Wyniki wyszukiwania: Referat
Znalezione filmy dla Referat:
Brak.
Wrócił. Choć było oczywiste, że musiał kiedyś wrócić do szkoły (wyjątkowo paskudny przypadek anginy, jak powiedziała jego siostra panu Burnettowi), jego widok okazał się dla niej większym zaskoczeniem niż mogła przypuszczać. Kiedy go ujrzała wydawało jej się (choć potem nie była tego taka pewna), że ponad tłumem patrzy prosto na nią. Poraziło ją to i krew uderzyła jej do głowy, zupełnie jakby wypiła duszkiem kubek mocnej kawy; kiedy poprawiała ramię torby drżały jej ręce.
Potem zobaczyła, że stoi przy nim ktoś nowy. Był wysoki i w swojej wyniosłej urodzie podobny do towarzyszy. Ten na pewno ją widział – uśmiechał się przy tym ironicznie i jakby z wyższością, co natychmiast nastroiło ją względem niego antypatycznie. Pod wpływem takich spojrzeń niepokoiła się i miała wrażenie, że nie wie czegoś, o czym wszyscy wokół są dobrze poinformowani.
Na biologii siedziała jak na szpilkach, nie mogąc się doczekać lekcji literatury. Wmawiała sobie przy tym, ze przyczyną jej zdenerwowania jest fakt, że nauczyciel wpadł na pomysł pracy w grupach – i choć temat praca zespołowa nie należała do rzeczy, w której czuła się najlepiej, to samo zagadnienie było całkiem interesujące.
To było takie… normalne.
Na przekór emocjom buzującym w głowie, jej oblicze miało iście pokerowy wyraz.
Czas wlókł się niemiłosiernie, upływając leniwie na obliczaniu krzyżówek genetycznych, po to, żeby po kilku zadaniach błyskawicznie zbliżyć się do przerwy. Wskazówka zegara mozolnie wspięła się na dwunastkę i opadła błyskawicznie w dół, zatrzymując się na magicznej liczbie cztery przy wtórze donośnego dzwonka.
Usiadła obok Jane Craig. Pod nieobecność jej dotychczasowego sąsiada, pan Burnett przesadził ją do jednej ze środkowej ławek, aby uniknąć bezproduktywnego lenienia się na jego zajęciach. Początkowo cieszyła się z takiego obrotu sprawy, lecz kiedy ławka trzy rzędy za nią coraz dłużej pozostawała pusta, zaczęło jej dokuczać towarzystwo gadatliwej Jane. Dziewczyna najwyraźniej chciała się z nią zaprzyjaźnić, na co ona nie miała najmniejszej ochoty. To była jedna z tego rodzaju nastolatek, które nadmiernie interesują się chłopakami i smarują twarze pomarańczowymi fluidami. Jerico nie należała do żadnej z tych kategorii. To nie znaczyło, że w czymś czuła się lepsza; po prostu miała inne zainteresowania.
Nie zauważyła, żeby on wchodził do klasy i naszło ją złe przeczucie, że w ogóle nie pojawi się na lekcji literatury. Jednak kiedy odwróciła się do tyłu, siedział już na swoim miejscu, ze wzrokiem utkwionym w niej. Czując się zdemaskowana, natychmiast obróciła się w stronę tablicy.
- Na poprzednich zajęciach zapowiedziałem pracę zespołową – nauczyciel zabrał głos. – Zapoznałem się bliżej z tematem, mnogością interpelacji i możliwości ich zastosowań w projektach, na podstawie czego doszedłem do kilku zmian w organizacji…
Uczniowie pochylili się, notując kolejne tytuły tematów. Jerico miała nieodpartą chęć ponownego zajrzenia za siebie, ale ją powstrzymała. Ktoś dotknął jej ramienia. Wzdrygnęła się, instynktownie omal nie wykręcając ręki potencjalnemu napastnikowi, ale na szczęście się w porę uświadomiła sobie miejsce pobytu – to Jane podawała jej świstek papieru. Zerkając na pana Burnetta, otworzyła liścik.
