Wyniki wyszukiwania: Rodzinka
Dzisiaj przyjadą do nas kolejne trzy szczurze dzieciątka, mają wprawdzie już ponad rok, ale dla mnie są to moje maleństwa. Nie wiem dlaczego, ale dzięki zwierzakom zaznaję ukojenia duszy, jest mi lepiej, gdy pomagam tym stworzeniom, gdy daję im miłość, ciepły dom i zrozumienie - rzeczy, których ja od swoich rodziców nigdy tak na prawdę nie zaznałam. Mam tylko je, mojego Ukochanego i Dziadków. Przelewam na nich nadmiar mojej miłości, uczuć i jest mi z tym dobrze. Wczoraj dzwoniłam do Dziadka, porozmawialiśmy sobie, po rozmowie czułam się bardzo dobrze, spełniona, chciałam płakać, a zarazem krzyczeć z radości. Nie brzmi to zbyt ciekawie, ale nie brakuje mi moich rodziców. Mamy owszem, czasem zatęsknię, pomyślę o niej, co tam u niej słychać, poubolewam nad tym, że mamy jako taki kontakt ze sobą. Ale ojciec? Kim jest ten człowiek tak naprawdę dla mnie? Interesuje się mną? Nie, nie interesuje. Przestań się tym zamartwiać, nie myśl o nim, krótki kontakt, kilka słów, wysłuchanie jego marudzenia i po sprawie. Spokój na kolejne tygodnie. Nie jest mi przykro, jest mi to obojętne choć czasem cierpię. Stałam się obojętna wobec niego. Chcę się uwolnić od tego, powiedzieć co czuję i myślę, odwrócić się na pięcie i już nigdy nie wrócić, nie nawiązywać kontaktu. Wiem, że wtedy zaznam tego spokoju, którego mi od 20 lat mojego życia brakuje. Muszę jeszcze tylko parę lat wytrzymać, przeczekać tą burzę, by potem móc z podniesioną głową przez nią przejść i z niej wyjść. Cała. Bez szwanku.
Tymczasem mam znów ta cholerną migrenę. Staram się o niej nie myśleć. Gapię się w ekran laptopa, dwa ogony czmychają po łóżku, Mój jet w pracy. Szukam ukojenia. Na krótko. Trzeba napisać do niego, mieć to z głowy, udawać, że jest niby w porządku. Jeszcze trochę i urwę kontakt, tak.
Już jutro Weekend, odpoczywamy, nigdzie nie jedziemy, zajmujemy się piątką szczuraków. Czekam na trzy kolejne szczęścia, zaraz pewnie do nas dotrą :)
Tymczasem mam znów ta cholerną migrenę. Staram się o niej nie myśleć. Gapię się w ekran laptopa, dwa ogony czmychają po łóżku, Mój jet w pracy. Szukam ukojenia. Na krótko. Trzeba napisać do niego, mieć to z głowy, udawać, że jest niby w porządku. Jeszcze trochę i urwę kontakt, tak.
Już jutro Weekend, odpoczywamy, nigdzie nie jedziemy, zajmujemy się piątką szczuraków. Czekam na trzy kolejne szczęścia, zaraz pewnie do nas dotrą :)
06.05.2011 o godz. 08:41
komentuj (19)
Dopiero co skończyłam pisać wypracowanie na jutrzejsze zajęcia i powiem szczerze, że już mi się nic nie chce. Nienawidzę pisać prac pisemnych, w liceum i gimnazjum uwielbiałam tą czynność, ale im starsza jestem, tym bardziej jestem przekonana, że tracę swój cenny czas na te głupoty. Ale nie ma bata, jutro na 8ą z powrotem na zajęcia, zaczynamy piekielny tydzień od nowa.
