Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

mini blogi w kilka sekund!

startuj i pisz je z nami

POV Chrisa

Sięgnąłem do swojej kieszeni, wyciągając z niej I’ Phona i wybrałem numer Justina. Wiedziałem, że w tej chwili przechodzi przez prawdziwe piekło i nie chciałem aby myślał, że został z tym wszystkim sam. Widziałem w jego oczach multum emocji, ale ta jedna, jedyna zdarzała mu się naprawdę rzadko, a gdy już przyszła utrudniała mu drogę tak bardzo, że czasami same chęci i siła woli nie wystarczały. Głęboka cisza po drugiej stronie trwała zbyt długo, przez to, że nie odbierał telefonu, wiedziałem, że coś było nie tak. Może to dlatego, że było grubo po północy, albo może to przez fakt, że gdy odwróciłem się na pięcie w stronę korytarza, którym jeszcze nie tak dawno wyszedł Jason zobaczyłem idących Brunc’a oraz Josh’a. Obaj byli przemoknięci do suchej nitki z ich włosów skapywały krople wody, a gdzieniegdzie dało się zobaczyć resztki zaschniętej krwi. Kręcąc głową, zacisnąłem szczękę, zanim ponownie nawiązałem połączenie. Mówi się, że demony zawsze znajdą drogę powrotną i martwiłem się, a może tylko przypuszczałem, że i tym razem zrobią wszystko, by skończyć to co zaczęły i tylko Bóg wie, czy on i tym razem zdoła stawić im czoła. Minuty mijały, a po drugiej stronie dalej trwała błoga cisza, wypełniająca pomieszczenie, w którym się znajdowałem. Cholera. Zrezygnowany, przerwałem połączenie i schowałem swój telefon z powrotem do tylnej kieszeni spodni zdając sobie sprawę, że dzwonienie na nic się nam nie zda, skoro jego I’ Phon został wyłączony.
- Ciągle nie odbiera ? – Spytał Nathan, trzymając w swojej dłoni telefon. On, tak dobrze jak ja czuł, że nic z tego co się dzieje, nie wróży dobrze.
- Nie. – Westchnąłem, bezwładne opadając na niewygodne plastikowe krzesło, chowając głowę w dłoniach. Napięcie dusiło nas w tej małej przestrzeni powodując tyko, że wszyscy poruszyliśmy się niekomfortowo. Dlaczego Justin odszedł od jedynej rzeczy jaka utrzymywała go przy zdrowych zmysłach ? Dlaczego wybrał samotność, gdy teraz najbardziej potrzebował nas ? Wiedziałem, że po części może to być wina jego trudnego charakteru, ale ból którego doświadczył przez ostatnie lata był niewyobrażalnie wielki i to sprawiało, że każdego dnia oddalał się od nas coraz bardziej, a przecież on sam pragnął stworzyć z nami więź, której nikt nie byłby wstanie zerwać, a gdy już się to udało wszystko, nawet ten najmniejszy kawałek zaczął się sypać. Moje rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącego smsa. Zrezygnowany sięgnąłem po urządzenie aby sprawdzić nadawcę.
Od : Justin

Chris, jesteś dla mnie jak brat, najbliżej ci do niego, więc proszę obiecaj mi, że będziesz miał wszystko na oku.. wiem, że proszę Cię o zbyt wiele, ale nie znalazłem nikogo innego komu mógłbym powierzyć tak wielkie brzemię. Wiem, wiem, że mogę ufać każdemu z naszego gangu, ale zdecydowałem się tylko i wyłącznie na tą jedną wiadomość zanim zniknę za zawsze, więc proszę, przekaż reszcie, że dziękuję, za wszystkie spędzone chwile, akcje, kłótnie podczas, których często dochodziło do rękoczynów. Ogólnie dzięki, że byliście, że trwaliście przy mym boku. Jesteście wielcy!!
Czytałem wiadomość od niego po kilka razy, nie mogąc zrozumieć co ma ona oznaczać. Jeszcze ten napis „Jesteście wielcy”? Po raz kolejny przeczytałem wiadomość próbując cokolwiek z niej zrozumieć, wychwycić jakąś drobną podpowiedź, ale wiedziałem, że Justin nie zostawia niedociągnięć w swoich wypowiedziach. Zastanawiałbym się nad tym dalej, gdyby nie to, że dostałem kolejną wiadomość.
Od : Jason

„ Nie myśl sobie za wiele, chciałem tylko prosić Cię o małą przysługę. Przyjdź w miejsce, gdzie są najpiękniejsze zachody słońca w Californii. Na samym dole będzie stała prawdopodobnie dość wartościowa rzecz, ale omiń ją jakbyś jej w ogóle nie zauważył i wejdź na samą górę. Tam zobaczysz coś szokującego oraz nieprawdopodobnego, ale spokojnie to wszystko nie będzie pieprzonym snem. Ściągniesz ową rzecz, ale pod żadnym pozorem nie informuj o tym zdarzeniu nikogo, nawet chłopaków! Rozumiesz ?”
Jeżeli dostałeś pieprzoną wiadomość od Biebera i wiesz o co mu chodzi to mi łaskawie wyjaśnij !!
Moje oczy się rozszerzyły, kiedy dotarło do mnie co tak naprawdę zamierzał zrobić. Szybko wybrałem opcję odpowiedzi, aby dać znać również Jasonowi, gdzie ma go szukać.
Do : Jason

Na obrzeżach Californii jest klif, z którego widać całe wybrzeże. Jeśli jesteś gdzieś blisko to jedź tam i go kurwa powstrzymaj. My już jedziemy.
Kurwa ! – Warknąłem, pośpiesznie zarzucając na swoje barki skórzaną kurtkę. – On próbuje dołączyć do Leyli ! – Od samego początku, gdy go poznałem wiedziałem, że to Justin będzie głową gangu. Jego pierwsza akcja tylko nas w tym uświadomiła i przekonała, że nieugięty z niego człowiek, ale teraz każdy z naszej piątki mógł zobaczyć jak egoistyczny dupek spada na samo dno bez możliwości podniesienia się! On nas nie opuścił, gdy robiło się niebezpiecznie, więc my również go nie wystawimy. Nie czekając na pozostałych ruszyłem biegiem w stronę korytarza, by następnie wpaść na schody przeciwpożarowe, które bezpośrednio prowadziły na otwartą przestrzeń, gdzie czekało już na nas podstawione auto.
Uderzając otwartą dłonią w kierownicę po dwudziestej próbie ominięcia cholernego korku tworzącego się przez nadmierny ruchu osób, którym nie chciało się ruszyć swych tyłków, by przejść przecznicę lub dwie do sklepu czy kina, skręciłem za róg. Nie minęło dużo czasu, zanim wjechałem na czyjś podjazd, wyłączając silnik. Wyskoczyłem z auta i nie zaprzątając sobie głowy, by go zamknąć ruszyłem biegiem w stronę klifu. Nie mogłem pozwolić mu odejść!!

