Wyniki wyszukiwania: ♥
Nie wiem dlaczego, ale przez ostatnie kilka dni czuję się wyjątkowo szczęśliwa. Nie wiem jak to wyrazić, ale kocham wszystkich z wyjątkiem kilku bardzo wkurzających osób. Nie pytajcie mnie. Tak po prostu! Ale może opowiem co się działo w tygodniu.
W poniedziałek, akurat miałam niesamowitego muła. Zresztą jak w każdy poniedziałek. Ale po szkole spoko było. Chyba, nie pamiętam dokładnie co robiłam, ale chyba poszłam z Sol i Mali pod szkołę i skakałyśmy przez krzaki i ławki. Spoko :D poodwalałyśmy trochę.
Wtorek maluje się bardzo podobnie jak poniedziałek. Tak myślę. Więc nie będę się rozpisywała o wtorku.
W środę. Ach środa... Próbne testy, mianowicie z polskiego, historii i w ogóle humana. Szkoda, że nas poinformowali nas dzień wcześniej, ale to tylko malutki szczegół. Ten test rozwalił mi głowę, ale przynajmniej temat rozprawki był dość przystępny. No i później miał być sprawdzian z chemii, ale na niego nie poszłam... Dlaczego? Bo miała cała klasa nie iść, ale przecież chłopaki z mojej klasy to muły i stchórzyli. Piątka dziewczyn, w tym ja, dwóch chłopaków na dyżurze na stołówce przez całą lekcje byli i jeden wyszedł sobie z lekcji po 15 minutach. Co nie zmienia faktu, że to tchórze. A miałam pisać ten sprawdzian, bo mniej więcej byłam nauczona i mogłam mieć z głowy. Głupota nie boli. Nieważne... No i po lekcjach oczywiście wycieczka rolkowa :D było trochę przymulaście, bo ja oczywiście muliłam na końcu, a Mali się niedobrze zrobiło, ale przejechałyśmy nasze standardowe 13 kilometrów. A wieczorem... Co wieczorem? Kto zgadnie? TAAAAAAAAAAAAAAAAAK!!!!!!!!!! GWIEZDNE WOJNY: EPIZOD V IMPERIUM KONTRATAKUJE! Kocham kocham kocham ♥
Czwartek. Oczywiście próbne testy z działu matematyczno-przyrodniczego. Nie będę się wypowiadać na ten temat, bo nie! Ale. Ale... Stwierdziłam, że kocham wszystkich! Tak właśnie! Nie wiem, może to działanie Gwiezdnych Wojen, ale po prostu czułam się taka szczęśliwa, że mało nie wyszłam z siebie. Po szkole odwaliło nam i polazłyśmy na 9 kilometrowy spacerek :D Me gusta
No i zacny piąteczek. Drugi dzień miłości do wszystkich ♥ Testy z angielskiego podstawowego i rozszerzonego. Szkoda gadać. Słuchowiska w ogóle jakieś nie ogarnięte, bez akcentu. Ale przeżyłam. No i po szkole na spacerek z Mali i naszym zacnym kolegą. Spoko było :D nie narzekam
Sobota!!!! Jest weekend! Trzeci dzień miłości ♥ Nice :D Od 15:30 na rowerach z Mali, Sol i wcześniej wspominanym już kolegą. Fajnie było. Nawet nie wiem ile kilometrów zrobiliśmy, ale sądzę, że nie dużo. Później o 17:20 mniej więcej o tej godzinie, pojechałyśmy na piaskownię. Później o 18:00 czy trochę po, rozeszłyśmy się do domu, żeby wyjść z powrotem o 20:00 na spacerek :D
A dzisiaj? Czwarty dzień miłości ♥ Niedziela... Nie powiem, żebym bóg wie jak wypoczęła, ale się dobrze bawiłam. W nocy spałam jakieś 3 w porywach do 3,5 godzin. Jechałam z tatą na ryby. Fajnie było, posiedziałam, powygrzewałam się w słoneczku, połowiłam rybek i w ogóle obrazek jak z sielanki. Później na basen z Sol, moją młodszą siostrą i jej koleżanką. Pobiłam dzisiaj swój rekord w zrobieniu jak największej ilości basenów bez odpoczynku. 20! Haha! Wiem, może to i nie dużo, ale to był mój pierwszy czy drugi raz na basenie w tym roku, więc nie ma co się pałować. P przyjeździe posiedziałam godzinę w domciu, a później won na spacer! :D I do 21:20 na dworze ♥ jak ja to kocham.
Muszę wam się jeszcze pochwalić, że w tym tygodniu (nie wiem w którym dniu) biegaliśmy jedno okrążenie boiska na czas na wf'ie. To jest jakieś 330 metrów i miałam 54 sekundy! Fuck yeah! Może to nie najlepszy czas na świecie, ale z dwóch klas w kategorii dziewczyn na pewno najlepszy. Mali tuż za mną 56 sek! Jesteśmy boskie ;D
Kończę, bo rozpisałam się na nieistotne tematy, jak zwykle zresztą :D Czy jutro będzie mój piąty dzień miłości? To czas pokaże ;D
W poniedziałek, akurat miałam niesamowitego muła. Zresztą jak w każdy poniedziałek. Ale po szkole spoko było. Chyba, nie pamiętam dokładnie co robiłam, ale chyba poszłam z Sol i Mali pod szkołę i skakałyśmy przez krzaki i ławki. Spoko :D poodwalałyśmy trochę.
Wtorek maluje się bardzo podobnie jak poniedziałek. Tak myślę. Więc nie będę się rozpisywała o wtorku.
