokładnie tak samo jest ze szczeniakami, dlatego w ich przypadku sesja może ograniczyć się do nawet 3 powtórek. Nie należy się tego bać, ponieważ szczeniaki uczą się w ekspresowym tempie.
Dorosłe psy, przyzwyczajone do treningu mogą mieć sesje kilkuminutowe, ale też należy uważać, żeby nie przedobrzyć. Jeśli pies odmawia współpracy są dwie główne możliwości: jest najedzony albo zniechęcony (co wynika z nudy, braku nagród, zmęczenia).
Ad.2.
Pies po takim wysiłku umysłowym i fizycznym musi odpocząć. Nie wyobrażam sobie chodzić do szkoły czy jeździć na uczelnie i nie mieć przerw. To jasne, że bez relaksu szybko wyczerpują się nasze pokłady energii. Psy pod tym względem wcale się od nas nie różnią.
Dlatego sygnałem do początku sesji jest położenie ręki na mostku, a jej koniec zaznaczamy ukucnięciem przy psie i wychwaleniem go, jaki to on był wspaniały. To ważne – pies musi wiedzieć, że tryb pracy się właśnie rozpoczął albo skończył.
Ad.3.
Żeby utrzymać a nawet wzmocnić motywację psa, każda sesja musi się kończyć jego sukcesem, czyli musi dostać nagrodę. Nawet, jeżeli nie osiągnął tego, co byśmy chcieli (zmęczony? Albo mamy za wysokie wymagania? A może ma po prostu gorszy dzień?), obniżamy wymogi i nagradzamy go za poprzedni etap danego ćwiczenia.
Innym aspektem tego zagadnienia, jest sytuacja w której pies bardzo chce pracować. Klikanie zachowania to zabawa w ciepło-zimno. Klikamy mu ciepło, ciepło, ciepło.. i nagle zrobił niesamowity postęp, a więc klikamy i kończymy sesję – w ten sposób mówimy psu: „Gorąco! Dokładnie o to mi chodziło!”. To moment najtrudniejszy dla człowieka:)
Ad.4.
Drugą trudną rzeczą o której już pisałam jest niemożność mówienia. Wynika to z tego, że pies nie rozumie znaczenia naszych słów, a nawet jeśli niektóre poznaje, to łatwo go nimi zdekoncentrować. W efekcie mamy wolniejsze uczenie. Nie martwcie się. Ta zasada obowiązuje tylko w sesji i to przede wszystkim tej z kształtowania. Są od niej wyjątki, więc Ci wszyscy, którzy lubią mówić do swojego psa będą mogli robić i to;)
Ad.5.
W sesji kształtujemy jedno zachowanie. To dość oczywiste, bo jeśli chcemy, żeby pies usiał, to nie będziemy go jednocześnie uczyli, żeby stał, prawda? Pies nie zrozumie, dlaczego raz dostaje nagrodę za siad, a raz za stanie. Dlatego, każde zachowanie ma swoją oddzielną sesję.
Teraz znacie już podstawy uczenia się zwierząt. Wiecie, skąd one wynikają, wiecie jaka jest idea szkolenia pozytywnego i dlaczego jest takie dobre. Poznaliście już podstawowe zasady, jak pracować z psem i teraz już czas najwyższy, żeby wyjść po za teorię i przejść do praktyki.
Życzę Wam dużo radości z obcowania z psem oraz szybkich postępów w nauce:)
W sesji chodzi o to, żeby kształtować oraz utrwalać ukształtowane już zachowania, czyli budować w umyśle psa odpowiednie skojarzenia.
Żeby osiągnąć maksimum efektywności, powinniśmy przestrzegać kilku zasad. Niektóre z nich są trudne dla nas, bo na przykład ciężko jest przestać, kiedy się widzi szybkie postępy, ale dobry trener tak właśnie powinien zrobić.
