Wyniki wyszukiwania: emocje na wodzy
Znalezione filmy dla emocje na wodzy:
Brak.
Ruch tego dnia był spory, nawet jak na tak niszowy lokal jakim była Cafedrinteria. Jerico zaczynała pracę w kuchni na stanowisku potocznie zwanym zmywakiem, ale kierownik z bliżej jej nieokreślonych powodów przeniósł ją na salę, gdzie kazano jej założyć czerwone spodenki i obsługiwać klientów przy stolikach.
Potrafiła zmywać naczynia, jednak doświadczenia z pracą kelnerki nie miała, toteż z miejsca zatęskniła za poprzednim zajęciem. Szybko okazało się, że zarobki są niższe, a sama praca bardziej uciążliwa – wbrew pozorom, ośmiogodzinny maraton między salą, a barem z kilogramowym obciążeniem na tacy potrafił dać nieźle w kość. Pod koniec swojej zmiany nogi miała ciężkie jak dwie ołowiane kolumny, a ubrania przesiąknięte odorem dymu tytoniowego i przetrawionego alkoholu.
Najgorsi byli w tym wszystkim klienci.
Lokal mieścił się przy okrężnej stacji benzynowej, toteż często gościli tam właściciele ciężarówek i robotnicy z miasteczka. Większość z nich (Jerico nie spotkała jeszcze nikogo, kto wyłamywałby się z tego brutalnego schematu, ale w swojej naiwnej naturze liczyła na zmiany) nosiła niebieskie kombinezony i była nieogolona, przy czym piła na umór i zaczepiała pracujące tam dziewczęta. Kilka z nich czerpało z tej sytuacji profity z powodu hojnych napiwków. Ona nie chciała mieć żadnych zobowiązań względem któregokolwiek z tych ludzi, nieważne, jakiej sfery by to dotyczyło. Podejrzewała, że napiwki kelnerek są wpisane w miesięczny bilans i w tym tkwił sekret niskich zarobków: w fakcie, że możliwe było zarabianie pieniędzy w inny sposób.
Osobiście widziała, jak jej koleżanka z popołudniowej zmiany wychodzi przez tylne wyjście z jednym z klientów – przysięgła sobie, że nie wyniesie z pracy nic ponad to, co wpłynie na jej konto bankowe.
Nawet jeśli miałby to być mały drink.
- Ty! Czarna! – czknął mężczyzna przy stoliku numer osiem, wskazując na nią palcem. – Wściekłego psa dla tej pani! – zwrócił się w stronę chłopaka za barem.
Jerico położyła tacę na ladzie i spojrzała z nadzieją na zegarek. Dochodziła szesnasta – jeszcze kilka minut i pobiegnie do szatni, żeby przebrać się w swoje dżinsy i wyjdzie na parking, żeby zaczekać na Jaspera.
Tymczasem barman dolał soku malinowego do kieliszka i przesunął w jej stronę.
- Od tego pana.
Powędrowała wzrokiem za ruchem jego głowy i dostrzegła szczerbatego faceta w czapce z daszkiem, usiłującego właśnie trafić ręką z kuflem do ust.
Skrzywiła się.
- Odłóż to – powiedziała, ale zaraz się poprawiła, przypominając sobie ostatnie zamówienie – para przy trójce zamawiała dwa wściekłe. Nalej jeszcze jednego i spadam stąd. Nic nie doliczaj do rachunku tamtemu.
- Dzięki, Ian – zgarnęła kieliszki na podstawkę. Szczęśliwie stoliki oznaczone pierwszymi numerami znajdowały się niedaleko baru i tylko chwilę zajęło jej przepchnięcie się przez tłum.
- Wściekłe psy dla państwa – stanęła przed mężczyzną, na którego kolanach siedziała młoda kobieta. Kobieta uśmiechała się niemrawo i kiwała się bezwładnie, jakby w jej członkach zamiast kości znajdowała się gumowa tkanka. Tej pani wystarczy na dziś alkoholu, pomyślała Jerico. Rozstawiając szkło pochyliła się nad stolikiem i w tej chwili ktoś klepnął ją w tyłek.
Odwróciła się błyskawicznie i napotkała uśmiechniętą gębę jakiegoś chłopaka w kowbojskim kapeluszu.
