Wyniki wyszukiwania: Pierwsza konfrontacja
Znalezione filmy dla Pierwsza konfrontacja:
Brak.
Wszyscy wygodnie rozsiedli się na miejscach. Sala rozbrzmiała szmerem zasuwanych krzeseł i wszystkimi tymi odgłosami, jakie zazwyczaj towarzyszą uczniom przy rozpakowywaniu. Jasper Cullen właśnie wyciągał swój podręcznik do literatury, kiedy drzwi ponownie się otworzyły i stanęła w nich nowa dziewczyna, ta sama, którą Rosalie skrytykowała na boisku.
Oczywiście, nie powiedziała tego głośno. Jednak on sam nie zawsze kontrolował własny umysł, a Rosalie (którą nauczyciel usadził na pierwszej ławce, bynajmniej nie ze względów pedagogicznych) niemal krzyczała w myślach nad jej prezencją…
Pan Burnett nie zwrócił uwagi na nowego przybysza, pochylony, bez reszty zagłębiony w lekturze dziennika. Dziewczyna przeszła przez całą klasę, nieznacznie rozglądając się za wolnym miejscem. Na głowie wciąż miała kaptur, teraz pociemniały od deszczu, mokre kosmyki włosów wymykały się spod materiału. Nie znajdując miejsca z przodu, nie pytając o zdanie usiadła na wolnym miejscu w jego ławce. Uniósł brwi, dając tym samym subtelny wyraz dezaprobaty, który, jak miał nadzieję, wywoła poczucie winy w nieokrzesanej dziewczynie, ale ona nie raczyła obdarzyć go spojrzeniem. Rzuciła pełnym niechęci gestem książkę na stół i założyła ręce na piersi.
Był bliski rzucenia jakiejś dyskretnej uwagi na temat jej zachowania, kiedy zsunęła kaptur z głowy. Zmierzwiła palcami ciemne włosy, rozsiewając wokół deszcz kropelek i miłej woni. W nozdrza uderzył go świeży zapach i natychmiast zaniechał kąśliwych komentarzy.
- Ty jesteś tą nową uczennicą? – zagaił ot, tak.
Spojrzała na niego bez słowa i wstrząsnął nim widok jej oczu, szeroko otwartych i zielonych jak młoda trawa. Jednak coś w tej twarzy było nie tak. Potrzebował chwili, żeby zorientować się, co psuło wrażenie – wielka fioletowa plama sińca ze szkarłatnym zadrapaniem w miejscu, w którym prawdopodobnie coś ciężkiego spotkało się z kością policzkową.
Zauważyła jego spojrzenie i natychmiast spuściła wzrok.
- Rozterki wewnętrzne człowieka u szczytu władzy – szum w klasie ustał tak szybko jak się pojawił, gdy rozbrzmiał w niej głos nauczyciela. – Makbet, proszę państwa.
Pan Burnett zadał im do przeczytania fragment aktu i przez chwilę słychać było tylko szelest kartek. Jasper również pochylił się nad swoją lekturą, całkiem zgrabnie udając zainteresowanie – przerabiał ten materiał dziesiątki razy i szczerze rzecz ujmując, zaczynało mu się to przykrzyć. Raczej wyczuł, niż usłyszał nerwowy ruch po swojej lewej stronie. Zerknął dyskretnie w tamtą stronę w sam raz żeby przekonać się, że jego nowa sąsiadka nie ma książki. Patrzyła nerwowo na nauczyciela, który kręcił się po klasie i doglądał pilności w wypełnianiu poleceń.
Jasper delikatnie przesunął książkę w bok, tak, że znajdowała się teraz dokładnie na środku ławki. Nowa podziękowała mu spojrzeniem i ponownie uderzyła go wyrazistość jej oczu.
Ale czy w jej wzroku nie było nic ponad wdzięczność? Czy nie kryło się w nim coś więcej? Coś jakby…
(strach)
niepewność?
- To pani jest naszym nowym przybytkiem, zgadza się?
Drgnęła. Nad ich ławką stał nauczyciel z dziennikiem w ręku i długopisem celował w coś, co prawdopodobnie miało wielkie znaczenie i znajdowało się u dołu strony. Spojrzał wyczekująco na dziewczynę.
