Wyniki wyszukiwania: Po szlabanie
Znalezione filmy dla Po szlabanie:
Brak.
To Emmet miał za zadanie opiekować się Aleksynem w pierwszych dniach jego edukacji z tej oczywistej przyczyny, że odtąd mieli uczęszczać do tej samej klasy. Nie wiedzieć jednak czemu, wysiadając ze swojej alfy romeo do razu przyczepił się do Jaspera. Mimo interwencji Carlisle uparł się, że nie będzie z nikim dzielił wozu – i tak za sukces można było uznać przekonanie go, iż zwykli uczniowie nie dojeżdżają do szkoły Maybachami i nie mają osobistych szoferów (Ale jak to? zapytał skrzywdzonym tonem dziecka, któremu odmówiono należnej porcji deseru).
Jaspera drażniła jego paniczykowatość, przejawiająca się w zblazowanym manifestowaniu własnego statusu. Sam nie odczuwał takiej potrzeby – wiedział, że stać go na wiele rzeczy i świadomość tego w pełni go satysfakcjonowała. I tak wystarczająco odstawali od pozostałych mieszkańców – urażone spojrzenia były często zbyt wymowne.
A temu półgłówkowi zachciało się kreować się na syna arabskiego szejka, akurat wtedy, kiedy on nie chciał się wyróżniać.
Jego szlaban obejmował także wyjazdy do miasteczka, z tego powodu nie miał okazji przyjrzeć się bliżej tajemniczej dziewczynie. Wiedział tylko, że była przysposobionym dzieckiem pani Marsh – kobiety, o której wiedział tylko tyle, że wyglądała jak pan Marsh i pracowała kiedyś w szkolnej kuchni dopóki nie wyrzucono jej za podkradanie żywności. Podświadomie czuł, że to nie dobrocią kierowała się przy wyborze opieki nad obcą nastolatką, ale czterdziestoma dolarami tygodniowo jakie opieka społeczna była zobowiązywana wypłacać.
Zauważył, że ludzie oglądają się na nich z zaciekawieniem. Dwójka chłopców przyglądała się z bezpiecznej odległości nowemu autu na parkingu, jakaś rudowłosa dziewczyna szeptała coś do swojej koleżanki, zerkając na nich spoza jej ramienia. Jasper rozpoznał w niej Hathie Williams, tą samą, która w zeszłym roku napastowała go dziwnymi kartkami miłosnymi. Nie był zainteresowany wizją dozgonnej miłości z osobą, której jedynym motywem była chęć zaimponowania znajomym i dopieczenia reszcie przyjaciółek. Od tamtej pory Hathie żywiła do niego nieco odmienne uczucia, czemu się specjalnie nie dziwił. Prościej rzecz ujmując, miała go za zadufanego w sobie palanta.
Spójrz tylko na nich! Cullen przyprowadził nowego!
Mam nadzieję, że nie okaże się takim dupkiem, jak nasz J a s p e r...
Zaklął w duchu. W tym roku obchodził swoje sto sześćdziesiąte szóste urodziny, a szesnastoletnia dziewczyna nazywała go dupkiem.
Oczywiście, nie umknęło im spektakularne pojawienie się nowego ucznia, Aleksyn o to zadbał. Rozglądał się teraz ciekawie po boisku, wysoki, ubrany w nieskazitelnie skrojony płaszcz i z idealnie ułożonymi płowymi włosami. Jasper niemal czuł, jak ten upaja się wywołanym zamieszaniem.
Rozległ się ryk, jakby rozwścieczony drapieżnik wydostał się z klatki, i dwa ciężkie motory wjechały na teren szkoły. Jeden z kierowców zahamował gwałtownie. Zatrzymał się w biegu w kałuży, wzniecając tym fontannę brudnej wody, która ochlapałaby jego towarzysza od kół motoru po samą głowę, gdyby ten nie uchylił zgrabnie maszyny i niemal poziomo nie prześlizgnął się po asfalcie. Zataczając idealny półokrąg, zatrzymał się z piskiem opon na miejscu parkingowym. Zdjął kask.
