Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

-ktoś przeciął przewody hamulcowe . Teraz tylko należy ustalić kto ...
Kiedy policjant wypowiedział te słowa serce mocniej mi zabiło , nie wiedziałem kto mógł by być aż tak nie normalny żeby robić zamach na życie Van . Ta dziewczyna jest wulkanem pozytywnej energii, czym mogła komuś zawinić . Z rozmyśleń ponownie wybudził mnie głos policjanta .
- Czy pani Vanessa miała jakiś wrogów ?
-A czy pan oszalał ?-odparł opryskliwie Tom . -Wie pan cokolwiek o Van ? Ta dziewczyna muchy by nie skrzywdziła . Pomagała każdemu jak mogła . Nie możliwe by Nessi miała jakiegoś wroga .
Funkcjonariusz jeszcze chwile porozmawiał z nami , po czym oznajmił że wróci dopiero kiedy Van wybudzi się ze śpiączki . Teraz myśli wszystkich wędrowały w kierunku tego kto chciał by zrobić Van krzywdę . Oddzieliłem się od grupy i poszedłem pod sale w której leżała Van . Spoglądałem przez szybę , i nie mogłem uwierzyć że moja księżniczka leży po 2 stronie całkiem nie przytomna . To nie było coś co chciał bym zobaczyć , pragnąłem by na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech , by znów uczyniła nam ten zaszczyt usiadła obok mnie , i zaśpiewała , podczas gdy ja dumny grał bym dla niej na pianinie . Wiedziałem doskonale że nie będzie to w najbliższym czasie możliwe . Po cichutku za zezwoleniem lekarza ,wszedłem do sali i usiadłem na krześle obok Van , chwyciłem ją za rękę i wpatrywałem się w nią , raz po raz ocierając , ociekające po moim policzku łzy .
&&&&&&&&&Tydzień Później&&&&&&&&&
********Perspektywa Jay'a*********
Rano obudziły mnie jakieś hałasy na dole . Niechętnie zwlekłem się z łóżka i stoczyłem się po schodach na dół. Okazało się ,że przyczyną mojej wczesnej pobudki ,był bardzo zdenerwowany Tom , wymachiwał jakąś gazetą . Podszedłem bliżej i poprosiłem by podał mi to co wprawiło go w stan takiej irytacji o 8 rano . To co zobaczyłem mnie również mocno zdenerwowało . Na okładce gazety widniał napis "Młoda Gwiazdka Pop znów w tarapatach " . Podpisane było tym zdjęcie Van . Otworzyłem szybko na stronę , na której był artykuł.
-Co tam masz ?-spytała Kels.
-artykuł o Van .
-czytaj na głos .
-"Młoda Gwiazdka PoP Vanessa Parker , wciąż daje nam nowych powodów do zmartwień . Najpierw uciekła zostawiając nieszczęśliwie zakochanego w niej wokalistę grupy The WANTED, Nathana Sykes'a oraz rzesze swoich fanów , po czym powróciła i spowodowała dość poważny wypadek samochodowy, w którym jak na szczęście w nieszczęściu ucierpiała tylko ona . Vanessa trafiła w bardzo ciężkim stanie do szpitala i od ponad tygodnia jest w śpiączce . Ta dziewczyna ciągle ściąga na siebie kłopoty , odkąd zaczęła bardziej ingerować w życie gwiazd z The Wanted zespół ciągnie za sobą złą passe . Najpierw afera ze zdradą Harrego Stylesa , potem jej ucieczka , a teraz ten wypadek . Czy młodziutka gwiazdka , która w krótkim czasie stała się wzorem do naśladowania dla wielu nastolatek okaże się czarną owcą rodziny Parkerów ?
-Ci ludzie już naprawdę nie mają co pisać . -oburzyła się Kels . -uczepili się tej dziewczyny choć ona w gruncie rzeczy w ogóle nie jest winna ! Jak tak można .
-nie wiem Kels . Wiem że młody i Nessi nas teraz potrzebują dlatego ogarnę się trochę i do nich jadę , Jedziecie ze mną ?
-ja tak- powiedziała Kels po czym poszła na górę po Jamie'go i jego rzeczy po godzinie wszyscy ponownie byliśmy już w szpitalu . Nessi wciąż była w śpiączce a Nath siedział przy jej łóżku czuwając .
******** Oczami Nathana*************
Odwróciłem się na chwile za siebie i zobaczyłem chłopaków , pocałowałem Vanesse w rękę po czym cichutko wyszedłem z sali .
-Nath stary wyglądasz jak żywy trup powinieneś odpocząć , bo jeżeli dalej tak będzie to i Ciebie będziemy odwiedzać w szpitalu -powiedziała z troską w głosie Kels .
-dam rade nie przejmujcie się mną .
-stary serio idź do domu , teraz ja trochę przy niej posiedzę . Kiedy już odpoczniesz i doprowadzisz się do normalności wrócisz tu . Proszę Nath
-ok stary może i masz rację , powinienem się trochę odświeżyć . w razie gdyby coś się działo to dzwoń ok ?
-spoko .
Już miałem się odwrócić i ruszyć w stronę wyjścia , kiedy drogę zastawił mi wściekły Scooter
-Co wy do cholery odpierdalacie ?
-o co ci chodzi ?
-Nie denerwuj mnie młody bo dobrze wiesz o co ! Teledysk do Schow Me Love sam się nie nakręci , a wy tymczasem się opierdalacie . Próby w ogóle nie ruszają , praca nad nowymi kawałkami też . Nie jesteście tacy sami jak wcześniej .
- Dziwisz nam się kurwa ? Moja ukochana leży w szpitalu , w śpiączce , a ty mi się każesz próbami zajmować ? wyobraź sobie że na świecie istnieją rzeczy ważniejsze niż hajs i kariera ! Istnieje coś takiego jak miłość ? wiesz o tym ? Co ja gadam ? skąd ty to niby masz wiedzieć skoro cały czas laski lecą na Ciebie ze względu na kase i nigdy naprawdę nie kochałeś !
-gówno mnie to obchodzi od poniedziałku macie wrócić do normy , bo inaczej pogadamy . A ty młody lepiej uważaj na słowa , bo takich jak ty i ta twoja szmulka za rogiem znajdę wiele . -powiedział Scooter po czym odwrócił się jak dumny paw i odszedł . W tym momencie gdyby nie Kels która trzymała mnie za rękę pewnie bym go zajebał , ale nie chciałem robić w szpitalu większej sceny niż on sam odjebał . Uspokoiłem się po czym wraz z Kels ruszyłem do wyjścia. Stwierdzili wraz z Tomem że tak będzie lepiej bo blondyna przynajmniej dopilnuje żebym odpoczął . Dla mnie to było śmieszne ale no cóż niech im będzie .
********Perspektywa Toma***********
Młody nareszcie poszedł odpocząć , Kels i Jay na pewno go dobrze przypilnują . Wszedłem do sali w której leżała Van i usiadłem obok niej na krześle usiłując sobie przypomnieć czy młoda nie wspominała mi kiedyś o jakimś wrogu lub o tym że ktoś jej groził , nic konkretnego jednak nie przychodziło mi na myśl . Po chwili do sali wszedł lekarz .
-Panie Parker mam dla pana dobre wieści. Stan pani Vanessy jest już stabliny .Kwestią czasu jest Kiedy pani Parker wybudzi się ze śpiączki miejmy nadzieje że nastąpi to już nie długo i że za nie więcej niż dwa tygodnie pani Vanessa będzie mogła wrócić do normalnego życia . -kiedy usłyszałem te słowa z ust lekarza o mało nie zemdlałem ze szczęścia . To były cudowne wieści o których jak najszybciej musiałem poinformować resztę a przede wszystkim Natha bo on przez tą całą sytuację cierpiał najbardziej ...
Od Autorki^^ Mam nadzieje że rozdział wam się spodobał , dodałam go teraz ponieważ nie jestem pewna kiedy pojawi się następny , ponieważ mam nie małe kłopoty więc w najbliższym czasie mogę zaniedbać bloblo . Mam do was jednak prośbę . Kiedy na waszym blogu pojawi się kolejny rozdział informujcie mnie o tym . Obiecuje że po powrocie nadrobię wszystkie zaległości . No to cóż do przeczytania :) Buziaczki Pozdrawiam:*
Alieen^^
31.07.2014 o godz. 04:48

