Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

Lucy:
Usłyszałam jakąś kłótnie otworzyłam swoje ciężkie powieki i rozejrzałam się byłam w szpitalu, obok mnie na krześle siedziała moja matka i się na mnie patrzyła.
-Lucy wreszcie się obudziłaś, tak się martwiłam-prychnęłam pod nosem.
-Posłuchaj zaraz wejdzie tu policja i cię przesłucha, powiedz że cię napadli na ulicy, ale jakoś doczłapałaś się do domu i ja zadzwoniłam po karetkę po chwili zemdlałaś dobrze?-skinęłam głową, a matka wyszła. Nigdy jej nie uważałam za matkę, no bo która matka pozwala swojemu chłopakowi bić własną córkę?!Moje przemyślenia przerwał policjant który wszedł do pokoju, i usiadł na krześle tam gdzie chwile temu siedziała matka.
-Witaj Lucy jak się czujesz?
-Dobry, dobrze -policjant wyciągnął notatnik i długopis
-Opowiedz mi kto cię pobił- zaczęłam mu mówić zmyśloną historyjkę mojej matki nie chciałam żeby Tom pobił mnie bardziej. Policjant po zapisaniu moich zeznań wyszedł życząc mi szybkiego powrotu do zdrowia, do sali od razu wpadła moja matka.
-Powiedziałaś prawdę?-skinęłam głową, matka wypuściła z ulgą powietrze.
-Za 2 dni wychodzisz, my z Tomem wyjeżdżamy na tydzień do Kanady-wyszła z pokoju zostawiając mnie samą jak palec, jednak nie na długo po kilku minutach drzwi od sali się otworzyły i wjechał przez nie chłopak na wózku, jakaś pielęgniarka,2 chłopaków i jakaś pani
-Ja chce mieć sam sale!-chłopak o ciemnych włosach wywrócił oczami i usiadł a raczej opadł z wielkim wysiłkiem na krzesło.
-Czy wy mnie w ogóle słuchacie?!-chyba już mocno zirytowany ciemno włosy wstał z krzesła i złapał za koszulę szpitalną tego na wózku.
-Nie będziesz miał oddzielnej sali królewiczu więc z łaski swojej przestań marudzić szczeniaku! -puścił go i zaczął się rozglądać, po chwili jego wzrok spoczął na mnie zaczął mi się przyglądać.
-Masz ładną sąsiadkę-brązowo włosy który jak do tej pory siedział cicho zaśmiał się.
-Jason i tak nie poruchasz-ciemno włosy prychnął i oparł się o parapet. Po kilku minutach pielęgniarka wyszła.
-Dziecko co ci się stało?!-starsza pani która jak mi się wydawało była matką królewicza który już leżał na szpitalnym łóżku obok mnie, zaczęła oglądać moja twarz.
-Ktoś mnie napadł-wzruszyłam ramionami, i lekko odepchnęłam ją od siebie.
-Jestem Margaret a to mój syn Justin bardzo zdolny chłopak, tamci to Jason i Josh-wskazała na dwóch chłopaków jakby byli nikim.
-Lucy-Margaret usiadła na krześle obok syna i zaczęła mówić jaki to on słodki wywróciłam oczami, zobaczyłam że Josh usiadł na krześle obok mojego łóżka a Jason siedzi na parapecie i powoli wyjmuje z kieszeni spodni paczkę papierosów.
-Nawet o tym nie myśl baranie-spojrzałam na Josh'a zdziwiona przecież on nawet nie patrzył w stronę Jasona skąd niby wiedział że wyciąga papierosy.
-Znam go od dziecka- pokiwałam głową i zaczęłam wpatrywać się w sufit.
-Jesteś mało rozmowna- wow brawo dla Josha odkrył właśnie Amerykę, westchnęłam i zaczęłam myśleć jak uzbierać pieniądze na nową lustrzankę bo moją starą matka sprzedała żeby Tom miał co chlać.
-Wiecie może czy jakaś kawiarnia szuka pracownicy?- chłopcy spojrzeli na siebie.
-Jason ty masz kontakty-chłopak westchnął wyjął telefon i zaczął coś na nim pisać, po chwili usłyszeliśmy dźwięk przychodzącego smsa.
-W barze 'Nekon'(nazwa wymyślona) szukają kogoś za bar pasuje?
-Tak dziękuje!-ucieszyłam się może szybko zarobię na nową lustrzankę i znowu będę robić to co kocham czyli robić zdjęcia.
-Za 10 minut przyjdzie tu mój przyjaciel z Nekon to pogadacie-spojrzałam na Jasona zdziwiona on to chyba wszystko może załatwić.
-Jason jest specem od wyszukiwania i do tego ma kontakty.
Jason:
-Jason jest specem od wyszukiwania i do tego ma kontakty-spojrzałem na mojego najlepszego przyjaciela z poirytowaniem. Tak mam kontakty bo pracuje w mafii jako Tester narkotyków, lubię swoją pracę chociaż czasami mnie wkurza, ale niestety nie da się odejść bo jak odejdziesz to cię zabiją.
Po paru minutach do sali wszedł Niall, blond włosy, błękitne oczy, tatuaże i kolczyki na twarzy. Kto by się spodziewał że wyrośnie z tego chłopaka taki łobuz, przywitaliśmy się męskim uściskiem.
Lucy:
-Ty jesteś Lucy?-skinęłam głową.
-Niall
-Lucy-przywitaliśmy się potrząśnięciem ręki.
-Więc chcesz pracę w barze?-skinęłam głowa
-Od kiedy możesz zacząć?-spojrzałam na niego zdziwiona żadnego szefa, papierów.
-Jason zna się na rzeczy, jak przysyła do mnie osoby to wiem że są z dobrej gliny, a szefem jestem ja.
-Za 2 dni wychodzę ze szpitala-Niall skinął głową i zaczął strzelać kostkami w palcach myśląc.
-Dobra dziś jest poniedziałek więc w następny poniedziałek przyjdziesz do baru i tam wszystko obgadamy, masz tu mój numer jakby co dzwoń-podał mi prostokątną białą karteczkę na której był napisany numer i jego imię i nazwisko Niall Horan od razu przepisałam numer do telefonu i podpisałam jako Szef wysłałam chłopakowi wiadomość żeby też miał mój numer.
-Od kiedy Horan rozdajesz wizytówki?-Niall spojrzał na Josha
-Od kiedy żyje-wszyscy wybuchli śmiechem oprócz Justina i Margaret którzy byli zajęci sobą.
-Ja spadam narka ludzie- wyszedł z sali mrucząc że musi kupić sobie frytki.
-Chłopcy powinniście się już zbierać-Margaret od prawie godziny wreszcie się odezwała.
-A ty?
-Ja zostanę z moim kochanym synkiem- ja i chłopcy wywróciliśmy oczami śmiejąc się po cichu.
Jason:
Świetnie się bawię z Lucy i Joshiem w szpitalu, ale niestety ktoś musiał przerwać nam tą świetną chwilę, wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon odblokowałem go i otworzyłem wiadomość
Od:Jacek
Zaraz w garażu, są nowe narkotyki króliku
Nienawidziłem go od zawsze nazywał mnie królikiem, bo taka prawda jestem królikiem doświadczalnym. Wkurzony schowałem telefon do kieszeni.
-Ja spadam mam robotę nara-pożegnałem się z Joshem męskim uściskiem a do Lucy tylko machnąłem na pożegnanie, wyszedłem z sali a później ze szpitala wsiadłem do mojego czarnego bmw, jednak bycie królikiem doświadczalnym mafii ma swoje plusy, odpaliłem samochód i z piskiem opon ruszyłem w stronę garażów.Po 5 minutach byłem na miejscu wysiadłem z auta wcześniej gasząc silnik, wszedłem do środka garażu przywitałem się z chłopakami i ruszyłem za Markiem do pokoju położyłem się na łóżku a on wbił mi strzykawkę w żyłę przez chwilę nic nie czułem, dopiero po chwili poczułem duszności nie mogłem złapać powietrza, ale ustało. Zacząłem widzieć śmieszne rzeczy widziałem siebie biegającego z Joshem i Lucy jako dzieci po polance, obraz się zmienił teraz byłem w samochodzie który latał i jeszcze tak kilka obrazów przeleciało mi przed oczami np. jak szafa ze mną tańczy, a później odpłynąłem w ciemność. Obudziłem się strasznie bolała mnie głowa podniosłem się do siadu i zauważyłem na stoliku obok mnie kartkę, długopis, wodę i jakaś tabletkę pierwsze co zrobiłem to połknąłem tabletkę i popiłem wodą. Później złapałem za kartkę i długopis zacząłem czytać.
1.Jak się czujesz po narkotyku?
{ } Dobrze
{ } Świetnie
{^ } Boli mnie(napisz co cię boli)głowa
{ } Jestem bliski śmierci
2.Co czułeś gdy zażyłeś narkotyk
{ } Nic
{ ^} Ból(opisz)chwilowe duszności
{ } Od razu wszedłem w fazę
3.Co widziałeś/czułeś podczas działania narkotyku
{ } Nic nie widziałem
{^ } Śmieszne rzeczy
{ } Wspomnienia
{ } Odczuwałem tylko ból
4.Co myślisz o narkotyku?
{ } Powinniście się bardziej postarać!
{ } Jest dobrze, jednak bym coś zmienił
{^ } Można go sprzedawać
{ } Nie sprzedawać!



