Wyniki wyszukiwania: Wyjazd
Rozdział 1. " Wyjazd "
Leżąc ostatni raz w moim łóżku przetwarzałam sobie w myślach cały dzień. Lodowisko z dziewczynami. Bilard z chłopakami. Kino z Igorem i innymi. Break z wszystkimi moimi znajomymi. To pożeganie z nimi. Ich smutne twarze, aż do oczu napływają łzy. Postanowiłam o tym nie myśleć, chociaż to było zbyt trudne zadanie.
Odkręciłam się na drugi bok, zamknęłam oczy i odleciałam w krainę snu.
Rano.
Obudził mnie znów budzik. Wstałam szybko i spakowałam wszystkie ubrania, szczoteczkę do zębów, pastę i parę kosmetyków. Do torebki włożyłam szczotkę, gumkę do włosów, tusz do rzęs i drobne pieniądze.
Lotnisko.
-Boję się. – Zadrżałam w objęciach dziewczyn.
-Nie ma czego. – Pocieszyła mnie Wika.
-Jasne. Jakbyście słyszały o jakiejś katastrofie lotniczej to na pewno ja brałam w niej udział. – Kiwnęłam głową.
-Trzymamy cię za słowo. – Zaśmiała się Olka.
-Ta to jak zwykle musi wszystko obrócić w żart. – Uśmiechnęłam się szeroko i musnęłam policzek Oli.
-Samolot z Warszawy do Los Angeles startuje za dziesięć minut. Proszę pasażerów o wejście na pokład. – Zakomenderowała kobieta z mikrofonu.
-Kocham was. – Pocałowałam je w policzek na pożegnanie i pobiegłam w stronę wejścia na lotnisko.
-My też cię kochamy. – Krzyknęły za mną.
Poczułam, że oczy zaczynają mi się szklić. Cały obraz na około zaczął się rozmazywać i mało co widziałam. Podałam grzecznie bilet jakiejś kobiecie… albo mężczyźnie. I pobiegłam do samolotu. Miejsce miałam obok jakiejś dziewczynki. Miała najwyżej dwanaście lat. Jej proste blond włosy idealnie podkreślały jej rysy twarzy. Jej figura była drobna, a na jej twarzyczce nie mogłam odnaleźć uśmiechu. Tego uśmiechu które ma każde dziecko. Uśmiech podekscytowania, radości z powodu lecenia samolotem. Siedziała przy oknie także mogła widzieć cały świat czego mi dane nie było, bo swoją głową nagle zasłoniła okno. Postanowiłam nie dłużyć sobie lotu więc wysłałam SMS’a do Wiki.
` Jak dolecę dam znać. Kocham Was bardzo mocno i tęsknię. ; ** `
Kiedy wcisnęłam przycisk ` Wyślij ` po policzku spłynęła mi łza. Założyłam słuchawki, włączyłam piosenkę PiH’a „ Przyjaciele „ zamknęłam oczy i zasnęłam.
-Przepraszam. – Ktoś mnie szturchnął.
-Co?! Gdzie jestem? – Drygnęłam rozglądając się po samolocie. Nie widziałam tej dziewczynki a przede mną stała stewardessa uśmiechając się dziwnie.
-Proszę pani. Jesteśmy w Los Angeles. Już wylądowaliśmy. – Kiwnęła głową.
-Aha, przepraszam i dziękuję. – Zabrałam torbę odpięłam pospiesznie pasy i wyszłam z samolotu. Tutaj było inaczej niż sobie to wyobrażałam, świeciło słońce, wiatr delikatnie muskał moją skórę, wszyscy byli inni niż w Polsce.
___________________________________
no jeszcze tu nie ma JB.^^
ale w drugim rozdziale na pewno się pojawi. jeszcze nie wiem dokładnie jak się tu operuje tymi różnymi rzeczami. xd
mam nadzieję, że początek się spodobał i zapraszam do komentowania. : ]
pozdrawiam : youdaone < 333333333
Leżąc ostatni raz w moim łóżku przetwarzałam sobie w myślach cały dzień. Lodowisko z dziewczynami. Bilard z chłopakami. Kino z Igorem i innymi. Break z wszystkimi moimi znajomymi. To pożeganie z nimi. Ich smutne twarze, aż do oczu napływają łzy. Postanowiłam o tym nie myśleć, chociaż to było zbyt trudne zadanie.