Reguły, które powinny obowiązywać podczas sesji umieszczam po to, żeby każdy z Was mógł do nich wrócić i sobie je przypomnieć. Wydaje się, że jest tego dużo, ale po kilku sesjach nabierzecie takiej wprawy, że nie będzie konieczne o nich pamiętać. Warto jednak upewnić się, czy nie zaczęliśmy popełniać jakiś błędów.
Sesja:
1. Musi być krótka (od kilku powtórek! do kilku minut przy przyzwyczajonych psach)
2. Powinna mieć wyraźny początek i wyraźny koniec.
3. Kończy się zawsze jakimkolwiek sukcesem psa (a najlepiej, żeby zakończyła się największym).
4. Jest cicha – nic nie mówimy do psa, dopiero na końcu chwalimy go słownie.
5. W sesji kształtujemy tylko jedno zachowanie.
Ad.1.
Czas sesji jest bardzo istotną kwestią. Dobrze wiemy, że dzieci skupiają się na chwilę, kiedy coś je zainteresuje, potem szybko się nużą. Dokładnie tak samo jest ze szczeniakami, dlatego w ich przypadku sesja może ograniczyć się do nawet 3 powtórek. Nie należy się tego bać, ponieważ szczeniaki uczą się w ekspresowym tempie.
Dorosłe psy, przyzwyczajone do treningu mogą mieć sesje kilkuminutowe, ale też należy uważać, żeby nie przedobrzyć. Jeśli pies odmawia współpracy są dwie główne możliwości: jest najedzony albo zniechęcony (co wynika z nudy, braku nagród, zmęczenia).
Ad.2.
Pies po takim wysiłku umysłowym i fizycznym musi odpocząć. Nie wyobrażam sobie chodzić do szkoły czy jeździć na uczelnie i nie mieć przerw. To jasne, że bez relaksu szybko wyczerpują się nasze pokłady energii. Psy pod tym względem wcale się od nas nie różnią.
Dlatego sygnałem do początku sesji jest położenie ręki na mostku, a jej koniec zaznaczamy ukucnięciem przy psie i wychwaleniem go, jaki to on był wspaniały. To ważne – pies musi wiedzieć, że tryb pracy się właśnie rozpoczął albo skończył.
Ad.3.
Żeby utrzymać a nawet wzmocnić motywację psa, każda sesja musi się kończyć jego sukcesem, czyli musi dostać nagrodę. Nawet, jeżeli nie osiągnął tego, co byśmy chcieli (zmęczony? Albo mamy za wysokie wymagania? A może ma po prostu gorszy dzień?), obniżamy wymogi i nagradzamy go za poprzedni etap danego ćwiczenia.
Innym aspektem tego zagadnienia, jest sytuacja w której pies bardzo chce pracować. Klikanie zachowania to zabawa w ciepło-zimno. Klikamy mu ciepło, ciepło, ciepło.. i nagle zrobił niesamowity postęp, a więc klikamy i kończymy sesję – w ten sposób mówimy psu: „Gorąco! Dokładnie o to mi chodziło!”. To moment najtrudniejszy dla człowieka:)
Ad.4.
Drugą trudną rzeczą o której już pisałam jest niemożność mówienia. Wynika to z tego, że pies nie rozumie znaczenia naszych słów, a nawet jeśli niektóre poznaje, to łatwo go nimi zdekoncentrować. W efekcie mamy wolniejsze uczenie. Nie martwcie się. Ta zasada obowiązuje tylko w sesji i to przede wszystkim tej z kształtowania. Są od niej wyjątki, więc Ci wszyscy, którzy lubią mówić do swojego psa będą mogli robić i to;)
Ad.5.
W sesji kształtujemy jedno zachowanie. To dość oczywiste, bo jeśli chcemy, żeby pies usiał, to nie będziemy go jednocześnie uczyli, żeby stał, prawda? Pies nie zrozumie, dlaczego raz dostaje nagrodę za siad, a raz za stanie. Dlatego, każde zachowanie ma swoją oddzielną sesję.
