Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

Jaki macie sposób na przetrwanie poniedziałku ?
27.01.2015 o godz. 09:49
Nigdy w życiu nie byłam taka zła dla ludzi jak teraz. To boli, ale jeśli pragną zostać w moim życiu to tak zrobią.


A od pewnego czasu nawet nie mam czasu sama dla siebie, nie mam czasu , aby usiąść i zastanowić się co dalej. Organizm powoli się wyczerpuje , mimo to dam radę . Pokażę wszystim , że jestem silna , a przede wszystkim tym , którze we mnie zwątpili .

Nie tęsknię . Tylko czasami się zastanawiam , gdzie jesteś i z kim.

27.01.2015 o godz. 09:29

Nadal mnie to rusza...nadal TY mnie ruszasz.
27.01.2015 o godz. 00:07
Człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego, jeżeli tylko osiągnie właściwy sto‐pień uległości.
27.01.2015 o godz. 00:04


No i tak, wszytko potoczyło się swoim rytmem i jest dobrze. To dopiero początek, ale już bardzo fajnie i miło. Pamiętam dzień w którym Cię poznałam, chyba będę go zawsze pamiętać i ten wczorajszy też. Niby tak samo, ale jednak inaczej. Tak lepiej. Teraz, oby wszystko było dobrze.

Kocham Cię :*


26.01.2015 o godz. 22:47


" THIS IS A MODERN FAIRYTALE, NO HAPPY ENDINGS NO WIND IN OUR SAILS BUT I CAN'T IMAGINE A LIFE WITHOUT BREATHLESS MOMENTS BREAKING ME DOWN... "
26.01.2015 o godz. 22:43
W mgnieniu oka, moje powieki stawały się coraz cięższe i cięższe, aż w końcu zasnęłam...


W TRAKCIE OPERACJI
Jeszcze nigdy nie czułem się tak fatalnie. Dostałem pozwolenie na obserwowanie operacji zza szyby. Wszystko wyglądało tak, jakby ... Rzeźnia. Pełno noży, skalepli i innych maszyn. Cały czas martwiłem się tylko tym, aby Don przeżyła. Wspólnie spędziliśmy najlepsze chwile swojego życia. Taka kobieta jak ona... Poświęciła na mnie swoj cenny czas i zaryzykowała, by pojawić się w tej niebezpiecznej bajce.

- Przepraszam? - zaczepiam lekarza wchodząceo na salę - ile będzie trwała ta operacja?
- Przewidujemy maksymalnie 9 godzin. W tym czasie może się pan położyć. Pańska kobieta jest w dobrych i bezpiecznych rękach - uśmiechnął się
- Chwilę jeszcze poczekam
- Dobrze - odszedł.

Usiadłem na krześle naprzeciwko szyby. Chciałem trzymać rękę na pulsie. he he, w końcu to moja przyszła żona, no nie? Wyjąłem z kieszeni jakąs wygniecioną kartkę. Ze stolika obok wziąłem długopis i postanowiłem spisać 7 najważniejszych rzeczy jakie muszę zrobić z Don po jej wyjściu ze szpitala.

- Wybudować dom dla moich księżniczek
- Zabrać ją tam, gdzie nikt nas nie znajdzie
- Spełnić jej 3 marzenia
- Nagrać filmik z naszymi wspomnieniami
- Dać jej magiczny prezent
- Spełnić jej marzenie związane z karierą
- Opiekować się nią jak księżniczką
"Till death do us part"

Zasnąłem

Kilka godzin później ktoś mnie budzi. Zdezorientowany podnoszę głowę i spoglądam na twarz jakiegoś mężczyzny. Miałem zamazany obraz, lecz po chwili zorientowałem się, że to lekarz przeprowadzający operację Don:
- Operacja się udała
- Szybko poszło - przytuliłem lekarza i pobiegłem do sali, w której leżała moja ukochana


Pocałowałem ją w czoło, przebudziła się.
- Skarbie?
- Słucham? - spytałem ze łzami w oczach
- Wiesz, że nigdy Cię nie opuszczę?
- Tak wiem - zacząłem płakać. wiedziałem, że już nic nie będzie takie same. Dręczyła mnie jeszcze jedna myśl. Od długiego czasu zastanawiam się, czy powiedzieć o niej Don. To nie był najlepszy moment.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ:
W końcu nadszedł dzień, kiedy Donna dostała wypis ze szpitala. Była bardzo osłabiona. Musieliśmy wracć do domu metrem, bo pożyczyłem auto Lilowi. Chwyciłem za jej torby i ruszyliśmy. Poczułem się jak na samym początku naszej znajomości. Rozmowy o wszystkim i o niczym. Jeden problem. JAKBYŚMY ZACZYNALI OD NOWA. Don czuła się przy mnie bardzo skrępowana. Nie wiedziałem co robić. Pozostawało mi tylko czekanie...


Doszliśmy na przystanek. Dawno nie byłam tak szczęśliwa. Zaręczona z najlepszym mężczyną na świecie, stoimy na przystanku w oczekiwaniu na metro, którym mieliśmy wrócić do naszego mieszkania. Nagle zauważyłam na twarzy Jusa duże zniechęcenie. Odsunął się ode mnie.
- O co Ci chodzi Justin?
- O nic - odpowiedział zimnym głosem nie patrząc na mnie
- Przecież widzę, że coś jednk jest.
- Dobra, możesz się zamknąć?

Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Ostatnimi czasy zrobił się jakiś dziwny. Jest miły, aż nagle staje się z niewiadomych przyczyn oschły. Odsunęłam się od niego i stanęłam 3 metry dalej. Grzebię w telefonie i patrząc kątem oka, widzę jak Jus się na mnie gapi:
- Dlaczego "Pan" się na mnie patrzy?
- Spodobała mi się pani.
- Kocham Cię, Kocham Cię, Koooocham! - zawołał, kładąc torby na ziemi i wyciągając ręce na znak, bym do niego podeszła
- Dlaczego rzucasz słowa na wiatr?
- Bo mogę. - kolejna chamska odpowiedź. Podjechało metro. Usiedliśmy naprzeciwko siebie. Starałam się na niego patrzeć. Milczałam. W tle było słychać tylko głośne rozmowy ludzi siedzących wokół nas. Nagle podszedł do nas starszy mężczyzna i zczynając rozmowę słowamie "Słuchajcie mnie teraz" usiadł obok i powiedział :
- Widzę, że jesteście parą - powiedział z uśmiechem na twarzy
- Dlaczego Pan tak sądzi? - zapytałam zadziwiona
- Obserwowałem was przez 15 minut na peronie i zauważyłem w tym chłopcu ... ( przerywa ) Jak masz na imię?
- Justin - odpowiada
- No i zauważyłem w nim młodego mnie. Tak, wiem. Nie jet to zachowanie godne faceta, ale czy zastanawiałaś się kiedyś nad przyczyną tego? Pogadaj z nim o tym w domu. Chłopak ma problem - odszedł klepiąc mnie po ramieniu
- Jus?
- Czego chcesz?
- Co Ci jest?
- Nic.
- Tak trudno Ci odopiwedzieć?
- Pamiętasz jak miałem operację po wypadku?
- Tak pamiętam.
- Dokończymy to w domu. Przepraszam za moje zahowanie. - przytulił mnie mocno i wyszeptał jak bardzo mnie kocha. Postęp. W końcu potrafił się przyznać i przeprosił. Wysiedliśmy. Czułam się jakby nie było mnie tam wieki. Ruszyliśmy do domu, ktory znajdował się 5 minut drogi stąd. Zaczął padać deszcz. Justin wyjął z mojej torby parasol. Rozłożył go i trzymając w jednej ręce bagaż, w drugiej parasol, chronił nasze głowy przed kroplami spadającego deszczu.
- Co z tą twoją operacją ? - zapytałam
- Ciężka sytuacja.
- No ale dlaczego?
- Proszę Cię Don, nie zmuszaj mnie. Opowiem Ci jak wyzdrowiejesz. Słonko, to nic złego. Nie musisz się martwić. Może po południu zaprosimy twoich rodziców?
- Dobry pomysł. Pewnie się za mną bardzo stęsknili. Jest jedzenie w domu?
- Nie, ale po drodze pójdziemy do sklepu - uśmiechnął się.
Przez dalszą część drogi śpiewaliśmy nasze ulubione piosenki, a niezręczna cisza zamieniła się w niewinny śmiech. Czuliśmy się w swoim towarzystwie tacy... szaleni, zwariowani, a co najważniejsze, SZCZĘŚLIWI. Wstydziłam się jak kolwiek go dotknąć. Krępowałam się, tak jak na samym początku. Tęsknię za dawnym Jusem... Nagle słyszymy pisk opon, spoglądamy w stronę hałasu, nagle Justin wszystko rzuca i biegnie w stronę wypadku. Nie wiedziałam, co się dzieje. Nagle Jus wyciąga z miejsca kierowcy Lila, który śmieje się jak idiota. Podchodzę do nich. Justin uderza go w twarz:
- Stary, idioto, co ty odpierdalasz?
- Wyluzuj ziomek! - jednocześnie się śmiejąc
- Roztrzaskałeś mi moje nowe auto!
- Wiem przepraszam - nadal się śmieje
- Jechałeś z kimś?
- Tak, z moją dziewczyną Kim - Justin zaczyna biec na drugą stronę auta. Dziewczyna miała rozbite czoło. Justin szybko zadzwonił do kolegi swojego taty, aby odholował auto. Wyjęliśmy dziewczynę z auta i pomogłam chłopakom w przeniesienu jej do naszego mieszkania. Oczywiście wypadek był dosłownie pod samymi drzwiami mieszkania. Po chwili rozmowy z Lilem i wtrakcie, gdy opatrywałam nieznaną mi dziewczynę, dowiedzieliśmy się, że jechali autem pod wpływem narkotyków. W momencie parkowania, Lilowi "pojawił" się jakiś mężczyzna i chcąc go wyminąć uderzył w drzewo. Justin odprowadził kumpla do pokoju gościnnego, a następnie wrócił się po dziewczynę. Para zasnęła. W tym czasie zadzwoniłam do rodzicow i zaprosiłam ich na kolację. Jeszcze nigdy gotowanie nie sprawiało nam tyle zabawy. Poszłam do pokoju włączyć muzykę, kiedy wróciłam, zauważyłam płaczącego Justina.
- Kochanie, co jest?
- Tak bardzo się boję, że Cię stracę - skłamał, nie zauważyłam tego
- Nie stracisz - zapewniłam go. Zaczęłam śpiewać piosenkę Seleny, która właśnie dobiegała z pokoju obok, chwyciłam go za rękę i zaczeliśmy tańczyć. Nie minęła chwila, a usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Jus poszedł otworzyć, ja wyłączyłam muzykę.
- Kochanie? - zawołał - To do Ciebie ! - w drzwiach ujrzałam moich rodziców i Violett. Rzuciłam im się na szyję. Justin wrócił się do kuchni dokończyć.
- Usiądźcie, rozgośćcie się, a ja zaraz wracam.
Musiałam się przebrać.





