Wyniki wyszukiwania: Mój
Pomimo przestawienia czasu czuję się dzisiaj wyjątkowo dobrze. Wstaliśmy około 9ej rano, moim zdaniem to taka wręcz idealna godzina na pobudkę, człowiek nie śpi ani za długo ani za krótko. Wczorajsza wizyta u teściów bardzo udana, jak zawsze przyjęli nas aż za dobrze. Duużo smakowitego jedzenia, deser, czekoladki, plus jeszcze tona jedzenia do domu. Kabanoski, serek, pasztecik, kotleciki, bigosik, kiedy my to wszystko zjemy? Dzisiaj byliśmy na małych zakupach, kupiłam sobie żakiet, dwie bluzki i kosmetyki. Moje postanowienie, schudnąć przynajmniej z 5 kilo bo mam brzuch jakbym zjadła wieloryba. To jest straszne, zawsze byłam w miarę szczupła, kiedyś nawet aż za chuda (56kg - raz w życiu udało mi się zejść do tej wagi, dzięki czemu? Stres i jeszcze raz stres, silny stres), a teraz przesadziłam w zimie z objadaniem się. Jak zmniejszę sobie jedzenie o pół porcji (a już dzisiaj to zrobiłam) i nie będę jadła wieczorem, nie podjadała chipsów to waga spadnie. Plus jakieś spacery, może zaczniemy w końcu biegać, Ukochany obiecał, że naszym hobby będzie jogging, ale leser śmierdzący teraz nie chce biegać, bo mu za zimno :/ A samej mi tak głupio biegać w dresie po okolicy... No cóż musi mi brzuch spaść, jak to się stanie to będę szczęśliwa, a wiem że dam radę. Przed chwilą zjedliśmy obiad, poodpoczywamy chwilę i idziemy na mały spacer i do sklepu po bułki dla Mojego na jutro do pracy. Niedziela, jak niedziela, szybko minie i znowu będzie poniedziałek.
A przy okazji wspomnę o dwóch kosmetykach, które dzisiaj kupiłam. W związku z tym, że nadchodzą cieplejsze dni, człowiek musi w miarę jakoś wyglądać, na dodatek chcę schudnąć te pare kilo, to kupiłam sobie kosmetyki wyszczuplające, ujędrniające i antycellulitowe z Eveline. Będę je stosowała regularnie dopóki się nie skończą i dam wam znać, czy rzeczywiście jakiś efekt zostanie zachowany. Ja tam w cuda nie wierzę, ale myślę, ze warto spróbować ;)
A przy okazji wspomnę o dwóch kosmetykach, które dzisiaj kupiłam. W związku z tym, że nadchodzą cieplejsze dni, człowiek musi w miarę jakoś wyglądać, na dodatek chcę schudnąć te pare kilo, to kupiłam sobie kosmetyki wyszczuplające, ujędrniające i antycellulitowe z Eveline. Będę je stosowała regularnie dopóki się nie skończą i dam wam znać, czy rzeczywiście jakiś efekt zostanie zachowany. Ja tam w cuda nie wierzę, ale myślę, ze warto spróbować ;)
27.03.2011 o godz. 14:45
komentuj (5)
Mamy w końcu tą upragnioną sobotę, żeby tylko ta pogoda była ładna, niestety u nas jest ciemno i zbiera się na deszcz. Nie odpowiada mi to zbytnio, bo jedziemy dzisiaj do teściów na obiadek, dawno już u nich nie byliśmy. Wprawdzie wracamy dzisiaj wieczorem do domu, ale wolałabym siedzieć w domu i się nigdzie nie ruszać. Jutro planuję mały shopping, Mama przesłała kilka złotych i będę mogła sobie nareszcie kupić nowe spodnie i jakiś fajny żakiecik, bo już od dawna poluję na odpowiedni i oryginalny model...
Aktualnie siedzę w łóżku, Ukochany robi śniadanie, po wstępnie zaserwowanej przeze mnie porannej pobudce ;) Który facet by takiej nie chciał...
Nie będę was tu deprawować, szczególnie tych młodocianych to maja dostęp do strony głównej i czytają wszystko jak leci. Koniec wywodów, biorę się za śniadanie i jedziemy, mam nadzieję, że szybko wrócimy do naszych kochanych szczurków, maleństwa mają taką frajdę w nowej klatce, że aż się miło patrzy :)
Aktualnie siedzę w łóżku, Ukochany robi śniadanie, po wstępnie zaserwowanej przeze mnie porannej pobudce ;) Który facet by takiej nie chciał...
Nie będę was tu deprawować, szczególnie tych młodocianych to maja dostęp do strony głównej i czytają wszystko jak leci. Koniec wywodów, biorę się za śniadanie i jedziemy, mam nadzieję, że szybko wrócimy do naszych kochanych szczurków, maleństwa mają taką frajdę w nowej klatce, że aż się miło patrzy :)
Dzisiaj przyszła nowa klatka dla szczuraków :) Jest wielka, mają w niej bardzo dużo miejsca, zmieściłabym w niej jeszcze z dwa szczury, ale nie przesadzajmy. Aktualnie się rzucają z radości na siebie i muszę je co chwilę rozdzielać, bo jeden z nich jest prawdziwym panikarzem i piszczy wniebogłosy.