16 listopada 2013 08:00

Obudziłam się.Czułam jak Harry smera mnie po ramieniu,po chwili leżałam przodem do niego.
-Dzień dobry-Powiedziałam całując chłopaka.
-Przepraszam,wygłupiłem się.-Powiedział chłopak,chociaż wiedział,że nie żywię urazy.
-Myślałam , że już się nie odezwiesz.
-Nie wracajmy do tego.Wiesz co jest naszym problemem?-Wtrącił chłopak.
-Co?
-To,że za dużo myślimy o tym co było i co będzie,zajmijmy się tym co jest teraz.-Harry miał dużo racji...za dużo myślałam,stwierdziłam, że poddam się i po prostu zobaczę co z tego będzie.
Reszta poranka minęła nam miło a zarazem szybko,po śniadaniu Harry musiał iść do studia a ja na uczelnie.

16 listopada 14:00

Właśnie wyszłam z uczelni.Chciałam zniknąć jak najdalej stamtąd.Blaire,dziewczyna z pokoju obok,wypytywała kto tak często u mnie przebywa.Nie mogłam a nawet nie chciałam powiedzieć prawdy.Nie tylko ze względu na to,że Blaire to straszna plotkara,ale też dlatego bo nie chciałam żeby ktoś wiedział że nie jestem sama,przynajmniej narazie.

16 listopada 15:00

Wróciłam do akademika.Posprzątałam po śniadaniu i zaczęłam się uczyć na jutrzejszy wykład.Cały czas myślałam jak to będzie.Czy będę szczęśliwa,czy dam mu to czego pragnie...
Moje rozmyślenia przerwał telefon,to był Harry,pytał czy dziś do niego wpadnę.Zgodziłam się,musieliśmy się spotkać i zdecydować co dalej.

