Wyniki wyszukiwania: Miłość
Rozdział X :
"Trudne decyzje"
Wszyscy pamiętamy swoje najtrudniejsze decyzje,o których nie chcemy wspominać,staramy się o nich zapomnieć,nie myśleć.To one mają piecze nad naszym losem,one decydują o naszym życiu.Nie jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencji naszych czynów,jednak domyślamy się co może się zdarzyć po ich podjęciu.Przeczuwamy to.
Zacięłam się goląc,myślałam o tym kiedy rany się goją.Nikt z nas tego nie wie,nie goją się nagle,to długi proces,w którym odbudowują się uszkodzone część.Podobnie jest z naszym stanem psychicznym,nie następuje to od razu.Przyzwyczajamy się do bólu,który nas uodparnia,jednak nigdy nie możemy czuć się dobrze z nim.Wyszłam spod prysznica,delikatnie owinęłam swoje ciało czarnym ręcznikiem.Zabrałam większość swoich rzeczy i wróciłam do pokoju,trafiły na swoje miejsce.Kropelki wody obijały się o drewniane,jesionowe deski podłogowe.Zdjęłam z siebie ręcznik i wytarłam nim swoje mokre ciało,balsamowałam je środkiem łagodzącym o zapachu granatu i mango.Zapach dobrze docierał do moich nozdrzy i koił je.Gdy już całe ciało było nawilżone,ubrałam biały szlafrok w różowe-siwe groszki.Puchate,beżowe kapcie zdobiły nakremowane stopy.Poszłam do łazienki,zabrałam resztę rzeczy i zgasiłam światło.Wróciłam do pokoju,poukładałam przedmioty,usiadłam przed komputerem,sprawdzałam jakieś wiadomości,pocztę i oczywiście facebook’a,przy tym wszystkim oglądałam „Grey’s Anatomy-Chirurdzy”,jakiś przypadkowy odcinek,był to mój ulubiony serial i nie potrafiłam przeżyć jednego dnia bez niego,chociaż znałam go już dobrze,mimo to ciekawiły mnie losy Meredith,które tak dobrze znałam.Gdy spojrzałam na zegarek było już po jedenastej.Posprzątałam w pokoju i pozamiatałam podłogę.Zawsze podchodziłam do tablicy korkowej i mówiłam dobranoc,zdjęciom na niej,może to głupie i dziecinne,ale nie przypadkiem było tam zdjęcie Meredith.Pogasiłam światła w mieszkaniu i położyłam się do zimnego łóżka.Kołdra chłodziła moje ciepłe nogi.Zasnęłam…
Byłam w szpitalu,tak strasznie płakałam.Nie mogłam powstrzymać łez.W środku drżałam, miałam jej krew na rękach.Taty jeszcze nie było.Czekałam tylko na wieści od lekarza.Gdy w końcu przyszedł,powiedział,że nic nie dało się zrobić.Wyłam…chciałam umrzeć.To najgorsza chwila w moim życiu,straciłam…straciłam mamę.To przeze mnie,to ja ją namówiłam na te zakupy,po mimo tego,że tak rzadko gdzieś razem jeździłyśmy.Ten tir…gdyby tylko dało się go zatrzymać…zrobiłabym to własnymi rękoma,to ja ją zabiłam ! Nie potrafiłam przyzwyczaić się do myśli,że już nigdy jej nie przytulę,nie pocałuję…Przepraszam mamo !!!
Obudziłam się z krzykiem.Żałowałam,że nie ma jej tu koło mnie,nie mogę jej powiedzieć jak bardzo ją kocham i jak codziennie za nią tęsknie.Uspakajałam oddech,próbowałam go złapać.Serce waliło jak szalone.Jednak w końcu udało mi się opanować emocje i wrócić do normalnego stanu.
A ty co byś zrobił jeśli to byłby Twój ostatni dzień ? Co i komu byś wyznał,dlaczego ? Jakie trudne decyzje byś podjął ? Pomyśl czasem o tym,zanim zdarzy się coś co Ci to uniemożliwi.