Miałam iść na wykład, ale jakoś tak mi się nie chce i tak bym już nie zdążyła na tramwaj. Mój wróci z pracy to pójdziemy na jakieś małe zakupy spożywcze, bo lodówka świeci pustką, a mam zamiar zrobić pizzę. Wszystko podrożało w sklepach, nie wspominając już o cukrze i jego kosmicznej cenie. Zastanawiamy się coraz częściej nad wyjazdem za granicę. Chcę najpierw skończyć studia, a potem zobaczymy, może wyjedziemy do Niemiec do mojej Mamy, a może i do Wielkiej Brytanii. To już wolę tą pierwszą opcję... Tu nie ma co zostawać, to nie ma sensu, bynajmniej z mojego punktu widzenia. Każdy ma swoje zdanie, szanuję zdanie osób, które twierdzą, że zostaną tu na stałe, bo jest im dobrze. Ja jednak należę do tej grupy, która chce mieć lepsze warunki życiowe + finansowe ;)
Miałam iść na wykład, ale jakoś tak mi się nie chce i tak bym już nie zdążyła na tramwaj. Mój wróci z pracy to pójdziemy na jakieś małe zakupy spożywcze, bo lodówka świeci pustką, a mam zamiar zrobić pizzę. Wszystko podrożało w sklepach, nie wspominając już o cukrze i jego kosmicznej cenie. Zastanawiamy się coraz częściej nad wyjazdem za granicę. Chcę najpierw skończyć studia, a potem zobaczymy, może wyjedziemy do Niemiec do mojej Mamy, a może i do Wielkiej Brytanii. To już wolę tą pierwszą opcję... Tu nie ma co zostawać, to nie ma sensu, bynajmniej z mojego punktu widzenia. Każdy ma swoje zdanie, szanuję zdanie osób, które twierdzą, że zostaną tu na stałe, bo jest im dobrze. Ja jednak należę do tej grupy, która chce mieć lepsze warunki życiowe + finansowe ;)
Tyle rzeczy się zdarzyło w przeciągu tych kilku dni, że ho ho. Po pierwsze, w czwartek w nocy nasi pojebani sąsiedzi zrobili sobie imprezę na całą kamienicę, nie byliśmy zdziwieni, bo to typowe ćpuny i alkoholicy. Następnego dnia zaczepiła nas sąsiadka z góry (ta, która robiła imprezę)twierdząc, że co my sobie wyobrażamy z muzyką w środku nocy? Że to niby MY byliśmy z tą imprezą, że sobie za dużo pozwalamy, tak ją wyzwaliśmy że spieprzyła małpa głupia. Teraz mamy lekko przesrane, jeśli chodzi o nerwy, bo ciągle sterczy w oknie, rzuca złowrogie spojrzenia i tylko czekamy na kolejną konfrontację. Przywiozłam auto z Wałbrzycha, wprawdzie stoi tuż po domem, ale ciągle zaglądam przez okno, czy aby mi nic nie zrobili przy nim, wiecie jak to ludzie w tym kraju, przebiją opony, porysują lakier i to wszystko przez zwykłą zazdrość lub niechęć do drugiego człowieka. Więc od rana do wieczora mam stresa, a jak mam wyjść z domu na uniwersytet, jak za chwilę na przykład, to już trzęsę portkami na samą myśl o jakiejś szkodzie przy samochodzie. Na szczęście wyprowadzamy się stąd, jak tylko znajdziemy odpowiednie lokum, bez grzybów na ścianie, zimna, brudu i rypniętych sąsiadów. Mówię Wam, katastrofa panuje w tym Wrocławiu, wolę mieszkać na wypizdowie, bo tam przynajmniej każdy każdego zna i nikomu szkód nie narobi, a tu? Każdy jest Gallem Anonimem. Gdybyście miały jakieś rady, bym mogła przetrwać tu jeszcze te ostatnie tygodnie, byłabym bardzo wdzięczna. Wiecie, że jestem z natury nerwowa i się przejmuję naprawdę prawie każdą błahostką. Ale jak tu się nie przejmować, jak samochód jest jedyną wartościową rzeczą jaką posiadam? Uwielbiam je ponad życie, ja i mój Dziadek włożyliśmy tyle nerwów, pracy i pieniędzy w nie. To moja perełka, mam bzika na jego punkcie, a garażu tu nie mam, bo tak to by mnie mogli cmoknąć w dupę. Zmiana tematu.