W środę. Ach środa... Próbne testy, mianowicie z polskiego, historii i w ogóle humana. Szkoda, że nas poinformowali nas dzień wcześniej, ale to tylko malutki szczegół. Ten test rozwalił mi głowę, ale przynajmniej temat rozprawki był dość przystępny. No i później miał być sprawdzian z chemii, ale na niego nie poszłam... Dlaczego? Bo miała cała klasa nie iść, ale przecież chłopaki z mojej klasy to muły i stchórzyli. Piątka dziewczyn, w tym ja, dwóch chłopaków na dyżurze na stołówce przez całą lekcje byli i jeden wyszedł sobie z lekcji po 15 minutach. Co nie zmienia faktu, że to tchórze. A miałam pisać ten sprawdzian, bo mniej więcej byłam nauczona i mogłam mieć z głowy. Głupota nie boli. Nieważne... No i po lekcjach oczywiście wycieczka rolkowa :D było trochę przymulaście, bo ja oczywiście muliłam na końcu, a Mali się niedobrze zrobiło, ale przejechałyśmy nasze standardowe 13 kilometrów. A wieczorem... Co wieczorem? Kto zgadnie? TAAAAAAAAAAAAAAAAAK!!!!!!!!!! GWIEZDNE WOJNY: EPIZOD V IMPERIUM KONTRATAKUJE! Kocham kocham kocham ♥
Czwartek. Oczywiście próbne testy z działu matematyczno-przyrodniczego. Nie będę się wypowiadać na ten temat, bo nie! Ale. Ale... Stwierdziłam, że kocham wszystkich! Tak właśnie! Nie wiem, może to działanie Gwiezdnych Wojen, ale po prostu czułam się taka szczęśliwa, że mało nie wyszłam z siebie. Po szkole odwaliło nam i polazłyśmy na 9 kilometrowy spacerek :D Me gusta
No i zacny piąteczek. Drugi dzień miłości do wszystkich ♥ Testy z angielskiego podstawowego i rozszerzonego. Szkoda gadać. Słuchowiska w ogóle jakieś nie ogarnięte, bez akcentu. Ale przeżyłam. No i po szkole na spacerek z Mali i naszym zacnym kolegą. Spoko było :D nie narzekam
Sobota!!!! Jest weekend! Trzeci dzień miłości ♥ Nice :D Od 15:30 na rowerach z Mali, Sol i wcześniej wspominanym już kolegą. Fajnie było. Nawet nie wiem ile kilometrów zrobiliśmy, ale sądzę, że nie dużo. Później o 17:20 mniej więcej o tej godzinie, pojechałyśmy na piaskownię. Później o 18:00 czy trochę po, rozeszłyśmy się do domu, żeby wyjść z powrotem o 20:00 na spacerek :D
A dzisiaj? Czwarty dzień miłości ♥ Niedziela... Nie powiem, żebym bóg wie jak wypoczęła, ale się dobrze bawiłam. W nocy spałam jakieś 3 w porywach do 3,5 godzin. Jechałam z tatą na ryby. Fajnie było, posiedziałam, powygrzewałam się w słoneczku, połowiłam rybek i w ogóle obrazek jak z sielanki. Później na basen z Sol, moją młodszą siostrą i jej koleżanką. Pobiłam dzisiaj swój rekord w zrobieniu jak największej ilości basenów bez odpoczynku. 20! Haha! Wiem, może to i nie dużo, ale to był mój pierwszy czy drugi raz na basenie w tym roku, więc nie ma co się pałować. P przyjeździe posiedziałam godzinę w domciu, a później won na spacer! :D I do 21:20 na dworze ♥ jak ja to kocham.
Muszę wam się jeszcze pochwalić, że w tym tygodniu (nie wiem w którym dniu) biegaliśmy jedno okrążenie boiska na czas na wf'ie. To jest jakieś 330 metrów i miałam 54 sekundy! Fuck yeah! Może to nie najlepszy czas na świecie, ale z dwóch klas w kategorii dziewczyn na pewno najlepszy. Mali tuż za mną 56 sek! Jesteśmy boskie ;D
Kończę, bo rozpisałam się na nieistotne tematy, jak zwykle zresztą :D Czy jutro będzie mój piąty dzień miłości? To czas pokaże ;D
27.05.2012 o godz. 22:36
komentuj (0)
piosenka!
Rano wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w wcześniej wzięte z domu ubrania.
Zjedliśmy śniadanie zrobione przez Justina i do domu przyszedł Kenny. Niedługo potem wyjechaliśmy kierując się prostu do studia.
Ku naszemu zdziwieniu na miejscu było wiele fanek, które zaczęły od razu piszczeć gdy samochód Justina zatrzymał się na parkingu.
Przy wejściu zauważyłam Josha, który już szedł w naszą stronę.
Przecisnął się pomiędzy dziewczyny i doszedł do samochodu, wtedy wszyscy troje wyszliśmy a auta.
- Justin, kocham cię! - słyszałam na każdym kroku.
Chłopak na chwilę się zatrzymał, dał parę autografów i kiedy usłyszałam pierwsze obelgi do mojej osoby, Justin objął mnie ramieniem i szybko odeszliśmy wraz z naszymi ochroniarzami.
- Jak ja lubię twoje fanki. - jęknęłam.
- Nie przejmuj się nimi. - odparł wciąż obejmując moje ramiona.
- Do zobaczenia. - musnęłam jego policzek gdy winda otworzyła się na piętrze mojego studia.
- Dziś raczej nie wpadnę, będę zajęty nagrywaniem. - nieco posmutniał.
Cóż... Przecież wiedziałam, że nie będziemy się codziennie widywać, więc nie powinnam mieć do niego żalu.
- Zadzwonię wieczorem. - lekko się uśmiechnęłam i razem z Joshem wyszliśmy z windy.
- Cześć wszystkim! - przywitałam się z ekipą, która już była na swoich miejscach.
- Mamy dzisiaj trochę więcej pracy niż wczoraj, rapujesz. - powiedziała twardo Cloe.
Była na swój sposób fajna, choć w niektórych momentach przerażała mnie swoim zimnem płynącym z jej oczu.
Około godziny 15 umiałam już piosenkę i byłam z siebie dumna, że w ciągu tych siedmiu godzin od kąt jestem w studiu, nauczyłam się rapować.
- Ludzie, przerwa! - krzyknął Max upijając łyk wody.
Nie tracąc czasu od razu pobiegłam do windy wciskając 4 piętro, gdzie znajdowało się studio Justina.
Lekko uchyliłam drzwi i ujrzałam wszystkich znajomych z jego ekipy.
Sam Justin za to siedział na kanapie, tuż obok czarnowłosej, pięknej dziewczyny.
Serce mocniej mi zabiło.
Śmiali się do siebie nawzajem, a ja poczułam jak zazdrość przepełnia całe moje ciało.
Siedzący obok nich Kenny wyraźnie odchrząknął i dał Justin do zrozumienia, że coś się stało.
A stało się! Przyszłam! I byłam zła.
- O Carmen! - chłopak gwałtownie wstał i do mnie podszedł.
Czarnowłosa zaczęła mi się przyglądać.
- To jest Selena. - rzekł wskazując na śliczną dziewczynę.
