Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

i jeśli przyjdzie mi umrzeć zanim złożę pocałunek na Twych ustach, pamiętaj, że kochałam mocniej niż mógłbyś sobie wyobrazić...


31.10.2014 3 minuty temu
Jestem tak mega szczęśliwa i jednocześnie przybita, że postanowiłam napisać dla Was rozdział:) Przenoszę się trochę z akcją do przodu, a mianowicie do etapu opowiadania, który skomplikuje em chyba wszystkim bohaterom życie.. Pewnie mnie zabijecie, ale chcę tym wprowadzić trochę akcji.. Może dzięki temu będzie mi się łatwiej pisało następne rozdziały i nie będziecie musiały tak długo czekać na nn, a jeśli się nie uda, to skorzystam z Waszej propozycji zrobienia sobie przerwy:) Dziękuję za to, że jesteście;** No to czytamy ^^

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Oczami Seleny...

Wysiadamy razem z Emily z samochodu Loczka. Można by zakładać, że mamy dużo łatwiej, bo Harry chodzi tutaj już drugi rok, a poza tym jest sławny, ale to właśnie jest wadą, bo ludzie lgną do nas tylko, aby poznać chłopców. Paranoja. Nagle rozlegają się piski dziewczyn. Spoglądamy w tamtym kierunku i widzimy podjeżdżającego Justina pod szkołę w nowym samochodzie. Na szczęście nie chodzi on już do szkoły, ale niestety podwozi tu swoją beznadziejnie płytką dziewczynę. Na ten widok wszyscy przewracamy oczami. Razem z Emi żegnamy się z Loczkiem buziakiem w policzek i zmierzamy pod swoją klasę.
-Justin jest biedny z tą całą Vanessą.
-Sam chciał z nią chodzić.
-Ty nic nie wiesz?
-Niby o czym?
-To była ustawka. Musiał, bo inaczej straciłby wszystko. Szantażowali go, a teraz, gdy wyszedł na prostą, Vanessa grozi mu, że straci fanów. Wiesz, że ich kocha. Potrzeba cudu, aby nie mogła nic zrobić.
-Przecież to chore i niewiarygodne.
-Nie znasz jej. Może jest płytka, ale potrafi każdego zniszczyć. Tatuś już jej w tym pomoże.
-Eh.. A jak tam Jack?
-Oh, proszę nie wspominaj o nim. Odkąd zobaczyłam go pod swoimi drzwiami, nie widziałam go i mam nadzieję nie zobaczyć.
-Oby, bo nie fajnie by było gdyby namieszał między tobą a Liamem.
-Wiem i trochę się tego bałam, ale teraz jestem pewna, że mu na to nie pozwolę..

Grudzień...

Święta spędziłam razem z Tomym w domu w Londynie. Miło było oderwać się od życia w Los Angeles. Ma ono swoje zalety, jak i wady. Niestety, musieliśmy wrócić na sylwestra. Budzę się w swoim pokoju w Los Angeles. Ostatni dzień starego roku, a ja nie mam ochoty wychodzić z łóżka. Kiedy budzik wydzwania po raz kolejny melodyjkę, zakrywam poduszką głowę i czekam cierpliwie, aż przestanie. A kiedy ten upragniony moment nastaje, uświadamiam sobie, że i tak muszę wstać. Pieprzony występ chłopaków. Idę do łazienki i biorę prysznic. Wszystkie czynności wykonuję bardzo powoli, aż sama siebie tym zaskakuję. Wykonuję starannie makijaż i się ubieram. Następnie spryskuję się ulubionymi perfumami. Gotowa schodzę na dół. Zjadam płatki z mlekiem i razem z chłopakami wychodzę. Na szczęście dzisiejszy dzień należy do tych chłodniejszych. Trochę żałuję, że nie mogę tutaj liczyć na taką zimę jak w Europie, ale cóż. Kiedy dojeżdżamy na miejsce, witam się z dziewczynami. Mają o wiele lepszy nastrój niż ja. Oprócz Perrie, Emily, Victorii i Alyson jest tutaj także Miley i Demi. Ta pierwsza chodzi z Harrym. Miło na nich popatrzeć. Loczek w końcu się prawdziwie zakochał, ale mam dziwne przeczucia co do Mils.
"-Hej. - mówię do dziewczyny z uśmiechem.