- …zamiast podziału na pięcioosobowe grupy zdecydowałem, że odpowiedniejszą formą będzie…
Serce zabiło jej mocniej. Wydawało jej się to niemożliwe, chociaż…
Przybrała zblazowaną minę i zadała krótkie pytanie:
- Kto?
Jane złapała za długopis i napisała na odwrocie okładki zeszytu:
Jerico zmusiła się, żeby nie prychnąć. Kojarzyła Dana z przerw międzylekcyjnych – grał w szkolnej drużynie koszykówki i rozpychał się ze swoimi kolesiami na korytarzach. Było jasne, że do college’u dostanie się tylko i wyłącznie dzięki dobrym wynikom w piłce, nic poza tym. Nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Czyżby spodziewała się jakiejś konkretnej? Zganiła siebie w myślach za głupie przypuszczenia. Głupie, bezpodstawne przypuszczenia.
Pomijając drobny fakt, że nie miała telefonu.
Nie zaszczycając jej spojrzeniem, oddała Jane pustą karteczkę.
Bo czyją, jak nie przygłupiego koszykarza, miała zwrócić uwagę?
Z ponurych rozważań wyrwał ją głos nauczyciela.
- …podzieliłem klasę na kilkanaście dwuosobowych grup, dobraną pod względem wiedzy i osobistych predyspozycji. Waszym zadaniem będzie zredagowanie referatu na wybrany z proponowanych przeze mnie tematów. Tymczasem zapoznam was z listą; jeśli komuś nie odpowiada jego partner, proszony jest o zgłaszanie pretensji po zajęciach, nie będziemy na to tracić cennego czasu lekcyjnego.
Wspaniale, pomyślała Jerico. Wprost wspaniale. Nie dość, że musiałam znosić towarzystwo Jane na lekcjach, to będę się z nią spotykać poza szkołą.
- Uwaga, czytam listę! Nie będę powtarzał, więc roztargnionych proszę o chwilę cierpliwości! Avery Mark – Johnson Dominik, Baker Thomas – Gomez Robert…
Jane zwróciła się ku niej.
- Wygląda na to, że będziemy pracować razem – powiedziała to pełnym dystansu tonem: najwyraźniej miała jej za złe, że odmówiła podania swojego numeru telefonu. Sama Jerico zdawała sobie sprawę, że zachowała się jak naburmuszona księżniczka, za co było jej wstyd, choć niezupełnie do końca – Ostatnio razem pracowałyśmy. Kojarzysz w ogóle coś z tego tematu?
- …Burton Hanna – Willis David…
Jerico skinęła w milczeniu głową. W tej chwili bardzo brakowało jej papierosa.
- …Cullen Jasper – Jones Jerico…
Wywołana prawie podskoczyła na miejscu. Podczas gdy profesor wyczytywał kolejne nazwiska, ona wreszcie odważyła się spojrzeć do tyłu. Jasper właśnie był zajęty wkładaniem książki do torby i nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi.
Jane, która została przydzielona do klasowego błazna, o rok starszego Vincenta „Kurczaka” Thompsona, spojrzała na nią z zazdrością.
- No, no, Cullen – cmoknęła. – Tej się trafiło…
- Hej, Craig! To kiedy umawiamy się na pisanko?
Przewróciła oczami.
- Koniec! Czy wszyscy znają nazwisko partnera? Czy jest ktoś, komu nie odpowiada jego grupa?
Jerico zerknęła na nadąsaną minę Jane i naszło ją przeczucie, że ona miałaby coś do powiedzenia na ten temat. Sama bała się odwrócić, żeby nie spotkać niezadowolonego spojrzenia swojego partnera.
- Wszystkim pasuje? Doskonale! W takim razie proszę po cichutku przesiąść się w parach i rozmówić się co do szczegółów.