POV Jasona
Wychodząc, że szpitala poczułem pewnego rodzaju ulgę. Wszystko co mnie trzymało przy życiu przez ostatnie dwa lata znikło i została jedynie pusta przestrzeń, którą zakrywałem Justinem. Uprzykrzanie mu każdego dnia stało się moim hobby, ale teraz widząc go w takim stanie zrozumiałem, że nie mogę dokładać mu jeszcze bardziej. Leyla była dla niego wszystkim i wiem, że był gotów poświęcić dla niej życie, by tylko ona mogła żyć. Doskonale go rozumiałem, bo sam kiedyś pokochałem piękną brunetkę o niebieskich tęczówkach. Ja nie zdołałem jej uratować, ale on jeszcze mógł, lecz pomimo tego pozwolił sobie na poddanie się, po raz pierwszy w swoim życiu. Wsiadając do auta mój telefon zaświecił oznajmiając o przychodzącej wiadomości.
Od: Justin

Nie myśl sobie za wiele, chciałem tylko prosić Cię o małą przysługę. Przyjdź w miejsce, gdzie są najpiękniejsze zachody słońca w Californii. Na samym dole będzie stała prawdopodobnie dość wartościowa rzecz, ale omiń ją jakbyś jej w ogóle nie zauważył i wejdź na samą górę. Tam zobaczysz coś szokującego oraz nieprawdopodobnego, ale spokojnie to wszystko nie będzie pieprzonym snem. Ściągniesz ową rzecz, ale pod żadnym pozorem nie informuj o tym zdarzeniu nikogo, nawet chłopaków! Rozumiesz ?
Czytałem pierwsze linijki wiadomości, nie mogąc zrozumieć na czym polega jego mała przysługa. Miałem pojechać do miejsca, którego kompletnie nie kojarzyłem ? Kurwa gdzie są najpiękniejsze zachody słońca a Californii ? Pieprzyć jego wole. Nie będę się nad tym zastanawiał pół nocy. W pośpiechu wybrałem numer Chrisa i nacisnąłem prześlij.
Do: Chris

„ Nie myśl sobie za wiele, chciałem tylko prosić Cię o małą przysługę. Przyjdź w miejsce, gdzie są najpiękniejsze zachody słońca w Californii. Na samym dole będzie stała prawdopodobnie dość wartościowa rzecz, ale omiń ją jakbyś jej w ogóle nie zauważył i wejdź na samą górę. Tam zobaczysz coś szokującego oraz nieprawdopodobnego, ale spokojnie to wszystko nie będzie pieprzonym snem. Ściągniesz ową rzecz, ale pod żadnym pozorem nie informuj o tym zdarzeniu nikogo, nawet chłopaków! Rozumiesz ?”
Jeżeli dostałeś pieprzoną wiadomość od Biebera i wiesz o co mu chodzi to mi łaskawie wyjaśnij !!
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, zaledwie minutę później miałem wyznaczoną trasę i zadanie, którego nie mogłem spieprzyć. Odpalając samochód ruszyłem z piskiem opon wzdłuż ulicy, cały czas przyśpieszając. Po niecałych dziesięciu minutach skręciłem na parking koło klifu i wyłączyłem silnik. Grzmoty piorunów były słyszalne przez ostry wiatr, który prawie mnie przewrócił, gdy wysiadłem z auta. Im więcej czasu mijało, tym bardziej stawało się to wszystko szalone.
- Przysięgam, że go zamorduję.. – Wychrypiał, otulając się szczelniej skórzaną, czarną kurtką, za nim ruszył po schodkach na sam szczyt skarpy, gdzie prawdopodobnie czekał już na niego Bieber. Jego Lamborghini Veneno stało idealnie zaparkowane przy linii drzew, ale nic nie wskazywało na to, by zostało w jakikolwiek sposób naruszone. Czyli porwanie, pobicie, napaść są jak najbardziej wykluczone. Justin, nigdy nie zostawia swoich skarbów samych, a co dopiero otwartych!! Przerażenie malowało się w jego głowie, gdy sprintem pokonywał odległość dzielącą go od tego co nieznane. Moje serce stanęło, kiedy ujrzałem jego ciało bezwładnie wiszące na gałęzi drzewa. Był blady, gdzie niegdzie prawie, że purpurowy, ręce spokojnie opadały wzdłuż jego ciała, a on sam delikatnie kołysał się na wietrze niczym spadający jesienny liść. Delikatnie uniosłem jego ciało ku górze, abym mógł zdjąć ten pierdolony sznur z jego posiniałej szyi, by następnie muc ułożyć go na mokrej trawie pod nami.
- Bieber… zdaję sobie sprawę, że napisałeś tą wiadomość do mnie, bo bardzo dobrze wiedziałeś, że pomimo wszystko nie będę chciał cię ratować i pozwolę ci umrzeć… lecz teraz wszystko się zmieniło i może będę później tego żałował, ale wolę abyś był dalej wkurwiającym mnie, żywym dupkiem. – Uklęknąłem przy nim sprawdzając dwoma palcami puls, ale niczego nie wyczułem, jego serce przestało bić. – Cholera! – Nie zważając na nic, rozerwałem jego koszulkę, dokładnie wtedy, kiedy tuż przy moim boku pojawił się zdyszany Chris wraz z chłopakami. – W samą porę, trzymaj głowę nisko. – Przykładając dłonie do klatki piersiowej, zacząłem masaż serca. – Sztuczne oddychanie, teraz! – Syknąłem, w kierunku Chrisa na chwilę zaprzestając swojej czynności. Bez wahania przyłożył usta do jego napełniając Justina płuca świeżym tlenem. Ponownie zacząłem uciskać, powoli przywracając jego serce do samodzielnej pracy.
- Bieber, musisz zacząć oddychać. No dalej Justin!
- Wracaj do nas!
{*}
Szedłem wąską, kamienistą drogą, wokół mnie panowała głęboka cisza. Jedyne co słyszałem to odgłos stawianych przeze mnie kroków. Czy ja umarłem ? Nie znałem odpowiedzi na to pytanie, ale jednego byłem pewien, gdziekolwiek jestem, to nie jest piekłem.
- Jestem zmuszona przyznać ci rację, bo tam gdzie trafiłeś jest dużo gorzej. – Leyla. Przełknąłem ślinę, powoli odwracając się w jej stronę. Jej długie brązowe włosy, delikatnie opadały na jej blade, kościste ramiona. Co się z nią stało od naszego ostatniego spotkania! Wystające kości, blada skóra. Zupełnie jak nie ona.