Teraz znacie już podstawy uczenia się zwierząt. Wiecie, skąd one wynikają, wiecie jaka jest idea szkolenia pozytywnego i dlaczego jest takie dobre. Poznaliście już podstawowe zasady, jak pracować z psem i teraz już czas najwyższy, żeby wyjść po za teorię i przejść do praktyki.
Życzę Wam dużo radości z obcowania z psem oraz szybkich postępów w nauce:)
Skoro już macie wszystkie niezbędne rzeczy do tego, aby szkolić swojego psa, czas najwyższy się za to zabrać.
Początek pracy z klikerem jest bardzo łatwy, ale zawsze trzeba przestrzegać kilku, bardzo prostych, ale i niezwykle ważnych zasad.
Ponieważ szkolenie pozytywne zakłada, ze pies się nie myli, że żadne jego zachowanie nie jest złe, tylko akurat teraz, albo i może nigdy nie zostanie nagrodzone, nie stosujemy wobec niego korekt. Zachowania niepożądane ignorujemy.
Ignorować to znaczy zachowywać się tak jak chwilę wcześniej, czyli nic nie mówić do psa, stać jak ten słup soli i czekać cierpliwie aż zaprezentuje coś, co nam się podoba.
Pamiętajcie proszę, że mówię o sesji treningowej, a nie o tym, co Wasze psy robią w domu. Kiedy zjadają kapcie albo skaczą na gości nie można takich zachowań ignorować, po pierwsze nie chcemy, a po drugie z punktu widzenia nauki jest to niemożliwe, ale co z nimi zrobić, z pewnością napiszę w dalszych artykułach.
Skoro pies się nigdy nie myli, pomylić możemy się tylko my – bierzemy pełną odpowiedzialność za szkolenie. Tak więc, jeżeli omsknie nam się ręka albo klikniemy w niewłaściwym momencie, to (oto nasza złota zasada nr 1) zawsze, bezapelacyjnie zawsze, po kliknięciu pies musi dostać nagrodę. Jeśli tego nie będziemy robić, kliker straci dla zwierzaka znaczenie, albo to znaczenie osłabnie.
Jeśli część z Was złapała się teraz za głowę, to nie martwcie się – w szkoleniu klikerem bardzo łatwo jest zawrócić psa na właściwą drogę.
Jeśli ćwiczymy pozycję stojącą u zwierzaka, a kilka razy zaznaczymy moment w którym siada, to oczywiście, nadrobimy troszkę drogi, bo pies to zachowanie powtórzy, ale jeśli klikamy potem prawidłowo, zwierzę szybko załapie, że ma stać, a nie siedzieć.
Takie problemy zdarzają się jedynie na początku nauki, kiedy nie jesteśmy wprawieni.
Druga zasada, tylko trochę mniej złota;) to czas podania nagrody od chwili kliknięcia. Zwierzę skojarzy zachowanie z klikiem jeśli nie miną od niego więcej niż 3 sekundy. Optymalnie, najlepiej jest to zrobić w ciągu 1 sekundy. Jeśli nie docenimy tej zasady, to osiągniemy taki sam efekt jak w przypadku złamania poprzedniej – bodziec warunkowy, jakim stał się kliker, straci dla psa znaczenie. Wytrącimy sobie z ręki najlepsze narzędzie szkoleniowe!
Trzecią ważną rzeczą jest używanie klikera we właściwy sposób. Od początku uczymy psa, że klik oznacza, że dostanie nagrodę za coś, co właśnie zrobił. Innymi słowy, jeśli pies będzie od nas odbiegał na spacerze, a Wy w przypływie desperacji klikniecie, żeby go przywołać, to pamiętajcie, że właśnie Wasz pies dowiedział się, że za odbieganie zostanie nagrodzony. W przyszłości może powtórzyć to zachowanie. Dlatego nigdy nie klikajcie, żeby oderwać od czegoś swojego zwierzaka.
