Wyniki wyszukiwania: into hollow
Znalezione filmy dla into hollow:
Brak.
Leżeli na łóżku w jego pokoju, a nad nimi unosiły się smugi dymu tytoniowego. Kompletnie ubrani, pili schłodzonego budweisera i palili papierosy, gapiąc się w poznaczony zaciekami sufit.
- Nie zaczęliśmy nawet pracy nad referatem – powiedziała Jerico.
Tony zaciągnął się z namysłem swoim camelem i powoli wypuścił dym.
- Niedobrze – skwitował. Bąbelki podeszły mu do gardła i beknął cicho. – Referaty w szkole to podstawa.
Dłuższą chwilę milczeli, każdy wsłuchany w melodię grającą mu w głowie. Ciszę przerwał zachrypnięty głos Jerico:
- Wiesz, że jesteś dla mnie jak brat – zaczęła. – Ale jest coś, czego o mnie nie wiesz.
Obrócił głowę w jej stronę. Przed sobą miał jej profil, wpatrzony nieruchomo przed siebie.
- Jeśli się nie mylę, to nie wiemy o sobie kupy rzeczy – zauważył.
Przemilczała to. Wzięła od niego papierosa i zaciągnęła się głęboko.
- Racja – powiedziała w końcu.
Przekręcił się na bok i oparł na łokciu, zwracając się w jej kierunku.
- Wiem, że coś ukrywasz – powiedział, w duchu podejmując po raz kolejny decyzję. – I zdaję sobie sprawę, że dużo wiesz, inaczej nie powiedziałbym tobie tego, co zaraz usłyszysz.
Te słowa sprawiły, że zerknęła na niego z ciekawością.
- Tak? – na jej usta wpłynął gorzki uśmiech. – A co takiego ty masz do ukrycia?
Zignorował ironiczny ton jej pytania.
- Wiesz, jaką mam ksywkę w liceum – stwierdził.
Skrzywiła się.
- Oczywiście. Ta głupia Jane zapytała, dlaczego prowadzam się z "Naćpanym" Tonym – odparła swobodnym tonem, ale zaraz dodała poważniej – chyba nie bierzesz?
- Nie. W sumie, to… - wziął głęboki oddech, zanim wypowiedział kolejne zdanie – tak, właściwie to tak.
Natychmiast usiadła w miejscu, omal nie przewracając puszki z piwem.
- Co? – zadała krótkie, rzeczowe pytanie.
Usadowił się po turecku i pociągnął duży łyk napoju.
- Co bierzesz? – powtórzyła ostrzej.
Przełknął, raniąc przełyk zimnymi bąbelkami.
- Nic z tego, o czym myślisz – powiedział w końcu. – Ale też dożylnie.
Podciągnął rękaw swetra i ukazał naznaczoną sinymi punktami skórę.
- Pamiętasz, jak oglądaliśmy ten durny film o krwiopijcach?
Nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji. Wyskoczyła z łóżka i przylgnęła do ściany, z oczami wyolbrzymionymi przez lęk.
- Nie! – krzyknęła.
Postawił stopy na podłodze i spojrzał na nią ponuro.
- Tak, Jerico – powiedział.
- Nie! – powtórzyła. – Nie ty!
- Ty coś wiesz – powiedział. – Nie uznałaś tego za żart, a tak brzmiałoby to w uszach szarego człowieka. Więc przestań bronić się przed prawdą i mnie posłuchaj.
- Nie wierzę w to – powiedziała natychmiast.
Ostrożnie zbliżył się do niej na odległość dwóch kroków. Jeśli zaczął, nie było odwrotu.
- Owszem, wierzysz.
Teraz, kiedy mówiła, w jej oczach nie było lęku. Zastąpił go gniew.
- Ufałam ci! Ufałam ci, a ty mnie okłamywałeś!
- Wiem o tym – skrzywił się. – Mogłem udawać, że wszystko jest w porządku, ale tak nie jest. To nie moja wina, że taki jestem! – krzyknął nagle, na widok jej niewzruszonej miny. Zahaczył nogą o butelkę piwa na podłodze i kopnął ją z całej siły, tak że wylądowała na ścianie przy oknie i rozbiła się w drobny mak. Resztka cieczy leniwie rozpłynęła się po gumolicie – nie chciałem zostać pożarty!
Usiadł pod łóżkiem i ukrył głowę w dłoniach.
- Nie chciałem – wymamrotał spoza osłony dłoni.
Ze swojej perspektywy widział, jak powoli odrywa się od tapety i podchodzi do niego. Poczuł jej dotyk na ramieniu.
- Ale jak to… przez strzykawkę?