"Trudne decyzje"
Wszyscy pamiętamy swoje najtrudniejsze decyzje,o których nie chcemy wspominać,staramy się o nich zapomnieć,nie myśleć.To one mają piecze nad naszym losem,one decydują o naszym życiu.Nie jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencji naszych czynów,jednak domyślamy się co może się zdarzyć po ich podjęciu.Przeczuwamy to.
Zacięłam się goląc,myślałam o tym kiedy rany się goją.Nikt z nas tego nie wie,nie goją się nagle,to długi proces,w którym odbudowują się uszkodzone część.Podobnie jest z naszym stanem psychicznym,nie następuje to od razu.Przyzwyczajamy się do bólu,który nas uodparnia,jednak nigdy nie możemy czuć się dobrze z nim.Wyszłam spod prysznica,delikatnie owinęłam swoje ciało czarnym ręcznikiem.Zabrałam większość swoich rzeczy i wróciłam do pokoju,trafiły na swoje miejsce.Kropelki wody obijały się o drewniane,jesionowe deski podłogowe.Zdjęłam z siebie ręcznik i wytarłam nim swoje mokre ciało,balsamowałam je środkiem łagodzącym o zapachu granatu i mango.Zapach dobrze docierał do moich nozdrzy i koił je.Gdy już całe ciało było nawilżone,ubrałam biały szlafrok w różowe-siwe groszki.Puchate,beżowe kapcie zdobiły nakremowane stopy.Poszłam do łazienki,zabrałam resztę rzeczy i zgasiłam światło.Wróciłam do pokoju,poukładałam przedmioty,usiadłam przed komputerem,sprawdzałam jakieś wiadomości,pocztę i oczywiście facebook’a,przy tym wszystkim oglądałam „Grey’s Anatomy-Chirurdzy”,jakiś przypadkowy odcinek,był to mój ulubiony serial i nie potrafiłam przeżyć jednego dnia bez niego,chociaż znałam go już dobrze,mimo to ciekawiły mnie losy Meredith,które tak dobrze znałam.Gdy spojrzałam na zegarek było już po jedenastej.Posprzątałam w pokoju i pozamiatałam podłogę.Zawsze podchodziłam do tablicy korkowej i mówiłam dobranoc,zdjęciom na niej,może to głupie i dziecinne,ale nie przypadkiem było tam zdjęcie Meredith.Pogasiłam światła w mieszkaniu i położyłam się do zimnego łóżka.Kołdra chłodziła moje ciepłe nogi.Zasnęłam…
Byłam w szpitalu,tak strasznie płakałam.Nie mogłam powstrzymać łez.W środku drżałam, miałam jej krew na rękach.Taty jeszcze nie było.Czekałam tylko na wieści od lekarza.Gdy w końcu przyszedł,powiedział,że nic nie dało się zrobić.Wyłam…chciałam umrzeć.To najgorsza chwila w moim życiu,straciłam…straciłam mamę.To przeze mnie,to ja ją namówiłam na te zakupy,po mimo tego,że tak rzadko gdzieś razem jeździłyśmy.Ten tir…gdyby tylko dało się go zatrzymać…zrobiłabym to własnymi rękoma,to ja ją zabiłam ! Nie potrafiłam przyzwyczaić się do myśli,że już nigdy jej nie przytulę,nie pocałuję…Przepraszam mamo !!!
Obudziłam się z krzykiem.Żałowałam,że nie ma jej tu koło mnie,nie mogę jej powiedzieć jak bardzo ją kocham i jak codziennie za nią tęsknie.Uspakajałam oddech,próbowałam go złapać.Serce waliło jak szalone.Jednak w końcu udało mi się opanować emocje i wrócić do normalnego stanu.
A ty co byś zrobił jeśli to byłby Twój ostatni dzień ? Co i komu byś wyznał,dlaczego ? Jakie trudne decyzje byś podjął ? Pomyśl czasem o tym,zanim zdarzy się coś co Ci to uniemożliwi.
Rozdział IX :
"Stracona nadzieja"
Wiecie może jak to jest stracić cały swój dobytek ? Miłość,rodzinę,przyjaciół,pieniądze,czy cokolwiek ważnego.Coś co stanowiło dla nas wszystko,coś co było dla nas uosobieniem nas samych,co było nieodłączną częścią nas.Nikt z nas tego nie wie,dopóki tego nie staci,dopóki nie zawiedzie się na sobie samym,za to,że nie udało nam się tego powstrzymać.