Odwróciła się z pytającym wyrazem twarzy do tyłu – w końcu, kto do kogo powinien się przysiąść? Jasper poklepał znaczącym gestem wolne miejsce obok. Tak więc założyła plecak na jedno ramię i wyszła w jego stronę; za swoimi plecami usłyszała jeszcze, jak Kurczak komplementuje dekolt Jane.
Usiadła na samym brzegu krzesła. Teraz, kiedy znalazła się tak blisko, nie mogła się zmusić do spojrzenia na niego.
Nie, żeby była skrępowana. Po prostu… blat ławki miał naprawdę interesujący wzór.
- Więc będziemy pracować nad wspólnym tematem – powiedział.
- No… tak – nerwowym gestem odrzuciła włosy z czoła. Przed lekcją związała je w ciasny ogon, ale niesforne kosmyki zawsze znalazły sposób, żeby się wydostać, co nieźle działało jej na nerwy. Przypuszczała, iż kiedyś wkurzy ją to do tego stopnia, że nie oglądając się każe fryzjerowi obciąć skórę głowy na zero.
- W takim razie powiedz mi, co proponujesz?
W końcu spojrzała na niego. Pod oczami miał cienie i był bledszy niż reszta uczniów (co w tym klimacie należało do normy), ale poza tym prezentował się całkiem dobrze. Widok jego miodowych oczu sprawił, że przez chwilę zaniemówiła, ale zaraz się przywołała do porządku.
- Co przez to rozumiesz? – pytanie było sformułowane cokolwiek nieznacznie. Gdyby od niej to zależało, zaproponowałaby mu wyjazd na Syberię, żeby tylko przestała robić z siebie idiotkę.
Przyglądał jej się z zainteresowaniem.
- Gdzie się spotkamy, żeby zacząć pracę nad referatem – odparł łagodnie.
- Może zaczniemy od wyboru tematu? – zauważyła. Spojrzała na niego z boku – Notowałeś?
Kiedy potwierdził, przysunęła jego zeszyt do siebie i utkwiła wzrok w zapisanych linijkach. Jej brwi zmarszczyły się w skupieniu i po chwili wystrzeliły w górę, w niedyskretnej manifestacji zdziwienia.
- Co to ma być? – oskarżycielskim gestem wskazała na gęsto zapisaną kartkę. – Bazgrzesz jak kura pazurem!
Ostrożnie wziął od niej zeszyt i z udawaną powagą zmierzył wzrokiem jego zawartość.
- Nie wydaje mi się – uśmiechnął się, prezentując urocze dołki w policzkach. – Moje pismo jest niczego sobie. Może ktoś ma problem ze wzrokiem?
Wydęła wargi.
- Zobaczymy – pochyliła się nad zeszytem. Wskazała palcem jeden z akapitów. – Ten prezentuje się całkiem ciekawie.
Zbliżył się, żeby poznać jej wybór i ich głowy znalazły się blisko siebie.
- Jesteś pewna? – upewnił się.
Spojrzała na niego i przyłapała go na wzroku utkwionym w jej twarzy. Patrzył jej prosto w oczy. Była tak blisko, że widziała wyraźnie mała bliznę na jego prawym łuku brwiowym. Miała absurdalną ochotę ją pogłaskać.
Niemal stykali się nosami.
Nerwowy śmiech wydostał się z jej ust, zanim zdążyła zareagować.
- Nie mam pojęcia, co tam pisze – odchyliła się na krześle, tuszując niezręczność sytuacji – ale wygląda najlepiej.
Podrapał się po grzbiecie nosa. Najwyraźniej nie tylko ona była zakłopotana chwilą rozkojarzenia. Rzucił okiem na wskazany przez nią punkt.
- Szaleństwo Lady Makbet, jego przyczyny i wpływ na małżonka – wyrecytował. – Dobry temat. Przyznam, że masz dobry cel.
- W sumie, podoba mi się – powiedziała, ignorując naciągany komplement. – Zostajemy przy nim czy strzelamy dalej?
Zamaszystym gestem zakreślił koło na zdaniu.