Zeszłam na dół, usiadłam obok mamy, zawołałam Jusa i powiedziałam:
- Jest pewna ważna sprawa, o której musicie wiedzieć
- Co się dzieje? - mama wstała ze łzami w oczach
- Mamo uspokój się, wszystko jest już w porządku.
-gdyby było wszystko okej nie byłoby tej rozmowy - wtrącił tata
- No więc... Przez ostatnie pół roku za dużo się wydarzyło. Przepraszam, że się nie odzywaliśmy.
- Co się stało córeczko?
- Powiedzieć to wszybko czystko, czy przedłużać? - zachichotałam - to nie chwila na żarty. No więc ... Zostałam prwana, zgwałcona - przez faceta ktorego pewnie znacie, miałam przesczep, latego wyglądam jak wyglądam.
- Co ?! - wykrzyczeli jednocześnie
- Pominełam jedno.
- Co takiego? Mów , nic nas juz nie zaskoczy
- Byłam w ciąży, straciłam dziecko - nagle nastała niezręczna cisza. Mama zaczęła płakać. tata objął ją ramieniem i zdenerwowany zapytał:
- Dlaczego wcześniej na nie pwoiedzieliście? Napewno byśmy wam pomogli.
- Tato... - Justin przerwał moją wypowiedź
- Proszę Pana, to nie było takie łatwe, tym bardziej, że pańska żona sama jest po ciężkiej operacji i nie powinna się denerwować.
- Boże, co za rodzina. Wszyscy trafiają pod nóż - zaczęła się śmiac Violette
- Chyba mamy wam jeszcze coś do powiedzenia. Tym razem powinny się państwo ucieszyć.
- No słucham - burknął tata
- Oświadczyłem się waszej córce - Nagle rodzice oboje wstali z niedowierzaniem i poprosili aby Jus im powtorzył to co powiedział sekundę temu. Wszyscy zaczęli się cieszyć. Mama wypomniała, że nigdy więcej nie mam tak ukrywać, takich poważnych spraw, i że mam się częściej odzyać. Kolacja o dziwo przebiegła pomyślnie. Wydawało mi się zawsze, że Jus nie zostanie zaakceptowany, alecz poraz pierwszy zauważyłam radość na twarzy mojego tatuśka. Nigdy nie przepadał za moimi chłopakami. Jedyne słowa jakie usłyszeliśmy w tej sprawie z Jusem to : NIE ZAPOMNIJ SIĘ OPIEKOWAĆ NASZĄ GWIAZDECZKĄ ...
26.01.2015 o godz. 22:35