W końcu wstałam,po długiej półgodzinnej przerwie życia.Przygotowałam rzeczy,które miałam ze sobą zabrać,do prysznica.Po kolei ułożyłam je i zaniosłam do łazienki,na ich tymczasowe miejsca.Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania,niektóre wylądowały w koszu na pranie inne starannie ułożyłam w kostkę,aby wróciły do swojej szafki.Weszłam do prysznica,zamknęłam kabinę i odkręciłam kurek z ciepłą wodą,ustawiłam jej ciepło,była w sam raz.Czułam jak spływa po mnie brud,ale i nie tylko,czułam jak uwalniam się z obelg,które rzucane były we mnie w szkole.Moje ciało było takie nagie,bezbronne.Nie potrafiłabym teraz nawet krzyczeć,czy uciec,byłam taka bezsilna.Ciało pochłonęły krople strumienia prysznica.Sięgnęłam po żel do ciała.Za chwilę mój każdy kawałek był nią posmarowany.Nie na długo,woda chłonęła go jak gąbka.Byłam czysta z codziennych czynności życiowych,za chwilę żel do higieny intymnej był na swoim tymczasowym miejscu z powrotem.Spłukałam włosy,które były nawilżone szamponem.Stałam tak jeszcze pod nim dobre piętnaście minut,w których moje ciało zostawało spłukiwane raz po raz.Czułam ulgę.
"Stracona nadzieja"
Wiecie może jak to jest stracić cały swój dobytek ? Miłość,rodzinę,przyjaciół,pieniądze,czy cokolwiek ważnego.Coś co stanowiło dla nas wszystko,coś co było dla nas uosobieniem nas samych,co było nieodłączną częścią nas.Nikt z nas tego nie wie,dopóki tego nie staci,dopóki nie zawiedzie się na sobie samym,za to,że nie udało nam się tego powstrzymać.
W końcu wstałam,po długiej półgodzinnej przerwie życia.Przygotowałam rzeczy,które miałam ze sobą zabrać,do prysznica.Po kolei ułożyłam je i zaniosłam do łazienki,na ich tymczasowe miejsca.Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania,niektóre wylądowały w koszu na pranie inne starannie ułożyłam w kostkę,aby wróciły do swojej szafki.Weszłam do prysznica,zamknęłam kabinę i odkręciłam kurek z ciepłą wodą,ustawiłam jej ciepło,była w sam raz.Czułam jak spływa po mnie brud,ale i nie tylko,czułam jak uwalniam się z obelg,które rzucane były we mnie w szkole.Moje ciało było takie nagie,bezbronne.Nie potrafiłabym teraz nawet krzyczeć,czy uciec,byłam taka bezsilna.Ciało pochłonęły krople strumienia prysznica.Sięgnęłam po żel do ciała.Za chwilę mój każdy kawałek był nią posmarowany.Nie na długo,woda chłonęła go jak gąbka.Byłam czysta z codziennych czynności życiowych,za chwilę żel do higieny intymnej był na swoim tymczasowym miejscu z powrotem.Spłukałam włosy,które były nawilżone szamponem.Stałam tak jeszcze pod nim dobre piętnaście minut,w których moje ciało zostawało spłukiwane raz po raz.Czułam ulgę.
Rozdział VIII:
"Siła bólu."
