Wyniki wyszukiwania: Everyday Minerals
Znalezione filmy dla Everyday Minerals:
Brak.
Ostatnio przeglądając allegro i szukając nowego podkładu, natknęłam się na aukcję minerałów Everyday Minerals.
Słyszałam już o nich wcześniej, dużo dobrego i miałam nawet okazję je wypróbować (co prawda tylko korektory), dlatego postanowiłam zamówić kilka próbek do przetestowania i wybrania koloru :) Wcześniej używałam podkładu Revlon Colorstay (kolor buff), ale męczył mnie jego długi skład. Powodowało to u mnie problemy z cerą, co jakiś czas wypryski, więc mineralna alternatywa wydawała się bardzo kusząca. Jestem blada, dlatego zamówiłam odcienie bardzo jasne (najjaśniejsze z różnych tonacji) : Golden Fair (Golden), Fair (Cool) i Ivory (Buff).
Ku mojej uciesze, przesyłka dotarła do mnie bardzo szybko :) Testy zrobiłam od razu. Kolor Ivory był dla mnie za jasny, Fair był zbyt różowy, a Golden Fair wypadł idealnie... Na szczęście, bo musiałabym zamawiać jeszcze raz :) Ta mała odsypka okazała się bardzo wydajna, bo starczyła mi na ponad tydzień. Ostatnio zamówiłam trochę większą próbkę (1g), którą dostałam już w słoiczku.
Nie ukrywam POKOCHAŁAM MINERAŁY!!! Twarz oddycha, nie widać w ogóle, że mam coś na twarzy, a mimo to cera jest wyrównana i ma ładny koloryt. Nie świecę się w ogóle, mam matową cerę przez cały dzień!
Oczywiście po załapaniu minerałowego bakcyla, zaczęłam obmyślać kolejne zakupy :) Wszystko już sobie zapisałam (co chcę kupić), a nawet namówiłam siostrę do spróbowania (dzięki jej karcie kredytowej będę mogła zamówić produkty z oryginalnej strony EDM http://www.everydayminerals.com/ ) :D Więc niedługo oczekujcie większych recenzji z mineralnych zakupów :)
P.S. Pędzle Everyday Minerals od dawna są moją miłością. Jak na razie mam 3, kupiłam je na allegro, ale zamierzam zamówić więcej. Więc oczekujcie także recenzji pędzli w niedługim czasie :)
Pozdrawiam i zachęcam do wypróbowania minerałów :) Buziaki :*
Słyszałam już o nich wcześniej, dużo dobrego i miałam nawet okazję je wypróbować (co prawda tylko korektory), dlatego postanowiłam zamówić kilka próbek do przetestowania i wybrania koloru :) Wcześniej używałam podkładu Revlon Colorstay (kolor buff), ale męczył mnie jego długi skład. Powodowało to u mnie problemy z cerą, co jakiś czas wypryski, więc mineralna alternatywa wydawała się bardzo kusząca. Jestem blada, dlatego zamówiłam odcienie bardzo jasne (najjaśniejsze z różnych tonacji) : Golden Fair (Golden), Fair (Cool) i Ivory (Buff).
Ku mojej uciesze, przesyłka dotarła do mnie bardzo szybko :) Testy zrobiłam od razu. Kolor Ivory był dla mnie za jasny, Fair był zbyt różowy, a Golden Fair wypadł idealnie... Na szczęście, bo musiałabym zamawiać jeszcze raz :) Ta mała odsypka okazała się bardzo wydajna, bo starczyła mi na ponad tydzień. Ostatnio zamówiłam trochę większą próbkę (1g), którą dostałam już w słoiczku.
Nie ukrywam POKOCHAŁAM MINERAŁY!!! Twarz oddycha, nie widać w ogóle, że mam coś na twarzy, a mimo to cera jest wyrównana i ma ładny koloryt. Nie świecę się w ogóle, mam matową cerę przez cały dzień!