- Nazwisko?
Nie wstała, odpowiadając, co w relacji z nauczycielami należało w tej szkole do rzadkości. Uczniowie z ulgą oderwali się od czytania i zwrócili się w ich stronę.
- Jerico Jones, panie profesorze.
Nauczyciel zaznaczył coś w swoim dzienniku, jakby nie dosłyszał ledwo dostrzegalnej nuty ironii w odpowiedzi. Jasper słyszał ją bardzo wyraźnie. Ta osoba nie darzyła pedagogów gorącym uczuciem.
- Skąd do nas przybywasz, Jones?
Potarła palcem grzbiet nosa. Zawahała się.
- Stan Nevada, Las Vegas.
W klasie zaszeleściło. Nieczęsto zdarzało się, żeby osoba z drugiego końca kraju przeprowadzała się do tak małej miejscowości. W dodatku mieszkająca dotychczas w takim miejscu jak rozpustne Las Vegas.
Czyjeś myśli wybiły się ponad inne.
Gdzie ona się uczyła? Na zapleczu klubu ze striptizem?
Jasper przewrócił oczami. Ludzka złośliwość nie ma granic.
Szepty wzrosły na tyle, że pan Burnett uznał za właściwe zareagować:
- Spokój! – Reszta natychmiast pilnie pochyliła się nad ławkami. Zwrócił się ponownie do Jerico – omawialiście już okres renesansu?
- Tak, panie profesorze. Aż po okres pozytywizmu do Faulknera.
Ponownie zakreślił coś w dzienniku. Zwiesił przez chwilę głowę nad świstkiem papieru i uśmiechnął się:
- Masz całkiem dobre recenzje, Jones. Na najbliższych zajęciach możesz się nieco nudzić, ale wzbogacisz swoją wiedzę o kilka faktów, jakie przeoczono w twojej poprzedniej szkole, z powodu różnic programowych – zmierzył wzrokiem Jaspera. Ten wyczytał zadowolenie w jego głowie i spłynęło na niego pewne przeczucie… – Przykładowo, dyskutując z panem Cullenem o wewnętrznym konflikcie Makbeta – …które się spełniło.
Zignorował pełen dezaprobaty wzrok Rosalie i zwrócił się rozpromieniony do Jerico, ale uśmiech spełzł mu z ust, kiedy zobaczył jej wyraz twarzy.
Była przerażona.
Tymczasem Burnett, najwyraźniej zadowolony ze swojego pomysłu, odszedł raźnym krokiem sprawdzić wiedzę pozostałych uczniów.
- Lionel, odłóż to pismo pornograficzne!
Odchrząknął, żeby nieco rozładować atmosferę.
- Więc… co sądzisz o Faulkne… Makbecie?
Powoli oderwała spojrzenie od jego ust i nagle się uśmiechnęła.
- Makbet. Właśnie – potrząsnęła głową. Napięcie znikło z jej twarzy, ale w jej ciele nadal było coś zwartego, jak w zwierzęciu szykującym się do skoku. Jasper nie wiedział skąd się wzięło ani czy nie było jego wymysłem wyobraźni, ale nie podobało mu się ani jedno, ani drugie. – Ty pierwszy.
Właśnie zastanawiał się, jakim cudem jej cera została taka jasna w słońcu Wielkiego Kanionu i nie dosłyszał pytania.
- Hm?
Spojrzała na niego z politowaniem.
- Pierwszy mówisz o Makbecie i tym jego konflikcie coś tam.
- Więc – poprawił się i przysunął swoje krzesło w jej kierunku. Obie dłonie położył na biurku w nieświadomym geście czystych intencji. Spojrzał jej prosto w oczy – panie przodem.
- Więc – przedrzeźniła go i odchyliła się do tyłu na krześle, w skupieniu odrywając nalepkę z kodem kreskowym z ołówka – moim zdaniem facet był idiotą.
Przysunął się jeszcze o kilka centymetrów.
- Tak? A to dlaczego?
Oparł się na łokciu i obserwował jak paznokciem obrywa krawędź papierka.