- Zostajemy.
Po tym słowie zamilkli oboje. Szum wokół nich narastał, inni najwyraźniej nie mieli takiej łatwości w znalezieniu odpowiedniego zagadnienia. Jerico z wymuszoną uwagą obserwowała Kurczaka toczącego zaparty bój z Jane, zastanawiając się w duchu, czy powinna zapytać go o przebieg jego choroby. Porzuciła tą myśl tak szybko jak się pojawiła, w obawie, że Jasper za wiele sobie pomyśli o jej dobrym poinformowaniu.
- Pewnie powtórzę się z moim pytaniem – odezwał się nagle – ale masz jakiś pomysł odnośnie miejsca naszej wspólnej pracy?
Oczyma wyobraźni ujrzała swój pokój na poddaszu – z obdartymi ścianami spod których połyskiwały cegły i blaszanymi meblami, nie mówiąc o tym, co powiedziałaby pani Marsh na temat przyprowadzenia gościa – w dodatku gościa płci męskiej. Poczuła, jak rumieniec wstydu zalewa jej policzki. Odpowiedziała szybko:
- U mnie odpada – zaraz uderzając się w myślach w czoło. Zabrzmiała w swoich uszach co najmniej niegościnnie. Dorzuciła natychmiast – możemy spotkać się po zajęciach w którejś z kawiarni i w spokoju obgadać podstawowe rzeczy.
Nie odpowiedział od razu, najwyraźniej przetrawiając jakiś pomysł w swojej głowie.
- Możemy popracować u mnie – powiedział w końcu. – Mam dość miejsca, poza tym zazwyczaj jest cicho i mielibyśmy spokój.
Nie zastanowiła się nad znaczeniem słów „zazwyczaj jest cicho”, zamiast tego zobaczyła siebie, wchodzącą do jego domu i potykającą się o jakąś cenną wazę z epoki Ming i zrobiło jej się słabo.
- Nie, nie – zaprzeczyła uprzejmie. – Kawiarnia będzie najlepsza. Niedaleko miejsca mojej pracy jest lokal, w którym studenci często odrabiają zadania.
W tej chwili zabrzmiał dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Uczniowie poderwali się gwałtownie z ławek i rzucili się hurmem do drzwi. Ona także podniosła się z miejsca i założyła pasek plecaka na ramię.
- Gdzie pracujesz? – zapytał ją w trakcie wydostawania się na korytarz.
Wyraźnie się zawahała, powiedziała jednak:
- W Cafedrinterii – a widząc jego zdziwione spojrzenie, dodała – to w miasteczku.
W końcu wydostali się na korytarz i skierowali się w stronę stołówki.
- W tygodniu pracuję popołudniami, po szkole, a w weekendy od rana do szesnastej – przekrzykiwała szum dziesiątek trampek szurających po kafelkach przy wtórze głośnych rozmów – jak ci pasuje.
Sprawiał wrażenie zaszokowanego. Jerico nie miała pojęcia, co z jej słów mogło wywołać w nim zdumienie.
- Wpadnę po ciebie w sobotę – stwierdził.
Nagle przed nimi wyrosła drobna figurka uśmiechniętej dziewczyny. Jerico natychmiast rozpoznała w niej przyszywaną siostrę Jaspera, Alice.
- Witaj, Alice – powiedział Jasper. Dziewczyna zmierzyła ją wzrokiem, w którym serdeczność walczyła z ostrożnością – poznaj moją koleżankę, Jerico – uprzejmie skinęły do siebie głowami.
- Jerico.
- Alice, miło mi ciebie poznać – uśmiechnęła się do niej i co wydało się z kolei jej zaskakujące – uścisnęła jej mocno dłoń. Miała bardzo zimną rękę.
W tej samej chwili Tony pojawił się na piętrze. Postąpił kilka kroków i nieruchomiał, najwyraźniej na widok jej towarzystwa.
- Hej, Tony! – pomachała do niego nad głowami tłumu. – Na razie – rzuciła do Jaspera i znikła.