-Cześć. - odpowiada z odrobiną wyższości.
-Jestem Selena Tomlinson. Chciałabym cię zaprosić na imprezę w domu mojego brata. To.. tzn. Louisa.
-Tego Louisa? Jesteś jego siostrą i mieszkasz z 1D? Jejku, cześć. Jestem Miley. - uśmiecha się, a ja czuję, że gdybym była zwykłą dziewczyną, miałaby głęboko w d.... moje zaproszenie.
-Taa.."
Tak właśnie się poznałyśmy i moje zdanie o niej niewiele się zmieniło. Natomiast Demi to przyjaciółka, którą poznałam kilka dni po rozpoczęciu roku w łazience. Bywały lepsze miejsca zapoznawcze, no ale trzeba być oryginalnym. Dem płakała załamana słowami Vanessy i jej świty. Jest bardzo delikatna, ale kochana i przede wszystkim nie kleiła się jak wszyscy, bo znamy chłopaków. Siadam smutna na kanapie. Nagle obok mnie pojawia się Alyson, która także nie ma za dobrego nastroju.
-Aly, co jest? - pytam.
-Pokłóciłam się z Lou, a dzisiaj wyjeżdżam.
-Czekaj.. Co? Jak? Gdzie?
-Sel, postanowiłam jechać na misje do Afryki.
-Akurat dzisiaj?
-Nie, już wcześniej, ale Lou tego nie rozumie.
-Nie dziwię się mu. Sama niezbyt rozumiem. Zostawiasz jego i nas, żeby zostać misjonarką?
-Mniej więcej tak to wygląda.
-Ale czemu?
-Zawsze o tym marzyłam. Łamie mi się serce, gdy widzę głód, biedę i choroby tam się szerzące.
-Możesz pomagać stąd.
-To nie dla mnie. Chcę tam być.
-Jesteś w stanie rzucić to wszystko, w tym mojego brata i po prostu wyjechać?
-Sel..
-Kiedy jedziesz?
-Dzisiaj wieczorem.
-Gdzie jest Tomy?
-Przebiera się.
-Idę do niego.
Przechodzę przez korytarz i odnajduję jego pokój. Pukam lekko i wchodzę nie czekając na odpowiedź. Zastaję go siedzącego na kanapie i płaczącego. Podchodzę do niego i go przytulam.
-Ja.. - szepce.
-Cii. Wiem. Kochasz ją, ale nie możesz jej zatrzymać. Ona pozwala ci spełniać marzenia, a to są jej. Choć to trudne i chore. Nienawidzę ostatnich dni roku.
-Heh, nie ty jedna.
-To u nas rodzinne. - uśmiecham się lekko - Porozmawiaj z nią. Nie żegnajcie się kłótniami.
-Masz rację, ale teraz muszę się przebrać.
Wychodzę z pomieszczenia. Siadam na jednych ze schodów. Opieram głowę o ścianę i zastanawiam się nad tym, dlaczego to wszystko się tak potoczyło. Nagle dotyka mojego ramienia Justin.
-Co się dzieje? - pyta.
-Aly wyjeżdża.
-Słyszałem. Lou na pewno to przeżywa.
-Taa.. Mam coś dla ciebie.
-Co takiego?
Wyciągam swój telefon i przesyłam mu kilka zdjęć, na których Vanessa całuje się z jakimś chłopakiem a on wkłada jej ręce pod mini. Obrzydlistwo, ale chciał uwolnić się od niej, a to najlepszy sposób.
-Jesteś cudowna !! - krzyczy.
-Ludzie przeważnie są załamani, gdy widzą dowody zdrady swoich drugich połówek. - mówię ironicznie.
-Ty jesteś moją drugą połówką. - uśmiecha się słodko i zanim się spoglądam łączy nasze usta w czułym pocałunku.
-Justin, przestań. - odrywam się gwałtownie.
Spoglądam w jego pociemniałe oczy i szybkim krokiem opuszczam to miejsce. Siadam z dziewczynami z przodu i bawimy się przy koncercie chłopaków. Nagle Zayn bierze mikrofon, co nie do końca było w planie, a przynajmniej tak mi się wydaje.