- Justin.. chcę, żebyś o czymś wiedział. Więc proszę, wysłuchaj mnie. – Gdy jej głos załamał się, moje serce pękło. Nie mogłem pozwolić, by była w takim miejscu zupełnie sama. Chciałem do niej podejść i ją przytulić, ale gdy zrobiłem krok do przodu zatrzymała mnie. - Kochanie, nie możesz tego zrobić jesteś w innym świecie i jeśli go przekroczysz wszystko zniknie, łącznie ze mną.
- Justina…. Ja wiem, że bardzo cię boli, ale proszę wróć do nich. Chłopaki ciebie potrzebują, Jason cię potrzebuje, ja cię potrzebuję. Wiem, że trudno w to uwierzyć, zwłaszcza, że jestem tu, gdzie jestem, ale musisz mi uwierzyć. Została mi równo godzina i jedyną osobą, która może mnie uratować jesteś ty. – Wyszeptała, delikatnie się uśmiechając.
- Wrócę, ale pod jednym warunkiem…. złożymy sobie obietnicę, która przetrwa wszystko. Zgadzasz się skarbie ? – Kiwnęła głową, podchodząc do linii, której ja nie byłem wstanie zobaczyć. Ciemność jaka ogarniała to miejsce była tak czarna, że z trudnością mogłem dostrzec grunt pod nogami.
- Skup się na moim głosie. Tam gdzie jesteś wszystko co dobre jest zakazane, więc gdy tylko usłyszysz szelest za sobą, szept, krzyk, lub poczujesz porywiste podmuchy wiatru nie odwracaj się za siebie i pod żadnym pozorem nie wolno ci przerwać obietnicy, tak więc skup się na mnie kochanie. – Wyszeptała, kładąc swoją drobną dłoń na sercu. Oczywiście poszedłem za jej ruchami i zrobiłem to samo.
- Ja Leyla Braun, przysięgam być z Tobą gdziekolwiek pójdziesz, pójdę za tobą. Jeśli wybierzesz dłuższą drogę powrotną to ja również. Jeśli będziesz walczyć, będę walczyć razem z tobą i jeśli zginiesz Justinie Drew Bieberze, to zginę razem z tobą. Jeśli umrzesz to i ja umrę, a proszę uwierz mi, że nie jestem gotowa, aby opuścić ten świat. Mamy tyle rzeczy do zrobienia – jeszcze tyle przed nami. Cudowne chwile, zwariowane dni i nas dwoje zanurzonych po same końce w sobie. Kocham Cię Justinie. – Cień uśmiechu wkradł się na jej rozpromienioną twarz. Czym sobie zasłużyłem, że mam tak piękną dziewczynę przy swym boku ?
- Ja Justin Bieber, przysięgam Ci Leylo, że zawsze będę stał u twego boku, chronił cię. Nie pozwolę abyś cierpiała przez moje błędy, nie pozwolę na to, aby jakiś skurwysyn mógł cię kiedykolwiek tknąć. Jesteś moim aniołem w białych skrzydłach i nie ważne gdzie poniosą cię twe szczupłe nóżki.. ja będę przy tobie. Poprzez wiatr, burzę, wodę czy ogień żaden z żywiołów nie będzie wstanie mnie powstrzymać, gdy będziesz mnie potrzebować. Zawszę będę stał na straży, bo Cię kocham, aż po grób. To obietnica księżniczko.
Krzyki za jego plecami były coraz głośniejsze. Czuł ból tysiąca dusz błąkających się po tym świecie czekających na sprawiedliwy wyrok, który mógł nigdy nie nadejść. Jego nogi odruchowo zaczęły sunąć w jej kierunku nie zdając sobie sprawy co tak naprawdę robi, ale kto miałby go powstrzymać skoro jedyna osoba, która była do tego zdolna stała po drugiej stronie z lekkim uśmiechem na twarzy czekając na jego gorące, umięśnione ramiona, w których mogła poczuć się choć na chwilę bezpiecznie.
- Justin …. – Jej cichy szloch sprawił, że tylko przyśpieszyłem kroku, chcąc być jak najbliżej niej. Nie mogłem dłużej patrzeć na obraz malujący się przede mną, więc czym prędzej przeskoczyłem dzielącą nas linię lądując tuż przy jej boku. Obudził się we mnie instynkt i z całej siły docisnąłem jej drobne ciało do swojego, szepcząc do jej ucha kojące słowa, które choć na krótką chwilę pozwolą jej zapomnieć o całym świecie.
- Dziękuję Ci za to, że pomimo bólu nie odwróciłeś się. Jeśli byś to zrobił, nie mielibyśmy tych paru minut dla siebie. – Wyszeptała, delikatnie odsuwając się ode mnie. Moja wytrwałość jest przepustką do Leyli. Teraz wiem, że mimo tego iż siedzimy w tym niebezpiecznym świecie razem to ona trafi do lepszego miejsca, miejsca, w którym mnie nie ma.
- Obiecaj mi, że gdy wrócę i będę walczył o to abyś i ty wróciła, dasz z siebie wszystko, by tak się stało.
- Obiecuję Justinie.
Nagle wokół nas zrobiło się przeraźliwie ciemno, a tuż nad naszymi głowami błysnął piorun. Klatka piersiowa zabolała mnie niesamowicie, a serce powoli słabło, kawałek po kawałku wysysając ze mnie życie. W całym pomieszczeniu słychać tylko spadające krople deszczu oraz huk piorunów i przeszywający kobiecy krzyk.
- Nie pozwól aby macki ciemności kontrolowały twoje życie, to ty o nim decydujesz.
- Skup się na mnie, na moim głosie, dotyku, biciu serca. – Ponownie słyszę ten kojący głos, jest on mi znany, ale za razem taki daleki. Więc idę dalej szukając swojego anioła, w białych skrzydłach.
- Ja Leyla Braun przysięgam być z Tobą gdziekolwiek pójdziesz, pójdę za tobą. – Słyszę ten aksamitny głos odbijający się echem po białym jak śnieg pomieszczeniu. Z ciekawości rozglądnąłem się dookoła i pierwszą rzeczą jaką napotkały moje oczy to długi korytarz.
- Justin…
Dokąd mam iść ? – Krzyknąłem, idąc dalej wąskim korytarzem, który zdaje się nie mieć miejsca. Ponownie rozglądam się, widzę zdjęcia roześmianej pary, ku mojemu zaskoczeniu jestem tam ja, trzymam dziewczynę w swoich objęciach i szepczę jej coś do ucha, lecz nic z tego nie pamiętam. Wreszcie widzę światło, więc zaczynam biec. Jestem coraz bliżej i bliżej. Otwieram duże szklane drzwi i wchodzę do właśnie gdzie ? Nic nie widzę tylko słyszę głosy.
{*}
- Bieber, musisz zacząć oddychać. No dalej Justin!
- Wracaj do nas!
Chris. Jason. Chłopaki. Płuca podjęły pracę, ja sam jak sądzę zacząłem nabierać kolorów. Czując przypływ siły zamrugałem kilka razy, a chwilę później otworzyłem oczy.