Odkręciłam się na drugi bok, zamknęłam oczy i odleciałam w krainę snu.
Rano.
Obudził mnie znów budzik. Wstałam szybko i spakowałam wszystkie ubrania, szczoteczkę do zębów, pastę i parę kosmetyków. Do torebki włożyłam szczotkę, gumkę do włosów, tusz do rzęs i drobne pieniądze.
Lotnisko.
-Boję się. – Zadrżałam w objęciach dziewczyn.
-Nie ma czego. – Pocieszyła mnie Wika.
-Jasne. Jakbyście słyszały o jakiejś katastrofie lotniczej to na pewno ja brałam w niej udział. – Kiwnęłam głową.
-Trzymamy cię za słowo. – Zaśmiała się Olka.
-Ta to jak zwykle musi wszystko obrócić w żart. – Uśmiechnęłam się szeroko i musnęłam policzek Oli.
-Samolot z Warszawy do Los Angeles startuje za dziesięć minut. Proszę pasażerów o wejście na pokład. – Zakomenderowała kobieta z mikrofonu.
-Kocham was. – Pocałowałam je w policzek na pożegnanie i pobiegłam w stronę wejścia na lotnisko.
-My też cię kochamy. – Krzyknęły za mną.
Poczułam, że oczy zaczynają mi się szklić. Cały obraz na około zaczął się rozmazywać i mało co widziałam. Podałam grzecznie bilet jakiejś kobiecie… albo mężczyźnie. I pobiegłam do samolotu. Miejsce miałam obok jakiejś dziewczynki. Miała najwyżej dwanaście lat. Jej proste blond włosy idealnie podkreślały jej rysy twarzy. Jej figura była drobna, a na jej twarzyczce nie mogłam odnaleźć uśmiechu. Tego uśmiechu które ma każde dziecko. Uśmiech podekscytowania, radości z powodu lecenia samolotem. Siedziała przy oknie także mogła widzieć cały świat czego mi dane nie było, bo swoją głową nagle zasłoniła okno. Postanowiłam nie dłużyć sobie lotu więc wysłałam SMS’a do Wiki.
` Jak dolecę dam znać. Kocham Was bardzo mocno i tęsknię. ; ** `
Kiedy wcisnęłam przycisk ` Wyślij ` po policzku spłynęła mi łza. Założyłam słuchawki, włączyłam piosenkę PiH’a „ Przyjaciele „ zamknęłam oczy i zasnęłam.
-Przepraszam. – Ktoś mnie szturchnął.
-Co?! Gdzie jestem? – Drygnęłam rozglądając się po samolocie. Nie widziałam tej dziewczynki a przede mną stała stewardessa uśmiechając się dziwnie.
-Proszę pani. Jesteśmy w Los Angeles. Już wylądowaliśmy. – Kiwnęła głową.
-Aha, przepraszam i dziękuję. – Zabrałam torbę odpięłam pospiesznie pasy i wyszłam z samolotu. Tutaj było inaczej niż sobie to wyobrażałam, świeciło słońce, wiatr delikatnie muskał moją skórę, wszyscy byli inni niż w Polsce.
___________________________________
no jeszcze tu nie ma JB.^^
ale w drugim rozdziale na pewno się pojawi. jeszcze nie wiem dokładnie jak się tu operuje tymi różnymi rzeczami. xd
mam nadzieję, że początek się spodobał i zapraszam do komentowania. : ]
pozdrawiam : youdaone < 333333333
09.02.2012 o godz. 18:36
komentuj (4)
Mamy w końcu tą upragnioną sobotę, żeby tylko ta pogoda była ładna, niestety u nas jest ciemno i zbiera się na deszcz. Nie odpowiada mi to zbytnio, bo jedziemy dzisiaj do teściów na obiadek, dawno już u nich nie byliśmy. Wprawdzie wracamy dzisiaj wieczorem do domu, ale wolałabym siedzieć w domu i się nigdzie nie ruszać. Jutro planuję mały shopping, Mama przesłała kilka złotych i będę mogła sobie nareszcie kupić nowe spodnie i jakiś fajny żakiecik, bo już od dawna poluję na odpowiedni i oryginalny model...
