Wyniki wyszukiwania: festyn
Pewnego dnia gdy było już bardzo ciepło Ja,Happy i trzy nasze przyjaciółki wyszłyśmy na teren szkoły.Było tam boisko i plac zabaw.Weszłyśmy w nasz kącik w którym zawsze spędzałyśmy letnie dni.Zbliżał się festyn na którym miałyśmy tańczyć.Zaczęłyśmy ćwiczyć układ.Muzyka była tak głośna, a my siedziałyśmy tak daleko od dzwonka,że go nie usłyszałyśmy.Nie poszłyśmy na połowę lekcji.Na szczęście miałyśmy akurat religię, a mamy taką spoko katechetkę :D i nic nam za to nie zrobiła.:D...Ale to nie był jedyny raz bo dość często to się wydarzało...
Crazy
Crazy
11.05.2012 o godz. 20:24
komentuj (1)
Czuję się jakbym wypiła sama z litr wódki. Śmiechu warte bo wczoraj z koleżanką wypiłam tylko 3 piwa heheh To drugi rok z rzędu, że idę na festyn właśnie z tą koleżanką. Dzięki Kam za pamięć :), za towarzystwo.
Poszłyśmy na festyn, niestety było cholernie zimno, więc poszłyśmy do niej, a fazę już miałam :)...masakra :P
Dziś zimno....głowa mnie boli, pogoda do spania i przytulania się do drugiego człowieka :).
Wczoraj jak byłam na festynie i szokiem dla mnie było to, że rodzice byli z małymi dziećmi i tak długo. To jest coś czego pojąć nie mogę. Jestem zdania, że jak opieki nie można sobie załatwić by pójść na zabawę to mówi się trudno. Rodzicielstwo to poświęcenie, tu liczy się jakaś odpowiedzialność, jakieś zasady. Może jestem jakaś konserwatystka, ale bycie z dzieckiem na festynie po 22.00 godzinie to mój mózg tego nie pojmuje :)

Poszłyśmy na festyn, niestety było cholernie zimno, więc poszłyśmy do niej, a fazę już miałam :)...masakra :P
Dziś zimno....głowa mnie boli, pogoda do spania i przytulania się do drugiego człowieka :).
Wczoraj jak byłam na festynie i szokiem dla mnie było to, że rodzice byli z małymi dziećmi i tak długo. To jest coś czego pojąć nie mogę. Jestem zdania, że jak opieki nie można sobie załatwić by pójść na zabawę to mówi się trudno. Rodzicielstwo to poświęcenie, tu liczy się jakaś odpowiedzialność, jakieś zasady. Może jestem jakaś konserwatystka, ale bycie z dzieckiem na festynie po 22.00 godzinie to mój mózg tego nie pojmuje :)

Niedziela :
Wstałam o siódmej zebrałam się i pojechałam na basen , zrobiłam chyba z 30 basenów a miałam bardzoo długą przerwe w pływaniu , ale się udało .
Znów zaczynam się ruszać na pływalnie bd jeździć raz w tyg. + codzienny spacer .
o 12 idę do 'kościoła' i teraz się nudzę .
Dieta mi jakoś idzie wiec sie cieszę . ;]
o 14;30 ide na festyn z dziewczynami zapewne bd jeszcze o , e , k . nie chce ich spotkać :(
Wstałam o siódmej zebrałam się i pojechałam na basen , zrobiłam chyba z 30 basenów a miałam bardzoo długą przerwe w pływaniu , ale się udało .
Znów zaczynam się ruszać na pływalnie bd jeździć raz w tyg. + codzienny spacer .
o 12 idę do 'kościoła' i teraz się nudzę .
Dieta mi jakoś idzie wiec sie cieszę . ;]
o 14;30 ide na festyn z dziewczynami zapewne bd jeszcze o , e , k . nie chce ich spotkać :(
Polecam :
Schizma - Nie mój problem .
Wczoraj mnie Ef na festyn wyciągła, co bym się sama w domu nie nudziła i z propozycją na noc przenocowania mi wyskoczyła, bym do domu wracać nie musiała w nocy. Ja się zgodziłam, do mamy z prośbą zawiezienia mnie do Ef przyszłam, a ta mi powiedziała, że to zły pomysł jest, że zimno, że gdzie ja tam na festyn.. Nogą tupłam, mama powiedziała, że w niedziele po mnie nie przyjedzie bo obiad, bo sklep i czasu brak. Powiedziałam, że transport sobie sama załatwię. Mama okiem zabójcy spojrzała, kazała do auta wsiadać. Pod chaupą Ef, mama mi powiedziała nieco skruszona, że jednak w niedziele przyjedzie, że czas znajdzie i żebym na siebie uważać choć trochę mogła. Milutko się mi zrobiło.
Wyszłam do Ef, ona pojechała.