- Ty wariacie! – spod nakrycia wyjrzała uśmiechnięta, na przekór obraźliwym słowom twarz i kruczoczarna fala włosów opadła a ramiona. Jasper zamarł. – Naucz się jeździć!
To była Jerico, ale jakże odmieniona w swojej wesołości. Na twarz nie zostało śladu po siniaku i miała na sobie coś atrakcyjniejszego od nieforemnej bluzy z kapturem, w jakiej widział ją po raz pierwszy. Jej kompan, (który okazał się być mizerakiem w roboczym kombinezonie, jak czujnie zarejestrowały jego oczy), zawtórował jej śmiechem.
- I kto to mówi? Nie pouczaj pierwszego rajdowca w Michigan! – poklepał teatralnym gestem kupę złomu, którą właśnie postawił na stopce. Jego twarz wydawała się Jasperowi znajoma, ale nie mógł jej umiejscowić we własnych wspomnieniach.
Jerico zeskoczyła z siedzenia. Powiedziała coś do swojego kompana, na co on znowu się roześmiał, ale czego nie dosłyszał, bo przeszła przed nim grupka rozgadanych pierwszoroczniaków. W końcu przeszli, poganiani przez niego w myślach i zobaczył, jak tłumaczy coś, żywo gestykulując.
- …no i wtedy go wykręciłam i okazało się, że fakt, gaźnik cały zapchany!
Skierowali się w stronę prawego skrzydła szkolnego budynku, bez reszty pogrążeni w rozmowie, niezwracający uwagi na rozstępujący się przed nimi tłum.
Nagle drgnęła, jakby wyczuwając spojrzenie wypalające jej dziurę w plecach i odwróciła się w jego stronę.
Odruchowo spuścił wzrok, zupełnie jak dziecko przyłapane na kradzieży ciastka z kredensu, ale zaraz go podniósł.
Stała tam nieruchomo, niemal na drugim końcu boiska i wpatrywała się w niego, a ludzie przepływali między nimi, jak ruchomi statyści w jakimś niszowym przedstawieniu. Dla zwykłego człowieka jej oczy z daleka wyglądałyby jak zielone plamki na owalu białej twarzy, ale on widział je wyraźnie. Dwie szmaragdowe mozaiki na tle różu policzków.
Tęsknił za nią. Nie miał pojęcia skąd wzięło się w nim to doznanie, ale miło było na nią patrzeć.
Ktoś go pociągnął go za przegub ręki i zobaczył przy sobie Aleksyna.
- Czego chcesz? – warknął. Jerico i jej towarzysz zdążyli zniknąć we wnętrzu szkoły.
- To była ona? – wyszczerzył zęby w paskudnym uśmiechu. Ten grymas nie pasował do eleganckiej fryzury i skórzanej teczki. Przywodził na myśl przepitego hazardzistę, któremu zbyt długo dopisuje dobra passa i którego bawi rosnące zdenerwowanie zawodników przy stole. Jednym słowem, był to wkurzający uśmiech – ta czarnulka?
Wyrwał rękę z jego uścisku.
- Trzymaj się ode mnie z daleka – wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Co jest, chłopcy? – nie wiedzieć skąd pojawiła się przy nich Alice. Pytanie było czysto retoryczne, bowiem swoim darem zwęszyła konflikt jeszcze przed wyjazdem z domu, jednak zachowała w tej sprawie uprzejme milczenie. Zapoznała się z ostatnimi wydarzeniami i całą sobą popierała Jaspera, który był jej najbliższy z całej rodziny. – Aleksyn, zbieraj się, czas przywitać się z matematyką.
Kiedy Emmet jowialnym gestem objął Aleksyna ramieniem i niemal siłą pociągnął do klasy, Alice zbliżyła się do Jaspera. Zaraz usłyszał w swojej głowie pytanie.