- Podobało się, co? – jego usta poruszały się jak w spowolnionym tempie. Wyraźnie rozróżniała otwarte pory jego przepoconej skóry i strumyk śliny, który zbierał się w kąciku warg. Wyciągnął po raz kolejny rękę, żeby jej dotknąć.
Zamachnęła się, celując tacą w czoło.
Podłoga zaczęła drżeć.
Zatrzymała się w połowie ruchu, co sprawiło wrażenie, jakby chciała się podrapać po głowie i policzek przestał ją łaskotać w połowie tego gestu. Rozpaczliwym haustem wciągnęła potężny łyk powietrza.
Dotychczas tylko jej stopy odczuwały osobliwe drżenie zabrudzonego gumolitu, ale zdawała sobie sprawę, że nie ma wiele czasu. Jej uszu dobiegło ciche dzwonienie – to kieliszki na stoliku przed nią zaczynały dygotać.
Zignorowała dotyk cudzej ręki na swojej nodze i zaczęła się przepychać w stronę wyjścia. Ściany zdawały się przybliżać do niej, a drzwi dla personelu oddalać, kiedy uparcie dążyła w ich stronę, jak tonący do brzegu.
Kątem oka zobaczyła, że starszemu mężczyźnie przy barze zaczęły trząść się ręce – przyjrzał im się w obawie przed początkami choroby, ale były spokojne. Ponownie przyłożył rękę do chropowatej powierzchni drewna i natychmiast zaczęła drgać jak w konwulsjach. Masywna bryła barowej wyspy wibrowała.
Jednym susem przekroczyła próg szatni i wypuściła powietrze z płuc.
Wszystko ustało nagle, jak się zaczęło.
Nikt z obecnych nie zauważył niczego niezwykłego. Wesołe pokrzykiwania nie ustały, młoda kobieta nadal obojętnie siedziała na kolanach swojego partnera. Jedynie staruszek przy barze zagaił do barmana:
- Młodzieńcze, kto wam składał ten bar?
Ian wzruszył niedbale ramionami.
Jerico opadła na ławeczkę pod olejną ścianą i ukryła twarz w dłoniach. Przesiedziała w tej pozycji dłuższą chwilę, uspakajając oddech i nerwowe myśli, przeklinając w duchu własną porywczość i pijanych mężczyzn.
Tak niewiele brakowało.
Pasek od zegarka wbił się boleśnie w nadgarstek i podskoczyła w miejscu. Było już po szesnastej. Złapała za spodnie i pognała w kierunku wyjścia.
Potrafiła zmywać naczynia, jednak doświadczenia z pracą kelnerki nie miała, toteż z miejsca zatęskniła za poprzednim zajęciem. Szybko okazało się, że zarobki są niższe, a sama praca bardziej uciążliwa – wbrew pozorom, ośmiogodzinny maraton między salą, a barem z kilogramowym obciążeniem na tacy potrafił dać nieźle w kość. Pod koniec swojej zmiany nogi miała ciężkie jak dwie ołowiane kolumny, a ubrania przesiąknięte odorem dymu tytoniowego i przetrawionego alkoholu.
Najgorsi byli w tym wszystkim klienci.
Lokal mieścił się przy okrężnej stacji benzynowej, toteż często gościli tam właściciele ciężarówek i robotnicy z miasteczka. Większość z nich (Jerico nie spotkała jeszcze nikogo, kto wyłamywałby się z tego brutalnego schematu, ale w swojej naiwnej naturze liczyła na zmiany) nosiła niebieskie kombinezony i była nieogolona, przy czym piła na umór i zaczepiała pracujące tam dziewczęta. Kilka z nich czerpało z tej sytuacji profity z powodu hojnych napiwków. Ona nie chciała mieć żadnych zobowiązań względem któregokolwiek z tych ludzi, nieważne, jakiej sfery by to dotyczyło. Podejrzewała, że napiwki kelnerek są wpisane w miesięczny bilans i w tym tkwił sekret niskich zarobków: w fakcie, że możliwe było zarabianie pieniędzy w inny sposób.
Osobiście widziała, jak jej koleżanka z popołudniowej zmiany wychodzi przez tylne wyjście z jednym z klientów – przysięgła sobie, że nie wyniesie z pracy nic ponad to, co wpłynie na jej konto bankowe.
Nawet jeśli miałby to być mały drink.
- Ty! Czarna! – czknął mężczyzna przy stoliku numer osiem, wskazując na nią palcem. – Wściekłego psa dla tej pani! – zwrócił się w stronę chłopaka za barem.