-Dzisiaj kończy się stary rok. Jutro wiele osób obudzi się na kacu, ale tak naprawdę nic się nie zmieni. To będzie kolejny dzień naszego życia. Więc jeśli mam uczcić jakoś ten koniec, to chcę zadedykować piosenkę jednej dziewczynie, którą kocham nad życie, a straciłem ją przez własną głupotę. Mała, chciałaś wiedzieć co u mnie więc czuję właśnie to...
<listen>
Perrie staje jak sparaliżowana. Jej oczy zachodzą łzami. Nie może oderwać wzroku od chłopaka. Obejmuję ją ramieniem. Po jej policzkach zaczynają spływać łzy. Po skończonej piosence wpatrują się w siebie, a po chwili dziewczyna nieoczekiwanie ucieka. W szoku spoglądam na chłopaka, który jest załamany. Z udawanym uśmiechem wykonują ostatnią piosenkę, a po niej wchodzi Justin. Szukam Perrie, ale nie mogę jej nigdzie znaleźć. Nagle słyszę głośny płacz dochodzący z jednego z pomieszczeń. Pukam delikatnie i naciskam klamkę. Przytulam zapłakaną dziewczynę. Żadna z nas przez długi czas nic nie mówi. Kiedy uspakaja się trochę, idziemy do chłopaków. Jednak nie ma z nimi Zayna i jak się okazuje napisał karteczkę, że wróci po nowym roku i mamy się nie martwić. Wszyscy staramy się do niego dodzwonić, ale to na nic. Per jest przybita, a my coraz bardziej zdołowani tokiem wydarzeń. Wieczorem żegnamy się z Aly, która zdecydowanie zmierza w kierunku lotniska. Czeka ją długa podróż. Na twarzach wszystkich pojawia się jeszcze większy smutek, a Tomy zamyka się w sobie. Dochodzi do nas, że żadne z nas nie ma już ochoty na imprezę sylwestrową. Ludzie schodzą się. Przybieram na twarzy sztuczny uśmiech. Tomy zaszywa się w kącie z piwem w ręce. Perrie wypija kolejną szklankę z kolorowym alkoholem. Gorzej już być nie może. Spoglądam na Nialla, który rozmawia o czymś z Victorią z wielkim zaangażowaniem. Na ich twarzach pojawia się od czasu do czasu uśmiech. To miłe, że chociaż oni potrafią czerpać z tej imprezy radość. Siadam na stołku i biorę łyk wódki z sokiem. Zazwyczaj nie piję takich rzeczy, ale dzisiaj jest mi wszystko jedno. W końcu stawiam na samą wódkę. Przysiada się do mnie Justin. Alkohol nas rozwesela i o dziwo dobrze się bawimy.
-Jesteś ciacho. - mówię słodkim głosikiem już nie kontaktując i daję mu buziaka w policzek.
-Kocham cię. - uśmiecha się.
Chowam się za rękami i robię się nieśmiała. Wyglądam na niego przez szparki w palcach i słodkim głosikiem proszę, aby powtórzył, a gdy to robi, bardziej chowam się za dłońmi. Justin bierze je i całuje.
-Ojoj. - szepcę z uśmiechem.
Pociąga mnie na parkiet i tańczymy szybki taniec, ale robi mi się niedobrze więc stawiamy na wolny. Całuje mnie w usta lekko, a ja nagle zaczynam odczuwać ogromne pożądanie. Całuję go namiętnie i rozpinam bluzkę.
-Ej mała, spokojnie. Nie jesteśmy sami..

Oczami Demetrii...

-Lou, przykro mi, że wyjechała.
-Dzięki. - odpowiada i wydaje mi się, że jest kompletnie zalany.
-Chodź, pomogę ci dojść do pokoju. Wyglądasz okropnie.
-A ty za to bardzo seksownie.
-Dzięki, ale chodź. - biorę jego dłoń i staram się pomóc mu wstać, a ten mnie całuje, na co szybko się odrywam - Nie rób tego. Kochasz ją, nie mnie. A ja nie będę dla ciebie pocieszeniem..

Oczami Emily...

Trochę pijana, ale w lepszym nastroju, idę do łazienki. Nagle drogę zachodzi mi Jack. Spoglądam na niego z niechęcią. Staram się przejść obok, ale mi to nie wychodzi, bo po prostu mnie chwyta i przyciąga do siebie. Staram się wyrwać, ale robi mi się niedobrze. Chłopak całuje mnie, a ja nie mogę nic zrobić. Kiedy odrywa się ode mnie, mój wzrok kieruje się za jego w stronę Liama. Otwieram usta i spoglądam na niego z przerażeniem.