Odłożyłem kartkę i długopis na biurko i ruszyłem w stronę drzwi, otworzyłem drzwi przeszedłem przez cały dom żegnajac się z chłopakami, wyszedłem z domu wsiadłem do samochodu i od razu sprawdziłem godzinę 10:55 jęknąłem I ruszyłem w stronę szpitala, jestem ciekawy czy ciotka na serio została na noc w szpitalu. Po 5 minutach jazdy zatrzymałem się przed szpitalem wszedłem do środka ignorując innych ruszyłem do windy wcisnąłem 4 piętro, gdy winda się zatrzymała ruszyłem do drzwi z numerem 218 wszedłem do środka i ujrzałem Lucy śpiąca, Justina czytającego jakąś książkę i ciotkę Margaret śpiąca na krześle w dziwnej pozycji bo jej głową była na nogach Justina. Usiadłem na parapecie i patrzyłem za okno na ludzi śpieszących się do pracy, na przejeżdżające samochody.
-Jason -spojrzałem na młodego pytająco.
-Co tu robisz? -wzruszyłem ramionami, westchnąłem i zszedłem z parapetu podszedłem do ciotki,zacząłem ja budzić.
-O Jason co ty tutaj robisz? -spojrzała na mnie zmęczonymi oczami, ścisnęło mnie coś w klatce piersiowej na ten widok, no ej to że mój organizm wyniszcza się przez narkotyki nie znaczy że nie mam serca.
-Jedź do domu ja będę przy Justinie
-Naprawdę? Ale ja nie mam samochodu
-Zadzwonię po kolegę to cię podwiezie okej?- wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon i zadzwoniłem do Victora który po chwili odebrał.
'-Halo
-Cześć Victor mam sprawę
-Mów
-Podjedziesz do szpitala i zabierzesz moją ciotkę do domu- słyszałem jak chłopak krzyczy do kogoś że wychodzi a po chwili trzask drzwi i ryk silnika
-Która sala?
-4 piętro sala 218-chłopak rozłączył się. '
-Za chwilę przyjdzie Victor
-Masz naprawdę wspaniałych przyjaciół -po chwili do pokoju wpadł Victor zaczął się wydzierać, ale gdy zobaczył śpiąca Lucy szybko umilkł.
-Margaret to Victor, Victor to moja ciotka Margaret -podali sobie ręce
-W jedna stronę?-chłopak spojrzał na mnie, skinąłem głowa
-Stary znowu? -wiedziałem o co mu chodzi, pytał się czy znowu testowałem.
-Niestety, taka praca -wzruszyłem ramionami i oparłem się o ścianę. Victor westchnął.
-Ta praca kiedyś cię wykończy, nara-pożegnaliśmy się męskim uściskiem i wyszli.
-No gadaj Justin czemu tu w ogóle trafiłeś-kujonek oderwał się od książki i spojrzał na mnie.
-Złamałem nogę jeżdżąc na desce -prychnąłem i usiadłem na krześle odchyliłem się i zacząłem patrzeć w sufit.
Nagle poczułem wibracje, wyciągnąłem telefon i zobaczyłem kto dzwoni Josh
'-Co tam stary?
-Gdzie ty jesteś?!
-W szpitalu?
-Powiedz że w odwiedzinach
-Tak'
Chłopak się rozłączył wiedziałem że zaraz tu będzie,zawsze się o mnie martwi jak idę do roboty, następnego dnia od razu dzwoni żeby się spytać gdzie jestem. Nie zaprzeczę czasami mi się zdarzyło znaleźć w jakiś nieznanych miejscach.
-Kto dzwonił?- spojrzałem na kujona
-Josh zaraz przyjedzie
-Zaraz też przyjdzie Ryan -skinąłem głowa,o wilku mowa do sali wszedł Ryan a za nim wkurzony Josh. Przywitałem się z przyjacielem męskim uściskiem.
-Co ci?
-Wkurwiają mnie małolaty -zaśmiałem się i spojrzałem na Ryana który jak gdyby nigdy nic gadał sobie z Justinem.
Przez następne 2 godziny gadaliśmy z Joshem czekając aż Lucy się obudzi, polubiłem ją.




Wiem że powinnam dodać wczoraj,ale kompletnie zapomniałam:/ Mam nadzieje że długość 1 rozdziału wam się spodobała no i że się nie zanudziliście:D Kocham was<3 Buziaki:**

26.04.2015 o godz. 22:38

Czy to, w jakim łóżku śpię, miało jakiekolwiek znaczenie? Skoro i tak... budziłam się zalana potem, usiłując zapomnieć o tym, o czym przed chwilą śniłam?

Jeśli ktoś jest odmienny, to jest skazany na samotność. Dla takiego oni są okrutni. Czy ty wiesz, że odsunęli mnie od wszystkiego, absolutnie wszystkiego. Raz podpadniesz jakiejś alfie <która zresztą jest nią nie wiadomo skąd i dlaczego. > Czemu musimy się podporządkowywać. Chyba odpowiedz jest prosta. Jesteśmy słabsi i mniej wygadani. Jednak jedno jest pewne każda wada i zaleta ma swoje wady i zalety.

Nauka jest niebezpieczna; musimy jak najbardziej czujnie trzymać ją na łańcuchu i w kagańcu.

Zauważyłam, że zawsze jak coś nieoczekiwanie zmieni plan mojego życia, jak coś dzieje się za szybko, jak coś nie idzie po mojej myśli, często po prostu potrafiłam stanąć na środku i myśleć. Kompletnie się wyłączyć i zawiesić. Pogrążając się w tym co mam w głowie. Jednak po przeczytaniu "Sekretu", w sumie się nic nie zmieniło ale przybrałam inny tor. Zainteresowałam się medytacją <w sumie to jest taka medytacja po mojemu >. Na początku się relaksuje, skupiam się na oddechu, jestem szczęśliwa. Jest mi dobrze na tym świecie. I układam sobie plan działania. Wyobrażam i czuje to co chce aby się zdarzyło. Zawsze na końcu czuję wdzięczność. Jak otwieram oczy, czuję przez chwilę zażenowanie, bo nie zdawałam sobie sprawy że siedzę tak przez dłuższy czas. Jednak to jest cudowne doznanie, ponieważ zapominam o moim fizycznym istnieniu a przenoszę się głębiej.

„Ubóstwiam latać, ubóstwiam latać”

Zamknęłam oczy i oparłam czoło na ręce. Nie chciałam
Myśleć.



Nie wierzyła w znaki, to znaczy nie chciała wierzyć, ale podświadomie wiedziała, że jest coś, co kieruje naszym losem, bo gdyby nie, to on przecież by tu nie trafił... Nie! Stop! Znowu wraca do niego. Nie chce, ale uparte myśli notorycznie krążą wokół niego, wokół tamtego krótkiego czasu, kiedy myślała, że wszystko się ułoży. Naiwna. Teraz musiała na nowo poukładać ten domek z kart, który tworzył jej otoczenie, i sprawić, żeby był stabilny i bezpieczny.
8 kwiecień 2015r. 19;07
26.04.2015 o godz. 22:04
Witam. W dzisiejszym poście napiszę o współpracy, którą producent ekoskin.pl podjął z moim blogiem.

*POSE Organics Wrinkle Diffuser Face Cream
Informacje od producenta:
Innowacyjna, bazująca na wyciagu z aloesu redukująca zmarszczki formuła łączy unikalne właściwości DMAE oraz MSM z kwasem hialuronowym, organicznymi ekstraktami i olejami roślinnymi. Krem jest rewolucyjnym połączeniem DMAE, który zapobiega rozpadowi komórek oraz wzmacnia błony komórkowe oraz MSM, który dostarcza Twojej skórze siarkę umożliwiającą samoregenerację oraz wspomaga wytwarzanie kolagenu oraz elastyny. MSM posiada także właściwości redukujące powstawanie zmarszczek i blizn zwiększając elastyczność połączeń międzykomórkowych. Krem ten nawilża oraz dostarcza Twojej skórze substancję imitującą naturalny kolagen oraz oleje podobne do sebum, których ilość maleje wraz z wiekiem. Redukuje podrażnienia, posiada wyśmienite właściwości tonujące i ściągające oraz poprzez poprawę ukrwienia skóry zapewnia jej prawidłowe funkcjonowanie. Przeznaczony dla wszystkich typów skóry.

*POSE Organics Texturizing Face Cream
Inormacje od producenta:
Ten wyjątkowy, bazujący ma wyciągu z aloesu krem został stworzony aby dostarczać skórze wysokie dawki Vit C. Vit C, Vit E oraz organiczne ekstrakty stanowią synergiczny zestaw, który chroni skórę przed wolnymi rodnikami a stałe ich stosowanie w połączeniu z proantycjanidynami z ekstraktów żurawiny, czarnych jagód oraz wyciągiem z borówki amerykańskiej chroni skórę przed niekorzystnymi zmianami oraz prowadzi do poprawy jej struktury. Inteligentne składniki zapewniają odpowiedni poziom nawilżenia zgodnie z zapotrzebowaniem Twojej skóry. Zielona glinka zwana „minerałami młodości” usuwa toksyny ze skóry, delikatnie ją stymuluje oraz poprzez usprawnienie obiegu limfy poprawia dostarczanie tlenu i eliminację szkodliwych substancji. Wyciąg z cytryny delikatnie rozjaśnia poszarzałą skórę oraz łagodzi zaczerwienienia oraz podrażnienia. Wyciąg z dzikiej róży wzmaga regenerację skóry czyniąc ją przy tym bardziej elastyczną a GLA redukuje oznaki starzenia zwłaszcza zmarszczki wokół ust oraz chroni przed wysuszaniem. Przeznaczony dla wszystkich typów skóry.

Recenzja wkrótce na moim blogu.
26.04.2015 o godz. 21:31
Sen... Sen.
Niczego bardziej nie pragne. Jestem zmeczona bardziej niz zwykle, a mimo wszystko robie wiecej, dla siebie. Ucze sie jezyka migowego, na razie alfabet, liczebniki i podstawowe zwroty. W niedziele do rodziny, coz... Nie noge sie doczekac. I matury. W koncu, kilka dni wiecej dla siebie.


26.04.2015 o godz. 21:25
Gdy weszłam do salonu nagle samo zapaliło się światło i ludzie krzyknęli "Niespodzianka!"
Nagle podszedł do mnie Dante i mocno mnie przytulił.
-Niespodzianka mała.-ucałował mnie w policzek.
-Jezu, myślałam, że umrę na zawał, nie strasz mnie tak, ale dziękuję-uściskałam go.
Okazało się, że Dante razem z Zaynem zorganizowali pożegnalną imprezę niespodziankę.
I muszę przyznać, że im się udało. Przyszło naprawdę wiele osób, 5 osób ode mnie z byłej klasy z którymi zazwyczaj imprezowałam-Max, Kajtek, David, Maja i Kamila, była też Sara, chłopcy z One Direction, Dante, Kevin, Miley, Demi. Przywitałam się ze wszytkimi
i zaczęliśmy się bawić. Impreza naprawdę była fajna, urządziliśmy sobie karaoke, oglądaliśmy filmy i duuużo tańczyliśmy.Gdy już wszyscy pousypiali prawie przez trzy godziny gadałam z Dantem. Siedziałam wtulona w niego i rozmawialiśmy o przyszłości.
-Zaniosę cię do łóżka, musisz się wyspać.-Powiedział po 4 nad ranem. Kiwnęłam lekko głową i zaniósł mnie do łóżka. Ucałowałam lekko jego wargi na dobranoc i wygodnie
ułożyłam się na łóżku a on tylko lekko się zaśmiał.