Aktualnie siedzę w łóżku, Ukochany robi śniadanie, po wstępnie zaserwowanej przeze mnie porannej pobudce ;) Który facet by takiej nie chciał...
Nie będę was tu deprawować, szczególnie tych młodocianych to maja dostęp do strony głównej i czytają wszystko jak leci. Koniec wywodów, biorę się za śniadanie i jedziemy, mam nadzieję, że szybko wrócimy do naszych kochanych szczurków, maleństwa mają taką frajdę w nowej klatce, że aż się miło patrzy :)
Aktualnie siedzę w łóżku, Ukochany robi śniadanie, po wstępnie zaserwowanej przeze mnie porannej pobudce ;) Który facet by takiej nie chciał...
Nie będę was tu deprawować, szczególnie tych młodocianych to maja dostęp do strony głównej i czytają wszystko jak leci. Koniec wywodów, biorę się za śniadanie i jedziemy, mam nadzieję, że szybko wrócimy do naszych kochanych szczurków, maleństwa mają taką frajdę w nowej klatce, że aż się miło patrzy :)
Jordi, Księciunio się poprawił hehe, także jest fajnie, dobrze i lepiej niż kiedykolwiek, no z wyjątkiem zdrowia. Tak jak wcześniej pisałam, Dziadkowie moi zachorowali na wirus żołądkowy i przy okazji się załapałam na rodzinne, masowe chorowanie. Dzisiaj o 4ej rano obudziłam się z takim bólem żołądka i bez wymiotów się nie obyło,katastrofa. Jak wstałam po 7ej to się dowiedziałam od Mojego, że się zaraził ode mnie i też mu niedobrze. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, jak się pozbyć tego cholerstwa, na Weekend jedziemy pociągiem do rodziców Mojego i 'mojej rodzinki'. Co do tego drugiego, to w ogóle mi się to nie widzi, ale cóż, trzeba odbębnić swoje, nie ma łatwo w życiu. Chyba tak zostaniemy na noc, w końcu jedziemy z pociągiem i psem, jesteśmy chorzy, nie chcę ryzykować, żeby ktoś z nas jeszcze osłabł i wylądował w szpitalu. Pójdę przy okazji tam do lekarza, przepisze nam jakieś leki i wrócimy do domu w niedzielę z pełnym pakietem zdrowia. Dzisiaj postanowiłam zostać w łóżku na czas nieobecności Mojego. A więc siedzę pod kołdrą, grzeję dupę i siedzę na internecie, brakuje mi jeszcze tylko kogoś, kto by mi usługiwał i przynosił jakieś picie i w ogóle. Tymczasem sama się muszę ruszać, sobie usługiwać, wymyślić jakiś 'lekki' obiad i pranie zrobić. Właśnie się pierze pierwsze pranie w pralce, a czekają jeszcze z trzy na mnie, idealnie. Ale kobieta musi być twarda, ktoś musi prowadzić gospodarstwo domowe, choć nie powiem, jak wczoraj weszłam do mieszkania, byłam bardzo mile zaskoczona, było tak czysto jak nigdy! Facet jednak jak chce, to potrafi :)
Wróciłam, nie będę pisała, że w końcu, bo ledwo co przeszłam przez drzwi w mieszkaniu i już zatęskniłam za Dziadkami... Nie powiem, cieszę się, naprawdę, zaraz zobaczę mojego chłopa, pies mnie przywitał radośnie choć przy okazji w sypialni zostawił niespodziankę w postaci dwóch 'klocków' i kałuży sików, ale spoko, jakoś to przeżyłam. Bidok ma problemy z brzuchem, więc mu wybaczę, ale ochrzan i tak musiał być, żeby sobie nie myślał na przyszłość, że to tak ładnie jest na powitanie komuś niespodziankę zgotować :) Fajnie jest być w swoich czterech ścianach, jest czysto, nawet kwiatek z powitalnym listem na mnie czekał, no no no :) Zobaczymy jak będzie, jak wróci ten mój panicz kochany. W Wałbrzychu było fajnie, ale niestety mój Dziadek wylądował w szpitalu, chwila strachu, dużo straconych nerwów, ale już jest dobrze. Zaatakował go wirus żołądkowy, najpierw babcię, potem Dziadka, on poszedł do pracy pomimo gorączki i zawrotów głowy i zemdlał na śniegu i tak leżał sam, nikt mu nie pomógł, dopiero jego zmiennik go zauważył. Bardzo się bałam o niego, strasznie. Kurwa, to życie jest straszne! Chwila moment i nie ma Twej ukochanej osoby przy Tobie, tyle lat swojego dzieciństwa spędziłam z Dziadkami, a teraz miałabym ich stracić? Wiem, że któregoś dnia to nastąpi,ale czuję, że się wtedy nie pozbieram... Byłam też u Prababci, słaba jest, nie ma na nic siły, mocy, wiecie o czym myślałam, jak byłam u niej? Że jeszcze kilka dobrych lat i może jej już nie być, chciałam tą myśl jakoś wytrącić z głowy, ale nie dało się, z ledwością powstrzymywałam łzy. Życie jest do dupy, naprawdę...