-To nie tak. Ja nie chciałam. On mnie. Wiesz, że cię kocham. Liam, uwierz mi, błagam. - tłumaczę się.
-Nie chcę cię znać. - mówi i odchodzi.
Po policzkach spływają mi łzy i po prostu z przypływu emocji wymiotuję na chłopaka, który nadal mnie trzyma..

Oczami Harry'ego...

Podchodzę do baru i biorę piwo oraz szklankę jakiegoś owocowego napoju alkoholowego. Idę w kierunku mojej królewny. To dziwne, że jedna osoba potrafiła mnie tak zmienić. Nigdy bym jej nie chciał stracić, ale nagle dochodzą do mnie jej słowa kierowane do koleżanki.
-Harry to spoko koleś, ale nie wróżę sobie z nim przyszłości. Potrzebuję tylko stać się znana, żeby zacząć karierę muzyczną i aktorską. Wykorzystuję go tylko, a on tańczy tak jak mu zagram.
Rozbijam szklankę i odwracam się razem z butelką piwa, a potem kieruję w stronę swojego pokoju. Jak mogłem być taki głupi?

Oczami Victorii...

Budzę się z ogromnym bólem głowy. Nic nie pamiętam z zeszłej nocy. Rozglądam się niepewnie po pokoju, bo nie mam pojęcia, gdzie jestem. W tej chwili zauważam, że ktoś mnie przytula. Spoglądam w tamtym kierunku i zamieram. Niall? W dodatku dochodzi do mnie, że jestem kompletnie naga, tak jak i on. Co myśmy zrobili? Wstaję szybko, ale cicho, aby nie zbudzić chłopaka. Ubieram się i wybiegam z pokoju..

~~~~~~~~~~~~~~

Który wątek Was najbardziej zaciekawił? Podoba się rozdział? Dziękuję za wszystko;* Kocham Was <3
31.10.2014 13 minut temu
Dzisiaj w szkole? nudy...

No oprócz akcji gdzie po lekcji polskiego rozmawiałam z sorką o mnie, tak to mówiła że też zauważyła że mam swój własny świat, gdzie jest mi bezpiecznie (sorka na ten temat to mi zrobiła można powiedzieć wykład)

Tak to wszedł jakiś chłopak (miał na imię Aleks, ładne imię, przyznam) chodziło mu o kartę imienną (dokładnie to nie pamiętam)

Tak to sorka powiedziała że Aleks jest podobny do Himura, (że co?) po pierwsze Aleks nie miał okularów jak ma Himuro (to jest ten w okularach i w krawacie to jest poniższe zdjęcie), po drugie i to jest najważniejsze, Himuro nie ma kręconych włosów (ma proste)

Ja jej odpowiedziałam że co najwyżej przypomina mi on Hibiyę Wataru (też jest z tej samej gry co Himuro)

Ale, powiem szczerze że nienawidzę Hibiyę, głos dla mnie to paranoja, ale jego zachowanie z tym że chce (i to za bardzo!) naśladować osobę to już jest wielkie przegięcie (chociaż ten Aleks dla mnie był w porządku)

Chociaż po tym wykładzie od sorki to powiem jedno: mam ochotę położyć się na swoim łóżku (sorry, wersalce) i posłuchać właśnie tej piosenki :D

Ta piosenka potrafi doprowadzić mnie do tego, żebym znalazła się w świecie swoich marzeń :)

I tak to resztę wiecie, że pokazałam wam piosenkę którą cały dzień słuchałam (i grałam na przerwie w zglitchowaną wersję mortal kombat 3, glitch to taki błąd z gry) i jeszcze znalazłam dwa zdjęcia z Raidenem, i przebrałam się za czarownicę

Tak to dziękuję wam za to że odwiedzacie chętnie mój blog, a tak to też i dziękuję za przeczytanie mojego wpisu, tak to już kończę, wszystkim życzę miłej nocy :)
31.10.2014 40 minut temu
Dziękuję wam wszystkim za odwiedzenie mojego bloga, w nagrodę macie akurat dwie rzeczy:
Pierwsze to zdjęcia z Raidenem (jeden to z jego ciemną wersją i do tego jest dziewczyną, na drugim jest to wzięte z Mortal Kombat Conquest) a oto i one:

Dziewczęcy Dark Raiden XD

Raiden z Mortal Kombat Conquest <3
Drugie to jest piosenka (wiem że jest dziwna i w ogóle, ale mi się podoba) to Hatsune Miku-Francium (to jest pierwiastek radioaktywny ten Francium) wiem że tekst piosenki tutaj też nie ma sensu, ale naprawdę mi się to podoba

Miku jest straszna gdy się zawiesza

Tak to z wielką chęcią gratuluję tej użytkowniczce że udało jej się zrobić wersję Francium i to w ten sposób, tak to na zakończenie (spokojnie będzie drugi wpis, jak było dzisiaj) więc do zobaczenia później i teraz przesyłam siebie jako czarownicę XD
31.10.2014 o godz. 21:23

Zazdrość nie rodzi się z braku zaufania, ale ze strachu przed utratą ukochanej osoby..