16 listopada 19:00

Po skończonej nauce udałam się do Hazzy.Po około godzinie jazdy autobusem dojechałam do jego mieszkania.Miałam właśnie pukać kiedy nagle z mieszkania chłopaka wyszła zgrabna szatynka.Nie przyjrzałam się jej.Weszłam zdezorientowana do mieszkania i usłyszałam krzątającego się Harrego
-Jestem za wcześnie?Czy może koleżanka wyszła z późno-PowiedZiałam opierając się o ścianę.Chłopak odskoczył gwałtownie i powiedział zdezorientowany.
-Już jesteś?...o cholera.-Mówiąc to Hazza spojrzał na zegarek i dopiero zorientował się która godzina.
-Strasznie cię przepraszam...Kendall wpadła i dała mi bilety na swój pokaz,poznaliśmy się kiedyś na stoku i teraz tak...z czego się śmiejesz?
-Teraz powinnam zrobić scenę zazdrości?Czy poczekać aż skończysz się tłumaczyć. -Powiedziałam roześmiana.Na twarzy Hazzy pojawiło się zdziwienie.
-Nie jesteś zła?
-Nie..tylko nie zapomnij następnym razem o spotkaniu dobrze.-Mówiąc to podeszłam do chłopaka i objęłam go.
-Obiecuje.-Staliśmy wtuleni w siebie,chyba ani do niego,ani do mnie nie docierało że jesteśmy razem.
-Kochanie.-Zapytał Harry.
-Nie pomogę ci sprzątać.-Odpowiedziałam puszczając Harrego i siadając na kanapie.
-Nie chodziło mi o to...-Powiedział Harry robiąc głupią minę.po czym usiadł obok mnie.Następnie włączyliśmy jakiś film i wtuleni oglądaliśmy.

16 listopada 2013 22:30

-Harry..
-Tak..-Powiedział chłopak wciągnięty filmem.
-Wiesz,że musimy porozmawiać prawda?-Nie mogłam czekać,za dużo pytań nie dawało mi spokoju.
-Czas na kazanie już był.-Powiedział wesoło chłopak.
-Harry.-Podniosłam głowę z jego brzucha i popatrzyłam na niego poważnym wzrokiem,on spojrzał i głęboko westchnął.
-Wiem,wiem...Słuchaj,musisz być przygotowana na to ,że nie będzie mnie zawsze gdy będziesz tego potrzebować.Trasa,nagrania...
-Wiem o tym...nie jestem głupia.Chciałam porozmawiać o czymś innym.
-O czym?-Zapytał zdziwiony chłopak.
-Nie miałbyś nic przeciwko jeśli narazie nie będziemy mówić co nas łączy?Naczy..no..wiesz o co mi chodzi.-Miałam nadzieję ,że Harry się zgodzi.Nie chciałam narazie szumu...gdybyśmy się ujawnili przyczepiłyby się media,zaczęły plotki a ja po prostu tego nie chciałam.
-Wiesz ,że to będzie ciężkie ale też mi się wydaję,że to dobry pomysł.-Ucieszyłam się.Okazało się ,że oboje mamy podobne oczekiwania...nie ukrywam,uspokoiło mnie to.Ustaliliśmy też komu możemy powiedzieć oprócz 1D stwierdziliśmy ,że powiemy rodzicom i siostrze Harrego.Na tym koniec dla reszty świata nie istniejemy razem.



P.S
WIEM DŁUGO NIE BYŁO NIC NOWEGO ALE NIE MIAŁAM GŁOWY, NIE OBIECUJĘ, ŻE TERAZ BĘDZIE TU CODZIENNIE NN ALE POSTARAM SIĘ PISAĆ JAK NAJSZYBCIEJ I NAJWIĘCEJ.
31.07.2014 o godz. 03:20

dobranoc:)
31.07.2014 o godz. 00:57
Jak powinien wygladać idealny makijaż
31.07.2014 o godz. 00:52
Makijaż czyni cuda. Oto jeden z dowodów.
31.07.2014 o godz. 00:51
Bilans
- 2x kakao
- pizzerka 222 kcal
- jabłko 36 kcal
- kanapka z sałatą i serem 120 kcal

Razem: 378 kcal

+
Mel B rozgrzewka , brzuch , abs , ręce , nogi , ćwiczenia rozluźniające

Jestem tak bardzo bardzo zmęczona. Wszystko mi się rozmazuję. Powieki mam tak ciężkie , jakby każda ważyła z tonę. Idę spać. Przecież jutro czeka na mnie znów nowy dzień.



30.07.2014 o godz. 23:46


Piękna noc,
bardzo...

I wouldn't leave you
I would hold you
When the last day comes
What if you need me
Won't you hold me
On the last day, our last day ♥♥♥

30.07.2014 o godz. 22:40

-Widzisz tam-szepnął Nash i wskazał posesję sąsiadów-Ktoś się tam kręci. Jakiś facet.
Weszłam na poziomą sztachetę płotu oddzielającego nasz dom i dom państwa Carterów. Delikatnie wychyliłam głowę i dostrzegłam kogoś. Kręcił się wokół domu,ale nagle zauważył mnie na co szybko zeskoczyłam i zaczęłam uciekać razem z wszystkimi. Tajemniczy mężczyzna przeskoczył przez płot i zaczął dobijać się do naszego domu zaraz po tym jak zamknęliśmy nasze drzwi na klucz.
-Dzwoń na policję-szepnęłam przestraszona,kiedy Cameron wyciągał komórkę

CHAPTER 2

Zanim policja przyjechała,tajemniczy mężczyzna zniknął. Wypytywali nas o wszystko,czy widzieliśmy jego twarz,słyszeliśmy głos itp. My w ciemności nic nie dostrzegliśmy,mężczyzna także się nie odzywał. Nasz sąsiad,został poinformowany o kręcącym się po naszym osiedlu człowieku. Nie przejął się,w sumie jak zwykle. Nigdy nie obchodziły go poważne sprawy sąsiadów,nie chciał pomagać,nie przychodził kiedy zapraszaliśmy go na grille i inne imprezy,nie tylko do nas,do każdego. Zamykał się w domu i wiecznie kłócił z żoną Victorią. Często kobieta prosiła mnie abym zajmowała się ich dwuletnią córeczką po czym płaciła mi niesamowicie dużo. Nie wiem skąd mają tyle pieniędzy,skoro jej mąż nie pracuje,a ona jest kelnerką w niewielkiej restauracji w centrum Miami. Zawsze mnie to ciekawiło,ale nie lubiłam wtrącać się w czyjeś życie.