To była ona?
W odpowiedzi skinął głową.
Szeroko się uśmiechnęła.
Weszli do budynku i Jasper minął w drzwiach chłopaka z miotłą, kompana Jerico. Ich spojrzenia skrzyżowały się przez ułamek sekundy i natychmiast go rozpoznał.
To był Naćpany Tony.
Jaspera drażniła jego paniczykowatość, przejawiająca się w zblazowanym manifestowaniu własnego statusu. Sam nie odczuwał takiej potrzeby – wiedział, że stać go na wiele rzeczy i świadomość tego w pełni go satysfakcjonowała. I tak wystarczająco odstawali od pozostałych mieszkańców – urażone spojrzenia były często zbyt wymowne.
A temu półgłówkowi zachciało się kreować się na syna arabskiego szejka, akurat wtedy, kiedy on nie chciał się wyróżniać.
Jego szlaban obejmował także wyjazdy do miasteczka, z tego powodu nie miał okazji przyjrzeć się bliżej tajemniczej dziewczynie. Wiedział tylko, że była przysposobionym dzieckiem pani Marsh – kobiety, o której wiedział tylko tyle, że wyglądała jak pan Marsh i pracowała kiedyś w szkolnej kuchni dopóki nie wyrzucono jej za podkradanie żywności. Podświadomie czuł, że to nie dobrocią kierowała się przy wyborze opieki nad obcą nastolatką, ale czterdziestoma dolarami tygodniowo jakie opieka społeczna była zobowiązywana wypłacać.
Zauważył, że ludzie oglądają się na nich z zaciekawieniem. Dwójka chłopców przyglądała się z bezpiecznej odległości nowemu autu na parkingu, jakaś rudowłosa dziewczyna szeptała coś do swojej koleżanki, zerkając na nich spoza jej ramienia. Jasper rozpoznał w niej Hathie Williams, tą samą, która w zeszłym roku napastowała go dziwnymi kartkami miłosnymi. Nie był zainteresowany wizją dozgonnej miłości z osobą, której jedynym motywem była chęć zaimponowania znajomym i dopieczenia reszcie przyjaciółek. Od tamtej pory Hathie żywiła do niego nieco odmienne uczucia, czemu się specjalnie nie dziwił. Prościej rzecz ujmując, miała go za zadufanego w sobie palanta.
Spójrz tylko na nich! Cullen przyprowadził nowego!
Mam nadzieję, że nie okaże się takim dupkiem, jak nasz J a s p e r...
Zaklął w duchu. W tym roku obchodził swoje sto sześćdziesiąte szóste urodziny, a szesnastoletnia dziewczyna nazywała go dupkiem.
Oczywiście, nie umknęło im spektakularne pojawienie się nowego ucznia, Aleksyn o to zadbał. Rozglądał się teraz ciekawie po boisku, wysoki, ubrany w nieskazitelnie skrojony płaszcz i z idealnie ułożonymi płowymi włosami. Jasper niemal czuł, jak ten upaja się wywołanym zamieszaniem.
Rozległ się ryk, jakby rozwścieczony drapieżnik wydostał się z klatki, i dwa ciężkie motory wjechały na teren szkoły. Jeden z kierowców zahamował gwałtownie. Zatrzymał się w biegu w kałuży, wzniecając tym fontannę brudnej wody, która ochlapałaby jego towarzysza od kół motoru po samą głowę, gdyby ten nie uchylił zgrabnie maszyny i niemal poziomo nie prześlizgnął się po asfalcie. Zataczając idealny półokrąg, zatrzymał się z piskiem opon na miejscu parkingowym. Zdjął kask.
- Ty wariacie! – spod nakrycia wyjrzała uśmiechnięta, na przekór obraźliwym słowom twarz i kruczoczarna fala włosów opadła a ramiona. Jasper zamarł. – Naucz się jeździć!