________________________________________
Hejj :*
Rozdział trochę późno, ale zakończenie roku szkolnego było dla mnie straszne trudne. Te wszystkie pożegnania, gratulacje. Obiecałam sobie, że nie będę płakać, a tu proszę makijaż rozmazany. Nie wieżę, że to tak szybko minęło. Będę tęsknić za najwspanialszą klasą ever <3 Zastanawiam się czy ktoś chciałby zobaczyć jak wygląda autorka :) Jestem ciekawa czy ktoś się kiedykolwiek zastanawiał.
Myślę, że rozdział jest średni, ale to już wam pozostawiam ocenę.
- Przysięga Leyli jest w połowie moja w połowie nie. Zaczerpnęłam inspirację z filmu Szybcy i wściekli 7.
Życzę miłego czytania :* :*

04.07.2015 o godz. 15:02
Oczami Jasona:

-Podaj do niego baranie!-spojrzałem na Josha i zaśmiałem się pod nosem spojrzałem na zegarek 18:49.
-Josh za chwilę mamy być na boisku-razem z Joshem zerwaliśmy się z łóżka,zbiegliśmy na dół przy tym prawie przewracając moją mamę na schodach.
-Przepraszam ciociu!-tak Josh mówi na moją mamę ciocia,szybko zaczęliśmy ubierać nasze buty niestety mi to trochę zajęło przez rękę.
-Gdzie idziecie?
-Na boisko
-Może Justin iść z wami?-spojrzałem zdziwiony na ciocie
-Przecież Justin jest u Ryana
-Pokłócili się, teraz Justin siedzi załamany w swoim pokoju- spojrzałem na Josha ten tylko kiwnął głową wbiegłem na górę nie przejmując się że nabrudzę ciotka posprząta. Wszedłem do pokoju Justina zobaczyłem go leżącego na łóżku.
-Za 5 minut masz być gotowy czekamy przed domem-chłopka chciał coś powiedzieć, ale ja szybko wyszedłem z pokoju.
-i jak?
-Poczekamy na niego przed domem, nara!-wyszedłem z Joshem przed dom oparłem się o ogrodzenie oddzielająca dom od ulicy.
-Chcesz?-spojrzałem na paczkę papierosów wyciągniętych w moją stronę, wyjąłem jednego i podpaliłem po chwili się zaciągając się i wypuszczając idealne koła z dymu.
-Idziemy?-skinąłem głową i ruszyliśmy w stronę boiska.
-Co jest z tobą i Ryanem?
-Pokłóciliśmy się a on powiedział że jestem skurw...
-Skurwysynem?-chłopak wzdrygnął się na przekleństwo i skinął głową
-O patrzcie kogo moje oczy widzą-spojrzałem w tamtą sama stronę co Josh, zauważyłem Ryana z Nathanem
-Nathan!-chłopak rozejrzał się i gdy tylko nas zauważył podbiegł do nas a Ryan za nim.
-Od kiedy zadajesz się ze ścierwami Nati? - rzuciłem zdziwione spojrzenie Nathanowi.
-To są moi przyjaciele Ryan! - chłopak tylko prychnął i zaczął rzucać mi jego zdaniem mordercze spojrzenie. W ułamku sekundy pojawiłem się przed Ryanem i walnąłem go z pięści w twarz tak że wylądował na ziemi.
-O co ci chodzi fiucie?!
-Przestań mnie wyzywać dzieciaczku-zmierzyłem go wzrokiem.
-Jason nawet nie próbuj!
-Sam się prosi- uśmiechnąłem się jak psychopata.
-Chodźmy, Nathan idziesz z nami na boisko?
-Właśnie tam miałem iść z Ryanem- prychnąłem i wyminąłem ich idąc z przodu a obok mnie Justin.
-Dzięki Jason-odpaliłem papierosa i uśmiechnąłem się
-W końcu jesteśmy kuzynami trzeba sobie pomagać - przybiłem z Justinem żółwika i resztę drogi przeszliśmy w ciszy, gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce chłopaki już się przekomarzali.
-Siemka! - przytuliliśmy się po męsku i usiadłem na ławce pomiędzy Justinem a Ryanem
-Myślałem że będziesz grać - spojrzałem na Ryana jak na debila
-Jak mam grać ze złamaną ręką?! - chłopak tylko wzruszył ramionami, przysięgam zabije go kiedyś. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i zacząłem pisać do Nialla
Do:Niall
Hej Stary jak z Lucy?

Wcześniej poprosiłem go żeby mogła u niego zostać zanim wyzdrowieje zgodził się.

Od:Niall
Siemka! :) Dobrze, doktorek poszedł do domu więc teraz siedzimy sobie i oglądamy film. Cały czas o ciebie pyta.

Do:Niall
Mogę wpaść?

Od:Niall
Wiedziałem że zapytasz :D Jasne czekam kochanie :* :p

Prychnąłem na słowa Nialla i z prędkością błyskawicy znalazłem się obok Josha zacząłem mu tłumaczyć co się dzieje.
-Czekaj pójdę z tobą - ubrał szybko koszulkę.
-Co się dzieje?
-Musimy iść sprawy rodzinne, Justin ty jak chcesz możesz zostać
-Pojadę z wami - zaczęliśmy iść szybkim krokiem do samochodu gdy nagle dostałem wiadomość wyjąłem komórkę
Od:Jack
Za chwile w magazynie są nowe próbki!

Przeniosłem wzrok z ekranu komórki na Josha, który chyba domyślił się co się dzieje bo tylko rzucił mi wkurzone spojrzenie i odszedł w stronę samochodu
-Josh to nie moja wina, taką mam robotę!
-Ile razy mogłeś się wycofać z tego główna! Nawet teraz gdy mamy szansę odwiedzić Lucy ty tam idziesz! Chodź Justin weźmiemy taksówkę - westchnąłem i wkurzony kopnąłem oponę auta.
OCZAMI JOSHA:
Wsiadłem z Justinem do taksówki i podałem adres Nialla, po chwili byliśmy pod ładnym domem rzuciłem facetowi kasę i nawet się nie żegnając wysiadłem z samochodu trzaskajac drzwiami.
-Ej ostrożnie! - olewajac kolesia wszedłem do domu Nialla a Justin podążał za mną jak cień.
-O hej Josh, Jas...Justin?-Niall spojrzał na nas zdziwiony
-Hej Niall, możemy pogadać? - chłopak skinął głową przeszliśmy do pokoju Lucy
-Hej Lucy- dziewczyna spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko wystawiając ręce do uścisku, bardzo delikatnie ją przytuliłem.
-Justin zostań z Lucy,my z Niallem musimy pogadać - wyszliśmy z pokoju
-Gdzie chcesz pogadać?
-Możemy iść do pokoju SM(sekretne miejsce)-Niall skinął głową zeszliśmy na dół później do piwnicy, Niall otworzył drzwi kluczem i mnie przepuścił wszedłem do środka i się rozejrzałem. Ściany były koloru czarnego tylko jedna ściana koloru białego która służyła za rozwieszania jakiś planu itp. Po środku stał prostokątny długi stół a do okoła niego były krzesła z boku pokoju była kuchnia, sofa u telewizor a po drugiej stronie różne gadżety np do robienia bomby. Usiadłem na sofie wypuszczając głęboki oddech.
-Piwo? - skinąłem głową Niall podszedł do lodówki i wyjął 2 butelki piwa jedną podał mi a drugą wziął sobie, otworzyłem piwo i zacząłem pić Niall zdążył usiąść na kanapie i zacząć przewiercać mnie wzrokiem.
-No to mów
-Jason znowu tam poszedł, podobno są jakieś nowe próbki - zauważyłem jak Niall o mało co nie wypuścił butelki z ręki. Możecie nas nie rozumieć przecież to tylko jakieś testowanie narkotyków, ale za każdym razem gdy Jason tam pójdzie jest 40% szans że już nie wyjdzie żywy, 30% że podczas testowania może mu się coś stać, 10% że po narkotyku może sobie coś uszkodzić w mózgu i 20% szans że wszystko będzie z nim w porządku.
-Czemu?! Dlaczego nie może zrezygnować?!
-Przecież wiesz Niall jakie są warunki!
-Tak wiem, albo go zabiją, albo będzie musiał walczyć w klatce z Diablo - wzdrygnąłem się na samą myśl o tym człowieku.
-Pamiętasz co zrobił 2 lata temu? - skinąłem głową.
-Tak pobił chłopaka że musiał mieć operacje, do tej pory nie mogę w to uwierzyć.
-Tak chłopak miał złamany kręgosłup, krwiaka w głowie i musieli mu amputować nogę, dwa dni później chłopak się zabił-przed oczami pojawił mi się obraz grobu Fabiana.
-Co robimy?
-Czekamy na telefon od Jacka, jak do jutra rana się nie odezwie pojedziemy tam-Niall skinął głową
-Wyślę wiadomość Łapie - spojrzałem na niego zdziwiony
-Moja prawa rękę w gangu, Łapa to jego ksywka - skinąłem głową i wstałem żeby wyjść z pomieszczenia, za mną ruszył Niall pisząc wiadomość. Niall nie tylko jest właścicielem baru jest też liderem gangu 'Pain' , ale nikt o tym nie wie oprócz zaufanych osób.