Zaciągnęłam się.Poczułam jak dym wypełnia moje płuca,odprężyłam się i wypuściłam powietrze.Było ciemno.Patrzyłam na papierosa i widziałam jak powoli spala się gilza i tytoń.Ogień pochłaniał używkę,zostawiając tylko dym.Kolejny raz pociągnęłam papierosa.Popiół zbierał się na fajce,z każdą sekundą go przybywało.Usiadłam na obrotowym,skórzanym,czarnym krześle.Odprężyłam się i poczułam dziwny ucisk w klatce piersiowej,miałam ochotę wstać,krzyczeć,przeklinać.Ale byłam zbyt słaba,by to zrobić.Straciłam to co miało dla mnie największy sens : miłość,przyjaźń,a przede wszystkim prawdziwy dom.Chciałam wyć ! Czułam ból.Siła bólu fizycznego,może i nie była tak duża,ale zawsze ból psychiczny sprawia większe cierpienie.Na to nie ma zasady,a szkoda.Podeszłam do szuflady i wyjęłam z niej popielniczkę,była średniej wielkości,w kształcie kwadratu,o kolorze czarnym.Położyłam ją na moim biurku i strzepnęłam popiół z papierosa,delikatnie upadł na czarny przedmiot.Po chwili zaciągnęłam się tak mocno,że aż poczułam nikotynę w głowie.Zrobiło mi się słabo i chciało mi się wymiotować,kręciło mi się w głowie-świat wirował.Wstałam z fotela,odkładając papierosa do popielniczki i pobiegałam do łazienki,chwyciłam za klamkę i zapaliłam światło,otworzyłam ubikacje.Zaczęłam wymiotować.Po minucie było już po wszystkim.Spłukałam toaletę,odkręciłam wodę w umywalce sięgnęłam po butelkę płynu do płukania ust,obok niego stała szklanka,nalałam trochę do niej cieczy i przechyliłam,dokładnie wypłukałam usta,a później szklankę,odstawiłam wszystko na miejsce.Zgasiłam światło i wróciłam do swojego pokoju.Na trzech poręczach toaletki wisiały ręczniki,jednej ten najmniejszy służył do wycierania rąk,drugi było do ciała,po prysznicu,a trzeci do włosów.Zmieniałam je po tygodniu,no chyba,że się wcześniej ubrudziły.Sięgnęłam po ten pierwszy wytarłam w niego dłonie.Znowu usiadłam na fotelu,ale tym razem przedtem zapaliłam światło w pokoju.Rozjaśniło się,zrobiło się,jakoś tak milej.Po raz kolejny zaciągnęłam się.Przeszkadzał mi dziwny miętowy posmak wymieszany z nikotyną.Po mimo tego ciągnęłam papierosa.Chciałam odejść,umrzeć,roztopić się.Tak strasznie chciałam umrzeć i nie żyć,nie walczyć o powietrze ! Po kolejnych zaciągnięciach,robiło się coraz mniej papierosa,aż w końcu poczułam,że palę bibułkę.Zawsze paliłam papierosa do końca,chociaż dobrze wiedziałam,czym to grozi,jakim nowotworem.Miałam to głęboko gdzieś ! Zgasilam go.Czułam jak w płucach krążą gdzieś kłębki dymu.Posprzątałam biurko,a przedmioty,które przed chwilą używałam wylądowały w tym samym miejsce co kilkanaście minut temu.W pokoju był porządek,otworzyłam okno i opadłam ze zmęczeniem na sofę.Czekałam,aż się wywietrzy.
"Siła bólu."