Justin


"Praca,praca,praca..." - powtarzałem w głowie szukając w gazetach jakiejś propozycji od samego rana.
-Gówno nie praca!-krzyknąłem zgniatając gazetę w kulkę i ciskając nią o podłogę
Znowu podskoczyło mi ciśnienie,znowu przyspieszył mi oddech. Często tak miałem. Nienawidziłem tych niekontrolowanych napadów agresji. Kolejny powód dlaczego dziewczyny ode mnie odchodziły.
Nalałem do szklanki zimnej wody. Szybko wypiłem po czym wyszedłem z mieszkania. Pokierowało mnie do Ryana. Otworzyła mi jego matka i pozwoliła wejść,więc szybko pobiegłem do jego pokoju.
-Co tam?-zapytał podchodząc do mnie,żeby się przywitać
-Ja nie dam rady zacząć normalnego życia! Zróbmy coś,żeby zatrzymać nasz gang!
-Zamknij się,niech tylko cię moja matka usłyszy to nie żyjesz!-wysyczał przez zęby
Po chwili ciszy wrócił do rozmowy:
-Ale co? Uważasz,że Sam zmieni zdanie? On nigdy go nie zmienia,dobrze o tym wiesz. Odpuść!

Shailene


Po południu przyszła do nas sąsiadka. W ręku trzymała tackę owiniętą folią spożywczą.
-Dzień dobry-uśmiechnęłam się i zaprosiłam ją do środka
-Chciałabym podziękować wam,że zauważyliście,że ktoś kręci się wokół naszego domu. Być może dzięki temu uratowaliście nam życie-postawiła tacę na moich rękach-A to taki mały prezent. Upiekłam ciasto. Mam nadzieję,że będzie smakowało.
-Dziękujemy-mówiłam w imieniu swoim,moich przyjaciół i braci-A wiadomo może kto to był? Policja już ma jakieś ślady?
-Nie,kazali być czujni w razie gdyby ten mężczyzna wrócił...-westchnęła-No nic,smacznego i miłego popołudnia wam życzę.
Po jej wyjściu oczywiście wszyscy zbiegli po schodach do kuchni. Matthew dorwał się do ciasta jako pierwszy,zaraz za nim Nash i Cameron.
-Cam,ty nie mas uczulenia na wiórki kokosowe?-zapytałam,kiedy chłopak wpychał do buzi ciasto,które miało nazwę 'rafaello' nie bez powodu
-Cholera!-pobiegł do łazienki,a kiedy wrócił całą twarz miał napuchniętą i zaczerwienioną
-Będziesz żył,czy mam dzwonić po twoją mamę?-Matt wyciągnął telefon
Zakończyło się na tym,że po Camerona przyjechała mama. Zanim wsadziła go w samochód i pojechali do szpitala musieliśmy nasłuchać się jej kłótni z Camem. Jaki to jest nieodpowiedzialny,że już kiedyś mieli sytuację,że mało co się nie udusił... W sumie na jej miejscu pewnie byłabym taką jędzą dla swojego dziecka. Cameron naprawdę mógł sobie zrobić krzywdę gdyby zjadł chociaż ociupinę więcej tego ciasta.