Może ten utwór mnie nieco wyciszy. :D
26.01.2015 o godz. 22:29
MISIE DROGIE,
z pewnością żadne oko tego nie ujrzy, ale NIEWAŻNE! Jestem taka szczęśliwa i wniebowzięta, że muszę gdzieś przelać te myśli. Co prawda dobrze byłoby uwzględnić to też pod kątem pamiętnika, ale ręki nie chcę męczyć pisaniem + mam taki natłok myśli, że nie nadążyłabym pisać haha! :)
Wszystko wokół mnie się zmienia. Oczywiście niektóre sprawy wymykają mi się spod kontroli i to już wcale nie ma pogłosu "Don't worry..". Chciałabym pewne rzeczy zmienić, natomiast czuję się bezradna. A przecież MOJE życie jest w MOICH rękach! To takie pokręcone. Tym bardziej, że o relacje z Bogiem chodzi. :'(
Jednocześnie szczęśliwy ze mnie człowiek, gdyż podjęłam ostatnimi czasy mnóstwo decyzji, które wcześniej wydawały mi się trudne w realizacji (bo w sumie nadal takie są), ale.. CIĘŻKA PRACA się opłaca. ♥
Teraz tekst "..BE HAPPY!" pasuje. :)
Wiem, że brak tu jakiegokolwiek ładu czy składu, lecz czy to ważne? Za 20 lat będę wiedziała o co mi chodziło. ;) Takich rewolucji nie da się zapomnieć. ♥ Zadziwia mnie po prostu ta moja WYTRWAŁOŚĆ :O w działaniach, które miały początek za przeproszeniem "z dupy". Poprzez małą iskierkę, która się we mnie rozpaliła i z każdym dniem rozprzestrzenia po moim serduchu, ciele, umyśle niczym palący OGIEŃ! Ale to wreszcie nie jest ogień, który sprawia, że zostają ze mnie prochy, lecz taki, który ogrzewa ciało szeleszcząc w kominku w zimowe wieczory (ba! dobrze by było, mam tylko grzejnik :D).
Jednak.. jutro 20 dzień mija. Od 8 stycznia kroczę ku głęboko zakorzenionej w sobie dziewczynie, cieszącej się.. SOBĄ, taką jaką jest! ♥ Skąd we mnie tyle NIEPRZEMIJAJĄCEJ pasji?
No i właśnie chciałabym paść na kolana i dziękować Bogu, że pomaga mi bezboleśnie przetrwać każdy kolejny dzień, ALE.. oddalam się od Niego. A On w moim życiu jest bardzo ważny. Nie chciałabym tego zaprzepaścić, bo z doświadczenia wiem, że żadne marzenia, które się spełniają (NAWET najpiękniejsze) nie dadzą mi pełni szczęścia, kiedy Go w tych dążeniach do celu nie ma.
Pokręcone to wszystko. SPONTANICZNE! ♥ PIĘKNE! :)
Trzeba DZIAŁAĆ! 20 dzień nadchodzi. Ło-TAK! ♥
26.01.2015 o godz. 22:24
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Teraz chwila prawdy. Niall podjechał samochodem za drzewa, za którymi też się schowaliśmy i wszystko widzieliśmy. Mężczyzna, który wciąż śledził szatynkę, usiadł w swoim samochodzie czekając, aż ona będzie przechodzić obok jego auta. Każdy wiedział, co miał zamiar zrobić. Kiedy Karolina tylko mijała czarny samochód, osoba w kapturze wyszła szybko podchodząc do niej i łapiąc ją za ramię. Krzyknęła widząc, co próbuje zrobić. On zakrył jej buzię swoją ręką, po czym wsadził szybko do bagażnika, a następnie wsiadł za miejsce kierowcy.
- Gotowa? – zapytał Niall, zapalając silnik samochodu.
- Jasne. Chcę z tym skończyć raz na zawsze…


Akcja toczyła się szybko, lecz zbyt wolno dla mnie. Mimo, iż wszystko jest zaplanowane to boję się, że coś może się nie udać, że mężczyzna może coś zrobić Karolinie. Podziwiam ją za taką odwagę i poświęcenie, ale myślę, że pewnie jest lepszy i bezpieczniejszy pomysł na załatwienie prześladowcy raz na zawsze. A my z tego nie skorzystaliśmy. Jak mogłam się zgodzić na tak coś niebezpiecznego? Przecież, jeśli jej się coś stanie, nie wybaczę sobie tego. Ale cóż… nie ma już odwrotu. Nie zmienię nic już. Teraz trzeba tylko grać do końca. Nie mogę się zatrzymać, muszę iść dalej.

Z perspektywy Karoliny
Po tym, jak prześladowca wrzucił mnie do bagażnika, odjechał z miejsca zdarzenia. Złapał mnie za rękę tak mocno, że do teraz czuję potworny ból, lecz wiem, że to uczucie, gdy ktoś cię prześladuje, chodzi za tobą krok w krok, a ty czujesz się bezradny w końcu się skończy, już niedługo. Od jutra będzie normalnie, o ile plan się powiedzie. Przetrwam to, przetrwam to. Leżąc w niewygodnej pozycji w bagażniku jedyne, co słyszałam to piosenkę, która aktualnie leciała w radiu, nie wiem, co to było, gdyż ja słyszałam niewyraźną melodię i ledwo słyszalny tekst. Auto się teraz trochę trzęsło, co ja mówię, strasznie trzęsło. Najwidoczniej musieliśmy zjechać na jakąś polną drogę, gdyż niemożliwe, żeby było inaczej. W filmach zawsze tak jest, nie? Przeważnie jest to morderca, który porywa swoje ofiary po ty tylko, albo je gdzieś więzić, lub po prostu zabić. Mam tylko nadzieję, że nie planuje zrobić tego drugiego. Zawsze jakby coś to potrafię się obronić, no chyba, że wtedy będzie więcej osób to nie dam rady. W końcu samochód się zatrzymał, a ja westchnęłam z ulgą, gdyż ta jazda była strasznie niewygodna. Nie wytrzymałabym tak długo. Pierwsze, co usłyszałam to trzaśnięcie drzwiami, a następnie otwierający się bagażnik. Dasz radę, mówiłam do siebie, dasz radę, a następnie po mojej pocieszającej myśli zobaczyłam postać całą na czarno. Miał założony kaptur i kominiarkę, najwidoczniej nie chciał, abym go widziała. Postać, która stała przede mną pociągnęła mnie za ramię, abym wstała. Zrobiłam to, odczuwając ból ręki. Wyrwałam się pokazując mu, aby mnie puścił. Cała droga zajęła zaledwie dwie minuty, gdyż zaraz ujrzałam budynek. Niestety, miejsce, w którym byłam było daleko od innych ludzi. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie zdążył mnie wywieść na jakieś pustkowie?
Weszłam do środka tego budynku. Najpierw szłam drugim korytarzem, a potem weszłam do jednego z pomieszczeń, w którym zapewne spędzę czas.
- Usiądź. – rozkazał mężczyzna, po czym sam zajął miejsca naprzeciwko mnie. Siedziałam tak przyglądając mu się dokładnie, lecz nie mogłam stwierdzić, jak wygląda, gdyż twarz miał wciąż zakrytą.
- Co chcesz ode mnie i mojej przyjaciółki? – zapytałam krzyżując ręce i pokazując, że wcale się nie boję. Nie dam się przestraszyć.
- Nic od was nie chcę. Twoja przyjaciółka musi tylko zapłacić za to, co zrobiła. – powiedział.
- Za co? – dopytywałam.
- Nikt nie ucieknie od tego, co zrobił. Role musiały się kiedyś odwrócić. – powiedział ignorując moje pytanie. Nie wiedziałam i nie rozumiałam, o co chodzi.
- Może by tak jaśniej? – mruknęłam.
- Każdy kiedyś zapłaci za krzywdy, jakie wyrządził innym. Kingi czas naszedł właśnie teraz…

