Wyniki wyszukiwania: Mickey Rourke
obejrzalem "Wrestlera".. smutny to film zionacy prawda zycia.. film ktory mowi ze zycie to nie bajka.. ze czasem nawet jesli robisz to co kochasz nie znaczy ze bedziesz zawsze odnosic sukces.. czasem jest tak ze nawet jesli dostaniesz "druga" szanse nie znaczy to ze "wszystko sie ulozy".. czasem jest tak ze gdy "uczucie" moze zaiskrzyc.. czasem zwykly racjonalizm potrafi tak szybko zabic krucha nadzieje.. czasem jest tak ze bedac czlowiekiem i majac kilka zalet i wad.. czasem ciezko naprawic przez to przeszlosc.. bo czasem jest tak ze "zycie ma ciebie w dupie".. "Wrestler" .. moze mam tendencje do nadinterpretacji i czytania miedzy wierszami ktorych nie ma.. moze i tak jest.. ale dzieki temu czasem zaden film nie jest dla mnie jak dla innych.. wiec podabal mi sie film.. cholernie.. bo zamiast "cukierkow i blyrancikow", bajek o kopciuszkach, frajerach wyrywajacych naladniejsze laski i kazdego podobnego "holilodzkiego cukierka".. byl film..
Mickey Rourke... heh ciekawe czy ktos go pamieta w Harrym Angelu? gdzie sam Robert De Niro gra "Luis'a Cypher'a" :D warto zobaczyc bo co jak co ale on by pasowal na tego skurczybyka.. film ciezki i cholernie "brudny"..
Mickey Rourke... heh ciekawe czy ktos go pamieta w Harrym Angelu? gdzie sam Robert De Niro gra "Luis'a Cypher'a" :D warto zobaczyc bo co jak co ale on by pasowal na tego skurczybyka.. film ciezki i cholernie "brudny"..
07.11.2010 o godz. 16:04
komentuj (4)
Film „Niezniszczalni” spełnia marzenie wszystkich fanów kina akcji lat 80 – gromadzi na ekranie wszystkich największych bohaterów w jednej drużynie, pokazując to, co w tym gatunku filmowym najlepsze – pościgi, wybuchy, sceny walki i dużo męskiego testosteronu.

Głównym prowokatorem tego niezwykłego projektu jest Sylwester Stallone, człowiek do którego mam wielki szacunek, ponieważ łączy on dbałość o kulturę fizyczną i jest niebywałym intelektualistą. Nie dość, że zagrał w filmie to do tego napisał scenariusz i go wyreżyserował ( tak samo jak w przypadku Rocky’ ego).
W "Niezniszczalnych" Sylwester gra Barneya Rossa – lidera grupy wyspecjalizowanych w najcięższych akcjach najemników. Mężczyźni kochają swoją pracę, która daje im dużo pieniędzy i adrenaliny. Oczywiście bycie super bohaterem ma swoje minusy : samotność, wyrzuty sumienia, zawody miłosne, ale wszystkie te niedogodności znikają gdy na następnej akcji trzymają ukochaną broń i zatracają się w bitewnym szale.
Fabuła jest dość prosta : najemnicy mają obalić dyktatora, który mamiony pieniędzmi przez byłego agenta CIA terroryzuje swoje miasto, zamieniając je w kokainowy kartel. O zadaniu dowiadujemy się w jednej z najlepszych scen w filmu: w kościele gdzie spotyka się trzech największych twardzieli kina akcji : Stallone, Bruce Willis i Arnold Schwarzenegger. Ta scena to prawdziwy majstersztyk, gdy bohaterowie rozmawiają o zadaniu, a tak naprawdę licytują się miedzy sobą, który z nich jest większym twardzielem, któremu przybyło w pasie, a który zmarniał. Jest to ironiczne rozliczenie się z ról super bohaterów.
Nie wiem jakim cudem Sylwester Stallone namówili do wzięcia udziału w filmie taka obsadę: Jet Li, Mickey Rourke, Dolph Lundgren, Eric Roberts, Jason Statham, Steve Austin: można powiedzieć, ze ekipę Niezniszczalnych tworzyli Rambo vel Rocky, Zapaśnik, Transporter i Terminator – każdy charakterystyczny, ale łączy ich to samo : kipiący testosteron. Zabrakło mi jedynie szpagatu Jean Claude Van Damme i kopnięcia z pół –obrotu Chucka Norrisa.
Niezniszczalni to podręcznik „Jak zostać superbohaterem” wystarczy : posiadać muskulaturę, najlepiej podkreśloną oliwką do ciała, trzeba być bezwzględnym dla wrogów, ale czułym dla najbliższych, konieczne jest sprawne posługiwanie się przeróżną bronią od zwykłego długopisu po czołg, być wysportowanym i szybkim, mieć opanowaną jakąś konkretną sztukę walki, a najlepiej wszystkie. Super bohater musi mieć tatuaż - najlepiej ze znakiem szwadronu, znaku siły lub nagą kobietą i oprócz rozwiniętej muskulatury musi mieć cel - obronę ojczyzny bądź honoru – jeżeli jest na swój sposób uduchowiony, nie powinien pokazywać tego otoczeniu, by nie uznali go za miękkiego...
Film pełen jest akcji, pościgów samochodowych i wybuchów, bohaterowie używają wszelakiej broni : im głośniejszej tym lepiej. Ale najmocniejsza stroną tego filmu jest humor : zabawne dialogi, prześmiewcze akcje pokazują by nie brać tego filmu na serio, ze jest to pastisz kina akcji, a jednocześnie hołd dla podstarzałych super bohaterów, którzy ratowali świat wiele razy.
Musze pochwalić Stallone za ten film z kilku powodów, przede wszystkim stworzył dobry, spójny i bardzo śmieszny film akcji, po drugie spełnił fantazje wszystkich akcjo-maniaków, po trzecie i najważniejsze za dystans i wielki szacunek jaki ma do swoich ról po tylu latach.