Poczekał, aż usiądzie obok niego, wtedy odpowiedział:
- Nie jestem ani po ich stronie, ani w pełni po ludzkiej. Kiedy ta… kobieta mnie ukąsiła, zostawiła samego sobie, żebym zdechł na ulicy.
- Zostawiła za mało jadu, żebyś mógł się nowonarodzić? – przerwała mu.
- Wiesz podejrzanie dużo na ten temat – uśmiechnął się, a ona uciekła wzrokiem. – W każdym bądź razie przeżyłem. Pamiętam tylko, że pędziłem w miarę normalne życie, tylko dużo chorowałem. Po czasie odkryłem, że czuję się dobrze jedynie po bardzo krwistym befsztyku.
Wyczuł napięcie w jej głosie, kiedy zadawała kolejne pytanie.
- Więc… nie polujesz? Używasz tego – tu dotknęła opuszkiem palca wskazującego jedną z ranek na jego przedramieniu – żeby nie pić żywej krwi?
- Kiedyś wypadł mi ząb i przyznam, że trochę się tego nałykałem. Rzygałem jak kot – zażartował, zaraz jednak dodał, napotykając jej poważne spojrzenie – nigdy nie wziąłem tego świństwa do ust.
- A skąd…? – najwyraźniej chciała zapytać skąd bierze surowiec, ale ją uprzedził:
- Znajomy hoduje chomiki.
Jej twarz wykrzywiła się w zniesmaczonym wyrazie.
- Tony – powiedziała. – To obrzydliwe.
- Nie ukrywam, że masz rację – podsumował zbolałym tonem.
Wyraźnie się rozluźniła.
- To zmienia postać rzeczy – rzekła przesadnie wesołym tonem. Nagle spoważniała, jakby sobie coś przypominając – mówiłeś, że zostałeś ugryziony… czy to stało się tutaj? Chodzi mi – tłumaczyła – czy w Allegan są inne… - zacięła się, najwyraźniej broniąc się przed użyciem tego słowa, w końcu wydusiła z siebie – pijawki?
Przypomniał sobie zdarzenia z parkingu kilka nocy wcześniej.
- Nie – odpowiedział szybciej niż wypadałoby. – W Allegan nie ma nikogo, kto żerowałby na ludziach.
To przynajmniej była prawda.
Odetchnęła głęboko, zdawało się, że z nadzieją.
- A ty? – zmienił temat. – Twoja kolej na wyznania science-fiction.
- Tak więc – jej głos nabrał twardych tonów, kiedy odwijała rękaw swojej bluzy – można powiedzieć, że jestem policjantem.
- Nie zaczęliśmy nawet pracy nad referatem – powiedziała Jerico.
Tony zaciągnął się z namysłem swoim camelem i powoli wypuścił dym.
- Niedobrze – skwitował. Bąbelki podeszły mu do gardła i beknął cicho. – Referaty w szkole to podstawa.
Dłuższą chwilę milczeli, każdy wsłuchany w melodię grającą mu w głowie. Ciszę przerwał zachrypnięty głos Jerico:
- Wiesz, że jesteś dla mnie jak brat – zaczęła. – Ale jest coś, czego o mnie nie wiesz.
Obrócił głowę w jej stronę. Przed sobą miał jej profil, wpatrzony nieruchomo przed siebie.
- Jeśli się nie mylę, to nie wiemy o sobie kupy rzeczy – zauważył.
Przemilczała to. Wzięła od niego papierosa i zaciągnęła się głęboko.
- Racja – powiedziała w końcu.
Przekręcił się na bok i oparł na łokciu, zwracając się w jej kierunku.
- Wiem, że coś ukrywasz – powiedział, w duchu podejmując po raz kolejny decyzję. – I zdaję sobie sprawę, że dużo wiesz, inaczej nie powiedziałbym tobie tego, co zaraz usłyszysz.
Te słowa sprawiły, że zerknęła na niego z ciekawością.
- Tak? – na jej usta wpłynął gorzki uśmiech. – A co takiego ty masz do ukrycia?
Zignorował ironiczny ton jej pytania.
- Wiesz, jaką mam ksywkę w liceum – stwierdził.
Skrzywiła się.
- Oczywiście. Ta głupia Jane zapytała, dlaczego prowadzam się z "Naćpanym" Tonym – odparła swobodnym tonem, ale zaraz dodała poważniej – chyba nie bierzesz?
- Nie. W sumie, to… - wziął głęboki oddech, zanim wypowiedział kolejne zdanie – tak, właściwie to tak.
Natychmiast usiadła w miejscu, omal nie przewracając puszki z piwem.
- Co? – zadała krótkie, rzeczowe pytanie.
Usadowił się po turecku i pociągnął duży łyk napoju.
- Co bierzesz? – powtórzyła ostrzej.