Justin


-Wow,szybcy jesteście-zaśmiał się Sam oglądając kolekcję naszych broni
-Chciałeś szybko to zakończyć-powiedziałem starając się nie wyrażać żadnych uczuć,w pewnym sensie byłem na niego wściekły,że chce zakończyć naszą współpracę
Pokazał nam abyśmy usiedli na kanapie.
-Plan jest taki...-zaczął-Podpalimy mu dom. W nocy. Mamy kilka zbiorników benzyny. Będziemy bacznie obserwować jego miejsce zamieszkania z krzaków naprzeciwko. Kiedy już wszystkie światła zgasną odczekamy godzinę i wkroczymy.
Nie byłem co do tego przekonany. Facet miał kilkuletnie dziecko i żonę. Więc co? Ich też mamy zabić? Tak po prostu, za nic?
-Justin!-pokierował swój wzrok na mnie-Rozlejesz jeden pojemnik z benzyną po lewej stronie domu. Xavier!-teraz podszedł do kumpla który siedział obok mnie-Ty rozlejesz po prawej.
Finn został wyznaczony żeby rozlać za domem. Frontowa strona miała zostać czysta. Jedyne co to musieliśmy zostawić małą "rzeczkę",żeby z bezpiecznej odległości rzucić ogień.
Sam wyszedł zapalić więc poszedłem za nim,aby omówić z nim tę ostatnią akcję. Tym razem odpuściłem wspólne palenie,po prostu chciałem go uświadomić w kilku faktach.
-Wiesz,że on ma żonę i dziecko?-zapytałem
-Nie obchodzą mnie oni-parsknął śmiechem
-A ich sąsiedzi,dobrze wiesz,że nie mieszkają na jakimś odludziu!
-Spokojnie,ogień do nich nie dojdzie,pomiędzy domami jest duży odstęp,zdążą się ewakuować. Chociaż w sumie chętnie podpaliłbym też dom tych dzieciaków co ostatnio widzieli mnie pod domem Seana. Nasłali na mnie policję,skurwysyny-wypuścił dym z ust patrząc się przed siebie
Kiedyś też nie martwiłbym się o życie innych. Jest akcja,musimy zabić nasz cel i żyć dalej,a to,że ktoś nam się wpieprzy w drogę to jego sprawa. Ale teraz... kiedy Sam powiedział,że to koniec takiego życia zaczynałem poważnie patrzeć na świat. Co mogłem zrobić? Musiałem im pomóc,inaczej spłonąłbym tam razem z nimi.
-A po co nam te wszystkie bronie,skoro mamy go podpalić?-wtrąciłem po długiej ciszy
-Żeby nikt nam nie przeszkadzał. Jeden strzał i leży,nie zobaczy nas-wgniótł papierosa w ziemię
-Kiedy zaczynamy?-westchnąłem
-Jutro o 22 widzimy się tutaj i jedziemy. Chowamy motory w lesie naprzeciwko jego domu i czekamy tam dopóki wszystko się nie uspokoi. Możesz przekazać reszcie-odjechał
Kiedy już wszystkich poinformowałem o naszym dokładnym planie wsiadłem na swój motor i odjechałem. Wracałem okrężną drogą przez ulicę,na której mieszkał Sean. Zatrzymałem się i spojrzałem w okno jego domu,gdzie widziałem jak jego żona usypiała na rękach dziecko. Zauważyła mnie. Wybierała numer na telefonie dlatego szybko odjechałem,żeby nie mieć kłopotów.
Po wejściu do mojego mieszkania szybko zrzuciłem z siebie ubranie i położyłem się do łóżka. Pierwszy raz tak bardzo stresowałem się przed misją. To co czułem było nie do wyobrażenia.

Shailene


Po południu wpadła do mnie sąsiadka z prośbą o zaopiekowanie się dzieckiem. Wychodziła wieczorem na jakieś spotkanie,a mnie ostrzegła,że mąż wróci późno,zapewne pijany,bo idzie z kumplami na imprezę. Powiedziała,że szybko wróci,więc zgodziłam się przyjść do niej i posiedzieć z ich malutką córeczką Stacy. Dziewczynka jest przeziębiona,dlatego powiedziała,że będzie lepiej jak ja do niej przyjdę,niż miałaby przyprowadzić ją do mnie narażając na gorsze powikłania choroby.



OBIECUJĘ WAM,ŻE TO OSTATNI TAKI KRÓTKI ROZDZIAŁ! Jeśli wczytaliście się dobrze,możecie domyślić się,że w przyszłym rozdziale stanie się to na co czekacie,czyli spotkanie głównych bohaterów. Ale w jaki sposób to się stanie?

POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM POBILIŚCIE REKORD KOMENTARZY NA MOIM BLOGU. MAKSYMALNIE UZYSKAŁAM 18 KOMENTARZY,POD PROLOGIEM MOJEGO BARDZO DAWNEGO OPOWIADANIA. TERAZ POD PIERWSZYM ROZDZIAŁEM TEGO OPOWIADANIA POJAWIŁO SIĘ 21! (możecie włączyć dla lepszego oddania moich emocji haha) JEST MI BARDZO MIŁO WIDZĄC,ŻE PODOBA WAM SIĘ TO!

Mam nadzieję,że zostaniecie ze mną do końca opowiadania,a obiecuję wam,że postaram się szybko go nie skończyć.

CZEKAM NA WASZE OPINIE. ROZDZIAŁ TRZECI JUŻ SIĘ PISZE!


30.07.2014 o godz. 22:15

Moja przyszłość. To takie zabawne zdanie. Bo czytając je dochodzi się do wniosku że jeżeli należy do Ciebie to Ty decydujesz co z nią zrobić. Otóż nic błędnego. Bo tak naprawdę masz w niej do powiedzenia mniej od pani sprzedającej truskawki na rogu ulicy. Ale to przecież dobrze. Wręcz kurwa wspaniale. No bo będę miała zawód. Będę zarabiała mnóstwo pieniędzy. Będę robiła to czego nienawidzę. No nic tylko dziękować. Ale czy ja o to proszę? Czy ja tego od kogoś wymagam? Nie. Chcę zacząć podejmować jakieś decyzje choć szczerze ich w głębi serca nienawidzę i nigdy podjąć nie umiem. Chcę zacząć wyrażać wreszcie swoje zdanie. Chcę zacząć w końcu robić to co kocham, to co mi sprawia przyjemność i to co może nie najlepiej mi wychodzi ale jednak wywołuje uśmiech na MOJEJ twarzy. Szkoda że tylko tu umiem to powiedzieć. Szkoda że nie powiem tego prosto w twarz. Znowu stchórzę. Bo tak naprawdę wiem że nie mam nic do gadania i będzie tak jak oni wszyscy tego chcą.
30.07.2014 o godz. 21:31

paradoks cierpliwości? traci się ją z czasem :))
30.07.2014 o godz. 21:28
4 października 2013
niedziela