Dzisiaj pokłóciliśmy się już na amen, nie wytrzymałam już tej presji, zarzutów pod moim adresem, zwróciłam uwagę dość niespokojnym i wkurzonym tonem i zaczęło się. Jak to u nas bywa, takie kłótnie często eskalują nawet do rękoczynów, bo my jesteśmy takimi szatanami, najpierw się napieprzamy (nie przesadzając oczywiście), a potem znowu jest wielka nieskończona miłość, amen. Tak to już bywa, ale czasem chciałabym poprzestać na słowach, te nerwy mnie któregoś dnia zabiją, przysięgam. Nie dość że mój organizm już przechodzi katusze przez moje ciągłe nerwice, to ja jeszcze dolewam oliwy do ognia, no pięknie po prostu. Weekend jak zwykle szybko minął, nic konkretnego nie zrobiliśmy, no, adoptowaliśmy szczury, na co moja mama dzisiaj stwierdziła, gadając ze mną przez telefon, że na co mi te zwierzaki? A do cholery jasnej sama ma dwa szczuraki, bo ją zaraziłam miłością do tych wspaniałych gryzoni. Bądź tu mądry i pisz wiersze, po co mi takie pytania zadaje. Rodzinka twierdzi, że mam studia i nie potrzebują szczurów, ale pytam się po raz kolejny, w czym mi przeszkodzą te dwa ogonki? No w czym? Normalnie się uczę, gotuję, sprzątam, żyję, jem i śpię! Ale nie, oni tego nie rozumieją, jak stoi pusty dom, nie ma życia w nim, to człowiek chce mieć trochę radości, ale dorośli zawsze znajdą jakieś pieprzone ALE... Niech się odczepią, sama wiem, co jest dla mnie dobre, a co nie. Choć popełniam czasem błędy, ale kto ich nie popełnia, pytam się..?
Zaraz zjemy kawałek kolacji, wykąpię się, wygodnie rozłożę w łóżku i będę oglądała Top Gear, yeah!
A na koniec obiecane zdjęcia szczurasków plus jedno Rickunia, bo go tak bardzo kochamy, ogłaszam casting na imiona dla nich, bo nie mamy obecnie pomysłu :)
Tylko bez żadnych imion typu Macuś i Kajtuś poproszę :P
Dzisiaj pokłóciliśmy się już na amen, nie wytrzymałam już tej presji, zarzutów pod moim adresem, zwróciłam uwagę dość niespokojnym i wkurzonym tonem i zaczęło się. Jak to u nas bywa, takie kłótnie często eskalują nawet do rękoczynów, bo my jesteśmy takimi szatanami, najpierw się napieprzamy (nie przesadzając oczywiście), a potem znowu jest wielka nieskończona miłość, amen. Tak to już bywa, ale czasem chciałabym poprzestać na słowach, te nerwy mnie któregoś dnia zabiją, przysięgam. Nie dość że mój organizm już przechodzi katusze przez moje ciągłe nerwice, to ja jeszcze dolewam oliwy do ognia, no pięknie po prostu. Weekend jak zwykle szybko minął, nic konkretnego nie zrobiliśmy, no, adoptowaliśmy szczury, na co moja mama dzisiaj stwierdziła, gadając ze mną przez telefon, że na co mi te zwierzaki? A do cholery jasnej sama ma dwa szczuraki, bo ją zaraziłam miłością do tych wspaniałych gryzoni. Bądź tu mądry i pisz wiersze, po co mi takie pytania zadaje. Rodzinka twierdzi, że mam studia i nie potrzebują szczurów, ale pytam się po raz kolejny, w czym mi przeszkodzą te dwa ogonki? No w czym? Normalnie się uczę, gotuję, sprzątam, żyję, jem i śpię! Ale nie, oni tego nie rozumieją, jak stoi pusty dom, nie ma życia w nim, to człowiek chce mieć trochę radości, ale dorośli zawsze znajdą jakieś pieprzone ALE... Niech się odczepią, sama wiem, co jest dla mnie dobre, a co nie. Choć popełniam czasem błędy, ale kto ich nie popełnia, pytam się..?
Zaraz zjemy kawałek kolacji, wykąpię się, wygodnie rozłożę w łóżku i będę oglądała Top Gear, yeah!