Dobrze wiedziałam, że to Selena. Zawsze była dla mnie najładniejszą dziewczyną na świecie i swego czasu chciałam być jak ona, ale w tej chwili wszystkie moje pozytywne uczucia się zmieniły.
Była dziewczyna Justina, którą bardzo kochał - tyle, co umiałam o niej powiedzieć.
- Cześć. - wystawiła dłoń jako pierwsza.
- Hej. - odparłam z fałszywym uśmiechem.
- Selena właśnie przyleciała z Bułgarii i chciała się przywitać. - poinformował mnie Justin.
- Nagrywałam tam film i musiałam w końcu zobaczyć mojego braciszka. - dała mu kuksańca w bok i cicho się roześmiała.
Jej słodycz przyprawiała mnie o mdłości. Miałam ochotę krzyknąć jej prostu w twarz żeby wyszła i zostawiła MOJEGO chłopaka w spokoju! Pewnie tylko tak mówi, że to jej "braciszek" a tak na prawdę pewnie chce mi go zabrać.
- Hej, mam cudowny pomysł! - zawołał radośnie Justin zerkając to na mnie, to na Selene. - Może zjemy razem obiad w sobotę?
- Świetnie, akurat sobotę mam wolną. - uśmiechnęła się dziewczyna.
- A ty Carmen? - spytał Justin.
- Ja? Ja nie mogę bo... mam coś ważnego w sobotę. - wyjęczałam.
Nie miałam zamiaru patrzeć na tą dziewczynę! Długie przebywanie w jej towarzystwie na pewno by mi nie służyło, zwłaszcza, że to PIĘKNA CHOĆ BYŁA DZIEWCZYNA MOJEGO JUSTINA.
- Co? Na sobotę nie miałaś nic zapisanego w kalendarzu. - zdziwił się.
- Patrzyłeś w mój kalendarz? - wkurzyłam się.
- Przyjaciele mogą wszystko. - przewrócił oczami. - W takim razie widzimy się w sobotę. - uśmiechnął się siadając obok czarnowłosej.
Po chwili dostałam sms'a od Maxa
Wracaj.
Westchnęłam patrząc na to, jak dziewczyna rozbiera go wzrokiem, po prostu chłonie go całego, a ja musiałam iść.
- Na razie, miło było mi cię poznać. - syknęłam.
- Do soboty. - odparła śmiejąc się do chłopaka.
Zacisnęłam wargi i wkurzona wróciłam do studia.
- Jesteś w końcu! - powiedział zniecierpliwiony Max.
Od razu weszłam do pokoju z mikrofonem i gdy przyszedł czas na rap włożyłam w niego całą moją złość, która mnie przepełniała. Popatrzyłam za szybkę, gdzie wszyscy wytrzeszczyli oczy i byli wyraźnie zdziwieni.
- Coś nie tak? - spytałam przez mikrofon.
- To było niesamowite. Jesteś pewna, że wcześniej nie rapowałaś? - spytała Holly, która wraz z Maxem miksowali mój głos na tych wszystkich przyciskach, guziczkach i statywach.
Tydzień minął bardzo szybko i ledwo się obejrzałam, a już nastała sobota.
Cudownie..
Od ostatniego spotkania z Seleną nie wiedziałam ani jej, ani jego.
Gdy on dzwonił, byłam zajęta, a gdy ja dzwoniłam, on był zajęty.
Brak czasu trochę mnie przytłaczał i zaczęłam tęsknić za Justinem.
Mimo wszystko musiałam pogodzić się z tym, że teraz jest ten najtrudniejszy okres dla nas obojgu.
O 15 zaczęłam się przygotowywać do obiadu.
Restauracja miała być ekskluzywna, tak więc musiałam dobrze wyglądać, zwłaszcza, że była tam Selena..
Wzięłam prysznic.
Włosy umyłam miodowym szamponem, a na ciało nałożyłam migdałowy żel. Po kąpieli wtarłam w siebie cytrynowy balsam z dodatkiem brokatu, dzięki czemu moja skóra przyjemnie się świeciła.
Nałożyłam makijaż który składał się z lśniących cieni na oczy, małej kreski kretom, oraz jasnego pudru. Na sam koniec usta pomalowałam połyskującą, ciemno-różową szminką. Gdy makijaż był już gotowy zabrałam się za układanie włosów.
Zdecydowałam się na niesfornego koka, którego zaplotłam gumką z kokardką tego samego koloru co sukienka, wypuszczając pojedyncze pasma włosów, a następnie je podkręcając lokówką.
Biżuteria była dość skromna, bo założyłam tylko parę bransoletek i długie, lśniące kolczyki
Na koniec ubrałam wcześniej wybrany zestaw i byłam gotowa.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 16:27
- Jezu! - pisnęłam szukając swojej torebki.
- Mów mi Josh, na prawdę. - uśmiechnął się olbrzym.
- Bardzo śmieszne. - prychnęłam. - Mam!
Byłam już gotowa, więc od razu wsiedliśmy do mojego auta i z piskiem opon kierowaliśmy się do "Providence".
Tak jak się domyślałam restauracja była na prawdę piękna. Wszędzie pełno kwiatów i drogich dodatków.
Rozejrzałam się po sali i ujrzałam samotnie siedzącą Selene gdzieś na końcu lokalu.
Zaczęłam się modlić aby mnie nie zauważyła i dyskretnie cofałam się do tyłu.
- Carmen! - zawołała machając w moją stronę.
kurwa, kurwa, kurwa!
Wzięłam głęboki oddech i starając się sprawiać wrażenie radosnej, dążyłam ku niej.
- No cześć, nie zauważyłam cię. - skłamałam.
- To nic. - machnęła dłonią. - Justina jeszcze nie ma. - dodała.
No co ty nie powiesz?! Chyba nie jestem ślepa żeby to spostrzec.
- Na pewno zaraz się pojawi.
- Taak, on lubi wielkie wejścia. - roześmiała się. - Był kiedyś moim chłopakiem.
- Och, na prawdę? - udałam zaciekawioną.
- Tak, ale to stare dzieje. - uśmiechnęła się.
Znów musiałam ją podziwiać. Była taka piękna, idealna.
Jej proste, białe zęby, długie nogi i lśniące włosy...
DLAAAAACZEGO?!
Po chwili ciszy usłyszałyśmy głośne piski dziewczyn, które już otoczyły samochód Justina. Jako pierwszy wyszedł Kenny, a tuż za nim on. Uśmiechał się do nich, porozdawał parę autografów i skierował się ku restauracji.