-Josh!-usłyszałem krzyki Justina, rzuciłem się w stronę pokoju Lucy, wpadłem do środka prawie się wywalając razem z Niallem.

-Lucy napisała że chce zobaczyć się z Jasonem-westchnąłem i spojrzałem na Lucy, która patrzyła na mnie tym swoim smutnym wzrokiem.

-Lucy przykro mi, ale...Jason musiał jechać do pracy-nagle do pokoju wpadł James.

-Wypad! Niall musimy porozmawiać!-wszyscy wyszliśmy żegnając się z Lucy.

-Chcecie piwo?-pokręciłem przecząco głową, za to Justin przytaknął Niall zaśmiał się na jego odpowiedź i wyjął jedno piwo z lodówki otworzył i zaczął pić.

-Czemu mi nie dałeś? Przecież prosiłem-Niall wybuchł śmiechem.

-Sorry młody, ale gdybym ci dał piwo to twoja matka by mnie zabiła

-Przecież by się nie dowiedziała..!-przerwałem Justinowi w połowie zdania

-Justin jestem pewna że to by było twoje pierwsze piwo czyli od razu byś się upił-chłopak posmutniał, ale w końcu zrozumiał podszedłem do lodówki wyjąłem sobie piwo otworzyłem i zacząłem pić.

-Josh odezwij się do mnie jak Jason wróci z roboty okej?-skinąłem głową dopiłem piwo a butelkę wrzuciłem do kosza.

-My lecimy nara-pożegnaliśmy się tylko ruchem głowy, bo wiedzieliśmy że za niedługo musimy jechać po Jasona, wyszliśmy z domu Nialla.

-Zamawiamy taksówkę?

-Nie, jedziemy autobusem-poszliśmy na przystanek nie rozmawiając w ogóle ze sobą, gdy wreszcie weszliśmy do autobusu usiadłem na końcu od strony okna a obok mnie Justin.

-Ej Josh ten chłopak jest jakiś dziwny- spojrzałem na chłopaka który wyglądał jakby spał miał kaptur na głowie, zauważyłem na ręce chłopaka kawałek znajomego tatuaża, wstałem z siedzenia i szybko podszedłem do chłopaka stanąłem przed nim zdjąłem mu kaptur i przeżyłem szok to był...



Hej:) Więc oficjalnie powróciłam:) Dziękuje tym którzy ze mną pozostali:) Obiecuje że wieczorem przeczytam wasze wiadomości i ocenię rozdział:) Kocham was<3
04.07.2015 o godz. 14:31

Łatwo jest potępić, zniszczyć i zdeptać człowieka.
Trudniej jest poświęcić mu swój czas, podać dłoń i pomóc zrozumieć istotę jego błędów.
04.07.2015 o godz. 13:36

Jest miłość szalona i miłość dojrzała.
Szalona trwa dopóki trwa zabawa.
Potem opada szał i zaczyna się życie, a próbę tą mało kto przejdzie.
Jest rozstanie, płacz i cieprienie, które mija i pojawia się ona- dojrzała miłość- nie poznajemy jej od razu.
Nie padniemy z zachwytu, serce nie oszaleje, ale delikatnie zadrży, nawet nie poczujemy tego.
Zdamy sobie sprawę, że kochamy, gdy przejdziemy przez wiele trudności, zawirowań życia, kłotni i słabości...
Ale przejdziemy Razem!
I ta miłość przetrwa, na złe i dobre czasy.
04.07.2015 o godz. 13:35

"Nie pytaj siebie, czego potrzebuje świat. Zapytaj się, co dodaje Ci sił i podążaj za tym. Bo tego właśnie świat potrzebuje: ludzi, którzy są pełni sił".

-Howard Thurman
04.07.2015 o godz. 12:45

Jedyne zmiany, jakie postanowiłam wprowadzić to zamiana Reny i Nii miejscami oraz wykluczenie z obsady Mali i Olly'ego. Chłopakiem głównej bohaterki jest Luke.
Jeśli chcecie wczuć się w zmiany, zajrzyjcie do poprzednich notek. To tyle, czytajcie dalej ;*



anaesthesia rozdział z dedykacją dla Ciebie <3

Czarnowłosy ciągnął mnie za sobą w kierunku samochodu.
Był to czarny Range Rover. Zaraz, co?
Przez chwilę pomyślałam, że to może być ten cały Michael, ale szybko odegnałam od siebie tę myśl. Przecież każdy może mieć taki samochód. To tylko zbieg okoliczności.
Odpuść sobie, wiem co mówię.
Daj sobie spokój, zanim będzie za późno.

Słowa sióstr kierowane do Nii mimowolnie rozbrzmiały w mojej głowie.
Przystanęłam gwałtownie.
- Co jest? - fuknął czarnowłosy, odwracając się w moim kierunku.
- Dokąd mnie ciągniesz? - nim zdążyłam się zastanowić, to durne pytanie samowolnie opuściło moje usta.
- Jak narazie do samochodu.
- A później? - dopytywałam, odnalazłszy połączenie między ustami, a mózgiem.
- Jeszcze nie wiem - na jego twarzy pojawił się cień złowieszczego uśmiechu. - chodź.
Zacieśnił uścisk i ruszył przed siebie.
- Mieliśmy iść na kawę... - burknęłam, ciągnąc się za nim.
- Chyba zmieniłem zdanie. - odparł, śmiejąc się kpiąco.
Szybko pokonaliśmy dzielący nas od maszyny dystans i po chwili chłopak już wpychał mnie do środka, a następnie zapiął mój pas i zajął miejsce za kierownicą. Nucąc coś pozornie wesołego pod nosem, przekręcił kluczyk w stacyjce, budząc silnik do życia.
Nie wiedzieć czemu, znów zaczęłam się bać. Nie miałam pojęcia, co zamierza ze mną zrobić.
~***~

Od dobrych piętnastu minut jechaliśmy w krępującej ciszy, którą zakłócał jedynie cichy pomruk silnika.
Strach przed jego osobą minimalnie ze mnie zszedł i chciałam zapytać go o wiele rzeczy, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Siedziałam więc spokojnie i bawiłam się dredem, który wydał mi się nagle zajebiście interesujący.
- Więc... - westchnął czarnowłosy. W myślach zaczęłam dziękować mu za to, że to on zdecydował się przerwać ciszę. - Jak się nazywasz, kotku?
- R-rena Pierce. - odparłam nieśmiało. - I nie mów do mnie kotku.
- Ładnie - jego bladą twarz rozjaśnił uśmiech. - ale będę cię nazywał, jak będę uważał za stosowne, kotku. - jadowicie podkreślił ostatnie słowo.
- Nie powinieneś nazywać tak obcej osoby. - obruszyłam się.
- Znam twoje imię, więc ty nią nie jesteś.
- Ale ja nie znam twojego... - wybąkałam.
Westchnął cicho, zmieniając sprzęgło i prawie niezauważalnie oblizał wargi.
- Michael Clifford.
Słysząc to, zakrztusiłam się.
Nie, nie, nie. To niemożliwe. Niemożliwe!
To zaczęło rozjaśniać mi parę spraw.
Dlatego Nia nie spotkała go w warsztacie.
Bo minęła się z nim w drzwiach.
- Słyszałaś o mnie? - zapytał z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Co? - otarłam poliki z kilku pojedynczych łez, które uciekły spod moich powiek, kiedy się krztusiłam. - Nie. Dlaczego miałabym o tobie słyszeć?
- Nie ważne, kotku. - odchrząknął. - Zapomnij.
Chciałam zacząć dopytywać, o co chodziło, ale jego postawa przekonała mnie, żebym tego nie robiła.
Wzruszyłam więc lekko ramionami i wróciłam do zabawy dredem.