Zaciągnęłam się.Poczułam jak dym wypełnia moje płuca,odprężyłam się i wypuściłam powietrze.Było ciemno.Patrzyłam na papierosa i widziałam jak powoli spala się gilza i tytoń.Ogień pochłaniał używkę,zostawiając tylko dym.Kolejny raz pociągnęłam papierosa.Popiół zbierał się na fajce,z każdą sekundą go przybywało.Usiadłam na obrotowym,skórzanym,czarnym krześle.Odprężyłam się i poczułam dziwny ucisk w klatce piersiowej,miałam ochotę wstać,krzyczeć,przeklinać.Ale byłam zbyt słaba,by to zrobić.Straciłam to co miało dla mnie największy sens : miłość,przyjaźń,a przede wszystkim prawdziwy dom.Chciałam wyć ! Czułam ból.Siła bólu fizycznego,może i nie była tak duża,ale zawsze ból psychiczny sprawia większe cierpienie.Na to nie ma zasady,a szkoda.Podeszłam do szuflady i wyjęłam z niej popielniczkę,była średniej wielkości,w kształcie kwadratu,o kolorze czarnym.Położyłam ją na moim biurku i strzepnęłam popiół z papierosa,delikatnie upadł na czarny przedmiot.Po chwili zaciągnęłam się tak mocno,że aż poczułam nikotynę w głowie.Zrobiło mi się słabo i chciało mi się wymiotować,kręciło mi się w głowie-świat wirował.Wstałam z fotela,odkładając papierosa do popielniczki i pobiegałam do łazienki,chwyciłam za klamkę i zapaliłam światło,otworzyłam ubikacje.Zaczęłam wymiotować.Po minucie było już po wszystkim.Spłukałam toaletę,odkręciłam wodę w umywalce sięgnęłam po butelkę płynu do płukania ust,obok niego stała szklanka,nalałam trochę do niej cieczy i przechyliłam,dokładnie wypłukałam usta,a później szklankę,odstawiłam wszystko na miejsce.Zgasiłam światło i wróciłam do swojego pokoju.Na trzech poręczach toaletki wisiały ręczniki,jednej ten najmniejszy służył do wycierania rąk,drugi było do ciała,po prysznicu,a trzeci do włosów.Zmieniałam je po tygodniu,no chyba,że się wcześniej ubrudziły.Sięgnęłam po ten pierwszy wytarłam w niego dłonie.Znowu usiadłam na fotelu,ale tym razem przedtem zapaliłam światło w pokoju.Rozjaśniło się,zrobiło się,jakoś tak milej.Po raz kolejny zaciągnęłam się.Przeszkadzał mi dziwny miętowy posmak wymieszany z nikotyną.Po mimo tego ciągnęłam papierosa.Chciałam odejść,umrzeć,roztopić się.Tak strasznie chciałam umrzeć i nie żyć,nie walczyć o powietrze ! Po kolejnych zaciągnięciach,robiło się coraz mniej papierosa,aż w końcu poczułam,że palę bibułkę.Zawsze paliłam papierosa do końca,chociaż dobrze wiedziałam,czym to grozi,jakim nowotworem.Miałam to głęboko gdzieś ! Zgasilam go.Czułam jak w płucach krążą gdzieś kłębki dymu.Posprzątałam biurko,a przedmioty,które przed chwilą używałam wylądowały w tym samym miejsce co kilkanaście minut temu.W pokoju był porządek,otworzyłam okno i opadłam ze zmęczeniem na sofę.Czekałam,aż się wywietrzy.
Rozdział VII :
"Zmiany są nieuniknione."
Weszłam do mieszkania i po omacku zapaliłam światło,które rozjaśniło cichą przestrzeń.
- Dziękuję,za klucze – odparłam,po chwili milczenia.
- Spoko,podziękuj swojej mamie.
- Raczej sobie daruję – bąknęłam pod nosem.
- Muszę już iść – wyciągnęła ręce po przedmiot.
Oddałam jej klucze i kiwnęłam głową w górę.Zamknęłam drzwi na wszystkie możliwe zamki,aby nawet mama i tata,nie mogli ich otworzyć od zewnątrz. Chciałam być sama ! Chciałam odizolować się od świata ! Nie miałam na nic ochoty ! Zdjęłam kozaki,a kurtkę z szalikiem rzuciłam na białą sofę.Na stole,na środku salonu leżała otwarta paczka czerwonych „Malboro”.Miałam ochotę na papierosa.Tak po prostu zaciągnąć się i poczuć się wolnym.Uspakajał.Poszłam do siebie do pokoju i otworzyłam szafkę,w której znajdowały się moje największe skarby,wśród zdjęć,stert ważnych sentymentalnych koper,pamiątek z dzieciństwa i innych bibelotów znalazłam moją zapalniczkę,obok pudełka z tymi wyczerpanymi,miałam mannie ich zbierania.Obok niego stało kolejne pudełko,dobrze je znałam był to kartonik z pudełkami po spalonych papierosach,w każdym znajdował się jeden papieros.Było to jeszcze z czasów,w których nie znałam mojej ulubionej marki.Dlatego kupowałam po kolei każde,aż w końcu odnalazłam swój smak.Koło niego stała paczka otwartych czerwonych „Malboro”,tych,których ubóstwiałam.Trochę to dziwne,ojciec i córka palili te same papierosy,no,ale trudno.Wyciągnęłam z paczki jednego papierosa,razem z zapalniczką trafiły na biurko.W tym czasie włączyłam komputer i delikatnie poprawiłam rzeczy równo ułożone w szafce.Byłam pedantką i to do przesady.Wróciłam po kurtkę i szalik,które wylądowany w szafie,na tym samym wieszaku,na tej samej półce,co zwykle.Podeszłam do kaloryfera i odkręciłam ogrzewanie w tym pokoju na całość.Odgarnęłam włosy i położyłam iPod-a i komórkę na szafce nocnej,a słuchawki położyłam w pierwszej szufladzie,w tym samym pudełeczku,co zwykle.Chciałam czasem coś zmienić,ale to wymagało,za dużo wysiłku,za dużo poświęceń,a mi przecież i tak pozostało tak nie wiele ! Wolałam pozostać,przy wygodnym,niż wkładać wysiłek,w coś co i tak było nieuniknione,bo przecież zmiany są nieuniknione.Sięgnęłam po zapalniczkę,a papierosa przyłożyłam do ust,w końcu go zapaliłam.