Ogarnę Wasze blogi w wolnej chwili, na razie muszę dojść do siebie.
No i auto zostawiłam u Dziadka, niestety mam wodę w baku i przez to przerywa mi co jakiś czas pracę silnika, z gaźnikiem też jest coś nie tak, heh. To tak dla tych, którzy się pasjonują autami i ich 'wnętrznościami' ;)
Ogarnę Wasze blogi w wolnej chwili, na razie muszę dojść do siebie.
No i auto zostawiłam u Dziadka, niestety mam wodę w baku i przez to przerywa mi co jakiś czas pracę silnika, z gaźnikiem też jest coś nie tak, heh. To tak dla tych, którzy się pasjonują autami i ich 'wnętrznościami' ;)
Dzisiaj jadę do Wałbrzycha do Dziadków, sama niestety. Wyjadę tak koło 10ej więc lekko po 12ej będę na miejscu, akurat na obiad. Nie chcę zostawiać Mojego tutaj, cały czas się zastanawiam, jak sobie da radę, co będzie jadł, masakra. Chyba trochę przesadzam z tym martwieniem się, w końcu to dorosły facet, ale nie potrafię inaczej. Zastanawiam się, czy pies będzie się zachowywał, jak będzie przez 8 godzin sam w domu, zabiję go, jak będzie inaczej. Wczoraj wyszliśmy na 5 minut do auta, by je posprzątać, wracamy, a ten pierdzielony głąb zjadł Mojemu trzy bułki z pracy, a leżały w naprawdę mało widocznym i niedostępnym miejscu. Rick dostał oczywiście odpowiedni wpierdol i siedział przez 2 godziny i udawał pokrzywdzonego psa. Śmieszy mnie to, jak ktoś mówi, że nie można dać psu klapsa, bo będzie miał skrzywioną psychikę, to tak jak z dziećmi. Czasem nie wystarczą słowa, muszą dostać klapsa, żeby zrozumieć, że nie wolno i tyle. Ja i mój brat nieraz dostawaliśmy od mamy po dupie, nawet pasem czasami, bo takie głupoty wyprawialiśmy, że dzisiaj się nie dziwię mojej mamie, jak to wspominam, naprawdę. W przypadku Ricka trzeba użyć krzyku i dwóch klapsów, bo to jest totalny tępol, ja kocham psy, każdego, ale naprawdę, no kurwa przysięgam, jeszcze nigdy nie spotkałam tak głupiego psa :D Porażka, ale i tak go kochamy, w końcu to nasz pies.
Nie chce mi się zejść na dół, na dwór, pakować torby do bagażnika i wyjeżdżać, cieszę się, że jadę do Dziadków, ale nie chcę być sama, bez Niego, strasznie Go Kocham. Przeżywam to jak mrówka powstanie, naprawdę, a to tylko 7-dniowy wyjazd, ja to jestem psychiczna...
Nie chce mi się zejść na dół, na dwór, pakować torby do bagażnika i wyjeżdżać, cieszę się, że jadę do Dziadków, ale nie chcę być sama, bez Niego, strasznie Go Kocham. Przeżywam to jak mrówka powstanie, naprawdę, a to tylko 7-dniowy wyjazd, ja to jestem psychiczna...