To była Jerico, ale jakże odmieniona w swojej wesołości. Na twarz nie zostało śladu po siniaku i miała na sobie coś atrakcyjniejszego od nieforemnej bluzy z kapturem, w jakiej widział ją po raz pierwszy. Jej kompan, (który okazał się być mizerakiem w roboczym kombinezonie, jak czujnie zarejestrowały jego oczy), zawtórował jej śmiechem.
- I kto to mówi? Nie pouczaj pierwszego rajdowca w Michigan! – poklepał teatralnym gestem kupę złomu, którą właśnie postawił na stopce. Jego twarz wydawała się Jasperowi znajoma, ale nie mógł jej umiejscowić we własnych wspomnieniach.
Jerico zeskoczyła z siedzenia. Powiedziała coś do swojego kompana, na co on znowu się roześmiał, ale czego nie dosłyszał, bo przeszła przed nim grupka rozgadanych pierwszoroczniaków. W końcu przeszli, poganiani przez niego w myślach i zobaczył, jak tłumaczy coś, żywo gestykulując.
- …no i wtedy go wykręciłam i okazało się, że fakt, gaźnik cały zapchany!
Skierowali się w stronę prawego skrzydła szkolnego budynku, bez reszty pogrążeni w rozmowie, niezwracający uwagi na rozstępujący się przed nimi tłum.
Nagle drgnęła, jakby wyczuwając spojrzenie wypalające jej dziurę w plecach i odwróciła się w jego stronę.
Odruchowo spuścił wzrok, zupełnie jak dziecko przyłapane na kradzieży ciastka z kredensu, ale zaraz go podniósł.
Stała tam nieruchomo, niemal na drugim końcu boiska i wpatrywała się w niego, a ludzie przepływali między nimi, jak ruchomi statyści w jakimś niszowym przedstawieniu. Dla zwykłego człowieka jej oczy z daleka wyglądałyby jak zielone plamki na owalu białej twarzy, ale on widział je wyraźnie. Dwie szmaragdowe mozaiki na tle różu policzków.
Tęsknił za nią. Nie miał pojęcia skąd wzięło się w nim to doznanie, ale miło było na nią patrzeć.
Ktoś go pociągnął go za przegub ręki i zobaczył przy sobie Aleksyna.
- Czego chcesz? – warknął. Jerico i jej towarzysz zdążyli zniknąć we wnętrzu szkoły.
- To była ona? – wyszczerzył zęby w paskudnym uśmiechu. Ten grymas nie pasował do eleganckiej fryzury i skórzanej teczki. Przywodził na myśl przepitego hazardzistę, któremu zbyt długo dopisuje dobra passa i którego bawi rosnące zdenerwowanie zawodników przy stole. Jednym słowem, był to wkurzający uśmiech – ta czarnulka?
Wyrwał rękę z jego uścisku.
- Trzymaj się ode mnie z daleka – wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Co jest, chłopcy? – nie wiedzieć skąd pojawiła się przy nich Alice. Pytanie było czysto retoryczne, bowiem swoim darem zwęszyła konflikt jeszcze przed wyjazdem z domu, jednak zachowała w tej sprawie uprzejme milczenie. Zapoznała się z ostatnimi wydarzeniami i całą sobą popierała Jaspera, który był jej najbliższy z całej rodziny. – Aleksyn, zbieraj się, czas przywitać się z matematyką.
Kiedy Emmet jowialnym gestem objął Aleksyna ramieniem i niemal siłą pociągnął do klasy, Alice zbliżyła się do Jaspera. Zaraz usłyszał w swojej głowie pytanie.
To była ona?
W odpowiedzi skinął głową.
Szeroko się uśmiechnęła.
Weszli do budynku i Jasper minął w drzwiach chłopaka z miotłą, kompana Jerico. Ich spojrzenia skrzyżowały się przez ułamek sekundy i natychmiast go rozpoznał.
To był Naćpany Tony.
19.08.2010 o godz. 13:52
komentuj (1)