Oczywiście po załapaniu minerałowego bakcyla, zaczęłam obmyślać kolejne zakupy :) Wszystko już sobie zapisałam (co chcę kupić), a nawet namówiłam siostrę do spróbowania (dzięki jej karcie kredytowej będę mogła zamówić produkty z oryginalnej strony EDM http://www.everydayminerals.com/ ) :D Więc niedługo oczekujcie większych recenzji z mineralnych zakupów :)
P.S. Pędzle Everyday Minerals od dawna są moją miłością. Jak na razie mam 3, kupiłam je na allegro, ale zamierzam zamówić więcej. Więc oczekujcie także recenzji pędzli w niedługim czasie :)
Pozdrawiam i zachęcam do wypróbowania minerałów :) Buziaki :*
28.08.2010 o godz. 15:29
komentuj (1)
Ciemny fiolet w matowej wersji połączony z połyskującym kolorem starego złota daje bardzo interesujące zestawienie. Kolor złota, którego ja użyłam wpada w zgniłą zieleń, ale nie dojrzycie tego na zdjęciach - robione były przy sztucznym świetle, z fleszem i moim słabym aparatem :( Nie mogę się już doczekać kupna nowego - pewnie dopiero latem, ale chyba do tej pory jakoś przeżyję. W każdym razie wracając do makijażu - jest to propozycja typowo wieczorowa, wydaje mi się, że szczególnie na okres jesienno-zimowy, bo kolory są dosyć "ciężkie". Jest prosty, ale trochę pracochłonny. A oto przepis, jak go wykonać:
OCZY:
- baza pod cienie Smashbox
- pigment MAC Rich Purple (matowy, ciemny fiolet)
- pigment L'Oreal HIP Rebel (stare złoto wpadające w zieleń)
- cień do powiek EDM Rare Silk (jasny beż o zimnym podtonie, matowy)
- ciemny kajal - grafitowy, czarny, bądź szary (ja znów użyłam szarego, nie miałam nawet okazji kupić czarnego bo przez paskudne zapalenie oskrzeli nie ruszam się z domu)
- czarny eyeliner
- tusz do rzęs CoverGirl Lash Exact
1. Na całą powiekę nałóż bazę pod cienie. Wewnętrzny brzeg dolnej powieki obrysuj ciemnym kajalem.
2. Na wewnętrzny i zewnętrzny kącik powieki nanieś ciemnofioletowy, matowy cień używając małego pędzelka. Środek powieki pozostaw czysty.
3. Teraz na środek nałóż cień w kolorze starego złota. Jeśli cień fioletowy będzie matowy, a złoty z połyskiem, to efekt końcowy będzie ciekawszy. Cień, którego ja użyłam strasznie "fruwa" przy nakładaniu, takie cienie lepiej nanosić sztywnym, syntetycznym pędzelkiem, a w pogotowiu mieć czysty, miękki, który posłuży za miotełkę, jeśli cień zabrudzi nałożony wcześniej fiolet.
4. Miękkim pędzelkiem rozetrzyj granice cienia złotego i fioletowego.
5. Używając małego pędzelka obrysuj kontur powieki ponad załamaniem, używając do tego fioletowego cienia.
6. Powyżej nanieś rozświetlenie - najlepiej matowe - i rozmaż kontury fioletowej "ramki" używając sporego, miękkiego pędzla, ruchami do środka powieki.
7. Dolną powiekę podkreśl złotym cieniem w wewnętrznym kąciku, a fioletowym w zewnętrznym. Odwróć kolejność, jeśli Twoje oczy są szeroko rozstawione. Niech kolory spotkają się mniej więcej po środku. Do podkreślania dolnej powieki najlepiej używać pędzelka w kształcie ołówka.
8. Na górnej powiece narysuj kreskę czarnym eyelinerem. Jeszcze wytuszuj rzęsy - makijaż skończony! :)
Paczuszka od Everyday Minerals przybyła w jakiś tydzień po złożeniu zamówienia. Ktoś z moich domowników położył zawiniątko na komodzie w moim pokoju, tak, że zauważyłam ją dopiero wieczorem. Za to był to bardzo miły wieczór.
Kosmetyki są przepiękne. Wszystkie razem i każdy z osobna. Co prawda kolorystyka różów Summer Stroll i Yard Sale trochę różni się od zdjęć katalogowych, ale przeżyję. Summer Stroll to brzoskwinia z różowym podtonem, teraz raczej nie będę go używać, bo da na mojej bladej skórze komiczny efekt, ale na lato jak znalazł - tym bardziej, że opalam się na złotawy odcień. Yard Sale z kolei to złotawy beż, nadaje się raczej jako rozświetlacz na szczyt kości policzkowych, a nie róż sam w sobie. Oba te kolory za to świetnie sprawdzą się jako cienie do powiek.