Na początku fajnie było i gadaliśmy z jej znajomymi i piliśmy i ogólnie najss. Po 3 godzinach większość zgona zaliczyła, gadać się nie dało bo każdy w swoim świecie, zimno zaczynało się robić, komary zjadały.. A ja siedziałam. Tańczyć nie miałam ochoty, po 2 piwach dużych mi nic nie było, a przy tańcu każdy się na mnie walał. Cała wkurwiona siedziałam jak osa, Ef błagałam z jej kuznką byśmy do domu szły, stos argumentów, ale Ef swojego mena znalazła więc chuja we wsi nie było bym ją wyciągła do chaupy. O 23 do mamy smska napisałam jak mi źle to ta "weźcie ef pod pachy i mimowolnie do domu!". Na początku Aga (kuzynka Ef) była za. Była dopóki się nie napiła. O 2 nocy byłam zła, zmarznięta i obąblona przez komary. Poprosiłam Ef o coś normalnego do picia wode czy jakiś tani soczek z tesco, a ta mi przyniosła duże piwo. Z sokiem.
Nie wytrzymałam i napisałam o 2.30 do mamy z zapytaniem czy śpi, a jeśli nie to czy by mogła po mnie przyjechać bo mnie szlag trafia.
Spała. I przyjechała. Bałam się że opierdol mi się niezły dostanie, coś w stylu, że niby dorosła a mama musi się mną zajmować, że ją budzę i nie umiem sobie radzić. Nie było nic. Opowiedziała mi jak to było u niej z festynami, gadałyśmy itd. Do czego zmierzam?
Miałam taką cholernie wielką ochotę ją uściskać i powiedzieć jak bardzo ją kocham i dziękuję, że jest, niestety nie zostałam wychowana w tradycji okazywania uczuć.. Mam nadzieję , że dałam jej to do zrozumienia w jakiś tam mój skromny sposób.
A dzisiaj rano?
Mama: mam nadzieję, że jakieś wnioski po ostatniej nocy zostały wysnute?
Ja: Hehe.. tak, tak..
Kiedyś kupię jej największy bukiet kwiatów na świecie.
Wyszłam do Ef, ona pojechała.
Na początku fajnie było i gadaliśmy z jej znajomymi i piliśmy i ogólnie najss. Po 3 godzinach większość zgona zaliczyła, gadać się nie dało bo każdy w swoim świecie, zimno zaczynało się robić, komary zjadały.. A ja siedziałam. Tańczyć nie miałam ochoty, po 2 piwach dużych mi nic nie było, a przy tańcu każdy się na mnie walał. Cała wkurwiona siedziałam jak osa, Ef błagałam z jej kuznką byśmy do domu szły, stos argumentów, ale Ef swojego mena znalazła więc chuja we wsi nie było bym ją wyciągła do chaupy. O 23 do mamy smska napisałam jak mi źle to ta "weźcie ef pod pachy i mimowolnie do domu!". Na początku Aga (kuzynka Ef) była za. Była dopóki się nie napiła. O 2 nocy byłam zła, zmarznięta i obąblona przez komary. Poprosiłam Ef o coś normalnego do picia wode czy jakiś tani soczek z tesco, a ta mi przyniosła duże piwo. Z sokiem.
Nie wytrzymałam i napisałam o 2.30 do mamy z zapytaniem czy śpi, a jeśli nie to czy by mogła po mnie przyjechać bo mnie szlag trafia.
Spała. I przyjechała. Bałam się że opierdol mi się niezły dostanie, coś w stylu, że niby dorosła a mama musi się mną zajmować, że ją budzę i nie umiem sobie radzić. Nie było nic. Opowiedziała mi jak to było u niej z festynami, gadałyśmy itd. Do czego zmierzam?
Miałam taką cholernie wielką ochotę ją uściskać i powiedzieć jak bardzo ją kocham i dziękuję, że jest, niestety nie zostałam wychowana w tradycji okazywania uczuć.. Mam nadzieję , że dałam jej to do zrozumienia w jakiś tam mój skromny sposób.
A dzisiaj rano?
Mama: mam nadzieję, że jakieś wnioski po ostatniej nocy zostały wysnute?
Ja: Hehe.. tak, tak..
Kiedyś kupię jej największy bukiet kwiatów na świecie.
Śmieszny dzień .
Byłam z Wiochą i Patrycją na stacji , w sumie to nie wiem po co .
Trochę pośmiałyśmy i spotkałyśmy Sashe i Olke .
Adrian = dresiarz . ? < lol2 >
nie mogę się doczekać festynu , bd się działo ; ))
Będą u nas . : T O T E N T A N Z <3
Wspaniałe oczy i uśmiech to właśnie w tobie kocham .
Byłam z Wiochą i Patrycją na stacji , w sumie to nie wiem po co .
Trochę pośmiałyśmy i spotkałyśmy Sashe i Olke .
Adrian = dresiarz . ? < lol2 >
nie mogę się doczekać festynu , bd się działo ; ))
Będą u nas . : T O T E N T A N Z <3
Wspaniałe oczy i uśmiech to właśnie w tobie kocham .