***oczami Charlotte***


- ile jeszcze musimy czekać?- zapytał mnie Tom nerwowo chodząc po łazience

- minutę- odparłam zrezygnowana siedząc na brzegu wanny- przestań się tak kręcić, bo mi się niedobrze robi- poprosiłam, a on szybko podszedł i kucnął przede mną- a co jeśli…?- zaczęłam ale nie zdążyłam dokończyć gdy spokojnym głosem oznajmił

- będę się cieszyć, w tej chwili zabija mnie to czekanie, ale może tego nie widać, ale perspektywa bycia ojcem naprawdę mnie nie przeraża- cieszyłam się, że chociaż jego to nie przeraża, mimo to uśmiechnęłam się blado i delikatnie go pocałowałam. Chciał przedłużyć pocałunek, jednak przerwał nam minutnik. Bez słowa wstałam i podeszłam do szafki. Ciężko mi było wytłumaczyć uczucie które towarzyszyło zobaczeniu jednej kreski na teście, z jednej strony nie wyobrażałam sobie siebie jako matki ale z drugiej strony wydawało mi się, że byłam rozczarowana.



5 października 2013
poniedziałek



Wczoraj wieczorem przylecieliśmy do Berlina, nie wiem jakim cudem Scooterowi udało się załatwić bilety. Siedziałam właśnie na widowni czekając aż chłopcy skończą próbę, gdy zaczął dzwonić mój telefon

- Słucham?- nawet nie spojrzałam na wyświetlacz, żeby sprawdzić kto dzwoni, dlatego było mocno zaskoczona gdy usłyszałam głos Meg

- Cześć siostrzyczko

- Cześć- nie miałam ochoty się kłócić, wciąż byłam bardzo osłabiona, dlatego postanowiłam grać w jej gre- co się stało?

- Wiem, że już rozmawiałaś z Kamą na temat jej ślubu, ale zaszły pewne zmiany

- Tzn?- zapytałam uważnie przyglądając się swoim paznokciom

- Tzn, trzeba je było trochę przenieść- miała dziwny głos, dawno go u niej nie słyszałam i to pomijając fakt, że bardzo dawno z nią nie rozmawiałam.

- Na kiedy?- zapytałam lekko się irytując

- Na…oj no dobra. – westchnęła- jako pierwsza druhna zawiadamiam cię, że ślub został przeniesiony na 7 listopada.



9 października 2013
piątek


Dzisiaj ja wracałam do NY a chłopcy do Londynu. Staliśmy z Tomem w poczekalni na lotnisku, a ja nie mogłam powstrzymać napływających łez, chciało mi się płakać ponieważ wiedziałam, że nie zobaczymy się przez prawie miesiąc.

- Oj dajcie spokój, to jeszcze nie koniec świata- burknął Max stając koło nas- już dłużej się nie widzieliście

- Masz racje- odparł Parker wycierając delikatnie moje policzki- ale wtedy nie byliśmy jeszcze razem- dodał, po czym ostentacyjnie mnie pocałował.



7 listopada 2013
sobota


***oczami Maxa***


Nadszedł wielki dzień, dla siostry Charlotte, w związku z czym dziewczyna zgodziła się zagrać i zaśpiewać podczas pierwszego tańca pary młodej. Niestety nikt nie przewidział, że dzień wcześniej Lotte się przewróci i będzie ją tak bolała ręka, że nie będzie mogła zagrać.

- Nie da się ukryć, że ładnie ze sobą wyglądają- szepnęła do mnie Nina. Niedawno zaczęliśmy się spotykać a ja już czuje, że to może być to

- Ale oni nie są już parą- przypomniałem jej równie cicho zerkając ukradkiem na Toma, który stał niedaleko. Popatrzyła na mnie z politowaniem, po czym ze śmiechem odrzekła

- Może i parą nie są, ale nie da się ukryć, że coś do siebie czują- po czym odwróciła się, żeby o czymś poplotkować z Nareeshą, usłyszałem tylko: śliczną ma tą sukienkę.

Popatrzyłem na moich przyjaciół stojących na podwyższeniu. Nathan siedział za fortepianem, natomiast dziewczyna nieśmiało stała obok w jednej ręce trzymając mikrofon a drugą opierając się o instrument i wpatrując się w podłogę. W końcu rozległa się muzyka a po chwili Charlotte zaczęła śpiewać.



***oczami Nareeshy***


Patrzyłam tak na Amalie i nie widziałam dlaczego miałam wrażenie, że jest jakaś inna, w ciągu miesiąca bardzo się zmieniła. Myślałam, że to może pod wpływem tego, że teraz jest z Parkerem i nic już nie czuje do Nathana, jednak jak teraz widzę jak na siebie zerkają, a właściwie ona na niego zerka bo on praktycznie nie odrywał od niej wzroku nie miałam wątpliwości że oni ciągle się kochają.

***oczami Toma***


Ciężko mi było patrzeć jak razem grają, nie umiałem się pozbyć wrażenia, że ciągle są w sobie zakochani i że wszyscy to doskonale widzą.

