Wyniki wyszukiwania: NOS!
Znalezione filmy dla NOS!:
Brak.
i co.. i nic..
i jestem złaa..
kilka miesięcy temu poddałam się zabiegowi prostowania przegrody nosowej.. co było dla mnie niepojętym koszmarem..zabieg ten odbył się w Legnickim szpitalu i potem mogłam tylko żałować że zgodziłam się na znieczulenie miejscowe a nie na ogólne.. a to dlatego, że przeżyłam horror.. okropny ból..gdy po pół godziny zaczęło puszczać znieczulenie.. krzyczałam na pół oddziału było słychać..ryczałam jak bóbr.. aż przyszedł inny lekarz by zobaczyć co mi robią.. a mi po prostu na moich oczach rozcinali nosek i małym młoteczkiem łamali.. potem prostowali.. wszystko czułam ból nie do opisania.. jak by ktoś chciał Ci wyrwać mózg przez nos.. Bo takie miałam uczucie.. Bo grzebała mi baba tak głęboko jakimś haczykiem i coś wyciągała.. pewnie tą narośl przez którą miałam skrzywioną przegrodę, którą wcześniej rozkruszyła sobie takim małym młoteczkiem.. Krew lała mi się do buzi przez nos..miałam sączek.. ale to nic..
Krzyczałam że mnie boli.. i reakcji nie było żadnej.! Ani mnie nie zniedoczulili ani nic..
chciałam żeby to się wreszcie skończyło.. a że jestem silną kobietą zacisnęłam mocno pięści przetrwałam ten horror..Gdy już mi zszyła nos..wszystko mi było jedno.. trafiłam na salę.. i zasnęłam jak dziecko z wycieńczenia...A nie było łatwo zasnąć bo do nosa wsadziła mi ogromne ilości setonów (to taka sznurówka jak bandaż i ją zwija i wciska Ci głęboko do samego końca nosa aż w gardle czujesz, coś na kształt tamponady) bo tak to się nazywa..
Pomijając okropne szpitalne jedzenie..sama leżałam na sali przez 3 dni i nie wolno mi było chodzić..czułam się jak więzień..po tych 3 dniach wyciągnęli mi te tamponady w taki sposób że ordynator zawołał mnie do siebie i patrzyło jeszcze na to 2 praktykantów.. dali mi do rąk miskę taką "nereczkę".. Pociągnął za tą tamponadę i po prostu wyrwał mi ją z nosa.. krew buchnęła do tej miski i kazali mi wydmuchać nos..i patrzyli do środka.. stwierdzili że wszystko ok i kazali mi leżeć do jutra..Poleciały mi łzy i czułam się naprawdę jak bym miała depresję.. teraz już wiem co to znaczy operacja nosa i jest to horror tylko dla bardzo odpornych psychicznie..
Potem wypuścili mnie do domu i kazali przyjechać za 2 tyg. na zdjęcie szwów które były wewnątrz nosa..
To co mam do powiedzenia to to ..że kobieta która wyciągała mi te szwy z nosa chyba była ślepa..
Po jakimś miesiącu gdy już było wiadomo, że wszystko się ładnie goi okazało się że zostawiła mi w nosie nitkę, to znaczy nie usunęła wszystkich szwów..
Mało tego.. ciągle coś mnie swędziało w nosie i to głęboko w górze tam gdzie normalnie nie dosięgniesz palcem heh.. okazało się że "znalazłam" kolejną niewyciągniętą nitkę..
i co? i byłam u laryngologa.. Nie zrobiła z tym nic bo stwierdziła że mi to w niczym nie przeszkadza.. Tylko że mi akurat przeszkadzało.. bo kichałam co chwilę..swędziało mnie to.. drażniło.. no i cały czas jak małe dziecko pchałam przez to paluchy do nosa..w końcu nie wytrzymałam..a że jestem już odporna na wszystko..
mając cywilną odwagę sama wyciągnęłam jedną nitkę pęsetą! byłam z siebie dumna..
Ale co z tego jak nie mogę wyciągnąć tej co jest głębiej.. byłam z tym u lekarza i ona też nie mogła wyciągnąć.. i wiecie co zrobiła? po prostu ją przycięła tak do skóry..i co?
I teraz zaczyna tam się coś dziać.. bo ciągle mam zatkaną tą dziurkę, wypadają mi z niej zaschnięte kawałki ropy..wiem, że to mało przyjemne.. ale tak jest..
I co? I do tego zaczyna mnie drapać gardło..
a zdecydowałam się tylko dlatego na ten zabieg bo przed nim bardzo często chorowałam na anginę..i miałam duże skrzywienie przegrody (nie było tego widać na zewnątrz) ale jedną dziurkę miałam drożną tylko 10%..
a tu znów kłopoty..
i za co to? za to że miałam odwagę poddać się temu zabiegowi mimo iż bardzo się bałam>?