Jasper przez chwilę obserwował, jak Jerico ginie w tłumie i spojrzał na Alice. Jej wstrząśnięty wyraz twarzy sprowadził go na ziemię.
- Musimy porozmawiać – powiedziała.
Potem zobaczyła, że stoi przy nim ktoś nowy. Był wysoki i w swojej wyniosłej urodzie podobny do towarzyszy. Ten na pewno ją widział – uśmiechał się przy tym ironicznie i jakby z wyższością, co natychmiast nastroiło ją względem niego antypatycznie. Pod wpływem takich spojrzeń niepokoiła się i miała wrażenie, że nie wie czegoś, o czym wszyscy wokół są dobrze poinformowani.
Na biologii siedziała jak na szpilkach, nie mogąc się doczekać lekcji literatury. Wmawiała sobie przy tym, ze przyczyną jej zdenerwowania jest fakt, że nauczyciel wpadł na pomysł pracy w grupach – i choć temat praca zespołowa nie należała do rzeczy, w której czuła się najlepiej, to samo zagadnienie było całkiem interesujące.
To było takie… normalne.
Na przekór emocjom buzującym w głowie, jej oblicze miało iście pokerowy wyraz.
Czas wlókł się niemiłosiernie, upływając leniwie na obliczaniu krzyżówek genetycznych, po to, żeby po kilku zadaniach błyskawicznie zbliżyć się do przerwy. Wskazówka zegara mozolnie wspięła się na dwunastkę i opadła błyskawicznie w dół, zatrzymując się na magicznej liczbie cztery przy wtórze donośnego dzwonka.
Usiadła obok Jane Craig. Pod nieobecność jej dotychczasowego sąsiada, pan Burnett przesadził ją do jednej ze środkowej ławek, aby uniknąć bezproduktywnego lenienia się na jego zajęciach. Początkowo cieszyła się z takiego obrotu sprawy, lecz kiedy ławka trzy rzędy za nią coraz dłużej pozostawała pusta, zaczęło jej dokuczać towarzystwo gadatliwej Jane. Dziewczyna najwyraźniej chciała się z nią zaprzyjaźnić, na co ona nie miała najmniejszej ochoty. To była jedna z tego rodzaju nastolatek, które nadmiernie interesują się chłopakami i smarują twarze pomarańczowymi fluidami. Jerico nie należała do żadnej z tych kategorii. To nie znaczyło, że w czymś czuła się lepsza; po prostu miała inne zainteresowania.
Nie zauważyła, żeby on wchodził do klasy i naszło ją złe przeczucie, że w ogóle nie pojawi się na lekcji literatury. Jednak kiedy odwróciła się do tyłu, siedział już na swoim miejscu, ze wzrokiem utkwionym w niej. Czując się zdemaskowana, natychmiast obróciła się w stronę tablicy.
- Na poprzednich zajęciach zapowiedziałem pracę zespołową – nauczyciel zabrał głos. – Zapoznałem się bliżej z tematem, mnogością interpelacji i możliwości ich zastosowań w projektach, na podstawie czego doszedłem do kilku zmian w organizacji…
Uczniowie pochylili się, notując kolejne tytuły tematów. Jerico miała nieodpartą chęć ponownego zajrzenia za siebie, ale ją powstrzymała. Ktoś dotknął jej ramienia. Wzdrygnęła się, instynktownie omal nie wykręcając ręki potencjalnemu napastnikowi, ale na szczęście się w porę uświadomiła sobie miejsce pobytu – to Jane podawała jej świstek papieru. Zerkając na pana Burnetta, otworzyła liścik.
- …zamiast podziału na pięcioosobowe grupy zdecydowałem, że odpowiedniejszą formą będzie…
Ktoś chce twój numer telefonu
Serce zabiło jej mocniej. Wydawało jej się to niemożliwe, chociaż…
Przybrała zblazowaną minę i zadała krótkie pytanie:
- Kto?