Od progu przywitała go cała załoga kuchenna szczerząc się jak do zdjęcia no i w końcu podszedł do nas.
- Cześć dziewczyny. - uśmiechnął się, całując najpierw mnie w policzek, a następnie Selene, która zaraz po tym cicho zachichotała. - Przepraszam za spóźnienie, ale były korki..
- Nie martw się, zdążyłyśmy się z Carmen lepiej poznać. - lekko przechyliła głowę dokładniej się mu przyglądając.
Wyglądał mega, mega, mega seksi i dosłownie chłonęłam go wzrokiem.
Niedługo potem przyszedł kelner i złożyliśmy zamówienia.
- Hej, Justin! A pamiętasz jak utknęliśmy w samochodzie, a wokół było pełno paparazzi? Potem chyba godzinę czekaliśmy na Kennego, aż przywiózł zapasowe kluczyki. - Selena nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Justin też dobrze się bawił.
A ja tylko grzebałam widelcem w mojej sałatce i wysłuchiwałam tego zasranego zdania " a pamiętasz jak.. ". Co chwila na mnie zerkali, a ja udawałam, że jestem tym równie zauroczona jak oni.
- Ej, wiecie? Jestem ciekawa dlaczego zerwaliście. Przecież teraz bardzo dobrze się dogadujecie. - wymusiłam uśmiech przenosząc wzrok to z dziewczyny, to z chłopaka.
Widziałam, że Justin nie jest zadowolony tym pytaniem i dawał mi jednoznaczne spojrzenia.
- Hmm, no cóż.. Ja musiałam często wyjeżdżać. Nowe filmy, sesje, reklamy, potem koncerty. Chyba naszą największą przeszkodą był czas... A raczej jego brak. - wzruszyła ramionami.
- Co? Przecież moje fanki się na ciebie uwzięły. Nie dawałaś rady, pamiętasz? - Justin nerwowo się śmiał.
- Tak, to też pamiętam. - roześmiała się. - Codziennie śmieliśmy się z nich patrząc jak grożą mi śmiercią, bo są zazdrosne.
- Czyli gdyby nie twoje wyjazdy wciąż byście byli razem? - podsumowałam.
- Myślę, że tak. - odparła czarnowłosa. - Ale teraz nie mam zamiaru nigdzie wyjeżdżać. Zostaję tu, w Los Angeles bo męczą mnie te podróże.
Popatrzyłam na Justina z żalem w oczach. Przesłałam mu zawiedziony uśmiech i wstałam.
- Wiecie, co? Źle się czuję, lepiej będzie jak już pojadę.
- No co ty Carmen, przecież dopiero 20. - wtrąciła się Selena.
- Mną się nie przejmuj, powspominajcie sobie dalej. - odparłam łamiącym się głosem. - Dobranoc.
Przeszłam parę kroków, aż poczułam na swoim nadgarstku ciepłą dłoń.
- Wracaj do niej. - delikatnie wyswobodziłam dłoń z jego uścisku nawet na niego nie patrząc.
- To nie tak!
- No teraz już wiem, że nie tak. - uśmiechnęłam się gładząc jego ramie. - Baw się dobrze. - szepnęłam i wyszłam kierując się do mojego auta.
- Co tak wcześnie? - spytał zdziwiony Josh.
- Padł nastrój.
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Nie przez to, że nie chciałam, lecz co chwila męczyły mnie sms'y Justina. Nie miałam nawet ochoty na nie patrzeć.
Byłam nim strasznie zawiedziona.
Nie mogłam uwierzyć, że mnie tak potraktował, że mnie okłamał...
Teraz miałam wrażenie, że między nami tak wiele się zmieniło.
Bałam się, że przestanie mnie kochać..
Wiem, że to może wydawać się śmieszne, że napisałam, że rozdział będzie za tydzień, a jest już dziś, ale nie mogłam patrzeć na wasze komentarze w których prosiliście żeby rozdział był szybciej.
Tak więc jest on dziś i mam nadzieję, że się podoba. : )
Trzymajcie za mnie kciuki, bo teraz zabieram się do nauki. :d
Rano wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w wcześniej wzięte z domu ubrania.
Zjedliśmy śniadanie zrobione przez Justina i do domu przyszedł Kenny. Niedługo potem wyjechaliśmy kierując się prostu do studia.
Ku naszemu zdziwieniu na miejscu było wiele fanek, które zaczęły od razu piszczeć gdy samochód Justina zatrzymał się na parkingu.
Przy wejściu zauważyłam Josha, który już szedł w naszą stronę.
Przecisnął się pomiędzy dziewczyny i doszedł do samochodu, wtedy wszyscy troje wyszliśmy a auta.
- Justin, kocham cię! - słyszałam na każdym kroku.
Chłopak na chwilę się zatrzymał, dał parę autografów i kiedy usłyszałam pierwsze obelgi do mojej osoby, Justin objął mnie ramieniem i szybko odeszliśmy wraz z naszymi ochroniarzami.
- Jak ja lubię twoje fanki. - jęknęłam.
- Nie przejmuj się nimi. - odparł wciąż obejmując moje ramiona.
- Do zobaczenia. - musnęłam jego policzek gdy winda otworzyła się na piętrze mojego studia.
- Dziś raczej nie wpadnę, będę zajęty nagrywaniem. - nieco posmutniał.
Cóż... Przecież wiedziałam, że nie będziemy się codziennie widywać, więc nie powinnam mieć do niego żalu.
- Zadzwonię wieczorem. - lekko się uśmiechnęłam i razem z Joshem wyszliśmy z windy.
- Cześć wszystkim! - przywitałam się z ekipą, która już była na swoich miejscach.
- Mamy dzisiaj trochę więcej pracy niż wczoraj, rapujesz. - powiedziała twardo Cloe.
Była na swój sposób fajna, choć w niektórych momentach przerażała mnie swoim zimnem płynącym z jej oczu.
Około godziny 15 umiałam już piosenkę i byłam z siebie dumna, że w ciągu tych siedmiu godzin od kąt jestem w studiu, nauczyłam się rapować.
- Ludzie, przerwa! - krzyknął Max upijając łyk wody.
Nie tracąc czasu od razu pobiegłam do windy wciskając 4 piętro, gdzie znajdowało się studio Justina.
Lekko uchyliłam drzwi i ujrzałam wszystkich znajomych z jego ekipy.
Sam Justin za to siedział na kanapie, tuż obok czarnowłosej, pięknej dziewczyny.