Soft Touch to cudo na cuda, którym na tym blogu zdołałam się już pozachwycać już ładnych kilka razy. Jest to odcień po prostu idealny, dający niesamowicie naturalny efekt, absolutne must-have!
O pudrach i korektorze nie będę się tutaj rozpisywać, bo korektor dostanie osobną notkę, a pudrów na twarzy jeszcze nie wypróbowałam.
Cień Wild Flowers to jeden z najpiękniejszych matowych cieni, jakie widziałam - zastanawiałam się, jak to możliwe, żeby matowy brąz miał fioletowy podton - okazało się, że jednak może tak być i że efekt będzie piorunujący.
Więcej chyba rozpisywać się nie będę - wyczerpujący opis wszelkich właściwości kosmetyków EDM znajdziecie kilka notek niżej. Poniżej zamieszczam swatche i fotki produktów:
Kosmetyki są przepiękne. Wszystkie razem i każdy z osobna. Co prawda kolorystyka różów Summer Stroll i Yard Sale trochę różni się od zdjęć katalogowych, ale przeżyję. Summer Stroll to brzoskwinia z różowym podtonem, teraz raczej nie będę go używać, bo da na mojej bladej skórze komiczny efekt, ale na lato jak znalazł - tym bardziej, że opalam się na złotawy odcień. Yard Sale z kolei to złotawy beż, nadaje się raczej jako rozświetlacz na szczyt kości policzkowych, a nie róż sam w sobie. Oba te kolory za to świetnie sprawdzą się jako cienie do powiek.
Soft Touch to cudo na cuda, którym na tym blogu zdołałam się już pozachwycać już ładnych kilka razy. Jest to odcień po prostu idealny, dający niesamowicie naturalny efekt, absolutne must-have!
O pudrach i korektorze nie będę się tutaj rozpisywać, bo korektor dostanie osobną notkę, a pudrów na twarzy jeszcze nie wypróbowałam.
Cień Wild Flowers to jeden z najpiękniejszych matowych cieni, jakie widziałam - zastanawiałam się, jak to możliwe, żeby matowy brąz miał fioletowy podton - okazało się, że jednak może tak być i że efekt będzie piorunujący.
Więcej chyba rozpisywać się nie będę - wyczerpujący opis wszelkich właściwości kosmetyków EDM znajdziecie kilka notek niżej. Poniżej zamieszczam swatche i fotki produktów:
Jestem zła. Napisałam długą i bardzo dokładną notkę i oto przy dodawaniu bloblo odmówiło współpracy :( Teraz już brak mi weny i na spanie mnie bierze, będzie więc znacznie krócej, niż było, ale nie chcę odkładać posta na później, bo ze mną nigdy nie wiadomo, ile może się odwlec.
OK, a więc tak jak w tytule tym razem będzie matowo, a do tego ciepło i zimno w jednym. Otrzymałam już swoją paczuszkę z Everyday Minerals i krótka notka na temat jej zawartości również się pojawi - póki co wykorzystuję jedyny cień, jaki w niej przyszedł - to jest Wild Flowers.
OCZY:
- mineralny korektor EDM Multi-Intensive w połączeniu z bazą wodną jako podkład pod cienie
- cień mineralny Pure Luxe w kolorze Nutmeg
- cień mineralny EDM w kolorze Wild Flowers
- cień Bell Satin Mat nr 145
- cień kremowy Avon w odcieniu beżu z duetu cień + eyeliner Cafe
- eyeliner w pisaku Line Definer Maybelline w kolorze Black
- tusz do rzęs, którego już nigdy więcej nie użyję
- biały kajal Mon Ami
TWARZ:
- fluid mineralny Pure Luxe w odcieniu Babyface
- mineralny puder sypki EDM w odcieniu Fair Medium
POLICZKI:
- mineralny róż EDM w odcieniu Soft Touch
USTA:
- błyszczyk Avon Natural Peck
Makijaż na pierwszy rzut oka wydaje się być standardowym gradient eye, ale żeby osiągnąć zamierzony efekt musiałam trochę odwrócić kolejność poszczególnych kroków.