31.10.2014 o godz. 21:21

„Fearless”



Justin Bieber - 20 yrs



Cassie Jones - 19 yrs


"Cassie,dobrze wiem jak bardzo chciałaś jechać na misję,wiem jak wiele pracy włożyłaś we wszystkie testy. Udało ci się córeczko,lecimy razem do Afryki,ale pamiętaj jedno,bycie sanitariuszką nie jest prostym zadaniem. Mam nadzieję,że ten wyjazd również zakończy się dla nas obojga szczęśliwie" ~ powiedział pewnego dnia mój tata,żołnierz zawodowy

Bardzo chciałam uwolnić się od miasta,w którym mieszkałam,szczególnie z powodu mojego natrętnego chłopaka,Jasona. Nie mogłam od niego odejść,groził mi,a ja nie potrafiłam się mu przeciwstawić. Gdybym powiedziała komukolwiek o tym...skończyłabym poćwiartowana w czarnym worku zakopana w lesie. To była moja szansa,może w końcu ten idiota się ode mnie odczepi!
Wracając...
Moja mama była policjantką,a skoro tata jest żołnierzem z połączenia ich charakterów i cech jestem ja,Cassie,delikatna,ale odważna dziewczyna. Być może przez moich rodziców moim marzeniem było dostać się do wojska,co połączyłam z moim zamiłowaniem do medycyny? Bardzo prawdopodobne!
Jestem psychicznie gotowa,by stawić czoła wojnie,ale nie jestem gotowa,by odrzucić uczucie chłopaka. Nie boję się śmierci na misji,ale boję się Jasona,który na siłę trzyma mnie przy sobie.
Co ze mną jest nie tak?

不怕


Krótkie rozpoczęcie tego opowiadania. Wiem,że póki co niewiele wam to mówi. Nie wiecie kto jest natrętnym chłopakiem Cassie,ale to i wiele innych ciekawostek "wyjdzie w praniu".
Póki co tyle. Może na dobry początek napiszcie co sądzicie o prologu i jak według was zapowiada się to fanfiction.

UWAGA! Nowe fanfiction,nowa sonda!


Zaznaczajcie "Tak" lub "Nie" w zależności,czy będziecie czytać moje opowiadanie czy nie,ponieważ jest to dla mnie dodatkowa informacja :)

31.10.2014 o godz. 21:16
Jak ciężko jest ze sobą wytrzymać ... mam siebie dosyć ,
dosyć mojego charakteru. Każdego dnia czuję się coraz gorzej , coraz bardziej przeszkadza mi jak ktoś się na mnie patrzy .Gdy widzę , że patrzy się na mnie ktoś z kim rzadko rozmawiam zaczynam się trząść. Czasami w pociągu mam ochotę wyjść na pierwszej stacji i iść do domu na piechotę z 2h .





Czuję się jakbym nic dla nikogo nie znaczyła . Sięgają po mnie jak po takie koło ratunkowe .
31.10.2014 o godz. 21:11

But even if the stars and moon collide
I never want you back into my life
You can take your words and all your lies
Ooh-ooh-ooh
I really don't care
Even if the stars and moon collide
I never want you back into my life
You can take your words and all your lies
Ooh-ooh-ooh
I really don't care
Ooh-ooh-ooh
I really don't care



31.10.2014 o godz. 20:50

Zanim odejdę, nim odejdę stąd
Chwyć za rękę mnie, złap za rękę mą -
Pójdziemy razem tam, chaos nigdy nas nie dosięgnie.