Obudziłam się o 11 i powoli zwlekłam się z łóżka. Weszłam do łazienki i wykonałam to co
robię zazwyczaj, czyli wzięłam kąpiel, umyłam włosy i pomalowałam się.
W garderobie wybrałam sobie ubranie i je na siebie założyłam.
Zayn miał zawieść mnie na lotnisko o 17, więc dokładniej się spakowałam, sprawdziłam wszystko i zeszłam na dół zjeść śniadanie. Na dole spotkałam Dantego i Milę, wzięłam małą na kolanka i mocno przytuliłam.
-Będę za tobą tęsknić wiesz księżniczko?-spytałam.
-Wiem, ja za tobą też bardzo.-mocno mnie przytuliła.
-Obiecuję, że będę cię odwiedzać najczęściej jak się da.-uśmiechnęłam się.
Zjadłyśmy śniadanie a mała poszła się bawić. Z Dantem wyszliśmy na taras i usiedliśmy na trawie.
-Będę tęsknić, będziemy do siebie dzwonić?-zapytałam go.
-Ja też, pewnie, że tak. Jakby coś się działo to masz od razu dzwonić.-przytulił mnie mocno.
-Wiem, odwieziecie mnie na lotnisko?-Wtuliłam się w niego.
-Jasne, a idziemy coś obejrzeć?-zapytał a ja się zgodziłam.

O 16:45 zniosłam swoje rzeczy na dół i spakowałam je do samochodu Zayna, który już przyjechał.
-Nie chcę was zostawiać.-Powiedziałam smutna.
-Damy radę, a weźmiesz dla mnie autograf od Justina?-zapytała Mila.
-Pewnie słoneczko, a teraz siadaj do samochodu.-Powiedziałam.
Pojechaliśmy w stronę lotniska i tam się pożegnaliśmy.
Godzinę później byłam już w samolocie.
Założyłam słuchawki na uszy i puściłam muzykę, sama nie wiem, w którym momencie usnęłam.

-Ari wstawaj, wylądowaliśmy.-usłyszałam głos Biebera.
-Mhm, ok.-mruknęłam cicho i wysiedliśmy z samolotu. Na lotnisku było strasznie dużo fanów Justina. Delikatnie się uśmiechnęłam, gdy widziałam jak robi sobie z nimi zdjęcia.
-Ariana możemy prosić o autograf?-podeszło do mnie dwóch młodych chłopaków. Mieli może z 16 lat.
-Ode mnie? Jasne!-uśmiechnęłam się szeroko. Mocno ich przytuliłam i zawołał mnie Justin.
-Ariana chodź, scooter tam czeka.-powiedział. Pożeganłam się z chłopcami i poszłam za chłopakiem. Gdy odebraliśmy nasze bagaże pojechaliśmy do hotelu.
Pierwsze co zrobiłam to udałam się do łazienki, żeby odświeżyć się po podróży a następnie do
restauracji, aby zjeść jakiś posiłek.
Tak wogóle nawet nie powiedziałam wam gdzie jestem. Więc moi kochani, właśnie znajduję się
w Grand Beach Hotel w słonecznym Miami. Tu było naprawdę pięknie, no i gorąco.
Mimo, że byłam zmęczona po locie udałam się na dłuugi spacer. Mijałam wielu ludzi, kilku do mnie podeszło i poprosiło o autografy, co naprawdę mnie zdziwiło. Po ok.30 minutach doszłam
do parku i usiadłam na ławce. Po chwili zobaczyłam trójkę pijanych chłopaków idących drogą, albo raczej zataczających się. Mieli może ok.21 lat.

-Ej patrzcie chłopaki to ta lala od Biebera!-Krzyknął jeden a ja spojrzałam na nich.
-No faktycznie, ej maleńka, powiedz co tam u twojego kochasia?-stanęli przede mną.
-Spadajcie.-Powiedziałam i chciałam od nich odejść.
-Nie tak szybko malutka, powiedz mu, że albo się do nas odezwie albo jego laleczce stanie się
krzywda.-Powiedzieli a ja już nic nie rozumiałam. Wyrwałam się im i szybko pobiegłam w stronę hotelu. Od razu wbiegłam do swojego pokoju, gdzie był Justin.. chwilka a co on tu robi?
O co tu chodzi? Kim byli ci chłopacy? Oni znali się z Justinem? I co on robi u mnie w pokoju?
-Co ty tu robisz?-Powiedziałam, szczerze mówiąc byłam trochę przestraszona.
-Martwiliśmy się, wiesz, która jest godzina. Coś się stało? Cała się trzęsiesz. Ktoś cię zaczepiał?-Spytał i podszedł do mnie. Skąd on wiedział?
-Nie. Może tylko twoi koledzy. Wyjdź stąd.-Powiedziałam i poszłam szybko do łazienki. Umyłam się, przebrałam w piżamę i wyszłam. Chłopak dalej siedział na moim łóżku.
-Co tu jeszcze robisz?-wkurzyłam się.
-Jacy koledzy? Masz mi powiedzieć.-Spojrzał na mnie.
Westchnęłam cicho, wiedziałam, że nie da mi teraz spokoju, więc opowiedziałam mu wszystko.
-Ariana przepraszam, nie bój się, nie znam ich, byli pijani to pewnie dlatego.-Powiedział i mnie przytulił.

*Oczami Justina.*
Nie mogąc się powstrzymać mocną ją przytuliłem. Jednak dziewczyna mnie odepchnęła.
Okłamałem ją, wiedziałem kim są chłopacy, o których mówiła, ale nie chciałem, żeby wiedziała, to stare czasy, a przecież postanowiłem się zmienić.
Tylko czemu ona tak mnie olewa? Czy coś zrobiłem? Nigdy nie zrozumiem kobiet. Ale tą chcę zrozumieć.
Spojrzałem w jej piękne oczy i położyłem dłoń na jej policzku, spojrzała na mnie zdziwiona.
-Ari, na mojej imprezie normalnie gadaliśmy, co się stało?-zapytałem a ona spojrzała na mnie smutna. Po chwili opowiedziała mi wszystko a ja byłem wściekły. Ta dziewczyna to Alison, dziewczyna Christiana, a raczej jego była. Okazało się, że była z nim tylko po to, żeby mnie poderwać. Gdy powiedziałem jej wszystko spojrzała na mnie niepewnie.

*Oczami Ariany*
Nie wiedziałam co o tym myśleć. W mojej głowie kłębiło się zbyt dużo rzeczy. Chciałabym mu zaufać, ale nie umiem. Muszę to najpierw przemyśleć. Spojrzałam na niego niepewnie i spuściłam głowę.
-Justin zostaw mnie samą. Chcę iść spać.-Powiedziałam. Po chwili chłopak wyszedł z pokoju a ja położyłam się i łzy powoli zaczęły spływać po moich policzkach. Dlaczego on ma w sobie coś takiego, co mnie do niego przyciąga? Dlaczego nie mogę przestać o nim myśleć?....



Hej, dzisiaj taki krótki i moim zdaniem nudny rozdział, ale nie mogłam się wgl. skupić na pisaniu go :( Mam nadzieję, że wam się spodoba bardziej niż mi :)
Mam nadzieję, że wyrazicie swoją opinię w komentarzu :)
26.04.2015 o godz. 19:50



- No to zaczyna się. - mruknęłam pod nosem , po czym wychyliłam się przez okno i krzyknęłam do Jake'a - Idź beze mnie , muszę coś załatwić. Przyjdę niedługo.

Zamknęłam okno oraz usiadłam na parapecie , jednocześnie poprawiając niesforną , czarną sukienkę, która mocno opinała moje ciało. Ojciec patrzył na mnie , tak jakby zobaczył ducha. Prychnęłam pod nosem , po czym przejechałam długimi paznokciami po ramieniu. Na moim ciele pojawiły się przyjemne ciarki. Zaplotłam ręce na piersiach i patrzyłam na niego , tak jak zawsze. Czyli na osobę , którą znałam , która diametralnie się zmieniła. Jego kilkudniowy zarost , włosy związane w krótkiego kucyka.

- Nawet się nie przywitasz ? -zapytał stojąc w progu drzwi od mojego pokoju.
- Nie. Najlepiej byłoby , gdybyś już stąd wyszedł. - powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem , patrząc prosto w jego oczy. Zdziwiony wszedł do pomieszenia , zamykając za sobą drzwi.
- Jak Ty się do mnie odzywasz?!- burknął , patrząc na mnie od góry do dołu.- W coś Ty się ubrała?
- Po pierwsze, odzywam się do Ciebie tak , jak na to zasługujesz. A po drugie , masz jeszcze czelność oceniać mój wygląd? Gówno Cię to powinno obchodzić, tak jak Ty obchodzisz mnie. Wyjdź. - rzuciłam , pokazując mu dłonią, gdzie znajdują się drzwi.
- Nie wyjdziesz tak ubrana , rozumiesz? Wyglądasz jak dziwka.- podniósł ton głosu , a ja nie myśląc o niczym , podeszłam do niego i uderzyłam go z otwartej dłoni w twarz , najmocniej , jak tylko mogłam.

Poczułam ogromny ból ręki , ale nie dalam po sobie tego poznać. Ojciec delikatnie skulił się , przyłożył swoją dłoń do rozpalonego policzka oraz spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
Przyznam się , że trochę się go wtedy przestraszyłam. Miałam wrażenie, że zaraz podejdzie do mnie i wymierzy cios we mnie , tak jak robił to za dawnych czasów. "wychowawczo". Na wszelki wypadek cofnęłam się kilka kroków w tył , ale nie przestałam się na niego patrzeć. Czułam w tym momencie nienawiść. Nie miłość. Zniszczył to uczucie już dawno temu.


- Dziwki to możesz sam sobie znajdować. Ja w porówaniu do Twoich dziuń się szanuję. A teraz wypierdalaj z naszego życia. Nie chcę Cie więcej widzieć ! - krzyknęłam.
- Taka młoda , a taka pyskata...- przeciągnął. - Jeszcze się zobaczymy.- burknął , po czym wyszedł z mojego pokoju.

♪♪

Słyszałam jak zbiega po schodach i wychodzi z domu , głośno trzaskając drzwiami. Lekko oszołomiona usiadłam na dwuosobowe łóżko, przykryte różowym kocem. Podniosłam z podłogi poduszkę w kształcie serca , którą delikatnie przytuliłam do siebie. Próbowałam przeanalizować co właśnie się stało. Poczułam jak mój oddech zaczyna robić się nierówny , a do oczu zaczynają napełniać się słone łzy. Po chwili spływały po moich policzkach , tworząc przecinające sie ścieżki. Patrzyłam tępo w swoje buty, zastanawiając się, dlaczego to wszystko musi przydarzać się mnie. Nie minęła chwila , a do pokoju wszedł Jake , spoglądając na mnie z wielkim współczuciem. Nie odezwał się , tylko usiadł obok mnie , mocno przytulając mnie do siebie. Tego właśnie potrzebowałam. Nie słów , a poczucia , że ktoś jest przy mnie.Mocno wtuliłam się w niego , pozwalając , aby słone łzy spływały po mojej twarzy.


- Wszystko w porządku?-zapytał Jake , po kilku minutach.
- Już tak. Nie ma o czym rozmawiać. Chodźmy się napić.- stwierdziłam , delikatnie się uśmiechając.