Głównym prowokatorem tego niezwykłego projektu jest Sylwester Stallone, człowiek do którego mam wielki szacunek, ponieważ łączy on dbałość o kulturę fizyczną i jest niebywałym intelektualistą. Nie dość, że zagrał w filmie to do tego napisał scenariusz i go wyreżyserował ( tak samo jak w przypadku Rocky’ ego).
W "Niezniszczalnych" Sylwester gra Barneya Rossa – lidera grupy wyspecjalizowanych w najcięższych akcjach najemników. Mężczyźni kochają swoją pracę, która daje im dużo pieniędzy i adrenaliny. Oczywiście bycie super bohaterem ma swoje minusy : samotność, wyrzuty sumienia, zawody miłosne, ale wszystkie te niedogodności znikają gdy na następnej akcji trzymają ukochaną broń i zatracają się w bitewnym szale.
Fabuła jest dość prosta : najemnicy mają obalić dyktatora, który mamiony pieniędzmi przez byłego agenta CIA terroryzuje swoje miasto, zamieniając je w kokainowy kartel. O zadaniu dowiadujemy się w jednej z najlepszych scen w filmu: w kościele gdzie spotyka się trzech największych twardzieli kina akcji : Stallone, Bruce Willis i Arnold Schwarzenegger. Ta scena to prawdziwy majstersztyk, gdy bohaterowie rozmawiają o zadaniu, a tak naprawdę licytują się miedzy sobą, który z nich jest większym twardzielem, któremu przybyło w pasie, a który zmarniał. Jest to ironiczne rozliczenie się z ról super bohaterów.
Nie wiem jakim cudem Sylwester Stallone namówili do wzięcia udziału w filmie taka obsadę: Jet Li, Mickey Rourke, Dolph Lundgren, Eric Roberts, Jason Statham, Steve Austin: można powiedzieć, ze ekipę Niezniszczalnych tworzyli Rambo vel Rocky, Zapaśnik, Transporter i Terminator – każdy charakterystyczny, ale łączy ich to samo : kipiący testosteron. Zabrakło mi jedynie szpagatu Jean Claude Van Damme i kopnięcia z pół –obrotu Chucka Norrisa.
Niezniszczalni to podręcznik „Jak zostać superbohaterem” wystarczy : posiadać muskulaturę, najlepiej podkreśloną oliwką do ciała, trzeba być bezwzględnym dla wrogów, ale czułym dla najbliższych, konieczne jest sprawne posługiwanie się przeróżną bronią od zwykłego długopisu po czołg, być wysportowanym i szybkim, mieć opanowaną jakąś konkretną sztukę walki, a najlepiej wszystkie. Super bohater musi mieć tatuaż - najlepiej ze znakiem szwadronu, znaku siły lub nagą kobietą i oprócz rozwiniętej muskulatury musi mieć cel - obronę ojczyzny bądź honoru – jeżeli jest na swój sposób uduchowiony, nie powinien pokazywać tego otoczeniu, by nie uznali go za miękkiego...
Film pełen jest akcji, pościgów samochodowych i wybuchów, bohaterowie używają wszelakiej broni : im głośniejszej tym lepiej. Ale najmocniejsza stroną tego filmu jest humor : zabawne dialogi, prześmiewcze akcje pokazują by nie brać tego filmu na serio, ze jest to pastisz kina akcji, a jednocześnie hołd dla podstarzałych super bohaterów, którzy ratowali świat wiele razy.
Musze pochwalić Stallone za ten film z kilku powodów, przede wszystkim stworzył dobry, spójny i bardzo śmieszny film akcji, po drugie spełnił fantazje wszystkich akcjo-maniaków, po trzecie i najważniejsze za dystans i wielki szacunek jaki ma do swoich ról po tylu latach.
Kiedyś rozmawiałam z Danielem, ze juz nie ma super bohaterów w kinie. Pamiętam że, zachwycałam się Sylvestrem Stallone, przerazała mnie kamienna twarz Dolpha Lundgrena, interesowała gra aktorska Mickeya Rourke, niezniszczalność Bruce Willisa czy muskulatura Arnold Schwarzenegger. Po długich rozważaniach stwierdziliśmy ze, w dzisiejszym kinie na miano super bohatera mogłby zasłużyć Jason Statham i Jet Li i długo długo nikt...