31.10.2014 o godz. 20:43

its gołin DAŁN
Ajm jeling TIMBEEEEER
31.10.2014 o godz. 20:36

I czuję ból jak nigdy jeszcze, przez to nie mogę się ruszyć...
31.10.2014 o godz. 20:35

oo oo oo aj rili dont keeer
oo oo oo AJ RILII DONT KEEER
31.10.2014 o godz. 20:34

Dlaczego czasami tak trudno jest rozmawiać? Zamiast prośby o wyjaśnienia serwujemy chłodne spojrzenia. Zamiast żartu - milczenie. Potrzebujemy rozmowy jak dobrego jedzenia, a dobrowolnie wybieramy emocjonalną anoreksję. W środku wszystko krzyczy: mów do mnie! obejmij mnie! kochaj mnie! A jedyne co wychodzi z naszych ust, to słowa nie mające żadnego znaczenia.
31.10.2014 o godz. 20:33

Czasami uświadomienie sobie swojej bezwartościowości wiele zmienia.
31.10.2014 o godz. 20:32

Chodzą mi po głowie myśli - warto czy jednak nie ?
31.10.2014 o godz. 20:30

Nie rozumiem naszych relacji. Czasem jesteśmy przyjaciółmi. Czasem jesteśmy więcej niż przyjaciółmi. Innym razem jestem dla ciebie już obca.
31.10.2014 o godz. 20:26

COM

opowiadanie w trakcie pisania wypłynęło na głębokie, depresyjne wody. nie tak miało być
nadal nie umiem dobierać tytułów. jeśli ktoś jest nieusatysfakcjonowany obecnym, niech się nie krępuje i napisze swoją propozycję

RZECZ O MIŁOŚCI
pairing: RusLiet (Rosja, Litwa)

Nikt go nigdy nie zapytał, dlaczego pije. Wszyscy tylko krzyczeli albo błagali, żeby przestał. Tłumaczyli jak dziecku, co może się stać, jeśli nadal będzie pić. Ale on nie był dzieckiem. Słyszał to tysiące razy i wszystko wiedział. Wiedział i nawet się przejmował tym, co alkohol może z nim kiedyś zrobić, ale nie mógł przestać.

Nigdy nie uważał, że jest uzależniony. Po prostu to lubił. Niektórzy nie wyobrażali sobie dnia bez kawy, czy ktoś chodził za nimi i krzyczał, że to uzależnienie i że powinni się leczyć? Nie. On nie potrafił sobie odmówić kilku kieliszków po południu, co w tym złego? Wychylał cztery albo pięć (sześć, siedem, osiem…) każdego dnia, bo miał taką ochotę. To nie było uzależnienie. Inni oczywiście tego nie rozumieli. Dlatego Iwan wychylał te kieliszki w tajemnicy przez siostrami, a potem – przed wszystkimi innymi.

W dawnych dobrych czasach, kiedy wszyscy go szanowali, a razem z nim mieszkało całe mnóstwo ludzi, nie musiał się kryć. Chodził po domu z butelką i nie zawracał sobie głowy takimi pierdołami jak to, że ktoś na niego patrzy. Mógł sobie patrzyć ile chce, bo i tak nikt nie ośmieliłby się go krytykować. A jeśli już ktoś to robił, miał przynajmniej na tyle rozumu, żeby nie robić tego przy nim.
Wtedy jego przygoda z alkoholem osiągnęła apogeum. Chociaż „przygoda” to złe słowo. Przygoda to coś jednorazowego, a to był czas najbardziej płomiennego romansu, jaki Iwan miał kiedykolwiek. To był początek końca jego wielkiego, przyjaznego, otwartych dla wszystkich domu. Wtedy Katjusza zaczęła nieśmiało prosić, żeby przestał, ale ciągle nikt w najmniejszym stopniu nie był zainteresowany jego stanem psychicznym. Wszyscy tylko szeptali po kątach, a niektórzy nawet głośno mówili, że Iwan to chlejus. Gdy to słyszał, wpadał równocześnie w złość i przygnębienie. Więc pił, żeby o tym zapomnieć. A jeśli wódka nie pomagała, wzywał Torisa, który jako jeden z niewielu nie próbował wykorzystać stanu Iwana.