Oprócz tego, żeby klikać we właściwym momencie, to trzeba to robić często, żeby zwierzak nie stracił zainteresowania. Jeśli chcemy, żeby pies obszedł nas naokoło i usiadł przy naszej prawej nodze, to oczywiście nie będziemy stać i czekać aż sam to zrobi, bo się nie doczekamy, tylko podzielimy to zachowanie na mniejsze etapy. Klikamy od spojrzenia gdziekolwiek, poprzez podchodzenie koło naszej lewej nogi, za nami do podejścia do prawej i posadzenia zadu na ziemi. Każdy z tych etapów, jak trzeba dzielimy na jeszcze mniejsze i klikamy po kilkadziesiąt razy.
Po jakimś czasie pies będzie się uczył o wiele szybciej.
Dla ludzi, najtrudniejszy w posługiwaniu się klikerem jest właściwy timing, czyli klikanie w odpowiednim momencie. Wymaga to jedynie wprawy, dlatego nie wpadajcie w frustrację (a na pewno nie wyładowujcie jej na psach;)) Pamiętajcie, ma być przyjemnie. Timing możecie ćwiczyć biorąc piłkę tenisową, rzucić nią i klikać w momencie, kiedy uderza o podłogę – dźwięk powinien być tylko jeden. Na szkoleniu usłyszałam jeszcze jedną metodę. Podczas oglądania filmu można klikać, wyłapując np. mruganie powiek u aktorów. Nie bądźmy jednak wariatami, nie trzeba tego robić przez cały film;) Ale kilka minut, przez kilka dni nie zaszkodzi. I tak będziecie się wprawiać ze swoimi psiakami.
Drugą trudnością jest opanowanie siebie. Dla nas, ludzi, bardzo trudne jest stanie i nie poruszanie się oraz nie podpowiadanie psu i w ogóle nie wydawanie żadnych dźwięków. Musimy do tego przywyknąć, ale za to jak dobrze uczymy się samokontroli!
Wydaje się tego dużo, ale najważniejsze spisuję w podpunktach:
1. Po kliknięciu zawsze jest nagroda!
2. Nagrodę podajemy do 3 sekund po kliknięciu, najlepiej do 1 sek.
3. Klikera używamy tylko do zaznaczania zachowań.
Powodzenia w ćwiczeniu timingu!:)
Początek pracy z klikerem jest bardzo łatwy, ale zawsze trzeba przestrzegać kilku, bardzo prostych, ale i niezwykle ważnych zasad.
Ponieważ szkolenie pozytywne zakłada, ze pies się nie myli, że żadne jego zachowanie nie jest złe, tylko akurat teraz, albo i może nigdy nie zostanie nagrodzone, nie stosujemy wobec niego korekt. Zachowania niepożądane ignorujemy.
Ignorować to znaczy zachowywać się tak jak chwilę wcześniej, czyli nic nie mówić do psa, stać jak ten słup soli i czekać cierpliwie aż zaprezentuje coś, co nam się podoba.
Pamiętajcie proszę, że mówię o sesji treningowej, a nie o tym, co Wasze psy robią w domu. Kiedy zjadają kapcie albo skaczą na gości nie można takich zachowań ignorować, po pierwsze nie chcemy, a po drugie z punktu widzenia nauki jest to niemożliwe, ale co z nimi zrobić, z pewnością napiszę w dalszych artykułach.
Skoro pies się nigdy nie myli, pomylić możemy się tylko my – bierzemy pełną odpowiedzialność za szkolenie. Tak więc, jeżeli omsknie nam się ręka albo klikniemy w niewłaściwym momencie, to (oto nasza złota zasada nr 1) zawsze, bezapelacyjnie zawsze, po kliknięciu pies musi dostać nagrodę. Jeśli tego nie będziemy robić, kliker straci dla zwierzaka znaczenie, albo to znaczenie osłabnie.
