Wyniki wyszukiwania: Żegnaj Tony
Znalezione filmy dla Żegnaj Tony:
Brak.
Śliski mop wylądował w koszyczku zamocowanym do wiaderka i zwinął się w kulę pod naporem kija. Szara woda ściekła oleistymi strugami do środka, ochlapując drobnym kroplami drewnianą podłogę i twarz dziewczyny.
Jerico zrezygnowanym gestem starła z czoła kleistą breję i spojrzała na zegar ścienny w kształcie złotego amorka. Amorek trzymał łuk, którego strzała wskazywała godzinę dokładnie dziewiętnastą dwadzieścia cztery. Zegar był kiczowaty, tak jak i reszta wyposażenia salonu, obitego pożółkłą tapetą w różowe pasy i obwieszonej przeróżnymi zdjęciami oprawionymi w równie przesłodzone ramki. Przysadziste fotele w nieokreślonym zgniłozielonym kolorze otaczały krzywy stolik stojący naprzeciw wielkiego telewizora – jedynego sprzętu, który nie wydawał się żywcem wyjęty z lat dziewięćdziesiątych głównie dlatego, że jego właścicielka nie uznawała wyższej rozrywki poza oglądaniem telewizji. Wystrój żywcem wyjęty z wiekowego katalogu dla starych panien, mogłoby się wydawać – nic dziwnego, w końcu pani Marsh należała do tego zaszczytnego grona.
Jerico po raz pierwszy ujrzała ją na pogotowiu opiekuńczym, kiedy administracja załatwiła już większość spraw związanych z formalnościami i pozostawała kwestia zabrania jej z ośrodka. Nikt nie pytał jej o zdanie przy wyborze domu, w którym zgodnie z prawem, miała spędzić kilka następnych lat do końca ukończenia edukacji. Za to jej dokumentacja – łącznie z fotografiami i rozmiarem buta, po kartę lekarską i okolicznościami śmierci rodziny – były do wglądu każdego, kto okazywał cień zainteresowania przysposobieniem nastolatka za kilkadziesiąt dolarów tygodniowo.
Początkowo jej przyszła opiekunka wywarła na Jerico pozytywne wrażenie. Choć o postawie godnej kulturysty, panna Marsh ubrana była w schludny kostium i zachowywała się mile w stosunku do pracowników. Spojrzała na nią ze współczuciem malującym się w nieco zbyt jaskrawo pomalowanych oczach i powiedziała:
- Biedactwo, będę musiała cię odkarmić.
To były ostatnie miłe słowa, jakie Jerico usłyszała z jej ust. Wychodząc z zakładu, przed wejściem do zabłoconego vana, panna Marsh warknęła zmienionym głosem:
- Siadaj do tyłu, pobrudzisz mi tapicerkę.
Jerico niemal oczekiwała, że zerwie perukę z głowy i okaże się być mężczyzną w średnim wieku. Do niczego takiego nie doszło, ale okazało się, że i bez tego miało być gorzej.
Na miejscu, jeszcze przed rozpakowaniem małej podręcznej torby, w której kryła się para spodni na zmianę, bielizna, kluczyk do stacyjki motoru i kawałek połyskującego metalu zawinięty w bluzę, została poinformowana o swoich obowiązkach, praw nie było. Przede wszystkim, w tym domu każdy pracował sam na siebie i zadaniem Jerico poza nauką było zarabianie, najlepiej dużo, przy czym mile widziane było oddawanie części zarobków za wykorzystaną wodę i prąd. Nie ofiarowano jej dachu nad głową za darmo, mówiła panna Marsh, zdejmując trzaskającą w szwach marynarkę, sprzątanie domu nie powinno być zanadto męczące dla jej delikatnych rączek. Jerico spojrzała na swoje poznaczone pęcherzami dłonie i na zagracone wnętrze domu, w jakim przyszło jej mieszkać i naszły ją nikłe wątpliwości co do słuszności wyboru miejsca, w jakim się znalazła.
Potem przypomniała sobie, przed czym uciekła i stłumiła wszystkie myśli.
Tego dnia dom był pusty, bowiem czwartkowe wieczory pani domu spędzała w miasteczku na bingo. Siedziała tam z podobnymi jej kobietami często do północy, pijąc wino w papierowych kubkach i podjadając kurczaka z rożna. Był to jeden z tych dni w tygodniu, w którym mogła wyrwać się z domu bez natrętnych pytań o to, dokąd się wybiera i czy przyniesie to ewentualne zyski. Kiedy zirytowana odpowiedziała niegrzecznie, została uderzona w twarz – od tamtej pory Jerico uważała na to, co mówi. Jej opiekunka miała ciężką rękę i często zdarzało się jej „poślizgnąć” jak tłumaczyła Tony’emu na pytania co do kolejnych siniaków.
Przypominając sobie o nim, ponownie spojrzała na zegarek; była już za kwadrans ósma wieczorem, a do okna nie zapukał nikt znajomy. Jerico zaczęła się niepokoić – umówiła się na jazdę motorem z Tony’m o szóstej pod jej domem, a on nie należał do ludzi, którzy się spóźniają.