Serce mocniej mi zabiło.
Śmiali się do siebie nawzajem, a ja poczułam jak zazdrość przepełnia całe moje ciało.
Siedzący obok nich Kenny wyraźnie odchrząknął i dał Justin do zrozumienia, że coś się stało.
A stało się! Przyszłam! I byłam zła.
- O Carmen! - chłopak gwałtownie wstał i do mnie podszedł.
Czarnowłosa zaczęła mi się przyglądać.
- To jest Selena. - rzekł wskazując na śliczną dziewczynę.
Dobrze wiedziałam, że to Selena. Zawsze była dla mnie najładniejszą dziewczyną na świecie i swego czasu chciałam być jak ona, ale w tej chwili wszystkie moje pozytywne uczucia się zmieniły.
Była dziewczyna Justina, którą bardzo kochał - tyle, co umiałam o niej powiedzieć.
- Cześć. - wystawiła dłoń jako pierwsza.
- Hej. - odparłam z fałszywym uśmiechem.
- Selena właśnie przyleciała z Bułgarii i chciała się przywitać. - poinformował mnie Justin.
- Nagrywałam tam film i musiałam w końcu zobaczyć mojego braciszka. - dała mu kuksańca w bok i cicho się roześmiała.
Jej słodycz przyprawiała mnie o mdłości. Miałam ochotę krzyknąć jej prostu w twarz żeby wyszła i zostawiła MOJEGO chłopaka w spokoju! Pewnie tylko tak mówi, że to jej "braciszek" a tak na prawdę pewnie chce mi go zabrać.
- Hej, mam cudowny pomysł! - zawołał radośnie Justin zerkając to na mnie, to na Selene. - Może zjemy razem obiad w sobotę?
- Świetnie, akurat sobotę mam wolną. - uśmiechnęła się dziewczyna.
- A ty Carmen? - spytał Justin.
- Ja? Ja nie mogę bo... mam coś ważnego w sobotę. - wyjęczałam.
Nie miałam zamiaru patrzeć na tą dziewczynę! Długie przebywanie w jej towarzystwie na pewno by mi nie służyło, zwłaszcza, że to PIĘKNA CHOĆ BYŁA DZIEWCZYNA MOJEGO JUSTINA.
- Co? Na sobotę nie miałaś nic zapisanego w kalendarzu. - zdziwił się.
- Patrzyłeś w mój kalendarz? - wkurzyłam się.
- Przyjaciele mogą wszystko. - przewrócił oczami. - W takim razie widzimy się w sobotę. - uśmiechnął się siadając obok czarnowłosej.
Po chwili dostałam sms'a od Maxa
Wracaj.
Westchnęłam patrząc na to, jak dziewczyna rozbiera go wzrokiem, po prostu chłonie go całego, a ja musiałam iść.
- Na razie, miło było mi cię poznać. - syknęłam.
- Do soboty. - odparła śmiejąc się do chłopaka.
Zacisnęłam wargi i wkurzona wróciłam do studia.
- Jesteś w końcu! - powiedział zniecierpliwiony Max.
Od razu weszłam do pokoju z mikrofonem i gdy przyszedł czas na rap włożyłam w niego całą moją złość, która mnie przepełniała. Popatrzyłam za szybkę, gdzie wszyscy wytrzeszczyli oczy i byli wyraźnie zdziwieni.
- Coś nie tak? - spytałam przez mikrofon.
- To było niesamowite. Jesteś pewna, że wcześniej nie rapowałaś? - spytała Holly, która wraz z Maxem miksowali mój głos na tych wszystkich przyciskach, guziczkach i statywach.
Tydzień minął bardzo szybko i ledwo się obejrzałam, a już nastała sobota.
Cudownie..
Od ostatniego spotkania z Seleną nie wiedziałam ani jej, ani jego.
Gdy on dzwonił, byłam zajęta, a gdy ja dzwoniłam, on był zajęty.
Brak czasu trochę mnie przytłaczał i zaczęłam tęsknić za Justinem.
Mimo wszystko musiałam pogodzić się z tym, że teraz jest ten najtrudniejszy okres dla nas obojgu.
O 15 zaczęłam się przygotowywać do obiadu.
Restauracja miała być ekskluzywna, tak więc musiałam dobrze wyglądać, zwłaszcza, że była tam Selena..
Wzięłam prysznic.
Włosy umyłam miodowym szamponem, a na ciało nałożyłam migdałowy żel. Po kąpieli wtarłam w siebie cytrynowy balsam z dodatkiem brokatu, dzięki czemu moja skóra przyjemnie się świeciła.
Nałożyłam makijaż który składał się z lśniących cieni na oczy, małej kreski kretom, oraz jasnego pudru. Na sam koniec usta pomalowałam połyskującą, ciemno-różową szminką. Gdy makijaż był już gotowy zabrałam się za układanie włosów.
Zdecydowałam się na niesfornego koka, którego zaplotłam gumką z kokardką tego samego koloru co sukienka, wypuszczając pojedyncze pasma włosów, a następnie je podkręcając lokówką.
Biżuteria była dość skromna, bo założyłam tylko parę bransoletek i długie, lśniące kolczyki
Na koniec ubrałam wcześniej wybrany zestaw i byłam gotowa.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 16:27
- Jezu! - pisnęłam szukając swojej torebki.
- Mów mi Josh, na prawdę. - uśmiechnął się olbrzym.
- Bardzo śmieszne. - prychnęłam. - Mam!
Byłam już gotowa, więc od razu wsiedliśmy do mojego auta i z piskiem opon kierowaliśmy się do "Providence".
Tak jak się domyślałam restauracja była na prawdę piękna. Wszędzie pełno kwiatów i drogich dodatków.
Rozejrzałam się po sali i ujrzałam samotnie siedzącą Selene gdzieś na końcu lokalu.
Zaczęłam się modlić aby mnie nie zauważyła i dyskretnie cofałam się do tyłu.
- Carmen! - zawołała machając w moją stronę.
kurwa, kurwa, kurwa!
Wzięłam głęboki oddech i starając się sprawiać wrażenie radosnej, dążyłam ku niej.
- No cześć, nie zauważyłam cię. - skłamałam.
- To nic. - machnęła dłonią. - Justina jeszcze nie ma. - dodała.
No co ty nie powiesz?! Chyba nie jestem ślepa żeby to spostrzec.
- Na pewno zaraz się pojawi.