Standardowo zaczęłam od nałożenia bazy pod makijaż - tym razem wykorzystałam sypki korektor mineralny EDM z dodatkiem gliceryny i wody. Takie zastosowanie tego kosmetyku sugeruje producent i trzeba przyznać, że w tej roli sprawdza się ów korektor znakomicie. Otrzymana pasta ma jedwabistą konsystencję, pięknie pokrywa skórę powieki i pozwala utrzymać makijaż w nienaruszonym stanie przez dłuuugie godziny - cienie przetrwały moją dwugodzinną drzemkę na blacie biurka, podczass kiedy tusz wylądował gdzieś na moich policzkach. Ale mniejsza o to.
Powyżej bazy, którą nałożyłam na ruchomą część powieki, roztarłam kremowy cień Avon. Cień ten daje bardzo ładny efekt na żywo, po wyschnięciu - rozświetlenie jest subtelne ale zauważalne.
Na środek ruchomej powieki nałożyłam miękkim pędzelkiem cień Nutmeg. Cienie Pure Luxe są śliczne, ale mają to do siebie, że uwielbiają się osypywać, fruwać i generalnie niechętnie przyczepiają się do powieki niezależnie od użytej bazy. Chyba najwredniejszy pod tym względem jest Darling. Nutmeg na szczęście taki nie jest, nakłada się go bardzo dobrze no i odcień ma bardzo ciekawy - taki typowy ciepły orzechowy brąz, delikatnie wpadający w pomarańczowe tony.
W wewnętrznym kąciku nałożyłam cień Bell Satin Mat i roztarłam go do środka, łącząc go z cieniem Nutmeg. Chodziło mi przede wszystkim o to, żeby nieco uspokoić i przygasić odcień orzecha. Chciałam kontrastu, ale nie takiego perfidnego ;]
Teraz na kącik zewnętrzny naniosłam małym, miękkim pędzelkiem cień Wild Flowers. O ile Nutmeg jest bardzo ciepły, o tyle Wild Flowers to brąz niezwykle zimny, z fioletowym podtonem. Trochę tego cienia dodałam też w załamaniu powieki i całość roztarłam.
Wewnętrzny brzeg dolnej powieki tradycyjnie pomalowałam białym kajalem. Linię rzęs przy wewnętrznym kąciku podkreśliłam cieniem Nutmeg, a przy zewnętrznym - Wild Flowers. Oba te kolory spotkały się mniej więcej po środku.
Kreska miała być dość cienka, ale okazało się, że końcówka pisaka Maybelline podrażnia mi skórę powieki, wyszło więc tak, jak wyszło. Zdjęcia mają około tygodnia i od tej pory już trochę przyzwyczaiłam się do twardej końcówki, ale mimo wszystko powinnam dodać to jako małą aktualizację mojej wcześniejszej recenzji - chociaż może to też wynikać z tego, że przez ostatnie miesiące konsekwentnie używałam miękkiego pędzelka typu eyeliner i pigmentu Black Black na mokro.
OK, a teraz czas na fotki. Jeszcze takie małe sprostowanie do swatcha Nutmeg - cień ten jest idealnie matowy, a iskierki na mojej skórze wzięły się pewnie stąd, że chwilę wcześniej testowałam inne, błyszczące cienie.
OK, a więc tak jak w tytule tym razem będzie matowo, a do tego ciepło i zimno w jednym. Otrzymałam już swoją paczuszkę z Everyday Minerals i krótka notka na temat jej zawartości również się pojawi - póki co wykorzystuję jedyny cień, jaki w niej przyszedł - to jest Wild Flowers.
OCZY:
- mineralny korektor EDM Multi-Intensive w połączeniu z bazą wodną jako podkład pod cienie
- cień mineralny Pure Luxe w kolorze Nutmeg
- cień mineralny EDM w kolorze Wild Flowers
- cień Bell Satin Mat nr 145
- cień kremowy Avon w odcieniu beżu z duetu cień + eyeliner Cafe
- eyeliner w pisaku Line Definer Maybelline w kolorze Black
- tusz do rzęs, którego już nigdy więcej nie użyję
- biały kajal Mon Ami
TWARZ:
- fluid mineralny Pure Luxe w odcieniu Babyface
- mineralny puder sypki EDM w odcieniu Fair Medium
POLICZKI:
- mineralny róż EDM w odcieniu Soft Touch
USTA:
- błyszczyk Avon Natural Peck
Makijaż na pierwszy rzut oka wydaje się być standardowym gradient eye, ale żeby osiągnąć zamierzony efekt musiałam trochę odwrócić kolejność poszczególnych kroków.