~***~

- Czekasz na zbawienie? - warknął czarnowłosy, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Co? - zamrugałam kilkukrotnie i spojrzałam na niego.
- Wysiadaj.
Dlaczego był dla mnie taki oschły?
Rozumiem, nie znaliśmy się długo, ale to do niczego go nie upoważniało. A w szczególności do takiego zachowania.
Westchnęłam cicho i zaczęłam rozpinać pas, po czym wygramoliłam się z samochodu. Przeciągnęłam się nieznacznie i rozejrzałam wokoło.
Znajdowaliśmy się przed jakimś starym magazynem, z którego wnętrza wydobywała ciężka gitarowa muzyka.
Cały strach momentalnie ze mnie uleciał, gdyż rock to coś, co kocham, a jeśli Michael również typował w takiej muzyce, prawdopodobnie nie mógł być aż taki zły.
Znów poczułam jego dłoń na swojej, kiedy zaczął ciągnąć mnie w kierunku magazynu. Nie wiedziałam jeszcze, co czekało mnie w środku, ale miałam nadzieję, że będzie to sto razy lepsze, niż jakaś tam kawa.
Kiedy przekraczaliśmy próg, mocno ścisnęłam dłoń Michaela. Zobaczyłam tam sporą grupę pozornie dziwnych ludzi, którzy bawili się w rytm muzyki.
On jednak to zignorował i uparcie, nie puszczając mojej dłoni szedł dalej.
Zatrzymał się dopiero przy prowizorycznym barze. Widząc te wszystkie trunki za plecami barmana, poczułam jak mój żołądek boleśnie zaciska się w supeł.
To nie było tak, że nie lubiłam pić. Wręcz przeciwnie i to był mój problem. Nie znałam umiaru i często nadużywałam alkoholu, co niosło ze sobą fatalne skutki.
Poza tym nie sądzę, by jakaś meliniarska impreza była dobrym miejscem na pierwszą randkę...
- Cześć, Casey! - powiedział głośno Michael, chcąc by barman usłyszał go przez tę głośną muzykę. - Dwie.
Słysząc to, znów ścisnęłam jego dłoń, co
z n ó w zignorował.
Widocznie miał dobre kontakty z tym całym Casey'em i dosyć często tu bywał.
Zamówił to, co zwykle.
Dla mnie również...
Nie minęła chwila, kiedy przed nami pojawiły się spore, wypełnione po brzegi szklanki. Ich zawartość mieniła się złotem w świetle stroboskopów.
Spojrzałam na Michaela, który właśnie upijał łyk ze swojej. Przełknęłam gulę, która uformowała się w moim gardle i sięgnęłam po naczynie, po czym niepewnie zamoczyłam w nim wargi.
O dziwo, smakowało nie najgorzej.
~***~

Nie byłam pewna, ile czasu minęło od naszego przyjścia tutaj, ani ile już wypiłam. Ciągle zamawiany przez Michaela alkohol działał na mnie niezwykle rozluźniająco.
Mimo tego, nie czułam się jednak najlepiej. Wiedziałam, że jak zwykle przesadziłam i jestem nieźle wstawiona.
Wiedziałam też, że chcę znaleźć się już w domu, zanim zdążę odjebać coś głupiego.
Ręce Clifforda nagle oplotły mnie w pasie i wyciągnęły na parkiet.
Po chwili mimowolnie bujałam się w rytm zdecydowanie wolniejszej niż dotychczas piosenki, wtulona w jego ciało.
Czułam jego oddech na karku, a twardniejąca męskość napierała na moje pośladki. Zaczynało kręcić mi się w głowie.
- Zabierz mnie do domu. - wybełkotałam na tyle głośno, by mógł mnie usłyszeć.
W odpowiedzi otrzymałam tylko prychnięcie i pijacki chichot.
- Chcę do domu. - powtórzyłam histerycznie. - Odwieź mnie.
Chłopak odwrócił mnie przodem do siebie, tak, że moja twarz spoczywała teraz we wgłębieniu jego szyi.
Pachniał bosko, ale nie w tym rzecz.
- Głuchy jesteś? Odwieź mnie. - pod moimi powiekami zaczynały majaczyć łzy.
Wyszarpałam się z jego uścisku i założyłam ręce na wysokości piersi, wbijając w niego zamglony wzrok.
Westchnął ciężko i przewrócił oczami, po czym złapał mnie za ramię i zaczął przebijać się przez tłum w kierunku wyjścia.
Kiedy byliśmy już na zewnątrz, a chłodne wieczorne powietrze owiało moją twarz, uśmiechnęłam się lekko. Moja radość nie trwała jednak długo, gdyż z ust Clifforda padły szorstkie słowa:
- Dobra, ty zrobisz mi loda, a ja odwiozę cię do domu.


No i mamy kolejny rozdział.
Znów nie najdłuższy, ale mam nadzieję, że ciekawy.


Dziękuję każdemu, kto zareagował na poprzednią notkę.
Naprawdę jesteście kochani.
Liczę, że szybko przywykniecie do zmian.


changeyourlifee x
04.07.2015 o godz. 12:04


Co u was? znacie może jakieś programy dzięki którym mogę nagrać game play z The Sims 3?
Ale i tak postaram się nagrać budowanie domu.

A jak tam wakacje? Miałam pojechać z rodzicami na działkę, ale okres się dziś zaczął i pojechali beze mnie.
Nie smutam spoko.
04.07.2015 o godz. 11:25
Witam Was ciepło.
Może nawet za ciepło? Czy tylko ja nie mogę wytrzymać w takie upały? Nienawidzę lata. XD
Tyle o pogodzie. Niech się wali. I tak będą burze.
A jak tam wakacje? Co robicie? Gdzie śmigacie? Nad morze? W góry? Na mazury? Za granicę? Ja chyba zaliczam się do tych, co uciekają poza granice Polski na jakiś czas. Wprawdzie miał być to miesiąc (co mnie odrobinę przerażało), ale wyszło na to, że jedynie 2 tygodnie. Cieszy mnie to niezmiernie. Jak można się domyślić, będę okresowym emigrantem (czy jakoś tak) w Wielkiej Brytanii. To nie jest moja pierwsza wycieczka w tamte okolice. I może właśnie dlatego tak nie chcę jutra? Jutro mamy wylot niby po 10. Nie mam pojęcia o której wstać, o której wyjeżdżamy (bo wylot mamy z innego miasta) w jaką torbę się spakować, ani co ubrać. Ostatnio widziałam we wiadomościach, że jest tam bardzo gorąco, podobnie jak u nas. Niestety to nie zmienia faktu, że pogoda może się zmienić. Skoro jutro u nas będzie 36 stopni Celsjusza w cieniu (info. z radia), to ubiorę się "lekko", racja? A w Anglii może padać. Teraz tam jest niby 20 stopni. A u mnie 29. Jeżeli mam być z całym wszechświatem szczera, mam OGROMNĄ nadzieję, że nie będzie tam tak upalnie jak u nas. Ucieszyłby mnie nawet deszcz. Nie wiem dlaczego, bo pewnie od razu wszyscy bylibyśmy chorzy. I myślę, że nie jestem sama w tej kwestii. Można zrozumieć, że ktoś uwielbia ciepło, ale 36 stopni w cieniu to lekka przesada, nie sądzicie?
Chciałabym wyjść na ogród z Gothą. Smutno mu jest, że całe dnie siedzi w domu. Wypuszczam go, żeby pobiegał po pokoju, ale większą radość dałaby mu chyba mała wycieczka do ogródka, żeby poskubał trawy? Niestety w taki upał nie będę z nim wychodziła, bo (1) nie ma tam za dużo cienia, (2) nie mogę stracić paru godzin na siedzenie z tyłkiem na dworze (bo sama go tam nie zostawię - ostatnio widziałam jastrzębia), (3) sama bym nie wytrzymała, (4) o ile króliki mogą dostać udaru - to i to się boję. A jutro wyjeżdżam, więc latanie z nim po weterynarzach i całej reszcie spadłoby na barki mojej mamy (a ona już wystarczająco dużo ma na głowie). Chyba, że wyszłabym z nim popołudniu? Ale jadę do miasta na ostatnie zakupy i do kantoru, potem mamy gości i już w ogóle nie ma kiedy. Przykro mi Gotho, zostajemy w domu. ;-; I na razie uciekam sprzątać. Może odezwę się jeszcze później.
04.07.2015 o godz. 11:21

