Wyniki wyszukiwania: Mieszkanie
Znalezione filmy dla Mieszkanie:
Brak.
Po pierwsze, dziewczyny moje kochane, dziękuję Wam za te rady, pójdę do lekarza, jak tylko znajdę chwilę dla siebie. Po drugie, dzisiaj się w końcu czuję jak nowo narodzona. Wczoraj miałam jeszcze okazje wymiotować wieczorem, coś czuję, że się zatrułam tabletkami przeciwbólowymi,w ciągu 3 dni zjadłam ich aż 6, także nie zdziwiłabym się, ból żołądka miałam przy okazji niezły, nie wiem jakim cudem zasnęłam i spałam przez całą noc, jak kamień. Podejrzewam,że jeszcze przez kilka dni będę czuła skutki przedawkowania tabletek, ale trudno,muszę jakoś funkcjonować, zjeść przynajmniej coś. Tak przy okazji pragnę podkreślić, że w końcu mamy Weekend, właśnie Mój nam robi śniadanie, jak ja uwielbiam te dni, kiedy on ma wolne, śniadanie do łóżka i totalny chillout przez resztę dnia. Chcieliśmy dzisiaj jechać obejrzeć mieszkanie w okolicach Traugutta, jest bardzo ładne i w korzystnej cenie, ale jak podliczyliśmy wydatki, które by były związane z kolejną przeprowadzką, to nie mielibyśmy co jeść przez kolejne pół roku chyba... Dziadek wczoraj do mnie dzwonił, znowu dostałam sporą sumę od nich i wujka, gdyby ich nie było to nie moglibyśmy sobie czasem pozwolić na jakieś słodkości, albo piwko na przykład, nie mówiąc juz o paliwie. Nie mogę się doczekać, aż w końcu skończę studia, znajdę jakąś pracę i zacznę też zarabiać, będzie nam o wiele łatwiej i nie będę już zależna od rodziny, ale jestem bardzo wdzięczna, że mnie tak wspierają finansowo, mój ojciec niech się przy nich lepiej schowa, naprawdę. Mam nadzieję, że mama o mnie nie zapomni w tym miesiącu i prześle mi pieniądze, które mi się należą...
Plany na dzisiaj mamy następujące: śniadanie w łóżku, leniuchowanie, a potem idziemy do parku z naszym psiakiem, zapowiada się przepiękna pogoda, więc po co siedzieć w domu?
A Wam życzę wspaniałego, dłużącego się i ciekawego Weekendu :)
Plany na dzisiaj mamy następujące: śniadanie w łóżku, leniuchowanie, a potem idziemy do parku z naszym psiakiem, zapowiada się przepiękna pogoda, więc po co siedzieć w domu?
A Wam życzę wspaniałego, dłużącego się i ciekawego Weekendu :)
12.02.2011 o godz. 08:34
komentuj (8)
O 9.30 będę wiedziała, czy zdałam to badziewie czy nie. A ja co robię? Siedzę na Blo zamiast wsiąść do tramwaju i jechać na Uniwersytet. Nie chce mi się, z góry mi się wydaje, że nie zdałam, także napisałam do koleżanki, żeby sprawdziła mi wynik. Jak zdam to od razu pobiegnę na przystanek i pojadę po wpis, a jak nie, to muszę do 16ego lutego czekać i pójść tego dnia na poprawkę. Nie przejmuję się tym zbytnio, ale szczerze mówiąc chciałabym mieć to z głowy i mieć wpis w indeksie. Jutro jeszcze ustny egzamin z angielskiego i koniec sesji, przetrwałam to jakoś, nastresowałam się niepotrzebnie, a tu chodzi tylko o to, żeby wziąść się w garść, usiąść i się porządnie nauczyć. Żadna wielka filozofia, ale człowiek jak człowiek, to przesunie godzinę nauki, to znajdzie inne zajęcie, a naprawdę, w trakcie sesji telewizja i internet najbardziej przyciągają, jak nigdy. Złośliwość rzeczy martwych. No nic, a więc czekam.