- Taak, on lubi wielkie wejścia. - roześmiała się. - Był kiedyś moim chłopakiem.
- Och, na prawdę? - udałam zaciekawioną.
- Tak, ale to stare dzieje. - uśmiechnęła się.
Znów musiałam ją podziwiać. Była taka piękna, idealna.
Jej proste, białe zęby, długie nogi i lśniące włosy...
DLAAAAACZEGO?!
Po chwili ciszy usłyszałyśmy głośne piski dziewczyn, które już otoczyły samochód Justina. Jako pierwszy wyszedł Kenny, a tuż za nim on. Uśmiechał się do nich, porozdawał parę autografów i skierował się ku restauracji.
Od progu przywitała go cała załoga kuchenna szczerząc się jak do zdjęcia no i w końcu podszedł do nas.
- Cześć dziewczyny. - uśmiechnął się, całując najpierw mnie w policzek, a następnie Selene, która zaraz po tym cicho zachichotała. - Przepraszam za spóźnienie, ale były korki..
- Nie martw się, zdążyłyśmy się z Carmen lepiej poznać. - lekko przechyliła głowę dokładniej się mu przyglądając.
Wyglądał mega, mega, mega seksi i dosłownie chłonęłam go wzrokiem.
Niedługo potem przyszedł kelner i złożyliśmy zamówienia.
- Hej, Justin! A pamiętasz jak utknęliśmy w samochodzie, a wokół było pełno paparazzi? Potem chyba godzinę czekaliśmy na Kennego, aż przywiózł zapasowe kluczyki. - Selena nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Justin też dobrze się bawił.
A ja tylko grzebałam widelcem w mojej sałatce i wysłuchiwałam tego zasranego zdania " a pamiętasz jak.. ". Co chwila na mnie zerkali, a ja udawałam, że jestem tym równie zauroczona jak oni.
- Ej, wiecie? Jestem ciekawa dlaczego zerwaliście. Przecież teraz bardzo dobrze się dogadujecie. - wymusiłam uśmiech przenosząc wzrok to z dziewczyny, to z chłopaka.
Widziałam, że Justin nie jest zadowolony tym pytaniem i dawał mi jednoznaczne spojrzenia.
- Hmm, no cóż.. Ja musiałam często wyjeżdżać. Nowe filmy, sesje, reklamy, potem koncerty. Chyba naszą największą przeszkodą był czas... A raczej jego brak. - wzruszyła ramionami.
- Co? Przecież moje fanki się na ciebie uwzięły. Nie dawałaś rady, pamiętasz? - Justin nerwowo się śmiał.
- Tak, to też pamiętam. - roześmiała się. - Codziennie śmieliśmy się z nich patrząc jak grożą mi śmiercią, bo są zazdrosne.
- Czyli gdyby nie twoje wyjazdy wciąż byście byli razem? - podsumowałam.
- Myślę, że tak. - odparła czarnowłosa. - Ale teraz nie mam zamiaru nigdzie wyjeżdżać. Zostaję tu, w Los Angeles bo męczą mnie te podróże.
Popatrzyłam na Justina z żalem w oczach. Przesłałam mu zawiedziony uśmiech i wstałam.
- Wiecie, co? Źle się czuję, lepiej będzie jak już pojadę.
- No co ty Carmen, przecież dopiero 20. - wtrąciła się Selena.
- Mną się nie przejmuj, powspominajcie sobie dalej. - odparłam łamiącym się głosem. - Dobranoc.
Przeszłam parę kroków, aż poczułam na swoim nadgarstku ciepłą dłoń.
- Wracaj do niej. - delikatnie wyswobodziłam dłoń z jego uścisku nawet na niego nie patrząc.
- To nie tak!
- No teraz już wiem, że nie tak. - uśmiechnęłam się gładząc jego ramie. - Baw się dobrze. - szepnęłam i wyszłam kierując się do mojego auta.
- Co tak wcześnie? - spytał zdziwiony Josh.
- Padł nastrój.
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Nie przez to, że nie chciałam, lecz co chwila męczyły mnie sms'y Justina. Nie miałam nawet ochoty na nie patrzeć.
Byłam nim strasznie zawiedziona.
Nie mogłam uwierzyć, że mnie tak potraktował, że mnie okłamał...
Teraz miałam wrażenie, że między nami tak wiele się zmieniło.
Bałam się, że przestanie mnie kochać..
♥ ♥ ♥
Wiem, że to może wydawać się śmieszne, że napisałam, że rozdział będzie za tydzień, a jest już dziś, ale nie mogłam patrzeć na wasze komentarze w których prosiliście żeby rozdział był szybciej.
Tak więc jest on dziś i mam nadzieję, że się podoba. : )
Trzymajcie za mnie kciuki, bo teraz zabieram się do nauki. :d
Słowa obcych ludzi ranią wystarczająco mocno , ale słowa tych , którym ufamy , są najgorsze .
Bywają takie momenty w życiu kiedy ma się dość . Dość krzyku rodziców , dość natrętnych ludzi , dość upałów , dość deszczu , dość łez wycieranych w poduszkę , dość rozmazanego makijażu , dość wieczornych spacerów , dość wszystkiego . Wtedy najchętniej spakowalibyśmy do torby portfel , kanapkę , butelkę wody mineralnej i pobiegli na dworzec czekając na przyjazd pociągu do krainy szczęścia . Na pociąg do innego miejsca , miejsca , w którym moglibyśmy rozpocząć wszystko od nowa . Ułożyć po swojemu . Tam , gdzie będziemy szczęśliwi . Tkwię przytłoczona pomiędzy przyszłością , a zmarnowaną przeszłością . Coraz częściej dręczy mnie fakt , że On jest tak daleko . Czy można być zazdrosnym o kogoś z kim się nie jest .? Kogoś , kogo się nigdy nie miało .? Nie mogę Go dotknąć , przytulić . Nie mogę Go nawet zobaczyć . Codziennie wmawiam sobie , że mi Go nie brakuje , że nie kocham . Mam do niego żal .. Ogromny żal .