Film został usunięty.


Rozdział 13

Oczami Vanessy:

Nie byłam dobrą uwodzicielką, okey? Nie byłam pewna, czy Liamowi właśnie o to chodziło, ale po raz pierwszy w życiu chciałam spróbować. Po rozmowie z El i Perrie uznałam, że może czas spróbować, ze Londyn może być dla mnie nowym początkiem bez tego całego bagażu. Nie mówię, że będzie łatwo, ale myślę, że warto zaryzykować. Nachyliłam się jeszcze bardziej, tak, że moje usta prawie dotykały jego policzka.
- Wstaniesz? Obiecuję, że odprowdzę cię do pokoju i położę do łóżka. - Payne popatrzył mi w oczy po czym powoli skinął głową. - Chodź. - pociągnęłam go do góry i pozwoliłam, by się na mnie wsparł. Powoli szliśmy po schodach na górę, aż w końcu ustaliśmy przed drzwiami jego pokoju.
- Nie możesz spać ze mną? - na moje policzki wypezł karmazynowy rumieniec.
- A chcesz żeby Louis cię wykasrował?
- Nie, bo nie mógłbym ci pokazać, co porafię. - delikatnie złapał mnie za szyję i pocałował. Moje kolana momenalnie zrobiły się miękkie i gdyby nie to, że przyparł mnie do ściany nie dałabym rady ustać na nogach. Poczułam jak jego dłoń przesuwa się po moim brzuchu i muska szczebelki żeber.
- Van, ja... - delikanie pogłaskał mnie po policzku, po czym zamknął za sobą drzwi. Nie wiedziałam co o oznacza i poczułam się cholernie upokorzona. Odwróciłam się napięcie i zatrzasnęłam drzwi do siebie. Mam nadzieję, że Liam będzie miał juro porządnego kaca.

Rano:

Oczami Liama:

Czułem się tak, jakby ktoś napierdalał mi w głowie kijem bejsbolowym i nie chciał przestać. Nie pomagał fakt, że w pokoju obok pewna "ktosia" włączyła piosenki Charlie XCX. Popatrzyłem na telefon, który wskazywał parę minut po 12. Zerwałem się z łóżka i nie zważając na ból głowy pognałem do pokoju Vanessy. Dziewczyna
siedziała w fotelu trzymając szkicownik na kolanach z niewinną minką. Może bym się na to nabrał, gdybym nie był tak wsciekły.
- Puka się!- warknęła nim zdążyłem się na nią wydrzeć. - Wynacha stąd, jestem zajęta.
-Właśnie widzać! Ścisz tą pieprzoną muzykę.
- A co, główka boli? - czy mi się wydawało, czy widziałem sadystyczny błysk w jej oku? - No cóż, czuć, że wczoraj się nie hamowałeś. Śmierdzi tu jak krzyżówka baru z burdelem.
- Zazdrosna o to, że wczoraj byłem w burdelu? - podszedłem do wieży i wyłączyłem ten chłam. Moja głowa od razu zrobiła się o połowę lżejsza.
- O ciebie? Przykro mi, ale jakoś mnie nie kręcisz Payne.
- Kłamczucha z ciebie. - nachyliłem się nad oparciem i patrzyłem na nią uważnym wzrokiem. Posłała mi wredne spojrzenie i mocno zacisnęła wargi.
- Spadaj Liam! Idź znajdź sobie jakieś zajęcie. - skrzyżowała ręce na piersiach. - I weź prysznic. - nie wiedziałem co robić, ale uznałem, że najpierw doprowadzę się do porządku, a potem z nią porozmawiam.

Stałem w swojej garderobie i zastanawiałem się co na siebie włożyć, zaczęły wracać wspomnienia z ostatniego wieczoru, Skupiłem się na nich i wiedziałem, czym naraziłem się dla ślicznej brunetki. Włożyłem na siebie ciuchy i znów poszedłem do jaskini lwa. Vanny nie zmieniła pozycji, ale tym razem w uszach miała słuchawki. Uparcie na mnie nie patrzyła.
- Hej, mała. - założyłem jej kosmyk włosów za ucho przyklękając przed fotelem. O cholera, nadąsana wyglądała jeszcze lepiej niż zazwyczaj. - Wiem, że mnie słyszysz, bo nie masz słuchawek podłączonych do telefonu.
- Mówiłam ci coś...
- Wczoraj wieczorem byłaś milsza.
- BYłam, nie jestem. Przyzwyczajaj się do moich zmiennych nastrojów.
3 koemnatrze=następny rozdział
Mam nadzieję, że ten rozdział bardzo się wam spodoba i zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza. Bardzo mi na tym zależy.
04.07.2015 o godz. 10:50
Akt I
Scena I

(Ada, Raiden i Himuro znajdują się w samochodzie który szybuje w różne planety, steruje nim matka głównej bohaterki)
Ada: (w myślach) Kabina drużyny Sky Temple 6789.10 jesteśmy w drodze na Konferencję Federacji Galaktycznej na planecie Silos, mój strateg i inteligent Himuro Reiichi (Himuro zakłada noga na nogę i zamyka oczy, sprawdza na pilocie Raidena, który przypomina przenośną konsolę do gry) Mój osiłek i zarazem mój partner Lord Raiden (Raiden patrzy się w okno i tonie w marzeniach) oraz ja Adrianna Z. liderka tej drużyny i zarazem specjalistka od sztuk walki, magii i komputerów zostaliśmy wybrani jako delegacja frontu przestrzennej z planety Ziemia
(Raiden podchodzi bliżej Ady)
Raiden: Hej, mała, sądzisz że ta konferencja będzie udana jak zeszłoroczna?
Ada: Hm...wszystko będzie zależeć od pięknych ambasadorek i przystojnych ambasadorów
Raiden: (Jest podniecony i rumieni się) o rany, nie bez powodu jestem taki flirciarski, mrau
Himuro: Adrianno, zbliżamy się do planety Silosa
Ada: doskonale, zatem Muraki Kazutaka, kieruj się na Silos 5, współczynnik prędkości 6
Kazutaka: Tak jest, pani Kapitan
Ada: (w myślach) przestrzeń, ogromny obszar nieznanych rzeczy, nikt nic o tym nie wie, dlatego naszym zadaniem jest badanie i poznanie ich
Akt I
Scena II