Zmieniając temat, dzisiaj jest jeden z ważniejszych dni w roku, dzisiaj mamy 2. rocznicę naszego związku, jesteśmy 2 lata ze sobą. Dla jednych to jest mało, dla innych dużo, ale ja jestem bardzo szczęśliwa, że mogę dzielić swoje życie, swoje wzloty i upadki z mężczyzną, z którym chcę spędzić resztę życia. Mamy gorsze dni (jak nieraz było widać po notkach), ale kto ich nie ma? Ważne że się kochamy i możemy na sobie polegać. Zgrzyty i niedomówienia zawsze będą. Niestety, a może stety obędzie się bez żadnego obdarowywania, bo finanse na to nie pozwalają. Wczoraj znaleźliśmy w skrzynce pocztowej list od energetyki, wyszła z ostatnich 6 miesięcy niedopłata w wysokości 700zł (w tym rachunek za prąd ze stycznia). Zdziwienia i załamania nie dało się ukryć, ale cóż, co zrobisz, trzeba zacisnąć zęby, zebrać pieniądze do kupy i zapłacić ten pojebany rachunek. 2011 rok nie jest zbyt łaskawy dla nas, nie dość że ojciec sobie odjął 200zł od pieniędzy, które mi co miesiąc na studia dawał, to jeszcze wypłaty Mojego pozostawiają wiele do życzenia. No ale nie ma co się załamywać i trzeba iść z uśmiechem na twarzy przez życie. I tak mamy zamiar się wyprowadzić z tego mieszkania. Powód jest prosty: od kilku tygodni co chwile się pojawiają na ścianach grzyby. Gdybym wiedziała, że tak będzie, to bym w życiu się nie zgadzała na zamieszkanie w tym miejscu. Nie powiem, mieszkanie samo w sobie jest fajne, ale nie będę płaciła tyle pieniędzy miesięcznie za wdychanie grzybów. Niezłe inhalacje...
Ale co zrobić, trzeba zacisnąć na razie zęby, płacić rachunki, jakoś żyć i aplikować Domestos na ściany, takie życie.
Pocieszam się faktem, że w akademikach mają gorszą kiłę :P
Nie zdałam, trudno.
Zmieniając temat, dzisiaj jest jeden z ważniejszych dni w roku, dzisiaj mamy 2. rocznicę naszego związku, jesteśmy 2 lata ze sobą. Dla jednych to jest mało, dla innych dużo, ale ja jestem bardzo szczęśliwa, że mogę dzielić swoje życie, swoje wzloty i upadki z mężczyzną, z którym chcę spędzić resztę życia. Mamy gorsze dni (jak nieraz było widać po notkach), ale kto ich nie ma? Ważne że się kochamy i możemy na sobie polegać. Zgrzyty i niedomówienia zawsze będą. Niestety, a może stety obędzie się bez żadnego obdarowywania, bo finanse na to nie pozwalają. Wczoraj znaleźliśmy w skrzynce pocztowej list od energetyki, wyszła z ostatnich 6 miesięcy niedopłata w wysokości 700zł (w tym rachunek za prąd ze stycznia). Zdziwienia i załamania nie dało się ukryć, ale cóż, co zrobisz, trzeba zacisnąć zęby, zebrać pieniądze do kupy i zapłacić ten pojebany rachunek. 2011 rok nie jest zbyt łaskawy dla nas, nie dość że ojciec sobie odjął 200zł od pieniędzy, które mi co miesiąc na studia dawał, to jeszcze wypłaty Mojego pozostawiają wiele do życzenia. No ale nie ma co się załamywać i trzeba iść z uśmiechem na twarzy przez życie. I tak mamy zamiar się wyprowadzić z tego mieszkania. Powód jest prosty: od kilku tygodni co chwile się pojawiają na ścianach grzyby. Gdybym wiedziała, że tak będzie, to bym w życiu się nie zgadzała na zamieszkanie w tym miejscu. Nie powiem, mieszkanie samo w sobie jest fajne, ale nie będę płaciła tyle pieniędzy miesięcznie za wdychanie grzybów. Niezłe inhalacje...
Ale co zrobić, trzeba zacisnąć na razie zęby, płacić rachunki, jakoś żyć i aplikować Domestos na ściany, takie życie.