- Walczył o rzeczy, na których tak naprawdę mu nie zależało – teraz to ona nachyliła się nad blatem – w imię kogoś, w kogo tak naprawdę nie wierzył. – Wzruszyła ramionami. – Dla mnie to wyznacza definicję głupoty. Postępowanie wbrew sobie.
W końcu pozbyła się nalepki i zaczęła zdrapywać lakier. To zaczynało było denerwujące.
- Przestań maltretować ten ołówek – złapał ją za rękę.
Można powiedzieć, że od tego się zaczęło.
Jego dłoń przeszedł prąd, tak mocny, że spodziewał się zobaczyć strzelające iskry w miejscu, w którym zetknęły się ich ciała. Jerico odskoczyła jak oparzona, przyciskając swoją rękę do bluzy, z oczami wyolbrzymionymi przez zdumienie.
W końcu usłyszał bicie jej serca. Dziwił się, jak mógł go wcześniej nie słyszeć, skoro było tak głośne. Pracowało szybko, bez przerw, jak u małego wystraszonego ptaszka. Pasmo jej włosów musnęło wgłębienie w szyi i zapragnął dotknąć gładkiej skóry opuszkami palców, wyczuć pracujące pod nią tętno i przyłożyć tam wargi, żeby je uwolnić i posmakować go.
Nikt nie zwrócił uwagi na dziwną scenę, jakiej byli niemymi świadkami. Wszyscy pracowali w skupieniu nad własnymi tekstami. Pomyślał sobie, że nic się nie stanie, jeśli wyciągnie rękę i zanurzy ją w jej włosach.. tak lśniły te włosy, na pewno były miękkie w dotyku, ona cała musiała być miła w dotyku…
TRZASK.
Żelazne kleszcze zacisnęły się na jego ramionach. Podniósł głowę i zobaczył nad sobą twarz Rosalie. Miała zacięte usta i była bledsza niż zwykle, jeśli to było możliwe.
- Źle się poczułeś.
Rozejrzał się i nie zauważył nigdzie nauczyciela. Cała klasa pracowała z nadzwyczajną gorliwością, nad wyraz skupiona na wersach dramatu i dotarło do niego, że użyła swojego uroku żeby oczyścić im pole ucieczki.
Krzesło przy nim było puste. Uświadomił sobie, do czego omal się nie dopuścił i zdjęło go przerażenie.
- Rose… ja…
Zacisnęła dłonie jeszcze mocniej.
- Idziemy.
Oczywiście, nie powiedziała tego głośno. Jednak on sam nie zawsze kontrolował własny umysł, a Rosalie (którą nauczyciel usadził na pierwszej ławce, bynajmniej nie ze względów pedagogicznych) niemal krzyczała w myślach nad jej prezencją…
Pan Burnett nie zwrócił uwagi na nowego przybysza, pochylony, bez reszty zagłębiony w lekturze dziennika. Dziewczyna przeszła przez całą klasę, nieznacznie rozglądając się za wolnym miejscem. Na głowie wciąż miała kaptur, teraz pociemniały od deszczu, mokre kosmyki włosów wymykały się spod materiału. Nie znajdując miejsca z przodu, nie pytając o zdanie usiadła na wolnym miejscu w jego ławce. Uniósł brwi, dając tym samym subtelny wyraz dezaprobaty, który, jak miał nadzieję, wywoła poczucie winy w nieokrzesanej dziewczynie, ale ona nie raczyła obdarzyć go spojrzeniem. Rzuciła pełnym niechęci gestem książkę na stół i założyła ręce na piersi.
Był bliski rzucenia jakiejś dyskretnej uwagi na temat jej zachowania, kiedy zsunęła kaptur z głowy. Zmierzwiła palcami ciemne włosy, rozsiewając wokół deszcz kropelek i miłej woni. W nozdrza uderzył go świeży zapach i natychmiast zaniechał kąśliwych komentarzy.
- Ty jesteś tą nową uczennicą? – zagaił ot, tak.
Spojrzała na niego bez słowa i wstrząsnął nim widok jej oczu, szeroko otwartych i zielonych jak młoda trawa. Jednak coś w tej twarzy było nie tak. Potrzebował chwili, żeby zorientować się, co psuło wrażenie – wielka fioletowa plama sińca ze szkarłatnym zadrapaniem w miejscu, w którym prawdopodobnie coś ciężkiego spotkało się z kością policzkową.