Bo czym musi sie wyróżniac taki "hero" :
- muskulaturą, najlepiej podkreśloną oliwką do ciała....
- musi być bezwzględny dla wrogów, ale czuły dla najbliższych
- musi posługiwac sie przeróżną bronią od zwykłego długopisu po czołg...
- ma byc wysportowany i szybki - najlepiej jak ma opanowaną jakąś konkretną sztukę walki, a najlepiej wszystkie...
- musi miec tatuaż - najlepiej ze znakiem szwadronu, jednostki specjalnej lub nagą kobietą
- oprócz rozwiniętej muskulatury musi miec cel - obronę ojczyzny bądz honoru - jest na swoj sposob uduchowiony, ale nie pokazuje tego otoczeniu, by nie uznali go za miekkiego...

Nawet w najwiekszych marzeniach filmowych nie podejrzewalam, ze wszyscy moi bohaterowie z dziecinstwa wystapia w jednym filmie tworzac elitarna jednostke - Niezniszczalnych. Najbardziej ciekawa jestem scen Stallone ze Schwarzeneggerem - pamiętam długie dysputy z tatą o tym kto jest wiekszym twarsdzielem - Conan czy Rambo :)
Mam wielki szacunek do Stallone, ze tworzy takie filmy - Rocky, Rambo po latach , pokazujac dystans do siebie i swoich postaci "odświeżonych po latach". Niezniszczalni zapowiadają sie na wielki hołd kina akcji lat 80.
Ja wybierams sie w niedziele, wiec recenzja tez sie ukaze niedługo :) A jaki byl wasz ulubiony super bohater?

A oto kilka zasad "Niezniszczalnych"
- Kula jest szybsza niż nóż.
- Najlepszy sposób na radzenie sobie z kobietami to nauczyć się żyć bez nich.
- Prawdziwy mężczyzna nigdy nie bije kobiety
- Nie wszystko można poświęcić dla pieniędzy.
- Kiedy jest się mniejszym, rany są większe.
- Nie wolno umierać jak dupek.
- Przegrana to nie wstyd.
- Hałas zawsze deprymuje wroga.
juz sie doczekac nie moge

Bo czym musi sie wyróżniac taki "hero" :
- muskulaturą, najlepiej podkreśloną oliwką do ciała....
- musi być bezwzględny dla wrogów, ale czuły dla najbliższych
- musi posługiwac sie przeróżną bronią od zwykłego długopisu po czołg...
- ma byc wysportowany i szybki - najlepiej jak ma opanowaną jakąś konkretną sztukę walki, a najlepiej wszystkie...
- musi miec tatuaż - najlepiej ze znakiem szwadronu, jednostki specjalnej lub nagą kobietą
- oprócz rozwiniętej muskulatury musi miec cel - obronę ojczyzny bądz honoru - jest na swoj sposob uduchowiony, ale nie pokazuje tego otoczeniu, by nie uznali go za miekkiego...

Nawet w najwiekszych marzeniach filmowych nie podejrzewalam, ze wszyscy moi bohaterowie z dziecinstwa wystapia w jednym filmie tworzac elitarna jednostke - Niezniszczalnych. Najbardziej ciekawa jestem scen Stallone ze Schwarzeneggerem - pamiętam długie dysputy z tatą o tym kto jest wiekszym twarsdzielem - Conan czy Rambo :)
Mam wielki szacunek do Stallone, ze tworzy takie filmy - Rocky, Rambo po latach , pokazujac dystans do siebie i swoich postaci "odświeżonych po latach". Niezniszczalni zapowiadają sie na wielki hołd kina akcji lat 80.
Ja wybierams sie w niedziele, wiec recenzja tez sie ukaze niedługo :) A jaki byl wasz ulubiony super bohater?