A na koniec obiecane zdjęcia szczurasków plus jedno Rickunia, bo go tak bardzo kochamy, ogłaszam casting na imiona dla nich, bo nie mamy obecnie pomysłu :)
Tylko bez żadnych imion typu Macuś i Kajtuś poproszę :P
Jordi, Księciunio się poprawił hehe, także jest fajnie, dobrze i lepiej niż kiedykolwiek, no z wyjątkiem zdrowia. Tak jak wcześniej pisałam, Dziadkowie moi zachorowali na wirus żołądkowy i przy okazji się załapałam na rodzinne, masowe chorowanie. Dzisiaj o 4ej rano obudziłam się z takim bólem żołądka i bez wymiotów się nie obyło,katastrofa. Jak wstałam po 7ej to się dowiedziałam od Mojego, że się zaraził ode mnie i też mu niedobrze. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, jak się pozbyć tego cholerstwa, na Weekend jedziemy pociągiem do rodziców Mojego i 'mojej rodzinki'. Co do tego drugiego, to w ogóle mi się to nie widzi, ale cóż, trzeba odbębnić swoje, nie ma łatwo w życiu. Chyba tak zostaniemy na noc, w końcu jedziemy z pociągiem i psem, jesteśmy chorzy, nie chcę ryzykować, żeby ktoś z nas jeszcze osłabł i wylądował w szpitalu. Pójdę przy okazji tam do lekarza, przepisze nam jakieś leki i wrócimy do domu w niedzielę z pełnym pakietem zdrowia. Dzisiaj postanowiłam zostać w łóżku na czas nieobecności Mojego. A więc siedzę pod kołdrą, grzeję dupę i siedzę na internecie, brakuje mi jeszcze tylko kogoś, kto by mi usługiwał i przynosił jakieś picie i w ogóle. Tymczasem sama się muszę ruszać, sobie usługiwać, wymyślić jakiś 'lekki' obiad i pranie zrobić. Właśnie się pierze pierwsze pranie w pralce, a czekają jeszcze z trzy na mnie, idealnie. Ale kobieta musi być twarda, ktoś musi prowadzić gospodarstwo domowe, choć nie powiem, jak wczoraj weszłam do mieszkania, byłam bardzo mile zaskoczona, było tak czysto jak nigdy! Facet jednak jak chce, to potrafi :)
Po pierwsze, dziewczyny moje kochane, dziękuję Wam za te rady, pójdę do lekarza, jak tylko znajdę chwilę dla siebie. Po drugie, dzisiaj się w końcu czuję jak nowo narodzona. Wczoraj miałam jeszcze okazje wymiotować wieczorem, coś czuję, że się zatrułam tabletkami przeciwbólowymi,w ciągu 3 dni zjadłam ich aż 6, także nie zdziwiłabym się, ból żołądka miałam przy okazji niezły, nie wiem jakim cudem zasnęłam i spałam przez całą noc, jak kamień. Podejrzewam,że jeszcze przez kilka dni będę czuła skutki przedawkowania tabletek, ale trudno,muszę jakoś funkcjonować, zjeść przynajmniej coś. Tak przy okazji pragnę podkreślić, że w końcu mamy Weekend, właśnie Mój nam robi śniadanie, jak ja uwielbiam te dni, kiedy on ma wolne, śniadanie do łóżka i totalny chillout przez resztę dnia. Chcieliśmy dzisiaj jechać obejrzeć mieszkanie w okolicach Traugutta, jest bardzo ładne i w korzystnej cenie, ale jak podliczyliśmy wydatki, które by były związane z kolejną przeprowadzką, to nie mielibyśmy co jeść przez kolejne pół roku chyba... Dziadek wczoraj do mnie dzwonił, znowu dostałam sporą sumę od nich i wujka, gdyby ich nie było to nie moglibyśmy sobie czasem pozwolić na jakieś słodkości, albo piwko na przykład, nie mówiąc juz o paliwie. Nie mogę się doczekać, aż w końcu skończę studia, znajdę jakąś pracę i zacznę też zarabiać, będzie nam o wiele łatwiej i nie będę już zależna od rodziny, ale jestem bardzo wdzięczna, że mnie tak wspierają finansowo, mój ojciec niech się przy nich lepiej schowa, naprawdę. Mam nadzieję, że mama o mnie nie zapomni w tym miesiącu i prześle mi pieniądze, które mi się należą...
Plany na dzisiaj mamy następujące: śniadanie w łóżku, leniuchowanie, a potem idziemy do parku z naszym psiakiem, zapowiada się przepiękna pogoda, więc po co siedzieć w domu?
A Wam życzę wspaniałego, dłużącego się i ciekawego Weekendu :)
Plany na dzisiaj mamy następujące: śniadanie w łóżku, leniuchowanie, a potem idziemy do parku z naszym psiakiem, zapowiada się przepiękna pogoda, więc po co siedzieć w domu?
A Wam życzę wspaniałego, dłużącego się i ciekawego Weekendu :)
I'd catch a grenade for ya
Throw my hand on the blade for ya
I'd jump in front of a train for ya
You know I'd do anything for ya
I would go through all this pain,
Take a bullet straight through my brain
Dlaczego tą piosenkę lubię? Proste. Bo refren (wyżej) odzwierciedla jak najbardziej moją miłość do Ciebie. Może marudzę ostatnimi czasy, ale mi nigdy nie dogodzisz chyba. Choć brakuje mi tych motylków i w ogóle, ale po co ja się zamartwiam takimi błahostkami, skoro trzymamy się razem i wszystko co złe, do mnie nie dociera, bo zawsze mnie chronisz. Ale i tak jesteś wredną małpą, marudą i prawie zawsze wiesz lepiej :P
Taki mały, ładny wstęp, ale tak naprawdę to czuję się kijowo, głowa mnie zaczyna boleć, jest ciemno zimno i muszę zaraz iść z Rickiem na spacer, w końcu pies ma swoje potrzeby. Czeka mnie też dzisiaj nauka na egzamin na przyszły czwartek, cudownie, zajebiście. Udało mi się wygonić tego gnoma do legowiska, bo mi tu pierdział i leżał na kablach od laptopa, grrr...