Litwin, w chwilach gdy Braginski był pijany, działał na Iwana jak płachta na byka. Kiedy Rosjanin widział tę jego spokojną twarz i idiotyczny, lekki uśmieszek, dostawał szału.
Dlatego zawsze, gdy półpijany Iwan go wzywał i gdy zostawali tylko we dwóch, kazał mu się odwrócić i rozebrać.
Po drugim razie Toris wiedział dokładnie, co robić. Sekwencja wydarzeń była taka sama. Iwan nie musiał mu nic mówić. I dobrze – czasem był tak pijany, że nie był w stanie.

Iwan wstał z krzesła, ocierając usta wierzchem dłoni i odstawił butelkę na stół. Stał chwilę, patrząc przed siebie, rozważając coś półświadomie. Gdy już podjął decyzję, ruszył przez pokój lekko chwiejnym krokiem i otworzył drzwi.
- Toris! – wydarł się pijackim głosem. – Tooooriiis!
Nasłuchiwał uważnie. Nikt się nie odezwał. Poczekał kilka sekund i krzyknął jeszcze raz.
- Kaaatjaa! Kaaaatjaaaa!
Odpowiedziała mu cisza. Tak duża, cicha i przygniatająca, że niezgrabnie osunął na ziemię i, obejmując ramionami nogi, oparł głowę na kolanach, po czym bezgłośnie zapłakał.

Gdy miał dobry dzień, Toris wiedział, że po wizycie u Iwana będzie musiał pędzić do pokoju tak szybko, jak tylko może, zanim ktoś zobaczy jego zakrwawioną koszulę albo, co gorsza, zanim zemdleje na korytarzu.
Iwan był ostrożny. Nigdy nie bił go w twarz, uderzał tylko w plecy.
Szybko się potem uspokajał, co dla Litwina było pewną osłodą. Mimo że nigdy niczego dobrego od Iwana nie doświadczył, w pewien skomplikowany sposób mu na nim zależało, dlatego był gotowy znosić te kilka, czasem nawet kilkanaście minut bicia – bo wiedział, że Braginski się po nich lepiej czuje.

- Widziałem. Nie musisz chować tego zdjęcia.
Toris zaczerwienił się i zamknął szufladę na klucz. Było mu strasznie wstyd, że ktoś widział, jak ogląda fotografię, na której jest Iwan.
- Niepierwszy raz widziałem.
- Daj mi spokój.
- Chcę tylko powiedzieć, że powinieneś do niego zadzwonić. Albo się z nim spotkać. Osobiście nie lubię kutasia…
- Feliks.
- …rza, ale jeśli tak bardzo za nim tęsknisz, czego nie rozumiem, to się z nim zobacz.
Litwin nie skomentował tego. Uparcie wpatrywał się w podłogę, walcząc z chęcią rzucenia się na telefon i wybrania numeru Iwana.
Stał tak całkiem długo. Po kilku sekundach Feliks się znudził. Westchnął i wyszedł z pokoju.

Im dłużej Iwan patrzył na zdjęcie Torisa, tym bardziej chciało mu się płakać. Nie pamiętał już, kiedy ostatni raz go widział. Ciekawe, czy się zmienił?
Nagle w ciszy rozdzwonił się telefon. Przestraszył się, długo nie wiedział, co się właściwie dzieje. Pociągnął łyk na odwagę i spojrzał na wyświetlacz. Gdy zobaczył, kto dzwoni, uznał to za zrządzenie losu.
Po skończonej rozmowie pociągnął drugi łyk i poszedł do składziku. Znalazł to, co czego szukał, na krótko przed usłyszeniem dzwonka do drzwi.

- Co tam?
- Toris z tobą jest?
- Wyszedł z godzinę temu. Czemu pytasz?
- Jestem pod mieszkaniem Iwana. Na pewno jest w domu, bo światło się pali, a muzykę słyszą chyba wszyscy na osiedlu. Dzwoniłam kilka razy i nic, nikt nie otwiera.
- A co ma Toris do tego?
- Widziałeś kiedyś jego blizny?
- Te na plecach? Widziałem.
- Wiesz, skąd je ma?