Ricka już z nami nie ma. Został nam zabrany w bardzo nieładny sposób. Baba od adopcji załatwiła nam dom tymczasowy na czas naszego wyjazdu, wczoraj mieliśmy go odebrać, a baba mówi nam przez telefon, że już nie jest naszym psem i nie chce mu mącić w głowie, że zostanie tam już. Dodała w sposób chamski, że u niej jest grzeczny i w ogóle, sugerowała, że wymyśliliśmy to wszystko, żeby się go pozbyć. Wkurwiłam się strasznie, ale co się będę z baba kłócić? Jak już jest po fakcie? Szkoda mi tylko Mojego, był strasznie przywiązany do psa i przykro mu było. Zastanawiam się, jak można być takim przebiegłym? Jak nie sąsiedzi, to baba od adopcji, wszyscy robią nam ostatnimi czasy na złość. Na dodatek te jełopy z góry zalały nam łazienkę i robi się grzyb na suficie, usuwamy szkody po Ricku i co chwilę coś nowego wyskakuje. Chciałabym się cofnąć do czasów dzieciństwa, moje nie należało do łatwych, ale przynajmniej nie musiałam się martwić sąsiadami, rachunkami i samochodem.
Szczurki nadal nie mają imion, pokrzywdziliśmy je trochę, ale myślimy, zresztą trudno coś wymyślić, jak jest wiecznie jakiś stres przez otaczających nas ludzi...
Tak marudzę, a zapomniałabym o najprzyjemniejszej części Weekendu, pobyt u Dziadków. Było świetnie! Jak zawsze zresztą, tort smakował, wszyscy się obżarli, było wesoło i bardzo miło. Kocham Was z całej siły i dziękuję, że mam w Was wsparcie, kochani Wy moi Dziadkowie!
Ricka już z nami nie ma. Został nam zabrany w bardzo nieładny sposób. Baba od adopcji załatwiła nam dom tymczasowy na czas naszego wyjazdu, wczoraj mieliśmy go odebrać, a baba mówi nam przez telefon, że już nie jest naszym psem i nie chce mu mącić w głowie, że zostanie tam już. Dodała w sposób chamski, że u niej jest grzeczny i w ogóle, sugerowała, że wymyśliliśmy to wszystko, żeby się go pozbyć. Wkurwiłam się strasznie, ale co się będę z baba kłócić? Jak już jest po fakcie? Szkoda mi tylko Mojego, był strasznie przywiązany do psa i przykro mu było. Zastanawiam się, jak można być takim przebiegłym? Jak nie sąsiedzi, to baba od adopcji, wszyscy robią nam ostatnimi czasy na złość. Na dodatek te jełopy z góry zalały nam łazienkę i robi się grzyb na suficie, usuwamy szkody po Ricku i co chwilę coś nowego wyskakuje. Chciałabym się cofnąć do czasów dzieciństwa, moje nie należało do łatwych, ale przynajmniej nie musiałam się martwić sąsiadami, rachunkami i samochodem.
Szczurki nadal nie mają imion, pokrzywdziliśmy je trochę, ale myślimy, zresztą trudno coś wymyślić, jak jest wiecznie jakiś stres przez otaczających nas ludzi...
Tak marudzę, a zapomniałabym o najprzyjemniejszej części Weekendu, pobyt u Dziadków. Było świetnie! Jak zawsze zresztą, tort smakował, wszyscy się obżarli, było wesoło i bardzo miło. Kocham Was z całej siły i dziękuję, że mam w Was wsparcie, kochani Wy moi Dziadkowie!
Spędzamy ostatnie dni z Rickiem, wymieszane po trochu smutkiem, żalem i zarazem radością, że nie będzie się ani on męczył, ani my denerwowali. Są dwie rodzinki chętne, mam nadzieję, że odpowiedzialni i wiedzą, co ich czeka, taki pies ma swój temperament i trzeba go trzymać krótko. Staram się psiakowi umilić ten ostatni czas tu w domu, gotuję mu smakołyki, kupiłam kość, którą już godzinę memla, a co najgorsze, to jest to, że on jest strasznie przywiązany do nas, za mną to piszczy, jak do łazienki pójdę, cieszy się, skacze z wywiniętym ozorem. Będzie mu na początku ciężko, będzie tęsknił, ale on potrafi pokochać kogoś w mig, jak była u nas koleżanka z Wałbrzycha to w przeciągu godziny tak się do niej przyzwyczaił, że na spacerze co chwile się odwracał do niej, czy aby się gdzieś po drodze nie zgubiła. Jestem smutna, nie powiem, staram się tłumić te negatywne emocje i widzieć tą lepszą stronę tej decyzji, ale jestem niestety tylko człowiekiem...
Dzisiaj wróciłam wcześniej z zajęć, byłam chwile w sklepie, kupiłam dla psiaka i szczurków smakołyki, sobie nowy tusz do rzęs, a Mojemu golarkę. A teraz siedzę i odpoczywam, czego chcieć więcej? Ukochanej Osoby u boku i będę szczęśliwa :)
Dzisiaj wróciłam wcześniej z zajęć, byłam chwile w sklepie, kupiłam dla psiaka i szczurków smakołyki, sobie nowy tusz do rzęs, a Mojemu golarkę. A teraz siedzę i odpoczywam, czego chcieć więcej? Ukochanej Osoby u boku i będę szczęśliwa :)