Chłopak tylko pokręcił głową , wiedząc , że nie wyciągnie ze mnie teraz nic więcej. Cieszyłam się , że nie naciska na mnie i nie pyta o szczegóły. Szybko podniosłam się z łóżka oraz pobiegłam do łazienki poprawić swój lekko rozmazany makijaż. Jake w tym czasie został u mnie w pokoju , więc kiedy skończyłam wcześniej wspominaną czynność , po cichu podeszłam do pokoju dziewczyn nasłuchując czy śpią. Najciszej jak tylko potrafiłam , uchyliłam drzwi oraz zajrzałam do środka. Dziewczyny siedziały z mamą na łóżku , przytulone do siebie.Victoria, bo tak miała na imię moja mama, czytała im jakąś bajkę na dobranoc. Gdy weszłam do pokoju wszystkie automatycznie na mnie spojrzały. Mama podniosła delikatnie kąciki ust oraz spojrzała na mnie swoim współczującym wzrokiem.

- Wszystko ok? -zapytała, a ja oparłam się o białą framugę drzwi. Dziewczyny szeroko uśmiechnęły się na mój widok. Dzięki nim , sama szczerze to zrobiłam.
- Nie ma o czym mówić. Dużo słyszały?-zapytałam.
- Słyszały , ale mają 5 lat , wiele nie rozumieją. Na szczęście. - stwierdziła, przekręcając stronnicę książki.
- To dobrze. Nie masz nic przeciwko , że wyjdę teraz z domu? Muszę ochłonąć.- powiedziałam , wypuszając następnie głośno powietrze z ust.
- Leć leć. Ślicznie wyglądasz, prawda dziewczyny?- zaśmiała się, zerkając na nie.
- Pięknie wyglądasz. - powiedziała Ana,a po chwili dołączyła do niej Chloe. Podniosłam automatycznie kąciki ust do góry oraz delikatnie się zaśmiałam.
- Dobra dziewczyny , buziaki dla Kate i do wyrka.- rzuciła wstając z łóżka. Bliźniaczki momentalnie znalazły się obok mnie , mocno tuląc mnie do siebie i dając słodkiego buziaka.
- Dobranoc. - powiedziałam , całując je w czoło oraz wyszłam z pokoju. Szybko przeszłam do pomieszczenia , w którym siedział mój przyjaciel. Przeglądał coś w telefonie , ale kiedy weszłam , od razu schował go do kieszeni.
- Spokojnie , pisz sobie. - zaśmiałam się.- Idziemy?-zapytałam , zawieszając torebkę na ramieniu.
- Tak , tak chodźmy. - odpowiedział lekko zestresowany. Narazie wolałam nie pytać co jest. Może sam powie. W szybkim tempie wyszliśmy z mojego pokoju i skierowaliśmy się do drzwi wejściowych.
- Dobry wieczór , pani Shawn. Jak zwykle pięknie pani wygląda. - rzucił Jake z ogromnym uśmiechem na ustach. Ta jedynie zaśmiała się , podnosząc pluszaka z podłogi.
- Nie podlizuj się tak. - powiedziała , rzucając w niego pluszakiem.
- Miłej nocy. - zachichotał , unikając lecącego miśka.
- Wzajemnie Jake. - uśmiechnęła się , kiwając głową.

♪♪

Bez słowa wyszliśmy z mieszkania , schodząc kilka pięter w dół. Po chwili znaleźliśmy się przed budynkiem. Ciepłe , wieczorne powietrze uderzyło w nasze twarze. Na ulicach nadał był duży ruch , jednak jeździło więcej żółtych taksówek i drogich "zabawek". Pewnym krokiem szliśmy chodnikiem , za grupą już wciętych osób. Śpiewali, przepychali się , a ja i towarzyszący mi chłopak śmialiśmy się z nich. Zauważyłam jednak ,że brunet co chwilę pisze z kimś przez telefon.

- Dobra , mów z kim tak piszesz.- zaśmiałam się , próbując zabrać mu telefon z ręki.
- A co Ty taka ciekawa, co? - uśmiechnął się , chowając telefon do kieszeni spodni.
- Nie no nie. Łaski bez.- powiedziałam , próbując się nie zaśmiać. Zaplotłam ręce na piersiach i pewnym krokiem go wyprzedziłam. Czułam jak wieczorny wiatr rozwiewa moje długie włosy. Chłopak po chwili podbiegł do mnie.
- Ale Ty jestes uparta. Dobra , powiem. - zaśmiał się , a ja od razu z usmiechem spojrzałam na niego.
- Umówiłem się tam z kimś.- rzucił , patrząc w swoje sznurówki.
- No i bardzo dobrze. W końcu. Pokaż mi go. - stwierdziłam z uśmiechem.

Nie wspominałam o tym , ale Jake jest gejem. Nigdy dobrze nie dogadywałam się z koleżankami. Może nie to , że nie dogadywałam , ale wołałam obecność mężczyzn. Jake'a poznałam w gimnazjum , kiedy to poczuł w sobie inną orientację seksualną. Jego przyjaciele odwrócili się od niego , a ja byłam jego koleżanką , która została przy nim. Niby nikomu to nie przeszkadzało , ale jednak woleli trzymać się od niego z daleka. Ja nigdy nie miałam takiego problemu. Zawsze dobrze się z nim dogadywałam , nasze mamy regularnie spotykają się ze sobą. Pomagali nam również finansowo , kiedy było naprawdę ciężko.

Chłopak odpalił szybko facebook'a w telefonie , po czym wszedł na jego profil i pokazał jego zdjęcie profilowe. Nie powiem , ale nie był taki zły.

- Nono,bierz sie. - zaśmiałam się .
- Ale teraz nie wiem , bo masz zły humor i wolałbym spędzić ten czas z Tobą.- rzucił odpisując coś w telefonie.
- Przestań. Dam sobie radę.- puściłam mu oczko , a chwilę później staliśmy przed klubem w dużej kolejce.

Wokół był duży gwar. Co chwilę ochroniarze wynosili kogoś , kto zakłócał porzadek wewnątrz. Ze środka dobiegała głośna muzyka. Postanowiłam nie stać w kolejce , więc od razu skierowałam się do ochroniarzy stojących przy wejściu. Słyszałam za sobą ostre docinki jakiś dziewczyn , które nieźle rzucały w moją stronę mięsem. Odwróciłam się przez ramię do nich i kpiąco uśmiechnęłam , po czym bez żadnych problemów razem z Jake'iem znaleźliśmy się w środku. Był to klub dwupoziomowy. Na górze znajdowały się stoliki , z których był widok na znajdujący się parkiet na dole. Staneliśmy na środku przejścia.

- To ja idę do niego. Jak coś to jesteśmy w kontakcie. - powiedział mi głośno do ucha. Potwierdzająco kiwnęłam głową , po czym pewnym krokiem z triumfującym uśmiechem ruszyłam do baru , gdzie alkohol lał się hektolitrami. Usiadłam na wyskim stołku , po czym podnosząc delikatnie rękę do góry , dałam znać barmanowi , aby podszedł.
- W czym mogę pomóc?-zapytał blondyn z błękitnymi oczami , które wpatrywały się w mnie.
- Na rozgrzewkę poproszę 2 shoty i colę. - uśmiechnęłam się,rozglądając się po klubie.

♪♪
Pólnagie męskie i damskie ciała , stykające się w seksownym tańcu. Jakaś grupka nastolatków podskakująca z rękoma w górze w rytm piosenki. Migoczące , kolorowe światła.Sekundę później ujrzałam swoje trunki,które stały na granitowym blacie. Podałam barmanowi pieniądze , po czym chwyciłam za pierwszy kieliszek oraz szybko postawiłam go do ust. Subtelnie przymknęłam oczy oraz przechyliłam go i czułam jak spływa w moim przełyku. Poczułam momentalne udrzenie ciepła wewnątrz mnie .Szybko odstawiłam kieliszek na bar, chwilę później popijając go kilkoma łykami coli. Zdjęłam z siebie skórzaną kurtkę , którą poprosiłam o przechowanie przy barze. Nie minęło kilka minut , a w moich ustach znalazł się kolejny i kolejny bezbarwny trunek. Czułam jak moje ciało rozluźnia się i jest gotowe się zabawić. Podniosłam się z krzesełka oraz ruszyłam na parkiet. Przepchałam się przez duży tłum osób , stanęłam w odpowiednim miejscu oraz przymykając oczy , zaczęłam kręcić biodrami w rytm piosenki. Wsadziłam rękę we włosy , delikatnie je przeczesując.Miałam wrażenie , że czas zwolnił tak samo jak i piosenka. Stała się ona bardziej namiętna? Nie to złe słowo. Miałam ochotę wykorzystać wszystkie atuty mojego ciała. Nagle poczułam za sobą kogoś , kto przysunął mnie do siebie.
- Dobrze tańczysz..- usłyszałam głos, mówiący prost do mojego ucha.