Ostatni raz wyżęła mop i skierowała się w wiadrem do łazienki. Wylała wodę do sedesu i wypłukała pojemnik – kiedy woda w jego wnętrzu stała się przezroczysta, wysuszyła go i postawiła obok szafki. Od kilku dni miała wrażenie, że Tony unika jej towarzystwa – świadomość, że nie odpowiada na telefony i nie zjawia się na dawno umówionym spotkaniu, nie poprawiała jej samopoczucia.
Mocząc pod strumieniem zimnej wody mop, podjęła decyzję. Tony mieszkał na Squart Street, to było od niej jakieś półtorej mili. Pięć minut jazdy jej motorem, nie więcej.
Rzuciła niedbale szczotkę do kubełka i wciągając po drodze trampki, skierowała się w stronę drzwi. Po drodze zdążyła się zastanowić nad powodem, dla którego wyjeżdża bez zastanowienia z domu i nie znajdując żadnego sensownego argumentu, po prostu wsiadła na motor.
Kopiąc pedał startu uświadomiła sobie, że nie zamknęła drzwi wejściowych – gdyby jakimś cudem panna Marsh wróciła wcześniej od niej i spotkała otwarte drzwi, nie skończyłoby się na kilku policzkach. Jerico zmełła w ustach przekleństwo. Machnęła z irytacją ręką i szczęknął zatrzaskiwany zamek.
Podsumowując, drobne zdolności przydawały się w życiu.
Wrzuciła bieg i ruszyła. W twarz natychmiast uderzył ją zimny podmuch wiatru – ufna we własną intuicję i lenistwo miejscowej policji, nie założyła kasku. Latarnie zaczęły się zapalać, rzucając żółte kręgi naokoło siebie i choć pora była stosunkowo wczesna, uliczki były opustoszałe. Kiedy zdążyła sobie uświadomić przyczynę tej pustki, pierwsze krople deszczu zaczęły uderzać o asfalt. Kiedy dotarła na miejsce, była cała mokra.
Tony mieszkał w ceglanej kamienicy na końcu szeregu budynków. Na całej ulicy paliła się tylko jedna latarnia, za której zasięgiem rzeczy zdawały się być jeszcze ciemniejsze. Jerico wrzuciła na wolny bieg i w ciszy zatrzymała się przed klatką schodową. W ostatniej chwili naszło ją absurdalna chęć, żeby zawrócić i zbagatelizować sprawę, więc po prostu nacisnęła przycisk domofonu z nazwiskiem „Grey”, zanim nie wyparowały z niej resztki odwagi.
Ostry ton głosu sprawił, że podskoczyła.
- Kto tam!
Zbliżyła ostrożnie usta do głośnika:
- Jerico Jones, proszę pani – odpowiedziała jej cisza i zrozumiała, że jej imię nic nie mówi osobie po drugiej stronie. – Koleżanka Tony’ego ze szkoły – dodała zaraz.
- Tony! – pod wpływem piskliwego dźwięku Jerico ponownie podskoczyła. – Masz koleżankę na dole! Zostaw tą farbę! Nie mam pojęcia, czego chce – dosłyszała przytłumione.
Natychmiast odsunęła się od aparatu i zatrzymała się u dołu schodów. Z trzeciego piętra nie dochodziły żadne dźwięki, toteż szybko pomyślała, że nikt się nie pojawi. Już miała dać sobie spokój, przekonana, że najwyraźniej nie jest mile widziana, kiedy doszedł jej uszu odgłos kroków zbliżających się w jej stronę. Odruchowo wbiła ręce w kieszenie, żeby sprawić bardziej niezobowiązujące wrażenie.
Obsmarowane sprayem drzwi otworzyły się przy wtórze głośnego jęku i na szczycie klatki stanął Tony.
Miał na sobie czapkę z gazety, taką, jaką noszą postacie w kreskówkach a w ustach papierosa. Różowy sweter, który wyśmiałaby w innych okolicznościach, był poznaczony śladami farby. Najwyraźniej zastała go w trakcie domowego remontu.
- Cześć – zaczęła.
Nie odpowiedział, wpatrując się w nią ze szczytu schodów.
- Mieliśmy zobaczyć, co z twoim motorem. Nie przyjechałeś.
Wzruszył ramionami.
- Mam remont – odparł. W jego postawie było coś odpychającego. Unikał jej wzroku i wzruszył ramionami, kiedy spojrzała na niego pytająco.
- Mogłeś mnie o tym poinformować – powiedziała w końcu. – Nie zastanawiałabym się, co z tobą.
Utworzył ustami idealne „o” i wypuścił dym. Powiódł oczami za kółeczkiem z dymu tytoniowego.
- Nie możemy się więcej spotykać.
W pierwszej chwili nie zrozumiała pytania.
- Słucham?
Wydawało się, że jest nadzwyczaj zainteresowany swoim papierosem. Przyglądał się białemu zwitkowi i kiedy mówił, nerwowo ugniatał filtr między kciukiem a palcem wskazującym.
- Nie przychodź więcej do mnie.
Zanim zdążyła cokolwiek wykrztusić, on zniknął we wnętrzu kamienicy.
Deszcz nasilił się, zmieniając się w ulewę, ale ona nie czuła tego, wpatrzona w samotny niedopałek papierosa leżący na szczycie schodów. Jeszcze się żarzył.
22.08.2010 o godz. 17:30
komentuj (5)