Pocieszam się faktem, że w akademikach mają gorszą kiłę :P
Nie zdałam, trudno.
Teraz to mogę w końcu pisać, jak ja się cieszę, tak mi brakowalo tego cholernego pisania. Niestety dzisiaj już jest niedziela, koniec laby i naprawdę fajnego Weekendu. Dzisiaj rano zrobiliśmy sobie mikołaja, hehe, ja podarowałam Mojemu książkę o psach, żeby mógł poczytać sobie troszkę przed naszą adopcją misiaczka ze schroniska, a ja dostałam zajebistą książkę kucharską Nigelli, będę miała nowe pomysły na obiadki. Właśnie wysłałam Skarbka po kolorową posypkę do ciastek, bo dzisiaj nie dość że robię pizzę na obiad to za chwilę się będę szykowała do pieczenia ciasteczek świątecznych. W końcu trzeba stworzyć świąteczną atmosferę w mieszkaniu :)
Im dłużej tu mieszkamy, tym coraz lepiej się tu czuję, jak u siebie w domu, wszystko ja tu udekorowałam, tyle miłości się wkłada w pomieszczenia, no i nasza Kluseczka w klatce dopełnia naszą małą rodzinkę (brakuje psiaka jeszcze).
Od kilku dni karmię ptaszki resztkami chleba i bułek, tak jakoś mi było ich szkoda i teraz codziennie rano siedzą u nas na parapecie i pukają w okno, czekając na kolejną porcję jedzonka.
Na dworze pizga, a ja leżę pod kołdrą i się grzeję, to mi się jak najbardziej podoba, żeby tylko jak najszybciej ta wiosna przyszła!!!
Peugeocik ma się dobrze, stoi pod domem i świeci swym pięknem :P Trochę przesadzam, ale codziennie kukam na to swoje autko i odgarniam ten popieprzony śnieg z niego, trochę to chore...
Im dłużej tu mieszkamy, tym coraz lepiej się tu czuję, jak u siebie w domu, wszystko ja tu udekorowałam, tyle miłości się wkłada w pomieszczenia, no i nasza Kluseczka w klatce dopełnia naszą małą rodzinkę (brakuje psiaka jeszcze).
Od kilku dni karmię ptaszki resztkami chleba i bułek, tak jakoś mi było ich szkoda i teraz codziennie rano siedzą u nas na parapecie i pukają w okno, czekając na kolejną porcję jedzonka.
Na dworze pizga, a ja leżę pod kołdrą i się grzeję, to mi się jak najbardziej podoba, żeby tylko jak najszybciej ta wiosna przyszła!!!
Peugeocik ma się dobrze, stoi pod domem i świeci swym pięknem :P Trochę przesadzam, ale codziennie kukam na to swoje autko i odgarniam ten popieprzony śnieg z niego, trochę to chore...
Mam w końcu chwilę czasu, po przeczytaniu większości Waszych blogów, żeby napisać co tam u mnie, jak żyję i czy w ogóle żyję. Z góry przepraszam, jeżeli ominęłam kilka blogów, ale dzisiaj nie byłam już w stanie Was wszystkich ogarnąć, nadrobię to, obiecuję.