Jeśli część z Was złapała się teraz za głowę, to nie martwcie się – w szkoleniu klikerem bardzo łatwo jest zawrócić psa na właściwą drogę.
Jeśli ćwiczymy pozycję stojącą u zwierzaka, a kilka razy zaznaczymy moment w którym siada, to oczywiście, nadrobimy troszkę drogi, bo pies to zachowanie powtórzy, ale jeśli klikamy potem prawidłowo, zwierzę szybko załapie, że ma stać, a nie siedzieć.
Takie problemy zdarzają się jedynie na początku nauki, kiedy nie jesteśmy wprawieni.
Druga zasada, tylko trochę mniej złota;) to czas podania nagrody od chwili kliknięcia. Zwierzę skojarzy zachowanie z klikiem jeśli nie miną od niego więcej niż 3 sekundy. Optymalnie, najlepiej jest to zrobić w ciągu 1 sekundy. Jeśli nie docenimy tej zasady, to osiągniemy taki sam efekt jak w przypadku złamania poprzedniej – bodziec warunkowy, jakim stał się kliker, straci dla psa znaczenie. Wytrącimy sobie z ręki najlepsze narzędzie szkoleniowe!
Trzecią ważną rzeczą jest używanie klikera we właściwy sposób. Od początku uczymy psa, że klik oznacza, że dostanie nagrodę za coś, co właśnie zrobił. Innymi słowy, jeśli pies będzie od nas odbiegał na spacerze, a Wy w przypływie desperacji klikniecie, żeby go przywołać, to pamiętajcie, że właśnie Wasz pies dowiedział się, że za odbieganie zostanie nagrodzony. W przyszłości może powtórzyć to zachowanie. Dlatego nigdy nie klikajcie, żeby oderwać od czegoś swojego zwierzaka.
Oprócz tego, żeby klikać we właściwym momencie, to trzeba to robić często, żeby zwierzak nie stracił zainteresowania. Jeśli chcemy, żeby pies obszedł nas naokoło i usiadł przy naszej prawej nodze, to oczywiście nie będziemy stać i czekać aż sam to zrobi, bo się nie doczekamy, tylko podzielimy to zachowanie na mniejsze etapy. Klikamy od spojrzenia gdziekolwiek, poprzez podchodzenie koło naszej lewej nogi, za nami do podejścia do prawej i posadzenia zadu na ziemi. Każdy z tych etapów, jak trzeba dzielimy na jeszcze mniejsze i klikamy po kilkadziesiąt razy.
Po jakimś czasie pies będzie się uczył o wiele szybciej.
Dla ludzi, najtrudniejszy w posługiwaniu się klikerem jest właściwy timing, czyli klikanie w odpowiednim momencie. Wymaga to jedynie wprawy, dlatego nie wpadajcie w frustrację (a na pewno nie wyładowujcie jej na psach;)) Pamiętajcie, ma być przyjemnie. Timing możecie ćwiczyć biorąc piłkę tenisową, rzucić nią i klikać w momencie, kiedy uderza o podłogę – dźwięk powinien być tylko jeden. Na szkoleniu usłyszałam jeszcze jedną metodę. Podczas oglądania filmu można klikać, wyłapując np. mruganie powiek u aktorów. Nie bądźmy jednak wariatami, nie trzeba tego robić przez cały film;) Ale kilka minut, przez kilka dni nie zaszkodzi. I tak będziecie się wprawiać ze swoimi psiakami.
Drugą trudnością jest opanowanie siebie. Dla nas, ludzi, bardzo trudne jest stanie i nie poruszanie się oraz nie podpowiadanie psu i w ogóle nie wydawanie żadnych dźwięków. Musimy do tego przywyknąć, ale za to jak dobrze uczymy się samokontroli!