Standardowo zaczęłam od nałożenia bazy pod makijaż - tym razem wykorzystałam sypki korektor mineralny EDM z dodatkiem gliceryny i wody. Takie zastosowanie tego kosmetyku sugeruje producent i trzeba przyznać, że w tej roli sprawdza się ów korektor znakomicie. Otrzymana pasta ma jedwabistą konsystencję, pięknie pokrywa skórę powieki i pozwala utrzymać makijaż w nienaruszonym stanie przez dłuuugie godziny - cienie przetrwały moją dwugodzinną drzemkę na blacie biurka, podczass kiedy tusz wylądował gdzieś na moich policzkach. Ale mniejsza o to.
Powyżej bazy, którą nałożyłam na ruchomą część powieki, roztarłam kremowy cień Avon. Cień ten daje bardzo ładny efekt na żywo, po wyschnięciu - rozświetlenie jest subtelne ale zauważalne.
Na środek ruchomej powieki nałożyłam miękkim pędzelkiem cień Nutmeg. Cienie Pure Luxe są śliczne, ale mają to do siebie, że uwielbiają się osypywać, fruwać i generalnie niechętnie przyczepiają się do powieki niezależnie od użytej bazy. Chyba najwredniejszy pod tym względem jest Darling. Nutmeg na szczęście taki nie jest, nakłada się go bardzo dobrze no i odcień ma bardzo ciekawy - taki typowy ciepły orzechowy brąz, delikatnie wpadający w pomarańczowe tony.
W wewnętrznym kąciku nałożyłam cień Bell Satin Mat i roztarłam go do środka, łącząc go z cieniem Nutmeg. Chodziło mi przede wszystkim o to, żeby nieco uspokoić i przygasić odcień orzecha. Chciałam kontrastu, ale nie takiego perfidnego ;]
Teraz na kącik zewnętrzny naniosłam małym, miękkim pędzelkiem cień Wild Flowers. O ile Nutmeg jest bardzo ciepły, o tyle Wild Flowers to brąz niezwykle zimny, z fioletowym podtonem. Trochę tego cienia dodałam też w załamaniu powieki i całość roztarłam.
Wewnętrzny brzeg dolnej powieki tradycyjnie pomalowałam białym kajalem. Linię rzęs przy wewnętrznym kąciku podkreśliłam cieniem Nutmeg, a przy zewnętrznym - Wild Flowers. Oba te kolory spotkały się mniej więcej po środku.
Kreska miała być dość cienka, ale okazało się, że końcówka pisaka Maybelline podrażnia mi skórę powieki, wyszło więc tak, jak wyszło. Zdjęcia mają około tygodnia i od tej pory już trochę przyzwyczaiłam się do twardej końcówki, ale mimo wszystko powinnam dodać to jako małą aktualizację mojej wcześniejszej recenzji - chociaż może to też wynikać z tego, że przez ostatnie miesiące konsekwentnie używałam miękkiego pędzelka typu eyeliner i pigmentu Black Black na mokro.
OK, a teraz czas na fotki. Jeszcze takie małe sprostowanie do swatcha Nutmeg - cień ten jest idealnie matowy, a iskierki na mojej skórze wzięły się pewnie stąd, że chwilę wcześniej testowałam inne, błyszczące cienie.
Może mam tylko anemię, a może tylko hormony oszalały a może to jest coś innego. Muszę poczekać do przyszłego poniedziałku, póki co nie czuję się najlepiej ani fizycznie ani psychicznie, ale próbuję się jakoś wziąć w garść z tym wszystkim.
Mimo, że powinnam oszczędzać na letni wyjazd i wszystkie sprawy z nim związane, wczoraj mnie poniosło i zaszalałam, żeby poprawić sobie trochę ten podły humor. W zeszłym roku o tej porze odkrywałam kosmetyki mineralne - non stop zamawiałam jakieś cuda zza Oceanu. Ale w zeszłym roku o tej porze również dolar stał nieco ponad dwa złote, więc mogłam sobie pozwolić na większe zakupy, niż teraz. Tak czy inaczej - wczoraj wzięło mnie na odwiedzenie strony Everyday Minerals i skończyło się na małych zakupach, ale za to niesamowicie poprawiających humor, zakupach.