______________________________________________________________________________________________________________
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem :)
Są one naprawdę dla mnie bardzo ważne. Mam nadzieję ,że nie zanudziłam na śmierć oraz zapraszam na kolejne ")
26.04.2015 o godz. 18:29
26.04.2015 o godz. 17:34
Bez życia odwrócił się, by spojrzeć swoimi przepełnionymi bólem oczami na smukłą sylwetkę dziewczyny, która teraz była pozbawiona jakiegokolwiek blasku. Jej policzki były zapadnięte, a oczy nie wyrażały nic poza smutkiem. Mimo tego, że dla wszystkich innych była martwa to dla niego wciąż istniała i tak bardzo jak chciał, by ta chwila trwała wiecznie to musiał pozwolić jej odejść. Zrobił krok do przodu wiedząc, że coś było nie tak i wcale nie chodziło mu o otoczenie w którym przebywali, chodziło o ich życie i to jak diametralnie się zmieniło. To wszystko na pewno nie było częścią planu, nie miało to najmniejszego sensu, ale gdy czas mijał, a postać Leyli dalej stała nieruchomo naprzeciwko niego zrozumiał, że dręczący go niepokój tego, co mogło się za chwilę stać był przerażający. Znał tą ciszę, która panowała na około nich i nigdy pod żadnym pozorem nie kończyła się dobrze, przynajmniej nie dla ludzi, na których mu zależało. Ona była kimś wyjątkowym w jego świecie i choć znała ten mroczny kawałek jak własną kieszeń to nadal uważał, że była niewinną częścią układanki, która przyjmowała uderzenia za nich wszystkich. Jednak nie ważne jak bardzo starali się bronić ludzi na około nich to i tak zawsze ktoś znalazł sposób, by ich zranić. Nie miał wątpliwości, że kiedyś nadejdzie moment, w którym będzie musiał założyć na siebie czarny garnitur i wyjść ze swojego pokoju prosto na sączący się z burzliwego nieba deszcz, by złożyć hołd któremuś ze swoich braci, ale nigdy nie pomyślał, że będzie to osoba, którą bezwarunkowo kochał.
- Kładę kres temu wszystkiemu. – Spokojnie przejechał wewnętrzną stroną dłoni po włosach, ciągnąc za ich końce. – Nie mogę istnieć w świecie, w którym nie ma ciebie. – Wychrypiał, kontynuując wlewanie w siebie przezroczystego trunku.
- Nie waż się tak mówić, zawsze będę blisko ciebie.. – Wyszeptała, delikatnie dotykając opuszkami palców chłodnej skóry Justina. – W każdej minucie, w której będziesz mnie potrzebował. – Uśmiechnęła się, jakby jeden gest z jej strony miał sprawić, że cały jego smutek i ból wyparuje, a pozostanie jedynie błogi spokój.
- Jakby to co mówisz było wielką prawdą. – Zaśmiał się, strącając jej dłoń z policzka.
- Bo to wszystko jest prawdą! Justin ja jeszcze nie odeszłam, dalej walczę o życie na tym przeklętym szpitalnym łóżku! – krzyknęła, jej żyły pulsowały pod skórą, rozdzierając na strzępy resztki jej nadziei.
- Teraz to już na pewno wiem, że pieprzysz głupoty Leyla. – Pokręcił głową z dezaprobatą. – Jesteś martwa, a to co teraz widzę to tylko złudzenie. Pieprzona nicość i dobrze o tym wiesz. – Spojrzał w górę na efektywne niebo pokryte kobiercem śnieżnobiałych gwiazd, które rozjaśniały głęboką czerń. Ono posiadało już swoją cząstkę konstelacji, która rozświetlała jego wnętrze, a jego było puste i zimne bez ponownej możliwości oderwania się od rzeczywistości jaka go otaczała. Piorun, który chwilę później pojawił się na ciemnym niebie oddał całe wewnętrzne uczucie dwojga ludzi obserwujących gwiazdozbiory, które były dokładnym odzwierciedleniem ich dusz.
- Kogo chcesz oszukać Justin ? – Zmarszczyła brwi, podchodząc bliżej wysportowanego ciała. Chwyciła jego podbródek chcąc, by przez chwilę na nią spojrzał, a gdy to zrobił poczuła na swojej skórze ciarki. Jego wzrok był lodowaty, pusty, nie wyrażał nic poza gniewem, a przecież przez te wszystkie lata, odkąd miała okazję poznać go bliżej, nigdy nie widziała go, aż tak zrozpaczonego. Westchnęła na wspomnienie Biebera. Dokładnie pamiętała w jakim stanie znaleźli go chłopaki i wszelkie próby wymazania tamtego dnia ze swojej pamięci okazały się porażką, nie tylko dla niej, ale dla wszystkich.
- Wiem, że to wszystko co się zdarzyło w naszym życiu było popieprzone, ale popatrz na to z innej strony wszystko co robiliśmy było dla czegoś lub kogoś. Starałeś, wszyscy się staraliśmy chronić siebie nawzajem, ale nie zawsze możemy zapobiec jakiemuś zdarzeniu i musimy się z tym pogodzić. Nie ważne czy tego chcemy czy nie, trzeba iść dalej i nie oglądać się za siebie!
- Leyla nic co się nam przydarzyło nie było dobre, popełniłem w życiu tak wiele błędów, że sam siebie nienawidzę. Nienawidzę każdej cholernej sekundy mojego życia, a wiesz dlaczego ? Ponieważ przez pieprzone 18 lat nie zrobiłem nic poza krzywdzeniem innych. Zabijałem tylko po to żeby przeżyć i zabawne jest to na czym to polega…. Dzisiaj wszystko się spierdoliło, wszystko co zrobiłem nie było na tyle wystarczające by uratować ciebie. Umarłaś Leyla! Nie ma ciebie, a skoro nie ma ciebie – nie ma także mnie, bo przegrałem z własnej winy. – Spoglądając na nią zaszklonymi oczami, wzruszył bezradnie ramionami cofając się do krawędzi dachu. Obrócił się, uniósł brodę, jakby nic dla niego nie miało już sensu, a jedyne o czym marzył to przeciwstawienie się temu co miało mu przynieść wieczny spokój. Uśmiechnął się robiąc kolejny krok do przodu, prawie spadając w dół na mokry asfalt. Jednak zapomniał, że jego anioł struż czuwa i nie pozwoli mu tak łatwo odejść z tego świata. Szybko sięgnęła, by złapać go za rękę, jednak Bieber wyrwał ją i przeniósł do przodu tak, żeby nie mogła zrobić tego ponownie. Przewróciła oczami, czasami potrafi być taki uparty. Przysunęła się z gracją wywołując prawdziwy huragan wokół Justina, który uniósł jego sylwetkę na tyle wysoko, by jej drobne ręce mogły owinąć się wokół jego ciała.
- Czemu to zrobiłaś ? tak ciężko pogodzić ci się z tym, że nie chcę być dłużej żywym. Praktycznie jest to niemożliwe, że jeszcze tutaj jestem. – Krzyknął, jego żyły stały się widoczne, pulsujące pod rozgrzaną skórą.
- Jeszcze nie czas, żebyś odchodził.
- Nie pamiętam, żebym pozwolił ci decydować o moim życiu. – Jego oczy niebezpiecznie błysnęły, cała złość powróciła, gasząc resztki człowieczeństwa.
- Tak po prostu zamierzasz zmarnować sobie życie ? Zawsze powtarzałeś, że w twoim słowniku nie istnieje takie słowo jak „ poddać się”, dążyłeś do celu nawet wtedy, gdy jego osiągnięcie było niemożliwe, ale to właśnie Twoja determinacja, zawziętość, upartość pozwalały ci na jego osiągnięcie. Justin dla ciebie nie ma rzeczy niemożliwych….. – Wykrzyczała, łapiąc jego dłoń. Podwinęła rękaw skórzanej kurtki odsłaniając przedramię pokryte w całości tatuażami, by chwilę później wskazać mu jeden z nich. – Pamiętasz dzień w którym mi go pokazałeś ? – Skinął głową. – Stwierdziłeś wtedy, że jest on dla ciebie najcenniejszy. Na początku nie wiedziałam dlaczego ma on dla ciebie, aż tak wielką wartość, ale teraz rozumiem. Nie zrobiłeś go tylko dlatego, że ci się spodobał, zrobiłeś go dlatego, że przypomina ci o trudnościach w twoim życiu, o walce jaką stoczyłeś nie tylko ze sobą, ale także z wrogami i własnymi słabościami. Przypomina ci Justina sprzed tych kilku lat – chłopaka, który wprawdzie pozbył się wszystkich uczuć, ale nie zapomniał kim tak naprawdę jest i ile znaczą dla niego poszczególne osoby. Nigdy nie byłeś obojętny w stosunku do swojej rodziny i przyjaciół nawet wtedy, gdy najbliżsi twojemu sercu ciebie znienawidzili to i tak po mimo tego byłeś gotowy poświęcić swoje życie, by oni mogli żyć. Zrobiłeś tak wiele dla innych, że teraz nie doceniasz sam siebie, ale za to ci ludzie, którym pomogłeś są tobie wdzięczni i już zawsze będą, więc przestań myśleć o sobie jak o potworze, bo wcale nim nie jesteś! – Wyszeptała, delikatnie głaszcząc jego policzek cały czas bacznie mu się przyglądając.
- Tak wiele o mnie wiesz kochanie… Ale nie zmienię swojej decyzji, nie ma już dla mnie drugiej opcji, nie ma planu „B”. – Wychrypiał, upuszczając na wpół pustą butelkę.
- Zawsze jest jakiś wybór, tylko ty go nie dostrzegasz… lub nie chcesz dostrzec. – Zrobiła krok do tyłu, kręcąc z niedowierzęniem głową. Łzy swobodnie spływały po jej chłodnych policzkach, zamazując obraz przed oczami, jednak nie odważyła się ich otrzeć. – Spójrz co robisz! Planujesz dzisiejszej nocy ostatnią w swoim życiu jazdę, tylko ta ostatnia próba nie pozwoli ci jutrzejszego poranka przekroczyć progu tego domu. Nigdy więcej nie ujrzysz uśmiechniętych twarzy przyjaciół, nie poczujesz tej więzi, która przerodziła się w braterstwo, nie zostanie stracone czy zapomniane. Ustal to na własną rękę, ale pamiętaj, że kiedy już postanowisz i linia zostanie przecięta stracisz wszystko i wszystkich, cała ta daleka droga, którą przeszedłeś zostanie utracona. – Szepnęła. – Światło prowadzi Twoją podróż i gdy odejdziesz zachowam wszystkie wspomnienia, a kiedy udasz się na swoją pierwszą przejażdżkę po granicy nieba i ziemi, pamiętaj, że zawsze każda droga prowadzi Cię do domu. Cholera, kto by się spodziewał, że po tych wszystkich dobrych rzeczach przez, które przeszliśmy to ja będę żegnać ciebie, a nie ty mnie. Wiem, że tego nie było w planach, ale teraz stojąc tutaj i rozmawiając z Tobą nie myślę o niczym innym jak o innej ścieżce, na której już nie będę miała szansy Cię zobaczyć, ale twój głos, uśmiech, śmiech będą zawsze w moim sercu. Na zawsze pozostaniesz w moich wspomnieniach, bo mam tą cholerną nadzieję, że tak nie będzie zawsze i pewnego dnia, gdy się obudzę, a ciebie już nie będzie zrozumiem, że przeszedłeś długą drogę stamtąd gdzie to się zaczęło. Obiecuję, gdy znów Cię zobaczę, nie pozwolę ci odejść, a więc ty nie pozwól odejść mi!.... Kocham Cię Justin. – Wyszeptała, mocno wtulając się w jego ramiona na kilka długich minut, gdy po chwili poczuła na swoim ramieniu coś mokrego.
- Ja Ciebie też skarbie! – Wyszlochał, delikatnie kołysząc ich ciałami na boki. – Nie mogę wytrzymać bez Ciebie jednego dnia, a co dopiero resztę życia… nie możesz odejść Leyla.. – Złożył pocałunek na jej czole, mocniej ją do siebie przytulając. Zadrżała powoli się odsuwając. – Żegnaj. – Powiedziała, po czym zniknęła.
- Leyla! – Krzyknął, w środku błagając, by to wszystko okazało się kiepskim żartem. Nie mogła przecież zostawić go po raz drugi, prawda ? Przecież powiedziała przed chwilą, że mnie kocha… powiedziała, że mnie nie zostawi, więc dlaczego jednak postanowiła to zrobić ? ……. Potykając się ruszył w kierunku uchylonego okna, uklęknął zeskakując na drewnianą podłogę i zszedł na dół po schodach, lekko się chwiejąc. Nie mógł znieść tego bólu, który z każdym następnym krokiem stawał się coraz większy, rozprzeszczęniał się po jego sercu jak ogień po płonącym domu, niszcząc każdy jego skrawek. Jak mam nie myśleć o rodzinie, skoro rodzina to wszystko co mamy ? Większość naszej drogi przeszliśmy razem, byliśmy gotów wskoczyć za sobą w ogień, ale teraz to ostatni raz, gdy mam zamiar wyruszyć z wami w podróż.
- To ostatnia szansa, by zrobić co w Twojej mocy.
Czując jak jego pierś zaciska się na te słowa, Justin ruszył w kierunku drzwi, zgarniając po drodze kluczyki od samochodu. Nie mógł tak po prostu opuścić tego miejsca, wiedząc, że już nigdy więcej nie będzie miał prawa wracać tu, gdzie to wszystko się zaczęło. Nie po tym co wkrótce planował zrobić. Zarzucił kaptur czarnej bluzy na głowę i wyszedł zostawiając całe jego dotychczasowe życie za sobą. Położył ostrożnie niewielkich rozmiarów kopertę na siedzeniu pasażera i odpalając silnik swojego sportowego auta odjechał. Kiwając głową, docisnął pedał gazu, przyśpieszając do 200 km/h, niebezpiecznie skręcając za róg lekko zboczył z drogi. Niepewność dusiła go w tej małej przestrzeni sprawiając, że poruszył się niekomfortowo. Chciał zawrócić, ale wiedział, że na nic się to nie zda, a może tylko zaszkodzić. Nie chciał, żeby cierpieli. Pragnął tylko tego, by każdy z nich był szczęśliwy na swój własny sposób. Wkrótce mieli o tym zapomnieć, ale jak skoro jego własny cień chodziłby po domu przypominając im, że jej już nie ma ?
{*}
Tamtej nocy, kiedy po raz pierwszy od bardzo dawna zobaczyłem ją coś we mnie pękło. Nie byłem już tą samą osobą sprzed lat, kiedy się spotkaliśmy. Zmieniłem się, lecz nie na lepsze, byłem obojętnym człowiekiem, niczym się nie przejmowałem, nic mnie nie obchodziło, a teraz ? Nie mam pojęcia kim jestem.
Po kilku sekundach Leyla postanowiła przerwać ciszę.
- Czemu to zrobiłeś ?
- Nie mam pojęcia o co ci chodzi. – Warknął, zaciskając pięści.
- Mogłeś zginąć!
- Przestań! Gdyby Ciebie tam nie było już dawno leżałby sześć stóp pod ziemią, a ty dobrze wiesz, że mnie nie da się zniszczyć. – Zaśmiał się, szybko zmieniając temat rozmowy, lecz ona dalej stała tam z splecionymi dłońmi czekając na odpowiedź.
- Dobra! Śledziłem cię, zadowolona ? – Złość dosłownie kipiała z niego. Widać, że demony wracają. – Dostałem zlecenie, więc musiałem je wykonać inaczej to ja byłbym martwy!
{*}