Wrocław, jak Wrocław, moim zdaniem miasto jak każde inne w Polsce, kiedyś się nim tak fascynowałam, a teraz mieszkanką tego miejsca i gówno odczuwam tak naprawdę. Mój każdy dzień wygląda tak: wstajemy o 6.30, ja piję swoje kakao, Mój szykuje sobie kanapki i je śniadanie, przygotowywujemy się do wyjścia, ja idę w jedną, On w drugą stronę. Ja tramwaj, on auto i bye bye baby. Mój uniwerek jest nudny, że tak to nazwę. Moja grupa, H dokładniej (trzeba się pochwalić, a co) jest dość średnia na jeża. Kilka dziwek i zwykłe, normalne dziewczyny. Z tymi pierwszymi miałam w pierwszych dniach styczność, dopóki nie odkryłam ich 'powołania' do lekkich obyczajów i bezmózgiego życia plus zachowania all inclusive. A te drugie babki są całkiem spoko, pogadasz, pośmiejesz się i takie tam. Choć wszyscy wiemy, że ja tam nie jestem po to, żeby przyjaciół szukać, of course not. Ja tam tylko studiuję, jak ja to zawsze mówię, najfajniejszych znajomych mam na Blo i jest mi z tym dobrze. Choć ktoś by sobie mógł pomyśleć, czytając moją notkę, że ja to jakiś freak jestem, ale ja na żywo jestem tak samo otwarta na znajomości, jak tu, uwierzcie : Zresztą, z niektórymi osobami się spotkam na pewno na żywo, to Wam zdadzą relację co i jak jest ze mną nie tak, bądź na odwrót hehe :D
Moja szczurzyca ma na imię Kluska, pani Aga wygrała 'konkurs' na imię, że tak powiem. Podkreślam, że to biedne zwierze przez tydzień nie miało imienia, ale już na szczęście nie jest pokrzywdzona. Mówię Wam, jakie to jest fajne stworzenie, trochę capi, jak nasiura 10 litrów moczu, ale jest taka ciekawska i kochana że hej.
Właśnie zjadłam obiad u Mojego, jeszcze z dwie godziny i spadamy stąd, czas wracać do naszych gryzoni.
Dziwnie się tu przyjeżdża, z myślą, że nie jesteś już w tym i tym domu konkretnym domownikiem, ale tak już ma być, no co, przecież na tym nasze życie polega, co nie?
Moja auto nawala jak zwykle, skrzynia biegów działa wtedy, kiedy chce. To jest dość denerwujące i stresujące. Stoisz na skrzyżowaniu, masz zielone i chcesz ruszyć, a tu chuj, jedynka się nie wbija! Auta z tylu trąbią, nerwy są, a auto i tak swoje. Masakra, na szczęście da się też z dwójki i trójki ruszyć, ale na dłuższą metę jest kiepsko z takim ruszaniem. Szkoda gadać, naprawdę.
W następny Weekend jedziemy do moich Dziadków, do Wałbrzycha, stamtąd zawożę z Dziadkiem auto do Polkowic do wujka, na przegląd i naprawę, zobaczymy, co się będzie dało zrobić za mało pieniędzy...
W tym tygodniu będę, a raczej powinnam już mieć internet, także do usłyszenia kochani
Wrocław, jak Wrocław, moim zdaniem miasto jak każde inne w Polsce, kiedyś się nim tak fascynowałam, a teraz mieszkanką tego miejsca i gówno odczuwam tak naprawdę. Mój każdy dzień wygląda tak: wstajemy o 6.30, ja piję swoje kakao, Mój szykuje sobie kanapki i je śniadanie, przygotowywujemy się do wyjścia, ja idę w jedną, On w drugą stronę. Ja tramwaj, on auto i bye bye baby. Mój uniwerek jest nudny, że tak to nazwę. Moja grupa, H dokładniej (trzeba się pochwalić, a co) jest dość średnia na jeża. Kilka dziwek i zwykłe, normalne dziewczyny. Z tymi pierwszymi miałam w pierwszych dniach styczność, dopóki nie odkryłam ich 'powołania' do lekkich obyczajów i bezmózgiego życia plus zachowania all inclusive. A te drugie babki są całkiem spoko, pogadasz, pośmiejesz się i takie tam. Choć wszyscy wiemy, że ja tam nie jestem po to, żeby przyjaciół szukać, of course not. Ja tam tylko studiuję, jak ja to zawsze mówię, najfajniejszych znajomych mam na Blo i jest mi z tym dobrze. Choć ktoś by sobie mógł pomyśleć, czytając moją notkę, że ja to jakiś freak jestem, ale ja na żywo jestem tak samo otwarta na znajomości, jak tu, uwierzcie : Zresztą, z niektórymi osobami się spotkam na pewno na żywo, to Wam zdadzą relację co i jak jest ze mną nie tak, bądź na odwrót hehe :D
Moja szczurzyca ma na imię Kluska, pani Aga wygrała 'konkurs' na imię, że tak powiem. Podkreślam, że to biedne zwierze przez tydzień nie miało imienia, ale już na szczęście nie jest pokrzywdzona. Mówię Wam, jakie to jest fajne stworzenie, trochę capi, jak nasiura 10 litrów moczu, ale jest taka ciekawska i kochana że hej.