ຜ
/ Oczyma Katy/
Dni mijały, kolejne koncerty, coraz więcej prób i ćwiczeń układów. Za to coraz mniej siły. Każdy dzień zaczynał się próbą, później koncert i w nocy jazda autobusem. Justin był na próbach, a w czasie między próbą, a koncertem nagrywał wywiday i uczestniczył w różnego rodzaju sesjach zdjeciowych. Dodatkowo jeszcze nagrywano film o jego życiu. Rzadko nocowaliśmy w hotelach. Dzisiaj nie ma koncertu, ale jedziemy do miejscowości, gdzie ma być dopiero jutro wieczorem. Więc dzisiejszy dzień mam wolny. Kiedy wysiedliśmy z autobusów, udaliśmy się do hotelu, a następnie do swoich pokoi. Ja dzieliłam swój pokój z Usherem i od razu po wejściu do pokoju, Ush zamknął go na klucz i zwrócił się do mnie:
- Chyba musimy o czymś porozmawiać!
- O czym?
- Wierz, że jestem twoim opiekunemi za ciebie odpowiadam
- Tak wiem no i co?
- Twój ojciec mnie wybrał do tej roli i wiem o twojej bliźnie na szyi.
- Z jakiej racji?
- Dawno temu, czego pewnie nie pamietasz, bo byłaś jeszcze mała. Byłem przyjacielem twojej mamy i szczerze powiedziawszy kiedyś się w niej podkochiwałem. Po waszym wypadku chciałem pomóc twojemu ojcu, ale on odmówił. Za to teraz mogę mu pomóc.
- Zaraz, zaraz. Skąd znałeś moją mamę?
- Byłem od niej 4 lata młodszy, a ona była najpięknieszją dziewczyną w szkole, ale klucz do jej serca zyskał Thomas, jako jeden z wielu jej adoratorów.
- Aha. A o czym dokładniej chcesz ze mną porozmaiać, bo chyba nie o przeszłości.
- Nie. Chodzi mi o Justina. On jest wpatrzony w ciebie jak w obrazek i chyba się w tobie podkochuje.
- Jak to? On może mieć kazdą!
- Ale wybrał Ciebie. Tu chodzi o to, że on ma udawac z Sel parę i lepiej, żeby on wybił sobie Ciebie z głowy. Powiedz mu o wszystkim.
- Czyli o czym?
- O wypadku i bliźnie.
- Ale pod jednym warunkiem!
- Jakim?
- Takim, że jaby coś mi się stało, to nie zadzwonisz od razu do mego ojca. Będziesz mógł zadzwonić tylko wtegy, gdy ja się na to zgodzę. I co?
- Nie wiem.
- Sam nie mów Justinowi o tym.
- Dobrze. Słyszałem też od twego ojca, że musisz zaliczyć drugą połowę drugiego semestru. Więc może pomoże Ci w tym nauczycielka Justina.
- A mógłbyś ją o to poprosić. Trochę tego materiału jednak jest.
- Spróbuje coś załatwić.
- Dzięki. Jesteś wielki.
Po skończonej rozmowie, poszłam się troche odświeżyć i założyłam (http://stylistki.pl/bez-nazwy-166774/), a gdy wróciłam do pokoju, zostałam Justina siedzącego na moim łóżku.
- Co ty tu robisz? - spytałam.
- Siedzę a co?
- Nic, ale będziesz musiał wyjść, bo zaraz ja wychodzę i muszę zamknąć pokój.
- A mogę iść z tobą?
- Nie wiem.
- A gdzie idziesz?
- Pozwiedzać.
- To idę z tobą i nie ma żadnego ale!
Wziełam torebkę, do której włożyłam potrzebne rzeczy, po czym wyszliśmy z pkoju, razem. Kiedy wyszliśmy na ulicę Justin założy łczapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne. Chciał bowiem aby nikt go nie rozpoznał. Szłam pierwsza i rozmyślałam nad tym co powiedział mi Usher. Nie wiem czy powinnam powiedzieć wszystko Justinowi. A gdy nie powiem to Ush zadzwoni od razu do ojca, gdy coś mi się stanie. Jednak chyba powiem.
- Gdzie tak wogóle idziesz? - spytał chłopak.
- Przed siebie,a co chcesz?
- Spokojnie, chciałem Cię tylko spytać, czy pójdziemy teraz na lody?
- Dobrze przy okazji coś ci powiem.
- Ok.
Po kilku minutach byliśmy przy lodziarni.
- Jakie chesz? - spytał mnie.
- Po gałce cytrynowych i bakaliowych.
On wziął sobie gałkę czekoladowych i kawowych. Kilka minut później siedzieliśmy na ławce i jedliśmy słodkości, które szybko się rozpuszczały. Po konsumcji zaczęłam się śmiać z JB, gdyż ubrudził się lodami.
- Z czego się ryjesz? - spytał.
- Z ciebie bo ufajdałeś się lodami. -mówiąc to wyciągałam chusteczkę higieniczną i zaczęłąm wycierać mu czubek nosa.
Niestety wykorzystał on to i pocałował mnie prosto w usta.
- Przstań.
- Ale czemu. Jesteś idealną dziewczyną, z którą mógłbym to robić.
- Możesz mieć każdą, jaką tylko sobie zechcesz? Dlaczego ja?
- Bo jesteś ładna, cicha i nie zależy ci na pieniądzach oraz robisz to co kochasz. Ważna dla ciebie jest dusza i jej piękno.
- Wcale nie jestem ładna!
- Nie możliwe!
- Możliwe.- mówiąc to wyciągałam drugą chusteczkę i zaczęłam wycierać puder z szyi.
- Co robisz?
- Zobacz sam.
Zabrał moją rękę z chustecką z szyi i spytał:
- Co to?
- Blizna po wypadku, w którym zginęła moja mama i wielka szkoda, że nie ja.
- Nie mów tak.
- Teraz widzisz, że nie jestem ładna i nie klej się do mnie i nie podkochuj. Wiem, że po trasie masz udawać parę z Seleną i ona będzie chciała mieć ciebie tylko dla siebie. Ja natomiast nie chcę stać między wami. - wykrzyczałam to przez łzy i uciekałam.
Czemu ja wogóle płaczę? Przecież mi na nim nie zależy! Chyba się w nim nie zakochałam? Zakochałam, za dużo powiedziane. Zauroczyłam się nim! Nie to nie jest możliwe! Oby nie!