Jane złapała za długopis i napisała na odwrocie okładki zeszytu:
Danny
Jerico zmusiła się, żeby nie prychnąć. Kojarzyła Dana z przerw międzylekcyjnych – grał w szkolnej drużynie koszykówki i rozpychał się ze swoimi kolesiami na korytarzach. Było jasne, że do college’u dostanie się tylko i wyłącznie dzięki dobrym wynikom w piłce, nic poza tym. Nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Czyżby spodziewała się jakiejś konkretnej? Zganiła siebie w myślach za głupie przypuszczenia. Głupie, bezpodstawne przypuszczenia.
Pomijając drobny fakt, że nie miała telefonu.
Nie zaszczycając jej spojrzeniem, oddała Jane pustą karteczkę.
Bo czyją, jak nie przygłupiego koszykarza, miała zwrócić uwagę?
Z ponurych rozważań wyrwał ją głos nauczyciela.
- …podzieliłem klasę na kilkanaście dwuosobowych grup, dobraną pod względem wiedzy i osobistych predyspozycji. Waszym zadaniem będzie zredagowanie referatu na wybrany z proponowanych przeze mnie tematów. Tymczasem zapoznam was z listą; jeśli komuś nie odpowiada jego partner, proszony jest o zgłaszanie pretensji po zajęciach, nie będziemy na to tracić cennego czasu lekcyjnego.
Wspaniale, pomyślała Jerico. Wprost wspaniale. Nie dość, że musiałam znosić towarzystwo Jane na lekcjach, to będę się z nią spotykać poza szkołą.
- Uwaga, czytam listę! Nie będę powtarzał, więc roztargnionych proszę o chwilę cierpliwości! Avery Mark – Johnson Dominik, Baker Thomas – Gomez Robert…
Jane zwróciła się ku niej.
- Wygląda na to, że będziemy pracować razem – powiedziała to pełnym dystansu tonem: najwyraźniej miała jej za złe, że odmówiła podania swojego numeru telefonu. Sama Jerico zdawała sobie sprawę, że zachowała się jak naburmuszona księżniczka, za co było jej wstyd, choć niezupełnie do końca – Ostatnio razem pracowałyśmy. Kojarzysz w ogóle coś z tego tematu?
- …Burton Hanna – Willis David…
Jerico skinęła w milczeniu głową. W tej chwili bardzo brakowało jej papierosa.
- …Cullen Jasper – Jones Jerico…
Wywołana prawie podskoczyła na miejscu. Podczas gdy profesor wyczytywał kolejne nazwiska, ona wreszcie odważyła się spojrzeć do tyłu. Jasper właśnie był zajęty wkładaniem książki do torby i nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi.
Jane, która została przydzielona do klasowego błazna, o rok starszego Vincenta „Kurczaka” Thompsona, spojrzała na nią z zazdrością.
- No, no, Cullen – cmoknęła. – Tej się trafiło…
- Hej, Craig! To kiedy umawiamy się na pisanko?
Przewróciła oczami.
- Koniec! Czy wszyscy znają nazwisko partnera? Czy jest ktoś, komu nie odpowiada jego grupa?
Jerico zerknęła na nadąsaną minę Jane i naszło ją przeczucie, że ona miałaby coś do powiedzenia na ten temat. Sama bała się odwrócić, żeby nie spotkać niezadowolonego spojrzenia swojego partnera.
- Wszystkim pasuje? Doskonale! W takim razie proszę po cichutku przesiąść się w parach i rozmówić się co do szczegółów.

Odwróciła się z pytającym wyrazem twarzy do tyłu – w końcu, kto do kogo powinien się przysiąść? Jasper poklepał znaczącym gestem wolne miejsce obok. Tak więc założyła plecak na jedno ramię i wyszła w jego stronę; za swoimi plecami usłyszała jeszcze, jak Kurczak komplementuje dekolt Jane.
Usiadła na samym brzegu krzesła. Teraz, kiedy znalazła się tak blisko, nie mogła się zmusić do spojrzenia na niego.