Zamówiłam dwa średniej wielkości opakowania różów do policzków - w tym mojego ukochanego, niezastąpionego Soft Touch, matowy cień do powiek w kolorze brązu z fioletowym podtonem (opis brzmi ciekawie, zobaczymy, jak będzie się prezentował na skórze) oraz, jak zawsze w przypadku zakupów na tej stronie, zestaw pięciu darmowych próbek. Ta oferta jest o tyle fantastyczna, że próbki są naprawdę niesamowicie wydajne - próbki pudru używałam przez ponad miesiąc, a różu do policzków dwa miesiące! No i można zamówić tylko ten darmowy zestaw próbek, bez konieczności kupowania innych kosmetyków, płaci się wówczas tylko około 4-5$ za przesyłkę. Nie ma też ograniczenia jedna osoba = jeden zestaw próbek - ja zamówiłam już trzeci komplet :)
Bardzo sobie chwalę kosmetyki z EDM - moim zdaniem naprawdę nie można im nic zarzucić, starczają na długo, ceny nie są wygórowane (nawet przy obecnym kursie dolara), jakość jest po prostu świetna. Ogromnym plusem jest wielki wybór odcieni pudrów, do tego każdy puder można nabyć w czterech "wykończeniach" - kryjącym, rozświetlającym, półmatowym i matującym. Zapewniam, że matującego nic nie ruszy z twarzy w ciągu dnia, a kryjący poradzi sobie bez towarzystwa podkładu. Amatorki różów do policzków będą zachwycone, bo tutaj również do wyboru jest całe mnóstwo odcieni i rodzajów - od matowych, przez delikatnie i mocniej połyskujące, po roziskrzone drobinkami.
Mam puder z Everyday Minerals, wykończenie kryjące (Intensive), odcień Fair Medium - firma zmieniła ostatnio część nazw i w tej chwili nie ma go już we wzorniku, ale zamówiłam próbki trzech pudrów na oko w podobnym odcieniu. Wydajność tego pudru jest wprost niesamowita, kosmetyk bardzo ładnie i równo się rozprowadza. Kryje faktycznie mocno jak na puder sypki - to idealne koło ratunkowe w te dni, kiedy zaśpię i nie mam czasu bawić się z fluidem - sam puder daje naprawdę przyzwoity efekt. Jest też bardzo "fotogeniczny" - używam go niemal za każdym razem, kiedy mam zamiar robić zdjęcia. Nałożony czy to samodzielnie czy też na podkład nie daje efektu maski, wygląda naprawdę naturalnie. Ze wszystkich pudrów kryjących/kolorowych, jakie miałam, ten jest z pewnością najlepszy jeśli chodzi o to kryterium. Inna sprawa, że z matowieniem już nie jest tak kolorowo. Jeśli ktoś ma naprawdę tłustą skórę, to lepiej wybrać finisz matujący, bo choć kryje zdecydowanie słabiej, to przynajmniej obędzie się bez poprawek.
Do kompletu próbek generalnie wybiera się 3 pudry, 1 korektor i 1 róż do policzków tudzież bronzer lub rozświetlacz. Ja fanką korektorów mineralnych nie jestem - mam swój, ukochany korektor Bobbi Brown i absolutnie nic mi go nie zastąpi. Ale wśród korektorów EDM znalazłam jeden prawie biały, którego alternatywny sposób użycia opisany został jako baza pod cienie do powiek. Pod tym kątem na pewno go przetestuję :]
Róże do policzków EDM absolutnie mnie zachwycają i mogę się założyć o własną nerkę i pół wątroby, że skończę z kolekcją wszystkich odcieni. Na początku zaznaczyć muszę, że kolory wypadają trochę inne, niż pokazane na stronie - część wypada zdecydowanie jaśniejsza, część jest w cieplejszym odcieniu. Tak czy inaczej na skórze dają piękny efekt naturalnych rumieńców. Ja znalazłam swój idealny duet do modelowania policzków - Apple pod kość policzkową, a powyżej Soft Touch. O tym drugim kiedyś już się rozpisywałam - jest to jaśniutki odcień różu, zdecydowanie NIE perłowy, ale posiadający taki ciężki do zdefiniowania, delikatny połysk. Nie ma żadnych drobinek, ale nałożony na szczyt kości policzkowych po prostu perfekcyjnie rozświetla i ożywia twarz. Szukałam jego następcy u różnych marek kosmetycznych i w pewnej chwili po prostu uświadomiłam sobie, że drugiego takiego po prostu nie znajdę. Soft Touch to jest must-have i już :)