Z perspektywy Niall’a
- Cholera jasna, Niall! Nie mów, że ich zgubiłeś! – krzyknęła. Zgubiliśmy trop, co sprawiło, że zrobiło mi się gorąco, a krzyki Blondynki wcale mi nie pomagały.
- Przestań krzyczeć. Też mogłaś patrzeć! – powiedziałem zdenerwowany.
- Och, tak? A więc teraz to moja wina! – mruknęła.
- Uspokój się i daj mi się skupić na drodze. – wymamrotałem. Dziewczyna się już nie odezwała tylko odwróciła w stronę okna. Skręciłem w lewo, gdyż byłem pewien, że tam skręcił mężczyzna, nim go zgubiłem. Pomyślałem chwilę, gdzie pojechać teraz. Po kilku próbach i myśli, że odnajdę odpowiednią drogę, dojechałem polną ścieżką do jakiegoś budynku, który wyglądał na opuszczony. Ucieszyłem się, gdy zobaczyłem auto, które wcześniej zgubiłem.
- Kinga, patrz! – powiedziałem wskazując na samochód stojący kilka metrów dalej. Dziewczyna poprawiła się nerwowo na siedzeniu. Podjechałem za wysokie drzewa, aby nie było nas widać. Williamson wykonała jeden telefon, po czym oboje wysiedliśmy z auta kierując się w jednym kierunku…

Z perspektywy Karoliny
- Co ty pieprzysz?! – krzyknęłam pewna siebie, nie bałam się go.
- Uspokój się. Nie myśl sobie, że ciebie nie zabiję. – powiedział.
- Nie boję się ciebie! – wysyczałam.
- A może powinnaś. Nie wiesz, skarbie, do czego mogę się posunąć. – powiedział spokojnym głosem, lecz z tym błyskiem w oczach.
- Nie boję się ciebie! – powtórzyłam swoje słowa. To, co powiedział sprawiło, że lekko zadrżałam, lecz starałam się nie pokazywać jakiegokolwiek cienia strachu. Denerwowało mnie to, strasznie denerwowało, że nadal nie wiedziałam, jak wygląda. – Nic mi nie zrobisz! Za niedługo ktoś zauważy, że nie wracam, a wtedy zaczną mnie szukać! – mówiłam, aby myślał, że nikt nie wie o tym, co się teraz dzieje, ani żeby się nie domyślił, że to wszystko to jedna wielka pułapka na niego.
-Kto cię znajdzie? Nikt. A wiesz, dlaczego? Bo jesteśmy na pustkowiu. Tylko pełno drzew. Żadnych ludzi w pobliżu nie ma. – rzekł z satysfakcją. Przysięgam, że zdejmę mu zaraz ten uśmieszek. Strasznie mnie denerwuje, a co bardziej, przeraża mnie. - Nie bój się, ciebie też zabiję. Kiedy tylko dostanę twoją przyjaciółkę w swoje ręce nie będziesz mi już potrzebna.
- Żebyś się nie zdziwił, jak sprawy się mogą potoczyć. – mruknęłam cicho, jakby bardziej do siebie. Mężczyzna nie usłyszał, co mówiłam i dobrze. Kiedy wstał, ja również to zrobiłam, po czym szybkim ruchem zdjęłam kominiarkę z jego twarzy. Kiedy go zobaczyłam, byłam pewna, że gdzieś go już widziałam.