Minęło trochę czasu, zanim wjechał na parking koło wybrzeża. Gasząc silnik, wysiadł z samochodu, zabierając ze sobą kopertę oraz paczkę papierosów i ruszył wolnym krokiem na klif. Gdy dotarł na sam szczyt, usiadł na brudnej ziemi odpalając papierosa. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz palił, wydawało mu się, że było to wieki temu, a może ledwie parę miesięcy ? Wzruszył obojętnie ramionami, rozrywając drżącymi rekami kopertę. W środku znajdowały się pliki zapisanych kartek i kilka małych pudełeczek. Nic z tego nie rozumiał, więc rozłożył całą zawartość naprzeciw siebie i zaczął studiować je dokładnie, aż trafił na… list zaadresowany do niego. Chwilę się wahał, ale jednak postanowił go przeczytać.
Drogi Justinie!
Od naszego pierwszego spotkania minęło już parę dobrych lat. Pierwsze miesiące bez Ciebie były dniami ciężkimi, praktycznie w pełni niewykorzystanymi. Noc przeistaczała się w dzień, a dzień w noc i wiem, że już o mnie zapomniałeś choć obiecywałeś, że zawsze będziesz o mnie pamiętał. Nie wiem kim byłam dla Ciebie i pewnie już nigdy się nie dowiem, ale mogę powiedzieć kim ty byłeś i będziesz dla mnie zawsze. Jesteś moją miłością, tą upragnioną, o której śniłam nocami. Jesteś moim rycerzem w białych jak śnieg skrzydłach. Wierzę, że jesteś moim aniołem, który będzie bronił mnie przed złem, wierzę, że przy tobie nic mi się nie stanie, że będę bezpieczna w twoich silnych ramionach. Pamiętam dzień, w którym zobaczyłam cię po raz pierwszy. Stałeś oparty o maskę swojego samochodu ubrany od stóp po czubki głowy w czarne skórzane ubranie. Pamiętam twoje oczy, które pod wpływem światła zmieniały kolor z brązowych na zielone, twoje spojrzenie, które nie raz zapierało mi dech w piersi. Czas, który z tobą spędziłam był wyjątkowy, bo wiedziałam, że nigdy nie będzie czasem straconym. Przez ciebie nie mogłam spać po nocach, martwiłam się o ciebie, o to czy wrócisz następnego dnia po tym wszystkim, ale ty ani razu mnie nie zawiodłeś, każdej nocy obiecywałeś, że wrócisz cały i zdrowy, że nic ci nie będzie. Zawsze dotrzymywałeś słowa, naszej małej obietnicy. Myślałam, że odejście od Was było najlepszym wyjściem. Jednak, tamtego wieczoru wszystko stało się inne. Twoje usta, oczy błagające o drugą szansę. Zdawałeś się taki kruchy, inny niż otaczający cię ludzie. Nie myliłam się. Pokazałeś mi prawdziwego siebie, pokazałeś, że potrafisz kochać. Nie byłeś już tym oschłym chłopakiem, po prostu ukrywałeś się, chowałeś się za maską, bo tak było lepiej. Bałeś się ją ściągnąć, możliwe, że dalej masz ją na sobie, ale kiedy ujrzałam twe prawdziwe oblicze, zrozumiałam, że nigdy się nie myliłam co do ciebie. Niestety wszystko ma swój koniec. Dziękuję za chwilę szczęścia, za miłość, za to, że mogłam być przy twoim boku. Otrzymałeś drugą szansę, dlatego proszę nie zmarnuj jej i na nowo ułóż swoje życie. Będę o wiele spokojniejsza, gdy będziesz miał obok siebie kogoś wyjątkowego. Osobę, która na ciebie zasługuje….. Nie zmieniaj się, bądź zawsze taki, jaki byłeś podczas chwil spędzonych ze mną. Tamtej nocy nie miałeś humoru, byłeś wkurzony. Nie obchodziło cię to co miałam do powiedzenia, gdy traktowałeś mnie jak dziwkę, zawsze miałeś swoje zdanie. Czy chciałeś to przyznać, czy nie zależało ci na mnie, wywnioskowałam to wtedy, gdy mnie uratowałeś. Zawsze było coś co ciągnęło ciebie do mnie, nie pozwalało ci to pozwolić mi odejść. Kochałeś mnie, ale nie miałeś jaj, by się do tego przyznać. Wtedy po tym incydencie zabrałeś mnie do siebie, płakałam pod prysznicem dobre pół godziny, a tobie łamało się serce. – Na chwilę przestał czytać. Po jego policzkach spływały słone łzy, nie wiedział, że napisała list, w którym postanowiła wyznać co do niego czuje. Nie spodziewał się tego, bynajmniej miały to być skierowane wyzwiska w jego osobę, ale ona opisała tak wiele dobrych cech jego charakteru. Noc, podczas której usłyszałem jej płacz, była najgorszym wspomnieniem, bo wtedy obiecałem sobie, że będę ją chronić. – I po latach na nielegalnych wyścigach znów cię spotkałam. Pierwszy pocałunek, sex, wyznanie miłości. Nie myśl, że nie słyszałam co mówiłeś jak byłam w karetce, to dla ciebie miałam tą cholerną wolę walki. Mieliśmy swoje wzloty i upadki, ale mimo przeszkód zawsze znaleźliśmy sposób, by sobie wybaczyć. Tyle razy próbowałeś mnie od siebie odsunąć, tłumacząc, że jesteś zagrożeniem, ale to była nieprawda. Byłeś słodki, ahhh tak przepraszam w twoim słowniku również nie ma tego słowa. Jak ty to mówiłeś, że byłeś…. Hmm… gorący czy seksowy ? Nie pamiętam. Tyle wspólnych chwili, a jeszcze więcej przed nami. Cholera będę musiała ustalić ci grafik na sex, bo wiem jaki z ciebie napaleniec! Chcę, żebyś pamiętał, że każda droga prowadzi do mnie czy ciebie, bez względy na wszystko.
Chwytaj dzień Justin, Kocham Cię Leyla!!
- Kurwa! – Zamachnął się i wrzucił paczkę papierosów wraz z zapalniczką do oceanu.
- Kurwa! – Justin krzyczał, chcąc wyrwać się z tego wszystkiego. Był uwięziony we własnym wnętrzu i nie był w stanie wydostać się z tej bariery rzeczywistości, która go otaczała. Chciał poczuć ból, tej rzeczy, z którą walczył przez lata. Chciał tej ciemności, drugiego siebie, złego Justina Biebera, który nie martwił się o nic. Po raz pierwszy chciał, by nim zawładnęła, by wyszła z cienia i zabrała go z powrotem w to miejsce, które znał tak dobrze. Oni byli jego drugim domem, miejscem gdzie to wszystko się zaczęło. Nie było tam zmartwień, lepszych osób, był tylko on sam martwiący się o swój własny tyłek i to, komu wpakuje kolejną kulkę w łeb.
Zimna krew, która krążyła w jego żyłach nie pozwalała mu spać w nocy, a jedyne co mógł robić to bezczynne wgapianie się w idealnie zakonserwowane drzwi swojego pokoju, czekając, aż noc zamieni się w dzień. Miał ochotę na ten gorzki koniec, którego nie raz był blisko, ale zawsze ktoś znalazł sposób, by go uratować.
Przestań zachowywać się jak pieprzona cipa, którą się stałeś. To czas, byś w końcu pokazał, że jesteś jeszcze coś wart. - Cichy głos rozbrzmiał w jego głowie, ponownie kontrolując jego stan. – Oni już dawno postawili na tobie krzyżyk.
- Oni chronili cię przed samym sobą, trwali przy tobie, gdy wszyscy inny się poddali oznaczając cię na czarno. – Przez natłok myśli, zaczął tracić rozum. Z jednej strony chciał udowodnić, że wcale się nie zmienił, ale jak miał trwać w tym świecie sam!. Telefon wrzucił na siedzenie, a z bagażnika wyciągnął metalową skrzynię oraz sznur po czym wrócił na klif, gdzie stało osamotnione, stare drzewo. Zrobił węzeł i zawiesił linę na jednej z mocniejszych gałęzi, tak, by wytrzymała jego ciężar. Nie wiedział dlaczego wybrał akurat to miejsce. – Może dlatego, że masz nadzieję, że ktoś cię zauważy i przybiegnie z pomocą. – Usłyszał drwiący głos. Ustawił kawał metalu tuż pod zwisającym sznurem i wszedł na niego. – Za chwilę się spotkamy skarbie. – Założył na szyję stryczek. Ostatni raz nabrał powietrza do płuc i skoczył. Sznur zacisnął się mocniej na jego skórze, z trudem pozwalając na zaczerpnięcie ostatnich oddechów. Chwilę później zrobiło się mu czarno przed oczami, ręce opadły wzdłuż ciała. Wszystko ucichło.
________________________________________
Hejj :*
Przepraszam, że rozdział dodaję tak późno, ale nauka zajmuje mi większość dnia. Niedługo zakończenie roku szkolnego, więc poprawiam oceny, szykuje się nowa szkoła, której jeszcze do końca nie wybrałam. Co do rozdziału hmm końcówkę pisałam na siłę, nie miałam weny, ale tak bardzo chciałam go już dodać, żeby bardziej nie przeciągać. Wiem, że rozdział może być kiepski i zawieść niektórych za co przepraszam.
{*} – ten znak oznacza wspomnienia.
Jak wrażenia ? Domyślaliście się, że Justin i Leyla znali się już wcześniej ? Hahaha tak jestem okrutna, ale mam dla was jeszcze parę wielkich niespodzianek ? Jak myślicie Justin przeżyje ?
Życzę miłego czytania i jeżeli dobijecie przynajmniej do 6 komentarzy to rozdział 18 pojawi się za tydzień. <3