Drugim różem, jaki zamówiłam jest Summer Stroll - melanż brzoskwini z różem, spodziewam się, że na skórze wypadnie jaśniejszy, będzie więc idealny na lato i do makijażu utrzymanego w ciepłych kolorach. Jako róż do kompletu próbek wybrałam Yard Sale, również bardzo ciepły odcień, wydaje mi się, że razem z Summer Stroll może stanowić całkiem niezły duet - zobaczymy :)
No i jeszcze cień Wild Flowers - matowych cieni zbyt wiele nie mam, a jeśli już, to utrzymane w neutralnych tonach plus fiolety. Ten akurat wedle opisu plasuje się gdzieś pomiędzy. Mam już jeden cień z EDM - Autumn Afternoon. Nazwa oddaje jego kolor idealnie - to coś pomiędzy ziemistą szarością a brązem z połyskiem w kolorze starego złota. Cudo, choć ma jedną sporą wadę - bardzo nierównomiernie się go nakłada - na powiece w niektórych miejscach może być bardziej złotobrązowy, w innych bardziej szary - trudno przez to uzyskać taki sam efekt na obu powiekach, niemniej jednak kolor sam w sobie zachwycający, szczególnie dla kogoś, kto lubi ziemiste barwy. Cień został sklasyfikowany jako perłowy, ale moim zdaniem perłowy to on nie jest - należy raczej do tych cieni, które posiadają maleńkie iskierki.
Poniżej fotki z wzornika - niektórych produktów, które zamówiłam, oraz tych, które już mam. A w następnych postach pochwalę się Wam kosmetykami, które wykombinowałam sama i całkiem udanym zakupem za bardzo niewielką kwotę. A teraz już emigruję do wyrka, dobranoc!
Mimo, że powinnam oszczędzać na letni wyjazd i wszystkie sprawy z nim związane, wczoraj mnie poniosło i zaszalałam, żeby poprawić sobie trochę ten podły humor. W zeszłym roku o tej porze odkrywałam kosmetyki mineralne - non stop zamawiałam jakieś cuda zza Oceanu. Ale w zeszłym roku o tej porze również dolar stał nieco ponad dwa złote, więc mogłam sobie pozwolić na większe zakupy, niż teraz. Tak czy inaczej - wczoraj wzięło mnie na odwiedzenie strony Everyday Minerals i skończyło się na małych zakupach, ale za to niesamowicie poprawiających humor, zakupach.
Zamówiłam dwa średniej wielkości opakowania różów do policzków - w tym mojego ukochanego, niezastąpionego Soft Touch, matowy cień do powiek w kolorze brązu z fioletowym podtonem (opis brzmi ciekawie, zobaczymy, jak będzie się prezentował na skórze) oraz, jak zawsze w przypadku zakupów na tej stronie, zestaw pięciu darmowych próbek. Ta oferta jest o tyle fantastyczna, że próbki są naprawdę niesamowicie wydajne - próbki pudru używałam przez ponad miesiąc, a różu do policzków dwa miesiące! No i można zamówić tylko ten darmowy zestaw próbek, bez konieczności kupowania innych kosmetyków, płaci się wówczas tylko około 4-5$ za przesyłkę. Nie ma też ograniczenia jedna osoba = jeden zestaw próbek - ja zamówiłam już trzeci komplet :)
Bardzo sobie chwalę kosmetyki z EDM - moim zdaniem naprawdę nie można im nic zarzucić, starczają na długo, ceny nie są wygórowane (nawet przy obecnym kursie dolara), jakość jest po prostu świetna. Ogromnym plusem jest wielki wybór odcieni pudrów, do tego każdy puder można nabyć w czterech "wykończeniach" - kryjącym, rozświetlającym, półmatowym i matującym. Zapewniam, że matującego nic nie ruszy z twarzy w ciągu dnia, a kryjący poradzi sobie bez towarzystwa podkładu. Amatorki różów do policzków będą zachwycone, bo tutaj również do wyboru jest całe mnóstwo odcieni i rodzajów - od matowych, przez delikatnie i mocniej połyskujące, po roziskrzone drobinkami.