Z perspektywy Kingi
Minęło z jakieś sześć minut odkąd zadzwoniłam na policję, aby zawiadomić o przebiegu akcji. O wszystkim wiedzą od wczoraj. Niall poszedł to zrobić, gdyż ani ja ani Caro nie mogłyśmy tam iść. Radiowozów nie widać nadal mimo, iż obiecali zjawić się szybko.
- Idę się porozglądać. – powiedziałam.
- Jest już ciemno, a z resztą, co, gdy cię złapią? – zapytał Horan.
- Nie złapią. Zaraz wracam. – powiedziałam szybko, po czym wyszłam z auta nim chłopak zdążył się odezwać. Mimo ciemności i tak kucnęłam, aby nie było mnie widać, aż tak. Kiedy poszłam na tyły budynku, upewniłam się, że nie będzie z tej strony mnie widać, więc stanęłam na nogi, po czym zaglądałam do każdego okna, aby sprawdzić, czy gdzieś nie zauważę przyjaciółki. Kiedy chciałam przejść obok drugich drzwi niezauważalna wyszło z nich dwóch mężczyzn, którzy od razu mnie zauważyli.
- Cholera! – zdążyłam tylko powiedzieć, gdyż nie miałam żadnej drogi ucieczki…

Z perspektywy Karoliny
- Szkoda, że nie mogę zabić cię już teraz. Zrobiłbym to z wielką chęcią. – mruknął.
- To zrób to. No dalej! – krzyknęłam, gdyż miałam dosyć już tego wszystkiego. Kiedy chciał coś powiedzieć do środka weszło dwóch mężczyzn prowadząc ze sobą Blondynkę.
- Szefie popatrz, kogo spotkaliśmy. – powiedzieli. Zaczęło mi się robić gorąco, gdyż właśnie mają to, co tak bardzo chcieli. Strach przejął władzę nad całym moim ciałem. Jest źle, bardzo źle.
- No proszę, proszę. – powiedział zadowolony. Williamson widząc jego twarz zdziwiła się, ale zaraz po tym widziałam przerażenie w oczach. Zna go.
- To ty… - wymamrotała tylko. Stała w jednym miejscu patrząc na osobę, która mnie porwała i mnie tu przetrzymywała.
- A więc mnie pamiętasz. – powiedział z tym zadziornym uśmieszkiem.
- O co tu do cholery chodzi?! – krzyknęłam nic z tego nie rozumiejąc. Zwróciłam tym na siebie uwagę, lecz nie obchodziło mnie to. Jeden z tych, który przyprowadził moją przyjaciółkę posadził ją na siłę na krześle, naprzeciwko mnie. Następnie mocno przywiązał ją do krzesła, aby nie mogła się odwiązać, ani ruszyć. Potem podszedł do mnie robiąc to samo, lecz, jak na moje za luźno, więc z łatwością mogę się rozwiązać, tak myślę. Obaj mężczyźni wyszli z pomieszczenia.
- Co chcesz ode mnie? – zapytała patrząc przez cały czas z wściekłością na szefa tej grupy. Jej ręce drżały. Bała się go. Z resztą ja też, od kiedy tylko zauważyłam broń, której kawałek wystawał z jego kieszeni od spodni.
- Pamiętasz moją siostrę, Ali, prawda? – zapytał, choć znał odpowiedź.
- Jasne, więc, co chcesz ode mnie? Czemu mnie śledzisz, czemu mnie prześladujesz, Daniel? – zapytała wyrzucając z siebie pytania, których odpowiedź chciała znać, w sumie ja też.
- Robię to samo, co ty robiłaś mojej siostrze. Teraz ona nie żyje, przez ciebie, a ja obiecałem sobie, że zapłacisz za jej cierpienie! – wykrzyczał wyciągając broń, a następnie mierząc ją w kierunku Kingi.
- Przysięgam, ja nie mam z tym nic wspólnego! – krzyknęła. Jej oczy w ciągu sekundy napełniły się łzami, tak samo, jak moje. Czułam się winna, ze nic nie robię, kiedy moja przyjaciółka może zaraz być tu trupem. Odwiązałam się tak szybko, ale próbując zrobić to tak, aby nie było tego widać.
- Zostaw ją do cholery! – krzyknęłam. Stanęłam przed przyjaciółką, tak, że cel był teraz wymierzony we mnie. – Jeśli masz tu kogoś zabić, zabij mnie!
- Kochanie, odsuń się. Ciebie to czeka również, więc ciesz się, póki możesz. Jesteś następna! – wyszeptał do mojego ucha. Kinga spojrzała na mnie załzawionymi oczami, a ja widząc ją, nabrałam sił, aby walczyć do końca. Wszystko w moich rękach, inaczej zginiemy obie. Mężczyzna stał teraz za mną trzymając jedną ręką mnie za gardło, a drugą trzymając broń i wymierzając w kierunku Blondynki.
- Ja nic nie zrobiłam twojej siostrze. To nie ja ją skrzywdziłam! – powtarzała ciągle te słowa wciąż płacząc. Uderzyłam z łokcia mężczyznę w twarz, który automatycznie upuścił rzecz, którą trzymał, łapiąc się za nos.
- Ty mała suko! – krzyknął, po czym złapał mnie mocno, abym nie mogła się ruszyć. Schylił się po broń, ciągnąc mnie ze sobą. Zamarłam, kiedy wymierzył ją we mnie, trzymając mnie ponownie za gardło, tym razem do tego stopnia, że nie mogłam nabrać powietrza.
- Jednak załatwię najpierw ciebie! – wysyczał. Williamson próbowała się wyrwać, lecz była przywiązana zbyt mocno.
- To nie ja to zrobiłam. To sprawka Max’a! On ją prześladował i robił jej krzywdę, a mnie groził, że mnie zabije, jeśli cokolwiek powiem. Nie wiedziałam, że tak się to potoczy wszystko. Przysięgam. Ja nic jej nie zrobiłam! – powiedziała, gdyż nie miała sił krzyczeć. Mężczyzna na moment rozluźnił uścisk, lecz nie ruszył się. Wykorzystałam moment. Ruszyłam się, a Daniel wracając myślami zaczął się ze mną szarpać wciąż trzymając przedmiot w ręce. W tym momencie do środka weszła policja.
- Rzuć broń i zostaw tę dziewczynę! - krzyknął jeden z policjantów. W tym momencie jedyne, co usłyszałam to strzał...