Wydaje się tego dużo, ale najważniejsze spisuję w podpunktach:
1. Po kliknięciu zawsze jest nagroda!
2. Nagrodę podajemy do 3 sekund po kliknięciu, najlepiej do 1 sek.
3. Klikera używamy tylko do zaznaczania zachowań.
Powodzenia w ćwiczeniu timingu!:)
Dziś kontynuujemy obalanie mitów na temat szkolenia pozytywnego, które przekazywane z ust do ust, mogą dać fałszywe wyobrażenie na temat metod i rzeczywiście zniechęcić osobą chcącą szkolić swojego psa.
Mit V: „Zawsze trzeba mieć przy sobie kliker”.
Mit ten wynika z niezrozumienia lub nie poinformowania przez trenera swojego klienta do czego służy kliker i jak go używać.
Otóż to małe proste urządzenie jest potrzebne tylko na początku uczenia danego zachowania. Kiedy pies zacznie reagować bezbłędnie na komendę optyczną (czyli właściwie skojarzy sobie komendę z zachowaniem) z klikera rezygnujemy.
Rzadko uczymy psy nowych zachowań poza domem, z tego względu, że środowisko zewnętrzne jest dla nich często zbyt rozpraszające.
Tak więc, poza nielicznymi wyjątkami, klikera nie musimy nosić ze sobą
Mit VI: „Psy szkolone przy użyciu klikera nie będą wykonywać poleceń, jeśli nie dostaną smakołyku.”
Gdyby ten mit był prawdziwy, jaki sens miałoby szkolenie? Ludzie szybko by się zorientowali, że bez jedzenia nie zdołają wyegzekwować polecenia i metody pozytywne szybko zostałyby wyrzucone na margines szkoleniowy.
Ale do rzeczy: na początku jako nagrody używa się wyłącznie smakołyków, ponieważ w ten sposób łatwo pozyskać uwagę psa a nawet przekonać go do siebie, szczególnie, jeśli do tej pory stosowaliśmy wobec niego kary tradycyjne. To jeden ze sposobów, obok dotykania, zabawy i spacerów, na zbudowanie czy odbudowanie więzi z psem.
Nie wolno tego traktować jako przekupstwo, ja preferuję spojrzenie na to, jako na zapłatę. Mało kto z nas pracuje za darmo, prawda?
Wielu ludzi sądzi, że psy wykonują polecenia wyłącznie z miłości do swojego właściciela. Prawdopodobnie takie psy istnieją, ale są niesamowitą rzadkością i zakładanie, że nasz pies jest właśnie tym, skazuje nas na porażkę.
Dla sceptycznych dobrą nowiną jest to, że po kilku tygodniach szkolenia, smakołyki stają się tylko jedną z możliwych nagród. Nagradzamy psa na różne sposoby, w zależności od tego co nasz zwierzak lubi. Może to być kontakt z innym psem, kontakt z człowiekiem, bieg przez kilkadziesiąt metrów, zabawa jego ulubioną zabawką, pochwała słowna czy możliwość powąchania sobie trawnika. Wachlarz możliwości jest bardzo szeroki, a jedzenie staje się po prostu kolejną nagrodą.
Oczywiście, może się zdarzyć tak, że Wasz pies najchętniej będzie pracował właśnie za smakołyki, ale nawet w tym wypadku można to ograniczyć i uczynić nagrodą tylko za wyjątkowo dobrze wykonane ćwiczenie.
Mit VII: „Siłą można osiągnąć lepsze rezultaty”.
Lepsze rezultaty są tutaj wyłącznie rezultatami pozornymi. Jeśli uczycie czegoś psa karząc go, to będzie wyglądało, że rzeczywiście się czegoś nauczył ale za jakiś czas: miesiąc, rok, dwa lata powróci do zachowania. Nazywa się to paradoksem unikania. Pies, który poczuje się bezpieczny, wróci do swoich starych nawyków, a oznacza to, że tak naprawdę, nie nauczył się niczego. Na pewno słyszeliście, że aby pies nie zapomniał, co przyswoił, powinno się z nim przeprowadzać sesje codziennie, powtarzając ćwiczenia, które zna. W metodach tradycyjnych, być może tak jest.