Mam puder z Everyday Minerals, wykończenie kryjące (Intensive), odcień Fair Medium - firma zmieniła ostatnio część nazw i w tej chwili nie ma go już we wzorniku, ale zamówiłam próbki trzech pudrów na oko w podobnym odcieniu. Wydajność tego pudru jest wprost niesamowita, kosmetyk bardzo ładnie i równo się rozprowadza. Kryje faktycznie mocno jak na puder sypki - to idealne koło ratunkowe w te dni, kiedy zaśpię i nie mam czasu bawić się z fluidem - sam puder daje naprawdę przyzwoity efekt. Jest też bardzo "fotogeniczny" - używam go niemal za każdym razem, kiedy mam zamiar robić zdjęcia. Nałożony czy to samodzielnie czy też na podkład nie daje efektu maski, wygląda naprawdę naturalnie. Ze wszystkich pudrów kryjących/kolorowych, jakie miałam, ten jest z pewnością najlepszy jeśli chodzi o to kryterium. Inna sprawa, że z matowieniem już nie jest tak kolorowo. Jeśli ktoś ma naprawdę tłustą skórę, to lepiej wybrać finisz matujący, bo choć kryje zdecydowanie słabiej, to przynajmniej obędzie się bez poprawek.
Do kompletu próbek generalnie wybiera się 3 pudry, 1 korektor i 1 róż do policzków tudzież bronzer lub rozświetlacz. Ja fanką korektorów mineralnych nie jestem - mam swój, ukochany korektor Bobbi Brown i absolutnie nic mi go nie zastąpi. Ale wśród korektorów EDM znalazłam jeden prawie biały, którego alternatywny sposób użycia opisany został jako baza pod cienie do powiek. Pod tym kątem na pewno go przetestuję :]
Róże do policzków EDM absolutnie mnie zachwycają i mogę się założyć o własną nerkę i pół wątroby, że skończę z kolekcją wszystkich odcieni. Na początku zaznaczyć muszę, że kolory wypadają trochę inne, niż pokazane na stronie - część wypada zdecydowanie jaśniejsza, część jest w cieplejszym odcieniu. Tak czy inaczej na skórze dają piękny efekt naturalnych rumieńców. Ja znalazłam swój idealny duet do modelowania policzków - Apple pod kość policzkową, a powyżej Soft Touch. O tym drugim kiedyś już się rozpisywałam - jest to jaśniutki odcień różu, zdecydowanie NIE perłowy, ale posiadający taki ciężki do zdefiniowania, delikatny połysk. Nie ma żadnych drobinek, ale nałożony na szczyt kości policzkowych po prostu perfekcyjnie rozświetla i ożywia twarz. Szukałam jego następcy u różnych marek kosmetycznych i w pewnej chwili po prostu uświadomiłam sobie, że drugiego takiego po prostu nie znajdę. Soft Touch to jest must-have i już :)
Drugim różem, jaki zamówiłam jest Summer Stroll - melanż brzoskwini z różem, spodziewam się, że na skórze wypadnie jaśniejszy, będzie więc idealny na lato i do makijażu utrzymanego w ciepłych kolorach. Jako róż do kompletu próbek wybrałam Yard Sale, również bardzo ciepły odcień, wydaje mi się, że razem z Summer Stroll może stanowić całkiem niezły duet - zobaczymy :)
No i jeszcze cień Wild Flowers - matowych cieni zbyt wiele nie mam, a jeśli już, to utrzymane w neutralnych tonach plus fiolety. Ten akurat wedle opisu plasuje się gdzieś pomiędzy. Mam już jeden cień z EDM - Autumn Afternoon. Nazwa oddaje jego kolor idealnie - to coś pomiędzy ziemistą szarością a brązem z połyskiem w kolorze starego złota. Cudo, choć ma jedną sporą wadę - bardzo nierównomiernie się go nakłada - na powiece w niektórych miejscach może być bardziej złotobrązowy, w innych bardziej szary - trudno przez to uzyskać taki sam efekt na obu powiekach, niemniej jednak kolor sam w sobie zachwycający, szczególnie dla kogoś, kto lubi ziemiste barwy. Cień został sklasyfikowany jako perłowy, ale moim zdaniem perłowy to on nie jest - należy raczej do tych cieni, które posiadają maleńkie iskierki.
Poniżej fotki z wzornika - niektórych produktów, które zamówiłam, oraz tych, które już mam. A w następnych postach pochwalę się Wam kosmetykami, które wykombinowałam sama i całkiem udanym zakupem za bardzo niewielką kwotę. A teraz już emigruję do wyrka, dobranoc!