Nie, żeby była skrępowana. Po prostu… blat ławki miał naprawdę interesujący wzór.
- Więc będziemy pracować nad wspólnym tematem – powiedział.
- No… tak – nerwowym gestem odrzuciła włosy z czoła. Przed lekcją związała je w ciasny ogon, ale niesforne kosmyki zawsze znalazły sposób, żeby się wydostać, co nieźle działało jej na nerwy. Przypuszczała, iż kiedyś wkurzy ją to do tego stopnia, że nie oglądając się każe fryzjerowi obciąć skórę głowy na zero.
- W takim razie powiedz mi, co proponujesz?
W końcu spojrzała na niego. Pod oczami miał cienie i był bledszy niż reszta uczniów (co w tym klimacie należało do normy), ale poza tym prezentował się całkiem dobrze. Widok jego miodowych oczu sprawił, że przez chwilę zaniemówiła, ale zaraz się przywołała do porządku.
- Co przez to rozumiesz? – pytanie było sformułowane cokolwiek nieznacznie. Gdyby od niej to zależało, zaproponowałaby mu wyjazd na Syberię, żeby tylko przestała robić z siebie idiotkę.
Przyglądał jej się z zainteresowaniem.
- Gdzie się spotkamy, żeby zacząć pracę nad referatem – odparł łagodnie.
- Może zaczniemy od wyboru tematu? – zauważyła. Spojrzała na niego z boku – Notowałeś?
Kiedy potwierdził, przysunęła jego zeszyt do siebie i utkwiła wzrok w zapisanych linijkach. Jej brwi zmarszczyły się w skupieniu i po chwili wystrzeliły w górę, w niedyskretnej manifestacji zdziwienia.
- Co to ma być? – oskarżycielskim gestem wskazała na gęsto zapisaną kartkę. – Bazgrzesz jak kura pazurem!
Ostrożnie wziął od niej zeszyt i z udawaną powagą zmierzył wzrokiem jego zawartość.
- Nie wydaje mi się – uśmiechnął się, prezentując urocze dołki w policzkach. – Moje pismo jest niczego sobie. Może ktoś ma problem ze wzrokiem?
Wydęła wargi.
- Zobaczymy – pochyliła się nad zeszytem. Wskazała palcem jeden z akapitów. – Ten prezentuje się całkiem ciekawie.
Zbliżył się, żeby poznać jej wybór i ich głowy znalazły się blisko siebie.
- Jesteś pewna? – upewnił się.
Spojrzała na niego i przyłapała go na wzroku utkwionym w jej twarzy. Patrzył jej prosto w oczy. Była tak blisko, że widziała wyraźnie mała bliznę na jego prawym łuku brwiowym. Miała absurdalną ochotę ją pogłaskać.
Niemal stykali się nosami.
Nerwowy śmiech wydostał się z jej ust, zanim zdążyła zareagować.
- Nie mam pojęcia, co tam pisze – odchyliła się na krześle, tuszując niezręczność sytuacji – ale wygląda najlepiej.
Podrapał się po grzbiecie nosa. Najwyraźniej nie tylko ona była zakłopotana chwilą rozkojarzenia. Rzucił okiem na wskazany przez nią punkt.
- Szaleństwo Lady Makbet, jego przyczyny i wpływ na małżonka – wyrecytował. – Dobry temat. Przyznam, że masz dobry cel.
- W sumie, podoba mi się – powiedziała, ignorując naciągany komplement. – Zostajemy przy nim czy strzelamy dalej?
Zamaszystym gestem zakreślił koło na zdaniu.
- Zostajemy.
Po tym słowie zamilkli oboje. Szum wokół nich narastał, inni najwyraźniej nie mieli takiej łatwości w znalezieniu odpowiedniego zagadnienia. Jerico z wymuszoną uwagą obserwowała Kurczaka toczącego zaparty bój z Jane, zastanawiając się w duchu, czy powinna zapytać go o przebieg jego choroby. Porzuciła tą myśl tak szybko jak się pojawiła, w obawie, że Jasper za wiele sobie pomyśli o jej dobrym poinformowaniu.