"Zmiany są nieuniknione."
Weszłam do mieszkania i po omacku zapaliłam światło,które rozjaśniło cichą przestrzeń.
- Dziękuję,za klucze – odparłam,po chwili milczenia.
- Spoko,podziękuj swojej mamie.
- Raczej sobie daruję – bąknęłam pod nosem.
- Muszę już iść – wyciągnęła ręce po przedmiot.
Oddałam jej klucze i kiwnęłam głową w górę.Zamknęłam drzwi na wszystkie możliwe zamki,aby nawet mama i tata,nie mogli ich otworzyć od zewnątrz. Chciałam być sama ! Chciałam odizolować się od świata ! Nie miałam na nic ochoty ! Zdjęłam kozaki,a kurtkę z szalikiem rzuciłam na białą sofę.Na stole,na środku salonu leżała otwarta paczka czerwonych „Malboro”.Miałam ochotę na papierosa.Tak po prostu zaciągnąć się i poczuć się wolnym.Uspakajał.Poszłam do siebie do pokoju i otworzyłam szafkę,w której znajdowały się moje największe skarby,wśród zdjęć,stert ważnych sentymentalnych koper,pamiątek z dzieciństwa i innych bibelotów znalazłam moją zapalniczkę,obok pudełka z tymi wyczerpanymi,miałam mannie ich zbierania.Obok niego stało kolejne pudełko,dobrze je znałam był to kartonik z pudełkami po spalonych papierosach,w każdym znajdował się jeden papieros.Było to jeszcze z czasów,w których nie znałam mojej ulubionej marki.Dlatego kupowałam po kolei każde,aż w końcu odnalazłam swój smak.Koło niego stała paczka otwartych czerwonych „Malboro”,tych,których ubóstwiałam.Trochę to dziwne,ojciec i córka palili te same papierosy,no,ale trudno.Wyciągnęłam z paczki jednego papierosa,razem z zapalniczką trafiły na biurko.W tym czasie włączyłam komputer i delikatnie poprawiłam rzeczy równo ułożone w szafce.Byłam pedantką i to do przesady.Wróciłam po kurtkę i szalik,które wylądowany w szafie,na tym samym wieszaku,na tej samej półce,co zwykle.Podeszłam do kaloryfera i odkręciłam ogrzewanie w tym pokoju na całość.Odgarnęłam włosy i położyłam iPod-a i komórkę na szafce nocnej,a słuchawki położyłam w pierwszej szufladzie,w tym samym pudełeczku,co zwykle.Chciałam czasem coś zmienić,ale to wymagało,za dużo wysiłku,za dużo poświęceń,a mi przecież i tak pozostało tak nie wiele ! Wolałam pozostać,przy wygodnym,niż wkładać wysiłek,w coś co i tak było nieuniknione,bo przecież zmiany są nieuniknione.Sięgnęłam po zapalniczkę,a papierosa przyłożyłam do ust,w końcu go zapaliłam.