***oczami Charlotte***


Po skończeniu kawałka wszyscy zaczęli tańczyć a ja podeszłam do Toma

- Jak się czujesz?- zapytał czule mnie obejmując

- Dobrze-powiedziałam zerkając nerwowo w stronę tłumu gdzie zauważyłam ojca- ale muszę do cię na chwile przeprosić- oznajmiłam wskazując głową na toaletę, uśmiechnął się, po czym delikatnie pocałował mnie w czubek nosa i wypuścił z rąk. Tuż przed wejściem do łazienki, postanowiłam, że jednak pójdę do hotelowego pokoju, jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam, że obok drzwi siedzi Nath. Szybko zerwał się na równe nogi i oznajmił

- Jak już tak dłużej nie dam rady Charlotte- rozejrzałam się czy ktoś przypadkiem tego nie widzi, po czym w zawrotnym tempie otworzyłam drzwi i wciągnęłam go za sobą do środka…
30.07.2014 o godz. 21:09

Pamiętaj, że Twoim przeznaczeniem jest rozkwitać, a nie usychać.
30.07.2014 o godz. 20:37

"Jestem z tobą wszędzie, jeśli tylko myślisz o mnie."
30.07.2014 o godz. 20:35

Może istnieć sto sposobów komunikowania się we współczesnym świecie,ale nic nie zastąpi ludzkiego spojrzenia.
30.07.2014 o godz. 20:35
https://www.youtube.com/watch?v=QnVnrozzaDY
Nie jest mi wszystko jedno, nie chce się oszukiwać. Nie chce już udawać twardej. Nadal mam te swoje wartości. Jednak ten okres mnie wiele nauczył. Nadal nie wierze w miłość, jednak umiem spojrzeć na sytuacje z innej strony ..... ze strony zakochanej osoby. Oczami które nie widzą prawdy. Jednak żeby kogoś rozmieć, trzeba przeżyć coś podobnego...żeby nie powiedzieć takiego samego, bo nie ma dwóch takich samych sytuacji, nie ma dwóch takich samych ludzi, nie ma też 2 takich samych podejść. Wszystko jest pięknie.

I zasnąć na zawsze i nigdy się nie obudzić... tak jest pięknie, ale wmawiam sobie wmawiam.
Wiem, że ludzie mają na prawdę poważne zmartwienia. Ludzie mają raka, są ciężko chorzy, niedługo umrą, znikną. Mają chorą rodzinę, mogą stracić kogoś na prawdę bliskiego w jednej chwili. Ja wiem. Człowiek musi mieć w życiu problem, jest on nam tak potrzebny, wręcz niezbędny. Jak nie mamy prawdziwego to sobie go znajdziemy...norma. Przykładem tego jest np. hipochondria czyli wmawianie sobie choroby. Taką chorobę ma moja ciocia....wgle moja "rodzina" nie należy do normalnych <w sumie to już od dawna nie mam rodziny> Jestem sama. Nie jest to mój jakiś "bunt ". Nie wiecie jaka jest moja sytuacja więc proszę nie oceniajcie... Powiem w skrócie, gdybym miała rodzinę byłabym w stanie zrobić dla tych ludzi wszystko, nie mam rodziny nie mam problemu, gdybym miała rodzinę już by mnie tu nie było. Bym za bardzo brała ich słowa do siebie, nie wytrzymałabym emocjonalnie. Nie fajnie jest słyszeć, że jestem potworem bez serca i mam same wady. Nie fajnie jest usłyszeć od matki, że jestem kurwą, dziwką i szmatą, mimo, że nic nie zrobiłam złego. NO FAJNIE MIEĆ DZIECKO I WYŁADOWYWAĆ NA NIM SWOJE NIEPOWODZENIA CO NIEEEE? Ohhhhh jak ja bym chciała żeby ten cały świat się dowiedział jacy oni są. Jaki mają talent aktorski. Jak znakomicie udają przed kimś, że jestem ich kochaną córeczką. <3 Lofciam to. Ja długo nie wytrzymam. Zawsze przy takiej awanturze nie wiem czemu ale myślę o X. Może dlatego, że brakuje mi kogoś kto zastąpi mi moich rodziców...nie wiem, ale coś w tym jest. jednak dobrze mi się żyje samej dla siebie. Uodparniam się na ich krzyk, tylko czemu nie uodparniam się na Twoje spojrzenia ? Gdybym umarła ciekawe czy ktoś by płakał.... W sumie łzy nic nie znaczą.....ciekawe kto by miał pustkę w głowie gdybym umarła ? KTO?


Słuchaj mnie blogu słuchaj mam Ci tyle jeszcze do opowiedzenia....
30.07.2014 o godz. 20:20

;c

Hej.
Nie mam chyba szans, żeby ktokolwiek pojął. co się dzieje, więc nie zawalam wam głowy. Ale uważam, że czytający i inni blogowicze (liczący na komentarze) powinni wiedzieć cokolwiek. Wiem, że zawiodłam i robię to od początku, to nie jest dla mnie łatwe, pisać cokolwiek.. No ale pomijając, chodzi o brak obecności i komentowania z mojej strony, co pewnie zdążyliście zrozumieć, czytając to.
Miałam nie owijać w bawełnę ale jakoś tak się rozpisałam .. xd
To pewnie dlatego, że za tym tęsknię -cholernie! ;c

No więc, chciałabym, żebyście wiedzieli, że brak mojej obecności jest spowodowany brakiem czasu. Wiem, wiem -banał. Każdy tak ma itp. itd., ale mam na głowie wiele, ;-(

Najpierw mówią, że operacja za kilka miesięcy, potem zmieniają termin na za kilka dni, bodajże 3 -totalny żal, pobieranie krwi, nie zdążyłam na operacje, więc teraz trzeba ustalać nowy termin. Potem, prawdopodobnie następna operacja..
PRZYRZEKAM, ŻE JEŚLI MOGŁABYM TU WEJŚĆ CHOCIAŻ CODZIENNIE, NA KILKA MINUTEK, TO BYM PRZYNAJMNIEJ KOMENTOWAŁA.

z GÓRY PRZEPRASZAM, ZA TO, ŻE JAK NA RAZIE NIE MOGĘ TU WRÓCIĆ, WIĘC PRAWDOPODOBNIE BLOG ZOSTANIE USUNIĘTY.. Z czym jest m,i się piekielnie trudno zmierzyć, bo dużo dla mnie znaczy.