Zachowania wyuczone metodami pozytywnymi nie zanikają nigdy, dlatego, że nie są formą ucieczki przed przed karą.
Będąc w schronisku nauczyłam bardzo szybko siadać psa. Podejrzewałam, że kiedy pojawię się następny raz, pies może nie tego nie pamiętać, ponieważ minęły dwa tygodnie przerwy. Byłam zaskoczona, kiedy na słowo „siad” pies usiadł, jak gdyby robił to od zawsze. W szkoleniu pozytywnym zdarzają się i takie przypadki :)
Mit VIII: „Szkolenie pozytywne nie oduczy psa szczekania i agresji”.
To oczywista bzdura, bo co oduczy agresji? Nowa agresja? Nie od dziś wiadomo, że agresja rodzi agresję.
Najczęściej pies agresywny to pies niepewny siebie i przerażony. Wyobraźcie sobie, że Was ktoś bije, dlatego, że się boicie. Pomogłoby? Być może przestalibyście okazywać strach tak ostentacyjnie, tylko po to, żeby uniknąć kary, do czasu aż znaleźlibyście się u kresu swoich sił. Wtedy na pewno wybuchnęlibyście ze zdwojoną siłą. Wtedy psy gryzą.
W szkoleniu pozytywnym można wyeliminować zachowania niepożądane zastępując je nauką zachowań alternatywnych. Ponieważ są to ćwiczenia przyjazne dla psa, nie wywołujące lęku i korzące się dobrze, psy otwierają się na ludzi i mogą stać się na nowo wspaniałymi, wesołymi towarzyszami człowieka.
Mimo, że opanowanie agresji bywa łatwe, nie koniecznie jest szybkie, dlatego lepiej jest zapobiegać niż leczyć.
Jeśli słyszeliście inne mity na temat szkolenia pozytywnego i wciąż nie jesteście przekonani, z chęcią wyjaśnię Wam wszelkie wątpliwości, wystarczy napisać w komentarzu:)
Mit V: „Zawsze trzeba mieć przy sobie kliker”.
Mit ten wynika z niezrozumienia lub nie poinformowania przez trenera swojego klienta do czego służy kliker i jak go używać.
Otóż to małe proste urządzenie jest potrzebne tylko na początku uczenia danego zachowania. Kiedy pies zacznie reagować bezbłędnie na komendę optyczną (czyli właściwie skojarzy sobie komendę z zachowaniem) z klikera rezygnujemy.
Rzadko uczymy psy nowych zachowań poza domem, z tego względu, że środowisko zewnętrzne jest dla nich często zbyt rozpraszające.
Tak więc, poza nielicznymi wyjątkami, klikera nie musimy nosić ze sobą
Mit VI: „Psy szkolone przy użyciu klikera nie będą wykonywać poleceń, jeśli nie dostaną smakołyku.”
Gdyby ten mit był prawdziwy, jaki sens miałoby szkolenie? Ludzie szybko by się zorientowali, że bez jedzenia nie zdołają wyegzekwować polecenia i metody pozytywne szybko zostałyby wyrzucone na margines szkoleniowy.
Ale do rzeczy: na początku jako nagrody używa się wyłącznie smakołyków, ponieważ w ten sposób łatwo pozyskać uwagę psa a nawet przekonać go do siebie, szczególnie, jeśli do tej pory stosowaliśmy wobec niego kary tradycyjne. To jeden ze sposobów, obok dotykania, zabawy i spacerów, na zbudowanie czy odbudowanie więzi z psem.
Nie wolno tego traktować jako przekupstwo, ja preferuję spojrzenie na to, jako na zapłatę. Mało kto z nas pracuje za darmo, prawda?