Zauważyła jego spojrzenie i natychmiast spuściła wzrok.
- Rozterki wewnętrzne człowieka u szczytu władzy – szum w klasie ustał tak szybko jak się pojawił, gdy rozbrzmiał w niej głos nauczyciela. – Makbet, proszę państwa.
Pan Burnett zadał im do przeczytania fragment aktu i przez chwilę słychać było tylko szelest kartek. Jasper również pochylił się nad swoją lekturą, całkiem zgrabnie udając zainteresowanie – przerabiał ten materiał dziesiątki razy i szczerze rzecz ujmując, zaczynało mu się to przykrzyć. Raczej wyczuł, niż usłyszał nerwowy ruch po swojej lewej stronie. Zerknął dyskretnie w tamtą stronę w sam raz żeby przekonać się, że jego nowa sąsiadka nie ma książki. Patrzyła nerwowo na nauczyciela, który kręcił się po klasie i doglądał pilności w wypełnianiu poleceń.
Jasper delikatnie przesunął książkę w bok, tak, że znajdowała się teraz dokładnie na środku ławki. Nowa podziękowała mu spojrzeniem i ponownie uderzyła go wyrazistość jej oczu.
Ale czy w jej wzroku nie było nic ponad wdzięczność? Czy nie kryło się w nim coś więcej? Coś jakby…
(strach)
niepewność?
- To pani jest naszym nowym przybytkiem, zgadza się?
Drgnęła. Nad ich ławką stał nauczyciel z dziennikiem w ręku i długopisem celował w coś, co prawdopodobnie miało wielkie znaczenie i znajdowało się u dołu strony. Spojrzał wyczekująco na dziewczynę.
- Nazwisko?
Nie wstała, odpowiadając, co w relacji z nauczycielami należało w tej szkole do rzadkości. Uczniowie z ulgą oderwali się od czytania i zwrócili się w ich stronę.
- Jerico Jones, panie profesorze.
Nauczyciel zaznaczył coś w swoim dzienniku, jakby nie dosłyszał ledwo dostrzegalnej nuty ironii w odpowiedzi. Jasper słyszał ją bardzo wyraźnie. Ta osoba nie darzyła pedagogów gorącym uczuciem.
- Skąd do nas przybywasz, Jones?
Potarła palcem grzbiet nosa. Zawahała się.
- Stan Nevada, Las Vegas.
W klasie zaszeleściło. Nieczęsto zdarzało się, żeby osoba z drugiego końca kraju przeprowadzała się do tak małej miejscowości. W dodatku mieszkająca dotychczas w takim miejscu jak rozpustne Las Vegas.
Czyjeś myśli wybiły się ponad inne.
Gdzie ona się uczyła? Na zapleczu klubu ze striptizem?
Jasper przewrócił oczami. Ludzka złośliwość nie ma granic.
Szepty wzrosły na tyle, że pan Burnett uznał za właściwe zareagować:
- Spokój! – Reszta natychmiast pilnie pochyliła się nad ławkami. Zwrócił się ponownie do Jerico – omawialiście już okres renesansu?
- Tak, panie profesorze. Aż po okres pozytywizmu do Faulknera.
Ponownie zakreślił coś w dzienniku. Zwiesił przez chwilę głowę nad świstkiem papieru i uśmiechnął się:
- Masz całkiem dobre recenzje, Jones. Na najbliższych zajęciach możesz się nieco nudzić, ale wzbogacisz swoją wiedzę o kilka faktów, jakie przeoczono w twojej poprzedniej szkole, z powodu różnic programowych – zmierzył wzrokiem Jaspera. Ten wyczytał zadowolenie w jego głowie i spłynęło na niego pewne przeczucie… – Przykładowo, dyskutując z panem Cullenem o wewnętrznym konflikcie Makbeta – …które się spełniło.
Zignorował pełen dezaprobaty wzrok Rosalie i zwrócił się rozpromieniony do Jerico, ale uśmiech spełzł mu z ust, kiedy zobaczył jej wyraz twarzy.
Była przerażona.