A oto kilka zasad "Niezniszczalnych"
- Kula jest szybsza niż nóż.
- Najlepszy sposób na radzenie sobie z kobietami to nauczyć się żyć bez nich.
- Prawdziwy mężczyzna nigdy nie bije kobiety
- Nie wszystko można poświęcić dla pieniędzy.
- Kiedy jest się mniejszym, rany są większe.
- Nie wolno umierać jak dupek.
- Przegrana to nie wstyd.
- Hałas zawsze deprymuje wroga.
juz sie doczekac nie moge
Oddana fanka filmów akcji z lat 80 :)
Randy "The Ram" Robinson (Mickey Rourke) jest profesjonalnym zapaśnikiem, którego zawał serca zmusza do zakończenia kariery. Porzuca swój ukochany sport na rzecz pracy w delikatesach. Wiąże się ze striptizerką (Marisa Tomei), stara się też poprawić swoje stosunki z córką (Evan Rachel Wood). Jednak odpoczynek od sportu nie trwa długo, wyzwanie rzuca mu jego największy rywal Ayatollah. Randy decyduje się stanąć do ringu, zdając sobie sprawę, że może to być jego ostatnia walka w życiu. [filmweb.pl]
a niżej dwa, wprost genialne teksty z tegoż to filmu.
- "Został przebity za nasze występki, został zmiażdżony za nasze niegodziwości. Przyjął karę, żebyśmy mogli uzyskać pokój. Jego rany nas wyleczyły".
- O czym mówisz?
- "Pasja". Macie takie same włosy. Nie oglądałeś tego? Musisz obejrzeć. Jest niesamowity. Biczują go i walą w niego wszystkim. Strzałami, kamieniami... Zajebują go na śmierć przez dwie godziny. A on to po prostu znosi.
- Twardy koleś.
- Pieprzone lata 80. Najlepsze gówno wszech czasów.
- Jasne, człowieku. Guns'n'Roses... The Cure...
- Def Lep.
- Potem pojawiła się ta ciota Cobain i wszystko zniszczyła. Jakby było coś złego w dobrej zabawie. Nienawidzę pieprzonych lat 90.
- Lata 90. były do bani.
- Lata 90. były do dupy.
***
o ile podczas tegorocznych Oscarów z całego serca trzymam kciuki za film "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona", o tyle Mickey Rourke według mnie powinien zostać nagrodzony statuetką za najlepszą rolę męską.
abstrahując - ten, kto kojarzy Evan Rachel Wood jedynie ze związku z Mansonem (czyli znaczna większość), winien jest skulić się w kłębek w kącie pokoju i kwilić, jak dziecko, w ramach pokuty.
to tylko moje skromne zdanie. :)
a niżej dwa, wprost genialne teksty z tegoż to filmu.
- "Został przebity za nasze występki, został zmiażdżony za nasze niegodziwości. Przyjął karę, żebyśmy mogli uzyskać pokój. Jego rany nas wyleczyły".
- O czym mówisz?
- "Pasja". Macie takie same włosy. Nie oglądałeś tego? Musisz obejrzeć. Jest niesamowity. Biczują go i walą w niego wszystkim. Strzałami, kamieniami... Zajebują go na śmierć przez dwie godziny. A on to po prostu znosi.
- Twardy koleś.
- Pieprzone lata 80. Najlepsze gówno wszech czasów.
- Jasne, człowieku. Guns'n'Roses... The Cure...
- Def Lep.
- Potem pojawiła się ta ciota Cobain i wszystko zniszczyła. Jakby było coś złego w dobrej zabawie. Nienawidzę pieprzonych lat 90.
- Lata 90. były do bani.
- Lata 90. były do dupy.
***
o ile podczas tegorocznych Oscarów z całego serca trzymam kciuki za film "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona", o tyle Mickey Rourke według mnie powinien zostać nagrodzony statuetką za najlepszą rolę męską.
abstrahując - ten, kto kojarzy Evan Rachel Wood jedynie ze związku z Mansonem (czyli znaczna większość), winien jest skulić się w kłębek w kącie pokoju i kwilić, jak dziecko, w ramach pokuty.
to tylko moje skromne zdanie. :)