Jutro jedziemy do naszych 'byłych' domów, trzeba pranie zrobić, naprawdę nie chcę tam jechać, pozostawiłam tam wszystkie swoje złe, negatywne, smutne emocje, zakończyłam tam najgorszy rozdział swojego życia, a pomimo tego za każdym razem muszę tam wracać, rozpruwać stare rany. Nie cierpię tego, boże, pomóż mi. A dlaczego tam muzę jeździć, bo jestem na razie uzależniona finansowo.600 zł dostałam od niego w tym miesiącu, co to za kwota? Zdołałam zapłacić jedynie za czynsz, a tak to liczę na Mamę i Dziadków którzy mi na szczęście pomagają. Na wakacje muszę znaleźć jakiś staż, pracę, chuj, będę rozdawała ulotki, ale muszę jakąś kasę uskrobać, bo jest mi cholernie głupio, że Mój wyrzuca co miesiąc całą wypłatę na nas. Jak skończę studia to będę ciężko pracowała, zarobię sto razy więcej niż On i oddam co do grosza, zasypię prezentami, oby takie głupkowate marzenia się spełniły :)
W sobotę wieczorem wracamy, nie chcę tam być, eh. Już mnie żołądek boli.
A jakie plany na dzisiaj? Nauka, obiad (italiano amore) i jedziemy do lekarza po leki dla naszej Kluseczki, skarbka malutkiego, Kochamy Was, Kluska i Ricki <3
Throw my hand on the blade for ya
I'd jump in front of a train for ya
You know I'd do anything for ya
I would go through all this pain,
Take a bullet straight through my brain
Dlaczego tą piosenkę lubię? Proste. Bo refren (wyżej) odzwierciedla jak najbardziej moją miłość do Ciebie. Może marudzę ostatnimi czasy, ale mi nigdy nie dogodzisz chyba. Choć brakuje mi tych motylków i w ogóle, ale po co ja się zamartwiam takimi błahostkami, skoro trzymamy się razem i wszystko co złe, do mnie nie dociera, bo zawsze mnie chronisz. Ale i tak jesteś wredną małpą, marudą i prawie zawsze wiesz lepiej :P
Taki mały, ładny wstęp, ale tak naprawdę to czuję się kijowo, głowa mnie zaczyna boleć, jest ciemno zimno i muszę zaraz iść z Rickiem na spacer, w końcu pies ma swoje potrzeby. Czeka mnie też dzisiaj nauka na egzamin na przyszły czwartek, cudownie, zajebiście. Udało mi się wygonić tego gnoma do legowiska, bo mi tu pierdział i leżał na kablach od laptopa, grrr...
Jutro jedziemy do naszych 'byłych' domów, trzeba pranie zrobić, naprawdę nie chcę tam jechać, pozostawiłam tam wszystkie swoje złe, negatywne, smutne emocje, zakończyłam tam najgorszy rozdział swojego życia, a pomimo tego za każdym razem muszę tam wracać, rozpruwać stare rany. Nie cierpię tego, boże, pomóż mi. A dlaczego tam muzę jeździć, bo jestem na razie uzależniona finansowo.600 zł dostałam od niego w tym miesiącu, co to za kwota? Zdołałam zapłacić jedynie za czynsz, a tak to liczę na Mamę i Dziadków którzy mi na szczęście pomagają. Na wakacje muszę znaleźć jakiś staż, pracę, chuj, będę rozdawała ulotki, ale muszę jakąś kasę uskrobać, bo jest mi cholernie głupio, że Mój wyrzuca co miesiąc całą wypłatę na nas. Jak skończę studia to będę ciężko pracowała, zarobię sto razy więcej niż On i oddam co do grosza, zasypię prezentami, oby takie głupkowate marzenia się spełniły :)
W sobotę wieczorem wracamy, nie chcę tam być, eh. Już mnie żołądek boli.
A jakie plany na dzisiaj? Nauka, obiad (italiano amore) i jedziemy do lekarza po leki dla naszej Kluseczki, skarbka malutkiego, Kochamy Was, Kluska i Ricki <3