Tymczasem Burnett, najwyraźniej zadowolony ze swojego pomysłu, odszedł raźnym krokiem sprawdzić wiedzę pozostałych uczniów.
- Lionel, odłóż to pismo pornograficzne!
Odchrząknął, żeby nieco rozładować atmosferę.
- Więc… co sądzisz o Faulkne… Makbecie?
Powoli oderwała spojrzenie od jego ust i nagle się uśmiechnęła.
- Makbet. Właśnie – potrząsnęła głową. Napięcie znikło z jej twarzy, ale w jej ciele nadal było coś zwartego, jak w zwierzęciu szykującym się do skoku. Jasper nie wiedział skąd się wzięło ani czy nie było jego wymysłem wyobraźni, ale nie podobało mu się ani jedno, ani drugie. – Ty pierwszy.
Właśnie zastanawiał się, jakim cudem jej cera została taka jasna w słońcu Wielkiego Kanionu i nie dosłyszał pytania.
- Hm?
Spojrzała na niego z politowaniem.
- Pierwszy mówisz o Makbecie i tym jego konflikcie coś tam.
- Więc – poprawił się i przysunął swoje krzesło w jej kierunku. Obie dłonie położył na biurku w nieświadomym geście czystych intencji. Spojrzał jej prosto w oczy – panie przodem.
- Więc – przedrzeźniła go i odchyliła się do tyłu na krześle, w skupieniu odrywając nalepkę z kodem kreskowym z ołówka – moim zdaniem facet był idiotą.
Przysunął się jeszcze o kilka centymetrów.
- Tak? A to dlaczego?
Oparł się na łokciu i obserwował jak paznokciem obrywa krawędź papierka.
- Walczył o rzeczy, na których tak naprawdę mu nie zależało – teraz to ona nachyliła się nad blatem – w imię kogoś, w kogo tak naprawdę nie wierzył. – Wzruszyła ramionami. – Dla mnie to wyznacza definicję głupoty. Postępowanie wbrew sobie.
W końcu pozbyła się nalepki i zaczęła zdrapywać lakier. To zaczynało było denerwujące.
- Przestań maltretować ten ołówek – złapał ją za rękę.
Można powiedzieć, że od tego się zaczęło.
Jego dłoń przeszedł prąd, tak mocny, że spodziewał się zobaczyć strzelające iskry w miejscu, w którym zetknęły się ich ciała. Jerico odskoczyła jak oparzona, przyciskając swoją rękę do bluzy, z oczami wyolbrzymionymi przez zdumienie.
W końcu usłyszał bicie jej serca. Dziwił się, jak mógł go wcześniej nie słyszeć, skoro było tak głośne. Pracowało szybko, bez przerw, jak u małego wystraszonego ptaszka. Pasmo jej włosów musnęło wgłębienie w szyi i zapragnął dotknąć gładkiej skóry opuszkami palców, wyczuć pracujące pod nią tętno i przyłożyć tam wargi, żeby je uwolnić i posmakować go.
Nikt nie zwrócił uwagi na dziwną scenę, jakiej byli niemymi świadkami. Wszyscy pracowali w skupieniu nad własnymi tekstami. Pomyślał sobie, że nic się nie stanie, jeśli wyciągnie rękę i zanurzy ją w jej włosach.. tak lśniły te włosy, na pewno były miękkie w dotyku, ona cała musiała być miła w dotyku…
TRZASK.
Żelazne kleszcze zacisnęły się na jego ramionach. Podniósł głowę i zobaczył nad sobą twarz Rosalie. Miała zacięte usta i była bledsza niż zwykle, jeśli to było możliwe.
- Źle się poczułeś.
Rozejrzał się i nie zauważył nigdzie nauczyciela. Cała klasa pracowała z nadzwyczajną gorliwością, nad wyraz skupiona na wersach dramatu i dotarło do niego, że użyła swojego uroku żeby oczyścić im pole ucieczki.
Krzesło przy nim było puste. Uświadomił sobie, do czego omal się nie dopuścił i zdjęło go przerażenie.
- Rose… ja…
Zacisnęła dłonie jeszcze mocniej.
- Idziemy.
18.08.2010 o godz. 21:08
komentuj (1)