- Pewnie powtórzę się z moim pytaniem – odezwał się nagle – ale masz jakiś pomysł odnośnie miejsca naszej wspólnej pracy?
Oczyma wyobraźni ujrzała swój pokój na poddaszu – z obdartymi ścianami spod których połyskiwały cegły i blaszanymi meblami, nie mówiąc o tym, co powiedziałaby pani Marsh na temat przyprowadzenia gościa – w dodatku gościa płci męskiej. Poczuła, jak rumieniec wstydu zalewa jej policzki. Odpowiedziała szybko:
- U mnie odpada – zaraz uderzając się w myślach w czoło. Zabrzmiała w swoich uszach co najmniej niegościnnie. Dorzuciła natychmiast – możemy spotkać się po zajęciach w którejś z kawiarni i w spokoju obgadać podstawowe rzeczy.
Nie odpowiedział od razu, najwyraźniej przetrawiając jakiś pomysł w swojej głowie.
- Możemy popracować u mnie – powiedział w końcu. – Mam dość miejsca, poza tym zazwyczaj jest cicho i mielibyśmy spokój.
Nie zastanowiła się nad znaczeniem słów „zazwyczaj jest cicho”, zamiast tego zobaczyła siebie, wchodzącą do jego domu i potykającą się o jakąś cenną wazę z epoki Ming i zrobiło jej się słabo.
- Nie, nie – zaprzeczyła uprzejmie. – Kawiarnia będzie najlepsza. Niedaleko miejsca mojej pracy jest lokal, w którym studenci często odrabiają zadania.
W tej chwili zabrzmiał dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Uczniowie poderwali się gwałtownie z ławek i rzucili się hurmem do drzwi. Ona także podniosła się z miejsca i założyła pasek plecaka na ramię.
- Gdzie pracujesz? – zapytał ją w trakcie wydostawania się na korytarz.
Wyraźnie się zawahała, powiedziała jednak:
- W Cafedrinterii – a widząc jego zdziwione spojrzenie, dodała – to w miasteczku.
W końcu wydostali się na korytarz i skierowali się w stronę stołówki.
- W tygodniu pracuję popołudniami, po szkole, a w weekendy od rana do szesnastej – przekrzykiwała szum dziesiątek trampek szurających po kafelkach przy wtórze głośnych rozmów – jak ci pasuje.
Sprawiał wrażenie zaszokowanego. Jerico nie miała pojęcia, co z jej słów mogło wywołać w nim zdumienie.
- Wpadnę po ciebie w sobotę – stwierdził.
Nagle przed nimi wyrosła drobna figurka uśmiechniętej dziewczyny. Jerico natychmiast rozpoznała w niej przyszywaną siostrę Jaspera, Alice.
- Witaj, Alice – powiedział Jasper. Dziewczyna zmierzyła ją wzrokiem, w którym serdeczność walczyła z ostrożnością – poznaj moją koleżankę, Jerico – uprzejmie skinęły do siebie głowami.
- Jerico.
- Alice, miło mi ciebie poznać – uśmiechnęła się do niej i co wydało się z kolei jej zaskakujące – uścisnęła jej mocno dłoń. Miała bardzo zimną rękę.
W tej samej chwili Tony pojawił się na piętrze. Postąpił kilka kroków i nieruchomiał, najwyraźniej na widok jej towarzystwa.
- Hej, Tony! – pomachała do niego nad głowami tłumu. – Na razie – rzuciła do Jaspera i znikła.
Jasper przez chwilę obserwował, jak Jerico ginie w tłumie i spojrzał na Alice. Jej wstrząśnięty wyraz twarzy sprowadził go na ziemię.
- Musimy porozmawiać – powiedziała.
19.08.2010 o godz. 21:14
komentuj (3)