Przełknął, raniąc przełyk zimnymi bąbelkami.
- Nic z tego, o czym myślisz – powiedział w końcu. – Ale też dożylnie.
Podciągnął rękaw swetra i ukazał naznaczoną sinymi punktami skórę.
- Pamiętasz, jak oglądaliśmy ten durny film o krwiopijcach?
Nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji. Wyskoczyła z łóżka i przylgnęła do ściany, z oczami wyolbrzymionymi przez lęk.
- Nie! – krzyknęła.
Postawił stopy na podłodze i spojrzał na nią ponuro.
- Tak, Jerico – powiedział.
- Nie! – powtórzyła. – Nie ty!
- Ty coś wiesz – powiedział. – Nie uznałaś tego za żart, a tak brzmiałoby to w uszach szarego człowieka. Więc przestań bronić się przed prawdą i mnie posłuchaj.
- Nie wierzę w to – powiedziała natychmiast.
Ostrożnie zbliżył się do niej na odległość dwóch kroków. Jeśli zaczął, nie było odwrotu.
- Owszem, wierzysz.
Teraz, kiedy mówiła, w jej oczach nie było lęku. Zastąpił go gniew.
- Ufałam ci! Ufałam ci, a ty mnie okłamywałeś!
- Wiem o tym – skrzywił się. – Mogłem udawać, że wszystko jest w porządku, ale tak nie jest. To nie moja wina, że taki jestem! – krzyknął nagle, na widok jej niewzruszonej miny. Zahaczył nogą o butelkę piwa na podłodze i kopnął ją z całej siły, tak że wylądowała na ścianie przy oknie i rozbiła się w drobny mak. Resztka cieczy leniwie rozpłynęła się po gumolicie – nie chciałem zostać pożarty!
Usiadł pod łóżkiem i ukrył głowę w dłoniach.
- Nie chciałem – wymamrotał spoza osłony dłoni.
Ze swojej perspektywy widział, jak powoli odrywa się od tapety i podchodzi do niego. Poczuł jej dotyk na ramieniu.
- Ale jak to… przez strzykawkę?
Poczekał, aż usiądzie obok niego, wtedy odpowiedział:
- Nie jestem ani po ich stronie, ani w pełni po ludzkiej. Kiedy ta… kobieta mnie ukąsiła, zostawiła samego sobie, żebym zdechł na ulicy.
- Zostawiła za mało jadu, żebyś mógł się nowonarodzić? – przerwała mu.
- Wiesz podejrzanie dużo na ten temat – uśmiechnął się, a ona uciekła wzrokiem. – W każdym bądź razie przeżyłem. Pamiętam tylko, że pędziłem w miarę normalne życie, tylko dużo chorowałem. Po czasie odkryłem, że czuję się dobrze jedynie po bardzo krwistym befsztyku.
Wyczuł napięcie w jej głosie, kiedy zadawała kolejne pytanie.
- Więc… nie polujesz? Używasz tego – tu dotknęła opuszkiem palca wskazującego jedną z ranek na jego przedramieniu – żeby nie pić żywej krwi?
- Kiedyś wypadł mi ząb i przyznam, że trochę się tego nałykałem. Rzygałem jak kot – zażartował, zaraz jednak dodał, napotykając jej poważne spojrzenie – nigdy nie wziąłem tego świństwa do ust.
- A skąd…? – najwyraźniej chciała zapytać skąd bierze surowiec, ale ją uprzedził:
- Znajomy hoduje chomiki.
Jej twarz wykrzywiła się w zniesmaczonym wyrazie.
- Tony – powiedziała. – To obrzydliwe.
- Nie ukrywam, że masz rację – podsumował zbolałym tonem.
Wyraźnie się rozluźniła.
- To zmienia postać rzeczy – rzekła przesadnie wesołym tonem. Nagle spoważniała, jakby sobie coś przypominając – mówiłeś, że zostałeś ugryziony… czy to stało się tutaj? Chodzi mi – tłumaczyła – czy w Allegan są inne… - zacięła się, najwyraźniej broniąc się przed użyciem tego słowa, w końcu wydusiła z siebie – pijawki?
Przypomniał sobie zdarzenia z parkingu kilka nocy wcześniej.
- Nie – odpowiedział szybciej niż wypadałoby. – W Allegan nie ma nikogo, kto żerowałby na ludziach.
To przynajmniej była prawda.
Odetchnęła głęboko, zdawało się, że z nadzieją.
- A ty? – zmienił temat. – Twoja kolej na wyznania science-fiction.
- Tak więc – jej głos nabrał twardych tonów, kiedy odwijała rękaw swojej bluzy – można powiedzieć, że jestem policjantem.
27.08.2010 o godz. 11:04
komentuj (1)