Właśnie zjadłam obiad u Mojego, jeszcze z dwie godziny i spadamy stąd, czas wracać do naszych gryzoni.
Dziwnie się tu przyjeżdża, z myślą, że nie jesteś już w tym i tym domu konkretnym domownikiem, ale tak już ma być, no co, przecież na tym nasze życie polega, co nie?
Moja auto nawala jak zwykle, skrzynia biegów działa wtedy, kiedy chce. To jest dość denerwujące i stresujące. Stoisz na skrzyżowaniu, masz zielone i chcesz ruszyć, a tu chuj, jedynka się nie wbija! Auta z tylu trąbią, nerwy są, a auto i tak swoje. Masakra, na szczęście da się też z dwójki i trójki ruszyć, ale na dłuższą metę jest kiepsko z takim ruszaniem. Szkoda gadać, naprawdę.
W następny Weekend jedziemy do moich Dziadków, do Wałbrzycha, stamtąd zawożę z Dziadkiem auto do Polkowic do wujka, na przegląd i naprawę, zobaczymy, co się będzie dało zrobić za mało pieniędzy...
W tym tygodniu będę, a raczej powinnam już mieć internet, także do usłyszenia kochani
Ostatnia szansa kontatku ze światem zewnętrzym, czyt. internetem.
W końcu nadszedł ten dzień, dzisiaj o godz. 15ej przewozimy nasze ostatnie rzeczy do mieszkania i zostajemy tam już na stałe. Mój Peugeocik stoi pod domem i świeci swą urodą, ah ;P
Głupia pizda, dziunia mojego ojca, już chciała mnie wysłać po chleb, gdzie ja nigdy śniadania nie jem, od razu jej powiedziałam, żeby sobie sama jechała, bo ma auto, pizda jedna. Ja tu sobie leżę w piżamie w łóżku z laptopem i grzeję dupę bo pizga w domu, e przepraszam, w moim pokoju, bo nie raczyli mi grzejników odpowietrzyć, a ta mnie próbuje na ten mróz i mgłę wygonić bo głupi spleśniały chleb, tfu. Niektórzy ludzie naprawdę nie mają wyczucia i taktu.
Chciałabym po raz kolejny poruszyć pewną kwestię.
Ci, którzy mnie nie znają, nigdy ze mną nie pisali lub nie raczyli odpisywać na moje komentarze, nie przyjmuję od was zaproszeń !!!
Jak sama nazwa wskazuje 'znajomi', nie ktoś, kogo nie znam tu na Blo, tylko ZNAJOMY, z którym piszę sobie co jakiś czas i takie tam. Ile można tlumaczyć...
W końcu nadszedł ten dzień, dzisiaj o godz. 15ej przewozimy nasze ostatnie rzeczy do mieszkania i zostajemy tam już na stałe. Mój Peugeocik stoi pod domem i świeci swą urodą, ah ;P
Głupia pizda, dziunia mojego ojca, już chciała mnie wysłać po chleb, gdzie ja nigdy śniadania nie jem, od razu jej powiedziałam, żeby sobie sama jechała, bo ma auto, pizda jedna. Ja tu sobie leżę w piżamie w łóżku z laptopem i grzeję dupę bo pizga w domu, e przepraszam, w moim pokoju, bo nie raczyli mi grzejników odpowietrzyć, a ta mnie próbuje na ten mróz i mgłę wygonić bo głupi spleśniały chleb, tfu. Niektórzy ludzie naprawdę nie mają wyczucia i taktu.
Chciałabym po raz kolejny poruszyć pewną kwestię.
Ci, którzy mnie nie znają, nigdy ze mną nie pisali lub nie raczyli odpisywać na moje komentarze, nie przyjmuję od was zaproszeń !!!
Jak sama nazwa wskazuje 'znajomi', nie ktoś, kogo nie znam tu na Blo, tylko ZNAJOMY, z którym piszę sobie co jakiś czas i takie tam. Ile można tlumaczyć...