------------------------------------------------------------
Dni mijały, kolejne koncerty, coraz więcej prób i ćwiczeń układów. Za to coraz mniej siły. Każdy dzień zaczynał się próbą, później koncert i w nocy jazda autobusem. Justin był na próbach, a w czasie między próbą, a koncertem nagrywał wywiday i uczestniczył w różnego rodzaju sesjach zdjeciowych. Dodatkowo jeszcze nagrywano film o jego życiu. Rzadko nocowaliśmy w hotelach. Dzisiaj nie ma koncertu, ale jedziemy do miejscowości, gdzie ma być dopiero jutro wieczorem. Więc dzisiejszy dzień mam wolny. Kiedy wysiedliśmy z autobusów, udaliśmy się do hotelu, a następnie do swoich pokoi. Ja dzieliłam swój pokój z Usherem i od razu po wejściu do pokoju, Ush zamknął go na klucz i zwrócił się do mnie:
- Chyba musimy o czymś porozmawiać!
- O czym?
- Wierz, że jestem twoim opiekunemi za ciebie odpowiadam
- Tak wiem no i co?
- Twój ojciec mnie wybrał do tej roli i wiem o twojej bliźnie na szyi.
- Z jakiej racji?
- Dawno temu, czego pewnie nie pamietasz, bo byłaś jeszcze mała. Byłem przyjacielem twojej mamy i szczerze powiedziawszy kiedyś się w niej podkochiwałem. Po waszym wypadku chciałem pomóc twojemu ojcu, ale on odmówił. Za to teraz mogę mu pomóc.
- Zaraz, zaraz. Skąd znałeś moją mamę?
- Byłem od niej 4 lata młodszy, a ona była najpięknieszją dziewczyną w szkole, ale klucz do jej serca zyskał Thomas, jako jeden z wielu jej adoratorów.
- Aha. A o czym dokładniej chcesz ze mną porozmaiać, bo chyba nie o przeszłości.
- Nie. Chodzi mi o Justina. On jest wpatrzony w ciebie jak w obrazek i chyba się w tobie podkochuje.
- Jak to? On może mieć kazdą!
- Ale wybrał Ciebie. Tu chodzi o to, że on ma udawac z Sel parę i lepiej, żeby on wybił sobie Ciebie z głowy. Powiedz mu o wszystkim.
- Czyli o czym?
- O wypadku i bliźnie.
- Ale pod jednym warunkiem!
- Jakim?
- Takim, że jaby coś mi się stało, to nie zadzwonisz od razu do mego ojca. Będziesz mógł zadzwonić tylko wtegy, gdy ja się na to zgodzę. I co?
- Nie wiem.
- Sam nie mów Justinowi o tym.
- Dobrze. Słyszałem też od twego ojca, że musisz zaliczyć drugą połowę drugiego semestru. Więc może pomoże Ci w tym nauczycielka Justina.
- A mógłbyś ją o to poprosić. Trochę tego materiału jednak jest.
- Spróbuje coś załatwić.
- Dzięki. Jesteś wielki.
Po skończonej rozmowie, poszłam się troche odświeżyć i założyłam (http://stylistki.pl/bez-nazwy-166774/), a gdy wróciłam do pokoju, zostałam Justina siedzącego na moim łóżku.
- Co ty tu robisz? - spytałam.
- Siedzę a co?
- Nic, ale będziesz musiał wyjść, bo zaraz ja wychodzę i muszę zamknąć pokój.
- A mogę iść z tobą?
- Nie wiem.
- A gdzie idziesz?
- Pozwiedzać.
- To idę z tobą i nie ma żadnego ale!
Wziełam torebkę, do której włożyłam potrzebne rzeczy, po czym wyszliśmy z pkoju, razem. Kiedy wyszliśmy na ulicę Justin założy łczapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne. Chciał bowiem aby nikt go nie rozpoznał. Szłam pierwsza i rozmyślałam nad tym co powiedział mi Usher. Nie wiem czy powinnam powiedzieć wszystko Justinowi. A gdy nie powiem to Ush zadzwoni od razu do ojca, gdy coś mi się stanie. Jednak chyba powiem.
- Gdzie tak wogóle idziesz? - spytał chłopak.
- Przed siebie,a co chcesz?
- Spokojnie, chciałem Cię tylko spytać, czy pójdziemy teraz na lody?
- Dobrze przy okazji coś ci powiem.
- Ok.
Po kilku minutach byliśmy przy lodziarni.
- Jakie chesz? - spytał mnie.
- Po gałce cytrynowych i bakaliowych.
On wziął sobie gałkę czekoladowych i kawowych. Kilka minut później siedzieliśmy na ławce i jedliśmy słodkości, które szybko się rozpuszczały. Po konsumcji zaczęłam się śmiać z JB, gdyż ubrudził się lodami.
- Z czego się ryjesz? - spytał.
- Z ciebie bo ufajdałeś się lodami. -mówiąc to wyciągałam chusteczkę higieniczną i zaczęłąm wycierać mu czubek nosa.
Niestety wykorzystał on to i pocałował mnie prosto w usta.
- Przstań.
- Ale czemu. Jesteś idealną dziewczyną, z którą mógłbym to robić.
- Możesz mieć każdą, jaką tylko sobie zechcesz? Dlaczego ja?
- Bo jesteś ładna, cicha i nie zależy ci na pieniądzach oraz robisz to co kochasz. Ważna dla ciebie jest dusza i jej piękno.
- Wcale nie jestem ładna!
- Nie możliwe!
- Możliwe.- mówiąc to wyciągałam drugą chusteczkę i zaczęłam wycierać puder z szyi.
- Co robisz?
- Zobacz sam.
Zabrał moją rękę z chustecką z szyi i spytał:
- Co to?
- Blizna po wypadku, w którym zginęła moja mama i wielka szkoda, że nie ja.
- Nie mów tak.
- Teraz widzisz, że nie jestem ładna i nie klej się do mnie i nie podkochuj. Wiem, że po trasie masz udawać parę z Seleną i ona będzie chciała mieć ciebie tylko dla siebie. Ja natomiast nie chcę stać między wami. - wykrzyczałam to przez łzy i uciekałam.
Czemu ja wogóle płaczę? Przecież mi na nim nie zależy! Chyba się w nim nie zakochałam? Zakochałam, za dużo powiedziane. Zauroczyłam się nim! Nie to nie jest możliwe! Oby nie!
------------------------------------------------------------
Omnomnom ;)
macie facebooka .?
Nie macie pomysłu co dać na zdjęcie w tle .?
Jeśli tak , macie tutaj trochę ich :)
a na deser najsławniejszy piesek świata Boo ♥
macie facebooka .?
Nie macie pomysłu co dać na zdjęcie w tle .?
Jeśli tak , macie tutaj trochę ich :)
a na deser najsławniejszy piesek świata Boo ♥