Jerico położyła tacę na ladzie i spojrzała z nadzieją na zegarek. Dochodziła szesnasta – jeszcze kilka minut i pobiegnie do szatni, żeby przebrać się w swoje dżinsy i wyjdzie na parking, żeby zaczekać na Jaspera.
Tymczasem barman dolał soku malinowego do kieliszka i przesunął w jej stronę.
- Od tego pana.
Powędrowała wzrokiem za ruchem jego głowy i dostrzegła szczerbatego faceta w czapce z daszkiem, usiłującego właśnie trafić ręką z kuflem do ust.
Skrzywiła się.
- Odłóż to – powiedziała, ale zaraz się poprawiła, przypominając sobie ostatnie zamówienie – para przy trójce zamawiała dwa wściekłe. Nalej jeszcze jednego i spadam stąd. Nic nie doliczaj do rachunku tamtemu.
- Dzięki, Ian – zgarnęła kieliszki na podstawkę. Szczęśliwie stoliki oznaczone pierwszymi numerami znajdowały się niedaleko baru i tylko chwilę zajęło jej przepchnięcie się przez tłum.
- Wściekłe psy dla państwa – stanęła przed mężczyzną, na którego kolanach siedziała młoda kobieta. Kobieta uśmiechała się niemrawo i kiwała się bezwładnie, jakby w jej członkach zamiast kości znajdowała się gumowa tkanka. Tej pani wystarczy na dziś alkoholu, pomyślała Jerico. Rozstawiając szkło pochyliła się nad stolikiem i w tej chwili ktoś klepnął ją w tyłek.
Odwróciła się błyskawicznie i napotkała uśmiechniętą gębę jakiegoś chłopaka w kowbojskim kapeluszu.
- Podobało się, co? – jego usta poruszały się jak w spowolnionym tempie. Wyraźnie rozróżniała otwarte pory jego przepoconej skóry i strumyk śliny, który zbierał się w kąciku warg. Wyciągnął po raz kolejny rękę, żeby jej dotknąć.
Zamachnęła się, celując tacą w czoło.
Podłoga zaczęła drżeć.
Zatrzymała się w połowie ruchu, co sprawiło wrażenie, jakby chciała się podrapać po głowie i policzek przestał ją łaskotać w połowie tego gestu. Rozpaczliwym haustem wciągnęła potężny łyk powietrza.
Dotychczas tylko jej stopy odczuwały osobliwe drżenie zabrudzonego gumolitu, ale zdawała sobie sprawę, że nie ma wiele czasu. Jej uszu dobiegło ciche dzwonienie – to kieliszki na stoliku przed nią zaczynały dygotać.
Zignorowała dotyk cudzej ręki na swojej nodze i zaczęła się przepychać w stronę wyjścia. Ściany zdawały się przybliżać do niej, a drzwi dla personelu oddalać, kiedy uparcie dążyła w ich stronę, jak tonący do brzegu.
Kątem oka zobaczyła, że starszemu mężczyźnie przy barze zaczęły trząść się ręce – przyjrzał im się w obawie przed początkami choroby, ale były spokojne. Ponownie przyłożył rękę do chropowatej powierzchni drewna i natychmiast zaczęła drgać jak w konwulsjach. Masywna bryła barowej wyspy wibrowała.
Jednym susem przekroczyła próg szatni i wypuściła powietrze z płuc.
Wszystko ustało nagle, jak się zaczęło.
Nikt z obecnych nie zauważył niczego niezwykłego. Wesołe pokrzykiwania nie ustały, młoda kobieta nadal obojętnie siedziała na kolanach swojego partnera. Jedynie staruszek przy barze zagaił do barmana:
- Młodzieńcze, kto wam składał ten bar?
Ian wzruszył niedbale ramionami.
Jerico opadła na ławeczkę pod olejną ścianą i ukryła twarz w dłoniach. Przesiedziała w tej pozycji dłuższą chwilę, uspakajając oddech i nerwowe myśli, przeklinając w duchu własną porywczość i pijanych mężczyzn.
Tak niewiele brakowało.
Pasek od zegarka wbił się boleśnie w nadgarstek i podskoczyła w miejscu. Było już po szesnastej. Złapała za spodnie i pognała w kierunku wyjścia.
24.08.2010 o godz. 15:14
komentuj (4)