(to samo miejsce, wszyscy dziwnie się patrzą na Kazutakę)
Kazutaka: no jesteśmy na miejscu, to zachodnie centrum konferencyjne, no teraz drużyno, możecie poszwędać się po centrum, (do Ady) A! Adrianno, nie daj się pokonać tym wstrętnym Grabonom (chichocze wraz z Raidenem)
Ada: Oni nazywają się Hangony, Muraki, Imperium Bezlitosnych Hangonów, proszę lepiej trzymać się orbity synchronicznej do naszej pozycji, spotykamy się tutaj o szesnastej (nerwowo trzaska drzwiami samochodu)
Raiden: Grabony (cichutko chichocze)
(Wchodzą do centrum)
Ada: Muraki jak Muraki, widać że się nic nie zmienił
Himuro: Nawet twoja mama nic nie wie na temat Hangonów, nawet nigdy z nimi nie walczyliśmy, co?
Raiden: i nagle się zjawili i zaatakują ziemię bez naszego ostrzeżenia...
Akt I
Scena III

(Ada, Raiden i Himuro wchodzą do doll Show)
Ada: co do? to miejsce mi nie przypomina mi konferencji konfederacji
Himuro: i od kiedy jest ono takie różowe?
Ada: Himuro, gdzie my jesteśmy do diaska?
Himuro: z pilota Raidena potwierdza się że to nie jest konferencja konfederacja Silos 5 (Adrianna unosi brew)
Ada: więc jaka jest pańska diagnoza, Panie Raiden?
Raiden: (Podniecony) no cóż, nie są zielone, ale, mrau
Ada: Lordzie Raiden! uspokój się, jesteśmy w obcym świecie kryjącym sobie wiele tajemnic (idą dalej) bądźmy czujni i trzymajmy się razem, musimy ustalić gdzie się znajdujemy i jak powrócić na konferencję konfederację (zatrzymują się) ja w tym czasie załatwię coś do jedzenia
(Adrianna podchodzi do lady)
Ada: mam ochotę na dużą tronię i kilka cukierków
(Sprzedawca szybko biegnie po zamówienie i wraca)
Sprzedawca: 4 dolce
Ada: (lekko się śmieje) och, my członkowie konfederacji, wycofaliśmy się z tak archaicznych pomysłów jak to
Sprzedawca: o, to pewnie wyrośliście z takich pomysłów jak jedzenie
(Adrianna zaczyna jęczeć)
Ada: eee...co powiesz na wymianę? (Adrianna zostaje odtrącona przez kobietę)
Kobieta:grr... Dawaj gofry
Ada: (Zdenerwowana) wygląda na to, że mamy do czynienia z barbarzyńskimi kapitalistami, który chcą zysku
Raiden: (Zdenerwowany) właśnie, czy zauważyliście że ci więksi sprzedają małych jak niewolników
Himuro: (Spokojny ton) Racja, zauważyłem że czczą totemicznego idola
Ada: oczywiście, to zacofane miejsce, lepiej udajmy że się na wszystko zgadzajmy, nie wzbudzając niczyich podejrzeń
Sprzedawca: no, będziecie tak stać czy ubijamy interes?
Ada: (Spokojnym tonem) no cóż, hehehe...no nie wiem Himuro, czy potrzebujemy czegoś
Himuro: Wyczerpała się nam rezerwa mocy, przydałby się nowy krzyształ bicenteniczny
Sprzedawca: krzyształ bicenteniczny? chcecie MBWP czy NBP?
Ada: co?!
Sprzedawca: MBWP Nigdy nie wyjmowany z pudełka i NBP kopalniany bez pudełka
Himuro: Jeżeli kryształ nie ma opakowania, to może być bardzo zanieczyszczony, czyli dla nas to będzie bezużyteczny
Ada: MBWP?
Sprzedawca: oczywiście (Daje Adzie opakowanie)
Ada: dzięki, potrzymaj to Raiden (daje Raidenowi)
Raiden: (w myślach) ten kryształ wygląda jakby był na zamrożeniu, ale strój wskazuje że jest w stanie hibernacji, muszę ją ożywić (rozrywa tak, że wszyscy się dziwią)
----------------------------------------------
Witam, tutaj z tej strony Hikiraji, tak to na razie wstawiam te dramaty które kiedyś zrobiłam, ale nie wstawiałam, tak to dzisiaj nie będę aktywna, tak to do następnego wpisu
04.07.2015 o godz. 07:21

Jeśli się starasz, a nie jest to doceniane w końcu przestajesz to robić, tylko kto bardziej będzie żałował, ten co się starał czy ten co nie doceniał?
03.07.2015 o godz. 22:36

Moje oczy tęsknią za Twoim widokiem.
Moje usta tęsknią za smakiem Twoich ust.
Mój nos tęskni za zapachem Twojej bluzy.
Moje ciało tęskni za Twoim dotykiem.
Moje dłonie tęsknią za Twoimi dłoniami.
Moje uszy tęsknią za za Twoim głosem i za Twoim "kocham".
03.07.2015 o godz. 22:35
That's great to read, it comforts me to know that I'm helping.

Ów wielki przeczytać, to pociesza mnie wiedzieć, że pomagam. https://twitter.com/ajwilliams1980/status/605860685151469569
03.07.2015 o godz. 21:36
Incredible to be named number 12 in the top selling singles of the last 10 years - a dream come true. Thanks everyone x

Nieprawdopodobny zostać wspomniany numer 12 w pierwszej sprzedaży singli z ostatnich 10 lat a marzenie się spełniło. Dzięki wszystkim x
03.07.2015 o godz. 21:33
Had an awesome time in Belgrade this weekend! What chill place and chill people! Thanks to @XFactorAdria and all involved for the love #LOVE

Miał niesamowite czasu w Belgradzie w ten weekend! Co chill miejsce i chłód osób! Dzięki @XFactorAdria i wszystkie zaangażowane strony do miłości #LOVE
03.07.2015 o godz. 21:32
Good afternoon! Please show your support for these talented and all round good eggs @StereoKicks and get this tune! https://itun.es/gb/-h9V7

Dzień dobry! Proszę pokazać swoje poparcie dla tych utalentowanych i cały dobre jaja @StereoKicks i dostać tej melodii! https://itun.es/gb/-h9V7
03.07.2015 o godz. 21:31
James Arthur fans, I've just had an opportunity to look through all my gifts from the tour and I have to say WOW I F**kin LOVE YOU!! Thanks!

03.07.2015 o godz. 21:31
My brother @JoshNewellBrown has recently released his Debut EP! All proceeds go to the @Dreamer645 Download it here https://itun.es/gb/zPSC7

Mój brat @JoshNewellBrown niedawno wydała jego debiutancki EP! Wszystkie wpływy przejść do @Dreamer645 Pobierz go tutaj https://itun.es/gb/zPSC7
03.07.2015 o godz. 21:30
.@PaddyConsidine is one of favourite actors.. If you haven't seen 'a room for Romeo brass' or 'dead mans shoes' you must go and watch!b

. @PaddyConsidine jest jednym z ulubionych aktorów... Jeśli nie widziałeś 'pokój dla mosiądzu Romeo' lub "dead mans buty" musi iść i oglądać! b
03.07.2015 o godz. 21:29
REKLAMA



plotki

quizy


figurki figurki