Przepraszam osoby, które to czytały, będą chciały czytać, i tych, których już zawiodłam, wiem, że to nie fair, ale nie mogę postąpić inaczej, jak tylko czekać, bo jest wiele problemów.

#trzymajciesię i może do zobaczenia ;)


~Paula
30.07.2014 o godz. 20:19
Półmetek wakacji . Coś się skończyło , ale coś ma szansę się zacząć . Spotkania z dziewczynami , planuję spotkanie z O.
Na lipiec przerwałam ćwiczenia , nie miałam do tego głowy i siły . Jednak od 1 sierpnia zaczynam od nowa z nowym programem ćwiczeń . Nie będzie to program Chodakowskiej .


Plan ćwiczeń

Na początek 10 minutowa rozgrzewka, czyli skłony , krązenia , itp.
Potem 50 przysiadów , 10 minut z Mel B na brzuch i 50 brzuszków .
Na koniec 10 minut skakanki i rozciąganie.


Oczywiście rezygnuję ze słodyczy i makaronu. Będzie ciężko , ale dam radę :)




https://38.media.tumblr.com/3c787dc41aba4b4921532d6913607214/tumblr_mtqzen3jee1qg3ndwo1_500.png
30.07.2014 o godz. 20:14

Pokaż drzwi... pokaż drogę... po prostu idź. Tylko weź mnie za rękę... pójdziemy razem.
Gdy już nie mam argumentów, ty się odwracasz ode mnie, niszczysz to, co było... choć i tak wiele tego nie było, bo się nawet nie zaczęło. Tak naprawdę...
Zamknę oczy i słyszę drwiące głosy, zatkam uszy i widzę drwiące głowy. Gdyby ktoś chociaż to zaprzestał... a raczej on... to może znalazłabym sens życia, tam gdzieś...
Tam, gdzie jest on...
Ale teraz nie widzę.

A jednak całe szczęście... bo gdybym je znalazła, gdyby on był blisko... mogłabym nie doceniać wielu rzeczy.
To nie jest smutne, to wszystkie jest po prostu denne. Ale cóż. Nikt mi nie wmówi, że coś mogę zrobić, bo ja nim nie jestem. Najchętniej teraz przytuliłabym go...
Porozmawiała na poważnie, dotknęła w końcu tej "obcej" twarzy...

A tak, siedzę tutaj i piszę. Wszystko jest takie denne.
I chyba napisałabym "to pa", ale nie ranię go, mimo, że wiem, że i tak nasze drogi się rozejdą...
30.07.2014 o godz. 20:10

MARZYŁAM W WIEKU 16 LAT,TO JUŻ PRZESZŁOŚĆ.WIEK CIELĘCY MŁODEJ DZIEWCZYNY,KTÓRA MYŚLI,ŻE DRUGI CZŁOWIEK DA MI TO CO CHCE.TAKIE MYŚLENIE MAJĄ 'FACET TO ŚWINIA"-DO CZASU AŻ SIĘ NIE ZAKOCHA NA ZABÓJ.PRZYCHODZI OKRES ZAKOCHANIA I KTO TU RZĄDZI.TRZEBA ZDECYDOWAĆ ,CZY JESTEŚMY NA TYLE DOJRZALI,BY POŚWIECIĆ SIĘ DLA DRUGIEJ OSOBY.NA ILE JESTEŚMY W STANIE WYRZEC SIĘ SAMEGO SIEBIE?O TYLE DAMY RADĘ,JAK TYLKO WSZYSTKO UPORZĄDKUJEMY .CO DO CZEGO PRZYPORZĄDKOWAĆ.
KIEDY JESTEŚ NA DNIE,ODBIJAJ SIĘ,BO NIE MA TEGO ZŁEGO,ŻEBY MOGŁO BYĆ LEPIEJ.
30.07.2014 o godz. 19:21
I siedzę sobie z bigosem na głowie i tak sobie myślę o życiu. :)

Rano bylam na badaniach. Kobieta była przeurocza i milusia ale wbiła się tak, że mi żyłka trochę spuchła i boli mnie ręka. Choć może to nie kobiety wina a tego, że bez śniadania i na stresie byłam bardziej osłabiona. A jak człowiek osłabiony a kradną krew to dupa blada się robi.

Ogólnie normalni ludzie mają swoje to do list. A ja mam to watch list.. Myślę co muszę obejrzeć do końca wakacji. Przyjdzie wrzesień i spinam doupke do matury. :)

Dopisze może coś później. Uciekam zmyć farbkę i zobaczyć co mi wyszło. :D
30.07.2014 o godz. 19:10
REKLAMA



plotki

quizy


figurki figurki