~ ~ ~
Naprawdę strasznie Was przepraszam, że się nie wyrobiłam, ale nie miałam zbytnio dostępu do komputera w weekend, aby skończyć rozdział w spokoju.
Wybaczcie, że zawiodłam Was kolejny raz w dodatku dając taki powiem szczerze nudny rozdział, gdyż planowałam to trochę inaczej.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie, po raz kolejny...
Dziękuję Wam za to, że rozumiecie wiele rzeczy i ,że wciąż jesteście, tu, ze mną! : )
Dziękuję!!!

Kocham Was,
AnotherGirl
26.01.2015 o godz. 20:37

Jesteś jednocześnie spokojem i zamieszaniem w moim sercu.
26.01.2015 o godz. 20:37

Jedną z najstarszych ludzkich potrzeb jest mieć kogoś, kto zastanawia się, gdzie jesteśmy, kiedy nie wracamy wieczorem do domu.
26.01.2015 o godz. 20:32

Nie wiem czy jest sens w prowadzeniu tego bloga.Kieruje to pytanie do was. Mam dalej prowadzić tego bloga ?
26.01.2015 o godz. 20:25

Zazdrość jest uczuciem najbardziej pobudzającym wyobraźnię.
26.01.2015 o godz. 20:24

Ciągnie Nas do skurwysynów,tych przesiąkniętych chamstwem, ignorancją i ogromnym mniemaniem o sobie. tych, którzy nie oddzwaniają i nie odpowiadają na smsy. upokarzają na każdym kroku,a ty jak głupia dalej do Niego wracać.Chcesz zapomnieć,znienawidzić,lecz nie potrafisz,jesteś słaba,krucha.rozrywasz mi serce na miliony kawałków, gdy po raz kolejny mówisz do mnie "mam wyjebane na Ciebie",a mnie dalej ciągnie do Ciebie otóż to ;) chyba każda tak ma.

A i zapraszam do polubienia strony Pubu ;) teraz praca jest dla mnie wszystkim. https://www.facebook.com/pubkopidol?fref=ts
26.01.2015 o godz. 20:22

Bądź wierny sobie i nie poświęcaj się temu dla kogo jesteś nikim.
26.01.2015 o godz. 20:21

Jest mi smutno :((((
26.01.2015 o godz. 20:14
Czasem warto odpuścić .


` Już klękałem, pragnąc Cię o to zapytać. Ledwie zdążyłem powiedzieć -'wyjdziesz'- , a Ty wyszłaś, trzaskając drzwiami. `

Tak długo mnie tu nie było . Tyle się pozmieniało przez ten czas . Nie nadążam za nimi wszystkich . Pędzą nie wiadomo po co i gdzie . Gdzie Ci ludzie , z którymi kiedyś można było spokojnie porozmawiać , a przede wszystkich IM ZAUFAĆ .
Kiedyś może zrozumiesz jak trudno jest wstać i walczyć od nowa.