Feliks wrzucił coś na siebie i wybiegł z mieszkania. W ostatniej chwili wskoczył do autobusu. Miał ochotę krzyczeć, gdy pojazd zatrzymywał się na kolejnych światłach. Po pięciu minut stania w korku zmusił kierowcę do wypuszczenia go i resztę drogi przebiegł, kilka razy prawie wpadając pod samochód. Nie zawracał sobie głowy krzykami kierowców. Nie słyszał ich, zbyt był skupiony na biegu. Miał złe przeczucie.
Wbiegł na osiedle, w ostatniej chwili złapał zamykające się drzwi na klatkę. Dystans trzech pięter pokonał w rekordowym czasie.

- Jestem.
- Feliks…
- Czemu płaczesz?
- Nie wiem…
- Katja, nie denerwuj mnie, nie teraz. Co się stało?
- Mówię przecież, że nie wiem!
- Spokojnie, nie krzycz. Masz klucze?
- Nie mam…
- Jak to nie masz? Przecież to twój brat!
- Po prostu nie mam!
- Spokojnie, spokojnie… Gdzie ten pieprzony kacap może trzymać klucze?

Po 10 minutach przeklinania i miotania się w okolicach mieszkania Iwana, Katja przypomniała sobie, że Braginski często wrzuca klucze do skrzynki na listy. Feliks nie rozszarpał jej tylko dlatego, że nie miał już na nic siły. Zszedł po nie.
Katja na początku nie chciała wchodzić, ale zmieniła zdanie. Uczepiła się ramienia Feliksa i oboje weszli do środka.
Było ciemno i cicho. Tak cicho, że usłyszeli czyjś świszczący oddech i szelest pościeli.
- Wchodzimy?
- Nie wiem. Boję się. – Katja wpiła palce w ciało kuzyna.
- Idź do kuchni, napij się wody.
Ukrainka wahała się przez moment, zacisnęła usta. Pokręciła głową.
- Zapal światło.

Było im dobrze razem. Toris krzyczał, ale zapewniał., że to w porządku, że nie szkodzi, że Iwan może robić, co chce. Skoro jemu to nie przeszkadzało, to co Katja ma do tego? A tym bardziej Feliks? Siedzi teraz razem z jego, Iwana Torisem w łazience i przemywa mu te wszystkie rany, stara się doprowadzić go do porządku, jak mówi Katja. Niepotrzebnie przychodzili.
- Niepotrzebnie przychodziliście.
- Niepotrzebnie? Wania, mogłeś mu zrobić krzywdę!
- Było nam dobrze.

Było mu z nim dobrze. Krzyczał, ale to przecież naturalne. Trochę go bolało, to prawda, ale był gotowy się poświęcić. Iwan tego potrzebował. A Katji, a tym bardziej Feliksa, nic nie powinno obchodzić, jak i z kim spędza swój czas.
- Że też ty się tak dajesz…
- Co cię to w ogóle interesuje?
- Mój kuzyn to psychol, Toris. Teraz jest dobrze, ale pewnego dnia zatłucze cię z uśmiechem na ustach, a wszystkim będzie wmawiał, że sam tego chciałeś.
- Chcę się wyprowadzić.
- Gdzie ten kretyn trzyma bandaże?
- Kocham go.

Może tak będzie lepiej. Może Toris będzie miał na niego dobry wpływ. Może będą sobie razem mieszkać, a Iwan w końcu będzie szczęśliwy. Oboje będą. Może Iwan przestanie pić. Może Toris wyjdzie z depresji. Może oboje zaczną w końcu o siebie dbać.

- Nawet jeśli pójdą na dno, to przynajmniej razem.
__________________________________________dla Anonimki
i wszystkich, którzy czekali na update
31.10.2014 o godz. 20:19

Nigdy nie pozwól , żeby ktokolwiek był całym Twoim światem , bo jeśli odejdzie , zostaniesz z niczym.
31.10.2014 o godz. 19:57

Cierpienie trzeba po prostu wytrzymać, bo łagodnieje tylko pod wpływem czasu.
31.10.2014 o godz. 19:56

Nie ważne ile ra­zy upadłeś, ile ra­zy po­wie­działeś, że się pod­da­jesz. Ważne ile ra­zy się pod­niesiesz, bo to znaczy, że tak nap­rawdę nig­dy nie przes­tałeś walczyć.
31.10.2014 o godz. 19:56
REKLAMA



plotki

quizy


figurki figurki