26.04.2015 o godz. 15:19

54.

7 poniedzialkow do konca roku szkolnego.
z jednej strony sie ciesze,bo naprawde mam tego wszystkiego dosc,z drugiej te 7 tygodni brzmi okropnie,bo zostalo t y l k o 7 tygodni zeby wszystko nadrobic.
nie bylam prawie caly tydzien w szkole,w piatek pojechalismy do berline.
funny fact,tyle na to czekalam,a jestem totalnie zawiedziona.
wiecej jechalismy niz zwiedzalismy,najciekawsze miejsca byly oczywiscie pozamykane,wiec nie zostalo nam nic innego jak galeria,a jako ze moja "kochana" kolezanka meczyla sie chodzac ze mna po sklepach (wtf jak mozna) dalam jej w zamian moj telefon zeby porobila zdjecia (jej byl o polowe drozszy,ale oczywiscie twierdzi ze ma dupna jakos) i wiecie co? mam na telefonie milion zdjec podlogi,nog,sufitu i mnie od tylu.
funny fact 2: prosilam jej zeby zrobila zdjecie hotelu adlon..pomylila go ze starbucksem.
funny fact 3: zgadujcie kto za nia zamawial jedzenie? nie potrafila odpowiedziec na glupie "hi". a kiedy zapytana o to czy chce jakis sos do salatki odpowiedziala 'tak,tak"


26.04.2015 o godz. 15:13
Naruszenie, że nie ma się nikogo- to wstrętne. Ale naruszenie jak komuś na Tobie zależy jest jeszcze okrutniejsze. Taka mała moja historyjka. Mogę??
No cóż... Jakiś czas temu poznałam chłopaka. Taki fajny, słodki Niemiec( ja wiem, zaraz ktoś pomyśli,że mam coś z głową, ale to już jego problem.)pisalismy ze sobą, ale po jakims czasie niestety kontakt się urwał. Ostatnio napisał znowu. Zaczęliśmy się kontaktować przez komunikator, i ogólnie to fajnie, ale... Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że to nie to. Ja wiem, że to trochę tandetne, macie o wiele większe problemy, ale ja ten blog traktuje ja mini pqmiètnik . więc jeśli ktoś ma z moimi wpisami problem to jest to jego problem :). A więc wracając... Szkoda mi go bardzo bardzo bardzo, bo coś widzę, że on bierze nasze kontakty na poważnie.
Bo to właśnie jest całe moje szczescie : zawsze btrafiam na jakiegoś palanta albo na kogoś kto jest daleko i po jakims czasie wszystko się rozlatuje,albo jak on cos do mnie czuje to ja do niego nic kompletnie... Takie życie co?
A co jest w tej historii najlepsze? Że jesteśmy do siebie cholernie podobni...dosłownie we wszystkim: lubimy to samo, robimy to samo, nawet jemu to samo. Hmmm i może to tu jest problem? Może jesteśmy do siebie aż za bardzo podobni?
No cóż tak sobie myślę, że może to zamp mało czasu, że po prostu muszę go lepiej poznać czy coś. No ale jak go lepiej poznać jak piszemy po angielsku?? Nie umiem... Ostatnio nic mi nie wychodzi. Ani szkoła, ani on, ani nic!!! Ehhh nieważne. To tylko życie.

26.04.2015 o godz. 14:29

tatuaże maoryskie na ramionach

Bardzo dużo fantastycznych zdjęć z dziarami
26.04.2015 o godz. 13:30
Anastasia


Wiercę się na łóżku starając się zasnąć, ale po moich policzkach nadal nieustannie spływają łzy, a moje dłonie zaciskają się na kołdrze i poduszce. Mam ochotę krzyczeć z bezsilności.
"Czemu musisz tak na mnie działać? Jesteś siostrą mojego przyjaciela."
"Byłabyś w stanie mnie pokochać?"
"Chciałbym się kiedyś zmienić, żeby móc cię całować zawsze i nigdy nie zranić."
"Mam nadzieję, że kiedyś będę ciebie wart, a ty pocałujesz mnie wtedy równie namiętnie z tyloma uczuciami."
Odbijają się mi echem jego słowa w głowie. W końcu wstaję i wychodzę na balkon. Opieram się o barierkę, a łzy spadają długą drogą w dół. Siadam na fotelu bujanym i przykrywam się kocem. Łzy powoli przestają płynąć i w końcu zapadam w sen. Budzę się jednak z samego rana trochę zmarznięta. Biorę gorącą kąpiel. Spoglądam w lustro stojąc przed nim w samym ręczniku. Na policzkach znowu pojawiają się łzy. Siadam na podłodze i chowam twarz w dłoniach. To wszystko nie może być prawdą. Nie zakochaliśmy się w sobie. Więc dlaczego to tak boli? Dlaczego mam ochotę umrzeć? Dlaczego? Chwiejnym krokiem zmierzam do pokoju. Ubieram czarną bluzę i kremowe rurki. Wykonuję lekki makijaż, żeby zakryć ślady ledwie przespanej nocy i podpuchniętych od łez oczu. Włosy zostawiam rozpuszczone i schodzę na dół. Zakładam czarne trampki i wychodzę z budynku powoli zmierzając do kościoła. W końcu jest niedziela więc wypada się tam wybrać, a spoglądając na mój stan, to chyba najlepszy pomysł. Zajmuję miejsce w ostatniej ławce. Jestem trochę nieobecna i mam ochotę się rozpłakać. Kiedy tylko czuję spływającą łzę po policzku, szybko ją ścieram wierzchem dłoni i staram się skupić na słowach księdza. Po mszy wchodzę do pobliskiego parku i siadam na ławce w pobliżu fontanny. Obejmuję swoje nogi rękami i spoglądam na płynącą wodę w charakterystyczny sposób. Pozwalam łzom płynąć. Nie mam siły ich powstrzymywać. Wszystko się tak niesamowicie mocno skomplikowało. Mogłabym pomyśleć, że to wygłupy i chęć zaliczenia mnie, ale musiałabym być nieobecna w swoim ciele w tamtym momencie. Widok jego przepełnionych bólem oczu był straszny. Jego słowa brzmiały prawdziwie i mam dziwne wrażenie, że cierpiał. A z nim ja. Co teraz powinnam zrobić? Jak zachować się wobec Justina? Niektóre słowa z pewnością powinny zostać wczoraj przemilczane. Byłoby prościej, ale czy życie w kłamstwie jest lepsze? Czy łatwiej byłoby mi żyć, gdybym o jakichkolwiek uczuciach przekonała się później i nie wiedziała o jego uczuciach? To takie pokręcone.
"Ana, pogadajmy..." - wiadomość od Justina.
Nie odpowiadam na nią. Nie mam pojęcia, co miałabym mu powiedzieć, co zrobić. Nie może oczekiwać ode mnie cudów, że rzucę wszystko i polecę do niego. Nie chcę żyć na jego warunkach. To może zakończyć się tylko i wyłącznie cierpieniem. Nagle telefon zaczyna dzwonić, z niechęcią odbieram nie spoglądając na wyświetlacz.
-Halo?
-Ana, dzięki Bogu. Martwiłem się, że już nie będziesz chciała mnie znać. Spotkaj się ze mną, proszę.
-Spotkamy się w szkole. - odpowiadam ściszonym i zapłakanym tonem.
-Ana, ty chyba nie płaczesz, prawda?
Rozłączam się i wyłączam urządzenie. Wracam powoli do domu. Emily krząta się po kuchni przygotowując śniadanie, a Joe siedzi przed telewizorem i ogląda jakieś głupoty. Oboje spoglądają na mnie zaskoczeni. Emily podchodzi i przytula mnie.
-Myśleliśmy, że śpicie z Zaynem po imprezie. - mówi spokojnie Joe.
-Byłam w kościele, ale nie czuję się najlepiej. Nie zejdę na śniadanie, przepraszam.
-Nie szkodzi. Jak tylko będziesz czegoś potrzebowała to krzycz. Połóż się i prześpij. Oby to nie było jakieś przeziębienie lub co najgorsze grypa. Zaraz ci zrobię herbatkę z miodem i cytryną. Na pewno pomoże. - odpowiada Emily.
-Dziękuję.
Wchodzę na górę po schodach i zamykam się w pokoju. Jednak kiedy się odwracam, moje serce zamiera, a ja sama przez chwilę przestaję oddychać. Spoglądam przerażona na chłopaka siedzącego na moim łóżku i grającego cicho na mojej gitarze. To niemożliwe.
-Co ty tu robisz? - pytam.
-Chcę tylko z tobą porozmawiać i nie chcę, żebyś płakała. - odpowiada chłopak odkładając moją gitarę na bok.
-Emily za chwilę tutaj przyjdzie. Nie może cię tu zastać.
-Nie przejmuj się. Podejdź do mnie.
Nieśpiesznie wykonuję ruch w jego kierunku. Chłopak pokazuje mi gestem, żebym usiadła. Zajmuję miejsce obok niego i spuszczam głowę bawiąc się rękawem bluzy.
-Ana, to co powiedziałem było prawdą.
-Wiem. - mówię ze łzami w oczach.
-Co się dzieje? Powiedz mi. - obejmuje mnie ramieniem, a po chwili wtula w siebie.
-Zraniłam sama siebie. - odpowiadam ze łzami wypływającymi z oczu.
-Nie rozumiem.
-Zapytałeś, czy byłabym w stanie cię pokochać.
-No tak.
-A co jeśli jestem na skraju do tego uczucia? Co jeśli wystarczy przyznać się przed samą sobą do własnych uczuć? Co jeśli cię pokocham? - odpowiada mi głucha cisza - Wynoś się i zostaw mnie w spokoju.
-Ana, proszę.
-Nie. Wynoś się, bo inaczej zawołam Zayna lub kogokolwiek innego.
-Kochając mnie, zranisz siebie, ale chciałbym, żebyś mnie pokochała. Możesz nazwać mnie egoistą, ale niczego bardziej nie pragnę niż twojej miłości.
-Po co ci to? Żebym nie mogła cię zranić? Żebym nie mogła znaleźć kogoś kto mnie pokocha? Żebyś mnie ranił puszczając się na lewo i prawo? Tak, jesteś egoistą. Wynoś się.
W pokoju rozlega się pukanie. Justin całuje mnie w czoło i szepce ciche "przepraszam", a następnie po prostu wychodzi przez balkon. Kładę się na łóżku i przykrywam kołdrą z nadzieją, że Emily nie postanowi wejść do środka. Kobieta odpuszcza, a ja daję upust emocjom. Wylewam litry łez i czuję się z każdą sekundą coraz gorzej...