26.01.2015 o godz. 20:14
Z trudem otworzyłam oczy. Przed sobą zobaczyłam śnieżno biały sufit, który mnie uspokoił. A więc jestem w niebie. Uśmiechnęłam się. Było tak pięknie cicho. Słyszałam tylko mój miarowy oddech i spokojne bicie serca. Podźwignęłam się na łokciach i ku mojemu rozczarowaniu byłam w małym, białym pomieszczeniu. Szpital. Tylko nie to. Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam na rękę, do której była podłączona rurka. Byłam podłączona do jakiejś maszyny. Mój spokój nagle prysł jak bańka mydlana. Więc jednak żyję. Rzeczywistośc była okrutna. I wtedy usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedziec otworzyły się z impetem, a do środka wszedł jakiś nieznajomy mężczyzna. Nic nie mówiąc z precyzją wyrwał mi rurkę z ręki. Pociągnął za rękę.
- Hej ! Co ty robisz ? - Zapytałam przerażona, ale wyszedł ze mnie tylko zduszony szept.
- Cicho bądź. Odwiozę cię do domu. Twój wuj kazał mi po ciebie przyjechac. - Mówiąc to trzasnął drzwiami i prowadził mnie przez korytarz pełen pielęgniarek i ludzi w długich szpitalnych koszulach. Przestraszona ledwo szłam o własnych nogach. Gdyby mnie puścił na pewno bym upadła. Co tu się dzieję ?
- Wujek nie ma znajomych. - Dotarło do mnie, że wuj Malcolm od iluś lat nie wychodzi z domu. Jakim cudem utrzymuje jeszcze jakiekolwiek kontakty z innymi ludźmi ? Czy to w ogóle możliwe by człowiek aspołeczny miał jakich kolwiek znajomych ?
- Słabo go znasz. - Uśmiechnął się pobłażliwie i otworzył drzwi prowadzące na dwór. Poczułam chłód. Chłód, który mi nagle coś przypomniał. Wczorajszą noc. O ile była to wczorajsza noc, bo nie wiem ile spałam. Pamiętam, gdy niósł mnie policjant. Pamiętam jego głos i to przeraźliwe zimno. Ale nie pamiętam co było potem. Musiałam stracic przytomnośc. Gdy przeszliśmy przez parking mężczyzna popchnął mnie do auta, a sam usiadł za kierownicą i nim zdążyłam zapiąc pasy ruszył. Przyjrzałam się mu. Był wysoki, umięśniony z mocno zarysowaną szczęką i ciemnych wręcz czarnych oczach. Trochę przerażał, ale nie czułam strachu. Wpatrywałam się w las za szybą. Tak bardzo kochałam las. Miałam teraz ochotę zrobic coś szalonego. Coś spontanicznego. Czyżby w mojej kroplówce była jakaś dziwna substancja ? Bez większego namysłu otworzyłam drzwi jadącego auta. Kierowca spojrzał na mnie z przerażeniem. Uśmiechając się odpięłam pas i wyskoczyłam z pędzącego auta wprost na skraj lasu. Kostka mnie mocno zabolała, ale zignorowałam ją. Mężczyzna się zatrzymał.
- Wracaj tu głupia dziewczyno ! - Ale ja tylko podniosłam się odwróciłam na pięcie i pobiegłam w las czując niesamowity przypływ energii i wiatr smagający moje włosy. Czułam wolnośc.
***
Weszłam cicho do domu, ale w drzwiach już czekał wuj Malcolm.
- Gdzieś ty była ?! - Wyglądał na wściekłego, mimo że jest z natury spokojnym człowiekiem.



- Przepraszam. Wolałam się przejśc na pieszo niż jechac z twoim znajomym. - Udawałam niewinną. Wuj pokręcił głową. Do domu weszła zaniepokojona Dalia.
- Dziecko ! - Rzuciła się na mnie, ale ja ją odepchnęłam. Spojrzała zszokowana.
- Dalio ! Nigdy więcej żadnych szpitali ! Nigdy ! - Wuj wyglądał jakby zaraz miał się na nią rzucic i ją uderzyc.
- Miałam pozwolic by zginęła ? Była taka zimna .. - Dalii popłynęły łzy po polikach. Poczułam wyrzuty sumienia, że ją odepchnęłam. Chciała dobrze. Chciała mi pomóc.
- To nie jej wina ! - Wrzasnęłam, w teraz na mnie wuj spojrzał z wściekłością. Wpatrywałam się w jego brązowe oczy, które zdawały jaśniec. Zupełnie jakby stawały się piwne. Wuj zamrugał i odszedł tak szybko, że niemal biegł. Poszłam za nim szybko, a on wszedł do łazienki i zanim zdąrzyłam wejśc zamknął się w niej. Poczułam się dziwnie. To wszystko dzieję się za szybko. Z rozmyśleń wyrwał mnie przeraźliwy huk. Pukałam do łazienki i wrzeszczałam do wujka, ale ten nie odzywał się. Z salonu słyszałam szlochanie Dalii. Dosyc tego ! Z całej siły trafiłam kopniakiem w drzwi. Ból w kostce odezwał się, ale nie obchodziło mnie to teraz. Drzwi runęły na podłogę. Wpadłam do łazienki i zobaczyłam porozwalane szafki na podłodze oraz potłuczone lustro. Rozejrzałam się gorączkowo po pomieszczeniu. Gdzie wujek ? I wtedy mój wzrok natrafił na otwarte okno. Podeszłam do niego, ale nic nie zobaczyłam oprócz pięknego lasu. Zdruzgotana i zszokowana całym zajściem oparłam głowę o ścianę i spojrzałam w swoje zniekształcone odbicie w lustrze. Po policzku popłynęła mi łza, którą szybko otarłam rękawem. Miałam byc silna. W głowie mi huczało. Tu się działo coś złego. Bardzo złego ...
26.01.2015 o godz. 19:42
Witajcie ! Nie sądziłam, że wrócę do tego bloga, a jednak zatęskniłam ;] Ale trochę zmieniłam wygląd jak i jego treśc. Postanowiłam, że będę tu pisac moje opowiadania [ głównie Mowę wilków. ] oraz od czasu do czasu takie moje '' kartki z pamiętnika ''. Ale może będę też pisac o swoim życiu itp, bo jestem bardzo zmienna :D
Wielu z wam podobało się moje opowiadanie, więc mam nadzieję, że dalsze losy Agnes będziecie czytac równie chętnie jak kiedyś. Za chwilkę dodam 8 rozdział ;]
26.01.2015 o godz. 19:33
REKLAMA



plotki

quizy


figurki figurki