Wielu ludzi sądzi, że psy wykonują polecenia wyłącznie z miłości do swojego właściciela. Prawdopodobnie takie psy istnieją, ale są niesamowitą rzadkością i zakładanie, że nasz pies jest właśnie tym, skazuje nas na porażkę.
Dla sceptycznych dobrą nowiną jest to, że po kilku tygodniach szkolenia, smakołyki stają się tylko jedną z możliwych nagród. Nagradzamy psa na różne sposoby, w zależności od tego co nasz zwierzak lubi. Może to być kontakt z innym psem, kontakt z człowiekiem, bieg przez kilkadziesiąt metrów, zabawa jego ulubioną zabawką, pochwała słowna czy możliwość powąchania sobie trawnika. Wachlarz możliwości jest bardzo szeroki, a jedzenie staje się po prostu kolejną nagrodą.
Oczywiście, może się zdarzyć tak, że Wasz pies najchętniej będzie pracował właśnie za smakołyki, ale nawet w tym wypadku można to ograniczyć i uczynić nagrodą tylko za wyjątkowo dobrze wykonane ćwiczenie.
Mit VII: „Siłą można osiągnąć lepsze rezultaty”.
Lepsze rezultaty są tutaj wyłącznie rezultatami pozornymi. Jeśli uczycie czegoś psa karząc go, to będzie wyglądało, że rzeczywiście się czegoś nauczył ale za jakiś czas: miesiąc, rok, dwa lata powróci do zachowania. Nazywa się to paradoksem unikania. Pies, który poczuje się bezpieczny, wróci do swoich starych nawyków, a oznacza to, że tak naprawdę, nie nauczył się niczego. Na pewno słyszeliście, że aby pies nie zapomniał, co przyswoił, powinno się z nim przeprowadzać sesje codziennie, powtarzając ćwiczenia, które zna. W metodach tradycyjnych, być może tak jest.
Zachowania wyuczone metodami pozytywnymi nie zanikają nigdy, dlatego, że nie są formą ucieczki przed przed karą.
Będąc w schronisku nauczyłam bardzo szybko siadać psa. Podejrzewałam, że kiedy pojawię się następny raz, pies może nie tego nie pamiętać, ponieważ minęły dwa tygodnie przerwy. Byłam zaskoczona, kiedy na słowo „siad” pies usiadł, jak gdyby robił to od zawsze. W szkoleniu pozytywnym zdarzają się i takie przypadki :)
Mit VIII: „Szkolenie pozytywne nie oduczy psa szczekania i agresji”.
To oczywista bzdura, bo co oduczy agresji? Nowa agresja? Nie od dziś wiadomo, że agresja rodzi agresję.
Najczęściej pies agresywny to pies niepewny siebie i przerażony. Wyobraźcie sobie, że Was ktoś bije, dlatego, że się boicie. Pomogłoby? Być może przestalibyście okazywać strach tak ostentacyjnie, tylko po to, żeby uniknąć kary, do czasu aż znaleźlibyście się u kresu swoich sił. Wtedy na pewno wybuchnęlibyście ze zdwojoną siłą. Wtedy psy gryzą.
W szkoleniu pozytywnym można wyeliminować zachowania niepożądane zastępując je nauką zachowań alternatywnych. Ponieważ są to ćwiczenia przyjazne dla psa, nie wywołujące lęku i korzące się dobrze, psy otwierają się na ludzi i mogą stać się na nowo wspaniałymi, wesołymi towarzyszami człowieka.
Mimo, że opanowanie agresji bywa łatwe, nie koniecznie jest szybkie, dlatego lepiej jest zapobiegać niż leczyć.
Jeśli słyszeliście inne mity na temat szkolenia pozytywnego i wciąż nie jesteście przekonani, z chęcią wyjaśnię Wam wszelkie wątpliwości, wystarczy napisać w komentarzu:)