Justin


To nie miało tak być. Chciałem tylko, żeby była moja. Chciałem czuć się prawdziwie kochany. Chciałem być szczęśliwy, a w zamian za to czuję się jak skończony dupek. Uderzam z całej siły w drzewo, a już po chwili czuję okropny ból w ręce. Wbiegam do domu i rozwalam wszystko co staje mi na drodze. W końcu kopię w biurko i cała faza na niszczenie przechodzi. Czuję okropną bezsilność. Zraniłem dziewczynę, na której mi zależy. Co mam zrobić? Jak się zmienić? Proszę Boże, niech ona mnie pokocha, niech będzie moja...

Zayn


Z okropnym bólem głowy wstaję i łykam jakieś tabletki przeciwbólowe. Biorę prysznic i ubieram się w szarą koszulkę i ciemnoniebieskie jeansy. Schodzę na dół czując po drodze smakowite zapachy niedzielnego obiadu. Siadam razem z rodzicami do stołu, gdzie zaskakuje mnie nieobecność Any.
-Gdzie Ana?
-Śpi. Źle się czuje. Może coś ją zbiera. - odpowiada smutnym tonem mama.
-Zobaczę co z nią po obiedzie. - uśmiecham się do rodzicielki ciepło, co ona odwzajemnia.
Zjadamy posiłek i już po chwili jestem pod drzwiami pokoju dziewczyny. Pukam lekko, a następnie wchodzę do środka. Dziewczyna faktycznie nie wygląda zbyt dobrze, ale wydaje mi się, że nie chodzi tutaj o chorobę. Jej oczy są podpuchnięte od łez. Chwytam się za głowę i biorę głęboki wdech. Na pewno nie dowiem się prawdy od niej. Poprawiam jej kołdrę i zamykam cicho drzwi. Powiadamiam mamę o tym, że Ana śpi i pogadam z nią później, bo nie chcę jej budzić. Wychodzę z domu i dzwonię do przyjaciela.
-Co? - pyta Justin jak widać także w nie najlepszym stanie, ale u niego pewnie to wina kaca.
-Gówno. Będę u ciebie za 10 minut. Musimy pogadać.
Rozłączam się i zmierzam w kierunku domu kumpla. Zapalam po drodze papierosa i uśmiecham do kilku dziewczyn. Wchodzę do budynku i szukam chłopaka. Ten siedzi w salonie i ogląda jakieś bzdety w telewizji popijając piwo.
-Kac kacem, ale wyglądasz żałośnie.
-Dzięki brachu. To chciałeś mi powiedzieć?
-Nie, chciałem pogadać o Anie.
-To znaczy?
-Wydaje mi się, że coś się stało. Boję się, że ktoś jej coś powiedział albo zrobił, a nie chciałbym, żeby wróciła do tego stanu co kiedyś.
-Jakiego stanu?
-Dobra, powiem ci, ale ani słowa nikomu.
-Pewnie.
Opowiadam Justinowi historię dziewczyny, która trafiła na oddział psychiatryczny i jeszcze całkiem niedawno z niego wyszła. Wydaje mi się, że chłopak zbladł i go wcięło, ale w sumie ja pewnie wyglądałem podobnie, kiedy w końcu wysłuchałem ojca.
-Jeśli możesz, to pogadaj z nią. Mi nie powie nic. Może tobie się uda coś z niej wyciągnąć. Błagam cię, rodzice się martwią i ja też. A jeśli ona się znowu zamknie w sobie, to będzie musiała tam wrócić.
-Spoko, ale czemu ja? Co ze Scarlett?
-Nie wiem, czy Scar wie o wszystkim, a nie chciałbym stawiać ich obu w niezręcznej sytuacji.
-Dobra, wpadnę do niej wieczorem.
-Dopiero?
-Sam powiedziałeś, że śpi.
-No w sumie racja. Dzięki stary...

Justin


Kochana, młoda brunetka, która wydaje mi się od początku silną osobą z ogromem pozytywności w sobie, przeżyła tak wiele. Została zgwałcona, a ja jeszcze pierwszego dnia szkoły, chciałem ją po prostu przelecieć. Straciła wszystkich, których kochała. Trafiła do tego przeklętego psychiatryka. Gdybym wiedział o tym wszystkim, to zachowałbym się inaczej. Choć znając mnie, to niemożliwe. Jednak może odczekałbym sporo czasu, zanim wyznałbym jej prawdę. Jeśli ona mnie pokocha, to zranię ją. Gadam jeszcze z Zaynem, a potem on wychodzi zapewniając mnie, że wyśle mi sms jak tylko dziewczyna się obudzi. Muszę z nią pogadać. Tylko, co ja mam powiedzieć? Przepraszam? To chyba nie jest najlepsze słowo. Może warto pozostawić to rozwojowi wydarzeń. W sumie jeśli wyrzuci mnie z domu, to i tak nie będę miał szansy czegokolwiek powiedzieć, a wtedy Zayn dowie się prawdy i mnie zabije. Cóż, nigdy nie marzyłem o takiej śmierci, ale jeśli to jest konieczne, to niech będzie. Tylko niech ona poczuje się lepiej...

~~~~~~~~~~~~~~


Witajcie kochane;* 10 rozdział już jest:) Dzisiaj mija dokładnie 9 tygodni odkąd zaczęłam pisać tą historię i wiecie co? Nie sądziłam, że dochodząc do 10 będę miała jeszcze wiele pomysłów na to opowiadanie;> Mam nadzieję, że będziecie ze mną przez kolejne 10 rozdziałów, a nawet dłużej !! <3
Mam też nadzieję, że wszystkim, którzy pisali egzaminy gimnazjalne, poszło fantastycznie, a wasze wyniki będą rewelacyjne;*


26.04.2015 o godz. 11:33

hello czekam na was na facebooku na stronie dzun123lol
26.04.2015 o godz. 07:51

dobra, teraz bez żartów. Potrzeba koncertu, poważna, natychmiastowa, niemogąca czekać, a jednak będzie musiała.
Miła jakość, miły widok, miły dźwięk. Czeska trasa akustyczna dobiega końca, na naszej Ziemi Ewa zawita w takim wydaniu w listopadzie wraz z krążkiem. Tymczasem trzeba powoli zacząć planować wakacyjne wypady, ktoś już wie, gdzie się wybierze? Polskich miejscowości jest niewiele, ale coś czuję, że to żaden problem dla Was, cześć zawita do Czech, a przejechać 500 km na przykład do Pacanowa dla niektórych tez stało się rutyną Emotikon smile
26.04.2015 o godz. 03:28

My uz w Karlowych Warach! VidiMe dać ich wieczór? 19 h, Lidovy dum. Ostatnia tura leyburn
26.04.2015 o godz. 03:24

Milí Farnoušci,
postujeme fotky z brněnského koncertu. Dnes se na Vás těšíme v Karlových Varech, kde Vás rádi vyfotíme. Užijte si poslední koncert v rámci tour "V akustickém směru"Emotikon smile
26.04.2015 o godz. 03:23

To jest, jak to wygląda w satne, kiedy on sprowadza się z podium predkapela moja mame jit na podium. Faceci spojrzeć przelewem online, aby się... Więc nic;-). Zamknęliśmy się w słynne Karlowe Vary

https://fbstatic-a.akamaihd.net/rsrc.php/v2/y4/r/-PAXP-deijE.gif
26.04.2015 o godz. 03:21

Brno jak zawsze spickove. Dziękujemy! Rada więc jadę tam." Sono naprosta klub kamień z być może wkrótce znowu navidenou! Tak dużo energii, którą od was dostali! I jutro uz koncime, Karlovych Varech v, tak że z nami świętować! Polska oddanych skustickeho tour w listopadzie.
26.04.2015 o godz. 03:20

Moi drodzy!!
Mamy dla Was smutną wiadomość.
Niestety Sylwia ze wzgledów zdrowotnych odwoła jutrzejszy występ podczas koncertu Papieskiego.
Mamy nadzieję, że to nic poważnego i, że Nasza idolka szybko wróci do formy Emotikon smile
26.04.2015 o godz. 03:18

Kochani!!
Mamy dla Was wspaniałą informacje na rozpoczęcie weekendu. Sylwia Grzeszczak Official wraz z chorem Sound'n'Grace, kręcą teledysk do "Kiedy tylko spojrzę", który ukaże się już niebawem.
Nasza idolka wybrała nieziemskie krajobrazy, więc myśle, że kolejny teledysk dorówna pozostałym magią i profesjonalizmem Emotikon smile
Póki co pozostaje nam tylko "uzbroić się w cierpliwość", ale myśle, że Sylwia wielokrotnie udowodniła, że na Nią warto czekać
26.04.2015 o godz. 03:17
REKLAMA



plotki

quizy


figurki figurki