Dobija mnie to..:( a chciałam tylko normalnie oddychać pełną piersią i nie chorować.. :(
i jestem złaa..
kilka miesięcy temu poddałam się zabiegowi prostowania przegrody nosowej.. co było dla mnie niepojętym koszmarem..zabieg ten odbył się w Legnickim szpitalu i potem mogłam tylko żałować że zgodziłam się na znieczulenie miejscowe a nie na ogólne.. a to dlatego, że przeżyłam horror.. okropny ból..gdy po pół godziny zaczęło puszczać znieczulenie.. krzyczałam na pół oddziału było słychać..ryczałam jak bóbr.. aż przyszedł inny lekarz by zobaczyć co mi robią.. a mi po prostu na moich oczach rozcinali nosek i małym młoteczkiem łamali.. potem prostowali.. wszystko czułam ból nie do opisania.. jak by ktoś chciał Ci wyrwać mózg przez nos.. Bo takie miałam uczucie.. Bo grzebała mi baba tak głęboko jakimś haczykiem i coś wyciągała.. pewnie tą narośl przez którą miałam skrzywioną przegrodę, którą wcześniej rozkruszyła sobie takim małym młoteczkiem.. Krew lała mi się do buzi przez nos..miałam sączek.. ale to nic..
Krzyczałam że mnie boli.. i reakcji nie było żadnej.! Ani mnie nie zniedoczulili ani nic..
chciałam żeby to się wreszcie skończyło.. a że jestem silną kobietą zacisnęłam mocno pięści przetrwałam ten horror..Gdy już mi zszyła nos..wszystko mi było jedno.. trafiłam na salę.. i zasnęłam jak dziecko z wycieńczenia...A nie było łatwo zasnąć bo do nosa wsadziła mi ogromne ilości setonów (to taka sznurówka jak bandaż i ją zwija i wciska Ci głęboko do samego końca nosa aż w gardle czujesz, coś na kształt tamponady) bo tak to się nazywa..
Pomijając okropne szpitalne jedzenie..sama leżałam na sali przez 3 dni i nie wolno mi było chodzić..czułam się jak więzień..po tych 3 dniach wyciągnęli mi te tamponady w taki sposób że ordynator zawołał mnie do siebie i patrzyło jeszcze na to 2 praktykantów.. dali mi do rąk miskę taką "nereczkę".. Pociągnął za tą tamponadę i po prostu wyrwał mi ją z nosa.. krew buchnęła do tej miski i kazali mi wydmuchać nos..i patrzyli do środka.. stwierdzili że wszystko ok i kazali mi leżeć do jutra..Poleciały mi łzy i czułam się naprawdę jak bym miała depresję.. teraz już wiem co to znaczy operacja nosa i jest to horror tylko dla bardzo odpornych psychicznie..
Potem wypuścili mnie do domu i kazali przyjechać za 2 tyg. na zdjęcie szwów które były wewnątrz nosa..
To co mam do powiedzenia to to ..że kobieta która wyciągała mi te szwy z nosa chyba była ślepa..
Po jakimś miesiącu gdy już było wiadomo, że wszystko się ładnie goi okazało się że zostawiła mi w nosie nitkę, to znaczy nie usunęła wszystkich szwów..
Mało tego.. ciągle coś mnie swędziało w nosie i to głęboko w górze tam gdzie normalnie nie dosięgniesz palcem heh.. okazało się że "znalazłam" kolejną niewyciągniętą nitkę..
i co? i byłam u laryngologa.. Nie zrobiła z tym nic bo stwierdziła że mi to w niczym nie przeszkadza.. Tylko że mi akurat przeszkadzało.. bo kichałam co chwilę..swędziało mnie to.. drażniło.. no i cały czas jak małe dziecko pchałam przez to paluchy do nosa..w końcu nie wytrzymałam..a że jestem już odporna na wszystko..
mając cywilną odwagę sama wyciągnęłam jedną nitkę pęsetą! byłam z siebie dumna..
Ale co z tego jak nie mogę wyciągnąć tej co jest głębiej.. byłam z tym u lekarza i ona też nie mogła wyciągnąć.. i wiecie co zrobiła? po prostu ją przycięła tak do skóry..i co?
I teraz zaczyna tam się coś dziać.. bo ciągle mam zatkaną tą dziurkę, wypadają mi z niej zaschnięte kawałki ropy..wiem, że to mało przyjemne.. ale tak jest..
I co? I do tego zaczyna mnie drapać gardło..
a zdecydowałam się tylko dlatego na ten zabieg bo przed nim bardzo często chorowałam na anginę..i miałam duże skrzywienie przegrody (nie było tego widać na zewnątrz) ale jedną dziurkę miałam drożną tylko 10%..
a tu znów kłopoty..
i za co to? za to że miałam odwagę poddać się temu zabiegowi mimo iż bardzo się bałam>?
Dobija mnie to..:( a chciałam tylko normalnie oddychać pełną piersią i nie chorować.. :(
19.08.2010 o godz. 10:41
komentuj (1)





